One Direction i My.. - imaginy

środa, 3 grudnia 2014

Louis Tommo Tomlinson.. :* - część 4

  Było 9 komentarzy.. Nie rekord ale dużo.. Teraz, żeby was zachęcić chce 10 komów!!! <3
Marika kolejna część :*
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ 

~Pogrubiony tekst to myśli Louisa :)~

Ch: Cześć (S.T.i.), idziemy? - zapytał lekko sie uśmiechając do niej, pochylił sie nad nią i ucałował delikatnie jej policzek. Serce mi pękło! Ale to ty sobie Tommo myślałeś?! Że po tym wszystkim ona zechce z tobą być?!
J: Do widzenia panu. - rzuciła w moją stronę i wyszła zamykając za sobą drzwi. Nie wiem czy byłem bardziej wściekły czy smutny. Wyjąłem piwo z lodówki i rozłożyłem sie na kanapie w salonie. Myślałem nad swoim zachowaniem w stosunku do niej i chyba nie odpuszczę dopóki mnie nie polubi. Zacznę już od jutra! Zaprosiłbym ją na kolacje, ale z tego co widziałem jej już zajęta. Wiem że nie ładnie kraść komuś dziewczyny, ale ona jest wyjątkowa i chciałbym mieć ją przy sobie. Musze dowiedzieć sie gdzie ona mieszka, mama na pewno mi powie, przekonam ja że chce sie w ten sposób z nią pogodzić.. Nawet nie wiem kiedy usnąłem na kanapie. W nocy tylko sie przebudziłem i poszedłem do siebie. Ranek nadszedł bardzo szybko, dzieciaki nie płakały, co bardzo mnie dziwiło. Błyskawicznie zerwałem sie z łóżka z myśląc że piękna brunetka już jest. W mgnieniu oka wykonałem poranne czynności i ubrałem sie. Zszedłem na dół i usłyszałem rozmowę mamy z (T.i.). Rozmawiały o mnie.
M: Louis pogodził sie z tobą? - znów podsłuchiwałem.
(T.i.): Nie wiem.. To jest trochę skomplikowane.. - przyznała, może jednak mam jakieś szanse u niej, ale z drugiej strony jest jej chłopak.
M: W jakim sensie? - moja rodzicielka dopytywała i bardzo dobrze. Sam bylem ciekaw jej odpowiedzi.
(T.i.): No wie pani, najpierw był strasznie niemiły, winił mnie że bliźniaki płaczą.. - urwała na chwile - ..a wczoraj, jak przyszłam to niemal błagał bym została.. - wyjaśniła. - Z reszta nie wiem czy po tych ostatnich tygodniach chce by miedzy mną a pani synem było w porządku. - powiedziała ze smutkiem. Zabolało, ale miała do tego pełne prawo, raniłem ją.
M: Wiesz, Louis taki już jest, ale to kochany chłopak.. Daj mu szanse.. - bylem pewny że mama sie uśmiecha.
(T.i.): Zastanowię sie, ale łatwo nie będzie. - teraz to ja sie szczerzyłem. Wszedłem chwile później do pomieszczenia, witając ich szerokim uśmiechem.
J: Cześć mamo, hej (T.i.)! - ucałowałem rodzicielkę w policzek a do brunetki jeszcze bardziej sie wyszczerzyłem. Musiałem wyglądać jak jakiś klaun.
M: Witaj Loui.. Zrobiłam wam śniadanie. - postawiła na stół dwa talerze z kanapkami. Cieszyłem sie widząc jak mama stawia przed dziewczyna jeden z nich.
J: (T.i.) chcesz kawy..? - zapytałem nalewając sobie.
(T.i.): Nie, dziękuje panu.. - wstała od stołu i wyżla z kuchni, od razu spojrzałem smutniej na mamę.
M: Jeżeli chcesz ją przeprosić to musisz sie porządnie wysilić.. - zaczęła jakby czytała mi w myślach - ..(T.i.) nie jest jak każda dziewczyna. Trzeba sie nieźle napracować by zdobyć jej zaufanie. - uśmiechnęła sie lekko na pocieszenie. Odechciało mi sie jeść, poszedłem do siebie i zacząłem łazić w kółko po pokoju myśląc co zrobić by zwróciła na mnie uwagę. I chyba wymyśliłem!
J: (T.i.)? - spytałem cicho wchodząc do pokoju bliźniaków. Dziewczyna spojrzała na mnie przelotnie. Nie odpowiedziała więc kontynuowałem. - Może wybrałabyś sie ze mną i dzieciakami do wesołego miasteczka? - zaproponowałem.
(T.i.): Nie, - zaprzeczyła - oni są zdecydowanie za mali na to.. - dodała.
J: To może na spacer? - nie dawałem za wygraną.
(T.i.): Nie, jest zbyt zimno. A Erni jest przeziębiony.. - kolejna odmowa.
J: Hmm.. A może mógłbym ci pomóc? - spytałem z nadzieją choć bylem pewny że znów odmówi. Brunetka spojrzała na mnie.
(T.i.): Nie trzeba, to moja praca i doskonale sobie poradzę, dziękuje panu.. - oznajmiła. Usiadłem obok niej i złapałem za dłoń, od razu ją wyrwała i wzięła na ręce Doris.
J: Dlaczego mówisz do mnie na pan? - powiedziałem łagodnie by jej jeszcze bardziej nie przestraszyć.
(T.i.): Nie wypada inaczej. - przyznała. Widziałem w jej oczach smutek. Nie poddawaj sie Lou!
J: Proszę mów mi Louis, jestem za młody na pan.. - zaśmiałem sie by rozluźnić trochę atmosferę.
(T.i.): Nie obiecuje.. - czyżbym zauważył delikatny uśmiech na jej twarzy?! No Tommo, małymi kroczkami do przodu!
J: Ja Ci za to obiecuje że od teraz będę Ci pomagać przy moim rodzeństwie.. - uśmiechnąłem sie. Nie wiem czy jej sie to spodobało czy nie. Wstała z podłogi i posadziła maluchów do kojąca by mogły sie same pobawić. - Może jednak dasz sie namówić na ten spacer? - zapytałem z niemałą nadzieją.
(T.i.): Naprawdę jest za zimno dla maluchów.. - oznajmiła.
J: A kto powiedział że z nimi?
...

Tak jak na początku imagina, poproszę 10 komentarzy.. !!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!




Naat

11 komentarzy:

  1. HSbsjsvhsbsjsbuebsjsuwwss
    Genialny <3
    Nexxt. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. SUPER!!!! czekam na next'a!!!! szybko!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest idealny *.* ;) dziekuje ze dodalas rozdzial po mimo ze bylo malo kom i dziekuje ponownie za niego :* weny!!

    OdpowiedzUsuń
  4. o tak! jest cudowny idealny najlepszy! to jest too! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ok jest szósty komentarz, next!

    OdpowiedzUsuń
  6. Hsggbsjzbusavj *-* jeju w takim momencie *-* :c czekam na kolejny :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Ósmy <3 Jeszcze dwa.;)
    Dawaj szybko next *-*

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow jest super . Czekam na następną część :*

    OdpowiedzUsuń