One Direction i My.. - imaginy

środa, 29 stycznia 2014

Lou :) - część 1

Jestem 18 letnia dziewczyna która jest kapitanem drużyny piłkarskiej. Moja drożyna jest najlepsza w grze w piłkę nożną w całym mieście, czyli w Amsterdamie. Mieszkam w Holandii ale jestem Polka. Przeprowadziłam sie tu z rodzicami gdy miałam 6 lat. Moim marzeniem zawsze było zamieszkać w Londynie. Jutro ma być jeden z najważniejszych meczy w naszej karierze. Jesteśmy w finale międzynarodowym. Gramy mecz z Anglia..
Rano wstałam, zjadłam małe śniadanie, zresztą byłam tak zestresowana że nie przyrzekłabym więcej. Ubrałam sie w dresy i poszłam na stadion. Moje koleżanki z drużyny już tam były. Zaczęliśmy rozgrzewkę. Widać było że każda z nas była lekko zdenerwowana tym meczem. W końcu gramy o tytuł Mistrzów Europy. Martyna moja najlepsza przyjaciółka była razem ze mną w ataku. Byłyśmy najlepsze. O 11 zaczęli przychodzić pierwsi kibice, a o 12 zaczął sie mecz. Nasze przeciwniczki były bardzo dobre. Były niezłymi przeciwniczkami. W pierwszej połowie był remis 2:2, ale druga polowa była bardziej zacięta. Pod koniec meczu zaczął sie prawdziwy koszmar. Angielki były tak zdesperowane niekorzystnym dla nich wynikiem, że zaczęły strasznie brutalnie grac. Wygrywałyśmy jednym punktem. Z Martyną postanowiłyśmy wykorzystać nasz specjalny numer. W ostatnich minutach wykonałyśmy szybki atak, kilka mylących ruchów i strzeliłam zdecydowanego gola. Wygrałyśmy ten mecz i mogłyśmy sie nazywać Mistrzami Europy. Nasz trener był z nas taki dumny że powiedział że ma dla nas niespodziankę. A mianowicie wyjazd do Anglii na cały Lipiec. Cieszyłam sie strasznie na ten wyjazd, z reszta nie tylko ja bo i Martyna i reszta dziewczyn też. Miałyśmy tydzień na spakowanie sie. Mamy jeszcze dwa dni do wylotu wiec postanowiłam z Martyna i dziewczynami że wybierzemy sie do klubu. Ubrałam sie w krótkie szorty z wysokim stanem w kolorze czerni, do tego luźną biała koszulka na ramiączkach z napisem " I'm a Princess..". Na nogach cieliste rajstopy z delikatnym wzorkiem i czarne wysokie szpilki. Włosy rozpuściłam i pomalowałam sie nie zbyt mocno. Nie byłam fanka mocnego makijażu. O 19 usłyszałam trąbienie a to znak że Martyna podjechała. Obie miałyśmy już prawo jazdy. Ona do klubu a ja z powrotem za kołkiem. Było to bezpieczne rozwiązanie bo nie piłam alkoholu. Nie rozumiałam ludzi którzy nie umieli bawić sie bez niego, albo miałam tez inne niemile przeżycia z nim związane.?! Weszłyśmy do klubu i usiadłyśmy na wygodnych kanapach w rogu sali. Wcześniej umówiłyśmy sie z dziewczynami z drużyny że zabawimy sie razem. Zamówiły sobie drinki i zaczęła sie nasza rozmowa na temat tego wspaniałego meczu i planów co będziemy robić w Londynie. Po jakiejś godzinie poszłyśmy na parkiet. Tańczyłyśmy i tańczyłyśmy. Było cudownie do czasu gdy moje nogi nie zaczęły bolec.
J: Martyna idę usiąść..! - krzyknęłam do przyjaciółki
M: Czemu.?!- odkrzyknęła.. byłyśmy blisko siebie ale była strasznie głośna muzyka. Jak to zazwyczaj w klubie.
J: Moje nogi.. - wskazałam palcem na stopy..
M: Ok.. Heh! - zaśmiała sie - Poczekaj idę z Tobą.. - kiwnęłam głową i poszłyśmy na nasze wcześniejsze miejsca. Gdy tylko usiadłam zdjęłam szpilki i pomasowałam chwile nogi. Po chwili poczułam jak Martyna mnie szturcha
J: Co chcesz?
M: Nie odwracaj sie teraz, ale jakiś całkiem przystojny chłopak sie na ciebie bez przerwy gapi. - cicho zachichotała. Spojrzałam na nią, a potem ukrytkiem za siebie. Zobaczyłam przystojnego bruneta, nasze spojrzenia sie spotkały. Lekko speszona uśmiechnęłam sie delikatnie i odwróciłam do Martyny. - Ej mała.. Czy ty sie rumienisz?
J: Jaa..?! Yyy.. Niee.. - złapałam sie za policzki.. i zaśmiałam. - Martyna?
M: No co jest?
J: Piłaś coś? - zapytałam przyjaciółki
M: No tak drinka na początku.. A czemu pytasz..?
J: Bo mam już dość.. Nie obrazisz sie jak sobie pójdę a ty wrócisz taksówką? - w moim glosie była nadzieja
M: Nie mała.. Do jutra! - dałam jej buziaka w policzek. Założyłam buty i zaczęłam przepychać sie przez tańczący tłum do wyjścia. Po kilku minutach udało mi sie wyjść. Do domu miałam spory kawałek, ale nie przeszkadzało mi to. Po drugiej stronie ulicy zdjęłam szpilki i wzięłam je w ręce. Miałam wspaniały humor. Impreza mi sie podobała, ten tajemniczy chłopak i do tego za dwa dni lecę do Londynu..
J: Żyć nie umierać..! - powiedziałam bardzo radośnie do siebie..
K: Dokładnie, życie jest piękne.. - usłyszałam za sobą. Lekko sie wzdrygnęłam pod wpływem tego glosy. Odwróciłam sie i zobaczyłam idącego w moim kierunku chłopaka.
...



Komętujcie kochani.. To bardzo ważne dla mnie, bo wtedy wiem czy wam sie podoba czy nie.. :D

Naat

niedziela, 26 stycznia 2014

Nialler..

Początek wakacji, a ja się pakuje. Właśnie wcielam w życie mój dotychczasowy plan na przyszłość. A mianowicie wyjazd na stale do Londynu. Chce znaleźć tam prace i zacząć studia. Jeszcze nie wiem jakie ale jakieś na pewno. Na start będą pomagać mi rodzice, ale nie chce żyć na ich koszt w wieku 20 lat.
Stoje na lotnisku i zegnam się z rodzicami. Ciężko jest rozstawać z kimś z kim się mieszkało cale życie, ale w końcu trzeba się usamodzielnić. Weszłam do samolotu i popatrzałam na widok za oknem.
Ja: Będę tęsknić.-powiedziałam sama do sobie i odpłynęłam w krainę snu. Obudziła mnie stewardessa i powiedziała że lądujemy. Ogarnęłam co sie dzieje i zaczęłam zbierać swoje rzeczy.
K: Proszę państwa właśnie lądujemy w Londynie. Dziękujemy i życzymy miłego pobytu. - usłyszałam głos pilota i zaczęłam wychodzić z samolotu. Odebrałam walizki i ruszyłam w stronę postoju taksówek. Dzisiaj lotnisko było pełne ludzi. Pomyślałam ze może jakaś sławna gwiazda jest na lotnisku dlatego tyle ludzi tu jest. Nie zwracałam uwagi na nikogo, szlam przed sobie trącając przechodniów, za każdym razem mówiłam tylko ciche przepraszam. W pewnym momencie ktoś na mnie wpadł tak ze aż upadlam na posadzkę. Spojrzałam na mojego oprawce i okazał mi sie chłopak w kapturze i okularach przeciwsłonecznych.
Ch: Przepraszam, nic ci nie jest? - podał mi rękę żeby pomoc mi wstać.
Ja: Nie, raczej nie.. - chwyciłam jego dłoń i wstałam. Strzepałam brud ze spodni i spojrzałam na niego.- przepraszam, ale muszę już iść. Cześć.
Ch: Poczekaj, daj sie zaprosić na kawę w ramach przeprosin.
Ja: Widzę ze sie spieszysz, nie będę ci przeszkadzać.
Ch: Nie będziesz przeszkadzać. Nie daj sie prosić - pozbierał moje walizki i zaczęliśmy kierować sie w stronę wyjścia. Dziwiło mnie to ze ma na nosie ciemne okularu, a na dworze było pochmurnie, nie chciałam o to pytać. Nie znamy sie na tyle bym mogła zapytać o te okulary. Włożył moje walizki do samochodu i pojechaliśmy, podczas drogi czułam sie niezręcznie. Nawet nie znałam jego imienia i jadę z nim samochodem na kawę. Przerwałam ta niezręczną cisze
Ja: Ależ ja jestem kulturalna, nawet sie nie przedstawiłam. Jestem (T.i.). - uśmiechnęłam sie do niego.
Ch: Ja jestem.. Ni.. tzn. Jestem James.. - jąkał sie jakby coś okrywał,
Ja: Milo mi cie poznać James. - jechaliśmy jeszcze chwile, weszliśmy do kawiarni i James zamówił po kawie.
J: Nie jesteś stąd prawda?
Ja: Nie, właśnie tu przyleciałam, a pochodzę z Polski. - ślicznie sie do niego uśmiechnęłam.
J: Tak myślałem, masz inny akcent. A co robisz w Londynie? Jeśli oczywiście można to wiedzieć.
Ja: Zaczynam nowe życie. A ty skąd pochodzisz.? Twój akcent tez nie jest typowy dla Anglii.
J: Pochodzę z Irlandii, a dokładniej z Mullingar. - rozmawialiśmy na rożne tematy. James okazał sie bardzo sympatyczny. Zerknęłam na zegarek i było już dość późno.
Ja: James, ja przepraszam jest już późno a ja muszę jeszcze znaleźć swoje mieszkanie. - wstałam i zaczęłam sie obierać.
J: Jak to znaleźć, to jeszcze nie masz mieszkania? - w jego oczach było widać troskę i strach.
Ja: Mam.. tylko nie wiem gdzie jest ta ulica.
J: Podaj mi adres podrzucę cie.
Ja: Nie chce ci robić kłopotu, pora..
J: Nie zrobisz - przerwał mi, wyciągnęłam z torebki karteczkę z adresem i podałam mu. Spojrzał na mnie i szeroko sie uśmiechnął.
Ja: Coś nie tak?
J: Nie wręcz przeciwnie.. Chodź. - wyszliśmy i wsiedliśmy do samochodu. Jechaliśmy jakieś 20 min. cały czas sie śmiejąc. Tematy do rozmów nam sie nie kończyły. Zatrzymaliśmy sie przed pięknym nie za małym, nie za dużym domkiem. Na przeciwko stała ogromna willa.
J: Jesteśmy, masz piękny domek.
Ja: Dziękuje, ten na przeciwko jest wspaniały. Chcesz może do mnie wejść?
J: Nie będę ci przeszkadzał. Jest już dość późno, a ty musisz sie jeszcze rozpakować i przyzwyczaić do nowego miejsca.
Ja: Nie będę cie zmuszać, ale za to zapraszam cie jutro na kolacje. Musze ci jakoś podziękować za twoja pomoc.
J: Jak sobie życzysz.. - wyszliśmy z auta i James wyciągnął moje walizki i zaniósł pod drzwi. Podeszłam do niego.
Ja: Jeszcze raz ci dziękuje i bądź jutro na 18. - cmoknęłam go w policzek i weszłam do domu.
Cały czas o nim myślałam, przy każdej czynności jaka wykonywałam towarzyszyły mi myśli związane z nim. Rozpakowałam sie, mój domek był cudowny. Taki o jakim marzyłam. Pięknie urządzony salon, kuchnia wyposażona w każdy możliwy sprzęt jaki jest w niej potrzebny. Sypialnia jak z ze snów, duże dwuosobowe łózko, ściany w kolorach niebiesko- czerwonych z dodatkami bieli. Położyłam sie na łózko i od razu zasnęłam.
Obudziłam sie o 11, zadzwoniłam do rodziców i powiedziałam, że szczęśliwie dotarłam na miejsce i jestem już rozpakowana. Zeszłam na dol i zjadłam jakieś śniadanie. Postanowiłam pójść do sklepu po jakieś spożywcze zakupy na kolacje. Wróciłam i zabrałam sie za robienie lazanii. Skończyłam o 16 i poszłam sie szykować. Wzięłam prysznic, umyłam swoje rude włosy. Wysuszyłam je i delikatnie podkreślam. Pomalowałam sie i założyłam bieliznę, tak ubrana wyszłam do sypialni poszukać sobie jakaś sukienkę. Padło na zielona, przed kolano z delikatnym dekoltem. Na nogi włożyłam czarne szpilki. Byłam gotowa o 17:20 i uszykowałam stół. Nakryłam i postawiłam dwie świeczki. Podgrzałam lazanie i postawiłam wino na stół. Usłyszałam dzwonek do drzwi, zanim otworzyłam przejrzałam sie jeszcze w lustrze. Otworzyłam i ujrzałam eleganckiego Jamesa, miał na sobie czarne rurki i białą podkoszulkę a na to marynarka.
Ja: Cześć James, wejdź. - zaprosiłam go do środka.
J: Cześć (T.i.). - pocałował mnie w policzek. Poszliśmy do salonu gdzie był uszykowany stół.
Ja: Nalej wina a ja przyniosę kolacje. - poszłam do kuchni i przyniosłam lazanie. Podczas kolacji dużo rozmawialiśmy, śmieliśmy sie i żartowaliśmy.
J: Wiesz chyba będę musiał do ciebie częściej wpadać.
Ja: Taak? A to czemu? - uśmiechnęłam sie do niego
J: Świetnie gotujesz, a ja uwielbiam jeść.
Ja: W takim razie wpadaj kiedy będziesz chciał. - wstałam, wzięłam kieliszek z winem i usiadłam na kanapie. Gestem reki pokazałam Jamesowi żeby uczynił to samo. - Masz ochotę obejrzeć jakiś film?
J: Tak, możemy coś obejrzeć.. - mówiąc to patrzył mi głęboko w oczy, jego były bardzo niebieskie i hipnotyzujące.
Ja: James co jest? Mam coś na twarzy?
J: Nic, po prostu jesteś piękna.
Ja: Dziękuje. - moje policzki zapewne były już jak dojrzały burak.
Tak właśnie zaczęła sie moja znajomość z Jamesem. Nasza przyjaźń kwitła, a ja coraz bardziej potrzebowałam jego osoby do normalnego funkcjonowania. Uzależniałam sie od niego i nie mogłam tego zatrzymać. Był dla mnie jak dla narkomana dzienna dawka heroiny. A może to objawy zakochania? Niemożliwe przecież sie z nim przyjaźnie. " Kochasz go! " - słyszałam to codziennie w mojej głowie, powoli zaczynało mi mówić to samo serce. Dziwiło mnie jednak to ze nigdzie razem nie wychodziliśmy, zawsze jak sie spotykaliśmy to u mnie albo u niego w domu. Nie zadawałam pytań, bo nie chciałam go dręczyć głupimi pytaniami.
Dzisiaj mija miesiąc odkąd jestem w Londynie i spotkałam Jamesa. Widuje sie z nim co dwa, trzy dni i za każdym razem jest mi mało. Siedziałam w salonie i oglądałam jakiś nudny program w telewizji, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi, zadziwiam sie bo nikogo nie zapraszałam.
Ja: Ooo cześć James.. Wchodź.
J: Haj (S.T.i.), nie dzisiaj idziemy na spacer. - byłam w szoku, myślałam ze nie chce sie pokazywać miedzy ludźmi ze mną a tu proszę. Założyłam szybko buty i wyszłam z domu zamykając go wcześniej.
Ja: To gdzie idziemy?
J: Przed siebie, gdzie nas nogi poniosą….. - powiedział z nonszalanckim uśmiechem. Szliśmy tak chwile obok siebie, nasze ręce sie delikatnie o siebie otarły a mnie przeszedł przyjemny dreszcz. Chwile potem poczułam jak łapie mnie za rękę i splata nasze palce razem. Uśmiechnęłam sie pod nosem i spojrzałam na nasze dłonie. Doszliśmy do jakiegoś parku i spacerowaliśmy po nim. Usiedliśmy na ławce, która była w najbardziej oddalonym miejscu w parku. Siedzieliśmy obok siebie nie puszczając swoich dłoni.
J: Wiesz mój kumpel organizuje imprezę i chciałem zapytać czy nie chciałabyś pójść ze mną? - popatrzałam na niego z uśmiechem.
Ja: Pewnie, kiedy ona jest?
J: W tą sobotę..
Ja: Czyli jutro?
J: Tak.. - posiedzieliśmy jeszcze godzinę i rozmawialiśmy na różne tematy śmiejąc sie przy tym. Odprowadził mnie do domu.
Ja: Wejdziesz?
J: Niee dzięki. Musze jeszcze jakaś sprawę załatwić. Przyjadę jutro po ciebie o 17. - cmoknął mnie w policzek na pożegnanie.
Ja: To do jutra. - weszłam do domu, zjadłam jakaś kolacje i wzięłam laptopa żeby sprawdzić co sie dzieje na świecie. Weszłam na Facebook'a, Twittera i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Wszędzie były moje i Jamesa zdjęcia jak trzymamy sie za ręce i siedzimy w parku. Tylko ze nagłówki do tych zdjęć brzmiały jakoś dziwnie, np: " Czy to nowa dziewczyna Nialla Horana. ", ''Czyżby blondyn z One Direction znalazł swoja wybrankę.. ?" Byłam w szoku, dlaczego on mnie okłamywał przez tyle czasu. Co prawda widziałam ze istnieje taki zespól ale nie słuchałam, radia i rzadko oglądałam newsy w telewizji, wiec nie wiedziałam kto jest w tym zespole, nawet nie wiedziałam jak wyglądają. Nie interesowało mnie to, mam swoje życie. James.. tzn Niall, nie ważne.. Okłamał mnie bezczelnie i przez tyle czasu oszukiwał. A ja myślałam, ze w końcu natrafiłam na normalnego, godnego zaufania chłopaka, któremu można powiedzieć dosłownie wszystko. Odłożyłam ze złością laptopa i najnormalniej w świecie zaczęłam płakać. Bolał mnie fakt, że osoba która kocham mnie okłamuje. Jestem ciekawa kiedy miał zamiar mi to powiedzieć.? Byłam tak zmęczona tym wszystkim że zasnęłam w salonie na kanapie. Obudziłam sie o 10, od razu przypomniało mi sie to co wczoraj zobaczyłam. Nie zamierzałam płakać, powiem mu co o tym wszystkim myślę. Poszłam do łazienki wziąć prysznic dla relaksu, kiedy spojrzałam w lustro przestraszyłam sie sama siebie, na policzkach rozmazany tusz do rzęs, podpuchnięte czerwone oczy, ogólna masakra. Skończyłam po 40 minutach, ubrałam sie w szare rurki i czarna bokserkę. Zjadłam śniadanie i usiadłam przed telewizorem, natrafiłam na kanał z nowinkami o gwiazdach. Niestety tam tez byłam ja i Niall.. od razu przełączyłam na jakiś nudny serial. Był na pewno ciekawszy niż te durne plotki o " naszym związku" który w ogóle nie istniał. Postanowiłam pójść na zakupy i zapomnieć o tym. Założyłam buty i poszłam do galerii handlowej. Wchodziłam do każdego sklepu po kolei, właśnie przeglądam jakieś T-shirty. Podeszła do mnie jakaś grupka dziewczyn i zaczęły piszczeć i zadawać rożne pytania.
Dz1: Co cie łączy z Niallerem?
Dz2: Jesteś jego dziewczyna?
Dz3: Nie pasujesz do niego! Lecisz tylko na jego kasę!
Dz4: Odczep sie od niego!
J: Nic mnie z nim nie łączy, nie znam osoby o imieniu Niall..
Dz1: Jak to nie znasz, widziano cie z nim wczoraj jak szliście za rękę..
J: Nie znam go! - miałam łzy w oczach, uciekłam od nich. Pobiegłam prosto do domu i już nie powstrzymywałam łez. Czułam sie oszukana i zraniona. Spojrzałam na zegarek i była 16, za godzinę ma przyjść Jam.. Niall. Nie mogę sie do tego przyzwyczaić. Siedziałam i myślałam nad tym wszystkim, nawet sie nie zorientowałam że minęła już ta godzina i usłyszałam pukanie do drzwi. Otarłam łzy i poszłam otworzyć.
N: (T.i.), co sie stało? Ty płakałaś? - nie chciałam na niego patrzeć, zostawiłam go w drzwiach i poszłam do salonu. Chwile potem poczułam jak łapie mnie za rękę. - Ej co jest?
Ja: Jeszcze sie pytasz? To wszystko przez ciebie. Nie mogę wyjść normalnie z domu bo zaraz mnie obrażają. Nie chce cie znać! - wykrzyczałam przez łzy. Przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Wyrywałam się ale on nie odpuszczał.
N: Wiem, przepraszam to tylko i wyłącznie moja wina. Powinienem ci powiedzieć że jestem sławny, ale chciałem żebyś mnie polubiła za to jaki jestem a nie za to ze jestem gwiazda, jak inne wszystkie dziewczyny - odsunęłam sie od niego.
Ja: Ja nie jestem taka jak wszystkie. Nie oceniam ludzi po tym kim , dla mnie liczy sie wnętrze. Oszukałeś mnie, a ja ci zaufałam. Myślałam że jesteś inny, że w końcu znalazłam osobę z którą mogę płakać i sie śmiać.! Ja nawet sie w tobie zakochałam - powiedziałam prawie nie słyszalnie - i tak po prostu wbiłeś mi nóż w serce. - spuściłam galowe.
N: Przepraszam - złapał moja twarz w dłonie, tak bym na niego spojrzała - zależy mi na tym wszystkim co przeżyliśmy, zależy mi na twoim szczęściu, a przede wszystkim zależy mi na tobie. Nawet jeśli teraz mnie znienawidzisz ja będę sie dalej starał to wszystko naprawić. Jesteś dla mnie najważniejsza, nie pozwolę ci tak po prostu zniknąć z mojego życia.
Ja: Skąd mam wiedzieć że teraz mówisz prawdę, przez tyle czasu mnie okłamywałeś.
N: Udowodnię ci to! Jestem Niall Horan, członek zespoły One Direction. - wyciągnął w moim kierunku dłoń z uroczym uśmiechem na twarzy.
Ja: Cześć, jestem (T.i.) (T.n.) i mam ochotę cie poznać takim jaki jesteś naprawdę. - uścisnęłam jego dłoń odwzajemniając uśmiech.
N: Bardzo mi milo - przytulił sie do mnie. - Wiem, ze dopiero sie poznaliśmy ale - pochylił sie nade mną i szepnął do ucha - Kocham cie (T.i.). - w moich oczach pojawiły sie łzy, tylko że te były ze szczęścia.
Ja: No to mamy problem - momentalnie posmutniał - bo ja ciebie bardziej. - jego reakcja była natychmiastowa, wpił sie zachłannie w moje usta, byłam szczęśliwa kochałam go bardzo mocno.

The end.. <3



Naat

piątek, 17 stycznia 2014

Hazza..

Harry. <3
*
Jako 3-letnia dziewczynka przeprowadziłam sie z rodzicami do Londynu w bardzo ładną okolice. Gdzie wszystkie domki były takie same i różniły sie tylko wyglądem podwórka. Rodzice rozpakowywali rzeczy z ogromnych pudeł, a ja bawiłam sie swoim ulubionym misiem. Zauważyłam że kolo płotu stoi mały chłopczyk i mi sie przygląda. Z wielkim uśmiechem podeszłam do niego.
J: Cześć jestem (T.i.), a ty?
Ch: Cześć (T.i.), mam na imię Harry.
J: Wiec Harry chcesz być moim przyjacielem? - chłopczyk pokiwał głową na „tak” i z całej siły mnie przytulił. - Pobawisz sie ze mną?
H: Poczekaj pójdę po mojego misia. - pokazał na zabawkę leżącą na zielonej trawie. Po chwili wrócił - Chodźmy!- złapał mnie za moja mała rączkę i poszliśmy na kocyk, na którym sie wcześniej bawiłam. Bawiliśmy sie świetnie, to był jeden z najlepszych dni w moim życiu. Po kilku godzinach zabawy położyłam sie na kocyku a Harry poszedł w moje ślady.
J: Harry ile masz latek? - zapytałam patrząc na niego
H: Cztery! - powiedział z uśmiechem i pokazał na palcach- A ty?
J: Ja mam 3, jestem od ciebie młodsza..
H: To dobrze, jak będziemy więksi to będę mógł cie bronic.! - uśmiechnęłam sie do niego. Po chwili oboje zasnęliśmy. To był naprawdę udany dzień..
*

Tak właśnie poznałam Hazze. W tamtych czasach liczyła sie tylko dobra zabawa i to właśnie w jego towarzystwie.

*
Na następny dzień poszłam z rodzicami przywitać się z sąsiadami na przeciwko. Byłam ubrana w śliczną dziewczęca sukieneczkę w kolorowe kwiatki. Mama zapukała i przywitała sie z kobieta która nam otworzyła. Po chwili siedzieliśmy już w salonie. Byłam trochę smutna bo chciałam dzisiaj też pobawić sie z Harrym, ale gdy owa pani zawołała swojego syna, którym okazał sie właśnie ON, na mojej twarzyczce pojawił sie szeroki uśmiech. Zeskoczyłam szybko z fotela i podbiegłam do chłopczyka. On tez gdy mnie zobaczył od razu sie uśmiechnął.
J: Cześć Harry!- przytuliłam go
H: Cześć mała.. Chodź pobawimy sie dzisiaj u mnie. - złapał mnie za rączkę i poszliśmy do jego pokoju..
*

Staliśmy sie najlepszymi przyjaciółmi, co dzień spędzaliśmy razem czas. Gdy mieliśmy po 12 lat postanowiliśmy złożyć przysięgę. Obiecaliśmy sobie ze zawsze będziemy razem i nigdy sie nie opuściliśmy..
J: Forever?!
H: Together..!

Lata mijały, a nasza przyjaźń kwitła. Odkryłam cudowny talent Harrego i namówiłam go do wystąpienia w X-Factorze. Był rewelacyjny, wspierałam go całym sercem. Byłam przy nim cały czas. Harry miał wtedy 16, a ja 15 lat. Przez ten program Harry zdobył niesamowita sławę i nowych przyjaciół, z którymi założył zespól. Oddaliłam sie od niego, coraz mniej czasu ze mną spędzał. Czułam sie przez to samotna. Był moim najlepszym i jedynym przyjacielem. Powoli zaczynałam sobie uświadamiać, że nie jest tylko przyjacielem. Jest kimś więcej, znacznie więcej. Ostatni raz widziałam go w dzień finału X-F. Zajął razem z nowymi przyjaciółmi 3 miejsce. Byłam bardzo szczęśliwa tą wiadomością, że aż tak daleko zaszedł, a z drugiej strony wiedziałam że mogę go już nie zobaczyć.. I wiecie co?! Wcale sie nie myliłam! Nie rozmawiałam z nim od tamtej chwili. Dzisiaj minęło już 3 lata jak go nie widziałam, nie licząc tv, gazet, internetu i innych takich rzeczy. 3 lata od ostatniego spotkania i 15 lat od poznania sie. Bolało mnie strasznie to że o mnie zapomniał, że sie nie odzywa. Złamał nasza przysięgę! Nienawidziłam go za to, a z drugiej strony kochałam. Ta jego nieobecność tylko wzmocniła to uczucie, gdzie powinno gasnąć. Nie raz płakałam z tego powodu.
Na moje 18-ste urodziny rodzice pozwolili mi zrobić sobie tatuaż. Szczęśliwa udałam sie do studia tatuaży. Po drodze czułam na sobie wzrok wielu chłopaków. Moja uroda była nieprzeciętna. Miałam wspaniała figurę, długie brązowe włosy i śliczna twarz. Weszłam do pomieszczenia i podeszłam do mężczyzny, siedzącego za biurkiem. Miał na sobie mnóstwo tatuaży.
J: Dzień dobry. - uśmiechnęłam sie do niego
P: Cześć. Domyślam sie że to będzie twój pierwszy tatuaż. - również sie uśmiechnął
J: Tak.. Mogę narysować panu wzór? - mężczyzna podał mi kartkę i długopis. Usiadłam przy stoliku, obok jakiegoś chłopaka i zabrałam sie za szkicowanie. Po 15 minutach mój wzór był gotowy. Przyjrzałam mu sie i podeszłam do mężczyzny. Podałam mu i również mu sie przyjrzał.
P: Masz już wybrane miejsce?
J: Tak, na nadgarstku. - pokazałam dokładnie gdzie ma sie znajdować.
P: Mam pytanie?
J: Słucham..?
P: Co on oznacza? Zazwyczaj ludzie przychodzą tu i wybierają wzory z katalogów, a ty przyszłaś i chciałaś sama go narysować..
J: To jest pewna przysięga, którą zawarłam z moim przyjacielem. Mieliśmy wtedy jakoś po 12 lat. Forever - Together tak brzmiała. - łezka w oku mi sie zakręciła na samo wspomnienie - Ale jego już nie ma..
P: Przykro mi z powodu straty.. - spuścił głowę
J: Heh. Nie potrzebnie.. Pan pewnie pomyślał że go już nie ma na tym świecie..!? On dalej żyje.. Tylko, że nie jest już przy mnie. Złamał nasza przysięgę.. - starłam łzę spływającą po moim policzku, uśmiechnęłam sie do niego
P: Dobrze, chodźmy.. - wstał i poszliśmy do pokoju obok. Zanim tam weszłam widziałam jak ten chłopak co siedział na kanapie uważnie mi sie przygląda. W jego oczach widziałam smutek. Pewnie słyszał moja opowieść. Usiadłam na fotelu i zaczął. Po niecałej godzinie dzieło było skończone. Podziękowałam i wyszłam. Udałam sie z uśmiechem na twarzy do parku. Usiadłam na jednej z ławek i przyglądałam sie tatuażowi. W sercu czułam ogromny ból. Strasznie za nim tęskniłam, ale on wybrał karierę i zapomniał o mnie. Myślałam że coś dla niego znaczę, ale niestety nie.! Wstałam i poszłam do domu. Rodzice podziwiali z podziwem mój nowy nabytek i kazali mi sie szykować na wieczór. Poszłam do siebie. Wzięłam relaksującą kąpiel. Włosy podkręciłam i pomalowałam sie. Założyłam na siebie czarno-czerwona sukienkę i do tego czerwone szpilki. Zeszłam na dół i pojechaliśmy w miejsce gdzie miała odbyć sie moja impreza. Było dużo gości, znajomi ze szkoły i rodzina. A jego nie!! Witałam sie ze wszystkimi po kolei i świetnie sie bawiłam. Tańczyłam właśnie z kolega z klasy, gdy ktoś podszedł.
K: Odbijany..!- powiedział, spojrzałam na niego. Niestety było ciemno i nie widziałam dokładnie kto to był. Akurat pościli wolna piosenkę. Położyłam ręce na jego kark, a on objął mnie w talii.
K: Wszystkiego najlepszego.. - powiedział mi prosto do ucha. Ten głos był taki.. taki znajomy. Taki którego dawno nie słyszałam.. To nie może być on! Nie po tylu latach.
J: Dziękuje.. - dlaczego akurat dzisiaj.. w moje urodziny..
H: Możemy sie przejść? - pokiwałam głowa że sie zgadzam i wyszliśmy. Usiedliśmy na jakiejś ławce. Nic nie mówiłam w końcu on chciał porozmawiać. Dotknęłam swój tatuaż i patrzałam na niego. Harry zauważył to i pokazał mi swój nadgarstek na którym był identyczny tatuaż co mój.?!
J: Skąd go masz?
H: Zrobiłem zaraz po tobie..
J: Coo? Jak..? - byłam zdziwiona
H: W salonie to byłem ja. Na początku cie nie poznałem, ale jak zaczęłaś rozmawiać z tatuażystą to poznałem twój głos. Potem ten szkic i na końcu jak opowiadałaś o naszej przysiedzę. Byłem wtedy w 100% pewny że to ty. Bardzo za tobą tęskniłem mała.!
J: Mała?! Harry ja tez tęskniłam, ale co z tego?! W ogóle jak możesz? Myślisz, że po 3 latach sie pojawisz i rzucę ci sie na szyje.? - zakpiłam
H: Tak wiem. Powinienem sie odezwać. Ale nie mogłem, nie pozwolili mi sie kontaktować z dawnymi znajomymi.
J: Znajomymi?! Czyli byłam tylko zwykła znajomą? A nasza przyjaźń była tylko nic nie warta znajomością?!
H: Niee!! Jesteś bardzo ważna dla mnie! Myślisz że nie chciałem sie z tobą zobaczyć, porozmawiać?! Jeśli tak to jesteś w błędzie. Każdego dnia o tobie myślałem.! - w jego oczach była rozpacz.
J: To dlaczego nie przeszedłeś? Przecież wiesz gdzie mieszkam. Na pewno byleś u Anne. - po moich policzkach spłynęły łzy.
H: Nawet nie wiesz jak bardzo chciałem. Bałem sie że nie będziesz chciała mnie widzieć, znać..
J: Wiesz, ja przysięgałam że nigdy cie nie opuszczę, wiec nic by sie takiego nie stało. Ale to ty odszedłeś, nawet nie uprzedziłeś mnie, że wyjeżdżasz. Nie pożegnałeś sie ze mną. Wiesz co ja czułam jak sie o tym dowiedziałam od twojej mamy?! Nie bo nawet nie zadzwoniłeś!
H: (T.i.) ja..
J: Nie Harry. Masz mnie wysłuchać do końca! Przez te pieprzone 3 lata zastanawiałam sie czy jeszcze mnie pamiętasz, czy myślisz o mnie. Co noc płakałam, tak bardzo za tobą tęskniłam. Wtedy gdy wyjechałeś chciałam ci powiedzieć co czuje, - płakałam - ale nie mogłam, bo ciebie już nie było. Byłeś dla mnie najważniejszą osobą na ziemi i tak po prostu bez pożegnania znikłeś.! Nienawidzę cie za to, a jednocześnie ko.. Niee! Narazie cie nienawidzę.
H: Proszę cie, nie skreślaj mnie. Nie przeżyłbym tego.- błagał
J: Nie skreślam cie Harry, ale ja nie będę prosić sie o to żebyś sie ze mną spotkał, czy porozmawiał. Możesz wracać do swojego życia, gdzie tysiące dziewczyn mdleje na twój widok. - byłam jednocześnie wściekła i smutna. Tak bardzo chciałam go zobaczyć. Tak strasznie tęskniłam.
H: Nie zostawię cie już nigdy więcej. Nawet jeśli nie będziesz chciała mnie widzieć, to jeśli będzie trzeba będę nachalny. Zrobię wszystko żebyś tylko znów była moja..
J: Twoja?! - zapytałam zdziwiona
H: Yyy.. Tak mała.. - zmieszał sie
J: Przytul mnie.. - powiedziałam, Harry szybko mnie do siebie przyciągnął. Wtuliłam sie w niego. - Nigdy więcej mnie nie zostawiaj!
H: Przysięgam! - odsunęłam sie od niego i spojrzałam prosto w oczy
J: Forever?
H: Together.! - powiedział bez zastanowienia. Hazza zaczął powoli zbliżać swoja twarz do mojej, patrząc mi przy tym w oczy. Po chwili poczułam jego cieple i miękkie usta na moich. Pocałunek był pełny miłości i tęsknoty. - To zgadzasz sie być moja? - uśmiechnął sie. Nic mi nie odpowiedziałam, tylko z powrotem złączyłam nasze usta w pocałunku. - Rozumiem że sie zgadzasz! - uśmiechnęłam sie i wstałam
J: Czas wracać, jeszcze cala noc imprezowania i zimno mi sie robi. - stanął kolo mnie, zdjął z siebie marynarkę i nałożył ja na moje nagie ramiona. Pocałował mnie w usta i złapał za rękę. Wróciliśmy na sale i zaczęliśmy sie bawić. Nic więcej do szczęścia nie było mi potrzebne, był przy mnie a to najważniejsze. Tańczyliśmy razem cały czas, ale gdzieś Harry mi zniknął. Zaczęłam sie rozglądać, nigdzie do nie widziałam. Po chwili usłyszałam jego głos wychodzący z głośników.
H: Witam wszystkich, jestem Harry. Chciałbym złożyć życzenia mojej (T.i.). Wiec życzę ci abyś była zawsze uśmiechnięta, wtedy jesteś jeszcze piękniejsza, spełnienia marzeń i wszystkiego co sobie zażyczysz. - mówił do mikrofonu. Z głośników poleciała cicha melodia Little Things i zaczął śpiewać. Patrzałam na niego ze łzami w oczach. Pod koniec piosenki zaczął iść w moim kierunku, gdy do mnie doszedł złapał mnie za rękę i złączył nasze palce. Skończył śpiewać, otarł łzy szczęścia i wzruszenia z moich policzków.
H: Kocham cie mała. Zakochałem sie w tobie już pierwszego dnia, czyli 15 lat temu. Już wtedy wiedziałem, że będziesz przy mnie do końca życia. - pocałował mnie czule w usta. Pogłębiłam go i słyszałam dookoła nas brawa i pogwizdywania. Uśmiechnęłam sie przez pocałunek. Przytuliłam sie do Hazzy.
J: Ja ciebie tez kocham..

Tak jak Harry przysięgał, nigdy mnie już nie zostawił. Po roku bycia para oświadczył mi sie. Byłam przepełniona szczęściem. Po następnych 3 miesiącach byliśmy już cudownym małżeństwem, które czekało na narodziny dziecka. Urodziłam wspaniałą córeczkę o imieniu Darcy i żyliśmy szczęśliwie w trojkę.. a może już niedługo i w czwórkę.?!

The end..



Naat

środa, 15 stycznia 2014

Louis.. :D

Jest chyba 2 w nocy i jest strasznie zimna, a ja w samym sweterku biegnę.. biegnę w stronę mostu z butelką Jack'a Daniels'a w ręku. Właśnie przyłapałam mojego narzeczonego Mike na zdradzie i to z kim.. z moją najlepszą przyjaciółką. Zatrzymałam się i wychyliłam przez barierkę mostu. Tamiza była dzisiaj spokojna, płynęła swoim własnym tempem. Postawiłam butelkę, wdrapałam się na barierkę i usiadłam na niej. Nie chcę skakać, nie popełnię samobójstwa przez Miki'ego. Nie jest tego wart, z resztą nie kochałam go już od dłuższego czasu. Był oschły i bez uczuciowy. Byłam już dość wstawiona. Trunek zrobił swoje, ale chciałam się jeszcze napić, żeby całkiem zapomnieć o tym co się wydarzyło, ale nie mogłam dosięgnąć butelki, którą zostawiłam pod barierką. Schyliłam się i nic.. Trudno.. Wychyliłam się delikatnie w stronę rzeki, żeby popatrzeć jak płynie, nagle poczułam, że ktoś ciągnie mnie do tyłu. Spojrzałam na tego kogoś i zobaczyłam przystojnego chłopaka, mniej więcej w tym samym wieku co ja.
Ch: Nie skacz, nie warto..
J: Nie chciałam skoczyć. - uśmiechnęłam sie - ale skoro już tu jesteś to podasz mi butelkę? - chłopak popatrzył na mnie, a potem na miejsce które mu wskazuje. Podniósł mój trunek i usiadł koło mnie. Spojrzałam na niego i wyciągnęłam ręke po moją własność. Spojrzałam na niego, był przystojny..
J: Chcesz trochę - spytałam i podałam mu butelkę. Chłopak wziął ją ode mnie i wrzucił ją do rzeki. - Ej, dlaczego to zrobiłeś - spytałam z wyrzutem
Ch: Dla twojego dobra, co by powiedział na to twój książę?
J: Hmm.. mój książę powiadasz.. On pewnie nigdy mnie nie pozna..
Ch: Mam pomysł - spojrzałam na niego podejrzliwie - Chodź usiądziemy na ławce, jest pewnie wygodniejsza.
J: Podejrzewam że twoje kolana są wygodniejsze nawet od ławki. - wypaliłam, nie kontrolowałam tego co mówię. Dziękuje Jack'u Danies'ie. Chłopak sie zaśmiał, zszedł z barierki, a mnie z niej ściągnął. Ze mną na rękach szedł w stronę najbliższej ławki. Usiadł na niej a mnie posadził na swoich na kolanach. Uśmiechnęłam sie pod nosem i położyłam głowę w zagłębieniu jego szyi.
J: Wiesz, mógłbyś być moim księciem, masz nawet takie same włosy co on..
Ch: Taak..? Czyli kto.. ?
J: Ten uroczy brunet z niebieskimi oczakami z One Direction, Louis Tomlinson. -chłopak sie zaśmiał, a ja poczułam że zasypiam.
Rano obudziłam sie w nieznanym mi pokoju. Rozejrzałam sie i za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć co ja tu robię. Wstałam i podeszłam do drzwi które znajdowały sie w pokoju, była to łazienka. Ogarnęłam swój wygląd i wyszłam z pokoju. Zeszłam schodami na dół i usłyszałam dźwięk telewizora. Poszłam w tym kierunku, gdy tylko przekroczyłam próg tego pokoju w którym znajdował się jakiś chłopak. Wszystkie wczorajsze wydarzenia powróciły, zdrada mojego narzeczonego, most i.. i ten brunet. Fakt, że Mike mnie zdradził z moją najlepszą przyjaciółką był taki bolesny, że momentalnie upadłam na podłogę i zaczęłam płakać. Chłopak gdy to usłyszał, zerwał sie z kanapy i podbiegł do mnie.
Ch: Co się stało, nie płacz.. - uspokajał mnie, a ja zaczęłam jeszcze gorzej płakać. Poczułam jak bierze mnie na ręce i siada na kanapie w takiej samej pozycji co wczoraj na ławce. Wtuliłam sie w niego i moczyłam jego koszulkę łzami. Przytulił mnie mocniej do siebie i gładził ręką po plecach, dodając mi otuchy. Powoli sie uspokajałam i powiedziałam z głową na jego obojczyku.
J: Dziękuje.. nawet mnie nie znasz, a sie mną opiekujesz. Mogłeś przejść koło mnie na moście obojętnie, a zatrzymałeś sie. Kto wie może nawet uratowałeś mi życie, bo sama nie wiem co bym zrobiła chwile później. Jesteś wspaniałym człowiekiem, myślałam że tacy ludzie wyginęli, dzięki Bogu sie myliłam sie. Dlatego jestem ci bardzo wdzięczna. - mówiłam, a on wsłuchiwał sie w moje słowie. Podniosłam głowę i przetarłam oczy od łez. Spojrzałam na niego nigo i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Siedziałam na kolanach Louisa Tomlinsona, to niemożliwe.. !
Lou: To skoro cie nie znam, to może powiesz mi jak masz na imię?
J: (T.i.).. - tylko tyle zdołałam powiedzieć.
Lou: Ładnie, a więc (T.i.), powiesz mi co robiłaś o tak późnej porze kompletnie pijana na moście? - zapytał
J: Topiłam smutki w alkoholu, który wrzuciłeś wczoraj do Tamizy.
Lou: A co było powodem twojego smutku - dopytywał, nie chciałam o tym mówić, ale należą mu się wyjaśnienia.. w końcu się mną zaopiekował.
J: Nie co tylko kto, a dokładniej mój narzeczony, teraz to już były narzeczony, którego przyłapałam wczoraj na zdradzie z moją najlepszą przyjaciółką i to jeszcze w naszej sypialni.. - powiedziałam na jednym wydechu.
Lou: Przepraszam, nie powinienem pytać. - spuścił głowę, złapałam go za podbródek, zmuszając go do spojrzenia na mnie.
J: Nie przepraszaj, należą ci sie wyjaśnienia. Dziękuje jeszcze raz. - pocałowałam go w policzek - A teraz mi powiedz co ci wczoraj naopowiadałam, bo nic nie pamiętam. -uśmiechnęłam sie do niego, a on spojrzał na mnie i wyszczerzył sie jeszcze bardziej
Lou: Powiedziałaś że mógłbym być twoim księciem, ale jest już nim, cytuje: Uroczy brunet z niebieskimi oczkami z One Direction, Louis Tomlinson.. - powiedział, a ja poczułam jak czerwienią mi sie policzki
J: Przepraszam cie, byłam pijana, nie kontrolowałam tego co mówię..
Lou: Ale nic sie nie stało, a nawet mi to schlebia i chętnie zostanę twoim księciem już na zawsze. - powiedział, a ja nie dowierzałam w to co słyszę, czyżby właśnie wyznał mi miłość ?!
J: Czy to znaczy, że ty..
Lou: Tak (T.i.), zakochałem sie w Tobie. Gdy tylko usiadłem na tej barierce, to wiedziałem że jesteś tą jedyną, bo znajomość która zaczęła sie dosłownie nad Tamizą musi mieć jakieś wspaniałe zakończenie. Chciałbym , żeby nasze takie było. Wiem, że to dla ciebie za szybko, ale czy zostaniesz moją dziewczyną?
J: Louis, też chciałabym , żeby nasza historia miała wspaniałe zakończenie i oczywiście że zostanę. Jakbym mogła odmówić mojemu księciowi, który zjawił sie w odpowiednim miejscu i odpowiedniej porze, żeby wybawić z opresji już na zawsze i tylko jego księżniczkę. - powiedziałam, a on musnął moje usta. Po chwili pocałunek był już bardzo namiętny i pełen uczucia. Oderwaliśmy sie od siebie i spytałam.
J: Lou pójdziesz ze mną poszukać mi jakiegoś mieszkania? Do tej pory mieszkałam z Mikiem.
Lou: Nie będziemy ci szukać żadnego mieszkania, zamieszkasz ze mną. -powiedział stanowczo
J: Ale..
Lou: Nie ma żadne ale, - przerwał mi - Jesteś moja i chcę mieć cie przy sobie..
J: W takim razie , pójdziesz ze mną po moje rzeczy do Miki'ego?
Lou: Oczywiście że z tobą pójdę, powiedz tylko kiedy?
J: Choćby zaraz, nie chcę mieć z nim już nic wspólnego, szczerze mówiąc to nie układało nam się już od dłuższego czasu. - wstałam z jego kolan i wyszliśmy. Louis dał mi swoją bluzę, bo ja miałam tylko sweterek, a na dworze była typowa Londyńska pogoda. Po jakiś 20 minutach byliśmy pod drzwiami i spojrzałam na blondyna. Złapałam go mocno za rękę.
J: Nie puszczaj mnie jak tam wejdziemy, bo czuje że będzie mi ciężko tam stać na nogach. - powiedziałam ze strachem.
Lou: Nigdy w życiu cie nie puszcze i nie pozwolę upaść. pocałował mnie i weszliśmy. Mike siedział w salonie na kanapie.
M: Ooo proszę.. A kogo tu przywiało?! - zakpił
J: Daruj sobie, jesteś skończonym dupkiem. - mówiąc to ścisnęłam mocniej dłoń chłopaka.
M: Widzę, że już sie puściłaś.. Jesteś zwykłą dziwką. - powiedział, a ja miałam ochotę wydrapać mu oczy, ale odezwał się Tommo.
Lou: Zamknij pysk! Nie pozwolę ci tak do niej mówić, jeszcze jedno słowo, a pożałujesz że sie urodziłeś! - warknął na niego
J: Lou daj spokój, nie warto.. - próbowałam go uspokoić.
M: Tak, słuchaj sie tej szmaty chłopczyku. - zaśmiał sie i wtedy poczułam jak Louis puszcza moją dłoń i podchodzi do Miki'ego. Wymierzył mu prosto w nos z którego polała się krew. Złapałam bruneta za rękę i pociągnęłam w stronę wyjścia z salonu. Poszliśmy do sypialni po moje ubrania i rzeczy. Spakowaliśmy najpotrzebniejsze i najważniejsze rzeczy do walizek i wyszliśmy, w salonie jeszcze zwijał sie z bólu zakrwawiony szatyn. Stanęłam nad nim i powiedziałam.
J: Jeśli chcesz odzyskać pierścionek to szukaj go gdzieś na dnie Tamizy. Resztę moich rzeczy wyrzuć, spal, co tylko zechcesz. Nigdy w życiu do mnie nie dzwoń, nie pisz. Dla mnie ty i Kinga jesteście skończeni. Nie chcę was znać.
M: Pierdo* sie !
Lou: Powiedziałem coś ! - powiedział przez zęby i podszedł stanowczym krokiem do Miki'ego. Tym razem dostał o wiele mocniej. Widziałam jak mięśnie Louisa sie napinają ze złości.. Odciągnęłam mojego chłopaka od kretyna leżącego na podłodze i wyszliśmy z domy, wcześniej zostawiając klucze. Nie chcę już tu nigdy wracać.
J: Dziękuje ci.. - pocałowałam do delikatnie
Lou: Za co skarbie? - udał że nie wie..
J: Za to że mnie tak broniłeś. Kocham cię
Lou: Zawsze będę to robił. Nie pozwolę żeby cię ktoś skrzywdził. Jesteś dla mnie najważniejsza Księżniczko. - teraz to on pocałował mnie, tyle że bardzo namiętnie i z pasją.

Tak jak obiecał, nie pozwolił żeby mnie ktoś skrzywdził, po roku wzięliśmy ślub i żyliśmy długo i szczęśliwie z dwójką naszych dzieci..

The end.. 



Naat