One Direction i My.. - imaginy

niedziela, 31 sierpnia 2014

Zamówiony: Niall i Zayn ;) - część 1

Witam i mam pierwszą część zamówionego przez Lizę imagina :) Wybacz Słońce że tak długo czekałaś, i mam nadzieję że ci się spodoba. :) Jednak to pierwsza część i stwierdzam że ja nie potrafię pisać jednopartowców i podejrzewam że będą trzy części tego opowiadanka. <3 Miłego czytania ;)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nareszcie nadchodzi ten wyczekiwany przeze mnie dzień. Dla mnie jest jednym z najważniejszych dni w ciągu tego ostatniego czasu, ale dla niego pewnie nie.. Dla kogo? Dla Nialla. Niall jest moim przybranym bratem, albo inaczej, to ja jestem jego przyrodnią siostrą.. Jego rodzice zaadoptowali mnie jakieś trzy lata temu, miałam wtedy szesnaście lat, a Niall osiemnaście. Nigdy nie odczułam od niego tej braterskiej miłości, czy przyjaźni. Może powodem tego jest to że nie widujemy go w domu zbyt często, chociaż ja i tak mam wrażenie że on nawet mnie nie lubi. Nigdy nie nazwał mnie swoją siostrą, nie wiem, może był zły że jego rodzice mnie zaadoptowali i już nie będą tylko jego rodzicami. Oczywiście Greg, starszy brat Niallera jest wspaniałym bratem, tylko że on już ma swoją rodzinę i nie mieszka z nami. Kiedyś, jakieś półtora roku temu, blondyn przyjechał do domu. Miał wtedy wolne od swojej pracy. Mój pokój sąsiadował z jego i pewnej nocy słyszałam jak on cicho szlocha. Nie mogłam tego tak po prostu zostawić. Mimo że wiedziałam że on nie darzy mnie sympatią, poszłam do niego. Cicho zapukałam i bez czekania na pozwolenie weszłam do środka. Chłopak leżał skulony na łóżku i lekko się trząsł. Podeszłam po cichu do niego i usiadłam przy nim.
J: Niall co się dzieje? - zapytałam szeptem.
N: Nic. - powiedział oschle. Wstałam z miejsca i obeszłam łóżko z drugiej strony. Wślizgnęłam się do niego pod kołdrę i przytuliłam się do jego pleców. Chciałam mu dać jakiegoś wsparcia. 
J: Ja wiem że mnie nie lubisz.. Ale pamiętaj że mi możesz zaufać.. - poczułam jak Niall odwraca się w moją stronę i patrzy na mnie tymi swoimi zaszklonymi oczami. 
N: Myślałem że wyjdziesz.. 
J: Jesteś moim bratem i nie mogę cię tak zostawić. Mi możesz powiedzieć wszystko. 
N: Wiem.. - powiedział już łagodniej niż wcześniej. - Proszę cię o nic nie pytaj, tylko bądź.. - wyszeptał, skinęłam delikatnie głową i pozwoliłam mu wtulić się we mnie. - Przyjedź do mnie kiedyś, ja załatwię wszystko, ty tylko przyjedź. I bez względu na to jak będę się zachowywał, nie rezygnuj z tego przyjazdu.. - powiedział po chwili ciszy, nie odsuwając się ode mnie. 
J: Dobrze.. - nie wiedziałam co mam o tym myśleć, ale czułam się wtedy jakby jego złe nastawianie do mnie przeminęło i miałam nadzieję że tak już będzie zawsze. Jednak następnego ranka wszystko wrócił do 'normy'. Było mi przykro, ale nic nie mogłam poradzić. Mogłam tylko czeka na ten wyjazd. Kilka dni później Niall wyjechał i to była nasza ostatnia rozmowa od tamtego czasu, z resztą to była nasza jedyna rozmowa.. A więc jadę, dotrzymam słowa i odwiedzę go. W sumie to i tak mam zacząć studiować a Londyn może być odpowiedni. Byłam przerażona stojąc na lotnisku, pożegnałam się z rodzicami i poszłam w stronę odprawy. Niestety szybko ona minęła i siedziałam już w samolotowym fotelu. Kilka minut później dosiadł się do mnie jakiś chłopak, ale nie było to dla mnie ważne. Byłam przestraszona, panicznie bałam się latać. 
K: Panie i panowie proszę o zapięcie pasów, zaraz startujemy. - usłyszałam głos kapitana, posłusznie zapięłam się w te pasy i ciężko oddychałam. Poczułam że ruszamy, a po chwili lekkie turbulencje. Zacisnęłam powieki i złapałam mocno za podłokietnik. 
Ch: Skąd jesteś? - usłyszałam koło siebie głos chłopaka. Spojrzałam z przerażeniem na niego. 
J: Mieszkam w Mullingar.. - odpowiedziałam z trudem.
Ch: Jestem Zayn, a ty? - kolejne pytanie. Niby takie proste a musiałam się na nich skupić. 
J: Liza..- uśmiechnęłam się słabo. 
Z: Miło mi. - jego uśmiech był o wiele odważniejszy niż mój. - Pierwszy raz lecisz do Londynu? 
J: Pierwszy raz lecę.. Wcześniej jeździłam.. - wytłumaczyłam już spokojniej. Nie odczuwałam już żadnych strasznych wstrząsów. - Dziękuje.. 
Z: Za co? - zdziwił się. 
J: Za to że mnie zagadałeś.. Niesamowicie boję się latać. - wyjaśniłam. 
Z: Rozumiem i w sumie to poczułem ten twój strach.. - zaśmiał się. 
J: Poczułeś?! - teraz to ja się zdziwiłam. Chłopak nic nie odpowiedział tylko spojrzał na moją dłoń zaciśniętą na.. na.. na jego dłoni?! Wcześniej nawet nie poczułam że ściskam jego rękę. Szybko ją zabrałam, a szatyn zaczął rozprostowywać swoje palce, widziałam że jego ręka była cała czerwona od mojego ścisku. - Przepraszam.. - wydukałam speszona. 
Z: Nic się nie stało.. Ale muszę ci powiedzieć że jesteś naprawdę silna.. - zaśmialiśmy się.
J: Wiesz.. Masz chyba tak samo na imię jak przyjaciel mojego brata.. - stwierdziłam po chwili, Niall nigdy nie wprowadził mnie w swoje życie.
Z: Widzisz jaki ten świat mały.. 
J: Taak, ale więcej niestety ci nie powiem bo nic już nie wiem.. - powiedziałam cicho. 
Z: Nic się nie stało.. - resztę lotu rozmawialiśmy o czym tylko się dało. Zayn jest wspaniałym człowiekiem z ciekawą osobowością.. Polubiłam go. 
J: Nigdy więcej do tego nie wsiądę.. - powiedziałam gdy stałam już na stałym gruncie. Zayn znów wydał się siebie melodyjny śmiech. Poszliśmy razem po bagaże i nasza droga się rozeszła. Chłopak wyglądał jakby przed kimś uciekał i nawet nie zdążyliśmy się pożegnać czy dać sobie swoje numery. Trudno. Wsiadłam do taksówki i pojechałam do hotelu. Wynajęłam pokój i odświeżyłam się. Nie był to pokój wynajęty przez Niallera, nie chciałam stwarzać mu problemu, tym bardziej że jestem dla niego nikim. Kilka dni w Londynie spędziłam na zwiedzaniu, a w sobotę postanowiłam powiedzieć mu że jestem w jego mieście i mogę go odwiedzić. Wzięłam swoją komórkę i wybrałam jego numer. On mojego nie miał, mama mi podała jego ciąg cyferek. 
N: Halo? - odebrał dość radośnie, a w tle słyszałam wesołe śmiechy jego kolegów. 
J: Cześć Niall. - bałam się trochę tej rozmowy. 
N: Cześć.. Kim jesteś? - radość go nie opuszczała. 
J: Liza, twoja siostra.. - powiedziałam cicho. 
N: Aaa to ty.. - teraz jego ton zszedł na niezadowolony. Właśnie dlatego się bałam. - Rozumiem że jesteś w Londynie.
J: Tak.. Jeżeli sprawi ci to problem byśmy się spotkali to zapomnij że dzwoniłam. 
N: Nie, poczekaj.. - chyba wyszedł z pokoju w którym był bo zrobiło się cicho. - Pamiętasz co mówiłem ci tamtej nocy? Wyślę ci sms-em adres i jutro możesz mnie odwiedzić. - powiedział bez emocji. Chciało mi się płakać, ale powstrzymałam łzy. - Do jutra.. - nie zdążyłam zareagować, bo blondyn się rozłączył. Padłam na łóżko i próbowałam to wszystko sobie w głowie poukładać.

*Oczami Nialla* 
W końcu się odezwała, że jest w Londynie. Cieszyłem się jak małe dziecko, ale tylko w środku. Nie jestem dla niej zbyt miły, ale robię to wszystko dla jej dobra. Muszę jeszcze uprzedzić chłopaków. Wróciłem do nich i usiadłem na swoim wcześniejszym miejscu. 
Lou: Kto dzwonił? 
J: Moja siostra.. - odpowiedziałem szybko, przez co spotkałem się ze zdziwionymi minami kumpli. 
H: Ty masz siostrę?!! 
Li: Niall znamy się tyle lat i nie wiemy że masz siostrę? 
J: Bo to nie jest moja prawdziwa siostra. I jakoś specjalnie jej tak nie traktuje.. - powiedziałem z trudem. Oczywiście że ją tak traktuje. 
Z: A co chciała? 
J: Odwiedzi nas jutro. - chłopaki się uśmiechali, ja w środku też, ale na wierzchu nie mogłem tego pokazać. 
H: Jaka ona jest? - zaczęło się. Wiedziałem że zaraz zacznie wypytywać o nią. Muszę ich zniechęcić.
J: Nie spodoba ci się. Jakby to ładnie ująć.. Matka natura nie obdarzyła jej urodą.. - skłamałem. 
Li: Może nie jest aż tak źle, z resztą wygląd się nie liczy.. - Liam i jego teorie. 
J: Jest gruba, brzydka, nie ma wyczucia stylu, nie dba o siebie tak jak każda młoda kobieta, a osobowość odrzucająca. - czułem się strasznie mówiąc im to. Nie znam wspanialszej dziewczyny niż moja siostra. Widziałem jak miny chłopaków się zmieniają, a to znaczy że mi uwierzyli. Jutro będą na mnie źli, ale to dopiero jutro. Skończyliśmy temat Lizy i zajęliśmy się wcześniejszymi tematami. Ja jednak nie mogłem się już skupić, wstałem z kanapy i poszedłem do siebie. Położyłem się na łóżku i z nocnej szafki wyjąłem jej zdjęcie. Chowałem je przed chłopakami, to jest jedyna rzecz jaką mam z nią. Zabrałem z komody w domu jak wyjeżdżałem. Codziennie przed zaśnięciem patrzę na to zdjęcie i mówię do niego jak strasznie mi przykro że jestem takim chamem..

Naat

sobota, 30 sierpnia 2014

Tomlinson..- część 3

Hejka. A więc jest i trzecia część.. Nie wiem czy na tym nie zakończyć tego imagina. Jak myślicie? Oczywiście wasze komentarze i opinie miłe widziane.. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rano nie było lepiej. Ręka mnie bolała, żałowałam tego czynu, chociaż bardziej żałowałam poznania Tomlinsona. Ogarnęłam swój poranny wygląd i ubrałam się w codzienne ubrania. Pół godziny później byłam pod domem chłopaków. Jak gdyby nigdy nic weszłam do środka i przywitałam trójkę z nich całusem w policzek. Nie dostał go tylko Harry i oczywiście Tommo. 
H: A czemu ja nie dostałem buziaka?! - oburzył się. 
J: I nie dostaniesz przez najbliższe kilka lat. - powiedziałam nawet na niego nie patrząc. Siedziałam koło Niallera i głowę miałam opartą o jego ramię. 
H: Ale dlaczego? 
J: Powiedziałam ci że dostaniesz go jak moja randka będzie sukcesem. - ta sama postawa co poprzednio, tylko bardziej wtuliłam się w blondyna. Irlandczyk objął mnie ramieniem przyciągając mnie do siebie. Uwielbiałam się do niego przytulać, tak bez powodu. 
H: A nie była? - dopytywał. Miałam dość tych głupkowatych pytań z jego strony. 
J: Kurw* Harry, tylko ty wiedziałeś gdzie będzie moja randka! Myślałam że się przyjaźnimy! - krzyknęłam na niego. Zrobił zdziwioną minę, jakby nie wiedział o co chodzi. 
H: Przecież ci pomogłem. - powiedział cicho. 
J: Tak, na pewno.. Mówiąc temu kretynowi gdzie mam się spotkać z Davidem.. - zeszłam z tonu. Byłam wyczerpana a do tego bolała mnie głowa. Chyba przesadziłam wczoraj. Hazz nic nie odpowiedział, a to znaczyło że mam racje. Do salonu wszedł zadowolony z siebie Tomlinson, usiadł na przeciwko mnie i patrzył na mnie z wyższością. - Jesteś z siebie zadowolony? - powiedziałam patrząc na niego ze złością. 
Lou: Nawet nie wiesz jak bardzo.. - na jego twarzy był wielki uśmiech.. Najgorsze jest to że on był szczery. Postanowiłam jednak zachować spokój. 
J: To wspaniale! - uśmiechnęłam się ironicznie. - Powiedz Louis co mam zrobić żebyś przestał rujnować mi życie? - mówiąc to poczułam jak Nialler ściska mnie jeszcze bardziej. 
Lou: Niech się zastanowię.. 
Z: Mam dość waszych kłótni! - wtrącił. 
J: Poczekaj Zayni.. Chcę się dowiedzieć, może uda mi się to zrealizować.. 
Lou: Było by cudownie.. - wrogość, w głosie, w oczach, ogólnie wszędzie gdzie była nasza dwójka zawsze w powietrzu była wrogość. 
J: Więc? - ponaglałam go. Chłopak pochylił się w moim kierunku, przeszywając wzrokiem moje oczy
Lou: Zniknij. - powiedział przez zęby. Jedno słowo, a może przysworzyć tyle bólu. W sercu poczułam jakby mi je ktoś złamał. Nie wiem jak osoba którą kocham może mnie tak ranić. 
J: Nie ma problemu. - w oczach zebrały mi się łzy. Z torebki wyjęłam jego t-shirt. Spojrzałam na koszulkę a potem na Louisa. - Pamiętasz co powiedziałeś jak mi ją dawałeś?! 
Lou: Jakoś nie bardzo.. - rozłożył się na fotelu. 
J: A ja doskonale.. Powiedziałeś że mam ci jej nie oddawać choćby śmierć miała przerwać naszą przyjaźń, ale wiesz co?! Nie chcę jej widzieć w ostatnich dniach mojego, i tak zniszczonego przez ciebie, życia.. - po moich policzkach spłynęły łzy. 
Li: Coo?! - na twarzach chłopaków malowało się zdziwienie. Chyba nie spodziewali się takiego czegoś. Ale Tommo oczywiście nieprzejęty. 
Lou: Mogłaś ją wyrzucić, nie chcę mieć niczego co ty trzymałaś w swoich szponach. - zakpił. 
H: (T.i.) ty nie mówisz poważnie?! 
J: Mówię.. W takim razie Lou, dlaczego wciąż śpisz z moją koszulką? - chyba trafiłam bo jego wyraz twarzy zmienił się diametralnie. 
Lou: Harry miałeś nikomu nie mówić! - wrzasnął na niego na co się przez łzy zaśmiałam. 
J: On nic nie mówił, sam się w tej chwili wydałeś.. Ale dzień dobroci dla zwierząt i twoje prośby zostaną wysłuchane.. Widzimy się dzisiaj ostatni raz! - wstałam z miejsca wyrywając się z uścisku blondyna. - Kocham Cię Louis, jednocześnie nienawidząc z całego serca.. - powiedziałam patrząc w jego oczy. Starłam łzy i podeszłam do każdego z chłopaków. Oni stali w niemałym szoku. 
Li: Mała nie rób nic głupiego.. - poprosił. 
J: Za późno. 
Z: Jak to? 
J: Błędem było zakochanie się w nim.. - wyjaśniłam i uściskałam każdego. 
H: To moja wina.. - wyszlochał gdy przytulałam się do niego - Nie Harry, to jest wina tylko Tomlinsona. - pocałowałam go w policzek, tak jak Zayna i Liama. Przyszła kolej na Nialla. Zamknął mnie w żelaznym uścisku i nie chciał puścić. Czułam na swojej szyi jego mokre łzy. 
J: Przyjdź do mnie za tydzień, ale żeby nikt nie wiedział.. - wyszeptałam prawie niesłyszalnie. W odpowiedzi przycisnął mnie bardziej do siebie. Po chwili odsunęłam się od niego i spojrzałam na Louisa. - Mam nadzieję że widzę cię ostatni raz.. 
Lou: Tak samo jak ja.. - powiedział jakby niewzruszony zaistniałą sytuacją, ale coś się zmieniło w jego oczach. Nie jest to teraz istotne. Wyszłam z ich posiadłości i łzy lały się strumieniami. Wiedziałam że muszę spełnić jego prośbę, nie mam zamiaru znów przez niego cierpieć. Po jakimś czasie, nie wiem czy dłuższym czy krótszym wróciłam do domu. Zamknęłam drzwi na wszystkie spusty i rozłożyłam się w salonie. Byłam już nieco uspokojona, ściągając z siebie sweterek otarłam się o rany na nadgarstku. Syknęłam z bólu i przez chwilę wpatrywałam się w nią. Podniosłam się z miejsca i w kuchni znalazłam nową żyletkę. Usiadłam pod szafkami i obracałam ją w dłoniach. Skończyć swoje życie i dać świadomość Lousowi że wygrał!? Sama już nie wiem.. Byłam roztrzęsiona i potrzebowałam jakiegoś ukojenia. Kiedyś przed poznaniem chłopaków, żyletka była moją najlepszą przyjaciółką.. Lou pomógł mi najbardziej wyjść z tego i z powrotem do tego wrócić. Przypomniałam sobie ten przerażający ból i niepewność, która towarzyszy przy wykonywaniu piekących cięć. Zrezygnowałam z tego i odłożyłam metalowy przedmiot na blacie. Poszłam do sypialni i rzuciłam się na łóżko. Niemal od razu zasnęłam. Nie wiem czy coś mi się śniło, nic nie pamiętam z tej nocy, ale rano obudziłam się cała spocona, przestraszona i do tego wszędzie były ślady zaschniętej krwi. Teraz jeszcze bardziej przyśpieszyło moje serce, sprawdziłam co mogło być powodem tych plam. Moja ręka która niedawno pocięłam była cała czerwona, rany musiały się otworzyć podczas snu. Poszłam do łazienki i zmyłam to z siebie, myjąc przy okazji zęby. Wróciłam do sypialni, ubrałam się w pierwsze lepsze ubrania i zdjęłam poszewki z pościeli. Rzuciłam wszystko w łazience na podłodze i zeszłam na dół. Nie miałam na nic ochoty, więc zrobiłam sobie tylko kawę. Popijając ją wracało do mnie wczorajsze zachowanie Louisa. Gdybym skończyła ze swoim życiem, uznałby że jestem słaba.. Ale gdyby jednak, to i ja odczułabym pewnego rodzaju ulgę. Chociaż nie chcę zostawiać chłopaków, są wspaniali i zachowałabym się samolubnie. Przyjaźnimy się i to jest najlepsze co mnie w życiu spotkało, mimo to że przeżywam koszmar widząc Tomlinsona.. Zastanawiam się jednak co czuł gdy powiedziałam że się więcej nie zobaczymy, co miało znaczyć to zakłopotanie jak wspomniałam o mojej koszulce i do jasnej cholery dlaczego on z nią śpi??! Nie wiedziałam jak sobie na te pytania odpowiedzieć.. Nie chciałam na nie odpowiadać. To jest sprzeczne z jego nastawianiem do mojej osoby.. Myślałabym o tym dalej ale usłyszałam że mój telefon dzwoni. Nieśpiesznie poszłam po niego do sypialni, wzięłam go do ręki kładąc się na łóżko. Dzwonił Harry.. Nie chce z nim rozmawiać, jest najlepszym przyjacielem Louisa, więc jeżeli o czymś mu powiem, albo dam znać że jednak żyje, to Tommo i tak będzie wiedział. Loczek może poczuć się w pewien sposób winny, ale nie mogę nic z tym zrobić. Rozłączył się po kilku chwilach, zauważyłam że każdy z nich do mnie dzwonił, tzn. 4/5 zespołu. Od Nialla dostałam sms-a o treści: ' Nie mogę znieść myśli że w każdej chwili możesz sobie coś zrobić.. Wiesz że nie zniósł bym tego! Wierzę jednak że w przyszłym tygodniu zobaczę cię całą i zdrową.. Jesteś moją małą siostrzyczką i zawsze będę cię kochał. Nikt nie jest wart twojego życia, nawet jeśli tym kimś jest mój przyjaciel, nie wiem dlaczego on się tak zachowuje, ale wiem że ty dalej go kochasz, pomimo tych wszystkich krzywd jakie ci wyrządził. Do zobaczenia Xoxoxo ' I co ja mam teraz zrobić?! Mam dwie opcje. Skończyć z tym, albo zacząć życie bez nich.. Musiałabym ich wszystkich zostawić. Zobaczymy jak będzie dalej.. Kolejne dni zlatywały mi strasznie mozolnie, siedziałam w domu i nic nie robiłam.. Chociaż nie! Odnowiłam znajomość z moją dawną przyjaciółką, nie rozstaje się z nią ani na moment. To wspaniałe ostrze codziennie rozcina moją delikatną skórę. Dlaczego, znów zaczęłam się ciąć?! Przez Louisa, siedząc sama w domu zaczęłam się nudzi. A jak zaczęłam się nudzić to zaczęłam myśleć, a jak zaczęłam myśleć to zrzucałam całą winę na siebie.. Że to co jest między mną a Boo Bearem jest przeze mnie. W sumie gdybym się wtedy zgodziła było by teraz inaczej.. I znów kolejne szybkie cięcie wzdłuż nadgarstka, wraz z wypłynięciem krwi na moją rękę odczułam niesamowitą ulgę i poczucie bezradności. Siedząc tak w salonie na podłodze przyglądałam się jak ciemno czerwona ciecz spływa na panele. Było mi mało więc wykonałam jeszcze jedną, nieco głębszą ranę. Teraz było idealnie, czułam się lekko i nic mnie nie obchodziło. Moje oddechy stały się cięższe, zaczął wirować dookoła mnie świat, przed oczami robiło się ciemno. 
J: Widzisz Tomlinson.. - powiedziałam do siebie -..Wygrałeś.. - wymruczałam ostatkiem sił i zamknęłam oczy, opadając na ziemie. Wiedziałam że zaraz będzie koniec. Nawet tego chciałam, chciałam skończyć to życie z toksyczną miłością do niego. Wdechy powietrza przychodziły mi coraz trudniej, moje ciało zaczęło się trząść.. Nie powinno tak być! 
N: (T.i.)!! (T.i.)!! Obudź się!! - usłyszałam krzyki Niallera. A potem jakąś cichszą rozmowę, ale bardzo szybko coś mówił. Nie wiem z kim, ani po co!? Przecież ja już nie chcę żyć..

Naat

piątek, 29 sierpnia 2014

Urodzinki Liamka!!!-IMAGIN

                                                   URODZINY       LIAMKA
Siedziałam właśnie w łazience (wyczerpana, ledwo żywa), myśląc o tym kiedy wrócą chłopaki i czy zdążę się z nimi pożegnać , tak bardzo za nimi tęskniłam, ale i tak mam przerąbane  a teraz przed zerwaniem z chłopakiem tym bardziej. A..zapomniałam wy nie wiecie o co chodzi... już tłumaczę
Przyjaźnię się z chłopakami z one direction, poznaliśmy się jakoś pół roku temu... ale to historia na inny czas. Jedyne co musicie wiedzieć to to że mimo tak krótkiego czasu zżyliśmy się ze sobą, i to bardzo, więc gdy dwa miesiące temu musieli wyjechać w trasę...było mi ciężko, ale miałam chłopaka....mogłam na nim polegać.... no właśnie mogłam....on nie wie że chcę z nim zerwać....a ja nie wiem czy zdążę...:
*Back Time- wczoraj (wspomnienie)*
Siedziałam w domu chłopaków, strasznie  nudno tu bez nich, więc postanowiłam wyjść na imprezę, wybrałam się do najbliższego, czyli jakieś 10 minut drogi, od razu gdy weszłam, poszłam do baru, wypiłam kilka mocnych drinków, po czym poszłam tańczyć.Przetańczyłam z jakieś 8...10 piosenek oczywiście każdą z innym gościem
-Sorry muszę iść do toalety-zwróciłam się do chłopaka z którym właśnie tańczyłam
-Okej, czekam-powiedział przystojny blondyn...ale o czym ja myślę przecież mam chłopaka... ale cóż myśleć mi wolno... wygląda na jakieś 20 lat nie więcej. Ruszyłam szybko do łazienki. gdy otworzyłam drzwi pierwsze co ujrzałam to jakaś laska klęcząca przed jakimś gościem i oni... fuj że im tak nie wstyd w miejscu publicznym, a jak chcą to niech mają... wyjęłam cicho telefon i zaczęłam ich nagrywać, z tego rozbawienia i irytacji nawet nie przyjrzałam się kim są, oni też mnie nie zauważyli....zaraz zaraz ten facet to... O BOŻE to Alex, łzy zaczęły mi ściekać po policzkach, szybko wybiegłam z klubu, biegłam, biegłam, i biegłam.Gdy weszłam do domu chłopaków od razu podbiegłam pod "Magiczny barek Lou" zrobiłam sobie kilka...może kilkanaście najmocniejszych drinków jakich nauczył mnie Louis, ledwo trzymałam się na nogach gdy zadzwonił mi telefon, nie patrząc na wyświetlacz odebrałam
-Hej (S.T.I)-Liam
-Siemka-wybełkotałam
-Czy ty jesteś nawalona?-zapytał zły Liam
-Co...? Ja? pf-prychnęłam- wydaje ci się
-Dlaczego się najebałaś?-zapytał poważnie
-Powody-odpowiedziałam krótko- A teraz muszę kończyć-rozłączyłam się.Jak wrócą czeka mnie kazanie.... walić to.... teraz chcę się wyluzować i zapomnieć, łzy leciały jeszcze bardziej na wspomnienie o NIM ja go kochałam, tak bardzo, a on co? zdradził mnie... żeby tylko raz.... już wiem dlaczego od 2 tygodni trzyma mnie na dystans... znalazł inną... albo inne.Mam dość wiem że ładna nie jestem, no ale jednak ze mną był....czy zrobiłam coś nie tak??? on...on...on...mnie zdradził widziałam nagrałam....a może mi się wydawało i to nie on.Zobaczyłam filmik jeszcze jakieś 3 razy...i tak to był Alex rzuciłam telefon na sofę, a sama poszłam zrobić sobie jeszcze kilka drinków, wspomnienia, mnie i jego szczęśliwych, a potem zdrada, nie wytrzymałam ruszyłam w kierunku łazienki, nie myśląc o niczym innym jak o Xlexie wyjełam żyletkę i zrobiłam kilka cięć, lekko mi ulżyło, więc zrobiłam kolejne, i kolejne ulga przychodziła z każdym kolejnym machnięciem tego błyszczydełka, cięłam, kilka kresek, tak że powstał napis * " FUCK EVERYTHING, I'M  JUST DRITBAG''  a zaraz pod nim słowa piosenki  **" I'm just teenage  dritbag, baby" zcoverowanej przez chłopaków.,  siedziałam jeszcze chwilę i patrzyłam jak z ran leci krew, rany nie były zbyt głębokie, ale jednak były i krew się z nich sączyła, w tej chwili mam dość wszystkiego, nikt mnie nie kocha, nikomu na mnie nie zależy, i z takimi o właśnie myślami zasnęłam, i z nadzieją że się nie obudzę, ale to drobiazg...Rano niestety się obudziłam......
*Teraz-koniec wspomnień*
Leżałam jest już jakoś...10? albo 11?..nie wiem obraz lekko mi się rozmazał.Leżałam tak jeszcze jakoś 30 minut i wpatrywałam się  w krew sączącą się z moich ran... było mi na tyle słabo że nie umiałam się podnieść, ale zaś na tyle dobrze, że nie umiałam umrzeć....leżałam..leżałam była już chyba 11 gdy usłyszałam trzask drzwi.
-(T.I) wróciliśmy!-krzyknął Lou, o cholera! nie!! dajcie mi umrzeć bez wyrzutów sumienia! i w spokoju!!
-Gdzie jesteś?-zapytał Harry i już mogłam usłyszeć że wchodzą po schodach
-Pewnie leży gdzieś i śpi, jak wczoraj dzwoniłem była zalana w trzy dupy-mruknął Li, ta byłam zalana... ale miałam powody!!
-Ja ma złe przeczucie powiedział blondasek-Dobra rozdzielmy się i szukamy, ja i Hazz góra, Zayn, Lou dół, a Liam podwórko-I w tym momencie usłyszałam że wszyscy szybko przeszukują dom, na moje szczęście łazienka jest na samym końcu korytarza, może zdążę odpłynąć zanim tu przyjdą-Hazz! ja biorę łazienkę.Może wymiotowała i zasnęła oparta o sedes! -FUCK!!! NIEEEE!! NIE TU! Idź gdzieś indz... za nim zdążyłam, skończyć myśleć drzwi się otworzyły, spojrzałam w drzwi, w których stał przerażony chłopak
-Hej-wyszeptałam, sorry..na nic innego mnie nie stać
-Cholera-przeklną pod nosem-Chłopaki Do łazienki! Teraz!-krzyknął na cały regulator po czym podbiegł do mnie i zaczął ocierać mi rany z krwi
-Czego się drze...-przerwał Harry gdy mnie zobaczył podbiegł do mnie i pomógł Niallowi bandażować moje rany
-Chłopaki znaleźliście ją?- spytał Lou, po czym reszta weszła do łazienki.Gdy ujrzeli ,mnie w kałuży krwi, i chłopaków wiążących moje ręce bandażami, zatrzymali się w pół kroku, i stali jakby... zszokowani?
-No help me!-powiedziałam  sarkastycznie, na co chłopaki oprzytomnieli i zaczęli sprzątać za mną
-Wiesz co! mogłaś się zabić!-skarcił mnie Harry na mój komentarz
-Serio?! nie wiedziałam!-powiedziałam sarkastycnie
-Dlaczego?-zapytał Niall, tak jakby smutny? dobra szkoda mi go lubię jak się uśmiecha, nie lubię jak się smuci
-Powody-szepnęłam i zerwałam kontakt wzrokowy z Nini
-Idziemy-powiedział smutny blondasek, nie czekając na moje protesty wziął mnie na tak zwaną "pannę młodą". Nie wiem kiedy ale zasnęłam. Gdy się obudziłam......
_________________________________
Stylesowa
*"PIEPRZYĆ WSZYSTKO, JESTEM TYLKO FRAJEREM"
**"JESTEM TYLKO NASTOLETNIM FRAJEREM, SKARBIE"
_____
Kolejny rozdział pojawi się wkrótce.... Papatki,

wtorek, 26 sierpnia 2014

Harry:-* cz.2

                                   Harry :* cz.2
...Jest nim... Zayn Malik, tylko szkoda że on ma dziewczynę....
-I że go nigdy nie spotkam...-przerwałam jej
-Nigdy nie mów, nigdy.Ja osobiście lubię 1d nawet byłam kilka razy na ich koncercie, i poznałam Bruna Marsa-szczęka mi opadła
- Jak? Ja bym wszystko dała żeby tylko być na jego koncercie a co dopiero, poznać go .Byłaś z nim twarzą w twarz?
-Tak, miałam przepustkę vip,  chwilę z nim porozmawiałam, a potem umówiliśmy się na drinka, a później, na imprezie dużo wypiliśmy, nie wiem jak ale rano.obudziła się u niego w łóżku, wiesz jakie to było mega, ja myślałam że zacznę skakać pod sufit, w końcu to Bruno Mars, cholewcia nic nie pamiętam, to fatalne
-Serio?-tylko tyle zdołałem wykrztusić
- Nie-what?-wkreciłam cię, byłam na jego koncercie, i to vip, na imprezie też byłam, ale to z tym łóżkiem, to nie prawda... Kiedyś ci powiem,.jak to było z tą imprezą...
-Foch!-przerwałam jej...znów-gdyby to było jakieś one direction to wtedy mogłabyś, mnie wkręcać, ale nie z moim idolem-oburzyłam się
-Jeśli mi wybaczysz, obiecuję ci że kiedyś zapoznał cię z Bruno'em
- Okej wybaczam, a teraz pozwolisz że posłucham jego piosenek- nie czekając, na jej odpowiedź, włożyłam słuchawki do uszu,i włączyłam piosenkę " the Lazy song-bruno Mars" wiem pomyślicie że mam na jego punkcie fioła i się nie mylicie.Słuchałam wszystkich jego piosenek po kolei, aż w pewnym momencie zasnęłam
-(T.I)! obudź się lądujemy-Doszedł mnie głos Gemmy, nie chętnie rozchyliłam powieki
-Hmm?-mruknęłam
-Przespałaś prawie 2 godziny lotu,a za jakieś 5 minut wylądujemy, na lotnisku powinni stać tam nasi opiekunowie, chyba trójka. Dwie Dziewczyny, i jeden chłopak, ponoć wszyscy są około trzydziestki, mam nadzieję że ten chłopak to jakieś ciacho...
-Ja też tu jestem...-przerwał jej Hary
-Oj, zamknij się, jakie szczęście że nie będzie cię na tej koloni-powiedziała szczerze
-No, nie wiem, może uda mi się z chłopakami pogadać, i namówić, tak żebym mógł choć trochę cię kontrolować
- Jesteś okropny- powiedziała zupelnie poważnie Gemma
- Jak wy się kochacie- powiedziałam sarkastycznie
-Zaraz lądujemy, proszę zapiąć pasy!- nakazała stewardessa.Tak też zrobiliśmy,po wylądowaniu, poszłyśmy odebrać nasze bagaże, a potem poszłyśmy w kierunku "naszej grupy".Sprawdzanie obecności zajęło jakieś 2 minuty
-Z więc jestem Zac, mam 26 lat, i będę jednym z waszych opiekunów-przedstawił się, przystojniak
-Ja jestem Ashley, mam 24 lata, jestem jednym z waszych opiekunów-O boże! jaka ona jest ładna, a w dodatku, nie dużo starsza od nas, na pewno większość, chłopaków na nią poleci
-A ja Vanessa, mam 25 lat, mam nadzieję że się dogadamy, w końcu nie jesteśmy, aż tak starzy, a teraz za nami! idziemy do autobusu, proszę się ustawić dwójkami bo musimy was policzyć-Zaczęła liczyć, ja z Gemmą ustawiłyśmy się na samym końcu, żeby móc obczajać  przystojniaków, ale niestety nie mogłyśmy, bo za nami szedł Zac? a może Pan Zac? jak się mamy do niego zwracać. Dobra później się zapytam, szłyśmy w ciszy już jakieś 20 metrów.
-Jakie odczucia po locie?-zwrócił się do nas Zac
-Hmmmm, zero turbulencji, więc raczej dobrze-odpowiedziała Gemma
-Mamy hotel jakieś 10 minut jazdy stąd, więc po przyjeździe, 2 godziny, na ulokowanie w pokojach, a później zbiórka przy basenie.
-W strojach, czy w ubraniach?...tam będzie basen?-powiedziałam ze spóźnionym refleksem
-W strojach, i tak, jest tam basen, zatrzymujemy się w jednym z najlepszych hoteli w Madrycie, dzisiejszy dzień będzie na luzie, a jutro zaczynamy zwiedzanie.
-A tak w ogóle to jak się mamy zwracać na Pan? czy po imieniu?-zapytała Gemma, Dziękuję!!!
-Po imieniu.Jestem Zac-podał mi rękę
-(T.I)-uścisnęłam z nim rękę, i utrzymałam chwilowy kontakt wzrokowy, chyba trochę za długi bo usłyszeliśmy chrząknięcie z boku.Odwróciliśmy się w tamtą stronę, i kogo ujrzeliśmy? Harrego
-Tak?-zapytał Zac
-Chciałbym z Panem coś omówić odnośnie koloni-powiedział formalnym tonem
-Jest Pan kimś z rodziny?
-Tak bratem tej tam- wskazał na Gemme
-Okej zaraz do Pana podejdę-powiedział
-Zac-wyciągną rękę do Gemmy
-Gemma-utrzymali sekundowy kontakt wzrokowy po czym poszedł do Mrs.Harrego! HAHAHAHHA jak to brzmi! popatrzyłyśmy z Gemmą po sobie, po czym obie na raz skierowałyśmy wzrok na Zac'a i Harrego, rozmawiali przez chwilę po czym Zac dyktował coś Harremu, a ten zapisywał to w telefonie.Zbliżaliśmy się do drzwi, gdy rześki wiatr rozwiał moje włosy, i zdmuchnął Harremu z głowy kaptur, z pod którego wyłoniły się loczki.... skądś je kojarzę....zaraz, zaraz...przecież to Harry Styles to imię ,siostra ,głos,  włosy..... ale dlaczego mi nie powiedzieli prawdy, może się bali ,że zacznę piszczeć , albo że polubię ich za sławę...? nie wiem ale na razie nie powiem im że wiem o co chodzi, niech sami mi powiedzą a w tedy, ja powiem im o moich odkryciach.Wsiedliśmy do autobusu i ruszyliśmy na miejsce, hotel był naprawdę piękny, a basen przy nim miał tyle atrakcji, zjeżdżalnie, jacuzzi..... Weszliśmy do holu, który był nowoczesny, z resztą tak jak cały hotel, Ashley, powiedziała, że całe dwa najwyższe piętra mamy dla siebie,i że chłopcy mają piętro 8 czyli najwyższe, a dziewczyny piętro 7, i że za 2 godziny widzimy się na basenie, każdy apartament, składa się z sypialni, łazienki i kuchni, zostałam przydzielona do pokoju z Gemmą, z czego jestem zadowolona, dostałyśmy apartament numer 101, na każdym praktycznie piętrze jest po 14 pokoi.Weszłyśmy z Gemmą do swojego apartamentu, najpierw był balkon i Salono-kuchnia, której były drzwi do  pokoju, który, był bardzo elegancki, i zadbany, no ale w końcu za takie pieniądze, musiał być porządny hotel, poszłyśmy do kolejnego pomieszczenia, którym okazała się łazienka
-Wow, ładniutko tu-Gemma przytaknęła, zaczęłyśmy się rozpakowywać, gdy nagle przerwał nam dzwonek, do drzwi, poszłam otworzyć, a moim oczom ukazał się.....
_________________________________________
Stylesowa
Wiem, zawiodłam was tym rozdziałem, przykro mi.... :(
                       SZANUJĘ=KOMENTUJĘ=MOTYWUJĘ

niedziela, 24 sierpnia 2014

Zamówienia.. :)


 http://4.bp.blogspot.com/-y9hJl4_dIlo/UpSu00Z0g6I/AAAAAAAABDI/ZFn4R7JQZCA/s1600/one-direction-details-1d-day-simon-cowell.gif

To znów ja.. :D Natalia :D
Pisałyście że zamówienia  byłyby dobre.. Więc prosze bardzo :) Co jakis czas na blogu będzie pojawiał sie post z właśnie takim tytułem: 'Zamówienia'
I jeżeli taki sie pojawi wtedy pisajcie z kim chcecie :) Te zamówienia nie tylko ja będę realizowac, więc mozecie pisac która adminka ma napisać ten wasz dedykowany imagin.. :) Jesteśmy tylko trzy więc wiecie jak piszemy..
Jest tu : Naat, Directioner_Forever <3 i Stylesowa
Więc czekam na wasze komentarze :D

Naat

Tomlinson.. - część 2

Hejka :* To tak, to jest kolejna część mojego niegrzecznego Louisa :)
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Rano wstałam około 11, wyjęłam z walizki dresy i koszulkę, która.. nie była moja. Przez jakąś chwile tylko sie jej przyglądałam zastanawiając sie do kogo należy.. Ta koszulka należy do Tomlinsona! Ale co ona robi w mojej walizce, nie miałam jego żadnej koszulki na sobie od.. od.. 4 miesięcy.. Musiała byc w mojej szafie, a ja wrzucałam wszystko nie patrząc jakie ubrania pakuje. Zapomniałam o niej a ten burak sie o nią nie upominał. Z tego co pamiętam była jego ulubioną.. Odłożyłam ją w widocznym miejscu i wybrałam sobie inny t-shirt. Oddam mu ją jak tam pojadę, nie chce mieć jego żadnej rzeczy czy pamiątki po nim. A skoro jest jego ulubioną to powinien sie ucieszyć. Zaczęłam wszystko rozpakowywać i po jakiś 5 godzinach skończyłam. Teraz moje mieszkanie było o wiele bardziej przytulne niż wczoraj. Uśmiechałam sie patrząc na końcowy efekt mojej pracy, każda nawet najmniejsza figurka pasowała idealnie. Nagle po domu rozległ sie dźwięk dzwonka, pobiegłam do drzwi i otworzyłam. Moim oczom ukazał sie loczek. 
J: Cześć Hazzuś.. - ucieszyłam sie jego widokiem. Wpuściłam chłopaka do środka, a ten sie rozejrzał. 
H: Hejka.. No o niebo lepiej, niż wczoraj.. - zaśmiałam sie. 
J: Mi też sie podoba.. A co cie do mnie sprowadza? - spojrzałam na niego 
H: No przecież miałem ci pomóc.. Sama kiedyś powiedziałaś że mam niesamowite wyczucie stylu.. 
J: No tak.. Przez to wszystko zapomniałam o mojej randce.. - uderzyłam sie z otwartej dłoni w czoło. Hazz sie zaśmiał. - To zrób sobie herbatę, albo kawę w kuchni i idź do sypialni coś uszykuj, a ja idę pod prysznic.. - powiedziałam szybko. 
H: A nie mogę z Tobą!? - zapytał błagalnie. 
J: Jasne Harry, czemu nie.. - powiedziałam z ironią 
H: Serio!? - chyba jej nie wyczul 
J: Tak, a potem pójdziemy sie pieprzyc w mojej nowej sypialni i stworzymy małą rodzinkę Stylesów.. - zaśmiałam sie widząc jak zmienia sie wyraz jego twarzy. 
H: Bardzo śmieszne.. - pokazał mi język i poszedł w kierunku kuchni. Wzięłam szybki, ale zdecydowanie orzeźwiający prysznic i ubrałam na siebie bieliznę i szlafrok. Poszłam do swojego pokoju, gdzie loczek stal już przed otwartą szafą. 
J: Jestem.. 
H: Dobrze, to teraz robimy rodzinkę Stylesów.. - powiedział z zadziornym uśmiechem i podszedł do mnie na niebezpieczną odległość. Pochylił sie nade mną i pocałował w policzek. Odetchnęłam gdy wrócił do przeglądania moich ubrań. 
J: Za co to było? 
H: No na przywitanie mi nie dałaś buziaka.. - czyżbym usłyszała lekkie oburzenie? 
J: Dam ci dwa jak moja randka okaże sie sukcesem.. - chłopak zachichotał i wyjął z szafy niebieską sukienkę przed kolano, a do tego skórzaną kurteczkę i czarne wysokie szpiki. Następnymi rzeczami jakie wyjął to granatowe rurki, białą bokserkę i do tego czarny luźny sweterek odsłaniający jedno ramie, na nogi zaś wybrał czarne lity z ćwiekami. Siedziałam na łóżku i tylko mu sie przyglądałam.. Szczerze mówiąc podobały mi sie te zestawy. 
H: Dobra, przymierzaj.. - odwrócił sie w moją stronę, najpierw przymierzyłam ten drugi zestaw.. Harry stwierdził że całkiem ładnie, ale mam przymierzyć sukienkę. Gdy tylko mu sie pokazałam, w jego policzkach pokazały sie dołeczki, czyli w tym idę na randkę. - Taak.. - powiedział z rozmarzeniem - ..to jest to. 
J: Dziękuje, idę sie przebrać.. Zrobisz coś do jedzenia? - zapytałam błagalnie. 
H: Jasne, ale kolejny buziak do kolejki. - podeszłam do niego i dzięki wysokim szpilkom nie miałam problemu by pocałować go w policzek. Chłopak tylko sie zaśmiał i poszedł do kuchni. Szybko przebrałam sie w jakieś dresy i zeszłam do niego. Zdążył zrobić kilka kanapek, usiadłam przy stole i zaczęłam zajadać. Chwile później siedział już na przeciwko mnie. 
J: Jak pierwsza noc beze mnie? - zapytałam biorąc kolejnego kęsa. 
H:Źle, bardzo źle.. Tak pusto.. - powiedział smutno. 
J: Możesz za to podziękować tylko jednej osobie. 
H: Powiedz mi.. Dlaczego on jest taki wredny dla ciebie? - spojrzałam w jego zielone oczy. 
J: Nie chce rozmawiać o Louisie.. Przepraszam Harry ale zaczęłam życie bez niego. - chłopak skinął delikatnie głową na znak że rozumie. Przez jakieś kilka minut milczmy, ale loczek przerwał tą cisze. 
H: O której ta randka? - spojrzałam na zegarek 
J: Za trzy godziny! - powiedziałam z lekkim przerażeniem. Wstałam szybko i zaczęłam nerwowo zbierać talerze że stołu. Hazz widząc moje zdenerwowanie złapał mnie za dłonie zmuszając do zatrzymania sie. 
H: Spokojnie.. - zaśmiał sie - .. Pomogę ci ale sie nie stresuj.. Przecież to mnóstwo czasu, a teraz mów jak ma na imię ten twój chłopak. - pokazał swoje ząbki. Wzięłam głęboki wdech i uspokoiłam sie trochę. 
J: Na imię na David i jest całkiem przystojny.. Ma ciemne włosy, cudownie niebieskie oczy.. - rozmarzyłam sie. 
H: Haha.. A dlaczego tylko całkiem przystojny? Przecież ty jesteś śliczna i powinnaś umawiać sie z bardzo przystojnymi chłopakami. - teraz o ja sie zaśmiałam. 
J: Wiesz Hazz.. Nie tylko wygląd sie liczy.. Ale nie ma większych przystojniaków od tych z One Direction, więc rozumiesz..?! - spojrzałam na niego znacząco. W jego policzkach znów pokazały sie dołeczki. 
H: Rozumiem.. - powiedział dumnie. Poszliśmy do salonu. 
J: Ale dziękuje. 
H: Za co? - zdziwił sie. 
J: Za tą ślicznotkę. - cmoknęłam go w policzek. 
H: Przecież to prawda, chociaż za takie podziękowania mogę mówić ci to codziennie po kilkanaście razy.. - zaśmialiśmy sie. Chwile jeszcze porozmawialiśmy i poszłam sie szykować. Byłam już wykapana więc prysznic z głowy, ubrałam sie i zaczęłam robić sobie fryzurę. Podkręciłam końcówki lokówką i ułożyłam je. Zrobiłam sobie widoczny, choć nie mocny makijaż i ze szpilkami w ręku zeszłam na dół. Kręciłam sie po salonie zbierając potrzebne mi rzeczy. Czułam na sobie wzrok Harrego. 
J: Może być? - stanęłam przed nim, gdy ubrałam moje buty. 
H: Gdzie sie wybieracie? - zignorował moje pytanie. 
J: Do tej restauracji koło Big Bena.. - wpakowałam do torebki portfel i telefon. 
H: Zaszalał.. - zaśmiał sie. - I tak, wyglądasz cudownie i to dzięki mnie.. - powiedział dumnie -  Kurw* co ja zrobiłem! - w jego głosie była  złość, spojrzałam zaskoczona na niego. 
J: O co ci chodzi Harry? 
H: Wiesz, gdybym nie traktował cie jak siostry, brałbym sie za ciebie.. - na jego twarzy był zadziorny uśmiech. 
J: Głupek! 
H: Dobra, ja spadam i widzę cie jutro u nas.. 
J: Tak jest tatusiu.. 
H: Braciszku! Jak coś.. - usłyszałam zanim wyszedł. Kilka minut później i ja wychodziłam z domu. Zamknęłam dom i wsiadłam do taksówki. Młody kierowca co chwile patrzył w lusterko, tym samym patrząc sie na mnie. Czułam lekkie zakłopotanie, ale na szczęście kilka chwil później wysiadłam. Weszłam do restauracji i wzorkiem odszukałam mojego bruneta. Siedział przy stoliku z ogromnym uśmiechem. Odwzajemniłam jego uśmiech i podeszłam do niego. Przywitał mnie soczystym buziakiem w kącik ust. Czułam że sie rumienie, usiadłam przy stoliku i zaczęliśmy rozmawiać. 
D: Bardzo ślicznie wyglądasz.. - powiedział po jakimś czasie. Teraz to juz byłam czerwona. 
J: Dziękuje.. - wyszeptałam. - Ty też bardzo dobrze. - stwierdziłam. 
D: Wiesz (T.i.), mimo że znamy sie tylko kilkanaście dni, to zależy mi na naszej znajomości. - wyznał, a mi zrobiło sie cieplej w serduszku. 
J: Ciesze sie, bo mi też.. - uśmiechnęłam sie ładnie do niego. Rozmowa nam sie kleiła, śmieliśmy sie i żartowaliśmy. Czułam sie przy nim swobodnie, David zasypywał mnie komplementami i czułymi słówkami, chłopak idealny.. W pewnym momencie w restauracji pojawiła sie znajoma twarz. Miałam nadzieje że nas nie zauważy, siedzieliśmy w sumie na końcu lokalu, ale nie chciałam go tu. Niestety Louis z wyższością podszedł do naszego stolika. 
Lou: Cześć kotku.. - powiedział słodko i pocałował mnie w policzek. 
D: Kotku? - zapytał zdziwiony. 
 J: Właśnie! Kotku!? - zapytałam równie zaskoczona. 
Lou: (T.i.) skarbie, co to za chłopak? - Tomlinson przysiadł sie do nas i spojrzał na Davida. 
D: Dlaczego mi nie powiedziałaś sie kogoś masz? J: Bo nie mam. - odpowiedziałam szybko. 
Lou: A ja? - zapytał lekko oburzony - Przecież sie kochamy.. Skarbie ja nadal nie rozumiem twojego zachowania.. - mówił spokojnie i z małym uśmiechem. 
J: Co ty w ogóle tu robisz?! - warknęłam na niego. 
D: Nie spodziewałem sie tego po tobie.. - powiedział smutno. 
Lou: Ja też nie, przecież planowaliśmy już rodzinę i ślub.. - teraz to przegiął. 
J: Louis jaja sobie ze mnie robisz?! 
D: Zapomnij o mnie.. Myślałem że jesteś inna.. - wstał z miejsca i tak zwyczajnie wyszedł. Gdy tylko odszedł od nas, Lou pochylił sie delikatnie w moją stronę. 
Lou: A żebyś wiedziała że robię.. - wyszeptał i odszedł od stolika. Słyszałam tylko jak śmieje sie sam do siebie. Zrezygnowana opadłam łokcie o stolik, a twarz okryłam w dłoniach. Chciało mi sie płakać. Tomlinson jest aż tak bezczelny, żeby rozwalać mi randkę?!! Nie spodziewałam sie takiej rzeczy nawet po nim. Zapłaciłam za nasz niedoszły posiłek, którego nie zaczęliśmy nawet jeść i wyszłam. Po drodze do domu wstąpiłam do sklepu i zaopatrzyłam sie w pół litrową butelkę wódki. Do domu weszłam cała zapłakana, Louis przegina na całej linii. Rujnuje mi życie. Godzinę później butelka była pusta, nie miałam ochoty więcej myśleć o tym dupku, nie miałam ochoty żyć. Pamiętam gdzie schowałam małe ostrze. Znalazłam je szybko i zrobiłam dwie długie kreski na nadgarstku. Gdy zaczęła sączyć sie krew i zaczął docierać do mnie ten okropny, piekący ból, świadomość wróciła. Ogarniam szybko łzy i w mgnieniu oka opatrzyłam rękę. 
 J: Co ja robię?!! - zapytałam siebie samą. - Ten frajer nie jest tego wart.. - powiedziałam patrząc na swoje odbicie w lustrze. Wyglądałam koszmarnie, rozmazany makijaż, podpuchnięte oczy.. Wzięłam długi prysznic i uszykowałam sie do spania..

I jest kolejna część.. :D W najbliższym czasie postaram sie dodać dalszy ciąg.. :)


Naat

sobota, 23 sierpnia 2014

Ważne i ważniejsze.. !!

Hejka :*
A więc kilka spraw organizacyjnych :D

1: To chce jeszcze raz podziękować
Paulinie za nominowanie mojego bloga :* JESTEŚ KOCHANA  :*

2: Jeszcze dwa tygodnie i wracam do PL.. więc prawdopodobnie będę częściej dodawać imaginy.. Pisze prawdopodobnie bo w tym roku mam mature i nie wiem jak to będzie.. Matura to ważna rzecz..

3: Nie wiem jak zachęcić was do komentowania imaginów.. Komentują tylko dwie, albo trzy osoby, a pod imaginami są tylko po1 komentarzu i to od stałych dziewczyn.. Za co im dziękuje :* 
Nie wiem.. Może zrobić dedykacje i jakieś zamówienia.. ?!! Co wy na to ?! Jeżeli tak to pisajcie pod tym postem czy podzielacie moje zdanie.. Mam nadzieje, że teraz będzie więcej waszych opinii.. Byłoby miło gdybyście zaobserwowali tego bloga, wtedy wiedzielibyście o nowych imaginach, które i tak pojawiają sie bardzo często.. :)

4: I ostatnia sprawa.. Zaczęłam pisać dość długie opowiadanie.. I mam dylemat, czy wstawiać je tu na bloga, czy stworzyć specjalnie nowego.. Takiego tylko na to opowiadanie.. Jeszcze nie wiem ile będzie miało części ale wiem że mam plan w głowie i wiem że będzie długie :) Jak myślicie ?
***

Więc mam nadzieje, że nie zignorujecie mnie i odpiszecie co o tym wszystkim myślicie.. :)



ADMINKA GŁÓWNA
Naat

Marcel.. cz.19

Witam, witam :33 Jest mi niezmiernie miło, że tak mnie przywitałyście. Kończę już (powoli, powolutku) Marcela i mam dla was Liama :D Nie wiem kiedy się pojawi kolejna część, bo wyjeżdżam jutro na 5 dni. Najprawdopodobniej nie będę miała internetu. Także no wiecie nie bądźcie złe, czy coś, bo wszystko, co mi przyjdzie do głowy, zapiszę w zeszycie i tuż po powrocie wstawię :* ZACHĘCAM DO KOMENTOWANIA, BO TO NAPRAWDĘ MIŁE :)
***********************************
Nagle dosiadła się do mnie dziewczyna, która nie wyglądała jak ta ze sklepu.. Ta wyglądała.. inaczej. Miała na sobie koktajlową sukienkę, białe szpilki i małą kopertówkę. Na boga, to miała być tylko kawa! Westchnąłem i spojrzałem na telefon. Równa 18. Jeszcze raz spojrzałem na nią i zdałem sobie sprawę, że natura nie obdarzyła jej urodą, ale w końcu liczy się wnętrze, co nie? Jakoś mnie to nie przekonywało, tym bardziej, że jej szare oczy w parze z blond włosami, wyglądały bardzo tępo. Nie to co Nath. Jej śliczne oczy i piękne lśniące włosy.
- No hej.- bąknęła na przywitanie. Jakoś nie wierzę, że aż tak matka natura jej nienawidzi. Wcześniej nie zauważyłem jej skrzeczącego tonu, bardzo, ale to bardzo irytującego. Głos mojej Nathalie był kojący i po prostu cudowny. 
- Hej.- odrzekłem chłodno, co zbiło dziewczynę z tropu. Podszedł kelner, a ja zamówiłem cappuccino, mimo że go nienawidzę. Nie chcę, żeby ta dziewczyna wiedziała cokolwiek o mnie. Odrzucała mnie i nie chciałem spędzić z nią ani chwili dłużej. Chyba po 10 minutach udam, że ktoś coś ode mnie potrzebuje.
- A pani czego sobie życzy?- zapytał chyba równie rozczarowany co ja kelner.
- To samo, co on.
Mimowolnie przewróciłem oczami na o kelner się zaśmiał i poszedł. Po chwili wrócił i rzucił mi pytające spojrzenie, gdy łyżka dziewczyny "przez przypadek" upadła. Mówiło "Serio stary? Z nią?". Pokręciłem głową.
- To ja pójdę po łyżeczkę.- zaproponowałem. Wstałem i podążyłem za tym kolesiem.
- Ej, pomóc ci się wydostać z tego bagna?- wyszeptał.
- Jeśli możesz..
- Daj swój numer. Jak skończycie pić kawę, to zadzwonię do ciebie.
- Dzięki stary.- poklepałem go po ramieniu. Uśmiechnął się i podał mi łyżeczkę. Wróciłem na miejsce i dałem przedmiot dziewczynie. Zaczęliśmy rozmawiać i tak jak przypuszczałem, okazała się pustą laleczką. Ugh.. Dopiłem szybko kawę i wtedy przerywając dziewczynie opowieść o jej kocie, zadzwonił mój telefon.- Um.. przepraszam.- powiedziałem i odebrałem.
- Halo?
- No to jesteś wolny ptaszku. Szukaj innej ptaszyny.
- Oh.. Ale ja nie mogę teraz.
- Gościu natychmiast proszę opuścić tę dziewczynę. To moje ostatnie słowo.- mój rozmówca prawie pękał ze śmiechu.
- Ale.. 
- NATYCHMIAST!
- No dobrze. Będę za chwilę.- rozłączyłem się i przybrałem przepraszający i smutny wyraz twarzy.- Ja cię bardzo przepraszam, ale mój szef wzywa mnie do pracy. Wybacz.
- Nie ma sprawy, do zobaczenia.- żeby dobrze zagra swoją rolę postanowiłem jeszcze o coś zapytać.
- Jak się tak właściwie nazywasz?
- Amy. Amy Troot. A ty?
- M.. Damon.. Hazel.- wymyśliłem na szybko i strzeliłem jej mój "uroczy", jak to nazwała Nathalie uśmiech. Widziałem, jak braknie jej tchu i oczy błyszczą.- Pa.- rzuciłem jeszcze i wybiegłem na zewnątrz. Nie padało, ale dzięki Bogu, że wziąłem samochód. Wsiadłem i odjechałem, a właściwie okrążyłem budynek i wszedłem do kawiarni od tyłu.
- Ej, ale t..- przerwał ten kelner, gdy mnie zobaczył.- O cześć.
- Hej, chciałem ci podziękować i zaprosić do mnie na jakieś piwo i meczyk, czy coś.- powiedziałem.
- Spoko.
- No to ten.. Zgadamy się jakoś czy coś.
- Ok, do zoba Damon.- zatrzymałem się w pół kroku i odwróciłem z powrotem do niego.
- Oh, nie mam na imię Damon. Jestem Marcel. Marcel Styles.
- Zayn Malik i hej, jesteś bratem Harry'ego?
- Um, bliźniakiem.
- Okej.- podałem mu jeszcze adres i postanowił przyjść do mnie jeszcze dziś.
Dotarłem do domu i opadłem na łóżko w moim pokoju. Po 10 minutach bezczynnego leżenia, zdałem sobie sprawę, że w domu chyba jest syf i trzeba ogarnąć co nieco.
Przebrałem się w szare dresy, biały podkoszulek i tego samego koloru supry. Poszedłem do salonu i zastałem Harry'ego leżącego na kanapie i śpiącego. Sądząc po chuście na jego lokach, musiał sprzątać. Obudziłem go i powiedziałem, że przyjdzie do mnie kolega. Skinął głową i dalej poszedł spać, więc zwaliłem go z sofy, a on ze zniesmaczoną miną podreptał do swojego już pokoju. Skierowałem się do kuchni i wyciągnąłem chipsy, żelki kilka piw i inne przekąski, dzięki którym na pewno nie będziemy głodni. Zayn pojawił się kilkanaście minut później. Zaprosiłem go do środka. Usiedliśmy w salonie i rozmawialiśmy. To niepodobne do chłopaków, ale no sorry nie znam gościa, tak?
Dowiedzieliśmy się o sobie trochę i wiedząc podstawowe informacje o nim, zaproponowałem meczyk w Fifę. Zdążyliśmy się już za kumplować.
- Rozniosę cię!- zaśmiał się.
- Nie no, na żartach, to ty się znasz!
Graliśmy i zakończyło się to remisem. Nie chciało się już nam, więc rzucaliśmy jakieś pomysły. Po chwili Zayn chciał zobaczyć mój pokój, dlatego mu go pokazałem.
- Faajny.- powiedział. Przyuważył moją gitarę w kącie i podszedł do niej.- Grasz?
- No tak.
- Zagraj coś.
Zagrałem jakieś coś tam, a on się ze mnie śmiał.
- Człowieku chciałem, żebyś coś zagrał, a nie pokazał mi gamę.
- Haha, no naprawdę śmieszne. Tak naprawdę, to moja przyjaciółka potrafi śpiewać i grać. Dla niej trzymam tę gitarę. On mi kazała się nauczyć, to już coś umiem, nie?
- Właśnie nie. Patrz.- zaczął grać, a ja byłem pod wrażeniem. Z pokoju obok dobiegł hałas. Po chwili usłyszeliśmy krzyk.
- MARCEL!- Harry, ojej, chyba obudziliśmy dziecko.
- CZEGO!
- MOŻESZ SIĘ TAK JAKBY.. ZAMKNĄĆ? PRÓBUJĘ SPAĆ.
- Rozwydrzony bachor.- powiedziałem do Zayna.
- MILCZ!
- Nie podsłu..
- CH*J!!!- wydarł się na całe mieszkanie.
- HARRY!!!!- a skąd tu Nath..? A no tak! Przecież miała się mną opiekować. Tylko.. czemu nie mam już opatrunków na głowie? 
- ALE TEN IDIOTA MNIE PODPUŚCIŁ!!!
- TERAZ MASZ JUŻ PRZERĄBANE DO RESZTY STYLES!- krzyknęła trochę głośniej, a raczej była coraz bliżej.
- ALE NIE POWIEDZIAŁAŚ KTÓRY STYLES!- próbował bronić się Hazz.
- TEN Z MOPEM NA GŁOWIE.- dołączyłem się, a Zayn już tarzał się ze śmiechu.
- O NIE MARCEL, W TAKIM RAZIE OBYDWOJE! NATYCHMIAST DO MNIE!
Usłyszałem, jak Harry posłusznie zmierza w jej stronę (skrzypiące łóżko i trzask drzwiami, a następnie bardzo głośne tupanie). 
- NATH, ALE JA MAM GOŚCIA!- w tym momencie do pokoju weszła Nath i troszkę się speszyła.
- Um.. Jestem Nathalie.
- Z-Za-Zayn.- wykrztusił między falami śmiechu.
- Dobra już spokój stary. Młoda się troszkę speszyła, a ja nie lubię, jak ona czuje się nieswojo.
- Ok-kej.- uspokoił się i podszedł do Nath zamierzając się właściwie przywitać. Ujął jej delikatną dłoń i pocałował. Spiąłem się, co dziewczyna zauważyła i posłała mi przepraszające spojrzenie.
- Zayn Malik księżniczko.
- Nathalie Parker i nie jestem żadną księżniczką.- powiedziała po czym zwróciła się do nas obojga.- Posprzątałam w salonie i chciałam, żebyśmy pooglądali film, dobrze Marc?
- Nie wiem. Jest już późno i w ogóle..
- Właśnie. Ja też powinienem spadać.
- Oh, okej.
- Tak przy okazji, słyszałem od tego gościa tam, że grasz na gitarze i śpiewasz.- przyjaciółka zgromiła mnie wzrokiem.
- Ta. Ale to nic wielkiego.
- W takim razie może zaśpiewasz mi coś?
- Ona nie chce, okej? Ale możesz poszukać jej na YT'ie.
- Okej. Do zobaczenia?- zapytał mnie, na co skinąłem głową i wskazałem na telefon, co miało znaczyć, że jakby co to niech dzwoni. Zayn wyszedł mówiąc, że nie musimy go odprowadzać.
Siedzieliśmy w ciszy przez chwilę, gdy postanowiłem coś jej wyznać.
- Nathalie, jesteś dla mnie ogromnie ważna i chciałbym, jeżelibyś się zgodziła..- wziąłem głęboki oddech, a ona go wstrzymała.- żebym został twoim bratem.
- Marcel, nie strasz mnie!- walnęła mnie w ramię, a ja się ucieszyłem.
- To znaczy tak?
- To znaczy, że jesteś już na dobrej drodze, abym ci wybaczyła.- uśmiechnąłem się szeroko, ale coś w jej oczach przykuło moją uwagę. Wpatrywałem się w nią intensywnie.
- Masz mi coś do powiedzenia, Parker?- zapytałem gniewnie.
- Znaczy co?
- Wcale już nie jesteś na mnie zła, prawda?- fuknąłem.
- Nie, ale..
- Jesteś suką! Wiesz jak ciężko mi było, gdy powiedziałaś, że mi nie wybaczysz?! Wynoś się z mojego pokoju!!- dziewczyna z płaczem wybiegła. Nie obchodzi mnie to. Jak ona mogła?!
Owszem, zrobiłem coś niewybaczalnego, ale ona mnie okłamywała tak długo!!
Walnąłem w ramę łóżka, aż zaskrzeczało. Nagle coś huknęło i drzwi otworzyły się, wręcz prawie wyleciały z zawiasów.
- COŚ TY ZROBIŁ TEMU KWIATUSZKOWI!!!- wykrzyczał lokowaty.
- TY SIĘ JEJ ZAPYTAJ, CO ONA MI ZROBIŁA!!
- OPOWIEDZIAŁA MI JUŻ WSZYSTKO! NIE MOŻNA TAK TRAKTOWAĆ DZIEWCZYN! A TYM BARDZIEJ JEJ! NIE ZASŁUGUJESZ NA NIĄ!
- WIEM!! WIEM, ŻE NA NIĄ NIE ZASŁUGUJĘ, ALE ONA TO JEDNA Z NIEWIELU RZECZY, WŁAŚCIWIE DWÓCH RZECZY, NAJLEPSZYCH RZECZY, JAKIE MNIE W ŻYCIU SPOTKAŁY! NAWET NIE WIESZ, JAK CIERPIAŁEM, PRZEZ TE TRZY PIEPRZONE LATA BEZ NIEJ!- nie płakałem, tylko wreszcie powiedziałem komuś, co tak naprawdę czuję.
- Oh.- usłyszałem jej szept. Stała za Harry'm.- Ja nie wiedziałam Marcel.. Ja naprawdę nie wiedziałam.
- Dobra idźcie już stąd. Albo nie, ja pójdę.- minąłem ich i nie przejmując się, że jestem tylko w podkoszulku, wziąłem kluczyki od auta i swój portfel. Wsiadłem do samochodu i przekręciłem kluczyk. Wręcz wyskoczyłem z podjazdu. Nikt nie wie, gdzie teraz jadę. Nawet ja sam...

Directioner_Forever <3