One Direction i My.. - imaginy

czwartek, 31 lipca 2014

Marcel.. cz.14

Ale czemu wygląda jak.. Marcel? Potrząsnęłam głową i postanowiłam wziąć się w garść.
- Marcel wynoś się stąd!
- Ja nie jestem Marcel! 
Stanęłam zdezorientowana. Niall podszedł i delikatnie mnie przestawił. Zerknął przez wizjer i również przybrał zdezorientowany wyraz twarzy. Po raz kolejny potrząsnęłam głową.
- To, że zrobiłeś loki, nie znaczy, że jesteś kimś innym! Wynocha!
- Spokojnie! Nie wiem, o kim mówisz! Nazywam się Harry Styles.
Postanowiłam zaryzykować i po kilku minutach zmagania się z zamkami otworzyłam delikatnie drzwi. Chłopak szeroko się uśmiechnął. To na pewno jest Marcel! Dam sobie rękę uciąć!
- Nie kłam Marcel. Wynocha, zanim odstrzelę ci łeb.- powiedziałam i wycelowałam pistoletem. 
Chłopak zaśmiał się mi w twarz i jak gdyby nigdy nic wszedł, a właściwie wepchnął się do środka. Widząc, że mój palec ląduje na spuście, wyciągnął swoją broń i nakierował na mnie.
- Nie radzę ślicznotko. Porozmawiajmy na spokojnie.
Niall stanął koło mnie i również celował w chłopaka. On wydawał się nie przejmować całą sytuacją i stał tam dumnie i patrzył na nas z pogardą. Opuściłam pistolet i ręką poprosiłam blondyna za mną o to samo. Na początku nie chciał, ale gdy syknęłam na niego niechętnie wykonał polecenie. Loczek uśmiechnął się szeroko i wsadził broń z powrotem "do spodni".
- Przejdźmy do salonu.- mruknęłam cicho, ale na tyle, by chłopak mnie usłyszał. 
Usiedliśmy na kanapie, a ja nie mogąc się powstrzymać, zapytałam, czy chce coś do picia. Jestem dobrze wychowana. Zielonooki zaśmiał się.
- Celujesz mi pistoletem w głowę i grozisz, że mi odstrzelisz łeb, po czym od tak proponujesz picie?- pokiwałam głową. Nie czułam się ani trochę zakłopotana. Chłopak to zauważył, więc spoważniał.- Tak poproszę.
- Cola, sok, woda..?
- Sok.
Wyszłam i szybko nalałam do trzech szklanek sok pomarańczowy- mój ulubiony.
- Dobra, udajmy, że nic się nie wydarzyło przed chwilą.- zaczęłam.- Kim jesteś, co cię tu sprowadza, dla kogo pracujesz..?
- Powoli księżniczko. Nazywam się Harry Styles. Co mnie tu sprowadza? Ty.
Gdyby wzrok mógł zabijać, już by nie żył.
- Żartuję, spokojnie. Dowiedziałem się, że znasz mojego brata. 
- To znaczy..?
- Wygląda jak ja. Nie wiem jak ma na imię. Ale jest identyczny. 
- Chodzi ci o Marcela?
- Nie wiem. Mówię przecież, że nie mam najmniejszego pojęcia, jak ma na imię i takie inne. Wiem tylko, że mieszka w tym mieście i ty się z nim przyjaźnisz. Niestety on strasznie dobrze ukrywa swoje dane. Ty już mniej.- mrugnął do mnie, na co Niall się spiął. O co chodzi?!
- I myślisz, że od tak wydam mojego.. przyjaciela?- z trudem te słowa przeszły mi przez gardło.
- Ta.
- Śmieszny jesteś.- zaśmiałam się z niego.
- Nie tym tonem laleczko.- powiedział wkurzony.
- O nie cwaniaczku. To ty uważaj na ton i słowa. Nie bądź taki pewny siebie, bo ktoś może przez przypadek zranić tą twoją pewną siebie twarzyczkę.- mierzyliśmy się nienawistnymi spojrzeniami. Jego zielone tęczówki były wręcz szmaragdowe. Zero złości, tylko radość. Odwróciłam wzrok i zobaczyłam tylko jak uśmiecha się z triumfem.
- Po co ci twój brat?- przy słowie brat zrobiłam cudzysłów. Nie wiem czemu, ale wierzę temu kolesiowi. Ale w środku. Na zewnątrz muszę pozostać niewzruszona.
- Po prostu chcę go odnaleźć. Nawet nie wiesz, jak to jest przez 20 lat tęsknić za kimś. Powiedzieli mi, że on umarł. A tu niespodzianka! Kilka dni temu dowiedziałem się, że mieszka tu i nie wie o moim istnieniu.- prychnął i spojrzał mi w oczy.- Wiesz, czemu go ze mną nie było przez pieprzone 20 lat?!
- Nie.
- Moi rodzice zauważyli, że mały uwielbia samochody. Gdy byliśmy malutcy, już jeździł samochodzikiem i "wygrywał wyścigi".- znowu prychnął i odwrócił wzrok. Patrzył w jakiś punkt nad moim telewizorem.- Rodzice SPRZEDALI własnego syna. Miał się wychować w rodzinie, która tkwi w nielegalnych wyścigach. I tak biedny myślał, że Josh, to jego brat, a ta baba i jej chłop, to rodzice.- urwał. Po chwili znowu się na mnie spojrzał, a w jego oczach zobaczyłam wściekłość i łzy.- Nawet nie wiesz, jak mi go brakowało. Nawet nie wiesz, jak to jest spędzić w samotności dzieciństwo. Naths.- oświeciło mnie. Pamiętam, że jak byłam mała, przyjaźniłam się z jakimś chłopcem, który mi opowiadał o stracie brata. Przez 5 lata byliśmy nierozłączni, aż musiałam się wyprowadzić. Łzy zebrały mi się w oczach.
- Hazz?- zapytałam niepewnie. Oczy mu rozbłysły.
- Wiedziałem, że to ty.- szepnął i zamknął w żelaznym uścisku. Mój najlepszy przyjaciel. Mój pierwszy najlepszy przyjaciel. Moje słońce. 
- Ja.. Przepraszam. Nie chciałam cię wtedy ranić. Mimo, że byliśmy małymi maluchami, ja.. Nie chciałam dać ci tego tak do zrozumienia. Ja musiałam. Przepraszam.- wyszeptałam w jego ramię. Odsunął mnie od siebie i uśmiechnął się szeroko. Odwzajemniłam uśmiech, a Niall odchrząknął.
- Nathalie, możesz mi wytłumaczyć całą tę sytuację?
- Jasne.- uśmiechnęłam się do niego przepraszająco i opowiedziałam wszystko od początku do końca. Czyli o dzieciństwie ze Stylesem. Wtedy miał inaczej na nazwisko. Chyba. Bo wszystko, oprócz wspomnień z nim pamiętam jak przez mgłę. Ale chyba że..
- Harry?
- Tak?
- Pamiętasz wszystkie wspomnienia ze mną, prawda?
- No tak.
- A czy pamiętasz, jak w parku zderzyłeś się ze mną i okupiłeś lody?
- Nie..
- O kurde.
- Co?
- Ja cię najnormalniej w świecie pomyliłam wtedy z Marcelem!
- CO?!
- No bo była taka sytuacja, że poszłam do parku i kupiłam lody. Spacerowałam sobie i oglądałam ptaki i inne gówna, kiedy nagle zderzyłam się z łudząco podobnym do ciebie chłopcem. Teraz wiem, że to nie byłeś ty, ale wtedy nie miałam pojęcia.- pokręciłam głową.
- I co dalej?- zapytali.
- Wtedy krzyknęłam "Idioto! Moje lody!". Marcel posmutniał i odkupił mi, po czym poszliśmy nad jezioro. To było raczej tak na początku. I zapytałam się ciebie, znaczy Marcela "Jak tak właściwie masz na nazwisko?". I Marcel powiedział swoje. Chyba dlatego jak usłyszałam "Harry Styles" nie poznałam cię.
- Oh..- wydusił tylko loczek.
Staliśmy tak wszyscy na środku pokoju. Cisza mi ciążyła. Po mojej głowie krążyły myśli: Mam go zaprowadzić do Marcela? Mam mu ufać? Co ja mam robić?
Westchnęłam i postanowiłam.
- To.. jedziemy do Marcela?- Hazz skinął głową. Wyszliśmy, a ja jeszcze bardziej "zabezpieczyłam" dom. Wsiedliśmy do mojego samochodu, bo jak się okazało, Pan Genialny Styles przyszedł na piechotę, z lotniska. Bagaż zostawił u znajomego.
Po 10 minutach byliśmy pod domem mojego chyba przyjaciela. Nie mam zamiaru go przepraszać, bo nawet nie mam za co! Ale porozmawiam i poczekam. Może mi coś wyjaśni. Pewny siebie Harry poszedł na przodzie i zadzwonił. Marcel, jak to miał w zwyczaju otworzył drzwi bez patrzenia w wizjer. Jego mina była bezcenna, gdy ujrzał Hazzę.
- Co.. ja.. Kim..- jąkał się. Jego oczy z każdą sekundą wytrzeszczały się coraz bardziej. Muszę coś zrobić, bo mu gały zaraz wypadną- pomyślałam.
- Hej Marc. To jest Harry. Twój brat bliźniak.
- Że.. Co?
- Harry jestem. Brat twój. Kontaktujesz?- zaśmiał się. Marcel patrzył się na mnie z niedowierzaniem i.. smutkiem. Po czym przeniósł wzrok na loczka i uśmiechnął się szeroko. Zamachnął się i walnął Stylesa pięścią z całej siły w twarz. Harry stał niewzruszony i z jeszcze większym uśmiechem. Wow. 
- Spokojnie Marcel. To, że nie wierzysz, że jest twoim bratem, nie znaczy, że musisz go bić.- zaśmiał się Niall. Marcel spojrzał na mnie z przerażeniem w oczach. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie. Niech nie myśli, że wszystko jest okej, ale do cholery nie może bić Harry'ego!
Widząc, że to nie żaden żart, wziął głęboki oddech i spojrzał na Hazzę. Spojrzał na niego przepraszająco. 
- No.. Ten.. Sorry Harry. Nie chciałem, głupio mi.- wydusił z siebie.
- Przestań kłamać. Obydwoje wiemy, że chciałeś, ale nic się nie stało.- powiedział loczek i uśmiechnął się jeszcze szerzej. Że mu twarz nie pękła?!
- Spoko z ciebie.. brat.- powiedział Marcel, a Harry'emu pojaśniała twarz i zabłyszczało w oczach.
- Nawet nie wiesz jak tęskniłem. Brakowało mi ciebie..- wyszeptał Harry. Atmosfera była delikatnie napięta. Blondyn to zauważył.
- Dobra skończcie, bo zaraz jeszcze wyznacie sobie miłość i weźmiecie ślub.- wszyscy zaśmiali się, a Marcel wpuścił nas do środka. Przez następne kilka godzin Harry i Marcel "poznawali się na nowo". Nie obyło się bez dziwnych spojrzeń Marcela w moją stronę i dwuznacznych tekstów. Dziecinada. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Mar'ca.
- Co?- zapytałam, bo nie słyszałam, co powiedział. Przewrócił oczami, ale powtórzył.
- Możemy chwilę porozmawiać?- skinęłam głową i przełknęłam ślinę.
Gdy byliśmy sami, Marcel ni stąd ni zowąd podszedł do mnie i bardzo mocno przytulił.
- Nawet nie wiesz, jak mi przykro Nath. Musiałem, te kamery umiejscowić, bo by zabili ciebie. Musiałem, przepraszam. Zerwałem umowę i mam teraz poważne kłopoty u nich, ale to nie ważne. Mam nadzieję, że mi wybaczysz, bo nie zniosę widoku twojej obojętności do mnie. Proszę wybacz mi. Chcę na nowo zyskać twoje zaufanie. Proszę.- wyrzucał z siebie słowa, niczym karabin maszynowy. 
- Ja... Nie wiem Marcel. To dla mnie trudne. Strasznie mnie zraniłeś. I nie tym, że podłożyłeś te kamery. Tylko że nadużyłeś mojego zaufania. Niestety jestem osobą, która bardzo długo trzyma urazę. Bo to bolesne. Moje zaufanie jest praktycznie niemożliwe, do odzyskania, ale powodzenia.- uśmiechnęłam się leciutko, co odwzajemnił.
- Mówiąc powodzenia masz na myśli.. że dajesz mi szansę?
- Daję ci szansę, na odbudowanie mojego zaufania. To będzie ciężka droga, wiecznie pod górkę w dodatku bardzo długa. Jeżeli się tego podejmiesz, to masz większe szanse. Wielu ludzi zrezygnowało, gdy im o tym powiedziałam. Może będziesz pierwszy, któremu uda się wytrwać do końca.- tak na prawdę nie byłam na niego zła, tylko byłam zawiedziona. I stracił moje zaufanie tylko w minimalnym stopniu. Takie sytuacje zdarzyły się już tyle razy (ktoś podkładał podsłuch, szpiegował mnie, wsadzał kamery i inne takie), że byłam przyzwyczajona. Ale co tam. Za karę, pobawię się trochę z nim. Ale będzie ubaw!
- Zobaczysz, wszystko się ułoży!- powiedział i pociągnął mnie za rękę. No to czas zacząć grać! Wyrwałam rękę z uścisku. Chłopak spuścił wzrok zakłopotany, ale pchnęłam go, więc poszliśmy dalej. Weszliśmy do salonu, a ja stanęłam jak wryta, widząc Harry'ego i Nialla grającego na konsoli w jakąś samochodówkę.
- Co tu się dzieje?!- zapytałam, na co aż podskoczyli, a joystick'i wypadły im z rąk prosto na dywan. 
- No weź, byliśmy tak blisko i przez ciebie przegraliśmy!- krzyknął naburmuszony Niall.
- Daj mi pada.- powiedziałam i usiadłam na kanapie. Podał mi go. Włączyłam grę i po chwili patrzyłam, jak opadają im szczęki.
- Jak.. Ty..
- Przecież.. jesteś..
- Dziewczyną?- dokończyłam. Po chwili przejechałam linię mety i pisnęłam z radości.
- Słaba jesteś.
- Tak uważasz?
- Tak. Ścigamy się?
- Okej, to robimy zakład pomiędzy Harry'm a Nathe!- krzyknął Niall. Spiorunowałam go wzrokiem na to przezwisko, ale po chwili zrozumiałam, że muszę się w końcu ogarnąć.
- Przyjmujesz zakład, cieniasie?- zadrwiłam z niego.
- Jasne, laleczko.- powiedział.
- Okej, to poproszę od każdego po 50 dolarów!- powiedział Niall, a ja razem z Harry'm spiorunowaliśmy go wzrokiem. Go pokićkało!- No dobra, dobra 20.- rzekł zrezygnowany. Wyciągnęliśmy pieniądze i położyliśmy na stole...


2/3 komentarze i kolejny! Jak myślicie, kto wygra? ;33

Directioner_Forever <3

środa, 30 lipca 2014

Zayn ;* - część 2

Witam siostrzyczki :*  I macie kolejną część imagina z naszym Bad boy'em. Mam nadzieję że też wam się spodoba i liczę na większą ilość komentarzy.. ;*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Z: I bardzo dobrze! Zmarnowałabyś tylko mój czas..!  - w jego głosie też była złość. 
J: Zachowujesz się jak zadufany w sobie palant! Jakbyś był tu panem i władcą..! 
N: Przestańcie! 
Z: Zadufany w sobie palant!? - spytał jakby nie dosłyszał
J: Tak!!
Z: A ty to co?! Bez uczuciowa suka? Dlaczego nie masz tu więcej znajomych?! 
N: Wystarczy powiedziałem! - wtrącił nauczyciel.
J: Nie znasz mnie! Nic o mnie nie wiesz..! - krzyknęłam na niego i zaczęłam wychodzić z klasy. 
N: (T.i.) zostaniesz po lekcji! - usłyszałam profesora, ale nie zatrzymałam się. Wyszłam na korytarz by już nie patrzeć na tego idiotę. Jak śmiał zrzucić wszystko na mnie?! Nie zna mnie, nie wie jaki mam charakter, jak się zachowuję. Nikt nie wie! Gdy po szkole rozległ się dźwięk dzwonka, wróciłam do klasy. Clara czekała przy naszej ławce, spakowała mnie i słabo się uśmiechnęła. Usiadłam na swoim krześle i czekałam na słowa nauczyciela. 
N: Zayn a ty gdzie się wybierasz? - spytał z gniewnym spojrzeniem. Chłopak bez słowa oparł się o ławkę i skrzyżował ręce na torsie. Profesor wziął kilka głębokich uspokajających oddechów i spojrzał na nas. - Co to miało być? Takie cyrki możecie odstawiać u siebie na podwórku a nie w szkole. - nic się nie odzywałam. Siedziałam nieprzejęta i słuchałam. Nawet nie spojrzałam na Malika. - (T.i.)? - zwrócił się do mnie - Dlaczego nie oprowadziłaś Zayna po szkole? - zapytał już łagodniej.
J: Sam pan słyszał że on nie chce mojej pomocy.. 
N: Zayn, dlaczego nie chcesz pomocy ze strony (T.i.)? - zaraz ze staruszkiem spojrzeliśmy na niego. 
Z: Tak jak powiedziałem, nie potrzebuje nikogo pomocy, a w szczególności jej.. - prychnęłam. 
N: Jesteście tacy sami. - powiedział zrezygnowany.
J: Niech mnie pan z tym czymś nie porównuje. - powiedziałam złośliwie, Zayn nie odpyskował i miał racje.
N: Nie mniej jednak nie ominie was kara.. Mamy kwiecień, czyli dwa miesiące do końca roku szkolnego. Więc codziennie przez ten czas będziecie zostawać dwie godziny po lekcjach. Powtarzam CODZIENNIE! - powiedział podkreślając ostatnie słowo i wyszedł. Nie miałam zamiaru siedzieć w tej szkole ani chwili dłużej. Wstałam szybko z miejsca a jeszcze szybciej wyszłam z klasy. Przy mojej szafce czekała Clara, wrzuciłam do szafki książki i wyszłyśmy ze szkoły. Blondynka nie pytała o to co się wydarzyło i byłam jej wdzięczna za to. Poszłyśmy do mnie, zjadłyśmy obiad i zaczęłyśmy plotkować. Po tym trochę ochłonęłam, więc opowiedziałam jej jaką dostałam karę. Widziałam w jej oczach że ona byłaby zadowolona z takich konsekwencji bo mogłaby się na niego przez cały czas gapić. Dziewczyna poszła do siebie o ok.18, a ja dopiero wtedy mogłam dać upust emocjom. Rzuciłam się na swoje łóżko i myślałam nad tym całym wydarzeniem. Słowa Zayna krążyły mi po głowie, zastanawiałam się dlaczego ma o mnie takie zdanie skoro nawet nie próbował mnie poznać. Nie zamienił ze mną ani jednego normalnego zdania, nie wie jaka jestem. Nikt tego nie wie, staje się sobą dopiero w domu, zamknięta w swoim pokoju. Clara również mnie od takiej strony nie zna. Po moich policzkach zaczęły spływać gorzkie łzy, Malik jest pierwszą osobą która doprowadziła mnie do tego stanu. Mam nadzieję że ostatnią.. 
Zaraz koniec ostatniej lekcji, a potem dwie godziny z tym dupkiem. Szłam pod klasę gdzie ma się odbyć moja koza, przed drzwiami stał Malik i zachowywał się jakby na mnie czekał. Gdy już przy nim byłam otworzył drzwi i wszedł przede mną, wpychając mi się. 
J: Idiota.. - powiedziałam pod nosem i poszłam do swojej ławki. Stała ona na samym końcu klasy. Pan złośliwy usiadł jak najdalej ode mnie z czego byłam zadowolona.

N: Cieszę się że potraktowaliście swoją karę poważnie i jednak jesteście. Mam dla was propozycje. - zaczął nauczyciel. - Jeśli będziecie spokojni to będziecie mogli zająć się swoimi sprawami, jeżeli jednak będzie odwrotnie zadam wam jakieś dodatkowe prace, które będą miały niesamowity wpływ na waszą końcową ocenę.. - powiedział i zostawił nas samych, nie miałam zamiaru odrabiać dodatkowych zadań więc, nie będę się z nim kłócić, nawet się do niego odzywać. Wyciągnęłam z torby słuchawki i pogrążyłam się we własnym świecie. Na szczęście te dwie godziny minęły bardzo szybko, wyminęłam bez słowa Zayna i wyszłam z klasy.. Następne kozy minęły mi podobnie, zaczynało mi się nudzić więc zaczęłam zabierać ze sobą krzyżówki. Zostały mi jeszcze dwa tygodnie, niecałe dwa tygodnie kary. Weszłam do klasy i usiadłam na swoim stałym miejscu. Ja za każdym razem starałam się trzymać z daleka od Malika, on zaś ostatnio zaczął siadać coraz bliżej mnie. Wyciągnęłam moje ukochane sudoku i jak zwykle zaczęłam je rozwiązywać. Kątem oka widziałam jak szatyn siada w ławce obok mojej. Skupiłam się na mojej krzyżówce, wybrałam najtrudniejszy poziom. Zwykle takie krzyżówki rozwiązuję w góra 10 minut, ale dzisiaj coś mi przeszkadzało. A już wiem co! Przez cały czas czułam na sobie wzrok Zayna! O co mu chodzi?! 
J: Możesz przestać?! - zapytałam nawet na niego nie patrząc. 
Z: Przecież ja nic nie robię .. - zaśmiał się. 
J: Wgapiasz się we mnie..! - fuknęłam i spojrzałam na niego. W jego oczach nie widziałam złości, co mnie zdziwiło. Zawsze posyłał mi pewne nienawiści spojrzenie.
Z: A co rozpraszam cię? 
J: Tak! Zdziwiony? Myślałeś że taka bez uczuciowa suka jak ja nie zwraca na nic uwagi?! - odwróciłam wzrok i spakowałam sudoku do torby. 
Z: Dobrze wiedzieć że tak na ciebie działam.. - skończył zdanie i w tej samej chwili zadzwonił dzwonek. Wyszłam szybko z klasy i ze szkoły. W domu zastanawiałam się nad zmianą Zayna, co mu się stało, że zechciał się do mnie odezwać?! Kolejny dzień, piątek.. Czyli został jeszcze tylko tydzień szkoły, tydzień kozy i już koniec tej całej szopki. Już nie będę musiała go oglądać przez kolejne kilkadziesiąt lat. Weszłam do klasy jeszcze przed dzwonkiem, od razu zabrałam się za swoją ulubioną krzyżówkę. Usłyszałam jednak jak chłopak zmierza w moim kierunku. Niech usiądzie sobie gdzieś daleko!! Prosiłam w głowie. Nie zwracałam uwagi na to co robi, niestety odsunął krzesło stojące obok mnie i usiadł na nim, tak że siedział przodem do mnie. Znów wgapiał się w moją twarz, starałam się nie reagować i zagryzłam ołówek zastanawiając się nad sudoku. 
Z: Tu wpisz dziewiątkę.. - usłyszałam koło swojego ucha. Spojrzałam na niego zdziwiona i zaskoczona. Nie spodziewałam się tego po nim. Jednak bez żadnego odzewu z mojej strony zastanowiłam się i faktycznie pasowała tam cyfra wymieniona przez szatyna. - Przepraszam.. - wyszeptał. Jeszcze większe zaskoczenie. W jego oczach nie było nienawiści, tylko ból i skrucha?! Co się z nim dzieje?! 
J: Za co? 
Z: Za bezuczuciową sukę.. 
J: Słuchaj Zayn.. - wzięłam głęboki wdech - Nie ty pierwszy i nie ostatni za taką mnie masz. Przestałam się już przejmować tym co mówią o mnie ludzie.. Nie znacie mnie więc nie wiecie jaka jestem. Nikt nawet nie starał się mnie poznać, zawsze na samym starcie wyciągał pochopne wnioski i za każdym razem byłam wredną, złośliwą i jaką tam sobie wymyśliliście, suką którą nic nie obchodzi.. 
Z: Jak pierwszy raz cię zobaczyłem, jak widziałem jak wszyscy schodzą ci z drogi, jak się ciebie boją, pomyślałem ze jesteś tu największą zołzą..
J: Bo jestem.. I niech tak pozostanie. Przestało mi to przeszkadzać. Wiesz ja przed ocenieniem innych zawsze starałam się kogoś poznać. Ale z drugiej strony nigdy nie otrzymałam tego samego. Nikt nie wie jaka jestem. 
Z: Wiem że tylko udajesz taką twardą osobę, że tam w głębi jesteś całkiem inna.. że to tylko taka postawa do otoczenia..

J: Skąd ty to możesz wiedzieć?! Nie znasz mnie.. 
Z: Widzisz.. znów starasz się być silna. Po co to robisz..? 
J: Nie udaje. Taka już jestem.. Jeżeli coś ci się nie podoba to nie musisz ze mną rozmawiać.. Nie prosiłam cię o to.. 
Z: Wiem, że to tylko pozory.. 
J: Nic o mnie nie wiesz.. - wyszeptałam.
Z: Wiem o tobie więcej niż ci się wydaje.. Wiem że jesteś sobą dopiero w domu, wiem że bolą cię te fałszywe oszczerstwa pod twoim adresem. Wiem, że w skupieniu zagryzasz dolną wargę i tak śmiesznie marszczysz nosek.. - uśmiechnął się lekko - ..Wiem, że w głębi duszy krzyczysz o pomoc, by w końcu pojawił się na twojej drodze ktoś, komu będziesz mogła zaufać i .. wiem że gdy się denerwujesz miętolisz swoja bransoletkę.. - oboje przenieśliśmy wzrok na moje dłonie, od razu puściłam ozdobę i schowałam ręce pod ławkę. 
J: Po co ty mi to mówisz? - spojrzałam na niego - Po to żebym znów przez ciebie płakała, żebyś mógł zobaczyć jaka jestem słaba? - w moich oczach było pełno łez, starałam się żadnej nie wypuścić. 
Z: Przepraszam, nie chciałem ani teraz ani wcześniej. - spuścił głowę, a ja już nie dałam rady powstrzymywać łez. Zamknęłam oczy i pozwoliłam im swobodnie spaść na moje policzki. Poczułam jak chłopak przyciąga mnie do siebie i zamyka w mocnym uścisku. Nie miałam siły się wyrywać ani sprzeciwiać, potrzebowałam teraz kogoś bliskości. Odwzajemniłam gest i moczyłam łzami jego koszulkę. Trwaliśmy tak jeszcze kilka minut, uspokoiłam się i odsunęłam od niego. Starłam resztki kropelek z twarzy i uśmiechnęłam się słabo, lecz szczerze do niego. Chwilę później zadzwonił dzwonek, poderwałam się z miejsca i zaczęłam wychodzić, usłyszałam ciche westchnienie chłopaka. Zatrzymałam się przy drzwiach i odwróciłam jego stronę. 
J: Idziesz?

Naat

wtorek, 29 lipca 2014

Marcel.. cz.13

Pechowa trzynastka :D Ciekawe, czy również dla naszych bohaterów.. Dowiecie się czytając! Zapraszam! :*

- Kocham cię Nath! Do dzisiaj!- zaśmiałam się tylko a on rozłączył. Wróciłam do środka i prawie natychmiast usnęłam. Jutrzejszy dzień będzie niesamowity! 
- Wstawaj.- usłyszałam. Przetarłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Co się dzieje?- zapytałam zaspanym głosem.
- Wstawaj.- powtórzył.
- Daj mi spać. Która to godzina, że mi wstawać każesz?- spytałam.
- Jest już 12 śpiochu.- powiedział. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że jestem w domu Marcela, a o 15 przyjdzie Niall!
- Matko Boska!- wykrzyknęłam i wyskoczyłam z łóżka zderzając się ze zdezorientowanym Marcelem.
- Ałć.- powiedział i potarł czoło. Leżeliśmy na podłodze. Po chwili wybuchliśmy niekontrolowanym śmiechem. Po kilku minutach zaczęłam się krztusić ze śmiechu, przez co jeszcze bardziej chciało mi się śmiać. Gdyby nie Marcel, udusiłabym się.
- Dzięki.- powiedziałam, ale nadal chichotałam. Czy ja coś brałam w nocy? Patrzył na mnie jak na idiotkę, przez co znowu wybuchnęłam śmiechem tarzając się po podłodze. Marcel przytrzymał mnie i spojrzał w oczy. Uspokoiłam się, ale wiedziałam, że to nie koniec. Wzięłam głęboki oddech. 
- Już w porządku?- patrzył na mnie z troską.
- T-tak.- powiedziałam powstrzymując śmiech.
- Chyba jednak nie. Masz jakieś plany na popołudnie, że mnie rano zaatakowałaś?
- To nie był atak. Przypomniałam sobie, że Niall będzie o 15 na obiedzie, bo przeprowadził się do Londynu. Chciałbyś przyjść?
- N-Nie wiem.- zająknął się. Marcel się jąka? Od kiedy?
- Proooszę..- powiedziałam i wydęłam wargi.
- No dobrze. Ale o 16.30 będę musiał wyjść coś załatwić.
- Jasne. Dzięki Marc!- przytuliłam go.
Postanowiliśmy, że od razu pojedziemy do mnie, bo muszę się ogarnąć i przygotować.
O 13 byliśmy u mnie. Mieszkam w parterowej willi, która wygląda mniej więcej tak --> 

- Fajny masz dom..- powiedział, gdy wysiedliśmy.
- Z zewnątrz nie podoba mi się zbytnio, ale środek mnie rozwalił, dlatego wzięłam.- wzruszyłam ramionami i otworzyłam drzwi kluczem.
- Czuj się jak u siebie. Tam jest kuchnia. Tu po lewej salon, tam masz łazienkę. Ja idę do tej w moim pokoju, który jest w korytarzu na prawo. Wezmę prysznic i się ogarnę. Rób co chcesz. Z tyłu jest ogród, basen i kilka leżaków. Chcesz, to się pokąp, poopalaj. Ale nic nie jedz, bo i tak niedługo będzie obiad.- gdy skończyłam chłopak tylko skinął głową i z szeroko otwartymi oczami zwiedzał dom. Skierowałam się do mojego pokoju i z garderoby wyjęłam zestaw składający się z czarnych rurek, białej koszulki z nadrukiem i białych air force. Skoro rzeczy miałam przygotowane, mogłam wziąć prysznic. Namydliłam się moim ulubionym poziomkowym żelem pod prysznic i spłukałam. Nic się nie stanie, jak umyję głowę. Wzięłam tego samego zapachu szampon i umyłam włosy. Otarłam ręcznikiem ciało z kropelek wody. Wysuszyłam włosy i popatrzyłam zachwyciłam się ich widokiem. Były delikatnie pofalowane i zaczesane na lewo. Chyba zmyję tę farbę specjalnym szamponem i pofarbuje na blond i zrobię różowe końcówki. O wiele bardziej będą mi pasowały, do moich niebieskich oczu. Uśmiechnęłam się do odbicia i szybko posprzątałam rzeczy, po czym wrzuciłam je do kosza na brudy. Wyszłam z pokoju i spostrzegłam moje czarne teczki z informacjami o różnych osobach, pistoletem i innymi takimi. Kurde! Spakowałam wszystko szybko i włożyłam do tajnej skrytki w łóżku. Gdyby chłopcy dowiedzieli się, że nadal jestem w tym czarnym biznesie, nie byliby ze mnie zadowoleni i byliby w niebezpieczeństwie. Ugh.. Wzięłam telefon i sprawdziłam godzinę. O nie! Mam jeszcze 1,5 h! Weszłam jeszcze do łazienki w celu nałożenia delikatnego makijażu. Lekko na tuszowałam rzęsy, nałożyłam trochę podkładu, zrobiłam tak zwane "jaskółki" eyelinerem i musnęłam usta bezbarwnym błyszczykiem. Brakuje mi tu.. tak! Nałożyłam dosłownie ociupinkę cieni i od razu lepiej. Wręcz idealnie, bo te cienie podkreślały błękit moich oczu. Wróciłam do pokoju i chwyciłam IPhone'a po czym wsadziłam do tylnej kieszeni spodni. Pobiegłam do kuchni, o dziwo nie było w niej Marcela. Nie przejęłam się i zaczęłam myśleć nad obiadem. Zapomniałam poinformować Nialla, gdzie mieszkam i o której godzinie jest obiad! Jezu, czemu wpoiłam sobie, że to o 15? No nic, chyba zdążę. Wyciągnęłam telefon.
Nathalie: Hej Niall! Obiad o 15. Zaraz wyślę ci adres. xx.
Na odpowiedź nie musiałam długo czekać.
Niall: Okej. Nie mogę się doczekać! xx.
Wpisałam mój adres i wysłałam. Nie odpowiadał, więc postanowiłam wziąć się do roboty. IPhone trafił na półkę nad zlewem, a ja usiadłam, bo nie miałam pomysłu. Po chwili przyszedł Marcel i powiedział, że zwiedzał ogród i jest pod wrażeniem. Widząc moją minę, zapytał, co się stało.
- Nie wiem, co ugotować!
- Hmm.. Przyrządźmy karkówkę, do tego ziemniaki i jakaś sałatka. Desery chyba sama wymyślisz.- już chciał chwycić fartuch, ale mu go wyrwałam.
- O nie.. Ty jesteś gościem. Marsz gdziekolwiek i nie wchodź do kuchni! Jak będziesz coś chciał, to po prostu mi powiedz, to ci przyniosę.- zrezygnowany opuścił głowę i walnął się na kanapie. Wyciągnęłam potrzebne składniki, ale okazało się, że nie mam tej przeklętej karkówki!- Maaarceel!!!
- Coo..?- przeciągnął, ale się nie ruszył.
- Możesz skoczyć do sklepu? Jest dwie minuty drogi stąd.
- Jasne.- usłyszałam, jak wstaje i podbiega do mnie.- Co kupić?
- Karkówkę, bo nie mam. I myślę, że będzie z grilla. 
- Och.. Okej.- odwrócił się i miał wychodzić.
- A pieniądze?
- Mam swoje!
- Ale..
- Zamknij się i zajmij się gotowaniem!- zaśmiał się a ja razem z nim.
Po chwili już go nie było, a ja przygotowałam sobie garnek i po obraniu ziemniaków i umyciu ich, wstawiłam na płytę, aby się ugotowały. Deser i tak zrobię później, a sałatkę mam gotową. Poszłam do salonu i poczułam, że coś jest nie tak. Rozejrzałam się uważnie i moją uwagę przykuła firana. Hmm.. Przecież całkowicie odsłaniała okno.. Podeszłam i ją poprawiłam. Coś mi powiedziało, żebym przyjrzała się dokładnie i tak też zrobiłam. To co tam znalazłam, okropnie mnie rozzłościło, zmartwiło i sprawiło, że posmutniałam. Dlaczego Marcel?! Dlaczego...
Gdy przyszedł siedziałam na kanapie z twarzą bez wyrazu. Patrzyłam się pusto w swoje stopy i gdy podszedł do mnie nie zareagowałam. Trzymałam to cholerstwo w dłoni.
- Nathalie, co się stało?- zapytał. Wzięłam wdech i nie spoglądając na niego wyciągnęłam rękę z kamerką szpiegowską.
- To się stało Marcel.
Chłopak zesztywniał i spuścił głowę, a ja kontynuowałam.
- Ufałam ci, wiesz? Byłeś jedną z niewielu osób, które zyskało moje zaufanie. Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi. Jest mi bardzo przykro, że tak się zachowałeś. A teraz przepraszam na chwilę.- wstałam i poszłam do pokoju. Tu na 100 % nie był. Wzięłam z szuflady obok łóżka pistolet i schowałam za pasek. Gdy wróciłam, zastałam go w tej samej pozycji, w której go zostawiłam. Usiadłam obok i wyciągnęłam pistolet. Odbezpieczyłam i wycelowałam w chłopaka.
- Teraz gadaj mi do cholery dla kogo pracujesz i gdzie jest reszta kamer!- fuknęłam gniewnie a on prychnął. Tak się bawimy?! Przystawiłam lufę do jego skroni.- Dobrze wiesz, że strzelę. Nie boję się tego i ucieknę, nie pozostawiając nawet śladu. Więc radzę ci mówić.- wyszeptałam i włożyłam w te słowa tyle jadu, ile tylko mogłam. Chłopak wstał i powyciągał, mam nadzieję wszystkie. Były za zdjęciami, telewizorem, w ogrodzie, po prostu wszędzie. Policzyłam je i okazało się, że jest ich 25.
- To wszystkie?- syknęłam.
- Tak. Przysięgam.
- Nie ufam ci już. Jeżeli kłamiesz, to wiedz, że już po tobie. Mam specjalne znajomości i wykryją kamerki i inne gówna.- Marcel westchnął i wstał, po czym przyniósł jeszcze 5.
- Przepraszam Nathalie. Ja po prostu.. Muszę wykonywać ich rozkazy. Inaczej mnie zabiją.- powiedział z bólem w oczach. Jakoś nie bardzo mu uwierzyłam.
- Ta. Zabieraj dupę i nie pokazuj się tu więcej.- wyciągnęłam pieniądze i wręczyłam mu 20 dolców.- To na taksówkę. I ile jestem ci winna za tę karkówkę?
- Nic. Dzięki, ale nie trzeba.- nie przyjął pieniędzy, więc wsadziłam mu je do kieszeni. Nie zaprotestował tylko dlatego, że miałam broń. Tak mi się bynajmniej wydaje. Wstał, ubrał buty i gdy był przy wyjściu odwrócił się i mnie przytulił. W moich oczach zebrały się łzy, ale je powstrzymałam i lekko go objęłam. Po sekundzie puściłam, a on się odsunął. Uśmiechnął się smutno i wyszedł. Zamknęłam drzwi na klucz i kilkanaście zamków bezpieczeństwa, po czym spuściłam kraty w oknach. Ustawiłam alarm na podwórku wokół domu i od strony ogrodu. Nagle przypomniałam sobie, że za niedługo będzie Niall. Na szczęście "moi ludzie" opracowali system, dzięki któremu mogłam wpisać dane osoby i alarm się nie uruchamiał. Nie korzystałam z tego jeszcze, ale postanowiłam spróbować. Wpisałam wszystko co pamiętałam. Mam nadzieję, że zadziała. Ja mimo nerwowej atmosfery dokończyłam obiad, już tylko dla dwóch osób i na deser przygotowałam pucharki z lodami czekoladowymi i truskawkowymi, a do tego owoce. Wstawiłam je do zamrażarki. Wzięłam dwa talerze, dwie szklanki, dwa komplety sztućców, serwetki i obrus, po czym przygotowałam jadalnię. Nie wspomniałam o niej Marcel'owi, bo to miała być niespodzianka. Rozłożyłam wszystko i było trochę pusto, więc wzięłam z ogrodu kwiaty i ułożyłam w bukiet, po czy wstawiłam do kryształowego wazonu i ustawiłam na stole. Idealnie. Brakuje tylko jedzenia i Nialla. Zaśmiałam się na to stwierdzenie i przyniosłam danie główne. Spojrzałam na zegar. 14.50 no to zaraz będzie. Przejrzałam się w lustrze i zobaczyłam, że mam poplątane włosy i delikatnie się rozmazałam. No nie! Wkurzona poszłam do łazienki i rozczesałam włosy. Nie chciałam zmywać całego makijażu, bo tylko troszkę tusz spłynął z łzą. Wzięłam taki mini wacik i zmyłam czarną ścieżkę mleczkiem do demakijażu. Nałożyłam w te miejsce podkład i poprawiłam rzęsy. Okej. Jest dobrze.
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Dzwonek, nie alarm, więc wszystko poszło po mojej myśli. Podbiegłam do drzwi i uporałam się z 15 zamkami. Wepchnęłam szybko Nialla i wystawiłam głowę delikatnie za drzwi. Nic podejrzanego, żadnej osoby niepożądanej. Odetchnęłam i z powrotem zamknęłam drzwi. Odwróciłam się i napotkałam zdezorientowane spojrzenie blondyna. No trudno, będę mu musiała wszystko powiedzieć.
- Wytłumaczę ci przy obiedzie.- powiedziałam cicho i zaprowadziłam do jadalni. Dopiero teraz zauważyłam, że chłopak ubrał czarne rurki i czarną koszulę a do tego Converse.
Zawstydziłam się, bo wyglądał lepiej niż ja, ale przecież się teraz nie przebiorę. 
Usiedliśmy i zaczęliśmy jeść. Niall się rozluźnił, czyli zaufał. Na szczęście, ale mam nadzieję, że nie okaże się takim dupkiem jak Marcel. Po posiłku przyniosłam desery, na co blondynkowi rozświetliły się oczy.
- Jesteś cudowna.- powiedział i zaczął pochłaniać. Po kilku sekundach siedział smutny. Przygotowałam się na takie coś, więc przeprosiłam go na chwilę i przyniosłam mu jeszcze dwa. Jego oczy świeciły, a na twarzy widniał wspaniały uśmiech. Nie musiał dziękować. Miał to wypisane na twarzy. Gdy zjedliśmy, chłopak spojrzał na mnie znacząco. Wiedziałam, że chce usłyszeć wytłumaczenie. 
- Niall. Nie będę kłamać i zacznę od początku. Nie chcę przed tobą nic ukrywać, ale boję się, że cię stracę. Dlatego daj mi wytłumaczyć wszystko i nie wysuwaj pochopnych wniosków. Wyzbyj się wszelkich uprzedzeń i wysłuchaj do końca, dobrze?- powiedziałam spokojnie.
- Jasne.- uśmiechnął się.
- No to tak. Gdy przeprowadziłam się tutaj, niezbyt mi się powodziło i poznałam takiego kogoś, kto mi zaproponował pomoc. Odrzuciłam ją i po kilku miesiącach sama wyszłam na prostą. Znalazłam doskonale świetną pracę, ale do czego zmierzam. Ten koleś, co chciał mi pomóc, zaprzyjaźnił się ze mną. W pewnym momencie dołączyłam do jego gangu.. Oni.. Zresztą chodź ze mną.- zaprowadziłam go do pokoju i pokazałam mu walizki.- Ci ludzie mieli u niego długi za pomoc. Gdy za długo zwlekali z oddaniem pieniędzy, po prostu ich zabijał. Przy umowie podpisywali takie papiery. Później już wiedziałam, że polegało to na tym, że pomagał, pożyczał pieniądze, znajdywał domy i inne takie. Po pewnym czasie żądał pieniędzy za pomoc. Ludzie podpisywali takie coś, że w razie ich śmierci wszyściutko trafia w jego ręce. Jeżeli był jakiś bogacz, to celowo "psuł" mu życie, a później pławił się w jego forsie itp. Ja nie uległam, ale musiałam mu pomagać. Ten dom, pieniądze.. Sama na to wszystko zapracowałam, a ten mój pseudo przyjaciel był pod wrażeniem, że jestem taka twarda i nie ustępuje życiu. Poprosił żebym dołączyła. I tu właśnie nie twórz chorych scenariuszy! Zaszantażował mnie i muszę do tego należeć. Zawarliśmy tylko umowę, że mi nic nie zrobi. Moim przyjaciołom również.- skończyłam i rozpłakałam się. Niall miał dziwny wyraz twarzy. Przytulił mnie i pocieszał, ale bez słów. Po chwili się uspokoiłam, ale on się nie odzywał.
- Niall, powiedz coś.
Patrzył się na mnie i patrzył, ale nie mówił.
- Odezwij się, błagam!- rozbeczałam się znowu.
- Ciii. Już dobrze. Przepraszam, po prostu muszę sobie to wszystko poukładać. I nie martw się nie zostawię cię. Jest ci ciężko, a ja to rozumiem. Jestem prawdziwym przyjacielem.
- Dzięki Niall.
Uśmiechnęliśmy się i poszliśmy do salonu, bo zaproponowałam film. Wzięliśmy chipsy i zaczęliśmy oglądać. Chłopak kręcił się i wiercił. Wiem, że chce o coś zapytać. Coś go męczy.
- Co jest?- zapytałam zatrzymując film.
- Bo.. Mam pytanie.- skinęłam głową na znak, że słucham, a on kontynuował.- Dlaczego tak zabezpieczyłaś dom?
Westchnęłam ciężko i opowiedziałam mu historię z Marcelem.
- Kurde.. Myślałem, że to spoko ziom. Taki dureń.
Nagle rozległ się alarm. 
- Cholera.- powiedziałam i złapałam za broń.- Niall jesteś odważny?
- Po prostu daj mi jakąś broń.
Staliśmy po chwili gotowi, na jakieś niebezpieczeństwo. 
Bałam się jak nigdy, ale nie po raz pierwszy uspokajały mnie niebieściutkie tęczówki Nialla. Rozległo się pukanie. Podeszłam i przez wizjer zobaczyłam chłopaka. Nie był uzbrojony i wyglądał jak.. Normalny chłopak. Z tego co widziałam, był w podobnym wieku do mnie i Horana. I nic nie robił, po prostu stał tam taki idealny. Ale czemu wygląda jak... ?

Kolejna część za niedługo! 2/3 komentarze!

Directioner_Forever <3


poniedziałek, 28 lipca 2014

Zayn ;* - Część 1

Hejka :* Wiem, że macie wakacje i spędzacie miło czas, a pomimo to wchodzicie na bloga.. Kocham was za to :* <3 Mam nadzieje, że sie wam ten imagin spodoba.. :*
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Przemierzam szkolny korytarz z podniesioną głową, niektórzy uczniowie schodzą mi z drogi. Widzę w niektórych oczach spoglądających na mnie strach, a ja dalej pewnym krokiem podchodzę do swojej szafki. Jestem brunetką, która chodzi do ostatniej już klasy liceum. Podeszłam do szafki i wyciągnęłam potrzebny mi podręcznik i zeszyt. 
C: (T.i.)! (T.i.)!!- usłyszałam swoje imię. Spojrzałam w stronę dobiegającego głosu i zauważyłam że Clara biegnie w moim kierunku. 
J: Co jest? - zapytałam gdy już była obok mnie. 
C: M-muszę ci coś powiedzieć.. - mówiła zasapana.. zaśmiałam się z niej.
J: A ty maraton przebiegłaś? 
C: Niee.. - przeciągnęła - Do naszej klasy doszedł nowy chłopak. Podobno nazywa się Zayn Malik i jest bardzo przystojny.. - powiedziała z radością i podnieceniem. 
J: Skąd ty bierzesz te wszystkie informacje..? - spytałam zrezygnowana. Clara wie wszystko.. Taki mały szpieg. Jest to jedyna osoba która tu nie boi się ze mną normalnie rozmawiać, inne dziewczyny gdy na nie spojrzę odwracają wzrok, a niektórzy chłopaki peszą się moim spojrzeniem. Dziwnie się czuję z taka opinia w szkole, nawet nie wiem dlaczego wszyscy uważają mnie za zołzę i bezuczuciową osobę. Nikt nawet nie stara się mnie poznać.. Razem z Clarą poszłyśmy na lekcję, była biologia, nudna lekcja, nudny nauczyciel.. Usiadłam razem z nią w ostatniej ławce w klasie i każda z nas zajęła się swoimi sprawami. Ja bazgrałam coś na okładce zeszytu, a Clara zaczęła zdradzać mi wszystko czego dowiedziała się o nowym chłopaku. W pewnym momencie razem z dyrektorem i nasza wychowawczynią do klasy wszedł ten nowy, na pierwszy rzut oka, pewny siebie chłopak o czarnych, postawionych włosach.

D: Dzień dobry.. - zaczął dyrektor - ..to jest wasz nowy kolega. Macie być mili. - rozkazał i wyszedł. 
W: Taak - przeciągnęła rozglądając się po klasie - To jest Zayn Malik, od dzisiaj będzie z wami chodził do klasy. A resztę sam wam opowie.. - po co ona to mówiła, wychowawczyni powiedziała dokładnie to samo co dyrektor i wyszła. Spojrzałam na chłopaka, miał na sobie czarne rurki, czerwona koszulę w kratę, która nie była zapięta, pod nią czarny podkoszulek, a na nogach ciężkie, lekko znoszone buty. Wyraz jego twarzy nie był speszony nową sytuacją, wręcz był niewzruszony zaistniałą chwilą. 
N: Przedstaw się i powiedz coś o sobie. - zwrócił się do niego nauczyciel. 
Z: Przed chwilą wychowawczyni to za mnie zrobiła. - powiedział złośliwie - A reszty nie muszą wiedzieć.. - nauczyciel pokiwał ze zrezygnowaniem głową. 
N: Jak wolisz, ale znajdziemy ci osobę, która oprowadzi cię po szkole. - starszy pan rozejrzał się po klasie. Siedziałam niewzruszona tymi słowami, bo pewnie wybierze jakąś miłą z natury dziewczynę albo chłopaka, by mogli się lepiej dogadać. Jego wzrok zatrzymał się na mnie. - (T.i.).. Ty oprowadzisz Zayna, i wprowadzisz go w życie szkoły. 
J: Że co proszę? - oburzyłam się. 
Z: Nie potrzebuje przewodnika. - jego głos tez nie był zadowolony. Większość uczniów marzy żeby ze mną pogadać czy nawet usiąść w ławce. 
N: Nie interesują mnie wasze sprzeciwy. Postanowione. - powiedział stanowczo - Zayn zajmij jakieś miejsce i przygotuj się do lekcji. Wystarczająco dużo czasu już zmarnowaliśmy. - powrócił do notowania czegoś w dzienniku. Ja spojrzałam za to na szatyna, nasze spojrzenia się skrzyżowały, ale żadne z nas nie miało zamiaru się uśmiechnąć. Odprowadziłam go wzrokiem do ławki, która stała obok mojej. Intrygowało mnie jego zachowanie a ja nie mam zamiaru za nim latać, jeżeli nie chce mojego towarzystwa, ja prosić o to nie będę. Z resztą nie uśmiechało mi się oprowadzanie nowego po szkole. Clara co jakiś czas zerkała na niego, ja zaś czułam w sobie coraz większą złość. Nareszcie zadzwonił dzwonek, zabrałam swoje rzeczy i zaczęłam wychodzi z klasy.
N: (T.i.) poczekaj chwilę.. - usłyszałam głos nauczyciela. Zatrzymałam się i podeszłam do niego. Nie spojrzał na mnie tylko na kogoś za mną. - Zayn ty też zostań.. - no nie! Tylko nie on..!! Spojrzałam zdziwiona na staruszka w okularach, oparłam się o ławkę i skrzyżowałam ręce na piersi. 
J: Po co miałam zostać? - zapytałam bez żadnych uczuć.
N: Wiem że nie podoba się wam pomysł spędzania razem czasu, ale nie macie innego wyjścia. - znów ten głos nie znoszący sprzeciwu. 
J: Nie jestem niańką... 
Z: Nawet cię nie potrzebuję.. - zwrócił się do mnie. Spojrzałam na niego ze złością. 
J: Widzi pan. Nie potrzebujemy swojego towarzystwa, wiec nie widzę konieczności spędzania razem czasu.. - powiedziałam i wyszłam z klasy nie zwracając uwagi na słowa nauczyciela. Podeszłam do swojej szafki przy której czekała już Clara. 
C: Jesteś już.. I co chciał? Kiedy spotykasz się z Zaynem? - na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. 
J: Nigdy.. Nie mam zamiaru nikogo niańczyć.. - powiedziałam otwierając szafkę. Wrzuciłam tam swoje rzeczy i zabrałam kolejne, które są mi potrzebne. 
C: Jak to? - zdziwiła się - Przecież Zayn jest takim ciachem.. 
J: To sobie do niego idź.. - spojrzałam na nią gniewnie, by przestała już o nim mówić. 
C: Co cię dzisiaj ugryzło? 
J: Nic, po prostu.. - urwałam - ..po prostu nie mam dzisiaj humoru. I proszę cię nie wspominaj już o tym chłopaku.. - teraz mój głos przybrał błagalny ton. Clara więcej się do mnie tego dnia nie odezwała, chyba ją uraziłam tym. Trudno, ona gadała by dzisiaj tylko o Maliku, a ja nie miałam zamiaru słuchać jej westchnień do niego. Kolejny dzień, kolejne nudne lekcje i tak przez cały tydzień, ale w między czasie pogodziłam się z Clarą, pod warunkiem że nie będzie przy mnie o nim rozmawiać. Sobotni wieczór spędzamy we dwie, szalejąc w klubie w centrum Londynu. Ubrana jestem w seksowną czarną sukienkę, wysokie czerwone szpilki i skórzana kurtkę. Clara ubrana jest bardziej w stylu grzecznej dziewczynki. Czyli ładna niebieska sukienka przed kolano i czarne szpilki, a na ramiona czarny sweterek. Weszłyśmy do zapełnionego już klubu i przecisnęłyśmy się do baru. Od razu zamówiłyśmy drinka, którego wypiłam na raz, po czym zamówiłam kolejnego. Blondynka tylko na mnie spojrzała i pokiwała ze zrezygnowaniem głową. Przy barze siedziałyśmy do czasu aż wypiłyśmy swoje trunki, oczywiście musiałam czekać z tym na Clar. Powędrowałyśmy na parkiet, nasze zmysłowe tańce, pobudzały w niejednym chłopaku rządzę dotknięcia nas. Czas mijał strasznie szybko, a wraz z nim pojawiały się kolejne drinki, tak że nawet nie pamiętam już którego pije. Podczas tańca, co chwile dotyka mnie inna ręka, mam to w nosie, jak się bawić to się bawić. Właśnie podszedł do mnie całkiem przystojny blondyn i wygina się razem ze mną w rytm muzyki. Nawet nie wiem jak on ma na imię, postawił mi ze dwa, może cztery drinki. Żeby podkręcić trochę atmosferę wokół nas zaczęłam się bardziej zmysłowo ruszać i zalotnie uśmiechać. Jego dłonie zjeżdżały coraz niżej, aż dotarły do moich pośladków, nie podobało mi się to.. Nie byłam tak pijana żeby dać się przelecieć.Zabrałam jego ręce z mojej pupy i tańczyłam dalej, ale on po chwili znów to zrobił. A ja kolejny raz je ściągnęłam. I tak kilka razy, wiem że droczyłam się z nim w ten sposób. Po jakimś czasie miałam tego dość i zaczęłam od niego odchodzić w poszukiwaniu Clary, ale nie mogłam. Poczułam na swoim nadgarstku czyiś mocny uścisk. Odwróciłam się i zauważyłam że to ten blondyn. Zaczął ciągnąć mnie w stronę toalet, szarpałam się, ale on był o wiele silniejszy. 
J: Puszczaj! - krzyknęłam gdy znaleźliśmy się w wąskim korytarzyku. Mężczyzna zamiast mnie puścić przycisnął mnie do ściany i wpił się w moje usta. Zaczęłam go od siebie odpychać, uderzając go pięściami i nic.. Nie reagował na moje protesty. - Puszczaj mnie zboczeńcu!! - warknęłam gdy oderwał się ode mnie. 
B: Zabawimy się troszeczkę.. - powiedział z obleśnym uśmiechem, spojrzałam na niego i znów zaczęłam się miotać. 
J: Zostaw mnie w spokoju!!
B: Dopiero jak skończymy. - znów przywarł do moich warg. Jego obrzydliwy język wtargnął do mojej buzi. Nie miałam zamiaru oddawać tego co nawet nie było przyjemne. Gdy jego jęzor znalazł się pomiędzy moimi zębami, zacisnęłam je by poczuł niesamowity ból. Od razu przestał mnie całować i próbował się ode mnie odsunąć. Ja zacisnęłam jeszcze bardziej i w chwili rozluźnienia zębów, dostał ode mnie z kolanka w krocze. Chłopak zaczął zwijać się z bólu, a ja szybko uciekłam. Wzrokiem szybko znalazłam przyjaciółkę i w mgnieniu oka znalazłyśmy się w taksówce. Dzisiaj nocuje u Clary, w aucie opowiedziałam jej wszystko i jednogłośnie stwierdziłyśmy ze więcej do tego klubu nie przyjdziemy. W domu wzięłam prysznic i założyłam na siebie piżamkę od dziewczyny. Rano wstałam z myślą ze będę miała kaca, a nawet głowa mnie nie bolała z czego byłam zadowolona.. Na plotkowaniu spędziłyśmy resztę weekendu. Dzisiaj jest wtorek, siedzimy na biologii i już nawet nie słucham nauczyciela. Clara znów spogląda zalotnie na Zayna, a on nawet nie stara się tego odwzajemnić. Zadufany w sobie burak! 
N: Zayn zanieś te materiały do szkolnego laboratorium. - zwrócił się do niego nauczyciel. Podniosłam na nich wzrok i czekałam na reakcje szatyna. 
Z: Nie. - burknął
N: Co to znaczy nie!? - zdziwił się nauczyciel. - Jesteś uczniem tej szkoły wiec masz robić to o co cie proszę! - profesorek się zdenerwował. Spojrzałam na Malika, był nieprzejęty. 
Z: Nie zaniosę, bo nie mam pojęcia gdzie jest to laboratorium. - skrzyżował ręce na torsie. 
N: Jak to nie wiesz?! Przecież (T.i.) miała cię oprowadzić po szkole! - no oczywiście!! Teraz wzrok nauczyciela był na mojej osobie. 
Z: No ale nie oprowadziła.. 
J: Ze co proszę!? - oburzyłam się - Sam postanowiłeś zrezygnować z mojej pomocy, wiec ja nie będę za tobą latać! - warknęłam na niego z gniewnym spojrzeniem.
Naat 

Marcel.. cz.12

Rozdział dedykowany Martynie Horan :D

Wziął głęboki oddech.
- To Cody mi kazał cię tutaj przywieść masz patrzeć, jak Josh umiera.
- Dlaczego go słuchasz?- fuknęłam przez łzy.
- Muszę. Inaczej zabije ciebie. 
- Proszę Niall, weź mnie stąd.- znowu zlewka.- Niall błagam, bo inaczej wysiądę z samochodu.
Po chwili chłopak wyjął telefon.
- Cody? Mogę już ją zabrać?- rozmawiali chwilę, po czym blondyn uruchomił ponownie samochód i pojechaliśmy do szpitala.
- Po co tu jesteśmy?- zapytałam.
- Zaraz przywiozą Josha.- powiedział i skrzywił się.
Ja rozpłakałam i czekałam. Po kilkunastu minutach rozległ się dźwięk karetki. Ratownicy przywieźli ciało mojego byłego chłopaka i popędzili na salę. Wiem, że martwy, bo nie czułam już żadnego przywiązania. Mimo to, nadal czekałam. A ze mną Niall. Po chwili wpadła tu matka Josha i podpisała jakieś papiery, powiedziała o chorobach itp. Innymi słowy załatwiła formalności i pobiegła prawdopodobnie do syna. Przez kilka godzin siedziałam pod ścianą i nie reagowałam na nic. Minęła 5 godzina od przywiezienia Josha, gdy jego matka podeszła do mnie ze słabym uśmiechem.
- Udało się go uratować. Wiem o waszym rozstaniu, ale on cię potrzebuje. Idź do niego.- skinęłam głową i poszłam. Weszłam do jego sali, a on spał. Posłałam jego matce pytające spojrzenie.
- Jeszcze go nie wybudzili do końca. Rozmawiałam z nim tylko chwileczkę.- gdy skończyła odwróciłam się i podeszłam do niego. Miał połowę twarzy w bandażach. Usiadłam na krzesełku i dostrzegłam, jak jego rodzicielka wychodzi i zamyka drzwi. Z powrotem skupiłam się na nim.
- Coś ty ze sobą zrobił. Mówiłam, żebyś się nie ścigał. Ale co ja w ogóle tu robię, nie wiem. Przecież zerwaliśmy, a ja się martwię. Ugh..- przerwałam i postanowiłam mu coś wyznać.- Wiesz.. Ja chyba cię nie kochałam. To znaczy jak chłopaka. Kochałam jak przyjaciela, najlepszego. Przepraszam, za mnie. Jest mi przykro. Bardzo.- wtedy on się poruszył, a ja znieruchomiałam.
- Roz-rozumi-em Nathe.. J-ja też cię przep-przepraszam. Kocham cię. Naprawdę. Chcia-chciałem, abyś była bezpiecz-na. Ale roz-zumiem ciebie.- biedaczek rozpłakał się, a ja nie mogłam znieść tego widoku. Ścierałam jego łzy, podczas gdy na moje dłonie spływały nowe.
- Weź się w garść Joshua!- mówiłam tak na niego, gdy byłam zła. Przestał płakać i poprosił, abym się przybliżyła. Wysłuchałam go, a on delikatnie mnie pocałował.
- To ostatni raz.. Żegnaj Nathe. Spróbuj ułożyć sobie życie i zapomnieć o mnie..- i odszedł. Rozległ się długi dźwięk, mówiący, że jego serce przestało bić. Do sali wbiegli lekarze i usiłowali mu pomóc, ale na próżno. Wyciągnęli mnie z sali, a do mnie nic nie docierało. Wybiegłam ze szpitala. Niall za mną. Wsiadłam do jego samochodu. Pojechaliśmy do niego, w końcu to tam teraz mieszkałam. Tymczasowo mam nadzieję. Gdy dotarliśmy weszłam do środka i od razu rzuciłam się do pokoju. Przez kilkanaście dni nie wychodziłam. Czasem zjadłam coś i napiłam się. Dokładnie dwa tygodnie po jego śmierci, nie wytrzymałam i wybiegłam w ogród. Nie zważając na to, jak cholernie boli mnie ręka.. i serce. Gdy dowiedziałam się, że mam patrzeć jak Josh umiera, zrozumiałam, że to jego wyrzuciło w park. Wtedy coś we mnie pękło. Ja jednak kochałam Josha, ale jak przyjaciela. Rozpłakałam się i po chwili dobiegłam do wysepki. Przeszłam przez mostek i usiadłam przy fortepianie.
- Muszę napisać piosenkę- pomyślałam. Znalazłam jakieś czyste kartki i długopis. Najpierw melodia. Po kilkunastu minutach była gotowa, a ja się zdziwiłam. Jak tak szybko mogłam wymyślić podkład? No nic, teraz tekst. Zrobiłam to, co zwykle, czyli wypisałam wszystkie myśli, które chciałam zawrzeć w piosence. Następnie przelałam mój ból w sercu i rozczarowanie zachowaniem Nialla w tekst. Nie wiem, czy coś z tego wyjdzie, ale to nic. To ma być coś dla mnie. Nie była to piosenka tylko na fortepian. Chciałam napisać coś dla niego. Słowa zaczęły płynąc z moich ust, a ja ledwo nadążałam je zapisywać. Gdy skończyłam przyjrzałam się temu. 
Nie mogłam się powstrzymać i zagrałam. (Piosenka Evanescence- My Immortal)
I'm so tired of being here/ Jestem zmęczona trwaniem tu
Suppressed by all of my childish fears/ Stłumiona przez wszystkie me dziecinne lęki
And if you have to leave/ I jeżeli musisz odejść
I wish that you would just leave/ Pragnę, byś po prostu odszedł.
Your presence still lingers here/ Twoja obecność wciąż tu ciąży
And it won't leave me alone!/ I nie zostawi mnie w spokoju

These wounds won't seem to heal/ Te rany zdają się nie goić
This pain is just too real/ Ten ból jest po prostu zbyt prawdziwy
There's just too much that time cannot erase.../ Po prostu zbyt wiele czas nie może wymazać

When you cried I'd wipe away all of your tears/ Gdy płakałeś, ocierałam każdą z Twoich łez
When you'd scream I'd fight away all of your fears/ Gdy krzyczałeś, walczyłam z każdym z Twoich lęków
And I've held your hand through all of these years/ I przez te wszystkie lata trzymałam Twoją dłoń
But you still have all of me.../ Jednak ty wciąż masz całą mnie

You used to captivate me/ Zwykłeś mnie urzekać
By your resonating light/ Swym niesamowitym blaskiem
But now I'm bound by the life you left behind/ Ale teraz jestem związana przez życie, które pozostawiłeś 
Your face it haunts my once pleasant dreams/ Twoja twarz nawiedza, niegdyś moje najprzyjemniejsze sny
Your voice it chased away all the sanity in me/ Twój głos wypędził ze mnie cały rozsądek

These wounds won't seem to heal/ Te rany zdają się nie goić
This pain is just too real/ Ten ból jest po prostu zbyt prawdziwy
There's just too much that time cannot erase.../ Po prostu zbyt wiele czas nie może wymazać

When you cried I'd wipe away all of your tears/ Gdy płakałeś, ocierałam każdą z Twoich łez 
When you'd scream I'd fight away all of your fears/ Gdy krzyczałeś, walczyłam z każdym z Twoich lęków
And I've held your hand through all of these years/ I przez te wszystkie lata trzymałam Twoją dłoń
But you still have all of me.../ Jednak Ty wciąż masz całą mnie

I've tried so hard to tell myself that you're gone/ Tak mocno próbowałam wmówić sobie, że odszedłeś 
But though you're still with me/ I chociaż wciąż jesteś ze mną
I've been alone all along.../ Przez cały czas byłam samotna

When you cried I'd wipe away all of your tears/ Gdy płakałeś, ocierałam każdą z Twoich łez 
When you'd scream I'd fight away all of your fears/ Gdy krzyczałeś, walczyłam z każdym z Twoich lęków
And I've held your hand through all of these years/ I przez te wszystkie lata trzymałam Twoją dłoń
But you still have all of me.../ Jednak Ty wciąż masz całą mnie

Skończyłam i rozpłakałam się. Wstałam i usiadłam na moście. Rozbeczałam się.

Nie wiem, co by się stało, gdyby nie Niall. Znalazł mnie i zaniósł do środka. Myślałam, że idziemy do mnie, ale on zaniósł mnie do swojego pokoju. Szczęka mi opadła, gdy zobaczyłam, że to ten sam pokój, w którym byłam kilka dni temu. To był ten pokój, na którym ciążyła zagadka. I to był JEGO pokój. Położył mnie na łóżku, ale najpierw mnie przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Następnie walnął się na kanapę i zamknął oczy. Dopiero zauważyłam, że jest ciemno i pora spać. Wyjęłam moją piosenkę z kieszeni, i przytuliłam ją do serca. 
Gdy obudziłam się rano, ślad po Niallu i mojej piosence zaginął. Zerwałam się z łóżka i pierwsze, co wpadło mi do głowy, to że jest w studiu. Nie myliłam się. Grał moją piosenkę.
- Co ty robisz?! To moja własność!- fuknęłam i wyrwałam mu nuty. Odskoczył jak oparzony.
- Nic nie robię! Po prostu zobaczyłem to w twoich rękach. No i wziąłem, bo chciałem  zobaczyć. Jak się okazało, że to piosenka, postanowiłem zagrać.- wzruszył ramionami.
- No dobra.
- Zagrasz?- wypalił nagle. Skinęłam głową i poprosiłam, aby mi pomógł.- W czym mam ci niby pomóc?
- Jakbyś nie zauważył, nie ma tu tylko fortepianu.- wymieniłam mu resztę instrumentów, a on podrapał się po głowie.
- Sami sobie nie poradzimy.
- Dlatego najpierw zmontujemy podkład. Ale fortepian zostawmy. Zaśpiewam razem z nim. Będzie lepiej.
- Okej.
Po godzinie mieliśmy podkład. Usiadłam i napiłam się wody. Zmęczyłam się trochę, ale to była wspaniała zabawa. Po kilkunastu minutach przerwy, przygotowałam się i usiadłam z nutami do pianina.
- Szkoda, że nie ma tu tego fortepianu.
- Wiem. Ale nie zmieścił by się.- skinęłam głową i poprosiłam, aby usiadł za konsolą. Poszedł do pomieszczenia obok i wskazał na mikrofon. No tak. Ustawiłam go sobie przed twarzą tak, aby wyłapał każdy dźwięk. Najpierw zagrałam, co nagrało się idealnie. Później stanęłam przy mikrofonie z tekstem przed sobą. Wzięłam głęboki oddech i z lekkim uśmiechem pokazałam Niallowi kciuk w górę. Odwzajemnił uśmiech i skinął głową na znak, że już zaczynamy. Puścił podkład, a ja zaczęłam śpiewać. Poszło dobrze, ale blondyn pokręcił głową i podszedł do mnie.
- Musisz się bardziej skupić. W niektórych momentach śpiewasz troszkę za cicho. I czasem gubisz końcówki.
- Przepraszam. Po prostu ta piosenka bardzo dużo dla mnie znaczy. Oprócz tego przypomina mi o nim i o chwilach z tatą. Teraz będzie lepiej zobaczysz.- powiedziałam i poklepałam go po ramieniu, po czym wróciłam do mikrofonu. Poprosiłam o chwilę dla siebie. Dokładnie przestudiowałam tekst i gdy byłam pewna, że się nie pomylę ciągle z zamkniętymi oczami pokazałam kciuk chłopakowi. Po kilku sekundach zaczęłam śpiewać. Po raz kolejny wczułam się i odpłynęłam. To co się ze mną działo, było niesamowite. Przeniosłam się w inny świat. Brzmi to dość tandetnie, ale nigdy się tak nie czułam. Dopiero głośne oznajmienie Nialla sprowadziło mnie na ziemię. 
- To było.. WOW.- powiedział tylko. Ja wzruszyłam ramionami. 
Marcel patrzył na mnie z niedowierzaniem.
- Nath? Mogłabyś mi zaśpiewać?- pokręciłam głową.
- Przykro mi Marc. Nie chcę. Boję się.
- Czego?
- Że ci się nie spodoba. A po za tym nie śpiewam przed kimś Niall to był wyjątek. Nie wiem czemu.
- Rozumiem. Ale obiecaj mi coś dobrze?
- Okej.- odpowiedziałam a po chwili zrozumiałam, że nie powiedział mi, co mam obiecać. 
- Zaśpiewasz mi kiedyś.
- Nie.
- Obiecałaś.
- Ale nie wiedziałam, co mam obiecać!
- No proszę!- wydął wargi i spojrzał na mnie spod swoich gęstych rzęs.
- Ugh.. No dobrze.
- Ha! A teraz opowiadaj dalej! 
Opowiedziałam mu wszystko do końca. O tym, jak razem z Niallem zrobiliśmy kilka dobrych klipów, ale nie wstawialiśmy ich do internetu. Nie chciałam, a chłopak nie protestował. Dał mi tylko płytę.
- Masz tą płytę?- zapytał Marcel.
- No... Tak. Ale nie przy sobie.- skłamałam. Zawsze mam ją w torbie.
- Kłamiesz! Nadal marszczysz nos, jak kłamiesz.
- Wcale nie.
- I znowu.
- EH... No dobra.- wyciągnęłam płytę i podałam przyjacielowi.
Obejrzał wszystkie i spojrzał na mnie.
- Nie śmiej się tylko, proszę.- powiedziałam i spuściłam wzrok. Złapał mój podbródek i podniósł, abym spojrzała mu w oczy.
- Nie mam się z czego śmiać. To jest genialne. Masz niesamowity głos. A teledyski są genialne. Gdzie je kręciliście? Nie widziałem tego parku w Paryżu.
- No.. Niall ma taki ogród za domem. Przecież wspominałam o tym!
- Rzeczywiście.
Siedzieliśmy tak i gdyby nie dźwięk mojego telefonu, nadal byśmy siedzieli.
- Cholera.- powiedziałam. Dzwonił Jake. Mój "przyszywany" brat. 
- Co jest?
- Mój brat dzwoni.
- Brat?!
- Przyszywany.- nie czekając wstałam i odebrałam.
- Halo?
- Nath! Gdzie jesteś? Martwię się.
- Jestem u starego znajomego. Wrócę jutro. Pa.- rozłączyłam się.
- Brat?
- No przyjaciel. Traktuje mnie jak siostrę i się martwi. Zapomniałam ostatnio o nim. Przez ostatnie 2 tygodnie się nie odzywałam i dlatego zadzwonił. A tak przy okazji, mogę u ciebie przenocować? Teraz nie mam już autobusu.
- Jasne.- zgodził się.
Rozmawialiśmy jeszcze bardzo długo.
- Chyba zaraz usnę.- jęknęłam na co on się zaśmiał. Wziął mnie za rękę i poprowadził do jakiegoś pokoju.
- Tu możesz spać.
- Okej. Marcel?
- Hmm..?
- Dasz mi coś na przebranie? 
- Tak.- wyszedł na chwilę, po czym wrócił z ciemną koszulkę i jakimiś spodenkami.- Tu masz łazienkę.- wskazał na drzwi. Znowu na chwilę wyszedł i wrócił ze szczoteczką do zębów, ręcznikiem i żelem pod prysznic NIE dla mężczyzn.
- Dzięki Marc.- ucałowałam jego policzek i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Przebrałam się w ubrania chłopaka i wyszczotkowałam zęby. Odłożyłam szczoteczkę do kubeczka, a ręcznik powiesiłam na haczyku. Zebrałam swoje rzeczy i wpakowałam je do torby. Położyłam się na łóżku i przykryłam kocem. Niestety było gorąco, więc po chwili leżał gdzieś, nie wiadomo gdzie. Nadal był upał, więc otworzyłam okno. Jak dobrze..
Zauważyłam, że ten pokój ma balkon, więc wyszłam na zewnątrz. Usiadłam na jednym z foteli i zamknęłam oczy. Było tak przyjemnie. Dokoła widać było ładnie oświetlony park. Nie tak ładnie jak ten Nialla, ale i tak ładnie.
- Ciekawe, gdzie się teraz podziewasz, Niall.- powiedziałam patrząc w niebo. Jednocześnie zaczął dzwonić mój telefon. Zdziwiona odebrałam połączenie od Nieznanego mi numeru.
- Halo?
- Hej Nath!- czy to był..
- Niall?!
- Tak! Jak dobrze cię słyszeć. Słuchaj dzwonię, bo wiem, że mieszkasz teraz w Londynie.
- I co w związku z tym?
- Właśnie jestem w trakcie przeprowadzki.
- Do Londynu?
- Tak!- zaniemówiłam.- Nath? Odezwij się.
- Przepraszam, po prostu zatkało mnie. Nie widzieliśmy się tyle czasu i jestem zaskoczona. Ale nie mogę się już doczekać! Kiedy będziesz?
- Właściwie to już dzisiaj. Jest po 24, więc myślę, że na obiad już będę.
- Zgaduję, że chciałbyś przyjść.
- Kocham cię Nath! Do dzisiaj!- zaśmiałam się tylko a on rozłączył. Wróciłam do środka i prawie natychmiast usnęłam. Jutrzejszy dzień będzie niesamowity! 

2/3 kom= next :D
Prawdopodobnie i tak będzie jutro lub pojutrze ;)

Directioner_Forever <3