One Direction i My.. - imaginy

środa, 12 grudnia 2018

Not funny. #2

Informuję, ze z powodu braku zasobów robotów tę pracę
wykonuje jedynie człowiek. 
Proszę o wyrozumiałość
Pozdrawiam :)
#Maleńka

 Przez te wieczór nie działo się nic nadzwyczajnego. Spędziłam go ze znajomymi.. właściwie z kumplami w pizzerii zajadając się, pijąc piwo i śmiejąc do rozpuku. Uwielbiam takie zwyczajne wieczory w których po prostu mogę się wyluzować na maksa. Zwłaszcza przy moich świrach. Niemalże kompletnie zapomniałam o tym, ze w moim domu rezyduje piątka niewyżytych gwiazdorów. To był nasz temat tabu. Nawet się nie zająknęli. Artur odwiózł mnie grzecznie do domu na swoim motorze i niemalże od razu padłam.. no cóż, tak działa na mnie zazwyczaj piwo, kiedy już jestem sama.

***

Obudziły mnie promienie słoneczne, które padały na moją twarz. Za pewne każdy normalny człowiek by się zdenerwował, ale ja uwielbiałam taką pobudkę. Zwłaszcza, że wiedziałam, że muszę wstać. Stoczyłam się ze zdecydowanie zbyt wygodnego łóżka i przeciągnęłam. Spojrzałam przez okno wzdychając. Zapowiadał się kolejny upalny dzień.. ani odrobinki deszczu, a grządki same się nie podleją. Wszystko w mojej wsi jest piękne.. kocham to miejsce i wgl, ale minusy polegają na tym, że po prostu moja babcia ma niemałej wielkości gospodarstwo. Kury, indyki, świnie, krowa i konie. Do tego wszystkiego dochodzi pole i można już postawić znak równania między tymi obowiązkami a zalataną nastolatką. Spojrzałam na zegarek.
-5.30.. cudownie..- wymamrotałam pełna optymizmu pod nosem i chwytając w locie ręcznik ruszyłam wziąć chłodny prysznic na dobry początek dnia. Kiedy już byłam na tyle rozbudzona chłodną wodą wyszłam i wtarłam w ciało balsam kokosowy.. uwielbiam ten zapach.. i się ubrałam. Nie miałam na sobie niczego nadzwyczajnego. Dresowe spodenki z wyższym stanem, które zawiązałam tuż pod moim pępkiem i szara bokserka obcięta tak, że sięgała do połowy mojego brzucha. Włosy rozczesałam i zostawiłam, aby wyschły same.. makijaż nie był mi potrzebny.. w taki upał spłynąłby ze mnie.. z resztą po co wyglądać ładnie w stajni? Zeszłam na dół tuż po szóstej słysząc, że babcia już krząta się po kuchni.
-Dzień dobry.- powiedziałam dając jej buziaka w policzek i biorąc kubek na kawę.
-Dzień dobry, aniołku.- zaszczebiotała kobieta, która przysięgam ZAWSZE ma dobry humor.
-Budziłaś chłopców?- spytała jak gdyby to było taaakie oczywiste.
-Chyba żartujesz.. oni nie wstaną ci o tej porze.- parsknęłam przewracając oczami na jej naiwność.
-Masz zrobić tak, żeby wstali. Jak nie to nie będzie kawy.- powiedziała i wyrwała mi sprzed nosa mój magiczny napar. Więc tak to sobie obmyśliła. Skoro mam dowolność w sposobie to z chęcią to zrobię.
-OK.- fuknęłam i poszłam na górę. Przezornie wzięłam flakon z sypialni i napełniłam zimną wodą. Przecież nie wstaną. Nie ma takiej opcji. Zapukałam do pierwszych drzwi pierw lekko. Później mocniej i usłyszałam jakieś niewyraźne jęczenie. Potraktowałam to jako 'proszę' i wtargnęłam na terytorium wroga. Zobaczyłam ich dwóch. Czarującego blondyna śpiącego na sofie przy ścianie i egocentrycznego dupka śpiącego na łóżku pod oknem.
-Chłopaki.. czas wstać.- powiedziałam na tyle głośno, że na pewno mnie usłyszeli.
-Która godzina..- warknął brunet, a ja odpowiedziałam.
-Jesteś chora jeśli myślisz, że..- zaczął, ale to wystarczyło aby mnie rozwścieczyć i po prostu wylałam na niego caluuutki wazon zimnej wody. Wstał momentalnie na początku patrzył na mnie w szoku jeszcze do końca nie wiedząc co się tak właściwie stało. Widziałam jak szybko jego klatka piersiowa unosi się i opada.
-Cieszę się, że postanowiłeś wstać.. robota czeka.- powiedziałam najsłodszym głosem jakim potrafiłam mówić, a on zrobił kilka kroków do przodu. Widziałam, że był wściekły i skłamię jeśli powiem, że się nie przestraszyłam. Wyrwał mi z rąk wazon i uniósł dłoń wysoko, jakby chciał się zamachnąć, kiedy przytrzymała go inna ręka.
-Louis. Jesteśmy tu gośćmi, a to dziewczyna.- blondyn wycedził przez zęby. Nawet nie zauważyłam kiedy był obok. Wyrwał brunetowi moją własność i mi oddał.
-Zaraz zejdziemy.- powiedział uśmiechając się przyjaźnie.
-Obudzicie resztę, czy ja mam to zrobić?- uniosłam jedną brew wiedząc, że się domyślą w jaki sposób.
-Dam radę. Zrobisz nam kawę? Nie damy rady bez tego funkcjonować.. strefy czasowe nam się nieco zmieniły.- powiedział bezradnie i uśmiechnął się słodko.. skąd się tacy biorą.
-Jasne.- mruknęłam i już miałam wychodzić, kiedy ktoś złapała mnie za dłoń z powrotem odwracając w swoją stronę.
-Radzę ci więcej tak nie robić.- warknął Louis, a ja uniosłam brwi bardzie w wyrazie kpiny niż zdziwieniu.
-Radzę ci wysuszyć pościel.. drugiej nie dostaniesz.- parsknęłam i wyszłam w akompaniamencie śmiechu blondyna. Zeszłam na dół w dużo lepszym humorze i wzięłam spory łyk swojej kawy.
-I jak?- spytała babcia kładąc pozostałe pięć na stole obok chleba, masła, szynek, sera, pomidorów i innych rzeczy.. mi takie śniadania nie robi.
-Czemu mi nie robisz takich śniadań?- spytałam wyraźnie znudzona czekaniem na tych pajaców.
-Bo ich nie jesz.- ucałowała mnie w czółko i sama wzięła kawę po czym dosiadła się do mnie. Nie zdążyłam dopić kawy, a piątka dzikusów wpadła do kuchni wrzeszcząc i zjadając wszystko ze stołu.
-Następnym razem przygotuję specjalne koryto u świnek..- parsknęłam, a babcia zabiła mnie wzrokiem i zakopała 5 metrów pod ziemią.
-Teraz podział obowiązków.- powiedziała, a ja uśmiechnęłam się pod nosem. Zaczyna się cyrk.
-Niall.. myjesz dziś naczynia. - powiedziała wskazując na blondyna, który momentalnie wydał się mniej zadowolony z życia.
-Spoko, to najprostsza praca.- szepnęłam co nieco poprawiając mu humor.
-Harry, wygonisz kury i indyki, i im dasz jeść.- omiotła wzrokiem kolejnego.
-Zayn, bierzesz na siebie karmienie świń.- kontynuowała.
-Liam podlejesz grządki.. tylko porządnie.- klasnęła w dłonie.
-A lou z [T.I.] wyprowadzicie konie i krowy na pastwisko. Oczywiście jak już pokażesz reszcie zasady ich pracy.- uniosłam brwi i spojrzałam na nią jakby postradały myśli. Najwyraźniej lata lecą a z nimi rozum.
-Ja  jadę do miasta. Powodzenia.- mruknęła pod nosem biorąc kluczyki z szafki i wychodząc.
-Dobra!- wstałam czując, że to ja odpowiadam za ich zdrowie i życie przez kolejne kilka godzin.
-Niall.. wiesz jak się myje naczynia?- spytałam nie będąc pewna czego się spodziewać.- popatrzył a mnie jak na idiotkę i wstał stając na przeciwko w niewielkiej odległości.
-Jestem w tym mistrzem, kochanie.- powiedział tym uwodzicielskim głosem, a ja parsknęłam i wskazałam mu zabudowaną suszarkę.
-Reszta chodźcie za mną.-mruknęłam i ruszyłam w stronę ogrodzenia oddzielającego podwórko od farmy za domem, a oni podążali jak stadko baranów.
-Harry.- zaczęłam wiedząc, że zaczynają się schody. Pierw ci pokażę ziarno, ok? Jak wygonisz pokraki ze stajni to weźmiesz wiadro i im to rzucisz.- mówiłam pomału, aby mieć pewność, że zrozumie. On kiwał głową. Zaprowadziłam go do kuchenki i pomogłam napełnić wiadro ziarnem, kiedy wpadł do nas Brunon. Mój bardzo łagodny bernardyn. Chłopaki zaczęli uciekać jak opętani, a ja nie mogłam się przestać śmiać, kiedy zadowolony pies ganiał ich po całym podwórku.
-Weź tą bestię!- usłyszałam kolejny krzycz i  postanowiłam się zlitować. Zagwizdałam i w sekundę Bruno był przy mnie.
-On jest łagodny i nie gryzie. Spokojnie CHŁOPCY.- mruknęłam.
-Dobra. Dalej.- powiedziałam i wsypałam zawartość puszki do miski psa, po czym otwarłam stajnię w której były kury, indyki i świnie.
-Harry, musisz je wszystkie przegonić na zewnątrz, dać im ziarno i syp ręką, a nie wiadrem, bo jak będzie w jednym miejscu to się pozabijają. Jeśli zdążysz to zbierz też jajka. -powiedziałam i wzięłam pod rękę Zayn'a.
-Tu masz swoich przyjaciół- zachichotałam wskazując na dwie zagrody w których było po 10 świń.
-Tam masz odpadki w wiadrach, które musisz wrzucić do tego i tego koryta. Rozprowadź równo, żeby każda mogła się dostać. A do tych i tych wlej wodę. Studnia jest na podwórku. Wytłumaczyłam też Liam'owi co ma zrobić i po wielu narzekaniach zauważyłam, ze zaczęli w swój niedorozwinięty sposób cokolwiek robić.
-Chodź ze mną.- fuknęłam i ruszyła prosto do stajni z krową i dwoma pięknymi końmi.
-Musimy pierw wyczesać konie.- mruknęłam i wzięłam do dłoni dwa zgrzebła.. babcia wiedziała, że pracę z nimi lubię najbardziej ze wszystkiego. Uniosłam szczotkę w stronę Tomlinsona. On tylko popatrzył na mnie tymi swoimi niebiesko zimnymi oczami.
-Chyba sobie żartujesz.. to zwierze mnie pożre.- wycedził przez zęby.
-Słuchaj królewiczu. Nie wiem co ty sobie wyobrażasz, ale ja nie zrobię za ciebie całej roboty, więc rusz tą dupę w przycisłych spodniach i weź się do pracy.- fuknęłam będąc na skraju wytrzymałości.
-Słuchaj księżniczko.. przyjechałem tu na wakacje. Ewentualnie się zabawić, a nie udawać wieśniaka.. właściwie to nie masz w sobie nic z księżniczki jakby nie patrzeć. Kijem ciężko by było Cię tknąć.- powiedział i nie powiem, że nie zabolało. Kutas.
-Weź to, albo porozmawiam z kim trzeba o twoich ostatnich wybrykach i uwierz mi, życia u Paul'a nie będziesz już miał.- powiedziałam nie mając już oporów. Chłopak wziął zgrzebło i zaczął czesać konia przyglądając się mojemu sposobu. Pochłonęła mnie ta czynność. Cały czas mocno przygryzałam wargę aby nie rozkleić się. Tak. Żadna ze mnie księżniczka.
-Koniec. Bierzesz krowę, a ja konie. - powiedziałam odwiązując wszystkie trzy i wyprowadzając  je na zewnątrz, po czym podałam idiocie odpowiedni łańcuch. Sama wsiadłam na konia, przyzwyczajona jeździć bez siodła. Wiedziałam, że zwierzęta trafiłyby nawet gdybyśmy po prostu szli obok, ale jemu nie ułatwię zadania. Męczył się z Florą (tak, babcia ma schizę i nawet świnie mają imiona) całą drogę. To za mocno szarpał, to mu weszła w krzaki.
Niech cierpi.