One Direction i My.. - imaginy

niedziela, 10 grudnia 2017

All I want for Christmas is you ~ Louis cz.3

- Wesołego Mikołaja! - zawołała mama z kuchni, kiedy w pośpiechu zakładałam buty i kurtkę. Kolejny raz nie obudził mnie dźwięk budzika. Na szczęście wystarczyło zrezygnować ze śniadania, żeby zdążyć na pierwszą lekcję. Ubrana w czerwony wełniany sweter, czarną zwiewną spódniczkę i czerwone zakolanówki wyglądałam trochę jak pomocnica Mikołaja, ale nie zamierzałam ukrywać, że lubię ten dzień tak samo, jak wszystko co związane ze świętami. W tym roku okres przedświąteczny przynosił mi jeszcze więcej radości niż zazwyczaj, a wszystko za sprawą Louisa..
Zaraz po powrocie do domu napisał do mnie na jednym z portali społecznościowych. Jakoś tak wyszło, że przepisaliśmy ze sobą prawie całą noc. Jednak w całej tej euforii towarzyszył mi ogromny niepokój. Niepokój o to, co się stanie, kiedy Ann się dowie. Nie sądzę, żeby była zadowolona. Wielokrotnie dziewczyny z klasy próbowały się z nią zaprzyjaźnić, licząc, że wtedy Louis zwrócił na nie uwagę. Z nami było inaczej. Poznałam Ann w podstawówce, nie mając pojęcia kim jest jej brat. Zresztą wtedy nie był specjalnie popularny. Nigdy nie przyszło mi nawet do głowy, żeby wykorzystać naszą przyjaźń w celu osiągnięcia jakiś korzyści dla siebie. Uczucie do Louisa pojawiło się mimo mojej woli, a nawet wbrew niej. Próbowałam się go pozbyć, ale skoro otrzymywałam od chłopaka coraz wyraźniejsze znaki, nie mogłam tego dłużej tłumić w sobie. Nie byłam jeszcze gotowa, aby cokolwiek mówić przyjaciółce. Postanowiłam najpierw upewnić się, że między mną a Louisem naprawdę może być coś więcej. W przeciwnym razie niepotrzebnie narażałabym przyjaźń z blondynką.
Wraz z przekroczeniem progu szkoły odsunęłam od siebie wszystkie myśli dotyczące naszego nieszczęsnego trójkąta. Zeszłam do szatni odwiesić kurtkę, rozglądając się przy tym po zatłoczonych korytarzach. Większość uczniów ubranych było w kolorze czerwonym, co wywołało szeroki uśmiech na mojej twarzy. Udałam się pod klasę, w której zaczynałam lekcję. Jako pierwszy tego dnia miałam francuski, który odbywał się z podziałem na grupy. Ann na początku roku zmieniła francuski na włoski, przekonując mnie, że to bardziej praktyczny język. Ne zgodziłam się z nią, więc kilka lekcji w tygodniu miałyśmy osobno. Drzwi do klasy były zamknięte, więc usiadłam na ławce, czekając aż zjawi się ktoś znajomy. I faktycznie, chwilę później zauważyłam znajomą twarz zmierzającą w moją stronę, jednak nie tej osoby się spodziewałam.
- Cześć (T.I.). - rzucił wesoło, zajmując miejsce tuż obok.
- Cześć Louis. - przywitałam się tym samym tonem, uśmiechając się nieśmiało.
- Pięknie dzisiaj wyglądasz. Zwłaszcza, gdy się rumienisz tak jak teraz. - oznajmił, czym wywołał u mnie jeszcze większy rumieniec, o ile to w ogóle było możliwe.
- Dziękuję. - odpowiedziałam zawstydzona.
- Masz jakieś plany na dzisiaj? - zapytał, spoglądając mi w oczy.
- Niespecjalnie, chyba, że twoja siostra już coś dla nas zaplanowała. - powiedziałam z nadzieją, że jednak Louis ją wyprzedzi.
- Ann jedzie z rodzicami do dziadków, wiesz, że ma obsesję na punkcie dostawania prezentów. Pomyślałem, że może miałabyś ochotę na kino albo kawę? - zapytał. Ku mojemu zaskoczeniu, wyczułam w jego głosie nutkę niepewności. Czy to możliwe, żeby najbardziej popularny chłopak w szkole bał się odmowy ze strony dziewczyny?
- Bardzo chętnie. - oznajmiłam spokojnie, chociaż w środku skakałam z radości. Chłopak uśmiechnął się szeroko.
- To może podjadę po ciebie o 16? - zaproponował.
- O 16 to dla mnie za wcześnie. Chciałam spędzić dzisiaj trochę czasu z mamą. Wiesz, wyciągnąć ją na miasto czy coś. - uśmiechnęłam się blado. Louis znał zarówno moją mamę, jak i naszą sytuację rodzinną, dzięki temu, że przyjaźniłam się już wtedy z jego młodszą siostrą.
- Jasne, rozumiem. Na pewno chcesz się dzisiaj spotkać? Może wolisz z nią zostać? - zapytał troskliwie, kładąc rękę na moim ramieniu. Jego dotyk przyprawił mnie o dreszcze.
- Po prostu przyjedź po mnie o 19 i będzie idealnie. - powiedziałam krótko i weszłam do klasy, bo zadzwonił dzwonek.
Lekcje niesamowicie mi się dłużyły. Nie mogłam się doczekać powrotu do domu, nie wspominając nawet o wieczornej randce, jeśli mogę to tak nazwać. W końcu moje męczarnie dobiegły końca. Po drodze na autobus wstąpiłam jeszcze do cukierni po maślane ciastka i mini ptysie – ulubione słodkości mojej mamy. Wiedziałam, że szansę na wyciągnięcie jej z domu są małe, więc przygotowałam opcję alternatywną, czyli wspólne oglądanie świątecznego filmu przy kawie i świeżutkich wypiekach. Przyszłam do domu cała przemoczona, bo śnieg sypał cały dzień, a ja w pośpiechu zapomniałam parasola. Nie wpłynęło to jednak na mój nastrój. Przywitałam się z mamą i przedstawiłam jej plan na dzisiejsze popołudnie. Była szczęśliwa, że nie zamierzam namawiać jej na wyjście, więc chętnie się zgodziła i spędziłyśmy popołudnie w bardzo przyjemnej atmosferze. Nim się spostrzegłam, musiałam zacząć się wybierać, żeby zdążyć na spotkanie. Mama zaproponowała, że zrobi mi makijaż, za co byłam niezmiernie wdzięczna. Ubrałam lekko rozkloszowaną, czerwoną sukienkę przed kolano, czarne rajstopy i botki na obcasie, a długie brązowe włosy zostawiłam rozpuszczone.
- Ślicznie wyglądasz. - powiedziała mama, przyłapując mnie na przeglądaniu się w lustrze.
- Dziękuje. - uśmiechnęłam się. W tej samej chwili dostałam wiadomość od Louisa, że już czeka przed domem. Pożegnałam się z mamą i wyszłam z domu. Chłopak czekał oparty o drzwi czarnego samochodu, trzymając w ręce piękną czerwoną różę.
- To dla ciebie. - szepnął mi na ucho i musnął mój policzek. Czułam się jak w niebie.
- Dziękuję, jest piękna. - uśmiechnęłam się wdzięcznie. Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy.
- To dokąd jedziemy? - zapytałam po chwili.
- Najpierw kino, a potem zobaczymy. - uśmiechnął się chłopak.
Okazało się, że Louis i ja mamy podobny gust, jeśli chodzi o filmy, więc bez problemu dokonaliśmy wyboru. Zajęliśmy swoje miejsca i w skupieniu oglądaliśmy seans. W pewnym momencie zauważyłam kątem oka, że chłopak błądzi palcami po pustym podłokietniku po stronie mojego siedzenia, więc powoli, nie odrywając wzroku od ekranu, położyłam tam swoją dłoń. Louis najpierw przejechał po niej opuszkami palców, a po chwili splótł ze sobą nasze palce. Zerknęłam na niego i zobaczyłam szeroki uśmiech, którego nie próbował nawet ukryć. Nie potrafiłam się już skupić na seansie, ale w takich okolicznościach nie miało to dla mnie żadnego znaczenia.
- I jak wrażenia? Podobał ci się film? - zapytał Louis na piosenkach końcowych, kiedy zaczęliśmy się zbierać do wyjścia.
- Bardzo. - uśmiechnęłam się szeroko.
- To na co masz teraz ochotę? Może pójdziemy coś zjeść? - zaproponował.
- Nie jestem specjalnie głodna, za to mam wielką ochotę na gorącą czekoladę. - powiedziałam rozmarzona, czym wywołałam śmiech chłopaka.
- Da się zrobić. - powiedział, prowadząc nas w stronę jednej z kawiarni w centrum handlowym. Usiedliśmy przy stoliku i zamówiliśmy dwie gorące czekolady z malinami i bitą śmietaną. Czas płynął nieubłaganie, robiło się późno i musiałam wracać do domu. Mimo mojego sprzeciwu, Louis nie pozwolił mi za siebie zapłacić.
- Dzisiaj to ja jestem twoim Mikołajem. - uśmiechnął się lekko, patrząc mi w oczy. Za każdym razem kiedy to robił, traciłam kontakt z rzeczywistością, przez co mógł z łatwością postawić na swoim. Wróciliśmy do samochodu i nim się spostrzegłam, byliśmy już pod moim domem.
- Dziękuję za dzisiejszy wieczór. Świetnie się bawiłam. - powiedziałam, uśmiechając się subtelnie.
- Ja również. - zapewnił Louis, nachylając się coraz bardziej w moją stronę. Mimowolnie zaczęłam robić to samo i po chwili nasze twarze dzieliły centymetry. Poczułam ciepłe usta Louisa na swoim policzku, które w momencie oblał rumieniec. Wyszłam z samochodu, patrząc jak chłopak odjeżdża. Zbliżała się północ, mama już spała, więc wzięłam prysznic i postanowiłam pójść w jej ślady, chociaż wiedziałam, że niełatwo będzie mi dzisiaj zasnąć.


___________________________________________
Witajcie kochane, na wstępie przepraszam za literówki, ale jednym okiem już śpię, a chciałam jeszcze dzisiaj dodać tą część :D Dziękuję Wam też za taki odzew pod poprzednim rozdziałem i liczę na to samo pod tym ♥️
Do świąt już tylko 2 tygodnie, myślicie, że przed Wigilią dojdzie do czegoś pomiędzy bohaterami?
Ściskam,
littlegirl xx

czwartek, 7 grudnia 2017

Harry p.7

- I kto tu jest dziwką?- parsknęłam i po raz kolejny nachyliłam butelkę upijając łyk żrącej cieczy. Po kilku minutach poczułam, że autobus się zatrzymuje, a laski wychodzą. Zrobiło się cicho i też postanowiłam się przewietrzyć. Odłożyłam już do połowy pustą butelkę. Więcej nie będzie dobrym pomysłem, powinnam się nimi zaopiekować, bo to są duże dzieci. Rozwydrzone nastolatkowie. Seksowne, cholernie pociągający nastolatkowie. Wstałam i wyszłam z autobusu w którym już nie było nikogo. Oparłam się o tylny zderzak wozu i oddychałam. Zabolało  mnie to, co powiedział. Nie rozumiem go. O co chodzi? Wzięłam głęboki oddech, a później wypuściłam powietrze ze świstem. 
- Umie wyprowadzić z równowagi, nie?- usłyszałam parsknięcie ze swojej prawej i spojrzałam na mulata do którego należał ten wdzięczny głos.
-I to jak.- zaśmiałam się rozgoryczona.
-Spokojnie.. miał za sobą ciężkie dni, nie próbuję go tłumaczyć, ale..- zaczął znów Zayn, a ja przewróciłam oczami.
-Więc nie próbuj.- wzruszyłam ramionami, a później poczułam jego obejmujące moje drobne ciało.
-Nie jest ci zimno?- zachichotał widząc, że jestem tylko w sweterku i leginsach.. idiotka. Właściwie to z powodu mojego zdenerwowania nawet nie pomyślałam, żeby się ubrać.
-Jest.- mruknęłam dopiero teraz to czujesz. 
-To się przytul, nie gryzę.- uśmiechnął się uroczo.
-Chodźmy do auta.- powiedziałam już chcąc podążyć w stronę drzwi.
-George zamknął. Chce wypić kawę i coś zjeść. - powiedział i tym razem nie czekał aż ja to zrobię, tylko przytulił mnie owijając nasze ciała w jego kurtkę. 
-Co ty tu robisz?- spytał, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
-Pracuję.- parsknęłam jakby to było oczywiste.
-Tyle to wiem. Jesteś kompletnie inna niż te zimne baby w biurowcach. Nie pasujesz.. jesteś taka.. inna.- powiedział opierając brodę na czubku mojej głowy.
-Nie znasz mnie.- zachichotałam, a on skinął. 
-Masz rację.. ale potrafię obserwować ludzi i wyciągać wnioski.- wzruszył ramionami.
-A poznać się zawsze możemy.- wyszczerzył się jak pięcioletni dzieciak do lizaka, którego akurat dostał. 
-Już wiem, że cudownie całujesz.. powiesz mi coś jeszcze, czy chcesz pozostać jeszcze chwilę przy tym.- mruknął i dopiero zauważyłam jak blisko siebie jesteśmy. Jego karmelowe oczy przewędrowały całą moją twarz w końcu zatrzymując się na ustach. Musiałabym skłamać, gdybym powiedziała, że nie chcę go pocałować. Bardzo chcę.
-Słyszałem, że romanse w pracy są niedozwolone.- usłyszałam kpiący głos Styles'a tuż obok. Obejrzałam się w jego stronę i zmrużyłam oczy. Nie będę wyciągała niczego przy Zayn'ie.. on jest tego świadomy. 
-Pierwszy raz dobrze słyszałeś.- fuknęłam i zobaczyłam jak szczęka mu się napina.
-Musimy pogadać.- powiedział i niemal wydarł mnie z objęć Zayn'a, który jak na razie przyglądał się całej tej sytuacji.
-Dobra. Koniec tych cyrków Styles.- fuknął Malik i złapał mnie za rękę ciągnąc w swoją stronę.
-Niech ona zdecyduje czy chce ze mną rozmawiać.- powiedział Styles, a ja przełknęłam ślinę słysząc okropne napięcie w jego głosie.
-Wyjaśnię o co mu chodzi i będzie ok. W końcu mamy ze sobą pracować.. kupisz mi herbatę?- spytałam uśmiechając się i udając, że jestem pewna swojej decyzji.. gówno prawda. 
-Jak chcesz..- powiedział obojętnie, odwrócił się i odszedł. Gorzej niż baby.
-Co ty odpieprzasz?- usłyszałam zirytowany głos loczka i momentalnie na niego spojrzałam, nie wiedząc o co mu chodzi.
-Za kogo ty się masz?- spytał znowu zbliżając się do mnie, a ja zmarszczyłam brwi.
                                                                       ~Oczami Harry'ego~
Wyszedłem w końcu pozbywając się natrętnej blondyny ze stacji. Wyciągnąłem papierosa i zaciągnąłem się po odpaleniu. Cisza nocy była na prawdę kojąca. Trochę głupio wyszło z [T.I.]. Mogła się z nim nie lizać.. ze mną później nie chciała! Zaciągnąłem się kolejny raz i usłyszałem głosy. Wszędzie rozpoznałbym ten głos.. nie żebym zwracał na niego uwagę, ale jest po prostu charakterystyczny. Nie pasował mi tu tylko jeden.. męski. Rzuciłem niedopałek na beton zgniatając go  i podążyłem za autobus. Przeskanowałem obie postacie wtulone w siebie. [T.I.] i Malik. Ścisnąłem ręce do tego stopnia, że aż kostki mi pobielały. Ona jest kompletnie pomylona. Nie rozumie moich zasad, więc będę musiał pomóc je przyswoić. 
- Słyszałem, że romanse w pracy są niedozwolone.- parsknąłem przesycając każde słowo jadem. Oboje obejrzeli w moją stronę zdziwieni, że nie są sami. No cóż.. trudno.
-Pierwszy raz dobrze słyszałeś.- mruknęła pod nosem, a ja traciłem cierpliwość widząc go przyklejonego do niej.
-Musimy pogadać.- podszedłem do nich i łapiąc ją za rękę przyciągnąłem ją do mnie. Mulat popatrzył na mnie jak na wariata i zrobił to samo co ja.
-Dobra. Koniec tych cyrków Styles.- powiedział zaczynając się denerwować.
-W takim razie niech sama zdecyduje, czy będzie ze mną rozmawiać.- uśmiechnąłem się pod nosem. Przecież nie powie o niczym przy nim. Jestem automatycznie na wygranej pozycji.
-Wyjaśnię o co mu chodzi i będzie ok. W końcu mamy ze sobą pracować.. kupisz mi za ten czas herbatę?- spytała patrząc na niego błagalnym wzrokiem, a on tylko zacisnął pięści i odszedł w końcu tam, gdzie jego miejsce, czyli daleko od niej. 
-Co ty odpieprzasz?- spytałem prosto z mostu, bo już mnie od środka wysadzało. 
-Za kogo ty się w ogóle masz?- znów zadałem pytanie, nie wiedząc co ze sobą zrobić podszedłem bliżej nie. Ona patrzyła na mnie tymi oczami jak pięciozłotówki.
-Ale o co ci chodzi..?-  tym razem ona się odezwała i zrobiła krok do tyłu.
-Aha, czyli teraz nawet przeszkadza ci to, że stoję za blisko?- parsknąłem i zacisnąłem żuchwę, żeby nie wybuchnąć.
-Jesteś tylko zastępcą menadżera, a nosisz się jakbyś byłą tu od nie wiadomo jak dawna. W  ogóle co to miało być z Malikiem? Takie nierozłączki jesteście? To gdzie był, kiedy ten idiota Cie zostawił jak ostatnią ofiarę w kawiarni?- nie dawałem sobie przerwać , chociaż widziałem jak na mnie patrzy. Tak wiele pogardy w spojrzeniu dawno nie widziałem. Ale czego mógłbym się spodziewać po dziewczynie, która potrafi się załamać zerwaniem, której pewnie praktyki łatwi bogaty tatuś, a wszystko co w życiu przeżyła to jedna z tych bajeczek, które zawsze kończą się dobrze. Ale ta się nie skończy. Ktoś musi jej pokazać jak tu jest na prawdę.
-Gdzie był kiedy byliśmy w sali nagraniowej? Albo sami w autobusie? Przecież wiesz, że ci się bardziej podobało.- powiedziałem z cieniem uśmiechu pod nosem. Jestem dla niej multum lepszy od niego pod każdym względem.
-Nie podobało mi się.- powiedziała wywołując u mnie falę złości. Uniosłem dłoń i uderzyłem o wóz. Później dopiero spojrzałem na nią. Wywołałem u niej dreszcze. Patrzyła na mnie przerażonymi oczami i cała drżała obejmując się ramionami. Może nie powinienem aż tak gwałtownie zareagować. Ona tylko patrzyła na mnie i nic nie mówiła.
-Ja.. nie powinienem..- zrobiłem krok w jej stronę i wyciągnąłem dłoń chcąc ją przyciągnąć ją do siebie. Ona zamiast mnie wyśmiać, albo krzyczeć, przestraszona zrobiła szybki unik.
-N-nie dotykaj mnie.- wyszeptała drżącym głosem, żeby zrobić kolejny krok w tył, co wywołało u mnie frustrację.
-Tylko mnie trochę poniosło.. nie dramatyzuj.- mruknąłem przeczesując włosy palcami.
-Nie zbliżaj się do mnie w takim stanie.- usłyszałem jej już znacznie pewniejszy głos niż przed chwilą, a później tylko mogłem oglądać jak odchodzi i wchodzi o autobusu, który prawdopodobnie został otwarty podczas całego zajścia. Czemu ona tak przesadza..? Przecież nic takiego jej nie zrobiłem. Jednak czułem się jak skończony dupek. 
Ona się mnie przestraszyła. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
8 KOM -> NEXT
Mam nadzieję, że się podoba ;) 
#Maleńka

piątek, 1 grudnia 2017

All I want for Christmas is you ~ Louis cz.2

- (T.I.), nic ci nie jest? - usłyszałam łagodny, męski głos i poczułam lekkie potrząsanie za ramiona. Otworzyłam powoli oczy i zobaczyłam nad sobą przejętą twarz Louisa.
- Jest okej. - powiedziałam speszona, podnosząc się do pozycji siedzącej. Poczułam silny ból z tyłu głowy, więc odruchowo przyłożyłam dłoń do tego miejsca.
- Poczekaj, pomogę ci. - oznajmił Louis, zakładając moją torbę na ramię. Podał mi rękę, a drugą objął mnie w talii, żeby łatwiej było mi wstać.
- Znowu nie jadłaś śniadania? - zapytała z grymasem Ann.
- Zjadłam musli. - mruknęłam. Weszliśmy do środka. Rozebraliśmy się i wspólnie udaliśmy do kuchni. Czułam się nieswojo w towarzystwie chłopaka, ale byłam skazana na jego obecność. Nie mogłam zapomnieć jego dotyku, kiedy trzymał mnie za rękę. Tak bardzo o nim marzyłam.. chociaż w myślach nieustannie przeklinałam pomysł ubrania tego dnia rękawiczek.
- Idę do łazienki. Lou, pilnuj (T.I.), w razie gdyby znowu miała zemdleć. - zażartowała Ann i wyszła.
- Będę ją miał na oku. Baw się dobrze. - rzucił. Nie mogłam powstrzymać śmiechu.
- Chcesz herbatę? - zwrócił się do mnie, nalewając wody do czajnika.
- Chętnie. - uśmiechnęłam się, próbując ukryć zdenerwowanie.
- Na jaką masz ochotę? Mam tu malinową, żurawinową, zieloną, zieloną z pomarańczą, białą z.. - wymieniał, przeglądając opakowania.
- Czarna z cytryną będzie idealna. - przerwałam mu.
- Dobry wybór, masz u mnie plusa. - zaśmiał się brunet, a moje serce zaczęło bić szybciej. Na szczęście wtedy do kuchni wróciła Ann, wzięłyśmy gotową herbatę i udałyśmy się do jej pokoju, spędzając kilka godzin na niezobowiązujących rozmowach i oglądaniu naszego ulubionego serialu.
- Jutro mikołajki, co dostaniesz od mamy? - zapytała przyjaciółka. Spojrzałam na nią krzywo.
- Nic, jesteśmy już chyba za stare na mikołaja. - wzruszyłam ramionami.
- W ogóle nie świętujecie? - zapytała zdziwiona.
- Pewnie pójdziemy razem do kawiarni albo coś w tym stylu. Od śmierci taty minęły 2 lata, a ona wciąż niechętnie wychodzi z domu.. - powiedziałam smutno.
- Dobrze, że ma ciebie. - uśmiechnęła się lekko Ann, łapiąc mnie za rękę dla dodania otuchy.
- Będę się już zbierać. - powiedziałam. Wyszłam od przyjaciółki przygnębiona. Postanowiłam udać się w swoje ulubione miejsce w czasie zimy. Po kilkunastu minutach dotarłam na rynek miasta, na którym znajdowało się duże lodowisko. Wypożyczyłam łyżwy i z uśmiechem stawiałam pierwsze tego roku kroki na lodzie. Od dziecka uwielbiałam jeździć na łyżwach, dlatego też nieźle mi to wychodziło. Świąteczne piosenki i oddanie się przyjemności skutecznie poprawiło mi humor. Przynajmniej było tak dopóki nie zauważyłam szczęśliwej pary wchodzącej do jednej z najbardziej klimatycznych kawiarni jakie znam. Bez trudu rozpoznałam dziewczynę i chłopaka. Zresztą tego chłopaka poznałabym wszędzie. Stałam osłupiała, czując zbierające się w oczach łzy. Nagle ktoś wpadł na mnie, zapewniając mi tym bliskie spotkanie z lodem. Syknęłam z bólu.
- Wszystko w porządku? - zapytał chłopak, który był odpowiedzialny za moją krzywdę.
- A jak ci się wydaje? - warknęłam, wstając i otrzepując swój płaszczyk.
- Bardzo przepraszam, nie jeżdżę najlepiej, a ty stałaś mi na drodze. - tłumaczył się nieznajomy. Przyglądałam mu się, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że skądś go kojarzę. Był bardzo przystojny, więc może to była jednak tylko cicha nadzieja, że się znamy.
- Przeprosiny przyjęte. - uśmiechnęłam się lekko.
- Jestem Harry. - powiedział wesoło, wyciągając rękę w moją stronę.
- (T.I.) - odpowiedziałam i uścisnęliśmy sobie dłonie.
- Masz ochotę na kawę? - zapytał z nadzieją.
- Hm, dlaczego nie. - powiedziałam po chwili zastanowienia. Pomyślałam, że nie mam nic do stracenia. Zeszliśmy z lodowiska i oddaliśmy łyżwy do wypożyczalni.
- Co powiesz na tamtą kawiarnię? Uwielbiam klimat tego miejsca. - powiedział Harry, wskazując lokal, którego widok powodował szybsze bicie serca.
- Ja za nim nie przepadam.. - skłamałam. Marzyłam o spędzeniu tam pierwszej randki z chłopakiem moich marzeń.
- Na pewno zmienisz zdanie, no nie daj się prosić! - upierał się. W końcu uległam jego namowom. Weszliśmy do środka, a mój wzrok momentalnie zetknął się ze wzrokiem Louisa. Chłopak zmarszczył brwi, a ja pospiesznie odwróciłam głowę. Harry wybrał stolik, z którego miałam idealny widok na Louisa i Emmę, przez co nie mogłam się skupić na tym, co do mnie mówił. Czułam się z tym źle, bo chłopak wydawał się być miłą i interesująca osobą, a ja nie potrafiłam zaangażować się w rozmowę, przez co średnio się kleiła. Co jakiś czas zerkałam w stronę Louisa. Za każdym razem nasze spojrzenia się ze sobą stykały. Nie rozumiałam co to ma znaczyć. Nigdy wcześniej Louis nie zwracał na mnie uwagi. Poza tym, był na randce i sam powiedział, że ma nadzieję na coś więcej. W końcu nie wytrzymałam napięcia, przeprosiłam Harrego i pospiesznie opuściłam kawiarnię.
- (T.I.), poczekaj! - usłyszałam za sobą. Posłusznie zatrzymałam się i odwróciłam. Zobaczyłam idącego w moją stronę Louisa. Byłam zmęczona tym dniem, poziom stresu osiągnął już swój punkt kulminacyjny, więc było mi wszystko jedno co się stanie. Spodziewałam się, że Louis zaraz zacznie mnie obwiniać za zepsucie mu spotkania.
- Co się stało? - zapytałam, udając, że wszystko jest w porządku.
- Skąd go znasz? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Godzinę temu wpadł na mnie na lodowisku. Czemu w ogóle o to pytasz? - nie rozumiałam jego zachowania.
- Nie zadawaj się z nim. - nakazał stanowczo.
- Dlaczego? To moja sprawa z kim się spotykam. - prychnęłam.
- To okropny typ, który traktuje dziewczyny jak zabawki. ...Nie chcę, żebyś cierpiała. - dodał po chwili, patrząc mi głęboko w oczy. Pragnęłam, aby ta chwila trwała wiecznie. Cała ta sytuacja wydawała się być kolejnym pięknym snem, z którego nie chciałam, ale musiałam się wybudzić.
- Dzięki za troskę. - uśmiechnęłam się najładniej jak umiałam. – Wracaj do Emmy, na pewno na ciebie czeka.
- To z Emmą to jakieś nieporozumienie. W ogóle nie mieliśmy o czym rozmawiać. Chyba oboje czekaliśmy, aż te spotkanie się skończy. - uśmiechnął się krzywo.
- Przykro mi. - powiedziałam, chociaż szczerze mówiąc, wcale nie było.
- Chodź, odwiozę cię do domu. Robi się późno, a Ty, zdaje się, jeszcze nie byłaś w domu. - zaśmiał się Louis. Dołączyłam do niego i poszliśmy na pobliski parking. Droga, mimo że niedługa, minęła nam w zadziwiająco miłej atmosferze. Nawet nie przypuszczałam, że możemy się tak dobrze dogadywać.
- To tutaj, prawda? - zapytał Louis, kiedy stanęliśmy pod moim domem.
- Tak. Dziękuję za wszystko, co dzisiaj dla mnie zrobiłeś. - uśmiechnęłam się.
- Nie ma sprawy, polecam się na przyszłość. - powiedział, poruszając zabawnie brwiami.
- Do zobaczenia. - rzuciłam, wychodząc z samochodu.
- Do jutra. - odpowiedział, zanim zdążyłam zamknąć drzwi. Stanęłam przed wejściem, wyciągnęłam z kieszeni klucz i odwróciłam się jeszcze raz w stronę pojazdu. Pomachałam chłopakowi z uśmiechem i weszłam do środka. Opierając się plecami o drzwi, zamknęłam oczy i z nieschodzącym z ust uśmiechem odtwarzałam w głowie dzisiejszy wieczór.



_________________________________________
Witam Was 1 dnia najlepszego miesiąca w roku! Pod poprzednią częścią był bardzo mały odzew, przez co nie wiem, czy jest sens ciągnąć te opowiadanie do samych świąt. Jeśli chcecie, żeby pojawiły się następne części to proszę o większą aktywność :( nawet nie macie pojęcia jak to motywuje do pisania!
littlegirl

wtorek, 21 listopada 2017

All I want for Christmas is you ~ Louis cz.1

- Na pewno tego chcesz? - zapytał, patrząc mi w oczy.
- Jak niczego innego na świecie. - opowiedziałam bez cienia zawahania. Chłopak położył dłonie na mojej talii i nachylił się nade mną. Nasze twarze dzieliło kilka centymetrów. Oplotłam rękami jego kark, a on musnął wargami moje usta. Oddawałam pocałunek, który z każdą chwilą stawał się coraz bardziej namiętny. Chłopak podniósł mnie, żebym mogła nogami opleść jego biodra i przycisnął moje plecy do ściany. Schodził z pocałunkami przez szyję do dekoltu, a ja odchyliłam głowę do tyłu i zamknęłam oczy, rozkoszując się tą chwilą.
- Nie masz pojęcia ile na to czekałem. - wyszeptał mi do ucha, przygryzając je lekko. Wplotłam palce w jego w włosy i ścisnęłam, zmuszając go, żeby spojrzał mi w oczy.
- Nawet tak nie mów, myślałam, że te męczarnie nigdy się nie skończą. - powiedziałam podniecona.
- Pragnę Cię, (T.I.). - powiedział oddychając płytko.
- Jestem cała Twoja. - odpowiedziałam i pocałowałam go. Chłopak położył mnie na łóżku i pozbył się mojej bluzki. Nie pozostawałam mu dłużna i szybko wzięłam się za rozpinanie guzików jego koszuli. Błądziłam rękami po jego torsie, kiedy on pozbawił mnie stanika..


- Nieee, tylko nie to. - jęknęłam sama do siebie, szukając na oślep telefonu na szafce nocnej. Wyłączyłam budzik i uderzyłam głową w poduszkę. Przetarłam dłonią zaspane oczy i westchnęłam rozczarowana powrotem do rzeczywistości. Zwlekłam się z łóżka, wykonałam poranną toaletę, zrobiłam makijaż i zjadłam śniadanie. Ubrałam czarne rurki, gruby granatowy sweter, zsuwający się z jednego ramienia i tego samego koloru timberlandy. Włożyłam ciepłą czapkę z pomponem, rękawiczki, wełniany szalik i czarny płaszczyk, chwyciłam torbę i wyszłam z domu, krzycząc mamie na odchodne, że nie wiem o której wrócę. Cudem zdążyłam na autobus, a w drodze podziwiałam białe dachy domów i drzewa ogrodowe. Na co niektórych widniały już nawet lampki świąteczne. Grudzień był moim ulubionym miesiącem ze względu na zamiłowanie do zimy, a przede wszystkim świąt. Tego poranka nie mogłam jednak skupić się na otoczeniu, w głowie cały czas miałam swój sen. Nie dawał mi spokoju, ponieważ był wyidealizowanym obrazem moich najskrytszych marzeń. Nikt nie wiedział o uczuciu, jakim darzyłam pewnego chłopaka, bo to mogłoby przynieść fatalne skutki. Zamyślona weszłam do szkoły, nie zwracając uwagi na ludzi wokół.
- Hej, (T.I.)! - usłyszałam za sobą głos przyjaciela, kiedy wchodziłam do szkolnej szatni.
- Cześć Niall. - uśmiechnęłam się zmieszana, przytulając blondyna.
- Wołałem cię trzy razy, co z Tobą? Nadal śpisz? - zaśmiał się wesoło, a ja pokiwałam głową z zakłopotaniem. Na moje szczęście chłopak sam wymyślił mi wytłumaczenie.
- Są jakieś zmiany na dzisiaj? - zmieniłam temat.
- Wypadają nam dwie ostatnie lekcje. - oznajmił zachwycony. Więc kończymy o tej samej godzinie.. pomyślałam rozmarzona, jednak szybko się ocknęłam. Udałam się pod klasę ze wzrokiem wbitym w ziemię, żeby przypadkiem się na niego nie natknąć. Na sam widok miękły mi kolana, nie mówiąc o wyduszeniu z siebie głupiego „cześć”. Weszłam do pomieszczenia równo z dzwonkiem i zajęłam miejsce obok swojej najlepszej przyjaciółki.
- Mam coś dla ciebie, Ann. - zagadałam, podając dziewczynie bilet do kina.
- Boże, (T.I)! Skąd je masz? Przecież to seans przedpremierowy! - powiedziała zachwycona.
- Tata nam załatwił. - roześmiałam się, przypominając tym samym przyjaciółce, że mój tata jest dyrektorem pobliskiego kina.
- Nie wiem jak ci się odwdzięczę, nie mogłam się doczekać, aż zekranizują tę powieść! Może wpadniesz do mnie dzisiaj po lekcjach? - zapytała z uśmiechem.
- A może wybierzemy się do tej nowej kawiarni na rynku? Podobno mają tam fajny klimat. - zaproponowałam, chcąc uniknąć wizyty w domu przyjaciółki.
- (T.I.), od jakiegoś czasu w ogóle nie chcesz mnie odwiedzać. Albo siedzimy u ciebie, albo w miejscach publicznych. Możesz mi powiedzieć, o co chodzi? - blondynka zmarszczyła brwi podirytowana.
- Ann, o nic nie chodzi. Nie chcę ci robić problemu, ale jeśli tak ci na tym zależy, to z chęcią cię dzisiaj odwiedzę. - powiedziałam z wymuszonym uśmiechem.
W co ja się wpakowałam..
Lekcje zleciały mi w wyjątkowo szybkim tempie. Czułam ścisk w żołądku na myśl o wizycie w domu przyjaciółki. Zgodziłam się, żeby nie sprawić jej przykrości, a przede wszystkim, żeby uniknąć wyjaśnień, ale wiedziałam, że to zły pomysł. Ubrałam się i czekałam na przyjaciółkę przed szkołą, bo ostatnią lekcję miałyśmy z podziałem na grupy. Po chwili wyszła, w towarzystwie swojego starszego brata i jego kolegów. Przełknęłam ślinę i ruszyłam w ich kierunku.
- Louis też właśnie skończył, więc nie będziemy musiały jechać do mnie autobusem. Super, nie? - oznajmiła wesoło Ann.
- Tak, super. - wymamrotałam, uśmiechając się blado.
- To do jutra chłopaki. Chodźcie. - powiedział zachęcająco Louis i ruszył w kierunku swojego samochodu. Był w klasie maturalnej, czyli rok wyżej niż my, do tego znany na całą szkołę, z czego korzystała Ann. Uwielbiała spędzać czas z jego kolegami, szczególnie z jednym z nich. Dlatego zaciągała mnie na wszystkie imprezy organizowane przez jej brata, czego nie znosiłam.
- Jak wam minął dzień? - zagadał Louis, spoglądając w lusterko, przez co na chwilę zetknęliśmy się wzrokiem. Speszona odwróciłam głowę.
- Dobrze, a tobie? - odpowiedziała za nas Ann.
- Znośnie. - rzucił.
- Jakie masz plany na wieczór? - zapytała blondynka, kiedy wchodziliśmy do domu rodzeństwa.
- Umówiłem się z Emmą. Czuję, że coś z tego będzie. - oznajmił zadowolony. Jego słowa sprawiły, że zrobiło mi się słabo, obraz stawał się coraz bardziej niewyraźny, aż w końcu przestałam widzieć cokolwiek...




_____________________________________________
Hej! Nie mogłam już dłużej czekać, aż pojawi się wymagana ilość komentarzy, więc pojawiam się już, z obiecanym imaginem z Lou w roli głównej. Co o nim myślicie? Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko świątecznym klimatom, bo ja mam wręcz świra na ich punkcie!
13 komentarzy = następna część
littlegirl


Harry p.6

-Chcę przejść.- burknęłam, a on się uśmiechnął tak, jak nie robi tego przy chłopakach. On jest bipolarny czy jak? 
-A ja nie chcę, żebyś poszła.- wzruszył ramionami.
-Ty to jesteś kurwa bipolarny. Jakieś cholerne rozdwojenie jaźni. Przed chwilą byłeś dla mnie strasznym chujem, wiesz?- powiedziałam nie wytrzymując tego napięcia. Lepiej się z nim kłócić niż.. niż cokolwiek innego.
-Bo chcę Cię rozruszać.. zawsze jak są chłopaki jesteś taka spięta i sztywna.- powiedział obejmując mnie w talii i przyciągając do siebie. Boże, jego oczy są tak hipnotyzujące..
-N-nie jestem sztywna.- powiedziałam karcąc się w duchu za to, że się zająknęłam. 
-Do prawdy.. ciężko mi w to uwierzyć.- wyszeptał mi to tuż przy uchu i zszedł na dół. Muskał leciutko skórę mojej szyi, a ja zadrżałam pod dotykiem jego ust.
-Dobrze wiedzieć, że tak na ciebie działam.- zachichotał, a ja szybko się odsunęłam odpychając go od siebie.
-Niby jak?!- prychnęłam patrząc na niego przymrużonymi oczami. 
-Pokażę Ci.- uśmiechnął się zagadkowo, a ja obrałam sobie za cel nie reagować na jego poczynania. Znowu był tak blisko  mnie, że nie mogłam zrobić ani kroku w inną stronę. Pochylił się nade mną, a nasze oddechy się niemal mieszały. Uniósł dłoń do mojej twarzy i pogłaskał mój policzek, a później okalając dłońmi moją twarz delikatnie musnął swoimi ustami moje. Zagryzłam dolną wargę, a on słodko zachichotał.
-Księżniczko, ja to zrobię lepiej.- powiedział i znowu wpił się w moje usta. Pieprzyć to. Oddałam pocałunek  zarzucając dłonie na jego kark. Jego dłonie zeszły na moje pośladki. Nie oceniajcie mnie.. przecież nie mam chłopaka.Ścisnął je, a ja mocniej do niego przywarłam i dałam mu dostęp do mojego języka. Chwilę walczyliśmy o dominację, ale niestety on  za dobrze całował.Jego ręce powędrowały nieco wyżej i wkradły się pod mój luźny sweterek. Jego dotyk stawał się coraz gorętszy, a ja o dziwo wcale nie miałam go dość. Przejechał dwa razy po kręgosłupie, by później się zatrzymać na rozpięciu mojego stanika. Zawahał się i oderwał ode mnie. Zsunął ręce na moją talię i popatrzył z nierównomiernym oddechem mi w oczy.
-Właśnie tak na mnie działasz.- wymruczał jeszcze muskając moje usta, a ja kompletnie nie wiedziałam co się przed chwilą działo. Oczywiście chwilę prywatności przerwali nam chłopcy, którzy popatrzyli na nas wymownie. Zaraz za nimi weszło 5 najbardziej dziwkowatych dziewczyn, jakie w życiu widziałam. Już wiedziałam, że to był zły pomysł.
-W końcu jesteście.- burknęłam jeszcze w szoku, a oni zaczęli chichotać. Bardzo dojrzale doprawdy..
-To może w butelke zagramy?- zaproponował Harry, a ja usiadłam na fotelu przyglądając się całej sytuacji. Wszyscy usiedli w kółku, jednak zostawiając jedno miejsce, którego na początku nie zauważyłam.
-Chodź księżniczko.- powiedział Styles wstając ze swojego miejsca.
-Ja nie gram- parsknęłam przewracając oczami, ale moje argumenty do niego nie przemawiały. Wziął mnie za ręce i pociągnął w swoją stronę zmuszając do wstania, a później już wzdychnęłam i sama usiadłam na przygotowanym dla mnie miejscu. 
-Dobra.. więc na czym to polega?- popatrzyłam na chłopców, bo nie miałam ochoty patrzeć na te... dziewczynki.
-Nie mów mi, że nigdy nie grałaś w butelkę?!- oburzyła się jedna, a reszta zachichotała.. idiotki.
-Preferują zabawy wymagające nieco więcej inteligencji.. nie udawaj, że takie znasz.- powiedziałam zaciskając zęby, a później Zayn mi wytłumaczył, ze w tym wszystkim chodziło głownie o całowanie. Jeśli wylosuję dziewczynę wystarczy w policzek.. chłopaków w usta. Oni mają to samo. Myślałam, że to wszystko, kiedy wyjęli whiskey i nalali do kieliszka.
-Jeśli ktoś się nie zgodzi to pije bez popity.- powiedział z uśmiechem na ustach, a ja miałam pewne obawy.
-Wszyscy mają tu 18?- spytałam nieco speszona, że znów wyjdę na tą nudną.
-No to raczej..- prychnęła blondyna marszcząc idealnie wyregulowane brwi. Nie było żadnej rudej. Harry będzie niepocieszony.
-Słońce, nie zanudzaj. Dobra. Ja kręcę pierwszy.- powiedział loczek i zakręcił nim ktokolwiek  zdążył zaprotestować. Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że 'wylosował' tlenioną blondynę? Laseczka oblizała swoje pełne usta w jak mniemam dla chłopców seksowny sposób, a ja jedyne co zauważyłam to odrażający kolczyk w języku. Nie wiem co jest pociągającego w bolesnym przebijaniu sobie ciała. Spojrzałam na Styles'a, który patrzył zamglonym wzrokiem na nią. Pokazał na swoje kolana, a ona osiadła na nim okrakiem. Loczek szybko omiótł mnie wzrokiem i wpił się mocno w jej usta. Nie. Mnie tak nie całował. To co robili było obrzydliwe.. niczym zwierzęta. Zobaczyłam jak ścisnął jej tyłek, a ona wydała z siebie obrzydliwy gardłowy dźwięk. Mimo, że mnie z nim nic nie łączyło, to poczułam ścisk w żołądku. On chyba jest po prostu męską dziwką. Zdecydowanie. Skoro na tym ma polegać zabawa.. w końcu ta szmata odessała się od niego i zakręciła tym razem ona. Wypadło na Nialler'a.
-Sorry, ale ja to się jednak napiję. - wziął kieliszek i uniósł do góry uśmiechając się w stronę brunetki, siedzącej po mojej lewej, która jako jedyna wydała się być trochę bardziej urocza niż reszta. Skrzywił się, ale przełknął. Skoro Niall pił, następną osobą, która kręciła był Zayn, bo był po jego prawej. Butelka zakręciła się dwa razy i zatrzymała gwintem na mnie.  Zayn uśmiechnął się patrząc na mnie. 
-No to pij.- zadrwił ze mnie loczek, a ja uniosłam brwi. 
-To gdzie butelka?- parsknęłam i Payne wyjął ją zza pleców już chcąc nalewać do kieliszka, ale zdążyłam ją złapać przed rozlaniem.
-Przyjmujesz wyzwanie, Zayn?- spytałam wyzywającym tonem.
-Marzę o tym odkąd zobaczyłem cię w tych seksownym leginsach. - przytaknął mulat. Przyłożyłam butelkę do ust pociągając sensownego łyka bursztynowej cieczy. Zapiekło mi w gardle podczas połykania, ale nie było złe. Jak skończyłam pić dla otuchy zauważyłam, że wszyscy na mnie patrzą. Skoro tak, to niech przedstawienie się zacznie.
-Długo mam czekać?- mruknęłam słodko w stronę Malika, a on w mgnieniu sekundy  był przede mną. Przygryzł wargę i powoli, ale zdecydowanie muskał moje usta. Leniwie poruszał swoim językiem, a ja nadał temu wszystkiemu szybszy bieg. Przejechałam dłońmi po jego i tak już rozmierzwionych włosach i niemal przywarłam do niego ciałem.Usłyszałam muzykę, o której wcześniej nawet nie wiedziałam, a moje ciało odruchowo poruszało się w jej rytmie, a Zayn też to czuł. Minęło kilka sekund, a on błądził rękami, po moim ciele od czasu do czasu zahaczając o tyłek czy piersi, ale nie przesadnie. Kompletnie zapomniałam o tym, że ktoś na nas patrzy, kiedy usłyszałam zirytowany głos z charakterystyczną chrypką.
-Spokojnie. Jak będę chciał pornola to sobie włączę.- powiedział karcącym głosem, a ja zachichotałam. 
-Dodaliśmy bonus.- parsknęłam, a Zayn jeszcze ostatni raz cmoknął mnie w usta. Usiadłam na swoim miejscu po drodze biorąc butelkę, a mulat o dziwo usiadł obok mnie opierając się o bok fotela, który był za mną. Bosko całował. Uśmiechnęłam się sama do siebie kręcąc butelką. Raz, dwa, trzy.... STYLES.
-Ja po proszę kieliszek.- mruknęłam nie patrząc na niego. 
-I bardzo dobrze. Nie kręcą mnie używane.- zadrwił loczek, a ja zacisnęłam usta w wąską linię. Rozejrzałam się dookoła. Chłopaki milczeli, a laski wybuchły śmiechem coś szepcząc do siebie. Wzięłam jednak całą butelkę whiskey i upiłam łyk krzywiąc się. 
-Koniec imprezy. Mają się stąd wynieść.- powiedziałam głosem ociekającym jadem.
-No chyba sobie żartujesz.. ja dopiero zaczy..- zaczął coś pieprzyć loczek swoim zarozumiałym głosem.
-Zamknij się już.- warknął mulat i wstał biorąc pustą butelkę i wyrzucił ją do śmieci. Odwróciłam się i przeszłam przez prowizoryczne drzwi, które były kurtyną i były tam 2 spore fotele, telewizor i kilka przekąsek. Słyszałam jeszcze jak dziewczyny marudzą o tym, że obiecali im co innego. Ktoś wpadł odsuwając kurtynę.
-Ups.. tu zajęte.- parsknęła blondyna i zaciągnęła  loczka z powrotem. Zdążyłam jeszcze spotkać się wzrokiem z nim zanim podążył za kołyszącą biodrami laską. 
-I kto tu jest dziwką?- parsknęłam sama do siebie i pociągnęłam kolejny łyk napoju.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sorki, zę tak długo, ale studia, kolokwium i wgl xD 
Mam nadzieję, że was zainteresowałam ;)
Jak widać nie najlepszy humorek dziś ;d 
Kom=rozdział ^^
#Maleńka

sobota, 4 listopada 2017

Fuckboy ~ cz.19//ostatnia

(T.I.), gdzie Ty do cholery jesteś? Twoi rodzice od 2 godzin Cię szukają. Podaj mi adres, przyjadę po Ciebie. Zayn

- (T.I.), wszystko w porządku? - zapytała Dakota, wyrywając mnie z transu. Nie odrywałam wzroku od ekranu komórki.
- Co? Aa, tak.. To znaczy nie. - zaczęłam się plątać.
- To Zayn? - zapytała niepewnie, wskazując na mój telefon.
- Tak. Pyta gdzie jestem, żeby po mnie przyjechać. Podobno rodzice mnie szukają. - wyznałam.
- Nie powiedziałaś im, że wychodzisz?! - zawołała oburzona.
- Tak wyszło.. Napiszę mamie smsa. - powiedziałam i wysłałam wiadomość z informacją, że jestem u przyjaciółki.
- A Zaynowi zamierzasz odpisać? - zapytała łagodnie, niby od niechcenia.
- Nie. Lepiej będzie, jeśli nawzajem znikniemy ze swojego życia. - powiedziałam smutno.
- Nie wyglądasz przekonująco, zwłaszcza, że siedzisz tu w jego ciuchach. - zaśmiała się, co nieśmiało powtórzyłam – Teraz poważnie. Wiem, że nie możesz mu wybaczyć tego, co ci się stało. Ale musisz brać pod uwagę, że próbował cię chronić póki nie zamknie spraw z przeszłości. Dlatego tamtego poranka kazał ci wyjść. Musieli się odegrać za pobicie Liama. Harry mi mówił, że to miało być ostatnie spotkanie z paczką Williama. Pojechali na wyznaczone miejsce, ale William się nie pojawił. Zamiast tego zadzwonił do Zayna, że jesteś z nim. Podobno Zayn wpadł w szał, a później kompletnie się załamał. Przestał chodzić do szkoły, spać, jeść... ale wiedział, że musi cię znaleźć. Reszta chłopaków mu pomagała, szukali w każdym zakamarku miasta. W przypadkowej rozmowie pojawiło się hasło o opuszczonym budynku. Zayn przypomniał sobie, że kiedyś opowiadałaś mu o domu kultury i postanowił jeszcze tam sprawdzić. Resztę znasz.
- Ja.. ja nie mam pojęcia co robić. - rozpłakałam się. - Niby to wszystko wiem, ale nie mogę się pozbierać. Raz chcę, żeby mnie przytulił i ochronił przed całym światem, a zaraz potem pojawia się złość za to co się stało. To nie jego wina. To William jest potworem, ale widok Zayna stale przypomina mi o nim.
- Wydaje mi się, że cała ta sytuacja jest na tyle świeża, że myślisz o niej non stop, nie tylko wtedy, kiedy patrzysz na Zayna. Może spróbuj myśleć o nim jako o tym, który pomógł ci się uwolnić? Nie mówię, że masz go uważać bohatera, ale może za kogoś, kto tym odkupił swoje winy? - zaproponowała troskliwie Dakota, przytulając mnie do siebie.
- Chyba masz rację.. Ale potrzebuję trochę czasu. - oznajmiłam i wzięłam do ręki telefon, żeby napisać do Zayna.

Jestem u Dakoty. Rodzice wiedzą. Nie przyjeżdżaj po mnie. Sama się odezwę, kiedy będę gotowa.(T.I.) W końcu odpisała! Chodziłem nerwowo po mieszkaniu z kluczykami w ręce. W każdej chwili byłem gotowy wsiąść do samochodu i pojechać po dziewczynę. Martwiłem się o to, gdzie mogła pójść, czy jest bezpieczna. Chciałem być przy niej całymi dniami i nocami, pilnować, żeby już nigdy nic jej się nie stało. Wziąłem do ręki komórkę i przeczytałem wiadomość od blondynki. Rozczarowany zdjąłem kurtkę i usiadłem na kanapie. Wybrałem numer przyjaciela.
- Co tam? - zapytał zachrypniętym głosem.
- (T.I.) chce, żebym dał jej trochę czasu. Wpadniesz z chłopakami na piwo? - zapytałem z nadzieją. Nie chciałem spędzać kolejnego wieczoru sam.
- Jasne, będziemy za dwie godziny. - powiedział Harry, po czym się rozłączyłem.

- Jesteś w końcu! - zawołała mama, kiedy tylko stanęłam w progu.
- Jak widać. - mruknęłam.
- Zjesz kolację? Zrobiłam zapiekankę. - powiedziała wesoło, na co przytaknęłam.
- To ubrania tego chłopaka? - zauważyła tata przy stole.
- Tak.. zapomniałam się przebrać. - wyznałam.
- Ładnie ci w nich. - uśmiechnął się, a ja poczułam przyjemne ciepło w okolicy serca.
- (T.I.), chcielibyśmy o czymś z tobą porozmawiać. - ojciec zmienił temat.
- Nie możemy sobie nawet wyobrazić jaki przeżyłaś koszmar, ale wiemy, że może ci być ciężko się po tym pozbierać. Dlatego pomyśleliśmy, że może pomogłaby ci terapia u psychologa? Co o tym myślisz? - zapytała niepewnie mama.
- Myślę, że to dobry pomysł. - uśmiechnęłam się. Cieszyło mnie zainteresowanie rodziców moim problemem.

Dni mijały cholernie wolno. Wróciłem do szkoły, w końcu zbliżały się egzaminy. Musiałem wziąć się w garść i pomyśleć o swojej przyszłości. Wieść o powrocie (T.I.) była tematem numer jeden wśród uczniów, chociaż dziewczyna jeszcze nie pojawiła się na lekcjach. Każdego dnia wchodziłem do budynku z nadzieją, że ją zobaczę. Tak jak prosiła, czekałem na jej wiadomość, nie wykonując żadnych ruchów z mojej strony. Wpatrywałem się w okno, znudzony nudną lekcją historii, kiedy poczułem wibracje w kieszeni. Wyciągnąłem komórkę i zobaczyłem wiadomość od dziewczyny.
Przyjdę do ciebie o 17. (T.I.) x Uśmiechnąłem się do siebie. Pewność siebie blondynki była cechą, która bardzo mnie u niej pociągała, zwłaszcza, że ukrywa ją pod osłonką cichej myszki. Cieszyłem się jak dziecko z faktu, że za kilka godzin ją zobaczę.

Nie mogłam się doczekać spotkania z Zaynem. Czas, który spędziłam w domu pomógł mi zrozumieć, że naprawdę mi na nim zależy. Myslałam nad tym, co powiedziała mi Dakota i doszłam do wniosku, że miała rację. Postanowiłam dać chłopakowi jeszcze jedną szansę. Ubrałam jasne rurki i zwiewną koszulę w kwiaty. Do torby wepchnęłam ubrania Zayna, chociaż niechętnie przyszło mi się z nimi rozstać. Założyłam beżowy płaszczyk i oxfordki. Wyszłam z domu o 16:40, dzięki czemu na miejscu byłam punktualnie. Zapukałam do drzwi, czekając aż chłopak mi otworzy. Kiedy go zobaczyłam, serce zaczęło bić mi szybciej. Uśmiechał się lekko, a włosy ułożone w nieład opadały mu na czoło. Miał lekki zarost, co dodawało mu męskości. Nie mogąc się powstrzymać, bez słowa rzuciłam torbę na ziemię i oplotłam ręcę wokół karku chłopaka, przytulając się do niego z całej siły. Nie musiałam długo czekać na reakcję Zayna. Objął mnie w talii i podniósł kilka centymetrów nad ziemię, przez co zaczęłam się śmiać.
- Postaw mnie. - zażądałam z uśmiechem.
- Nie puszczę cię, już nigdy. - odpowiedział z chytrym uśmieszkiem. Jego pewność siebie strasznie mnie pociągała, dlatego nie czekając dłużej wpiłam się w usta chłopaka. To był zdecydowanie nasz najlepszy pocałunek.

____________________________________
Hej kochane! Przychodzę do Was z ostatnią częścią tego opowiadania.. Jesteście zadowolone z zakończenia? Przyznam, że ciężko mi się rozstać z tą historią, bo pisałam ją kilka miesięcy i trochę się zżyłam z bohaterami, a Wy? :D
Teraz czas na obiecane opowiadanie z Louisem, ale chcę Was uprzedzić, że posty będą pojawiały się tak jak teraz albo troszkę rzadziej, bo mam masę nauki :(
16 komentarzy = seria imaginów z Lou
littlegirl

PS. Jeśli macie jakieś pomysły na te nowe opowiadanie to piszcie, może się czymś zainspiruję :D

czwartek, 2 listopada 2017

Harry p.5

-Masz ten pierdolony klucz.- fuknął oddając, a ja otworzyłam drzwi i spotkałam trójkę chłopaków, którzy niczego nie słyszeli. ŚWIETNIE. Nie zważając na nich poszłam do łazienki, bo zaraz się tu zesikam. Załatwiłam wszystkie swoje potrzeby ciesząc się swobodą bycia wolnym i wyszłam z toalety. Od do moich uszu doszedł śmiech zespołu za którym oczywiście mój wzrok podążył. Wszyscy siedzieli w kółku i się śmiali bez powodu. Właściwie to nie miałam nic lepszego do zrobienia jak do nich dołączyć.
-Co takie śmieszne?- spytałam siadając koło blondasa, a ten pierw wymownie na mnie popatrzył, a później w końcu odpowiedział.
-Gramy w prawda lub wyzwanie.- zawahał się patrząc na pozostałych, którzy skinęli głową.
-Zagraj z nami jeśli chcesz.- mrugnął do mnie brunet
-Nie wiem czy to dobry pomysł.- usłyszałam obojętny głos z charakterystyczną mu chrypką. Nie musiałam nawet patrzeć w jego stronę, żeby wiedzieć, ze akurat on to mówi.
-Niby czemu?- spytałam spokojnie.
-Jesteś zbyt słaba, odpadniesz w pierwszej rundzie.- parsknął, a ja zacisnęłam pięści.
-Wchodzę w to.- fuknęłam i usłyszałam chichot reszty.
-Mam lepszy pomysł.- znowu ten cholerny Styles. Czy on nie może się w końcu zamknąć?!
-A co gdybyśmy się zatrzymali gdzieś przy okazji.. może przy jakimś kubie? W końcu Chrisa tu nie ma, a my się zabawimy w więcej osób w butelkę. No chyba, że ktoś jest przeciw..?- spytał oczywiście patrząc na mnie przez co cała reszta też się skupiła na mojej  osobie.
-Spóźnimy się na samolot przez tą głupotę.- mruknęłam podnosząc się ze swojego miejsca.
-[T.I.]! Nie rób nam tego, wiesz jak mało mamy czasu na dziewczyny podczas całej trasy?- dodał Niall z miną szczeniaczka 
-Błagam was, będziemy mieć przez to problemy..-mówiłam dalej nie będąc do końca pewna czy chcę wyjść na tą najgorszą.
-Mówiłem wam od początku.. sztywniara.-wzruszył ramionami, ale kij z nim. Najgorszy jest fakt, że nikt nie zaprzeczył. 
-No dobra. Ale ma trwać krótko, bo jak nie to zabiję.-fuknęłam w złości.
-Szybka akcja. Wchodzimy, zapraszamy jakieś laseczki i wychodzimy. Potrzebne nam 4? Tak żeby było parzyście, skoro [T.I.] gra to będzie idealnie.- zaczął się nakręcać Zayn, a ja odchrząknęłam i znów wszystkie oczy na mnie.
-Ja nie gram.- dodałam, kiedy już osiągnęłam uwagę wszystkich.
-Czemu?- spytał Payne, a ja przewróciłam oczami.
-Ktoś musi to wszystko kontrolować.. z resztą, to dziecinne.- tym razem to ja wzruszyłam ramionami i odeszłam, żeby usiąść na jednym z kilku pojedynczych foteli. 
-No to 5. Panie kierowco! Musimy zboczyć z trasy!- usłyszałam jak Horan ucieszonym głosem informuje kierowcę, który właściwie nie ma wyjścia.
-To ja zamawiam łazienkę!- krzyknął mulat, a w jego ślady poszedł Liam i Louis, którzy grzecznie.. no może nie tak grzecznie pukali do zamkniętych już drzwi. Oparłam głowę o oparcie i przymknęłam na chwilę oczy rozkoszując się ułamkiem ciszy, która przez chwilę nastała.
-Wymiękłaś.- mruknął mi do ucha znajomy nieznajomy głos. Skrzywiłam się na ten dźwięk, jednak  wzdłuż mojego kręgosłupa przebiegł dreszcz. 
-To nie dla mnie.- wzruszyłam ramionami na których chwilę później poczułam silne dłonie. 
-Co ty do cholery..- zaczęłam, ale ten debil mi przerwał.
-Oj po prostu się rozluźnij. Jesteś spięta.-wymruczał po raz kolejny głosem, który przypuszczam, że miał być seksowny, a mnie jedynie zemdlił.
-Przestań mi tu trzaskać tekstami z pornosów, stać cię na więcej.- fuknęłam coraz bardziej zdenerwowana.
-O jaka groźna.- zachichotał, a ja strzepałam jego ręce z ramion.
-A jak tam twój język?- spytałam z przekąsem.
-Chcesz sprawdzić? Jednak tym razem wolałbym zacząć nieco niżej.- powiedział to tak normalnie i bezwstydnie, że zaczynam się przyzwyczajać do wszechobecnych panujących u niego podtekstów seksualnych.
-Dobra, jesteśmy. Idziemy?- spytał mulat pojawiając się znikąd.
-Ja zostanę, żeby nie dostała depresji.- uśmiechnął się cwano Styles. Miałam coś błyskotliwego powiedzieć, ale postanowiłam sobie to darować.
-Macie 15 minut.- odparłam oschle, a oni tylko skinęli głową i już wychodzili.
-Wyrwijcie mi jakąś rudą!- podążył za nim krzyk Harry;ego, a ja sobie uzmysłowiłam, że zostałam przynajmniej na 15 minut z nim sama.
-Idę do łazienki.- powiedziałam i w ekspresowym tempie wstałam. Niestety. Styles zataranował mi drogę i odbiłam się o jego klatkę piersiową. 
-Chcę przejść.- burknęłam, a on się uśmiechnął tak, jak nie robi tego przy chłopakach. On jest bipolarny czy jak? 
-A ja nie chcę, żebyś poszła.- wzruszył ramionami.