One Direction i My.. - imaginy

środa, 27 czerwca 2018

Happy end! ~ Niall- część 1

Hejka, dużo się działo..ale coś tam dla Was w końcu napisałam!!
Miłego czytania!!
_______________

Wyszykowałam się jak stróż w Boże Ciało, chociaż strój bardziej odpowiedni do mojej aktualnej sytuacji. Co prawda jeszcze nic nie widać, ale najlepsi kumple Nialla o tym wiedzą, więc nie mogę iść na tą imprezę jakoś wyzywająco ubrana. 
Urodziny Dave'a zorganizowane były w klubie, zwykłym nocnym klubie gdzie zawsze moja ukochana siostrzyczka balowała. Także miejsce zajebiste..no ale zamierzam się bawić. Za dużo stresów i kłótni było dookoła mnie więc muszę się odstresować...Tańczyłam już chyba z każdym, został tylko jeden, Harry.
- Zatańcz ze mną. - złapałam go za ręce. Brunet spojrzał mi w oczy, uśmiechnął się złośliwie i wyszarpał dłonie. 
- Zapomnij. 
- Ale dlaczego?! - spytałam już sama siebie, chłopak odszedł zostawiając mnie samą na środku parkietu. Styles bawił się z innymi doskonale, a mnie unika jak ognia, w sumie od samego początku mnie nienawidzi. Powód?! To bardzo proste, dostał kosza. Nie ode mnie, tylko od mojej siostry bliźniaczki i on cały czas myśli ze to ja go olałam i zajęłam się Horanem. Wyciągnęłam rękę na zgodę, skoro Harry nie da sobie nic przetłumaczyć to jego sprawa, nie będę się płaszczyć.. Rozejrzałam się za moim blondynem, stał z solenizantem i prowadził z nim zaciętą rozmowę. 
- Kochanie wracam do domu. - powiedziałam mu na ucho.
- Odwieźć Cię? - zapytał z troską
- Nie, baw się, wrócę sama do domu. Widzimy się jutro. - cmoknęłam jego policzek i wyszłam z klubu. Związek z Niallem to najlepsze co mnie w życiu spotkało, jest bardzo uczuciowy, troskliwy i mam nadzieje ze nigdy się nie zmieni. Taki facet to skarb! 
- Wiesz dlaczego Cię nie lubię?! - poczułam szarpnięcie tuz przez autem.
- Szczerze mówiąc wiem o co Ci chodzi.. - Styles był już dość mocno pijany 
- Myślisz ze Niall będzie zadowolony jak dowie się prawdy? - wybełkotał, na szczęście wiedziałam doskonale o co mu chodzi, bo siostra opowiedziała mi swoją przygodę z Loczkiem. Szkoda tylko ze on nie może pojąć ze mam bliźniaczkę.
- Po co chcesz namieszać Niallowi w życiu? Przecież jest szczęśliwy ze będzie miał dziecko..
- Że będzie miał dziecko tak, ale ze z Tobą to już nie.. - mimo ze wiem, ze to nie prawda to i tak zabolało. Długo nie jesteśmy razem, a ta ciąża to wpadka, ale nigdy bym nie zrezygnowała z tego dzieciaczka. 
- Wiesz co, wytrzeźwiej a potem pogadamy. - nie miałam zamiaru go dalej słuchać, otworzyłam samochód i już miałam wsiadać, ale brunet złapał mnie za rękę i pchnął tak ze uderzyłam plecami w auto. - Aaa.. puszczaj mnie!! - krzyknęłam na niego. 
- Bo co? - wysyczał i przycisnął mnie swoim ciałem do samochodu. Pierwszy raz się go przestraszyłam, był pijany, a jak Harry jest pijany to jest nieobliczalny. - Zapłacisz mi za tamto.. Ośmieszyłaś mnie! Nie daruje Ci tego! - serce waliło mi jak oszalałe. 
- Ja Ci nic nie zrobiłam.. - wydusiłam z siebie, na co się złowrogo zaśmiał.
- Harry!! Co Ty wyprawiasz?!! - usłyszałam Nialla. Dzięki Bogu! Jestem uratowana. - Harry!! Zostaw tą.. (T.i.)?!! - słyszałam w jego głosie zdziwienie z zaskoczeniem i kątem oka widziałam jak do nas biegnie. Po chwili odciągał bruneta ode mnie. - Nic Ci nie jest? - zapytał zmartwiony, pokiwałam przecząco głową i czułam jak strach odchodzi. - Wsiadaj do auta i jedz do siebie, zaraz przyjadę. - poinstruował. Bez słowa wykonałam jego polecenie. Najgorsze w tym wszystkim jest to ze moja kochana siostrzyczka jest na drugim końcu świata i nie ma opcji żeby Harremu namacalnie udowodnić ze jesteśmy dwie. Zdjęcia i zapewnienia moich znajomych nic nie dały.. Kwadrans później byłam już w swoim mieszkaniu. Szybki prysznic, ukochana koszulka blondyna i dopiero teraz czułam jak mocno uderzyłam o samochód. Mam tylko nadzieje ze dziecku nic przez to nie będzie. - Kochanie, jak się czujesz? - wszedł do sypialni, zdjął z siebie ubrania i położył się obok mnie. 
- Chyba będę miała siniaka na plecach. - skrzywiłam się lekko.
- A może pójdziesz do lekarza sprawdzisz czy z kruszynką wszystko dobrze? - czyli on tez się o to martwił. 
- Wiesz, wizytę mam za trzy dni więc poczekam. - nie spodobała mu się moja odpowiedź - Chyba ze będzie mnie bolał wcześniej brzuch to pójdę od razu. 
- Pokaz te plecy.. - bez słowa odwróciłam się, Niall uniósł koszulkę i delikatnie badał okolice krzyża. - No siniak już jest.. - skomentował. Ułożyłam się z powrotem na łóżku i po chwili spałam wtulona w chłopaka...
Obudziłam się z samego rana, spałam tylko 4 godziny, ale ból pleców i podbrzusza był tak mocny ze nie mogłam wytrzymać. Poszłam do łazienki, krew na majtkach nie wróżyła niczego dobrego. Modliłam się by dziecko było całe i zdrowe. Wzięłam błyskawiczny prysznic, ubrałam się i zadzwoniłam do swojego lekarza prowadzącego. Pani doktor kazała jak najszybciej przyjechać. 
- Niall.. - budziłam go, nawet nie zareagował, ale on musi jechać ze mną. - Niall! - potrząsnęłam nim
- Hmm? 
- Wstawaj, musimy jechać do lekarza. - wystrzelił z łózka jak poparzony. Po 10 minutach siedzieliśmy już w samochodzie. - Kocham Cię wiesz? - spojrzał na mnie
- Wiem Niall, wiem. - poczułam zbierające się łzy. - Ja Ciebie tez..
- Będzie dobrze, musi być wszystko dobrze.. - mówił już jakby do siebie. 
Weszłam do gabinetu, powiedziałam ze upadłam, przecież nie mogę powiedzieć ze kumpel mojego chłopaka jest pojebany. 
- Proszę się przygotować do badania. - lekarka nie miała zbyt pocieszającej miny, ona chyba przeczuwała to samo co ja.. Położyłam się na łóżku lekarskim, wykonała USG, dokładnie szukając wszystkiego co trzeba. Jej mina nic mi nie mówiła. - Na szczęście wszystko jest dobrze, płód jest dobrze i solidnie umiejscowiony, ale proszę przez najbliższe 2 tygodnie leżeć. Nie dźwigać kompletnie niczego, nie denerwować się. Prowadzić bezstresowy tryb życia. - uśmiechnęła się lekko.
- Dobrze, oczywiście, będę.. - byłam najszczęśliwsza na świecie. Wszystko jest dobrze.. Kamień spadł mi z serca. 
- Na kolejną wizytę zapraszam na 3 tygodnia, w razie co, dzwonić. - skinęłam głową na tak i wyszłam z gabinetu. Niall siedział i był tak blady ze zlewał się z białą ścianą za nim, Poderwał się z miejsca, wyszliśmy bez słowa z budynku 
- I co? - zapytał gdy byliśmy w aucie.
- Wszystko z dzidzią dobrze, ale mam leżeć przez 2 tygodnie, nie stresować się i niczego nie dźwigać. - uśmiechnęłam się do niego. Na twarzy Horana wróciły kolory.
- Uff. - przybliżył się i przytulił mnie do siebie. - Tak się cieszę, umarłbym jakby się okazało..
- Ja tez.. - przerwałam mu szybko.
- Tak w ogóle, to Harry musi dostać nauczkę...
__________

Zrobię jeszcze jedną część, chcecie? 
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!



Naat

sobota, 9 czerwca 2018

Księżniczko, nie uciekaj.

Naprawdę ciężko patrzeć na osobę, którą się kocha z kimś innym. Ze swoim własnym światem i własnym życiem, które nie obejmuje Ciebie. Codziennie widzisz go i jest wszędzie. W telewizji, bo ma kolejny romans. W gazetach, bo zdobył jakąś nagrodę. W radiu mówią o plotkach ciąży którejś z jego dziewczyn. Czasem to tak jakbyś patrzyła na obcego człowiek. To już nie był mój Harry. Ale rozumiem. Nie łatwo sobie poradzić z pewnymi wydarzeniami, z bezradnością z którą nie możesz się pogodzić. Z rozmyślań wytrąciło mnie brzęczenie telefonu. 
-Słucham?- odebrałam bez spojrzenia na wyświetlacz.
-Jak się trzymasz?- usłyszałam głos Liam’a, który mimo tego, że Harry się ode mnie odwrócił, ciągle czuwał. To się nazywa prawdziwy przyjaciel. Nasunęło mi się wiele odpowiedzi, jednak stwierdziłam, ze zachowam je dla siebie.
-Żyję.- odpowiedziałam starając się, żeby zabrzmiało to optymistyczniej niż moje ostatnie ‘dobrze’. Słyszałam westchnienie po drugiej stronie.
-Jak tam trasa?- spytałam, żeby zacząć temat.
-Ciężko. Jeździmy z miasta do miasta, a chłopaki ciągle chcieliby chodzić na imprezy. Duużo kaca, ale w sumie to nasza młodość, jak nie teraz to kiedy? – powiedział, a ja się uśmiechnęłam pod nosem. Usłyszałam jakieś krzyki i poznałam głos Styles’a.
-A Harry.. co u niego?- spytałam nieśmiało nie wiedząc, czy Liam będzie się chciał w to mieszać.. powinnam przestać, to już 6 miesięcy. 
-Udaje, że jest świetnie.. że bawi go pieprzenie każdej panienki, która tego chce..- powiedział, a mi spłynęła łza po policzku, którą szybko starłam. Wiem, że jak znów zacznę płakać to długo nie skończę.
-Przepraszam.- szepnął Payne.. on zawsze wie, kiedy jest ze mną źle. 
-Nie powinienem ci tego mówić.- odparł z wyraźnym smutkiem w głosie.
-W porządku. Liczyłam na szczerość.- parsknęłam ocierając kolejną łzę.
-Dobra.. muszę kończyć. Umówiłam się ze znajomymi na mieście, a muszę się jeszcze ogarnąć.- skłamałam mając nadzieję, że uwierzy i po prostu skończymy tą rozmowę.
-Jasne.- powiedział pół serio, pół żartem. 
-Też powinienem już spadać. Znowu się kłócą o miejsce do spania.- parsknął- baw się dobrze!- rzucił na odchodne.
-Będę.- powiedziałam do telefonu cicho, kiedy już się rozłączył. Przyciągnęłam do siebie kolana do siebie i włączyłam telewizor. Przeskakiwałam bez celu po kanałach szukając czegoś sensownego. ‘Meksykańska masakra piłą mechaniczną’. Coś na dzisiejszy wieczór. Rozłożyłam się wygodnie na sofie i patrzyłam jak ludzie się zabijają nawzajem. Tną na kawałeczki. Tak łatwo to zrobić.. jemu nawet piła nie była potrzebna. Wystarczyło kilka słów. Trochę krzyków i wzrok. Wzrok. Patrzył na mnie z obrzydzeniem. Cholerny ideał. Spłynęła po moim policzku pojedyncza łza. Pozostałe nie pozwoliły jej spłynąć samej.. i tak oto znów siedzę w ciemności cała zapłaczona nie mając pojęcia jak żyć bez niego. 

-Co?!- krzyknął uderzając pięścią w stół.
-J-ja.. ja nie wiem co się stało.. po prostu zasłabłam i jak się obudziłam to byłam w szpitalu..- powiedziałam zapłakana.
-Ale ja nie rozumiem jak mogłaś zasłabnąć? Pewnie nie zjadłaś śniadania. Mówiłem ci, że masz zawsze je jeść!- krzyknął.
-Zjadłam.. naprawdę nie wiem czemu.. lekarz mówił, że czasem się tak zdarza.. też go chciałam.- załkałam przytrzymując się stołu.
-Go?- spytał otwierając szerzej oczy. Miał wyraźne łzy w oczach.
-Powiedzieli, że to byłby chłopiec.. poronienia się zdarzają.. powiedział, że jeśli będziemy próbować…- zaczęłam znów próbując złagodzić tą sytuację.. poroniłam. Nie chciałam.. stosowałam się do wszelkich zaleceń, jadłam co trzeba i kiedy trzeba. Nie rozumiałam czemu. To dziecko było zaskoczeniem.. ale pokochałam je..
-Oddaj mi syna!- krzyknął podchodząc do mnie i łapiąc mnie za ramiona. Mocno.. za mocno. Czułam jak jego palce wbijają się w moje ciało. 
-Też go kochałam!- krzyknęłam nie wytrzymując i odpychając go od siebie. 
-To jest twoja wina.- warknął znów się zbliżając, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-Musiałaś coś zrobić.. nie chciałaś tego dziecka. Marzyło ci się inne życie. Ale wiesz co?- mówił i każde słowo wypełniał czystą nienawiścią. 
-Będziesz żyła beze mnie..- kontynuował.
-J-jak..?- zająknęłam się nie wiedząc co ma na myśli.
-Nie rozumiesz? To już koniec. Brzydzę się tobą. Nie mogę na ciebie patrzeć.- warknął, a ja padłam na kolana trzęsąc się i płacząc.
-Nie zostawiaj mnie teraz..- szepnęłam.
-On umarł we mnie..- załkałam czując cholerną pustkę.. nie może mnie teraz zostawić w takim stanie.. przecież potrzebujemy się.. zwłaszcza teraz.
-On umarł przez ciebie.- warknął i oparł się o stół. 
-Spakuję swoje rzeczy i wyjeżdżam.- powiedział nieco spokojniej, ale dalej czułam jego nienawiść. Chyba nie muszę mówić, że moje błaganie i ciągnięcie za walizkę nic nie dało. 
-Nienawidzę cię.- szepnął zamiast ‘żegnaj’. 


Obudziłam się z powodu dreszczy. Rozglądnęłam się wokół. Kompletnie nie wiem kiedy zasnęłam. Podeszłam do okna i zamknęłam je. Przebrałam się i położyłam tym razem w łóżku. Leżałam patrząc w sufit.. bojąc się zasnąć, żeby znów nie widzieć tej sceny, która mi się przewija w kółko i w kółko w głowie.
Jakimś cudem zasnęłam, ale zamiast spać smacznie, ktoś mnie obudził nachalnym szturchaniem w ramię. Co? Szturchaniem w ramię.. przecież jestem sama. Spanikowana postanowiłam dalej udawać, że śpię.
-Niall.. będziemy musieli wezwać pogotowie.. ona kompletnie nie reaguje.- usłyszałam głos Payn’a i szybko usiadłam, a on przestraszony złapał się w miejsce, gdzie prawdopodobnie ma serce.
-Cholera, [T.I]. Nie strasz mnie tak.- warknął próbując unormować oddech.
-Może byś też czasem jednak zamykała drzwi do mieszkania, hmm?- odparł blondasek, który patrzył na mnie zmartwionym wzrokiem. 
-Jasne, zapamiętam, a teraz idę spać.- fuknęłam obrażona i schowałam się pod kołdrę. Już się opatuliłam grubym materiałem, ale poczułam jak ktoś chce siłą odebrać moje szczęście.
-Wychodzimy.- powiedział Payne lustrując mnie od góry na dół. Zapomniałam dodać, że spałam w za dużej bluzce i majtkach. Spoko, Liam już widział wszystko jeżeli chodzi o ciało do bielizny.
-Nigdzie nie idę.- fuknęłam. 
-Idziemy na dyskotekę. Z tobą.- odparł poważniej. 
-Będzie spoko.- powiedział zmuszając mnie do usiądnięcia na materacu. 
-Nic nie jest spoko i nie będzie spoko.. rozumiesz?- spytałam obojętnym głosem, a on popatrzył na mnie z żalem. 
-Idź się umyj. Już.- warknął i wepchnął mnie siłą do łazienki. 
-Mogłeś po prostu powiedzieć, że śmierdzę, dupku!- krzyknęłam wkurzona, że kazał mi wstać. Włączyłam wodę pod prysznicem i się rozebrałam, a później porządnie wyszorowałam i ogoliłam wszędzie, gdzie musiałam. Spłukałam już odżywkę i wyszłam z łazienki cała pachnąca w szlafroczku. 
-Czysta?- spytał Liam, który czekał na mnie. Skinęłam głową.
-Dzięki.- szepnęłam i usiadłam obok niego. 
-Ale..- zaczęłam.
-Nie toleruję dziś sprzeciwu. Mówię poważnie.- powiedział z taką powagą o jaką bym go nawet nie podejrzewałam. Nie mam wyjścia. 
-Wybrałem ci coś. I się umalujesz, zakręcimy ci włosy i będziesz boska. Zabieram cię dziś.- powiedział patrząc na mnie, a ja się uśmiechnęłam pod nosem. Jak ktoś ma mnie z tego wyciągnąć, to tylko on. 
Spojrzałam co mi wybrał do ubrania. I odpowiadając wcześniej.. nie, nie jest gejem. Czarny gorset ze złotymi ćwiekami w miejscu miseczek od stanika, w tym samym kolorze jeans’owe podarte spodenki z wysokim stanem i kabaretki pod spód. Oczywiście moje czarne ulubione dość wysokie matowe szpilki i skórzana kurtka. Jak on dobrze mnie znał. Ubrałam się w strój wybrany przez przyjaciela, jednak nie pozwoliłam sobie zakręcić włosów. Wysuszyłam i pozwoliłam im swobodnie opadać. Skoro idziemy na imprezę.. zrobiłam sobie ‘smoky eyes’ i przejechałam usta jasnobrązową szminką, żeby nie było przesytu. Wyszłam z pokoju, a Liam się do mnie uśmiechnął. 
-Wiedziałem, że będziesz pięknie wyglądała. To co, lecimy?- spytał i wziął mnie za rękę. Zamknęłam mieszkanie i dałam mu klucze. Podjechaliśmy do najlepszego klubu w okolicy. Weszliśmy bez problemu.. przecież to PAYNE. Samoistnie chodząca reklama. Weszliśmy i niemal od razu pochłonęłam jednego drinka, a później drugiego i trzeciego. Nie, nic mi nie było, niestety mam mocną głowę, ale lżej było tańczyć. Tańczyłam z Liam’em kolejna piosenkę, kiedy go zobaczyłam. Stał nieruchomo i patrzył się na mnie. Ja pewnie wyglądałam podobnie, ale on wydawał się zaćpany. Niepotrzebnie tu przyszłam. Automatycznie przeszkliły mi się oczy. 
-Liam. Idziemy.- powiedziałam bez siły i nie tolerując sprzeciwu. 
-Teraz już nie ma mowy.- powiedział i wpił się mocno w moje usta. Znieruchomiałam. Nie miałam pojęcia co robić, więc po prostu tak stałam nie będąc w stanie się ruszyć. Pocałunek trwał dłuższą chwilę, kiedy ktoś odciągnął i uderzył Liam’a. Spojrzałam na sprawcę całego zamieszania. Styles. Patrzyłam jak raz po raz uderza przyjaciela. Payne nawet się nie bronił, po prostu czekał na kolejne uderzenia niemal się uśmiechając.
-Dość!- krzyknęłam. Nie muszę chyba mówić, że już otoczka zamieszania była zrobiona wokół naszej trójki. Jutro będą na okładkach plotkarskich magazynów. 
-Harry.- powiedziałam poważnie, a on zatrzymał się w połowie ruchu. Stał przez chwilę w takiej pozycji, aby później się wyprostować i spojrzeć na mnie.
-Chodź ze mną. Przestanę.- powiedział przymroczony emocjami. 
-Po co?- spytałam drżącym głosem. Nie ukrywam, że ostatnio go widziałam w raczej tym gniewnym wydaniu.. dziś też i zaczęło mnie to minimalnie przerażać.
-Po prostu chodź.-odparł nadal widocznie roztargniony. Spojrzałam na Liam’a, który miał poobijaną twarz, ale wyglądał jakby go to kompletnie nie ruszało. 
-Idź. Teraz ty mi możesz pomóc.- powiedział i skinął głową. Spojrzałam z powrotem na loczka, który wzrok miał skierowany na bruneta leżącego na ziemi.
-Chodźmy więc.- powiedziałam cicho tak, że nie byłam pewna czy mnie usłyszał z powodu muzyki. Podszedł do mnie i chwycił mnie za rękę, a ja ją szybko puściłam jak oparzona. Nie mogę teraz mu zaufać. Nie wiem na co mam się przygotować. Nie mam siły na kolejne wyzwiska. Spojrzał na mnie z czymś na kształt smutku w oczach. Szybko minął.
-Nie zostań w tyle.- powiedział i ruszył przez tłum w stronę wyjścia. Szłam tuż za nim, więc nie zgubiłam go i tak właśnie się znaleźliśmy na zewnątrz. Niemal zachłysnęłam się biorąc głęboki wdech.
-Niedaleko mam mieszkanie.- odparł bez emocji i ruszył, a ja za nim. Mieszkanie? Spuściłam wzrok i nic nie mówiłam. 
-Jak praca?- spytał kiedy stanął w miejscu i wyciągnął kluczyki.
-Jestem na chorobowym.- skłamałam nie chcąc się przyznać, że nie pracuję od przynajmniej dwóch tygodni. Żyję z odłożonych pieniędzy, które się za jakieś 2-3 miesiące za pewne skończą. Otworzył drzwi od kamienicy i przepuścił mnie w nich.
-Schudłaś.- stwierdził.
-Umm.. dzięki.- powiedziałam.
-To nie był komplement.- dodał po czym ruszyliśmy na górę. Otworzył drzwi pod numerem 7 i znów weszłam pierwsza. 
-Pierwszy pokój od lewej.- powiedział niezręcznie i zaświecił światło. Było wyjątkowo czysto jak na Harry’ego. 
Nic nie mówiąc poszłam w wyznaczone miejsce. Salon. Usiadłam na dość sporej sofie i uświadomiłam sobie co robię.. z kim i gdzie jestem. Wstałam w szoku i ruszyłam w stronę drzwi. Czułam, że brak mi tchu. Właśnie wychodziłam z salonu, kiedy natknęłam się na Harry’ego niosącego wodę w drzwiach. Wpadłam na niego z impetem i upuścił obie szklanki na podłogę. Roztrzaskały się.. już nic z nich nie będzie. 
-Ja..- zaczęłam, aby powiedzieć, że jednak wychodzę, ale nie dopuścił mnie do słowa. 
-Zaraz to naprawię. Przyniosę zmiotkę i ścierkę.. zaraz przyjdę.- wyszeptał roztrzęsiony nadal, zobaczyłam jak mu drżą ręce. Znów jesteś do niczego [T.I.]. Poszedł po tą zmiotkę, a ja uklękłam przy szkle i zaczęłam go zbierać. Wzięłam największe kawałki w ręce. Rzuciłam je z powrotem i po moim policzku spłynęła kolejna łza. Nie dam rady. Wzięłam jeden z tych dużych kawałków i obracałam go przez chwilę w palcach i wahając się przyłożyłam do skóry nadgarstka. Nie wiem czy bym to zrobiła normalnie, czy nie. Wahałam się nadal nie wbijając szkła. Usłyszałam kroki Harry’ego, który wracał z kuchni i nie próbując sobie tego tłumaczyć przejechałam od nadgarstka wzwyż po ramieniu. Usłyszałam jak coś spada przede mną. Spojrzałam w górę, ale już go nie było. Wzięłam szkło w rozciętą rękę i zbliżyłam do drugiego nadgarstka, ale on mi wyrwał szkło. Spojrzałam na niego i zobaczyłam, że z kimś rozmawia. Wnioskuję z rozmowy, że ze szpitalem. Skorzystałam z tego, że rozmawiał i sięgnęłam po kolejne szkło, które też zostało mi odebrane. Napłynęły mi łzy do oczu i próbowałam zdobyć kolejne i kolejne szkło, które jak poprzednie zostawały mi odebrane. On już nie rozmawiał. Teraz siedział za mną i trzymał mi ręce, lewą uciskając przed rozcięciem, żeby zatamować krwotok. 
-Daj mi..- załkałam nie mając siły na takie życie. 
-Ja już nie chcę..- powtarzałam, a krople krwi i łzy spadały raz po raz na jego koszulę. Usiadł teraz tak, żeby móc patrzeć na mnie, ale nadal trzymał obie ręce. On też płakał. Jego łzy też tej nocy łączyły się z krwią na panelach.
-Przepraszam… przepraszam…- powtarzał w kółko to samo słowo, kiedy usłyszałam syreny ambulansu. Już byłam daleko.. już czułam, że odpływam i nawet się tego nie bałam. Byłam zmęczona.
-Nie uciekaj mi teraz, księżniczko..- usłyszałam jeszcze szeptane do mojego ucha.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam biel. Umarłam? Zastanowiłam się i próbowałam usiąść, ale tylko potrafiłam wznieść plecy kilka centymetrów nad powierzchnią na której leżałam, a później bezwiednie spadałam z powrotem na coś miękkiego. 
-Księżniczko..- usłyszałam z boku i odwróciłam twarz w tamtą stronę, mimo, że wiedziałam kto mówi, tylko jedna osoba mnie tak nazywała. Spotkałam się z jego zielonymi oczami. Gdy zobaczył, że patrzę na niego szybko przysunął krzesło do mojego łóżka złapał mnie za dłoń. Spojrzałam na nią. Moja drobna, siwa i zabandażowana. Nie pamiętam czy nie pokaleczyłam też palców chwytając po kolejne odłamki. Jego dłoń też nie wyglądała najlepiej, on miał pokaleczone palce.. w końcu wszystkie szkła mi wyrywał i nie uważał na siebie. Nie mogłam się napatrzeć na niego. Tak dawno nie widziałam go tak blisko. 
-Wybacz mi.- usłyszałam znów, jego słowa wydawały się odległe, ale rozumiałam każde jedno. Na nasze dłonie spadła pojedyncza łza. 
-To wszystko moja wina. Ja bez ciebie nie potrafię… próbowałem, ale nie umiem..- szeptał, a kolejne łzy upadałaby w to samo miejsce. 
-Przecież wiesz, że cię kocham.- odpowiedziałam ochryple, właściwie nie wiem czemu. Znów skierował na mnie te ogromne oczy w zdziwieniu. 
-Kocham cię. Kocham cię najbardziej na świecie.. nie wybaczę sobie tego, że musiało się tyle wydarzyć, żebym to zrozumiał.- powiedział i spuścił wzrok. Uniosłam ku niemu z trudem drugą dłoń i pogłaskałam go po policzku i wtedy rozpłakał się całkiem i ja z resztą też. Drugą ręką głaskał mnie po głowie, póki go nie wyprosił lekarz z powodu mojego nadmiernego przyspieszenia tętna, które było spowodowane nim. 
-Wrócę do ciebie.- powiedział i uśmiechnął się na wychodne. Widziałam go przez szybę na korytarzu. 
Po dwóch tygodniach wyszłam ze szpitala.. straciłam dużo krwi, a moja anemia tylko spotęgowała konsekwencje mojego małego wybryku. Zamieszkałam z Harrym w jego mieszkaniu.. zespół zrobił sobie przerwę. Jest jak w bajce. Dokładnie jak w bajce, tak jak przed moją ciąża. Już minęły 2 miesiące i nadal jest cudownie. Jednak szczęście nie może trwać wiecznie, prawda? Zrozumiałam to, kiedy mój kochany Harry wszedł do kuchni cały blady. Usiadł przy stole i schował twarz w dłoniach. 
-Co się stało?- podbiegłam niemal natychmiast i próbowałam się dowiedzieć o co chodzi. Delikatnie zdjęłam ręce z jego twarzy i odszukałam jego pogubiony wzrok. 
-Powiedz..- szepnęłam kompletnie nie spodziewając się tego, co ma się zdarzyć.
-Nie mogę cię zostawić- szepnął patrząc mi w oczy. 
-A-ale o co chodzi.- zadrżał mi głos. Nie chciałam tego słuchać tak naprawdę. Wolałam żyć w nieświadomości. 
-Przed naszym spotkaniem miałem kogoś. Uprawialiśmy seks, często, ale zawsze się zabezpieczaliśmy.. ona jest tak podobna do ciebie.. jest na studiach i nie chciała wpadki, nie szukała jednorazowej przygody… przyszła do mnie..- kiedy to powiedział już wiedziałam o co chodzi. Mogłam mu przerwać, ale chciałam usłyszeć to z jego ust.
-Ja jej nie wierzyłem.. wyśmiałem ją, ale zrobiliśmy testy. Nosi w sobie moje dziecko..- powiedział i widziałam cień uśmiechu, ale także łzy w oczach. Wstałam i pociągnęłam go też tak, żeby wstał.
-No i po co te łzy?- spytałam uśmiechając się sama też będąc na skraju od rozpłakania się. 
-Nie wiem co robić. Wszystko się zmieni.. znów cię ranię.- powiedział, a ja pokiwałam głową.
-Nie przejmuj się tym.- powiedziałam twardo.
-Będziesz wspaniałym tatą i będziesz poświęcał mnóstwo czasu swojemu dziecku. W końcu już od dawna chciałeś je mieć i w końcu będziesz miał swoje małe maleństwo.- uśmiechałam się chociaż w środku cała pękałam i byłam rozbita na miliony kawałków jak te szklanki, które mu dwa miesiące temu upadły. 
-Kocham cię.. nie wiem co bym bez ciebie zrobił.- powiedział, a ja pomyślałam ‘żył’. 
-Musisz jej pomóc. Ona nie da rady sama.. całe jej życie się zmieni.- powiedziałam i wróciłam do gotowania. Zrobiłam szybkie spaghetti i zjedliśmy. Harry umówił się z Anią, bo tak miała na imię, żeby ustalić co dalej z nimi. Są w życiu takie chwile w których nie wiemy co robić. To była taka chwila. I są osoby, które kochamy bardziej niż siebie, a Harry był nią dla mnie. Tej nocy nie spałam. Myślałam o wszystkim. Układałam sobie to na wszystkie sposoby, jednak jakbym nie patrzyła w tych wszystkich konfiguracjach nie było dla mnie miejsca w życiu Harry’ego. Spojrzałam na niego. Spał z uśmiechem na ustach. Przestudiowałam każdą rysę i niedoskonałość na jego twarzy. 
-Kocham Cię..- szepnęłam ze łzami w oczach nadgryzając wewnętrzną stronę policzka, żeby nie załkać. Rano wstałam wcześniej i zrobiłam nam kawę i śniadanie. Harry mimo tego, że nie jeździł w trasy, często pracował nagrywając single i spotykając się z reporterami i innymi ludźmi z branży. Dziś był taki dzień w którym wychodził wcześnie i miał wrócić wieczorem po spotkaniu z tą dziewczyną. 
-Co ty tak wcześnie, królewno?- spytał zaskakując mnie od tyłu. Wzięłam łyk kawy i spojrzałam na niego z uśmiechem na twarzy. 
-Postanowiłam ci zrobić niespodziankę w postaci kawy.- on popatrzył na mnie i złożył pocałunek na moich ustach. 
-Kocham Cię.- powiedział, a ja poczułam dreszcze wzdłuż kręgosłupa. 
-Ja ciebie bardziej.- parsknęłam szczerze i wypiłam kolejny łyk kawy. Przyglądałam się każdemu jego ruchowi i zapamiętywałam każdy szczegół. Później dałam mu buziaka na do widzenia. 
-Harry.- powiedziałam, kiedy już wyszedł, a on stojąc na schodach się odwrócił.
-Kocham cię.- powiedziałam, a on wrócił do drzwi i mocno mnie pocałował. Przeciągnęłam nieco dłużej ten pocałunek i zaciągałam się jego cudownym zapachem. Będzie mi tego brakowało. 
-Ja ciebie też.- odpowiedział i poszedł. Stałam przy drzwiach dłuższą chwilę, po czym je zamknęłam. Podeszłam szybko do łóżka i wyjęłam spod niego walizkę. Otworzyłam szafę i wzięłam z niej większość swoich ciuchów. Znalazłam wśród nich ulubioną koszulkę Harry’ego, którą często mu podkradałam. Zawahałam się, ale jednak włożyłam do walizki. Teraz najgorsze. Usiadłam przy kuchennym stole i wzięłam kartkę i długopis. 
‘Kochany Harry.. wiem, że będzie ci ciężko to zrozumieć, ale kiedyś zrozumiesz, że nie miałam wyjścia. Gdy dziecko się urodzi zakochasz się w nim, a po jakimś czasie też pokochasz kobietę, która dała ci taki mały cud. Ja będę teraz w twoim życiu tylko zbędnym bagażem. Wystarczy mi tylko to, że mi wybaczasz. Znikam z twojego życia, ale nikt nie powiedział, że nie możemy sobie powiedzieć ‘dzień dobry’ kiedy może kiedyś się miniemy na ulicy. Będziesz szczęśliwy. Jestem tego pewna. Nie mogłabym znieść uczucia, myśli, że stoję ci na drodze do szczęścia. Kocham Cię. 

Twoja księżniczka.’ 
Kiedy skończyłam pisać poleciała mi jedna łezka, która okazała się idealnie pasującą do listu. Otarłam resztę z nich i postanowiłam się ubrać. Kartkę zostawiłam tam gdzie leżała. Ubrałam buty i zarzuciłam kurtkę. Wzięłam w dłoń walizkę. Nie mogłam tak odejść. Wyjęłam telefon i postanowiłam posłuchać jego głosy ostatni raz.
Oczami Harry’ego.
Siedziałem rozmawiając o piosence z producentem, kiedy poczułem wibrację w kieszeni. Przeprosiłem go i wyszedłem na korytarz. [T.I.]. Odebrałem bez wahania.
-Co tam, księżniczko?- spytałem z uśmiechem na twarzy. 
-Przepraszam Cię.- usłyszałem drżący głos mojej dziewczyny. 
-Co się stało?- spytałem już biegnąc w stronę wyjścia z budynku. 
-Nic.. ja po prostu.. nie gniewaj się na mnie, dobrze..?- spytała, a ja już byłem w trakcie łapania taksówki. Wsiadłem do auta i podałem adres. Miałem najgorsze scenariusze już w głowie. 
-Kochanie, nie będę.. tylko powiedz, co się dzieje?- spytałem roztrzęsiony.
-Nie nic.. po prostu nie mogę inaczej.. ty będziesz miał rodzinę i ja… ja ci będę przeszkadzać.- powiedziała, a ja już wiedziałem co miała na myśli. Chciała odjeść. Ale ze mnie idiota. Dopiero teraz o tym pomyślałem.
-Kochanie, nie rób mi tego, proszę.- powiedziałem błagalnym tonem.
-Kocham cię.- usłyszałem jeszcze, a później się rozłączyła. Sekundy później wyskoczyłem z taksówki i wbiegłem po schodach do naszego mieszkania. Nie zamknęła na szczęście drzwi. Rozglądnąłem się po mieszkaniu.
-[T.I.]!- krzyknąłem, ale odpowiedziała mi głucha cisza. 
-Kurwa.- warknąłem i uderzyłem pięścią o futrynę. Postanowiłem sprawdzić pokoje, ale znalazłem tylko jakąś kartkę na kuchni i puste pułki w szafie. Bez czytania kartki wybiegłem z mieszkania i pobiegłem w stronę dworca. Jak nie pojechała autobusem, albo taksówką, to… nie myśląc o niczym innym biegłem rozglądając się po ulicy. Jest. Zbiera rzeczy z chodnika. Przebiegłem ulicę przy odgłosie klaksonów poirytowanych kierowców. Klęknąłem przy niej, a ona już wiedziała, że to ja.
-Mówiłam ci, żebyś naprawił ten cholerny zamek w walizce.- powiedziała z płaczem, a ja wybuchnąłem śmiechem. 
-Fakt, że go nie naprawiłem, to najlepsza rzecz jaka mi się zdarzyła.- popatrzyła na mnie tymi pięknymi oczkami i ja wiedziałem, że to ta jedyna. 
-Jesteś głupia?!- krzyknąłem w złości.
-Jak mogłaś pomyśleć, że mi będziesz przeszkadzała? Głuptasie. Jesteś całym moim życiem. Bez ciebie nie ma mnie. –powiedziałem i zobaczyłem nieśmiały uśmiech na jej twarzy. 
-Obiecaj, że już nie będziesz wpadała na takie posrane pomysły.- powiedziałem poważnie, a on przytaknęła i mnie przytuliła.
-A ty obiecaj, że to naprawisz.- powiedziała próbując rozładować napięcie, a ja tylko na to pokręciłem głową chichotając.
 Razem wróciliśmy do domu i kochaliśmy się tak, jak nigdy wcześniej. Pewnie was to nie zaskoczy, ale kilka tygodni później okazało się, że moja królowa nosi w sobie małą księżniczkę.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Biorąc pod uwagę fakt, że nie dam rady w najbliższym czasie napisać nowej części do Harry'ego
wygrzebałam kilka starych imagin'ów, które nie były tu wstawiane jeszcze.
Mam nadzieję, że się nie gniewacie.. mam sesję i urwanie głowy,
a zależy mi na stopniach ^^ 
Mam nadzieję, że się podoba :D 
Odpowiadając na pytanie o mój blog, ff.. nie wiem jak to nawet nazwać haha xD 
Więc postanowiłam go wznowić od lipca ^^ 
Wtedy będę miała sporo czasu i będę mogła dać z siebie wiele więcej niż podczas studiów i pracy równolegle :D 

#Maleńka

niedziela, 3 czerwca 2018

#My_Styles 17

 Wyszłam ze szkoły widząc moje wybawienie, a mianowicie Styles'a czekającego przy samochodzie. Jednak tym razem zamiast lustrować mnie zielonymi oczkami z tym swoim bezczelnym uśmiechem na ustach  był zajęty czymś innym. Bardziej nawet kimś innym.. w końcu Harry Styles - podrywacz i łamacz serc zawsze nim zostanie. Drobna brunetka trzepotała tymi swoimi gęstymi rzęsami wgapiając się w niego, a on wcale nie był jej dłużny. Postanowiłam  pozwolić tej uroczej parce podziwiać się nawzajem w spokoju i nie przerywać w rozbieraniu się wzrokiem. Odwróciłam się na pięcie i poszłam w stronę drogi do mojego domu. Nie, nie chciało mi się, ale nie miałam wyjścia ani też zamiaru przeszkadzać loczkowi.. i wcale nie jestem zazdrosna! Szłam już dobre 10 minut, a nawet nie byłam w połowie. Czemu ta cholerna szkoła jest tak daleko?!
-Niech cię chuj strzeli, Styles.- fuknęłam pod nosem, a później usłyszałam trąbienie za mną. Odwróciłam się i widok zielonookiego wcale nie zdziwił mnie. No raczej, że się zjawiłeś, idioto skończony. Zatrzymał się przy mnie i odsunął szybę.
-Czekałem na ciebie.- zmarszczył brwi pokazując swoją irytację.
-Uhmm.. widziałam. -parsknęłam obchodząc samochód i wchodząc od strony pasażera.
-Dobra. O co ci chodzi tym razem?- spytał ruszając, ale wciąż patrząc na mnie.
-Patrz na drogę jak prowadzisz. O nic.- odpowiedziałam sucho, a on przewrócił oczami.. ON.
-Nie ogarniam takich kobiet jak ty.- fuknął niezadowolony, ale zrobił co powiedziałam.
-Za to tą co wisiała na tobie ogarniasz idealnie.- bąknęłam pod nosem sama do siebie, a później usłyszałam jego wdzięczny śmiech przez który automatycznie dostałam ciarek.
-Jesteś popieprzona.- parsknął, a ja uniosłam jedną brew.
-Co proszę?- spytałam będąc na skraju załamania nerwowego.
-Minąłeś mój dom.- powiedziałam zauważając, że wcale się nie zatrzymał.
-Jesteś spostrzegawcza.- wyszczerzył się w moją stronę niczym pięciolatek, a ja przewróciłam oczami.
-A co do mojej uwagi.. jesteś zazdrosna o Wiolę. A nie masz o co.- powiedział wzruszając ramionami.
-Ja nie..- zaczęłam, ale nie dane było mi skończyć.
-To tylko koleżanka. Z resztą nawet nigdy z nią nie spałem, a to na prawdę wyczyn dla mnie.- zachichotał, a ja zrobiłam zniesmaczoną minę.
-To jest jakiś nowy wyznacznik znajomości? Seks?- spytałam wiedząc, że spał za pewnie przynajmniej z połową szkoły.
-Nie nazwałbym tego tak. Raczej uważam, że seks wyklucza inne stosunki. Jeszcze ktoś coś pomyśli.- powiedział, a ja zacisnęłam usta w wąską linię, kiedy on zajechał na spory parking.
-To co? Jak się prześpimy już nie będziemy rozmawiać?- powiedziałam lekkim tonem, chociaż w głębi gdzieś na prawdę głęboko.. gdzie nie dochodzi światło dzienne wiedziałam, że będzie mi brakować tych jego docinek.
-To nie tak.- powiedział zrezygnowanym tonem.
-A jak?- zachichotałam tak na prawdę tylko dlatego, ze było mi cholernie niezręcznie pytać o takie rzeczy.
-Z tobą idę na randkę.- wzruszył ramionami i popatrzył na mnie w inny sposób. Wstrzymałam oddech, bo bałam się, że jak zacznę znów oddychać to on przestanie tak patrzeć. Głupie, nie?
-N-no tak.- zająknęłam się przez co sama się skarciłam w duchu.
-No to chodźmy. Mam nadzieję, że nie umiesz grać w kręgle, bo chcę wygrać.- powiedział chichocząc, a ja zrobiłam wielkie oczy.
-Czekaj. Ty mnie zabrałeś na randkę TERAZ?- parsknęłam nie wiedząc czy się śmiać, czy też zacząć płakać.
-No, a to jakiś problem?- spytał wysiadając, a później pomógł mi też to zrobić.
-No popatrz na mnie.- powiedziałam machając rękami, a on uśmiechnął się i mogłam znów podziwiać jego dołeczki w policzkach. Boże, co dziś się ze mną dzieje?
-No ciężko mi oderwać od ciebie wzroku to prawda..- wymruczał przygryzając wargę i obejmując mnie w talii, a stado motyli w moim brzuchu niespokojnie się poruszyło.
-Raczej chodziło mi o to, że nie wyglądam wybitnie randkowo.- zachichotałam, kiedy musnął wargami skórę na mojej szyi, a jego loki delikatnie połaskotały mój policzek.
-Wyglądasz idealnie. A sukienki łatwiej się pozbyć niż spodni.- wyszeptał mi do ucha przez co czułam, że zalewa mnie rumieniec. Postanowiłam więc udawać niewzruszoną jak zwykle.
-Chodźmy.. chcę ci skopać dupę w kręglach.- wystawiłam mu język i ruszyłam w stronę wejścia.
-Oho! Widzę, że wracamy do normalności.- zaśmiał się i szybko mnie dogonił. Weszliśmy razem, przebraliśmy buty i już stałam przed torem, ale kompletnie nie miałam pojęcia co robić. Nigdy nie byłam na kręglach.
-Twoje piwo.- podał mi butelkę, a ja nie trudząc się w przelewanie do szklanki po prostu wzięłam kilka łyków z niej, a ten palant jak zwykle śmiał się ze mnie.
-Panie mają pierwszeństwo- powiedział i skinął głową na kule. Popatrzyłam na niego kpiącym wzrokiem.
-Leć pierwszy.. dam ci fory.- uśmiechnęłam się i miałam nadzieję, że brzmiało to sarkastycznie.
-No dobrze.. jak tam sobie chcesz, tylko później nie mów, że dlatego wygrałem.- powiedział nie przejmując się moimi docinkami i rzucił kulą. Może nie zwalił wszystkich kręgli, ale został tylko jeden pioneczek.
-Twoja kolej.- mruknął i podał mi kulę, która była cięższa niż wyglądała.
 Dziś będę przegrywem życiowym.


środa, 30 maja 2018

#My_Styles 16

   Reszta weekendu minęła na prawdę przyjemnie. Harry tego samego dnia pojechał, kiedy mój tata wrócił z pracy. Wolał dopilnować, żeby ten bydlak nie wrócił. Nawet z ojcem się lepiej dogadywałam przez te niecałe dwa dni, niż przez ostatnie dwa miesiące. Chyba powoli zaczynam się godzić z myślą, że tak musi być. Filip dzwonił do mnie dwa razy przepraszając, że nie zadzwonił po imprezie. Idealny, czyż nie? Problem tkwi w tym, że Styles ma na niego uczulenie i to inwazyjne.  *Może mogłabym dla niego zrezygnować z tych spotkań?* Takie głupie myśli właśnie mi przychodzą zaraz po przebudzeniu. W końcu nadszedł ten cholerny poniedziałek, którego nie powinno być. Zadzwonił mój budzik, a ja tylko przejechałam dłonią po nim, żeby wyłączyć.
-Przecież nie śpię, tempa dzido.- fuknęłam pod nosem i sturlałam się z łóżka. Wczoraj brałam prysznic, więc postanowiłam darować sobie jeszcze poranny i tylko przemyłam wodą twarz w celu obudzenia się na dobre. Oczywiście zaraz po tej czynności zeszłam na dół po eliksir mocy i wróciłam do królestwa już z pełnym jego kubkiem. Stanęłam przed lustrem i popatrzyłam na siebie. Dziś chcę wyglądać dobrze. Na pewno też macie takie dni. Po prostu wstajesz i masz ochotę wyglądać ładnie.. tak po prostu. Nałożyłam podkład, podkreśliłam różem moje i tak już widoczne kości policzkowe i zrobiłam idealne kreski na powiekach. Teraz najgorsza część porannej rutyny pt.'nie mam w co się ubrać, a na dodatek szafa mi się nie domyka'. Otworzyłam moją osobistą 'garderobę' i skanowałam ją wzrokiem nie zauważyłam coś co mnie zainteresowało. Wyjęłam zdobycz ostatnich polowań na szmateksie (nie mówcie, ze tylko ja tam chodzę xD) i spojrzałam. Tak, będzie idealna. Ubrałam sukienkę, a następnie czarne rajstopki z wzorem podkolanówek, których tak na prawdę nie było. Przejrzałam się w lustrze kilka razy obracając się dookoła własnej osi. Na prawdę mi się podobało to, jak wyglądałam, dziewczęco i nieswojo. Miałam na sobie lecącą, bardzo wiosenną jednolitą sukienkę o kolorze brudnego różu i rękawkami trzy czwarte.  Była dopasowana do górnych partii ciała, a po minięciu linii talii robiła się luźna i swobodnie opadała na dół. Nałożyłam swoje botki w których tak na prawdę chodziłam calusieńki rok, a nie tylko w ziemie. Dopiłam kawę i umyłam zęby, po czym usłyszałam trąbienie. No tak.. zapomniałam, że ten debil przyjeżdża po mnie. Machnęłam mu ręką przez okno, żeby się zamknął i zeszłam na dół spotykając tam zaspaną rodzicielkę. 
-Dzień dobry, śpiochu.- powiedziałam, ucałowałam ją w policzek i wyszłam. Tak, zdziwienie malowało się na jej twarzy, ale czy ja nie miałam prawa mieć lepszego dnia? Weszłam do samochodu szczerząc się do Styles'a i mając nadzieję, że tego nie zepsuje.
-Zabiłaś kogoś, czy dostałaś porażenia twarzy?- powiedział po czym uśmiechnął się równie szeroko co ja, a dołeczki w jego policzkach się uwydatniły. 
-Jak zwykle czarujący.- parsknęłam i przewróciłam oczami, a on ruszył kiedy zapięłam pasy.
-Ładnie wyglądasz, powiedział już mniej zaczepliwie i raczej normalnie, tak jak wczoraj się zachowywał. Nadal nie mogłam wrzucić z mojej głowy to, jak bardzo się zmartwił o mnie. Nie miałam zbytnio czasu już o tym myśleć, bo właśnie zajechaliśmy na szkolny parking. Wysiadłam, a loczek zrobił to samo. Już szłam w stronę głównego wejścia, kiedy poczułam ciężkie ramie, które leżało na moich barkach.
-To będzie dobry dzień, nie uważasz?- wyszczerzył się Styles, a ja uniosłam brwi. O co mu chodzi? 
-Taaak, będzie dobry, jeśli mi go nie zepsujesz.- parsknęłam wytykając mu język i podeszłam do swojej szafki. Czemu do cholery wszyscy się na mnie gapią!? Zamknęłam szafkę, a on nadal patrzył na mnie zagadkowym wzrokiem, który zarazem mnie przerażał i pociągał. 
-Co zrobiłeś?- spytałam splatając ze sobą ramiona i unosząc jedną brew w geście wyczekiwania odpowiedzi.
-No myślałem, że nie spytasz.- zachichotał, a ja skarciłam się w duchu za to, że nie zauważyłam jego dziwnego zachowania wcześniej. Teraz to się zestresowałam.
-Alee.. nie będziesz krzyczeć?- powiedział jak małe dziecko, a ja po prostu nie mogłam sienie uśmiechnąć na tak infantylne zachowanie. 
-Po prostu mów.- parsknęłam z lekkim uśmiechem pod nosem. 
-Pokażę ci.- powiedział szczerząc się, a ja tym razem się wystraszyłam.
-Nie mogłem się powstrzymać.- mruknął pod nosem i przytrzymał telefon przed moją twarzą tak, żeby idealnie widziała co na nim jest. Zabiję go. Otworzyłam szerzej oczy i nie wiedziałam, czy żartuje, czy nie. Kompletnie już zapomniałam o tym, ze nadal nie odzyskałam insta. Tak, dokładnie rozpoznałam miejsce i sytuacje. Zdjęcie przestawiało na pierwszym planie Harry'ego, który robił selfie (bez koszulki z resztą) w dość słabym świetle, a w tle spałam ja tuląca się do kołderki. To było po tej imprezie, za pewne kiedy wstał wcześniej ode mnie. Spojrzałam na opis..
Pierwsza wspólna noc.. xoxo
-Ciebie do końca popieprzyło?- spytałam zaciskając zęby, żeby nie krzyknąć. 
-Nie podoba ci się.- powiedział jak gdyby spodziewał się innej odpowiedzi i zmarszczył brwi. 
-A miało?- parsknęłam sama zaczynając mieć z tej chorej sytuacji niezły ubaw. 
-Większości by się podobało. wzruszył ramionami.
-I tak nie usunę.- wytknął w moją stronę jeżyk, a ja westchnęłam pod nosem. Przecież i tak nie wygram.. dupek jak się na coś uprze to koniec. 
-Ok.- powiedziałam spokojnie, a on popatrzył na mnie jakbym zwariowała.
-Co?- uniósł brwi- tyko ok? Zero krzyków, protestów czy wyzwisk?- parsknął uśmiechając się.
-A czy jak je wszystkie użyję to usuniesz?- spytałam retorycznie, a on tylko się uśmiechnął.
-Umów się ze mną.- powiedział a ja wzruszyłam ramionami.
-Przecież mam przyjść w weekend.- powiedziałam ruszając w stronę sali, gdzie mieliśmy mieć sztukę.
-Nie o to mi chodzi.. nie na seks.- powiedział, a ja rozejrzałam się czy ktoś nie słyszał. Nie chcę, zęby myśleli, że nowa jest dziwką. Mimo, że coraz mniej mi do tego brakuje.
-Chodź ze mną na randkę.- powiedział nie pozwalając mi otworzyć drzwi od sali. Popatrzyłam na niego nie spodziewając się kompletnie tak dziwnego obrotu spraw. 
-Na randkę.- powiedziałam jakby próbując sobie to uzmysłowić i pojąc sens tego słowa.
-Tak.- odpowiedział szybko loczek, a ja skinęłam głową.
-Zgadzasz się?- spytał chyba dziwiąc się nie mniej ode mnie CO ja do cholery robię?
-Tak, Harry. Zgadzam się.- zachichotałam i nie mam pojęcia kiedy oderwałam się od ziemi, ale właśnie loczek mnie obracał w kółko na swoich rękach, a ja się zaśmiałam. 
-Nie będziesz żałowała.- powiedział i otworzył przede mną drzwi A więc jednak ma jakieś maniery. Przeprosiłam nauczyciela za spóźnienie i usiadłam na swoim miejscu obok kochanego geja, ale nie odezwałam się słowem do końca lekcji. Tak po prostu siedziałam wgapiając się z uśmiechem na ustach w nauczyciela. Tak analizując to za pewne pomyślał, że jestem przynajmniej nieźle opętana, skoro nie odrywałam od niego wzroku. Ale uśmiech nie wynikał z jego nawet nie najgorszej apariencji, ale z tego, że właściwie może zwariowałam, ale cieszyłam się, że idę ze Styles'em na RANDKĘ. Może jednak nie byłam tylko panienką od seksu. 
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam misie ;* 
Jak obiecałam jest rozdział..
dziękuję baaardzo bardzo za każdy jeden komentarz. 
Zauważyłam, że wiele osób pisze o moim drugim blogu
http://toodangergirl.blogspot.com/
Nie wiedziałam, że ktokolwiek wraca do niego, ale zainspirowałyście mnie do ponownego przeczytania go ^^ 
Bardzo poważnie się zastanawiam aktualnie nad jego 'reanimacją' haha xd
Piszcie czy czytałybyście, gdybym postanowiła jednak pociągnąć go kilka (dziesiąt) rozdziałów jeszcze c: 
Dobranoooc ♥

#Maleńka

sobota, 26 maja 2018

#My_Styles 15

 Czekałam w napięciu, aż ojciec pofatyguje się otworzyć drzwi, ale na moje pukanie i dzwonienie odpowiadała głucha cisza.
-Zrób krok w tył.- powiedziałam już naburmuszona.. pierwszy weekend u niego i już go nie ma. Styles bez zbędnych kłótni ruszył się do tyłu, a ja podniosłam wycieraczkę i wzięłam kluczyk. Tak, on często zapominał kluczy w domu, a drzwi zamykają się automatycznie, więc tak na wszelki wypadek zawsze jest tu klucz. Otworzyłam drzwi i weszłam, a loczek podążył za mną. Zamknął drzwi i stanął w korytarzu po czym zaczął ściągać buty. Ja się tym nie przejmowałam, bo po co? On się nie przejmuje niczym.
-Kawa?- spytałam neutralnym, zimnym tonem, którego używam kiedy jestem zdenerwowana.
-Um.. tak, jakakolwiek, bez mleka.- powiedział i wziął z powrotem torbę.
-A to gdzie?- spytał unosząc ja wyżej, a ja otwarłam drzwi do mojego pokoju. Wszystko tak, jak zostawiłam. Idealnie pościelone łóżko, zapełnione pamiątkami z wycieczek szkolnych pułki, zdjęcia ze znajomymi wiszące na sznureczku i... oczywiście, że tego nie zrobił. Prosiłam, żeby coś zrobił z tą deską, ale nie. Pewnie nie miał czasu. Spojrzałam na wyskrobane kaligraficznie 'kocham Cię' na desce wzdłuż łóżka. Przecież całego łóżka nie wywalę. Zamarłam zapatrywując się w napis, aż poczułam dłonie na swojej talii.
-Uspokój się.- wyszeptał mi loczek do ucha, a jego włosy połaskotały moją skroń. O tak, teraz mi potrzebny.
-Chodź zrobimy sobie kawkę, hm? -spytał i pociągnął mnie lekko za rękę. Podążyłam za nim do kuchni, gdzie leżała karteczka. 'Wrócę późno, spotkaj się ze znajomymi, wypadło mi coś w pracy. Kocham Cię, tata'.
-Milutko.- parsknęłam pod nosem i wyrzuciłam kartkę do kosza. Wstawiłam wodę i zasypałam dwie kawy, po czym on je zalał. Usiedliśmy na przeciwko siebie, a on nie komentował w ogóle zaistniałej sytuacji i byłam mu za to wdzięczna.
-To gdzie dziś idziemy?- spytał szczerząc się jak dzieciak.
-Jak to?- zmarszczyłam brwi nie wiedząc o co mu chodzi.
-Dawno mnie nie było w Londynie, a ty masz dużo czasu, więc możemy gdzieś połazić. Wiesz, Lonon Eye, jakieś wesołe miasteczko, jedzenie, dużo jedzenia, dyskoteka?- spytał śmiesznie unosząc brwi, a ja zachichotałam.
-Bo wiesz.. chciałbym z tobą zatańczyć po popisie, który dałaś na ostatniej domówce. Podobało mi się.- powiedział jeżdżąc palcami po moich knykciach. Kiedy on położył swoją dłoń na mojej?
-A może zaczniemy od filmu?- spytałam mając ochotę obejrzeć coś, co by mi pozwoliło się jakoś oderwać od rzeczywistości.
-Wolisz kino, czy kanapę?- spytał nadal delikatnie poruszając opuszkami na mojej dłoni.
-Łóżko.- parsknęłam i zobaczyłam cwany uśmieszek, który się pojawił, kiedy usłyszał moją odpowiedź.
-No to na co czekamy? -spytał i kompletnie już przechylił kubek wypijając resztę jego zawartości po czym podszedł do mnie i pociągnął za dłonie w taki sposób, żebym wstała, więc tak też zrobiłam, ale on nie ruszył się z miejsca, tylko wpatrywał we mnie.
-Mam coś na twarzy?- spytałam zaczynając się śmiać, a on tylko pokiwał przecząco głową i powoli się pochylił w moją stronę, a ja nawet nie będąc tego do końca świadoma wstrzymałam oddech. Co się ze mną ostatnio dzieje do cholery?
-Jesteś piękna.- wyszeptał niemal do moich ust, a ja mimowolnie lekko się uśmiechnęłam. Najpierw delikatnie musnął moje usta swoimi.. ale on miał miękkie i pełne usta. Oderwał i zrobił to znów, ale tym razem swoje ręce przeniósł na moje policzki i gładził je kciukiem. Odsunął się nieco i założył mi włosy za ucho.
-Fajny kolor.- powiedział zaczepialsko i później ruszył w stronę mojego pokoju, a ja niemal jak posłuszna owieczka szłam krok w krok za nim. Co to miało być? To takie nie w jego stylu.
-Co oglądamy? -spytałam rzucając się na łóżko i wskazując laptopa, a on od razu zrobił to samo co ja i położył się obok mnie, nadal patrząc tym dziwnym wzrokiem na mnie.
-Zaczynam się bać świrze.- powiedziałam nieco poważniej, a on zmarszczył brwi.
-Czego? - spytał wzruszając ramionami.
-Dziwnie się zachowujesz. Cały czas się we mnie wpatrujesz.- pokazałam mu palec wskazujący.
-Po drugie nie jesteś złośliwy.- wymieniłam i pokazałam tym razem dwa palce.
-A po trzecie nigdy mnie nie całowałeś tak.. tak dziwnie..- powiedziałam zmieszana i uzmysłowiłam sobie, że brzmi to, jakby to było przynajmniej coś złego.
-Myślałem, że dziewczyny to lubią.. ale ty się czepiasz.- mruknął z wyrzutem widocznie się denerwując i pesząc w jednym.
-To ty się zachowujesz jakbyś nagle stał się pieprzonym Romeo!- warknęłam tak na prawdę wyładowując na nim złość z całego dnia.
-Ok! Rozumiem, że wolisz jak się zachowuję jak lubiący wszystko pieprzyć kutas!- uniósł głos i przysunął się do mnie.
-Jeśli tak, to może tak być. O właśnie tak.- dodał jeszcze i wpił się mocno w moje usta od razu. Na początku byłam w szoku, ale po chwili rozchyliłam usta pozwalając mu masować moje podniebienie językiem. Nawet nie walczyłam o dominację, bo nie miałam szans. Jego ręce błądziły po całym moim ciele zahaczając o pełniejsze kształty. Zrobiło się na prawdę gorąco i mój oddech, tak samo z resztą jak jego zrobił się nieregularny. Nie mam pojęcia kiedy się położyliśmy, ale leżałam pod nim, a on mi ściągał bluzę. Zsunęłam ją z siebie, a jego usta z moich warg powędrowały na szyję. Położyłam jedną dłoń na jego karku wplątując palce w loki, a drugą oparłam na plecach. Starałam się uspokoić ciężki oddech, ale nie wychodziło mi to, ponieważ coraz to kolejne fale gorąca mnie oblewały, kiedy loczek składał mokre pocałunki na aktualnie moim barku i nadal schodził niżej rękami już pieszcząc moje piersi, które jeszcze były pod materiałem bielizny.
-H-harry..- zaczęłam, a on przycisnął swoje dolne partie ciała do moich. Nawet przez materiał naszych ciuchów mogłam bez trudności poczuć jego twardą erekcję.
-Doprowadzasz mnie do skrajności.- wyszeptał mi do ucha i znów zrobił to co przed chwilą, a ja westchnęłam głośniej na co się uśmiechnął.
-Spodobałoby ci się.- musnął mój policzek.
-Ktoś dzwoni.- powiedziałam między kolejnymi ciężkimi oddechami, a on się odsunął jak poparzony.
-To może być twój ojciec.- powiedział wystraszony, a ja się uśmiechnęłam pod nosem.
-On by po prostu wszedł.. drugi powód to okres. Nie skończył mi się od wczoraj, geniuszu.- mruknęłam rozgoryczona wstając i zakładając bluzę.
-Cholera..- przeklął pod nosem.
-Pójdę sprawdzić kto to.- powiedziałam, kiedy osobnik za drzwiami oprócz dzwonienia zaczął też walić w drzwi.
-To ja tu poczekam.- powiedział i jeszcze cmoknął mnie w czoło, a po mnie znów spłynęły te cholerne dreszcze. Skinęłam głową i niemal pędem ruszyłam do drzwi. Nie myśląc nawet, żeby spojrzeć przez 'judasza', przekręciłam górny zamek i otwarłam drewnianą powłokę. Pożałowałam tego od razu, kiedy zobaczyłam kto stoi po drugiej stronie. Chciałam zamknąć drzwi z powrotem w tej samej sekundzie w której zobaczyłam chłopaka, ale on podsunął nogę, która mi to uniemożliwiła. Otwarłam z powrotem przybierając wyraz twarzy zimnej suki. No dalej.. tyle razy wyobrażałaś sobie tą sytuację.. oczywiście, że miałam wymyślone kwestie, które mu powiem, kiedy będzie chciał do mnie wrócić, kiedy się spotkamy twarzą w twarz. Nie brałam jednak pod uwagi tego, ze na prawdę się tak stanie, a ja zapomnę te wszystkie błyskotliwe myśli.
-Porozmawiajmy.- powiedział, a ja uniosłam 'znudzona' brwi.
-Kawę też mam ci zaparzyć? - parsknęłam i na prawdę zdziwiłam się, że mój głos jest tak silny i pozbawiony wszelkich uczuć.
-Nie musisz być złośliwa.- powiedział zbolałym głosem, a ja uniosłam w kpiącym odruchu kąciki ust.
-Zmieniłaś się.- powiedział biorąc w palce jeden kosmyk moich włosów, a ja się odsunęłam.
-Skąd wiesz, że tu jestem?- spytałam ignorując jego poprzednią uwagę.
-Babcia.- wzruszył ramionami, a ja sobie przypomniałam, że przecież jest moją (już byłą) sąsiadką. Tak, donosiła mu o wszystkim, nie cierpiałam tej kobiety.
-Wpuścisz mnie?-spytał już robiąc krok w przód nie czekając na moją odpowiedź. Ja dalej w niezłym szoku stałam trzymając drzwi, ale otrząsnęłam się i trzasnęłam tymi cholernymi drzwiami, żeby chociaż trochę się uspokoić.
-A nie powiedziała ci, że nie przyszła sama?- usłyszałam głos z charakterystyczną chrypką i odwróciłam się w błyskawicznym tempie, żeby zobaczyć jak Harry stoi w drzwiach uśmiechnięty od ucha do ucha na przeciwko tego cholernego idioty.
-Kto to jest?- spytał Alex odwracając się tym razem w moją stronie i ignorując Styles'a. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Loczek podszedł i złapał mnie w talii.
-Czy ty myślałeś, że długo będzie po tobie rozpaczała?- parsknął najwidoczniej świetnie się bawiąc, a ja wcale nie miałam mu tego za złe, bo właśnie widziałam jak się w nim gotuje.
-Czyli to prawda co mówią.- pokręcił głową w dezaprobacie.
-A co takiego mówią.- warknęłam.
-Wiesz, że puszczając się nie zrobisz mi na złość. Mogę ci wybaczyć.- powiedział kompletnie poważnie, a ja pierw otwarłam szerzej oczy i nawet nie wiedziałam kiedy moja mała piąstka z zadziwiająco dużą siłą zetknęła się z jego twarzą. Tak. Rzuciłem się na mojego byłego z pięściami.
-Jesteś nienormalna!- krzyknął i odepchnął mnie z większą siłą, niż ja w ogóle posiadałam przez co upadłam.
-Radziłbym trzymać ci ręce przy sobie.- powiedział groźnie Harry, który za pewne był w takim samym szoku co ja. On teraz rzucił się na chłopaka. Pchnął go po czym uderzył i jestem pewna, że to go zabolało bardziej niż mój cios. Złapał za jego koszulkę. Alex nie miał przy nim szans. Jego ciało było szczupłe i kompletnie pozbawione jakichkolwiek mięśni.
-Grzecznie wyjdziesz, czy mam cię wypierdolić na klatkę?- spytał wściekłym głosem loczek, a ja wstałam i przyglądałam się całej sytuacji. Rozcięty łuk brwiowy i obity policzek. Tylko tyle, a wyglądał już kompletnie inaczej. Zabolało mnie to, co powiedział.
-Stary, odpuść.. nic do ciebie nie mam, wyjdę.- powiedział i uniósł dłonie do góry w geście poddania. Harry popatrzył na mnie, a ja skinęłam głową. Nie potrzebny mi ani jemu drugi wieczór na policji.
-Wypierdalaj stąd nim się rozmyślę, szczylu.- syknął mu jeszcze w twarz i puścił. Szatyn od razu ruszył w stronę drzwi, ale przy nich się odwrócił jeszcze i spojrzał na mnie.
-A tak w ogóle to teraz nie dość, że się zachowujesz to też twój nowy image też jest dziwkarski.- powiedział z uśmiechem, a ja zobaczyłam kątem oka jak loczek szybkim krokiem ruszył w jego stronę.
-Stój.- powiedziałam, a on o dziwo zatrzymał się w połowie kroku i spojrzał na mnie niezrozumiałym wzrokiem. Alex wyszedł trzaskając drzwiami, a ja podeszłam i przekręciłam zamek na wypadek, gdyby chciał wrócić i powiedzieć mi jeszcze kilka miłych słów.
-W porządku?- spytał Styles unosząc dłonią moją głowę, aby móc spojrzeć mi w oczy. Nie. Nic nie było w porządku. Bolał mnie każdy kawałek cholernej duszy. Jak ja mogłam kochać tego człowieka?
-Tak.- uśmiechnęłam się słabo, ale w błyskawicznym tempie wtuliłam się w jego ciało opierając głowę na jego torsie i zamknęłam szczelnie oczy, aby nie pozwolić łzom, które czułam wypłynąć. Na początku Harry nie zareagował, ale zaraz mocniej przycisnął moje ciało do swojego. Głaszcząc włosy w geście uspokojenia mnie.
-Wiesz, że jeszcze mogę go dogonić?- powiedział napiętym głosem, a ja wiedziałam, że nie żartował.
-Jest w porządku.- mruknęłam odrywając się.
-Dziękuję.- posłałam mu lekki uśmiech i uniosłam jego dłoń.
-Może przyłożymy ci jakiś okład?- mruknęłam patrząc na jego kostki, ale nie widziałam ani śladu po jego uderzeniach.
-Mi nie.. ale tobie by się zdecydowanie przydał.- zachichotał unosząc moją prawą dłoń. Dopiero teraz zauważyłam czerwone i nieco nabrzmiałe kostki. Nawet nie czułam wcześniej, żeby mnie cokolwiek bolało.  Jak to możliwe? Przecież uderzyłam go tylko raz. Loczek uniósł moją dłoń i ją pocałował.
-Muszę powiedzieć, że zaimponowałaś mi, ale następnym razem nie celuj w kość, bo ciebie będzie bardziej bolało niż jego.- uśmiechnął się i pociągnął w stronę kuchni po czym otworzył zamrażalnik i wyjął jakieś mrożonki i delikatnie przyłożył z ogromną precyzją do obolałych miejsc. Miałam okazję dokładnie przeanalizować jego rysy twarzy. On na prawdę jest niesamowicie przystojny. Nie wiem jakim cudem nie zauważyłam tego wcześniej.. znaczy wiedziałam, że jest, ale nie myślałam, że aż tak.
-Zabiorę cię kiedyś na siłownie. Pokażę ci gdzie uderzać i jak to robić.- wymruczał nadal patrząc na moją rękę.
-Wystarczy. Może, nie umrę.- odsunęłam jego dłoń, a jak spojrzał na mnie to się uśmiechnęłam, żeby dodać mu pewności, że wszystko w porządku.
-Skąd wiesz, gdzie uderzać?- spytałam po prostu ciekawa, a on schował mrożonki na swoje miejsce.
-Boks. Uczyłem się walczyć.- wzruszył ramionami.
-A walczysz?- spytałam wiedząc, że ot niebezpiecznie.
-Czasem.- powiedział nieco zirytowany, a mi się to nie spodobało.
-Gdzie? Chciałabym kiedyś zobaczyć.- skłamałam, chcąc dowiedzieć się czegoś więcej, ale on podszedł do mnie i cmoknął mnie w nos.
-Jesteś zbyt ciekawska, a mnie ciekawi co z tym filmem?- obszedł moje pytanie i pociągnął do pokoju. Postanowiłam odpuścić. Tym razem.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Parę minut po 20, ale jest.
Napisałam dłuższy, ponieważ chwilę musiałyście czekać ;)
Proszę też o wyrozumiałość, bo jestem tuż przed sesją i nie dam rady wstawiać codziennie nowej części, mimo, że się staram pisać jak najwięcej ^^ 
Cieszy mnie ogromnie wasza spora aktywność i mocno motywuje.
Mam nadzieję, że się podoba :p

#Maleńka

środa, 23 maja 2018

#My_Styles 14

  Kutas wyszedł, a ja ubrałam się i spakowałam torbę wiedząc, że dzisiejszy dzień spędzę w autobusie jadąc do taty. Tak, 'podzielili' się mną. W co drugi tydzień będę kończyła u ojca, a on pewnie nie będzie miał czasu dla mnie, jak przez ostatnie kilkanaście lat. Ubrałam jedną z krótszych cienkich bluz zakładanych przez głowę i naciągnęłam kaptur, do tego czarne legginsy z wyższym stanem i moje białe schodzone conversy. Zero makijażu.. przeczesałam włosy szczotką i już byłam gotowa. Wzięłam sporą torbę i upewniłam się dwa razy czy mam telefon i słuchawki po czym zeszłam z powrotem na dół.
-Jadę do ojca mego, matko.- powiedziałam dramatycznym głosem wychylając się za dom, a ona tylko wstała nad krzaczki, które mają być kiedyś porzeczkami i przewróciła oczami.
-Bądź dla niego miła.- powiedziała i znów zatopiła się w zieleni. Nic nie odpowiedziałam tylko wyszłam podążając w stronę przystanku. Im bliżej niego byłam, tym bardziej przeczuwałam, ze to zły pomysł. Przecież mogę spokojnie spotkać tego idiotę.. Jacob'a. Włożyłam słuchawki do uszu i szłam dalej, niekoniecznie mi się spieszyło, więc chyba nie zdziwi was fakt, że nie pędziłam. Nie spieszyłam się dopóki nie zobaczyłam jak mija mnie mój busik w ekspresowym tempie. Spojrzałam na zegarek i..
-O cholera!- pisnęłam i rzuciłam się w pędzie w stronę przystanku, który był jeszcze kawałek dalej i to spory kawałek. Miałam nadzieję, że kierowca zauważył jak biegnę w jego stronę i będzie na tyle miły, żeby poczekać. Oczywiście nadzieja matką głupich. Teraz to powiedzenie pokazało, że wcale nie jest tak bezpodstawne jak wszyscy myślą. Mimo mojego sprintu kierowca miał mnie w dupie i pojechał dalej. Padłam na ławkę przystanku i rzuciłam torbą o ziemię.
-Zajebiście.- warknęłam zdyszana i spojrzałam na rozkład jazdy. To zadupie ma tylko 2 autobusy, a drugi jest wieczorem. Akurat musiałyśmy przyjechać tu, skąd wszędzie jest daleko. Wyjęłam telefon i zrobiłam jedyne co na razie mi przychodziło w ogóle do głowy. Wybrałam numer i przyłożyłam komórkę do ucha. Jeden sygnał, drugi, trzeci.
-Już się stęskniłaś, czy okres ci się skończył?- usłyszałam ten ironiczny głos po drugiej stronie i stwierdziłam, że wczorajsze zachowanie musiało być spowodowane nadmiarem alkoholu w jego organizmie.
-Masz ochotę się wyrwać z domu?- spytałam i usłyszałam jego dźwięczny śmiech.
-A co masz mi do zaoferowania?- spytał normalnie ale już słyszałam jak wychodzi z budynku.
-Czy moje towarzystwo to za mało? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie dobrze wiedząc, że dla niego to o wiele za mało.
-A tak poważnie to co jest? Musisz być bardzo zdesperowana.- parsknął, a ja przewróciłam oczami i mimo, że mnie nie widział byłam pewna, że wie co zrobiłam.
-Uciekł mi autobus do Londynu.- warknęłam, a on się zaśmiał.
-Wiesz, że to jest ponad 3 godziny stąd?- spytał wiedząc, że jest moim ostatnim wyjściem.
-Podwieziesz mnie, czy mam poprosić Filipa?- spytałam znudzonym głosem. Nie lubię jak ludzie myślą, że jestem od nich zależna.
-Już jadę.- odparł mniej ironicznym głosem.
-Czekam na przystanku, skarbie.- mruknęłam ironicznie i się rozłączyłam. To będzie ciekawy wyjazd.. na pewno ciekawszy niż planowałam. Nie musiałam długo czekać, bo zaledwie 10 minut później zjawił się czarny samochód Harry'ego. Tak, nie mam pojęcia co to za firma i nie, nie kryję się z tym, że gówno mnie to obchodzi. Był ładny i czarny.
-Zamawiała Pani taxi?- spytał uchylając szybę, a ja przewróciłam oczami. Znów. Chłopak wyszedł i podniósł moją białą, ale już nie do końca, torbę po czym wrzucił ja do bagażnika i otworzył mi drzwi, a ja wszystkiemu się przyglądałam z kpiną wypisaną na twarzy.
-Och, dziękuję Haroldzie.- powiedziałam podchodząc do drzwi jak najbardziej dostojnie umiałam, a później cmoknęłam lekko loczka w usta i chciałam się oderwać by wsiąść. Niestety on miał inny plan, Złapał mnie w talii i przywarł swoimi ustami mocniej, niż ja to zrobiłam. Później jego język wślizgnął się, aby się bawić moim.
-Już się nie gniewasz?- spytał jak już szedł w stronę siedzenia pasażera, a ja wzruszyłam ramionami.
-Jak dożyję do Londynu to się nie będę gniewała.- mruknęłam i oparłam głowę o szybę przyglądając się jak wyjeżdża na drogę, a później skupia się na niej.
-Wyglądasz seksowanie jak prowadzisz.- powiedziałam na głos wcale nie mając takiego zamiaru i odwróciłam głowę w stronę szyby prostując się.
-A ty uroczo jak się peszysz.- zachichotał i położył dłoń na moim udzie.
-Zadzwoniłabyś po tego dupka?- spytał niby na lajcie.
-Gdybym nie miała wyjścia pewnie tak.- odparłam przyglądając się jego reakcji, ale on milczał, a tylko jego żuchwa nieznacznie się napięła.
-Jadłaś coś?- spytał za pewne widząc Mc Donald'a na horyzoncie, a mi jak na zawołanie zaburczało w brzuchu.
-Nie koniecznie.- powiedziałam, kiedy zaczął chichotać i zajechał na drive'a. Zamówił dla mnie nuggetsy, frytki i colę, a sobie wrapa. Kiedy już mieliśmy swoje zamówienie za które w całości zapłacił loczek, ruszyliśmy w dalszą drogę. Przez chwilę bawiliśmy się w odgadywanie wokalistów z utworów radia, ale kiedy pomylił Beyonce z Rihanną postanowiłam, że na tym się kończy nasza zabawa, bo jest muzycznym analfabetą. Siedziałam wbijając wzrok w przewijające się za oknem drzewa, kiedy on zaczął śpiewać razem z wokalistą 'She will be loved'. Spojrzałam na niego oczami wielkości pięciozłotówek za pewnie, bo zaczął się śmiać i przestał śpiewać.
-No co?- spytał zerkając to na mnie to na drogę.
-Ty umiesz śpiewać.- mruknęłam i położyłam swoją dłoń na jego właściwie zapominając, że ona wciąż tam jest. Nie przejmując się tym zbytnio odwróciłam się do tyłu i wzięłam bluzę leżącą na tylnym siedzeniu, którą zauważyłam przy wsiadaniu po czym poskładałam ją i wsunęłam między moją głowę a szybę.
-Tak, możesz?- powiedział zielonooki, a ja tylko uśmiechnęłam się i wystawiłam mu język przymykając oczy przy miłym nuceniu Harry'ego do piosenek.
***

-Hej, królewno!- poczułam jak ktoś mnie szturcha i w pierwszym momencie nie miałam pojęcia co się dzieje. Rozejrzałam się i powoli ogarnęłam gdzie jestem, aż mój wzrok wylądował na uśmiechniętej twarzy Styles'a.
-Czemu mnie budzisz?- spytałam z wyrzutem.. tak wygodnie mi się spało!
-Zatrzymałem się na stacji.. jesteśmy w Londynie, potrzebuję adres.- wyjaśnił, a ja pokiwałam głową.
-Brothers St. 8/22.- wymruczałam po czym z powrotem zamknęłam oczy słuchając dźwięcznego śmiechu tego dupka, który potrafi być w porządku jeśli tyko chce. Niestety już nie zasnęłam, ale najzwyczajniej w świecie nie chciało mi się otwierać oczu. Wyprostowałam się dopiero gdy poczułam, że samochód zgasł. 
-To co? Idziemy?- spytał, a ja popatrzyłam na niego spod mrużonych powiek.
-My?- parsknęłam, a on wyszczerzył się w kolejnym firmowym uśmiechu.
-No przynajmniej kawę możesz mi fundnąć.- powiedział i nie oczekując na moją odpowiedź wyszedł i wziął bagaż z bagażnika. Wyszłam z anim wiedząc, że właściwie to ma rację Wykorzystałam go i powinnam była chociaż mu zaproponować coś do jedzenia czy picia. 
-No to chodźmy.- powiedziałam nieco milej chcąc mu wynagrodzić jakoś te kilometry, które ze mną przebył. Weszliśmy do klatki za jakimś mężczyznom, więc nie musiałam specjalnie dzwonić domofonem. Wchodziłam po schodach czując wzrok loczka na swoim tyłku. Nie będę ukrywała, że specjalnie bardziej się wypinałam wchodząc po tych cholernych schodach, bo byłam świadoma, że on to wykorzystuje, więc niech cierpi. 
-Robisz to specjalnie.- wymruczał, kiedy ja już zadzwoniłam dzwonkiem do mieszkania.
-Ale co?- udałam niewiniątko cwano się uśmiechając, a on tylko pokręcił głową w dezaprobacie, ale jednak chichocząc.

poniedziałek, 21 maja 2018

#My_Styles 13

Zostawiłam loczka samego w łazience, ale jak łatwo się domyślić nie pozostał tam na długo.
-Uważasz, że mój kutas jest uroczy?- spytał unosząc jedną brew, a ja wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem. On przez cały czas zabijał mnie wzrokiem.. pomyśleć, że mogłam urazić jego wielkie ego.
-Chodź spać, idioto.- parsknęłam i ułożyłam się pod ciepłą kołderką, wtulając się w poduszkę. Loczek zgasił światło i o dziwo bez zbędnego gadania położył koło mnie pod kołdrą. On jest jak jakiś pierdolony grzejnik. Przysięgam 40+ do temperatury łóżka wniósł.
-Dobranoc, maleństwo.- szepnął mi do ucha, odwrócił się do mnie plecami i już nic nie mówił. To wystarczyło. Tak dziwne zachowanie z jego strony wystarczyło do kolejnej godziny leżenia i patrzenia się w sufit. Maleństwo? Bez żadnych dogryzek, zaczepek, mokrych pocałunków czy też rąk tam, gdzie nie powinny być? Co się z nim stało.
-Śpisz?- spytałam szeptem, ale odpowiedziała mi cisza.
-Śpisz?!- tym razem powiedziałam głośniej nieco się kokosząc w łóżku i przez 'przypadek' go szturchając.
-Co tam? -spytał odwracając się, zaspanym głosem.
-Czemu jesteś miły?-spytałam podejrzliwym głosem i niemal widziałam jak przewraca oczami, mimo, że było ciemno.
-Jesteś popieprzona.- zachichotał i przyciągnął mnie do siebie.
-Po prostu śpij.- mruknął nie denerwując się, że go obudziłam i wtulił w moje włosy. Nie pasowało mi w tym wszystkim jego zachowanie.. musiał mieć dobry seks z tą blondyną.
***
 Przekręciłam się na drugi bok i przykryłam szczelniej kołdrą. Brakowało mi tu czegoś. Otworzyłam oczy i zobaczyłam.. raczej nie zobaczyłam nikogo obok mnie. Pustka. Od razu się obudziłam i usiadłam. Drzwi otwarte, więc musiał wyjść. Pewnie wrócił do domu, w końcu wytrzeźwiał. Mozolnie się sturlałam z łóżka.. nawet w sobotę się nie wyśpię. 
-Kawa.- wyszeptałam sama do siebie i niemal półprzytomna schodziłam po schodach kompletnie nie zważając na śmiechy dobiegające z salonu. Wstawiłam ekspres, policzyłam do 60-ciu i gotowe. Wzięłam swój eliksir i postanowiłam przywitać się z gośćmi.. mama dawno się tak nie śmiała. Weszłam do salonu i zachłysnęłam się kawą plując na wszystkie strony. Jak już się uspokoiłam i wzięłam porządny oddech musiałam znów spojrzeć na sytuację przede mną. Pierw spojrzałam na Styles'a zabijając go wzrokiem. Później mama. O dziwo ani śladu jakiejkolwiek złości.
-Właśnie rozmawialiśmy o tym jak bardzo odpowiedzialnie zachowałaś się nie pozwalając mi wrócić do domu po alkoholu.- wzruszył ramionami i uśmiechnął się nonszalancko do mojej MAMY.
-Wszystko mi wytłumaczył, więc nie musisz się martwić, rozumiem.- machnęła ręką i wzięła pusty talerz widocznie po naleśnikach wnioskuję po dżemie wokół. Zjadł MOJE naleśniki. 
-Dobrze. Ja idę do ogródka, a wy grzecznie mi to.- mrugnęła do Harry'ego. Powtórzę. MRUGNĘŁA DO HARRYEGO. 
-Co tu się odjebało?- spytałam opadając na kanapę obok chłopaka czując, że mój ogromny, ale leniwy mózg nie jest w stanie tego ogarnąć.
-Lubi mnie.- wzruszył ramionami.
-W przyszłym tygodniu nocujesz u mnie.- wystawił mi język i usiadł bliżej kładąc dłoń na kolanie. 
-Nie uwierzę, że pozwoliła.- odparłam w szoku.
-Be przesady, to twoja działka. Nie mogę robić wszystkiego sam.- oburzył się jak gdyby wcale przed chwilą nie wyglądał jak najlepszy kumpel mojej mamy. On, nie JA.
-Ok, ok.. a twoi starzy?- spytałam ostrożnie pijąc kawkę.
-Wyjeżdżają.- powiedział i zarzucił swoje ramie na moje. 
-Jak było wczoraj z blondi?- spytałam unosząc brew. Wiem, że nie powinno mnie to obchodzić. Tylko chcę wiedzieć, czy spali ze sobą. To tyle. 
-Jest dobra w łóżku.- powiedział jakby mówił o pogodzie, a ja właściwie mogłam się domyślić.
-Czemu jej nie zaprosisz na weekend, hmm?- spytałam upijając kolejny łyk.
-Bo ciekawi mnie to, jaka jesteś ty. -uśmiechnął się chytrze.
-A co? Zazdrosna? -uśmiech się poszerzył, a ja popatrzyłam na niego znudzona. 
-Nie wiem czy jest o co.- parsknęłam i odłożyłam pusty kubek. 
-A ty? Chociaż dobrze całuje?- spytał ostro i tym razem to ja się uśmiechnęłam.
-Bosko. Mówi do mnie kochanie.. myślę, że może coś z tego być.- powiedziałam rozmarzając się.
-Albo Cię przeleci i weźmie kolejną.. ty się ni uczysz na błędach, nie?- powiedział siarczyście cały czas utrzymują uśmiech na ustach. 
-Wyjdź.- odparłam ostrym i zimnym jak lód tonem. Popatrzył na mnie zdziwiony za pewne nie spodziewając się takiej reakcji. No cóż.
-Tylko żarto..- zaczął przewracając oczami, ale nie miałam zamiaru pozwolić mu skończyć.
-Gówno mnie to obchodzi.- parsknęłam opierając się wygodniej o oparcie. 
-Po prostu tak będzie.- wzruszył ramionami i wstał.
-Spierdalaj do swoich dziwek.- dodałam a on  ruszył w stronę drzwi. 
-Do zobaczenia.- powiedział normalnie i wyszedł. Chuj. Zatopiłam twarz we własnych dłoniach. Nie. Nie będę płakać.