One Direction i My.. - imaginy

piątek, 12 października 2018

#My_Styles 20

*Oczami Harry'ego*

-Kurwa..- fuknąłem pod nosem przysiadając na skraju łóżka. Czego jej się dziwię? Ona jest po prostu ostrożna. Skrzywdziłem wiele kobiet, a ona nie chce być kolejną. Pociąga mnie i chcę ją przelecieć.. to na pewno. Ale czy będę w stanie po tym po prostu odejść? Wątpliwa kwestia. Zszedłem na dół, wyjąłem zimne piwo z lodówki, wziąłem kilka łyków. No cóż.. nie ma innego wyjścia z tej sytuacji. Muszę iść na kolejną randkę. Wyjąłem telefon i wybrałem odpowiedni numer.
-Słucham?- usłyszałem po drugiej stronie i uśmiechnąłem się pod nosem.
-Cześć księżniczko.- mruknąłem głosem zarezerwowanym jedynie dla kobiet.
-Czego chciałeś? Już zasypiałam świrze.- fuknęła wcale nie kryjąc zirytowania. I jak tu za nią nie szaleć? 
-Proponuję cudowny weekend tylko we dwoje nad jeziorem. Mamy domek na obrzeżach. Co ty na to?- spytałem niemal pewny, że się zgodzi. W końcu zawsze się zgadzają.
-Jeśli przekonasz moją mamę.- usłyszałem i wiedziałem, że będzie moja. 
-Dobranoc.- pożegnałem się i rozłączyłem nie czekając na odpowiedź. Nie zastanawiając się dłużej po prostu położyłem się spać już znając plany na jutrzejszy poranek.

*Twoimi oczami*

Jak co dzień wstałam i wzięłam prysznic, bo wieczorem byłam już padnięta. Pomyśleć, że orgazm tak męczy. Ubrałam się w czarne lekko poszarpane, dopasowane spodnie i luźniejszy sweter w kolorze butelkowej zieleni, który wpuściłam w spodnie. Wysuszyłam włosy, a później upięłam w luźny warkocz. Podkład, róż, kreski i pomadka nude. Gotowa. Od jakiegoś czasu czuję potrzebę wyglądania minimalnie lepiej niż wcześniej. Czyżbym wracała do życia? Zeszłam na dół już gotowa pić poranną kawę, kiedy przed wejściem do kuchni usłyszałam, że ktoś w niej rozmawia. Miałybyśmy mieć gościa tak wcześnie? Weszłam bez zastanowienia i kompletnie nie spodziewając się kogo tam zastanę. 
-Dzień dobry, słońce.- popatrzyłam na mamę, a później na burzę loków siedzących do mnie tyłem. Świetnie. 
-Cześć.- powiedział Styles, kiedy już zauważył, że weszłam. 
-Pięknie wyglądasz.- dodał lekko się uśmiechając.
-Co ty tu robisz?- spytałam nie lubiąc jak ktoś wchodzi na mój 'teren'.
-Nie zdążyłem wypić kawy, a twoja mama była na tyle miła, by mi zaproponować ją.- mrugnął do mej rodzicielki, która zachowała się jakby była omamiona jego urokiem. 
-Kochanie.. Harry mówił o waszym wyjeździe nad jezioro. Myślę, że to dobry pomysł, abyś się trochę rozerwała.. poznała nowych ludzi. Mówił, że nie masz zbyt wielu przyjaciół.- powiedziała mama nawet nie patrząc na mnie, a ja już wiedziałam po co tu był. To było do przewidzenia.
-Myślałam, że się nie zgodzisz.- wzruszyłam ramionami nalewając sobie kawy. 
-Nie mów głupot.- fuknęła jakby to było nie do pomyślenia, a Harry się zwycięsko uśmiechnął. Co on jej zrobił?
-Wypiję po drodze. Jedźmy już.- mruknęłam pod nosem, a on się pożegnał z moją mamą po czym dołączył do mnie w samochodzie. 
-Szybko to załatwiłeś.- powiedziałam upijając łyk kawy. 
-Nie wydajesz się zadowolona.- odparł i wyjechał na drogę.
-Chcesz mnie przelecieć.- wzruszyłam ramionami. 
-A od kiedy to jest coś złego?- parsknął, a ja się uśmiechnęłam pod nosem. Wrócił Styles. Nie Harry.. po prostu Styles. Nie odezwałam się ani słowem tylko upiłam kolejny łyk ciepłego napoju, kiedy poczułam jego dłoń na moim kolanie. 
-Ale nie chcę cię TYLKO przelecieć. Pociągasz mnie, nie tylko mnie z resztą. Ale nie chodzi mi wyłącznie o to.- powiedział ze ściśniętym gardłem, a ja czułam, że to może być prawda.
-Chcesz żeby nadal obowiązywała nasza umowa?- spytał zajeżdżając na parking szkolny.
-To znaczy?- spytałam czując, że kryję się za tym pytaniem coś więcej.
-Tylko ukryty seks.- powiedział, wyłączył silnik i spojrzał na mnie. Cała moja upartość i zacięcie kruszyło się pod jego wzrokiem. Odwróciłam wzrok i wbiłam go w przednią szybę, a on ujął mnie za rękę.
-Nie chcę, żebyś mnie po wszystkim zostawił. Nie boję się seksu, tylko tego co się po nim zdarzy.- powiedziałam pierwszy raz szczerze, wypranym z emocji głosem.
-To co ja mam zrobić? Przecież od razu ci się nie oświadczę.- powiedział z nutką rozbawienia w głosie.
-Wiesz o co mi chodzi.- fuknęłam zirytowana jego podejściem.
-Wiem.- odparł i zmusił mnie do popatrzenia na siebie.
-Lubię z tobą spędzać czas. Nie tylko dla przyjemności fizycznej. Jesteś piękna, mądra, zabawna i cholernie uparta. A mnie to kręci.. zwłaszcza to ostatnie.- powiedział chichocząc, a ja się uśmiechnęłam.
-Jak nie chcesz to nie musimy jechać.- wzruszył ramionami najzwyczajniej w świecie, a ja postanowiłam nie zachowywać się jak pięciolatka. Przecież nie musimy od razu uprawiać seksu.. po drugie jemu na prawdę zależy. Musi.
-Jedźmy.- powiedziałam i wyszłam. Już miałam jak zwykle zniknąć z jego pola widzenia, żeby nikt nie kojarzył nas razem, ale on zrobił coś, czego bym się nie spodziewała. Po prostu ujął mnie za rękę i szedł obok mnie aż do samiusieńkich drzwi sali w której miałam lekcje. Później oparłam się plecami o ścianę kawałek od sali, a on się pochylił nade mną i po prostu patrzył mi w oczy.
-Mógłbym się do tego przyzwyczaić.- powiedział dalej nie cofając się o krok i objął mnie w talii, a ja poczułam się bezpiecznie. Szczęśliwie. Mi też by to nie przeszkadzało. Dzwonek zadzwonił, a on leniwie zaczął odchodzić w swoją stronę. Odprowadziłam go wzrokiem, a później po prostu weszłam do sali.
 Lekcje minęły szybko. Tydzień też. Spędziłam mnóstwo czasu ze świrem Styles'em. Poznałam go z nieco innej strony niż dotychczas. Dużo się śmiałam i on też. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Teraz też nie, kiedy prowadził samochód, a ja śpiewałam piosenkę, która akurat leciała w radiu. Nigdy nie miałam zabójczego wokalu, a on tak, więc tym bardziej się śmiał. Jechaliśmy już dobre dwie godziny nad jezioro, ale za każdym razem jak pytałam czy jeszcze daleko odpowiadał, że nie. Zjechał w jedną z bocznych dróg przy lasku. Trochę mnie to przeraża, dom nad jeziorem koło lasu.. niczym z horroru.
-Jesteśmy.- powiedział w końcu i zobaczyłam przed sobą nie najmniejszy parterowy drewniany dom, z altanką i obszernym tarasem.
-Jest piękny.- powiedziałam, a on wyszedł i otworzył mi drzwi.
-I cały dla nas.- wyszeptał mi do ucha, a ja zachichotałam kiedy wziął mnie na ręce i przeniósł przez próg. Byliśmy razem. Tak przynajmniej wszyscy mówili, a my nie zaprzeczaliśmy.. ani ja, ani on. Było nam dobrze ze sobą. W ten weekend nic się nie wydarzyło. Leżeliśmy właśnie zmęczeni po kajakach i mimo, że to Styles cały czas machał wiosłem ja też się zmęczyłam. Chłopak położył głowę na moich kolanach i oglądaliśmy jakąś denną komedię, a ja się bawiłam jego loczkami. Uwielbiałam je.
-Kocham jak tak robisz.- wymruczał i odwrócił się tak, że mogłam widzieć jego uśmiechnięte oczy.
-Kocham Cię.- powiedział, a mnie zamurowało.
-To nie jest śmieszne.- parsknęłam i znów zaczęłam zabawę.
-To dobrze. Nie miało. Mówię poważnie.- odpowiedział i znów patrzył w telewizor. Powiedział to. Tak po prostu.
-Jasne. Świetne podejście.- fuknęłam przestając ruszać jego włosy. Widziałam jak marszczy brwi, a później się odwraca.
- O co ci chodzi? Jakie podejście.- spytał siadając obok mnie i przyglądając mi się badawczo.
- Właśnie takie.- mówiąc to wskazałam dłońmi na niego.
- Nie rozumiem.- powtórzył jeszcze cierpliwie.
- Bardzo łatwo ci to przychodzi. Nie wolno się bawić takimi słowami.- odparłam i wpatrzyłam się w  telewizor.
- Powiedziałem, że cię kocham, a ty stroisz fochy, bo powiedziałem to 'zbyt łatwo'?- zadał pytanie retoryczne będąc na skraju załamania nerwowego.
-Ilu dziewczynom mówiłeś to wcześniej?- spytałam i wbiłam w niego wzrok patrząc na reakcję na moje słowa. Styles otwierał i zamykał usta, ale żadne słowo nie padło. Na prawdę miałam nadzieję, że odpowiedź będzie inna.
-Ilość się nie liczy.- powiedział chyba sam szukając usprawiedliwienia dla siebie.
-Odwieź mnie.- fuknęłam i wstałam z kanapy.
-Nie.- powiedział twardo, a ja uniosłam brwi w zdziwieniu.
-Czego ty się właściwie spodziewałeś!- teraz krzyknęłam. Jesteśmy w lesie, nikt mnie nie usłyszy.
-Że powiesz, że mnie kochasz i wszystko załatwione?- parsknęłam w furii, a on oparł głowę na dłoniach z desperacji.
-Myślałem, że kobiety lubią jak się je kocha.- wzruszył ramionami i skierował się w stronę sypialni.
-Szkoda tylko, że ty nie odpowiedziałaś nic.- powiedział jeszcze na odchodne, później  wziął z sypialni papierosy, których wcześniej nie widziałam i wyszedł z domku trzaskając drzwiami. Co ja najlepszego narobiłam...