One Direction i My.. - imaginy

niedziela, 29 listopada 2015

Harry Styles~ Babysiter cz.1

                                         Harry Styles~ Babysiter cz.1

   Siedziałam na kanapie w moim salonie, w moim mieszkaniu, w Londynie, i przeglądałam aktualne oferty pracy na laptopie, ponieważ tak jakby desperacko potrzebuję pieniędzy.
Już od kilku dni żadna warta uwagi praca nie rzuciła mi się w oczy. Zmarnowana czytałam kolejne propozycje. Niestety nie natknęłam się na nic z moimi możliwościami dojazdu, lub wykształcenia, po prostu ciągle coś było nie tak . Nagle w moje oczy rzuciła się oferta opiekunki dla dziecka. Zdecydowanie to była najlepsza rzecz jaka mogła mi się przytrafić, ponieważ nie dość że będę miała swój pokój,  to jeszcze opiekę nad tylko jednym dzieckiem, i wynagrodzenie do ustalenia. Z wielką nadzieją chwyciłam za telefon i wybrałam numer podany pod ogłoszeniem.
Jak się okazało mężczyzna był w pilnej potrzebie opiekunki, więc umówiliśmy się już za dwie godziny w jego domu na rozmowie kwalifikacyjnej.
Szybko się przygotowałam i wsiadając do wcześniej zamówionej taksówki podałam kierowcy adres. Nawet nie wiecie jak byłam zdziwiona gdy wjechaliśmy do jednej z bogatszych dzielnic w Londynie, mam na myśli dzielnicy z willą na willi.
Żyć, nie umierać....
Podziękowałam kierowcy i na lekko trzęsących się nogach podeszłam pod drzwi willi, uprzednio kilka razy sprawdzając czy to na pewno dobry adres. Po chwili w drzwiach stanął niewiele starszy ode mnie chłopak, ile on mógł mieć jakieś 24 lata?
-Dzień dobry- powiedziałam nieśmiało.
-Dzień dobry- powiedział mierząc mnie wzrokiem- Zapraszam- otworzył szerzej drzwi wykonując zapraszający ruch ręką.
-Tato, kto przyszedł?- zawołała jakaś dziewczynka lekko sepleniąc. Już po chwili na swoich nie zbyt stabilnych nóżkach przybiegła jakaś mała dziewczynka ubrana cała na różowo, jak księżniczka.
-Cześć księżniczko, jestem (T.I).- wyciągnęłam do niej rękę.
-Darcy- odpowiedziała nieśmiało się uśmiechając.
-Chodźmy do salonu- inicjatywę przejął mężczyzna. W salonie zdjęłam kurtkę i przewiesiłam ją przez oparcie kanapy.
-Jestem Harry- wyciągnął w moją stronę rękę
-(T.I)- uśmiechnęłam się ciepło. Darcy siedziała pomiędzy mną a brunetem i malowała sobie farbkami.
Po krótkiej dosyć formalnej rozmowie z chłopakiem dowiedziałam się że Darcy ma 4 latka i nie jest jego córką tylko jego przyjaciółki, ale jest pod jego opieką i zwraca się do niego tato. Na początku będę zostawać z Darcy podczas gdy on będzie w domu, a potem na coraz dłużej gdy on będzie poza domem. Jeszcze kilka formalnych bzdur i tak się stało że teraz jest mój pierwszy dzień próbny bo on będzie w swoim gabinecie ponieważ ma dużo 'papierkowej roboty'. Jeszcze zanim zostawił nas same  krótko oprowadził mnie po domu, i oznajmił że jutro mogę się wprowadzić. Wróciłam z dziewczynką do salonu i razem malowałyśmy księżniczki z jednorożcami. Dziewczynka zaczęła się nagle strasznie śmiać gdy zobaczyła mojego koślawego jednorożca przez co przypadkiem łokciem potrąciła kubeczek z wodą, która wylądowała na jej kolanach.
Brunetka zaczęła płakać, przez co szybko wzięłam ją na rączki i zdjęłam jej spódnicę( którą szybko wytarłam podłogę, aby panele nie zamokły)
-Chodź kochanie nic się nie stało, a teraz ci ubierzemy jeszcze ładniejszą sukienkę- pocieszałam ją gdy wchodziłyśmy po schodach do jej pokoju.
-Ale ja zniszczyłam rysunek- chlipała
-Nieprawda, to moje krzywe jednorożce zniszczyły rysunek- powiedziałam ze śmieszną miną.
Darcy zaczęła się śmiać, przez co trochę mi ulżyło. Wybrałyśmy z szafy jeszcze lepszą sukienkę i gdy się odwróciłyśmy aby wrócić do salonu, podskoczyłam wystraszona ponieważ o framugę drzwi stał oparty uśmiechnięty Harry.
-O boże- położyłam rękę na serce.
-Masz mokrą bluzkę- zauważył.
Spojrzałam w dół, rzeczywiście miałam dużą plamę w miejscu gdzie podczas niesienia opierałam małą.
-Poczekaj- zaznaczył i zniknął w korytarzu.
-Wiesz o co chodzi?-zapytałam Darcy zaskoczona
-Pewnie tata kupił jednorożca- powiedziała śmiertelnie poważnie, przez co tym razem ja się zaśmiałam, ale od razu przestałam gdy zobaczyłam bruneta podchodzącego do mnie.
-Przebierz się. Chodź Darcy- wziął dziewczynkę na ręce. Gdy tylko zmieniłam nakrycie poczułam zapach jego ostrych perfum i w pewien sposób wiedziałam że to będą moje ulubione męskie perfumy. Włożyłam koszulkę z przodu do spodni, i zeszłam do salonu.
Lokowany musiał usłyszeć że schodzę ze schodów ponieważ zanim zdążyłam zejść już szedł w kierunku gabinetu, ale zaczekał przy schodach aż zejdę.
-Od razu lepiej- uśmiechnął się i po prostu odszedł.
Pokręciłam głową aby odpędzić ode mnie te dziwne myśli z (Być może za niedługo) moim szefem w roli głównej....

                                           Znalezione obrazy dla zapytania harry styles 2015 tumblr
________________________________________________________
FOOD
 15 komentarzy= NEXT


Liam.. ❤ ~ Maybe we found love right where we are.. - część 6

Aloha !! xx
Widzicie, coraz lepiej sie w czasie wyrabiam, ledwo warunek spełniony a ja mam rozdział!! :*
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

L: (T.i.) porozmawiajmy.. - prosił, popatrzałam na niego wyczekująco - ..Nie wiedziałem że tak to wszystko odbierasz. Chce być twoim tylko przyjacielem. - podszedł do mnie, na co się cofnęłam.
J: Tak wiem, naprawdę lepiej jak wyjdziesz i zostawisz mnie samą. - mój głos cichł z każdym słowem.
L: Ale nie zrobisz nic głupiego?

J: Za kogo ty mnie uważasz?! - wybuchłam - Tamto to był wypadek, nie jestem nienormalna by się okaleczać! - krzyknęłam. Chłopak spuścił głowę i wyszedł, od razy podbiegłam do zeszytu i wyrwałam te kartki, znalazłam zapałki i spaliłam je.. Jak śmiał, i czego on szukał w mojej sypialni?! Tu było napisane wszystko co tak bardzo ukrywałam przed nim. Czułam sie z tym koszmarnie, ufałam mu, a on grzebał w moich rzeczach?!! Odechciało mi sie nawet siedzieć w tym mieszkaniu, zabrałam telefon, zeszyt i wybiegłam z domu. Szalała straszna ulewa, ale nie zniechęciłam sie. Pogoda zmieniła sie tak jak mój humor. Na ulicach nikogo nie było, od czasu do czasu przejechał jakiś samochód.. Byłam już cała mokra, ale nie zamierzałam wracać. Usiadłam na ławce i pozwoliłam łzom zlecieć na moje poliki, i tak nie było ich widać, a szloch zagłuszał szum wiatru i odbijające sie krople deszczu. To koszmar! Teraz kiedy było już miedzy nami dość dobrze znów sie spierdoliło!
Ch: Wszystko w porządku? - usłyszałam przed sobą, spojrzałam na tego kogoś. Chłopak w moim wieku, twarz jakaś znajoma, ale kaptur przysłaniał i nie mogłam sobie, przez natłok myśli, przypomnieć.
J: Tak.. - mruknęłam.
Ch: Jakoś nie widać.. - przysiadł się.
J: Słuchaj nie prosiłam Cię o troskę. - powiedziałam zła, ale zaraz tego pożałowałam, on chciał być miły! - Przepraszam, mam podły humor dzisiaj i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Nie jesteś niczemu winny i dziękuje za to zainteresowanie. - speszyłam się.
Ch: W porządku, jestem Thomas i znam Cię skądś. - wpatrywał sie w moją twarz. - Ale zazwyczaj jak Cię widzę to się uśmiechasz. - przyznał, poczułam że moje poliki różowieją. Przetarłam je by pozbyć sie wody z twarzy i tego uczucia gorąca.
J: (T.i.) i może z uczelni się znamy.. Ale wybacz, nie pamiętam żebym Cię poznała. - uśmiechnęłam się słabo.
T: Bo nie mieliśmy takiej okazji. Co sie stało że siedzisz w deszczu i płaczesz?
J: To skomplikowane, nie chce o tym mówić.. Co studiujesz? - zmieniłam temat
T: Ja to bardziej sportowo.. - i znów temat kojarzący sie z Payne'em.. -  Trenuje co się da. - uśmiechnął się.
J: Chyba Cię kojarzę i aż dziwne że zagadałeś do mnie. Z tego co wiem to nie jesteś najprzyjemniejszym z chłopaków w drużynie. - wypaliłam bez namysłu.
T: Dzięki.. - powiedział znacząco. - A czy kiedykolwiek ze mną rozmawiałaś, czy tylko słuchałaś na mój temat? - zdziwiłam się, on ma racje.
J: Nie, przepraszam.. Ja studiuje literaturę, wiesz same nudy. - zaśmiałam się cicho.
T: Tak wiem, i trochę wiem o współlokatorce Liama.. Dziwie Ci sie że jeszcze wytrzymujesz mieszkanie z nim. On jest nieznośny na treningach, dookoła niego zawsze pełno panienek, aż nie chce wiedzieć jak jest u was w mieszkaniu. - tego też sie nie spodziewałam.
J: Przyjaźnimy się, jest całkiem dobrze. - skłamałam. Wcale nie jest dobrze, ja więcej przez niego cierpię!
T: Właśnie widzę, i mam uwierzyć że ze szczęścia te łzy były? - powiedział ironicznie, spuściłam głowę, tak to widać? Każda latarnia już świeciła, deszcz nie przestawał padać, a wręcz przeciwnie. - Wiesz co, mam pomysł..  Chodźmy do mnie, ogrzejesz sie, może nawet zaczniesz się uśmiechać.. - wstał i wyciągnął w moim kierunku dłoń.
J: Czemu mi pomagasz? - zapytałam patrząc w jego oczy.
T: Bo mam dość tego jak Payne traktuje dziewczyny.  A tym bardziej Ciebie! - zaskoczył mnie, nie sądziłam że on taki jest. Że to wszystko co o nim słyszałam to totalne kłamstwo! Skorzystałam z jego pomocy i poszliśmy do niego. - Chcesz jakieś suche rzeczy? - zapytał nieśmiało, tego uczucia bym się po nim nie spodziewała.
J: Jasne. - uśmiechnęłam się co odwzajemnił. Naprawdę czułam się dość dobrze w jego towarzystwie. Po 15 minutach siedziałam na kanapie w jego ubraniach, pod kocem i z gorącą herbata w ręku. Rozmawialiśmy o literaturze, nie chciałam o tym mówić, ale to on zaczął. Wiem, że to nudne, ale on zagadywał.. - Tak, studiuje to bo chce w przyszłości stworzyć coś swojego. - przyznałam. - A Ty pewnie marzysz o wielkiej karierze piłkarza, prawda? - zaciekawiłam się.
T: Tak, nawet nie wiesz jak, ale są lepsi i pewnie im się poszczęści.
J: Nigdy nie mów nigdy! Ja będę w Ciebie wierzyć. - ścisnąłem lekko jego dłoń.
T: Dzięki, tak jak ja w Ciebie. - myślałam że nie będzie szczęśliwego zakończenia tego dnia, a tu proszę.
J: Musze wracać, jutro mam na 7 zajęcia, Ty pewnie też a już jest późno. - wygramoliłam sie spod kocyka i wstałam. - Myślisz że moje rzeczy wyschły?
T: Jeśli chcesz możesz zostać, mam jedną sypialnie wolną, albo wracać w moich ubraniach. - zaproponował.
J: Wrócę do siebie, a oddam Ci twoje rzeczy jak upiorę.. Dziękuje Ci za tą rozmowę, poprawiłeś mi humor. - pochyliłam sie nad siedzącym chłopakiem i ucałowałam jego polik..
T: A może cię odwieźć? - podniósł się z miejsca.
J: Było by miło.. Zabiorę tylko swoje rzeczy. - poszłam do łazienki po mokre jeszcze ciuchy. Thom on.. Nie wiem co mam myśleć, on może być moim zapomnieniem. Może pomóc wyleczyć mi się z Liama. Po chwili byliśmy już pod moim blokiem. - Jeszcze raz Ci dziękuje. - uśmiechnęłam się.
T: To ja Ci dziękuje, teraz też wiesz jaki jestem naprawdę. Ale wiesz.. - zrobił poważną minę - .. Nie mów nikomu. - przeraziłam się, ale gdy chłopak sie zaśmiał, wiedziałam że żartuje.
J: Nic a nic. - udałam że zakluczyłam sobie usta - U Ciebie będzie bezpieczniejszy - powiedziałam i oddałam mu niewidzialny kluczyk. Chłopak zrozumiał i schował nic w kieszeń.
T: Dawno z nikim tak nie rozmawiałem, fajna taka odmiana. - wyszczerzył sie - Mam nadzieje że do zobaczenia jutro. - teraz on cmoknął mój polik.
J: Oby. - wysiadłam, deszcz już nie padał, spojrzałam w górę, światło w salonie się świeci, zauważyłam że stoi w nich ktoś. Zignorowałam to i weszłam do środka, szybko znalazłam sie na odpowiednim pietrze. Bałam sie wejść do mieszkania, ale to przecież moje lokum. Od razu skierowałam sie do swojej sypialni.
L: (T.i.)!? - chciałam to zignorować, ale poczułam jego dłoń na moim nadgarstku.
J: Co? - odwróciłam się. Chłopak zlustrował mnie od góry do dołu.
L: Co.. Co to za strój? - zdziwił się.
J: Od kiedy przejmujesz się tym co mam na sobie? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
L: Ymm, nie ważne. Możemy porozmawiać?
J: Nie ma o czym Liam. - rzuciłam i już chciałam odejść.
L: Ale (T.i.)..
J: Nie ma żadne ale, mówię poważnie, nie chce o tym rozmawiać. Grzebałeś w moich rzeczach, dowiedziałeś się czegoś, czego nigdy nie powinieneś wiedzieć.. Zapomnij o tym! - powiedziałam głośniej i zniknęłam za drzwiami swojej sypialni. Od razu zakluczyłam drzwi, znów wróciło wszystko, a oczy napełniły się łzami. Czemu czułam sie o wiele lepiej przy Thomasie?! 

...
________
I jak?! Dzieje się?
Dacie mi znów 20 komów?
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!





Naat

poniedziałek, 23 listopada 2015

Liam.. ❤ ~ Maybe we found love right where we are.. - część 5

Hej kochani!! <3
Jestem zaskoczona, mimo tak długiej mojej przerwy wy dalej tu jesteście !
KOCHAM WAS!!!!!!!!!!!
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Z moich oczu mimowolnie wypłynęły łzy. Jak on mógł mi tak powiedzieć, przecież sie przyjaźniliśmy, mieszkamy razem, a teraz co?! Obraz sie coraz bardziej rozmazuje, oddech jest płytszy i do tego więcej krwi na nogach i podłodze. Powoli umieram! Kończy sie wszystko, będzie lepiej dla nas obojgu..
L: Ej! Co Ty zrobiłaś?!
- słyszałam jego paniczny głos.. Nawet nie miałam sił odpowiedzieć, zareagować. Nie było nic! Kompletna ciemność, głucha cisza.. Ale czułam że spadam, gdzie? Nie mam pojęcia, dookoła było ciemno! Można to porównać do snu, w którym spadamy a tuz przed zderzeniem z ziemią szybko się budzimy. Ja miałam dokładnie tak samo, obudziłam się z tego tak szybko, ze strachem i mocno bijącym sercem. Światło tak raziło, musiałam kilkakrotnie zamrugać by się przyzwyczaić. Zauważyłam ze jestem tu sama, jasny pokój, na moich rękach są bandaże i plastry, podejrzewam że na nogach także. Nigdy się nie okaleczałam a to był wypadek z którego nie chciałam by mnie ratowano. pomyśleć co miłość, poprawka: nieodwzajemniona miłość, może zrobić z człowiekiem. Zaburzyła ona wszystko co do tej pory budowałam! To on to wszystko zburzył! ..Usłyszałam że drzwi od mojej sali się otwierają, wytarłam błyskawicznie łzy i spojrzałam na tego kogoś. To mężczyzna w białym kitlu.
D: Dzień dobry.. Jak się pani czuje? - doktor był bardzo uprzejmy.
J: Może być.. - mruknęłam.
D: Czemu pani to zrobiła? Jest pani młoda.. - wziął moją kartę i usiadł koło mnie.
J: To był wypadek, nie zamierzałam popełnić samobójstwa..
D: Wypadek? - zapytał jakby nie dowierzał.
J: Tak, naczynia wypadły z szafki, prosto na talerze które miałam w dłoni i pokaleczyły mnie. - powiedziałam prawdę. Czemu on nie chce mi uwierzyć?
D: No cóż, wypadki chodzą po ludziach.. - rzucił - ..Na korytarzu jest ten chłopak który panią tu dostarczył. Chce pani z nim porozmawiać?
J: Nie bardzo.
D: Ale.. - zawiesił sie, po czym dziwnie uśmiechnął - Zawołam go.. - wszyscy przeciwko mnie. Wyszedł a zanim drzwi zdążyły się zamknąć pojawił sie Liam. Nie miał najweselszej miny, usiadł na wcześniejszym miejscu doktora i chwile patrzył na moje zawinięte ręce.
J: Dziękuje.. - szepnęłam, dzięki niemu żyje, więc należą mu sie te podziękowania.
L: Mam wrażenie że to przeze mnie tak się stało.. - powiedział cicho.
J: Oszalałeś, to był wypadek, z szafki wszystko wyleciało.. - wytłumaczyłam.
L: To nie było celowe?
J: Nie jestem psychicznie chora. - uśmiechnęłam się do niego, ten natomiast się zaśmiał. Rozmawialiśmy jak kiedyś, jak dobrzy znajomi. Śmialiśmy się, żartowaliśmy, brakowało mi tego. Jeszcze tego samego dnia wyszłam do domu. Byłam strasznie głodna, weszłam do kuchni i zajrzałam do szafki gdzie zwykle były miski. Tylko że tam ich nie było, otworzyłam kolejną z talerzami i ich także brakowało.
L: Przeniosłem wszystko.. - uśmiechnął sie - Żebyś nie musiała sięgać.. - otworzył dolne szafki i tam były wszystkie naczynia.
J: Dziękuje..
L: I od dzisiaj ja gotuje. - zatkało mnie, on chce mi aż tak pomóc?
J: To miłe ale nie musisz.. Nigdy tego nie robiłeś. - wysypałam płatki do miski i dolałam mleka.
L: Tak, wiem.. - znów się uśmiechnął, ale zaraz po tym jego cudowny uśmieszek zniknął. Był bardzo blisko mnie, może nawet za blisko, jego zapach był tak intensywny, a te oczy patrzące prosto w moje. - Zajmę się tobą.. - powiedział strasznie poważnie. Miałam wrażenie że zaraz nasze usta złączą sie w jeden namiętny i tak długo wyczekiwany, pocałunek. Już chwila, kilka milimetrów i.. Dzwonek do drzwi?! FUCK!? Kogo niesie i to o tej porze?! - Pójdę otworzyć.. - odsunął się i zniknął. Nie wiem czy był zadowolony że tek ktoś przyszedł czy naprawdę chciał mnie pocałować. Słyszałam że to jakaś dziewczyna, odpuściłam sobie siedzenie z Liamem, zabrałam moje płatki i poszłam do swojej sypialni. Wzięłam mój zeszyt od.. od wszystkiego i zaczęłam tworzyć, co? Nie mam pojęcia, wszystko co nawinęło się na myśl.. 


'.. Życie jest okrutne bo zabiera nam osoby które kochamy.. A ja wiem, ze Liam nigdy nie będzie ze mną.. '

Ostatnie zdanie. Zdałam sobie sprawę że jeśli ktokolwiek by to przeczytał było by po mnie! Zapadłabym sie pod ziemie.. Jest tu chyba ze trzy razy napisane jak bardzo go kocham, jak mi zależy.. Usłyszałam pukanie do drzwi. schowałam szybko zeszyt i wzięłam pierwszą lepszą książkę.
J: Proszę! - zawołałam, zaraz potem ukazała sie w drzwiach wiadoma osoba.
L: Potrzebujesz czegoś? - zapytał grzecznie. TAK! Ciebie już do końca życia obok mnie!
J: Nie, dzięki.. - uśmiechałam się słabo.
L: Ja wychodzę, masz mój numer i w razie co dzwoń. - zniknął, kilka chwil po tym słyszałam jak frontowe drzwi się zatrzaskują. Chciało mi się ryczeć, ale teraz nie wiem czy z samopoczucia czy z bólu jakie powodowały moje rany. Wzięłam szybko lek który dał mi lekarz i położyłam sie spać.
    Kolejne dni jakie były? Były dość ciekawe, bo gdy byliśmy razem w domu było jak w bajce, chciałam żeby tak było nie tylko w środku, ale także gdy widzieliśmy sie na uczelni.. Gdy byliśmy sami Liam naprawdę był kochany, pomagał gotować, sprzątać, rozmawialiśmy o wszystkim i o czym tylko sie dało, ale poza domem? W szkole żadnej reakcji nawet na cześć czy uśmiech.. A gdy przychodzili do niego kumple tak samo, stawał sie obojętny dla mnie. Nie wiem czemu, ale mam wrażenie że on się mnie wstydził! A ja tak nie chce! Wróciłam z uczelni, zostawiłam siatki w kuchni i poszłam do sypialni. Musiałam zdjąć z siebie te niewygodne ubrania. Zdziwiłam się gdy zauważyłam że drzwi są uchylone, zawsze je zamykam. Weszłam szybko i nie mogłam uwierzyć w to co widzę.. Liam siedział na łóżku i czytał moje notatki z zeszytu. Z tego zeszytu w którym ostatnio pisałam jak bardzo mi zależy..
J: Nie zagalopowałeś się?! - powiedziałam stanowczo. Chłopak stanął na baczność, odkładając szybko moją własność.
L: Ymm, przepraszam.. Ja.. Nie chciałem.. - tłumaczył.
J: Za późno, już przeczytałeś. Wyjdź. - mówiłam spokojnie, ale czułam jak nerwy wzbijają się na najwyższy poziom. Nienawidzę tego!
L: (T.i.) porozmawiajmy.. - prosił, popatrzałam na niego wyczekująco - ..Nie wiedziałem że tak to wszystko odbierasz. Chce być twoim tylko przyjacielem. - podszedł do mnie, na co się cofnęłam.
J: Tak wiem, naprawdę lepiej jak wyjdziesz i zostawisz mnie samą. - mój głos cichł z każdym słowem.
L: Ale nie zrobisz nic głupiego?

...
I jest kolejna część i szczerze mówiąc nie wiem ile jeszcze będzie części :* Mam nadzieje, że szczęśliwi jesteście z tego powodu!! :*
Może by tak 20 komów? Wiem, ze dacie rade!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!




Naat

niedziela, 22 listopada 2015

Always yours, xx~Niall Horan cz.10-Koniec

                                     Always yours, xx~Niall Horan cz.10- Koniec

Chwyciłam za klamkę i weszłam do apartamentu. Po cichu ściągnęłam buty i na palcach zaczęłam kierować się do pokoju kuzyna.
Gdy już wchodziłam na pierwszy stopień usłyszałam za swoimi plecami.
-Nie tak szybko młoda.- ale plan był dobry...

Spojrzałam w stronę Liama, jak również się okazało i reszta tam stała. Jęknęłam przeciągle po czym i tak skierowałam się na górę po przenośną ładowarkę. Chwyciłam przedmiot do ręki i ruszyłam z powrotem na dół i mijając wmurowanych chłopaków przeszłam do salonu. Nie musiałam długo czekać a usłyszałam za moimi plecami kroki pozostałej czwórki.
-Więc- zaczął Liam. Spojrzałam na niego nieco spłoszona.
-Więc- powtórzyłam bez sensownie.
-Dlaczego nas okłamałaś?- zapytał delikatnie Harry.
- No właśnie dlatego!- wyrzuciłam ręce w górę.
-Co-Co dlaczego?- zapytał zdezorientowany Niall
-Jakoś rano nie mieliście skrępowania żeby zjeżdżać mnie w mojej obecności, a teraz gdy wiecie że jestem kuzynką Liama, zachowujecie się jakbym była z cukru- powiedziałam z żalem, i goryczą
Chłopców lekko mówiąc zatkało.
-No właśnie- prychnęłam i wstałam. Chciałam już odejść gdy poczułam pociągnięcie za nadgarstek. Z piskiem wpadłam na czyjś tors. Moją pierwszą myślą było że to Liam, ale w chwili gdy poczułam zapach dobrze znanych mi perfum i poczułam oplatające się wokół mnie ramiona wiedziałam już kto to.
Niall.
Moje serce biło z prędkością światła. Moje nogi były z waty, a jedyne co mogłam zrobić to wtulić się w jego klatkę piersiową i zapomnieć o  Bożym świecie.
Nim się spostrzegłam Niall wziął mnie na ręce w stylu panny młodej i zaniósł do swojego pokoju. Byłam mocno zaskoczona, w końcu Niall nigdy szczególnie nie zwracał na mnie uwagi, a tu takie coś.
Blondyn położył mnie na swoim łóżku i sam ułożył się obok mnie. Farbowany chwycił mnie za rękę i, rozluźniając moje palce oraz pobielałe już knykcie wyjął mojego Iphone'a.
Chłopak chwycił pilota z szafki nocnej włączając jakiś przypadkowy film- którym okazały się "Dary Anioła". Pisnęłam podekscytowana ponieważ naprawdę mogę ten film oglądać w nieskończoność. Niall zaśmiał się lekko z mojej reakcji, ale postanowił zostawić ten kanał ponieważ odłożył pilota z powrotem na miejsce. Nie rozmawialiśmy, ale my tego nie potrzebowaliśmy. 
Nie wiedziałam zbytnio jak się zachować, więc dziękowałam Bogu gdy to Niall przejął inicjatywę i po prostu przyciągnął mnie do siebie. Nawet nie jestem w stanie określić kiedy zasnęłam. 
Rano obudziłam się sama w łóżku, ale w sumie czego innego mogłam się spodziewać...
Lekko zażenowana wstałam z łóżka, i już chciałam opuścić pomieszczenie, gdy w oczy rzuciła mi się mała karteczka na poduszce, sięgnęłam po nią: 
Hey Angel
Mam nadzieję że się wyspałaś Xx
Jesteśmy na próbie powinniśmy wrócić około 13.
Always yours, xx

Na ostatnią linijkę myślałam że zejdę, co do diabła?!
Moje myśli pędziły tysiąc kilometrów na godzinę. Ale najważniejsze pytanie które mnie męczyło to: Od kiedy on o tym wie?!
Cały czas siedziałam jak na szpilkach. Gdy tylko usłyszałam otwierane drzwi poderwałam się na równe nogi, wzięłam głęboki wdech. Podeszłam do chłopaków i przywitałam ich krótkim "Hej". Spojrzałam na Nialla zmrużonymi oczami. Podeszłam do niego i dziabnęłam go palcem w klatkę piersiową. 
-Od kiedy wiesz?- warknęłam.
Chłopak uśmiechnął się lekko nie odpowiadając po czym, przygryzł wargę jakby się nad czymś intensywnie zastanawiał. Zanim zdążyłam się go zapytać o co chodzi on się nachylił i pocałował mnie. W pierwszym momencie byłam zszokowana, ale szybko oddałam pocałunek. Poczułam przez pocałunek jak blondyn się uśmiecha. Farbowany objął mnie w tali i przyciągnął do siebie. To było najlepsze uczucie, przysięgam.
Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Niall przysunął swoją twarz i szepnął mi na ucho:
-Always, yours.- Uśmiechnęłam się pod nosem i odpowiedziałam również szeptem.
-Always, yours.
KONIEC
_____________________________________________________
FOOD
Z kim następny imagin? :*

poniedziałek, 16 listopada 2015

Liam.. ❤ ~ Maybe we found love right where we are.. - część 4

Hej!
I od razu was PRZEPRASZAM!! 
Z miesiąc nic nigdzie nie dodawałam!! Ale to tylko dlatego, że miałam urlop, potem moja mama, brat i chłopak przyjechali do mnie do Holandii i tak zeszło.. :/  Ale wracam do was kotki moje!!!!!!!!
<3<3<3<3
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

 Ubrałam się, spryskałam ulubionymi perfumami i poszłam do salonu.  - Już jesteś? - zdziwiłam się widząc go w pokoju.
L: Tak i właśnie wychodzę.. - uśmiechnął się zadowolony.
J: Wychodzisz?
L: Yhym.. - spojrzał tylko na mnie, dopiął ostatnie guziki koszuli, zabrał portfel
J: Ale..
- i wyszedł - ..Dzisiaj są moje urodziny.. - powiedziałam do siebie i opadłam na kanapę za sobą. Nie tak to sobie wyobrażałam! Ogarnął mnie smutek, pragnęłam by zaraz wrócił i powiedział że żartował i nigdzie dzisiaj nie idzie. Jednak po 15 minutach siedzenia i wpatrywania sie w ścianę nic się nie zmieniło. Podniosłam sie z miejsca, zabrałam z lodówki cały alkohol, składający się z kilku piw i wódki, wzięłam chipsy i usiadłam z powrotem na kanapie. W telewizji leciały jakieś nudne programy, ale z każdym kolejnym piwem, czy drinkiem robiły się ciekawsze. Alkohol we mnie buzował, ale nie tak bym traciła jakąkolwiek świadomość. Godziny mijały, ilość trunku się powiększała, bałagan coraz większy.. Czas iść spać! Z trudem, ale udało mi sie podnieść, przez kilka, mam nadzieje że to tylko kilka, minut, stałam w miejscu i trzymałam sie za głowę. Miałam wrażenie że kręcę się w kółko, wiem, że to sprawka alkoholu i muszę doczłapać się do swojej sypialni.. Dotarłam!! Udało się, zostawiłam zapalone światło i rzuciłam sie na łóżko. Helikopter w głowie dawał o sobie znać, a ja czułam że przegięłam z ilością wypitego trunku. Pomyśleć że to tylko przez niego! Przez jedną osobę która nawet nie powinna być dla mnie ważna!
    Próbowałam się podnieść z łóżka, ale to było zbyt ciężkie. Do tego czułam jak jest mi niedobrze, głowa boleśnie pulsowała i marzyłam tylko by dojść do toalety. Dałam radę i już po chwili klęczałam przed muszlą, starając się na siłę pozbyć wczorajszego szaleństwa. Wiem że jeśli to zrobię będzie mi o wiele lepiej.. Opróżniłam żołądek i ściągnęłam z siebie ubrania. Prysznic musi pomóc! Po kilkunastu minutach wyszłam z kabiny, owinęłam się ręcznikiem i wyszczotkowałam dokładnie zęby, nie chce już czuć tego nieprzyjemnego smaku alkoholu. Nigdy więcej się nie napije! Ogarnęłam swój wygląd, ubrałam się i trzymając się za głowę poszłam do kuchni. Musiałam przejść przez salon, gdzie Liam zbierał moje puste butelki.. CO?!
J: Hej.. Nie musisz.. - szepnęłam i wskazałam na ten syf.
L: Cześć, Ty po mojej 'imprezce' - zrobił cudzysłów - ..posprzątałaś.
J: Taak.. - mruknęłam i poszłam do kuchni. Od razu łyknęłam dwie, przeciwbólowe tabletki i czułam jak zimna woda rozlewa się po moim wnętrzu. To było kojące, ale zaraz potem powracał mdlący stan. - Zaszalałaś wczoraj.. - zaśmiał sie cicho i spojrzał na mnie z rozbawieniem.
J: Tak, wiem. - powiedziałam oschle, to między innymi przez niego, choć nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
L: Nie wiedziałem że taka jesteś. - usiadł na krześle, wpatrując się we mnie.
J: Taka?! Czyli jaka? - zdziwiłam się i usiadłam na blacie.
L: No taka.. Hmm.. Szalona..
J: Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz. - stwierdziłam i wyszłam z pomieszczenia. Usiadłam w zasyfionym jeszcze, salonie i wpatrywałam sie w ilość pustych butelek po.. Chyba po wszystkim co mieliśmy. Skąd ja wytrzasnęłam wczoraj whiskey?!
L: Czemu nie powiedziałaś że będziesz robić imprezę? - przyszedł za mną.
J: Bo nie robiłam. - wzruszyłam ramionami.
L: A to wszystko?
J: To było.. - zaczęłam, ale co miałam mu powiedzieć? Mój wybryk, bo mnie wystawiłeś, chociaż nic nie wiedziałeś?! - Nie ważne. - zostawiłam go tam. Powędrowałam do swojej sypialni i położyłam się ostrożnie na łóżku. Skronie niemiłosiernie pulsowały i nawet dotyk nie uśmierzał tego bólu.
L: Powiesz mi o co Ci chodzi?
J: O nic..
L: Jak o nic?! Nigdy tak sie w stosunku do mnie nie zachowywałaś.. Nigdy nie piłaś, nie byłaś taka obojętna do mnie. - poczułam jak łóżko ugina się pod jego ciężarem.
J: Ludzie sie zmieniają.. - stwierdziłam.
L: Myślę że to nie jest kwestia zmian, mam wrażenie że chodzi Ci o mnie.. - brawo! Wygrałeś wszystkie skarby jakie są na tym świecie kolego!
J: To masz złe wrażenie. Nie chce z Tobą o tym rozmawiać. - mruknęłam, nawet nie spojrzałam na niego. Miałam go dość, dość tego jak on traktuje mnie. Czy nie widzi tego ze jest dla mnie ważny?! Że chce spędzać z nim czas? W końcu to wyciągnęłam na wierzch, w końcu sama przed sobą sie przyznałam że on jest dla mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem..
    Jest tak już od dwóch, trzech tygodni.. Ja nawet nie mam ochoty na niego patrzeć, bo wiem, że będzie mnie boleć moje małe, kruche już serduszko. Zaszywam się w książkach, nie jest jak wcześniej.. Liam, on chyba też mnie unika.. Ale moje zachowanie nie jest niczym miłym i wiem, że to przeze mnie sie tak dzieje.
J: Zjesz kolacje? - odezwałam się cicho. Chłopak jakby z niedowierzaniem i zaskoczeniem na mnie spojrzał, potem na zegarek i z powrotem na mnie.
L: Nie. - rzucił krótko.
J: Długo nie będziesz sie do mnie odzywać? - westchnęłam, co prawda to przeze mnie, ale się staram.
L: Tyle ile będę chciał! - warknął - Sama masz pierdolone humorki, nie znoszę tego. Nienawidzę Cię kiedy tak masz, wtedy żałuje że akurat tu mieszkam, że to Ty jesteś moją pierdoloną współlokatorką! Myślałem że jesteś normalna, że można z Tobą wszystko zrobić a Ty masz jakieś fochy! Zastanów się czego Ty w końcu chcesz! - wstał z miejsca - Nie chce Cię dzisiaj widzieć! - jeszcze takiej złości u niego nie widziałam.
J: Nikt Cię tu nie trzyma.. - powiedziałam cicho i wróciłam wściekła do kuchni, poczułam niesamowitą złości, ale mimo wszystko postanowiłam coś zjeść, rzadko to ostatnio robię.. Wyciągałam z szafki talerz, był na najwyższej półce, a moje 165cm nie pozwoliło mi na swobodne sięgnięcie. Wszystko wypadło i stłukło sie tak, że rozcięło mi dłonie i nadgarstki, czułam też jak ostre szkło ociera się o moją skórę na nogach.. Zjechałam po szafce, usiadłam na podłodze i wpatrywałam sie w wyciekającą krew, której było coraz więcej, przez co czułam sie coraz słabiej. Mój problem polegał na tym że już nie chciałam żyć. Powód?! Liam, chłopak którego kocham, chłopak, który jeszcze do nie dawna nie miał prawa tyle dla mnie znaczyć i który widzi we mnie tylko współlokatorkę. I teraz jeszcze ta cisza miedzy nami.. Wykrzyczał mi prosto w twarz że mnie nie znosi, ale kurwa może sie wyprowadzić, może i mi będzie lepiej! Nie chce go tu, ja mogę w samotności cierpieć. Moja miłość do niego to nic ważnego. A teraz najważniejsze to pozbyć się jej! Czułam sie jakby ktoś wyrwał mi serce łyżką.. Z moich oczu mimowolnie wypłynęły łzy. Jak on mógł mi tak powiedzieć, przecież sie przyjaźniliśmy, mieszkamy razem, a teraz co?! Obraz sie coraz bardziej rozmazuje, oddech jest płytszy i do tego więcej krwi na nogach i podłodze. Powoli umieram! Kończy sie wszystko, będzie lepiej dla nas obojgu..
L: Ej! Co Ty zrobiłaś?! 

...
I jak? Opłaciło się czekać? Jeszcze raz was przepraszam za moja nieobecności liczę chociaż na 15 komów!! <3
CZYTASZ - KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!



Naat