One Direction i My.. - imaginy

poniedziałek, 20 marca 2017

Make love not war ~ Harry część 7/ostatnia

- Mamy mało czasu. - szepnąłem, a blondynka skinęła głową. Wyciągnęła z szafy różnej wielkości torby i zaczęła wkładać do nich ubrania, dokumenty i wartościowe przedmioty. Po godzinie byliśmy spakowani w dwie torby i plecak z jedzeniem.
- Będzie mi brakować tego domu. - powiedziała przekręcając klucz w drzwiach.
- Najważniejsze, że mamy siebie. - pocałowałem ją w głowę. Niosłem bagaże, a Lily prowadziła wózek ze śpiącą Darcy. Wkrótce dotarliśmy na stację kolejową. W tłumie ludzi ujrzałem parę, której rozmowę usłyszałem na straganie.
- Irlandia. - rzuciłem prawie niesłyszalnie. Mężczyzna spojrzał na mnie zaskoczony, jednak kiedy zauważył bagaże i wózek uśmiechnął się przyjaźnie.
- Chodź, załatwię Ci lewe dokumenty. - powiedział prowadząc mnie do jednej z kas. Szepnął coś do kobiety siedzącej po drugiej stronie, a ta skinęła głowa i zaczęła wypełniać jakieś druczki, które po chwili mi podała.
- Dziękuje. - uścisnąłem dłoń mężczyzny. Spojrzałem na bilety w celu odnalezienia fałszywych danych. Rozszyfrowałem niewyraźne litery tworzące napis „Leo Walker & Dakota Mitchell – Ireland” oraz pieczątkę z dzisiejszą datą.
- A co z biletem dla mojej córeczki? - zapytałem niepewnie.
- Jest za mała, nie pozwolą jej pojechać z wami. Musi tu zostać. - powiedział zmartwiony mężczyzna. Wstrzymałem powietrze, a dłonie zaczęły drżeć. Jak to zostać? Z kim? Ani ja, ani Lily nie ruszymy się stąd bez Darcy. Jesteśmy rodziną i przede wszystkim musimy trzymać się razem. Nie wyobrażam sobie zostawić niemowlaka na stacji kolejowej kosztem nowego życia. Jaki sens miałoby to życie ze świadomością, że nasze dziecko zostało w innym kraju?
- Nie ma mowy. Nie porzucimy własnej córki. - syknąłem zły.
- Wrócicie po nią, gdy sytuacja się uspokoi. Tak będzie lepiej dla was, a przede wszystkim dla małej. - zapewnił spokojnym głosem nieznajomy.
- Nawet nie ma z kim tu zostać. - wyznałem ze skruchą.
- Przykro mi. - powiedział z uśmiechem wyrażającym współczucie. Nie miałem siły, a tym bardziej ochoty go odwzajemniać.
- Jeszcze raz dziękuje za chęci. I powodzenia. - pożegnałem się i już miałem odchodzić, kiedy poczułem szarpnięcie za ramię.
- Poczekaj..
- Harry. - dokończyłem
- George - przedstawił się. Skinąłem głową, dając George'owi znak, aby kontynuował.
- Mała nie może płakać. To ryzykowne, ale jeśli zajmiecie miejsce w ostatnim przedziale, weźmiesz córeczkę na ręce i przykryjesz się kurtką, może się udać. Kontrola odbywa się na drugim postoju. Przeszukują tylko bagaż, dlatego musisz pozbyć się wózka.
- A co z ubrankami i zabawkami? - zapytałem jakby weselej, bo pojawiła się iskierka nadziei.
- Powiedzcie, że to dla dziecka znajomego z Irlandii w ramach prezentu. Tylko nie zająknij się przy kłamstwie. W przeciwnym razie ściągniesz na swoją rodzinę poważne kłopoty. Idź do żony, pociąg odjeżdża za 15 minut. - ostrzegł i poklepał mnie po ramieniu.
- Mam nadzieję, że kiedyś ci się odwdzięczę. - uśmiechnąłem się.
- Do zobaczenia Harry. - powiedział i zniknął w tłumie. Odnalazłem wzrokiem Lily trzymającą Darcy na rękach. Po chwili znalazłem się obok moich kobiet. Przedstawiłem ukochanej plan działania i mimo strachu, jaki dostrzegłem w jej oczach, zgodziła się na wszystko. Wiedziała, że nie mamy innego wyjścia. Za dużo już przeszliśmy i za wiele mogliśmy stracić, żeby teraz się wycofać. Darcy zasnęła w ramionach Lily, więc była szansa, że nie zdąży się obudzić do drugiej stacji. Wziąłem córeczkę od ukochanej i zarzuciłem kurtkę na ramiona. Ułożyłem dziewczynkę na przedramieniu, w efekcie czego wyglądałem, jakbym miał złamaną rękę zawieszoną na temblaku. Udało nam się zająć miejsca na samym tyle pustego przedziału i ruszyliśmy. Z każdą chwilą napięcie wzrastało, a nerwy brały górę. Dotyk Lily działał kojąco, ale nie był w stanie mnie uspokoić. Blondynka również niepokoiła się coraz bardziej. W końcu nadszedł moment, który miał zadecydować o wszystkim. Pociąg zatrzymał się. Przez okno widziałem kilku mężczyzn w mundurach, gotowych do przeprowadzenia kontroli. Byli to głównie Anglicy. Wsiedli do pojazdu i każdy z nich zajął się osobnym przedziałem. Zapiąłem kurtkę, uprzednio upewniając się, że nie odetnę tym córeczce dopływu powietrza.
- Proszę przygotować dokumenty. - polecił żołnierz podchodząc do nas. Lily podała mu papiery zdobyte na peronie. Twarz mężczyzny wydawała mi się znajoma, co nieco mnie zaniepokoiło.
- Coś nie tak? - zapytała nerwowo Lily, kiedy Anglik spoglądał to na nas, to na papiery.
- Nie naszywasz się przypadkiem Harry? - szepnął po chwili.
- James? - odpowiedziałem równie cicho. Byłem niemal pewien, że należał do grupy „wybranych”, którym udało się wrócić do stolicy, jak ja i Nathan.
- Stary, masz szczęście, że na mnie trafiłeś. Pozostali mają cię za zdrajcę i nie wiem co by ci zrobili, gdyby cię tu znaleźli. Uciekacie na zachód? - chłopak uśmiechnął się do nas. Dobrze go znałem i wiedziałem, że zasługuje na zaufanie.
- Póki co zatrzymamy się w Irlandii. - powiedziałem. Nagle Darcy poruszyła się pod kurtką, co nie umknęło uwadze Jamesa.
- Co to było do cholery? - zapytał ostrym tonem, zupełnie innym niż chwilę wcześniej. Rozpiąłem delikatnie kurtkę, a oczom żołnierza ukazała się śliczna maleńka istotka. Patrzył na nią z niedowierzaniem.
- Harry, przecież wiesz co za to grozi.. - powiedział przyciszonym głosem.
- Musisz nam pomóc. Proszę. - wtrąciła się Lily. James nie wiedział co zrobić, jednak po chwili pokiwał głową ze zrezygnowaniem. Wyjął z wewnętrznej kieszeni kurtki kopertę i podał ją blondynce.
- Zgoda, pod warunkiem, że wręczycie to Sophie Watson. To moja żona, mieszka w obozie dla uchodźców. Nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze ją zobaczę. - wyznał, a po policzku spłynęła mu łza, którą jednak szybko wytarł. Lily wzięła kopertę i uścisnęła dłoń chłopaka, aby dodać mu otuchy.
- Musisz mieć nadzieję. - powiedziałem z bladym uśmiechem.
- Tylko ona trzyma mnie przy życiu. Powodzenia. - rzucił na odchodne i wyszedł z pociągu, podobnie jak pozostali żołnierze. Pociąg ruszył, a my odetchnęliśmy z ulgą. Następny przystanek – Irlandia. Czas zacząć nowe życie.
___________________________________________
Hej, a więc to już koniec tego opowiadania. Mam nadzieję, że nie zawiodłam Was końcówką :) Jak oceniacie całą historię Lily i Harrego? Liczę na Wasze opinie! ♥
Dajcie też znać z kim ma być następne opowiadanie, może z Zaynem? :)
littlegirl

sobota, 18 marca 2017

Niall / 3

- Nazywam się (T.i.) (T.n.), dzwonię w pewnej bardzo interesującej sprawie...
- A mianowicie? - chciał przejść do sedna jak najszybciej, aby zakończyć rozmowę i w spokoju posiedzieć i poleniuchować. 
- To nie jest rozmowa na telefon.
- Co w takim razie pani proponuje? - zapytał.
- Może spotkanie tak na początek? - zaproponowała.
- W porządku. Jak na razie mam krótki urlop, więc w przeciągu kilku dni skontaktuję się z panią - odparł będąc naprawdę zmęczony.
- Obawiam się, że za kilka dni może być już za późno - lekkie zmartwienie w jej głosie zaniepokoiło go.
- To znaczy?
- To nie rozmowa na telefon. Daję panu czterdzieści osiem godzin, ni sekundy więcej - stanowczy ton zbił go z tropu. Pokiwał głową, dopiero po chwili spostrzegając, że rozmówczyni nie ma szans dostrzec tego gestu.
- W porządku? Uh, nie mam pojęcia o czym pani mówi i dlaczego dzwoni do mnie, ale proszę nie robić tego więcej w taki sposób. Jeśli chce pani pożartować, to jak najbardziej, ale z takich rzeczy? No proszę.
- Widzę, że pan nie rozumie. Proszę się ubrać, będę za 5 minut. Mówię całkiem poważnie - usłyszał tuż przed dźwiękiem kończącym rozmowę.
Był w szoku, ale miał wrażenie, że ta cała (T.i.) (T.n.) faktycznie się tu zaraz pojawi. Poszedł więc do sypialni, wybrał jakieś jeansy i biały T-shirt, przebrał się w nie, po czym z telefonem w dłoni podszedł do okna w salonie wychodzącego na ulicę przed jego domem. Cała ta sprawa dziwnie się prezentowała, a on naprawdę miał dość. Chciał przez jeden dzień mieć spokój. Jeden, jedyny dzień.
Usiadł na kanapie i puścił muzykę z głośników. Od razu zrobiło mu się lepiej.
Jednak dzwonek do drzwi skutecznie popsuł całą tą chwilę. Wstał i wyjrzał przez wizjer. Jakoś dziwnie jasno, jakby ktoś latarką świecił prosto w otwór. Uchyliłem delikatnie drzwi, a jasna postać wparowała do środka i zatrzasnęła je, natychmiast ryglując zamki.
- Co tu się... - nie zdążył dokończyć, a ona pociągnęła go do kuchni.
- Przepraszam, zaraz wszystko wytłumaczę. Najpierw jednak, czy twój dom stoi na uświęconej ziemi? - spojrzał na nią jak na wariatkę, ale przytaknął. Postać natychmiast uspokoiła się i bijący od niej jakby blask nieco przygasł. Niall zaczął się śmiać i wstał z krzesła, aby podjeść do blatu.
- Widzę, że sprawa  szykuje się naprawdę wesoła. Jak mniemam, panna (T.i.)?
- Tak.
- Cóż, miło poznać, Niall Horan - odezwał się wystawiając rękę, na którą spojrzała, ale nie ujęła. - Kawy, herbaty, soku?
- Sok? - kobieta zachowywała się naprawdę dziwnie. On jednak wciąż uśmiechał się, ponieważ humor poprawił mu się dość znacznie.
Nalał więc soku pomarańczowego i podał jej szklankę. Napiła się troszkę i odstawiła na bok.
- Dobrze, więc co panią do mnie sprowadza? - zabrzmiało to filmowo. Zresztą cała ta sytuacja wydawała się nierealna, jakby wyjęta z kontekstu jakieś produkcji.
- Najpierw musi mnie pan lepiej poznać.
- W czym ma to pomóc? - zaciekawił się. Obca kobieta dzwoni do ciebie informując, że za chwilę pojawi się w twoim domu, a gdy już przychodzi wpada do środka jakby co najmniej ktoś ją gonił - kto by nie był zainteresowany.
- Zrozumie pan lepiej sytuację. Proszę mi zaufać - uśmiechnęła się miło.
Niall spojrzał na nią dziwnie, po czym wstał i wstawił wodę na kawę.
- Myślę, że powinna sobie pani pójść, panno (T.i.). Nie podoba mi się cała ta sytuacja, wparowuje pani do mojego domu i robi zamieszanie.
Kobieta spojrzała na niego i zamrugała. Wstała i podeszła do niego, a następnie przyłożyła swoją dłoń do jego klatki piersiowej. Poczuł dziwne ciepło, a po chwili przeszedł go przyjemny dreszcz.
- Zaufaj mi - szepnęła i odsunęła się, wyciągając rękę w jego stronę. Złapał ją, a ona pociągnęła go do korytarza. Ubrał buty i wyszli.
Nie wiedział dlaczego dał sobą tak po prostu kierować. Szedł powierzając się jej całkowicie. Miała nad nim kontrolę, a on nie potrafił okiełznać tego uczucia. Nie wiedział ile szli, gdzie i w jakim celu. Jednak w końcu zatrzymali się, a ona zerwała więź, puszczając jego dłoń. Stali na polanie odgrodzonej od świata przez ścianę drzew. Przypominała nieco kwadrat, jednak nie była idealnie równa. Mimo to miała swój urok, któremu zdecydowanie uległ.
- Dlaczego tu jesteśmy? - zapytał.
- Spójrz - wskazała na coś za nim, ignorując jego pytanie. Odwrócił się i zobaczył wielki, niebieski kwiat. - Kielich, który pozwoliłby ci przejrzeć na oczy. Dałby odpowiedzi na wszystko to, co cię dręczy. Wzmocniłby cię, pokazał to, kim naprawdę jesteś.
Nagle wszystko zaczęło się rozmywać. Przymknął powieki odnosząc wrażenie że coś zmusiło go, aby się skurczył. Gdy uniósł je, znów siedział w fotelu, na telewizorze leciały napisy końcowe jego ulubionego filmu, a on czuł się zdezorientowany.
- Znajdź go - usłyszał wewnątrz siebie i był pewny, że zwariował. Sięgnął po swój telefon i sprawdził rejestr połączeń, jednak ostatni numer, który w nim widniał, należał do szefa. Nie wiedział co się dzieje i dlaczego tak się dzieje, ale zrzucił to na kark zmęczenia. Za oknem pomarańczowe promienie słońca majaczyły już na horyzoncie, jednak nie przeszkodziło mu to w szybkim podjęciu decyzji oraz realizacji jej. W dresie już był, dlatego też włożył buty na stopy, złapał jeszcze z portfela banknot, aby w drodze powrotnej kupić mleko i wybiegł z domu uprzednio zamykając drzwi.
Biegł z uśmiechem na ustach. Kochał gdy wiatr głaskał go po twarzy, gdy dźwięki przyrody zewsząd go otaczającej opowiadały mu swoją historię. Uwielbiał złoto rozlewające się po świecie wraz z zachodzącym słońcem. Śmiał się wówczas do życia, które odpowiadało mu ze zdwojoną siłą.
Nagle usłyszał klakson za sobą, więc odwrócił się ciekawy, przez co zderzył się z kimś. Nim jednak jego ofiara zdążyła spotkać się z podłożem, złapał ją i spojrzał w jej kierunku.
- Przepraszam cię bardzo! Nic ci nie jest? - zapytał małego chłopca już mającego łzy w oczach.
- Nic - pociągnął nosem. Wyprostowali się, a blondyn rozejrzał się wokół.
- Jest tu gdzieś twoja mama? Kupiłbym ci lody w ramach przeprosin - uśmiechnął się przepraszająco.
- Nie wiem, zgubiłem się chyba - odparł malec znów pociągając nosem.
- A pamiętasz adres swojego domu? Albo numer telefonu? - podpytał klękając przed maluchem i sprawdzając, czy na pewno nic mu nie jest. Na szczęście był cały.
- Nie bardzo. Ale mieszkam w takim dużym, niebieskim domu. I mamy pieska! Fifi jest bardzo duży i na płocie jest napisane, że jest zły, ale tak naprawdę on nie lubi być niegrzeczny i niedobry, i zawsze jest super. I mamy też mniejszego pieska. Chupacabra się wabi. On potrafi być groźny. Nawet gryźć umie! Ale mnie nigdy jeszcze nie ugryzł. Kocham go bardzo i nigdy na niego nie krzyczę! To pewnie dlatego - gdy chłopczyk podłapał, że dorosły interesuje się nim, buzia nie chciała mu się zamknąć.
- Naprawdę? A chciałbyś pokazać mi Fifiego i Chupacabre?
- Jasne! Ale musi mnie pan zaprowadzić do domu. Mama nie pozwala mi rozmawiać z obcymi, jak się robi późno i w ogóle nie mogę z nimi rozmawiać, nawet jak jest dzień - powiedział dumnie, przypominając sobie słowa mamy. Nagle dotarło do niego, że przed sobą ma obcego dorosłego i się odsunął. - Jeśli chce pan mi zrobić krzywdę, to będę bardzo głośno krzyczał i policja przyjedzie! Ostrzegam.
- Spokojnie, nie chcę ci nic zrobić. Po prostu chciałbym odprowadzić cię do domu, bo robi się ciemno i mama na pewno martwi się, że jeszcze nie jesteś w domu - odpowiedział spokojnie blondyn i uśmiechnął się do wciąż nieprzekonanego chłopca. - Mam na imię Niall, mieszkam niedaleko. Może nawet jesteśmy sąsiadami!
- No nie wiem.
- I w drodze powrotnej możemy zjeść lody - dodał Niall mając nadzieję, że uda mu się przekonać malucha. Na słowo lody oczy chłopczykowi rozbłysły, a zęby błysnęły.
- Jestem Michael.



~~~~~~~~~~
Hej ^^ Troszkę później niż zamierzałam, ale nie umiałam tego ładnie ująć, żeby mi pasowało. Nadal nie jest idealnie, ale już trudno. Mam nadzieję, że mimo wszystko się spodoba :D
DZIĘKUJĘ ZA 14 KOMENTARZY! <3
Liczę na podobny odzew i szczere opinie:3

Buziaki, DF xx

niedziela, 12 marca 2017

Make love not war ~ Harry część 6

- Styles, to ty? Zatrzymaj się. - rozkazał żołnierz, a ja wykonałem polecenie. Jego zdecydowany i pewny siebie ton wywołał u mnie ciarki na plecach. W ułamku sekundy powróciły wszystkie wspomnienia w pola bitwy. Obrazy rannych i poległych, dźwięki strzałów, krzyków, nawoływania o pomoc, a dodatkowo ten cholerny gęsty dym, który piekł oczy niczym gaz pieprzowy. Do końca życia nie zapomnę tych miesięcy, nieważne jak usilnie bym próbował.
- Tak, to ja. - odpowiedziałem sucho i odwróciłem się w stronę mężczyzny. Nauczono mnie, że lepiej nie zdradzać swoich emocji. Niewzbudzającym podejrzeń ruchem sprawdziłem, czy broń znajduje się w kieszeni. Nie planowałem jej użyć, ale brałem pod uwagę każdą ewentualność.
- Dawno się nie widzieliśmy. - uśmiechnął się ironicznie, podchodząc bliżej.
- Zaledwie kilka dni. - odparłem takim samym tonem.
- Widzisz, już całkowicie straciłem poczucie czasu przez tę monotonię. Zupełnie inaczej niż na zachodzie kraju, gdzie spędziliśmy ostatni rok, prawda? Tam się coś działo, nie to co tutaj. Ach, zapomniałem.. przecież ty nie wiesz o czym mówię, zdrajco. - ostatnie słowo podkreślił. Tym stwierdzeniem uznał za nic całe cierpienie, jakiego doświadczyłem. Zacisnąłem wargi, aby nie dać po sobie poznać, że zabolało mnie to wyzwisko.
- Harry! - usłyszałem anielski głos Lily. Obróciłem głowę w stronę uliczki i ujrzałem uśmiechniętą dziewczynę kierującą się w naszą stronę. Trzymała na rękach malutką Darcy, która bawiła się kosmykami jej włosów. W myślach klnąłem jak szewc, jednak na zewnątrz wciąż zachowywałem pozory niewzruszonego nawoływaniem mężczyzny.
- Ukochana cię woła, tatuśku. Nie reagujesz? - zadrwił Nathan. Z trudem powstrzymałem się, żeby go nie uderzyć.
- Czego właściwie ode mnie chcesz? - zapytałem. Nie rozumiałem jego zachowania. Wracaliśmy do Londynu tym samym samolotem. Chłopak cieszył się z tego powodu chyba jeszcze bardziej niż ja, ciągle powtarzał, że to cud i nasza jedyna szansa. Mimo trudnej sytuacji nie tracił nadziei, za co szczerze go podziwiałem. Coś musiało się stać i nie chodziło tu o moją ucieczkę.
- Ta blondi jest całkiem niezła. Wystarczy, że raz mi da, a nikomu nie powiem, że cię widziałem. - syknął. Kipiałem ze złości. Wytrąciłem mu z rąk karabin i wyciągnąłem pistolet z kieszeni. Przystawiłem chłopakowi broń do skroni. Gdyby mój wzrok mógł zabijać, Nathan byłby już martwy.
- Pojebało cię. - stwierdziłem wściekły. Niespodziewanie żołnierz wyjął swój rewolwer, przysuwając go do mojej głowy. Staliśmy naprzeciwko siebie i z drżącymi rękami trzymaliśmy za spusty.
- NIEE! - krzyknęła rozpaczliwie Lily, która zdążyła znaleźć się obok nas.
- Lily, idź do domu! - poleciłem, nie odrywając wzroku od oczu Nathana. Musiałem uważać na każdy ruch, gdyż mógł on poskutkować śmiercią jednego z nas. Robiło mi się niedobrze na myśl, że mógłby dotknąć mojej ukochanej, ale mimo wszystko nie chciałem go zabić. Nie jestem mordercą. Dziewczyna ani myślała ruszyć się z miejsca, co było dokładnie w jej stylu.
- Proszę.. - szepnęła w stronę Nathana, nie powstrzymując łez. Przyciskała do siebie ciałko Darcy, która musiała źle znieść nerwową sytuację, bo również płakała.

Sekundy zdawały się trwać całą wieczność. Widok Harrego z bronią przy skroni był jak spełnienie najgorszego koszmaru. Bezradność, myśl, że nic nie mogę zrobić doprowadzała mnie do szaleństwa.
- Proszę.. - szepnęłam błagalnie do chłopaka. Zagrażał życiu osoby, którą kochałam najmocniej na świecie. Słone łzy spływały po moich policzkach, z każdą chwilą zamazując obraz coraz bardziej. Córeczka wierciła się niespokojnie, próbowałam ją uspokoić, ale na daremne. Przytuliłam dziewczynkę do siebie, czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Przetarłam oczy ręką, aby lepiej widzieć Harrego, być może w ostatnich chwilach jego życia. Nie myślałam racjonalnie, powinnam była udać się z Darcy do domu, tak jak prosił, ale nie mogłam go zostawić. Niespodziewanie, nieznajomy odsunął pistolet na bezpieczną odległość. Harry patrzył na niego z pogardą i nienawiścią, ale uczynił to samo.
- Twój wybór Styles, ale nie myśl, że będę cię krył przed dowódcą. - mruknął młody chłopak.
- Wolę umrzeć, niż sprzedać ci najważniejszą kobietę w moim życiu. - syknął.
- Jak to sprzedać? - wtrąciłam się. Nie rozumiałam nic z tego, o czym mówili.
- Bez przesady, taka ładna nie jesteś. Jeden numerek zapewniłby bezpieczeństwo twojemu chłoptasiowi, ale on, jak widać, tego nie rozumie. - powiedział z cwaniackim uśmieszkiem, mierząc mnie wzrokiem od góry do dołu.
- Przysięgasz, że wtedy nic mu nie będzie już zagrażać? - zapytałam, próbując nie myśleć o tym, co za chwilę miałoby się wydarzyć.
- Lily, chyba zwariowałaś! - krzyknął Harry - Nie zrobisz tego!
- Dla ciebie zrobię wszystko.. - szepnęłam, podchodząc do ukochanego. Wspięłam się na palce i czule go pocałowałam. Próbowałam zapamiętać smak jego ust i myśleć o nich cały czas, który miałam spędzić z nieznajomym. Nie chciałam tego robić, ale byłam przygotowana na każde poświęcenie.

- Spierdalaj stąd Nathan. Naślij na mnie porucznika, ba! Całe wojsko! Możesz tylko pomarzyć o takiej kobiecie, rozumiesz? - powiedziałem, obejmując Lily ramieniem. Widziałem, że chłopak zdążył się już napalić i tak łatwo nie odpuści.
- Będziesz tego żałował. Do zobaczenia. - syknął i splunął mi pod nogi. Nie przejąłem się tym nawet w najmniejszym stopniu. Kiedy żołnierz zniknął za zakrętem, udaliśmy się do domu. Dopiero po zamknięciu drzwi na wszystkie spusty mogłem odetchnąć z ulgą. Zacząłem analizować całą sytuację. Nie spodziewałem się, że Lily będzie w stanie tak się dla mnie poświęcić. Podszedłem do niej i wpiłem się w bladoróżowe usta dziewczyny.
- Kocham cię. - powiedziałem patrząc jej w oczy.
- Kocham cię.. - powtórzyła, opierając swoje czoło o moje.
- Mamy mało czasu..

_________________________________________
Wybaczcie moją długą nieobecność, ale pokonał mnie jakiś okropny wirus i dopiero teraz stanęłam na nogi. Jak widzicie, to jeszcze nie koniec opowiadania :D Bardzo mnie cieszy taki pozytywny odbiór pod poprzednimi częściami i zachęcam do komentowania także tutaj  ♥
littlegirl