One Direction i My.. - imaginy

środa, 23 lipca 2014

Marcel.. cz.9

Tą cześć dedykuję Lizie Skórze :) Dziękuję, że jesteś i komentujesz :')
- Mam coś na twarzy?- zapytałam niespokojnie.
- Nie Nath, po prostu jesteśmy tak samo ubrani.- zaśmiał się. Spojrzałam na niego i rzeczywiście! On również miał bordowe rurki, biały T-shirt, szary sweter i białe air force. Zatkało mnie. Roześmiałam się razem z nim i walnęłam się w czoło.
- Idę się przebr..
- Nie trzeba. Jesteśmy dopasowani- uśmiechnął się szeroko, a ja skinęłam głową. Niall wziął ze stolika na kawę  klucze i portfel, po czym skierowaliśmy się w stronę wyjścia. Było ciepło, więc zrezygnowałam z kurtki, ale Niall wziął swoją. Zaśmiałam się z niego, a on nie odpowiedział.
- To.. gdzie jedziemy?- zapytałam.
- To niespodzianka.- odpowiedział tajemniczo. Po raz kolejny skinęłam głową i przygryzłam wargę. Troszkę się boję. Przez kilka minut jechaliśmy w ciszy, która mi ciążyła. 
- Niall?
- Tak?
- Moglibyśmy się zatrzymać w Starbucks'ie?
- Eee... No dobra, tylko szybko. Troszkę nam się śpieszy.
- Okej.- uśmiechnęłam się pod nosem. Po chwili chłopak zatrzymał samochód.
- Pójść z Tobą?- zapytał z troską.
- Nie musisz. Chyba umiem kupić sobie kawę. Chcesz coś?
- Tak. Weź mi mrożoną herbatę.
- Ok.- wysiadłam.
- Nath!- odwróciłam się już nieco zniecierpliwiona. Chyba to zauważył, bo się skrzywił.
- Co?
- Masz pieniądze?
- TAK!- krzyknęłam i nie zdążyłam zrobić kroku, a blondyn znowu mnie zawołał.
- Jezu człowieku. Powiedziałeś, że się śpieszymy.
- Zapomniałaś portfela.- wróciłam i go wzięłam z jego wyciągniętej ręki. Podziękowałam i pobiegłam do Starbucks'a. Kolejka nie była tak ogromna, jak się spodziewałam. Podeszłam do lady i poprosiłam o latte i mrożoną herbatę. Dostałam co chciałam i zapłaciłam. Szłam w stronę drzwi, gdy ktoś wpadł na mnie, wywracając napoje. Na szczęście na mnie nic się nie wylało.
- Wybacz mi Nathalie!- powiedział nieznajomy.
- Ok, ale musisz odkupić. Po za tym skąd znasz moje imię?!
- Och, rzeczywiście możesz mnie nie znać. Jestem Louis. Louis Tomlinson.
- Ok..ej? Mniejsza, stawaj w kolejce i odkupuj mi latte i mrożoną herbatę.
- Jaka pewna siebie!
- Zamknij się. Czekam tam przy stoliku.- wskazałam miejsce przy oknie. Skinął głową i wszedł w kolejkę. Siedziałam tak jakieś 5 minut, kiedy nagle dostałam sms-a.
Nieznane: Ile jeszcze Nath?
Byłam zdezorientowana i nie wiedziałam, kto pisze.
Nath: A kto pisze? O_o
Kilka sekund później dostałam odpowiedź
Nieznane: Ach.. No tak, nie masz mojego numeru. Niall.
Odetchnęłam. Zapisałam sobie numer Niallera.
Nath: Kupiłam i miałam wychodzić, ale jakiś idiota wlazł na mnie i teraz odkupuje to, co mi wywalił. 
Niall: Jak się nazywa?!
Nath: Louis.
Niall: A nazwisko?
Nath: Tomlinson.
Niall: O kurde. Wracaj szybko, olej go. BIEGIEM.
Uniosłam brwi, ale posłuchałam. Już prawie doszłam do samochodu, ale ktoś złapał mnie za ramię i odwrócił. To Louis.
- Chyba czegoś zapomniałaś księżniczko. Masz.- podał mi mrożoną herbatę i latte.
- Ehm.. Dzięki.- odwróciłam się i już miałam wsiadać, gdy Louis znowu mnie obrócił.
- Nie ładnie tak odchodzić bez pożegnania.
- Pa.- wsiadłam do samochodu i zatrzasnęłam drzwi. Chłopak roześmiał się, ale odszedł.
- Niall?- nie odpowiedział. Patrzył się tępo przed siebie. Nawet nie ruszyliśmy.
- Niall?- powtórzyłam. On nadal nic.
- Niall do cholery! Powiedz coś!- wykrzyknęłam.
- A co mam ci powiedzieć?! Że spotkał nas jeden z członków gangu Black i mamy przerąbane?! Że jest najgroźniejszy gang w całej Francji?! Że są nawet groźniejsi od Josha?! Że polują na ciebie?! To chciałaś usłyszeć?!- wybuchnął. Zapalił samochód, po czym z piskiem opon odjechaliśmy.
- Ja.. Nie wiedziałam.- powiedziałam, a on prychnął.
- Zapnij pasy.- posłusznie wykonałam polecenie.- Umiesz posługiwać się bronią?- Co?! Czy on właśnie...
- Tak.- przypomniałam sobie, jak Josh mnie uczył.
- Masz.- podał mi pistolet.- Schowaj go za pasek spodni i zakryj czymś.
- Czym?
- Nie wiem! Czymkolwiek, żeby nie było tego widać!- rozzłościł się.
- Nie podnoś na mnie głosu!- ups. Nagle zahamował. Odchylił głowę do tyłu i zamknął oczy. Postanowiłam go nie ruszać. Tak właściwie, to czym jest gang Black? I czemu akurat polują na mnie?
Otworzyłam szeroko oczy, gdy zobaczyłam Louisa na drodze. Szedł z wielkim uśmiechem na twrazy w naszą stronę. Dopiero teraz przyjrzałam mu się bardziej. Miał brązowe włosy, ładne oczy, niestety nie widziałam koloru z tej odległości. Był ubrany normalnie i schludnie. Czarne rurki, biała koszulka i białe vansy. Niestety zauważyłam broń, więc się przestraszyłam.
- Niall.. Louis.. On..- chłopak natychmiast się ogarnął i wyszedł z samochodu.
- Czego chcesz?! Josh i Cody dali wam jasno do zrozumienia, że macie ją zostawić w spokoju.- krzyknął. Cody?! Co...
- Spokojnie Horan. Mam dla ciebie propozycję.- powiedział spokojnie Louis.
- Nie będę tego słuchać.- odwrócił się i zaczął iść. Wtedy padł strzał. Blondyn złapał się za brzuch i upadł. Nie wytrzymałam i wysiadłam z samochodu.
- Co ty do cholery robisz?!- wykrzyknęłam i wyciągnęłam broń Nialla i swoją.
- Ło księżniczko spokojnie.- powiedział po czym podszedł bliżej.
- Nie zbliżaj się bo strzelę. Z obydwu.- powiedziałam pewnie. Nie miałam problemu ze strzelaniem, bo z Joshem było kilka takich akcji i wiedziałam, jak mam się zachować.
- Nawet nie odbezpieczyłaś ich.
- Jesteś pewny?- powiedziałam i wystrzeliłam jednym w drzewo obok. Louis odskoczył.
- Nie zabijesz mnie.- lekko przestraszony cofnął się.
- Może nie. Zależy, czy się mnie teraz posłuchasz.- skinął głową, a ja kontynuowałam- Nie mam problemu ze strzelaniem do ludzi. Nie boję się policji i konsekwencji, więc zabicie ciebie nie jest dla mnie problemem. Dlatego słuchaj. Teraz grzecznie odłożył broń i wszystkie noże, pistolety i inne. Po czym sobie pójdziesz, rozumiesz?
- Nie boję się ciebie księżniczko- po czym sięgnął po broń, a ja strzeliłam w jego ramię. Louis krzyknął, chociaż kula ledwo go drasnęła. Spojrzał przerażony i szybko wyrzucił całą swoją broń.
- Okej. Teraz się odsuń od tego i pomóż mi go wsadzić do samochodu.
- Jak tego nie zrobię, to co?- Strzeliłam ostrzegawczo pod jego nogi. Odskoczył jak oparzony i szybko podszedł do Nialla i wsadził go na tył. Był nieprzytomny.
- Teraz wsiadaj i postaraj się zatrzymać krwawienie. W przeciwnym razie następnym razem naprawdę nie będzie ci miło.- posłuchał się, a ja wsiadłam do samochodu.
- Umiesz prowadzić- zapytał.
- Tak.- ruszyłam prosto do szpitala. Schowałam broń za pasek tak, aby była niewidoczna i kazałam Louisowi zanieść go do recepcji. Przerażona pielęgniarka od razu zawołała lekarza, a oni wzięli go na salę operacyjną. Okej, mam chwilę, aby ustalić, co się stało.
- Louis.- szepnęłam, a on pochylił się wiedząc, że chcę mu coś powiedzieć.- Słuchaj oficjalna wersja jest taka, że jechaliśmy samochodem i Niall wysiadł na chwilę, bo miał odebrać coś od kuzyna i wtedy padł strzał. Znają mnie, więc nie będą pytali o szczegóły, ale wyciągną mu tą kulę.
- Okej.- powiedział tylko. Po chwili pojawił się lekarz.
- Co się stało?- powtórzyłam mu historyjkę wymyśloną przed chwilą. Poprosił o moje imię i nazwisko. Gdy je podałam, skinął tylko głową i odszedł. Usiadłam pod ścianą, a Lou stanął koło mnie.
- Ehm.. Nathalie?
- Czego chcesz?!
- Chciałem powiedzieć, że już idę. Z telefonu Nialla napisz mi, czy wszystko z nim w porządku.- odwrócił się a ja prychnęłam. Spojrzał na mnie i poprosił, żebym wstała. Olałam go.- Zawsze jesteś taka?
- To znaczy jaka?! 
- Taka.. trudna.- wkurzyłam się ostro. Wstałam i poprosiłam, abyśmy wyszli. Skinął głową, a ja oświadczyłam pielęgniarce, że jakby lekarz nas szukał, to jesteśmy na zewnątrz. Gdy byliśmy koło samochodu moja złość osiągnęła punkt krytyczny.
- Słuchaj koleś. Skrzywdziłeś mojego przyjaciela. Nie wiem, czy może go nie zabiłeś, a ty mi mówisz, że jestem trudna?! Puknij się w głowę! Po tym, co zrobiłeś, oczekujesz, że tak po prostu powiem "Jasne, napiszę, jak będę wiedziała co z nim".  Może jeszcze mam ci dać mój numer telefonu, kartę kredytową i pin do niej?!- zatkało go, a ja czułam, jakbym miała zaraz wybuchnąć.- A wiesz co jest najgorsze? Że prawdopodobnie on z tego nie wyjdzie! I to będzie tylko i wyłącznie TWOJA wina! Ale niestety złożyłam przysięgę i nie mogę na ciebie donieść! Nie mogę powiedzieć, że to ty. A wiesz dobrze, że wtedy Cody i Josh by cię rozszarpali. Radzę ci uważać frajerze. Jesteś jakiś nienormalny! Zniknij z mojego życia! Zostawi mnie i moją rodzinę. Mam na myśli NIALLA, Josha i resztę. Nawet Cody'ego.- stał patrząc na mnie kpiąco.
- Haha księżniczko nie denerwuj się.- zaśmiał się. Podeszłam do niego i z całej siły walnęłam go z liścia.
- I NIE MÓW NA MNIE KSIĘŻNICZKA!- wydarłam się i wróciłam do szpitala. Usiadłam pod salą, którą pokazała mi pielęgniarka i czekałam, aż przyjdzie lekarz. Gdyby nie ta złość, to bym się popłakała, ale ja tylko czekałam cierpliwie. Po chwili dostałam sms-a. Odblokowałam mojego nowego i-phone. Miałam 2 wiadomości. Jedną od Josha, a drugą od.. Cody'ego? Najpierw otworzyłam tą od Josha.
Josh: Wow Nathe. Nie widziałem cię nigdy takiej złej. Zaraz będziemy w szpitalu.
Będziemy..?
Cody: Nathalie, wiem, że mnie nienawidzisz, ale to mój kuzyn. Dziękuję ci. Możemy mieć.. Tymczasowy.. rozejm?
Nath: Okej..?
Moment i dostałam wiadomość
Cody: :)
Chwilę później usłyszałam głos Josha i Cody'ego.
- Nathe!- mój chłopak podbiegł do mnie i przytulił. Cody stanął obok. Nie uśmiechał się ani nic. Po prostu stał.- Wszystko w porządku? Nic ci nie jest?
- Nie. Jest okej. Martwię się tylko o Nialla.
- Dlaczego? Chodźmy już- pociągnął mnie za rękę, ale ja się wyrwałam i stanęłam prosto.
- Nigdzie nie idę. Czekam na info o Niallu.- Josh przewrócił oczami i złapał moją rękę.
- Nie trać czasu na takie osoby.
- Takie, czyli jakie?- zapytałam po raz kolejny wyrywając swoją rękę i poczułam, że gniew, który nie wygasł po Louisie powoli zbiera się na Josha.
- NIC NIE WARTE- powiedział. 
- Niall jest moim przyjacielem. Nie będziesz mną pomiatać. To się kończy w tej chwili. Nie będę dłużej twoją zabawką. Mam dość.
- Hahaha. Dobra Nath. Idziemy.- przeszedł kilka kroków, ale gdy się zorientował, że stoję w tym samym miejscu zezłościł się. Podszedł do mnie i zatrzymał się kilka centymetrów od mojej twarzy. Patrzył w moje oczy.- Tak chcesz skończyć? Przy JEGO boku?- wskazał na Cody'ego i prychnął. Chłopak zachował spokój i spojrzał na mnie współczująco. CO?!
- Nie skończę przy jego boku, idioto. Po prostu zostanę tu i poczekam na Nialla.
- Z nami koniec- powiedział i wyszedł. Westchnęłam i usiadłam na krześle.
- Wszystko.. okej?- zapytał Cody siadając na przeciwko mnie.
- Taa..- przeciągnęłam.
- Nie jestem dobry w byciu dobrym. Ale postaram się ciebie pocieszyć czy coś.- powiedział patrząc na mnie.
- Coś- wyszeptałam a on uśmiechnął się. To był szczery uśmiech, którego wcześniej nie widziałam. Odwzajemniłam się, ale wyszedł z tego raczej jakiś grymas.
- Nie martw się. Ten no on wyjdzie z tego. Jest silny i w ogóle. Zresztą ty też.- uśmiechnęłam się na te słowa. 
- Dzięki.
- Co zrobiłaś, że Louis się ciebie posłuchał?- zapytał po chwili ciszy.
- Zagroziłam mu bronią. Delikatnie go postrzeliłam w lewe ramię i prawie w nogi. Ten drugi miał być ostrzegawczy i w sumie dobrze, że troszkę opuściłam dłoń, po pomógł mi go tu dostarczyć.
- Kurczę dziewczyno. Ty umiesz strzelać z broni?- potwierdziłam skinieniem głowy.
- Eee.. Cody? Masz może słuchawki?- zaskoczyłam go tym pytaniem, ale podał mi je. Podłączyłam je do i-phone i włączyłam jakąś tam piosenkę. Przesłuchałam ich chyba z 40, kiedy przyszedł lekarz. Oddałam słuchawki Cody'emu.
- Udało nam się ustabilizować pana Horana. Mogą państwo pójść do niego. Jest po operacji już 30 minut, ale chcieliśmy, aby się uspokoił i wybudził. Można z nim porozmawiać, ale chwilę, by nie przeciążyć jego organizmu. Żaden narząd nie został poważnie uszkodzony.
- Dziękujemy panu- powiedziałam
- Jesteśmy ogromnie wdzięczni- dodał Cody i ruszyliśmy do sali, którą wskazał nam lekarz. Ja prawie biegłam, z czego Cody się śmiał. Po chwili byliśmy.
- Cody? Mogę wejść pierwsza, ale na chwilę sama?
- Wejdźmy razem, a ja i tak po paru minutach muszę iść załatwić coś.- uniosłam brwi, ale nie byłam wścibska.
- No okej.
Weszliśmy i zastaliśmy Nialla we łzach.
- Co się stało?- zapytaliśmy równocześnie. Blondyn uśmiechnął się i poprosił, żebyśmy się przybliżyli. Cody zajął krzesło, więc musiałam stać, ale Niall poklepał miejsce obok siebie, więc usiadłam. Przytuliłam go, a on cmoknął mój policzek.
- Myślałem, że wszyscy mnie zostawili. A po za tym, to bałem się o ciebie Nath. Wiesz, że ja nie zemdlałem? Ale nie mogłem się ruszyć. Słyszałem i widziałem wszystko. Tylko później, jak podeszliście do mnie, to zamknąłem oczy, bo czułem się zmęczony.
- Spokojnie. Wszystko jest w porządku. Ale chyba zwichnęłam nadgarstek, po spoliczkowaniu Lou.- strzelił mi pytające spojrzenie, ale zanim zdążyłam odpowiedzieć, zrobił to Cody.
- Brachu, gdybyś widział to. Aż go obróciło! Później, jak wróciła do szpitala, Louis potarł policzek. Jak zdjął rękę widziałem ślad czerwonej dłoni. Po za tym twarz tak mu spuchła, że wyglądał jak quasimodo.- Niall zaśmiał się uroczo. Mój telefon zaczął wibrować. Odblokowałam go i zamarłam..

Kolejna tradycyjnie za 2 komentarze :D

Directioner_Forever <3

4 komentarze: