One Direction i My.. - imaginy

niedziela, 8 lutego 2015

Ziall c: ~część 3

Widziałem w nich coś na kształt zranienia. Zabolało ją to? Patrzyłem się i patrzyłem, ale nic nie mogłem wyczytać z jej spojrzenia, oprócz zranienia. Odsunąłem się od niej i podszedłem do Zayn'a.
- Brawo idioto, przez Ciebie zraniłem (T.i.).- syknąłem.
- A podobno żadna nic dla Ciebie nie znaczy.- zaśmiał się i poklepał po plecach. Wkurzony wyszedłem z sali trzaskając drzwiami. Zsunąłem się po ścianie i tak po prostu tępo wpatrywałem się w ściane na przeciwko. Jakiś czas później, drzwi otworzyły się i jakaś drobna osóbka usadowiła się obok mnie.
- Wszystko okey?- zapytała.
- Taa.- przeciągnąłem. Dam sobie głowę uciąć, że ów osoba przewróciła oczami.
- Dobra, nie ważne. Przyszłam, bo za 10 minut gramy mecz, więc ogarnij dupe Horan. Mój stosunek do Ciebie nie zmienił się za sprawą jednego pocałunku. Także daruj sobie zamartwianiem się, gdyż dla mnie nadal jesteś Niallem Horanem, o którym nie wiem prawie nic.- wstała i wahała się chwilę, czy poczekać. Skorzystałem z okazji i stanąłem z nią twarzą w twarz. Teraz albo nigdy- pomyślałem.
- (T.i.) wysłuchaj mnie. Nie wiem o co chodzi, ale gdy zobaczyłem Cię wczoraj u Zayna, zaintrygowałaś mnie. Nie mówię, że sie zakochałem czy coś, bo nie bawię się w miłość. Ale na pewno jesteś inna. Nie mam pojęcia, czy to za sprawą włosów, ale chciałbym cię poznać.- po tych słowach cała moja odwaga ulotniła się. Wszedłem do sali i podbiegłem do drużyny.
- No Horan, zaraz gramy.- zaśmiał się Luke.
- No Hemmings, zaraz skopiemy Ci dupe.- odpowiedziałem w chwili, gdy dołączyła do nas (T.i.).
- Dobra, dobra. A tak apropo, to dzisiaj o 7 p.m. u mnie?
- Chyba tak.- pytająco uniósł brwi, a ja tylko machnąłem ręką. Później mu wytłumaczę.
- Ej coś się stało Jakeowi!- szturchnęła mnie Katherine. Tak skupiłem się na rozmowie z Luke'em, że zapomniałem o drużynie.
- Co jest?- podszedłem do chłopaka.
- Siłowaliśmy się z Matt'em i coś mi strzeliło w nadgarstku.- zaśmiał się.
- Ej weź udawaj, że cię strasznie boli, czy coś.- powiedziałem, na co przytaknął i chwilę potem na niby zwijał się z bólu.
- Zayn, zagrasz z Niallem, bo Jake'owi coś się stało.- Kelsey Chester zwróciła się do Mulata, przez co sekundy później siedział obok mnie i Luke'a.
- Zayn, dzisiaj u mnie o 7 p.m.?- Malik spojrzał na mnie znacząco.
- Raczej tak.- wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Następnie nauczycielka dała znak, że teraz my gramy. 
- Powodzenia, Hemmings.- zaśmiałem się.
- Powodzenia, Horan.- również się zaśmiał. Miałem zacząć, więc wziąłem piłkę i stanąłem za białą linią. Rozległ się gwizd, a ja zaserwowałem. Luke w ostatniej chwili odbił do Andrew, który podał do Lesly a ona przebiła. Piłkę odebrał Zayn, a (T.i.) wystawiła mi. Z całej siły zrobiłem ścinę, zdobywając pierwszy punkt. Na szczęście kolejne punkty dosłownie wydzieraliśmy sobie nawzajem. Mecz był zacięty, a pani Chester ostro sędziowała. Nareszcie jakiś porządny pojedynek! 
- Okej, za 10 minut dzwonek, więc kto zdobędzie punkt, wygrywa!- oznajmiła nauczycielka. Serwować miała (T.i.). Podbiegłem do niej i na ucho wyszeptałem:
- Podkręć nadgarstek w prawo. Luke tego nie odbierze, a wiesz, że Lesly jest fatalna w odbiorze.
- Nie bój żaby.- zachichotała, a ja wróciłem na swoją pozycję. (S.T.i.) skierowała piłkę prosto w ręce nieświadomej niczego brunetki. Jakimś cudem piłka powędrowała delikatnie w górę, co wykorzystała Amy i ledwo, ale jednak wystawiła Luke'owi. Natychmiast przygotowaliśmy się, a on pokierował piłkę prosto w twarz skupionej (T.i.). Uderzenie było tak mocne, że bordowo włosa upadła na podłogę i straciła przytomność. Wszyscy stali sparaliżowani, nawet pani Kelsey. Otrząsnąłem się i podbiegłem do dziewczyny. Oddychała, więc po prostu wziąłem ją na ręce i puściłem się biegiem w stronę gabinetu pani pielęgniarki. Ułożyłem (T.i.) na kozetce i sięgnąłem po telefon kobiety za biurkiem. Wystukałem numer pogotowia.
- Dzień Dob..
- Proszę przyjechać do..- podałem adres i nazwe szkoły.
- Dobrze, ale co się stało?
- (T.i.) (T.n.) dostała piłką w twarz na w-fie. Straciła przytomność, ale oddycha. Trochę nos jej spuchł, ale ogólnie nie wygląda to źle.- wyrecytowałem.
- Karetka powinna przybyć za kilka minut.- po tych słowach podałem jeszcze swoje imię i nazwisko, a następnie rozłączyłem się. Dosłownie chwilę później można było słyszeć syrenę karetki w oddali. 
- Niech pani pójdzie i przyprowadzi ratowników.- powiedziałem lekko zdenerwowany, co ja mówię, okropnie zdenerwowany pani pielęgniarce. Kobieta szybkim krokiem dotarła do drzwi i poszła.
- (T.i.) słyszysz mnie? Cholera, brzmię jak idiota.
- Zg-zgadzam s-się. Brzmisz j-jak id-idiota.- wybełkotała.
- Wszystko okej? Coś Ci podać? Albo nie, lepiej leż, zaraz przyjdzie pomoc.- złapałem ją za rękę. Równie szybko ją puściłem. Jezu co się ze mną dzieje?!
- Niall, zrcb-zrobisz coś dla mnie?- wyszeptała.
- Cokolwiek.- odpowiedziałem równie cicho.
- Pocałuj mnie.- resztką sił odetchnęła. Powoli przybliżyłem swoją twarz i przyłożyłem swoje wargi, do jej. Ona nie ruszała się, co znaczy, że znowu straciła przytomność. Odsunąłem się od niej w chwili, gdy ratownicy weszli do środka.
- Proszę się odsunąć.- powiedział jeden z nich. Moją małą (T.i.) położyli na noszach i okryli kocem termicznym. Gdy wyszli, usiadłem pod ścianą, a do mnie podeszła pielęgniarka pytając, czy wszystko okej. Potem jeden z ratowników zadał to samo pytanie. Nie odpowiedziałem, tylko skierowałem sie do szatni. przebrałem w swoje dresy, a strój i buty sportowe wrzuciłem do torby. Z kolei torba trafiła z powrotem do szafki. Zgarnąłem plecak i już mnie nie było. Byłem w drodze do szpitala. 5 minut później mój czarny Range Rover stał na miejscu dla inwalidów, a ja biegłem w stronę wejścia. Zaczepiłem pierwszego lepszego lekarza pytając o (T.i.).
- Kim pan dla niej jest?
- J-ja jestem jej.. chłopakiem.- musiałem wiedzieć co z nią.
- W takim razie panna (T.n.) została przewieziona na salę segregacji. Potem pojedzie na tomograf. Musimy sprawdzić, czy przez ten wypadek nie powstał żaden krwiak. Następnie nie jestem panu wskazać kierunku, bo wszystko zależy od wyniku badań.- przytaknąłem głową, a lekarz zaprowadził mnie pod salę, gdzie leży moja dziewczyna. Nie pozwolono mi do niej wejść. Patrzyłem przez szybę, jak pobierają jej krew, podłączają do kroplówki i innych urządzeń. Kilka minut później wyjechali z nią na badanie tomograficzne. Szedłem tuż obok, odrętwiały. Nie byłem w stanie nic zrobić.
-  Jak jedno uderzenie w twarz mogło wyrządzić takie coś?! Przecież to do cholery była tylko piłka!- krzyczałem jakiś czas temu, gdy po badaniach okazało się, że nos (S.T.i.) jest złamany a ona sama może mieć problemy z pamięcią. Dochodzi do tego jeszcze fakt, że przy upadku uderzyła się w kość ogonową, a próbując zamortyzować upadek, skręciła sobie nadgarstek w prawej ręce.
- Panie Horan, nie jestem w stanie tego panu wytłumaczyć. Powiem wprost, mnie również wydaje się to dziwne. Jednakże bez pewnych informacji o ewentualnych wcześniejszych dolegliwościach od jej matki czy ojca nie potrafię odpowiedzieć ani na pańskie, ani na swoje własne pytania.- spojrzałem w jego oczy, które wyrażały współczucie.- Proszę mi zaufać, panna (T.n.) jest w naprawdę dobrych rękach.
- Mam nadzieję.- rzuciłem i wstałem. Wyszedłem na korytarz i usiadłem na plastikowym krzesełku. Czy to możliwe, żeby jedno uderzenie piłki, mimo że od Luke'a, czyli naprawdę mocne uderzenie, mogło wywołać aż takie obrażenia? 
Przypomniałem sobie naszą rozmowę. " Podkręć nadgarstek w prawo. Luke tego nie odbierze, a wiesz, że Lesly jest fatalna w odbiorze." Czy to przez moją sugestię (T.i.) jest teraz nieprzytomna i nieświadoma stopnia zagrożenia swojego życia? No dobrze, może przesadzam, ale lekarz sam mi wcześniej powiedział, że niepokojący jest fakt, że "panna (T.n.)" nie odzyskuje przytomności. Naprawdę źle się czułem. Bolała mnie głowa, żołądek się ściskał, a ręce pociły. Miałem zawroty głowy i nie potrafiłem się skupić. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem tego uczucia. Nawet nie wiem, jak się nazywa.. Jeszcze chwila i zwariowałbym, więc pobiegłem do łazienki. Obmyłem twarz wodą i potarłem skronie. Zawroty i ból lekko zelżały. Jednak nadal nie wiem, jak określić to, co przed chwilą mną zawładnęło, gdy pomyślałem, że.. że to może być moja wina... Że to przeze mnie (T.i.) może.. ona może.. Nie. Ona nie może umrzeć. Z tego dziwnego stanu wyrwał mnie dzwonek nadchodzącego połączenia. Przez odebraniem zdążyłem zauważyć, że to Zayn.
- Hej stary, wszystko okej?- usłyszałem. 
- Hej.. Tak wszystko okej.- przy ostatnim słowie mój głos się załamał.
- Cholera Horan. Gdzie jesteś? 
- Wszystko jest w porządku. Nie mus..
- Niall do jasnej cholery! Ogarnij się wreszcie! Wiem, ze nie jest okej, więc albo powiesz mi, gdzie jesteś, albo sam cię znajdę i gdy cię dorwę, rodzona matka cie nie pozna.- warknął zły. Martwił się, bo był dla mnie jak brat. Nie jak Greg.. Jak prawdziwy brat.
- Jestem w tym szpitalu niedaleko naszej szkoły.
- Zaraz będę. Nie załamuj się, okej?- słyszałem dźwięk odpalanego silnika. Rozłączyłem się i wyszedłem na korytarz. Usiadłem i czekałem, gdyż co innego mi pozostało?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
DZIĘKUJĘ ZA 5 KOMENTARZY! <3 
Obiecałam i dodałam dzisiaj! :D
Następna część, jak będzie 5 komów <3

CZYTASZ= KOMENTUJESZ

DF xx.

6 komentarzy:

  1. Świetny dawaj szybko next
    P.S PIERWSZA!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. O fuck szybko next ale akcja ❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wierzę, że piłka mogła coś takiego wyrządzić xD haha
    W każdym razie na prawdę świetna część i czekam na next'a ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie no super . :** Czekam na next'a

    OdpowiedzUsuń
  5. Boski <3 Niech tylko nie umrze i nie straci pamięci ! Bo cię udusze!! 😜

    OdpowiedzUsuń