One Direction i My.. - imaginy

wtorek, 9 września 2014

Tomlinson.. - część 5

Hejka.. :D Wiem, wiem dawno nie dodawałam.. :( Moje imaginy będą pojawiać sie mniej więcej co tydzień albo kilka razy w weekendy, teraz codziennie kończę o 17, a w domu jestem dopiero o 19 więc nie ma jak, a to jest klasa maturalna.. Mam nadzieje że mnie rozumiecie.. Liza twój zamówiony imagin jest i postaram sie dla Ciebie to jutro dodać.. :)
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Nie wiem nawet kiedy zasnęłam, ale obudziły mnie ładne zapachy. Podążyłam do kuchni i od razu zauważyłam Louisa, no tak, zapomniałam że został. Bez żadnego przywitania podeszłam do szafki i zaczęłam robić sobie kawę.
Lou: Cześć. - powiedział cicho, nie zareagowałam na jego słowa. - Zrobiłem ci śniadanie. - dodał po chwili. Spojrzałam na niego, a potem na talerz smacznie wyglądającej jajecznicy.
J: Obejdzie sie. - mruknęłam i wyjęłam z szafki musli i miskę, z lodówki wzięłam mleko i zrobiłam sobie śniadanie. Louis ze zrezygnowaniem westchnął.
Lou: Możemy porozmawiać? - usiadł na przeciwko mnie.
J: A teraz co robimy?!
Lou: Teraz to ty ignorujesz mnie i to co dla Ciebie robię. - w jego glosie był żal.
J: Tak masz racje. Jak zawsze. - powiedziałam z ironicznym uśmiechem.
Lou: Szczera do bólu.. - mruknął.
J: Dobrze wiesz gdzie są drzwi, nikt cie tu nie trzyma.. - wepchałam sobie do buzi kolejną porcje musli.
Lou: To skoro nie chcesz rozmawiać, to chociaż wysłuchaj.. - teraz pewnie będzie sie tłumaczył. - (T.i.) ja.. - zaczął - Wiem że moje przeprosiny w niczym nie pomogą, ale warto spróbować. Mało przeze mnie nie straciłaś życia. - postęp, potrafi przyznać sie do winy - Nigdy nie wybaczyłbym sobie gdybyś nie przeżyła. To jak sie w stosunku do Ciebie zachowywałem.. Było to spowodowane uczuciem porażki, byłem niesamowicie zazdrosny, że nie zwracasz na mnie uwagi tak jak na chłopaków. Po tym jak dałaś mi kosza..
J: Nie dałam. - wtrąciłam
Lou: Po tamtej rozmowie, myślałem że już całkowicie cie straciłem i chciałem żebyś jednak mnie w jakiś sposób zauważała. Wiem głupi pomysł, a jednak to zrobiłem. Rozsadzało mnie od środka gdy widziałem jak tulisz Nialla, czy Hazze, nie mówiąc już o innych, kompletnie obcych mi facetach. Rozwaliłem ci tą randkę tylko dlatego że nie potrafiłbym znieść myśli że twoje serce będzie należeć do kogoś innego, a nie do mnie. Zrozum że ja nie potrafiłbym bez ciebie normalnie funkcjonować, może teraz mnie nienawidzisz, a twoja miłość do mnie wyparowała, to wiedz że ja zawsze będę cie kochał. - dostrzegłam w jego oczach łzy, a moje serce zaczęło bardzo szybko bić - Nie proszę o drugą szanse, bo wiem że to nie w twoim stylu, ale chociaż odbudujmy naszą przyjaźń, tylko o to cie proszę.. - po jego policzkach spłynęły łzy. Ja sama byłam bliska płaczu, ale udawałam nieugiętą. Wstałam od stołu i odstawiłam do połowy pustą miskę z płatkami. Nie przełknęła bym już nic.
J: Chodź. - starałam sie brzmieć normalnie, choć głos mi sie załamywał. Chłopak posłusznie poszedł za mną, weszliśmy do mojej sypialni i położyłam sie na łóżku.
Tommo stał i nie wiedział co ze sobą zrobić. Poklepałam miejsce koło siebie by sie położył. Uczynił to, zachowując bezpieczny odstęp. Niepewnie zmniejszyłam go i wtuliłam sie w niego tak jak kiedyś, Louis dopiero po chwili odwzajemnił uścisk przyciągając mnie do siebie z tęsknotą. Przytulał mnie jakbym miała zaraz zniknąć. Brakowało mi jego ciepła, zapachu, obecności. - Nie spierdol tego.. - powiedziałam cicho. BooBear w odpowiedzi ucałował czubek mojej głowy i zamknął w jeszcze mocniejszym uścisku. Pomimo tak wczesnej pory zasnęłam, byłam zmęczona tym wszystkim. Obudziły mnie jednak jakieś szmery. Otworzyłam oczy i zauważyłam że Lou też śpi, ale nie poluźnił uścisku. Spostrzegłam że nad nami stoi reszta naszych przyjaciół.
N: Wiedziałem że to dobry pomysł. - powiedział zadowolony z siebie.
Z: Brawo Horan!- przybił z nim piątkę.
J: Jesteście nienormalni.. - stwierdziłam.
Li: Ale za to nas kochasz..
J: No jasne. - odpowiedziałam pewnie.
H: Nas wszystkich? - zapytał podejrzliwie.
J: No tak. - udało mi sie wyplatać z ramion bruneta.
Z: Louisa też? - dopytywał.
J: No przecież mowie że wszystkich. - uśmiechnęłam sie znacząco do nich i spojrzałam na śpiącego chłopaka, który sie również uśmiechał. (?!)
H: Tommo nie udawaj już że tak spisz.. - kopnął go w nogi. Lou od razu podniósł sie do pozycji siedzącej i popatrzył na mnie z wielkim bananem na twarzy.
Lou: Ja ciebie też.. - w jego oczach rozbłysły iskierki.
J: Szansa na odbudowę przyjaźni, a potem zobaczymy.. - ostrzegłam go. Chłopak posłusznie pokiwał głową że sie zgadza. W głębi serca rozsadzała mnie miłość do niego, ale niech zacznie sie starać. Wstaliśmy z łózka i zeszliśmy do salonu, podeszłam do małej szkatułki na komodzie która nie wygląda na otwierane pudełeczko. Wyciągnęłam z niej żyletkę i położyłam na ławie. Chłopaki patrzeli zdezorientowanie to na mnie, to na ostrze.
N: Mówiłaś że tamta była jedyną jaką masz. - powiedział z lekkim oburzeniem
J: Przypomniało mi sie o niej. Obiecuje że już nigdy tego nie zrobię. - położyłam jedną rękę na sercu w celu przekonania ich. Harry z wściekłą miną podszedł do mnie i zajął obok mnie miejsce. Chwile sie na mnie tak patrzał, ale rzucił sie na mnie i bardzo mocno przytulił.
H: Ja ci wierze! - powiedział uradowany. Zaraz po tym poczułam kolejne 8 ramion otulających nas. Zaśmiałam sie i odsunęliśmy sie od siebie.
Z: To przeprowadzisz sie do nas z powrotem?- zapytał z nadzieją.
J: Nie. - odpowiedziałam krótko, przez co spotkałam sie z rozczarowanymi minami chłopaków.
Li: Dlaczego?
J: Nie chce. Może w końcu będziecie bardziej samodzielni, a poza tym chce w końcu zacząć sama życie. - wzruszyłam ramionami jakby była to najoczywistsza rzecz.
H: Jak to? My nie jesteśmy samodzielni?! - oburzył sie Loczuś.
Lou: Ale jak to życie sama? - zdziwił sie.
J: Po kolei. Tak Harry jesteście niesamodzielni, a w szczególności Ty. A sama, bo ileż można mieszkać z pięcioma ojcami?! Hm?!
N: Wiemy że Hazz jest niesamodzielny i właśnie dlatego cie potrzebujemy. Jak my sobie z nim poradzimy bez ciebie, do tego kto będzie mi robił takie pyszne obiady i kolacje..?
Li: Kto mi pomorze ich upilnować, jak ciebie nie będzie z nami..?
Z: Kogo ja będę przytulał bez powodu? Przecież nie przytulę Loczka.
H: Ej! - zwrócił sie do Mulata - A do tego komu ja będę pomagał w dobraniu stroju? Z kim będę jeździł na wycieczki i no dobra, kto będzie mnie pilnował? - przyznał ze skruszonym głosem. Zaśmiałam sie i wszyscy spojrzeliśmy na Louisa.
Lou: I ja nie chce już za Tobą tęsknić.. - wszyscy spojrzeli na mnie swoimi wielkimi oczami pełnymi nadziei.. 
...

Będzie jeszcze jedna i koniec tego imagina.. :) Oczywiscie czekam na opinie.. :D



Naat

1 komentarz: