One Direction i My.. - imaginy

wtorek, 2 września 2014

Tomlinson.. - część 4

        Misiaki macie czwartą cześć. Od razu mówie że będzie jeszcze jedna i ostatnia, mam nadzieje że spodoba wam sie i że zacznie przybywać komentarzy.. :*  Kocham Was <3 
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

N: (T.i.)!! (T.i.)!! Obudź się!! - usłyszałam krzyki Niallera. A potem jakąś cichszą rozmowę, ale bardzo szybko coś mówił. Nie wiem z kim, ani po co!? Przecież ja już nie chcę żyć.. Chce tylko zniknąć! Nic już nie słyszałam, ale wiedziałam że sie unoszę. Nie wiem co było później, była tylko ciemność. Jakiś czas potem do moich powiek docierało rażące światło. Nie mam pojęcia ile minęło od tamtego momentu, jednak wydaje mi sie że kilka godzin. Otworzyłam powoli oczy i poczułam jak ktoś ściska moją dłoń. Byłam pewna że to Niall, ale to nie był on. To był jakiś brunet, tulił sie do mojej reki i jego łzy spływały na nią, czułam to. Nie widział że sie obudziłam. Ruszyłam lekko palcami by sie podniósł, uczynił to a moim oczom ukazała sie zapłakana twarz Louisa. Byłam w szoku że to on siedzi u mnie w szpitalu i to jeszcze płacze z mojego powodu. Patrzał z troską i smutkiem w moje oczy, nie wiem jak mam zareagować na jego obecność tutaj. A jeżeli on znowu gra?! Chłopak otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, ale nie zdążył bo do pomieszczenia wszedł Horan z mężczyzną w białym fartuchu. Blondyn od razu sie ucieszył na mój widok, a lekarz sprawdził moje opatrunki na rekach. 
L: Miała pani wielkie szczęście że ten chłopak panią znalazł.. - wskazał na Niallera. 
J: Raczej nieszczęście.. - powiedziałam szeptem. Doktor tylko spojrzał na mnie i wyszedł zostawiając mnie z chłopakami. Nie miałam zamiaru sie odzywać, ale wiedziałam że zaraz zacznie sie kazanie blondyna. N: Prosiłem cie! - zaczął z wyrzutem - Prosiłem żebyś sobie niczego nie robiła. A jakbym przyszedł chwile później? Pewnie bym nie zdążył cie uratować. - załkał. J: Może to byłoby i lepiej Niall.. - spojrzałam na niego - ..może w końcu miałabym spokój. I tak nie mam życia i tak, więc co to za różnica?! 
Lou: Duża różnica. - wtrącił
J: Ciekawe dla kogo?! Chyba dla Nialla, Harrego, Liam i Zayna. 
Lou: Dla mnie.. - wyszeptał i spuścił głowę. Zaśmiałam sie ironicznie. 
J: Jaja sobie ze mnie robisz?!! - byłam już zła, przez co maszyny pod które byłam podpięta zaczęły wydawać coraz głośniejsze dźwięki. - Przecież tak bardzo pragnąłeś żebym zniknęła. No tak! Komu miałbyś rujnować życie, jak mnie już by nie było?! - zakpiłam - Nagle zmieniłeś zdanie, myślałeś że kłamie i że nie jestem zdolna do czegoś takiego?!! 
N: (T.i.) proszę cie uspokój sie trochę. Nie możesz sie denerwować. - złapał mnie za dłoń i popatrzał na mnie z troską i spokojem. Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam na Louisa. 
J: Wyjdź Lou. - rozkazałam. Chłopak nie zareagował, tylko przyglądał mi sie z niedowierzaniem. - Głuchy jesteś?! Nie chce cie tu widzieć! - powiedziałam zła. 
Lou: Przepraszam.. - wyszeptał 
J: Za późno. - brunet podniósł sie z miejsca i ze spuszczoną głową wyszedł z mojej sali. Gdy tylko jego osoba zniknęła za drzwiami, moje łzy spłynęły na policzki. Niall na szczęście nic nie mówił, uspokoiłam sie i starłam łzy. - Dziękuje. Jesteś wspaniałym przyjacielem. - uśmiechnęłam sie słabo do niego. 
N: Wiem i za to mnie kochasz.. - powiedział pewnie, przez co od razu poprawił mi sie humor. 
J: Chodź tu. - zrobiłam mu miejsce na moim łóżku i chłopak z wielkim bananem na twarzy wszedł na nie, co ułatwiło mi wtulenie sie w niego. 
N: Zrobisz cos dla mnie w ramach rekompensaty za uratowanie ci życia? - spytał po chwili. 
J: Jasne, jak tylko wyjdę zrobię ci najlepszą kolacje jaką tylko potrafię.. - blondyn sie zaśmiał a ja z nim. 
N: Miło by było, ale nie chce. 
J: Coo?! Ty mówisz na serio? Co jest takie ważne że nie chcesz jeść?! 
N: Moi przyjaciele. Chce abyś porozmawiała szczerze z Louisem. - odsunęłam sie od niego. 
J: Nie mówisz poważnie. - bardziej stwierdziłam niż zapytałam. 
N: Mówie. (T.i.) prosze cie, jeżeli nie chcesz zrobić tego dla niego, albo dla siebie to zrób to dla mnie. - powiedział błagalnie. On dobrze wie jak jest dla mnie ważny i że dla niego zrobię wszystko. To jest prawdziwa przyjaźń. Ułożyłam sie z powrotem koło niego. 
J: Dlaczego ja mam wyciągać rękę na zgodę po tym co mi zrobił? - zapytałam cicho. 
N: Bo jesteś o wiele mądrzejsza niż Tommo i dobrze wiem co do niego czujesz.. 
J: Moje uczucia nie mają tu znaczenia. Skąd mam wiedzieć że on znów nie zacznie uprzykrzać mi życia? 
N: Nie zacznie. Jestem tego pewny, on kocha cie równie mocno co ty jego, albo i mocnej. - powiedział z pewnością w głosie. Nialler nigdy mnie nie okalam, więc teraz tez by tego nie zrobił. 
J: Nie chce ci niczego obiecywać, ale postaram sie. Daj mi trochę czasu na zebranie sie w sobie. - chłopak przycisnął mnie bardziej do siebie. Czułam sie bezpieczna koło niego. W szpitalu poleżałam tylko dwa dni, oczywiście dostałam zastrzeżenia od lekarza że nie powinnam tego robić. Przytaknęłam mu na wszystko i pojechałam z Niallem do mojego domu. Po drodze chłopak zadzwonił do reszty zespołu że mają u mnie zaraz być, nie rozumiałam tego. - A po co oni? 
N: Sam sobie nie poradzę.. - powiedział szybko 
J: Ale z czym? - dopytywałam 
N: Zobaczysz.. - wiedziałam że więcej mi nie powie, więc nie drążyłam tematu. Chwile później, podjechaliśmy pod mój dom, samochody chłopaków już tam stały. - Jesteśmy! - krzyknął gdy byliśmy w środku. 
Z: Tak sie ciesze że cie widzę. - uściskał mnie a za nim cała reszta, oprócz Louisa oczywiście. Co on tu właściwie robi? Miał nie wiedzieć gdzie mieszkam! 
J: Niall, możemy na słówko!? - nie czekałam na jego odpowiedz tylko pociągnęłam go w stronę kuchni. - Co on tu robi?! - powiedziałam przez zęby. - Lou miał nie wiedzieć gdzie mieszkam, chyba po to sie przeprowadzałam, nie?! 
N: Oj mała, mała. Każda para rąk jest teraz potrzebna. - uśmiechnął sie w ten charakterystyczny sposób dla niego gdy coś knuje. 
J: Co ty kombinujesz? Do czego jest ci tyle osób potrzebne? 
N: Nie pytaj, tylko wracamy. I pamiętaj że masz z nim pogadać! - przypomniał. 
J: Zastanowię sie! - powiedziałam zła. Wróciliśmy do salonu gdzie siedzieli chłopaki. N: Dobra zaczynamy.. Wiecie co robić. Mówiłem wam o tym wczoraj. Zaglądacie wszędzie, gdzie tylko cie da. A ty - zwrócił sie teraz do mnie - nie przeszkadzasz, bo inaczej cie stąd wywiozę. - zagroził. Nie odezwałam sie, chciałam zobaczyć co oni będą robić. Usiadłam na kanapie a chłopaki sie rozeszli po domu. Nie wiem który był w jakim pokoju, czy innym pomieszczeniu, ale niestety Lou został w salonie. Chłopak zaczął przeszukiwać wszystko, zajrzał w każdy kąt pokoju. Nie reagowałam na to, choć irytowało mnie zachowanie chłopaków. Ja im po domu nie latam i nie przeszukuje ich rzeczy. Zrezygnowana wzięłam jakaś książkę z ławy i zaczęłam ją czytać, co jakiś czas czułam na sobie wzrok Tomlinsona, przez co nie mogłam sie skupić na czytanych słowach. Po jakimś czasie, chyba upłynęły ze dwie godziny i wszyscy z powrotem byli w salonie rozsiadając sie. - Ile macie? 
Z: Ja przeszukałem całą łazienkę i nic, a spodziewałem sie tam tego najwięcej.. - wyznał. 
Li: Ja tak samo. 
H: Zero.. 
Lou: Nic nie znalazłem. 
N: Ja niestety też nie. - ich miny nie były zadowolone. Chyba sie domyślam czego szukali. Wyjęłam z kieszeni jedno małe błyszczące ostrze 
J: Tego szukaliście? - rzuciłam ją na stolik przed nami. 
N: Oszalałaś?! - oburzył sie. 
H: Oddaj wszystkie jakie masz! - zarządził. 
J: To wszystko. - odpowiedziałam krótko 
Li: Jakoś mnie nie przekonałaś.. - skrzyżował rece na piersi. 
J: Mam sie rozebrać i pokazać że już nic nie mam?! - zapytałam z ironią 
H: Znów to robisz.. Znów mnie podpuszczasz.. - zaśmiałam sie. Przypomniałam sobie sobotę, jak Hazz do mnie przyszedł. Wtedy też go podpuściłam. 
Lou: Nie kłamiesz że więcej ich nie masz? - zapytał z nadzieją, nie sądziłam że wtrąci sie do rozmowy. 
J: Nie kłamie. - odpowiedziałam spokojnie - Ale co to za problem pójść i kupić?! Sądzicie że zrobiłabym zapas, wiedząc do czego jesteście zdolni?! 
Z: Nie wiem, ale nie będziemy już ryzykować. 
J: Co masz na myśli? - posłałam im niezrozumiale spojrzenie.
Li: Przeprowadzisz sie z powrotem do nas. 
J: Chyba sobie żartujesz! Nie po to sie przeprowadzałam. Nie chce przezywać znów tych chorych sytuacji co były wcześniej. Nie namówicie mnie do tego! - oburzyłam sie. 
N: W takim razie mam inny pomysł. Chłopaki każdy z nas będzie z nią przebywał. Zmiany będziemy robić po tygodniu. Mamy wolne więc nie widzę problemu. - jaki on błyskotliwy ostatnio. 
J: Niall! Nie jestem małym dzieckiem! Nie potrzebuje mamusi żeby mnie pilnowała! I nie zgadzam sie! - krzyknęłam na niego. 
H: Ja sie zgadzam z Niallem. (T.i.) zrozum że to dla twojego dobra. Chcemy żebyś z nami była przez cały czas a nie.. 
Li: Mówisz że nie jesteś dzieckiem?! A to twoje zachowanie nie było dziecinne?! - dobra, wiedziałam że Liam ma racje, ale jestem ciekawa jak on by sie zachował w mojej sytuacji. 
J: Daddy powiedz co byś zrobił na moim miejscu? Jakbyś już nie wytrzymywał? Jakbyś sie czuł gdyby osoba którą kochasz rujnowała ci do tego stopnia życie? Hmm? - powiedziałam to ze łzami w oczach. Kilka z nich spłynęło na moje policzki. Spojrzałam na Louisa, w jego oczach też świeciły łzy. Na pewno czuje sie winny, i bardzo dobrze. Może w końcu zrozumie jak wiele krzywd mi wyrządził. 
Li: Ja.. Nie wiem.. - odpowiedział ze smutkiem. 
J: No właśnie. 
N: Kto pierwszy przejmuje warte? - zapytał chłopaków. 
Lou: Ja! - odpowiedział od razu 
Z: Ok, to widzimy sie za tydzień. Informuj nas o wszystkim. 
J: Nienawidzę jak bawicie sie w tatusiów! - chłopaki bez słowa wstali i wyszli, zostawiając mnie z Tomlinsonem. Nie miałam ochoty siedzieć z nim w jednym pomieszczeniu, więc wstałam i zaczęłam wychodzić. 
Lou: Gdzie idziesz? - poderwał sie z miejsca i złapał mnie za rękę. 
J: Jak najdalej od ciebie. - wyrwałam dłoń z jego uścisku i poszłam do sypialni. Położyłam sie na łóżku, a łzy mimowolnie wypływały spod moich powiek. Czułam że to będzie ciężki tydzień..
 ..

 Tak więc komentujcie.. :D


 Naat



2 komentarze: