One Direction i My.. - imaginy

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Louis.. ~ I never had nothing to say.. - część 1

Hejo!! :*
Blog został po raz kolejny nominowany do Libster Awards!! 
Niżej jest post!! :)
A teraz macie Louisa, zagłosowaliście na niego więc macie! To będzie raczej smutny imagin..
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

          Jestem zwyczajną mężatką, mam wspaniałego męża, co prawda nie jest zbyt częstym gościem w naszym domu, a to dlatego że ma taką prace, ale kochamy sie. Ja zajmuje sie domem, mam jakąś tam lekką prace, ale nie mogę równać jej z Louisa pracą. Mój kochany jest światowej sławy członkiem zespołu, ale dajemy rade żyć na odległość.. Chyba nie mogę powiedzieć złego słowa o nim ani o jego przyjaciołach. Są świetni w tym co robią! Dzisiaj jest ten dzień! Wraca do domu z trasy i będę miała go dla siebie przez kilka tygodni, ciesze sie jak cholera bo dawno już go nie widziałam. Przygotowałam wspaniałą kolacje, i siebie, kupiłam nawet na tą okazję nową sukienkę. Zrobiłam sie na bóstwo i czekałam na mojego księcia. Siedziałam jak na szpilkach, ale dochodziła już północ a ja byłam nieźle zmęczona. Przykryłam sie kocem i wzięłam do ręki nasz album, byliśmy wtedy tak bardzo blisko siebie. Przez te wyjazdy oddaliliśmy sie od siebie, ale nie sądzę by coś mogło nas rozdzielić. Nawet nie zauważyłam kiedy album wypadł mi z rąk, a ja odleciałam w krainę snu. Obudziłam sie bardzo wcześnie, byłam zawiedziona że Louis nie przyjechał o umówionej godzinie i postanowiłam jednak pójść dzisiaj do pracy. Zadzwoniłam do swojego szefa i powędrowałam do sypialni wybrać sobie odpowiednie ubrania. Wzięłam prysznic i przebrałam sie, sukienkę rzuciłam na pufę w sypialni i wiążąc włosy w koka weszłam do kuchni. Nalałam sobie kawy, szybko wypiłam i mogłam wychodzić. Wyjeżdżając z naszej posiadłości zauważyłam jak ktoś sie kręci koło mojego podwórka, zignorowałam to myśląc że to fan mojego męża i skręciłam w odpowiednią ulice. Dzień w pracy mijał mi powoli, myślami byłam tylko przy Louisie, zastanawiałam sie dlaczego nie przyjechał. Niemożliwe żebym pomyliła terminy jego przyjazdu!
S: Natalia możesz kończyć na dzisiaj. - usłyszałam głos mojego szefa. To starszy pan, bardzo miły i wyrozumiały. Jego sklep z antykami jest wspaniały, jest tu wiele starych i historycznych przedmiotów a ja mogę w nim pracować.
J: Poradzi sobie pan? - zapytałam życzliwie
S: Oczywiście, przecież zawsze daje.. - uśmiechnął sie a na jego twarzy pokazały sie te charakterystyczne zmarszczki. Pan Martin był dla mnie jak dziadek..
J: Nie wątpię.. Do jutra dziadku.. - zaśmiałam sie i zabrałam swoja rzeczy.
S: Chyba już szwankuje mi słuch.. Powiedziałaś dziadku? - podszedł do mnie, uważnie mi sie przyglądając.
J: Ja.. Przepraszam pana.. - zmieszałam sie
S: Spokojnie.. - uśmiechnął sie - Nic sie nie stało, bardzo mi miło że traktujesz mnie jak swoją rodzinę.. - to wspaniały człowiek.
J: Ja też. - pożegnałam go uśmiechem i wyszłam. Szybko doszłam na parking i bez stresu pojechałam do domu. Zanim weszłam do domu, zabrałam ze skrzynki wszystkie listy, postanowiłam odgrzać sobie wczorajszą, niedoszłą kolacje i trochę posprzątać w domu. Czasami chciałabym żeby ktoś jeszcze z nami mieszkał, żeby nie było tu tak pusto i cicho, żeby było do kogo wracać, ale niestety sie nie da.. Zamknęłam dom na wszystkie zamki, włączyłam radio, podgłaśniając je dość sporo i wzięłam sie za sprzątanie. Tanecznymi ruchami ścierałam kurze z szafek, uśmiechałam sie tęsknie wycierając ramki z naszymi zdjęciami. Tak bardzo go kocham! .. Po dwóch godzinach skończyłam, usiadłam na kanapie i wgapiałam sie w telewizor, wzięłam z ławy mój terminarz i Louis powinien wrócić wczoraj, coś mi nie pasowało.. poszukałam komórki i wybrałam do niego numer.
Lou: Halo? - odebrał po kilku sygnałach
J: Halo? Tylko na tyle Cie stać, gdy odbierasz od żony telefon? - zaśmiałam sie
Lou: Przepraszam słońce..
J: Martwię sie.. - przerwałam mu - Miałeś wrócić wczoraj wieczorem..
Lou: Z jakiś powodów odwołali nam lot..
J: Jak to?! To kiedy wrócisz? - powiedziałam z troską
Lou: Zaraz wsiadam w samolot.. Nie martw sie już. - poczułam wielką ulgę.
J: Kocham Cie.. - uśmiechnęłam sie sama do siebie.
Lou: Ja tak samo.. - rozłączył sie, z jednej strony cieszyłam sie strasznie że za kilka godzin będzie ze mną, ale z drugiej miałam jakieś dziwne przeczucia. Już od jakiegoś czasu nie mówi mi że mnie kocha, ciągle ta sama odzywka.. Słońce już dawno zaszło za horyzontem, nie chciałam dzisiaj tez wariować z jakąś kolacją bo pewnie i tak bym usnęła. Wykąpałam sie, przebrałam w moją sexi piżamkę i poszłam spać. Bardzo szybko odleciałam do krainy snu, na szczęście Louisa gdy sie obudziłam on leżał obok mnie. Wsparłam sie na łokciu i wpatrywałam sie w niego, był taki spokojny, taką beztroską minę miał podczas snu. Wyszłam ostrożnie spod pościeli i powędrowałam na palcach do łazienki, wykonałam poranną toaletę i przebrałam sie z piżamy. Wróciłam do sypialni, mój mąż dalej spał, podeszłam do niego i pocałowałam delikatnie jego usta. - Debby jeszcze trochę.. - mamrotał, coo?! Co to ma znaczyć?!
J: Debby?!

...
I jak? Podoba sie?! Jak myślicie jak będzie dalej?
Po 10 komach dowiecie sie tego!!!!!!!!!

CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!




Naat

13 komentarzy: