One Direction i My.. - imaginy

niedziela, 24 sierpnia 2014

Tomlinson.. - część 2

Hejka :* To tak, to jest kolejna część mojego niegrzecznego Louisa :)
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Rano wstałam około 11, wyjęłam z walizki dresy i koszulkę, która.. nie była moja. Przez jakąś chwile tylko sie jej przyglądałam zastanawiając sie do kogo należy.. Ta koszulka należy do Tomlinsona! Ale co ona robi w mojej walizce, nie miałam jego żadnej koszulki na sobie od.. od.. 4 miesięcy.. Musiała byc w mojej szafie, a ja wrzucałam wszystko nie patrząc jakie ubrania pakuje. Zapomniałam o niej a ten burak sie o nią nie upominał. Z tego co pamiętam była jego ulubioną.. Odłożyłam ją w widocznym miejscu i wybrałam sobie inny t-shirt. Oddam mu ją jak tam pojadę, nie chce mieć jego żadnej rzeczy czy pamiątki po nim. A skoro jest jego ulubioną to powinien sie ucieszyć. Zaczęłam wszystko rozpakowywać i po jakiś 5 godzinach skończyłam. Teraz moje mieszkanie było o wiele bardziej przytulne niż wczoraj. Uśmiechałam sie patrząc na końcowy efekt mojej pracy, każda nawet najmniejsza figurka pasowała idealnie. Nagle po domu rozległ sie dźwięk dzwonka, pobiegłam do drzwi i otworzyłam. Moim oczom ukazał sie loczek. 
J: Cześć Hazzuś.. - ucieszyłam sie jego widokiem. Wpuściłam chłopaka do środka, a ten sie rozejrzał. 
H: Hejka.. No o niebo lepiej, niż wczoraj.. - zaśmiałam sie. 
J: Mi też sie podoba.. A co cie do mnie sprowadza? - spojrzałam na niego 
H: No przecież miałem ci pomóc.. Sama kiedyś powiedziałaś że mam niesamowite wyczucie stylu.. 
J: No tak.. Przez to wszystko zapomniałam o mojej randce.. - uderzyłam sie z otwartej dłoni w czoło. Hazz sie zaśmiał. - To zrób sobie herbatę, albo kawę w kuchni i idź do sypialni coś uszykuj, a ja idę pod prysznic.. - powiedziałam szybko. 
H: A nie mogę z Tobą!? - zapytał błagalnie. 
J: Jasne Harry, czemu nie.. - powiedziałam z ironią 
H: Serio!? - chyba jej nie wyczul 
J: Tak, a potem pójdziemy sie pieprzyc w mojej nowej sypialni i stworzymy małą rodzinkę Stylesów.. - zaśmiałam sie widząc jak zmienia sie wyraz jego twarzy. 
H: Bardzo śmieszne.. - pokazał mi język i poszedł w kierunku kuchni. Wzięłam szybki, ale zdecydowanie orzeźwiający prysznic i ubrałam na siebie bieliznę i szlafrok. Poszłam do swojego pokoju, gdzie loczek stal już przed otwartą szafą. 
J: Jestem.. 
H: Dobrze, to teraz robimy rodzinkę Stylesów.. - powiedział z zadziornym uśmiechem i podszedł do mnie na niebezpieczną odległość. Pochylił sie nade mną i pocałował w policzek. Odetchnęłam gdy wrócił do przeglądania moich ubrań. 
J: Za co to było? 
H: No na przywitanie mi nie dałaś buziaka.. - czyżbym usłyszała lekkie oburzenie? 
J: Dam ci dwa jak moja randka okaże sie sukcesem.. - chłopak zachichotał i wyjął z szafy niebieską sukienkę przed kolano, a do tego skórzaną kurteczkę i czarne wysokie szpiki. Następnymi rzeczami jakie wyjął to granatowe rurki, białą bokserkę i do tego czarny luźny sweterek odsłaniający jedno ramie, na nogi zaś wybrał czarne lity z ćwiekami. Siedziałam na łóżku i tylko mu sie przyglądałam.. Szczerze mówiąc podobały mi sie te zestawy. 
H: Dobra, przymierzaj.. - odwrócił sie w moją stronę, najpierw przymierzyłam ten drugi zestaw.. Harry stwierdził że całkiem ładnie, ale mam przymierzyć sukienkę. Gdy tylko mu sie pokazałam, w jego policzkach pokazały sie dołeczki, czyli w tym idę na randkę. - Taak.. - powiedział z rozmarzeniem - ..to jest to. 
J: Dziękuje, idę sie przebrać.. Zrobisz coś do jedzenia? - zapytałam błagalnie. 
H: Jasne, ale kolejny buziak do kolejki. - podeszłam do niego i dzięki wysokim szpilkom nie miałam problemu by pocałować go w policzek. Chłopak tylko sie zaśmiał i poszedł do kuchni. Szybko przebrałam sie w jakieś dresy i zeszłam do niego. Zdążył zrobić kilka kanapek, usiadłam przy stole i zaczęłam zajadać. Chwile później siedział już na przeciwko mnie. 
J: Jak pierwsza noc beze mnie? - zapytałam biorąc kolejnego kęsa. 
H:Źle, bardzo źle.. Tak pusto.. - powiedział smutno. 
J: Możesz za to podziękować tylko jednej osobie. 
H: Powiedz mi.. Dlaczego on jest taki wredny dla ciebie? - spojrzałam w jego zielone oczy. 
J: Nie chce rozmawiać o Louisie.. Przepraszam Harry ale zaczęłam życie bez niego. - chłopak skinął delikatnie głową na znak że rozumie. Przez jakieś kilka minut milczmy, ale loczek przerwał tą cisze. 
H: O której ta randka? - spojrzałam na zegarek 
J: Za trzy godziny! - powiedziałam z lekkim przerażeniem. Wstałam szybko i zaczęłam nerwowo zbierać talerze że stołu. Hazz widząc moje zdenerwowanie złapał mnie za dłonie zmuszając do zatrzymania sie. 
H: Spokojnie.. - zaśmiał sie - .. Pomogę ci ale sie nie stresuj.. Przecież to mnóstwo czasu, a teraz mów jak ma na imię ten twój chłopak. - pokazał swoje ząbki. Wzięłam głęboki wdech i uspokoiłam sie trochę. 
J: Na imię na David i jest całkiem przystojny.. Ma ciemne włosy, cudownie niebieskie oczy.. - rozmarzyłam sie. 
H: Haha.. A dlaczego tylko całkiem przystojny? Przecież ty jesteś śliczna i powinnaś umawiać sie z bardzo przystojnymi chłopakami. - teraz o ja sie zaśmiałam. 
J: Wiesz Hazz.. Nie tylko wygląd sie liczy.. Ale nie ma większych przystojniaków od tych z One Direction, więc rozumiesz..?! - spojrzałam na niego znacząco. W jego policzkach znów pokazały sie dołeczki. 
H: Rozumiem.. - powiedział dumnie. Poszliśmy do salonu. 
J: Ale dziękuje. 
H: Za co? - zdziwił sie. 
J: Za tą ślicznotkę. - cmoknęłam go w policzek. 
H: Przecież to prawda, chociaż za takie podziękowania mogę mówić ci to codziennie po kilkanaście razy.. - zaśmialiśmy sie. Chwile jeszcze porozmawialiśmy i poszłam sie szykować. Byłam już wykapana więc prysznic z głowy, ubrałam sie i zaczęłam robić sobie fryzurę. Podkręciłam końcówki lokówką i ułożyłam je. Zrobiłam sobie widoczny, choć nie mocny makijaż i ze szpilkami w ręku zeszłam na dół. Kręciłam sie po salonie zbierając potrzebne mi rzeczy. Czułam na sobie wzrok Harrego. 
J: Może być? - stanęłam przed nim, gdy ubrałam moje buty. 
H: Gdzie sie wybieracie? - zignorował moje pytanie. 
J: Do tej restauracji koło Big Bena.. - wpakowałam do torebki portfel i telefon. 
H: Zaszalał.. - zaśmiał sie. - I tak, wyglądasz cudownie i to dzięki mnie.. - powiedział dumnie -  Kurw* co ja zrobiłem! - w jego głosie była  złość, spojrzałam zaskoczona na niego. 
J: O co ci chodzi Harry? 
H: Wiesz, gdybym nie traktował cie jak siostry, brałbym sie za ciebie.. - na jego twarzy był zadziorny uśmiech. 
J: Głupek! 
H: Dobra, ja spadam i widzę cie jutro u nas.. 
J: Tak jest tatusiu.. 
H: Braciszku! Jak coś.. - usłyszałam zanim wyszedł. Kilka minut później i ja wychodziłam z domu. Zamknęłam dom i wsiadłam do taksówki. Młody kierowca co chwile patrzył w lusterko, tym samym patrząc sie na mnie. Czułam lekkie zakłopotanie, ale na szczęście kilka chwil później wysiadłam. Weszłam do restauracji i wzorkiem odszukałam mojego bruneta. Siedział przy stoliku z ogromnym uśmiechem. Odwzajemniłam jego uśmiech i podeszłam do niego. Przywitał mnie soczystym buziakiem w kącik ust. Czułam że sie rumienie, usiadłam przy stoliku i zaczęliśmy rozmawiać. 
D: Bardzo ślicznie wyglądasz.. - powiedział po jakimś czasie. Teraz to juz byłam czerwona. 
J: Dziękuje.. - wyszeptałam. - Ty też bardzo dobrze. - stwierdziłam. 
D: Wiesz (T.i.), mimo że znamy sie tylko kilkanaście dni, to zależy mi na naszej znajomości. - wyznał, a mi zrobiło sie cieplej w serduszku. 
J: Ciesze sie, bo mi też.. - uśmiechnęłam sie ładnie do niego. Rozmowa nam sie kleiła, śmieliśmy sie i żartowaliśmy. Czułam sie przy nim swobodnie, David zasypywał mnie komplementami i czułymi słówkami, chłopak idealny.. W pewnym momencie w restauracji pojawiła sie znajoma twarz. Miałam nadzieje że nas nie zauważy, siedzieliśmy w sumie na końcu lokalu, ale nie chciałam go tu. Niestety Louis z wyższością podszedł do naszego stolika. 
Lou: Cześć kotku.. - powiedział słodko i pocałował mnie w policzek. 
D: Kotku? - zapytał zdziwiony. 
 J: Właśnie! Kotku!? - zapytałam równie zaskoczona. 
Lou: (T.i.) skarbie, co to za chłopak? - Tomlinson przysiadł sie do nas i spojrzał na Davida. 
D: Dlaczego mi nie powiedziałaś sie kogoś masz? J: Bo nie mam. - odpowiedziałam szybko. 
Lou: A ja? - zapytał lekko oburzony - Przecież sie kochamy.. Skarbie ja nadal nie rozumiem twojego zachowania.. - mówił spokojnie i z małym uśmiechem. 
J: Co ty w ogóle tu robisz?! - warknęłam na niego. 
D: Nie spodziewałem sie tego po tobie.. - powiedział smutno. 
Lou: Ja też nie, przecież planowaliśmy już rodzinę i ślub.. - teraz to przegiął. 
J: Louis jaja sobie ze mnie robisz?! 
D: Zapomnij o mnie.. Myślałem że jesteś inna.. - wstał z miejsca i tak zwyczajnie wyszedł. Gdy tylko odszedł od nas, Lou pochylił sie delikatnie w moją stronę. 
Lou: A żebyś wiedziała że robię.. - wyszeptał i odszedł od stolika. Słyszałam tylko jak śmieje sie sam do siebie. Zrezygnowana opadłam łokcie o stolik, a twarz okryłam w dłoniach. Chciało mi sie płakać. Tomlinson jest aż tak bezczelny, żeby rozwalać mi randkę?!! Nie spodziewałam sie takiej rzeczy nawet po nim. Zapłaciłam za nasz niedoszły posiłek, którego nie zaczęliśmy nawet jeść i wyszłam. Po drodze do domu wstąpiłam do sklepu i zaopatrzyłam sie w pół litrową butelkę wódki. Do domu weszłam cała zapłakana, Louis przegina na całej linii. Rujnuje mi życie. Godzinę później butelka była pusta, nie miałam ochoty więcej myśleć o tym dupku, nie miałam ochoty żyć. Pamiętam gdzie schowałam małe ostrze. Znalazłam je szybko i zrobiłam dwie długie kreski na nadgarstku. Gdy zaczęła sączyć sie krew i zaczął docierać do mnie ten okropny, piekący ból, świadomość wróciła. Ogarniam szybko łzy i w mgnieniu oka opatrzyłam rękę. 
 J: Co ja robię?!! - zapytałam siebie samą. - Ten frajer nie jest tego wart.. - powiedziałam patrząc na swoje odbicie w lustrze. Wyglądałam koszmarnie, rozmazany makijaż, podpuchnięte oczy.. Wzięłam długi prysznic i uszykowałam sie do spania..

I jest kolejna część.. :D W najbliższym czasie postaram sie dodać dalszy ciąg.. :)


Naat

3 komentarze:

  1. Zajebistyyyy dawaj szybkooo nextaaa !!! <33333

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Następna część najprawdopodobniej bedzie jutro :) A swojego zmówionego imagina spodziewaj sie w weekend.. ;) Przepraszam że tak długo, ale pracuje i mam mało czasu.. :( <3
      Naat

      Usuń