One Direction i My.. - imaginy

środa, 20 sierpnia 2014

Tomlinson..- część 1

 Hejka :* Wiem że miałam dodać imagina z Liamem, ale jest Louis :) Imagin z Payne'em będzie na 100% po tym. Więc miłego czytania.. <3
~~~~~~~~~~
Wiecie jak bardzo cienka jest granica między miłością a nienawiścią?!? Bardzo cienka. Przekonałam się o tym na własnej skórze. Moimi przyjaciółmi są chłopaki z One Direction. Jednego z nich kochałam.. a teraz darzymy się tylko i wyłącznie tą pieprzoną nienawiścią. Chodzi mi o Louisa. Jeszcze jakieś 4 miesiące temu zrobiłabym wszystko by zwrócił na mnie uwagę w inny niż przyjacielski sposób, a teraz najchętniej schodziłabym mu z drogi. Chociaż nie! Robię mu tak samo pod górkę jak on mi. Nie jestem typem człowieka który sobie odpuszcza. Za złe odpłacam złym. A czemu tak się stało że się nienawidzimy? Te nieszczęsne 4 miesiące temu byłam bezwarunkowo w nim zakochana, ale bałam się niszczyć wspaniałą przyjaźń jaka między nami była. Pewnego dnia Tommo wyznał mi co czuje.. 
~ Stałam na naszym tarasie i wpatrywałam się w rozgwieżdżone niego. Poczułam na swojej talii czyjeś duże dłonie. Był tym kimś właśnie Lou. Otulił mnie swoimi ramionami zamykając w szczelnym uścisku. Takie gesty były u nas na porządku dziennym. 
Lou: Muszę ci coś powiedzieć..- zaczął. Odwróciłam się powoli do niego by spojrzeć w jego oczy. - Wiesz, już od dawna się na to zbierałem, ale dłużej nie wytrzymam. 
J: Mi możesz powiedzieć wszystko, dobrze o tym wiesz.. - chłopak wziął głęboki wdech.
Lou: Jesteś dla mnie bardzo ważna i chciałbym żeby łączyło nas coś więcej niż tylko przyjaźń.. - powiedział szybko. Stałam tak zamurowana i nic nie mówiłam. Nie docierało jeszcze do mnie to co wypłynęło z jego ust. - Powiesz coś? - zapytał błagalnie. 
J: To.. To miłe Louis, ale się boję.. - szepnęłam. 
Lou: Czego? Przecież jeżeli oboje tego chcemy powinno się udać.. 
J: No niby taak.. Ale..
Lou: Nie ważne.. Zapomnij.. - przerwał mi i wypuścił mnie z objęć. 
J: Nie chcę niczego żałować, nie chcę stracić tego co teraz jest między nami.. - powiedziałam łamiąco 
Lou: Za późno. - mruknął jakby do siebie i wyszedł. Przestraszyłam się i usiadłam zrezygnowana na ławeczce. ~ 
Nie wiedziałam jeszcze wtedy że to przerodzi się w takie piekło. Dzisiaj jak już się do siebie odezwiemy to tylko z wrogością i odrzuceniem do siebie nawzajem. Czasami żałuję że mu odmówiłam, może nawet częściej niż czasami. Ale teraz przynajmniej wiem jak mogłoby być gdybyśmy ze sobą zerwali. Poznałam jego nie znaną mi dotąd stronę. Nigdy bym się nie spodziewała że on jest takim chamem. Jak dotąd mieszkam z chłopakami, ale już niedługo, bo planuje się wyprowadzić. Nie zniosę dłużej tej atmosfery między nami. 
J: Chłopaki!? - zawołałam schodząc na dół. 
Z: W salonie.. - usłyszałam głos Zayna. Skierowałam się do wymienionego pokoju. 
J: O nie.. - mruknęłam gdy zobaczyłam razem z nimi Louisa. 
Lou: Mi też nie miło cię widzieć.. - uśmiechnął się ironicznie, odwzajemniłam ten uśmiech z tą samą cechą.
J: Chłopaki muszę wam coś powiedzieć.. - zapomniałam o złości do Lou i w moim głosie była już radość. 
Lou: Nara! - zerwał się z miejsca. 
J: To dotyczy też ciebie! - zatrzymał się w miejscu i odwrócił się w moją stronę. 
Lou: Coś co jest związane z tobą nie może być związane ze mną.. - burknął
J: Myślę że to jednak cię ucieszy.. - powiedziałam do niego od niechcenia - Ok, są dwie sprawy i tylko jedna dotyczy tego buraka za mną. - powiedziałam gdy byłam przodem do reszty siedzącej na kanapie. Louis na moje słowa tylko prychnął, nie miałam zamiaru mu na to odpowiadać w jakikolwiek sposób. 
N: Powiesz w końcu? - zapytał z pełną buzią jedzenia. 
J: Yhym.. Wiec znalazłam sobie mieszkanie i jutro się już wyprowadzam! - powiedziałam radośnie - Ciesz się Tomlimson, nie będziemy się już widywać. 
Lou: Nareszcie coś w tej twojej pustej główce się pojawiło.. 
J: Kretyn! 
Lou: Idiotka! 
J: Nara! - wygoniłam go. 
Lou: Wiesz, zainteresowały mnie te twoje pomysły po tym jak ten pierwszy okazał się spełnieniem moich marzeń.. - usiadł wygodnie na fotelu i wyczekiwał mojej odpowiedzi. 
J: Dobrze.. - powiedziałam grzeczne, co zbiło go z tropu, wcześniej zawsze mu odpyskowywałam. - Harry potrzebuję twojej pomocy.. Mam w sobotę randkę i chcę żebyś mi pomógł w dobraniu stroju. 
H: Jasne.. - uśmiechnął się uroczo. 
J: A do reszty, oprócz tego gbura, to pomożecie mi przewieźć moje rzeczy? 
Lou: Ten gbur sam osobiście, jeszcze dzisiaj wystawi ci wszystkie rzeczy za drzwi! Ale najpierw załatwię sobie kombinezon.. - zaśmiał się. 
Li: Możecie przestać?!! - warknął na nas. - Od ponad 4 miesięcy drzecie ze sobą koty, wcześniej nie widziałem większej pary przyjaciół niż wy. Możecie się w końcu pogodzić?!! 
Lou: Nie ma takiej opcji Liam.. Nie mam zamiaru mieć coś wspólnego z.. - zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu - ..z tym czymś. - dokończył. 
J: Nienawidzę cię! Jesteś bezczelnym, samolubnym, zapatrzonym w siebie bachorem! - krzyknęłam na niego 
Lou: Hahah!! Jaa?!! Przecież to tylko twoja wina że tak jest! - stanął na przeciwko mnie. 
J: Moja?!! Chyba sobie żartujesz! Jakbyś tak szybko nie strzelił focha nie było by teraz tego!! - wrzeszczałam z ogromną wrogością i bólem w oczach. 
Lou: A co myślałaś?!! Że będę Cię błagał na kolanach żebyś ze mną była?!! Chyba śnisz! WSZYSTKO. PRZEZ. CIEBIE! - powiedział przez zęby. 
J: No tak przeze mnie! Bo ty to święty pierdolnięt* jesteś!! Nigdy w życiu nie spotkałam takiego skurwysyn* jak ty! Nienawidzę cię całym sercem!! - w moich oczach pojawiły się łzy, które mimowolnie wypłynęły na policzki.
Lou: Ty płaczesz?!! Taka suka jak ty ma uczucia?! - zakpił. Nie wytrzymałam i strzeliłam mu z otwartej dłoni  w policzek wkładając w to całą swoją siłę. 
J: Nawet taka suka jak ja.. - powiedziałam prawie szeptem i wyszłam z pokoju. W przeciągu kilku sekund znalazłam się w swojej w sypialni. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam się dławić łzami. Pierwszy raz pokłócił się ze mną tak mocno przy chłopakach. Pierwszy raz nazwał mnie suką. Skąd on bierze tą całą wrogość do mnie?! Przecież ja nie chcąc go stracić, straciłam wszystko inne nie mając nawet jego. Podniosłam się szybko do pozycji siedzącej i starłam wszystkie łzy. Rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam przygotowane kartony. Wstałam i zabrałam się za pakowanie, wrzucałam wszystko co wpadło mi do rąk. Wszystkie moje rzeczy. Gdy z komody i regałów zniknęły moje drobiazgi, ramki ze zdjęciami, pamiątki po chłopakach, zabrałam się za ubrania i kosmetyki. Wpakowałam wszystko do walizek i o dziwo w trzech się zmieściłam. Skończyłam pakowanie po około 4 godzinach. Cieszyłam się że dzisiaj już odebrałam klucze od mojego nowego mieszkania. Wzięłam telefon do ręki i napisałam wiadomość do Narrego. 
' Potrzebuje was. Pomożecie mi? Xx' 
Chwilę później oboje stali już u mnie w sypialni. Patrzeli na pomieszczenie z wielkimi oczami. 
N: Jak tu pusto.. - powiedział cicho. 
J: Chciałabym żebyście mi pomogli to dzisiaj jeszcze przewieźć.. Nie odmawiajcie, proszę.. - załkałam. 
H: Pomożemy ci.. - podszedł do mnie i przytulił do siebie.
N: Przy okazji wybadamy jak ci się będzie tam mieszkać.. Choć wolałbym żebyś była dalej tu z nami.. - odsunęliśmy się od siebie. 
J: Nic nie poradzę że on mnie tak nienawidzi.. A teraz pakujemy to do auta. - chłopaki posłusznie wzięli największe kartony a ja najmniejszy. Szybko spakowaliśmy wszystko do samochodu i pozostało mi tylko zabrać walizkę. Rozejrzałam się ostatni raz by sprawdzić czy wszystko mam. Wyszłam ze swojej byłej już sypialni, zabrałam wszystko oprócz mojej ulubionej koszulki. Idąc korytarzem spojrzałam na nasze wspólne zdjęcie, które wisiało na ścianie. Cała szóstka, szeroko uśmiechniętych przyjaciół. Stałam wtedy koło Louisa, kochałam go w tamtym czasie.. Zaczęłam stawiać kroki w stronę schodów ale z którymś się zderzyłam. 
Lou: Patrz jak łazisz! - zwrócił mi uwagę. 
J: Przepraszam! Przepraszam że w ogóle cie poznałam! - odpyskowałam i nawet nie czekałam na jego reakcje. Zeszłam na dół i weszłam do salonu. - Liam i Zayn..! - zawołałam ich. Szybko znaleźli się w pokoju. 
- Chciałam się tylko pożegnać. - Ziam bez słowa podeszli do mnie i zamknęli w żelaznym uścisku. 
Li&Z: Kochamy cie.. - powiedzieli na raz, na co zachichotałam. 
J: Ja was bardziej. - odsunęliśmy się od siebie. - Raczej wszystko mam, ale nie mogę znaleźć tylko swojej zielonej koszulki. Jak ją znajdziecie to nie wiem wywalcie, albo przywieźcie mi ją. - uśmiechnęłam się słabo. 
Li: Przywieziemy.. - powiedział pewnie. 
Z: Daj znać jak się ogarniesz tam i zaraz będziemy. - zaśmiałam się. 
J: Ok, powiedzcie Louisowi że dopiął swego. I może być z siebie dumny. - znów poczułam zbierające się łzy w oczach. - Dobra.. Ja spadam.. Do zobaczenia. Dam wam znać jak poszła moja randka. - na samą myśl o niej szeroko się uśmiechnęłam. Chłopaki skinęli głowami i tyle mnie było. Byłam rozdarta jadąc do mojego nowego mieszkania. Z jednej strony kochałam ich i nie chciałam opuszczać a z drugiej strony jest Louis. Kiedyś przyrzekliśmy sobie że zawsze będziemy blisko siebie i chłopaki zarządzili ze przez następne lata będę mieszkać z nimi. Ale wyszło jak wyszło i nikt tego nie zmieni. Niecałe 30 minut później wnosiliśmy moje kartony do mieszkania. Nie było za duże, ale wystarczające dla mnie. Chłopakom się spodobało, ale w ich oczach nie było radości takiej jak zwykle. Gdy z samochodu zniknęły moje bagaże usiedliśmy w salonie i chwilę milczeliśmy. 
J: Jak wam się podoba? - zapytałam przerywając tą ciszę. 
H: Całkiem przytulnie.. - powiedział rozglądając się po pokoju. 
N: Szkoda tylko że na drugim końcu miasta. - w głosie Niallera był smutek. 
J: Dobrze wiecie jaka jest sytuacja pomiędzy mną a Lou.. Nie potrafię już tak dłużej, a wydaje mi się że on nie schowa swojego wielkiego ego do kieszeni. 
H: Louis.. on.. hmm, jakby to powiedzieć.. Ma swoje humorki.. - westchnął. 
J: Tak, doskonale o tym wiem i przykro mi że wyżywa się na mnie.. Ja mu nic nie zrobiłam. - wyżaliłam się. 
N: Dobra.. My się zbieramy.. - wstali z miejsc. - Pamiętaj że zawsze u nas drzwi są otwarte, jakbyś zmieniła zdanie.. 
J: Nie wydaje mi się. - przyznałam cicho. 
H: Ale jakbyś jednak zmieniła. - znów zamknęli mnie w swoich ramionach. Ich ciepło było takie uspokajające. Odsunęliśmy się od siebie i odprowadziłam ich do drzwi. 
J: A Hazz.. Przyjdź do mnie jutro, wybierzemy ten strój.. 
H: Dobrze słoneczko.. - pokazał swoje dołeczki. 
N: Wiesz że on musi z nami odbyć rozmowę..? 
J: Znów włącza ci się tryb tatusia? - zaśmiałam się a chłopaki ze mną. 
H: Do zobaczenia.- cmoknęli mnie w policzek i wyszli. Zostałam sama z całą masą rzeczy do rozpakowania. Była już 22:45 więc nie zabierałam się za to. Wyjęłam tylko z walizki kosmetyki i piżamę, poszłam pod prysznic i chwilę później leżałam już w swoim całkiem wielkim łóżku. Dziwnie się czułam, tak sama w domu. Takie nienaturalne. Nie męczyłam się z zaśnięciem, byłam wykończona tymi 4 miesiącami.

Naat

1 komentarz: