One Direction i My.. - imaginy

sobota, 28 czerwca 2014

Marcel cz.1...

Hej :) Dawno niczego nie wstawiałam. Wiem i przepraszam! To mój Imagin o Marcelu. Jest inny niż wszystkie na tym blogu. Głównymi bohaterami są- Marcel i Nathalie. Będzie kilka, może kilkanaście części. Przypominać będzie troszkę ff. W sumie będzie 'opowiadał' Marc, ale będą wtrącenia i przemyślenia innych bohaterów. Ta część jest jest nudna, ale to jest wprowadzenie w całą tą pokręconą historię ;) MIŁEGO CZYTANIA!!!

<Oczami Marcela>
- Ale jak to zwolniony?- rzekłem. Robią awanturę, bo spóźniłem się 3 godziny. Musiałem wkuwać do egzaminów! Przecież za dwa lata kończę studia.. Co ja w ogóle pieprze?!
- A tak to. Spóźniłeś się 3 godziny. To już przesada! Zbieraj swoje manatki i wynocha!
- Dobrze- odpowiedziałem gniewnie i wychodzą trzasnąłem za sobą drzwiami. Jak on mógł mnie tak potraktować?! No nic. Po chwili byłem w swoim gabinecie. Nie był duży. Miał beżowe ściany, wielkie okno (na całą ścianę), białe biurko, biały skórzany fotel oraz beżowy dywan. Podłoga była z białego drewna Oprócz biurka znajdowały się w nim 3 białe komody i 2 białe szafy. Innymi słowy było jasno i przestronnie. No cóż, uwielbiałem ten gabinet. Uspokajał mnie i koił nerwy. A teraz musiałem się z nim pożegnać! Chyba sobie przemaluję salon i moją sypialnię. Szefów się nie wybiera, pomyślałem 
z westchnieniem. O wilku mowa! Właśnie wszedł ten gruby, łysy facet. Ubrany był 
w czarny garnitur i fioletowy, aksamitny krawat. Miał małe niebieskie oczy i ogromny nos. Małe, niekształtne usta i wielkie, odstające uszy. 
- Spakowany?!- fuknął gniewnie.
- Dopiero tutaj wszedłem, więc nie miałem szans nawet tknąć moich rzeczy- wysyczałem przez zęby. Od kiedy ja taki wnerwiony i nieopanowany? A no tak. Od kiedy moi 'rodzice' wyjechali sobie, a mnie zostawili. Mieszkam sam od 2 lat. Przesyłają mi tylko pieniądze. Duużo pieniędzy.
- To się pośpiesz!- rzekł na odchodnym.
Zacząłem wyciągać rzeczy z szaf, komód i biurka. Przypomniałem sobie, że nie mam 
w co tego zapakować, więc zostawiłem ten bajzel i wyszedłem, kierując się do kantorka.
W roztargnieniu nie zauważyłem, że drzwi się otwierają. Z hukiem upadłem na podłogę.
- Jezu! Przepraszam! Zaraz przyniosę Ci lód!- krzyczała przerażona dziewczyna.
- Nie trzeba. Sam sobie poradzę- odpowiedziałem z uśmiechem.
- Ale..- zacięła się i wytrzeszczyła oczy- MARCEL?! Co ty tu robisz?
- Nathalie?! To niemożliwe..
<Oczami Nathalie>
BOŻE! Nie widziałam Marcela.. 15 lat. Tak dokładnie 15.
- Boże kochany!- pomyślałam. Prawie w ogóle się nie zmienił. Te jego przecudne zielone oczy.. Kasztanowe włosy.. Idealnie, acz delikatnie zbudowana sylwetka..
Nie miał swoich okularów, więc pewnie soczewki albo coś w tym stylu.
Był ubrany w czarne rurki i błękitną koszulę zapiętą pod samą szyję. Zauważył, że mu się przyglądam i spuścił głowę zakłopotany. Cały on!
<Oczami Marcela>
Wstałem i przyuważyłem, że Nath bardzo się zmieniła. Podrosły jej włosy, sięgały już do pasa. Zamiast cudownego brązu były krwistoczerwone. Spostrzegłem kilka tatuaży 
w tym wytatuowane moje imię na lewym nadgarstku. Mam nadzieję, że nie zauważyła moich.
Była ubrana w czarne "skórzane" leginsy i biały sweterek z napisem "Yolo". Miała czarne conversy jak ja i złoty medalion na szyi. Wyglądała bosko! Chyba zauważyła, że przyglądam się jej po walnęła mnie w ramie. Cała ona! Uśmiechnąłem się szeroko, 
o odwzajemniła.
- Boże, Nath! Ile my się nie widzieliśmy? 15 lat?
- Tak jutro mija dokładnie 15 lat.
- O kurde.. To może pójdziemy jutro na kawę albo do kina czy coś?
- A może po prostu wpadniesz do mnie?
- Jasne.
- A masz mój numer?
- Nie mam.
- To zapisz sobie- powiedziała i podała mi ciąg cyfr, który zapisałem sobie na dłoni.
- Dobra mam. Teraz cię bardzo przepraszam, ale naprawdę mi się śpieszy.
- Jasne, rozumiem! Do zobaczenia!- przytuliliśmy się na pożegnanie i odeszliśmy 
w swoje strony. Szybkim krokiem dotarłem do kantorka. Jak się spodziewałem znalazłem kilkanaście pustych kartonów. Zgarnąłem je i wróciłem do gabinetu. Po 15 minutach wszystko było spakowane. Z pomocą Cody'ego- mojego kumpla- za jednym razem zaniosłem wszystkie pudła, do mojego samochodu. Wsiedliśmy do porsche. Ostatni raz spojrzałem w stronę wieżowca, po czym odjechałem. Podwiozłem Cody'ego pod dom i sam ruszyłem w stronę domu. Budynki za oknami były rozmazane. Co ja na haju jestem?! Przecież dzisiaj nic nie brałem! Mimowolnie spojrzałem na deskę rozdzielczą. JADĘ 150 km/h. Automatycznie puściłem gaz i wcisnąłem hamulec. Zatrzymałem się idealnie przed domem. Z uśmiechem zaparkowałem na podjeździe 
i wysiadłem z samochodu. Pudła wezmę jutro. PIK-PIK moich uszu doszedł znany dźwięk zamykanych drzwi w porsche. Wszedłem do domu i skierowałem się do kuchni. Rzuciłem na blat klucze i portfel, po czym przemyłem ręce. Wyciągnąłem potrzebne mi składniki i zrobiłem sobie naleśniki. Zjadłem je ze smakiem. Brudne naczynia włożyłem do zmywarki i włączyłem ją.
Poszedłem do salonu i opadłem na kanapę. Była godzina 17.00. Włączyłem telewizor. Leciał jakiś film. Zostawiłem i patrzyłem się pusto w ekran. Po chwili usnąłem. Obudziłem się o 21.00. Jejku spałem 4 godziny! Poszedłem do łazienki i wziąłem długą przyjemną kąpiel. Wyszedłem i owinąłem się ręcznikiem. Skierowałem się do mojej sypialni i z szafki jakieś rzeczy do spania. Wróciłem do łazienki i przebrałem się. Coś mnie zakuło w oko. No tak moje soczewki. Ściągnąłem je i włożyłem do pudełeczka. Założyłem moje "Bryle" i spojrzałem w lustro. 
- Boże, wyglądam jak jakiś kujon!- powiedziałem do siebie. Uśmiechnąłem się do lustra. W sumie to muszę tak wyglądać, bo mam naprawdę niebezpieczny zawód. Ale mimo to i tak mnie wszyscy lubią. Ugh.. Jakie to wkurzające! Przeczesałem włosy dłonią i zauważyłam jakąś maziaję na ręce. O nie! Numer Nathalie! Dopiero odzyskałem najlepszą przyjaciółkę, w sumie siostrę, a teraz znowu ją straciłem! Poszedłem zrezygnowany do pokoju i opadłem na łóżko. Spojrzałem na okno i kilka łez spłynęło po moich policzkach. 





Nagle mój laptop rozświetlił się..


Directioner_Forever <3

1 komentarz: