One Direction i My.. - imaginy

piątek, 6 czerwca 2014

Zayn. - część 3

J: El? Co sie stało? Czemu tu jestem? I czemu nie mogę sie ruszyć? - zadawałam pytania.
E: Nic nie pamiętasz? Trafiłaś tu przez Zayna. Pobił cie. A nie możesz sie pewnie ruszyć przez to.. - wskazała na mój brzuch. Spojrzałam na niego i zobaczyłam ogromny opatrunek.
J: Pomóż mi sie lekko podnieść do góry. - dziewczyna od razu wykonała moją prośbę. - Jest mi coż poważnego?
E: Yyy.. nie już nie..
J: Jak to już? Eleonor ile ja byłam nieprzytomna? - brunetka spojrzała na mnie ze smutkiem.
E: Leżysz w szpitalu już pól roku. Nawet nie wiesz jak sie o ciebie bałam.. - załkała
J: Spokojnie mała. Już jestem wśród żywych.. - uśmiechnęłam sie delikatnie. - Opowiesz mi co sie działo w ciągu tego czasu?
E: Tak.. Przychodzę do ciebie codziennie i czekam aż sie obudzisz i w końcu sie doczekałam. Nie mogłaś szybciej? - zapytała z lekkim wyrzutem, ale i uśmiechem. - Chłopaki też cie odwiedzają. Właściwie to jutro mają być. Dzisiaj nie dadzą rady.
J: Może to i lepiej.. Będę mogła jakoś sie przyzwyczaić do tego.
E: Yhym.. Potrzebujesz czegoś?
J: Niee.. jest okey. - byłam jej wdzięczna za tą troskę. Jest najwspanialszą przyjaciółką jaką kiedykolwiek miałam. El poszła a ja nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziła mnie pielęgniarka na wieczornym obchodzie. - Cześć. Mam prośbę..
P: Tak?
J: Mogłabyś mi przynieść wody? - uśmiechnęłam sie. Dziewczyna pokiwała głową i znikła za drzwiami. Po chwili przyszła z kubkiem wody i pomogła mi sie napić. Usiadła przy mnie.
J: Dziękuje..
P: Nie ma za co. Masz wspaniałych przyjaciół wiesz.. ? - powiedziała, a ja spojrzałam na nią niezrozumiale.
J: Wiem, ale do czego zmierzasz?
P: Przychodzili tutaj codziennie.. Wierzyli że w końcu sie obudzisz. Lekarze nie dawali ci szans, ale oni nie pozwolili cie odpiąć od tych maszyn. Tacy ludzie to skarb.
J: Mogę cie o coś zapytać? Jakie obrażenia poniosłam? Czy to było aż tak poważne?
P: Bardzo poważne. Miałaś połamane 4 zebra, dwa z nich przebiły ci płuco. Miałaś pęknięty żołądek i jeszcze kilka bardzo poważnych obrażeń.
J: Czyli jakich? - dopytywałam
P: Wybacz, ale chyba za wcześnie byś sie o tym dowiedziała. To mogło by zagrozić twojemu życiu. - wstała i wyszła. Nie wiedziałam o czym mam myśleć. W głowie kłębiło mi sie mnóstwo myśli. Pamiętam że Zayn znalazł mnie i zaczął bić. Pewnie gdyby nie El to pobiłby mnie na śmierć. Ale z tego co mówi ta pielęgniarka, to dużo nie brakowało.. Byłam przerażona i do tego zmęczona. Obudziłam sie i zobaczyłam że przy moim łóżku siedzi moja przyjaciółka.
J: Hej mała..
E: Cześć (T.i.), jak sie czujesz?
J: Dobrze.. A ty to spać nie możesz? Która godzina? - zaśmiałam sie
E: Jest już przed 12, normalne że tu siedzę.
J: Kocham cie wiesz?! Dzięki tobie jeszcze żyje. Gdyby nie ty, to pewnie..
E: Nawet tak nie mów. - przerwała mi. - Zobaczysz jeszcze trochę i wyjdziesz stąd i będzie wszystko w porządku. - pocieszała mnie. Rozmawiałyśmy tak kilka godzin. Po 16 przyszli chłopaki. Bez Zayna.
H: Nareszcie wróciłaś do nas.. - uśmiechnął sie i cmoknął mój policzek.
Li: Tak strasznie tęskniliśmy.
Lou: Taak.. Brakowało nam twojego uśmiechu..
N: I twoich obiadków.. - wszyscy sie zaśmialiśmy.
J: Tez sie ciesze że was widzę.. - usiedli na krzesełkach i zaczęliśmy rozmawiać. Trapiło mnie tylko jedno. Czemu nie przyszedł Zayn. Czy aż tak mnie nienawidzi?! - Chłopaki a gdzie jest Zayn? - spojrzałam na każdego po kolei. Zmieszali sie.
N: No wiesz, jakby to powiedzieć..
H: Zayn jest w wiezieniu. - dokończył za Niallera.
Lou: Po tym co ci zrobił.. trafił tam na jakieś 10 lat.. - powiedział cicho.
Li: Brakuje nam go.. - poczułam jak w oczach zbierają mi sie łzy. Nie mogłam uwierzyć w to co mówią. Nie chciałam w to uwierzyć.
J: Dlaczego na tak długo? A co z zespołem? Waszą przyjaźnią?! - zaczęłam bardzo szybko mówić.
E: (T.i.) spokojnie. Uspokój sie, ty masz sie nie denerwować. - uspokajała mnie.
Lou: Z zespołem?! Nie ma zespołu. One Direction to piątka, a nie czwórka.. - widziałam w jego oczach smutek
H: Jesteśmy dalej przyjaciółmi, chociaż ciężko nam.
N: Ciężko, ale sie staramy.
J: Ale czemu aż na 10 lat? Przecież za pobicie tyle sie nie dostaje..
Li: Za pobicie nie.. Ale za zabicie tak.. - spojrzałam na nich niezrozumiale. Nie miałam pojęcia o czym oni mówią. Zabił kogoś?
J: Jak to?
E: Mała ty.. ty byłaś w ciąży. Straciłaś dziecko.. - w jej glosie był smutek. A ja nie wiedziałam co powiedzieć. W moich oczach momentalnie zebrały sie łzy.
J: Byłam w ciąży? - zapytałam cicho i złapałam sie za brzuch. Po moich policzkach lały sie łzy.
Li: Tak strasznie nam przykro.
Lou: Pamiętaj że możesz na nas zawsze liczyć..
N: Bez względu na wszystko, będziemy przy tobie.. - przez chwile milczeli..
H: Pójdziemy już. Przyjdziemy do ciebie jutro.. Wypocznij. - każdy z nich pocałował mnie w policzek i wyszli. Do mnie dalej nie dotarło to co właśnie mi powiedzieli. Jak to możliwe. Przecież nie kochałam sie z Zaynem już od.. I właśnie w głowie pojawiła mi sie ta koszmarna scena. To dziecko musiało być.. dzieckiem gwałtu!? Byłam w ciąży nawet o tym nie wiedząc. Nie mogłam sie uspokoić, maszyny do których byłam podczepiona zaczęły wariować i piszczeć. Nagle do mojej sali wbiegli lekarze i pielęgniarki. Podali mi jakieś leki i czekali na ich działanie. Po kilku minutach wszystko ucichło. A moje powieki stały sie ciężkie. Pod wpływem leków zasnęłam. Pewnie były to jakieś uspokajające zastrzyki... W szpitalu poleżałam jeszcze tydzień. Wszystkie rany sie zagoiły i nie były żadnych powikłań. Dostałam od lekarzy zastrzeżenia że mam dużo odpoczywać i nie denerwować sie. El zabrała moje wszystkie rzeczy z hotelu i przewiozła do chłopaków. Rozkazali mi ze mam mieszkać teraz z nimi. Powiedzieli że będą sie o mnie troszczyć.
E: I jak gotowa? 
...
 Kolejna część.. :D 
Wasza opinia równa sie mojemu zadowoleniu.. :D



Naat 

2 komentarze: