One Direction i My.. - imaginy

poniedziałek, 10 lutego 2014

Lou :) - część 7

M: Nie ma żadne ale.. to jest twoje zadanie. - uśmiechnęła sie, zbliżyłam sie do Boobear'a
J: Ale pewnie i bez zadania bym z Tobą spała, nie? - szepnęłam, widziałam jak Lou sie uśmiecha
Lou: Zgadza sie mała. - cmoknął mój policzek. Zakręciłam i wypadło na blondyna.
J: Niall co chcesz?
N: Yyy.. może tak jak wy zadanie..
J: Okej.. Niech sie zastanowię.. Już wiem. Jak mniemam masz dużo paczek żelek w kuchni. - zapytałam na co pokiwał głową - To przynieś sześc paczek.
N: Po co? - zdziwił sie.
J: Nie marudź tylko przynieś. - posłusznie wstał i poszedł. Wrócił i podał mi wszystkie paczki ze słodyczami. Usiadł na swoje miejsce. Rozdałam każdemu żelki oprócz Nialla
N: A ja? - zapytał oburzony
J: Na tym polega to zadanie. Musisz patrzeć jak zjadamy żelki i to w dodatku twoje. - chłopak z wrażenia otworzył buzie, a reszta sie zaśmiała. Zaczęliśmy je zajadać. Chłopaki robili mu na złość i sie nimi delektowali i mlaskali. Po 10 min było skończone. Z trudem ale dał rade. Graliśmy tak do 1 w nocy zasnęłam oparta o ramie Louisa. Poczułam jak niesie mnie na górę i kładzie na łóżku. Sam położył sie obok mnie. Wtuliłam sie w niego.
J: Znam cie jakieś 4 dni a już drugi raz razem śpimy. - mruknęłam z zamkniętymi oczami.
Lou: Mam nadzieje ze nie ostatni.. - przytulił mnie mocniej do siebie i zasnął. Rano obudziłam sie z bólem głowy.
J: Ałaa.. - syknęłam z bólu i złapałam sie za głowę
Lou: Aż tak boli..? - uśmiechnął sie, spojrzałam na niego, opierał sie na ręce, czyli musiał jakiś czas temu wstać i mi sie przyglądał.
J: Yhym.. Długo mi sie już przyglądasz?
Lou: Zdecydowanie za krótko.. - wstał i wyszedł z pokoju. Wrócił po niespełna minucie ze szklanką wody i aspiryna w reku. Podniosłam sie do pozycji siedzącej i oparłam o ścianę. Połknęłam lek i spojrzałam wdzięcznie na Louisa. - Która godzina?
Lou: Południe.. - usiadł na przeciwko mnie i wpatrywał sie we mnie
J: Martyna śpi?
Lou: Niee.. Hazza zawiózł ją do waszego hotelu.
J: Czyli mnie zostawiła.. Cała ona.. - oparłam głowę o ścianę i zamknęłam oczy. Czułam pulsujący ból w okolicy skroni oraz wzrok bruneta na sobie. - Co byś chciał?
Lou: Czemu mam zaraz coś chcieć? - zaprzeczył, spojrzałam na niego
J: Wydaje mi sie że jednak coś chcesz.. - przysunął sie do mnie
Lou: Dobrze ci sie wydaje.. - szepnął i poczułam jego usta na moich. - Mógłbym je całować codziennie na dzień dobry.
J: A co ci w tym przeszkadza?
Lou: Teraz już nic.. - przyciągnął mnie do siebie i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Oderwałam sie od niego i z uśmiechem na twarzy zabrałam moja sukienkę i poszłam do łazienki. Wykonałam poranną toaletę, ubrałam sie i rozczesałam włosy. Wyszłam z łazienki i wróciłam do sypialni Louisa, ale nie było go już tam wiec zeszłam na dół. Znalazłam go w kuchni.
J: Tommo odwieziesz mnie? - zapytałam siadając przy stole.
Lou: Oczywiście kotku. - postawił przede mną kawę i naleśniki. - Smacznego - wykrzywił usta w uśmiech. Upiłam łyk gorącego napoju i od razu zrobiło mi sie lepiej. Czułam jak gorąca ciecz rozlewa sie w moim ciele. Zjadłam z brunetem śniadanie, zabrałam swoje rzeczy i wyszliśmy. W drodze do hotelu uśmiechy z twarzy nam nie schodziły. Lou jest zabawny i buzia mu sie nie zamyka. Z nim nie można sie nudzić. Po 30 min byliśmy pod hotelem. Chłopak uparł sie że odprowadzi mnie do pokoju. Wjechaliśmy na 3 pietro gdzie znajdował sie mój i Martyny pokój i weszliśmy do środka. W salonie na kanapie zastaliśmy pogrążonych w rozmowie Martynę i Harrego. Lou widząc to otworzył ze zdziwienia usta.
J: Cześć wam. - podeszłam do mojej bff i cmoknęłam ją w policzek.
H: A ja..?! - zapytał oburzony.
Lou: Nie pozwalaj sobie Hazza. - mimo wszystko dałam mu buziaka w policzek i zabrałam Louisa do mojego pokoju. - Nie wierze.. - opadł na łózko gdy tylko tam weszliśmy
J: Co ci sie stało?
Lou: Mi nic.. ale Harremu tak.. - zaśmiałam sie cicho
J: Możesz jaśniej.? - usiadłam obok niego
Lou: Myślałem że jak tu wejdziemy to będzie wielka orgia, a tu oni sobie rozmawiali. Harry chyba sie zakochał..
J: No wiesz, widziałam jak wczoraj po tym pocałunku Martyny na nią patrzył wiec może faktycznie sie zakochał. A z resztą Martyna nie jest taka żeby zaraz komuś do łózka wskoczyć.
Lou: Ja jednak myślę że on nawet sie do niej nie dobierał. - rozmawialiśmy chwile na ten temat i postanowiliśmy że Lou już pójdzie. Dobra wygoniłam go bo chciałam sie trochę ogarnąć.
Lou: Styles wracasz do domu? - weszliśmy do salonu
H: Taak..- powiedział smutnie i tęskno patrząc na Martynę.
Lou: Mała - zwrócił sie teraz do mnie - będę po ciebie o 17.
J: Dobrze duży.. - uśmiechnęłam sie, podszedł do mnie i kolejny raz tego dnia posmakowałam smaku jego pełnych ust.
Lou: Bede tęsknił.. - szepnął i wyszedł ciągnąc za sobą loczka. Gdy tylko zamknęłam za nimi drzwi spojrzałam z wielkim bananem na brunetkę.
J: No powiedz, powiedz..! - krzyczałam skacząc obok niej. Wiedziałam że coś jest na rzeczy. Znam ją nie od dzisiaj.
M: Ale co ja mam ci powiedzieć? - uśmiechnęła sie szerzej niż ja, wiec jednak miałam racje.
J: Ty już dobrze wiesz co.. - usiadłyśmy w salonie na kanapie.
M: Noo dobra.. Hazza mnie dzisiaj gdzieś zabiera.. - w jej oczach jeszcze nigdy nie widziałam takiej radości.
J: Jak wrodzisz z tej randki to ci coś powiem, ale dopiero wtedy. A teraz idę ogarniać tego potwora - wskazałam na siebie - bo za 3 godziny ma być po mnie Lou. - wstałam i zaczęłam iść w stronę swojej sypialni
M: Widzę że u ciebie też wszystko idzie w dobrym kierunku.
J: Yhym.. - powiedziałam pod nosem i znikłam. Z szuflady w komodzie wyjęłam czarny komplet seksownej bielizny. Zabrałam to do łazienki i odkręciłam kurki z gorącą wodą w wannie. Pełen luksus, wanna i prysznic w jednej łazience. Nalałam pachnących olejków do wody. Rozebrałam sie i weszłam. Umyłam swoje ciało i włosy. Nałożyłam na nie odżywkę, spłukałam ją i wyszłam z wanny. Wytarłam ciało a włosy zawinęłam w ręcznik. Nasmarowałam sie pachnącym balsamem i założyłam bieliznę. Włosy wysuszyłam i wyszłam z parującego pomieszczenia. Przestudiowałam całą szafę i nie wiedziałam co na siebie włożyć. Standard. Potrzebuje pomocy.
J: Martyna!! - krzyknęłam po nią a po chwili pojawiła sie w moim pokoju
M: Niech zgadnę nie wiesz co na siebie włożyć?!- pokiwałam głową że ma racje i podeszła do mojej szafy. Długo nie musiałam czekać na jej propozycje, bo wyciągnęła czarna sukienkę, która idealnie podkreśla moje kobiece kształty. Do tego ciemno niebieska marynarka i tego samego koloru szpilki. Uśmiechnęłam sie wdzięcznie i powróciłam do łazienki. Pomalowałam sie trochę mocniej niż zwykle ale nie tak żeby mój makijaż rzucał sie w oczy. Założyłam sukienkę, a włosy zostawiłam rozpuszczone, tylko je ułożyłam by wyglądały jakoś. Gdy wyszłam z łazienki była już 16:30. Skropiłam sie jeszcze ulubionymi perfumami, spakowałam torebkę i założyłam moje szpilki. Wiedziałam że długo nie wytrzymam w nich jak będziemy chodzić, ale tego wymaga dzisiejszy wieczór. Pokazałam sie Martynie która z wrażenia otworzyła usta. Zaśmiałam sie na jej reakcje, zabrałam telefon i wyszłam z pokoju. Zjechałam windą do lobby hotelowego, a na zegarku było za 3, 17. Opuściłam hotel i czekałam na mojego bruneta. Mojego?! No nic.. Czekałam tak chwile i zaczynałam sie niecierpliwić, ale podszedł do mnie starszy, miło wyglądający pan.
P: Panna (T.i.)?
J: Tak, to ja..
...




Naat

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz