One Direction i My.. - imaginy

niedziela, 15 grudnia 2013

Zayn - Część 5

~ miesiąc później ~

Dzisiaj idę do lekarza, bo źle się ostatnio czułam. Weszłam do gabinetu, byłam cała roztrzęsiona. Dowiedziałam się ze od miesiąca jestem w ciąży. Chciałam jak najszybciej powiedzieć o tym Zaynowi. Z jednej strony cieszyłam się na wieść o dziecku, ale bałam się reakcji mojego męża. Idąc tak chodnikiem zauważyłam Mulata po drugiej stronie.

J: Zayn!!- krzyknęłam by mnie zauważył, uśmiechnął się. Nie patrząc gdzie przechodzę weszłam na ulice by do niego jak najszybciej podejść.

Z: (T.i.) uważaj!! - usłyszałam, odwróciłam się i zobaczyłam jadący samochód prosto na mnie. Po chwili poczułam ogromny ból przeszywający moje ciało. Upadlam na ziemie. Widziałam jak do okola mnie gromadzą się ludzie i.. i Zayn.

Z: (T.i.) proszę cie. Wytrzymaj, karetka już jedzie. Proszę nie zostawiaj mnie.! - płakał

J: Zayn.. Ja.. - każdy nawet najmniejszy ruch sprawiał mi ból.

Z: Ciii.. Nic nie mów, tylko wytrzymaj jeszcze chwile. - płakał coraz bardziej.

J: Zaopiekuj sie Mia.. Kocham cie.. was.. Będę nad.. wami.. czuwać. - coraz ciężej było mi wypowiadać słowa.

Z: Kochanie nie mów tak. Nie żegnaj sie.! To jeszcze nie koniec.! - trzymał mnie za rękę. Słyszałam odgłos karetki w oddali, który stawał sie coraz głośniejszy.

J: Bardzo Cie Kocham.. - powiedziałam i zamknęłam oczy. Słyszałam nawoływania Zayna ale nie miałam już siły ich otworzyć. Czułam ogromny ból, a po chwili już nic nie czułam. Nastała ciemność, tylko ciemność.. Umarłam.. Stałam kolo mojego ciała i przyglądałam sie temu wszystkiemu. Widziałam jak Zayn przytula sie do mojego zimnego ciała. Ratownicy go odciągali, ale on nie chciał mnie puścić.



*Oczami Zayna*

Ratownicy odciągali mnie od mojej ukochanej. Nie chciałem jej zostawić. Szarpałem sie i płakałem. (T.i.) ciało stawało sie coraz zimniejsze. Lekarze zabrali ja, a ja zostałem sam na tej ulicy. Bylem załamany, nie mogłem opanować płaczu. Zauralem Mie ze żłobka i wróciłem do domu. Mała ma zaledwie ponad rok, ale była bardzo podobna do (T.i.). Kochałem ja jak własne dziecko. Usiadłem z mała w salonie.

J: Mimo ze nie jestem twoim prawdziwym tatusiem to wiedz ze bardzo cie kocham i nikomu nie oddam. Twoja mamusia jest teraz w lepszym świecie, ale zawsze będzie przy tobie. - znowu łzy pociekły po moich policzkach. Nie mogłem.. nie chciałem dopuścić do siebie myśli ze Jej już nie ma. Dopiero co wzięliśmy ślub, mieliśmy tworzyć szczęśliwą rodzinę, a już mi ja zabrano. Usłyszałem dźwięk swojego telefonu. Położyłam Mie w łóżeczko i odebrałem

J: Halo? - głos mi sie załamywał

P: Dzień dobry, jestem lekarzem (T.i.) Malik, czy rozmawiam z jej mężem panem Malikiem? - usłyszałem głos starszego pana.

J: Tak to ja, o co chodzi?

P: Bardzo mi przykro z powodu śmierci pana żony i chciałbym złożyć najszczersze kondolencje.

J: Dziękuję..

P: Czy pan wie ze pańska małżonka ba dzisiaj u mnie na badaniach?

J: Tak wiem, ale nie zdążyłam sie dowiedzieć co jej było.. - uderzyła kolejna fala łez.

P: Pani Malik była od miesiąca w ciąży. Bardzo mi przykro z powodu takiej straty.

J: Jak to w.. w ciąży?

P: Jeszcze raz współczuje. Do widzenia. - rozłączyłem sie i nie mogłem w to uwierzyć. Straciłem dwie osoby na raz. To jakiś koszmar. Poszedłem do łazienki, chwile patrzałem na swoje odbicie w lustrze i zastanawiałem sie co teraz będzie. Tak bardzo ja kocham, a teraz jej już nie ma. Już nigdy nie zobaczę jej uśmiechniętej twarzy, nie poczuje jej dotyku, nie będę mógł jej pocałować. Wyciągnięciem z szafeczki pod zlewem mały, metalowy i bardzo ostry przedmiot. Obracałem żyletkę w palcach zastanawiając sie czy to dobry pomysł. Jednak świadomość że (T.i.) już nie ma i nie będzie, była taka przygnębiająca ze usiadłem pod wanna i przyłożyłem do reki zimna żyletkę. Po chwili wykonałem jedno, dość bolesne ciecie. Krew powoli zaczynała wydostawać sie z rany. Poczułem ból, tylko ze on był taki.. taki kojący, przyjemny. Chciałem wykonać następne ciecie, ale usłyszałem płacz Mii. Szybko wyrzuciłem ostry przedmiot, złapałem jakiś ręcznik,aby wytrzeć krew i pobiegłem do malej. Wziąłem ja na ręce i usiadłem na kanapie. Mała była cząstka (T.i.), nie mogłem jej zostawić na tym świecie sama. Karciłem sie w myślach za to co chciałem zrobić.

J: Obiecuje ci (T.i.) ze sie nią zajmę. Będę dla niej ojcem tak jak przysięgałem. Tak bardzo cie kocham. Obiecaj ze zawsze będziesz przy mnie i będziesz nad nami czuwać.. - mówiłem plącząc. Przytuliłem do siebie Mie. Wziąłem do reki zdjęcie uśmiechniętej (T.i.) i wpatrywałem sie w nie.

(T.i.): ~ Obiecuje, kocham cie ...~ usłyszałem cichy szept, wiedziałem ze ona tu z nami jest i zawsze będzie..



The end..


To ostatnia część. Mam nadzieje ze sie podobało.. <3
 # Naat

1 komentarz: