One Direction i My.. - imaginy

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

The Dad Zayn.. ~ część 3 / ostatnia

- Tato! Nie przesadzaj..- zachichotała, a ja już koniecałem sobie sprawę, że od teraz będzie to najpiękniejszy dźwięk, jaki tylko mogę słyszeć.
- Dobra, dobra koniec tych pogaduszek. Ja wszystko rozumiem, rodzina i te sprawy, ale tam, na zewnątrz czeka na was 70 tysięcy fanów. Także DO ROBOTY!- Paul wtargnął do środka i zaczął nas wyganiać.
- (T.i.) jeśli chcesz, możesz razem z resztą ekipy być pod sceną, znaczy za kulisami. A jeśli nie, możesz zostać tutaj.
- Co to to nie! Nie po to targałam się tutaj z Anglii, z Londynu, żeby teraz jeszcze zapuścić korzenie w garderobie i przegapić twój występ!- założyła ręce i wyprostowała się dumnie.
- No to już wiemy, że charakterek również ma po ojcu.- zaśmiał się Niall i poklepał mnie po ramieniu.
- Hahaha, uśmiałem się.- rzuciłem sarkastycznie i wyszedłem z pomieszczenia, tuż za Harrym. (S.T.i.) była oczarowana Horanem i w ogóle mi się to nie podobało.
- Tatusiu, to na pewno będzie świetny występ. Kocham cię i powodzenia.- cmoknęła mój policzek i przytuliła się.
- Dziękuję, mam nadzieję że tak będzie. Gdybyś potrzebowała czegokolwiek, proś o to Paula!- powiedziałem i pobiegłem za chłopakami. Mieliśmy wyjechać na platformie na środku sceny. Wszystkie światła miały zgasnąć na 4 sekundy, a my w ciągu tych 4 sekund mieliśmy zająć wyznaczone miejsca. Ten koncert miał przypomnieć nasze piosenki sprzed lat. Chcieliśmy wykonać coś z pierwszych czterech płyt. Wszystko miało się zacząć od "Little Things". Prawdopodobnie wszyscy się pogubią, ale fani powinni być zadowoleni. Pierwsze akordy zaczęly rozbrzmiewać, a fanki ucichły. Nastała kompletna cisza i gdyby nie gitara, można by było usłyszeć muchę. Przypomniało mi się, że to ja zaczynam, więc światło nad Niallem zgasło. A nade mną się zapaliło. Zacząłem więc śpiewać. Reszta poszła gładko. O dziwo na stadionie już do końca pozostała cisza. W niektórych tylko momentach młodsze fanki piszczały albo coś. Reszta zachowała spokój. Byłem z nich dumny. Bardzo dumny. Dorośli, spoważnieli. To było naprawdę przyjemne móc śpiewać, a nie przekrzykiwać tłum. Gdy naszedł czas na moją przemowę, już nie bałem się odezwać, jak to miałem w zwyczaju.
"Mój czas" przypadł na moment przed ostatnią piosenką.
- Kochani! Jest mi niezmiernie przyjemnie móc po raz wtóry występować dla was! A to co dzisiaj zrobiliście jest godne podziwu i pozazdroszczenia. Pokazaliście co to znaczy szacunek. Szacunek do naszych starych piosenek zanim ja.. No właśnie. Dzisiaj, teraz jest ze mną bardzo ważna dla mnie osoba. Jest to ktoś wyjątkowy. Wiem, zdaję sobie sprawę że to co się tu dzieje, widzi teraz cały świat. Dlatego, jeśli ta ważna dla mnie osoba się zgodzi, chciałbym ją wam wszystkim przedstawić.- odczekałem chwilę i gdy poczułem to małe ciepłe ciało obok swojego, zrobiło mi się lepiej.- To jest moja 15-letnia córka.- teraz już zamilkli wszyscy. Absolutnie wszyscy. Zero szmeru, giatry, perkusji, czy innego instrumentu. Wszystkie kamery skierowane były na nas. Chciałem więc zakończyć moją przemowę, aby móc zakończyć koncert.- (T.i.) jest dla mnie bezcenna, to jak wygrać wieczne szczęście na loterii. Każdemu tego życzę. Mieć taką cudowną osobę jak ona..- spojrzałem na brunetkę obok z rodzicielską miłością w oczach. Była zaskoczona i wzruszona. Nie chciałem by ta chwila się skończyła. Ale niestety wszystko co dobre, szybko się kończy. Dokończyliśmy show, pożegnaliśmy się i zaczęliśmy schodzić ze sceny. Nie pod "eskortą" krzyków i pisków. Ludzie po prostu wstali, zaczęli klaskać i nawzajem się przytulać, jak jedna wielka rodzina. A potem, tak nieoczekiwanie, zaczęli śpiewać piosenkę. Piosenkę, którą wieki temu śpiewaliśmy w X-Factorze. Teraz nabrała sensu.
And You can tell, Everybody, this is your song,
It may be quite simple, but now that it's done,
I hope You don't mind,
I hope You don't mind that I put down in words,
How wonderful life is while You're in the world.
Kilka łez mimowolnie spłynęło po moich policzkach. I wtedy dopiero spostrzegłem, że to właśnie moja córka zaczęła to śpiewać. A fani dołączyli do niej. Nagle ucichli, a ona tak po prostu podeszła i przytuliła się bardzo mocno. Powoli skierowaliśmy się za kulisy. Wszyscy byli wzruszeni. Przystanąłem i spojrzałem na dziewczynę. Teraz dopiero zauważyłem, że patrzyła na mnie z dziwnym strachem.
- Nie jesteś na mnie zły? Powiedziałeś, że mogę prosić Paula o cokolwiek, więc pomyślałam, że...- wybuchnęła w końcu. Nie chciałem, żeby się męczyła, więc przerwałem jej.
- To była najcudowniejsza rzecz, jaka mnie w życiu spotkała. No prawie najcudowniejsza.- uśmiechnąłem się.
- A co było najcudowniejsze?- zapytała wyraźnie zaciekawiona.
- To, że mogłem cię poznać.- na początku oczy zaświeciły jej się, ale nagle z niewiadomych mi przyczyn przygasły.
- "Mogłeś mnie poznać?" To znaczy, że wracam do Anglii?- była zrozpaczona. Oczywiście, że nie o to mi chodziło!
- Tak.- powiedziałem patrząc jej prosto w oczy.- Ale tylko po to, by wziąć swoje rzeczy.- wytrzeszczyła oczy i wtuliła się we mnie. Po chwili odsunęła się i założyła ręce.
- Żeby mi to był ostatni raz! Nigdy więcej takich żartów! Obiecujesz?- wyciągnęła mały palec.
- Obiecuję.- również wyciągnąłem swój mały palec i skrzyżowałem go z jej.
- A obiecasz mi coś jeszcze?- zapytała, gdy kierowaliśmy się już do samochodu. (T.i.) miała pojechać z nami.
- Co?- ciekawiło mnie, co wymyśliła tym razem.
- Już nigdy więcej się nie rozstajemy! Zgoda?
- Zgoda.- odparłem po chwili namysłu. (S.T.i.) przytuliła się do mojego boku.
-  (T.i.)?
- Tak tato?
- Ty też mi coś obiecaj.
- Dobrze, ale co?
- Zero podrywania moich kumpli z zespołu!
- O czym ty mówisz?- uniosła brwi. Po chwili jednak je opuściła.- Ah, chodzi ci o tę sytuację z Niallem? On tylko opowiadał mi o tobie.
- Więc to nie nim byłaś tak oczarowana?- wyrwało mi sie.
- Nie. Byłam oczarowana tym, że tak dobrze zna mojego najwspanialszego na świecie tate i tyle mogę się od niego o tobie dowiedzieć!- wyrzuciła ręce w powietrze. Spojrzałem na nią i wybuchnąłem śmiechem.
- Oj dziecko, jedźmy już do domu.- nadal się śmiałem a ona dołączyła do mnie po chwili. I tak razem idąc i się śmiejąc dotarliśmy do samochodu. A nim na koniec świata.. I jeszcze dalej!
The End.
**************************
No i proszę, to już koniec. Nie chciałam mówić wcześniej, bo nie czytałoby się już tak fajnie. Bynajmniej takie jest moje zdanie. Hazza pojawi sie, jak będzie 8 komentarzy!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!

Directioner Forever x.

Zayn. ~ End of the friends?! - część 9

Hej, hej, hej!! <3
Mam kolejną część i pomimo ze nie jest spełniony warunek to dodaje :D
I powiem wam, ze to nie ostatnia część, mam jeszcze pomysł na jedna lub dwie części :)
Cieszycie sie?!
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~


J: ..  A kiedy wracasz? - usiadłam na blacie.
M: Może na następną niedziele, jest tu wspaniale, a Ty jesteś już dorosła więc poradzisz sobie bez mamusi, prawda? - spytała dla pewności.
J: Jasne.. Baw sie dobrze i dzwoń czasem.. Kocham Cie..
M: Dobrze, ja Ciebie też.. - rozłączyłam sie i zeskoczyłam z blatu. Wróciłam do chłopaków, ale był tylko Louis.
J: Gdzie Zayni?
- rozejrzałam sie.
Lou: Wrócił do tamtych oszołomów, Niall nie wie jak włączyć piekarnik.. - zaśmiał sie
J: To może chodźmy tam, zrobię jakiś obiad.. - zaproponowałam i zaczęłam zakładać bluzę. Louis podszedł do mnie i stanął na przeciwko mnie, tak że niemal stykaliśmy sie klatkami. Moje serce zabiło mocniej, a oddech stał sie szybszy.
Lou: Chciałbym z Tobą pobyć samemu.. - prawie wyszeptał, przyciągając mnie do siebie.
J: Mam sie bać? - uśmiechnęłam sie.
Lou: Nie koniecznie, to będzie przyjemne.. - na jego twarz wślizgnął sie śliczny uśmiech, a w oczach zaświeciły sie iskierki.
J: Co masz na myśli? - droczyłam sie z nim, położyłam jedną rękę na jego ramieniu.
Lou: A nie wiem jeszcze.. Coś sie w trakcie wymyśli.. - pochylił sie nade mną i muskał delikatnie moje wargi. - To jak? Zostajemy, czy idziemy? - spojrzał w moje oczy. Zanim mu odpowiedziałam wpiłam sie w jego usta, chłopak od razu odwzajemnił pocałunek. Ułożyłam dłonie na jego policzkach i przeciągnęłam pocałunek. Pozwoliłam chłopakowi by wziął mnie na ręce, owinęłam nogi wokół jego bioder i oderwałam sie od niego.
J: A teraz zanieś mnie do chłopaków! - zaśmiałam sie i pokazałam ręką na drzwi. Mina Louisa była bezcenna, szczęście pomieszane z rozczarowaniem.
Lou: Dobra, ale wrócimy do tego co przerywasz.. - uśmiechnął sie. Zeszłam z jego rąk, by po chwili wskoczyć mu na plecy.
J: Ruszaj mój koniku! - zaśmiałam sie i wyszliśmy z mojego domu. Po chwili byliśmy już u Malika. - Niall!! - zawołałam go ciągle będąc na plecach Louisa.
N: Coo?! - wyszedł z pełną buzią z pokoju.
Lou: (T.i.) chciała ci zrobić obiad, ale widzę że jesz to zabieram z powrotem.. - Louis odpowiedział za mnie i zaczął isć w kierunku schodów.
N: Nieee!! - złapał mnie za noge, Lou odwrócił sie tak bym mogła na blondyna spojrzeć.
Lou: Słońce uważaj teraz sie zacznie.. - szepnał do mnie a ja zachichotałam.
N: Zrób mi ten obiad!! Przosze, Hazz nie potrafi.. - błagał - ..Powiedziałeś na nią słońce?! - zdziwił sie jakby teraz to do niego dotarło.
Lou: Tak! - odpowiedział stanowczo i poszedł do kuchni.
J: Dobra Loui możesz mnie postawić.. - zeskoczyłam z jego pleców i spojrzałam na Nialla. - To co chcesz na obiad?
N: Cokolwiek, byle by było jadalne.. - zaśmiałam sie, Niall jest  taki słodki jak jest głodny.
J: Jesteś uroczy!
N: No wiem.. - zarumienił sie.
Lou: Ja tu jeszcze jestem! - zwrócił na siebie uwagę.
N: To mało ważne Tommo! - pokazał mu język i wyszedł z kuchni. Zabrałam sie za przygotowywanie spaghetti. Przez cały czas czułam na sobie wzrok Tomlinsona. Był intensywny i rozpraszał mnie.
J: Możesz sobie stąd iść? - spytałam grzecznie.
Lou: Czemu?! - zdziwił sie
J: Bo sie we mnie wgapiasz.. - odpowiedziałam nawet na niego nie patrząc.
Lou: Miło wiedzieć że tak na ciebie działam.. - poczułam jego dłonie na swojej talii, odwrócił mnie do siebie i bez ostrzeżenia przylgnął do moich ust. Wypuściłam łyżkę z rąk i owinęłam je dookoła jego szyi. Za każdym razem coraz bardziej pragnęłam jego ust, były uzależniające. Jak już sie ich raz posmakuje, chce sie ich coraz częściej.
J: Lou? - zapytałam przez pocałunek.
Lou: Hmm? - zamruczał
J: Chyba mi sie coś przypala.. - oderwałam sie od niego, brunet sie zaśmiał a ja wróciłam do gotowania, na szczęście nic sie nie przypamniło.
Lou: Znowu przerywasz, coraz mniej zaczyna mi sie to podobać.. - oparł sie o blat i skrzyżował ręce na piersi.
J: Zakazany owoc smakuje najlepiej.. - zaśmiałam sie i wyszłam z pomieszczenia. Obiad był gotowy, więc poszłam do reszty. - Niall, jak jesteś głodny to idź sobie nałóż.. Wy wszyscy z resztą. - Harry i Liam wyprzedzili Nialla i wbiegli do kuchni, blondyn krzyczał że maja to zostawić i takie podobne. - A im co?! - usiadłam obok Zayna.
Z: Nie znasz jeszcze Horana, ale musisz wiedzieć ze on może jeść cały dzień.. - uśmiechnął sie
N: Moje motto życiowe o tym mówi.. - weszli do salonu.
J: Jak brzmi?
N: Śpij aż będziesz głodny, jedz aż będziesz śpiący.. - zaśmialiśmy sie, Niall jest naprawdę uroczy, ciesze sie że każdego z nich poznałam. Siedziałam koło Malika i śmiałam sie z reszta, ich historie, opowieści.. Nie da sie nie śmiać!
J: Rozmawiałeś z Trishą? - zapytałam po jakimś czasie Zayna.
Z: Tak, wrócą za tydzień?! - uśmiechnął sie - To dobrze że ich nie ma.. Nie wiem jakby to moja mamusia przeżyła.. - zaśmiałam sie.
Lou: Co podrywasz moją dziewczynę? - dosiadł sie Tomlinson.
J: Od kiedy jestem twoją dziewczyną?! - zdziwiłam sie i spojrzałam na niego.
Z: Tak szybko.. - zdziwił sie, widziałam w jego oczach że jest mocno zaskoczony.
J: Niee.. - zaprzeczyłam - .. A Ty Louis, nie rozpędzaj sie.. - skarciłam go.
Lou: Dobra, jeszcze nie.. - zaśmiał sie i cmoknął mój policzek. Zostawił mnie z Zaynem, widziałam że już jest mu trochę smutniej, ale mam nadzieje, że mu przejdzie.
J: Jest już późno.. - spojrzałam na zegarek - Idę do siebie.. - wstaliśmy, przytuliłam sie do Zayna. - Nic sie między nami nie zmieni? - spytałam cicho.
Z: Nie chce by coś sie zmieniło. - przycisnął mnie mocniej. Odsunęłam sie od niego i pocałowałam w policzek.
J: Do jutra.. - uśmiechnęłam sie.
Z: Odprowadzę Cie. - dorównał mi kroku i wyszliśmy. - Tommo będzie wściekły. - zaśmiał sie gdy byliśmy już poza domem.
J: Czemu?
Z: Nie pożegnałaś sie z nim. Nie widzisz jaki on zazdrosny? - spojrzał na mnie znacząco.
J: Może.. - podeszliśmy pod drzwi frontowe i chwile na siebie tylko patrzeliśmy.
Z: Chciałbym spędzić z Tobą jutro cały dzień.. Jak za dawnych lat.. - uśmiechnął sie niepewnie. Poczułam radość w sercu, mój Zayn wrócił! Przytuliłam sie mocno do niego i nie chciałam puścić.
J: Już nie mogę sie doczekać. - uśmiechnęłam sie i teraz on cmoknął mój policzek i weszłam do domu. Szczerzyłam sie przez cały czas, wykąpałam sie i położyłam sie spać. Byłam ciekawa jak to wszystko sie potoczy..

...
To teraz będę wymagać 10 komów!! 
Myślę że bez problemu dacie rade!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!




Naat

sobota, 4 kwietnia 2015

Zayn. ~ End of the friends?! - część 8

Witajcie!!
A więc tak!! Życze wam spełnienia marzeń, smacznego jajeczka, mokrego dyngysa, śmiechów, miłego czasu z rodziną!! I czego sobie zażyczycie!!!
***
To jest przed ostatnia część!!~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Z: Nie mogłem patrzeć jak uśmiechasz sie do Louisa, zżerała mnie wściekłość jak przyszłaś i powiedziałaś, że będziesz z nim spać.. Odechciało mi sie wszystkiego.. - mówił łamiącym głosem.
J: To dlaczego tak zrobiłeś?! Dlaczego postąpiłeś jak skończony idiota? Dlaczego to zakończyłeś? - tym razem on sie ode mnie odsunął.
Z: Nie wiem, naprawdę nie wiem.. Proszę Cie zapomnij o wszystkim.. - poprosił.
J: Myślisz że dam rade?
- starłam łzy z policzków.
Z: Wiem, że możesz to zrobić..
J: Cierpiałam przez Ciebie.. Nie chce znów tego przeżywać.. - uśmiechnęłam sie delikatnie, chłopak błyskawicznie przytulił mnie do siebie, robił to tak mocno że traciłam oddech. - Zayn.. - nic, zero reakcji - ..Zayn nie mogę oddychać.. - mówiłam z trudem, Malik poluźnił uścisk, ale nie oderwał sie ode mnie.
Z: Kocham Cie.. - powiedział w pewnym momencie. Zamurowało mnie, nie wiem czy mówił na serio, czy to ta nasza przyjacielska miłość. Spojrzałam niepewnie w jego oczy, dosłownie nie wiedziałam co mam myśleć.
J: Co? - zapytałam zdziwiona, Zayn nie odpowiedział mi, tylko zbliżył sie do moich ust i muskał je delikatnie, byłam przerażona, zaskoczona i moje ciało zastygło. Sparaliżowało mnie i nie mogłam sie ruszyć, ani odwzajemnić, ani zaprzestać temu. Odsunął sie ode mnie i patrzał prosto w moje oczy. - Zayn nie możemy.. - wyszeptałam.
Z: Ja wiem, że czujesz coś do Louisa, że mnie nie kochasz, ale chciałem spróbować. - wyznał, a to daje mi odpowiedź na wszystkie moje wcześniejsze pytania.
J: Pamiętasz jak obiecaliśmy, że będziemy zawsze razem? - chłopak pokiwał głową na 'tak' - Będziemy Zayn, ale nie w ten sposób.. Ja Ciebie też kocham, zawsze Cie kochałam i zawsze będę, ale to nie taka miłość.. - chłopak uśmiechnął sie lekko.
Z: Ciesze sie że cie mam.. - znów sie do mnie przytulił, wiedziałam że będzie już miedzy nami dobrze, że te wszystkie złości znikną i już nigdy nie wrócą.. Po pewnym czasie leżeliśmy na łóżku i rozmawialiśmy jak za dawnych lat, nic sie nie liczyło, tylko to co jest teraz. Nie wiem jak to sie stało, ale nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam wtulona w przyjaciela, to jego ciepło musiało sie do tego przyczynić. Obudziłam sie w środku nocy, dalej Zayn przyciskał mnie do swojego ciała, mimowolnie uśmiechnęłam sie. Udało mi sie wyplątać z jego ramion i całując go ostrożnie w policzek wyszłam z jego sypialni. Powędrowałam do łazienki w Louisa sypialni, wzięłam szybki prysznic i ubrałam jakiś t-shirt i spodenki Sztormlina. Bardzo cicho wślizgnęłam sie pod jego pościel i wtuliłam sie w niego. Chłopak szybko przytulił mnie do siebie.
Lou: Już wszystko dobrze? - spytał zaspany.
J: Tak, przepraszam nie chciałam cie obudzić.. - wtuliłam sie mocniej.
Lou: Nic sie nie stało, ale myślałem że będziesz dzisiaj z Zaynem. - wyczułam taki jakby smutek w jego głosie.
J: Powiedz, że ty zazdrosny nie jesteś.. - nie chciałam by to w nim było, nie może tak być!
Lou: Niee, chyba nie.. Porozmawiamy jutro, spij już.. - poczułam jego usta na swoim czole. Nie odpowiedziałam mu, teraz czułam sie, tak jakbym traciła ich obu. Ranek przyszedł bardzo szybko, ale tylko dla mnie. Wyszłam z łóżka, Louis jak i reszta jeszcze spali, ale nie traciłam czasu. Przebrałam sie szybko w swoje rzeczy, zabrałam wszystko co należało do mnie i wyszłam z ich domu. Przebiegłam przez ulice i już byłam u siebie, zamknęłam drzwi frontowe, a potem od swojego pokoju. Musiałam wiele spraw przemyśleć, i nie mam zamiaru sie dzisiaj z nikim widzieć. Przeleżałam na łóżku cały dzień, nie odbierałam telefonów, nie odpisywałam na SMS.. A komórka robiła sie gorąca od nadmiernego dzwonienia, Zayn z Louisem nie dawali za wygraną. Pod wieczór nawet zaczęli dobijać sie do mojego domu, czemu nie mogą dać mi dzisiaj spokoju?! Zeszłam na dół i usiadłam przy drzwiach.
Z: (T.i.)!! Wiem, że jesteś w domu!! - walił w drzwi.
Lou: Otwórz, albo wejdziemy siłą!! - byli tam oboje. Nie odzywałam sie, miałam ochotę zniknąć. Podniosłam sie z podłogi i poszłam do kuchni, nalałam sobie wody i przez drzwi w kuchni wyszłam na ogród. Szybko zalazłam sie w moim starym domku na drzewie i modliłam sie by oni mnie nie znaleźli. Leżałam na rozłożonym kocyku i wpatrywałam sie we wszystkie obrazki, zdjęcia przyczepione do sufitu. Pamiętam jak to wszystko robiliśmy z Zaynem, często tu w dzieciństwie przesiedzieliśmy. Zayn zawsze miał talent, zazdrościłam mu tego, ale cieszyłam sie że jest ciągle przy mnie.
Z: (T.i.)!!! - usłyszałam jego krzyk. Nie zareagowałam, przekręciłam sie na bok i zamknęłam oczy. - Louis, chyba wiem gdzie może być.. - wiedziałam, że zaraz tu będą, ale nie chciałam uciekać. Może jak zobaczą że śpię to mnie zostawią w spokoju. Słyszałam ich każdy krok po drabinie, a potem jak siadają na przeciwko mnie. Usilnie starałam sie nie otwierać oczy.
Lou: I co zrobimy? - szepnął, czułam sie dziwnie.
Z: Nie wiem, może jakoś wyciągniemy stąd i zaniesiemy do domu?
Lou: Jej mama nas zabije.. (T.i.) przez nas cierpi, a zna mnie jakiś tydzień.. - słyszałam smutek w jego głosie.
Z: Lou, chyba musimy porozmawiać.. - co on wyprawia?!
Lou: O czym? - był zaskoczony.
Z: O (T.i.).. Pamiętasz jak wam opowiadałem o niej?! - tu była chwila przerwy - Kocham ją, ale wiem, że ona nie kocha mnie. - bolało, nie tylko Zayna, mnie też
Lou: Czemu mi to mówisz?
Z: Bo wiem, że Ty dla niej coś znaczysz..
Lou: Mówisz? - teraz sie ucieszył
Z: Tak Lou i jeśli ja zranisz, to nie będę brał pod uwagę tego, że sie przyjaźnimy.. Nakopie Ci tak że do końca życia nie będziesz mógł siedzieć, rozumiesz?! - Zayn był stanowczy i pewny swoich słów.
Lou: Nie masz sie czego obawiać. - brunet zapewnił przyjaciela. - Dobra jak ją wyniesiemy?
Z: Może obudzimy? - było mi o wiele lepiej, wiedziałam ze nie będą sie kłócić o mnie wiec mogłam być szczęśliwa. Nie jestem gotowa by tak szybko być oficjalnie dziewczyną Louisa, ale myślę że będzie dążył do tego. - Mała.. - poczułam jak mną delikatnie szturcha. Otworzyłam powoli oczy i podniosłam sie do pozycji siedzącej, przetarłam oczy i spojrzałam na nich.
J: Co wy tu robicie? - zapytałam by to wszystko było wiarygodne.
Lou: Szukamy Cie, cały dzień dzwoniliśmy, potem mało brakowało i wyważylibyśmy drzwi, ale Zayn miał klucz. - wyjaśnił z przejęciem.
Z: Martwiłem sie.. - spojrzał na mnie ze smutkiem, uśmiechnęłam sie i wyszliśmy z domku.
J: Przepraszam, musiałam pobyć sama, przemyśleć kilka spraw.. - usiedliśmy w salonie.
Lou: To pewnie przez nas.. - przyznał
J: W pewnym sensie.. Nie chciałabym być waszym powodem do kłótni. - popatrzałam na każdego z nich.
Z: Nie będziesz.. - powiedział cicho.
Lou: Nigdy! - ten za to był głośniejszy, mimowolnie uśmiechnęłam sie do nich.
J: Ciesze sie. - poszerzyłam swój uśmiech widząc ich banany. - Zayni kiedy wracają nasze mamy? - spojrzałam na niego.
Z: Nie wiem dokładnie.. - zmarszczył czoło - Aż dziwne że nawet nie dzwoniły.. - sama byłam zdziwiona, wzięłam swoja komórkę i wybrałam numer rodzicielki. Powędrowałam do kuchni i czekałam aż odbierze.
M: Halo?! - odebrała
J: Mamo, wszystko w porządku? - zapytałam zmartwiona.
M: Tak córciu, czemu miało by być inaczej? - zdziwiła sie
J: Nie dzwoniłaś.. - powiedziałam smutniej.
M: Nie chciałam wam przeszkadzać, ciocia Trisha też nie dzwoniła.. Dobrze sie bawicie? - uśmiechnęłam sie, wiedziałam że i ona wypoczywa.
J: Tak, jest dobrze.. Z Zaynem też i nic sie nie zmienia.. A kiedy wracasz? - usiadłam na blacie.
M: Może na następną niedziele, jest tu wspaniale, a Ty jesteś już dorosła więc poradzisz sobie bez mamusi, prawda? - spytała dla pewności.
J: Jasne.. Baw sie dobrze i dzwoń czasem.. Kocham Cie..
M: Dobrze, ja Ciebie też.. - rozłączyłam sie i zeskoczyłam z blatu. Wróciłam do chłopaków, ale był tylko Louis.
J: Gdzie Zayni?

...
Oki, to teraz 12 komów i dostaniecie ostatnia część!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!




Naat

The Dad Zayn.. ~ część 2

Uśmiechnięty i spokojny przymknąłem powieki. Teraz wszystko się ułoży. Dosłownie wszystko.
Zachciało mi się spać, ale maść musiała wsiąknąć, więc walczyłem z sennością. Po 2 godzinach okropnych męczarni, mój brzuch był "suchy"  i nawet siniaki stały się mniej fioletowe. Resztkami sił dowlokłem się do łazienki. Umyłem, odświeżyłem i niestety przebudziłem. Nie do końca, ale jednak. Wróciłem do pokoju i przebrałem w czyste bokserki. Nałożyłem jeszcze dresy, bo było mi chłodno i położyłem się w łóżku. Ten prysznic z jednej strony nie był takim dobrym pomysłem. Ale nie potrafiłbym usnąć, gdybym się wcześniej nie umył. Włożyłem więc słuchawki do uszu, podłączyłem do IPhone'a i wybrałem najspokojniejszą i najnudniejszą piosenkę, jaką tylko posiadałem. Pomogło i po chwili odpłynąłem.
Rano, po przebudzeniu skrzywiłem się. W trakcie snu przewróciłem się na brzuch. Syknąłem, podnosząc się. Jakimś cudem dotarłem do komody w części dziennej. Tam leżała maść. Położyłem się z powrotem na łóżku, wtarłem specyfik , nUdało psię zdrzemnąć, dlatego też po 30 minutach czułem się już bardzo dobrze. Spojrzałem na zegarek. Dopiero 8!
No nic, zgłodniałem, więc po cichu poszedłem do kuchni. Przygotowałem sobie płatki z mlekiem. Zjadłem w ciszy i spokoju. Potem przeniosłem się do salonu. Kolejne 30 minut spędziłem na oglądaniu jakiegoś głupiego serialu. Chłopaków nadal nigdzie nie było widać, więc poszedłem założyć koszulkę i skarpetki, po czym skierowałem się do Paula.
- Kogo niesie o tej porze?- ziewnął otwierając.- O Zayn? Co jest?
- Przyszedłem zapytać się o taką pewną osobę.- spojrzałem na niego znacząco.
- No tak.. Zaraz sprawdzimy, jak tam nasza mała istotka się miewa.- wślizgnąłem się do środka i poszedłem za nim, do jego sypialni. Panował tu idealny porządek. Wskazał na kanapę, więc usiadłem i czekałem. On powoli wyjął telefon i wybrał jakiś numer.
- A kto z nią jest?- wyszeptałem.
- Mike.- pokiwałem głową. To był taki dobry znajomy Paula, który czasem zastępował naszych ochroniarzy, gdy musieli odpocząć albo się źle czuli.- Michael? Jak tam (T.i.) się miewa?
Mike opowiadał coś, co nie zadowoliło Paula.
- Co się dzieje?- nie wytrzymałem.
- Mieli jakąś awarię i samoloty nie latają do jutra. Albo do dzisiejszego wieczora. Coś nie tak z tym takim wózkiem, znaczy pojazdem, co prowadzi samolot. Nie pamiętam, jak to się nazywa. W każdym bądź razie, w najlepszym wypadku, dotrą jutro tuż przed koncertem. 
- Jasna cholera.. Co ze mnie za ojciec?- pociągnąłem się za włosy, a potem schowałem twarz w dłonie.
- Spokojnie, Mike powiedział, że wszystko jest w porządku. (T.i.) jeszcze nie do końca wie o co chodzi, ale prawdopodobnie się domyśla. Jestem dobrej myśli.
- Wybacz Paul, ale to nie twoja córka jest teraz w Londynie, kiedy ja "świetnie się bawię"- zrobiłem cudzysłów w powietrzu i przewróciłem oczami.- w Nowym Jorku.
- Zayn zdaję sobie sprawę z tego, że jest ci ciężko. I gdybym był totalnym chamem, kazałbym ci teraz zapieprzać na próbę i pewnie powiedziałbym coś, czego bym potem żałował. Ale jestem dobrym managerem i próbę przełożyłem wam na godzinę 15.- uśmiechnął się do mnie co odwzajemniłem.
- Dziękuję ci za wszystko. Jesteś naprawdę dobrym przyjacielem. I rzecz jasna najlepszym managerem.- wyszczerzyłem ząbki i wstałem.
- Idź zbudź tych leni i zacznijcie się przygotowywać.
- Tak jest kapitanie!- zasalutowałem i odmaszerowałem, na co się zaśmiał. Wesoły powędrowałem do apartamentu 1D. Pierwszym przystankiem był pokój Louisa. Już chciałem wejść, ale doszły mnie przyciszone głosy reszty.
- Jak myślicie, on znowu chce odejść?- to chyba powiedział Lou właśnie.
- Nie wiem, chociaż to prawdopodobne.- Niall.
- A ja w to wątpię. Zayn się zmienił, coś go zmieniło. Nie zauważyliście, że prawie cały czas chodzi z głową w chmurach? Wtedy był smutny i niezdecydowany, a teraz wydaje się być zdeterminowany i przejęty.- Wow, normalnie detektyw Harreh.
- A ty co o tym sądzisz Liam?- zapytał Lou.
- Sądzę, że chyba mamy gościa.- odpowiedział i usłyszałem kroki, więc udałem się do kuchni. Niby szukałem czegoś w lodówce. W końcu wyjąłem jogurt truskawkowy i mimo, że byłem już najedzony, zacząłem go jeść.
- Cześć..- przywitałem się.
- No cześć.- odpowiedział podejrzliwie Niall. Wszyscy patrzyli na mnie dziwnie. 
- O co chodzi? Znowu zapomniałem czegoś ubrać?- spojrzałem na siebie, półżartem próbowałem rozładować atmosferę. Udało mi się, więc każdy zajął miejsce przy wysepce i kontynuowaliśmy jedzenie. Ta kuchnia była idealna. Niby mała, ale bardzo komfortowo urządzona. Od zawsze lubiłem ciemne kuchnie, a w tych czarnych meblach można było się po prostu zakochać. Wysepka idealnie umiejscowiona, na samym środku, dzięki czemu miejsca było wszędzie wystarczająco. Dwa duże okna dawały idealne światło.
- Wszystko jest okej. Jak z twoimi siniakami?- przełamał barierę Harry.
- Też w porządku. Myślę, że do następnego koncertu zejdą, a teraz sobie poradzę.- uśmiechnąłem się uspokajająco. Oni odetchnęli widząc, że zachowuję się normalnie. No cóż, mimo że (T.i.) utknęła w Londynie, bardzo się cieszę, że ją poznam.
Po jedzeniu zebraliśmy się i pojechaliśmy na próbę. Wypadłem w porządku, ale reszta o wiele lepiej sobie poradziła. Muszę wziąć się w garść. Nie tyle co dla siebie. Raczej dla chłopaków. I mojej małej (T.i.).
Dzień koncertu nadszedł zbyt szybko. Niby byłem przygotowany, ale tylko fizycznie. Psychicznie nosiło mnie. Koncert miał się zacząć o 15. Ja wstałem o 10. Bardzo późno. Chyba nie zdążę.
Z prędkością światła przebrałem się i pobiegłem do kuchni. Chłopaki chyba też zaspali, bo spieszyli się jeszcze bardziej niż ja. Darowałem sobie płatki z mlekiem i przekąsiłem szybko kanapkę z szynką, sałatą i pomidorem. To bardzo smaczne, naprawdę. Potem napiłem się kawy, którą jakimś cudem zrobił Styles. Następnie założyliśmy buty i wybiegliśmy. Szybko wsiedliśmy do samochodu i pod eskortą 6 ochroniarzy pojechaliśmy. Przez korki i nasze straszne pragnienie kawy (niestety Harry przygotował je tylko z połowy łyżeczki) zamiast dotrzeć tam na 12, dotarliśmy na 13. 
- Gdzie żeście byli, co?- sfrustrowany Paul rwał sobie włosy z głowy.
- No.. W drodze.- spróbowałem uspokoić go. Reszta rozpłynęła się. No w sumie to mi najwięcej uchodziło płazem u naszego managera.- Nie martw się, jesteśmy gotowi, tak myślę.
- Niech będzie. Macie dwie godziny na "makijaże", sprawdzenie czego tam potrzebujecie i dobór stroju. Oczywiście Lou wam pomoże.- mówił o naszej stylistce. Pracowała z nami już naprawdę długo..
- A czy (T.i.)..
- Jest w drodze z lotniska.- uśmiechnął się do mnie, a moje oczy rozbłysły.
- Czyli zobaczę się z nią przed show?- miałem taką nadzieję.
- Wszystko na to wskazuje. A teraz leć już!- popędził mnie. Szczęśliwy poszedłem do naszej garderoby. Tam Lou już dobierała ubrania. Mi przypadł szary T-Shirt, czarne przetarte spodnie i czarna skórzana kurtka. Miało być dzisiaj chłodno, a gdyby zrobiło mi się ciepło, po prostu ją zrzucę. Potem nas "poprawiali". Delikatne make-up'y, układanie włosów i tak dalej. 30 minut przed koncertem byliśmy gotowi.
- Zayn? Chodź no tu na chwilę.- przywołał mnie Paul.
- Już idę!- byłem cały w skowronkach. O dziwo zero stresu i zmartwień. Byłem tylko i wyłącznie szczęśliwy, że wreszcie ją poznam. Wyszedłem z garderoby i prawie zawału dostałem. Przede mną stała blond włosa piękność. Miała śliczne niebieskie tęczówki, była dość wysoka, figurę miała naprawdę świetną. Ubrana była w koszulkę AC/DC, czarne podarte na kolanach rurki, na nogach miała czarne converse. Nie podobał mi się tylko jej makijaż. Był zbyt ostry.
- Zayn chodź tu.- odwróciłem się od dziewczyny i spojrzałem na Paula.
- No jestem, jestem.
- Tamta to nie twoja córka. (T.i.) przyjdzie dosłownie za chwilkę. A ta tutaj to fanka waszego supportu. Miała specjalną wejściówkę, więc idzie do nich.
- Oh.. Okej, w takim razie poczekam tutaj.- oparłem się o ścianę i oddychałem głęboko. Nie mogłem się doczekać tego. Poznam ją. Poznam moja córkę. Niesamowite. Nawet nie wiem, kiedy minęło 10 minut.
- Tato?- jej cichy głos rozbrzmiał w korytarzu. Był dźwięczny, cichy i przyjemny, innymi słowy taki.. idealny.
- (T.i.)?- wykrztusiłem.
- Tatusiu!- rzuciła mi się na szyję. Nie zdążyłem zobaczyć, jak wygląda. Nie za bardzo mnie to teraz obchodziło. Liczyła się ona. Moja księżniczka. Trwaliśmy w tym uścisku kilka dobrych minut.
O dziwo żadne z nas nie płakało. Owszem, mieliśmy łzy w oczach, ale nie pozwalaliśmy im wypłynąć. Spojrzałem na (T.i.). Była idealna. Wymarzona córka. Miała na sobie zwykłe, jasne jeansy, biały sweter i białe vansy. Jej włosy były kasztanowe. A oczy.. Oczy miała po mnie, Była średniego wzrostu. 
- Córeczko..- wyszeptałem i ucałowałem jej czoło. Po przywitaniu postanowiłem zrzucić z siebie ten ciężar i przedstawić ją chłopakom.- Chciałbym ci kogoś przedstawić.- ona pokiwała głową i złapała mnie za rękę. W moich oczach wyglądała teraz jak mała dziewczynka, która trzyma tatusia za rączkę, przechodząc przez ulicę. Co się ze mną dzieje? Potrząsnąłem głową i weszliśmy do garderoby. Oni akurat rozciągali się.
- Zayn, mieliśmy nie wpuszczać fanek przed występami!- powiedział Louis.
- I czemu ty ją za rękę trzymasz?!- zdziwił się Liam.
- Chłopaki.. To jest..- te słowa nie chciały przejść mi przez gardło.- To jest moja córka.
- COO?!?!?!?!- krzyknęli jednocześnie. Dziewczyna spojrzała na mnie i wyczytała ze spojrzenia, że nic im nie mówiłem o niej. Uśmiechnęła się pocieszająco i ze zrozumieniem.
- Mam na imię (T.i.), mam 15 lat i tak w sumie to jestem z Londynu.- uśmiechnęła się do nich i wtuliła w mój bok.
- To jest jakiś spóźniony Prima Aprilis? Bo jeśli tak, to dobry żart, stary.- powiedział Niall.- A jeśli nie, to powtarzam, CO?!- dodał.
- (T.i.) jest moją córką. I bez względu na wszystko, od teraz jest również częścią mnie. Zawsze nią była, ale teraz będzie nią też tak blisko. Proszę was, nie traktujcie jej jak fanki.- w tych słowach kryło się ostrzeżenie, które załapali.
- Tato! Nie przesadzaj..- zachichotała, a ja zdałem sobie sprawę, że od teraz będzie to najpiękniejszy dźwięk, jaki tylko mogę słyszeć..




************************
Druga część! Również napisana na przód :D No ciekawe kiedy ją dodam... Jest jakaś 1 w nocy, 04.04.15. Mam nadzieję, że niedługo.
Okej, dopisuję to właśnie teraz, dziękuję za 8 komentarzy!! Czytając je było mi naprawdę bardzo miło :) MAM NADZIEJĘ, ŻE NA MOIM FF TEŻ TAK ZECHCECIE KOMENTOWAĆ :D
7 KOMENTARZY = NASTĘPNA CZĘŚĆ
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!
Directioner Forever x.
PS. Zapraszam was na moje ff, gdzie właśnie przed chwilą pojawił się 2 rozdział :) 
Aż trzy linki, hoho zaszalałam :D

piątek, 3 kwietnia 2015

The Dad Zayn.. ~ część 1

~Zayn's POV~
                                Cześć Tato..

Wiem, że pewnie trudno Ci będzie w to uwierzyć, ale.. Jestem Twoją córką. Mam 15 lat i mieszkam z dziadkami w Londynie. M  mama od zawsze powtarzała mi, że nas zostawiłeś i mnie nie kochasz. Nie wierzyłam jej. Nie wierzyłam w żadne jej słowo. I 3 miesiące temu, 25 maja, w moje urodziny, powiedzieli mi prawdę. Dowiedziałam się wszystkiego. Byłam na Twoim koncercie, za kulisami, mam z Tobą zdjęcie.. Nawet rozmawialiśmy chwilę. Nigdy tego nie zapomnę, bo w tamtym momencie zrozumiałam, że matka naprawdę mnie okłamywała.. Jesteś wspaniałym człowiekiem, z pasją i talentem. Jestem dumna z tego, że jestem Twoją córką. Ale nie martw się. Nikomu o tym nie powiem. Mimo, że mam 15 lat i jako nastolatka, chciałabym być popularna i tak dalej.. Szanuję i rozumiem to, że mogło by Ci to zaszkodzić. Jednakże zawsze marzyłam, aby Cię poznać. Zdaję sobie również sprawę z tego, że Twoja żona, Perrie może być zdziwiona albo coś, gdyby się dowiedziała. Dlatego też będę milczeć, dopóki nie zechcesz inaczej. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczymy.

Kochałam, kocham i zawsze Cię będę kochać, tatusiu.

                                            Twoja córka (T.i.) (T.n.)

Czytałem ten list w kółko i w kółko. Mam córkę? Jestem ojcem? Ale jak? Kiedy? Gdzie? I dlaczego? Nic nie rozumiem..Kolejny dzień spędziłem leżąc w łóżku, w hotelu, próbując sobie wszystko poukładać. Mieliśmy jeszcze trzy dni do koncertu. Chłopaki próbowali mnie wyciągnąć na imprezę, zwiedzanie, nawet zakupy zaproponowali.. Ale ja nie mogłem. Przejąłem się, że jakaś mała istotka żyje gdzieś w Londynie i ma nadzieję. Nadzieję na to, że ja taki beznadziejny ojciec, zaopiekuję się nią. Ma nadzieję, że to co jej matka wmawiała przez te wszystkie lata to kłamstwa.Tylko że do cholery to jest prawda! Jedna głupia impreza.. O dwa drinki za dużo.. I jak to się skończyło? No tak właśnie!

- Zayn! No wyłaź wreszcie z tej swojej nory!- warknął zirytowany moim zachowaniem Niall.

- Nie! Dajcie mi spokój.- mruknąłem i wymacałem kopertę z listem od mojej córki. Co z tego, że mam 33 lata. Nadal wyglądałem na co najmniej 24. Dlatego też korzystałem z tego, póki mogłem. 
- Koniec tego!- usłyszałem Louisa, co oznaczało kłopoty. Spanikowany schowałem list w poszewkę poduszki. I wyciągnąłem z niej rękę w tym samym momencie, w którym oni wyciągnęli mnie siłą.
- Dobra, puśćcie mnie!- powiedziałem, co wykonali, a ja mogłem się wyprostować.

- Teraz grzecznie pójdziesz do łazienki, doprowadzisz się do porządku, a następnie zjesz z nami śniadanie. Jasno się wyraziłem?- blondyn przez ostatnie lata zrobił się naprawdę odpowiedzialny i wręcz srogi. Momentami się go bałem.
- Tak.- odparłem jak gdyby nigdy nic. Wstałem z podłogi i skierowałem się do wcześniej wymienionego przez niego pomieszczenia. Tam umyłem się dokładnie. Woda rozluźniła moje mięśnie, więc mogłem zacząć trzeźwo myśleć. Zakręciłem wodę i dokładnie otarłem ciało z wody. Włosy też wysuszyłem. Potem owinąłem sobie ręcznik wokół bioder i wróciłem do sypialni. Z szafy wyciągnąłem czyste bokserki, białe skarpetki, czarne rurki i tego samego koloru koszulkę. Niegdyś idealnie dopasowane spodnie, były teraz lekko przyciasne. Przydałoby się trochę poćwiczyć. Wciągnąłem brzuch i z łatwością dopiąłem guzik. Aż tak źle nie było. Na szczęście. Gotowy, wyglądem przypominając człowieka, a nie jego wrak poszedłem do pokoju obok, gdzie znajdowała się kuchnia. W tym hotelu były naprawdę fajne apartamenty. Najbardziej podobały mi się łóżka. Miały zasłony, to pewnie dlatego. Chłopaki już siedzieli i o czymś zawzięcie dyskutowali. Myślałem, że może uda mi się niezauważenie przemknąć do salonu, ale nie! Oczywiście Liam musiał mnie przyuważyć.
- Chodź no tu.- rozkazał, przez co byłem zmuszony zająć miejsce pomiędzy wściekłym Horanem, a złym Louisem.
- Co się z Tobą dzieje, co? Co ty w ogóle wyprawiasz?!- wybuchnął w końcu blondyn.- Znowu chcesz nas opuścić? Jak w 2015? A potem nagle powrócić, jak gdyby nigdy nic? 
- Przeginasz, Niall.- upomniał go jak zawsze spokojny Liam.
- Ja przeginam? Chyba on!- warknął i wyszedł.
- On ma rację, rozwalam wszystko.- przyznałem.
- Przestań gadać takie głupoty. Po prostu się ogarnij.- powiedział Harry i podał mi talerz z kanapkami i kawę.
- Dzięki Harry.- podziękowałem i spróbowałem przełknąć to, co mi przygotowali. Ale moje wysiłki były nadaremne. 
- Wyjdźcie na chwilę, ok?- Louis spojrzał na nich znacząco, przez co wyszli.- A teraz powiedz mi, co cię tak dręczy.
- Nic. Wszystko jest okej, po prostu ostatnio źle się czuję.- skłamałem.- Brzuch mnie trochę bolał po tym, jak się poślizgnąłem na scenie, kilka dni temu.- przypatrywał mi się podejrzliwie.
- Niech będzie, że ci wierzę.- mruknął i również wyszedł. Zostałem więc sam. Znowu całą swoją uwagę skierowałem na list. Muszę znaleźć (T.i.). Kimkolwiek ona jest, muszę ją znaleźć, poznać i.. zaopiekować się nią. Muszę zachować się jak ojciec. Nie mogę jej po prostu olać. Takie dziwne uczucie ogarnęło moje ciało. Zjadłem resztę kanapek, wypiłem kawę i pobiegłem w stronę apartamentu na przeciwko, do Paula.
- Paul?- zapytałem wchodząc, a uprzednio pukając.
- Tutaj jestem!- usłyszałem z kuchni. Szybkim krokiem dotarłem tam i stanąłem przed nim z poważną miną.
- Musisz mi pomóc.
- Jasne, wal śmiało.- zachęcił mnie, przeżuwając pączka.
- Musisz mi pomóc znaleźć kogoś.- nie wiedziałem jak mam mu to przekazać.
- Jasne, ale kogo?
- Słuchaj, to moja prywatna sprawa i nie chcę, żeby reszta się dowiedziała. To jest podkreślam po raz drugi moja sprawa i tyle. Proszę cię tylko, abyś pomógł mi znaleźć (T.i.) (T.n.). Jest.. Jest kimś bliskim dla mnie, mieszka w Londynie, ale nic więcej nie wiem.- skłamałem. Musiał to zauważyć, bo zmrużył oczy.
- Okej, postaram się, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Gdy odnajdziemy tę osobę powiedz mi co jest grane. A teraz spadaj i szykuj się na próbę!- popędził mnie gestem ręki. Trochę niepewnie opuściłem jego apartament i wróciłem do swojego pokoju w "mieszkanku 1D'. Za każdym razem chłopaki tak właśnie nazywali miejsca naszego tymczasowego zamieszkania.  
Sięgnąłem po swój telefon, który spoczywał na szafeczce nocnej, obok łóżka. Miałem kilkadziesiąt powiadomień z Twittera, które zignorowałem. Było również kilka sms-ów od mojej mamy, Per, od sióstr i.. I to wszystko w sumie. Byłem tak znudzony, że nie chciało mi sie nic. Leżałem więc w "części dziennej" gdzie była fajna kanapa, kominek, fotele, stolik do kawy i jakieś komody. Najpierw normalnie, potem do góry nogami, aż w końcu nogi spoczywały na oparciu, a moja głowa na podłodze. Muszę coś zrobić. Muszę. 
- Malik! Próba za 20 minut, rusz dupe!- krzyknął Lou wchodząc do mojego pokoju. Rozejrzał się, ale dzięki mojemu położeniu nie był wstanie mnie dostrzec. Do czasu.- Koniec tego obiboku! No już!- klepnął mnie, jak mama, która chce popędzić niesforne dziecko.
- Aua! Dobra! Auć! Zostaw mnie mamo!- zachichotałem i uciekłem z własnego pokoju. Reszta już na nas czekała. Nałożyłem buty i wyprostowałem się. Tommo dotarł sekundę po mnie. Wyszliśmy z apartamentu i skierowaliśmy się do samochodu. Czekała nas 10 minutowa jazda. Pochłaniałem wzrokiem każdy szczegół wszystkich mijanych przez nas budynków. W końcu dotarliśmy na miejsce. Zdziwiłem się, bo spodziewałem się próby na stadionie, znaczy na scenie.
- Zdziwiony?- zapytał Liam. Pokiwałem twierdząco głową.
- Gdybyś nie miał wszystkiego i wszystkich w dupie, wiedziałbyś, że próba odbywa się dziś w studio.- burknął nadal zły Niall.
- Przepraszam was, mam ostatnio.. Problem. Ale myślę, że do koncertu uda mi się go rozwiązać.- posłałem im uspokajający uśmiech. Odwzajemnili go niepewnie i wysiedliśmy z auta. Weszliśmy do studia i byłem pewny, że tutaj zapomnę, chociaż na chwilę, o (T.i.). Jakiś koleś wyszedł nam na spotkanie.
- One Direction! Jak dobrze was widzieć! Zapraszam, zapraszam.- miał włoski akcent. Poszliśmy za nim. Zaprowadził nas do wielkiego studia nagraniowego. Było ogromne, naprawdę.
- Przepraszam, my chyba mieliśmy mieć próbę. A nie nagrania.- zauważył Harry.
- Tak, tak, oczywiście. Nagramy próbę, żebyście mogli potem posłuchać.- uśmiechnął się nerwowo.
- Możemy się jeszcze przygotować?- zapytałem. Pokiwał głową i odszedł. Gestem dłoni poprosiłem, aby się przybliżyli.- Nie podoba mi się ten typ. Nigdy nie nagrywaliśmy prób. 
- Tak właściwie to masz rację. Lepiej zmywajmy się stąd.- zgodził się ze mną Louis.
- Ale jak mamy to zrobić? Przecież nie powiemy mu, że coś tu nie gra i nie wyjdziemy.- powiedział Liam.
- Wiem!- wyszeptał Horan.- Mówiłeś Louisowi, że brzuch cię bolał, czy coś.- spojrzałem na Tomlinsona morderczym wzrokiem.- Powiedz, że nadal się źle czujesz, więc będziemy mogli pójść.
- Dobra.- spojrzałem Niallowi w oczy.- Przepraszam was, naprawdę zachowywałem się głupio.
- Okej, bratu mam nie wybaczyć?- blondyn uśmiechnął się, co odwzajemniłem. Potem omówiliśmy szczegóły, żeby wyglądało to wiarygodnie. Odsunęliśmy się, mówiąc, że za każdym razem musimy mieć "pogadankę". On pokiwał głową i zaprosił nas na krzesełka. Do pokoju nagrań wchodziliśmy po kolei, ja na końcu. Wtedy "przez przypadek" Harry walnął mnie drzwiami w brzuch.
- Cholera, przepraszam! Nie chciałem, myślałem, że nie zamkną się, przepraszam!- dobry był. Ale mnie naprawdę zaczął boleć brzuch. Udawałem, że jest okej.
- Ok, jest.. Auć!- bolało jak cholera. Skrzywiłem się i pochyliłem.
- Wszystko okej?- zmartwił się Louis, tym razem na serio.
- Chyba jednak nie. Cholera, bardzo boli.- jęknąłem i oparłem o futrynę.
- Jedźcie z nim do szpitala. Jakby co dzwońcie, to się umówimy na inny termin.- podał nam wizytówkę i ze współczuciem spojrzał na mnie.- Zdrowiej Zayn.
- Dziękuję i naprawdę przykro mi, że nic z tego nie wyszło. Naprawdę chciałem wziąć udział w tej próbie..
- Spokojnie, jeszcze kiedyś nam się uda.- uśmiechnął się i pomógł mi wstać. Chłopaki wzięli mnie pod ręce i wyprowadzili. Doszliśmy do samochodu.
- Jest okej?- zapytał mnie Harry.
- No prawie.- odkryłem bluzkę i ujrzałem wielkiego fioletowego siniaka. Zaczął blednąć.- Nie martw się, to z koncertu. Pamiętacie, jak wtedy się poślizgnąłem na tej fladze i walnąłem brzuchem o schody? No to wtedy mi się to stało.
- Cholera. No to co? Jedziemy do szpitala?
- Nie, jedźmy już do hotelu..- poprosiłem.
- Na pewno?- Liam jak zawsze opiekuńczy. Pokiwałem głową i spojrzałem na zegarek. Zeszło nam już 2h! Ciekawe kiedy.. Po 10 minutach byłem już w swoim pokoju. Leżałem na łóżku z jakąś śmierdzącą maścią, nałożoną na brzuch. Mój telefon nagle rozbrzmiał, dostałem sms-a. Otworzyłem go i zachciało mi się skakać i krzyczeć z radości.
Paul: Znaleźliśmy ją ;) Jeśli chcesz, możemy ją sprowadzić. x.
Zayn: Tak, byłoby idealnie :) xx.
Paul: W takim razie szykuj się na spotkanie z CÓRKĄ. Przyleci najbliższym samolotem. 
Paul: Aha i mogłeś powiedzieć, nikomu bym nie powiedział x.
Zayn: Wiem.. Jeszcze raz dziękuję i nie mów nic reszcie! xx.
Paul: Ok. x.
Uśmiechnięty i spokojny przymknąłem powieki. Teraz wszystko się ułoży. Dosłownie wszystko.




*****************************
No to napisałam! Skończone dokładnie 03.04.2015 o 13.45.
Ciekawe kiedy będzie wystarczająco dużo komentarzy, żebym mogła opublikować:)
No nic, zabieram się za następną część, mam nadzieję, że te komentarze pojawią się, zanim skończę całe opowiadanie ;D Liczę na was, do napisania!
6 komentarzy = następna część
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Directioner Forever xx.
PS. Chciałabym, żeby Zayn uśmiechał się w ten sposób, co powyżej na zdjęciu o wiele częściej.. 
Edit: Kurczę, jest mi przykro. Wyświetleń przybywa non stop, a komentarzy w ogóle. To naprawdę nie fajne ;| Piszę to dla was i naprawdę zwykłe "przeczytałam" czy ":)" jest motywujące. I cholera! Robię wykłady, nawijam, pisze a i tak większość na to zleje! Jak widzę, że komentujecie, to aż chce mi się pisać! Mam nadzieję, że tym razem będzie ta ilość :)

czwartek, 2 kwietnia 2015

Horan.. ~ część 11/ ostatnia

- Nie wiem o czym mówisz i naprawdę jest mi przykro, że nie mogę ci pomóc.. A teraz naprawdę muszę iść..- serio, było mi smutno. Chłopak kogoś szukał, czegoś naprawdę potrzebował.
- Nie odchodź, nie zniosę tego po raz drugi...
On naprawdę bardzo zrozpaczony. Nie płakał, miał łzy w oczach ale nie płakał. Patrzył na mnie z bólem i rozpaczą, a ja nienawidziłam, gdy ktoś był w takim stanie. Puściłam rączkę walizki i przytuliłam go, ręką kreśliłam kółka na jego plecach. On odwzajemnił uścisk i powoli się uspokajał.
- Spokojnie.. Wdech i wydech, będzie dobrze, wszystko się ułoży, zobaczysz..
- Bez ciebie nic się nie ułoży..
- Proszę cię, przestań mówić takie rzeczy. Nie jest mi łatwo, bo zależy mi, aby ci pomóc, a takim czymś nie ułatwiasz mi sprawy.- mruknęłam i chciałam iść dalej, ale powstrzymał mnie, łapiąc za nadgarstek. Dziwny prąd przeszył moje ciało, a ja poczułam jakby dejà vu.
- Zaczekaj.. Mogę cię chociaż zawieść do domu?- zapytał. Zastanawiałam się chwilę nad odpowiedzią, przygryzając od środka policzek.
- No okej, niech ci będzie.- zgodziłam się. Mimo wszystko bałam się, bo kto wie, czy to nie jakiś porywacz albo coś? Ale ok, powiedzmy, że mu ufam. Jego wyraz twarzy zmienił się. Nie był już zrozpaczony, miał nadzieję. Oby nie była zgubna.
Skierował się do czarnego Range Rovera, więc podążyłam za nim. Wziął ode mnie walizkę i schował ją do bagażnika, ja w tym czasie zajęłam miejsce pasażera. Po chwili siedział już koło mnie i odpalał silnik.
- Więc..- zaczęłam.- My się znamy tak?
- No.. Tak w sumie to..- przerwał z nieznanych mi powodów.- To tak, znamy się.
- Jak długo?
- Niedługo. Krótko.
- Dlaczego mnie pocałowałeś?- zasypywałam go pytaniami, ale chciałam poznać odpowiedzi na te najbardziej nurtujące mnie.
- Um.. J-Ja.. To nieważne, impuls.- wybełkotał i skupił się na drodze, marszcząc brwi. Coś mi tu nie grało i dojdę do prawdy. Resztę trasy przebyliśmy w ciszy. Gdy dotarliśmy pod mój dom, odwróciłam się w jego stronę.
- Chcesz wejść?- zapytałam, wprowadzając swój plan w życie.
- Jasne, znaczy, okej.- był dziwnie zestresowany i spięty. Wysiadłam z auta, poszłam w stronę bagażnika, ale on już wyciągnął mój bagaż i nawet zaproponował, że mi go zaniesie. Powolnym krokiem dotarliśmy do drzwi. Otworzyłam je i wpuściłam nas do środka.
- Rozgość się, a ja zrobię coś do picia. Jakieś konkretne życzenia?
- Poprosiłbym sok, jeśli można.- skinęłam głową i po zdjęciu butów i kurtki, poszłam do kuchni. Przemyłam ręce i nalałam nam do szklanek soku pomarańczowego.
- Proszę.- powiedziałam, gdy siedziałam już obok niego w salonie, podając mu kubek.
- Dzięki.- wymamrotał. Włączyłam telewizor i przełączyłam na kanał muzyczny. Ściszyłam, aby to było tylko tło i znów skupiłam się na blondynie. Po tej jednej iskierce, wydaje mi się, że coś mi się z nim nawet kojarzy.. Ale nie mam najmniejszego pojęcia co! Patrzyłam w jego oczy, a on w moje. Właśnie one mi się tak nie do końca zgadzały.
Zrobiło mi się dziwnie ciepło, dlatego też zdjęłam bluzę. Chłopak patrzył się na mnie chwilę, a potem wytrzeszczył oczy.
- Skąd masz moją koszulkę?!
- Twoją? Jak twoją, skoro..- cholera, skąd ja mam tę koszulkę?
- Naprawdę! Ona należy do mnie. Znaczy należała..- uśmiechnął się w moją stronę co niepewnie odwzajemniłam.
- Mógłbyś..- zaczęłam.- Mógłbyś mi powiedzieć, jak się poznaliśmy?
- Okej..- wziął głęboki oddech i spojrzał mi prosto w oczy.- Ja.. Ja byłem niewidomy. Ogólnie poznaliśmy się 4 miesiące temu.. Byłem w parku z moją przyjaciółką i poszła ona na chwilę do sklepu.. Siedziałem i czekałem na nią i nagle ty podeszłaś.. Zapytałaś się, co niewidomy chłopak robi w parku. To ci odpowiedziałem. Chciałaś iść, ale wtedy cię zatrzymałem.. I tak się jakoś potoczyło, że.. że umówiliśmy się tego samego dnia. To znaczy przyszłaś do mnie i zostałaś na noc. Dobrze się nam rozmawiało, pokazałaś mi wiele rzeczy.. I...- zaciął się, spuścił wzrok i zaczerwienił. Coś ukrywał?- Yy..Ehm.., No następnego dnia poszłaś do domu.- tak, na pewno coś ukrywa,- Ale nim to zrobiłaś, pokłóciliśmy się. W ramach przeprosin zaprosiłem cię na mój koncert i tam.. No ten, zdarzył się twój wypadek.- znowu się lekko zdenerwował. Czego nie chce mi powiedzieć?
- Czy jest coś, czego mi nie powiedziałeś?- zapytałam, łapiąc za jego podbródek, aby spojrzeć mu w oczy. Ale nie udało mi się tego zrobić, ponieważ przeszył mnie prąd. Po raz drugi. Odskoczyłam od niego. Usiadłam najdalej jak mogłam.- Chyba., Chyba powinieneś już iść.- powiedziałam sucho.
- Ale..
- Proszę, wyjdź.- wskazałam ręką na drzwi. Zrezygnowany wstał i ruszył w kierunku drzwi. Wstałam, aby po nim je zamknąć. Gdy już prawie wyszedł, odwrócił się w moją stronę. Po raz kolejny miał łzy w oczach. Podszedł do mnie i złożył bardzo delikatny całus na moim policzku. Potem jedna, jedyna łza spłynęła po jego policzku. Pod wpływem impulsu, starłam ją. Prąd znowu przeszył moje ciało, ale tym razem był przyjemny. Zamknęłam oczy i to było tak, jakby ktoś mną mocno potrząsnął. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Drzwi były zamknięte. Nałożyłam szybko buty i otworzyłam je. Wyszłam na zewnątrz, ale chłopaka nigdzie nie było. Wytężyłam wzrok i ujrzałam go na końcu uliczki. Szedł ze spuszczoną głową, kopał każdy napotkany kamień i ciągnął się za włosy. Nie zamknęłam drzwi, tylko wybiegłam na ulicę, aby go dogonić.
- NIALL!- krzyknęłam nagle przypominając sobie, że ma tak na imię.- Niall proszę, poczekaj!- krzyknęłam głośniej, a on z niedowierzaniem wymalowanym na twarzy odwrócił się w moją stronę.
- (T.i.)?- podbiegł do mnie złapał za ręce.- Pamiętasz mnie?
- Nie wiem, może, wiem tylko, że.. Że ja byłam w Tobie zakoch..- nie dokończyłam, bo blondyn złączył nasze usta. I tym razem go odepchnęłam. Tym razem jednak delikatniej i zamiast wytrzeć usta, przytuliłam się do niego. Wszystko wróciło. Nawet mój Niall.- Jak ja mogłam cię zapomnieć?
- Nie wiem, ważne, ze już mnie pamiętasz.- schował twarz w moje włosy. Nadal trzymaliśmy się za ręce. Odsunęliśmy się, a ja potarłam swoim nosem o jego.
- Przepraszam cię, przepraszam za wszystko.- wyszeptałam.
- Nie masz za co. Ja przepraszam, że nagle przestałem przychodzić. Bo wiesz.. Byłem przy Tobie prawie cały czas. Wyganiali mnie, ale ja i tak byłem w szpitalu. Z każdym dniem tęskniłem coraz bardziej, coraz bardziej pragnąłem cię odzyskać. Czasem wydawało mi się, że ścisnęłaś moją dłoń, uśmiechnęłaś się.. I to doprowadzało mnie do szału. I wtedy, pewnego dnia wyszedłem i nie wróciłem.. Nie zniosłem widoku ciebie, leżącej i podpiętej do tego wszystkiego, nie wytrzymałem.. A oprócz tego musiałem wrócić na koncerty. Jakoś radzili sobie beze mnie przez jakiś czas, ale potem moi managerowie zarządzili, ze jeśli nie wrócę, nie pozwolą mi już nawet z tobą rozmawiać przez telefon. Przepraszam cię, przepraszam. Nawet nie wiesz, jakie miałam wyrzuty sumienia, gdy mi powiedzieli, że gdy się obudziłaś, cały czas mówiłaś, krzyczałaś moje imię. A mnie nie było przy Tobie, gdy tego potrzebowałaś.. Byłem takim dupkiem..- schował twarz w dłonie, kończąc swój niezwykle długi monolog.
- Ale już jest okej, tak?- nie ruszył się nawet na milimetr.
- Właśnie nie jest.. Przez to, co zrobiłem, a raczej nie zrobiłem, nienawidzisz mnie..- był załamany.
- Mój mały głupiutki Niallu..- pokręciłam głową z niedowierzaniem.- Czy ja coś takiego powiedziałam? Nie. Kocham cię i nic tego nie zmieni.
- Przepraszam, możesz powtórzyć?- spojrzał na mnie, swoimi pięknymi, niebieskimi, opuchniętymi oczami.
- Myślę, że dobrze usłyszałeś.- złapałam go za rękę i zaczęłam kierować się z powrotem do domu.
- No nie wiem.. Tak jakoś cicho to powiedziałaś..
- To już nie mój problem, Horan.- uśmiechnęłam się do niego, najpiękniej jak umiałam i jestem pewna, że wziął głębszy oddech.
- Skoro kochamy się nawzajem, to to co moje jest twoje.- również uśmiechnął sie tak pięknie, że aż mi dech w piersi zaparło.
- Zimno mi, wracajmy.- uśmiechnięci, współobjęci wróciliśmy do mojego domu, ciesząc się sobą.

THE END.



*******************
I jak, podobało się? Mam nadzieję, że tak :) Następny imagin będzie z Zaynem i będzie kompletnie inny, niż wszystkie napisane tu kiedykolwiek. Mogę wam tylko zdradzić, że główna bohaterka będzie córką Zayna :D Mam nadzieję, że wam się spodoba.

Ale nie pojawi się on, jeśli nie będzie przynajmniej 8 KOMENTARZY

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Directioner Forever xx.

środa, 1 kwietnia 2015

Niall cz.2~ It's hard

                                                      Niall cz.2~ It's hard
-Zawsze możesz na nas liczyć, wiesz?-powiedział Zayn. Wszyscy wyczekiwali mojej odpowiedzi. A ja? przygryzałam nerwowo wargę. Po kilku minutach znałam już odpowiedź...
Powoli pokiwałam twierdząco głową
-Nagrywamy?-zapytałam siadając na fotelu przy całym sprzęcie do "ulepszania" brzmienia. Wszyscy patrzyli na mnie a ja czułam że muszę coś zrobić. Spojrzałam na nich i zaśmiałam się nie szczerze-No co tak na mnie patrzycie? ruszcie się bo nie zdążymy na samolot!-najwidoczniej zadziałało ponieważ każdy ruszył na swoje miejsce, chłopcy do studia a my zsiadaliśmy przy 'konsoli'
-Dobra zaczynamy od "Where do you broken hearts go"! Niall !-zarządził Patrick.Po zaśpiewaniu przez Nialla przyszedł czas na dawanie porad, przejęłam tę kwestię
-Spróbuj wyciągnąć bardziej ten ostatni wers "How to fix up a heart that I let down"-zademonstrowałam nie patrząc na nic i na nikogo szczególnego.
-Jasne-usłyszałam w jego głosie uśmiech. Niall znów zaczął śpiewać, tym razem zastosował się do mojej rady
-Świetnie-powiedziałam z uśmiechem, choć nadal nie podnosiłam wzroku.
Tak się potoczyło że skończyliśmy nagrywać jakoś o 13. Prosto ze studia ruszyliśmy do prywatnego samolotu chłopców.Guzdrałam się ponieważ chciałam wejść jako ostatnia do samolotu i wybrać sobie jak najbardziej oddalony kąt. Weszłam do środka i zaczęłam się rozglądać. Wszyscy (czyt. 1D, Paul, Patrick, Louise [stylistka] Dora [stylistka] oraz Lucy[również stylistka] )byli bardziej w przedniej części samolotu więc ja usiadłam na samym jego tyle z torebki wyjęłam słuchawki włożyłam je do uszu i wyjrzawszy przez okno zatopiłam się w myślach. Pierwszy nasz przystanek: USA
Po czwartej godzinie lotu mój telefon się wyładował.
Nosz kurde!!
Jak mogłam zapomnieć podłączyć go do ładowania?!
Cóż...zapowiadają się 4 godziny na obgryzaniu paznokci. Przeszukałam torebkę z nadzieją że znajdę coś ciekawego.
AHA!
krzyknęłam cicho gdy znalazłam książkę "utrata" mimo że czytam ją już chyba z 10 raz za każdym razem wzbudza we mnie te same emocje!
Po dwóch godzinach czytania znów zaczęłam zżerać mnie nuda. Rozłożyłam nogi na fotelu obok i postanowiłam spróbować się zdrzemnąć.Niestety z marnym skutkiem
-Chcesz się do nas przyłączyć?-usłyszałam nad sobą głos Louise, nie przyjaźnimy się ale jesteśmy dobrymi koleżkami z resztą jak z  Dorą, Lucy i Patrickiem, resztę trzymam na dystans...może dlatego że mają nade mną jakąś władzę tym że są moimi szefami? nie wiem i nie chcę wiedzieć.
Rozejrzałam się wszyscy patrzyli na mnie wyczekująco
-Umm...no nie wiem-chciałam się jakoś wymigać
-No błagam cię! już tyle razy podczas lotu cię prosiłam a ty się nie zgadzałaś....choć na chwilkę? jak ci się będzie nudzić to damy ci spokój, okay?-zapytała a ja już wiedziałam że nie mam nic do gadania. Westchnęłam głęboko
-Ale na minutkę-zaznaczyłam. Usiadłam na kanapie pomiędzy Patrickiem a Lou. Spojrzałam na nią nie pewnie
-Więc zanim się przyłączyłaś postanowiliśmy zagrać w taką grę, jako że jesteśmy między swoimi, zdradzamy pikantne szczególiki-zaśmiała się diabolicznie-Więc po kolei każdy zadaje jakieś pytanie i każdy łącznie z pytającym na nie odpowiada-powiedziała z uśmiechem-no chyba że nie chce wtedy mówi "pasuję"
-Zaczynam!-krzyknął Hazz-więc jakie jest wasze motto?-zapytał na co wszyscy krzyknęli zgodnie "Work hard and party harder" oczywiście wszyscy prócz mnie...ale to drobiazg.Wszyscy patrzyli na mnie a ja westchnęłam
-Ymm.Nie wiem w zależności od nastroju zmieniam swoje motto-Hazz zarządził że to nie odpowiedź i muszę wybrać jakieś jedno-Myślę że "Miej wyjebane a będzie ci dane" i "Umiesz liczyć? licz na siebie! twoje szczęście innych jednie!"-Moją odpowiedzią wyraźnie zaskoczyłam tu zgromadzonych, bo patrzyli na mnie szeroko otwartymi oczami.
-Okej moja kolej!-krzyknął znienacka Patrick. Dziękowałam mu w duchu za uratowanie mnie-Ymmm...Jak wyobrażacie sobie siebie za 10 lat?
Każdy opowiadał przeróżne historie, każdy planował mieć swój własny happy end.Czy ja zawsze muszę się wypowiadać na końcu?! krzyknęła moja podświadomość
Tak bo jesteś tchórzem! zmuszają cię do grania bo wzbudziłaś w nich litość
DOŚĆ POKAŻĘ IM!
-Po co planować? lepiej żyć teraźniejszością, niż za te 10 lat żałować i myśleć "a mogłem zrobić jeszcze coś tam żeby być tym kim myślałem że będę 10 lat temu"-powiedziałam cicho, ale każdy siedział milcząc i chłonąc każde moje słowo.
-W sumie też racja.-Powiedział Liam. Graliśmy jeszcze jakieś 15 minut, starałam się jakoś udawać że wszystko w porządku ale nie wiem jak mi to wyszło. Postanowiłam że już dość tych tortur dla mnie i dla nich
-Przepraszam, ale ja jestem wymęczona, chyba się położę-powiedziałam z lekkim uśmiechem i poszłam na moje wcześniejsze miejsce.Ułożyłam się tak wygodnie jak to było możliwe i zamknęłam oczy. Czułam na sobie czyiś wzrok ale bałam się otworzyć oczy żeby uniknąć niezręcznej sytuacji gdy przyłapię ktośa na wgapianiu się we mnie. Po kilku próbach udało mi się zasnąć. Obudziłam się z krzykiem....
____________________________________________________
FOOD
Więc dostałam tylko jedną pracę na tego fanbooka...więc dziś mija termin jutro to wszystko zbieram i wgl, więc macie czas do końca dzisiejszego dnia.E-mail na którego możecie wysyłać prace:
wika.suodka@gmail.com
Czekam kochani jeśli wyślecie prace napiszcie mi w komentarzu pod tym rozdziałem żeby potem nie było sytuacji że wyście wysłali a to nie doszło i nikt o tym nie wiedział.Jakieś pytania? piszcie w komu będę odpowiadać do końca dnia