Hej!!
Bijecie rekordy!!
Kocham was moje czytelniczki!!
Stawiam że same dziewczyny czytają tego bloga!! Chociaż byłabym jeszcze bardziej, szczęśliwa jeśli czytał by to jakiś BOY DIRECTIONER!!!! :D
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
M: .. Jak sie czujesz? - zapytała z troską
J: Coraz lepiej.. - wymusiłam uśmiech. - Masz jakieś leki przeciwbólowe? - złapałam sie za bolącą głowę.
M: Tak, ale zrobię ci też coś do jedzenia, bo to pewnie z głodu. - powędrowała do kuchni a ja za nią.
J: Dziękuje. - znalazłam lek i zapiłam go wodą. Usiadłam przy stole, a po chwili jadłam pyszną maminą zupkę. Pomogła mi, bo po godzinie mój ból zniknął. Wkręciłam sie w rozmowę z mamą i zapominałam o przykrościach.
M: Wiesz już co zrobisz? - zapytała nagle.
J: Myślałam o czymś, ale nie jestem pewna..
M: To znaczy? - spojrzałam na nią
J: Zemstę. - wzruszyłam ramionami jakby to było najoczywistsze rozwiązanie.
M: Co? Jak to zemstę?! - była zaskoczona.
J: Jeszcze nie wiem jak, ale pokaże mu jak to jest.. - odstawiłam talerz.
M: Będziesz sypiać z innymi by pokazać mu jakie to uczucie? Powiedz jeszcze że w waszym domu. - zezłościła sie.
J: Nie myślałam o tym w ten sposób, ale to w sumie dobry pomysł. - uśmiechnęłam sie do niej - Dzięki mamuś.. Idę spakować swoje rzeczy. - wyszłam z kuchni i szybko znalazłam sie w pokoju na górze.
M: Nie możesz tego zrobić! - poszła za mną.
J: Ale dlaczego nie? Przecież on to robił i jakoś nie miał wyrzutów sumienia gdy pieprzył jakaś dziewczynę, a potem mnie! - sama byłam już zła. - Więc co mi tam.. - wpakowywałam swoje ubrania do walizki.
M: Żebyś nie żałowała..
J: Co ty mamo go tak bronisz?! - spojrzałam wściekła na nią.
M: Bo wiem jak mogłoby to sie skończyć, Louis jest świetnym mężczyzną i myślę że popełniasz błąd odchodząc od niego. - prawiła mi moralniaki. What the FUCK?!!
J: Mamo on mnie zdradził! - warknęłam - Jak ja mam z nim być?! Mam udawać że jest między nami świetnie, tylko dlatego że jest znamy na całym świecie?
M: Tak, właśnie tak.. - że niby co?!
J: Nie wierze że tak uważasz.. Myślałam że ty akurat będziesz po mojej stronie.. - zapięłam walizkę i wyszłam z pokoju. Zamówiłam taksówkę i pozostało mi na nią czekać.
M: Natalia.. Nie gniewaj sie.. Po prostu myślę że Louis to najlepsze co cie w życiu spotkało.. - stanęła za mną.
J: Dzięki mamo, w ogóle jak możesz tak mówić.. Miałam wiele wspaniałych chwil w życiu, a Tomlinson okazał sie moim koszmarem. - odwróciłam sie do niej. - Nie zamierzam mu tego tak łatwo odpuścić i możesz myśleć sobie o mnie co chcesz.. - na szczęście podjechała moja taksówka, mama nie odpowiedziała, wsiadłam do samochodu i pojechałam na dworzec. Znów kupiłam bilet i znów odbyłam pełną przemyśleń drogę. Moja własna matka jest za nim, co ona może wiedzieć o uczuciu jaki mi towarzyszy.. !? Gdy dotarłam do Londynu było już późno, zameldowałam sie w hotelu i od razu poszłam spać. Ciężkie chwile przede mną i muszę nabrać dużo sił. Wstałam jakoś już przed 8, żeby iść normalnie do pracy, stwierdziłam że na kilka dni mogę przyjąć propozycje Pana Martina i zatrzymać sie w mieszkaniu nad sklepem, ale moim planem jest wrócić do domu, Louis nie może mieszkać w nim sam, w końcu to ja o niego dbałam. - Dzień dobry panu.. - weszłam do sklepu, mój szef siedział na swoim miejscu i wypuszczał dum z ust.
S: O wróciłaś.. - ucieszył się i wstał. - Miło Cię widzieć. Jak sie czujesz? - zapytał z troską.
J: Już lepiej, dziękuje. A jak pan sie miewa? - zapytałam z podobnym uczuciem
S: Nie mogę narzekać, było tu trochę pusto gdy Ciebie nie było, ale jak widzisz dałem rade. - zaśmialiśmy się. - Myślałaś nad moją propozycją? - zapytał po chwili.
J: Tak i jeżeli wciąż jest aktualna to mogłabym skorzystać z niej, ale tylko na kilka dni. Mój mąż nie może mieszkać tak sam, w końcu to też mój dom. - uśmiechnęłam sie słabo do niego i zabrałam sie za porządkowanie półek. Trochę kurzu sie nazbierało. Cały dzień w pracy minął mi bardzo szybko i nim sie spostrzegłam jechałam do hotelu po swoje rzeczy, pan Martin jest bardzo poukładanym człowiekiem i widać że dba o swoje mieszkanie. Pokazał mi gdzie będzie moja tymczasowa sypialni i zostawił mnie w niej samą. Stwierdziłam że mogę w końcu włączyć swój telefon, podłączyłam go pod ładowarkę i zaczęły przychodzić wiadomości kto przez te kilka dni próbował sie do mnie dodzwonić. Kilkadziesiąt połączeń od Louisa, kilka nawet było od jego przyjaciół, oddzwoniłam do Harrego, może coś ważnego chciał.
H: No w końcu się odezwałaś.. - odebrał z lekkim wyrzutem.
J: Nie spodziewałam sie aż tak ciepłego przywitania.. - powiedziałam znacząco.
H: Martwiliśmy sie z chłopakami, Louis mówił ze gdzieś wyjechałaś.. - słyszałam jak zamyka za sobą jakieś drzwi.
J: Tak, ale wróciłam, coś jeszcze wam mówił? - byłam ciekawa czy powiedział przyjaciołom.
H: Niee.. - przeciągnął, czyli coś ukrywa.
J: Znam cie.. Blefujesz mi tu. - zaśmiałam sie cicho. Z Harrym znam sie dłużej od reszty chłopaków. Poznałam go kiedyś na jakiejś imprezie i tak sie do mnie przyczepił, że doszło do tego że musiałam go odwieźć do domu, bo nie wiedział co sie dzieje. To śmieszne wspomnienie.
H: Mówił że się pokłóciliście. - westchnął.
J: Hmm.. To mało wam powiedział. - stwierdziłam. - Za to ja mam chęć dowiedzenia sie czegoś od Ciebie. Jesteś jutro po południu w domu?
H: A nie możemy sie dzisiaj spotkać? Nie możesz do mnie przyjechać?
...
____________
Okay!! Przede mną cały weekend kucia co matury a angielskiego! Ale wy możecie komentować, tak więc 16 komów!!!!!!!!!! Dacie rade, bezproblemowo!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!
Naat
One Direction i My.. - imaginy
piątek, 8 maja 2015
czwartek, 7 maja 2015
Payno ~ część 1
Nigdy tego nie robiłam (może jednak nie nigdy, ale ostatnio przez długi czas), ale stwierdziłam, że być może (znowu) zacznę pisać notki przed częścią, nie wiem czemu.
Zauważyłam, że moje imaginy są bardzo, ehm.. Jakby to powiedzieć.. GRZECZNE. Postanowiłam to zmienić, więc opowiadanko będzie pełne agresji i wulgaryzmów. Może trochę przesadziłam, bo aż takie ostre nie będzie, ale myślę, że różnica będzie kolosalna. Mam nadzieję, że się spodoba :)
**********************
<Oczami Liama>
- Co ty robisz, (T.i.)?!?!- krzyknąłem na wejściu widząc, że dziewczyna stoi w czerwonym fartuszku na środku kuchni z patelnią. Obok niej na blacie stał mikser i jakieś produkty do przygotowania prawdopodobnie jedzenia.
- Robię obiad.- wzruszyła ramionami.
- Jak ty kurwa nawet herbatę potrafisz spalić!
- Raz mi się zdarzyło, bo byłam zajęta ogarnianiem twojego kaca!!
- Co nie zmienia faktu, że masz dwie lewe ręce w kuchni!- warknąłem. Znowu będę musiał sprzątać po tej nie zdarze!
- Słucham? Jeszcze niedawno z uwielbieniem zajadałeś moje dania!
- Od tamtych czasów minęło bardzo dużo, więc posprzątaj ten burdel i zamów pizzę.- rozkazałem i poszedłem do naszej sypialni. Jak ona mnie wkurza! Jesteśmy parą od 2 lat, mieszkamy razem od 6 m-cy, zna mnie a mimo to zachowuje się gorzej niż moja matka!!
Wziąłem czyste ubrania, żeby nie wyczuła woni marihuany i innych takich. Akcja była niezła, poszło dużo towaru, za naprawdę duży hajs. Nie obeszło się od tak zwanego "poczęstunku" gdzie nasi "goście" próbują, co kupują. Nasze dragi są najlepsze, wszyscy to wiedzą, ale mimo to i tak zawsze pozwalamy na takie coś. Zapaliliśmy też trawkę, przez co teraz muszę szybko wziąć prysznic i wyprać ubrania. Nie chcę żeby się martwiła. Wkurwia mnie bardzo, ale kocham ją nad życie. Oddałbym wszystko, żeby była ze mną. Ludzie mówią, że to niebezpieczne. Niby tak, ale przy tak zwanej wymianie jeszcze nikt nie widział mojej twarzy. Zawsze zakładam czarną maskę, przez co dali mi ksywkę 'anonimowy'. Słaba, ale wymyślili ją frajerzy spoza branży i na moje nieszczęście tak się przyjęło. Nic z tym nie zrobię, choć próbowałem.
Z szafy wyjąłem szare dresy, biały T-Shirt i czystą bieliznę. Poszedłem do łazienki i zrzuciłem z siebie poprzednie ubranie. Wsadziłem je do pralki i dorzuciłem kilka innych moich rzeczy. Ona potem nastawi, inaczej pomyśli, że coś chciałem ukryć. Odkręciłem kurek i wszedłem pod bieżącą wodę. Zmywała ze mnie wszystko. Nienawidziłem tego świństwa. Ale musiałem palić z nimi, żeby było wiarygodnie. Na szczęście mój organizm jest tak dobrze nie wiem zbudowany, zrobiony (?) że nie uzależniam się od niczego. W każdym momencie mogę przestać i nie czuję, abym musiał powrócić do tego czy owego. Namydliłem ciało, po chwili spłukałem pianę. Włosy też umyłem. Stałem teraz, oblewany ciepłą, wręcz gorącą wodą i odprężałem się. Wyłączyłem myślenie i zamknąłem oczy. Tego było mi trzeba. Spokoju.
Po chwili z gorącej wody zrobiłem ciepłą, następnie letnią, by w końcu orzeźwić się zimną. To było dobre. Zakręciłem wodę i wyszedłem z kabiny. Zgarnąłem ręcznik i otarłem kropelki wody z włosów. Następnie wytarłem ciało i ubrałem się w świeże ubrania. Lekko ogarnąłem po sobie, bo wiem, że moja malutka księżniczka nie lubi wchodzić do mokrej łazienki. Zresztą ja też nie lubię, a nie chcę wychodzić na hipokryte. Wyszedłem z łazienki i skierowałem się w stronę kuchni. Po drodze jednak usłyszałem jej ciche łkania dochodzące z pokoju. Gdy byłem obok drzwi ucichły na chwilę. Specjalnie głośno udałem, że idę, aż wreszcie wychodzę, po czym na paluszkach podszedłem do drzwi. Dziewczyna nadal delikatnie płakała. W sumie to nie był płacz, ale i tal zmarszczyłem brwi. Pchnąłem drewnianą powłokę i wszedłem do środka. Na początku udawałem, że czegoś szukam i chciałem wyjść, ale jakiś wewnętrzny głos mówił mi
- 'zostań z nią. Zapytaj, czy wszystko porządku'. Posłuchałem go i zbliżyłem się do niej. Leżała na łóżku, ukryta w pościeli. Pogłaskałem ją po plecach i westchnąłem.
- Wszystko w porządku? Może coś cię boli?
- 'tak idioto, boli ją serce, bo zachowujesz się jak dupek!'
- 'zamknij się!'- czy ja rozmawiam sam ze sobą?
- Wszystko w porządku.- odparła.
- Nie wierzę ci. Kobiety zawsze mówią, że wszystko w porządku, a jak facet sobie pójdzie, myśląc, że naprawde jest okej, to mają potem pretensje!- nie chcę, żeby się smuciła.
- Eh.. No dobrze. Chodzi o to, że.. Pamiętasz naszego kotka? Mr. Fluffiesa?
- Tak, a co się stało?- Mr. Fluffies, to był mały biały kotek z czarną plamką na środku łebka. Był oczkiem w głowie mojej (T.i.).
- Przed chwilą poszłam, żeby opróżnić mu kuwetę. Wiesz, poszłam do dużego kontenera, żeby nie smrodzić w domu. I wtedy zobaczyłam go. Leżał powykręcany, przed bramką. Jakby ktoś przejechał go samochodem, a potem jeszcze połamał te nie połamane kości! To okropne!- zaczęła znowu płakać. Odkryłem ją i wziąłem w ramiona.
- Księżniczko.. Nie płacz, Mr. Fluffies jest teraz w lepszym świecie.
- Wiem.. Po prostu tęsknię za nim..- westchnęła i wtuliła się we mnie. Widać, że jej tego brakowało. Tuliłem ją, dopkóki nie usnęła. Gdy już odpłynęła, poszedłem do kuchni. Panował tu idealny porządek, a oprócz tego na stole czekały dwa talerze: jeden ze spaghetti i karteczką "obiad :)", a drugi również z karteczką z napisem "podwieczorek ;)", ale na nim były 3 naleśniki polane syropem. Uśmiechnąłem się pod nosem, jednocześnie przewracając oczami. Usiadłem do stołu i włączyłem telewizor mieszczący się na przecwiległej ścianie. Oglądałem jakiś stary mecz, zajadając jej wyśmienite jedzenie. Ostatnio co raz gorzej traktuje (T.i.).. Bardzo często obrażam ją i wytykam błędy nawet przy naszych znajomych. Między nami wybuchają kłótnie i co chwilę można słyszeć krzyki. Westchnąłem, nienawidzę tego, że mam problemy z agresją. Dokończyłem jedzenie, nieco chłodne, ale trudno i rozłożyłem się na kanapie z colą w ręku. Tak minęły mi 2 godziny, dopóki moja mała piękność nie przyszła.
- Nie mogłeś po sobie posprzątać?- zapytała na wejściu, zakładając ręce.
- Zrobię to później, spokojnie.- przewróciłem oczami.
- Gdybyś zrobił to od razu, to nie musiałbyś tego robić później, a ja też miałabym mniej do robienia.
- Dobra, nie przesadzaj.
- Nie przesadzaj, nie przesadzaj.- powtarzała próbując naśladować mój głos.
- Możesz się już uciszyć?
- Nie mogę.- westchnąłem i podgłośniłem lekko. Dziewczyna stanęła przed telewizorem i patrzyła na mnie.
- Kurwa mać, (T.i.)! Przesuń się, oglądam coś!
- Nie.
- Nie wkurwiaj mnie bo..
- Bo co? Uderzysz mnie?
- Oczywiście że nie.
- Czyli jesteś skłonny do tego by mn.. Zaraz, zaraz powiedziałeś 'oczywiście że nie'?
- Tak. Na moją księżniczkę nikt nigdy ręki nie podniesie. Już ja tego dopilnuje.
- Nikt czyli ty też?- zapytała zaskoczona. Zauważyłem, że przez moje słowa, na jej usta zaczął wpełzać uśmiech.
- Czasem wkurwiasz mnie okropnie.. Ale kocham cię jeszcze mocniej, więc nie jestem w stanie cię uderzyć. Jesteś taka krucha i delikatna.. Nie wyobrażam sobie tego..
- Przepraszam.- podeszła do mnie i przytuliła się. Objąłem ją.
- Już w porządku.- siedzieliśmy tak, ciesząc się sobą, gdy zadzwonił mój telefon.
- Nie odbieraj..- mruknęła.
- Muszę.- wyjąłem telefon, jednocześnie odsuwając lekko (T.i.) od siebie.- Tak?
- Hej, tu Zayn.- usłyszałem.
- No cześć bro, co jest?
- Nowy klient i towar. Za godzinę w starym wesołym miasteczku.
- Dopiero co sprzedałem.- przewróciłem oczami.
- Chuj mnie to obchodzi. Nie spóźnij się.
- Ja pierdole, ty to naprawdę potrafisz zjebać dzień.- wściekły rozłączyłem się.
Zauważyłam, że moje imaginy są bardzo, ehm.. Jakby to powiedzieć.. GRZECZNE. Postanowiłam to zmienić, więc opowiadanko będzie pełne agresji i wulgaryzmów. Może trochę przesadziłam, bo aż takie ostre nie będzie, ale myślę, że różnica będzie kolosalna. Mam nadzieję, że się spodoba :)
**********************
<Oczami Liama>
- Co ty robisz, (T.i.)?!?!- krzyknąłem na wejściu widząc, że dziewczyna stoi w czerwonym fartuszku na środku kuchni z patelnią. Obok niej na blacie stał mikser i jakieś produkty do przygotowania prawdopodobnie jedzenia.
- Robię obiad.- wzruszyła ramionami.
- Jak ty kurwa nawet herbatę potrafisz spalić!
- Raz mi się zdarzyło, bo byłam zajęta ogarnianiem twojego kaca!!
- Co nie zmienia faktu, że masz dwie lewe ręce w kuchni!- warknąłem. Znowu będę musiał sprzątać po tej nie zdarze!
- Słucham? Jeszcze niedawno z uwielbieniem zajadałeś moje dania!
- Od tamtych czasów minęło bardzo dużo, więc posprzątaj ten burdel i zamów pizzę.- rozkazałem i poszedłem do naszej sypialni. Jak ona mnie wkurza! Jesteśmy parą od 2 lat, mieszkamy razem od 6 m-cy, zna mnie a mimo to zachowuje się gorzej niż moja matka!!
Wziąłem czyste ubrania, żeby nie wyczuła woni marihuany i innych takich. Akcja była niezła, poszło dużo towaru, za naprawdę duży hajs. Nie obeszło się od tak zwanego "poczęstunku" gdzie nasi "goście" próbują, co kupują. Nasze dragi są najlepsze, wszyscy to wiedzą, ale mimo to i tak zawsze pozwalamy na takie coś. Zapaliliśmy też trawkę, przez co teraz muszę szybko wziąć prysznic i wyprać ubrania. Nie chcę żeby się martwiła. Wkurwia mnie bardzo, ale kocham ją nad życie. Oddałbym wszystko, żeby była ze mną. Ludzie mówią, że to niebezpieczne. Niby tak, ale przy tak zwanej wymianie jeszcze nikt nie widział mojej twarzy. Zawsze zakładam czarną maskę, przez co dali mi ksywkę 'anonimowy'. Słaba, ale wymyślili ją frajerzy spoza branży i na moje nieszczęście tak się przyjęło. Nic z tym nie zrobię, choć próbowałem.
Z szafy wyjąłem szare dresy, biały T-Shirt i czystą bieliznę. Poszedłem do łazienki i zrzuciłem z siebie poprzednie ubranie. Wsadziłem je do pralki i dorzuciłem kilka innych moich rzeczy. Ona potem nastawi, inaczej pomyśli, że coś chciałem ukryć. Odkręciłem kurek i wszedłem pod bieżącą wodę. Zmywała ze mnie wszystko. Nienawidziłem tego świństwa. Ale musiałem palić z nimi, żeby było wiarygodnie. Na szczęście mój organizm jest tak dobrze nie wiem zbudowany, zrobiony (?) że nie uzależniam się od niczego. W każdym momencie mogę przestać i nie czuję, abym musiał powrócić do tego czy owego. Namydliłem ciało, po chwili spłukałem pianę. Włosy też umyłem. Stałem teraz, oblewany ciepłą, wręcz gorącą wodą i odprężałem się. Wyłączyłem myślenie i zamknąłem oczy. Tego było mi trzeba. Spokoju.
Po chwili z gorącej wody zrobiłem ciepłą, następnie letnią, by w końcu orzeźwić się zimną. To było dobre. Zakręciłem wodę i wyszedłem z kabiny. Zgarnąłem ręcznik i otarłem kropelki wody z włosów. Następnie wytarłem ciało i ubrałem się w świeże ubrania. Lekko ogarnąłem po sobie, bo wiem, że moja malutka księżniczka nie lubi wchodzić do mokrej łazienki. Zresztą ja też nie lubię, a nie chcę wychodzić na hipokryte. Wyszedłem z łazienki i skierowałem się w stronę kuchni. Po drodze jednak usłyszałem jej ciche łkania dochodzące z pokoju. Gdy byłem obok drzwi ucichły na chwilę. Specjalnie głośno udałem, że idę, aż wreszcie wychodzę, po czym na paluszkach podszedłem do drzwi. Dziewczyna nadal delikatnie płakała. W sumie to nie był płacz, ale i tal zmarszczyłem brwi. Pchnąłem drewnianą powłokę i wszedłem do środka. Na początku udawałem, że czegoś szukam i chciałem wyjść, ale jakiś wewnętrzny głos mówił mi
- 'zostań z nią. Zapytaj, czy wszystko porządku'. Posłuchałem go i zbliżyłem się do niej. Leżała na łóżku, ukryta w pościeli. Pogłaskałem ją po plecach i westchnąłem.
- Wszystko w porządku? Może coś cię boli?
- 'tak idioto, boli ją serce, bo zachowujesz się jak dupek!'
- 'zamknij się!'- czy ja rozmawiam sam ze sobą?
- Wszystko w porządku.- odparła.
- Nie wierzę ci. Kobiety zawsze mówią, że wszystko w porządku, a jak facet sobie pójdzie, myśląc, że naprawde jest okej, to mają potem pretensje!- nie chcę, żeby się smuciła.
- Eh.. No dobrze. Chodzi o to, że.. Pamiętasz naszego kotka? Mr. Fluffiesa?
- Tak, a co się stało?- Mr. Fluffies, to był mały biały kotek z czarną plamką na środku łebka. Był oczkiem w głowie mojej (T.i.).
- Przed chwilą poszłam, żeby opróżnić mu kuwetę. Wiesz, poszłam do dużego kontenera, żeby nie smrodzić w domu. I wtedy zobaczyłam go. Leżał powykręcany, przed bramką. Jakby ktoś przejechał go samochodem, a potem jeszcze połamał te nie połamane kości! To okropne!- zaczęła znowu płakać. Odkryłem ją i wziąłem w ramiona.
- Księżniczko.. Nie płacz, Mr. Fluffies jest teraz w lepszym świecie.
- Wiem.. Po prostu tęsknię za nim..- westchnęła i wtuliła się we mnie. Widać, że jej tego brakowało. Tuliłem ją, dopkóki nie usnęła. Gdy już odpłynęła, poszedłem do kuchni. Panował tu idealny porządek, a oprócz tego na stole czekały dwa talerze: jeden ze spaghetti i karteczką "obiad :)", a drugi również z karteczką z napisem "podwieczorek ;)", ale na nim były 3 naleśniki polane syropem. Uśmiechnąłem się pod nosem, jednocześnie przewracając oczami. Usiadłem do stołu i włączyłem telewizor mieszczący się na przecwiległej ścianie. Oglądałem jakiś stary mecz, zajadając jej wyśmienite jedzenie. Ostatnio co raz gorzej traktuje (T.i.).. Bardzo często obrażam ją i wytykam błędy nawet przy naszych znajomych. Między nami wybuchają kłótnie i co chwilę można słyszeć krzyki. Westchnąłem, nienawidzę tego, że mam problemy z agresją. Dokończyłem jedzenie, nieco chłodne, ale trudno i rozłożyłem się na kanapie z colą w ręku. Tak minęły mi 2 godziny, dopóki moja mała piękność nie przyszła.
- Nie mogłeś po sobie posprzątać?- zapytała na wejściu, zakładając ręce.
- Zrobię to później, spokojnie.- przewróciłem oczami.
- Gdybyś zrobił to od razu, to nie musiałbyś tego robić później, a ja też miałabym mniej do robienia.
- Dobra, nie przesadzaj.
- Nie przesadzaj, nie przesadzaj.- powtarzała próbując naśladować mój głos.
- Możesz się już uciszyć?
- Nie mogę.- westchnąłem i podgłośniłem lekko. Dziewczyna stanęła przed telewizorem i patrzyła na mnie.
- Kurwa mać, (T.i.)! Przesuń się, oglądam coś!
- Nie.
- Nie wkurwiaj mnie bo..
- Bo co? Uderzysz mnie?
- Oczywiście że nie.
- Czyli jesteś skłonny do tego by mn.. Zaraz, zaraz powiedziałeś 'oczywiście że nie'?
- Tak. Na moją księżniczkę nikt nigdy ręki nie podniesie. Już ja tego dopilnuje.
- Nikt czyli ty też?- zapytała zaskoczona. Zauważyłem, że przez moje słowa, na jej usta zaczął wpełzać uśmiech.
- Czasem wkurwiasz mnie okropnie.. Ale kocham cię jeszcze mocniej, więc nie jestem w stanie cię uderzyć. Jesteś taka krucha i delikatna.. Nie wyobrażam sobie tego..
- Przepraszam.- podeszła do mnie i przytuliła się. Objąłem ją.
- Już w porządku.- siedzieliśmy tak, ciesząc się sobą, gdy zadzwonił mój telefon.
- Nie odbieraj..- mruknęła.
- Muszę.- wyjąłem telefon, jednocześnie odsuwając lekko (T.i.) od siebie.- Tak?
- Hej, tu Zayn.- usłyszałem.
- No cześć bro, co jest?
- Nowy klient i towar. Za godzinę w starym wesołym miasteczku.
- Dopiero co sprzedałem.- przewróciłem oczami.
- Chuj mnie to obchodzi. Nie spóźnij się.
- Ja pierdole, ty to naprawdę potrafisz zjebać dzień.- wściekły rozłączyłem się.
- Co jest?- zapytała lekko zmartwiona. Nie słyszała rozmowy, bynajmniej wypowiedzi Zayna nie miała szans usłyszeć.
- Nic, muszę iść.- wstałem i pobiegłem do sypialni. Zgarnąłem czarne rurki, białą koszulę, czarną sportową marynarkę i poszedłem do łazienki. Ubrałem się w te rzeczy i ogarnąłem włosy, znaczy zaczesałem je do tyłu, nakładając odrobinę żelu. Wyszedłem z łazienki i zacząłem szukać swoich butów.- Kochanie? (S.T.i.)?- nikt mi nie odpowiadał, przez co się wkurzyłem.- (T.i.) do kurwy gdzie są moje buty?!
- Nie ma.- wzruszyła ramionami, wchodząc do pokoju.
- Gdzie je schowałaś?
- Nigdzie.- odparła i usiadła na łóżku.
- Rozumiesz, że to jest ważne?
- Rozumiesz, że ostatnio wszystko jest ważniejsze ode mnie?
- Są sprawy, które muszę załatwić.- próbowałem się uspokoić. W środku powoli moja złość przeradzała się w furię.
- Nie wiem, gdzie są twoje buty.- powiedziała i położyła się. Trzasnąłem drzwiczkami szafy i pobiegłem na korytarz. Założyłem swoje białe converse i wyszedłem.
***************************
Nie wiem, dlaczego tak mało komentarzy jest pod moimi imaginami. Pod opowiadaniem Naat były przedostatnio 22 komentarze, a pod ostatnim było 10 (ta liczba cały czas wzrasta)! Dla porównania pod moim było 7. Nie chcę się czepiać, bo robię to chyba pod każdym postem, ale jest mi po prostu przykro :( Bo moją twórczość czyta podobna ilość osób, a komentuje malutka garstka (którą pozdrawiam i dziękuję <3).
Może pomyślicie, że truję, bo taka jest prawda.
Niech każdy, kto to przeczyta, skomentuje! Nawet zwykła "." oznacza dla mnie, że ta osoba SZANUJE mój czas poświęcony na pisanie :)
NASTĘPNA CZĘŚĆ POJAWI SIĘ, GDY BĘDĘ GOTOWA JĄ OPUBLIKOWAĆ. POMOCNE BĘDĄ WASZE KOMENTARZE.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!
Directioner Forever
Louis.. ~ I never had nothing to say.. - część 4
Hej!
KOCHANI JESTEM NIEZMIERNIE Z WAS DUMNA!!! POBILIŚCIE SWÓJ REKORD W KOMACH!! AŻ 22 :D!!
DZIĘKUJE, DZIĘKUJE, DZIĘKUJE!!!!!
Wchodzicie na Night Changes ~ Darker life?! Jest już 49 rozdziałów!!
(Z.T.i.) - zdrobniale Twoje imię.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
S: Witaj (Z.T.i.).. Coś sie stało? - zapytał od razu, podniósł sie z miejsca i podszedł do mnie.
J: Niee.. Później z panem porozmawiać a teraz, wszystkiego najlepszego. - uśmiechnęłam sie na tyle ile było mnie stać i wręczyłam mu tort.
S: Dziękuje kochana, wiesz że nie musiałaś?! - zaśmiał sie i przytulił mnie do siebie, a ja jak małe dziecko rozpłakałam sie na nowo. - (T.i.) wszystko w porządku? - zatroskał sie.
J: Taak, to nic takiego. - spojrzał na mnie.
S: Nic takiego, ty płaczesz. Kto to widział żeby taka piękna kobieta jak ty płakała..
J: Mam pewne problemy, ale proszę sie nie przejmować. - Pan Martin na szczęście nie pytał już o nic więcej, zabrałam sie za to co zwykle w pracy i tak godziny mi mijały. W porze lanczu zjedliśmy z szefem pyszny tort i nawet udało mi sie szczerze do niego uśmiechać.
S: Powiedz co sie dzieje.. Postaram sie zrozumieć. - ścisnął moją dłoń. Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam na niego.
J: Mój mąż od jakiegoś czasu mnie zdradza, powiedziałam mu że chce rozwodu i wyprowadziłam sie z domu.. - powiedziałam szybko - ..Dlatego też chciałam pana prosić o wolne, nie wiem na ile, ale potrzebuje teraz tego. - prosiłam.
S: Nie ma problemu, ile tylko chcesz.. - uśmiechnął sie -..ale gdzie pójdziesz jeśli sie wyprowadziłaś? - zmartwił sie - Jeżeli chcesz to tu nad sklepem mam mieszkanie, możesz się wprowadzić. - zaproponował
J: Dziękuje Panu, ale jak na razie to pojadę do rodziców.
S: Moja propozycja będzie aktualna jak wrócisz, będzie mi nawet raźniej. - wstałam i przytuliłam sie do niego.
J: Naprawdę panu dziękuje.. Musze jeszcze tylko zamówić bilet i wyjeżdżam. Postaram sie po, góra, dwóch tygodniach wrócić do sklepu. - zabrałam swoje rzeczy - Jeszcze raz wszystkiego najlepszego i proszę nie mówić mojemu mężowi gdzie pojechałam, jeśli będzie mnie szukał oczywiście. - wymusiłam uśmiech i wyszłam. Szybko i znów ze łzami w oczach wsiadłam w samochód i pojechałam na dworzec. Kupiłam bilet i pozostało mi czekać, na szczęście mój transport będzie za kilkanaście minut. Usiadłam na ławeczce na peronie, przed oczami znów pojawiło mi sie to zdjęcie, nie wiem jak on mógł mi to zrobić, nawet nie zaprzeczył, gdyby to nie była prawda Louis nie pozwoliłby mi tak po prostu wyjść z naszego domu. Co sie z nami stało?! Co ona ma czego ja nie mam?! No tak, Louisa! Pociąg nadjechał, zabrałam walizkę i weszłam do wagonu. Znalazłam sobie osamotnione miejsce i usiadłam, gdy tylko pociąg ruszył moje łzy spływały córkami po twarzy. Już nie wiedziałam co mam o tym myśleć, chciałam w tej chwili wyparować, zniknąć! Po jakimś czasie przyszedł kontroler, sprawdził bilet i odszedł, nawet sie nie uśmiechnął, powiedział swoją służbową regułkę i to wszystko. Dlaczego on nie może taki być?! Dlaczego nie może trzymać sie małżeńskich zasad, tylko je rozwalił?! .. Wysiadłam z pociągu i byłam już w swoim rodzinnym mieście. Złapałam taksówkę i już po 20 minutach byłam pod moim dawnym domem. Weszłam cicho do środka, zostawiłam walizkę i poszłam do kuchni, gdzie zapewne siedziała moja mama.
M: Córciu.. - wstała z miejsca gdy tylko mnie zobaczyła. Na nowo sie rozbeczałam, z prędkością światła podeszła do mnie i przytuliła mnie z całej siły. - Co sie stało? - powiedziała gdy już siedziałyśmy przy stole.
J: Od jakiegoś czasu Louis przestał dzwonić, sama to robiłam.. Bardzo rzadko mówił mi że mnie kocha, ale jak przyjechał to chciał żebyśmy powiększyli rodzinę, ale ja nie chce..
M: Jesteś w ciąży?! - ucieszyła sie
J: Nie! - zaprzeczyłam szybko - Na szczęście nie.. - mama spojrzała na mnie niezrozumiale.
M: To ja już nie wiem..
J: Mamo on mnie zdradził.. Zdradza.. - łzy spłynęły po moich policzkach.
M: Co?! - zapytała zaskoczona - Skąd wiesz? Przyznał sie? - wypytywała
J: Nie, ale dostałam zdjęcia to udowodniające.. - bawiłam sie swoimi dłońmi
M: Przyznał Ci sie?
J: Nie, ale nie zaprzeczył.. Mogę zostać na kilka dni? - spojrzałam na nią z nadzieją
M: Oczywiście, ale nie możesz tak po prostu przekreślić tego wszystkiego. - powiedziała znacząco.
J: Mamo, on podczas trasy spał z inną kobietą, jak ja mam mu to wybaczyć?! Byłaś kiedyś w takiej sytuacji?! Wiesz jak ja sie teraz czuje?! - zezłościłam sie. Wstałam nie czekając na jej odpowiedź i poszłam do swojego dawnego pokoju. Rzuciłam sie na łóżko i tempo wpatrywałam sie w sufit. Teraz nie myślałam już o niczym, nie miałam w głowie niczego, nie chciałam o nim teraz myśleć. Mimowolnie zasnęłam, musiałam odpocząć, ten dzień był najgorszym dniem w moim życiu.. Na następny dzień nawet nie chciałam wychodzić z łóżka, mama na szczęście nie przychodziła rano, dopiero wieczorem usłyszałam pukanie do drzwi. Nie miałam ochoty nawet odpowiedzieć, weszła i tak do pomieszczenia i usiadła przy mnie.
M: Słońce.. - pogłaskała mnie po ramieniu. - Jadłaś coś dzisiaj? - zaprzeczyłam tylko ruchem głowy i czułam jak samotna łza spłynęła po moim policzku. - A zrobić ci coś do jedzenia? - znów pokiwałam głową na nie. - Potrzebujesz czegoś? - kolejna odmowa. Mama chwile popatrzała na mnie i wyszła zostawiając mnie samą..
Tak właśnie minęły mi kolejne dni, nie wychodziłam z pokoju, nawet nie podnosiłam sie z łóżka. Moja twarz bladła coraz bardziej, łzy sie już dawno skończyły.. Wszystko dookoła straciło sens, jakiekolwiek kolory. Nie miałam już po co żyć. Ciągle myślałam o tym co powiedziała mi mama, może powinnam mu wybaczyć?! Dać mu szanse? A może faktycznie rozstać sie z nim i dalej cierpieć..? Nie mam pojęcia co zrobić.. Wyszłam ostrożnie z łóżka i poszłam do łazienki. Moja głowa momentalnie zaczęła boleć, pewnie dlatego że spędziłam w pozycji leżącej cały tydzień. Nawet nie chciałam patrzeć na swoje odbicie, rozebrałam sie i weszłam pod prysznic, woda długo lała sie na moje ciało. Szukałam rozwiązania i coraz częściej przychodziła mi do głowy zemsta na nim. Może jak zacznę zachowywać sie dokładnie jak on, to zobaczy jak to jest, jeśli choć troche mnie kocha.. Wytarłam ciało, ubrałam świeże ubrania i uczesałam sie. Pomalowałam sie tak by zakryś czerwone plamy i sińce pod oczami i zeszłam na dół. Moja mama siedziała w salonie, ale jak mnie zobaczyła od razu sie podniosła. - Jak sie czujesz? - zapytała z troską
J: Coraz lepiej.. - wymusiłam uśmiech. - Masz jakieś leki przeciwbólowe? - złapałam sie za bolącą głowę.
M: Tak, ale zrobię ci też coś do jedzenia, bo to pewnie z głodu. - powędrowała do kuchni a ja za nią.
J: Dziękuje. - znalazłam lek i zapiłam go wodą. Usiadłam przy stole, a po chwili jadłam pyszną maminą zupkę. Pomogła mi, bo po godzinie mój ból zniknął. Wkręciłam sie w rozmowę z mamą i zapominałam o przykrościach.
M: Wiesz już co zrobisz? ...
...
__________
Co myślicie? Co ona zrobi? Komentujcie jeśli chcecie sie dowiedzieć!!
Myślę że bez problemu dacie rade 16 komów!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!
Naat
KOCHANI JESTEM NIEZMIERNIE Z WAS DUMNA!!! POBILIŚCIE SWÓJ REKORD W KOMACH!! AŻ 22 :D!!
DZIĘKUJE, DZIĘKUJE, DZIĘKUJE!!!!!
Wchodzicie na Night Changes ~ Darker life?! Jest już 49 rozdziałów!!
(Z.T.i.) - zdrobniale Twoje imię.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
S: Witaj (Z.T.i.).. Coś sie stało? - zapytał od razu, podniósł sie z miejsca i podszedł do mnie.
J: Niee.. Później z panem porozmawiać a teraz, wszystkiego najlepszego. - uśmiechnęłam sie na tyle ile było mnie stać i wręczyłam mu tort.
S: Dziękuje kochana, wiesz że nie musiałaś?! - zaśmiał sie i przytulił mnie do siebie, a ja jak małe dziecko rozpłakałam sie na nowo. - (T.i.) wszystko w porządku? - zatroskał sie.
J: Taak, to nic takiego. - spojrzał na mnie.
S: Nic takiego, ty płaczesz. Kto to widział żeby taka piękna kobieta jak ty płakała..
J: Mam pewne problemy, ale proszę sie nie przejmować. - Pan Martin na szczęście nie pytał już o nic więcej, zabrałam sie za to co zwykle w pracy i tak godziny mi mijały. W porze lanczu zjedliśmy z szefem pyszny tort i nawet udało mi sie szczerze do niego uśmiechać.
S: Powiedz co sie dzieje.. Postaram sie zrozumieć. - ścisnął moją dłoń. Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam na niego.
J: Mój mąż od jakiegoś czasu mnie zdradza, powiedziałam mu że chce rozwodu i wyprowadziłam sie z domu.. - powiedziałam szybko - ..Dlatego też chciałam pana prosić o wolne, nie wiem na ile, ale potrzebuje teraz tego. - prosiłam.
S: Nie ma problemu, ile tylko chcesz.. - uśmiechnął sie -..ale gdzie pójdziesz jeśli sie wyprowadziłaś? - zmartwił sie - Jeżeli chcesz to tu nad sklepem mam mieszkanie, możesz się wprowadzić. - zaproponował
J: Dziękuje Panu, ale jak na razie to pojadę do rodziców.
S: Moja propozycja będzie aktualna jak wrócisz, będzie mi nawet raźniej. - wstałam i przytuliłam sie do niego.
J: Naprawdę panu dziękuje.. Musze jeszcze tylko zamówić bilet i wyjeżdżam. Postaram sie po, góra, dwóch tygodniach wrócić do sklepu. - zabrałam swoje rzeczy - Jeszcze raz wszystkiego najlepszego i proszę nie mówić mojemu mężowi gdzie pojechałam, jeśli będzie mnie szukał oczywiście. - wymusiłam uśmiech i wyszłam. Szybko i znów ze łzami w oczach wsiadłam w samochód i pojechałam na dworzec. Kupiłam bilet i pozostało mi czekać, na szczęście mój transport będzie za kilkanaście minut. Usiadłam na ławeczce na peronie, przed oczami znów pojawiło mi sie to zdjęcie, nie wiem jak on mógł mi to zrobić, nawet nie zaprzeczył, gdyby to nie była prawda Louis nie pozwoliłby mi tak po prostu wyjść z naszego domu. Co sie z nami stało?! Co ona ma czego ja nie mam?! No tak, Louisa! Pociąg nadjechał, zabrałam walizkę i weszłam do wagonu. Znalazłam sobie osamotnione miejsce i usiadłam, gdy tylko pociąg ruszył moje łzy spływały córkami po twarzy. Już nie wiedziałam co mam o tym myśleć, chciałam w tej chwili wyparować, zniknąć! Po jakimś czasie przyszedł kontroler, sprawdził bilet i odszedł, nawet sie nie uśmiechnął, powiedział swoją służbową regułkę i to wszystko. Dlaczego on nie może taki być?! Dlaczego nie może trzymać sie małżeńskich zasad, tylko je rozwalił?! .. Wysiadłam z pociągu i byłam już w swoim rodzinnym mieście. Złapałam taksówkę i już po 20 minutach byłam pod moim dawnym domem. Weszłam cicho do środka, zostawiłam walizkę i poszłam do kuchni, gdzie zapewne siedziała moja mama.
M: Córciu.. - wstała z miejsca gdy tylko mnie zobaczyła. Na nowo sie rozbeczałam, z prędkością światła podeszła do mnie i przytuliła mnie z całej siły. - Co sie stało? - powiedziała gdy już siedziałyśmy przy stole.
J: Od jakiegoś czasu Louis przestał dzwonić, sama to robiłam.. Bardzo rzadko mówił mi że mnie kocha, ale jak przyjechał to chciał żebyśmy powiększyli rodzinę, ale ja nie chce..
M: Jesteś w ciąży?! - ucieszyła sie
J: Nie! - zaprzeczyłam szybko - Na szczęście nie.. - mama spojrzała na mnie niezrozumiale.
M: To ja już nie wiem..
J: Mamo on mnie zdradził.. Zdradza.. - łzy spłynęły po moich policzkach.
M: Co?! - zapytała zaskoczona - Skąd wiesz? Przyznał sie? - wypytywała
J: Nie, ale dostałam zdjęcia to udowodniające.. - bawiłam sie swoimi dłońmi
M: Przyznał Ci sie?
J: Nie, ale nie zaprzeczył.. Mogę zostać na kilka dni? - spojrzałam na nią z nadzieją
M: Oczywiście, ale nie możesz tak po prostu przekreślić tego wszystkiego. - powiedziała znacząco.
J: Mamo, on podczas trasy spał z inną kobietą, jak ja mam mu to wybaczyć?! Byłaś kiedyś w takiej sytuacji?! Wiesz jak ja sie teraz czuje?! - zezłościłam sie. Wstałam nie czekając na jej odpowiedź i poszłam do swojego dawnego pokoju. Rzuciłam sie na łóżko i tempo wpatrywałam sie w sufit. Teraz nie myślałam już o niczym, nie miałam w głowie niczego, nie chciałam o nim teraz myśleć. Mimowolnie zasnęłam, musiałam odpocząć, ten dzień był najgorszym dniem w moim życiu.. Na następny dzień nawet nie chciałam wychodzić z łóżka, mama na szczęście nie przychodziła rano, dopiero wieczorem usłyszałam pukanie do drzwi. Nie miałam ochoty nawet odpowiedzieć, weszła i tak do pomieszczenia i usiadła przy mnie.
M: Słońce.. - pogłaskała mnie po ramieniu. - Jadłaś coś dzisiaj? - zaprzeczyłam tylko ruchem głowy i czułam jak samotna łza spłynęła po moim policzku. - A zrobić ci coś do jedzenia? - znów pokiwałam głową na nie. - Potrzebujesz czegoś? - kolejna odmowa. Mama chwile popatrzała na mnie i wyszła zostawiając mnie samą..
Tak właśnie minęły mi kolejne dni, nie wychodziłam z pokoju, nawet nie podnosiłam sie z łóżka. Moja twarz bladła coraz bardziej, łzy sie już dawno skończyły.. Wszystko dookoła straciło sens, jakiekolwiek kolory. Nie miałam już po co żyć. Ciągle myślałam o tym co powiedziała mi mama, może powinnam mu wybaczyć?! Dać mu szanse? A może faktycznie rozstać sie z nim i dalej cierpieć..? Nie mam pojęcia co zrobić.. Wyszłam ostrożnie z łóżka i poszłam do łazienki. Moja głowa momentalnie zaczęła boleć, pewnie dlatego że spędziłam w pozycji leżącej cały tydzień. Nawet nie chciałam patrzeć na swoje odbicie, rozebrałam sie i weszłam pod prysznic, woda długo lała sie na moje ciało. Szukałam rozwiązania i coraz częściej przychodziła mi do głowy zemsta na nim. Może jak zacznę zachowywać sie dokładnie jak on, to zobaczy jak to jest, jeśli choć troche mnie kocha.. Wytarłam ciało, ubrałam świeże ubrania i uczesałam sie. Pomalowałam sie tak by zakryś czerwone plamy i sińce pod oczami i zeszłam na dół. Moja mama siedziała w salonie, ale jak mnie zobaczyła od razu sie podniosła. - Jak sie czujesz? - zapytała z troską
J: Coraz lepiej.. - wymusiłam uśmiech. - Masz jakieś leki przeciwbólowe? - złapałam sie za bolącą głowę.
M: Tak, ale zrobię ci też coś do jedzenia, bo to pewnie z głodu. - powędrowała do kuchni a ja za nią.
J: Dziękuje. - znalazłam lek i zapiłam go wodą. Usiadłam przy stole, a po chwili jadłam pyszną maminą zupkę. Pomogła mi, bo po godzinie mój ból zniknął. Wkręciłam sie w rozmowę z mamą i zapominałam o przykrościach.
M: Wiesz już co zrobisz? ...
...
__________
Co myślicie? Co ona zrobi? Komentujcie jeśli chcecie sie dowiedzieć!!
Myślę że bez problemu dacie rade 16 komów!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!
Naat
poniedziałek, 4 maja 2015
POMYSŁ, albo pomysły!
Aloha kochani.. :D
Pierwszy pomysł jest taki.. :D Jeżeli nacie do mnie jakieś pytania, to jest mój mail: nati12373@gmail.com, a jeżeli nie chcecie na pocztę tylko bezpośrednio to stworze tu stronkę do tego :)
A drugi pomysł to jeśli chodzi o imaginy :D
Będę dodawać wam tu po kilka pomysłów na następne opowiadanka, oczywiście bez papugowania :P
Co wy na to?!
Naat
Louis.. ~ I never had nothing to say.. - część 3
Hej!
Napisałam dzisiaj maturę z polskiego! Trzymajcie kciuki za resztę egzaminów!!
(Z.T.i.) - zdrobniale Twoje imię.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Oparłam o jego tors i głośno oddychałam, brakowało mi tego uczucia.. Mąż wyszedł ze mnie stawiając mnie na nogi, przytrzymał mnie chwile bym sie nie przewróciła i wyszliśmy spod prysznica.
Lou: Kocham Cie.. - powiedział skradając mi buziaka.
J: Tak jak ja Ciebie. - uśmiechnęłam sie i zawinęłam gołe ciało w ręcznik, poszłam do sypialni i ubrałam sie w suche ubrania. Zeszłam na dół przygotować coś do jedzenia, nie wiem jak mój mąż ale ja umierałam z głodu. Zrobiłam szybko spaghetti, nawet nie wiem co Loui w tym czasie robił.
J: Słońce chodź jeść! - zawołałam, po kilku chwilach brunet był w kuchni i jedliśmy wspólnie obiad. Co chwile spoglądaliśmy na siebie i słodko uśmiechaliśmy.
Lou: Naprawdę chciałbym pomyśleć nad małym Tomlinsonem.. - wyznał gdy siedzieliśmy już w salonie.
J: Za wcześnie Louis.. - spojrzałam na niego
Lou: Znamy sie tak długo, i jesteśmy już dawno po ślubie.. Moglibyśmy powiększyć rodzinę.. - namawiał.
J: Kocham Cie, ale myślę że jeszcze nie chce dziecka.. Może za kilka miesięcy.. - uśmiechnęłam się przekonująco do niego.
Lou: Nie odpuszczę.. - cmoknął mój policzek. Dwie godziny później Louis wybył z domu, twierdząc że jest umówiony z chłopakami u Simona. Chyba mu wierzyłam, uszykowałam sie do spania, zjadłam małą kolacje i przykryta kocem siedziałam w salonie. Leciał jakiś nudny serial, zaczęłam sie rozglądać po całym pomieszczeniu. Na ścianach wisiały nasze zdjęcia, jak jeszcze byliśmy przyjaciółmi. Dużo sie zmieniło przez te kilka lat, ale kocham go i nie żałuje. Moją uwagę przykuła jakaś koperta, która była pod ławą.
J: A co sie tu schowało?! - zapytałam sama siebie, podnosząc ją. Nie było nadawcy, było na niej napisane tylko moje imię. Byłam zdziwiona, może to od jakiejś fanki, ale zawsze był nadawca, otworzyłam ją i wyjęłam jakiś kartkę, napisane było: ' Kochający mąż, co?!'. Teraz to sie przestraszyłam, odwróciłam papier i to było zdjęcie. A na nim Louis z jakąś kobietą, serce zabiło mi szybciej, zaczęłam dokładnie oglądać tą fotografie. Mój mąż patrzał na nią takimi szczęśliwymi oczami, jego dłoń była na jej policzku, ona tuliła sie do niego. Nie możliwe żeby to była.. Nie na pewno nie, Lou przecież by mnie nie zdradzał! Zaniosłam to zdjęcie do sypialni i włożyłam je do szuflady w mojej szafce nocnej, Tomlinson nigdy tam nie zagląda, więc nie znajdzie tego. Położyłam sie spać z mnóstwem pytań w głowie, ale może to być jakiś durny pomysł jego fanek, nie raz dostawałam z ich strony różne hejty.
Rano Louisa nie było już w łóżku, jeśli w ogóle był.. Wykonałam poranne czynności, ubrałam sie i zeszłam na dół. Pan Martin ma urodziny więc zrobię mu niespodziankę tym tortem. Wyjęłam go i zaczęłam zapakowywać do samochody, wróciłam wypić kawę.. W międzyczasie zadzwonił dzwonek do drzwi. Podeszłam do nich, a zaraz za mną wyszedł skądś mój maż.
J: Dzień dobry.. - powiedziałam do kobiety przede mną. Była niespokojna i błądziła wzrokiem, raz na mnie, raz na Louisa. - W czym mogę pomóc?
K: Pani Tomlinson? - skinęłam głową na tak - To dla Pani.. - wręczyła mi białą kopertę w rękę i odeszła, bardzo szybko odeszła. Zamknęłam zaskoczona drzwi i spojrzałam na Louisa.
J: Dziwna.. - stwierdziłam i zaczęłam oglądać to co mi dała. Znów na niej było tylko moje imię, zero nadawcy. Trzęsącymi sie rękoma wyjęłam jej zawartość, domyśliłam sie że to kolejne zdjęcie.
Lou: Co ty taka blada? - zapytał zatroskany. Nie odpowiedziałam mu, pobiegłam szybko do sypialni i zamknęłam za sobą drzwi. Usiadłam na łóżku i przeczytałam napis na drugiej stronie: ' Tu masz dowód, że tak nie jest..' . Byłam przerażona, bałam sie spojrzeć na zdjęcie, bałam sie że to wszystko może być prawdą, jednak chęć dowiedzenia sie prawdy wygrała i po chwili wpatrywałam sie w zdjęcie, mocząc je łzami. Na fotografii był mój mąż całujący sie z tą samą kobietą z wczorajszego zdjęcia. Czułam sie jakby ktoś wyrwał mi serce z piersi. Cały czas żyłam w kłamstwie, wszystkie czułe słowa jakie od niego słyszałam były kłamstwem, nasze małżeństwo to jedno wielkie oszustwo!
Lou: Skarbie co sie stało? - usłyszałam jego głos.
J: Nie mów tak do mnie! - warknęłam ścierając łzy, wstałam z łóżka i spojrzałam na niego.
Lou: Co?! - zdziwił sie - Co ta kobieta ci dała? - podszedł do mnie i wyciągnął ręce by złapać mnie za dłonie.
J: Nie dotykaj mnie! - odsunęłam sie - Brzydzę sie tobą!
Lou: (T.i.)? Co ty wygadujesz? - chyba sie nie spodziewał ze jego romans wyjdzie na jaw.
J: Ile to trwa?!! - warknęłam na niego i podałam mu zdjęcie. Patrzał na nie i chyba nie dowierzał, nawet nie zaprzeczył. - ILE. TO. TRWA!!? - powiedziałam przez zęby.
Lou: Nie ważne.. - powiedział normalnym tonem. Czyli jednak to prawda!
J: Jak to kurwa nie ważne?! Nie ważne jest to od jakiego czasu niszczysz nasze małżeństwo?! - krzyczałam, wściekłość rozsadzała mnie od środka.
Lou: (T.i.).. Mogę Ci wszystko wyjaśnić.. - znów zrobił krok w moją stronę, nie chciałam mieć już z nim nic wspólnego.
J: Nie musisz mi niczego wyjaśniać! Chce rozwodu! - podeszłam do szafy i zaczęłam wszystkie swoje rzeczy wrzucać do walizki. Nie wiem gdzie pójdę, ale na pewno nie zostanę tu. Jak on mógł?! Po dwóch latach małżeństwa! Nie będę ryczeć, na pewno ni w tym domu!
Lou: Posłuchaj mnie.. To naprawdę nie jest tak jak myślisz.. - zaczął tłumaczyć - Kochanie.. - prosił. Zamknęłam walizkę, nawet nie chciałam na niego patrzeć, wyminęłam go i wyszłam z naszego domu. Wciąż nie rozumiałam dlaczego on mi to zrobił.. Zapakowałam ją do samochodu i pojechałam.. Gdzie?! Nie wiem.. Dopiero za godzinę mam być w pracy, więc muszę gdzieś usiąść i sie uspokoić.. Zaparkowałam niedaleko mojego miejsca pracy i poszłam do pobliskiego parku. Tomlinsona nie chce już spotykać, chyba że na sali sądowej! Gdy tylko usiadłam na ławce, mogłam dać upust zbierającym sie łzom! Nienawidziłam go, kochając jednocześnie. Myślałam ze to sakramentalne tak go zmieni, że nie będą interesowały już inne kobiety, myliłam sie! Tak bardzo tkwiłam w błędzie! Po jakimś czasie zaczęłam powstrzymywać łzy by iść do Pana Martina, nie może zobaczyć mnie w takim stanie. Wyszłam z parku, w kieszeni poczułam kolejny raz juz wibracje. Cały czas wydzwaniał Louis, nie miałam zamiaru go słuchać! Skasowałam wszystkie połączenia od niego, wiadomości tak samo. - Mamuś.. - powiedziałam łamiąco gdy odebrała.
M: Kotku Ty płaczesz? - słyszałam jej troskliwy głos
J: Mogę do Ciebie przyjechać na jakiś czas? - zapytałam z nadzieją
M: Oczywiście, nie widzieliśmy sie od świąt.. - odetchnęłam, na nią zawsze mogę liczyć.
J: Dziękuje, najpóźniej jutro będę.. - rozłączyłam sie, zabrałam z samochody tort i poszłam do sklepu. - Dzień dobry.. - powiedziałam do starszego mężczyzny, jego fajka obowiązkowo była w ustach.
S: Witaj (Z.T.i.).. Coś sie stało? - zapytał od razu, podniósł sie z miejsca i podszedł do mnie.
J: Niee.. Później z panem porozmawiać a teraz, wszystkiego najlepszego. - uśmiechnęłam sie na tyle ile było mnie stać i wręczyłam mu tort.
S: Dziękuje kochana, wiesz że nie musiałaś?! - zaśmiał sie i przytulił mnie do siebie, a ja jak małe dziecko rozpłakałam sie na nowo. - (T.i.) wszystko w porządku?
...
_________
I jak?! Dziena, wielkie dziena za tyle komów!!!!!!!!
Pobiliście swój własny rekord, jestem z was DUMNA!!!
Ale teraz za to chce 14 komów do następnej części!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!
Naat
Napisałam dzisiaj maturę z polskiego! Trzymajcie kciuki za resztę egzaminów!!
(Z.T.i.) - zdrobniale Twoje imię.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Oparłam o jego tors i głośno oddychałam, brakowało mi tego uczucia.. Mąż wyszedł ze mnie stawiając mnie na nogi, przytrzymał mnie chwile bym sie nie przewróciła i wyszliśmy spod prysznica.
Lou: Kocham Cie.. - powiedział skradając mi buziaka.
J: Tak jak ja Ciebie. - uśmiechnęłam sie i zawinęłam gołe ciało w ręcznik, poszłam do sypialni i ubrałam sie w suche ubrania. Zeszłam na dół przygotować coś do jedzenia, nie wiem jak mój mąż ale ja umierałam z głodu. Zrobiłam szybko spaghetti, nawet nie wiem co Loui w tym czasie robił.
J: Słońce chodź jeść! - zawołałam, po kilku chwilach brunet był w kuchni i jedliśmy wspólnie obiad. Co chwile spoglądaliśmy na siebie i słodko uśmiechaliśmy.
Lou: Naprawdę chciałbym pomyśleć nad małym Tomlinsonem.. - wyznał gdy siedzieliśmy już w salonie.
J: Za wcześnie Louis.. - spojrzałam na niego
Lou: Znamy sie tak długo, i jesteśmy już dawno po ślubie.. Moglibyśmy powiększyć rodzinę.. - namawiał.
J: Kocham Cie, ale myślę że jeszcze nie chce dziecka.. Może za kilka miesięcy.. - uśmiechnęłam się przekonująco do niego.
Lou: Nie odpuszczę.. - cmoknął mój policzek. Dwie godziny później Louis wybył z domu, twierdząc że jest umówiony z chłopakami u Simona. Chyba mu wierzyłam, uszykowałam sie do spania, zjadłam małą kolacje i przykryta kocem siedziałam w salonie. Leciał jakiś nudny serial, zaczęłam sie rozglądać po całym pomieszczeniu. Na ścianach wisiały nasze zdjęcia, jak jeszcze byliśmy przyjaciółmi. Dużo sie zmieniło przez te kilka lat, ale kocham go i nie żałuje. Moją uwagę przykuła jakaś koperta, która była pod ławą.
J: A co sie tu schowało?! - zapytałam sama siebie, podnosząc ją. Nie było nadawcy, było na niej napisane tylko moje imię. Byłam zdziwiona, może to od jakiejś fanki, ale zawsze był nadawca, otworzyłam ją i wyjęłam jakiś kartkę, napisane było: ' Kochający mąż, co?!'. Teraz to sie przestraszyłam, odwróciłam papier i to było zdjęcie. A na nim Louis z jakąś kobietą, serce zabiło mi szybciej, zaczęłam dokładnie oglądać tą fotografie. Mój mąż patrzał na nią takimi szczęśliwymi oczami, jego dłoń była na jej policzku, ona tuliła sie do niego. Nie możliwe żeby to była.. Nie na pewno nie, Lou przecież by mnie nie zdradzał! Zaniosłam to zdjęcie do sypialni i włożyłam je do szuflady w mojej szafce nocnej, Tomlinson nigdy tam nie zagląda, więc nie znajdzie tego. Położyłam sie spać z mnóstwem pytań w głowie, ale może to być jakiś durny pomysł jego fanek, nie raz dostawałam z ich strony różne hejty.
Rano Louisa nie było już w łóżku, jeśli w ogóle był.. Wykonałam poranne czynności, ubrałam sie i zeszłam na dół. Pan Martin ma urodziny więc zrobię mu niespodziankę tym tortem. Wyjęłam go i zaczęłam zapakowywać do samochody, wróciłam wypić kawę.. W międzyczasie zadzwonił dzwonek do drzwi. Podeszłam do nich, a zaraz za mną wyszedł skądś mój maż.
J: Dzień dobry.. - powiedziałam do kobiety przede mną. Była niespokojna i błądziła wzrokiem, raz na mnie, raz na Louisa. - W czym mogę pomóc?
K: Pani Tomlinson? - skinęłam głową na tak - To dla Pani.. - wręczyła mi białą kopertę w rękę i odeszła, bardzo szybko odeszła. Zamknęłam zaskoczona drzwi i spojrzałam na Louisa.
J: Dziwna.. - stwierdziłam i zaczęłam oglądać to co mi dała. Znów na niej było tylko moje imię, zero nadawcy. Trzęsącymi sie rękoma wyjęłam jej zawartość, domyśliłam sie że to kolejne zdjęcie.
Lou: Co ty taka blada? - zapytał zatroskany. Nie odpowiedziałam mu, pobiegłam szybko do sypialni i zamknęłam za sobą drzwi. Usiadłam na łóżku i przeczytałam napis na drugiej stronie: ' Tu masz dowód, że tak nie jest..' . Byłam przerażona, bałam sie spojrzeć na zdjęcie, bałam sie że to wszystko może być prawdą, jednak chęć dowiedzenia sie prawdy wygrała i po chwili wpatrywałam sie w zdjęcie, mocząc je łzami. Na fotografii był mój mąż całujący sie z tą samą kobietą z wczorajszego zdjęcia. Czułam sie jakby ktoś wyrwał mi serce z piersi. Cały czas żyłam w kłamstwie, wszystkie czułe słowa jakie od niego słyszałam były kłamstwem, nasze małżeństwo to jedno wielkie oszustwo!
Lou: Skarbie co sie stało? - usłyszałam jego głos.
J: Nie mów tak do mnie! - warknęłam ścierając łzy, wstałam z łóżka i spojrzałam na niego.
Lou: Co?! - zdziwił sie - Co ta kobieta ci dała? - podszedł do mnie i wyciągnął ręce by złapać mnie za dłonie.
J: Nie dotykaj mnie! - odsunęłam sie - Brzydzę sie tobą!
Lou: (T.i.)? Co ty wygadujesz? - chyba sie nie spodziewał ze jego romans wyjdzie na jaw.
J: Ile to trwa?!! - warknęłam na niego i podałam mu zdjęcie. Patrzał na nie i chyba nie dowierzał, nawet nie zaprzeczył. - ILE. TO. TRWA!!? - powiedziałam przez zęby.
Lou: Nie ważne.. - powiedział normalnym tonem. Czyli jednak to prawda!
J: Jak to kurwa nie ważne?! Nie ważne jest to od jakiego czasu niszczysz nasze małżeństwo?! - krzyczałam, wściekłość rozsadzała mnie od środka.
Lou: (T.i.).. Mogę Ci wszystko wyjaśnić.. - znów zrobił krok w moją stronę, nie chciałam mieć już z nim nic wspólnego.
J: Nie musisz mi niczego wyjaśniać! Chce rozwodu! - podeszłam do szafy i zaczęłam wszystkie swoje rzeczy wrzucać do walizki. Nie wiem gdzie pójdę, ale na pewno nie zostanę tu. Jak on mógł?! Po dwóch latach małżeństwa! Nie będę ryczeć, na pewno ni w tym domu!
Lou: Posłuchaj mnie.. To naprawdę nie jest tak jak myślisz.. - zaczął tłumaczyć - Kochanie.. - prosił. Zamknęłam walizkę, nawet nie chciałam na niego patrzeć, wyminęłam go i wyszłam z naszego domu. Wciąż nie rozumiałam dlaczego on mi to zrobił.. Zapakowałam ją do samochodu i pojechałam.. Gdzie?! Nie wiem.. Dopiero za godzinę mam być w pracy, więc muszę gdzieś usiąść i sie uspokoić.. Zaparkowałam niedaleko mojego miejsca pracy i poszłam do pobliskiego parku. Tomlinsona nie chce już spotykać, chyba że na sali sądowej! Gdy tylko usiadłam na ławce, mogłam dać upust zbierającym sie łzom! Nienawidziłam go, kochając jednocześnie. Myślałam ze to sakramentalne tak go zmieni, że nie będą interesowały już inne kobiety, myliłam sie! Tak bardzo tkwiłam w błędzie! Po jakimś czasie zaczęłam powstrzymywać łzy by iść do Pana Martina, nie może zobaczyć mnie w takim stanie. Wyszłam z parku, w kieszeni poczułam kolejny raz juz wibracje. Cały czas wydzwaniał Louis, nie miałam zamiaru go słuchać! Skasowałam wszystkie połączenia od niego, wiadomości tak samo. - Mamuś.. - powiedziałam łamiąco gdy odebrała.
M: Kotku Ty płaczesz? - słyszałam jej troskliwy głos
J: Mogę do Ciebie przyjechać na jakiś czas? - zapytałam z nadzieją
M: Oczywiście, nie widzieliśmy sie od świąt.. - odetchnęłam, na nią zawsze mogę liczyć.
J: Dziękuje, najpóźniej jutro będę.. - rozłączyłam sie, zabrałam z samochody tort i poszłam do sklepu. - Dzień dobry.. - powiedziałam do starszego mężczyzny, jego fajka obowiązkowo była w ustach.
S: Witaj (Z.T.i.).. Coś sie stało? - zapytał od razu, podniósł sie z miejsca i podszedł do mnie.
J: Niee.. Później z panem porozmawiać a teraz, wszystkiego najlepszego. - uśmiechnęłam sie na tyle ile było mnie stać i wręczyłam mu tort.
S: Dziękuje kochana, wiesz że nie musiałaś?! - zaśmiał sie i przytulił mnie do siebie, a ja jak małe dziecko rozpłakałam sie na nowo. - (T.i.) wszystko w porządku?
...
_________
I jak?! Dziena, wielkie dziena za tyle komów!!!!!!!!
Pobiliście swój własny rekord, jestem z was DUMNA!!!
Ale teraz za to chce 14 komów do następnej części!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!
Naat
niedziela, 3 maja 2015
Harreh Styles ~ część 8/ ostatnia
Humor mi się poprawił i jakoś tak miło, że nie będę już sama. Czekałam cała w skowronkach, podśpiewując sobie co nieco, aż zadzwonił dzwonek. Drzwi były otwarte, więc krzyknęłam tylko.
- Cześć (T.i.).- uśmiechnął się Niall i odwrócił do kogoś z tyłu. Do środka wszedł blondyn i.. Harry.
- Cześć (T.i.).- uśmiechnął się Niall i odwrócił do kogoś z tyłu. Do środka wszedł blondyn i.. Harry.
- Czeeść..- przeciągnęłam
wpatrując się w loczka. Czemu tu przyszedł?
- Przyniosłem twoje ulubione żelki.. Jak już przypomnisz sobie, że jest tu jeszcze twój najlepszy przyjaciel, to napisz.- odwrócił się i chciał wyjść. Zapomniałam o zaleceniach lekarza i wstałam. Złapałam kule i zaczęłam kuśtykać w stronę blondyna.
- Przyniosłem twoje ulubione żelki.. Jak już przypomnisz sobie, że jest tu jeszcze twój najlepszy przyjaciel, to napisz.- odwrócił się i chciał wyjść. Zapomniałam o zaleceniach lekarza i wstałam. Złapałam kule i zaczęłam kuśtykać w stronę blondyna.
- To chyba nie jest najlepszy pomysł..-
zaczął Harry.
- Oh, zamknij się.- przewróciłam
oczami i wyszłam na zewnątrz. Horan siedział na schodach, z
pudelkiem lodów na kolanach i spuszczoną głową. Z trudem usiadłam
obok niego i westchnęłam.
- Myślałem że się ucieszysz, a nie
całkowicie mnie olejesz.
- Nie olałam! Po prostu zdziwiłam
się, że przyszedł..- wytłumaczyłam.
- Wpatrywaliście się w siebie przez 5
minut! A ja stałem jak kołek.- odwrócił głowę w prawo i patrzył
na ulicę.
- 5 minut? Niemożliwe, to była
chwilka.- aż tyle czasu? O mój Boże.
- Jak widać możliwe.- prychnął.
- Przepraszam cię.- położyłam mu
głowę na ramię. Nie odsunął się, co mogłam nazwać sukcesem.-
Naprawdę jest mi przykro, byłam po prostu zaskoczona.. Pamiętaj,
że ty zawsze i na zawsze byłeś jesteś i będziesz moim najlepszym
przyjacielem. A nawet więcej.- zainteresowany, obrócił się się w
moją stronę.
- Co masz na myśli?
- Jesteś moją rodziną. Jesteś kimś,
za kogo oddałabym życie. Jesteś po prostu moim Niallem.-
uśmiechnęłam się do niego, co odwzajemnił. Przytuliliśmy się,
a potem wstaliśmy. Lekko się zachwiałam, przez co niebieskooki
wziął mnie na ręce. Wniósł, a na progu pozwolił samej dotrzeć
do salonu. Harry stał przy półkach i komodzie z albumem..- Jezu
nie!- wydałam z siebie głośny ni to jęk ni to westchnienie
przerażenia.
- Co?- odezwał się Styles, odwracając
w moją stronę.
- Nie oglądaj tego, proszę.-
położyłam się na kanapie w poprzedniej pozycji i podwinęłam
nogawkę, aby kolano posmarować maścią i założyć nowy opatrunek
chłodzący.
- Dlaczego?- zapytał, powracając
wzrokiem do przedmiotu trzymanego w rękach.
- Tam jest moja czarna przeszłość.-
wzdrygnęłam się. Moja babcia robiła mi dużo zdjęć, a te
naprawdę upokarzające wsadziła właśnie do tego albumu. Nie wiem,
jak on go znalazł, bo leżał ukryty w ostatniej szufladzie.
- W sumie nie masz nic do gadania.-
skwitował z uśmieszkiem.
- A to niby czemu?- uniosłam brew.
Niall zaczął się śmiać.
- Bo już wszystko widziałem.- mrugnął i posłał mi całusa w powietrzu. Udałam, że odganiam tego buziaka, jak muchę.
- A idź mi stąd.- machnęłam ręką.
- Nie, twój tata kazał nam tu przyjść i cię pilnować.- odpowiedział Horan.
- Bo już wszystko widziałem.- mrugnął i posłał mi całusa w powietrzu. Udałam, że odganiam tego buziaka, jak muchę.
- A idź mi stąd.- machnęłam ręką.
- Nie, twój tata kazał nam tu przyjść i cię pilnować.- odpowiedział Horan.
- Matko Boska, zdaje sobie sprawę, że
z waszą dwójką, ten dom nie przetrwa?
- Skoro nas poprosił, widocznie tak.-
wyszczerzył się blondasek i poszedł do kuchni. Po kilku minutach
wrócił z trzema miseczkami pełnymi lodów z bitą śmietaną i
owocami oraz 3 łyżeczkami. Gdy podał mi deser dostrzegłam również
posypki, czekoladową i jakąś kolorową. Jedliśmy, rozmawialiśmy i śmialiśmy się, bardzo miło spędzając czas. Co jakiś czas musiałam zmieniać okłady, smarować kolano maścią i brać te nieszczęsne zastrzyki, ale dzięki chłopakom szło to sprawnie, pozwolili mi oni zapomnieć o bólu.
- Możecie zostawić już te zdjęcia?- poprosiłam zdegustowana, gdyż uznali, że będzie śmiesznie, jeśli pooglądamy sobie moje albumy. Kiedyś byłam pulchnym dzieckiem o nad wyraz pucołowatych policzkach.
- Nie wiem, czemu przeszkadza ci to, że oglądamy cię, jak byłaś pulpetem.- zaczerwieniłam się na to określenie. Jednocześnie kątem oka obserwowałam reakcję lokowatego bruneta. Patrzył na mnie z uśmiechem.
- Ja uważam, że byłaś słodka.- kąciki moich ust drgnęły. To było miłe, naprawdę.
- Dziękuję Harry.
- Nie ma za co, słodka.- zachichotał.
- Zaraz rzygnę tęczą.- przewróciłam oczami na słowa i gest Nialla.
- Mam ci przypomnieć jak było z Amelią?- blondasek zaczerwienił się i spuścił głowę.
- Nie.- bąknął i zabrał albumy, po czym schował je na miejsce. Zakłopotany Horan? Chyba to pokocham! Wrócił na miejsce i spojrzał na mnie przenikliwie. O co chodzi?
- Możemy przenieść się na taras? Jest bardzo ładna pogoda..- zaproponowałam uciekając od jego wzroku.
- Okej. Pójdę przygotować ci miejsce.- niebieskooki zerwał się z miejsca i poszedł zostawiając mnie ze Stylesem.
- (T.i.)..
- Harry..
- Ja..
- Ty..- zakłopotanie. Czy to jedyne uczucie, które będzie dzisiaj wyczuwalne w tym pokoju?
- Harry, chciałam ci tylko powiedzieć, że.. Że dla mnie jesteś tylko przyjacielem. Aż przyjacielem.- nie spodziewałam się, że zareaguje w ten sposób. Nie miałam najmniejszego pojęcia, że moje słowa, takie dobre słowa, mogą być aż tak bardzo raniące.
- Ale.. Jak to? Myślałem że ty, że my.. Ja.. - jego oczy zrobiły się szklane.
- Przepraszam, Harry.
- Twoje przeprosiny są zbędne.- w przeciągu kilku sekund z załamanego Hazzy, stał się zimnym i skamieniałym Stylesem.
Chłopak wstał i zaczął wychodzić. Po raz kolejny wstałam i pobiegłam za nim. Nie obchodziło mnie moje kolano. Ból fizyczny przechodzi. Ból złamanego serca pozostaje do końca życia i pozostawia w nas wyrwę, nie do załatania.
- Harry proszę, poczekaj!- nie odezwał się ale zwolnił, aż w końcu całkiem zatrzymał. Do niego miałam jeszcze kilka metrów, ale się wywróciłam. Moje kolano przeszył niesamowity ból. Chciałam krzyknąć, ale nagle wszystko ustało. Wstałam i zdałam sobie sprawę z tego, że nic już nie czuje.
Nie miałam jednak czasu, na zastanawianie się nad tym. Stanęłam przed zielonookim.
- Mów o co chodzi i zniknij z mojego życia.- powiedział przez zaciśnięte zęby. Jego oczy były zamknięte.
- Nie masz prawa mówić takich rzeczy, rozumiesz?! Zdaję sobie sprawę, że jestem okropną osobą. Naprawdę złą. Ale to nie powód, żeby zachowywać się w ten sposób. Obserwowałeś mnie przez długi czas. Czułam się osaczona i zmęczona. Zmęczona tym, że nie wiem kto i dlaczego łazi za mną. Miałam dość, naprawdę. I gdy dowiedziałam się, że to ty, miałam ochotę cię zabić. Naprawdę. Ale nie zrobiłam nic, ba zaufałam ci! Pozwoliłam, abyś zbliżył się do mnie! Popatrz mi w oczy.- mówiłam stanowczo i bardzo poważnie.- Styles do cholery spójrz mi w oczy!- wykonał to o co go prosiłam.- Świat jest, jak jest. Nie zawsze nasza miłość zostaje odwzajemniona. Czasem bywa tak, że ta druga strona nie czuje tego samego. Ale tak już jest! Nie można się załamywać bo miliony innych ludzi jest w podobnej sytuacji. Część z nich nie daje sobie rady. Ale ja wiem, że jesteś na tyle inteligentny i silny że sobie poradzisz! Życie nie jest jak z bajki. Musisz przełknąć gorzką prawdę i iść dalej..- zakończyłam najdłuższą wypowiedź, jaką kiedykolwiek powiedziałam. Harry patrzył na mnie swoimi oczami. Wyrażały smutek, rozpacz, rozterkę.. Ale dostrzegłam w nich iskierkę nadziei.
- Zrobisz dla mnie jedną rzecz?
- Jaką?
- Pozwól zapomnieć..- wyszeptał.- Pozwól zapomnieć, że istnieje coś wokół, że istnieje czas i miejsce.. Pozwól mi cię pocałować. Ten ostatni raz..
- Harry.. Nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł. Po za tym całowałeś mnir kilka razy..- przypomniałam sobie tych kilka sytuacji. Może nie wszystkie były w usta, ale całował mnie ci chwilę. To w policzek, to w czoło..
- Pozwól zrobić mi to tak, jak należy.- widziałam w jego oczach, jak bardzo mu na tym zależało. Spojrzałam na jego usta, znowu na jego oczy, a potem przymknęłam powieki. Ledwo zauważalnie skinęłam głową. Harry położył ręce na moich policzkach, a potem pocałował.
- Wracajmy do domu.- powiedział, gdy się odsunął. Był lekko uśmiechnięty, ale nadal smutny.
- Dobrze.
Szłam normalnie, nawet nie kuśtykając.
- Hej! Z twoją nogą już okej?- zdziwiony patrzył, z jaką łatwością przychodzi mi chodzenie.
- Gdy szłam do ciebie, potknęłam się i wywróciłam. I wtedy wszystko przeszło!
- W sumie to dobrze, że już jest w porządku.- uśmiechnął się do mnie.
- Harry.. Możesz mi tylko powiedzieć co teraz z nami będzie? Nie chcę żyć ze świadomością, że nadal mnie kochasz, a ja nie potrafię tego odwzajemnić..
- Posłuchaj.. Sama powiedziałaś, że świat jest, jaki jest. Byłaś, jesteś i zawsze będziesz moją pierwszą miłością. Nigdy o tobie nie zapomnę. Najwidoczniej ty będziesz musiała żyć z tym tak, jak ja. Przed nami jeszcze całe życie. Nie raz się zakochamy, rozstaniemy z kimś.. Dlatego proszę cię o jedno: po prostu nie zapomnij. Pamiętaj to tak, żeby nie sprawiało ci przykrości i bólu.
- Ale tak się nie da.
- Wiem..- westchnął. Weszliśmy do domu i skierowaliśmy się od razu na taras. Niall siedział wpatrzony w zachodzące słońce. Jak się okazało, było już dość późno. Zajęłam miejsce obok przyjaciela, a loczek obok mnie. Siedzieliśmy wpatrzeni w ten niezwykły widok.
- Grosik za twoje myśli?- zapytał mnie Harry.
- Zastanawiam się co za idiota wymyślił miłość.- westchnęłam.
- Miłość, taka pierwsza prawdziwa miłość to przygoda, którą każdy powinien przeżyć. Bez miłości świat przestałby istnieć.
- Ale przez to ludzie cierpią.. Gdyby miłości nie było, nie byłoby cierpienia.
- Z jednej strony masz rację. Ale człowiek cierpi z różnych powodów. Mniej lub bardziej poważnych.- odpowiedział blondyn.
- Więc gdyby nie było miłości, nie byłoby tylko jednego rodzaju cierpienia.- dodał Hazz.
- Czyli mam rozumieć, że wolelibyście kochać kogoś i przez tą osobę cierpieć niż nie kochać nikogo?
- Dokładnie.- przytaknął Horan.
- Ktoś kto kocha, jest szczęśliwy. Cierpieć można, ale nie trzeba. A człowiek bez miłości, jest tylko pustą skorupą, która nie ma sensu bytu.- odparł Harry.
- Kocham.was, wiecie?- przytuliłam ich obu.
- A przed chwilą twierdziłaś, że miłość jest głupia.- parsknął Niall.
- Och, zamknij się.- powiedziałam równocześnie z Harrym. Zaśmialiśmy się.
20 lat później, Harry patrzył na mnie tym samym, zakochanym wzrokiem. Mimo, że ułożył sobie życie beze mnie, a ja ułożyłam sobie życie bez niego, nadal przyłapuję się na myśleniu, co by było, gdybym wtedy spróbowała zakochać się w Stylesie? I wtedy dochodzę do wniosku, że on i tak zdobył moje serce, a raczej zajmuje w nim bardzo ważne miejsce. Kocham go, nie w ten sam sposób, co on mniez ale kocham go. I nigdy nie przestanę.
******************************************
Hej, helo! :D Przepraszam, za opóźnienie, ale wyjechałam na majówkę i wróciłam wczoraj o północy, więc nie miałam kiedy napisać. DZIĘKUJĘ ZA 9 KOMÓW!! <3
To była ostatnia część Hazzy. Chcieliście Liama, więc będzie Liam :D Prawdopodobnie będzie to bardziej Ziam, ale jeszcze nie wiem, gdyż planuję pisać tamto na bieżąco! Wcześniejsze imaginy miałam mniej lub bardziej zaczęte lub trochę wymyślone, a ten będzie totalnym spontanem :)
9 KOMENTARZY = NEXT!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!
Directioner Forever x. :))
piątek, 1 maja 2015
Louis.. ~ I never had nothing to say.. - część 2
Hej!!
Przepraszam ze tyle czekaliście, ale wiecie ze zaraz matura.. :/
A teraz macie 2 część Louisa, ostrzegam jest z +18 więc czytacie na własną odpowiedzialność..!! :*
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Wyszłam ostrożnie spod pościeli i powędrowałam na palcach do łazienki, wykonałam poranną toaletę i przebrałam sie z piżamy. Wróciłam do sypialni, mój mąż dalej spał, podeszłam do niego i pocałowałam delikatnie jego usta. - Debby jeszcze trochę.. - mamrotał, coo?! Co to ma znaczyć?!
J: Debby?! - powiedziałam ze wściekłością. Brunet otworzył oczy, przecierając je..
Lou: Kotku co tak krzyczysz? - zdziwił sie.
J: Nie masz mi czegoś do powiedzenie skarbie?! - wysyczałam przez zęby.
Lou: Niee.. Ale myślałem że cieplej mnie przywitasz.. - spojrzał na mnie znacząco.
J: Przywitam Cie ciepło jak wytłumaczysz mi kto to Debby! - skrzyżowałem ręce na piersi.
Lou: Debby.. to.. - wahał sie - To kobieta która codziennie nas budziła..
J: Taką bajkę to możesz kochance wkręcić! - wkurzyłam sie
Lou: (T.i.) ja mówię poważnie. - podniósł sie z łóżka i poszedł do mnie - Mamy od tego ludzi.. Pilnują żebyśmy nie zasypiali na ważne spotkania, wiesz jak ciężko jest nam wstać po kilku godzinach snu? - patrzał w moje oczy z taką miłością że nie mogłam mu nie uwierzyć.
J: Tęskniłam za Tobą. - zarzuciłam mu ręce na szyję.
Lou: Wiem.. Ja bardziej.. - przybliżył sie do mnie i złączył nasze usta. Tak dawno ich nie całowałam, brakowało mi wszystkiego co jest z nim związane.
J: Musze iść do pracy.. - oderwałam sie od niego i spojrzałam smutniej w oczy.
Lou: Ooo.. - mruknął niezadowolony.
J: Możesz zrobić jakąś kolacje, bo będę wieczorem.. - cmoknęłam jego usta i wyszłam z sypialni, nalałam kawy w swój ulubiony kubek i usiadłam przy stole analizując wszystko po kolei. Nie jestem w stu procentach przekonana że oni mają ludzi od pobudki..
Lou: O czym tak myślisz? - wszedł do kuchni wyrywając mnie z zamyśleń.
J: Niee.. O niczym.. - uśmiechnęłam sie i odstawiłam do połowy pusty kubek. - Do wieczora.. - cmoknęłam jego policzek, zabrałam swoje rzeczy i mogłam wychodzić. Chwile później byłam już w sklepie Pana Martina. Staruszek już siedział w swoim antycznym fotelu i palił fajkę, zawsze to z rana robi. - Dzień dobry. - uśmiechnęłam sie do niego i odwiesiłam swoją kurtkę.
S: Witaj (T.i.).. Jak sie miewasz? - jak zawsze życzliwy.
J: Dobrze, dziękuje.. A u Pana? Odezwał sie jakiś wnuk? - mężczyzna trochę posmutniał - Przepraszam, nie chciałam by sie pan zamartwiał o to.. - podeszłam do niego i przykucnęłam przy nim.
S: Nie, żaden sie nie odezwał, ale za jakiś czas mam urodziny, więc może ktoś mnie odwiedzi.. - uśmiechnął sie w ten smutny sposób. Czasami zastanawiam sie jak można nie odwiedzać takiego wspaniałego człowieka. Pan Martin naprawdę zastępuje mi dziadka i szanuje go najbardziej na świecie. Po chwili zabrałam sie za wycieranie kurzy z półek sklepu, wyczyściłam też wszystkie okurzone przedmioty by trochę odsunąć myśli o tej Debby.. Po południu przyszli jacyś klienci i oglądali stare figurki Egipskich Faraonów.
J: Dziękuje państwu i zapraszamy ponownie.. - uśmiechnęłam sie do starszego małżeństwa gdy podawałam im zapakowane figurki.
S: Natalko, jak chcesz to idź już do domu.. - przyszedł pan Martin z zaplecza.
J: Niee.. Powiedziałam mężowi że będę na kolacje. - uśmiechnęłam sie słabo.
S: To zrób mu niespodziankę i jedź na obiad. - zachęcał.
J: Poradzi sobie pan w sklepie?
S: Oczywiście.. Jestem przecież dorosły. - zaśmiał sie. Założyłam kurtkę i odwróciłam sie do staruszka.
J: Kiedy są te pana urodziny? - zapytałam z ciekawości. Należy mu sie coś dobrego od życia..
S: 2 maja.. - uśmiechnął sie.
J: Do widzenia. - pożegnałam go i wyszłam, 2 maj to.. to juz jutro! Znam adres pana Martina więc zrobię mu niespodziankę. Nie poinformowałam Louisa że wracam szybciej, wstąpiłam jeszcze do sklepu po jakieś produkty spożywcze i do cukierni po ciasto i tort dla mojego szefa. Należy mu sie! Po półtorej godzinie byłam pod domem, wzięłam wszystkie torby i weszłam załadowana do domu. - Kotku już jestem! - krzyknęłam gdy zamknęłam za sobą drzwi. Nie usłyszałam odpowiedzi, poszłam do kuchni i zaczęłam rozpakowywać zakupy. Porozkładałam wszystko na swoje miejsca i poszłam szukać męża. W salonie pusto, w naszej sypialni też, usłyszałam lejącą sie wodę pod prysznicem i cichszy śpiew. Uśmiechnęłam sie sama do siebie i weszłam do łazienki. Loui stał pod prysznicem i śpiewał sobie. - Zgrabny masz ten tyłeczek.. - zaśmiałam sie, mąż lekko podskoczył na dźwięk mojego głosu. Odwrócił sie i uśmiechnął cwaniacko.
Lou: To może dołączysz i będę mógł podziwiać Twój? - poruszał zabawnie brwiami.
J: No nie wiem, nie wiem.. - droczyłam sie z nim.
Lou: Jak nie wiesz! - w błyskawicznym tempie złapał mnie za rękę i wciągnął pod ciepły strumień wody.
J: Mogłam sie najpierw rozebrać.. - skarciłam go, brunet sie nie przejął moimi słowami i przycisnął mnie do ściany, Zaczął mnie intensywnie całować, podobało mi sie.. Uwielbiałam gdy był taki stanowczy i władczy. Odwzajemniłam pocałunek od razu, kochałam go najmocniej na świecie.. Louis zaczął powoli ściągać ze mnie ubrania, odsłaniając coraz więcej ciała. Po kilku minutach byłam już tak samo naga jak on, Tommo pieścił moje ciało doprowadzając mnie do cichych jęków i szybszego oddechu. Do tego ta gorąca woda, pobudzała moje zmysłu jeszcze bardziej. Loui całował moje piersi, a jego dłoń znalazła sie na moim najczulszym w tej chwili punkcie. Masował je, co chwile jego palec zagłębiał sie we mnie, ale szybko go wyjmował. Doprowadzał mnie tym do szaleństwa! - Lou? - szepnęłam
Lou: Tak? - oderwał sie od mojego ciała i spojrzał w moje oczy.
J: Zwariuje przez Ciebie.. - chłopak uśmiechnął sie zadziornie i podniósł mnie, owinęłam nogi wokół jego bioder, jego członek dotykał mojej kobiecości. Na szczęście, mój mąż też chyba nie mógł wytrzymać, bo poczułam jak powoli sie we mnie zanurza. Wstrzymałam oddech i wpatrywałam sie w Louisa oczy, były takie niebieskie.. Widziałam w nich wszystko, miłość, pożądanie.. Zaczął sie we mnie poruszać, najpierw powoli, ale z czasem przyspieszał. Nasze jęki, szybkie i głośne oddechy zakłócała lejąca sie woda.
Lou: Może by tak pomyśleć o małym Tomlinsonie? - zapytał szybko z cwaniackim uśmiechem.
J: Nie. - powiedziałam stanowczo na co sie zaśmiał. Tommo jeszcze bardziej przyspieszył, wiedziałam że zaraz będzie koniec tej rozkoszy.. Kilka mocniejszych pchnięć i oboje dotarliśmy na sam szczyt naszej ekstazy. Oparłam o jego tors i głośno oddychałam, brakowało mi tego uczucia.. Mąż wyszedł ze mnie stawiając mnie na nogi, przytrzymał mnie chwile bym sie nie przewróciła i wyszliśmy spod prysznica.
Lou: Kocham Cie..
...
Piszcie!! Wiem że dacie rade 12 komów!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!
Naat
Przepraszam ze tyle czekaliście, ale wiecie ze zaraz matura.. :/
A teraz macie 2 część Louisa, ostrzegam jest z +18 więc czytacie na własną odpowiedzialność..!! :*
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Wyszłam ostrożnie spod pościeli i powędrowałam na palcach do łazienki, wykonałam poranną toaletę i przebrałam sie z piżamy. Wróciłam do sypialni, mój mąż dalej spał, podeszłam do niego i pocałowałam delikatnie jego usta. - Debby jeszcze trochę.. - mamrotał, coo?! Co to ma znaczyć?!
J: Debby?! - powiedziałam ze wściekłością. Brunet otworzył oczy, przecierając je..
Lou: Kotku co tak krzyczysz? - zdziwił sie.
J: Nie masz mi czegoś do powiedzenie skarbie?! - wysyczałam przez zęby.
Lou: Niee.. Ale myślałem że cieplej mnie przywitasz.. - spojrzał na mnie znacząco.
J: Przywitam Cie ciepło jak wytłumaczysz mi kto to Debby! - skrzyżowałem ręce na piersi.
Lou: Debby.. to.. - wahał sie - To kobieta która codziennie nas budziła..
J: Taką bajkę to możesz kochance wkręcić! - wkurzyłam sie
Lou: (T.i.) ja mówię poważnie. - podniósł sie z łóżka i poszedł do mnie - Mamy od tego ludzi.. Pilnują żebyśmy nie zasypiali na ważne spotkania, wiesz jak ciężko jest nam wstać po kilku godzinach snu? - patrzał w moje oczy z taką miłością że nie mogłam mu nie uwierzyć.
J: Tęskniłam za Tobą. - zarzuciłam mu ręce na szyję.
Lou: Wiem.. Ja bardziej.. - przybliżył sie do mnie i złączył nasze usta. Tak dawno ich nie całowałam, brakowało mi wszystkiego co jest z nim związane.
J: Musze iść do pracy.. - oderwałam sie od niego i spojrzałam smutniej w oczy.
Lou: Ooo.. - mruknął niezadowolony.
J: Możesz zrobić jakąś kolacje, bo będę wieczorem.. - cmoknęłam jego usta i wyszłam z sypialni, nalałam kawy w swój ulubiony kubek i usiadłam przy stole analizując wszystko po kolei. Nie jestem w stu procentach przekonana że oni mają ludzi od pobudki..
Lou: O czym tak myślisz? - wszedł do kuchni wyrywając mnie z zamyśleń.
J: Niee.. O niczym.. - uśmiechnęłam sie i odstawiłam do połowy pusty kubek. - Do wieczora.. - cmoknęłam jego policzek, zabrałam swoje rzeczy i mogłam wychodzić. Chwile później byłam już w sklepie Pana Martina. Staruszek już siedział w swoim antycznym fotelu i palił fajkę, zawsze to z rana robi. - Dzień dobry. - uśmiechnęłam sie do niego i odwiesiłam swoją kurtkę.
S: Witaj (T.i.).. Jak sie miewasz? - jak zawsze życzliwy.
J: Dobrze, dziękuje.. A u Pana? Odezwał sie jakiś wnuk? - mężczyzna trochę posmutniał - Przepraszam, nie chciałam by sie pan zamartwiał o to.. - podeszłam do niego i przykucnęłam przy nim.
S: Nie, żaden sie nie odezwał, ale za jakiś czas mam urodziny, więc może ktoś mnie odwiedzi.. - uśmiechnął sie w ten smutny sposób. Czasami zastanawiam sie jak można nie odwiedzać takiego wspaniałego człowieka. Pan Martin naprawdę zastępuje mi dziadka i szanuje go najbardziej na świecie. Po chwili zabrałam sie za wycieranie kurzy z półek sklepu, wyczyściłam też wszystkie okurzone przedmioty by trochę odsunąć myśli o tej Debby.. Po południu przyszli jacyś klienci i oglądali stare figurki Egipskich Faraonów.
J: Dziękuje państwu i zapraszamy ponownie.. - uśmiechnęłam sie do starszego małżeństwa gdy podawałam im zapakowane figurki.
S: Natalko, jak chcesz to idź już do domu.. - przyszedł pan Martin z zaplecza.
J: Niee.. Powiedziałam mężowi że będę na kolacje. - uśmiechnęłam sie słabo.
S: To zrób mu niespodziankę i jedź na obiad. - zachęcał.
J: Poradzi sobie pan w sklepie?
S: Oczywiście.. Jestem przecież dorosły. - zaśmiał sie. Założyłam kurtkę i odwróciłam sie do staruszka.
J: Kiedy są te pana urodziny? - zapytałam z ciekawości. Należy mu sie coś dobrego od życia..
S: 2 maja.. - uśmiechnął sie.
J: Do widzenia. - pożegnałam go i wyszłam, 2 maj to.. to juz jutro! Znam adres pana Martina więc zrobię mu niespodziankę. Nie poinformowałam Louisa że wracam szybciej, wstąpiłam jeszcze do sklepu po jakieś produkty spożywcze i do cukierni po ciasto i tort dla mojego szefa. Należy mu sie! Po półtorej godzinie byłam pod domem, wzięłam wszystkie torby i weszłam załadowana do domu. - Kotku już jestem! - krzyknęłam gdy zamknęłam za sobą drzwi. Nie usłyszałam odpowiedzi, poszłam do kuchni i zaczęłam rozpakowywać zakupy. Porozkładałam wszystko na swoje miejsca i poszłam szukać męża. W salonie pusto, w naszej sypialni też, usłyszałam lejącą sie wodę pod prysznicem i cichszy śpiew. Uśmiechnęłam sie sama do siebie i weszłam do łazienki. Loui stał pod prysznicem i śpiewał sobie. - Zgrabny masz ten tyłeczek.. - zaśmiałam sie, mąż lekko podskoczył na dźwięk mojego głosu. Odwrócił sie i uśmiechnął cwaniacko.
Lou: To może dołączysz i będę mógł podziwiać Twój? - poruszał zabawnie brwiami.
J: No nie wiem, nie wiem.. - droczyłam sie z nim.
Lou: Jak nie wiesz! - w błyskawicznym tempie złapał mnie za rękę i wciągnął pod ciepły strumień wody.
J: Mogłam sie najpierw rozebrać.. - skarciłam go, brunet sie nie przejął moimi słowami i przycisnął mnie do ściany, Zaczął mnie intensywnie całować, podobało mi sie.. Uwielbiałam gdy był taki stanowczy i władczy. Odwzajemniłam pocałunek od razu, kochałam go najmocniej na świecie.. Louis zaczął powoli ściągać ze mnie ubrania, odsłaniając coraz więcej ciała. Po kilku minutach byłam już tak samo naga jak on, Tommo pieścił moje ciało doprowadzając mnie do cichych jęków i szybszego oddechu. Do tego ta gorąca woda, pobudzała moje zmysłu jeszcze bardziej. Loui całował moje piersi, a jego dłoń znalazła sie na moim najczulszym w tej chwili punkcie. Masował je, co chwile jego palec zagłębiał sie we mnie, ale szybko go wyjmował. Doprowadzał mnie tym do szaleństwa! - Lou? - szepnęłam
Lou: Tak? - oderwał sie od mojego ciała i spojrzał w moje oczy.
J: Zwariuje przez Ciebie.. - chłopak uśmiechnął sie zadziornie i podniósł mnie, owinęłam nogi wokół jego bioder, jego członek dotykał mojej kobiecości. Na szczęście, mój mąż też chyba nie mógł wytrzymać, bo poczułam jak powoli sie we mnie zanurza. Wstrzymałam oddech i wpatrywałam sie w Louisa oczy, były takie niebieskie.. Widziałam w nich wszystko, miłość, pożądanie.. Zaczął sie we mnie poruszać, najpierw powoli, ale z czasem przyspieszał. Nasze jęki, szybkie i głośne oddechy zakłócała lejąca sie woda.
Lou: Może by tak pomyśleć o małym Tomlinsonie? - zapytał szybko z cwaniackim uśmiechem.
J: Nie. - powiedziałam stanowczo na co sie zaśmiał. Tommo jeszcze bardziej przyspieszył, wiedziałam że zaraz będzie koniec tej rozkoszy.. Kilka mocniejszych pchnięć i oboje dotarliśmy na sam szczyt naszej ekstazy. Oparłam o jego tors i głośno oddychałam, brakowało mi tego uczucia.. Mąż wyszedł ze mnie stawiając mnie na nogi, przytrzymał mnie chwile bym sie nie przewróciła i wyszliśmy spod prysznica.
Lou: Kocham Cie..
...
Piszcie!! Wiem że dacie rade 12 komów!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!
Naat
Subskrybuj:
Posty (Atom)







