Hej słońca :*
Widzieliście, mój blog zaraz będzie miał 70 000 wyświetleń, ogólnie na blogu pojawia sie sporo komentarzy, ale w stosunku do wyświetleń to strasznie mało.. :( :*
Macie kolejną część Louisa.. Będzie jeszcze jedna.. :*
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
J: Przestań udawać, że tak nagle sie
zmieniłeś.. - nie wierze w niego! - Ty jesteś Louis Tomlinson,
największy cham i prostak na świecie. Tacy ludzie sie nie zmieniają.. -
zaśmiałam sie, o czym on w ogóle mówi, ja i on przyjaźnić sie?!
Lou: Dzięki.. - powiedział ciszej - ..Jak mam Cie przekonać, skoro nawet nie dajesz mi szansy! - zbulwersował sie
J: Louis, czy ty sie słyszysz?! - podniosłam głos - Dać ci szanse?! A mam jakieś podstawy do tego?
Lou: Nie i właśnie dlatego powinnaś.. Nawet mnie nie znasz.. ! - on też sie uniósł.
J: Znam cie doskonale.. !
Lou: Taak, to słucham! - rozsiadł sie na ławce i patrzał na mnie wyczekująco.
J: Dobra.. Jesteś chamski, nie liczysz sie z uczuciami innych, wykorzystujesz wszystkich i wszystko byle by dla Ciebie było dobrze.. Z dziewczynami to już w ogóle sie nie liczysz, zmieniasz je pewnie częściej niż bieliznę.. - nakręcałam sie - ..Do tego te wszystkie wyzwiska, oszczerstwa i wymyślone historyjki na mój temat..
Lou: Wygrałaś! - przerwał mi i spuścił głowę - Nawet połowy z tego nie potrafię Ci wytłumaczyć.. - przyznał
J: A co z drugą połową? - zapytałam już spokojniej, może szansa dla niego będzie czymś co go zmieni?!
Lou: No wiesz.. - spojrzał na mnie - Większości nie potrafię Ci wytłumaczyć.. Ale moje zachowanie w stosunku do Ciebie to była przesada jak tak na to patrze z perspektywy czasu.. Jeśli chodzi o te wszystkie dziewczyny to chciałem wzbudzić zazdrość w takiej jednej dziewczynie, i zapewniam Cie że bieliznę zmieniam częściej.. - zaśmiał sie co odwzajemniłam. Może nie będzie tak źle..
J: Jakby to delikatnie ująć.. - zamyśliłam sie i spojrzałam na niego - .. Jak spierdolisz to pożałujesz! - zagroziłam i uśmiechnęłam sie. W jego oczach rozbłysło coś czego nigdy w nich nie widziałam, to było wspaniałe i do tego dodało jego tęczówką takiej głębi. Zaczęliśmy rozmawiać jakby wcześniejsze lata nigdy nie istniały, jakbyśmy poznali sie dopiero dzisiaj.. Przesiedzieliśmy na tej ławce do wieczora, aż zrobiło sie zimno.
Lou: Wracajmy.. - uśmiechnął sie ciepło i wstał podając mi dłoń. Zaskoczył mnie ale złapałam za nią i wróciliśmy do akademiku. - Wiesz że mieszkam na przeciwko.. - wskazał na drzwi. Przewróciłam oczami i zaśmiałam sie.
J: Jakbyśmy nie odbyli dzisiaj tej rozmowy pomyślałabym, że to dlatego, że chcesz mnie gnębić.. - powiedziałam szczerze, chłopak skrzywił sie lekko i speszył.
Lou: Mam takiego świra w pokoju, nie da sie z nim mieszkać.. - wyznał.
J: Ja mam wspaniale, mieszkam sama.. - szepnęłam tak by nikt nie słyszał, oczy bruneta rozszerzyły sie, a na twarzy wtargnął zadziorny uśmieszek. - Nawet o tym nie myśl.. !
Lou: No ale.. - skomlał
J: Nie, oszalałeś do reszty.. - weszłam do siebie.
Lou: No ale dlaczego nie? - wszedł razem ze mną.
J: Bo jeszcze jakieś 4 h temu cie nienawidziłam więc nie pogrążaj sie bardziej i zachowaj ten, chociaż minimalny dystans.. - skrzyżowałam ręce na piersi i patrzałam na niego. Nie chce z nim mieszkać!
Lou: Dobra, ale nie zdziw sie jak będę częstym gościem u Ciebie.. - uśmiechnął sie i wyszedł. Rzuciłam sie na łóżko i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.. Weekend z chłopakami był wspaniały, nie powiedziałam im o Louisie i o tym, że dałam mu szanse.. Nie było sensu, szczerze to tak trochę nie wierze w jego zmianę, tacy ludzie jak on zawsze zostają tacy sami.. Jednak w następnych tygodniach coraz bardziej odchodziłam od swoich przekonań, Tomlinson naprawdę sie starał, rozśmieszał mnie i tak jak sie zapowiedział, był bardzo częstym gościem w moim pokoju. Nie raz nawet zasnęliśmy razem, nie wracaliśmy do tego co było w liceum, zachowywaliśmy sie jakby to nie istniało. Nawet go polubiłam, jak schował tą swoją chamską stronę, to jest bardzo sympatyczny. Dzisiaj ma być jego impreza, szykowaliśmy ją jakieś 3 tygodnie, wszystko było dopięte na ostatni guzik. Latałam cały dzień po mieście by zrobić zakupy, kupić kieckę na ten wieczór, a gdy tylko weszłam do pokoju w akademiku czułam, że słabnę. Położyłam sie na łóżku i starałam sie uspokoić nerwy i przyspieszony oddech. Jest 6pm i Lou pewnie jest już na miejscu i wita gości.. Ja miałam być o około 8pm, ale chyba z imprezy nici. Znalazłam w szufladzie termometr i włożyłam pod pachę. Odczekałam te 15 min i przeraziłam sie, prawie 40' gorączki. Nie dam rady pójść na tą imprezę, Louis będzie musiał zrozumieć. Odłożyłam termometr i starałam sie zasnąć, na szczęście udało sie, ale niecałe 2 godziny później obudziły mnie przerażające dreszcze, było mi tak zimno, że cała sie trzęsłam, a gdy dotknęłam swojego ciała to aż parzyło. Wymacałam pod kołdrą swoją komórkę i wybrałam numer.
J: Lou.. - powiedziałam słabo gdy tylko odebrał.
Lou: Tak mała? - w tle było słychać głośną muzykę.
J: Nie przyjdę.. - kichnęłam, dzisiejszy dzień to koszmar.
Lou: Coo?! Ale czemu? - zapytał z żalem
J: A jak myślisz czubku? Mam prawie 40' gorączki.. - poczułam mocny uścisk w klatce piersiowej - Nie dam rady, przepraszam.. Wiem, że to dla Ciebie ważne ale musisz mnie zrozumieć.. - mówiłam cicho co chwile pociągając nosem.
Lou: Zaraz będę!
...
Tak jak mówiłam będzie jeszcze jedna część :*
Chciałabym 5 komów do następnej części.. :*
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!!!!!!!!!!!!
Naat
One Direction i My.. - imaginy
piątek, 6 marca 2015
czwartek, 5 marca 2015
Ziall c: ~ część 6/ostatnia
Przepraszam, że tak długo czekaliście. Zanim przeczytacie zakończenie tej historii, lepiej przypomnijcie sobie, co działo się wcześniej :*
********************************************
- Zayn, pamiętasz, jak dwa lata temu ustaliliśmy pewne rzeczy?- ledwo odebrał, a ja już zadałem mu pytanie.
- No tak.
- W takim razie zmiana planów, stary. Plan B znowu aktualny.
- Wybacz stary, ale nie. Tym razem nie rzucę wszystkiego, nie zostawię Perrie, nie zawiodę rodziców. Nie tym razem.- zatkało mnie, a on się rozłączył. Byłem wkurzony, nie złe słowo, byłem zawiedziony. Odpaliłem silnik i po 10 minutach byłem w domu. Trzasnąłem drzwiami i stanąłem twarzą w twarz z Malikiem.- Zauważ że kiedy to Ty potrzebowałeś pomocy, po zerwaniu ze swoją dziewczyną na rok, bo wyjeżdżała, pomogłem ci. Robiłem wszystko, abyś o niej nie zapomniał a jednocześnie się nie załamał. Mieszkałeś u mnie, wszystko musiałem robić razem z Tobą. A teraz, kiedy ja potrzebuję pomocy, teraz, kiedy wiesz, że plan B jest moim ostatnim ratunkiem, co robisz? Zostawiasz mnie!- krzyknąłem.
- To nie tak! Wiesz, że zawsze mogłeś na mnie liczyć!
- Właśnie! MOGŁEM. Najwidoczniej już nie mogę.
- Słuchaj, Horan. Jesteś moim przyjacielem. Nie kumplem, przyjacielem. Mogę zrobić dla Ciebie wszystko, ale nie to.
- Dlaczego? Ja wtedy też byłem zakochany, gdy wyjechaliśmy. Zostawiłem Emily, mimo, że wiesz, jak bardzo każdy kilometr dzielący mnie od niej, ranił. Wiedziałeś, że zależało mi na niej jak na nikim innym. A mimo to wyjechałem z Tobą do tego pieprzonego miasteczka! Nie liczyłeś się z tym, że moja mama prawie zawału dostała, przez co mój brat mnie prawie znienawidził. A ja? Zachowałem się jak przyjaciel! Byłem z Tobą! Wspierałem Cię! A ty? Zostawiasz mnie samego z tym wszystkim!- z każdym zdaniem byłem coraz bardziej wnerwiony i zrozpaczony.
- Nie zostawiam cię samego! Po prostu nie jestem w stanie zrobić tego...- gdybym nie wyszedł, najprawdopodobniej bym go pobił. Zamknąłem drzwi od swojego pokoju z bardzo głośnym trzaskiem. Przeszukałem szuflady, ale nigdzie nie było moich papierosów.
- Cholera!- krzyknąłem i pięścią walnąłem w ramę łóżka. Drewno lekko się nadłamało, a moja ręka zaczęła boleć jeszcze mocniej. Westchnąłem i zrozumiałem, że złość już ze mnie wyleciała. Czyżby za sprawą uderzenia? Ciekawe..
Lekko zdumiony, ale zadowolony że rozładowałem emocje bez użycia używki poszedłem do kuchni. Z zamrażalki wyjąłem woreczek z lodem i usiadłem na krzesełku. Przyłożyłem go do bolącej dłoni. Ulga była natychmiastowa. Zamknąłem oczy i delektowałem się spokojem cielesnym i duchowym, bo tak to chyba można nazwać. Niestety nie trwał on długo, bo po kilku minutach do kuchni wszedł Zayn. Miał dziwną minę, nie potrafiłem go rozgryźć.
- Co jest?- zapytałem nieco zbyt ostro.
- Słuchaj Niall, ja.. Ja przepraszam.- spojrzałem na niego jak na kosmitę. Zayn Malik PRZEPRASZA? O mój Boże. Nie odezwałem się bo najzwyczajniej w świecie nie wiedziałem co mam powiedzieć. Czułem się zagubiony. Chyba każdy na moim miejscu by się tak czuł. Postanowiłem dać sobie czas, więc następnego dnia nie poszedłem do szkoły tylko pojechałem do.. do domu. Do mojego prawdziwego domu. Zaparkowałem samochód na podjeździe i podszedłem do drzwi frontowych. Nie byłem do końca pewny, czy aby na pewno chcę to robić. Stałem tak przez kilka minut, z palcem wyciągniętym milimetry przed dzwonkiem. Gdyby nie moja mama, która zaskoczona otworzyła drzwi, pewnie bo chwili bym uciekł.
- Niall?- usłyszałem jej cichy głos i wtedy coś we mnie pękło. Łzy leciały ciurkiem, a ja siedziałem na kanapie wtulony w matkę.
- Mamo.. Ona wróciła, ona znowu chce mi zniszczyć życie..- wyjąkałem.
- Niallu Jamesie Horanie nawet nie wiesz, jak bardzo przydałby mi się Twój ojciec.- westchnęła, a po chwili kontynuowała.- Słuchaj uważnie i mi nie przerywaj. Może myślisz, że nie wiem, jakim uczuciem darzyłeś Emily. A może myślisz odwrotnie. Tego nie wiem. Wiedz, że rozumiem cię. Zdaję sobie sprawę przez co przechodzisz, ale.. Powiem wprost. Nie płacz i weź się w garść! Jeśli pokażesz tej dziewczynie, że nic dla Ciebie nie znaczy, nawet nie zaprzeczaj że tak nie jest, to ona da Ci spokój. Ale musisz wziąć sprawy w swoje ręce, a nie uciekać. Nie pomożemy Ci w tym, bo masz sobie sam z tym poradzić. Wiem, że dasz radę, bo do jasnej cholery jesteś moim synem! Jeśli ja potrafiłam, to ty też!- zakończyła i z powrotem usiadła. Dopiero teraz zauważyłem, że wstała. A wracając do tego co powiedziała, to.. Zatkało mnie. Ma całkowitą racje, zachowuję się jak.. Jak baba. bez obrazy oczywiście. Uściskałem moją rodzicielkę i wstałem.- Gdzie idziesz? Dopiero przyszedłeś.- mruknęła niezadowolona.
- Idę wziąć sprawy w swoje ręce.- uśmiechnąłem się i chciałem wybiec z domu, ale zderzyłem się z kimś.
- Niall bracie! Chciałem Cię przeprosić.- powiedział cicho, a ja uderzyłem go lekko w ramię.
- Jest okej. Chyba. Teraz spadam.- wyminąłem go i szybkim krokiem dotarłem do samochodu. Zająłem miejsce za kierownicą, odpaliłem silnik i pojechałem prosto do szkoły. Przed wyjściem z auta spojrzałem w lusterko. Już nie było w nim smutnego, przerażonego sytuacją Nialla. Wrócił pewny siebie, odważny Horan, który nie da sobie w kaszę dmuchać. Z szerokim uśmiechem wysiadłem i skierowałem się do wejścia do placówki. Trwała przerwa, więc zacząłem szukać JEJ, mając nadzieję, że się nie pomyliłem i ona rzeczywiście wróciła. Nie myliłem się. Stała razem z resztą jej byłych "koleżaneczek". Gdy mnie zobaczyła uśmiechnęła się szeroko.
- Ni!- pisnęła i chciała się przytulić. Odepchnąłem ją stanowczo.
- To koniec! Zrozum wreszcie i niech do Ciebie dotrze, że skończyłem z Tobą te dwa pieprzone lata temu, czyli wtedy..- przeraziła się, że chcę powiedzieć prawdę. Aha, okłamała wszystkich, to nawet dobrze.
- Wtedy kiedy wyjechałam na wymianę?- uśmiechnęła się sztucznie.
- Na wymianę powiadasz? Razem z Carterem? Obściskując się w samochodzie? Błagam, skończ te kłamstwa! Boisz się że wszyscy dowiedzą? Gówno mnie to obchodzi! Tak samo jak TY!- zakończyłem dobitnie i odwróciłem się, aby nie musieć patrzeć jej w oczy.
- Niall, poczekaj, to nie tak.. Ja.. Popełniłam błąd, kocham tylko Ciebie..- starała się coś wskórać.
- Błędem było to, że się w Tobie zakochałem!- krzyknąłem.- Na szczęście w porę się opamiętałem, Tobie radzę to samo, bo no cóż, możesz skończyć jak dz*wka.
Odszedłem. Zostawiłem ją. Zostawiłem za sobą cały ten syf. Na dobre zamknąłem ten rozdział. Udało mi się!
- K*rwa zrobiłem to!- powiedziałem do Zayna.
- Zaj*biście stary! Przyjedź musimy to oblać!- usłyszałem śmiechy dziewczyn i Luke'a.
- Nie.. Nie teraz, muszę jeszcze coś załatwić.- odmówiłem mu.
- Cholera, Niall Horan odmawia picia? Oby była tego warta.- pewnie mrugnął.
- Jest.. Dobra, zadzwonię potem.- rozłączyłem się i przyśpieszyłem. Po kilku minutach parkowałem pod szpitalem. Wysiadłem i skierowałem się do sali, gdzie leżała. Akurat nikogo nie było, więc wszedłem i zająłem miejsce na krzesełku obok niej.
- Niall? Co ty tu robisz? Czemu nie jesteś ze ździrą, którą niedawno całowałeś?- uu.. nie tak ostro siostro.
- A co jesteś zazdrosna?- poruszyłem śmiesznie brwiami i spojrzałem na nią z rozbawieniem.
- Oczywiście że nie!- zaprzeczyła troszkę za szybko.
- Tak, tak no jasne.- kontynuowałem tą zabawę.
- Wyjdź.- warknęła.
- Dobra, dobra. Chciałem Ci wytłumaczyć, że to moja chora psychicznie była, która się na mnie rzuciła, a ja zaskoczony dopiero po chwili ją odepchnąłem i właśnie przyjechałem ze szkoły, gdzie zerwałem z nią już tak na zawsze, że się ode mnie odczepi i będę mógł wreszcie Ci coś wyznać, ale jeśli nie, to okej, pa.- wstałem i skierowałem się do wyjścia.. Boże, jeśli istniejesz spraw, aby połknęła haczyk..
- Czekaj.- usłyszałem jej szept, gdy moja ręka dotknęła klamki. Z triumfalnym uśmiechem zaprzestałem. Odwróciłem się do niej. Przygryzała wargę.
- Więc? Chcesz coś czy mam sobie iść?- chyba pokocham podpuszczanie jej.
- Dobra! Mów mi szybko o co chodziło z tym wyznaniem.- nie wytrzymała. Podszedłem do niej blisko, tak bardzo bliziutko i wyszeptałem prosto do jej ucha:
- Wiesz.. Ja chyba nie chcę już udawać Twojego chłopaka... Ale z chęcią spróbowałbym być nim tak na serio..- odsunąłem się i oczekiwałem jej reakcji. W środku skakałem z radości, że zrobiłem to w taki sposób, a nie jak wszyscy, z kwiatami i innymi tymi przereklamowanymi rzeczami.
- To chyba nie taki zły pomysł, Horan. Śmiem twierdzić, że to jedyny Twój dobry, jaki kiedykolwiek słyszałam.- uśmiechnęła się.
- No widzisz.. Tylko że jest taki jeden problem..- potarłem kark.
- Jaki?- posmutniała.
- (T.i.).. Ja.. Ja jeszcze nie zapomniałem o Emily. Mam nadzieję, że mi w tym pomożesz.- poruszyłem figlarnie brwiami, a ona zachichotała rumieniąc się jednocześnie.
- Z chęcią..- uśmiechnęliśmy się do siebie.
To był koniec i jednocześnie początek. Początek czegoś innego, wyjątkowego i niesamowitego. Czegoś, na co człowiek czeka całe życie. Ja na szczęście aż tak długo nie musiałem.
********************************************
KONIEC NARESZCIE OMG.
Tak długo to pisałam, ale udało mi się!
Mam nadzieję, że zawiodłam was takim zakończeniem.
NADAL CZEKAM NA TE 6 KOMÓW POD HORANEM!
Kocham was, xoxo
Directioner Forever xx.
środa, 4 marca 2015
Louis ~ Hate or Love - część 4
Hej :*
Informuje, że moje wahania odnośnie Night Changes ~ Darker Life chyba zażegnane.. i zapraszam was tam na 12 rozdział..
A teraz kolejna część Louisa :D
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
J: Nie zgadniesz kto mieszka w tym samym akademiku co ja.. - powiedziałam wściekła, smutna i rozżalona przez telefon do Harrego. Usiadłam na swoim łóżku i poczułam jak łzy spłynęły po mojej twarzy.
H: Kto?
J: Lou.. - szepnęłam płaczliwie. Loczek przez chwile nic nie mówił.
H: Może przyszedł kogoś odwiedzić.. - starał sie mnie uspokoić, ale ja wiedziałam że to nie prawda i myślę że Hazz też.
J: Harry on to robi specjalnie, pamiętasz tą imprezę u Ciebie, potem zachowywał sie jakby nigdy nic sie nie wydarzyło.. On zrujnował mi życie w liceum i jeszcze chce to zrobić na studiach.. - płakałam z bezsilności.
H: Proszę Cie mała.. Nie płacz, bo serducho mi pęknie.. - powiedział a ja usłyszałam pukanie do drzwi. Serce zabiło mi o wiele za szybko, a jak to on!?
J: Hazzuś muszę kończyć..
H: Zadzwonię wieczorem.. Kocham Cie mała.. - uśmiechnęłam sie, to wspaniała przyjaźń..
J: Ja Ciebie też.. - powiedziałam otwierając drzwi, rozłączyłam sie i wtuliłam w mojego gościa. - I Ciebie też kocham.. - przytuliłam Zayna i wpuściłam do środka.
Z: Takie powitania mógłbym mieć częściej.. - zaśmiał sie, usiedliśmy na łóżku i zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym. Cieszyłam sie, że mnie odwiedził. - A ogólnie to jak pierwszy miesiąc? - uśmiechnął sie
J: Było by wspaniale gdyby nie zmora z liceum.. - powiedziałam smutniej
Z: Coo?! Louis tu studiuje?! - był tak samo zaskoczony co ja.
J: Noo i obawiam sie że i tu będzie sie tak zachowywał.. - spuściłam głowę.
Z: Dzwoń gdyby sie coś działo, przybędę w 5 minut.. - zapewnił mnie
J: Taak, nawet z drugiego końca świata.. ? - zapytałam spoglądając na niego.
Z: Nawet! A teraz wybacz.. Musze spadać.. - wstaliśmy z łóżka, przytuliłam do bardzo mocno, co oczywiście odwzajemnił. - Aaa.. zapomniałbym.. - odsunęłam sie od niego. - Zabieramy cie na weekend.. - poruszał zabawnie brwiami.
J: Dziękuje że was mam.. - cmoknęłam jego policzek i pomachałam jak odchodził.
Lou: No no no.. Dalej sie przyjaźnicie? - aż podskoczyłam gdy go za sobą usłyszałam.
J: Tak i nic tego nie zmieni.. A Ty?! Ty i taka uczelnia?! - zakpiłam i weszłam do swojego pokoju.
Lou: Jak widać.. - niestety wszedł za mną.
J: Czego chcesz?! - warknęłam
Lou: Spokojnie.. - zaśmiał sie - ..Już z dawną znajomą nie można porozmawiać?!
J: Nie jesteś moim znajomym, nawet nie mam ochoty na ciebie patrzeć.. ! - powiedziałam ze złością.
Lou: Oj mała, mała.. - podszedł do mnie i przyciągnął do siebie. - Jeszcze będziesz krzyczeć moje imię w nocy.. - jego cwaniacki uśmiech był przerażająco wielki. Przegiął! Wyrwałam sie i uderzyłam go w policzek z otwartej dłoni.
J: Zapamiętaj! Nigdy, ale to nigdy sie do mnie nie odzywaj, nie patrz na mnie, nie rozmawiaj do mnie! Nie mam ochoty mieć z tobą nic wspólnego, nawet nie chce oddychać tym samym powietrzem co Ty! Nie chce Cie znać! - powiedziałam stanowczo niemal krzycząc. Louis był zaskoczony moim zachowaniem, ale ja nie żałowałam, zasłużył na to po tych wszystkich latach obrażania mnie. - A teraz wyjdź.. - powiedziałam już spokojniej i wskazałam ręką na drzwi.
Lou: Do zobaczenia.. - usłyszałam
J: Oby nie.. - gdy tylko wyszedł wzięłam poduszkę i z całej siły rzuciłam nią na drugi koniec pokoju. Jak on śmiał?! Oby zrozumiał i wziął sobie chociaż raz moje słowa do siebie i dał mi w końcu spokój..
Przez pierwsze dwa tygodnie myślałam, że dał mi spokój, ale niestety nie. Starał sie być coraz bliżej mnie, między wykładami zawsze widywałam go w moim otoczeniu, z czasem zaczął sie do mnie uśmiechać. Tylko, że ten uśmiech nie był taki jak zawsze, ten był wspaniały! Boże co ja mówię?! Ale tak było, ten uśmiech taki był, nie jedna dziewczyna by chciałaby tak sie do niej uśmiechano.
J: Czego chcesz? - zapytałam gdy dosiadł sie do mnie na ławce w parku obok akademiku.
Lou: Ooo to ty.. Nie zauważyłem Cie.. - udał, na co spojrzałam na niego jak na idiotę - ..Dobra.. Pomyślałem, że może moglibyśmy w końcu porozmawiać.. - zaproponował.
J: A mamy o czym?! - zdziwiłam sie.
Lou: Chyba tak.. Powinnaś mnie przeprosić za tamtego liścia i te wszystkie niemiłe rzeczy..
J: Chyba ze mnie kpisz!? Przeprosić Cie za niemiłe rzeczy? Mam ci przypomnieć kilka ostatnich lat i twoje zachowanie w stosunku do mnie?! - zdenerwowałam sie - Jesteś bezczelny!
Lou: Tylko nie zaczynaj krzyczeć.. Jesteś wtedy przerażająca.. - powiedział wystraszony. - Masz racje.. Moje zachowanie nie było najlepsze.. - spojrzałam na niego - Dobra, było koszmarne..- poprawił sie. - Ale chce byś dała mi szanse..
J: Na co?! - mało co sie nie zakrztusiłam
Lou: No nie wiem.. Na zaprzyjaźnienie sie.. - wzruszył ramionami
J: Przestań udawać, że tak nagle sie zmieniłeś.. - nie wierze w niego! - Ty jesteś Louis Tomlinson, największy cham i prostak na świecie. Tacy ludzie sie nie zmieniają.. - zaśmiałam sie, o czym on w ogóle mówi, ja i on przyjaźnić sie?!
Lou: Dzięki.. - powiedział ciszej - ..Jak mam Cie przekonać, skoro nawet nie dajesz mi szansy! - zbulwersował sie
J: Louis, czy ty sie słyszysz?!
...
Kolejna część po minimum 6 komach :D
Do tego zapraszam was na swietne FF z Hazzą :D http://no-control-harry-styles-ff.blogspot.com/
Pisze je moja znajoma! I mi sie strasznie podoba! A ja wiem co mówię, więc zajrzyjcie, skomentujcie :D Nie zapominając o moich blogach :D
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!!!!!!!!!!!
Naat
Informuje, że moje wahania odnośnie Night Changes ~ Darker Life chyba zażegnane.. i zapraszam was tam na 12 rozdział..
A teraz kolejna część Louisa :D
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
J: Nie zgadniesz kto mieszka w tym samym akademiku co ja.. - powiedziałam wściekła, smutna i rozżalona przez telefon do Harrego. Usiadłam na swoim łóżku i poczułam jak łzy spłynęły po mojej twarzy.
H: Kto?
J: Lou.. - szepnęłam płaczliwie. Loczek przez chwile nic nie mówił.
H: Może przyszedł kogoś odwiedzić.. - starał sie mnie uspokoić, ale ja wiedziałam że to nie prawda i myślę że Hazz też.
J: Harry on to robi specjalnie, pamiętasz tą imprezę u Ciebie, potem zachowywał sie jakby nigdy nic sie nie wydarzyło.. On zrujnował mi życie w liceum i jeszcze chce to zrobić na studiach.. - płakałam z bezsilności.
H: Proszę Cie mała.. Nie płacz, bo serducho mi pęknie.. - powiedział a ja usłyszałam pukanie do drzwi. Serce zabiło mi o wiele za szybko, a jak to on!?
J: Hazzuś muszę kończyć..
H: Zadzwonię wieczorem.. Kocham Cie mała.. - uśmiechnęłam sie, to wspaniała przyjaźń..
J: Ja Ciebie też.. - powiedziałam otwierając drzwi, rozłączyłam sie i wtuliłam w mojego gościa. - I Ciebie też kocham.. - przytuliłam Zayna i wpuściłam do środka.
Z: Takie powitania mógłbym mieć częściej.. - zaśmiał sie, usiedliśmy na łóżku i zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym. Cieszyłam sie, że mnie odwiedził. - A ogólnie to jak pierwszy miesiąc? - uśmiechnął sie
J: Było by wspaniale gdyby nie zmora z liceum.. - powiedziałam smutniej
Z: Coo?! Louis tu studiuje?! - był tak samo zaskoczony co ja.
J: Noo i obawiam sie że i tu będzie sie tak zachowywał.. - spuściłam głowę.
Z: Dzwoń gdyby sie coś działo, przybędę w 5 minut.. - zapewnił mnie
J: Taak, nawet z drugiego końca świata.. ? - zapytałam spoglądając na niego.
Z: Nawet! A teraz wybacz.. Musze spadać.. - wstaliśmy z łóżka, przytuliłam do bardzo mocno, co oczywiście odwzajemnił. - Aaa.. zapomniałbym.. - odsunęłam sie od niego. - Zabieramy cie na weekend.. - poruszał zabawnie brwiami.
J: Dziękuje że was mam.. - cmoknęłam jego policzek i pomachałam jak odchodził.
Lou: No no no.. Dalej sie przyjaźnicie? - aż podskoczyłam gdy go za sobą usłyszałam.
J: Tak i nic tego nie zmieni.. A Ty?! Ty i taka uczelnia?! - zakpiłam i weszłam do swojego pokoju.
Lou: Jak widać.. - niestety wszedł za mną.
J: Czego chcesz?! - warknęłam
Lou: Spokojnie.. - zaśmiał sie - ..Już z dawną znajomą nie można porozmawiać?!
J: Nie jesteś moim znajomym, nawet nie mam ochoty na ciebie patrzeć.. ! - powiedziałam ze złością.
Lou: Oj mała, mała.. - podszedł do mnie i przyciągnął do siebie. - Jeszcze będziesz krzyczeć moje imię w nocy.. - jego cwaniacki uśmiech był przerażająco wielki. Przegiął! Wyrwałam sie i uderzyłam go w policzek z otwartej dłoni.
J: Zapamiętaj! Nigdy, ale to nigdy sie do mnie nie odzywaj, nie patrz na mnie, nie rozmawiaj do mnie! Nie mam ochoty mieć z tobą nic wspólnego, nawet nie chce oddychać tym samym powietrzem co Ty! Nie chce Cie znać! - powiedziałam stanowczo niemal krzycząc. Louis był zaskoczony moim zachowaniem, ale ja nie żałowałam, zasłużył na to po tych wszystkich latach obrażania mnie. - A teraz wyjdź.. - powiedziałam już spokojniej i wskazałam ręką na drzwi.
Lou: Do zobaczenia.. - usłyszałam
J: Oby nie.. - gdy tylko wyszedł wzięłam poduszkę i z całej siły rzuciłam nią na drugi koniec pokoju. Jak on śmiał?! Oby zrozumiał i wziął sobie chociaż raz moje słowa do siebie i dał mi w końcu spokój..
Przez pierwsze dwa tygodnie myślałam, że dał mi spokój, ale niestety nie. Starał sie być coraz bliżej mnie, między wykładami zawsze widywałam go w moim otoczeniu, z czasem zaczął sie do mnie uśmiechać. Tylko, że ten uśmiech nie był taki jak zawsze, ten był wspaniały! Boże co ja mówię?! Ale tak było, ten uśmiech taki był, nie jedna dziewczyna by chciałaby tak sie do niej uśmiechano.
J: Czego chcesz? - zapytałam gdy dosiadł sie do mnie na ławce w parku obok akademiku.
Lou: Ooo to ty.. Nie zauważyłem Cie.. - udał, na co spojrzałam na niego jak na idiotę - ..Dobra.. Pomyślałem, że może moglibyśmy w końcu porozmawiać.. - zaproponował.
J: A mamy o czym?! - zdziwiłam sie.
Lou: Chyba tak.. Powinnaś mnie przeprosić za tamtego liścia i te wszystkie niemiłe rzeczy..
J: Chyba ze mnie kpisz!? Przeprosić Cie za niemiłe rzeczy? Mam ci przypomnieć kilka ostatnich lat i twoje zachowanie w stosunku do mnie?! - zdenerwowałam sie - Jesteś bezczelny!
Lou: Tylko nie zaczynaj krzyczeć.. Jesteś wtedy przerażająca.. - powiedział wystraszony. - Masz racje.. Moje zachowanie nie było najlepsze.. - spojrzałam na niego - Dobra, było koszmarne..- poprawił sie. - Ale chce byś dała mi szanse..
J: Na co?! - mało co sie nie zakrztusiłam
Lou: No nie wiem.. Na zaprzyjaźnienie sie.. - wzruszył ramionami
J: Przestań udawać, że tak nagle sie zmieniłeś.. - nie wierze w niego! - Ty jesteś Louis Tomlinson, największy cham i prostak na świecie. Tacy ludzie sie nie zmieniają.. - zaśmiałam sie, o czym on w ogóle mówi, ja i on przyjaźnić sie?!
Lou: Dzięki.. - powiedział ciszej - ..Jak mam Cie przekonać, skoro nawet nie dajesz mi szansy! - zbulwersował sie
J: Louis, czy ty sie słyszysz?!
...
Kolejna część po minimum 6 komach :D
Do tego zapraszam was na swietne FF z Hazzą :D http://no-control-harry-styles-ff.blogspot.com/
Pisze je moja znajoma! I mi sie strasznie podoba! A ja wiem co mówię, więc zajrzyjcie, skomentujcie :D Nie zapominając o moich blogach :D
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!!!!!!!!!!!
Naat
Horan.. ~ część 3
Warunek spełniony! :D Oto kolejna część c:
**************************************************************
- Tak.- uśmiechnęłam się.
- To fajnie..- stwierdził i zamyślił się.
- Wiem. Co robisz w Melbourne?
- Wiem. Co robisz w Melbourne?
- Ja.. Ja przyjechałem z zespołem, wiesz mamy trasę i teraz akurat przez jakiś czas jesteśmy tu.- zarumienił się a ja zaśmiałam.
- A jak się ten zespół nazywa?- naprawdę byłam ciekawa. Nie przypominam sobie, żebym słyszała coś o kimś kto się nazywa Niall, chociaż to może być spowodowane tym, że prawie 24/7 zajmowałam się tą nieszczęsną firmą.
- One Direction.- odpowiedział niepewnie i przygotował się na coś. Chyba na moją reakcję.
- Wybacz, ale nie kojarzę.- rzekłam zgodnie z prawdą.
- To nawet dobrze.- mruknął, a ja uniosłam brew w zdziwieniu, po chwili dopiero orientując się, że on i tak tego nie zobaczy. Postanowiłam jednak nie wypytywać go o to, bo jeśli mam być szczera nie bardzo obchodził mnie teraz jego zespół. Zaintrygował mnie sobą, a nie swoją popularnością, jeśli takową posiada.
- Ile masz lat Niall? W ogóle możesz opowiedzieć mi coś o sobie?
- A jak się ten zespół nazywa?- naprawdę byłam ciekawa. Nie przypominam sobie, żebym słyszała coś o kimś kto się nazywa Niall, chociaż to może być spowodowane tym, że prawie 24/7 zajmowałam się tą nieszczęsną firmą.
- One Direction.- odpowiedział niepewnie i przygotował się na coś. Chyba na moją reakcję.
- Wybacz, ale nie kojarzę.- rzekłam zgodnie z prawdą.
- To nawet dobrze.- mruknął, a ja uniosłam brew w zdziwieniu, po chwili dopiero orientując się, że on i tak tego nie zobaczy. Postanowiłam jednak nie wypytywać go o to, bo jeśli mam być szczera nie bardzo obchodził mnie teraz jego zespół. Zaintrygował mnie sobą, a nie swoją popularnością, jeśli takową posiada.
- Ile masz lat Niall? W ogóle możesz opowiedzieć mi coś o sobie?
- Mam 21 lat. Jak już powiedziałem pochodzę z Irlandii a dokładnie z Mullingar. Wspomniałem również że śpiewam i czasem gram na gitarze w zespole. Praktycznie cały czas robię coś, co jest z 1D związane. Koncertujemy, wydajemy płyty, zgarniamy nagrody i spotykamy się z fanami. Rzadko kiedy mamy, znaczy mam czas na jakieś wolne wyjścia. Muzyka jest częścią mnie, zajmuje praktycznie każdą moją myśl i żałuję, że nie jestem ich wszystkich w stanie spisać, bo na pewno powstałyby niezłe piosenki.
Obecnie jesteśmy w kolejnej trasie. Kilka miesięcy temu zakończyliśmy jedną i wydaliśmy płytę. Będąc tu bardzo brakuje mi mojej rodziny, bardzo tęsknię za moimi rodzicami i bratem Gregiem. Brakuje mi też zieleni Irlandii, moich przyjaciół i ogólnie wszystkiego co związane z moim starym życiem..- westchnął kończąc swój bardzo długi monolog.
- Wiesz.. Twoja wypowiedź była długa, ale nie dowiedziałam się z niej prawie nic. Chodziło mi bardziej o takie inne rzeczy.. O której lubisz wstawać w soboty? Bo ja na przykład zanim zaczęłam się zajmować firmą mojego ojca, zawsze spałam do 11am.
Obecnie jesteśmy w kolejnej trasie. Kilka miesięcy temu zakończyliśmy jedną i wydaliśmy płytę. Będąc tu bardzo brakuje mi mojej rodziny, bardzo tęsknię za moimi rodzicami i bratem Gregiem. Brakuje mi też zieleni Irlandii, moich przyjaciół i ogólnie wszystkiego co związane z moim starym życiem..- westchnął kończąc swój bardzo długi monolog.
- Wiesz.. Twoja wypowiedź była długa, ale nie dowiedziałam się z niej prawie nic. Chodziło mi bardziej o takie inne rzeczy.. O której lubisz wstawać w soboty? Bo ja na przykład zanim zaczęłam się zajmować firmą mojego ojca, zawsze spałam do 11am.
- Nie mam jak pozwolić sobie na takie fajne spanie. Dla mnie nie ma dni roboczych i weekendów. Albo mam wolne, albo pracuję.- wzruszył ramionami.
- O rany, przerąbane.- stwierdziłam.
- Uwierz, jeśli robisz to od niedługo już 5 lat, da się przyzwyczaić a nawet polubić to.- uśmiechnął się i muszę przyznać, że po pierwsze uwierzyłam mu a po drugie miał cudowny uśmiech, bo strasznie zaraźliwy.
- Wierzę. Co najbardziej lubisz jeść?- chłopak zaczął się śmiać, a ja byłam zdezorientowana.- Powiedziałam coś nie tak?
- Nie.. Przepraszam, po prostu nie przywykłem do tego, że ktoś nie wie o mnie czegoś.. Ja lubię jeść wszystko, więc konkretnej potrawy nie potrafię wskazać. Zdradzę ci jednak, że uwielbiam jadać w Nando's.- rozmarzył się, przypominając sobie pewnie smak tego jedzenia w tej restauracji.- A ty co lubisz?
- Ja.. No cóż.. Chyba najbardziej to ja lubię żelki.- zachichotałam, a on odwrócił się w moją stronę z ekscytacją wypisaną na twarzy.
- Naprawdę? Wiesz, że ja też je uwielbiam?
- O rany, przerąbane.- stwierdziłam.
- Uwierz, jeśli robisz to od niedługo już 5 lat, da się przyzwyczaić a nawet polubić to.- uśmiechnął się i muszę przyznać, że po pierwsze uwierzyłam mu a po drugie miał cudowny uśmiech, bo strasznie zaraźliwy.
- Wierzę. Co najbardziej lubisz jeść?- chłopak zaczął się śmiać, a ja byłam zdezorientowana.- Powiedziałam coś nie tak?
- Nie.. Przepraszam, po prostu nie przywykłem do tego, że ktoś nie wie o mnie czegoś.. Ja lubię jeść wszystko, więc konkretnej potrawy nie potrafię wskazać. Zdradzę ci jednak, że uwielbiam jadać w Nando's.- rozmarzył się, przypominając sobie pewnie smak tego jedzenia w tej restauracji.- A ty co lubisz?
- Ja.. No cóż.. Chyba najbardziej to ja lubię żelki.- zachichotałam, a on odwrócił się w moją stronę z ekscytacją wypisaną na twarzy.
- Naprawdę? Wiesz, że ja też je uwielbiam?
- Teraz już tak.- również usiadłam przodem do niego.
- Słuchaj (T.i.)..- przerwała mu jakaś dziewczyna.
- Niall? Kim jest ta dziewczyna?- pytanie brzmiało chamsko, ale wypowiadała je z radością na twarzy, bardzo uprzejmym tonem.
- To moja koleżanka.- odpowiedział.
- Słuchaj (T.i.)..- przerwała mu jakaś dziewczyna.
- Niall? Kim jest ta dziewczyna?- pytanie brzmiało chamsko, ale wypowiadała je z radością na twarzy, bardzo uprzejmym tonem.
- To moja koleżanka.- odpowiedział.
- Jestem (T.i.).- przedstawiłam i podałam jej rękę.
- Mellissa.- uśmiechnęła się i odwzajemniła mój gest.- Mam te ciastka. Uwierzysz, że musiałam przejść trzy przecznice, bo w okolicy po pierwsze nie ma żadnego marketu, a po drugie po prostu nie ma tych ciastek?- zwróciła się do blondyna.
- To ja już pójdę. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy.- powiedziałam na pożegnanie do Nialla.
- Poczekaj!- wstał i po raz drugi dzisiaj zatrzymał mnie.- Nie odnajdę cię raczej, więc podaj mi swój numer.- i znowu rumieniec. Ten chłopak ma brudne myśli, czy po prostu jest taki słodki?
- Okej, daj swój telefon.- uśmiechnęłam się, bo w końcu on sam chciał utrzymać kontakt albo kiedyś jeszcze porozmawiać ze mną. Podał mi IPhone'a, a ja wpisałam mu ciąg cyferek i zapisałam jako " (T.i.) :))".
- No to do zobaczenia!- powiedział, a ja zachichotałam.- Jestem taki zabawny, czy co?- wyszczerzył się.
- Mellissa.- uśmiechnęła się i odwzajemniła mój gest.- Mam te ciastka. Uwierzysz, że musiałam przejść trzy przecznice, bo w okolicy po pierwsze nie ma żadnego marketu, a po drugie po prostu nie ma tych ciastek?- zwróciła się do blondyna.
- To ja już pójdę. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy.- powiedziałam na pożegnanie do Nialla.
- Poczekaj!- wstał i po raz drugi dzisiaj zatrzymał mnie.- Nie odnajdę cię raczej, więc podaj mi swój numer.- i znowu rumieniec. Ten chłopak ma brudne myśli, czy po prostu jest taki słodki?
- Okej, daj swój telefon.- uśmiechnęłam się, bo w końcu on sam chciał utrzymać kontakt albo kiedyś jeszcze porozmawiać ze mną. Podał mi IPhone'a, a ja wpisałam mu ciąg cyferek i zapisałam jako " (T.i.) :))".
- No to do zobaczenia!- powiedział, a ja zachichotałam.- Jestem taki zabawny, czy co?- wyszczerzył się.
- Nie.. Nieważne, do kiedyś!- pomachałam na pożegnanie do Mellissy i odeszłam wesoła. Wyszłam z parku i skierowałam się do firmy. Może porozmawiam jeszcze na spokojnie z tymi ludźmi? Może nie powinnam reagować tak nerwowo i pochopnie? O mój Boże, Niall ma na mnie naprawdę pozytywny wpływ.
Po kilkunastu minutach znalazłam się pod kilkunastopiętrowym budynkiem. Weszłam do środka i skierowałam się do windy.
- Czy życzy sobie pani kawy, pani (T.n.)?- zapytała sekretarka, gdy przechodziłam już do swojego gabinetu.
- Nie, ale dziękuję.- uśmiechnęłam się a ona zaskoczona odwzajemniła mój uśmiech i wróciła do pracy.
Otworzyłam drzwi i usiadłam w fotelu, za wielkim biurkiem, kiedyś należącym do mojego nieżyjącego już ojca. Sięgnęłam po zdjęcie przedstawiające jego i mnie, kiedy byłam młodsza i kiedy firma dopiero powstawała. Znowu się uśmiechnęłam, tym razem jednak smutno. Po chwili odłożyłam ramkę i przycisnęłam czerwony guziczek.
- Madeline? Zawołaj proszę Cartera i całą resztę do mojego gabinetu.- powiedziałam i wróciłam do poprzedniej wygodnej pozycji. Po kilkunastu sekundach miałam przed sobą całą ekipę, którą podejrzewałam o to oszustwo i kradzież.
- Coś się stało?- zapytał Carter.
- Tak. Z konta firmy wypłynęło 400.000 dolarów, a potem jeszcze kolejne 300.000. Możecie mi to wyjaśnić?- surowo zapytałam, chcąc im pokazać, że ja tu pociągam za sznurki i nawet jeśli to oni przyszli do mnie z inicjatywą odbudowania podupadającej korporacji, nie mają prawa do wszystkiego.
- Nie wiem o co chodzi, przez cały czas pracowałem nad tym nowym projektem.- odpowiedział i cofnął się.
- A wy panowie? Co macie mi do powiedzenia?- spojrzałam na nich groźnie.
- (T.i.).. Byłem dobrym przyjacielem Twojego ojca i wierzę, że Twoim również jestem. Powiem Ci prawdę, nawet jeśli osoby zamieszane w to, mają mnie znienawidzić. Otóż prawda jest taka, że pewna inna duża firma w Wielkiej Brytanii chciała się do nas przyłączyć, związać się z nami. Chcieliśmy zrobić Ci niespodziankę i podpisać z nią kontrakt..
Po kilkunastu minutach znalazłam się pod kilkunastopiętrowym budynkiem. Weszłam do środka i skierowałam się do windy.
- Czy życzy sobie pani kawy, pani (T.n.)?- zapytała sekretarka, gdy przechodziłam już do swojego gabinetu.
- Nie, ale dziękuję.- uśmiechnęłam się a ona zaskoczona odwzajemniła mój uśmiech i wróciła do pracy.
Otworzyłam drzwi i usiadłam w fotelu, za wielkim biurkiem, kiedyś należącym do mojego nieżyjącego już ojca. Sięgnęłam po zdjęcie przedstawiające jego i mnie, kiedy byłam młodsza i kiedy firma dopiero powstawała. Znowu się uśmiechnęłam, tym razem jednak smutno. Po chwili odłożyłam ramkę i przycisnęłam czerwony guziczek.
- Madeline? Zawołaj proszę Cartera i całą resztę do mojego gabinetu.- powiedziałam i wróciłam do poprzedniej wygodnej pozycji. Po kilkunastu sekundach miałam przed sobą całą ekipę, którą podejrzewałam o to oszustwo i kradzież.
- Coś się stało?- zapytał Carter.
- Tak. Z konta firmy wypłynęło 400.000 dolarów, a potem jeszcze kolejne 300.000. Możecie mi to wyjaśnić?- surowo zapytałam, chcąc im pokazać, że ja tu pociągam za sznurki i nawet jeśli to oni przyszli do mnie z inicjatywą odbudowania podupadającej korporacji, nie mają prawa do wszystkiego.
- Nie wiem o co chodzi, przez cały czas pracowałem nad tym nowym projektem.- odpowiedział i cofnął się.
- A wy panowie? Co macie mi do powiedzenia?- spojrzałam na nich groźnie.
- (T.i.).. Byłem dobrym przyjacielem Twojego ojca i wierzę, że Twoim również jestem. Powiem Ci prawdę, nawet jeśli osoby zamieszane w to, mają mnie znienawidzić. Otóż prawda jest taka, że pewna inna duża firma w Wielkiej Brytanii chciała się do nas przyłączyć, związać się z nami. Chcieliśmy zrobić Ci niespodziankę i podpisać z nią kontrakt..
- Czyli z tego co rozumiem, bez wcześniejszej konsultacji ze mną, wzięliście 700.000 dolarów, żeby podpisać kontrakt z firmą, której nie znamy i na dodatek mieści się w Wielkiej Brytanii?- patrzyłam na nich z rozbawieniem. Co za.. Nie no nie potrafię się gniewać a raczej nie potrafię ich wyrzucić, bo widzę, że zależało im na tej niespodziance.
- No.. tak.- podrapał się po karku najmłodszy z tej gromadki, Andy Parker, który był w moim wieku. Westchnęłam i z powrotem opadłam na fotel. Zaśmiałam się i spojrzałam w niebo.
- Dobra.. Sprawa wygląda tak.- zaczęłam poważniejąc.- Fajnie, że chcieliście, ale przez waszą lekkomyślność mogliśmy stracić to wszystko. Nie znamy tej firmy i nie wiemy co chcieli przez ten kontrakt osiągnąć. Nie obejdzie się bez ostrzeżenia, ponieważ to naprawdę było głupie. Doceniam, że chcieliście dobrze, ale gdybyśmy ponieśli milionowe straty, to kto by za to odpowiadał? Od tej pory żaden z was nie ma prawa podjąć samodzielnej decyzji w sprawie przyszłości firmy. Wszystko konsultujecie ze mną. Oprócz tego macie oddać te pieniądze i odwołać te połączenie, bo ono po prostu nie wypali.- zakończyłam swoją wypowiedź i uruchomiłam swojego laptopa. Przeprosili, okazali skruchę i ze spuszczonymi głowami wyszli. Ciekawa, czy aby na pewno mówili prawdę po cichutku podeszłam do drzwi i zajrzałam przez szparkę. Oni nadal lekko smutni przemierzali korytarz rozmawiając.- No.. tak.- podrapał się po karku najmłodszy z tej gromadki, Andy Parker, który był w moim wieku. Westchnęłam i z powrotem opadłam na fotel. Zaśmiałam się i spojrzałam w niebo.
- Szkoda, że to nie wypaliło.. Kurczę na prawdę głupio wyszło.. Rzeczywiście mogliśmy najpierw bardziej dokładnie sprawdzić tę korporację.- powiedział Andy a reszta zgodziła się z nim.
- Ej mam pomysł! Kupmy jej teraz taki wielgaśny bukiet kwiatów i te żelki co bardzo lubi.. I postawmy jej pod drzwiami.. Jak będzie wracała do domu, to przynajmniej będzie jej miło.- zaproponował przyjaciel mojego ojca, Andrew Johnson. Cofnęłam się do pomieszczenia i wróciłam na fotel. Z uśmiechem odpisałam na kilka maili, dotyczących wywiadów na temat firmy, a raczej jej rozwoju oraz dodałam kilka poprawek do pewnego projektu, który miał umocnić nas na rynku. Zajęło mi to jakieś 2 godziny. Po spakowaniu laptopa do torby, wyszłam z uśmiechem, a gdy zobaczyłam ten naprawdę ogromniasty bukiet róż z całą torbą żelków, uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Zgarnęłam prezenty i skierowałam się do wyjścia z naprawdę szerokim uśmiechem. Ledwo udało mi się dojść do samochodu. Gdy wszystko spakowałam, zajęłam miejsce za kierownicą i odpaliłam silnik. Nie zdążyłam ruszyć, bo doszedł mnie dźwięk przychodzącego sms-a. Odszukałam telefon i spojrzałam na nadawcę. Hmm.. Nie kojarzę tego numeru. Otworzyłam wiadomość i uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
Nieznane: Masz czas dzisiaj wieczorem? Niall xx.
Zapisałam sobie jego numer i spojrzałam w kalendarz.
(T.i.) : Niestety dzisiaj nie. Dopiero skończyłam pracę, a z tego, co przewiduje mój grafik, muszę jeszcze załatwić kilka spraw. (T.i.) x.
Niall : Oh.. No dobrze, w takim razie kiedy Ci pasuje? N xx.
(T.i.) : Jutro nie mam zbyt dużo pracy, więc możemy się spotkać. :) (T.i.) x.
Niall : W takim razie jutro, na tej samej ławce o 2pm?
(T.i.) : Tak :) Do zobaczenia. (S.T.i.) x.
Niall : No na pewno ZOBACZENIA :P N x.
(T.i.) : :P
Zaśmiałam się z własnej głupoty i ruszyłam. Mknęłam ulicami Melbourne, z ogromnym uśmiechem na twarzy. Po 35 minutach parkowałam już w garażu. Następnie weszłam do domu. Ściągnęłam buty, odłożyłam klucze na szafkę i ściągnęłam buty. Potem skierowałam się do gabinetu. Wyciągnęłam laptopa z torby i włączyłam. Zanim się uruchomi, minie trochę czasu, a chcę pracować czując się wygodnie i komfortowo, więc poszłam do swojej sypialni i przebrałam się w dresy i jakąś białą koszulkę. Kolejnym celem była kuchnia. Przygotowałam sobie kanapeczki i nalałam soku pomarańczowego do szklanki. Wróciłam do gabinetu z jedzeniem i piciem. Może to niezbyt mądre, bo różnie rzeczy się dzieją, ale chcę mieć potem czas dla siebie, który będę mogła wykorzystać na bieganie. Lubiłam to robić, bo dzięki temu zajęciu, mogłam odpocząć i utrzymać dobrą formę. Byłam więc bardzo zadowolona, gdy skończyłam to, co zaplanowałam w bardzo krótkim czasie i pozostało mi 5 godzin, które mogłam wykorzystać nie tylko na bieg. Zamknęłam laptopa i zaniosłam talerz oraz kubek do kuchni. Następnie skierowałam się do sypialni i znowu się przebrałam, tym razem jednak w swój "strój sportowy" przeznaczony do biegania. Z torby wyciągnęłam słuchawki, a z szuflady specjalną opaskę, w którą mogłam włożyć telefon, dzięki czemu nie wypadnie mi podczas biegu. Z uśmiech wyszłam z domu i zakluczyłam drzwi. Klucze włożyłam pod wycieraczkę i włożyłam słuchawki do uszu. Wybrałam swoją ulubioną play listę i nacisnęłam "play". Potem ruszyłam z uśmiechem na twarzy w stronę parku, który uwielbiałam. Zatraciłam się w muzyce i biegu przez co nawet nie zauważyłam kiedy minęły dwie godziny. Wróciłam do domu i od razu poszłam się wykąpać. Po upłynięciu 30 minut siedziałam w salonie z kubkiem herbaty i telefonem. Zastanawiałam się, co mogę jeszcze dzisiaj zrobić.. Nagle do głowy wpadła mi niezła myśl.
- Z kim rozmawiam?- usłyszałam lekko przygaszony głos Nialla.
- (T.i.) wiesz co, skończyłam to, co miałam do zrobienia, więc może spotkamy się jeszcze dziś?
- Cześć (T.i.)! Bardzo chętnie, nie wytrzymam dłużej w tym pokoju..
- Coś się stało?- zmartwiłam się.
- Niee.. Mam po prostu dość siedzenia w domu.
- Oh.. Okej.- nie wiedziałam co mam powiedzieć, więc zamilkłam, a blondyn zaśmiał się.
- To może przyjdziesz po mnie? Wiesz, sam raczej nie wypatrzę Cię w tłumie.
- To może przyjdziesz po mnie? Wiesz, sam raczej nie wypatrzę Cię w tłumie.
- Słabe, Niall.- zachichotałam.- Okej, wyślij mi adres sms-em i zaraz będę.
- Okej, czekam.- rozłączył się a ja uśmiechnęłam się szeroko. Informację o tymczasowym miejscu zamieszkania chłopaka dostałam po chwili, więc ogarnęłam swój wygląd. Przebrałam się w czarne rurki, miętową koszulę, czarną marynarkę i miętowe vansy. Pomalowałam się ale nie za mocno i dopełniłam strój złotym łańcuszkiem, bransoletką i kolczykami. Byłam gotowa, więc zabrałam telefon oraz klucze i wyszłam szczęśliwa, że znowu zobaczę się z tym cudownym chłopakiem. Naprawdę go polubiłam..
******************************************- Okej, czekam.- rozłączył się a ja uśmiechnęłam się szeroko. Informację o tymczasowym miejscu zamieszkania chłopaka dostałam po chwili, więc ogarnęłam swój wygląd. Przebrałam się w czarne rurki, miętową koszulę, czarną marynarkę i miętowe vansy. Pomalowałam się ale nie za mocno i dopełniłam strój złotym łańcuszkiem, bransoletką i kolczykami. Byłam gotowa, więc zabrałam telefon oraz klucze i wyszłam szczęśliwa, że znowu zobaczę się z tym cudownym chłopakiem. Naprawdę go polubiłam..
Cholera! Chciałam was okropnie przeprosić, że tak późno! Komentarze były już dawno, a ja zwlekałam z tym i zwlekałam. Jakimś ta małym usprawiedliwieniem może być to, że chciałam to zrobić dobrze, a nie na odwal. Mam nadzieję, że ta część się spodoba, bo jest naprawdę długa i namęczyłam się z nią. KOCHAM WAS i liczę na 6 komentarzy! Bez tego ani rusz dalej!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
DF x.
EDIT 1: Kochani! Zapomniałam o jednym. Moje fanfiction! Adres i reszta spraw i tak dalej niby już jest, ale szukam kogoś, kto mi zrobi szablon! Ewentualnie zwiastun, ale to tam, wiadomo, tylko jak ktoś chce c; A z tym szablonem to naprawdę pilna sprawa, bo aktualnie jest on tragiczny! Także czekam, tu macie nawet linka --> http://baby-im-your-teenage-dream.blogspot.com/
Mam nadzieję, że mi pomożecie! <3
EDIT 1: Kochani! Zapomniałam o jednym. Moje fanfiction! Adres i reszta spraw i tak dalej niby już jest, ale szukam kogoś, kto mi zrobi szablon! Ewentualnie zwiastun, ale to tam, wiadomo, tylko jak ktoś chce c; A z tym szablonem to naprawdę pilna sprawa, bo aktualnie jest on tragiczny! Także czekam, tu macie nawet linka --> http://baby-im-your-teenage-dream.blogspot.com/
Mam nadzieję, że mi pomożecie! <3
wtorek, 3 marca 2015
Louis ~ Hate or Love - część 3
Hejo :*
Jak tam? U mnie słabo!!
Jestem smutna i chyba muszę wam sie tu pożalić.. :'(
A chodzi mi o ff z Niallem, pewnie niewielu z was czyta.. No właśnie, ciesze sie że chociaż ktoś bo wiem że tak jest, widać po wyświetleniach.. Ale już komentować nie chcecie :'( Wiem, że to blog z imaginami, ale tam też ja pisze i tam też jest moje dzieło..
Dobra, nie zanudzam..
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
H: (T.i.)? I.. L-Lou? - jąkał sie
J: Nie, nie jest tak jak myślisz.. - tłumaczyłam.
H: Jeśli jej coś zrobiłeś, zabije Cie! - zagroził brunetowi
Lou: Nawet nie wiem dlaczego z nią tu jestem.. - wyznał załamany. Czy aż tak bardzo jestem odrażająca?!
J: Mogę was o coś zapytać..? - spojrzałam na nich, Hazz od razu sie zgodził, a Louis.. Widziałam w jego oczach wahanie. - Możecie zapomnieć?! - wstałam z miejsca i bez czekania na ich odpowiedz poszłam do łazienki. Stałam w niej i wpatrywałam sie w swoje odbicie. Najgorsze jest to, że pamiętam wszystko z tej nocy, myślałam że to mi sie śniło, ale obudziłam sie w jego ramionach.. Teraz kiedy wiem, że on darzy mnie jakąś sympatią, to będzie mi jeszcze ciężej przez to przechodzić.. Louis jest skomplikowany! Wzięłam prysznic, wytarłam ciało i owinęłam sie w ręcznik. Pomalowałam sie od nowa i związałam włosy w koka. Wychodząc z łazienki marzyłam by Louisa w sypialni Hazzy nie było, marzenie sie spełniło i mogłam sie ubrać. Wiedziałam że Hazzuś zostawi moją torbę u siebie w pokoju. Miałam już na sobie bieliznę i miałam ubierać resztę garderoby kiedy ktoś wszedł. Przestraszyłam sie i zakryłam szybko ręcznikiem ciało.
Lou: Masz piękny tatuaż.. - powiedział z zadziornym uśmiechem.
J: Dzięki. - uśmiechnęłam sie sztucznie - Jeszcze tu jesteś?! - byłam zaskoczona, zawinęłam ręcznik na swoim ciele i ubrałam za dużą na mnie koszulkę Loczka. Sięgała mi do połowy ud więc ręcznik mogłam z siebie ściągnąć i dokończyć ubieranie sie nawet przy Louisie.
Lou: Tak.. - usiadł na łóżku i przyglądał mi sie. - Pamiętasz coś? - zapytał jak już stałam ubrana.
J: Nie.. - skłamałam
Lou: Ja tak samo.. Najlepiej jak nasze stosunki wrócą do tych sprzed imprezy.. - stanął na przeciwko mnie.
J: Taak.. Będę sie czuć wspaniale ze świadomością, że jeździsz po mnie jak po szmacie.. Nawet nie wiem co ci zrobiłam! - krzyknęłam
Lou: Super że sie rozumiemy! - uśmiechnął sie, wrócił Pan Wredny. Zaczęłam wychodzić wściekła z sypialni kiedy poczułam jak łapie mnie za nadgarstek i jednym szarpnięciem przyciąga do siebie. Bez żadnego słowa, czy uprzedzenia wpił sie w moje usta, byłam zaskoczona! Co on wyprawia, przecież nic nie pamięta.. ! Poddałam sie jednak i oddałam pocałunek, znów mogłam czuć jego usta na swoich. Oderwał sie ode mnie dopiero jak brakowało nam powietrza. - Smakują tak samo.. - uśmiechnął sie, co?! - ..Nic sie pomiędzy nami nie zmienia.. - wrócił na twarz ten jego szczeniacki i wrogi uśmiech. Żałowałam każdej chwili spędzonej z nim! Jak mogłam oddać ten pocałunek?! Zostawił mnie w osłupieniu, teraz najlepiej jak w szkole nie będę sie pokazywać, jeszcze pewnie nagada, że sie z nim przespałam.. Wyszłam z sypialni, dziwnie mi było po tym co powiedział zrobił. Zaraz, smakują tak samo?! On pamięta?! Ja nie rozumiem tego człowieka.. Weszłam do kuchni gdzie siedziała skacowana czwórka przyjaciół, Loczek patrzał na mnie ze smutkiem i troską. Podeszłam do niego i przytuliłam sie siadając mu na kolanach.
N: Też cie meczy kac? - usłyszałam zachrypniętego blondyna, przez tego idiotę przestała mnie boleć głowa, chociaż tyle dobrego.
J: Yhym.. - mruknęłam i bardziej wtuliłam sie w Hazze. Starałam sie to wszystko w głowie pookładać, kogo on udaje? Komu chce zaimponować?! Ale on ma racje, musimy wrócić do tego co było. Może ciężko mi będzie znosić jego obelgi, ale znów będę go nienawidzi.. Cały dzień zleciał nam na sprzątaniu po imprezie, chłopaki nawet nie mieli sił sie wygłupiać. Wieczorem nareszcie skończyliśmy i mogliśmy wyłożyć sie na kanapie w salonie, zasnęłam od razu, byłam zmęczona sprzątaniem i myśleniem o Tomlinsonie. Nawet nie czułam jak mnie przenosili, ale w nocy obudziłam sie wtulona w Harrego..
Następne tygodnie nie były dla mnie łatwe. Louis przeginał na każdym kroku, obrażał, wyzywał i wymyślał dziwne historie na mój temat. Czułam sie koszmarnie pamiętając tamtą imprezę, jego słowa, ten pocałunek, i mając na co dzień taką dawkę nienawiści. Nie mówiąc o tym, że co tydzień zmieniał dziewczynę. Zawsze kiedy koło mnie przechodził uśmiechał sie w ten żałosny sposób, jakby myślał że im zazdroszczę, albo chciałabym być na ich miejscu. Miał problem bo przez jego zachowanie nie czułam do niego nic oprócz wrogości.. Były dwa plusy chodzenia do szkoły: jeden, mogłam spędzać czas z chłopakami codziennie, a dwa to, to że sie właśnie kończy.. Miałam dość tej budy i cieszyłam sie, że wybrałam takie studia że jest niemożliwe by Tomlinson mógł uczyć sie na tej samej uczelni.. Zatkało mnie widząc go w moim akademiku po długich i wspaniałych wakacjach. Byłam wściekła!! Co on robi akurat tu?! Jest tule uczelni na świecie, a on musiał iść akurat tu gdzie ja?!
J: Nie zgadniesz kto mieszka w tym samym akademiku co ja.. - powiedziałam wściekła, smutna i rozżalona przez telefon do Harrego. Usiadłam na swoim łóżku i poczułam jak łzy spłynęły po mojej twarzy.
H: Kto?
J: Lou..
...
Dobra 6 komów i będzie kolejna część..
A co do FF z Niallem (Night Changes ~ Darker life), to chyba przestaje pisać.. :(
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!
Naat
Jak tam? U mnie słabo!!
Jestem smutna i chyba muszę wam sie tu pożalić.. :'(
A chodzi mi o ff z Niallem, pewnie niewielu z was czyta.. No właśnie, ciesze sie że chociaż ktoś bo wiem że tak jest, widać po wyświetleniach.. Ale już komentować nie chcecie :'( Wiem, że to blog z imaginami, ale tam też ja pisze i tam też jest moje dzieło..
Dobra, nie zanudzam..
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
H: (T.i.)? I.. L-Lou? - jąkał sie
J: Nie, nie jest tak jak myślisz.. - tłumaczyłam.
H: Jeśli jej coś zrobiłeś, zabije Cie! - zagroził brunetowi
Lou: Nawet nie wiem dlaczego z nią tu jestem.. - wyznał załamany. Czy aż tak bardzo jestem odrażająca?!
J: Mogę was o coś zapytać..? - spojrzałam na nich, Hazz od razu sie zgodził, a Louis.. Widziałam w jego oczach wahanie. - Możecie zapomnieć?! - wstałam z miejsca i bez czekania na ich odpowiedz poszłam do łazienki. Stałam w niej i wpatrywałam sie w swoje odbicie. Najgorsze jest to, że pamiętam wszystko z tej nocy, myślałam że to mi sie śniło, ale obudziłam sie w jego ramionach.. Teraz kiedy wiem, że on darzy mnie jakąś sympatią, to będzie mi jeszcze ciężej przez to przechodzić.. Louis jest skomplikowany! Wzięłam prysznic, wytarłam ciało i owinęłam sie w ręcznik. Pomalowałam sie od nowa i związałam włosy w koka. Wychodząc z łazienki marzyłam by Louisa w sypialni Hazzy nie było, marzenie sie spełniło i mogłam sie ubrać. Wiedziałam że Hazzuś zostawi moją torbę u siebie w pokoju. Miałam już na sobie bieliznę i miałam ubierać resztę garderoby kiedy ktoś wszedł. Przestraszyłam sie i zakryłam szybko ręcznikiem ciało.
Lou: Masz piękny tatuaż.. - powiedział z zadziornym uśmiechem.
J: Dzięki. - uśmiechnęłam sie sztucznie - Jeszcze tu jesteś?! - byłam zaskoczona, zawinęłam ręcznik na swoim ciele i ubrałam za dużą na mnie koszulkę Loczka. Sięgała mi do połowy ud więc ręcznik mogłam z siebie ściągnąć i dokończyć ubieranie sie nawet przy Louisie.
Lou: Tak.. - usiadł na łóżku i przyglądał mi sie. - Pamiętasz coś? - zapytał jak już stałam ubrana.
J: Nie.. - skłamałam
Lou: Ja tak samo.. Najlepiej jak nasze stosunki wrócą do tych sprzed imprezy.. - stanął na przeciwko mnie.
J: Taak.. Będę sie czuć wspaniale ze świadomością, że jeździsz po mnie jak po szmacie.. Nawet nie wiem co ci zrobiłam! - krzyknęłam
Lou: Super że sie rozumiemy! - uśmiechnął sie, wrócił Pan Wredny. Zaczęłam wychodzić wściekła z sypialni kiedy poczułam jak łapie mnie za nadgarstek i jednym szarpnięciem przyciąga do siebie. Bez żadnego słowa, czy uprzedzenia wpił sie w moje usta, byłam zaskoczona! Co on wyprawia, przecież nic nie pamięta.. ! Poddałam sie jednak i oddałam pocałunek, znów mogłam czuć jego usta na swoich. Oderwał sie ode mnie dopiero jak brakowało nam powietrza. - Smakują tak samo.. - uśmiechnął sie, co?! - ..Nic sie pomiędzy nami nie zmienia.. - wrócił na twarz ten jego szczeniacki i wrogi uśmiech. Żałowałam każdej chwili spędzonej z nim! Jak mogłam oddać ten pocałunek?! Zostawił mnie w osłupieniu, teraz najlepiej jak w szkole nie będę sie pokazywać, jeszcze pewnie nagada, że sie z nim przespałam.. Wyszłam z sypialni, dziwnie mi było po tym co powiedział zrobił. Zaraz, smakują tak samo?! On pamięta?! Ja nie rozumiem tego człowieka.. Weszłam do kuchni gdzie siedziała skacowana czwórka przyjaciół, Loczek patrzał na mnie ze smutkiem i troską. Podeszłam do niego i przytuliłam sie siadając mu na kolanach.
N: Też cie meczy kac? - usłyszałam zachrypniętego blondyna, przez tego idiotę przestała mnie boleć głowa, chociaż tyle dobrego.
J: Yhym.. - mruknęłam i bardziej wtuliłam sie w Hazze. Starałam sie to wszystko w głowie pookładać, kogo on udaje? Komu chce zaimponować?! Ale on ma racje, musimy wrócić do tego co było. Może ciężko mi będzie znosić jego obelgi, ale znów będę go nienawidzi.. Cały dzień zleciał nam na sprzątaniu po imprezie, chłopaki nawet nie mieli sił sie wygłupiać. Wieczorem nareszcie skończyliśmy i mogliśmy wyłożyć sie na kanapie w salonie, zasnęłam od razu, byłam zmęczona sprzątaniem i myśleniem o Tomlinsonie. Nawet nie czułam jak mnie przenosili, ale w nocy obudziłam sie wtulona w Harrego..
Następne tygodnie nie były dla mnie łatwe. Louis przeginał na każdym kroku, obrażał, wyzywał i wymyślał dziwne historie na mój temat. Czułam sie koszmarnie pamiętając tamtą imprezę, jego słowa, ten pocałunek, i mając na co dzień taką dawkę nienawiści. Nie mówiąc o tym, że co tydzień zmieniał dziewczynę. Zawsze kiedy koło mnie przechodził uśmiechał sie w ten żałosny sposób, jakby myślał że im zazdroszczę, albo chciałabym być na ich miejscu. Miał problem bo przez jego zachowanie nie czułam do niego nic oprócz wrogości.. Były dwa plusy chodzenia do szkoły: jeden, mogłam spędzać czas z chłopakami codziennie, a dwa to, to że sie właśnie kończy.. Miałam dość tej budy i cieszyłam sie, że wybrałam takie studia że jest niemożliwe by Tomlinson mógł uczyć sie na tej samej uczelni.. Zatkało mnie widząc go w moim akademiku po długich i wspaniałych wakacjach. Byłam wściekła!! Co on robi akurat tu?! Jest tule uczelni na świecie, a on musiał iść akurat tu gdzie ja?!
J: Nie zgadniesz kto mieszka w tym samym akademiku co ja.. - powiedziałam wściekła, smutna i rozżalona przez telefon do Harrego. Usiadłam na swoim łóżku i poczułam jak łzy spłynęły po mojej twarzy.
H: Kto?
J: Lou..
...
Dobra 6 komów i będzie kolejna część..
A co do FF z Niallem (Night Changes ~ Darker life), to chyba przestaje pisać.. :(
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!
Naat
niedziela, 1 marca 2015
Louis ~ Hate or Love - część 2
Hejka :*
Kilka spraw!! <3
1: Kocham was!! <3
2: Dziekuje za komy i ponad 66 000 wyświetleń!! <3
3: Patrzcie jak narysowałam Zayna i Hazze <3
4: Zapraszam na 2 część Louisa :)
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
H: Żartujesz sobie.. - jeszcze szerzej otworzył buzie. - Wyglądasz jak dziewczyna z moich marzeń.. - poczułam jak na moje poliki wtarga niepotrzebny rumieniec, podeszłam do Harrego i z uśmiechem pogładziłam jego policzek.
J: Tak sie ciesze że sie przyjaźnimy.. - zaśmiałam sie i zabrałam telefon. Wyszliśmy z domu, zamknęłam go i wsiedliśmy do taksówki czekającej już na nas. Drogę przebyliśmy na śmiechach i żartach, tak samo było jak znaleźliśmy sie w jego domu. - A o której sie zacznie ta impreza..? - zapytałam rozglądając sie po domu, nic nie było gotowe.
H: Hmm.. - spojrzał na zegarek - ..Za jakąś godzinę, dwie.. - uśmiechnął sie, i usłyszeliśmy dźwięk dzwonka do drzwi.
N: Jestem i mam prowiant.. - wszedł jak do siebie i zaczął sie szczerzyć. Odłożył torby z rzeczami i spojrzał na mnie od góry do dołu. - Hazz? - zapytał go cicho, stałam i przyglądałam mu sie tylko.
H: No?
N: To nasza (S.T.i.)?! - loczek sie zaśmiał
H: Niee.. To jej siostra bliźniaczka, o której istnieniu nie wiedzieliśmy.. Ale zaprosiłem tylko ją bo (T.i.) nie miała ochoty już na ciebie patrzeć.. - mina blondyna zmieniła sie na zwiedzoną, ja sama byłam zszokowana słowami Hazzy, jak on mógł tak potraktować naszego Horana.
J: Głupi jesteś Harry.. - podeszłam do Nialla - .. To ja.. - uśmiechnęłam sie i złożyłam buziaka na jego policzku.
N: Ślicznie wyglądasz.. - uśmiechnął sie - .. A ty! - wskazał na loczka - Pożałujesz, że tak powiedziałeś! - zrobił groźną minę i przytulił mnie bardziej do siebie. Zaśmiałam sie i kilkanaście minut później cała reszta naszych przyjaciół już była, udekorowaliśmy w świetnych humorach dom, przygotowaliśmy przekąski i napoje.. Niecałe dwie godziny później dom Stylesa pękał w szwach, mnóstwo ludzi, których znam, i nie znam. Było świetnie, drinki, piwa, różnego rodzaju alkohole lały sie jedno za drugim, tańczyłam jak szalona, ale wiedziałam, że każdy chłopak w moim otoczeniu chciałby być na miejscu, w tej chwili Zayna. Tańczyłam tylko z nimi, nie miałam ochoty mieć na sobie jakiś obcych dłoni.
H: Masz..! - krzyknął i podał mi pełny kubeczek z drinkiem, podziękowałam uśmiechem i napiłam sie. Był mocniejszy niż poprzednie, ale nie przeszkadzało mi to.
K: Porywam ją do tańca.. - usłyszałam za sobą i nim sie spostrzegłam tańczyłam wtulona w kogoś. Nie miałam pojęcia z kim tańce, a on mocno mnie do siebie przyciskał. Puścili wolną piosenkę i w ramionach tego ktosia mogłam trochę odetchnąć. Byłam tak pijana, że nie kontrolowałam tego co robię, podobało mi sie w jego ramionach a nie miałam sił żeby podnieść głowę by sprawdzić, kto to jest. Poczułam jednak, jak ten chłopak zaczyna składać na mojej szyi drobne pocałunki, podobało mi sie. Odchyliłam głowę by ułatwić mu dostęp i wiedziałam, że chłopak który pieścił moją skórę jest brunetem. Chwile później byłam już w powietrzu, chłopak niósł mnie gdzieś, znaleźliśmy sie w sypialni chyba Hazzy, nie wiem, nic nie kojarzyłam, ale wiedziałam, że nie chce sie z nim kochać. Brunet napierał swoim ciałem na moje, wciskając mnie w materac łóżka. Całował moją szyję, dekolt, policzki, usta.. Były takie miękkie i cudownie łączyły sie z moimi, ale nie mogłam. Odsunęłam go do siebie i spojrzałam na niego, o nie!
J: Nie możemy! - przerwałam mu.
Lou: Dlaczego?! - zaśmiał sie i znów przyssał sie do mojej szyi.
J: Nienawidzimy sie. - szepnęłam.
Lou: No tak.. Jesteśmy pijani i pewnie będziemy żałować.. - położył sie koło mnie i przyciągnął mnie do siebie.
J: Co ty robisz? - spytałam zaskoczona, z trudem przychodziło mi myślenie po takiej dawce alkoholu.
Lou: Przytulam sie.. - uśmiechnął sie, pierwszy raz rozmawiam z Louisem i to tak bez żadnych wyzwisk.. A jego uśmiech, coś pięknego!
J: Ahaa, to chyba nie będę sie przyzwyczajać.. - mruknęłam cicho i przytuliłam sie do niego tak, że moja głowa była na jego klatce piersiowej.
Lou: Powiedzieć Ci coś? - szepnął, jakby to miała być tajemnica państwowa. Skinęłam głową że chce by to zrobił. - Ale nie powiesz nikomu? - upewniał sie
J: Jestem strasznie pijana, pewnie nawet nie będę pamiętać.. - zaśmieliśmy sie
Lou: Zgoda.. Too.. - przybliżył sie do mojego ucha - ..nawet Cie lubię.. - wyznał. Byłam zaskoczona i zaczęłam żałować że tyle wypiłam.
J: Szkoda że o tym zapomnimy.. - przyznałam cicho. Louis mruknął z niezadowoleniem i zacisnął jeszcze mocnej ramiona wokół mnie. Marzyłam by pamiętał coś z tej nocy.. Rano obudziły mnie strasznie głośne nawoływania mojego imienia. Przetarłam oczy i zaczynałam z wielkim trudem sie podnosić, przeszkadzał mi w tym ból głowy i czyjaś ręka. Spojrzałam na właściciela kończyny i przeraziłam sie, co ja robię z nim w łóżku?! - Obudź sie.. - powiedziałam zdecydowanie za głośno i złapałam sie za głowę. Chłopak przeciągnął sie i jak poparzony podniósł sie do pozycji siedzącej.
Lou: Co ty tu robisz?! Co ja tu robię z tobą?! - był zaskoczony i jakby.. przerażony?!
J: Sama chciałabym wiedzieć.. Na szczęście jesteśmy w ubraniach więc..
Lou: I chwała Bogu! - przerwał mi, spiorunowałam go wzrokiem.
J: Nie drzyj sie.. Głowa mi pęka.. - powiedziałam z trudem. Nawoływania mnie nie ustały, a stały sie coraz głośniejsze, w pewnym momencie do sypialni wszedł Harry, jego mina?! Nie do opisania!
H: (T.i.)? I.. L-Lou? - jąkał sie
J: Nie, nie jest tak jak myślisz.. - tłumaczyłam.
H: Jeśli jej coś zrobiłeś, zabije Cie!
...
I jak skarby? Więcej Louisa :D A jak rysunki?
Ale mam dla was małego imagina z Niallem :) Miało być tylko kilka zdań na stronce, ale wyszło jak wyszło :)
Chciałabym do następnej części tak z min 6 komentarzy :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!
Aha i na Night Changes ~ Darker Life jest 9 rozdział :) Zapraszam!! <3
Naat
Kilka spraw!! <3
1: Kocham was!! <3
2: Dziekuje za komy i ponad 66 000 wyświetleń!! <3
3: Patrzcie jak narysowałam Zayna i Hazze <3
![]() |
| Hmm.. Hazz.. <3 |
![]() |
| Zayn <3 Wiem widać, jak drukowane, ale tak ze snapa wyszło :) |
4: Zapraszam na 2 część Louisa :)
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
H: Żartujesz sobie.. - jeszcze szerzej otworzył buzie. - Wyglądasz jak dziewczyna z moich marzeń.. - poczułam jak na moje poliki wtarga niepotrzebny rumieniec, podeszłam do Harrego i z uśmiechem pogładziłam jego policzek.
J: Tak sie ciesze że sie przyjaźnimy.. - zaśmiałam sie i zabrałam telefon. Wyszliśmy z domu, zamknęłam go i wsiedliśmy do taksówki czekającej już na nas. Drogę przebyliśmy na śmiechach i żartach, tak samo było jak znaleźliśmy sie w jego domu. - A o której sie zacznie ta impreza..? - zapytałam rozglądając sie po domu, nic nie było gotowe.
H: Hmm.. - spojrzał na zegarek - ..Za jakąś godzinę, dwie.. - uśmiechnął sie, i usłyszeliśmy dźwięk dzwonka do drzwi.
N: Jestem i mam prowiant.. - wszedł jak do siebie i zaczął sie szczerzyć. Odłożył torby z rzeczami i spojrzał na mnie od góry do dołu. - Hazz? - zapytał go cicho, stałam i przyglądałam mu sie tylko.
H: No?
N: To nasza (S.T.i.)?! - loczek sie zaśmiał
H: Niee.. To jej siostra bliźniaczka, o której istnieniu nie wiedzieliśmy.. Ale zaprosiłem tylko ją bo (T.i.) nie miała ochoty już na ciebie patrzeć.. - mina blondyna zmieniła sie na zwiedzoną, ja sama byłam zszokowana słowami Hazzy, jak on mógł tak potraktować naszego Horana.
J: Głupi jesteś Harry.. - podeszłam do Nialla - .. To ja.. - uśmiechnęłam sie i złożyłam buziaka na jego policzku.
N: Ślicznie wyglądasz.. - uśmiechnął sie - .. A ty! - wskazał na loczka - Pożałujesz, że tak powiedziałeś! - zrobił groźną minę i przytulił mnie bardziej do siebie. Zaśmiałam sie i kilkanaście minut później cała reszta naszych przyjaciół już była, udekorowaliśmy w świetnych humorach dom, przygotowaliśmy przekąski i napoje.. Niecałe dwie godziny później dom Stylesa pękał w szwach, mnóstwo ludzi, których znam, i nie znam. Było świetnie, drinki, piwa, różnego rodzaju alkohole lały sie jedno za drugim, tańczyłam jak szalona, ale wiedziałam, że każdy chłopak w moim otoczeniu chciałby być na miejscu, w tej chwili Zayna. Tańczyłam tylko z nimi, nie miałam ochoty mieć na sobie jakiś obcych dłoni.
H: Masz..! - krzyknął i podał mi pełny kubeczek z drinkiem, podziękowałam uśmiechem i napiłam sie. Był mocniejszy niż poprzednie, ale nie przeszkadzało mi to.
K: Porywam ją do tańca.. - usłyszałam za sobą i nim sie spostrzegłam tańczyłam wtulona w kogoś. Nie miałam pojęcia z kim tańce, a on mocno mnie do siebie przyciskał. Puścili wolną piosenkę i w ramionach tego ktosia mogłam trochę odetchnąć. Byłam tak pijana, że nie kontrolowałam tego co robię, podobało mi sie w jego ramionach a nie miałam sił żeby podnieść głowę by sprawdzić, kto to jest. Poczułam jednak, jak ten chłopak zaczyna składać na mojej szyi drobne pocałunki, podobało mi sie. Odchyliłam głowę by ułatwić mu dostęp i wiedziałam, że chłopak który pieścił moją skórę jest brunetem. Chwile później byłam już w powietrzu, chłopak niósł mnie gdzieś, znaleźliśmy sie w sypialni chyba Hazzy, nie wiem, nic nie kojarzyłam, ale wiedziałam, że nie chce sie z nim kochać. Brunet napierał swoim ciałem na moje, wciskając mnie w materac łóżka. Całował moją szyję, dekolt, policzki, usta.. Były takie miękkie i cudownie łączyły sie z moimi, ale nie mogłam. Odsunęłam go do siebie i spojrzałam na niego, o nie!
J: Nie możemy! - przerwałam mu.
Lou: Dlaczego?! - zaśmiał sie i znów przyssał sie do mojej szyi.
J: Nienawidzimy sie. - szepnęłam.
Lou: No tak.. Jesteśmy pijani i pewnie będziemy żałować.. - położył sie koło mnie i przyciągnął mnie do siebie.
J: Co ty robisz? - spytałam zaskoczona, z trudem przychodziło mi myślenie po takiej dawce alkoholu.
Lou: Przytulam sie.. - uśmiechnął sie, pierwszy raz rozmawiam z Louisem i to tak bez żadnych wyzwisk.. A jego uśmiech, coś pięknego!
J: Ahaa, to chyba nie będę sie przyzwyczajać.. - mruknęłam cicho i przytuliłam sie do niego tak, że moja głowa była na jego klatce piersiowej.
Lou: Powiedzieć Ci coś? - szepnął, jakby to miała być tajemnica państwowa. Skinęłam głową że chce by to zrobił. - Ale nie powiesz nikomu? - upewniał sie
J: Jestem strasznie pijana, pewnie nawet nie będę pamiętać.. - zaśmieliśmy sie
Lou: Zgoda.. Too.. - przybliżył sie do mojego ucha - ..nawet Cie lubię.. - wyznał. Byłam zaskoczona i zaczęłam żałować że tyle wypiłam.
J: Szkoda że o tym zapomnimy.. - przyznałam cicho. Louis mruknął z niezadowoleniem i zacisnął jeszcze mocnej ramiona wokół mnie. Marzyłam by pamiętał coś z tej nocy.. Rano obudziły mnie strasznie głośne nawoływania mojego imienia. Przetarłam oczy i zaczynałam z wielkim trudem sie podnosić, przeszkadzał mi w tym ból głowy i czyjaś ręka. Spojrzałam na właściciela kończyny i przeraziłam sie, co ja robię z nim w łóżku?! - Obudź sie.. - powiedziałam zdecydowanie za głośno i złapałam sie za głowę. Chłopak przeciągnął sie i jak poparzony podniósł sie do pozycji siedzącej.
Lou: Co ty tu robisz?! Co ja tu robię z tobą?! - był zaskoczony i jakby.. przerażony?!
J: Sama chciałabym wiedzieć.. Na szczęście jesteśmy w ubraniach więc..
Lou: I chwała Bogu! - przerwał mi, spiorunowałam go wzrokiem.
J: Nie drzyj sie.. Głowa mi pęka.. - powiedziałam z trudem. Nawoływania mnie nie ustały, a stały sie coraz głośniejsze, w pewnym momencie do sypialni wszedł Harry, jego mina?! Nie do opisania!
H: (T.i.)? I.. L-Lou? - jąkał sie
J: Nie, nie jest tak jak myślisz.. - tłumaczyłam.
H: Jeśli jej coś zrobiłeś, zabije Cie!
...
I jak skarby? Więcej Louisa :D A jak rysunki?
Ale mam dla was małego imagina z Niallem :) Miało być tylko kilka zdań na stronce, ale wyszło jak wyszło :)
Chciałabym do następnej części tak z min 6 komentarzy :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!
Aha i na Night Changes ~ Darker Life jest 9 rozdział :) Zapraszam!! <3
Naat
Fan book-ogłoszenie!!! WAŻNE- znów ;)
przeczytaj całość!!! ponieważ wasz udział w tym też jest ważny!!!!
A wiec jak sam tytuł wskazuje to nie rozdział, ale ważne coś.Chodzi o fan booka dla one direction. Zacznijmy od początku
co to jest fan book?
Fan book-"to tak jakby książka od fana dla swojego idola, ale nie taka normalna książka, fakt faktem są tam informacje które fani chcieliby przekazać dla np.1D, ale nie są w stanie powiedzieć im tego na żywo ponieważ nie każdy jest w stanie ich spotkać, bo nie ma tyle szczęścia"
A więc ja postanowiłam zrobić takiego fan booka, (ja niestety nie jadę na ich koncert :( ale moje koleżanki tak i będą miały bilety VIP, ostatnim razem jak były na koncercie udało im się przekazać prezent dla chłopaków, więc teraz zapytałam się czy wezmą też prezent ode mnie(one też mają swój), i się zgodziły, oczywiście nie gwarantują że uda im się je dać, ale będą próbować, a kim byśmy byli by nie spróbować?
A wasz udział będzie taki że: każdy z was musi zrobić zdjęcie czegoś co dotyczy one direction i na tym zdjęciu możesz też być ty np. ułożysz napis "1D" z płatków róż i możesz załapać siebie/jakąś część siebie na tym zdjęciu, albo utrwalić jakąś scenkę z teledysku którą odtworzysz, sam lub z przyjaciółmi, albo ich namalować to jest przykład żebyście wiedziały mniej więcej o co chodzi+ możecie napisać list/podziękowanie lub coś chcecie powiedzieć one direction. Podpiszcie się imieniem i pierwszą literką nazwiska, a pod podpisem możecie podać TT, aska, co chcecie, nawet jeśli wyślecie tylko zdjęcie to też się podpiszcie. Możecie wysłać jedno albo oba czyli tylko formę pisemną albo tylko zdjęcie albo i to i to.Aha i zdjęcia oraz formę pisemną (listy, podziękowania lub to co chcecie powiedzieć 1D) wysyłajcie na moją pocztę:
wika.suodka@gmail.com
do 01.04.2015
Forma pisemna może być po polsku ale jednak wolałabym po angielsku...ale jeśli nie umiecie zbytnio to ja przetłumaczę(jeśli wysyłacie po angielsku to dołączcie polską wersję) próbujcie sił po angielsku ja i tak to będę sprawdzać, więc jak co to poprawię błędy :)
zdjęcia będę wywoływać, więc się o to nie martwcie, jeśli macie pytania piszcie w komentarzu albo na pocztę
Zgłoszenia do tego fan booka przyjmuję, napiszcie w komentarzu lub na pocztę, jeśli jesteście nie pewni to też napiszcie ale zaznaczcie że nie wiecie do końca czy chcecie.A prace na poczcie zbieram do 1 kwietnia.Napiszę że przyjmuję zgłoszenie :*
PS.Jeśli się zgłosicie wasze trudy nie pójdą na marne bo nawet jeśli teraz się nie uda im tego dać ja zrobię kopię zapasową tego co od was dostałam i zrobię drugi fan book i będę próbowała aby oni to dostali do skutku ;)
Jeśli ktoś się już wcześniej zgłosił to pod tym postem w komentarzu też niech napisze, bo to jest ostateczna lista :* liczę na was :* i przypominam do 01.04.2015 wysyłajcie na moją pocztę wasze prace <3
A wiec jak sam tytuł wskazuje to nie rozdział, ale ważne coś.Chodzi o fan booka dla one direction. Zacznijmy od początku
co to jest fan book?
Fan book-"to tak jakby książka od fana dla swojego idola, ale nie taka normalna książka, fakt faktem są tam informacje które fani chcieliby przekazać dla np.1D, ale nie są w stanie powiedzieć im tego na żywo ponieważ nie każdy jest w stanie ich spotkać, bo nie ma tyle szczęścia"
A więc ja postanowiłam zrobić takiego fan booka, (ja niestety nie jadę na ich koncert :( ale moje koleżanki tak i będą miały bilety VIP, ostatnim razem jak były na koncercie udało im się przekazać prezent dla chłopaków, więc teraz zapytałam się czy wezmą też prezent ode mnie(one też mają swój), i się zgodziły, oczywiście nie gwarantują że uda im się je dać, ale będą próbować, a kim byśmy byli by nie spróbować?
A wasz udział będzie taki że: każdy z was musi zrobić zdjęcie czegoś co dotyczy one direction i na tym zdjęciu możesz też być ty np. ułożysz napis "1D" z płatków róż i możesz załapać siebie/jakąś część siebie na tym zdjęciu, albo utrwalić jakąś scenkę z teledysku którą odtworzysz, sam lub z przyjaciółmi, albo ich namalować to jest przykład żebyście wiedziały mniej więcej o co chodzi+ możecie napisać list/podziękowanie lub coś chcecie powiedzieć one direction. Podpiszcie się imieniem i pierwszą literką nazwiska, a pod podpisem możecie podać TT, aska, co chcecie, nawet jeśli wyślecie tylko zdjęcie to też się podpiszcie. Możecie wysłać jedno albo oba czyli tylko formę pisemną albo tylko zdjęcie albo i to i to.Aha i zdjęcia oraz formę pisemną (listy, podziękowania lub to co chcecie powiedzieć 1D) wysyłajcie na moją pocztę:
wika.suodka@gmail.com
do 01.04.2015
Forma pisemna może być po polsku ale jednak wolałabym po angielsku...ale jeśli nie umiecie zbytnio to ja przetłumaczę(jeśli wysyłacie po angielsku to dołączcie polską wersję) próbujcie sił po angielsku ja i tak to będę sprawdzać, więc jak co to poprawię błędy :)
zdjęcia będę wywoływać, więc się o to nie martwcie, jeśli macie pytania piszcie w komentarzu albo na pocztę
Zgłoszenia do tego fan booka przyjmuję, napiszcie w komentarzu lub na pocztę, jeśli jesteście nie pewni to też napiszcie ale zaznaczcie że nie wiecie do końca czy chcecie.A prace na poczcie zbieram do 1 kwietnia.Napiszę że przyjmuję zgłoszenie :*
PS.Jeśli się zgłosicie wasze trudy nie pójdą na marne bo nawet jeśli teraz się nie uda im tego dać ja zrobię kopię zapasową tego co od was dostałam i zrobię drugi fan book i będę próbowała aby oni to dostali do skutku ;)
Jeśli ktoś się już wcześniej zgłosił to pod tym postem w komentarzu też niech napisze, bo to jest ostateczna lista :* liczę na was :* i przypominam do 01.04.2015 wysyłajcie na moją pocztę wasze prace <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)








