One Direction i My.. - imaginy

środa, 26 marca 2014

Niall - część 1

Wiem że Zayn (Harry) i Liam jesczez nie skończony, ale nie mam narazie na nie weny.. Przeraszam, ale mam teraz dla was imagin z Niallem.. :D
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Dzisiejszy dzień był koszmarny. Nic mi nie wychodziło i wszystko wkurzało. Postanowiłam poprawić jakoś sobie humor i wybrałam sie na zakupy. Chodziłam nabuzowana po sklepach, przeglądałam jakieś ubrania, biżuterie i nic.. Nic nie wskazywało na to by było lepiej z moim samopoczuciem. Poszłam w kierunku kolejnego sklepu, przed nim stało kilkanaście dziewczyn, które coś krzyczały. Nie zwracałam na to uwagi tylko przepychałam sie przez nie by wejść do butiku. Gdy już dostałam sie do drzwi, złapałam za klamkę i co..?! Zamknięte!! W środku ujrzałam kilku napakowanych mężczyzn, obsługę sklepu i chłopaka w blond włosach. Przyjrzałam mu i rozpoznałam go.. To był ten chłopak Niall Horan. Byłam jeszcze bardziej wściekła..
J: No super! Jeszcze przez jakaś tam gwiazdkę zamknęli sklep! Po prostu cudownie..! - mówiłam dość głośno, kilka dziewczyn posłało mi wrogie spojrzenie. Złapałam jeszcze raz za klamkę, spojrzałam na blondyna w środku i nasze spojrzenia sie skrzyżowały, patrzałam na niego wzrokiem mówiącym " Myślisz że jesteś sławny, to wszystko ci wolno..?! ". Wściekła i zrezygnowana machnęłam ręką i zaczęłam odchodzić. Po kilku chwilach udało mi sie z tego rozwrzeszczanego tłumu wyjść. Nagle poczułam lekkie szarpniecie za rękę, zmuszające mnie do zatrzymania sie. Odwróciłam sie i zobaczyłam jakiegoś mężczyznę o dość dużej budowie ciała. To chyba jeden z tych ze sklepu.
J: Słucham?
M: Chciała pani kupić coś z tamtego sklepu? - wskazał przez ramie..
J: Taak, ale musieli go zamknąć bo jest tak ta gwiazda..! - mówiłam lekko zła
M: Proszę iść za mną.. - nie wiem czemu, ale poszłam za nim. Prowadził mnie jakimiś zakamarkami, aż dotarliśmy pod jakieś drzwi. Przed nami stali dwaj panowie, ubrani jak ten z którym przyszłam. Wpuścili nas i znalazłam sie w tym sklepie. Mój humor lekko sie poprawił, bo mogłam sobie coś kupić. Nie zależało mi na tym chłopaku, nie szalałam za nim, ani za jego kolegami. On jest zwykłym chłopakiem tak jak każdy inny, tylko że udało mu sie spełnić marzenia..
N: Cześć, widziałem że chciałaś coś sobie kupić wiec wysłałem po ciebie ochroniarza.. - podszedł do mnie i sie uśmiechnął
J: Super. Nie musiałeś! Przyszłabym jutro albo w inny dzień. Jakby już nie było tu tej całej szopki związanej z twoją osobą.. - powiedziałam oschle. Nie moja wina że tak sie zachowałam, mam strasznie zły dzień i to dlatego tak sie odzywam. Każdy pewnie tak ma..
N: Myślałem że ci zależało na tym. - powiedział ciszej i smutniej..
J: Nie gniewaj sie.. - westchnęłam - Mam dzisiaj zły, a nawet koszmarny dzień i nie chce cie w jakikolwiek sposób urazić. Po prostu zrób swoje zakupy a ja zrobię swoje i będzie ok. - wymusiłam uśmiech i zaczęłam przeglądać rożne rzeczy. Chłopak również zaczął to robić. Co jakiś czas czułam na sobie jego spojrzenie, nie powiem schlebiało mi to. Zerknęłam na niego, akurat przymierzał bejsbolówkę(czapkę), również na mnie w tym momencie spojrzał i sie uśmiechnął. Odwzajemniam gest i powróciłam do swojej poprzedniej czynności.
N: I jak wyglądam? - spojrzałam na niego, miał na głowie czapkę i zrobił śmieszną minę..
J: Haha! Śmiesznie.. - zaśmiałam sie na głos
N: Ciesze sie że udało mi sie poprawić ci twój humor! - wyszczerzył sie, ale miał racje. Poprawiło sie moje samopoczucie i to bardzo mocno.
J: Tak, dzięki..
N: To skoro mi sie udało, to możne dasz sie zaprosić na spacer? - zapytał z nadzieją
J: No wiesz, nie znam cie.. A co powiedzą na to oni? - wskazałam palcem na drzwi przed którymi było coraz więcej dziewczyn.
O: Apropo. Musimy sie zbierać. Zaraz sie tu dostaną!! - powiedział ochroniarz.
N: Ale.. - nie zdążył powiedzieć bo mężczyzna przerzucił go sobie przez ramie jak jakiś worek. Spadła mu przy tym czapka z głowy.. - O 23 kolo Big Bena.! Przyjdź proszę..! - krzyknął i już ich nie było. Podniosłam czapkę i uśmiechnęłam sie do siebie. Postanowiłam że jednak sie z nim spotkam. Kupiłam tą czapkę i wyszłam tak samo jak weszłam. Była dopiero 17, więc poszłam do domu cały czas sie uśmiechając. To był z jednej strony śmieszny widok jak ten mężczyzna go wynosił, a z drugiej strony było mi go szkoda bo nie ma w ogóle prywatności. Ten blondyn zdecydowanie poprawił mi humor. Weszłam do domu, zjadłam coś i poszłam przed Tv. W Londynie mieszkałam sama, miałam skończone 18 lat, wiec nie widziałam przeciwwskazań.. Spędziłam tak dwie godziny i zasnęłam. Na szczęście obudziłam sie o 21:45 i zaczęłam sie szykować na spotkanie z chłopakiem. Włosy spięłam w koka i ubrałam rurki, bluzę dresowa z kapturem i do tego conversy. Chwile mi to zajęło, zabrałam czapkę, telefon i wyszłam z domu, zamykając go wcześniej. Szłam powoli bo zostało mi sporo czasu i do BB miałam dość blisko. Na miejscu byłam 10 min przed czasem. Zauważyłam blondyna i podeszłam do niego.
J: Cześć. - usiadłam kolo niego na ławce
N: Hej.. yyy.. Nawet nie zapytałem jak masz na imię. Ale jestem kulturalny..!
J: (T.i.) .. Podejrzewam ze zdarza sie to takim gwiazda jak ty.. - powiedziałam szybciej niż pomyślałam. Chłopak spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. - Przepraszam! To nie miało tak zabrzmieć.. - Niall nic nie odpowiedział.. - Uwierz mi naprawdę nie chciałam tak powiedzieć. A na poprawę humoru mam coś dla ciebie.. - uśmiechnęłam sie i wyciągnęłam czapkę zza pleców i nałożyłam mu ja na blond czuprynkę. Chłopak patrzał z niedowierzaniem na mnie.
N: Nie musiałaś mi jej kupować.
J: Wiem, ale chciałam. Widziałam że ci sie podoba i sam nie zdążyłeś tego zrobić. A poza tym świetnie w niej wyglądasz..
N: Dziękuje. - uśmiechnął sie - A nie zdążyłem bo bezczelnie nam przerwano. - zaśmialiśmy sie.
J: Taak.. A przypomniało mi sie że ktoś miał mnie zabrać na spacer.. - blondyn wstał i podał mi dłoń. Uśmiechnęłam sie i złapałam jego rękę. Skierowaliśmy sie w stronę parku. Rozmawialiśmy i poznawaliśmy sie, uśmiech nie schodził nam z twarzy. To niewiarygodne jak jedna osoba może poprawić nam humor. Przy Niallu czułam sie swobodnie. Czas płynął mi z nim bardzo szybko, nim sie spostrzegłam była już 3 w nocy.
J: Niall ja już będę sie zbierać. Jest strasznie późno. - uśmiechnęłam sie delikatnie.
N: Coo? Tak szybko?
J: Jest już po 3 w nocy.. - zaśmiałam sie
N: Ale ja jeszcze nie chce żebyś szla! - skrzyżował ręce na klatce piersiowej w geście obrażenia i tupnął nogą jak małe dziecko. Horan był bardzo zabawny.
J: Tez sie przy tobie dobrze bawię. Jutro, a raczej dzisiaj jest sobota nie?! - zapytałam chłopaka
N: Taak.. - przeciągnął
J: A masz jutro coś ważnego do zrobienia?
N: Hmm.. Wolne, ale chciałem cie gdzieś zaprosić.. - uśmiechnął sie
J: To miłe, ale mam pomysł.- spojrzał na mnie zaciekawiony - Skoro nie masz jutro nic do roboty to może..
N: Może?!
J: Może.. Yyy.. Masz ochotę pójść do mnie i no nie wiem.. obejrzeć jakiś film..? - zapytałam patrząc na swoje buty
N: To jest..
J: Tak wiem.! Głupi pomysł.. Zapomnij! - przerwałam mu, podniósł moja głowę tak bym na niego spojrzała.
N: To jest super pomysł! I chętnie z tobą pójdę.. - uśmiechnął sie ładnie. Odwzajemniłam gest lekko sie rumieniąc. Przybliżył sie do mnie - Wyglądasz uroczo jak sie rumienisz.. - szepnął wprost do mojego ucha.
J: Super. Jeszcze tego brakowało. - powiedziałam lekko podirytowana. - Chodźmy! - zaczęłam iść w stronę domu, a chłopak obok mnie. Co jakiś czas nasze dłonie sie o siebie ocierały. Same prosiły sie o to żeby je złączyć. Po jakimś czasie w końcu to zrobił. Pod wpływem jego dotyku przeszedł mnie dreszcz. Spojrzałam najpierw na blondyna a potem na nasze złączone palce. Uśmiechnęłam sie pod nosem. Po chwili byliśmy już u mnie w domu. 
...




Naat 

niedziela, 23 marca 2014

Liam - część 3

Kolejna część Liama.. :D 
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

J: ... Lima, co ty robisz ?! - spytałam patrząc w jego oczy.
Li: Przepraszam, nie powinienem. - powiedział smutniej
J: Masz racje.. Nie powinieneś, chcesz się zarazić.. ?! - udałam oburzenie. Chłopak lekko się zdziwił, ale szeroko uśmiechnął.
Li: Jeśli konsekwencją całowanie ciebie ma być choroba, to raczej zaryzykuje.. - znów złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Oderwaliśmy się od siebie i położyliśmy na łóżko. Leżałam wtulona w bruneta i rozmawialiśmy, poznawaliśmy się i śmieliśmy. Zasnęliśmy w swoich ramionach. Od Liama biło wspaniałe ciepło. Rano gdy się obudziłam, czułam się tak dobrze jak nigdy wcześniej. Nawet nie było widać, że byłam chora. Postanowiłam odwdzięczyć się chłopakowi i zrobiłam mu śniadanie. Upiekłam stos naleśników, a do malutkich miseczek włożyłam rożne rodzaje dżemów i inny nadzienia. Zrobiłam herbatę i ułożyłam wszystko na tacy. Wróciłam do śpiącego Liama i przestraszyło mnie to co zobaczyłam. Chłopak był cały mokry i trząsł się z zimna. Postawiłam szybko śniadanie na stoliku i podeszłam do niego. Jego ciało było rozpalone i całe morkę. Biedaczek musiał się ode mnie zarazić. Okryłam go mocniej kołdrą i poszłam do łazienki. Zmoczyłam ręcznik zimna wodą by robić mu okłady. Brunet się przebudził.
J: Po co mnie całowałeś ?! Teraz jesteś chory! - skarciłam go, na co się uśmiechnął
Li: Warto było! - teraz to ja się uśmiechnęłam do niego. Pochyliłam się nad nim.
J: Wrócę.. - szepnęłam mu wprost do ucha i pocałowałam w kącik ust. Widziałam w jego oczach niedosyt i niezadowolenie. - Masz zjeść śniadanie! - rozkazałam i wyszłam. Z komody w przedpokoju wzięłam klucze domu. Złapałam taksówkę by jak najszybciej znaleźć się u siebie. Po niecałych 15 minutach byłam na miejscu. Wpadłam szybko do swojego pokoju i wpakowałam kilka najpotrzebniejszych rzeczy, takich jak: kilka bokserek, jakieś leginsy, jeansy, dresy i najpotrzebniejsze kosmetyki. - Mamoo!! - krzyknęłam po nią.
M: Taak?! - weszła do mojego pokoju.
J: Pamiętasz jak wczoraj zadzwonił do ciebie Liam..? - zapytałam dopinając torbę
M: Pamiętam.. Co ty właściwie robisz? - zapytała zdziwiona
J: Będę u niego przez kilka dni. On jest przeze mnie chóry i muszę się nim zająć. - wytłumaczyłam wychodząc z pokoju. Mama podążyła za mną.
M: Ale jak to będziesz u niego przez kilka dni.. ? - dalej chyba nie zrozumiała. Stanęłam w korytarzu, postawiłam torbę i wzięłam uspokajający wdech i wydech.
J: Mamuś. Liam się ode mnie zaraził, więc tak jak on zajął się mną wczoraj, tak ja zajmę się nim w kolejnych dniach, bo nie wygląda to dobrze. Nie martw się, jak czegoś nie będę wiedzieć to zadzwonię. Papa.. - ucałowałam jej policzek i szybko wyszłam z domu. Tak samo jak dostałam się do domu, tak wróciłam do Liama. Otworzyłam sobie drzwi i poszłam sprawdzić co u chłopaka. Weszłam po cichutku do jego sypialni, postawiłam torbę pod szafą i podeszłam do niego. Spał spokojnie i już się nie trząsł. Położyłam delikatnie dłoń na jego czole i dalej było gorące.
J: Biedactwo.. - szepnęłam. Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół do kuchni. Zabrałam się za przygotowywanie rosołu. Wiem, że pomaga na chorobę. Moja mama zawsze mi go podawała gdy byłam chora. Zrobiłam porządek w salonie i kuchni. Zupka była gotowa po godzinie. Nalałam do miski i poszłam do Liama. Chłopak leżał i wpatrywał się w sufit. Podeszłam do niego i ciepły rosół postawiłam na szafeczkę obok.
J: Jak się czujesz? - zapytałam z troską
Li: Gdy cie zobaczyłam to o wiele lepiej. - uśmiechnął się
J: Bardzo zabawne, a tak na poważnie?
Li: W miarę, boli mnie wszystko.. - skrzywił się
J: Wiedziałam, masz zrobiłam ci rosół. Mama zawsze mi go podawała jak byłam chora, więc tobie też powinien pomóc. - podałam mu miskę z zupą. Chłopak posłusznie zjadł posiłek. Brunet usiadł na łóżku i oparł się o ścianę, ja usiadłam naprzeciwko niego i rozmawialiśmy. Tematy nam się nie kończyły, było śmiesznie i miło. Tak minął nam cały dzień. Liam poczuł się trochę lepiej.
Li: Ej, mała a co to jest za torba.. ? - wskazał na nią
J: Jak to co za torba.. Moja.. - wytłumaczyłam jak gdyby nigdy nic. Chłopak posłał mi niezrozumiałe spojrzenie. - No przecież jesteś chory, nie mogę cie zostawić.. To przeze mnie jesteś chory więc muszę się tobą zając. - uśmiechnęłam się niepewnie do niego.
Li: To jak mam mieć taką opiekę, to ja nie chce wyzdrowieć. - wyszczerzył się. Po chwili był już bardzo blisko mojej twarzy, musnął delikatnie moje wargi. Odwzajemniłam pocałunek, ale po chwili odsunęłam go od siebie.
J: Liam?!
Li: Taak słońce ? - zaśmiał się
J: Nie ma całowanie mnie dopóki nie wyzdrowiejesz! - zagroziłam palcem. Chłopak był wyraźnie niezadowolony, ale przyjął to do wiadomości. Wieczorem zeszliśmy na dół do salonu i rozsiedliśmy se na kanapie. Okryłam Liama szczelnie kocem i usiadłam koło niego. Oglądaliśmy jakiś naprawdę nudny film, przybliżyłam się do chłopaka i oparłam głowę o jego ramie. Brunet objął mnie i w takiej pozycji spędziłam kilka kolejnych kwadransów. Byłam zmęczona tym dniem tak że nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Poczułam tylko jak Payne mnie przenosi i układa delikatnie na łóżku. Sam położył się obok i okrył nas kołdrą. Znów mogłam poczuć ciepło bijące od niego. Wtuliłam się w jego tors i całkowicie odpłynęłam w krainę Morfeusza. Rano obudziło mnie łaskotanie po policzku i szyi. Przetarłam kilka razy w tych miejscach dłonią bez otwierania oczu, ale po chwili znów to samo uczucie. Odwróciłam się na drugi bok, by jakoś temu zaprzestać. Chciałam jeszcze trochę pospać. Chwile było dobrze, a po chwili znów to samo.
J: Przestań.. - wymruczałam zachrypniętym głosem.
Li: A jeśli nie przestane to co wtedy? - zapytał śmiejąc się. Odwróciłam się i podniosłam do pozycji siedzącej. Popatrzałam na wyszczerzonego Liama.
J: Wtedy to będziesz zdrowiał sam, beze mnie.
Li: Przepraszam, już więcej nie będę.. - przytulił się do mnie szybko. Teraz to ja się zaśmiałem, nie wiedziałam, ze tak mu zależy na mojej obecności.
J: Lepiej powiedz jak się dzisiaj czujesz.
Li: Na tyle dobrze, by wszystko zrobić.. - poruszał śmieszni e brwiami
J: Wszystko?! - zapytałam z niedowierzaniem
Li: Wszystko!
J: Co masz na myśli?
Li: Na przykład to.. - przybliżył się do mnie i wpił się w moje usta. Wiedziałam, że to ma na myśli. Sama tez chciałam posmakować jego malinowych ust, ale obiecałam sobie że najpierw musi wyzdrowieć. I musimy się tez lepiej poznać. Oderwałam się d niego i wyszłam z łóżka.
J: Powiedziałam coś na ten temat.. - wyszłam z pokoju i poszłam do kuchni. Po kilku sekundach koło mnie znalazł się Liam.
Li: Ale ja już wyzdrowiałem.. - tłumaczył
J: Nie sadzę.. - powiedziałam nawet nie patrząc na niego.
Li: Mówię serio.. - podszedł do mnie i przyciągnął mnie do siebie. Patrzeliśmy sobie prosto w oczy. W jego brązowych tęczówkach utonęłam, zahipnotyzowały mnie.
...



Naat

sobota, 22 marca 2014

Zayn (Harry).. - część 12

H: Kochanie jak ci się podoba? To jeszcze nie koniec niespodzianek.
J: Nie mogę sie już doczekać.. - uśmiechnęłam sie
H: W sumie to nie wiem czy ci się spodoba. - posmutniali. Złapałam jego twarz w dłonie i cmoknęłam w usta.
J: Nie myśl teraz o tym. Pewnie będzie cudownie.. A wiesz dlaczego? - pokiwał głowa na 'nie'.. - Bo będziesz obok mnie..
H: Yhym kochanie.. Mam świetny pomysł..
J: Zamieniam sie w słuch..
H: Po powrocie do Londynu, jeśli wszystko będzie po mojej myśli, to zbiorę cię do mojej rodziny i cię jej przedstawię.. - uśmiechnął sie
J: Nie uważasz że to za szybko..? A jeśli mnie nie polubią? - zmartwiłam sie
H: Kochanie nie powiedziałem ci czegoś.. Oni już o tobie wiedzą. Moja kochana mama jak mnie nie było w domu, bo byłem z tobą, wpadała do mnie w odwiedziny, a że mnie nie zastała zaczęła dzwonić.. Musiałem jej powiedzieć że jestem na wakacjach z dziewczyną.. Rozkazała mi cie do niej zawieść i przedstawić.
J: I dlaczego ja się dowiaduje dopiero teraz?! - zapytałam zrezygnowana
H: No przepraszam zapominałem ci powiedzieć, bo zająłem się tą niespodzianką. - wyjaśnił
J: Ahaa.. a tak właściwie to za ile będziemy na miejscy i gdzie jedziemy? - zapytałam, w prawdzie nie wiedziałam gdzie my jedziemy.
H: Już nie daleko, zaraz będziemy.
J: Świetnie.. - oparłam sie wygodnie o fotel i wpatrywałam sie w piękny krajobraz wysp. Było cudowne popołudnie.. Niewiarygodne jak szybko płynie tutaj czas. Jeszcze niedawno byłam w Londynie i... Nie, nie myśl o tym co było..! Myśl o tym co jest! Potrzepałam głową by wyrzucić z niej myśli o Zaynie.. Chciałam o nim zapomnieć.
H: Mała coś nie tak? - zapytał z troska
J: Jest wszystko dobrze. Odganiałam tylko złe myśli. Nie martw sie skarbie..
H: Jak mam się nie martwić?!
J: Nie chce psuć tej wspanialej chwili.. Naprawdę jest okej. Jestem bardzo ciekawa co mój ukochany przygotował za niespodziankę.. - próbowałam go zbyć by nie wiercił mi dziury w brzuchu..
H: Niespodzianka to niespodzianka, a w ogóle już wysiadamy. - nagle limuzyna zatrzymała sie. Hazza pomógł mi wysiąść. Moim oczom ukazała się piękna altana na środku stawu, a przez ten staw wiódł piękny drewniany most. Na moście były zapalone świecie i położone płatki róż. Wszystko wyglądało jak w cudownie.. Zaniemówiłam z wrażenia. Loczek złapał nie za rękę i pociągnął w tamtą stronę. Szliśmy powoli. Napawałam sie nieziemskim widokiem..
J: Jak w bajce.. - szepnęłam. Usłyszałam cichy śmiech Harrego..
H: Ciesze sie że ci sie podoba moja księżniczko..
J: Moja księżniczko - powtórzyłam cicho - A ty jesteś moim księciem z bajki..
H: Yhym - zaśmiał się, weszliśmy do tej altanki.. Na środku stał stół, był pięknie nakryty dla dwóch osób. Na środku stały dwie długie świeczki. Hazza jak prawdziwy gentlemen odsunął moje krzesło bym mogła wygodnie usiąść. Sam po chwili znalazł sie na przeciwko mnie. Widziałam w jego oczach radość.
H: Kochanie częstuj się i muszę jeszcze jedna rzecz zrobić. - wstał, podszedł do mnie i uklęknął. Wyjął czerwone pudełeczko, otworzył je i moim oczom ukazał sie śliczny srebrny pierścionek.
H: (T.i) czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moja żona? - byłam w szoku.. Nie spodziewałam sie tego. Kocham go, ale czy aż tak by spędzić z nim resztę życia?! No raczej, że tak..
J: Oczywiście że TAK!! kocham cie.. - rzuciłam mu sie na szyje.
H: Ja ciebie też. Jestem najszczęśliwszym facetem na ziemi.
J: A ja najszczęśliwszą kobietą.. - złączyłam nasze usta w pocałunku.
H: A pomyśleć że można się zakochać przez błąd jednej osoby.
J: Nie chce do tego wracać.. Jeśli możesz to nie przypominaj mi tego.. Chce żyć przyszłością, a nie przeszłością.
H: Kochanie nie denerwuj się, od teraz jesteś moją narzeczoną a już nie długo żoną.
J: Nie wątpię. - uśmiechałam sie
H: A teraz jedz bo jesteś głodna.
J: Taak.. - zaczęliśmy zajadać pięknie wyglądające dania. Wszystko było przepyszne. Podczas kolacji nie obyło sie bez śmiechów.
H: Jesteś piękna jak się śmiejesz.
J: Przestań, bo sie zarumienię..
H: Jak dla mnie możesz to robić cały czas. - Hazza pochylił sie nad stolikiem, zrobiłam to samo
J: Dla ciebie wszystko. - szepnęłam i musnęłam jego wargi. Oderwałam sie od niego, na co spotkałam sie z niezadowoloną mina loczka. Wstałam z krzesła i podeszłam do niego, usiadłam mu na kolanach i powróciłam do poprzedniej czynności. Jego ręce błądziły po moim ciele. Przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Oderwałam sie od niego i zbliżyłam sie do jego ucha.
J: Może nie tutaj..
H: Dobrze słońce.. To chodź.. - wstaliśmy i szybko znaleźliśmy sie w limuzynie. Samochód ruszył, a mam się niesamowicie dłużył czas. Hazza co chwile składał na mojej szyi krótkie pocałunki, a ja bawiłam się jego ślicznymi loczkami. Po niespełna 20 min byliśmy pod hotelem. Wysiedliśmy z limuzyny i całkiem szybko znaleźliśmy sie w pokoju. Hazza zaczął mnie namiętnie całować, jego usta są takie delikatne i słodkie. Dłonie włożyłam w jego aksamitne włosy i delikatnie ścisnęłam. 
H: Mrrr - wymruczał mi wprost do ucha. Poczułam jak loczek bierze mnie na ręce i niesie w kierunku sypialni. Położył mnie na łóżku i zaczął mnie całować. Wyznaczył tylko sobie znana ścieżkę po mojej szyi i dekolcie. Jego dłonie odnalazły zamek od mojej sukienki i szybkim i zwinnym ruchem odpiął go.
...



Ta część jest dedykowana Sophia Dziadowicz, za to że zgadła ze Hazza sie oświadczy.. :D :**
Naat

wtorek, 18 marca 2014

Zayn (Harry).. - część 11

Dzisiaj kolejna część Zayna, ale chociaż Harrego.. :D 
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Ma ładne tatuaże, ale chwila czy Hazza się uśmiecha?! W pewnym momencie otworzył oczy.
H: Kochanie a ty już nie śpisz? I długo mi się tak przyglądasz?! - powiedział swoim zachrypniętym głosem.
J: Zdecydowanie za krótko, by nacieszyć oczy. - zbliżyłam sie do niego i złożyłam mokry pocałunek na jego ustach.
H: Za krótko powiadasz? - zaśmiał sie - Będziesz miała na to cała wieczność, żeby się mną nacieszyć..
J: Mam nadzieje skarbie - uśmiechnęłam sie do niego - Co sobie życzysz na śniadanie ?
H: Hola hola.. To ja powinienem zrobić ci śniadanie i przynieść do łóżka.
J: Czym ja sobie na to zasłużyłam..- zapytałam śmiejąc sie.
H: A czy musiałaś sobie na to zasłużyć?! Ważne że jesteś i że cię kocham..
J: Ja ciebie też Hazz. - wstałam z łózka i poszłam do łazienki, ogarnąć poranny wygląd.. wzięłam szybka kąpiel. Włosy związałam w byle jakiego koka i owinięta ręcznikiem wyszłam z pomieszczenia. Wzięłam bieliznę, wyciągam bluzkę na ramiączka z napisem 'You & I' i do tego niebieskie rurki i czarne vansy. I poszłam do łazienki się ubrać. Po chwili byłam już gotowa. Harrego znalazłam w kuchni.
J: Mmm jak pięknie pachnie.
H: Ciesze sie, a teraz siadaj i czekaj..- zarządził. Z uśmiechem na twarzy usiadłam przy stole i przyglądałam sie poczynaniom bruneta. Po chwili stały przede mną naleśniki. Loczek usiadł na przeciwko mnie i zaczęliśmy zajadać. Co chwile czułam na sobie wzrok bruneta. Uśmiechnęłam sie pod nosem, wstałam i odstawiłam talerz. Naleśniki z takimi rożnymi nadzieniami były bardzo smaczne. Podeszłam do Hazzy i cmoknęłam go w policzek.
H: Za co to? - uśmiechnął sie
J: Było pyszne Skarbie.. - odeszłam w stronę salonu i rozłożyłam sie na kanapie. Po kilku sekundach obok mnie był już loczek.
H: Kochanie nie ma leżenia! Idziemy na zakupy, musimy ci kupić sukienkę. - powiedział jakby to było oczywiste
J: Sukienkę?! Ale po co mi sukienka?! - zdziwiłam sie
H: Tak sukienkę.. Musisz ładnie wyglądać!
J: Dobra.. nie mam pytań.. - wstałam z kanapy. Hazza złapał mnie za rękę i splótł nasze palce.
H: Kochanie jaki kolor?
J: Czego? - zmarszczyłam czoło
H: No sukienki.. I jeszcze dodatki, buty.. - zaczął wymieniać
J: Szalony jesteś.. - zaśmiałam sie. - Może niech będzie do polowy ud i zielona jak twoje oczy..
H: Yhym.. - mruknął - O 19 kolacja, ja wybiorę Ci dodatki.. Ma być idealnie.. - teraz mówił bardziej do siebie niż do mnie.
J: Podejrzewam że wszystko co będzie związane z tobą będzie niezapomniane.. - uśmiechnęłam sie - Jesteś wyjątkowy.. I dlatego cie kocham.
H: Ja nie jestem wyjątkowy.. A teraz trzeba się szykować bo mamy mało czasu. - zmienił szybko temat. Zachichotałam i posłusznie weszłam razem z loczkiem do sklepu. Znaleźliśmy śliczną zieloną sukienkę. Ja przeglądałam buty a Hazza dobierał dodatki.
H: Kochanie to będzie idealne.. Pasuje do twoich oczu.. - podejrzewam że on jest bardziej podekscytowany ta kolacja niż ja.
J: Harry?!
H: Tak skarbie..?
J: A czy w domu wszyscy w domu zdrowi.. ?
H: Haha!! -zaśmiał sie - A czemu pytasz, coś sie stało? -zapytał przejęty
J: Nic sie nie stało, tylko nie uważasz że za bardzo mi zaczynasz słodzić..? A jak sie przyzwyczaję i będziesz musiał tak codziennie? Hmm?
H: Dla ciebie wszystko i nie strasz mnie więcej..
J: Oj.. przepraszam.. - podeszłam do niego i złożyłam krótki pocałunek na jego ustach - Już lepiej ?
H: Nie bardzo.. - udał obrażonego. Tym razem na dłużej złączyłam nasze usta.
J: A teraz?
H: Lepiej.. - powiedział nie do końca zadowolony. W tej chwili wpiłam się w jego usta z prędkością świata. Od razu odwzajemnił, jak zawsze całuje nieziemsko. Oderwaliśmy się od siebie dopiero jak zabrakło nam powietrza.
H: Teraz jest już dobrze i jeśli masz mnie tak za każdym razem przepraszać. To chyba będę sie gniewał co chwile. - zaśmiał sie
J: Nie musisz sie gniewać by mnie całować..
H: Całe szczęście, bo nie umiem sie na ciebie gniewać.. A w ogóle kochanie już mamy wszystko dla ciebie wybrane, wiec chodźmy już bo naprawdę się spóźnimy.
J: Yhym.. - poszliśmy do kasy i po chwili byliśmy już w drodze do hotelu. Przez całą drogę czułam, że coś jest nie tak.. Loczek co chwile na mnie zerkał
J: Hazza? Czy ty chcesz mi może o czymś powiedzieć..? - spojrzałam na niego
H: Tak ale nie teraz, dopiero jak przyjdzie na to czas.. Kocham cie, wiesz?
J: Wiem słońce, wiem. Ja ciebie tez, pamiętaj o tym. Bez względu na wszystko to ty jesteś na pierwszym miejscu. - po kilku minutach byliśmy już w hotelu.
H: Kotku a teraz marsz do łazienki i się szykować..!
J: Tak jest Misiaku.. - zasalutowałam i posłusznie poszłam do łazienki. Wcześniej wzięłam seksowną czarna bieliznę. Postanowiłam że wezmę długi przyśnić, woda spływała po moim ciele, a ja po cichu śpiewałam swoją ulubioną piosenkę. Umyłam każdy centymetr swojego ciała, dłuższą chwile stałam po prostu pod deszczem wody. Gorąca ciecz zostawiała na mojej skórze czerwone plamki. Spłukałam piane z ciała i wyszłam z pod prysznica. Wytarłam wilgotna skórę i posmarowałam pachnącym balsamem. Włosy wysuszyłam i podkręciłam. Założyłam moją bieliznę i wyszłam tak ubrana z łazienki, by zabrać sukienkę. Leżała ona na łóżku wraz z dodatkami, a obok niej karteczka, a na niej: ' Czekam na ciebie przy wyjściu z hotelu.. Harry xXx ' . Uśmiechnęłam sie sama do siebie. Wróciłam do łazienki i zrobiłam sobie delikatny choć widoczny makijaż. Włożyłam buty, spryskałam sie ulubionymi perfumami i byłam gotowa. Wyszłam z pokoju i zjechałam windą na dól. Szłam do wyjścia gdy nagle ktoś zasłonił mi oczy.
H: Mrrr.. Ślicznie wyglądasz - usłyszałam tuż przy uchu jego nieziemski głos. Odwróciłam sie do niego by spojrzeć w jego cudowne oczy. Był ubrany w czarne rurki, koszule i marynarkę. Wyglądał niesamowicie.
H: Ziemia to (T.i )! Ja tu jestem i nigdzie się nie wybieram bez ciebie..
J: Coo?! Ah taak.. Już wróciłam.. - zaśmiałam sie - Wyglądasz seksownie.. - teraz to on sie zaśmiał
H: Nie tak bardzo jak ty..
J: Yyy.. czy my przypadkiem sie gdzieś nie śpieszyliśmy? - zapytałam udając że zerkam na zegarek..
H: Ah tak zapominałem, chodź za mną piękna. - złapał mnie za rękę i złączył nasze palce, wyszliśmy z hotelu. Zobaczyłam przed hotelem długą, czarna limuzynę. Z wrażenia nie mogłam nic powiedzieć.. Harry podszedł do niej i otworzył drzwi..
H: Panie przodem.. - zachęcił. Wsiadłam a po chwili i on znalazł sie w środku.
...



Naat