One Direction i My.. - imaginy

piątek, 22 września 2017

#Harry p.3

-Nie wyobrażaj sobie za wiele. To z litości.- uśmiechnął się i popatrzył na mnie znudzonym wzrokiem wyraźnie sugerując, że powinnam wysiąść. Zrobiłam to bez zastanowienia. Ruszyłam pędem do firmy, a później toalety. Jeszcze ten jeden raz.. tylko ostatni. Cholera. Już płaczę.  Muszę to skończyć. On przecież tego nie lubił. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i powiedzmy, że spodziewałam się czegoś lepszego.. w takich momentach cieszę się, że zazwyczaj mam przy sobie małą kosmetyczkę. Zmyłam resztki makijażu z twarzy i użyłam pudru, żeby zamaskować czerwone po płaczu policzki, trochę tuszu i jetem gotowa. Popatrzyłam na godzinę.
-Zajebiście.- warknęłam sama do siebie.- jestem już 20 minut spóźniona. Popędziłam do sali w której miała być ekipa i wparowałam tam jak poparzona.
-Ja.. przepraszam za spóźnienie.. po prostu..- zaczęłam mówić do menadżera.
-Spokojnie Harry powiedział, że się źle poczułaś. Mam nadzieję, że jest lepiej.- usłyszałam, i spojrzałam zdezorientowana na loczka. W co on do cholery ze mną gra?
-Tak, już jest lepiej.- skinęłam głową lekko się uśmiechając.. a przynajmniej próbując.
-Zdecydowałaś się co w związku z trasą?-  popatrzył na mnie wymownie Peter.
-Biorę to. -mruknęłam pod nosem, a on klasnął w dłonie.
-Wiedziałem, że się dogadamy. Masz tu umowę, przeczytaj i jutro przynieś podpisaną.. wyjeżdżamy dziś w nocy.. a właściwie to jutro wczesnym rankiem. Podasz mi adres i podjedziemy autokarem.Musisz być gotowa o 4. Umowa też ma być już podpisana.. jeśli nie masz pytań to możesz iść się pakować.-  streścił się, a ja postarałam się wszystko zarejestrować.
-Będę gotowa.- powiedziałam po chwili i podążyłam w stronę drzwi.
-Do zobaczenia.- rzuciłam do chłopaków i już szłam korytarzem myśląc co wziąć ze sobą.. w końcu to aż 6 miesięcy. Dotarłam do domu i postanowiłam pierw ogarnąć tą umowę. Przeczytałam i bez dłuższego zastanawiania się podpisałam. Teraz trudniejsza kwestia.. co wziąć. Wzięłam kilka zestawów ubrań w których mogę się pokazać publicznie, kilka takich w których mogę chodzić po autokaru, kilka piżam, buty, dodatki, kosmetyki.. oj no po prostu wzięłam pół mieszkania i zapakowałam je w dwie ogromne walizki. I jest dopiero pierwsza w nocy. Mogę być z siebie dumna. Mój telefon zawibrował, a ja dopadłam go z prędkością światła.
'Ostatni dzwonek! Tylko teraz promocja w CCC do -70%!'- przeczytałam, a malutka nadzieja, że to  Christian zniknęła. Wybrałam jego numer i zadzwoniłam.. nie wiem po co i to jeszcze o tej godzinie. Szybko po usłyszeniu pierwszego sygnału opamiętałam się i rozłączyłam.
-Głupia jesteś.- mruknęłam odrzucając komórkę na łóżko. Postanowiłam wziąć relaksujący prysznic. Ściągnęłam z siebie ciuchy rzucając wszystko na podłogę i weszłam pod prysznic, który oblał mnie gorącą cieczą. Uwielbiam to.. moje mięśnie się znacząco rozluźniły, a oddech stał się cięższy od pary w kabinie. Wmasowałam lawendowy żel pod prysznic w skórę i napawałam się zapachem. Mam świra na punkcie tego zapachu i koloru.Mam całą łazienkę w lawendowych kafelkach. Wyszłam spod prysznicu i owinęłam się szczelnie szlafrokiem pocierając go o ciało w celu wysuszenia się. Ubrałam bieliznę i właśnie myłam zęby, kiedy usłyszałam trzask za drzwiami i zamarłam. Włamanie? Stwierdziłabym, że mi się wydawało, ale usłyszałam jak ktoś bądź coś chodzi mi po mieszkaniu. Wzięłam nożyczki z górnej pułki i zbliżyłam się do drzwi. Kiedy tylko usłyszałam, że ktoś podchodzi pod nie z całej siły je otworzyłam.Mój plan się powiódł. Włamywacz został mocno grzmotnięty drzwiami i leżał za nimi. Wyskoczyłam z łazienki trzymając w górze nożyczki gotowa do zamachnięcia się w obronie własnej, kiedy moim oczom ukazał się ten debil i skończony idiota.
-Pojebało Cię?!- krzyknęłam wściekła rzucając nożyczki na bok.
-Mnie?!- spytał z szokiem wypisanym na twarzy.
-Mogłam Cię zabić!- zaaferowałam jeszcze raz.
-Zauważyłem. Chociaż właściwie za taki widok warto było dać się zlinczować drzwiami.- parsknął i diabelski uśmiech pojawił się na jego ustach.
-W ogóle jak ty tu niby wszedłeś?!- krzyknęłam cała się rumieniąc i znikając w łazience. Wyszłam do niego ubrana w szlafrok.
-Nawet idiota by tu wszedł.- zaczął.
-Właśnie widzę.-parsknęłam otwierając szafę z pozostałymi rzeczami.
-Może zacznij zamykać drzwi. Następnym razem może się trafić ktoś bardziej przyjaźnie nastawiony.- mruknął, a ja przewróciłam oczami.
-Co tu robisz?- spytałam w końcu.
-Peter kazał mi Cię przywieźć. Więc stwierdziłem, że wpadnę wcześniej, żebyś się nie spóźniła znowu.- wzruszył ramionami, a ja po raz kolejny przewróciłam na niego oczami. Wzięłam sweter i czarne legginsy z szafy, po czym poszłam się przebrać do łazienki.
-Nie musisz się chować. Już widziałem twoją seksowną bieliznę. Ciekawi mnie dlaczego ją ubrałaś skoro nie masz chłopaka.- parsknął, a ja miałam ochotę mu wydrapać oczy. Wyszłam już ubrana i zmierzyłam jego sylwetkę siedzącą na sofie.
-Powiedz mi, o co ci do cholery chodzi? Widziałeś to, czego nie powinieneś. Stało się, ale nie musisz mnie z tego powodu katować. Nie kazałam ci mi pomagać, nie prosiłam cię o nic, podziękowałam, więc skończ z tą idiotyczną gierką.- fuknęłam nie odrywając od niego wzroku.
-Spokojne, słońce. Ja jeszcze nie zacząłem w nic z tobą grać.- mówiąc to podszedł do mnie i uniósł swoją dłoń do mojego policzka- ale zastanawiam się, czy nie zacząć.- cień uśmiechu przełknął po jego twarzy i coś jak.. pożądanie? On jest chory. Odtrąciłam jego rękę i cofnęłam się dwa kroki.
-Chcesz kawę? Mamy jeszcze godzinę.-mruknęłam pod nosem idąc do kuchni.
-Kawa o trzeciej w nocy? Pewnie!- zaśmiał się w głos dźwięcznym śmiechem, a ja już schowana w kuchni nadal czułam jego dotyk na twarzy. Zrobiłam kawę i zaniosłam do salonu/sypialni (tak, mieszkam w kawalerce).
-Cudownie.- uśmiechnął się promiennie odbierając jedną kawę.
-Ta.- mruknęłam potakując i wpiłam się w swój kubek.
-Jesteś Angielką? -spytał patrząc na mnie.
-A jak myślisz?- spytałam uśmiechając się zagadkowo.
-Myślę, że nie. Jesteś ładniejsza niż większość Angielek.- wzruszył ramionami chyba nawet nieświadomy tego, że właśnie powiedział mi coś miłego.
-Jestem Polką.- powiedziałam zwyczajnie.
-Skąd się tu wzięłaś?- zmarszczył brwi.
-Skończyła tu studia- powiedziałam i spojrzałam na zegarek.
-Jak chcemy zdążyć, to musimy się zbierać- wstałam dopijając kawę, a on zrobił to samo. Przytaształam swoje walizki pod drzwi, a Harry zniósł je do auta. Kiedy po zamknięciu (przypominał mi o tym pięć razy) mieszkania zeszłam do niego, on już czekał opierając się o maskę samochodu. Muszę przyznać, że wyglądał bardzo pociągająco dziś.
-Wsiadasz, czy dalej się będziesz śliniła na mój widok?- spytał chichocząc, a ja od razu się zarumieniłam. Wsiadłam do samochodu, a on zrobił to samo i już jechaliśmy na stację paliw, gdzie jak się dowiedziałam mieliśmy się spotkać.
-Ile ty masz tak właściwie lat?- spytał zerkając na mnie.
-20.- powiedziałam wiedząc, że jestem młodsza od większości członków zespołu.
-Młodziutka jesteś.- uśmiechnął się po raz kolejny. Może wilk nie taki zły jak go malują?

Komentujcie, piszcie co myślicie o tym ^^
Czekam :D 
Dobranoc ♥
#MALEŃKA

wtorek, 12 września 2017

Fuckboy ~ cz.14

Obudziłam się, nie mogąc znieść zimna panującego w pomieszczeniu. Przycisnęłam nogi do klatki, oplatając rękami kolana, jakby to miało pomóc. Spałam na ziemi pod cienkim kocem. To i tak lepsze niż spędzenie nocy na drewnianym krześle. Dobrze, że do Williama w końcu to dotarło i odwiązał mnie od niego. Wcześniej robił to jedynie kiedy dostawałam coś do jedzenia lub potrzebowałam skorzystać z toalety. To ostatnie było chyba moją największą zmorą, bo nawet wtedy któryś z nich mnie pilnował. Przez kilka dni zdążyłam mniej więcej zorientować się gdzie jestem. Kojarzyłam tę okolicę ze swoim dzieciństwem. William i jego koledzy urządzili sobie niezłą miejscówkę w starym domu kultury. Pamiętam, jak przychodziłam tam na warsztaty plastyczne. Teraz to miejsce stało się moim koszmarem. Z dnia na dzień traciłam nadzieję, że William odpuści. Tym bardziej, że byłam dla niego cenną zdobyczą, również pod względem seksualnym. Wykorzystywana, kontrolowana, molestowana i zastraszana każdego dnia powoli zaczynałam się z tym oswajać. Obojętność i obrzydzenie do życia to uczucia, które zaczynały dominować w mojej głowie. Pojawił się też żal do bliskich. Dlaczego rodzice, Dakota, znajomi nie próbowali mnie szukać? Nawet cholerny Zayn nie zainteresował się, co się ze mną dzieje. A przecież to jego wina! Przez niego tu jestem! Nienawidzę go, nienawidzę Williama, nienawidzę swojego życia! Jeśli tak ma wyglądać, to chcę jak najszybciej je skończyć.

- Zawiadomić policję?! A kim ja dla niej jestem, żeby zgłaszać zaginięcie? Nikt mnie nie posłucha, debilu. Poza tym, jeśli William się zorientuje to po niej! Pomyślałeś o tym chociaż przez chwilę? - krzyczałem wściekły. Byłem na wyczerpaniu. Odkąd William porwał (T.I.) nie mogłem wziąć się w garść. Nie spałem, nie jadłem, całymi dniami myślałem nad miejscami, które nadawałyby się na przetrzymywanie kogoś. Przerażała mnie świadomość, w jakich warunkach przebywa dziewczyna. A jeszcze gorsze było nieustające poczucie winy, że to przeze mnie tak się stało.
- Nie możemy dłużej czekać. Minęło 6 dni, pomyślałeś co ona tam przeży... - zaczął Niall, ale mu przerwałem.
- Nie, kurwa, nie pomyślałem! - zawołałem ironicznie. Traciłem panowanie nad sobą.
- Zayn.. Widzimy, w jakim jesteś stanie, ale Niall ma rację. Jej rodzice na pewno zgłosili już zaginięcie, tyle, że policja nie ma żadnego tropu. Musisz się zgłosić i złożyć zeznania. Pójdziemy z tobą i potwierdzimy to, co William powiedział Ci przez telefon. Zrób to dla niej. - powiedział łagodnie Harry. Ostatnie słowa sprawiły, że kilka łez znalazło się na moich policzkach. Mieli rację, muszę zrobić wszystko, żeby ją uratować. Pokiwałem posłusznie głową i wstałem z krzesła, jednak zaraz usiałem z powrotem, bo zakręciło mi się w głowie.
- Najpierw musisz coś zjeść. - zażądził Niall i poszedł do kuchni. Po chwili wrócił z dwoma kanapkami i szklanką soku. Wypiłem napój, stanowiący przyjemną odmianę dla czarnej kawy, dzięki które jakoś funkcjonowałem. Zjadłem w pośpiechu, mimo że wcale nie miałem apetytu. Wiedziałem jednak, że szkoda czasu na kłótnię.
- To ja poprowadzę. - zaproponował Louis, chwytając kluczyki. Zebralimy się i po chwili siedzieliśmy w samochodzie.
- Ej, zobaczcie. Za tydzień jest otwarcie nowej szkoły dla dzieciaków. Szkoda, lubiłem swoją starą podstawówkę. Wystarczyło ją wyremontować, zamiast budować kolejną. - wyznał Louis ze zbolałą miną.
- Nie rozumiem tego. Tak samo było z domem kultury między Londynem a Windsor. Byłem tam pare razy jako dzieciak. - powiedział Harry.
- (T.I.) coś mi o nim opowiadała, chodziła tam na warszaty plastyczne czy coś takiego.. - wymamrotałem. Przywołałem w głowie obraz dziewczyny, kiedy mi to mówiła. Leżała w moim łóżku, w moich ubraniach, patrząc mi w oczy.. Poczułem ogromną gulę w gardle, ale nie chciałem znowu się rozkleić.
- William też tam chodził, tam pierwszy raz go spotkałem. - zauważył Harry. Ta wiadomość nie byłaby mi do niczego potrzebna, gdyby nie...
- Bingo! - krzyknął Niall. Spojrzałem na niego badawczo, żeby dowiedzieć się, czy myśli o tym samym.
- Harry, wiesz jak tam dojechać? - zapytałem.
- Tak, a dlacze..? - wymamrotał.
- Bo tam jeszcze nie sprawdzaliśmy! - zawołał Niall. Louis gwałtowanie zawrócił i podążał za wskazówkami Harrego. Niall w tym czasie zadzwonił do reszty, a ja modliłem się, żebyśmy mieli rację.

Skończyłam konsumować swoją dzienną dawkę żywienia, czyli pszenną bułkę. Przez te kilka dni schudłam dobre kilka kilo. Podejrzewałam, że mam już niedożywienie albo przynajmniej pożądną niedowagę, ale było mi to obojętne. Jak wszystko co mnie tu spotykało. Ukojenie znalazłam w ostrym kawałku szkła na podłodze. W ostatnich dniach zbyt wiele się stało, żeby nie ucierpiało moje zdrowie psychiczne. Mówiąc wprost, byłam zrujnowana. Kiedy pytałam Williama, dlaczego tak naprawdę tu jestem, śmiał się tylko szyderczo. Nagle usłyszałam krzyki dochodzące z dworu. Nie wiedziałam co się dzieje, ale nawet się nie łudziłam, że to nadchodząca pomoc. Wzięłam do ręki kawałek szkła i wykonałam kilka cięć na udach i nadgarstkach. Krew sączyła się powoli, a głosy z dworu narastały.
- Nawet nie mam słów, żeby określić, jak bardzo przesadziłeś! - krzyknął.. ktoś. Nie rozpoznałam tego głosu.
- Ja się tylko rewanżuję. - odpowiedział chłodno William. Pierwszy raz odkąd tu jestem coś mnie zaciekawiło. Postanowiłam podsłuchać tej rozmowy, jednak zapomniałam o jednym szkopule. Wokół kostki miałam założone kajdanki, przykute do krzesła. Kiedy zrobiłam krok i pociągnęłam za sobą mebel, moje zamiary zdradził nieprzyjemny pisk, jakby ktoś przejechał widelcem po talerzu.
- Tam jest (T.I.)? Masz przejebane! - zawołał wściekły... Zayn?



_________________________________
Hej misie ♥️ Przyznam bez bicia, że to chyba najsłabsza część tego opowiadania, ale musicie mi wybaczyć szwankującą ostatnio wenę :( Nudzi Was już ten imagin, czy jednak jesteście ciekawe jak się skończy ta historia? Dajcie znać w komentarzach xx 15 komentarzy = następna część
littlegirl

sobota, 9 września 2017

#Harry p.2

-Jaka trasa?- spytałam kiedy już wytarłam spódnicę i nagle wparował do pomieszczenia Peter.
-O cudownie! Widzę, że się już poznaliście.- zaczął, a ja wstałam, żeby podać mu rękę.
-Peter jestem, mam nadzieję, że nasza współpraca będzie owocna.- puścił mi oczko, a ja się skrzywiłam.
-Chciałam właśnie o niej porozmawiać. O co chodzi z jakąkolwiek trasą? Chodzi o trasę po kraju, mieście?- pytałam ze złudną nadzieją, na co on się uśmiechnął z pobłażliwością.
-Nie. Wszystko ci wytłumaczę. Vanessa Cię skierowała do mnie, ponieważ przyda mi się pomoc podczas całej trasy po Europie. Mamy też na zakończenie dwa olbrzymie koncerty w Stanach, NYC i Waszyngton. Pierw jedziemy do Irlandii, samolot do Portugalii, a później już autokarem. Hiszpania, Francja, Niemcy, Czechy, Austria, Chorwacja i Grecja, a później USA. Wiem, że to natłok informacji jak na twój pierwszy dzień z nami, ale faktem jest to, że ta trasa za pewne wpłynie na dalszy rozwój twojej kariery zawodowej. Zgadzasz się? Wynagrodzenie oczywiście się zwiększa, bo to tak, jak gdybyś była w pracy 24/7 przez 6 miesięcy.- wytłumaczył mężczyzna, a ja byłam w szoku. Ja? Na trasę.
-Czy mogę to przemyśleć?- spytałam nadal zdziwiona.
-Jasne.. może nam dasz odpowiedź po lunchu?- zaproponował, a ja spojrzałam na zegarek i rzeczywiście już prawi 14.
-Myślę, że to wystarczający czas na podjęcie decyzji. Mamy wiele chętnych na tą posadę, więc mam nadzieję, że to docenisz. Teraz chodźmy coś zjeść.- mruknął do chłopaków, którzy byli zdecydowanie za tą propozycją. Ja zeszłam w ustalone przez Mike'a miejsce przed biurowcem i jak zawsze czekał na mnie opierając się o swojego Harley'a.
-Cześć królewno.- uśmiechnął się, a ja to odwzajemniłam całując go w policzek i wsiadając do tyłu.
-Gdzie jedziemy?- spytałam już myśląc jak zacząć rozmowę o trasie.
-Tajskie? Chińskie? Włoskie? Czy wszystko naraz?- spytał chichocząc.
-Znajdźmy jakąś przytulną kawiarnię.- cmoknęłam, a on uniósł dłoń i zasalutował.
-Spełniam rozkazy.- mrugnął, a ja się uśmiechnęłam szerzej. Dojechaliśmy na miejsce, weszliśmy do środka i usiedliśmy przy stoliku. Tak samo jak zawsze. Zamówiliśmy szarlotkę podaną z lodami. Postanowiłam nie zwlekać z tematem i zacząć od razu.
-Zaproponowali mi trasę.- powiedziałam prosto z mostu, a on tylko patrzył.
-Ile? Gdzie?- w końcu się odezwał zimnym tonem. Cholera.. wiedziałam, że tak będzie.
-Po Europie, a na koniec NYC i Waszyngton.- powoli go informowałam nie będąc pewna jego reakcji. Nie chciałam odpowiadać na jego pierwsze pytanie.
-Ile byśmy się nie widzieli?- powtórzył.
-Byłoby nas stać na mieszkanie, kupiłabym może auto. Na pewno bym miała lepszy start, a moja karier..- nawijałam o plusach trasy, kiedy mi przerwał.
-Ile?!- uniósł głos łapiąc mnie za rękę.
-6 miesięcy.- wydukałam. To nie może się skończyć dobrze.
-To długo.- przejechał dłonią po idealnie ułożonych włosach.
-Tak to chwilę.. ale damy radę, prawda? Zobaczysz, że nie będzie tak źle.. będziemy rozmawiać często, widzieć się na skypie.. będę ci wysyłała zdjęcia, a po trasie wyjedziemy na jakieś krótkie wakacje, żeby to sobie zrekompensować.. - nie wiedziałam już co mówić, kiedy on ułożył się wygodniej w swoim fotelu.
-Czy dla ciebie praca jest ważniejsza?- spytał obserwując mnie, a ja zrobiłam wielkie oczy.
-Ja.. nie. Nie jest, ale.. to jest szansa..- próbowałam wytłumaczyć.
-Skoro nie jest, to nie jedź.- powiedział po prostu.
-Ja.. stracę pracę..- kontynuowałam czując się co raz to bardziej bezsilna.
-Czyli jednak..?- spytał mrużąc oczy.
-Przecież damy radę.. jakoś damy.. razem.- głos zaczął mi drżeć. Wiedziałam, że będzie przeciwny.. rozmawialiśmy kiedyś o tym.
-Z pięcioma facetami.. 6 miesięcy. No nic.. życzę ci powodzenia.- zacisnął usta w cieniutką kreskę i wstał. Ja wstałam i podążyłam do niego.
-Ale przecież.. przecież ty wiesz. Ja jestem tylko twoja.. ty wiesz.- mówiłam czując jak tracę grunt pod nogami, a obraz, który widziałam zaczął się rozmazywać.
-Uwierz mi, że  6 miesięcy to trochę za dużo jak dla mnie.- wzruszył ramionami.
-Ja.. ja nie mogę zrezygnować.. proszę, zrozum..- teraz już pojedyncze łzy kreśliły dróżkę na policzkach dla kolejnych i kolejnych.
-Nie płacz..- powiedział patrząc na mnie.
-Proszę cię..- spojrzałam na niego.
-Zawsze mnie to denerwowało.. płaczesz w publicznym miejscu i to jest najbardziej irytująca  mnie w tobie rzecz. Ile masz lat? 5? Co próbujesz tym wymusić? - mówił marszcząc brwi i się unosząc, a ja czułam na sobie spojrzenia wszystkich wokół. Nie obchodziło mnie to teraz.
-Ja..? Ja nic nie chcę.. tylko po prostu zostań..- poprosiłam ostatni raz.
-To ty nie chcesz zostać.. ty dokonałaś wyboru, nie ja. Więc teraz wyjdę, a ty jak Cię proszę.. nie rób choć raz scen. I przestań ryczeć.- powiedział oschle i wyszedł. Już przekraczałam próg kawiarni kiedy usłyszałam znany mi głos.
-Nie masz godności?- odwróciłam się i zobaczyłam uszczypliwego szatyna z kręconymi włosami.
-Chris!- zawołałam jeszcze przekraczając próg kawiarni i nie zważając na krzyki kelnerki. Zobaczyłam go jeszcze siedzącego na motorze. Spojrzał na mnie jeszcze raz, ten ostatni i odjechał. Kelnerka podeszła i mówiła.. co mówiła? Nie wiem co mówi.. widzę tylko to jedno spojrzenie. Nie wiem co czuł.. ale mi właśnie brakuje tchu.
-Przepraszam. Nikt nie zapłacił rachunku. Proszę wrócić do środka i dokonać płatności.- szczebiotała kelnerka na skraju cierpliwości.
-Ja?-popatrzyłam na nią zdziwiona- ja nie mam przy sobie.. nie mam nic.- parsknęłam ironicznie.
-Rachunek został uregulowany.. niech Pani wraca do środka.. przepraszam za zajście.- usłyszałam głos z charakterystyczną chrypką. Stałam dalej jak kołek nie będąc pewna tego, co przed chwilą się wydarzyło.
-No.. niezły popisik daliście z chłoptasiem.- parsknął loczek przystając przy mnie.
-Nie możesz sobie darować?- spytałam zirytowana.
-Po prostu daj spokój. Dzięki, że zapłaciłeś.. ja zapomniałam torebki w biurze.- dukałam i ruszyłam przed siebie.
-Chodź.- mruknął i złapał mnie za rękę po czym pociągnął za sobą. Nie odzywałam się, bo po co? Bezczelny cwaniak i tak mnie nie posłucha.
-Wsiadaj.- rozkazał po raz kolejny, a ja to zrobiłam.
-Masz.- kolejne pojedyncze słowo.. może nie potrafi inaczej rozmawiać jak złośliwie? Rzucił mi chusteczki na kolana, a ja się wytarłam i ogarnęłam tyle ile mogłam.
-G-gdzie jedziemy..? - zająknęłam się przez co potępiłam się w duchu. Koniec płaczu. On tego nie lubił.
-Do pracy. - odpowiedział krótko a treściwie. Kompletnie o niej zapomniałam. Dojechaliśmy. Styles zręcznie zaparkował i siedzieliśmy tak przed chwilę.
-Wysiądziesz w końcu?- odezwał się po chwili od nie chcenia.
-Dzięki.. za tamto.- mruknęłam pod nosem.
-Za co? Za próbę ocalenia resztek twojej godności, które straciłaś, zapłacenie rachunku, chusteczki czy przywiezienie do pracy?- zaczął wyliczać.
-Wszystko.- zacisnęłam usta.
-Nie wyobrażaj sobie za wiele. To z litości.- uśmiechnął się i popatrzył na mnie znudzonym wzrokiem wyraźnie sugerując, że powinnam wysiąść. Zrobiłam to bez zastanowienia. Ruszyłam pędem do firmy, a później toalety. Jeszcze ten jeden raz.. tylko ostatni. Cholera. Już płaczę.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Powinnam tu dodać historia oparta na faktach? 
No może troszeczkę..Jak tam? Podoba się? ;)
Piszcie w komentarzach, czekam cierpliwie ^^
Kolejny niebawem.
#MALEŃKA


piątek, 1 września 2017

Fuckboy ~cz.13

Rzuciłem telefonem o ziemię, przez co niewiele z niego zostało.
- Kurwa, Zayn! - krzyknął zdenerwowany Harry.
- Przepraszam, odkupię ci go. - powiedziałem obojętnie, spoglądając na chłopaka zaszklonymi oczami.
- Dobra, nieważne. Nie myśl o tym. Co robimy? - zapytał przejęty, widząc w jakim stanie jestem.
- Muszę ją znaleźć. - szepnąłem wbijając wzrok w ziemię. Bałem się o (T.I.), bo wiedziałem do czego William jest zdolny.
- Chodźcie tu, potrzebujemy nowego planu! - krzyknął Harry w stronę reszty.
- Tym razem nie układamy żadnego planu. To sprawa między mną a Williamem, zresztą od początku tak było. Nie powinienem was w to wciągać, dlatego załatwię to sam. - oświadczyłem zdecydowanym tonem.
- Nie ma mowy. Ich jest dziesięciu a ty jeden, nie masz szans. - zauważył Niall.
- Wybij sobie to z głowy, nie zostawimy cię. - dodał Chris.
- Tu już dawno nie chodzi o to, co zrobiłeś Williamowi. Można było to wtedy załatwić, ale teraz przeszkadza im nawet fakt, że oddychamy. Przeszłość nie ma znaczenia. - powiedział Louis, wzbudzając poparcie całej grupy. Uśmiechnąłem się, widząc przed sobą grono prawdziwych przyjaciół, zdeterminowanych aby mi pomóc.
- Dobra, w takim razie zrobimy tak.. - zacząłem, układając w głowie nowy plan działania.

- Puść mnie! Przestań! - krzyczałam, kiedy wielkie, obrzydliwe ręce chłopaka błądziły po moim ciele. Nic więcej nie mogłam zrobić, ręce i nogi miałam przywiązane do drewnianego krzesła. Nie miałam pojęcia gdzie jestem, bo całą drogę ktoś zasłaniał mi oczy.
W pomieszczeniu było ciemno i zimno. Jedyne źródło światła stanowiło niewielkie okno pod sufitem. Wywnioskowałam, że przebywmy w jakimś opuszczonym budynku lub piwnicy. Nagle ktoś wszedł do pomieszczenia.
- Popierdoliło cię?! - ryknął wściekły William. Chłopak, który mnie obmacywał natychmiast odsunął się, jednak było już za późno. William podszedł i spoliczkował go, po czym wyszarpał z pokoju. Po chwili wrócił do mnie.
- William, proszę, wypuść mnie. Moi rodzice się martwią..
- Przestań jęczeć. - warknął. Przestraszyłam się i umilkłam, czekając na jego reakcję.
- Wpadnę do ciebie wieczorem, tak jak wczoraj. - dodał, oblizując usta. Skrzywiłam się, ale na szczęście chłopak tego nie widział. Położył ręce na moich biodrach i pocałował mnie. Nie sprzeciwiałam się tylko dlatego, że bałam się tego co mógłby mi zrobić. Miał całkowitą kontrolę nad moim życiem. Czekałam cierpliwie, aż skończy swoje pieszczoty, które swoją drogą nie miały nic wspólnego z czymś przyjemnym. Przypomniałam sobie dotyk Zayna i poczułam łzy zbierające się w oczach. William miał suche i szorstkie ręce, które błądząc po moich udach i plecach, wywoływały u mnie obrzydzenie. Podczas pocałunku przygryzał mi wargę tak mocno, że krwawiła, a malinki bolały bardziej niż siniaki po uderzeniu. Tęskniłam za miękką skórą Zayna, jego delikatnością i subtelnością. Czułam się jak zabawka, której William używał, żeby sobie ulżyć. Zresztą nie tylko on, inni też do mnie przychodzili i korzystali z tego, że nie mam jak się bronić. Mieli pecha, jeśli William ich nakrył, ale zdarzało się to rzadko. Straciłam poczucie czasu, nie potrafiłam określić, czy siedzę tam kilka dni czy tygodni. Każda minuta dłużyła się w nieskończoność. Miałam wrażenie, że już nigdy stamtąd nie wyjdę. Zastanawiałam się tylko, o co tak naprawdę chodzi międy Williamem a Zaynem i dlaczego, do cholery, jestem w to wplątana.

Przecież nie zapadli się pod ziemię. Powtarzałem sobie w myślach do znudzenia. Trzy dni szukania (T.I.) na nic. Rozdzieliliśmy się i połowa nas szukała w Lonydnie, a reszta w Windsor. Nie chciałem myśleć o tym, co przeżywają jej rodzice. Sam odchodziłem od zmysłów, winiąc siebie za całą sytuację. Od początku wiedziałem, że nie mogę się do niej zbliżyć. Dlaczego się nie powtrzymałem?
Wszystko zaczęło się ponad trzy lata temu, kiedy poznałem Laylę, piękną brunetkę. Szybko zrozumieliśmy, że nie widzimy świata poza sobą nawzajem. Byliśmy szczęśliwą parą, która prawie nigdy się nie kłóciła. Zbliżały się jej urodziny, postanowiłem zabrać ją na wycieczkę motorem mojego ojczyma. I wtedy to się stało. Zakręt, szybka prędkość, samochód z naprzeciwka.. Layla zmarła na miejscu, w dniu swoich 15 urodzin. Sam straciłem przytomność, więc nie zdążyłem się z nią pożegnać. Na pogrzebie też mnie nie było, bo leżałem w szpitalu. Dopiero pół roku później odważyłem się pójść na cmentarz, kiedy w miarę stanąłem na nogi. Przy grobie Layli siedział jakiś chłopak.. Przedstawił się jako jej brat, William. Kiedy powiedziałem mu kim jestem, zaczęła się wojna.




__________________________________________
Witam Was, w ten jakże smutny i przygnębiający dzień. Chociaż muszę przyznać, że kiedy 1 września nie oznacza rozpoczęcia roku, to nie jest taki zły! :D Cieszycie się na powrót do szkoły? Do której klasy teraz idziecie? A może macie jeszcze miesiąc wakacji? Jestem bardzo ciekawa w jakim wieku są moje czytelniczki ♥️
A teraz na temat, co sądzicie o tym opowiadaniu? Umowa jak ostatnio, 15 komentarzy = następna część :)
littlegirl

środa, 30 sierpnia 2017

#Harry

-Dziś zostaniesz przeniesiona już raczej na stałe.- powiedziała moja przełożona.
-To znaczy? Do kogo będę przypisana?- spytałam pełna nadziei, że dadzą mi się w końcu wykazać.
-Jeszcze nie będziesz przypisana bezpośrednio do artysty oczywiście. Będziesz przypisana do menadżera Boys band'u 'One Direction'.- powiedziała, a ja zakrztusiłam się mimo, że nie miałam czym.
-Nie masz dla mnie poważniejszych propozycji?- popatrzyłam, a ona mnie zgasiła wzrokiem.
-Masz 20 lat, to i tak ogromna szansa dla ciebie. Odbędziesz tam 6 miesięcy praktyk,a później jeśli się sprawdzisz to się zastanowimy co z tobą dalej. Rozumiesz?- skinęłam głową powstrzymując się od przewrócenia na nią oczami.
-Idź do pokoju numer 202.- rozkazała tym głosem, który wywołuje u mnie ciarki.
-Za godzinę. Na razie się przebierz.. spróbuj wyglądać  pierwszego dnia choć troszeczkę bardziej profesjonalnie.- dodała oschle, a ja się ewakuowałam jak najszybciej umiem. Skierowałam się do swojego mieszkania ulicę dalej. Otworzyłam szafę i zaczęłam szukać jedynych eleganckich ciuchów, które niby mama mi kupiła jak miałam robić 'karierę', którą szlag jasny trafił. Przerzucałam ciuchy na prawo i lewo, aż w końcu zobaczyłam swoją zdobycz. To nie tak, że nie mam eleganckich ciuchów.. po prostu nie mam typowo biurowych. Ubrałam ciuchy i z spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Granatowa dopasowana spódnica z wysokim stanem, muszę przyznać, że podkreślała mój zgrabny tyłek. W końcu widać efekty po siłowni. W nią wpuściłam luźniejszą koszulę o jasnym odcieniu kremu. Całą 'stylówke' Dopełniały klasyczne czarne szpilki, które akurat uwielbiałam. Obkręciłam się w kółko podziwiając zamierzony efekt. Włosy spięłam w niskiego koka i po bokach wpuściłam nieliczne kosmyki, żeby nie było jednak zbyt sztywno. Chciałam pokazać, że mimo swojego młodego wieku potrafię być dojrzała i zachowywać się poważnie. Na twarzy widniał delikatny naturalny makijaz..nie przesadzałam z nim, puder, delikatny róż i maskara. Spojrzałam na telefon i powoli zaczynał mnie dopadać stresik. Na pewno byłoby mi łatwiej pracować z kimś starszym.. może z jakąś kobietą! Nie.. dajcie mi 5 facetów! Usłyszałam dzwonek telefonu *Misiu*. Spojrzałam na wyświetlacz i od razu się uśmiechnęłam.
-Cześć, słońce.- usłyszałam męski głos.
-Cześć misiu, co tam?- spytałam od razu i wyszłam z mieszkania zamykając je.
-Wpadnę po Ciebie do pracy i pójdziemy coś zjeść.. co ty na to? Mogę Cię porwać na lunch?- spytał słodko, a ja nie potrafiłam odmówić.
-Jasne.. 14? Będę gotowa, a teraz muszę kończyć, jestem przed więzieniem.- gorzko zażartowałam, poczekałam aż odpowie  i się rozłączyłam. Weszłam. Zostały mi 3 minuty na dojście do pokoju 202. Pobiegłam w stronę windy,  wysiadłam, przeszłam kawałek i już byłam na miejscu. Dwa wdechy i wydech. Zapukałam i usłyszałam jakieś krzyki po drugiej stronie. Nie byłam pewno co one oznaczają, więc poczekałam na ponowny odzew, który nie nastąpił. Zapukałam ponownie.
-Proszę!- usłyszałam tym razem jeden zdecydowany krzyk. Jeśli to ich menadżer, to mam przesrane. Pchnęłam pewnie drewnianą powłokę i ukazała mi się piątka niewiele starszych ode mnie facetów.
-O cholera.-powiedział jeden z nich, ale nie zdążyłam załapać, który to.
-Dzień dobry.- powiedziałam po odchrząknięciu i zamknęłam za sobą drzwi. Chórem odpowiedzieli na moje przywitanie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, ale nie widziałam nikogo oprócz członków zespołu.
-Nie ma waszego menadżera jeszcze?- spytałam jeszcze lekko wystraszona.
-Nie. Peter się spóźni.- powiedział loczek. Harry, jeśli dobrze wygooglowałam jego postać.
-W porządku. Pozwólcie, że zrobię sobie kawę, miałam ciężki poranek.- mruknęłam pod nosem, ale nim zdążyłam ruszyć w kierunki ekspresu blondyn mnie wyprzedził.
-Ja zrobię.- powiedział, ale zamiast udać się w kierunku maszyny podszedł do mnie.
-Jestem Niall.. ty będziesz zastępcą menadżera?- spytał bezpośrednio. Podałam mu rękę.
-[T.I.] i na to wygląda.- wzruszyłam ramionami.
-Ona wie jak masz na imię, idioto.- prychnął zielonooki, a Horan się skrzywił i poszedł zrobić kawę.
-A ty to kto?- popatrzyłam na niego i uniosłam jedną brew.
-Nie udawaj księżniczko, że nie wiesz.- nieznacznie uniósł prawy kącik ust i krzywo się uśmiechnął.
-Harry, uspokój się.- warknął mulat, który również do mnie podszedł.
-Gorszy okres.. jestem Zayn.. to Liam, Louis, a ten cham to Harry- mrugnął do mnie, wziął mnie za dłoń i podprowadził pod fotel.
-Chyba nie będziesz tak stała?- spytał, a ja się gapiłam na niego jak idiotka.
-Usiądę.- powiedziałam jak gdyby nigdy nic i  to zrobiłam, chwilę później blondyn dał mi kawę i zapadła niezręczna cisza.
-Mam nadzieję, że się dogadamy.. w końcu pół roku wspólnej trasy przed nami!- wzdychnął Liam, a ja ze zdziwienia zakrztusiłam się kawą przy okazji wylewając ją na siebie.
-Cholera.- syknęłam.
-Jaka trasa?- spytałam kiedy już wytarłam spódnicę i nagle wparował do pomieszczenia Peter.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mówcie co tym sądzicie? 
Mam kontynuować? ^^ 
Mam nadzieję, że się spodoba..
Brałam pod uwagę tu pierwotny skład One Direction
Czyli ten  z Zaynem.
#MALEŃKA

środa, 23 sierpnia 2017

Fuckboy ~ cz.12

Wstaliśmy równo ze wschodem słońca. Nie tracąc czasu spakowaliśmy swoje rzeczy i wsiedliśmy do 4 czarnych samochodów, po dwie osoby w każdym. Po drodze zatrzymaliśmy się w supermarkecie, żeby kupić jakieś jedzenie w ramach śniadania. Byliśmy w mieście jeszcze przed ósmą rano. Alex i Chris pojechali do mojego mieszkania sprawdzić, czy nie było włamania. Reszta udała się w dobrze znane nam miejsce. Był to opuszczony cmentarz na przedmieściach, jeszcze z czasów wojny. Chwasty już dawno zakryły poniszczone nagrobki do tego stopnia, że niemożliwe stało się wskazanie dokładnych miejsc pochówku. Mało kto wiedział w ogóle o istnieniu cmentarza, dlatego było ono bezpieczne pod względem nieproszonych gości. To tam odbywały się wszelkie bójki i nielegalne zakłady pomiędzy naszą paczką a chłopakami z sąsiedniego miasta. W szkole wszyscy wiedzieli, że prowadzimy wojnę, ale nikt nie zdawał sobie sprawy dokąd potrafimy się posunąć. Według nich spór opierał się na wyzwiskach i groźnych spojrzeniach. Chodziło jednak o coś więcej.
- Sprawdziliśmy, dom stoi jak stał! - krzyknął Chris przeskakując przez zardzewiałą bramę. Podziękowałem im za fatygę i przypomniałem plan. Musieliśmy jakoś zwabić chłopaków z Windsor na miejsce.
- Harry, masz telefon? - zwróciłem się w stronę bruneta, który kończył papierosa. Zgasił końcówkę o ukryty między trawą kawałek betonu. Chłopak wyjął z kieszeni komórkę i rzucił ją w moją stronę. Włożyłem kolejną kartę SIM i wybrałem znajomy numer.
- Halo?
- Tu Zayn. Chyba pora to zakończyć. Wiesz, gdzie przyjechać. - poleciłem chłodno.
- Skoro chcesz skończyć jak twój kumpel to nie ma sprawy. - zaśmiał się William, lider grupy.
- Skopię ci tyłek w jego imieniu. - zadrwiłem.
- Nie byłbym tego taki pewien, chyba mam coś twojego, co może cię przed tym powstrzymać. - powiedział pewny siebie.
- Zayn! - krzyknęła przestraszona dziewczyna. Natychmiast rozpoznałem ten głos.
- (T.I.)! - zawołałem do słuchawki.
- Od teraz gramy według moich zasad. - rzucił William i rozłączył się. Stałem jak wryty. Nie miałem pojęcia jak znalazł (T.I.), skąd w ogóle o niej wiedział. Przecież próbowałem ją chronić. Poczułem, że ktoś mnie przytula. Oparłem głowę na ramieniu Harrego, czując się bezradny i bezbronny jak dziecko. Co mogłem zrobić?

Biegłam w stronę narastających krzyków z kastetem w kieszeni. Po chwili znalazłam się na polanie, na której stało kilku, o ile nie kilkunastu chłopaków. Jednego z nich rozpoznałam od razu. Był to brunet, z kórym spędziłam dzieciństwo. Przyjaźniliśmy się do moich 14 urodzin. Krótko potem zmarła jego mama, a on zmienił się nie do poznania. Zaczął wdawać się w bójki i przekręty, a do tego dilował. Uważał, że skoro jest 3 lata starszy, może mną dyrygować. Nie chciałam stać się jego marionetką, więc zakończyłam znajomość. Od tego czasu korzystał z każdej okazji, żeby uprzykrzyć mi życie.
- Nie wierzę własnym oczom! - zawołał ironicznie na mój widok.
- Odpuść sobie, William. - powiedziałam sucho, nie zdradzając buzujących w środku emocji. Wiedziałam do czego jest zdolny, nie mogłam okazać swojego strachu.
- Wiem, jakie masz o mnie zdanie. Ale naprawdę myślisz, że twój nowy kochaś jest lepszy? - zapytał, idąc powoli w moją stronę. Chciałam stamtąd zniknąć jak najszybciej, ale dwóch jego kolegów stało za mną, uniemożliwiając ucieczkę. Co mnie w ogóle podkusiło, żeby tu przybiec?
- Nie wiem o co ci chodzi. - skłamałam. Słyszałam coś o relacjach paczki Zayna z paczką Williama, ale nie miałam pojęcia, skąd wie o mnie i chłopaku.
- Nie? Zaraz się przekonamy. - uśmiechnął się sztucznie, łapiąc mój nadgarstek.
- To boli. - syknęłam, lecz nie poluzował uścisku.
- Telefon. - polecił, nie odrywając wzroku od moich oczu. Wystawił wolną rekę, czekając, aż jeden z jego kolegów poda mu wspomniany przedmiot. W tym samym momencie usłyszałam systemową melodyjkę.
- O wilku mowa. - odezwał się jakiś blondyn, podając Williamowi komórkę. Odebrał, nie zmieniając swojej pozycji.
- Halo? - odezwał się z chytrym uśmieszkiem.
- Tu Zayn. Chyba pora to zakończyć. Wiesz, gdzie przyjechać. - powiedział chłodnym głosem. Słyszałam go bardzo słabo, ale na tyle wystarczająco, by sama się przestraszyć tego tonu.
- Skoro chcesz skończyć jak twój kumpel to nie ma sprawy. - zaśmiał się William. Skrzywiłam się na myśl o zakrwawionym przedmiocie w mojej kieszeni. Domyśliłam się, że chłopak maczał w tym palce.
- Skopię ci tyłek w jego imieniu. - zadrwił.
- Nie byłbym tego taki pewien, chyba mam coś twojego. - powiedział pewny siebie, podsuwając słuchawkę w moją stronę i ściskając za ręke jeszcze mocniej.
- Zayn! - krzyknęłam przerażona. Nie wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi, ale cholernie się bałam.
- (T.I.)! - zawołał do słuchawki. Nie zdążyłam już nic powiedzieć, bo ktoś zasłonił mi usta od tyłu.
- Od teraz gramy według moich zasad. - rzucił William i rozłączył się.



____________________________________________
Witajcie, przepraszam Was za moją dłuuugą przerwę, ale ostatnio w moim życiu tyle się działo, że musiałam na jakis czas odstawić bloga na bok.. Ale wracam z kontynuacją imagina i bardzo jestem ciekawa co o nim myślicie? :) Intrygujące czy kiczowate? 15 komentarzy = następna cześć, obiecuje, ze tym razem szybciej niż poprzednio :D
littlegirl



wtorek, 22 sierpnia 2017

Only me.. but he.. (Niall) #2


Zastanawiałem się nad tym całą noc i kurwa dalej nie mam pojęcia czemu. Rozmowa z nią nie wchodzi w grę, bo i tam mi nie powie... Jak każdego dnia poszedłem do szkoły, tylko tym razem z planem, będę obserwował ją tak długo aż czegoś się dowiem, to chore ale jedyne wyjście. Z jednej strony jestem cholernie ciekawy dlaczego jest taka skryta i ponura, ale z drugiej strony w głowie pojawia mi się myśl co jest tego powodem, albo raczej kto?! Nie chce rozwodzić się na ten temat, ale kurwa nie mogę przestać o niej myśleć. Pamiętam, ze w czasie kiedy ona mnie najbardziej potrzebowała, ja zwyczajnie to zignorowałem. Olałem ją i potem czas tak szybko się potoczył, ze nawet nie wiem kiedy zniknęła z mojego życia. I do wczoraj dalej o niej nie pamiętałem! Czy to możliwe, żeby zmieniła się tak przeze mnie?!


***


''..Ta świadomość, ze on ciągle się na mnie patrzy zaczyna mnie już mocno wkurwiać! Tak, wiem kto mnie ciągle obserwuje i szczerze, miałabym to gdzieś, gdyby mnie tym tak nie rozpraszał!.. "


Wpisałam do, sklejonego już, pamiętnika. I prawda jest właśnie taka, ze Horan naprawdę robi się coraz bardziej uprzykrzający. Mam dość tego ze ciągle jest w pobliżu, wiem, też ze nie jest blisko z powodu jakiejś innej dziewczyny, bo kurwa blisko mnie nie ma nikogo..
Włożyłam do szafki niepotrzebne książki i wyjęłam ostatnią lekcje z dzisiejszego dnia. Poszłam pod klasę, modląc się aby go nie było. Nie chce mieć z nim nic wspólnego, tak jak on nie chciał mieć ze mną. Lekcja minęła szybko i ruszyłam w znanym mi kierunku. Musze przyznać, ze to miejsce o tej porze roku jest niesamowite i chyba piękniejszego na ziemi

nie ma. Dobrze, ze wzięłam dzisiaj aparat do szkoły, więc mogę oddać się swojej pasji. Uwielbiam to! Fotografia to coś, co pozwala mi zapomnieć o wszystkim. A Irlandia to najbardziej bajkowy kraj jaki tylko istnieje. Jest tu tyle krajobrazów które warto uwieczniać. Zrobiłam kilka zdjęć i usiadłam wygodnie na miękkiej trawie.
- Czemu to wszystko jest takie skomplikowane.. - szepnęłam sama do siebie. Moje życie jest zbyt smutne, żeby takie chwile jak ta teraz mogła rozświetlić je choć na trochę. Coraz częściej zaczynam mieć dość tej szarości. Tylko, ze nie mam powodów do radości. Zniknęła ona gdy uświadomiłam sobie, ze Niall po prostu mnie wykorzystał, może byłam naiwna, ale kochałam go na zabój.Wyjęłam pamiętnik i zaczęłam:

Więc może czas najwyższy zdradzić tu dlaczego tak bardzo go nienawidzę! Dlaczego moja rzeczywistość jest taka a nie inna... Zaczęło się to dokładnie, naprawdę dokładnie, 3 lata temu. Ja i Niall byliśmy bliskimi kolegami, żeby nie powiedzieć przyjaciółmi. Wyjechaliśmy razem z resztą naszych kolegów na mały biwak. Tylko 3 noce, ale zawsze to jakaś zabawa. Przed wyjazdem rozmawiałam z Horanem o tym, ze będzie blisko, nie zostawi mnie nigdzie, bo przecież doskonale wiedział, jak bardzo boję się samotności. Tym bardziej tak daleko od domu. Zabawne bo zarzekał się wtedy, ze przenigdy by mi tego nie zrobił i ze mam nawet tak nie myśleć. A jednak! Już pierwszego dnia biwaku zaczął zachowywać się jakbym była kimś obcym. Nie wzięłam tego na poważnie, bo może alkohol za bardzo buzował w jego głowie i przecież przyrzekał. Dzieliłam z nim namiot, spaliśmy już razem wiele razy więc nie bałam się tego, nawet nie było czego bo nie pojawił się w namiocie. Chciałam z nim o tym porozmawiać następnego dnia, ale unikał mnie. Nie mam pojęcia co wydarzyło się podczas pierwszego dnia 'integracji', czy nawet podczas drogi na miejsce, ale wiem, ze to była najgorsza wycieczka w moim życiu. Reszty można się domyśleć, blondyn był tak zobojętniały ze w ostatnich godzinach wypoczynku nawet nie odpowiadał na moje pytania. Postanowiłam sama rozwiązać jego problem i zadzwoniłam po ciocię, która mieszkała blisko naszego biwaku i przyjechała po mnie. Ona jedyna wie co tak naprawdę czuje do tego palanta. A co czuje?! Nienawiść! Obojętność.. tęsknotę! Tak bardzo za nim tęsknie, brakuje mi jego głosu, szybszego bicia serca, który towarzyszyło mi gdy mnie przytulał cz łapał za dłoń. Byłam w nim kurewsko zakochana, a on tak po prostu.. eehhhh, szkoda atramentu.
Z czasem nauczyłam się doskonale kamuflować uczucia i jestem tu gdzie jestem. I zastanawiam się coraz częściej, czy przez to kiedykolwiek się zmienię. Czy znajdę kiedyś kogoś kto pomoże mi wrócić do radości i czy przywróci kolory w moim życiu. Szczerze wątpię!!



***

Chciałem dzisiaj do niej podejść, zagadać, ale zwyczajnie stchórzyłem. Spieprzyłem na maksa, jak mogłem tak ją odtrącić?! Musze to natychmiast naprawić. Stałem przed drzwiami jej domu, przed kilka minut tylko stałem i zastanawiałem się co właściwie jej powiem, ale zapukałem. Czekałem kilkanaście sekund aż ktoś otworzy i marzyłem żeby to nie była ona, bo jak ja jej w oczy spojrzę. Otworzyła mi jakaś, nieznana mi, kobieta. Na oko byłą zbliżona wiekiem, to (T.i.) brata. 

- Dzień dobry, słucham? - miała dość ładny głos, jej oczy przeszywały mnie czekając na moją odpowiedź.
- Jest może (T.i.)?  Chciałem oddać jej notatki.. - wymyśliłem na poczekaniu.
- Nie ma jej, ale możesz je zostawić. - uśmiechnęła się
- Przepraszam, ale wolałbym oddać jej osobiście.- przecież ich nawet teraz ze sobą nie mam
- Rozumiem, nie jestem w stanie powiedzieć Ci o której wróci bo wzięła dzisiaj aparat więc to potrwa dobre kilka godzin.
- Dziękuje za informacje i proszę jej nie mówić ze tu byłem. - nie chce by coś sobie o mnie pomyślała.
- Dobrze.. - powiedziała niepewnie - Do widzenia. - zamknęła drzwi i ruszyłem powolnym krokiem do domu. Dobrze wiedzieć, ze lubi fotografować, to może mi się przydać...

_____________________

To napisałam 2 część! Mam nadzieje, ze dalej chcecie.. :)
Dziękuje tez ze cokolwiek napisaliście,bałam się ze się nie spodoba i nikt z was już nie skomentuje mojej 'twórczości'.. Kocham WAS!!


Naat