One Direction i My.. - imaginy

sobota, 28 czerwca 2014

"Dzień który zmienił moje życie, na zawsze"cz 1

Hej jestem tu nową adminką, mam nadzieję że imagin sie spodoba. Mam jedną taką sprawe chcecie aby ten imagin był o kim? piszcie w komach, największa ilość wygrywa
(sorry za błędy ortograficzne)
   ..................................................................................................................................................................
                                  "Dzień który zmienił moje życie, na zawsze "
Dzisiaj tradycyjnie siedziałam na facebook'u jak zwykła 14-nasto latka przeglądając najnowsze posty, w pewnym momencie zobaczyłam post dotyczący one direction więc zaczęłam go czytać po przeczytaniu nie mogłam pojąć się ze szczęścia okazało się że 1D będzie miał koncert w Polsce, bo koncert w USA został odwołany przez wrogie nastawienie fanów i braku chętnych na nabycie biletu. Od razu weszłam na strone internetową,Podczas zamawiania biletu na koncert w Warszawie zauważyłam że żaden bilet nie został jeszcze kupiony, zbytnio się tym nie przejęłam ponieważ ta wiadomość jest oficjalnie potwierdzona dopiero od 24h, i po tej aferze z narkotykami połowa fanów się od nich odwróciła jednak ja nie,stałam się ich jeszcze większą fanką, choć fakt że 1D podzielili się na tak zwane "grupy" ranił.Gdy tylko się ogarnęłam zaczęłam prosić rodziców o to by mnie zawieźli na ich koncert po kilku próbach udało się, zgodzili się. Szczęście mi sprzyjało bo koncert ma się odbyć 15 lipca więc w wakacje,przez co nie minęłyby mnie dni szkolne i nie musiałabym nadrabiać zaległości.
*następnego dnia*
gdy tylko zobaczyłam moje przyjaciółki podbiegłam do nich, zaczęłam piszczeć i opowiadać o niewiarygodnym szczęściu jakie mnie spotkało, czułam się jak w 7 niebie.
*2 dni przed koncertem*
Już za 2 dni koncert.Nie mogę się doczekać.postanowiłam już że ubiorę:
  

  


Po naszykowaniu ubrań wzięłam się za malowanie plakatu.
*dzień koncertu*
koncert zaczyna się o 14:10 ,aby zdążyć musieliśmy wyjechać o 9:10 jako że od Warszawy dzieli mnie dobre 5h drogi i ewentualne korki.Obudziłam się o 7:45 wstałam ubrałam się w wcześniej już przygotowane ubrania,poszłam wykonać poranną toaletę, nałożyłam lekki makijaż, podkręciłam końcówki włosów utrwaliłam lakierem , wyszłam z łazienki i poszłam do mojego pokoju.W moim pokoju wyciągnęłam z szafy torbę
 
i wpakowałam do niej mój strój kąpielowy, kosmetyczkę i:




tak na wszelki wypadek wpakowałam jeszcze kilka  kompletów ubrań,bo mieliśmy tam zostać na tydzień,jakby co to sobie dokupię jakieś ubrania .pomalowałam paznokcie na czerń i taki sam odcień różu jak moja bejsbolówka.Szczerze, kompletowało się idealnie .Siedziałam w salonie i pisałam SMS-y z moimi bff gdy nagle usłyszałam wołanie mojej mamy że za 10 minut wyjeżdżamy wiec mam ostatnie chwile na przygotowanie.Po 10 minutach wyjechaliśmy .Na miejscu byliśmy o 13:30 zaczęłam panikować że miejsca stojące będą już w większości zajęte więc zaczęłam pośpieszać tatę , lecz na próżno bo tata nie przyspieszał na moje prośby.Gdy weszłam do sali koncertowej ogarną mnie szok...


 Stylesowa




Hejka :* Słuchajcie!!!!

Do bloga dołączyła nowa adminka.. :D 
Jest tak dlatego, że w wakacje przyda sie ktoś do pomocy tym bardziej, ze ja będę miała ograniczony czas wolny.. :( 
Ale oczywiście nowa adminka zostaje z nami już na zawsze.. :D Przyjmijcie ją ciepło i komentujcie imaginy :D
Ma na imię Wiktoria a podpisywać sie będzie Stylesowa.. :D 



Główna Adminka
Naat

Marcel cz.1...

Hej :) Dawno niczego nie wstawiałam. Wiem i przepraszam! To mój Imagin o Marcelu. Jest inny niż wszystkie na tym blogu. Głównymi bohaterami są- Marcel i Nathalie. Będzie kilka, może kilkanaście części. Przypominać będzie troszkę ff. W sumie będzie 'opowiadał' Marc, ale będą wtrącenia i przemyślenia innych bohaterów. Ta część jest jest nudna, ale to jest wprowadzenie w całą tą pokręconą historię ;) MIŁEGO CZYTANIA!!!

<Oczami Marcela>
- Ale jak to zwolniony?- rzekłem. Robią awanturę, bo spóźniłem się 3 godziny. Musiałem wkuwać do egzaminów! Przecież za dwa lata kończę studia.. Co ja w ogóle pieprze?!
- A tak to. Spóźniłeś się 3 godziny. To już przesada! Zbieraj swoje manatki i wynocha!
- Dobrze- odpowiedziałem gniewnie i wychodzą trzasnąłem za sobą drzwiami. Jak on mógł mnie tak potraktować?! No nic. Po chwili byłem w swoim gabinecie. Nie był duży. Miał beżowe ściany, wielkie okno (na całą ścianę), białe biurko, biały skórzany fotel oraz beżowy dywan. Podłoga była z białego drewna Oprócz biurka znajdowały się w nim 3 białe komody i 2 białe szafy. Innymi słowy było jasno i przestronnie. No cóż, uwielbiałem ten gabinet. Uspokajał mnie i koił nerwy. A teraz musiałem się z nim pożegnać! Chyba sobie przemaluję salon i moją sypialnię. Szefów się nie wybiera, pomyślałem 
z westchnieniem. O wilku mowa! Właśnie wszedł ten gruby, łysy facet. Ubrany był 
w czarny garnitur i fioletowy, aksamitny krawat. Miał małe niebieskie oczy i ogromny nos. Małe, niekształtne usta i wielkie, odstające uszy. 
- Spakowany?!- fuknął gniewnie.
- Dopiero tutaj wszedłem, więc nie miałem szans nawet tknąć moich rzeczy- wysyczałem przez zęby. Od kiedy ja taki wnerwiony i nieopanowany? A no tak. Od kiedy moi 'rodzice' wyjechali sobie, a mnie zostawili. Mieszkam sam od 2 lat. Przesyłają mi tylko pieniądze. Duużo pieniędzy.
- To się pośpiesz!- rzekł na odchodnym.
Zacząłem wyciągać rzeczy z szaf, komód i biurka. Przypomniałem sobie, że nie mam 
w co tego zapakować, więc zostawiłem ten bajzel i wyszedłem, kierując się do kantorka.
W roztargnieniu nie zauważyłem, że drzwi się otwierają. Z hukiem upadłem na podłogę.
- Jezu! Przepraszam! Zaraz przyniosę Ci lód!- krzyczała przerażona dziewczyna.
- Nie trzeba. Sam sobie poradzę- odpowiedziałem z uśmiechem.
- Ale..- zacięła się i wytrzeszczyła oczy- MARCEL?! Co ty tu robisz?
- Nathalie?! To niemożliwe..
<Oczami Nathalie>
BOŻE! Nie widziałam Marcela.. 15 lat. Tak dokładnie 15.
- Boże kochany!- pomyślałam. Prawie w ogóle się nie zmienił. Te jego przecudne zielone oczy.. Kasztanowe włosy.. Idealnie, acz delikatnie zbudowana sylwetka..
Nie miał swoich okularów, więc pewnie soczewki albo coś w tym stylu.
Był ubrany w czarne rurki i błękitną koszulę zapiętą pod samą szyję. Zauważył, że mu się przyglądam i spuścił głowę zakłopotany. Cały on!
<Oczami Marcela>
Wstałem i przyuważyłem, że Nath bardzo się zmieniła. Podrosły jej włosy, sięgały już do pasa. Zamiast cudownego brązu były krwistoczerwone. Spostrzegłem kilka tatuaży 
w tym wytatuowane moje imię na lewym nadgarstku. Mam nadzieję, że nie zauważyła moich.
Była ubrana w czarne "skórzane" leginsy i biały sweterek z napisem "Yolo". Miała czarne conversy jak ja i złoty medalion na szyi. Wyglądała bosko! Chyba zauważyła, że przyglądam się jej po walnęła mnie w ramie. Cała ona! Uśmiechnąłem się szeroko, 
o odwzajemniła.
- Boże, Nath! Ile my się nie widzieliśmy? 15 lat?
- Tak jutro mija dokładnie 15 lat.
- O kurde.. To może pójdziemy jutro na kawę albo do kina czy coś?
- A może po prostu wpadniesz do mnie?
- Jasne.
- A masz mój numer?
- Nie mam.
- To zapisz sobie- powiedziała i podała mi ciąg cyfr, który zapisałem sobie na dłoni.
- Dobra mam. Teraz cię bardzo przepraszam, ale naprawdę mi się śpieszy.
- Jasne, rozumiem! Do zobaczenia!- przytuliliśmy się na pożegnanie i odeszliśmy 
w swoje strony. Szybkim krokiem dotarłem do kantorka. Jak się spodziewałem znalazłem kilkanaście pustych kartonów. Zgarnąłem je i wróciłem do gabinetu. Po 15 minutach wszystko było spakowane. Z pomocą Cody'ego- mojego kumpla- za jednym razem zaniosłem wszystkie pudła, do mojego samochodu. Wsiedliśmy do porsche. Ostatni raz spojrzałem w stronę wieżowca, po czym odjechałem. Podwiozłem Cody'ego pod dom i sam ruszyłem w stronę domu. Budynki za oknami były rozmazane. Co ja na haju jestem?! Przecież dzisiaj nic nie brałem! Mimowolnie spojrzałem na deskę rozdzielczą. JADĘ 150 km/h. Automatycznie puściłem gaz i wcisnąłem hamulec. Zatrzymałem się idealnie przed domem. Z uśmiechem zaparkowałem na podjeździe 
i wysiadłem z samochodu. Pudła wezmę jutro. PIK-PIK moich uszu doszedł znany dźwięk zamykanych drzwi w porsche. Wszedłem do domu i skierowałem się do kuchni. Rzuciłem na blat klucze i portfel, po czym przemyłem ręce. Wyciągnąłem potrzebne mi składniki i zrobiłem sobie naleśniki. Zjadłem je ze smakiem. Brudne naczynia włożyłem do zmywarki i włączyłem ją.
Poszedłem do salonu i opadłem na kanapę. Była godzina 17.00. Włączyłem telewizor. Leciał jakiś film. Zostawiłem i patrzyłem się pusto w ekran. Po chwili usnąłem. Obudziłem się o 21.00. Jejku spałem 4 godziny! Poszedłem do łazienki i wziąłem długą przyjemną kąpiel. Wyszedłem i owinąłem się ręcznikiem. Skierowałem się do mojej sypialni i z szafki jakieś rzeczy do spania. Wróciłem do łazienki i przebrałem się. Coś mnie zakuło w oko. No tak moje soczewki. Ściągnąłem je i włożyłem do pudełeczka. Założyłem moje "Bryle" i spojrzałem w lustro. 
- Boże, wyglądam jak jakiś kujon!- powiedziałem do siebie. Uśmiechnąłem się do lustra. W sumie to muszę tak wyglądać, bo mam naprawdę niebezpieczny zawód. Ale mimo to i tak mnie wszyscy lubią. Ugh.. Jakie to wkurzające! Przeczesałem włosy dłonią i zauważyłam jakąś maziaję na ręce. O nie! Numer Nathalie! Dopiero odzyskałem najlepszą przyjaciółkę, w sumie siostrę, a teraz znowu ją straciłem! Poszedłem zrezygnowany do pokoju i opadłem na łóżko. Spojrzałem na okno i kilka łez spłynęło po moich policzkach. 





Nagle mój laptop rozświetlił się..


Directioner_Forever <3

piątek, 27 czerwca 2014

Harry.. :) - część 2

  Macie część 2 Harrego.. :D Komentujecie, to bardzo motywuje :D
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

J: Wiesz wydaje mi sie, że zaryzykuje. Za bardzo się nie przejęłam twoją groźbą. - zamachnęłam sie i loczek dostał prosto w czoło. Znów głęboki wdech i spojrzał na mnie, w jego oczach była złość pomieszana z rozbawieniem. Sprzeczne co!? Chwycił poduszkę leżącą obok niego i zaczął mi oddawać. I tak właśnie zaczęła sie nasza wojna. Ganialiśmy sie po całym domu, raz ja za nim, raz on za mną. Wleciałam do mojej sypialni i stanęłam za drzwiami. Gdy tylko zamknęły sie za Harrym dostał moją poduszeczką prosto w brzuch. Zamierzał mi oddać i zrobił to. Przewróciłam sie na podłogę i skuliłam. Udałam że uderzyłam sie w głowę i zaczęłam wydawać z siebie udawany płacz.
H: Nie udawaj. Nic ci nie zrobiłem. - powiedział nieprzejęty, ale ja sie nie poddawałam i jeszcze bardziej 'płakałam'. Chyba loczek sie przestraszył bo uklęknął przy mnie. - Mała co ci jest? Przepraszam nie chciałem. - podniósł mnie delikatnie i położył na łóżku. - (S.T.i.), no mów co ci sie stało. - a ja dalej szlochałam, będzie miał nauczkę. - (Zdrobniale T.i.).. - o proszę, coraz milej. - Słoneczko przepraszam. Ja na prawdę nie chciałem. - tłumaczył sie. Czułam jak siada obok mnie. Otworzyłam lekko jedno oko by sprawdzić co dokładniej robi. Zakrył twarz dłońmi. Szybko sie podniosłam i zaczęłam go łaskotać. Hazza jest jedynym chłopakiem jakiego znam który ma takie łaskotki. Położył sie na łóżku i śmiał wniebogłosy. Usidłam na jego brzuchu i kontynuowałam.
H: Mała.. Hahaha.. Przestań..!! - mówił przez śmiech. Jeszcze chwile go połaskotałam i zeszłam z niego. Zmęczyłam sie, loczek z reszta też. Położyłam sie obok niego i wpatrywałam sie w sufit. Chłopak położył sie na boku, podparł głowę na łokciu i przyglądał mi sie.
J: Teraz ty będziesz sie we mnie wpatrywał? - zapytałam uśmiechając sie. Spojrzałam na niego, też sie uśmiechał.
H: Naprawdę uważasz że ten tatuaż jest brzydki?
J: Co dzisiaj będziemy robić? - zmieniłam temat. Widziałam niezadowolenie Harrego, ale odpuścił.
H: Nie wiem. A na co masz ochotę? - położył sie na plecach.
J: Wypadało by posprzątać po naszej bitwie. Bo znowu będziemy mieli niezły ochrzan.
H: Taak.. ostatnio twoi rodzice na nas źli.
J: Haha, wcale im sie nie dziwie.. - spojrzał na mnie - Mamy po 19 lat a zachowujemy sie jak 5-latki.
H: No to co?! My po prostu tacy już jesteśmy.. - zaśmialiśmy sie i poszliśmy na dół ogarnąć ten syf. Ja zajęłam sie kuchnia, a brunet salonem. Po godzinie skończyliśmy i znów wylądowaliśmy na kanapie. Było już po 14, za godzinkę będą moi rodzice. Trzeba zrobić jakiś obiad.
J: Chcesz mi pomoc przy obiedzie?
H: Okey, ale o 17 będę musiał już iść.. - poszliśmy do kuchni i zabraliśmy sie za obiad. Postanowiliśmy ugotować spaghetti. Harry zrobił sos, a ja ugotowałam makaron. Zjedliśmy zanim przyjechali moi rodzice i poszliśmy do mnie do pokoju. Przez jakiś czas leżeliśmy na łóżku w ciszy. Myślałam nad tym moim pomysłem. Pewnie zaskoczę nim Hazze. Ale to dopiero w następną sobotę mu pokarze, albo w piątek. Rozmawialiśmy o wszystkim po kolei, o bzdetach i mało ważnych rzeczach. Tak minął nam czas do tej 17. Nie lubiłam sie z nim żegnać. Chociaż i tak wiem że jutro go zobaczę. Pożegnał sie z moimi rodzicami i odprowadziłam go do drzwi.
J: To jutro sie widzimy?
H: Nie wiem.. Ten tydzień będzie ciężki..
J: Ale jutro jest niedziela.. - powiedziałam z nadzieją
H: Wiem. Zadzwonię jeszcze.
J: Albo wiesz co?! Mam pomysł. Zróbmy od siebie tydzień wolnego. Zobaczymy sie w następny piątek wieczorem. - jego mina nie była zadowolona, ale gestem głowy sie zgodził - przytuliłam sie do niego. - To do piątku.
H: Będę tęsknił.. - cmoknął mój policzek.
J: No wiem. Ja raczej też..
H: Raczej?! Jestem pewny że będziesz chciała już w tygodniu sie spotkać. - powiedział pewny siebie
J: Żebyś sie nie zdziwił.
H: Yhym.
J: Zakład? - wyciągnęłam dłoń w jego kierunku.
H: Zakład! O co? - chwile sie zastanowiłam
J: Jak dam rade, następnym twoim tatuażem będzie moje imię..
H: A jak przegrasz to na wakacje zamieszkasz u mnie.. - uścisnął moją dłoń. - Kto przetnie?
J: Mamo!! 
...




Naat 

czwartek, 26 czerwca 2014

Zayn. - część 11

Okey.. :D Oto 11 część Zayna.. :D Mam nadzieje, że sie spodoba i wybaczcie że tak długo czekaliście.. :*
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ 

J: Aaa.. Przypomniało mi sie.. Musimy wybrać imię.. - blondyn uśmiechnął sie szeroko
N: Jakieś propozycje?
J: Hmm.. Może Nathalie albo Lisa?
N: Nathalie jest wspaniale.. - uśmiechnął sie. Dni mijały nam bardzo szybko. Niall tak jak mi obiecał odwiedził Zayna w wiezieniu, wrócił trochę przygnębiony, martwiłam sie ale nie chciałam zaczynać tematu Zayna, żeby nie wywoływać niepotrzebnych kłótni. Dwa dni temu minął termin porodu, przez to zamartwiam sie jeszcze bardziej. Bałam sie o naszą córeczkę. Leżymy z blondynem w salonie na kanapie i rozmawiamy na rożne tematy. W pewnym momencie poczułam dość mocny skurcz, zignorowałam go.. Ale po chwili pojawił sie następny i następny..
J: Niall..?!
N: Hmm?
J: Chyba sie zaczyna.. - powiedziałam z bólem w glosie, skurcze były coraz mocniejsze. Chłopak przez chwile patrzał na mnie jakby nie wiedział co sie dzieje i o co mi chodzi. - Horan! Rusz dupę! Musimy jechać do szpitala.. - zerwał sie na równe nogi i wziął mnie na ręce. Zaniósł mnie do samochodu i ruszył z piskiem opon. Przez całą drogę do szpitala wiłam sie na tylnym siedzeniu z bólu. Zatrzymaliśmy sie przed wejściem i po chwili byłam już na sali porodowej. Niall narobił niezłego zamieszania i dlatego to tak szybko poszło. Leżałam i darłam sie z bólu..
D: Pani (T.i.).. proszę oddychać głęboko.. - uspokajał mnie doktor. - Zaraz będzie po wszystkim. Ma pani 6 cm rozwarcia.. - uśmiechnął sie do mnie, ale ja nie byłam wstanie odwzajemnić.
J: Gdzie jest Niall? - udało mi sie powiedzieć
P: Rozmawia na korytarzu przez telefon. Zaraz tu przyjdzie.. - powiedziała pielęgniarka i chyba poszła po niego bo razem z nią wszedł. Ubrany był podobnie do lekarzy i usiadł koło mnie. Złapałam go za rękę i z każdym kolejnym skurczem ściskałam ja coraz mocniej. Blondyn cały czas coś do mnie mówił, ale nie zwracałam na to uwagi. Byłam przejęta skurczami..
D: Gdy powiem już zacznie pani przeć.. - rozkazał doktor - Już.. - zaczęłam przeć z całej siły, chciałam by sie to już skończyło.
N: Dobrze skarbie.. dasz rade.. jeszcze raz.. - pouczał mnie. Parłam jeszcze raz i kolejny.. - Już prawie ci sie udało.. - zaczynał mnie już denerwować - Kochanie, oddychaj głęboko..
J: Zamknij sie Horan! Następne dziecko ty rodzisz..!! - wydarłam sie na niego i zabrałam w sobie wszystkie siły i zaczęłam przeć. Chwile później usłyszałam na sali plączące dziecko.
N: Udało ci sie..! - wrzeszczał uradowany.. Uśmiechnęłam sie do niego i mogłam odetchnąć. Pielęgniarka podała mi moją córeczkę, była taka malutka i śliczna.
J: Nareszcie mogę cie przytulic.. - wyszeptałam i poczułam że odlatuje. Pielęgniarka zabrała małą, byłam szczęśliwa że jest cała i zdrowa, że wszystko jest w porządku z nią.. Zamykałam powoli oczy, a maszyny do których byłam podpięta zaczęły wydawać dziwne dźwięki.
N: (T.i.) co ci jest.. Obudź sie.. - potrząsał moją ręką ale nie miałam sił już otworzyć oczu.. Nie wiem co działo sie potem, było strasznie ciemno.. W jednej chwili wróciły do mnie wszystkie sceny z mojego życia. Brutalne traktowanie mnie przez Zayna, cały stres jaki przeżywałam.. potem wspaniale życie z Niallem i to jaki jest kochany i opiekuńczy.. Nie mogłam tak go teraz zostawić, jego i naszego dziecka.. Nagle przed oczami pojawiło sie rażące światło.. Otworzyłam delikatnie swoje powieki, czułam na swojej ręce czyiś uścisk. Przyzwyczaiłam sie do panującego na sali światła i rozejrzałam sie po pomieszczeniu. Szpitalna sala.. Spojrzałam na osobę ściskającą moją dłoń, był to blondyn przytulający sie do niej. Pewnie spał, wyciągnęłam ostrożnie rękę spod jego policzka i włożyłam palce w jego włosy. Były miękkie, jak zawsze.. Podniósł lekko głowę i spojrzał na mnie swoimi błękitnymi oczami. Widziałam w nich strach, ale i szczęście.
N: Nareszcie sie obudziłaś.. - wychrypiał. Miał zniekształcony głos, musiał mało mówić a dużo tutaj siedzieć..
J: Coo? Ile ja tutaj leże?
N: Nie długo.. Jakieś dwa, trzy dni.. Po porodzie pojawiły sie małe komplikacje, byłaś strasznie osłabiona i chyba musiałaś przez ten czas odpocząć.. Ale nawet nie wiesz jak bardzo sie ciesze że już jesteś ze mną.. Maa Nathalie jest taka śliczna jak ty.. - powiedział uradowany i ucałował wierzchnie stronę mojej dłoni. Już miał pocałować moje usta, ale do sali wszedł doktor.
D: Panie Horan.. Może czułości to w domu.. - zaśmiał sie - A teraz może pan wyjść, bo widzę że pańska narzeczona sie wybudziła i musimy przeprowadzać badania.. - podszedł do mojej karty i coś w niej zapisał. Niall pomimo zakazy ucałował moje usta i wyszedł.
J: Panie doktorze czy moja córeczka jest zdrowa?
D: Tak. Jest wszystko z nią w dobrze. Mała urodziła sie silna i zdrowa. Ma 3,678 kg i 56 cm długości.. - odetchnęłam z ulgą. Bałam sie o nią, lekarz jeszcze chwile mnie pobadał i wyszedł. Chwile później w sali pojawiła sie pielęgniarka, a za nią Niall z kruszynką na rekach. Podszedł do mnie i podał mi małą..
P: Dobrze, to ja was zostawię.. Niall wiesz gdzie mnie szukać w razie potrzeby.. - uśmiechnęła sie do niego. Zmierzyłam ją wzrokiem i gdy nasze spojrzenia sie skrzyżowały spiorunowałam ją.
J: Niall!? Wiesz gdzie mnie szukać?! - powiedziałam wściekła gdy zniknęła za drzwiami i spojrzałam na blondyna.
N: Spokojnie skarbie. Nie denerwuj sie, to nie jest wskazanie w twoim stanie.. - uspokajał mnie
J: Wiesz co nie jest wskazane?! To że ona tak na ciebie patrzy! I do jasnej cholery, jestem w śpiączce dwa dni, a ty już jesteś z pielęgniarką na ty?!! - byłam wściekła.. Nawet mała to wyczuła bo zaczęła sie wiercić i płakać. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam ją uspokajać. Nie powinnam była sie tak unosić ze względu na moja córeczkę. Po chwili smacznie spała skulona w moich ramionach.
N: Ona, ta pielęgniarka, jest moją kuzynką. Pracuje tu i pomogła mi w opiece przy malej, przy tych podstawowych rzeczach.. - uśmiechnął sie - Ale milo że jesteś tak cholernie o mnie zazdrosna.. - teraz to sie wyszczerzył. Pochylił sie nade mną i wpił sie w moje usta, oddałam pocałunek, jedną ręką trzymałam małą a drugą położyłam na jego policzku. Oderwałam sie po jakiejś dłuższej chwili od niego
J: Jesteś tylko mój. Pamiętaj! - blondyn skinął głową i jeszcze raz musnął moje usteczka, a potem główkę dziecka.
N: I vice wersa kochanie.. - usiadł na swoim miejscu i przyglądał sie dziewczynce. Była taka malutka i śliczna... Po kolejnych trzech dniach wyszłam ze szpitala razem z córeczką. Przez pierwsze dni, pomagała mi El, chłopaki podczas mojego pobytu w szpitalu urządzili pokoik dla Nathalie, był różowo-bezowy.. Idealny dla dziewczynki.

Mijały dni, miesiące a nawet lata. Dzisiaj Nathalie kończy 6 lat. Jest śliczną brunetka o niezwykle niebieskich oczach. Są takie cudowne jak u Nialla. Jestem z Niallem też 5 lat po ślubie. Powiedzieliśmy sobie to sakramentalne 'tak', gdy nasza córeczka miała roczek. To był jeden z najwspanialszych dni w moim życiu. Nasza córeczka jest bardzo wygadana i mądra, jak na swój wiek. Jeszcze kilka miesięcy i pójdzie do szkoły, a z tego co widzę to strasznie sie cieszy. Robię właśnie obiad dla moich dwóch głodomorów.. Oboje gdzieś razem poszli, i nawet nie powiedzieli mi gdzie. Chyba zacznę być zazdrosna bo Nathalie spędza więcej czasu z Niallem niż ja.. Uśmiechnęłam sie sama do siebie na myśl o tej dwójce. Właśnie nakładałam obiad na talerze, gdy usłyszałam zamykające sie drzwi. Po kilku sekundach w kuchni z ogromnymi uśmiechami pojawili sie. Niall na widok nałożonego obiadu wyszczerzył sie jeszcze bardziej..
Nat: Mama..! - krzyknęła i rzuciła sie w moje ramiona.
J: Cześć słoneczko.. - ucałowałam ją w czółko i posadziłam do stołu.
N: Cześć skarbie.. - podszedł do mnie i złożył na moich ustach mokrego buziaka. Usiedliśmy i zaczęliśmy zajadać obiad.
J: Gdzie byliście?
Nat: Nigdzie.. - odpowiedziała bez zastanowienia, z uśmiechem na twarzy, wpychając sobie kolejny kęs obiadu do ust. Spojrzałam raz na nią, raz na mojego męża. Obydwoje byli szczęśliwi i wiem że coś ukrywali.
J: Dobra, nie chcecie powiedzieć to nie.. Ja też wam nic nie powiem. - odłożyłam puste talerze do zmywarki i poszłam do salonu. Dowiedziałam sie kilka dni temu że jestem w ciąży, ale skoro oni mają tajemnice to ja też będę miała. Rozsiadłam sie w salonie i czekałam na nią. Wiedziałam że Nathalie nie wytrzyma i zaraz do mnie przyleci.
Nat: Mamuś! - zawołała i usiadła obok mnie
J: Słucham cie słoneczko.. - spojrzałam na nią
Nat: O czym chciałaś nam powiedzieć?
J: O niczym.. - uśmiechnęłam sie do niej. - Gdzie tata?
Nat: Zaraz przyjdzie.. - usiadła na moich kolanach i przytulali sie do mnie. - Mamusiu, nie gniewaj sie.. Zobaczysz że wkrótce wszystkiego sie dowiesz..
J: Ale ja sie nie gniewam kruszynko..
N: Mamusia nigdy sie nie będzie na ciebie gniewać.. - do pokoju wszedł Niall i usiadł obok nas. Mała w błyskawicznym tempie znalazła sie na jego kolanach.
J: Wiecie co, ja chyba też muszę sobie kogoś wziąć, żeby spędzał ze mną całe dnie.. Najlepiej jakiegoś ślicznego chłopaka..
...

CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!



Naat