One Direction i My.. - imaginy

środa, 3 grudnia 2014

Louis Tommo Tomlinson.. :* - część 4

  Było 9 komentarzy.. Nie rekord ale dużo.. Teraz, żeby was zachęcić chce 10 komów!!! <3
Marika kolejna część :*
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ 

~Pogrubiony tekst to myśli Louisa :)~

Ch: Cześć (S.T.i.), idziemy? - zapytał lekko sie uśmiechając do niej, pochylił sie nad nią i ucałował delikatnie jej policzek. Serce mi pękło! Ale to ty sobie Tommo myślałeś?! Że po tym wszystkim ona zechce z tobą być?!
J: Do widzenia panu. - rzuciła w moją stronę i wyszła zamykając za sobą drzwi. Nie wiem czy byłem bardziej wściekły czy smutny. Wyjąłem piwo z lodówki i rozłożyłem sie na kanapie w salonie. Myślałem nad swoim zachowaniem w stosunku do niej i chyba nie odpuszczę dopóki mnie nie polubi. Zacznę już od jutra! Zaprosiłbym ją na kolacje, ale z tego co widziałem jej już zajęta. Wiem że nie ładnie kraść komuś dziewczyny, ale ona jest wyjątkowa i chciałbym mieć ją przy sobie. Musze dowiedzieć sie gdzie ona mieszka, mama na pewno mi powie, przekonam ja że chce sie w ten sposób z nią pogodzić.. Nawet nie wiem kiedy usnąłem na kanapie. W nocy tylko sie przebudziłem i poszedłem do siebie. Ranek nadszedł bardzo szybko, dzieciaki nie płakały, co bardzo mnie dziwiło. Błyskawicznie zerwałem sie z łóżka z myśląc że piękna brunetka już jest. W mgnieniu oka wykonałem poranne czynności i ubrałem sie. Zszedłem na dół i usłyszałem rozmowę mamy z (T.i.). Rozmawiały o mnie.
M: Louis pogodził sie z tobą? - znów podsłuchiwałem.
(T.i.): Nie wiem.. To jest trochę skomplikowane.. - przyznała, może jednak mam jakieś szanse u niej, ale z drugiej strony jest jej chłopak.
M: W jakim sensie? - moja rodzicielka dopytywała i bardzo dobrze. Sam bylem ciekaw jej odpowiedzi.
(T.i.): No wie pani, najpierw był strasznie niemiły, winił mnie że bliźniaki płaczą.. - urwała na chwile - ..a wczoraj, jak przyszłam to niemal błagał bym została.. - wyjaśniła. - Z reszta nie wiem czy po tych ostatnich tygodniach chce by miedzy mną a pani synem było w porządku. - powiedziała ze smutkiem. Zabolało, ale miała do tego pełne prawo, raniłem ją.
M: Wiesz, Louis taki już jest, ale to kochany chłopak.. Daj mu szanse.. - bylem pewny że mama sie uśmiecha.
(T.i.): Zastanowię sie, ale łatwo nie będzie. - teraz to ja sie szczerzyłem. Wszedłem chwile później do pomieszczenia, witając ich szerokim uśmiechem.
J: Cześć mamo, hej (T.i.)! - ucałowałem rodzicielkę w policzek a do brunetki jeszcze bardziej sie wyszczerzyłem. Musiałem wyglądać jak jakiś klaun.
M: Witaj Loui.. Zrobiłam wam śniadanie. - postawiła na stół dwa talerze z kanapkami. Cieszyłem sie widząc jak mama stawia przed dziewczyna jeden z nich.
J: (T.i.) chcesz kawy..? - zapytałem nalewając sobie.
(T.i.): Nie, dziękuje panu.. - wstała od stołu i wyżla z kuchni, od razu spojrzałem smutniej na mamę.
M: Jeżeli chcesz ją przeprosić to musisz sie porządnie wysilić.. - zaczęła jakby czytała mi w myślach - ..(T.i.) nie jest jak każda dziewczyna. Trzeba sie nieźle napracować by zdobyć jej zaufanie. - uśmiechnęła sie lekko na pocieszenie. Odechciało mi sie jeść, poszedłem do siebie i zacząłem łazić w kółko po pokoju myśląc co zrobić by zwróciła na mnie uwagę. I chyba wymyśliłem!
J: (T.i.)? - spytałem cicho wchodząc do pokoju bliźniaków. Dziewczyna spojrzała na mnie przelotnie. Nie odpowiedziała więc kontynuowałem. - Może wybrałabyś sie ze mną i dzieciakami do wesołego miasteczka? - zaproponowałem.
(T.i.): Nie, - zaprzeczyła - oni są zdecydowanie za mali na to.. - dodała.
J: To może na spacer? - nie dawałem za wygraną.
(T.i.): Nie, jest zbyt zimno. A Erni jest przeziębiony.. - kolejna odmowa.
J: Hmm.. A może mógłbym ci pomóc? - spytałem z nadzieją choć bylem pewny że znów odmówi. Brunetka spojrzała na mnie.
(T.i.): Nie trzeba, to moja praca i doskonale sobie poradzę, dziękuje panu.. - oznajmiła. Usiadłem obok niej i złapałem za dłoń, od razu ją wyrwała i wzięła na ręce Doris.
J: Dlaczego mówisz do mnie na pan? - powiedziałem łagodnie by jej jeszcze bardziej nie przestraszyć.
(T.i.): Nie wypada inaczej. - przyznała. Widziałem w jej oczach smutek. Nie poddawaj sie Lou!
J: Proszę mów mi Louis, jestem za młody na pan.. - zaśmiałem sie by rozluźnić trochę atmosferę.
(T.i.): Nie obiecuje.. - czyżbym zauważył delikatny uśmiech na jej twarzy?! No Tommo, małymi kroczkami do przodu!
J: Ja Ci za to obiecuje że od teraz będę Ci pomagać przy moim rodzeństwie.. - uśmiechnąłem sie. Nie wiem czy jej sie to spodobało czy nie. Wstała z podłogi i posadziła maluchów do kojąca by mogły sie same pobawić. - Może jednak dasz sie namówić na ten spacer? - zapytałem z niemałą nadzieją.
(T.i.): Naprawdę jest za zimno dla maluchów.. - oznajmiła.
J: A kto powiedział że z nimi?
...

Tak jak na początku imagina, poproszę 10 komentarzy.. !!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!




Naat

wtorek, 2 grudnia 2014

Louis Tommo Tomlinson.. :* - część 3

Wybaczcie, że tyle czekaliście, a szczególnie ty Marika, ale dużo sie u mnie przez ten czas działo i nie miałam jak, ani weny.. :(
Co ostatnio bardzo mnie smuci, wena opuszcza mnie coraz częściej.. :'(
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~  

~Pogrubiony tekst to myśli Louisa :)~
 
Moja mama zasugerowała że sobie nie poradzę!! Brunetka wyszła a ja poszedłem do rodzicielki. Chwile z nią porozmawiałem, zaczęła mówić mi co i jak.. Jak sie mleko sprawdza, przewija pieluszkę.. Tak, to jest, to czego boje sie najbardziej.. Kolejny dzień przyszedł bardzo szybko, dzieciaki już od 6 rano płakały. Wsadziłem ich do wózka i zacząłem gotować im mleko. Kilka minut później, nastała niesamowita cisza, ale gdy tylko mleko sie skończyło zaczęło sie od nowa.. Przez cały dzień starałem sie ich rozśmieszać, nosić. Nie śmiały sie tak jak z (T.i.). Po południu już nie dawałem rady, miałem ochotę rozpłakać sie razem z nimi. Erni był bardzo płaczliwy, dziewczyna miała racje. Nie chciałem jednak dzwonić do niej.. Bylem w ich pokoiku i starałem sie by przestały w końcu płakać.
(T.i.): Przepraszam.. Zapomniałam wczoraj telefonu.. - usłyszałem jej głos. A dzieciaki?! Jakby wiedziały do kogo należy i przestały krzyczeć. Spojrzałem smutniej na dziewczynę. - Już mnie nie ma.. - wzięła z komody komórkę i chciała wychodzić.
J: Nie..! - krzyknąłem za nią. - Zostań. - poprosiłem. - Zobacz weszłaś tylko a oni przestali płakać.. Zostań i pomóż mi.. - błagałem, podszedłem do niej, na co odsunęła się na krok. Spojrzałem niemal zaszklonymi oczami, prosto w jej tęczówki.
(T.i.): Ale.. Mówił pan że sobie poradzi.. - mówiła przestraszona. Ona sie mnie bała!
J: Wiem.. Bo myślałem że tak będzie.. One płaczą od rana, nie mogłem ich uspokoić, a Ty.. Wystarczy że sie odezwałaś i zobacz jaka cisza.. - mówiłem skruszony. Żałowałem że bylem dla niej taki niemiły i szorstki. Musze zrobić wszystko by zmieniła do mnie nastawienie.
(T.i.): Bo to kochane dzieciaki.. - uśmiechnęła sie.
J: Zostaniesz? - dziewczyna ściągnęła kurtkę i podeszła do Doris. Odetchnąłem! Usadziła ją w kojcu i podała zabawki. Potem wzięła Ernesta i przeraziła sie.
(T.i.): On ma gorączkę.. - powiedziała wystraszona. - Przypilnuje pan Doris? - spytała z nadzieją.
J: Louis.. I tak.. - uśmiechnąłem sie. Dziewczyna nie odwzajemniła mojego gestu i wyszła z pokoju. Wziąłem małą siostrzyczkę na ręce, a ta od razu ziewnęła. Wpadłem na genialny pomysł. Poszedłem z nią do siebie i włączyłem konsole. Dziewczynka zasypiała, ułożyłem sie na łóżku, a małą sobie na brzuchu i zacząłem grac. Ta
cisza była idealna, kojąca i mała tak słodko sie ułożyła.. Bylem zadowolony, bo coś w końcu mi wyszło i śmiem twierdzić ze to zasługa tylko i wyłącznie (T.i.). Jakiś czas później skończyłem grać i bardzo ostrożnie wziąłem Doris na ręce i zaniosłem do ich pokoiku, zauważyłem śpiącą (T.i.), a przy niej siedział roześmiany Ernest. Ten obrazek był uroczy, zamarzyłem by widywać taki codziennie. Marzyłem by mieć taką dziewczynę, żonę, matkę moich dzieci. Zabrałem braciszka, udało mi sie go uśpić i ułożyłem w łóżeczko tak jak Doris. Wziąłem bardzo delikatnie i ostrożnie (T.i.) na ręce i zaniosłem do mojej sypialni. Zszedłem na dół i w tym samym momencie dostałem wiadomość od mamy.
M: " Loui skarbie, zabieramy z Danem dzieciaki na noc do babci. Możesz wykazać sie i zajmij sie przez ten czas najmłodszym rodzeństwem. Jeżeli nie będziesz dawał sobie rady, numer (T.i.) masz na lodówce.. I bądź dla niej miły.. ". W pewnym sensie ucieszyłem sie że zostaje sam z piękną brunetką. Dziewczyna jest bardzo śliczną młodą kobietą, dziwne że nie widziałem tego wcześniej. Zrobiłem dla nas jakąś kolacje i czekałem sie obudzi, poszedłem sprawdzić co u bliźniaków. Erni siedział i bawił sie miśkiem, a Doris spała. Wziąłem go i zszedłem na dół, bawiłem sie z nim, rozśmieszałem.. Mały śmiał sie na głos, bylem szczęśliwy wiedząc że mogę doprowadzić go do śmiechu. Kilkanaście minut później na dole pojawiła sie (T.i.) z moją siostrą na rekach. Widziałem że zawstydziła sie trochę widząc to jak na nią patrze, na mojej twarzy gościł wielki uśmiech.
J: Odpoczęłaś? - zapytałem nie przestając sie szczerzyc. Brunetka usadziła Doris obok Ernesta i zaczęła sie z nimi bawić.
(T.i.): Tak, ale mógł mnie pan obudzić.. - powiedziała cicho.
J: Jestem Louis, mówiłem Ci już. I nie wydaje mi sie że jesteś dużo młodsza ode mnie..
(T.i.): Możliwe.. - nawet na mnie nie patrzała. Musiałem mocno ją skrzywdzić swoim zachowaniem.
J: A.. Zrobiłem kolacje, chodź.. - podniosłem sie i wyciągnąłem do niej dłoń, by pomóc jej wstać. Nie przyjęła mojego gestu, a to zabolało teraz mnie. Dziewczyna wzięła dzieciaki i wsadziła do wózka. Poszła do kuchni i przygotowała im mleko, ja w tym czasie nałożyłem nam po porcji spaghetti na talerze. Co chwile na nią zerkałem, ale nasze spojrzenia ani razu sie nie spotkały. Intrygowała mnie swoim zachowaniem, co sprawiało że chciałem być przy niej coraz częściej i bliżej. (T.i.) nakarmiła dzieciaki i poszła z nimi na górę. Nawet nie zjadła kolacji, znów kolejny bolesny cios. Posprzątałem po sobie i poszedłem na piętro, znalazłem ją w pokoju bliźniaków, przygotowywała ich do spania. Wszedłem tam i zastanawiałem sie jak ją do siebie przekonać.
J: Może Ci pomóc? - spytałem cicho.
(T.i.): Nie dziękuje.. - niby odpowiedziała grzecznie, ale w jej głosie był smutek. Nie spojrzała na mnie ani razu, nie odezwała sie do mnie.. Kurwa Tomlinson! Zraniłeś ją!! Wrzeszczałem na siebie w głowie. Dziewczyna szybko położyła rodzeństwo spać i zeszła na dół zabierając swoje rzeczy.
J: (T.i.)? - zatrzymałem ją gdy była już przy drzwiach, odwróciła sie w mo stronę i spojrzała w moje oczy z bólem i strachem. - Chciałem z tobą porozmawiać.. - dodałem, brunetka wróciła szybko do salonu i najwyraźniej czekała na to co mam jej do powiedzenia. Tylko że, wszystko wyleciało mi z głowy.
(T.i.): Przepraszam pana, ale czeka już ktoś na mnie i spieszę sie, bo nie chce zabierać mu czasu.. - przyznała
J: Dobrze, chciałem Cie prosić żebyś została, ale skoro tak, to idź.. - uśmiechnąłem sie nerwowo.
(T.i.): Mam jutro wrócić do pracy?
J: Nie, mama zadzwoni do ciebie.. - Louis, idioto!!!!! Co ty zrobiłeś?!?! W jej oczach był jeszcze większy smutek. Zamiast ją przeprosić, to ja dałem jej wolne.. Gdy już miała wychodzić rozległo sie pukanie do drzwi, dziewczyna automatycznie otworzyła. W progu stał jakiś wysoki chłopak z czarnymi włosami.
Ch: Cześć (S.T.i.), idziemy? - zapytał lekko sie uśmiechając do niej, pochylił sie nad nią i ucałował delikatnie jej policzek. Serce mi pękło! Ale to ty sobie Tommo myślałeś?! Że po tym wszystkim ona zechce z tobą być?!
(T.i.): Do widzenia panu. - rzuciła w moją stronę i wyszła zamykając za sobą drzwi. 
... 

CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!
Skoro wena sie kończy to może jakoś bardziej mnie zmotywujecie do pisania?! 
Rekord komów?! Jak będzie ich BARDZO DUŻO to dodam kolejna część!! :* <3




Naat 

poniedziałek, 1 grudnia 2014

N. J. Horan... ~część 1

Dziewczyny! :) Otóż widzę, że nie bardzo wam się spodobało moje zakończenie poprzedniej historii z Zayn'em. Może chciałybyście kontynuację tamtego opowiadania? Dajcie mi znać w komentarzach :D A teraz zapraszam na nowy, całkowicie inny od moich poprzednich imagin o naszym słodkim łakomczuchu- Nialleru! <3
*************************************************************
 Perspektywa Niall'a
Miało być pięknie, cudownie i kolorowo. A jak wyszło? Oczywiście jak zwykle, czyli do dupy.
- Horan!- usłyszałem wściekły głos trenera.
- Czego!- wydarłem się.
- TRZYDZIEŚCI KÓŁEK WOKÓŁ BOISKA, JUŻ!!!- odkrzyknął, a ja pokazałem mu środkowy palec, po czym i tak pobiegłem. Po tych trzydziestu kółkach wszedłem za Luke'a na swoją pozycję i skoncentrowałem się na piłce. W ciągu 10 minut zdobyłem 5 goli. Trener był ze mnie zadowolony, a ja już biegłem, aby z górnego podania strzeli gola główką. Ale wtedy pojawiła się ona. Piękne, kasztanowe włosy okalały jej twarz, wielkie, niebieściutkie oczy, lustrujące wszystko, co działo się wokół niej. Niska, może 1.65 m wzrostu, szczupła.- HORAN SKUP SIĘ DO CHOLERY!- po raz kolejny wydarł się na mnie trener, bo przez tą ślicznotkę przegapiłem świetną akcję.
- Dobra, dobra, nie spinaj.- odkrzyknąłem i puściłem mu oczko, po czym powróciłem do oglądania dziewczyny. teraz patrzyła się na mnie, a gdy ją na tym przyłapałem, odwróciła głowę.
- DOBRA, TO KONIEC IDŹCIE DO SZATNI, ALE SWOJEJ, NIE DO CHEERLIDEREK, JAK OSTATNIO, JASNE HORAN?- wszyscy zaśmiali się włącznie ze mną.
- Nic obiecać nie mogę..- wyszczerzyłem się, a nauczyciel pokręcił z niedowierzaniem głową.
- Niall, skończ już błagam. Teraz 20 kółek, ty Niall 40 i spadacie.- gwizdnął, a my zaczęliśmy biegać. Oczywiście, gdy Johnson nie patrzył wszyscy skracali sobie okrążenia. Ja skończyłem po 15 minutach, a oni nadal oszukiwali. Przebrałem się szybko, rzeczy wrzuciłem do torby, po czym wyszedłem z szatni. Poszedłem w stronę moje czarnego Range Rover'a. Podjechałem pod dom mojego taty i macochy.
- Tato!- krzyknąłem, a on wyszedł z kuchni.
- Co Niall?
- Gdzie jest Eddie?
- Jest u siebie w pokoju.- pobiegłem do pokoju mojego brata.
- Młody ubieraj się.- powiedziałem na wejściu.
- OJEJ NI!!- krzyknął i przytulił się do moich kolan. Przytuliłem go i postawiłem z powrotem na podłogę.
- Ubieraj się, jedziemy na wycieczkę.- Eddie natychmiast podbiegł do szafy. Wyjął czarne rurki, białą koszulkę w serek i skórzaną kurtkę.
- Patrz co mi tato kupił!- wskazał na ubrania. Były identyczne, jak moje, ale mniejsze.
- Dobrze, to mam pomysł. Pojedziemy jeszcze do mojego domu, ja się wykąpię i przebiorę w ten sam zestaw co ty.- maluch podskoczył uradowany i w podskokach udał się do łazienki. Przebrał się i bóg wie co jeszcze tam robił. W końcu gdy wyszedł, zauważyłem, że jego brązowa czupryna jest postawiona w ten sam sposób co moja. Wziąłem go na ręce i zniosłem na dół, gdzie mógł ubrać buty.
- Jadłeś coś dzisiaj?- zapytałem, gdy ledwo wstał, po przebiegnięciu się z powrotem na górę, po swój ulubiony samochodzik.
- Kanapkę z listkiem sałaty.- skrzywił się, a ja westchnąłem.
- Tato, zabieram Eddie'go! Jutro zawiozę go do przedszkola i odbiorę!- ojciec uśmiechnął się do mnie, a ja tylko skrzywiłem. Nie lubiłem jego nowej dziewczyny, mój brat cierpiał przez nią.
- Najpierw pojedziemy do mnie, a potem do Nando's.- powiedziałem mu, a on tylko spojrzał na mnie z wdzięcznością. Po kilkunastu minutach, znaleźliśmy się w moim mieszkaniu. Tak jak mówiłem zrobiłem i po chwili wyglądaliśmy prawie identycznie, różniliśmy się tylko kolorem włosów.
- Ni, jak chcę takie włosy jak twoje!- krzyknął, a ja skinąłem głową. Zresztą zawsze robiłem to, co chciał, bo nie dostawał tego od rodziców. Ubrałem go w jego szlafrok w auta i posadziłem na krzesełku w wannie.
- Nie ruszaj się, dopóki i nie pozwolę.- zarządziłem, a on jak na zawołanie znieruchomiał. Wyjąłem swoją farbę i rozpocząłem pracę. Po 1,5 godzinie mój brat był już blondynem.- Okej, możesz już się zobaczyć.
- Ni, kocham cię, dziękuję!- przytulił się do mnie, a ja uśmiechnąłem się szeroko.
- Dobra smyku, ubieraj się teraz, bo idziemy coś zjeść.- chłopak szybko się ubrał i mogliśmy iść.
Droga minęła nam na miłej rozmowie o dziewczynce, która mu się strasznie podoba.
- Niall powiedz, co mam zrobić?
- Pogadaj z nią. Pokaż jaki jesteś fajny.- podsunąłem mu.
- Dzięki Ni. Jesteś najlepszy.
- Wiem.- uśmiechnąłem się do niego. Musieliśmy skończy rozmowę, bo właśnie zaparkowałem pod moim ulubionym miejscem, gdzie mogłem coś zjeść. Zamówiliśmy sobie dużo jedzenia i zajadaliśmy. Nagle zobaczyłem tę samą dziewczynę, co na boisku. Wychodziła z jakimś gościem. Walnąłem ręką w stół. Przestraszony Eddie schował się za stosem jedzenia, a ja przeprosiłem go. Następnie pojechaliśmy do salonu piercingu. Zrobiłem sobie kolczyk w wardze. Zadowolony, wróciłem z moim bratem do domu, gdzie resztę wieczoru spędziliśmy na rozgrywkach w Fifę.
Była 21, kiedy poinformowałem małego Horana, że ma iść się myć i do spania. Posłusznie wykonał polecenie i po półgodzinie leżał wtulony we mnie, próbując usnąć.
- Niall, nie mogę spać. Zaśpiewasz mi?- uśmiechnąłem się do chłopca i zanuciłem mu kawałek jakiejś tam piosenki. Gdy usnął, poszedłem się umyć. Przebrałem się w podkoszulek i bokserki, po czym położyłem się na kanapie. Usnąłem myśląc o dziewczynie, która zaintrygowała mnie, nie to co te inne. Wstałem przez krzyki Eddie'go, który w pełni ubrany, próbował mnie obudzić.
- Co jest?- przeciągnąłem się.
- Zaraz się spóźnimy!- spojrzałem na zegarek i zauważyłem, że mam 20 minut, żeby odwieźć go przedszkola.
- Spokojnie, zdążymy.- wstałem powoli. Skierowałem się do łazienki i umyłem zęby, przemyłem twarz. Wróciłem do pokoju i wyciągnąłem z szafy szare dresy, zwężane przy łydkach. Do tego biała koszulka, szara bluza i białe air force.- Możemy iść.
Dojechaliśmy po chwili i zostało nam jeszcze kilka minut. Szybko przebrał buty, zdjął kurtkę i pożegnał się ze mną. Poszedłem z nim, aby powiedzieć przedszkolance, że przyjadę po niego. Ta tylko pokiwała głową. Wróciłem do domu i przebrałem się w czarne rurki. Zabrałem plecak i torbę na trening, po czym skierowałem się do szkoły. Ostatnia klasa liceum, więc trzeba było mieć te 60% obecności. Do szkoły dotarłem 10 minut przed lekcjami, wow nowy rekord. Schowałem do szafki swoje rzeczy i poszedłem pod klasę w której miałem mieć matematykę. Przywitałem się ze wszystkimi i wyciągnąłem ze spodni telefon. Bawiłem się nim do dzwonka, po czym gdy on zadzwonił, postanowiłem pójść po ten głupi plecak. Do klasy wszedłem 10 minut po dzwonku.
- Witam panie Horan. Proszę zająć swoje miejsce.- nie miałem ochoty na żarty, więc po prostu usiadłem w ostatniej ławce i zdrzemnąłem się. Następne lekcje minęły podobnie, dopiero po lunchu, na biologii zorientowałem się, że ta dziewczyna chodzi ze mną do klasy. Luke dowiedział się o niej wszystkiego i mi powiedział, dzięki czemu spotkałem się z nią pod jej szafką.
- Hej (T.i.).- zaskoczona popatrzyła na mnie i zarumieniła się "oh jak słodko" pomyślałem sarkastycznie.
- Cześć Niall skąd znasz moje imię?- popatrzyłem na nią jak na nienormalną, a ona speszyła się.- To znaczy nie znamy się ani nie przedstawiałam ci się.- wytłumaczyła, a ja przewróciłem oczami.
- Nieważne. Co masz teraz?- zapytałem, chociaż dobrze wiedziałem, że trening.
- Trening.
- Cheerliderka?
- Ta.- westchnęła.
- Będzie dobrze, chodź.- wziąłem ją pod rękę i wziąłem jej torbę.
- Dzięki.- powiedziała cicho, a ja mrugnąłem do niej, na co zachichotała. Niestety nadeszła Roksana.
- Niallerku!- pisnęła, a ja przewróciłem oczami.
- Nie zwracaj na nią uwagi.- szepnąłem jej do ucha. Poszliśmy przed siebie, dzięki czemu odczepiła się od nas. Ja poszedłem do swojej szatni, a ona do swojej, tylko zapomniała wziąć ode mnie torbę. Po chwili weszła i podeszła do mnie.
- Dasz mi moją torbę?- zapytała.
- A co mi za nią dasz, kochanie?- cmoknąłem do niej, a ona westchnęła.
- Cokolwiek.- poprosiłem, żeby się przybliżyła i pocałowałem ją.
- Masz, zobaczymy się potem.- mrugnąłem do niej, a ona przewróciła oczami. Gdy wyszła, chłopaki pogratulowali mi.
- Dobre Horan, pierwszy etap zaliczony!- przybiłem żółwika z Luke'em.
- HORAN DO JASNEJ CHOLERY!- trener, cały w bitej śmietanie wszedł do szatni.
- Tak?
- Za co to znowu?
- Za te 70 kółek trenerze.- uśmiechnąłem się i rzuciłem mu ręcznik oraz jego zapasowy strój trenerski.
- Skąd ty go..- nie dokończył, bo mu przerwałem.
- Przy wkładaniu bitej śmietany przy okazji pożyczyłem.- mrugnąłem do niego i szybko przebrałem się.
- Dobra, biegniesz dzisiaj sto na początek i na koniec, a jak oni będą trenować, to będziesz robić pompki.- wściekły trzasnął drzwiami, a ja zaśmiałem się, bo to, co mi zadał, zrobię na luzie. A w dodatku pompki są z cheerliderkami, więc poznam bliżej naszą nową uczennicę..

7 KOMENTARZY= NASTĘPNA CZĘŚĆ

Bez tego nie pójdziemy dalej ;3 Dacie radę <3
Directioner_Forever <3