One Direction i My.. - imaginy

niedziela, 24 grudnia 2017

All I want for Christmas is you ~ Louis cz.4/ostatnia

Zakochać się na święta to chyba marzenie każdej nastolatki. Wzbogacić magię świąt o nieustające motylki w brzuchu i zapieranie tchu na widok osoby, która to odwzajemnia. Święta to czas spędzany z rodziną, ale komercyjny okres przedświąteczny z każdej strony trąbi o znalezieniu miłości. W końcu mogę powiedzieć, że i mnie się to udało. Co więcej, z każdym dniem przekonuję się coraz bardziej, że było warto tyle czekać. Louis i ja nie jesteśmy jeszcze parą, nawet się nie całowaliśmy. Byliśmy dopiero na 3 randkach, ale każda z nich była wspaniała. Kino, łyżwy, spacer, kawa w ulubionej kawiarni a nawet zakupy świąteczne. Bawiliśmy się jak dzieci, biegając po centrum handlowym w poszukiwaniu prezentów dla naszych najbliższych. Świetnie się dogadywaliśmy, buzie nam się nie zamykały, przez co czas spędzany razem płynął niesamowicie szybko. Pozostawała jednak jedna kwestia, która nie do końca pozwalała mi cieszyć się tym obrotem spraw. Mianowicie, bałam się powiedzieć o nas Ann. Nie chciałam ogłaszać jej tego na szkolnej przerwie albo szeptem na lekcji, dlatego wmawiałam sobie, że nie ma na to odpowiedniej okazji. Ograniczyłam popołudniowe spotkania do minimum, a na takowych unikałam tego tematu jak ognia. Bałam się jej reakcji, ale nie mówiąc wszystkiego, czułam się tak, jakbym ją okłamywała. Wiedziałam, że to nie może dłużej trwać, dlatego postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę i w końcu wyznać przyjaciółce prawdę.
- Robisz coś po szkole? - zapytałam cicho na ostatniej czwartkowej lekcji.
- Nie. - szepnęła, bo nauczycielka akurat spojrzała w naszą stronę.
- Masz ochotę na kawę? - uśmiechnęłam się lekko.
- Niespecjalnie. - rzuciła, a ja posmutniałam. Obawiałam się, że Ann zna prawdę lub przynajmniej coś podejrzewa i nie chce mieć już ze mną nic wspólnego.
- Jasne, rozumiem. - szepnęłam prawie niesłyszalnie.
- Ale możemy iść coś zjeść, może być? - dodała po chwili, na co szeroko się uśmiechnęłam i pokiwałam głową na zgodę.
Lekcja dobiegła końca, wyszłyśmy ze szkoły i udałyśmy się do jednej z restauracji w pobliżu. Po drodze spotkałyśmy Louisa z kolegami. Byłam tak zdenerwowana, że myślałam, że zemdleję.
- Cześć chłopaki. - powiedziała Ann do brata i jego ekipy.
- Hej Ann, hej (T.I.). - przywitał się Louis, puszczając mi oczko. Zarumieniłam się i spuściłam głowę.
- Gdzie idziecie? - zapytała Ann, mierząc wzrokiem jednego z kolegów Louisa, który bardzo jej się podobał. Sądząc po jego minie, ona jemu również.
- Na pizzę. Idziecie z nami? - zaproponował chłopak w lokach, za którym szalała moja przyjaciółka. Nietrudno zgadnąć, że niemal natychmiast przystała na tę propozycję, nie pytając mnie o zdanie. Spojrzałam przerażona na Louisa, szukając w nim wsparcia. Rozmawialiśmy ze sobą w szkole, ale nie mieliśmy okazji przebywać w towarzystwie Ann, która o niczym nie wiedziała. Chłopak uśmiechnął się tylko. Brunetka dołączyła do odchodzącej grupy chłopaków, nie zwracając na mnie uwagi. Louis został z tyłu i gestem dłoni pokazał, żebym podeszła.
- Nie denerwuj się tak. - szepnął mi do ucha, kładąc rękę na moich plecach. Nie wiem czy to jego głos, czy dotyk, a może jedno i drugie tak na mnie działały, ale faktycznie, stres jakby na moment zniknął.
- Ale Ann.. - zaczęłam.
- Cii, spokojnie. Ann o wszystkim wie. - uśmiechnął się, a ja nie mogłam uwierzyć własnym uszom.
- Żartujesz? Nie dała nic po sobie poznać. - oburzyłam się.
- Poprosiłem, żeby pozwoliła tobie o wszystkim powiedzieć. Nie chciałem dłużej patrzeć jak się denerwujesz i nerwowo rozglądasz po korytarzu, kiedy rozmawiamy, więc cię uprzedziłem. - powiedział troskliwie, patrząc mi w oczy.
- Jesteś kochany. - wyznałam, zatracając się w jego spojrzeniu.
- (T.I.), Louis, co wy się tak wleczecie? - zawołała Ann z drugiego końca ulicy. Wzrok wszystkich ludzi skupił się na nas, więc zawstydzeni przyspieszyliśmy kroku, śmiejąc się dyskretnie do siebie. Weszliśmy do środka i zamówiliśmy pizzę.
- Przepraszam na moment. - powiedziałam, wstając od stolika.
- Poczekaj. - powiedziała Ann, kiedy zmierzałam w stronę łazienki.
- Ann, musimy porozmawiać. - powiedziałam po umyciu rąk. Przyjaciółka przestała poprawiać makijaż i spojrzała na mnie.
- Tak? - zapytała.
- Wiem, że wiesz. Przepraszam, że od Louisa, a nie ode mnie. Bałam się, że tego nie zaakceptujesz i przez to cię stracę. Mogłam to rozegrać inaczej, ale mam nadzieję, że się nie gniewasz. - powiedziałam prawie na jednym wdechu, byleby mieć to już za sobą.
- No co ty, (T.I.). W ogóle się nie gniewam, chociaż kiedy się dowiedziałam, było mi trochę przykro, że nie byłam osobą, z którą na bieżąco dzieliłaś się relacjami z randek. Ale przemyślałam to i rozumiem dlaczego tak postąpiłaś. Trzymam kciuki za ciebie i mojego brata. - oznajmiła z uśmiechem.
- Dziękuje Ann, jesteś najlepsza. - oświadczyłam. Przytuliłyśmy się na zgodę i wróciłyśmy do chłopaków. Uśmiechnęłam się szeroko do Louisa, dając mu do zrozumienia, że wszystko wyjaśnione.

Następny dzień w szkole minął bardzo szybko, bo był to dzień przeznaczony na wigilijki klasowe. Natknęłam się na Louisa dopiero w szatni, kiedy zbieraliśmy się do wyjścia. Przytuliliśmy się na powitanie.
- Jak tam przygotowania do świąt? - zapytał.
- Dobrze, dzisiaj mamy jeszcze trochę do zrobienia, ale sobota zapowiada się luźniejsza. - odpowiedziałam.
- Hmm, to się świetnie składa, bo jutrzejszy wieczór spędzasz ze mną. Podjadę po ciebie o 18. - uśmiechnął się dumnie, ukazując szereg białych zębów. Zaśmiałam się i pokiwałam głową na znak, że się zgadzam.

Sobotni wieczór przyszedł szybciej niż się spodziewałam, z powodu natłoku porządków i pieczenia. Na szczęście obydwie moje siostry zdążyły przyjechać na święta trochę wcześniej, przez co mogłam spotkać się z Louisem. Byłam ciekawa, co dla nas zaplanował. Na wszelki wypadek ubrałam czarne rurki, luźny sweter i botki na obcasie, uważając to za najbardziej neutralny zestaw. Chłopak tak jak zapowiedział, czekał pod moim domem punkt 18. Weszłam do samochodu i przywitałam się z nim buziakiem w policzek.
- Dokąd jedziemy? - zapytałam.
- Zobaczysz. - uśmiechnął się tajemniczo. Nie drążyłam tematu. Po niespełna godzinie drogi zatrzymaliśmy się na parkingu w sąsiednim mieście. Wysiedliśmy z samochodu i poszliśmy w stronę rynku. Moim oczom ukazał się piękny jarmark bożonarodzeniowy, oświetlony milionem światełek. Poczułam jak Louis łapie mnie za rękę i uśmiechnęłam się pod nosem.
- Masz ochotę na grzane wino? - zapytał, a ja pokiwałam głową. Usiedliśmy na ławce obok ogromnej choinki, otoczeni drewnianymi budkami z ozdobami świątecznymi, a w tle grały świąteczne piosenki.
- Tu jest pięknie. - powiedziałam rozmarzona. Wypiliśmy swoje grzańce i spacerowaliśmy po jarmarku, podziwiając wspaniałe rękodzieła i ozdoby. Przez cały czas trzymaliśmy się za ręce.
- Pora wracać. - powiedział Louis po godzinie. Przyznałam mu rację, bo obiecałam mamie, że nie wrócę za późno i jeszcze pomogę w domu. Wróciliśmy na parking, a Louis zamiast otworzyć mi drzwi samochodu, oparł mnie o nie plecami.
- (T.I.), jesteś cudowną, kochaną i śliczną dziewczyną. Uwielbiam spędzać z tobą czas, czy nawet patrzeć na ciebie na przerwach... Chyba się w tobie zakochałem. - powiedział, patrząc mi w oczy. Ta chwila była tak magiczna, że nie wiedziałam co powiedzieć, żeby jej nie zepsuć. Louisowi najwyraźniej wystarczył mój uśmiech, bo zbliżył swoją twarz do mojej i pocałował mnie. Na tak cudowną chwilę warto było czekać.
- Wesołych świąt. - szepnął uśmiechnięty, kiedy w końcu oderwaliśmy się od siebie.
- Wesołych świąt Louis. - powiedziałam i ponownie złączyłam nasze usta.

___________________________________
Hej kochane! Patrzcie, jak idealnie zdążyłam na przed świętami hahahaha :D Mam nadzieję, że imagin Wam się podobał. Dajcie znać w komentarzach z kim teraz mam pisać :)
ŻYCZĘ WAM ZDROWYCH, RADOSNYCH, RODZINNYCH I PEŁNYCH MIŁOŚCI ŚWIĄT ♥️
littlegirl

5 komentarzy: