One Direction i My.. - imaginy

wtorek, 29 września 2020

Happy end! ~ Niall - 2 część

Hej!! Tu Naat!

Napisałam 2 część TEGO opowiadania. Dajcie znać czy się podobał!

No i trochę się, od mojej ostatniej takiej wizyty tu, pozmieniało. Odkąd 1D poszło na przerwę, zmieniło się bardzo dużo w moim życiu, ale mam cichą nadzieję, że będę tu częściej zaglądać i pisać dla was, bo nie ukrywam brakuje mi tego. 

Pytanie czy jest dla kogo pisać.. 

Tymczasem nie zanudzam!!

~~~~~~~~~~


 Niall siedział i był tak blady że zlewał się z białą ścianą za nim, Poderwał się z miejsca, wyszliśmy bez słowa z budynku 

- I co? - zapytał gdy byliśmy w aucie.

- Wszystko z dzidzią dobrze, ale mam leżeć przez 2 tygodnie, nie stresować się i niczego nie dźwigać. - uśmiechnęłam się do niego. Na twarzy Horana wróciły kolory.
- Uff. - przybliżył się i przytulił mnie do siebie. - Tak się cieszę, umarłbym jakby się okazało..
- Ja tez.. - przerwałam mu szybko.
- Tak w ogóle, to Harry musi dostać nauczkę... - powiedział z miną jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. 
- Ano musi. - mruknęłam pod nosem. Nie wiedziałam dokładnie co i jak to zrobimy, ale nie mogę pozwolić sobie na życie w strachu. I chyba zrobię to co każda przyszła matka w takiej sytuacji powinna zrobić. - Chyba zgłoszę to na policję. - powiedziałam w zamyśleniu.
- Poważnie? - zapytał jakby nie dowierzał w to co usłyszał. - Myślałem bardziej żeby go nastraszyć, ale że aż tak?
- A jakby tak mocno mnie uderzył, że stracilibyśmy dziecko? - ciśnienie mi się podnosiło
- Nie denerwuj się, zapomniałaś co lekarz Ci powiedział. - przypomniał - Oczywiście że darować mu tego nie możemy. Na szczęście nie straciliśmy i tym się ciesz. A resztą się zajmę ja. - złapał mnie za dłoń. Nie odezwałam się już. Po 15 minutach jazdy w ciszy, dotarliśmy do mieszkania. Od razu poszłam do łazienki , usiadłam na toalecie i dałam upust emocjom. Łzy spływały samowolnie, głaskałam lekko zaokrąglony brzuch. To połowa drogi, za 4 miesiące dziecko będzie z nami, a ja dalej nie wiem jakiś stosunek do tego ma Niall. Niby się martwi, zajmuje nami, ale nie określił się czy zamieszkamy razem i będzie z nami na co dzień. Wiem, że muzyka i koncerty to jest jego życie, a nie pieluchy, pranie ubranek i karmienie. Wątpie by rzucił swój idealny świat na totalny chaos wiążący się z małym dzieckiem. 
- Wszystko w porządku? - usłyszałam stłumiony chaos blondyna za drzwiami. Szybko otarłam łzy, spuściłam wodę dla niepoznaki i umyłam twarz. 
- Tak. - mam nadzieję że brzmiałam wiarygodnie. Wyszłam z pomieszczenia kryjąc zapłakane oczy pod włosami.
- Chodź, zrobiłem Ci śniadanie i ciepłą herbatę. Musisz leżeć i odpoczywać. - wskazał na kanapę w salonie. Usiadłam i zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć Niall przykrył mnie szczelnie kocem i podał ciepły napój. 
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się do niego lekko.
- Wiesz, bardzo Cię kocham.. - przytulił się do mnie. Poczułam silny zapach jego perfum. Uwielbiałam je!
- Ja Ciebie też Kochanie. - szepnęłam. - Bardzo się boje Niall, - odważyłam się powiedzieć co leży mi na sercu, najwyżej będę sama wychowywać dzidziusia - boję się, że nie poradzę sobie z małym dzieckiem, że Harry mi nie odpuści, że kiedyś powie cos w co uwierzysz i .. - urwałam na chwilę - ..mnie zostawisz.. - łkałam cicho - ..że nasze dziecko nie będzie miało pełnej rodziny. - z trudem wypowiadałam kolejne słowa. 
- Nigdy więcej tak nie mów, nie myśl nawet tak. Zabraniam Ci. - powiedział cicho lecz stanowczo. - Nigdy Cię nie zostawię, a Ty będziesz najlepszą mamą na świecie, - powiedział - A Harrym naprawdę się nie przejmuj, zajmę się tym. Obiecuje. - położył dłoń na brzuchu i pogładził. - Dzidziu tata bardzo Cię kocha. - powiedział wprost do brzuszka. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Nie wiemy jeszcze co będzie i chyba nie chcemy wiedzieć.. Teraz jest idealnie i niech tak już zostanie. 

    Następne dni mijały bardzo wolno, ciągle leżałam. Niall tylko wymieniał talerze z posiłkami. Nie pozwalał mi w ogóle wstać, ledwie przekonałam go że do toalety pójdę na własnych nogach.. Obudziły mnie dziwne krzyki. Horana nie było w salonie.
- Nie obchodzi mnie, że nie możesz! - powiedział zdenerwowany. - Nie! - był naprawdę zły - Nie rozumiesz, wylądowała przez to u lekarza! - nie chciałam podsłuchiwać, ale ewidentnie tyczyło się to mnie. - Tak, musisz to odkręcić, chyba nie chcesz żeby się coś stało. - złagodniał - Przyjedź jak najszybciej. Naraazie. - rozłączył się i wrócił do mnie. - O, nie śpisz?
- Tak krzyczałeś, że się nie dało. Rozmawiałeś z Jane? - zapytałam, choć to było pewne.
- Przepraszam, nie chciałem Cię obudzić. I tak, moim zdaniem to po części jej wina. Nie chciała udowodnić Harremu że jesteście identyczne. - wzruszył ramionami. 
- To nie usprawiedliwia Stylesa. - mruknęłam - Co powiedziała?
- Mówiła że nie może przyjechać, że ma wiążący kontrakt i takie tam.. - machnął ręką
- A czy Ty, jak będziesz w trasie to zjedziesz bo będę Ci kazała? - spojrzał na mnie - Bo nie słyszałam żebyś Jane poprosił o przyjazd. Myślę, że twoje kontrakty też są wiążące. - milczał, czyli trafiłam w dziesiątkę. Wygramoliłam się spod koca i poszłam się wykąpać. To były ciężkie dwa tygodnie, ale dziecko ma się dobrze, czuje to. Rusza się dość często, reaguje na głos blondyna. Przestałam się tak bardzo martwić. Mogę wrócić do normalnego życia. Pachnące olejki do kąpieli nieco poprawią mi humor, zapaliłam kilka świec by było jeszcze klimatycznej i zanurzyłam się w wodzie. Przyjemne ciepełko.. Po jakiś 40 minutach woda ostygła wi\ec wyszłam z wanny i szybko ubrałam się w piżamkę. Blondyn leżał w sypialni i miał zamknięte oczy. Położyłam się delikatnie obok niego tak, żeby go nie obudzić. 
- Nie śpie, czekałem na Ciebie. - przyciągnął mnie do siebie. - Naprawde myślisz że ona nie przyjedzie? Ułatwiło by nam to życie. - stwierdził
- Nie mam pojęcia. Ja dla niej pokonałabym taką odległość dla jednej rozmowy, ale czy ona ma tak samo?
- Wiesz, nie ważne. - cóż za nagła zmiana zdania - Bez względu na wszystko będę Was chronił i tak, zerwałbym każdy wiążący kontrakt dla Ciebie. - ucałował mnie w czoło. Poczułam szybsze bicie serca.- W zasadzie, to już powiedziałem menagerowi, że jak tylko urodzisz to kończę z koncertami. - szczęka mi opadła, kochamy się, ale nie sądziłam że aż tak bardzo mu na mnie zależy. 
- Naprawdę? Kochanie nie musisz tego dla mnie robić..- powiedziałam cicho. - Wiem, że to najważniejsza rzecz na świecie dla Ciebie. One Direction jest przygotowane na taki ruch? - byłam ciekawa.
- Nie obchodzi mnie czy jest gotowe, powiedziałem chłopakom o mojej decyzji. Jesteście dla mnie o wiele ważniejsi niż muzyka. Z czasem może do tego wrócę, ale na razie muszę zająć się moją rodziną. - jego głos był pewny siebie, czyli decyzja zapadła. 
- To najlepsza wiadomość ostatnich kilku miesięcy. - ucieszyłam się - Kocham Cię bardzo mocno Misiu. - ucałowałam go. Odwzajemnił pocałunek od razu, bez chwili wahania go pogłębił...
    Kolejne miesiące spędziłam na szykowaniu pokoju dla dziecka i urządzaniu całego domu. Tak, kupiliśmy Nasz wspólny dom. Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Jane nie przyjechała, z jednej strony jej się nie dziwie. Ma naprawdę ważną pracę, ale mogła zrobić to dla siostry bliźniaczki. Ja bym zrobiła wszystko! Z chłopakami się nie widuje, ale może to dla tego że są w krótkiej trasie po UK. Dom kupiliśmy wspólnie, nie tylko za pieniądze Horana. Chociaż wszyscy myślą inaczej, ale zwisa mi to. Mam dość zadręczania się tym co myślą o nas i naszym związku inni. Sytuacja z Stylesem się nie zmieniła, ciągle rzuca pod moim adresem obraźliwe komentarze. Wielokrotnie próbował wmówić Horanowi że z nim flirtowałam czy co gorsza że z nim spałam. Na szczęście Niall mi ufa i nie daje się omotać. Blondyn wspominał mi wiele razy że wszyscy są źli, że odchodzi, ale powtarza mi że zdania nie zmieni. Czuję się winna, ale nie miałam wpływu na jego decyzję. 
- Kochanie wróciłem! - usłyszałam na dole. No tak, to dziś miał wrócić. Zbiegłam na dół uważając na brzuszek. Jeszcze chwila i będę rodzić, jestem jak tykająca bomba. - Przytuliłam go tak mocno jak tylko mogłam. - Ciężko już Cię objąć. - zaśmiał się, zgromiłam go wzrokie. 
- Dzięki..- pokazałam mu język i mocniej naciągnęłam sweterek na brzuch. 
- Oj nie chowaj go.. - przyklęknął przede mną u podciągnął każde ubranie które miałam na brzuchu. - tata wrócił.. - powiedział wprost do pępka. Dziecko jak na zawołanie zaczęło kopać. Niall był przeszczęśliwy. - Kocham Cię. - dalej mówił do brzucha - ..I Twoją mamusię też. - podniósł się i złożył soczysty pocałunek na moich ustach. 
- Ja Ciebie też Kochanie. - powiedziałam po chwili. 
- Mam coś dla Ciebie.. - zaczął szukać czegoś w kieszeni klękając z powrotem przed brzuchem. Pewnie kupił coś dla dzidzi. 
- Kochanie...
...



____________
Troche to trwało ale napisałam drugą część zaczętego tu przeze mnie Nialla :D
Miłego czytania, mam nadzieje, że ktoś tu jest i czyta nasze wypociny :P
Dajcie znać czy jesteście i czy się podoba i czy pisać kolejną część.


Naat.

niedziela, 8 grudnia 2019

Puk puk!


Witajcie kochani! :) 
Z tej strony wasza maleńka..
z powodu chęci wznowienia (przynajmniej na grudzień) bloga sprawdzam obecność. 
Bo po co pisać jeśli się nie ma dla kogo? >.<
Mam świetny pomysł na maraton do świąt, ale wy musicie mi pomóc i zagłosować w komentarzach z kim ma się odbyć ten maraton ^^ 
Zróbmy może minimum głosów..
Jeśli będzie 10 komentarzy to jestem gotowa wznowić pisanie na blogu i generalnie w planach mam również jeśli się to uda dokończyć wszystkie niedokończone mojego autorstwa imaginy, ale tak jak mówię, muszę wiedzieć, że ktoś jeszcze tu zagląda ^^ 
Pozdrawiam cieplutko!
#Maleńka

sobota, 11 maja 2019

Not funny #4

 Poczułam zderzenie z lodowatą wodą i momentalnie wybudziło mnie to z mojego snu.
-Louis!- zapiszczałam, kiedy zobaczyłam uśmiechniętą twarz tego niedorozwiniętego umysłowo człowieka. 
-Czas wstawać. Postanowiłem, że dziś wstaniemy wcześniej i zrobimy my kawę. Masz rację, to jest świetny sposób na pobudkę.- zaczął swoją paplaninę, a ja wstałam wściekła zobaczyć, która jest godzina. 
-Mam jeszcze przynajmniej 20 minut snu!- "krzyczałam" szeptem, żeby nie obudzić pozostałych, ale Louis kompletnie mnie nie słuchał, bo był zbyt zajęty skanowaniem mojej sylwetki.. i cholera. Miałam cienki, mokry podkoszulek i nic pod spodem. Wskoczyłam pod zimny i mokry koc.
-Wyjdź!- tym razem już uniosłam głos robiąc się cała czerwona z wściekłości. 
-Jasne.. czekam na dole.- powiedział po odchrząknięciu. 
-Debil.- fuknęłam zamykając drzwi na klucz i wywalając kołdrę z pościelą i materacem na balkon, żeby wyschła. Przebrałam się i przede wszystkim UBRAŁAM STANIK. Spięłam włosy w koka, przejrzałam się w lustrze, chociaż właściwie nie mam pojęcia po co i ruszyłam na dół, bo ten skończony idiota tłukł się niemiłosiernie. 
-Zostaw, ja to zrobię.- przewróciłam oczami i wyjęłam kubki.
-Chciałem usmażyć naleśniki... ale nie wiem jak, pomożesz?- spytał patrząc na mnie ze skwaszoną miną. 
-Ok, ale ja usmażę tylko dwa, żeby ci pokazać.- powiedziałam parskając śmiechem. Mogłabym powiedzieć, że jest nawet uroczy, kiedy nie zachowuje się jakby miał kij w dupie. Powoli i dokładnie tłumaczyłam jak się robi ciasto, nawet pozwoliłam mu wbić jajka, szczycił się, że umie, wiec dałam mu się wykazać. Kiedy cisto było gotowe wyciągnęłam patelnię i wylałam na nią odrobinę oleju.. ja zazwyczaj smażę na dwie jak są goście, ale lepiej nie będę go wtajemniczała w to.. dla niego to może być za wiele. 
-I jak się nagrzeje wylewasz ciasto.. tyle, że musisz kręcić patelnią, a nie chochelką, ok?- uśmiechnęłam się pod nosem, kiedy widziałam z jakim skupieniem się przygląda moim czynnościom.
-Ok, teraz ty.- powiedziałam, kiedy już wyjęłam pierwszy naleśnik.
-Dobra, to nic trudnego.- powiedział i zrobił dokładnie to, co ja, w tym czasie zalałam kawy o których zapomniałam i usiadłam mając zamiar zjeść pierwszy naleśnik. 
-Ej! To mój.- powiedział Tomlinson, a ja spojrzałam na niego z politowaniem.
-Masz. To mój pierwszy naleśnik w życiu, dla ciebie.- uśmiechnął się jak pięcioletnie dziecko, a ja nie mogłam go nie wyśmiać.
-No tak.. jak ktoś się zatruje to będę pierwsza.- zachichotałam.
-Jaka ty zabawna dziś.- parsknął Louis, a ja smarowałam powidłem kolejny naleśnik. Postanowiliśmy obudzić resztę jak już będą gotowe, bo wiem dobrze, że nie lubią czekać na jedzenie.
-Teraz ty zjedz, ja popilnuję.- powiedziałam, kiedy już się najadłam i wzięłam swoją kawę po czym zaczęłam przekręcać naleśnik, potem kolejny itd. 
-Pyszne są.- usłyszałam tuż za uchem.
-Sam je robiłeś, teraz się możesz zgłosić do jakiegoś masterchefa czy coś w tym stylu. Jestem pewna, że wygrasz.- zachichotałam.
-To dlatego, że mi pomogłaś. - tym razem wyszeptał mi to do ucha i poczułam jego dłonie na moich biodrach. 
-Mhm.- mruknęłam pod nosem nie wiedząc do końca co się tu dzieje. 
-Dziękuję.- chyba usłyszałam to słowo pierwszy raz u niego. A jednak da się go nauczyć manier.. przynajmniej tych podstawowych. Po jego podziękowaniu poczułam jego teraz nie przy uchu,, a na skórze szyi. Całował delikatnie robiąc ścieżkę wzdłuż niej. 
-Nie mogę się pozbyć z głowy widoku mokrej ciebie z rana.- powiedział cicho nie przerywając czynności, a ja poczułam jak przeze mnie przebiegają ciarki. Nie wiem kiedy oparłam tył głowy o jego ramię dając mu większy dostęp do mojej skóry. Na prawdę zazwyczaj się tak nie zachowuję.. nie pozwalam facetom na takie posunięcia.. ale on.. nie potrafię tego wytłumaczyć, wzbudza we mnie niezwykłe przyciąganie. Przycisnął swoje krocze do mojego tyłka aja westchnęłam i złapałam się rękami blatu. I to był. Kurwa. Błąd.
-Cholera jasna!- krzyknęłam i odskoczyłam od miejsca smażenia naleśników. 
-Co się dzieje?- spytał przerażony chłopak, a ja wsadziła rękę pod zimną wodę.
-Przekręć ten cholerny naleśnik.. albo od razu wywal, na pewno go spaliłam.- fuknęłam zła sama na siebie. Trzeba być mną, żeby wykonać tak cholernie głupi ruch. Oczywiście, że tak nie było blatu, tylko kuchenka.
-To był ostatni naleśnik.- powiedział i wyłączył ogień. 
-Pokaż to.- powiedział, a ja bez słowa podałam mu rękę. Od nadgarstka do kciuka na linii bocznej skóra była poparzona. Mocno poparzona.
-Przepraszam, to moja wina. Trzymaj pod wodą.. gdzie masz jakąś maść?- spytał spokojnie, a ja skinęłam głową na szafkę nad nami. Byłam wściekła i obolała. Przeżyję wszystko, ale nienawidzę uczucia gdy się poparzę. Chciało mi się płakać, ale zacisnęłam zęby. Wyjął jakąś maść na oparzenia i bandaż. 
-To boli!- krzyknęłam, kiedy zaczął ją rozsmarowywać.
-Przepraszam, al inaczej się nie da.- wycedził przez zęby, kiedy weszła babcia do kuchni.
-Co się dzieje?- spytała patrząc tona mnie to na rękę.
-Nic. Poparzyłam się, bo chciał naleśniki.- fuknęłam przelewając swoją złość na szatyna, który teraz nerwowo rzucił bandaż na blat i wyszedł na zewnątrz. 
-Pokaż to..- mówiła spokojnie starsza kobieta, a ja z grymasem na twarzy jej oddałam rękę do opatrzenia.
-No!- odetchnęła po zawinięciu ręki- będziesz żyła.- dokładnie w tym momencie weszła pozostała czwórka do kuchni i z równie wielką troską rzucili się w moją stronę. Niczym stado baranków. 
-Babcia mówiła że będę żyła. Macie tu kawę i naleśniki, a ja pójdę poszukać tego de..- zaczęłam, ale babcia odchrząknęła-tego człowieka nim zrobi sobie krzywdę.- skończyłam grzecznie się uśmiechając i wyszłam. Wyszłam na drogę i przeszłam się kawałek w jedną i drugą stronę, brak, okrążyłam dom, brak..przeszukałam też cały dom na wypadek, gdyby wrócił, ale tam też go nie było.. w końcu postanowiłam przejść się po budynkach gospodarczych. Ku mojemu zdziwieniu Tomlinson właśnie czesał  gwiazdę (miałam 7 lat jak ją nazwałam, ok?). Podeszłam po cichu i wzięłam drugie zgrzebło. 
-Hej - powiedziałam, kiedy dołączyłam się do czesania. 
-Jak ręka?- spytał nie odpowiadając na moją zaczepkę. 
-Już w porządku. Ja.. wcześniej spanikowałam, przepraszam.- powiedziałam na jednym wdechu i czesałam dalej. Nie odzywaliśmy się do siebie więcej.
-Co zaplanowane na dziś?- spytał kiedy już skończyliśmy.
-W sumie to dziś chyba macie wolne.. no oprócz tego co musimy zrobić teraz.. bo wiesz, zwierzęta muszą jeść codziennie.- powiedziałam uśmiechając się, a on przewrócił oczami.
-Nie musisz mnie traktować jak debila.. może nie robiłem tych wszystkich rzeczy wcześniej, ale po prostu nie miałem okazji. Szybko się uczę..- odparł nieco napiętym głosem, a ja zauważyłam, że chyba rzeczywiście powinnam mu była trochę odpuścić.. ale on nie odpuszczał mi. 
-Ty zacząłeś.- wzruszyłam ramionami. 
-I przeprosiłem.- powiedział zbliżając się do mnie. 
-A ja tych przeprosin jeszcze nie przyjęłam powiedziałam puszczając zwierzęta i otwierając bramę.
-To co muszę zrobić?- spytał zrezygnowany.
-Nie być chujem.- parsknęłam i pokazałam mu język. Weszłam na konia i nim zdążyłam zareagować on wszedł na drugiego. 
-Nie zabij się, ok? Nie stać mnie na wypłacenie odszkodowania, muszę skończyć studia.- powiedziałam kiwając głową w dezaprobacie.. przecież on sobie coś zrobi. 
-Jeździłem już.- powiedział co mnie minimalnie uspokoiło i tak dojechaliśmy do polany, gdzie Tom musiał wbić kołki sam, bo ja niestety jeszcze nie mogłam swobodnie poruszać dłonią. Całkiem sobie poradził. Jak wróciliśmy już cała reszta rzeczy była zrobiona. 
-Muszę jechać na zakupy.- powiedział Louis, kiedy siedzieliśmy przed telewizorem i oglądaliśmy jakieś koło fortuny z babcią. Chłopaki postanowili rozłożyć basen.. robią to już od godziny... w czwórkę i pewnie już ich spaliło słońce, ale nadal walczą.
-Po co?-spytałam nim zdążyłam się ugryźć w język. 
-Nie mam za wiele letnich ciuchów.. myślałem, że będzie chłodniej, ale tych upałów nie da się wytrzymać w długich spodniach.
-[T.I.] pojedzie z tobą.- powiedziała od razu babcia nie pytając mnie nawet o zdanie. 
-A wieczorem może jedźcie do miasta.. wyjdźcie do jakiegoś baru czy dyskoteki.. to nie jest więzienie, a wy jesteście młodzi.- mówiła z oburzeniem, a chłopak popatrzył na nią ze zdziwieniem. Taaak... moja babcia nie jest typowa. 
-Jedziemy?- spytał szatyn patrząc na mnie, a ja spojrzałam na swoje ubranie, które było już nieco brudne, bo oczywiście, że musiałam się ubrudzić lodami, którymi się nawiasem mówiąc nie podzieliłam, a te plamy mówią same za siebie. 
-Przebiorę się.- powiedziałam i popędziłam na górę. Stanęłam przed szafą. Wyjęłam kombinezon, który nie często ubierałam, ale skoro jadę z Tomlinsonem, to nie pojadę jak typowa wieśniara. Był czerwony (nie jaskrawy) w kremowo-różowe kwiaty, wiązany w talii i z głębokim wycięciem w kształcie "v" na dekolcie.. był zwiewny, wiec jak stałam w miejscu wyglądał bardziej na sukienkę niż kombinezon z krótkimi spodenkami. Włosy rozpuściłam i założyłam beżowy kapelusz, bo czapka do tego nie pasowała za cholerę, a nie mam ochoty spalić sobie twarzy.. kremów nienawidzę.
-Czekam w aucie!- usłyszałam z dołu i tylko założyłam czarne sandały na słupku po czym zeszłam na dół. Spotkałam babcie, która omiotła mnie wzrokiem z góry na dół.
-No i dlatego nie masz chłopaka.. Niby jak przy takim kombinezonie ma się ktoś do ciebie dostać?- powiedziała śmiejąc się z własnego żartu.
-Babciu!- zwróciłam jej uwagę, no bo błagam.. nie powinna mi takich rzeczy mówić.
-No już.. żartuję tylko, aniołku.. pięknie wyglądasz.- ucałowała mnie w policzek. Już miałam iść, kiedy zatrzymał mnie jej głos.
-Ale następnym razem jak będziecie się migdalić w kuchni to uważaj na to, co robisz z rękami.- mruknęła  i pokiwała głową ze śmiechem, widząc moją minę. Już nic nie mówiłam tylko weszłam do tego samochodu i miałam nadzieję, że długo nas nie będzie.
-Czyli jednak potrafisz się ubrać?- spytał ironicznie Tomlinson i wyjechał z podwórka. Jechaliśmy już chwilę w ciszy, a do galerii było pół godziny autem, więc postanowiłam przerwać tą głupią ciszę i włączyłam radio, a chłopak wyciągnął i odpalił papierosa uchylając okno. Uniosłam brwi i ni cokolwiek powiedziałam wyrwałam mu go i wywaliłam przez moje okno na ulicę. 
-O co ci chodzi?- popatrzył na mnie zdziwiony, a ja wywróciłam oczami.
-To, że masz mnóstwo pieniędzy nie oznacza to, że możesz je wydawać na trucie się. Z resztą nie lubię, kiedy ktoś pali przy mnie.- dodałam, a on tylko skinął głową.
-Zapamiętam.- mruknął i do końca trasy się nie odzywaliśmy do siebie, a ciszę przerywało radio. 

Znalezione obrazy dla zapytania louis tomlinson smoking gif

Ciąg dalszy jutro
Mam pracę, mam studia i mam dom..
myślę, że to wystarczające wytłumaczenie dlaczego choruję na brak czasu ;)
#Maleńka








poniedziałek, 7 stycznia 2019

Not funny #3

 Doszliśmy opornie na łąkę i przybiłam kołki. Tak. Ja przybiłam, bo ten skończony idiota by sobie palce poprzybijał. Uwierzcie mi, że on to ma po prostu we krwi.. takim to trzeba się chyba urodzić. Bez słowa ruszyłam z powrotem, a on szedł za mną też się nie odzywając. Kiedy już dotarliśmy postanowiłam sprawdzić jak sobie poradziła reszta. Oprócz tego, że Niall uciekał przed indykami to było wszystko w porządku. Nie rozumiem jak mógł nie wiedzieć, że czerwone spodenki wabią indyki. To przecież logiczne. Do końca dnia nie odezwałam się do Louis'a słowem. On też chyba nie czuł głębszej potrzeby, żeby odbywać ze mną jakiekolwiek interakcje. Chłopaki widzieli, że coś się stało, ale przypuszczam, że postanowili to przemilczeć dla własnego dobra. Właśnie leżałam znudzona na swoim łóżku kiedy usłyszałam znowu jakieś cholerne krzyki z pokoju obok. Oni co chwilę się drą i kłócą.. nie dziwię się, że ich wysłali na takie zadupie. Tu tylko cierpię ja a nie cały świat. Takie poświęcenie.
-Możecie się w końcu przymknąć?!- krzyknęłam i kopnęłam ścianę zza której dobiegały dźwięki. I to był. Kurwa. Błąd. Nim zdążyłam w ogóle zarejestrować co się dzieje to przede mną pojawił się drugi pokój. Louis i Niall patrzyli na mnie z rozdziawionymi ustami, a moja mina przypuszczam nie była lepsza.. czyżby to była ta ściana z dykty na którą miałam uważać? Prawdopodobieństwo jest na prawdę ogromne.
-O cholera.- powiedziałam pod nosem, a chłopaki wybuchnęli niepohamowanym śmiechem, a ja zaraz do nich dołączyłam. Właściwie to było całkiem zabawne, a ich śmiech niesamowicie zaraźliwy.
-Ona nie może wiedzieć.- powiedziałam, kiedy już zdążyłam otrzeć łzy śmiechu.
-Obraz?- spytał Tomlinson.
-Choć raz powiedziałeś coś sensownego.- parsknęłam, a on przewrócił oczami.
-Może po prostu przesuniemy wersalkę? Dziwnie będzie wyglądał obraz metr nad podłogą.- wzruszył ramionami blondyn.
-Cofam to, co powiedziałam. Jednak nadal jesteś debilem.- mruknęłam i przeszłam do ich pokoju, bo dziwnie jest mówić do nich przez dziurę w ścianie.
-Dobra. Z tej stron się to sprawdzi.. a z drugiej?- spytałam, a Louis się uśmiechnął.
-Nie.- fuknęłam kiedy tylko zaczął otwierać usta.
-Jeszcze nic nie powiedziałem!- krzyknął oburzony robiąc krok w moją stronę.
-Całe szczęście.- warknęłam i usidłam na łóżku Horana.
-Chodź przeniesiemy wersalkę.- szturchnął bruneta i razem przesunęli ją zakrywając całą dziurę.
-Idealnie.- mruknęłam już całkiem rozkładając się na łóżku i przeciągając.
-Idź ogarnij to z drugiej strony.- powiedział Louis to Horana, a on o dziwo bez słowa wyszedł i zostawił nas samych. Postanowiłam nie ruszać się z miejsca i nadal leżeć na wygodnym materacu. Poczułam jak ugina się pod ciężarem drugiej osoby.
-Przepraszam. Przesadziłem.- powiedział Louis, a ja usiadłam żeby na niego spojrzeć.
-No coś ty.- parsknęłam i uniosłam jego brew.
-Nie wiem czy to widzisz, ale próbuję się starać.- wycedził zaciskając zęby i wstając.
-I co? Może chcesz za to medal?!- fuknęłam też wstając.
-A może dla odmiany ty też byś spróbowała?!- też się uniósł i wyrzucił ręce przed siebie.
-A może zamiast przepraszać przestałbyś być takim chujem?!- kontynuowałam naszą sprzeczkę.
-Może ja jestem chujem, ale z ciebie też aniołek nie jest!- teraz już całkiem krzyczał.
-Więc nie rób z siebie takiego niewiniątka.- dodał już spokojniej.
-Ja wcale niczego nie próbuję..- zaczęłam ale zamiast skończyć zdanie poczułam usta Tomlinsona na swoich. Nie wiem jak to się stało, więc błagam, nie pytajcie. Jego usta są wyjątkowo miękkie. Pogłębił pocałunek, a ja.. ja stałam jak kołek. Nawet nie drgnęłam, a później zrobiłam coś nawet gorszego. Dołączyłam do jego poczynań.
-Mogę polubić nasze kłótnie.- powiedział kiedy podniósł mnie, a ja nie mając wyjścia owinęłam nogi wokół niego, nie chcąc stracić równowagi. Chłopak złapał mocno za moje pośladki, a ja uchyliłam wtedy lekko usta. Oczywiście potraktował to jako zaproszenie i teraz nasz pocałunek był walką o motywację. przyparł mnie do ściany nadal trzymając na rękach. Docisnął swoje biodra do moich na co mruknęłam, a jemu przyśpieszyło tętno. Uniosłam nieco głowę, a on zszedł pocałunkami na moją szyję. Uwielbiam kiedy ktoś to robi. Westchnęłam nabierając powietrza w płuca, kiedy usłyszałam chrząkniecie. On nie przestawał, później było mocniejsze chrząknięcie, a ja zaczęłam uderzać Louis'a po plecach.
-Złaź ze mnie! Puszczaj.- krzyczałam cała zestresowana. Kiedy chłopak w szoku się ode mnie oderwał i zrobił krok w tył to spojrzał w końcu na te pieprzone drzwi, gdzie stał Niall powstrzymując się od śmiechu.
-Zachowujesz się jak zwierze!- fuknęłam krzyżując dłonie na piersiach. Wyszłam z pokoju i złapał drzwi.
-Zwierze.- powtórzyłam jeszcze raz i zatrzasnęłam drzwi za blondynem. Tętno biło mi z milion razy na sekundę, a później usłyszałam śmiech Horana zza ściany. Co tam się właśnie odjebało? Horan rozwiesił mi jakąś chustę w miejscu gdzie była dziura. Przyznam, ze wyglądało to nie najgorzej. Nie mając już siły po dzisiejszych ekscesach na nic, po prostu padłam prosto na łóżko i w mgnieniu oka oddałam się błogiemu snu.

środa, 12 grudnia 2018

Not funny. #2

Informuję, ze z powodu braku zasobów robotów tę pracę
wykonuje jedynie człowiek. 
Proszę o wyrozumiałość
Pozdrawiam :)
#Maleńka

 Przez te wieczór nie działo się nic nadzwyczajnego. Spędziłam go ze znajomymi.. właściwie z kumplami w pizzerii zajadając się, pijąc piwo i śmiejąc do rozpuku. Uwielbiam takie zwyczajne wieczory w których po prostu mogę się wyluzować na maksa. Zwłaszcza przy moich świrach. Niemalże kompletnie zapomniałam o tym, ze w moim domu rezyduje piątka niewyżytych gwiazdorów. To był nasz temat tabu. Nawet się nie zająknęli. Artur odwiózł mnie grzecznie do domu na swoim motorze i niemalże od razu padłam.. no cóż, tak działa na mnie zazwyczaj piwo, kiedy już jestem sama.

***

Obudziły mnie promienie słoneczne, które padały na moją twarz. Za pewne każdy normalny człowiek by się zdenerwował, ale ja uwielbiałam taką pobudkę. Zwłaszcza, że wiedziałam, że muszę wstać. Stoczyłam się ze zdecydowanie zbyt wygodnego łóżka i przeciągnęłam. Spojrzałam przez okno wzdychając. Zapowiadał się kolejny upalny dzień.. ani odrobinki deszczu, a grządki same się nie podleją. Wszystko w mojej wsi jest piękne.. kocham to miejsce i wgl, ale minusy polegają na tym, że po prostu moja babcia ma niemałej wielkości gospodarstwo. Kury, indyki, świnie, krowa i konie. Do tego wszystkiego dochodzi pole i można już postawić znak równania między tymi obowiązkami a zalataną nastolatką. Spojrzałam na zegarek.
-5.30.. cudownie..- wymamrotałam pełna optymizmu pod nosem i chwytając w locie ręcznik ruszyłam wziąć chłodny prysznic na dobry początek dnia. Kiedy już byłam na tyle rozbudzona chłodną wodą wyszłam i wtarłam w ciało balsam kokosowy.. uwielbiam ten zapach.. i się ubrałam. Nie miałam na sobie niczego nadzwyczajnego. Dresowe spodenki z wyższym stanem, które zawiązałam tuż pod moim pępkiem i szara bokserka obcięta tak, że sięgała do połowy mojego brzucha. Włosy rozczesałam i zostawiłam, aby wyschły same.. makijaż nie był mi potrzebny.. w taki upał spłynąłby ze mnie.. z resztą po co wyglądać ładnie w stajni? Zeszłam na dół tuż po szóstej słysząc, że babcia już krząta się po kuchni.
-Dzień dobry.- powiedziałam dając jej buziaka w policzek i biorąc kubek na kawę.
-Dzień dobry, aniołku.- zaszczebiotała kobieta, która przysięgam ZAWSZE ma dobry humor.
-Budziłaś chłopców?- spytała jak gdyby to było taaakie oczywiste.
-Chyba żartujesz.. oni nie wstaną ci o tej porze.- parsknęłam przewracając oczami na jej naiwność.
-Masz zrobić tak, żeby wstali. Jak nie to nie będzie kawy.- powiedziała i wyrwała mi sprzed nosa mój magiczny napar. Więc tak to sobie obmyśliła. Skoro mam dowolność w sposobie to z chęcią to zrobię.
-OK.- fuknęłam i poszłam na górę. Przezornie wzięłam flakon z sypialni i napełniłam zimną wodą. Przecież nie wstaną. Nie ma takiej opcji. Zapukałam do pierwszych drzwi pierw lekko. Później mocniej i usłyszałam jakieś niewyraźne jęczenie. Potraktowałam to jako 'proszę' i wtargnęłam na terytorium wroga. Zobaczyłam ich dwóch. Czarującego blondyna śpiącego na sofie przy ścianie i egocentrycznego dupka śpiącego na łóżku pod oknem.
-Chłopaki.. czas wstać.- powiedziałam na tyle głośno, że na pewno mnie usłyszeli.
-Która godzina..- warknął brunet, a ja odpowiedziałam.
-Jesteś chora jeśli myślisz, że..- zaczął, ale to wystarczyło aby mnie rozwścieczyć i po prostu wylałam na niego caluuutki wazon zimnej wody. Wstał momentalnie na początku patrzył na mnie w szoku jeszcze do końca nie wiedząc co się tak właściwie stało. Widziałam jak szybko jego klatka piersiowa unosi się i opada.
-Cieszę się, że postanowiłeś wstać.. robota czeka.- powiedziałam najsłodszym głosem jakim potrafiłam mówić, a on zrobił kilka kroków do przodu. Widziałam, że był wściekły i skłamię jeśli powiem, że się nie przestraszyłam. Wyrwał mi z rąk wazon i uniósł dłoń wysoko, jakby chciał się zamachnąć, kiedy przytrzymała go inna ręka.
-Louis. Jesteśmy tu gośćmi, a to dziewczyna.- blondyn wycedził przez zęby. Nawet nie zauważyłam kiedy był obok. Wyrwał brunetowi moją własność i mi oddał.
-Zaraz zejdziemy.- powiedział uśmiechając się przyjaźnie.
-Obudzicie resztę, czy ja mam to zrobić?- uniosłam jedną brew wiedząc, że się domyślą w jaki sposób.
-Dam radę. Zrobisz nam kawę? Nie damy rady bez tego funkcjonować.. strefy czasowe nam się nieco zmieniły.- powiedział bezradnie i uśmiechnął się słodko.. skąd się tacy biorą.
-Jasne.- mruknęłam i już miałam wychodzić, kiedy ktoś złapała mnie za dłoń z powrotem odwracając w swoją stronę.
-Radzę ci więcej tak nie robić.- warknął Louis, a ja uniosłam brwi bardzie w wyrazie kpiny niż zdziwieniu.
-Radzę ci wysuszyć pościel.. drugiej nie dostaniesz.- parsknęłam i wyszłam w akompaniamencie śmiechu blondyna. Zeszłam na dół w dużo lepszym humorze i wzięłam spory łyk swojej kawy.
-I jak?- spytała babcia kładąc pozostałe pięć na stole obok chleba, masła, szynek, sera, pomidorów i innych rzeczy.. mi takie śniadania nie robi.
-Czemu mi nie robisz takich śniadań?- spytałam wyraźnie znudzona czekaniem na tych pajaców.
-Bo ich nie jesz.- ucałowała mnie w czółko i sama wzięła kawę po czym dosiadła się do mnie. Nie zdążyłam dopić kawy, a piątka dzikusów wpadła do kuchni wrzeszcząc i zjadając wszystko ze stołu.
-Następnym razem przygotuję specjalne koryto u świnek..- parsknęłam, a babcia zabiła mnie wzrokiem i zakopała 5 metrów pod ziemią.
-Teraz podział obowiązków.- powiedziała, a ja uśmiechnęłam się pod nosem. Zaczyna się cyrk.
-Niall.. myjesz dziś naczynia. - powiedziała wskazując na blondyna, który momentalnie wydał się mniej zadowolony z życia.
-Spoko, to najprostsza praca.- szepnęłam co nieco poprawiając mu humor.
-Harry, wygonisz kury i indyki, i im dasz jeść.- omiotła wzrokiem kolejnego.
-Zayn, bierzesz na siebie karmienie świń.- kontynuowała.
-Liam podlejesz grządki.. tylko porządnie.- klasnęła w dłonie.
-A lou z [T.I.] wyprowadzicie konie i krowy na pastwisko. Oczywiście jak już pokażesz reszcie zasady ich pracy.- uniosłam brwi i spojrzałam na nią jakby postradały myśli. Najwyraźniej lata lecą a z nimi rozum.
-Ja  jadę do miasta. Powodzenia.- mruknęła pod nosem biorąc kluczyki z szafki i wychodząc.
-Dobra!- wstałam czując, że to ja odpowiadam za ich zdrowie i życie przez kolejne kilka godzin.
-Niall.. wiesz jak się myje naczynia?- spytałam nie będąc pewna czego się spodziewać.- popatrzył a mnie jak na idiotkę i wstał stając na przeciwko w niewielkiej odległości.
-Jestem w tym mistrzem, kochanie.- powiedział tym uwodzicielskim głosem, a ja parsknęłam i wskazałam mu zabudowaną suszarkę.
-Reszta chodźcie za mną.-mruknęłam i ruszyłam w stronę ogrodzenia oddzielającego podwórko od farmy za domem, a oni podążali jak stadko baranów.
-Harry.- zaczęłam wiedząc, że zaczynają się schody. Pierw ci pokażę ziarno, ok? Jak wygonisz pokraki ze stajni to weźmiesz wiadro i im to rzucisz.- mówiłam pomału, aby mieć pewność, że zrozumie. On kiwał głową. Zaprowadziłam go do kuchenki i pomogłam napełnić wiadro ziarnem, kiedy wpadł do nas Brunon. Mój bardzo łagodny bernardyn. Chłopaki zaczęli uciekać jak opętani, a ja nie mogłam się przestać śmiać, kiedy zadowolony pies ganiał ich po całym podwórku.
-Weź tą bestię!- usłyszałam kolejny krzycz i  postanowiłam się zlitować. Zagwizdałam i w sekundę Bruno był przy mnie.
-On jest łagodny i nie gryzie. Spokojnie CHŁOPCY.- mruknęłam.
-Dobra. Dalej.- powiedziałam i wsypałam zawartość puszki do miski psa, po czym otwarłam stajnię w której były kury, indyki i świnie.
-Harry, musisz je wszystkie przegonić na zewnątrz, dać im ziarno i syp ręką, a nie wiadrem, bo jak będzie w jednym miejscu to się pozabijają. Jeśli zdążysz to zbierz też jajka. -powiedziałam i wzięłam pod rękę Zayn'a.
-Tu masz swoich przyjaciół- zachichotałam wskazując na dwie zagrody w których było po 10 świń.
-Tam masz odpadki w wiadrach, które musisz wrzucić do tego i tego koryta. Rozprowadź równo, żeby każda mogła się dostać. A do tych i tych wlej wodę. Studnia jest na podwórku. Wytłumaczyłam też Liam'owi co ma zrobić i po wielu narzekaniach zauważyłam, ze zaczęli w swój niedorozwinięty sposób cokolwiek robić.
-Chodź ze mną.- fuknęłam i ruszyła prosto do stajni z krową i dwoma pięknymi końmi.
-Musimy pierw wyczesać konie.- mruknęłam i wzięłam do dłoni dwa zgrzebła.. babcia wiedziała, że pracę z nimi lubię najbardziej ze wszystkiego. Uniosłam szczotkę w stronę Tomlinsona. On tylko popatrzył na mnie tymi swoimi niebiesko zimnymi oczami.
-Chyba sobie żartujesz.. to zwierze mnie pożre.- wycedził przez zęby.
-Słuchaj królewiczu. Nie wiem co ty sobie wyobrażasz, ale ja nie zrobię za ciebie całej roboty, więc rusz tą dupę w przycisłych spodniach i weź się do pracy.- fuknęłam będąc na skraju wytrzymałości.
-Słuchaj księżniczko.. przyjechałem tu na wakacje. Ewentualnie się zabawić, a nie udawać wieśniaka.. właściwie to nie masz w sobie nic z księżniczki jakby nie patrzeć. Kijem ciężko by było Cię tknąć.- powiedział i nie powiem, że nie zabolało. Kutas.
-Weź to, albo porozmawiam z kim trzeba o twoich ostatnich wybrykach i uwierz mi, życia u Paul'a nie będziesz już miał.- powiedziałam nie mając już oporów. Chłopak wziął zgrzebło i zaczął czesać konia przyglądając się mojemu sposobu. Pochłonęła mnie ta czynność. Cały czas mocno przygryzałam wargę aby nie rozkleić się. Tak. Żadna ze mnie księżniczka.
-Koniec. Bierzesz krowę, a ja konie. - powiedziałam odwiązując wszystkie trzy i wyprowadzając  je na zewnątrz, po czym podałam idiocie odpowiedni łańcuch. Sama wsiadłam na konia, przyzwyczajona jeździć bez siodła. Wiedziałam, że zwierzęta trafiłyby nawet gdybyśmy po prostu szli obok, ale jemu nie ułatwię zadania. Męczył się z Florą (tak, babcia ma schizę i nawet świnie mają imiona) całą drogę. To za mocno szarpał, to mu weszła w krzaki.
Niech cierpi.



poniedziałek, 12 listopada 2018

#My_Styles 21

Mam nadzieję kojarzycie czerwoną czcionkę i wiecie co oznacza xD
Poniżej zamieszczone są treści o zabarwieniu seksualnym. Czytasz to tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność ;)
 Chwilę mi zabrało czasu nim dotarło do mnie jak szczeniacko się zachowałam. Wstałam szybko z kanapy i wyszłam za nim z domku, ale nie było go na tarasie. Wahając się przeszłam kilka kroków dalej i zobaczyłam bliżej wody światełko z papierosa i zarys postaci. Nie wiele myśląc po prostu poszłam w jego stronę. Nie miałam pojęcia nawet co chcę powiedzieć. Na pewno nie chcę tego spieprzyć. Nie teraz, kiedy cokolwiek zaczęło się układać.
- Przepraszam.- szepnęłam stając przed nim. Zobaczyłam jak miarowo wypuszcza dym z ust i znowu się zaciąga. Milczał, a ja nie miałam zamiaru go pośpieszać, więc po prostu usiadłam na wilgotnym piasku i patrzyłam na niego czekając na odpowiedź. Jak wypalił papierosa do końca usiadł na przeciwko mnie i wziął mnie za ręce.
-Słuchaj..- zaczął i odchrząknął, żeby pozbyć się większej chrypy spowodowanej dymem. Skinęłam głową.
-Wiem, że możesz mi nie wierzyć.. co ja mówię, wiem, że w ogóle trudno mi wierzyć w cokolwiek, zwłaszcza tobie. Nie myśl, że to, co teraz powiem będzie dla mnie łatwe, bo jest cholernie trudne, zwłaszcza, że nie mam pojęcia, czego się po tobie spodziewać.- tu spojrzał mi w oczy i przez chwilę nic nie mówił, a ja mogłam czuć i słyszeć w całym moim ciele jak serce mi szybko i mocno bije.
-Gdyby był przynajmniej cień nadziei na to, że może nam się udać weszłabyś w to? Ja widzę dużo więcej niż cień, ale nie wymagam tego od ciebie. Ja wchodzę w to cały już teraz, nie mając pewności czy mnie chcesz. Zostań, zastanów się.. poczekam w środku. Jak będziesz chciała to cię odwiozę.- dokończył, odszedł i zostawił mnie samą w ciemnościach z moimi wszelkimi wątpliwościami dotyczącymi szczerości jego intencji. Teraz wydawało się to trudniejsze niż kiedykolwiek.

*Oczami Harry'ego*

 Chodziłem tam i z powrotem po pokoju jak debil. Jestem skończonym idiotom. Jak mogłem ją rzucić na tak głęboką wodę i dać jej w ogóle wybór. Przecież ona mnie zna. Ona wie do czego jestem zdolny. Powinienem to wziąć we własne ręce i doprowadzić do końca. Z resztą ile można się zastanawiać?! Zawsze to ja przebierałem i klasyfikowałem. Nie dziewczyny. 
-Cholera.- warknąłem pod nosem i niemalże w tym samym czasie weszła [T.I.]. Spojrzałem jak powoli podchodzi do mnie. Czerwony nos i ściśnięte pięści. Kompletny bezmózg. Zostawiłem ją na tym zasranym, zimnym piasku bez żadnej bluzy, ani koca. Nie wiedziałem jak zacząć temat. 
-Harry.- zaczęła dziewczyna, a ja nie chciałem słyszeć odmowy. Nie mógłbym tego od niej usłyszeć. Musiałem ją zagłuszyć, a jedyne co wpadło mi do głowy było pocałowanie tych pełnych, malinowych ust. Chociażby miał to być ostatni raz. Wpiłem się szybko w jej usta i objąłem dłońmi jej twarz. Powoli zacząłem poruszać ustami domagając się o dostęp. Nie byłem pewny jej reakcji, ale ona uchyliła nieco wargi i zaczęła pieścić swoim językiem moje podniebienie. To było niemal równoznaczne z odpowiedzią. Miałem taką nadzieję. Pogłębiłem pocałunek wygrywając walkę o dominację i później wszystko działo się jak przyśpieszonym tempie. [T.I.] swoimi małymi rękami zdjęła mi koszulkę i błądziła nimi po moim torsie do czasu dotarcia do linii moich spodni. Zręcznym ruchem odpięła je, a ja z siebie zsunąłem. Nie miałem zamiaru być jej dłużny. Po kilku sekundach oboje byliśmy w bieliźnie. Jeszcze nie byłem do końca świadomy co tu się dzieje, ale nie chciałem tego przerywać. Przesunęła swoją ręką po cienkim materiale bokserek, kiedy ja całowałem jej szyję zostawiając po sobie na niej pamiątki. Rękami ścisnąłem delikatnie jej piersi i szybko odpiąłem stanik, który teraz jedynie mi przeszkadzał. [T.I.] coraz szybciej łapała oddech, kiedy całowałem i pieściłem jej piersi zostawiając je tylko po to, aby dotrzeć do  koronki jej bielizny. Spojrzałem na nią. Miała zamknięte oczy i mocno przygryzała wargę w oczekiwaniu. Jednak zsunęła się na mój poziom i spojrzała mi prosto w oczy. 
-Chcę z tobą to zrobić. Chcę się z tobą kochać.- usłyszałem jej drżący głos i nutkę niepewności.
-Nie chcę, żebyś żałowała.- mruknąłem zgodnie z prawdą. Nie miałem pojęcia jak długo po tym z nią wytrzymam. Nie wiedziałem nawet czy nadal będzie mnie interesowała w ten sposób. 
-To spraw, żebym nie żałowała.- uśmiechnęła się pod nosem i znów mnie pocałowała. Tym razem delikatnie. Chwilę później oboje leżeliśmy próbując unormować drżący oddech. 
-Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że to był najlepszy seks w moim życiu.- parsknęła dziewczyna, a ja zachichotałem i obejmując ja przykryłem nas kocem. Na prawdę ją pokochałem. Teraz już nie miałem żadnych wątpliwości. 
-Nie będziesz żałować.- wyszeptałem jeszcze, a później oboje usnęliśmy. 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

THE END
Powtarzam, że nie miałam internetu z powodu remontu, 
a mój własny z telefonu nie wystarczał, żeby opublikować tego typu plik xd
Ich historia się skończyła.
Zaczynając to pisać miałam kompletnie innych pomysł na zakończenie,
ale no nie miałam serca go zrealizować. 
Może następnym razem :p
Teraz będę kontynuowała imagin 'not funny', więc jeśli ktoś czytał,
 może się spodziewać kontynuacji w najbliższe dni ^^
I oczywiście dziękuję za tak ogromną aktywność, której kompletnie się nie spodziewałam
Jesteście cudowne ♥
#Maleńka




piątek, 12 października 2018

#My_Styles 20

*Oczami Harry'ego*

-Kurwa..- fuknąłem pod nosem przysiadając na skraju łóżka. Czego jej się dziwię? Ona jest po prostu ostrożna. Skrzywdziłem wiele kobiet, a ona nie chce być kolejną. Pociąga mnie i chcę ją przelecieć.. to na pewno. Ale czy będę w stanie po tym po prostu odejść? Wątpliwa kwestia. Zszedłem na dół, wyjąłem zimne piwo z lodówki, wziąłem kilka łyków. No cóż.. nie ma innego wyjścia z tej sytuacji. Muszę iść na kolejną randkę. Wyjąłem telefon i wybrałem odpowiedni numer.
-Słucham?- usłyszałem po drugiej stronie i uśmiechnąłem się pod nosem.
-Cześć księżniczko.- mruknąłem głosem zarezerwowanym jedynie dla kobiet.
-Czego chciałeś? Już zasypiałam świrze.- fuknęła wcale nie kryjąc zirytowania. I jak tu za nią nie szaleć? 
-Proponuję cudowny weekend tylko we dwoje nad jeziorem. Mamy domek na obrzeżach. Co ty na to?- spytałem niemal pewny, że się zgodzi. W końcu zawsze się zgadzają.
-Jeśli przekonasz moją mamę.- usłyszałem i wiedziałem, że będzie moja. 
-Dobranoc.- pożegnałem się i rozłączyłem nie czekając na odpowiedź. Nie zastanawiając się dłużej po prostu położyłem się spać już znając plany na jutrzejszy poranek.

*Twoimi oczami*

Jak co dzień wstałam i wzięłam prysznic, bo wieczorem byłam już padnięta. Pomyśleć, że orgazm tak męczy. Ubrałam się w czarne lekko poszarpane, dopasowane spodnie i luźniejszy sweter w kolorze butelkowej zieleni, który wpuściłam w spodnie. Wysuszyłam włosy, a później upięłam w luźny warkocz. Podkład, róż, kreski i pomadka nude. Gotowa. Od jakiegoś czasu czuję potrzebę wyglądania minimalnie lepiej niż wcześniej. Czyżbym wracała do życia? Zeszłam na dół już gotowa pić poranną kawę, kiedy przed wejściem do kuchni usłyszałam, że ktoś w niej rozmawia. Miałybyśmy mieć gościa tak wcześnie? Weszłam bez zastanowienia i kompletnie nie spodziewając się kogo tam zastanę. 
-Dzień dobry, słońce.- popatrzyłam na mamę, a później na burzę loków siedzących do mnie tyłem. Świetnie. 
-Cześć.- powiedział Styles, kiedy już zauważył, że weszłam. 
-Pięknie wyglądasz.- dodał lekko się uśmiechając.
-Co ty tu robisz?- spytałam nie lubiąc jak ktoś wchodzi na mój 'teren'.
-Nie zdążyłem wypić kawy, a twoja mama była na tyle miła, by mi zaproponować ją.- mrugnął do mej rodzicielki, która zachowała się jakby była omamiona jego urokiem. 
-Kochanie.. Harry mówił o waszym wyjeździe nad jezioro. Myślę, że to dobry pomysł, abyś się trochę rozerwała.. poznała nowych ludzi. Mówił, że nie masz zbyt wielu przyjaciół.- powiedziała mama nawet nie patrząc na mnie, a ja już wiedziałam po co tu był. To było do przewidzenia.
-Myślałam, że się nie zgodzisz.- wzruszyłam ramionami nalewając sobie kawy. 
-Nie mów głupot.- fuknęła jakby to było nie do pomyślenia, a Harry się zwycięsko uśmiechnął. Co on jej zrobił?
-Wypiję po drodze. Jedźmy już.- mruknęłam pod nosem, a on się pożegnał z moją mamą po czym dołączył do mnie w samochodzie. 
-Szybko to załatwiłeś.- powiedziałam upijając łyk kawy. 
-Nie wydajesz się zadowolona.- odparł i wyjechał na drogę.
-Chcesz mnie przelecieć.- wzruszyłam ramionami. 
-A od kiedy to jest coś złego?- parsknął, a ja się uśmiechnęłam pod nosem. Wrócił Styles. Nie Harry.. po prostu Styles. Nie odezwałam się ani słowem tylko upiłam kolejny łyk ciepłego napoju, kiedy poczułam jego dłoń na moim kolanie. 
-Ale nie chcę cię TYLKO przelecieć. Pociągasz mnie, nie tylko mnie z resztą. Ale nie chodzi mi wyłącznie o to.- powiedział ze ściśniętym gardłem, a ja czułam, że to może być prawda.
-Chcesz żeby nadal obowiązywała nasza umowa?- spytał zajeżdżając na parking szkolny.
-To znaczy?- spytałam czując, że kryję się za tym pytaniem coś więcej.
-Tylko ukryty seks.- powiedział, wyłączył silnik i spojrzał na mnie. Cała moja upartość i zacięcie kruszyło się pod jego wzrokiem. Odwróciłam wzrok i wbiłam go w przednią szybę, a on ujął mnie za rękę.
-Nie chcę, żebyś mnie po wszystkim zostawił. Nie boję się seksu, tylko tego co się po nim zdarzy.- powiedziałam pierwszy raz szczerze, wypranym z emocji głosem.
-To co ja mam zrobić? Przecież od razu ci się nie oświadczę.- powiedział z nutką rozbawienia w głosie.
-Wiesz o co mi chodzi.- fuknęłam zirytowana jego podejściem.
-Wiem.- odparł i zmusił mnie do popatrzenia na siebie.
-Lubię z tobą spędzać czas. Nie tylko dla przyjemności fizycznej. Jesteś piękna, mądra, zabawna i cholernie uparta. A mnie to kręci.. zwłaszcza to ostatnie.- powiedział chichocząc, a ja się uśmiechnęłam.
-Jak nie chcesz to nie musimy jechać.- wzruszył ramionami najzwyczajniej w świecie, a ja postanowiłam nie zachowywać się jak pięciolatka. Przecież nie musimy od razu uprawiać seksu.. po drugie jemu na prawdę zależy. Musi.
-Jedźmy.- powiedziałam i wyszłam. Już miałam jak zwykle zniknąć z jego pola widzenia, żeby nikt nie kojarzył nas razem, ale on zrobił coś, czego bym się nie spodziewała. Po prostu ujął mnie za rękę i szedł obok mnie aż do samiusieńkich drzwi sali w której miałam lekcje. Później oparłam się plecami o ścianę kawałek od sali, a on się pochylił nade mną i po prostu patrzył mi w oczy.
-Mógłbym się do tego przyzwyczaić.- powiedział dalej nie cofając się o krok i objął mnie w talii, a ja poczułam się bezpiecznie. Szczęśliwie. Mi też by to nie przeszkadzało. Dzwonek zadzwonił, a on leniwie zaczął odchodzić w swoją stronę. Odprowadziłam go wzrokiem, a później po prostu weszłam do sali.
 Lekcje minęły szybko. Tydzień też. Spędziłam mnóstwo czasu ze świrem Styles'em. Poznałam go z nieco innej strony niż dotychczas. Dużo się śmiałam i on też. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Teraz też nie, kiedy prowadził samochód, a ja śpiewałam piosenkę, która akurat leciała w radiu. Nigdy nie miałam zabójczego wokalu, a on tak, więc tym bardziej się śmiał. Jechaliśmy już dobre dwie godziny nad jezioro, ale za każdym razem jak pytałam czy jeszcze daleko odpowiadał, że nie. Zjechał w jedną z bocznych dróg przy lasku. Trochę mnie to przeraża, dom nad jeziorem koło lasu.. niczym z horroru.
-Jesteśmy.- powiedział w końcu i zobaczyłam przed sobą nie najmniejszy parterowy drewniany dom, z altanką i obszernym tarasem.
-Jest piękny.- powiedziałam, a on wyszedł i otworzył mi drzwi.
-I cały dla nas.- wyszeptał mi do ucha, a ja zachichotałam kiedy wziął mnie na ręce i przeniósł przez próg. Byliśmy razem. Tak przynajmniej wszyscy mówili, a my nie zaprzeczaliśmy.. ani ja, ani on. Było nam dobrze ze sobą. W ten weekend nic się nie wydarzyło. Leżeliśmy właśnie zmęczeni po kajakach i mimo, że to Styles cały czas machał wiosłem ja też się zmęczyłam. Chłopak położył głowę na moich kolanach i oglądaliśmy jakąś denną komedię, a ja się bawiłam jego loczkami. Uwielbiałam je.
-Kocham jak tak robisz.- wymruczał i odwrócił się tak, że mogłam widzieć jego uśmiechnięte oczy.
-Kocham Cię.- powiedział, a mnie zamurowało.
-To nie jest śmieszne.- parsknęłam i znów zaczęłam zabawę.
-To dobrze. Nie miało. Mówię poważnie.- odpowiedział i znów patrzył w telewizor. Powiedział to. Tak po prostu.
-Jasne. Świetne podejście.- fuknęłam przestając ruszać jego włosy. Widziałam jak marszczy brwi, a później się odwraca.
- O co ci chodzi? Jakie podejście.- spytał siadając obok mnie i przyglądając mi się badawczo.
- Właśnie takie.- mówiąc to wskazałam dłońmi na niego.
- Nie rozumiem.- powtórzył jeszcze cierpliwie.
- Bardzo łatwo ci to przychodzi. Nie wolno się bawić takimi słowami.- odparłam i wpatrzyłam się w  telewizor.
- Powiedziałem, że cię kocham, a ty stroisz fochy, bo powiedziałem to 'zbyt łatwo'?- zadał pytanie retoryczne będąc na skraju załamania nerwowego.
-Ilu dziewczynom mówiłeś to wcześniej?- spytałam i wbiłam w niego wzrok patrząc na reakcję na moje słowa. Styles otwierał i zamykał usta, ale żadne słowo nie padło. Na prawdę miałam nadzieję, że odpowiedź będzie inna.
-Ilość się nie liczy.- powiedział chyba sam szukając usprawiedliwienia dla siebie.
-Odwieź mnie.- fuknęłam i wstałam z kanapy.
-Nie.- powiedział twardo, a ja uniosłam brwi w zdziwieniu.
-Czego ty się właściwie spodziewałeś!- teraz krzyknęłam. Jesteśmy w lesie, nikt mnie nie usłyszy.
-Że powiesz, że mnie kochasz i wszystko załatwione?- parsknęłam w furii, a on oparł głowę na dłoniach z desperacji.
-Myślałem, że kobiety lubią jak się je kocha.- wzruszył ramionami i skierował się w stronę sypialni.
-Szkoda tylko, że ty nie odpowiedziałaś nic.- powiedział jeszcze na odchodne, później  wziął z sypialni papierosy, których wcześniej nie widziałam i wyszedł z domku trzaskając drzwiami. Co ja najlepszego narobiłam...