One Direction i My.. - imaginy

wtorek, 20 lutego 2024

You can call me daddy ~ H.S.

 Patrzyłam zatrwożona na dwie kreski widniejące na teście.

-Niemożliwe.- szeptałam raz po raz do siebie. Tylko na tyle było mnie w tym momencie stać. Zamarłam. Zamknęłam oczy i wzięłam kilka głębokich wdechów. Nie ma to jak zostać matką w wieku 19 lat. Przecież za każdym razem się zabezpieczaliśmy, a razy tych nie było wiele. Nie mogę mu teraz tego zrobić. Postanowiłam. Na razie nikomu o niczym nie powiem.
-Będzie to nasza mała tajemnica. Na razie.- szepnęłam dotykając się po dole brzucha. Mijały tygodnie, a ja nadal nikomu o niczym nie mówiłam. Podczas tego czasu zdałam maturę i kibicowałam Harry’emu w programie. Wszystko do tej pory szło zbyt łatwo. Za łatwo wywijałam się od czułości chłopaka martwiąc się, że cokolwiek zauważy. Dzisiaj loczek wraca w końcu do naszego małego miasteczka. Niestety – chłopaki nie wygrali. Chyba po raz pierwszy w życiu cieszę się, że coś mu nie wyszło. Spojrzałam na siebie w lustrze i dotknęłam coraz bardziej okrągłego brzucha. To już 16 tygodni. Sama się sobie dziwię, że tyle wytrzymałam. Na dopasowany top naciągnęłam luźny i trochę za duży sweter. Dzisiaj w końcu będę mogła mu wszystko wytłumaczyć.
-Idę do Harry’ego!- krzyknęłam do rodziców i wyszłam. Jak najszybciej przeszłam odległość dzielącą nasze domy i jak go zobaczyłam od razu rzuciłam mu się w ramiona.
-Opowiedz mi o wszystkim.- powiedziałam nie mogąc się doczekać wysłuchania jego opowieści. Mówił o fankach, o Simonie, o chłopakach i muzyce nad którą zaczęli myśleć. Mówił też o planach. Zbyt wielu. Jak mu nie powiem teraz to nie zrobię tego nigdy.
-Harry.. mam dla ciebie nowinę.- powiedziałam wymuszając słaby uśmiech, a właściwie to imitację uśmiechu.
-Dobrze, ale najpierw ja. Jestem pewien, że ta nowina jest większa.- odparł rozentuzjazmowany, a ja zobaczyłam iskierki szczęścia tańczące w jego zielonych oczach.
-Okej.- zgodziłam się niechętnie.
-Wytwórnia chce z nami podpisać kontrakt! Nagramy piosenki, wyjedziemy w trasę.. będziemy mieć sesje, spoty reklamowe! Wszystko. Będziemy mieć wszystko.- powiedział na jednym tchu, a mi w tym momencie brakło powietrza. Nawet jak przegrał to wygrał. Oniemiałam przez co nastała ciężka cisza. Zielonooki patrzył na mnie pełnym napięcia, wyczekującym wzrokiem, a z moich oczu popłynęła samotna łezka.
-Co się dzieje? Przecież cię nie zostawię..- zaczął, ale nie miałam serca mu tego wszystkiego odbierać. Marzenia nie poczekają.
-Ja.. nic. To ze szczęścia. W końcu będziesz mógł robić to, o czym zawsze marzyłeś.- szepnęłam naprawdę się ciesząc. W tym samym momencie pękało moje serce na pół.
-To dobrze..- powiedział z wyraźną ulgą uśmiechając się do mnie i całując mnie w czółko.
-Co to za ważna nowina?- spytał w końcu po chwili leżenia. Przełknęłam ślinę.
-Dostałam się na studia.- powiedziałam słabo.
-To chyba dobrze? Gratuluję.- uśmiechnął się słodko, a ja nie chciałam kończyć zdania.
-Za granicą. Lecę do Hiszpanii w przyszłym tygodniu.- dodałam, a tym razem on zamarł, a później zmarszczył brwi.
-Nie mówiłaś, że aplikujesz za granicę.- powiedział w końcu.
-Nie myślałam, że się dostanę. – wymamrotałam nieśmiało.
-To nic. Cieszę się kochanie. Oboje będziemy zwiedzać i się uczyć nowych rzeczy. Obiecaj mi, że przyjdziesz na mój koncert jak będę w pobliżu.- powiedział surowym tonem na co się uśmiechnęłam i skinęłam głową.
-Obiecaj, że wtedy mnie odwiedzisz.- powiedziałam jeszcze nim się w niego wtuliłam. Nie byłam w stanie mu powiedzieć prawdy. Oczywiście, że nie było żadnych studiów.. ani tutaj, ani za granicą. Coś musiałam mu powiedzieć. Nie mogłam zniknąć bez pożegnania. Rodzicom powiedziałam to samo. Będzie im łatwiej jeśli na razie nie będą wiedzieć. Właściwie to będzie łatwiej po prostu mi.
Ucałowałam jeszcze raz Harry’ego na pożegnanie i wyściskałam rodziców po czym przeszłam przez bramki i już się nie obróciłam żeby się na nich spojrzeć.
Nie zakończyłam wtedy definitywnie związku z Harrym. Wciąż czekałam na odpowiedni moment. Na chwilę przerwy w jego życiu albo skończoną trasę. Zastój w karierze. Nie zdziwi was chyba to, że żaden z tych przypadków się nie wydarzył. Mijały kolejne tygodnie a ja ciągnęłam bajkę o wymarzonej uczelni tak naprawdę pracując jako doradca finansowy. Kontakt się z miesiąca na miesiąc urywał coraz bardziej, aż w końcu przestaliśmy rozmawiać. Oczywiście, że długo o nim myślałam. Ale nie mogłam się załamać, albo zrobić sobie przerwy w pracy. Rodzice przysyłali mi pieniądze na zmyślone studia a ja dorabiałam sobie resztę. W końcu na świat przeszła mała anielica. Nic dziwnego, że dałam jej na imię Angel. Musiałam wytłumaczyć rodzicom moje kilkutygodniowe milczenie. Po prostu im ją pokazałam.. reszty się domyślili i nigdy mnie nie skrytykowali. Wiedziałam, że chcieli powiedziec Styles’owi. Jednak uszanowali moją decyzję. Już nie było potrzeby żeby wiedział. Przecież nawet ze sobą nie byliśmy.
*** 4 lata później ***
Spojrzałam na małą, która niespokojnie spała na sąsiednim fotelu, a później na coraz wyraźniejsze krajobrazy. Mój niepokój wzrastał z każdym metrem obniżania się kursu samolotu. Nie byłam w rodzinnych stronach od ponad 4 lat. Każdy by się stresował. Niestety nie mogłam kolejny rok bronić rodzicom poznania wnuczki, a małej odbierać rodzinę ograniczając do i tak rzadkich rozmów przez skype’a. Po lądowaniu wyszłam z Angel na rękach z samolotu. Niemal od razu zobaczyłam mamę, która nerwowo wyszukiwała nas w tłumie. Nie chciałam obudzić małej przez co powoli i łagodnie podeszłam do rodziców pokazując im kruszynkę śpiącą na moich rękach. Od razu skierowaliśmy się do wyjścia a później do samochodu. Jak odłożyłam córeczkę to od razu poczułam wokół siebie ramiona mamy. Nie mogłam się powstrzymać i mocno się w nią wtuliłam. Nawet nie wiem kiedy zaczęłam płakać.. ona już robiła to odkąd nas zobaczyła na lotnisku.
-Przepraszam..- szeptałam raz po raz nie wiedząc co mogłabym jeszcze powiedzieć.
Jak dotarliśmy do domu mała się obudziła. Rozejrzała się tymi swoimi dużymi błękitnymi oczami wokół.
-Już jesteśmy, kochanie.- powiedziałam całując ją w czółko.
-Babciaa!- krzyknęła i rzuciła się na niczego nie spodziewającą się mamę. Angel nie należała do nieśmiałych dziewczynek. Miała kręcone blond włoski sięgające za łopatki, duże niebieskie oczy i nieziemski uśmiech, które okalały urocze dołeczki. Była idealną mieszanką mnie i Harry’ego. Obawiałam się tego, że ktoś spoza grona wtajemniczonych to zauważy. Patrzyłam jak młoda dusi po kolei moich rodziców, a później chodzi podekscytowana po podwórku. Już jest wieczór, a ona przespała dziś pół dnia. Zapowiada się długa noc. Weszliśmy do domu, a ja uśmiechnęłam się na znajome ściany i wspomnienia, które mnie otaczały.
-Mamusiu. Babcia mówi, że ma dla mnie prezent!- pisnęła Angel i podskoczyła z radości.
-No co ty? Ciekawe co to będzie..?- udawałam, że się zastanawiam.
-Idź umyj ręce, a dziadek pokaże ci zaraz twój pokój. My z mamą idziemy zrobić jakieś pyszne jedzonko, dobrze?- spytała spokojnie moja mama, a później zabrała mnie do kuchni. Odbyłyśmy przy krojeniu warzyw długą rozmowę na temat mojego przyjazdu i tym, co się z tym wiąże.
-Jutro wieczorem przyjedzie Adrian. Mówiłam ci o nim. Mieszkalismy razem.- powiedziałam czekając na standardowe pytanie mojej mamy.
-Jesteście w końcu razem, czy nie?- spytała unosząc do góry ręce.
-Nie. Mamo, dobrze wiesz, że się tylko przyjaźnimy. No i pomaga mi z Angel. Nic poza tym. Bez niego bym zginęła.-powiedziałam i wcale nie wyolbrzymiałam jego roli w moim życiu. Przyjął mnie (ciężarną nastolatkę bez grama doświadczenia) do swojej wtedy dopiero rozwijającej się firmy. Poznaliśmy się na mieszkaniu. Początkowo musiałam wynająć tylko pokój, bo na nic innego mnie nie było stać. On wynajmował drugi. Po pół roku, kiedy dostałam podwyżkę zmieniłam lokum, a Adi kupił własne mieszkanie, które właściwie leżało 10 minut od mojego. Jest moim najlepszym przyjacielem i chociaż proponował mi coś więcej to rozumie, że nie mam czasu teraz na związki, nie przy tym maleństwie. I nie, o dziwo nie jest gejem.
-Mamo…- zaczęłam nieśmiało.
-Czego chcesz?- spytała od razu. Jak ona mnie dobrze zna.
-Mogę wam dziś zostawić Angel pod opieką? – spytałam i poczułam się znów jak nastolatka prosząca o zgodę na wyjście. Miłe uczucie.
-Dziś jest spotkanie absolwentów i chętnie bym się zobaczyła z dziewczynami ze szkoły. A on.. i tak na pewno się nie zjawi. Przecież mieli mieć jakąś trasę.- powiedziałam czując, że muszę dodać ostatnią informację bardziej żeby zapewnić o tym siebie a nie mamę.
-Mhmm.. na pewno nie masz o co się obawiać.- powiedziała szybko.
-Idź. Przyda ci się jakaś rozrywka. A nie ciągle praca i praca..- dodała, kiedy zobaczyła mój badawczy wzrok.
-Ale pierw musisz zjeść.-stwierdziła już surowszym tonem.

Weszłam do baru rozglądając się wokół i szukając kogokolwiek znajomego. Odkąd tylko przekroczyłam próg słyszałam nieczyste dźwięki śpiewającego akurat faceta. Tak, zgadliście – to wieczór karaoke. Postanowiłam przejść się do łazienki i jeszcze raz sprawdzić czy na pewno dobrze wyglądam. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i z dumą stwierdziłam, że nie wyglądałam tak od.. od jakiś czterech lat. Biały kombinezon w grube czarne paski idealnie przylegał do mojego ciała, a szersze nogawki swobodnie opadały na czarne szpilki zakończone wąskim czubkiem, które ubrałam. Delikatny makijaż podkreślający niebieskie oczy i beżowy błyszczyk. Nie, nie ma śladu po [T.I.], która chodzi przez 70% czasu w dresach, żeby móc być swobodna przy małej. Czasem można zapomnieć o codziennych obowiązkach.
-Cześć! [T.I.], no nie? – spytała brunetka stojąca przy umywalce obok, a ja dopiero teraz zauważyłam, że to moja koleżanka z byłej klasy.
-Tak, przepraszam, nie poznałam cię. – powiedziałam i zakłopotana przywitałam się z dziewczyną.
-Zastanawialiśmy się czy się pojawisz, ale jednak jesteś!- wyszczebiotała. Tak, ciężko znaleźć bardziej pozytywną osobę.
-Chodźmy, wszyscy się zdziwią. Słyszałam, że studiowałaś za granicą. – zaczęła rozmowę już prowadząc mnie do stolika. Jak ja mogłam nie zauważyć tego obleganego stolika. Przyszli wszyscy.. no prawie wszyscy. Wyściskałam każdego z osobna, a później słuchałam po kolei ich opowieści o szalonym życiu studenckim, które dopiero co zakończyli, albo prowadzą nadal. Całkiem zapomniałam już o tym, że jestem matką i ja wcale tego nie miałam.
-A ty? Co robiłaś przez te kilka lat? Nie wiadomo kiedy znikłaś.- powiedziała moja była przyjaciółka, która z wiadomych względów była na mnie zła za moje milczenie.
-Zaczęłam studiować ekonomię, ale znalazłam wymarzoną pracę na pierwszym roku, więc nie czekałam aż okazja przeleci mi przed nosem i przyjęłam ofertę pracy.- wzruszyłam ramionami.
-Jestem doradcą finansowym jednych z większych firm technologicznych w Hiszpanii. – dodałam uświadamiając sobie, że właściwie to jest spore osiągnięcie, a wszystko dla mnie skończyło się naprawdę dobrze.
-Zazdroszczę.- usłyszałam po chwili od znajomych i poczułam się dumna. Zapomniałam o powodach, które zmusiły mnie do objęcia takiej, a nie innej drogi.
-I co? Znalazłaś jakiegoś gorącego Hiszpana dla siebie?- spytała w następnej kolejności Wika.
-Jest ktoś taki, ale biorąc pod uwagę, że to mój przełożony to nie śpieszy mi się do gorącego romansu. Mimo, że już zdążyliśmy ze sobą mieszkać.- zaśmiałam się uświadamiając sobie, że Adi jest naprawdę fantastyczny, a jego wygląd to właśnie odzwierciedlenie typowego Hiszpana za którą wzdychają kobiety (w różnym wieku) na ulicy.
-Skoro już macie odhaczone mieszkanie, to myślę, że praca mu nie będzie przeszkadzać. Mogłabyś być po prostu jego ulubioną pracownicą i częściej by cię wołał do gabinetu. – zaśmiała się znów przyjaciółka, która dostała kuksańca w bok, a później wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.
-A co z Harrym? Masz z nim jakiś kontakt?- spytał Eryk z którym właściwie też byłam dość blisko kończąc ogólniak.
-Nie wiem, bo naszym wyjeździe każde poszło w swoją stronę. Jeśli już wiecie, że jest super gwiazdą muzyczna, to nie zaskoczę was niczym więcej.- przewróciłam oczami, bo naprawdę miałam nadzieję, że jego imię nie padnie dzisiejszego wieczoru.
-Za to ja wam mogę co nieco opowiedzieć o tej super gwieździe.- usłyszałam rozbawiony głos, który do chodził ze strony drzwi i zamarłam. Przysięgam, że przez chwilę moje serce stanęło. Wszyscy rzucili się przywitać loczka. Tak, w szkole też był niezłą gwiazdą. Wysportowany, przystojny. Każda się rozglądała za tą burzą loków. Nie, nie wiem czemu akurat ja byłam tą szczęściarą, którą wybrał. I w tym momencie sobie przypomniałam o wszystkim. O naszej miłości licealnej, planach i marzeniach. Ale przede wszystkim przypomniałam sobie o Angel. W tym momencie chciałam wyjść stąd jak najszybciej. Odwróciłam się i zobaczyłam jedyną drogę ucieczki, która niestety, była tuż obok tłumu Harry’ego Stylesa. Warto spróbować. Zebrałam swoje rzeczy i zaczęłam się przeciskać przez ludzi, których teraz zrobiło się wyjątkowo dużo. Jakby nie mieli kiedy przyjść.
-A ty się nie przywitasz?- poznałam głos z charakterystyczną chrypką, który mnie dopadł kiedy byłam tak blisko wyjścia. Zapowiada się świetny wieczór. Odwróciłam się na pięcie i już wiedziałam, że szybko stąd nie wyjdę.
-Cześć.- odparłam, a później objęły mnie silne ramiona loczka. Zaciągnęłam się jego jakże innym zapachem niż poprzednio, kiedy go widziałam. Teraz czułam drogie perfumy, których już nie dostał ode mnie, ale też papierosy, chociaż nie był to dominujący zapach. Zmężniał. Właściwie to nawet jego głos się zmienił, a szopa loków, która zawsze okalała jego twarz była bardziej okiełznana niż zwykle.
-Stęskniłem się za tobą. – powiedział cicho tak, żebym tylko ja to usłyszała.
-To co? Ja stawiam. –ogłosił głośniej na co usłyszeliśmy ryk zadowolenia.
-A ty czego się napijesz? Proponuję coś mocniejszego.- uśmiechnął się.
-Zdam się na ciebie.- powiedziałam słabiej, kiedy ruszył stronę baru.
-Obiecuję, że zaraz wrócę!- krzyknął próbując przebić się przez tłum jakichś nastolatków, których za bardzo poniosło.
-Tego się obawiam.- szepnęłam sama do siebie patrząc jak znika kręcona czupryna. Usiadłam przy jednym z zarezerwowanych dla nas stolików i zastanawiałam się co mam mu powiedzieć. Skąd on się tu w ogóle wziął. Właściwie.. to nie ja przestałam dzwonić, tylko on. W sumie nigdy oficjalnie też nie zerwaliśmy, ale biorąc po uwagę fakt, że najprawdopodobniej miał więcej niż kilka partnerek to nie jest pocieszenie. Nie mam pojęcia jak się zachować w tej sytuacji.. wiedziałam, że nie powinnam tu przychodzić.
-Drogie Panie, teraz potrzebuję chwili z tą pięknością. Później pogadamy.- usłyszałam znów i mimowolnie przewróciłam oczami, ale z uśmiechem na ustach. Takie słowa w jego ustach były miłe.
-Kiedy wróciłaś? - spytał w końcu siadając przy stoliku.
-Wczoraj, a ty? – odpowiedziałam szybko, żeby nie mógł pytać o cokolwiek więcej.
-Jestem tu od ponad tygodnia.. nie mówiła ci Ania?- zmarszczył brwi, a ja teraz już wiedziałam dlaczego moja mama tak mnie namawiała do przyjścia tu.
-Musiała zapomnieć.- westchnęłam i wzięłam łyka całkiem mocnego drinka.
-Chyba muszę Cię przeprosić.- usłyszałam po chwili całkiem przyjemnej ciszy i uniosłam brwi w zdziwieniu.
-Przestałem się odzywać. Naprawdę chciałem, ale miałem tyle spraw na głowie i tak mało czasu. Z resztą strefy czasowe też w tym przeszkadzały.. po każdej zakończonej rozmowie czułem, że się od siebie oddalamy i stchórzyłem. Po prostu ten świat mnie przerósł. A ja w tak młodym wieku nie wiedziałem do końca w co się pakuje. Tłumaczyli mi, że łatwiej będzie im mnie reklamować jeśli będę wolny, albo z kimś…- mówił ciągiem, a ja naprawdę nie miałam mu tego za złe. Oczywiście, że chciałam go w swoim życiu wtedy i przypuszczam, że teraz też bym chciała. Ale on wybrał swoją drogę, a ja swoją.
-Nie szkodzi. – powiedziałam w końcu kończąc jego cierpienia i zobaczyłam zdziwienie na jego twarzy.
-Czyli nie jesteś zła?- spytał próbując się upewnić.
-W ogóle.- dodałam z nieśmiałym uśmiechem.
-To dobrze. Jak Cię dzisiaj zauważyłem to naprawdę się ucieszyłem, ze postanowiłaś przyjść.- złapał moją rękę, która leżała na stoliku. Naprawdę chciałam ją stamtąd wziąć, ale nie mogłam. Tak dobrze się czułam i właściwie nie jestem pewna czy to przez mocny drink, który już prawie skończyłam czy też przez jego obecność.

Szłam już prawie pustą ulicą przed siebie, co chwilę patrząc na loczka, który opowiadał mi o swoich przygodach, o chłopakach a aktualnie o początku solowej kariery. Wydawało się to tak nierealne, że naprawdę co chwilę musiałam się upewniać, że nadal tutaj jest.
-Niedawno idąc tędy wymieniałeś te wszystkie rzeczy jako twoje marzenia.. cele. A teraz? Spójrz gdzie jesteś. To wszystko już osiągnąłeś .- uśmiechnęłam się szeroko o niego, szukając tej samej radości na jego twarzy. Odprowadzał mnie pod dom, bo wyjaśnijmy sobie, że za trzeźwa to ja nie jestem. Zamiast uśmiechu zobaczyłam grymas niezadowolenia na jego twarzy na co też zmarszczyłam brwi.
-Niby tak, ale obawiam się, że straciłem o wiele więcej niż osiągnąłem.- powiedział napiętym głosem, a dzięki światłom latarni ulicznych zobaczyłam jak jego żuchwa się napina. Zamarłam na chwilę i oboje przestaliśmy iść, tylko staliśmy i patrzyliśmy po sobie. Delikatnie złapał moją dłoń i zrobił krok w moim kierunku. Znowu patrzyłam w te zielone oczy, które miały złote iskierki. Nie, one się w ogóle nie zmieniły. Pochylił się ku mnie, a nasze czoła się zetknęły. Czułam drżenie w każdej komórce mojego ciała. Nadal nie mogłam oderwać od niego oczu. Później nagle zrobiło się ciemno. Uśmiechnęłam się – nadal wyłączali latarnie o określonej porze… wtedy poczułam jego usta. Całowały mnie powoli i namiętnie.. ale w tym samym czasie tak nieśmiało, niepewnie. Odwzajemniłam ten gest, a wszystko działo się w takiej ciemności, jak gdyby los chciał, żeby to była nasza tajemnica. Kiedy oderwaliśmy się od siebie, mimo, że naprawdę słabo widziałam Styles’a to wiedziałam, że się uśmiecha. Wiedziałam też, że jeśli dam się ponieść to, to wszystko skomplikuje.
-Harry.. ja muszę wracać do domu.- powiedziałam cicho bojąc się, że czar pryśnie.
-Jasne.- odparł i pociągnął mnie dalej, drugą ręką odpalając latarkę w telefonie.
Szliśmy tak jeszcze około dziesięciu minut, w milczeniu, jakby każde z nas analizowało przed chwilą zaistniałą sytuację. W końcu zatrzymaliśmy się przed bramką na moje podwórko, a cisza trwała nadal. Tak strasznie nie miałam ochoty kończyć tego wieczoru.. wracać do rzeczywistości.
-No i jesteśmy!- powiedziałam w końcu przerywając niezręczną ciszę.
-Może zostanę na noc? – spytał zielonooki z nadzieją wyczuwalną na kilometr.
-To nie jest dobry pomysł.- odparłam bez ogródek nie chcąc robić niczego, czego później mogłabym żałować… a ta noc tylko do tego by zmierzała. Po drugie – moja mała Angel pewnie smacznie śpi w moim łóżku.
-Mógłbym wejść przez balkon jak zwykle kiedy chciałem zostać na noc.- uśmiechnęłam się delikatnie na to wspomnienie.
-Nie ma takiej opcji. Zbyt długo się nie widzieliśmy.. z resztą zaraz wyjeżdżasz i nie chciałabym doprowadzić do tej samej sytuacji sprzed kilku lat. – wzruszyłam ramionami i pchnęłam furtkę, żeby przejść przez nią, ale złapał mnie jeszcze za rękę.
- Obiecaj mi, że się jutro zobaczymy. U ciebie, u mnie, na kawie… gdziekolwiek.- powiedział błagalnie, a ja naprawdę już nie wiedziałam co robić. Nie spodziewałam się go tutaj.. nie brałam go pod uwagę w tych wakacjach do przeszłości.
-Nie wiem.. naprawdę muszę iść.- puściłam go i przeszłam zamykając za sobą bramkę.
-Zadzwonię!- usłyszałam jeszcze nim przekroczyłam próg domu. Poszłam prosto do łazienki, a po szybkim prysznicu do pokoju, gdzie jak mówiłam spało moje słoneczko. Położyłam się obok niej mimo, że wiedziałam, że wcale dziś nie zasnę. Oddychałam głęboko próbując odpędzić myśli i wyrzuty sumienia. Może to był już czas, żeby mu powiedzieć. Przynajmniej jest okazja. Nie wiem ile czasu tak leżałam, ale na pewno zdążyłam całkowicie otrzeźwieć i koło godziny szóstej maleństwo zaczęło się wiercić pokazując, że niedługo się obudzi. Postanowiłam wykorzystać moment w którym tego jeszcze nie zrobiła i zeszłam na dół wypić kawę. Oczywiście spotkałam tam swoją mamę, która już zrobiła pełny dzbanuszek tego magicznego płynu.
-I jak było?- zagadnęła pierwsza.
-W porządku. Wiedziałaś, że Harry jest w mieście?- spytałam ironicznie nalewając sobie kawę do kubka.
-Coś tam słyszałam.- mruknęła pod nosem na tyle głośno, że to usłyszałam.
-Wiedziałam – parsknęłam postanawiając więcej z nią o tym nie rozmawiać.
-Angel była grzeczna?- spytałam pamiętając, że to jej pierwsza noc beze mnie.
-Och proszę cię. To jest aniołek! Żebyś ty taka była w jej wieku to wiele nerwów byś mi zaoszczędziła.- zaśmiała się świeżo upieczona babcia na co przewróciłam oczami. Niemal na zawołanie zeszła księżniczka po schodach.
-Mami..- powiedziała jeszcze zaspana, a ja wzięłam ją na ręce.
-Dzień dobry skarbie.- powiedziałam całując ją i przytulając do siebie.
-Musisz zjeść i się ubrać.. dzisiaj jedziemy po Adriana na lotnisko. Chcesz?- spytałam patrząc w te jej duże niebieskie oczy.
-Taaak!- krzyknęła już wierzgając się w moich ramionach na znak, że chce zejść. Puściłam ją wolno, a on pobiegła prosto do mojej mamy.
-A babcia obiecała, że zrobi naleśniki.- powiedziała z zarzutem na co zachichotałam.
-Babcia już robi naleśniki dla swojej ulubionej wnuczki.- odparła na to mama i uśmiechnęła się biorąc jajka z lodówki.
-Pomogę ci!- krzyknęła mała, a ja wyszłam na zewnątrz. Poszłam za dom i wyciągnęłam paczkę papierosów z kieszeni swetra. Niby już jestem dorosła, ale jakoś głupio mi palić przy rodzicach. Z resztą mam nadzieję, że niedługo rzucę to cholerstwo. Zaciągnęłam się i delektowałam spokojem mojej dziury zabitej dechami. Zaczęłam przeglądać telefon i niemal jak na zawołanie zaczął dzwonić.
-Halo? – odebrałam widząc, że to brytyjski numer, a nie hiszpański.
-Cześć [T.I], tu Harry.- usłyszałam zachrypnięty głos po drugiej stronie słuchawki.
-Zmieniłeś numer.- powiedziałam zaskoczona.
-Dobrze, że ty nie. – zaśmiał się, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
-O której się widzimy?- spytał, a ja westchnęłam przeciągle.
-Nie wiem czy dzisiaj dam radę.- powiedziałam zgodnie z prawdą.
-Jak nie dasz rady wyjść to ja przyjdę do ciebie, nie ma problemu.- dodał szybko, a ja zakrztusiłam się dymem z powodu za szybkiego wciągnięcia.. no cóż, zaskoczył mnie skubaniec.
-W porządku?- usłyszałam po drugiej stronie słuchawki.
-Tak, tak. Sorki, zakrztusiłam się- powiedziałam zgodnie z prawdą – nie wiem czy to dobry pomysł.. ja przyjdę do ciebie. 20?
-Pasuje. – powiedział rozentuzjazmowany.
-Okej, to widzimy się. Pa.- powiedziałam i spojrzałam na zegarek. Jak nie wyjadę za 30 minut to się spóźnię na lotnisko.



-----
Nie liczę, że wydarzy się tu cud, ale brakowało mi ostatnio oderwania od rzeczywistosci dlatego wykopałam na prawdę stare imaginy i postanowiłam niektóre z nich dokończyć - jeśli ktos je przeczyta to "enjoy" haha <3

#Malenka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz