One Direction i My.. - imaginy

wtorek, 25 lipca 2023

Harry

 - Kto Ci kazał w ogóle to robić?! Jesteś tylko, jebaną asystentką! - krzyczał na mnie mój szef. Miałam już po dziurki w nosie jego zachowania. Poniżał mnie przy każdej możliwej okazji. A w tym momencie cała ekipa, łącznie z organizatorami imprezy, gwiazdami i naszymi pracownikami, patrzeli właśnie na nas...

Jak doszło do tej sytuacji?! 

Jestem asystentką stylisty gwiazd, a dokładniej: asystentka stylisty Harrego Stylesa. 

Artysta jest u szczytu swojej kariery. Co prawda nie mam z nim codziennego kontaktu, ale wszystkie sprawy które powinna załatwiać jego stylistką, załatwiam ja. Jej asystentka! 

Tak było i tym razem, moja bezpośrednia przełożona, zjebała znowu sprawę i w ostatniej chwili udało mi się to uratować. Jak widać nie każdemu się to spodobało. 

- Czemu w ogóle się za to wzięłaś?! - wciąż się na mnie wydzierał - Weźmiesz za wszystko odpowiedzialność! - groził palcem

- Pan Styles miał wyjść nago?! - zapytałam ironicznie. 

- Ty mała suko! - syknął przez zęby i wymierzył mi cios w policzek. Piekło, kurewsko bolało! Zacisnęłam mocniej zęby, odsunęłam włosy z twarzy i po prostu odeszłam od tego gbura. Krzyczał coś jeszcze za mną, ale miałam to już gdzieś. Zabrałam swoje rzeczy, złapałam taksówkę i wróciłam do swojego mieszkania. 

Zajęłam się opatrzeniem małej ranki na policzku, którą zostawił mi szef i usiadłam przy biurku w celu napisania wypowiedzenia. Przekroczył granice! A może już dawno ją przekroczył, tylko teraz zebrałam się na odwage...?!

Zapakowałam dokument w małą kopertę. Postanowiłam załatwić to od razu i 40 minut później byłam w siedzibie firmy. 

Wjechałam windą na piętro prezesa i podeszłam do jego sekretarki. 

- Cześć. - uśmiechnęłam się do młodej, przestraszonej kobiety. Od razu było widać, że przechodzi ciężki czas. Była zmęczona, miała cienie pod oczami, zapadnięte policzki, dużo schudła... - Prezes jest u siebie? 

- Tak, ale ma spotkanie.

- Z kim? 

- Z Harrym Stylesem.

- To nawet dobrze się składa. - mruknęłam do siebie - Dzięki. - skinęłam głową i weszłam do jamy lwa. 

- Co to ma znaczyć?!- prezes wstał ze swojego miejsca, od razu na mnie krzycząc - Co Ty sobie wyobrażasz?! Najpierw mnie lekceważysz, a teraz jeszcze okazujesz brak szacunku?! - nie spodziewałam się, że zrobi awanturę przy Stylesie.

- Osobiście Cie informuje, że odchodzę! - rzuciłam przed niego swoje wypowiedzenie - Szukaj kolejnej naiwnej. - odwróciłam się w stronę gwiazdy, zdezorientowanej w tym momencie - Miło się z Panem pracowało, nawet jeśli Pan o mnie nie wiedział. - uśmiechnęłam się szczerze i wyszłam z biura. Czułam ogromną ulgę. 

- Co za niewdzięczna górniara!! - słyszałam za sobą. Sekretarka spojrzała na mnie smutniej 

- Nie przejmuj się. - machnęłam na to ręką - Pewnie będziesz miała przeze mnie więcej pracy, ale dobrze Ci radze. Odejdź stąd, dopóki twoja psychika daje sobie radę. - skinęła tylko głową. 

Prawda jest taka, że sama zaczęłam chodzić do psychologa, żeby uleczyć to, co ten facet zepsuł. 

Kto dałby radę przyjmować codziennie tyle krytyki i nie stracić pewności siebie i wiary w ludzkości... 

Po wielu godzinach terapii zdecydowałam się odejść z pracy, nie sądziłam jednak że z chwili na chwilę postanowię to zrealizować. 

Godzinę później siedziałam w barze.

- Barman! - zawołałam młodego mężczyznę. 

- Co podać? 

- Coś na uczczenie odejścia z pracy. - uśmiechnęłam się szczerze. Miłe uczucie, dawno tego nie robiłam.

Chłopak szybko przygotował kolorowy trunek i życząc mi miłego popołudnia wrócił do obowiązków. 

- Jak dobrze...

Czy teraz dam radę wrócić do swojego, bezstresowego życia??!

Byłam lekko podpita gdy wracałam spacerkiem do domu. Z zamyśleń wyrwał mnie dzwonek telefonu. 

- Nieznany? - zdziwiłam się, ale odebrałam - Halo? - odchrząknąłem by nie było słychać że piłam

- Halo? Jestem Paul, manager Harrego Stylesa. - zatkało mnie, skąd mają mój numer? Czemu w ogóle dzwoni?! - Halo? T.i.? Jesteś tam? 

- Ammm... tak. Coś się stało? Są jakieś problemy po dzisiejszej imprezie? - czemu wszystko przydarza mi się jednego dnia?! 

- Nie, zdecydowanie nie. Czy możemy się spotkać? 

- Teraz? 

- Jutro. Co powiesz na lunch? Wyślę Ci wiadomość z adresem. 

- Dobrze, do zobaczenie. - mruknęłam cicho

- Do jutra. - rozłączył sie. 

Następny dzień przyszedł z bólem głowy, kompletnie nie miałam ochoty wstawać z łóżka. Ożywił mnie jednak sms z adresem spotkania. Szybko znalazłam informacje o restauracji. Ubrałam się w obcisły, biały top, do tego szerokie błękitne spodnie i tego samego koloru marynarkę. Damskie garnitury to teraz hit. Dobrałam odpowiednie dodatki, stawiając tym razem na wysokie eleganckie szpilki, klasyczny makijaż i rozpuszczone włosy.

10 minut przed umówionym czasem weszłam do lokalu. Kelnerka zaprowadziła mnie do odpowiedniego stolika, gdzie czekał Harry Styles?! 

- Dzień dobry. Jestem (T.i.)(T.n.). - mruknęłam cicho siadając na przeciwko Niego. - Z Panem miałam się spotkać? 

- Witaj, wiem kim jesteś... - uśmiechnął się pokazując swoje dołeczki w policzkach. Wygląda idealnie gdy się pokazują.  - Paul zaraz powinien być. - spojrzał na zegarek. 

Wyglądał dzisiaj dość zwyczajnie. Zwykła koszulka, proste, jeansowe spodnie.. Żadnego szału, a jednak wszystko do Niego pasowało. Włosy zaczesał do tyłu, zapewne ręką.

Podobał mi się w takim wydaniu. Nie krzyczał kolorami, ani błyskotkami, jak to był zawsze pokazywany przed kamerami. 

- Pewnie jesteś zaskoczona. Tak nagle się z Tobą skontaktowaliśmy. - patrzał prosto w moje oczy, nie byłam w stanie utrzymać tego spojrzenia. - Powiem wprost...

- O jesteście już? - podszedł inny mężczyzna, przerywając Stylesowi. - Jestem Paul, dzwoniłem wczoraj. - uśmiechnął się przyjaźnie. 

- Dzień dobry. - manager wyjął tablet. Wpisał coś i podsunął urządzenie w moją stronę. Na ekranie było zdjęcie Harrego z wczorajszej gali (patrz zdj na dole). W tym mocno kolorowym, błyszczącym i kontrowersyjnym stroju jaki dla Niego wybrałam. Poczułam ścisk w żołądku. Co jeśli im się nie podobał? Albo wywołałam tym jakiś skandal? Jeśli On ma teraz kłopoty?

- Jest jakiś problem? Przepraszam, nie chciałam żeby tak wyszło... - zaczynałam panikować. - Wszystko działo się tak szybko, moi przełożeni zrzucili na mnie to w ostatniej chwili i... - tłumaczyłam się, nie wiedząc nawet czy mam kłopoty. Dłonie mi strasznie drżały 

- Spokojnie... - Harry złapał mnie za rękę i czule ścisnął. To może gest nie na miejscu, ale naprawdę mnie uspokoił - Nie masz żadnych kłopotów. Wręcz przeciwnie... 

- Zaimponowałaś nam. - dodał Paul - Mam wrażenie, że znasz go lepiej niż ktokolwiek inny...

- Chciałbym żebyś była moją osobistą asystentką, stylistką i... 

- Jak to? - zmarszczyłam brwi. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. 

- Jesteś świetna w tym co robisz. - Styles był pewny swoich słów. Do tego wciąż nie puszczał mojej dłoni. 

- Ja musze już iść, ale wy jeszcze pogadajcie, ustalcie co i jak... - manager błyskawicznie wstał z miejsca i wyszedł.

- Co o tym myślisz? - brunet też wstał, zostawił po sobie uczucie chłodu w miejscu gdzie mnie dotykał. Nie spodziewałam się jednak, że przysiądzie się obok mnie. - Prawdę mówiąc... - znów złapał mnie za rękę - ...Widziałem to jak Cie potraktował na gali. Przepraszam, że nie mogłem zareagować jak należy... - spuścił głowę. 

- To nie Twoja wina, nie musisz tak się mną przejmować. - czułam motylki w brzuchu. Co się dzieje? Przecież to nikt bliski. Jako mężczyzna jest bardzo przystojny, nieco szalony, ale pociąga mnie to w Nim.  Artystą też jest wspaniałym, uwielbiam jego piosenki i grę aktorską... Ale czy taki ktoś mógłby zwrócić uwagę na takiego szaraka jak ja? Niee! To na pewno jakiś żart... 

- Wspomniałaś wczoraj, że nie wiem o Twoim istnieniu, wręcz przeciwnie, wiem o tobie bardzo dużo. Nie przestrasz się mnie, proszę... Ja, po prostu... Próbuje powiedzieć... 

- O czym Ty mówisz? - wyrwałam dłoń w panice. Mimo wszystko się przestraszyłam... Czy to normalne? Ukryta kamera?! - Co to wszystko ma znaczyć? 

- (T.i.), proszę. - westchnął i schował twarz w dłonie. Co tu się dzieje? Poczułam się dość dziwnie, serce waliło mi jak szalone... czego mam się spodziewać?! 

- Panie Styles? - szepnęłam siadając z powrotem obok Niego. Złapałam go za jedną dłoń. - Czy coś się stało? Ma Pan przeze mnie kłopoty? 

- Tak, duże... - spojrzał na mnie zaszklonymi oczami. 

- Nie rozumiem.

- Możesz mnie uznać za wariata, szaleńca i człowieka którego zdrowe zmysły opuściły, ale się zakochałem. Od pierwszego wejrzenia... - zatkało mnie - Nasze pierwsze spotkanie nie powinno tak wyglądać, ale nie mogłem się powstrzymać. - uśmiechnął się lekko. 

- Ja... Nie wiem co powiedzieć. Zaskoczył mnie Pan. 

- Proszę, mów mi Harry. - odwzajemniłam uśmiech. 

- Harry... Może jestem tak samo szalona jak Ty... - zmarszczył niezrozumiale brwi - Zróbmy wszystko jak należy. 

- Naprawdę? Nie odrzucasz mnie? - ścisnął mocniej moją dłoń 

- Nie. - momentalnie znalazłam się w jego objęciach. Pachniał tak dobrze... Przyjemne ciepło rozlało się po moim sercu. To dziwny początek, ale kto wie co z tego będzie... 

Koniec

Naat

wtorek, 30 maja 2023

N.H.

Mogą się pojawić sceny o zabarwieniu erotycznym.

Przystanęłam i rozejrzałam się wokół na pięknie ubraną salę weselną. Stół Państwa Młodych był ukoronowaniem mojej pracy, przyozdobiony w światełka, świece i różnorakie kwiaty i rośliny, które dzięki swojej różnorodności, oczywiście w przeważającej bieli, komponowały się w motyw leśny przewodzący całemu weselu. Jestem właścicielką lokalu i muszę przyznać, że dekorowanie sal to mój konik.. zwłaszcza na taki magiczny dzień jak ślub i wesele. Mi nie poszczęściło się w miłości, dlatego postanowiłam pomóc innym w sprawieniu, aby ten jedyny dzień był dla nich wyjątkowy. Zawsze witam Państwa młodych po przyjeździe z kościoła, więc postanowiłam podjechać do domu, aby się odświeżyć i przebrać. Przed wyjazdem jednak sprawdziłam czy na kuchni wszystko w porządku i czy moja ekipa kelnerów przyjechała. Były to głównie osoby młode, które chcą sobie dorobić w weekendy, i byli na prawdę wspaniali. Miałam ze wszystkimi dobry kontakt, wychodzę z założenia, że miejsce pracy nie musi wzbudzać postrachu. 

Skonczyłam delikatny makijaż i upięłam włosy w luźnego koka. Spojrzałam na siebie zadowolona w lustrze. Satynowa dopasowana sukienka o długości MIDI zatrzymywała się w strategicznych miejscach, a od bioder swobodnie opadała w dół. Lubiłam ją. Do tego niskie beżowe szpilki zwężające się na przodzie. Oczywiście miałam na miejscu sandały na przebranie gdyby trzeba było za czymś biegać - różnie bywa. Dom miałam tylko kilometr od lokalu mieszczącego się w dworku w którym też były noclegi dla gości i dla mnie kiedy trwało wesele, bo przecież nad ranem trzeba pomóc wszystko ogarnąć pod poprawiny. Dojechałam na miejsce tuż przed przyjazdem młodych i już czekałam z szampanówkami na środku sali. Mój strój nie był jedynie dla mojej zachcianki, ale głównie dlatego, że często przewijam się na zdjęciach właśnie w takich sytuacjach jak ta. Stałam przy drzwiach w kuchni obserwując jak podawany jest obiad, kiedy poczułam na sobie czyjś wzrok. Nie mogłam namierzyć jedynie czyj on był. Przeleciałam wzrokiem po gościach, ale nadal nie mogłam znaleźć osoby, która sprawiała, że czuję się tak nieswojo. Może mi się wydaje. Już miałam przejść do kuchni, kiedy spotkałam niebieskie oczy tak mocno świdrujące moją osobę. Był to świadek Pana młodego. Uniósł kieliszek szampana w moją stronę z delikatnym uśmiechem na ustach, kiedy zauważył, że też go obserwuję. Przyznaję, że postanowiłam bezwstydnie mu się przyjrzeć. Wyglądał niesamowicie. Ciemne włosy miał zaczesane do góry i ułożone w kontrolowanym nieładzie, delikatny kilkudniowy zarost dodawał mu męskości, której i bez tego przypuszczam by mu nie brakowało. Śnieżnobiały uśmiech i rozjaśniające twarz oczy. A ubranie? To przez to, co miał na sobie tak szczerze się uśmiechałam. Garnitur w kolorze butelkowej zieleni, pod marynarką kamizelka tego samego koloru i biała koszula. Wyglądał jak gdyby był szyty na miarę.. stworzony specjalnie dla niego. Byliśmy przypadkowo dopasowani strojem.

Nachylił się nad stołem do młodych -Louisa i Eleonor - po czym wstał i ruszył w moim kierunku. 

Moje serce zaczęło niesamowicie szybko tłuc się w piersi, niemal czułam jak obija mi żebra. Wiem, że nie powinnam, ale spanikowałam i w prędkości światła weszłam w głąb korytarza po to, żeby skręcić i ukryć się w kuchni. Zamknęłam za sobą drzwi i wzięłam dwa głębokie wdechy. 

Uniosłam wzrok i zobaczyłam, że wszyscy na mnie patrzą. 

-Było mi duszno. - odpadłam szybko i podeszłam do drugich drzwi, które przez kuchnię prowadziły na zewnątrz. Na tyły ogrodu. 

-Wiesz, że w kuchni jest bardziej duszno niż tam, tak? - zapytał Jacek, który pracował u mnie już 3 lata, czyli był ze mną od początku. Skarciłam go wzrokiem i postanowiłam nie odpowiadać na to pytanie. 

-Jestem na zewnątrz gdybyście mnie potrzebowali. - odparłam i pchnęłam drzwi zderzając się z rześkim powietrzem. Jest początek czerwca, więc jeszcze nie dokuczają upały. Zamknęłam oczy, ale po sekundzie w moich myślach pojawiły się jego niebieskie wywołując motylki w brzuchu. Zachowuję się jak nastolatka. 

-Naat! - usłyszałam z kuchni. No to po przerwie. 

-Mlodzi chcą żebyś wjechała z tortem za pięć minut. - wynurzył się Jacek nadawczo na mnie patrząc. 

-W porządku? - zapytał kiedy reszta nie słyszała, a ja skinęłam głową z uśmiechem na ustach. Wyśmiałby mnie, gdyby się dowiedział, że przestraszyłam się przystojnego mężczyzny.  

-Pojde przygotować tort. - zaśmiałam się z własnej głupoty pod nosem i chwilę później wjechałam na salę taneczną z tortem na stoliku. Odpaliłam race i wszyscy zaczęli śpiewać sto lat. Schowałam się na ten czas za gośćmi weselnymi, żeby nie łapały mnie kamery. Uwielbiałam patrzeć na ich szczęście. 


-Cześć. - usłyszałam tuż przy uchu przez co podskoczyłam z zaskoczenia. Odwróciłam się, żeby zobaczyć nikogo innego jak tajemniczego świadka. 

-Dzień dobry. - odparłam i odwzajemniłam uśmiech. 

-Nie bądźmy tacy oficjalni, błagam. Jestem Niall- odparł i wyciągnął do mnie dłoń. 

-Natalia. - odpowiedziałam, chociaż mój umysł wrzeszczał, żebym stamtąd zniknęła. Podałam dłoń niebieskookiemu, a on zbliżył ją do swoich ust i pocałował. 

-Piękne imię..- odparł rozmarzając się po czym odchrzaknął - tak samo jak sukienka. Powinniśmy przyjść tu razem. - zaśmiał się i podczas tej krótkiej wymiany zdań nie spuścił wzroku ani na sekundę. 

-Jestem właścicielką tego miejsca, a nie gościem. - poprawiłam go i musiałam podejść, aby zabrać z powrotem deser. Czułam, że nadal mi się przygląda. To nie może skończyć się dobrze. 

Pomogłam kroić tort i nadzorowałam kolejno wydawanie ciepłych dań, robienie sesji z rodziną i tajming całego wydarzenia. Była już godzina 2 w nocy i było wydawane ostatnie ciepłe danie. Nogi chociaż już przyodziane w białe trampki, bolały, bo właśnie wie już jestem 20 godzin w pracy.. kapela znowu zaczęła grać i postanowiłam zapytać państwa młodych czy wszystko w porządku i pójść zdrzemnąć się do góry na dwie lub trzy godzinki. 

-Cześć, jak się bawicie? Wszystko ok? - podeszłam do Eleonor ze szczerym uśmiechem. Wyglądała niesamowicie w białej sukni. 

- Czeeść - uściskała mnie - jasne. Wszystko jest niesamowicie zorganizowane. Strasznie ci dziękujemy. - odparła z uśmiechem. 

- Bardzo się cieszę. W takim razie na chwilę znikam, ale gdyby cokolwiek się działo to śmiało możecie do mnie dzwonić. - odparłam i odwróciłam się na pięcie chcąc odejść, ale natknęłam się na czyjś tors. Zobaczyłam zieloną kamizelkę i już wiedziałam, że to Niall. 

- Zatańcz ze mną. - odparł cofając się o krok, ale złapał mnie za dłoń. Widziałam, że świetnie się bawił, bywał na prawdę zabawny.. mam nadzieję, że nie zauważył, że go obserwowałam.. 

- Nie mogę, jestem w pracy. - odparłam spokojnie, a moja wymówka wydała się na prawdę sensowną. 

- El! Będzie zła jak Natin zatańczy kilka kawałków!? - zakrzyknął szatyn, a ja zakryłam twarz wolną dłonią w zawstydzeniu. Nie powinien jej zawracać głowy. 

- Naat!- usłyszałam i odwróciłam się w stronę brunetki. 

- To polecenie służbowe! - krzyknęła śmiejąc się, a ja już rozumiem. Wszyscy są po sporej dawce alkoholu i nie robi im to różnicy. 

- Więc? - zapytał wpatrzony we mnie tymi niebieskimi oczami i zaczął robić zabawne ruchy taneczne chcąc mnie rozruszać. 

- Jedna piosenka. - powiedziałam w końcu się zgadzając i zostałam pociągnięta w stronę sali tanecznej, gdzie Niall od razu zaczął mną obracać, po to, żeby za chwilę wziąć mnie w ramiona. 

- Nie mogłem oderwać od Ciebie dziś oczu. - powiedział tuż pod nosem, żebym tylko ja słyszała. 

- Twoja para nie będzie zła za to, że tańczysz ze mną? - zapytałam, chociaż tak na prawdę przypuszczałam, że przyszedł sam. 

- Nie mam pary. Próbowali mnie zeswatać ze świadkową, ale nie miała przy tobie szans. - zachichotał, a ja poczułam jak moje serce przyspiesza. Jego oczy były na prawdę hipnotyzujące, a to, że nie bał się patrzeć prosto w moje też mi imponowało. 

- Wielu kobietom tak mówisz? - uśmiechnęłam się zadziornie, a on to odwzajemnił. 

- Jesteś pierwsza. - wzruszył ramionami. 

- Napijmy się. - odparł, kiedy orkiestra skończyła grać.

- Chodź. - zaśmiałam się i pociagnelam go za sobą. Z wielkim uśmiechem na ustach szedł pokornie za mną nawet nie wiedząc na co się pisze. Weszliśmy do kuchni, gdzie właściwie cała ekipa się już zebrała i zostali tylko moi kelnerzy. Sofia, Eryk, Maciek, Sandra i Bartek. Popatrzyli na mnie zdziwieni, a potem przenieśli wzrok na Białka, który był równej zaskoczony jak oni. Sięgnęłam do szafki po butelkę i kieliszki. 

- Szybko stąd nie wyjdziemy, więc.. - zaczęłam i zobaczyłam jak im zabłysły oczy. Wiedzieli, że nie mam nic przeciwko napiciu się jak jest zrobiona robota. 

- Ty pierwsza. - parsknal Horan i odebrał mi butelkę nalewając kieliszek. 

- Tylko znajdę ci coś do..- zaczął, ale ja zdążyłam już przechylić naczynie i wypić wódkę do dna. 

- Czyli bez przepitki. - zaśmiał się i następnie nalał kolejnej osobie, tak zrobiliśmy kilka kółek nie omijając też Nialla. 

- Dobra, trzeba zacząć ogarniać stoły. -zasmialam się na kolejny żart szatyna, a reszta jak na komendę poszła na salę z tacami. Zostałam z nim sama. Przyciągnął mnie do siebie i znowu patrzył w ten sposób. Trzymał swoje dłonie nisko na mojej talii, a moja skóra pod jego dotykiem niemal płonęła. 

- Ja.. muszę.. - zaczęłam. 

- Co musisz, skarbie? - przerwał mi szepcząc te słowa z uroczym uśmiechem na twarzy. 

- Muszę się położyć. - mimowolnie oddałam uśmiech, na prawdę nie dało się patrzeć na niego z kamienną twarzą. Zbliżył swoją twarz do niego policzka, a ja wsztrzymałam oddech. 

- Wiesz, że ja też zostaje tu na noc? - zapytał mi prosto do ucha delikatnie drażniąc moją skórę zarostem. 

- Tak? - zapytałam bojąc się zareagować inaczej na jego słowa. Tylko się uśmiechnął i powoli pchał mnie w stronę drzwi na korytarz. 

- Mógłbym cię odprowadzić do pokoju.. - powiedział równie cicho badając wyraz mojej twarzy. Przygryzłan wargę próbując chociaż trochę dzięki temu znaleźć ujście tego napięcia między nami. 

- Mógłbyś. - odparłam nie wiedząc, czy to alkohol, czy może fakt, że od ponad roku z nikim nie spałam.. a może oba. Jesteśmy dorośli, a więcej się nie zobaczymy. 

- Chodźmy więc. - też przygryzł wargę w szaleńczym uśmiechu i zobaczyłam iskierki w jego oczach. Prowadziłam go do bocznych schodów i weszliśmy na drugie piętro na którym właściwie była tylko moja sypialnia. Miejsce gdzie mogłam odpocząć gdy nie miałam czasu wrócić do domu. Otwarłam drzwi i się zawahałam. Pchnęłam drzwi i weszłam do pokoju. Jak się odwróciłam to zobaczyłam najseksowniejszy widok na świecie. Niall staln oparty przedramieniem o futrynę i lustrował moją sylwetkę w skupieniu. Czekałam aż coś powie, zrobi lub wejdzie, ale przez dłuższą chwilę tam stał, aż w końcu się uśmiechnął. 

- Mogę wejść? - zapytał uroczo, a ja zaśmiałam się w głos i kiwnęłam głową w aprobacie. Wszedł i zamknął drzwi na klucz. Teraz już na nic nie czekał. Wpił się w moje usta tak, jak gdyby już należały do niego. Oddałam pocałunek i jedną rękę przerzuciłam na jego ramię. Drugą przejechałam po koszuli czując zarys jego mięśni, a następnie odpisałam jego kamizelkę. Ręce Nialla za to nie próżnowały. Jeździł w górę i w dół mojego ciała, zahaczał o pupę przy okazji ściskając moje pośladki. W końcu wylądowaliśmy na łóżku. On na mnie. Teraz zajął się moim piersiami, które oprócz materiału sukienki nie były przykryte niczym innym. 

- Cały wieczór na to czekałem. - uśmiechał się przez pocałunek, a ja zaczęłam ściągać z niego koszulę. 

- Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz. - zaśmiałam się, kiedy oderwał się, żeby ściągnąć spodnie, a ja w międzyczasie przerzuciłam sukienkę przez głowę. Zatrzymał się na chwilę i znów mnie obserwował. Pokiwał głową w zaprzeczeniu. 

- Uwierz mi, że jesteś wysoko ponad moimi wszelkimi oczekiwaniami. - odparł znów mnie całując. Te pocałunki smakowały alkoholem i miętą. Z tym misie będą kojarzyły. Oderwał się od niego i odsunęłam kawałek po to, żeby wstać z łóżka. Zdezorientowany Niall nie spuszczał mnie z oczu kiedy zsunęłam z siebie bieliznę i zrobiłam kilka kroków w stronę łazienki. 

- Chodźmy pod prysznic. - powiedziałam i nie czekając na niego weszłam do łazienki. Nie musiałam długo czekać, bo po kilku sekundach nim nawet zdążyłam odkręcić kurek od wody, poczułam dłonie szatyna na moich biodrach, później coś twardego i ciepłego w dołu moich pleców, kiedy przywarł do mnie całując moją szyję. 

Ta noc była niesamowita. Zrobiliśmy to dwa razy i w obu przypadkach oboje odczuwaliśmy niesamowitą rozkosz. Później nie wiem kiedy całkowicie nadzy zasnęliśmy przytuleni do siebie. Niall był zdecydowanie typem, który potrzebuje bliskości w nocy. Nawet na chwilę nie wypuścił mnie z objęć. 

Przebudziłam się rano otoczona silnymi ramionami. Przez chwilę nie pamiętałam co się wczoraj działo, ale dosłownie ułamek sekundy później wszystko do mnie wróciło. O dziwo nie byłam na siebie zła, czy rozżalona.. byłam zadowolona ze swojej lekkomyślności. Spędziłam wspaniałe wieczór i noc. Ale teraz czas wrócić do pracy. Odwróciłam się w stronę Nialla i uderzyło mnie to jak dobrze wygląda rano. To jest niemal nierealne. Musnelam go delikatnie w policzek i miałam wyjść z łóżka, kiedy przyciągnął mnie do siebie. Oddał pocałunek zdecydowanie go przedłużając. Przypuszczam, że jeszcze chwilę mogłoby to potrwać, gdyby nie dźwięk mojego dzwonka. Niechętnie oderwalam się od mężczyzny i odebrałam. 

-Halo? - starałam się nie brzmieć zaspana. 

-Niedlugo chcemy wyjechać, żeby ogarnąć remizę na poprawiny, czy moglibyśmy się rozliczyć? - usłyszałam w telefonie i zerwałam się na równe nogi. 

-Jasne, już schodzę. - odparłam i zaczęłam się ubierać czując na sobie jego wzrok. 

-Wrocisz jeszcze tu? - zapytał unosząc się na przedramionach. 

-Pewnie nie. Muszę popracować. - powiedziałam zgodnie z prawdą i zobaczyłam jego grymas. 

-To zaraz zejdę do ciebie. - powiedział znów opadając na poduszki a ja wyszłam.

Rozliczyłam się z Louisem i El, byli ja prawdę uroczy.. nawet zaprosili mnie na swoje poprawiny, ale były prawie 60 km stąd i dodatkowo zdecydowanie nie wypada mi na nich być, byłoby niezręcznie między mną a Horanem. Co jeśli kogoś zaprosił? Pozegnałam się z nimi i postanowiłam zrobić kawę dla siebie i dla niebieskookiego ucieleśnienia seksu leżącego na górze. Weszłam do sypialni i usłyszałam dźwięk wody lejącej się w łazience. Ogarnęłam łóżko i postanowiłam poczekać. Niewiele później wyszedł w samych bokserkach i znów sprawił, że myślałam o wczorajszych doznaniach. Oblała mnie fala gorąca. 

-Kawa dla mnie? - zapytał siadając obok, a ja skinęłam głową popijając z własnego kubka. 

- Normalnie nie przyprowadzam tu gości. - powiedziałam w końcu czując, że muszę się wytłumaczyć. 

- Jestem zaszczycony w takim razie. - zaśmiał się delikatnie.

- Wiem, że może zaczęliśmy trochę nie pokolei, ale miałabyś ochotę iść ze mną na poprawiny? Gwarantuję zabawę do rana i nocleg. A jeśli będzie dziwnie to przysięgam ci znaleźć kierowcę do domu. - powiedział lekko a mi się to spodobało. 

- Będę zaszczycona. - powtórzyłam jego słowa na co mnie objął. 

Miałam chwilowy powrót do przeszłości 🫢

Korzystajcie 🥰🥰

#Maleńka


czwartek, 14 stycznia 2021

Happy end! ~ Niall - 3 część

Hejka Dziubaski!!!

Jest tu kto? Napisałam 3 część imagina z Niallem.  Mam nadzieje ze zagląda tu ktoś oprócz mnie >_<

Miłego czytania Misie!!

~~~~~~~~~~~~~~~

 Niall był przeszczęśliwy. - Kocham Cię. - dalej mówił do brzucha - ..I Twoją mamusię też. - podniósł się i złożył soczysty pocałunek na moich ustach. 
- Ja Ciebie też Kochanie. - powiedziałam po chwili. 
- Mam coś dla Ciebie.. - zaczął szukać czegoś w kieszeni klękając z powrotem przed brzuchem. Pewnie kupił coś dla dzidzi. 
- Kochanie... - spojrzałam na Niego, ale on nie mówił do brzucha, tylko prosto w moje oczy.  W koncu wyjął to czego szukał i moim oczom ukazał się śliczny pierścionek. - Juz od dłuższego czasu o tym myślałem. - zaczął - (T.i.) czy zostaniesz moją żoną? - zapytał bez owijania w bawełnę. Nogi sie pode mną ugięły, on naprawde spytał!
- Tak, tak, tak! - odpowiedziałam szybko. Blondyn włożył pierścionek na mój palec, po czym ucałował moją dłoń. Podciągnęłam jego rękę tak by wstał, zatopiłam się w jego ustach. Najwspanialszy pocałunek EVER!!
- Kocham Cie.. - powiedziałam między całusami.
- Ohh ja Ciebie tez Kochanie moje.  - uśmiechnął się tak jak tylko on to potrafi... przenieśliśmy się z korytarza do jadalni, zjedliśmy wspólnie obiad. Brakowało mi takich chwil. Czułam się jakbym latała, mialam wrażenie że dziecko bawi się wlasnie z tymi motylami w moim brzuchu. Juz dawno nie czułam takiej radości, emocje niedoopisania.
Wieczor pełen namiętności, ciężko kochac się z tak ogromnym brzuchem, ale wszystko jest dozwolone i konieczne w naszym przypadku. Trzeba było przypieczętować oświadczyny. Byłam w nim zakochana po same uszy.
- To był mój ostatni wyjazd. - szepnął gdy leżeliśmy wtuleni w siebie.
- Naprawde? -ucieszylam sie jak male dziecko, czy może być jeszcze lepiej?!
- Tak, lada moment bedzie dzidziuchu na świecie, więc nie ma co ryzykować że wyjadę a Ty zaczniesz rodzic.. poza tym bardzo za Wami tęskniłem, nie dałbym rady juz bez Was. - cmoknął mnie w czoło. Miałam wrażenie że te wszystkie przykre sprawy, których doświadczyłam, nie miały juz jakiegokolwiek znaczenia. Teraz liczyliśmy się my i nasza mała rodzina.
- Cieszę się,  nawet nie wiesz jak bardzo.. - wtuliłam się mocniej w narzeczonego i zasnęłam.. Nastepny dzień byłby bardzo zwyczajny gdyby nie to ze pod wieczór czułam jakby brzuch mi się rozrywał. Czyżby skurcze? Na początku odległości między skurczami było 12- 15 minutowe, ale z każdym kolejnym coraz częściej.. 
- Kochanie chyba jedziemy do szpitala! - zawołałam Nialla, chodziłam jak wariatka w te i z powrotem po domu. Mialam wrażenie że rozchodzę ten ból, ale był tak silny że i to nie pomagało.
- Co? Juz? - pytał jakby z niedowierzaniem,  skinęłam tylko głową, na nic więcej nie bylo mnie stać- O kurwa! - wrzasnął - Ubieraj buty! - rozkazał i zaczął zbierac po kolei rzeczy. Nie bylam w stanie myslec o niczym innym, tylko ból, ból i jeszcze raz BÓL! Usiadłam w samochodzie, chwile czekałam na blondyna i ruszyliśmy do szpitala. Nie wiem ile przepisów drogowych chlopak złamał ale na pewno wszystkie. W szpitalu akcja potoczyła się dość szybko, badanie przez ginekologa, przewiezienie na porodówkę, podłączenie urządzenia KTG, czyli tego od rejestrowania tętna płodu i skurczów. No i jeszcze dali mi gaz, podobno przeciwbólowy, ale ni chuja nie działał. Niall trzymał mnie za rękę, powtarzał ciągle zebym oddychała głeboko, że wdech i kurwa wydech..
- Kochanie, dasz rade? - zapytał z troską.. nie zdążyłam odpowiedzieć bo przyszła położna.
- Sprawdzimy jak daleko jestesmy.- uśmiechnęła się. Włożyła palce, sprawdziła rozwarcie. - No kochaniutka, zaraz bedziemy rodzic, masz juz 8 cm rozwarcia, nie przyj.. - ilustrowała, ale nie dało się nie przeć,  bolało, bardzo bolało..
- Niall opowiadaj mi coś.. - wysapałam. Czułam się tak zmęczona jakbym przebiegła dookoła świat.
- To może..  opowiadałem Ci jak... - skurcz
- AAAA!!! - krzyczałam z bólu.
- Jak mielismy mieć koncert... - nie przerywał - cisza, nagle wszystko ucichło.. spokój i cisza.. i SKURCZ! Jeszcze silniejszy niż poprzednie.. znów błoga cisza, aż miło.. SKURCZ!!
-AAAA!! - dopiero teraz czuła jak bezsilna jestem - Nie dam rady.. - wyszeptałam. - AAAAAAAA!!! -kolejny skurcz.
- Dasz Kochanie, wierze w Ciebie.  - jego głos, taki kojący. Kolejny skurcz i dziwne uczucie, jakby coś pękło. Dosłownie jakby mi ktoś między nogami przebił balona z wodą. - Coś się wydarzyło! - powiedziałam przestraszona. W tym samym momencie wróciła położna. Spojrzała pod kołdrę pod którą leżałam i uśmiechnęła się.
- Nie martw się, wody Ci odeszły. - uspokoiła, mimo ze skurcze były BARDZO silne to i tak czułam że sprawdza jakie mam rozwarcie.
- Tatuś moze już iść na korytarz. - powiedziała ale nie miałam jak się tym zainteresować bo był kolejny skurcz. Potem działo się wszystko tak szybko. Nagle pojawiły się jeszcze ze 3 położne, jedna pomagała, była między moimi nogami, inne rozmawiały między sobą jakby to była najnormalniejsza w świecie sytuacja. No tak! One mają kilka takich w ciągu dnia! 
- Jak poczujesz skurcz to przyj. Przyj z całych sił.. - i jak na zawołanie, kolejny skurcz.. - Mocniej Kochanie - pomagały, podpowiadały i tak w kółko. - Dobra, mamy główkę.. - czułam się szczęśliwa. - Chcesz mamuska dotknąć jak wystaje? - zapytała jedna, byłam zaskoczona tą propozycją.
- Nie dziekuje. - zaśmiałam się z nimi na tyle ile mogłam.
- Mozesz chwile odpocząć, nie przyj. Pooddychaj spokojniej.. - opieka naprawde wspaniała, czułam się jakbym wiedziala co trzeba robić. Niestety nie dane mi było dlugo odpoczywać, kolejny skurcz. - No, jeszcze raz i koniec.. - powiedziała ta między moimi nogami, parłam z całych sił i KONIEC. - Gratuluje, chłopiec!! - ucieszyły się, a ja.. ?!  Ja bylam wykonczona, pielęgniarki dały mi płaczącego maluszka na klatke piersiową. Przykryły i jego i mnie i zaczęły dalej wykonywać swoją pracę.. nie liczyło się już nic, ich bieganie dookoła, rodzenie łożyska, bylam najszczęśliwsza na świecie!! - Możecie spuścic tatę! - zawołała ktoraś.
- Kocham Cie mały Horanie. - szepnęłam do dzidzi i cmoknelam go delikatnie w główkę. Byl taki delikatny, upaćkany w krwi..nie wazne! Najwazniejsze ze juz z nami. Poczułam Nialla dłoń na swojej.
- Udało Ci się! Mam syna! - krzyknął, na co polozne sie zaśmiały.
- Ciszej głuptasie. - zawtórowałam im.
- Witaj na świecie Jacobie Horan...

...

_____________

CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!

To jak? Jest tu kto?

Dajcie znać czy jesteście i czy czytacie!

A i nie pytajcie skąd wiem jak wygląda poród:D 



Naat


wtorek, 29 września 2020

Happy end! ~ Niall - 2 część

Hej!! Tu Naat!

Napisałam 2 część TEGO opowiadania. Dajcie znać czy się podobał!

No i trochę się, od mojej ostatniej takiej wizyty tu, pozmieniało. Odkąd 1D poszło na przerwę, zmieniło się bardzo dużo w moim życiu, ale mam cichą nadzieję, że będę tu częściej zaglądać i pisać dla was, bo nie ukrywam brakuje mi tego. 

Pytanie czy jest dla kogo pisać.. 

Tymczasem nie zanudzam!!

~~~~~~~~~~


 Niall siedział i był tak blady że zlewał się z białą ścianą za nim, Poderwał się z miejsca, wyszliśmy bez słowa z budynku 

- I co? - zapytał gdy byliśmy w aucie.

- Wszystko z dzidzią dobrze, ale mam leżeć przez 2 tygodnie, nie stresować się i niczego nie dźwigać. - uśmiechnęłam się do niego. Na twarzy Horana wróciły kolory.
- Uff. - przybliżył się i przytulił mnie do siebie. - Tak się cieszę, umarłbym jakby się okazało..
- Ja tez.. - przerwałam mu szybko.
- Tak w ogóle, to Harry musi dostać nauczkę... - powiedział z miną jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. 
- Ano musi. - mruknęłam pod nosem. Nie wiedziałam dokładnie co i jak to zrobimy, ale nie mogę pozwolić sobie na życie w strachu. I chyba zrobię to co każda przyszła matka w takiej sytuacji powinna zrobić. - Chyba zgłoszę to na policję. - powiedziałam w zamyśleniu.
- Poważnie? - zapytał jakby nie dowierzał w to co usłyszał. - Myślałem bardziej żeby go nastraszyć, ale że aż tak?
- A jakby tak mocno mnie uderzył, że stracilibyśmy dziecko? - ciśnienie mi się podnosiło
- Nie denerwuj się, zapomniałaś co lekarz Ci powiedział. - przypomniał - Oczywiście że darować mu tego nie możemy. Na szczęście nie straciliśmy i tym się ciesz. A resztą się zajmę ja. - złapał mnie za dłoń. Nie odezwałam się już. Po 15 minutach jazdy w ciszy, dotarliśmy do mieszkania. Od razu poszłam do łazienki , usiadłam na toalecie i dałam upust emocjom. Łzy spływały samowolnie, głaskałam lekko zaokrąglony brzuch. To połowa drogi, za 4 miesiące dziecko będzie z nami, a ja dalej nie wiem jakiś stosunek do tego ma Niall. Niby się martwi, zajmuje nami, ale nie określił się czy zamieszkamy razem i będzie z nami na co dzień. Wiem, że muzyka i koncerty to jest jego życie, a nie pieluchy, pranie ubranek i karmienie. Wątpie by rzucił swój idealny świat na totalny chaos wiążący się z małym dzieckiem. 
- Wszystko w porządku? - usłyszałam stłumiony chaos blondyna za drzwiami. Szybko otarłam łzy, spuściłam wodę dla niepoznaki i umyłam twarz. 
- Tak. - mam nadzieję że brzmiałam wiarygodnie. Wyszłam z pomieszczenia kryjąc zapłakane oczy pod włosami.
- Chodź, zrobiłem Ci śniadanie i ciepłą herbatę. Musisz leżeć i odpoczywać. - wskazał na kanapę w salonie. Usiadłam i zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć Niall przykrył mnie szczelnie kocem i podał ciepły napój. 
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się do niego lekko.
- Wiesz, bardzo Cię kocham.. - przytulił się do mnie. Poczułam silny zapach jego perfum. Uwielbiałam je!
- Ja Ciebie też Kochanie. - szepnęłam. - Bardzo się boje Niall, - odważyłam się powiedzieć co leży mi na sercu, najwyżej będę sama wychowywać dzidziusia - boję się, że nie poradzę sobie z małym dzieckiem, że Harry mi nie odpuści, że kiedyś powie cos w co uwierzysz i .. - urwałam na chwilę - ..mnie zostawisz.. - łkałam cicho - ..że nasze dziecko nie będzie miało pełnej rodziny. - z trudem wypowiadałam kolejne słowa. 
- Nigdy więcej tak nie mów, nie myśl nawet tak. Zabraniam Ci. - powiedział cicho lecz stanowczo. - Nigdy Cię nie zostawię, a Ty będziesz najlepszą mamą na świecie, - powiedział - A Harrym naprawdę się nie przejmuj, zajmę się tym. Obiecuje. - położył dłoń na brzuchu i pogładził. - Dzidziu tata bardzo Cię kocha. - powiedział wprost do brzuszka. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Nie wiemy jeszcze co będzie i chyba nie chcemy wiedzieć.. Teraz jest idealnie i niech tak już zostanie. 

    Następne dni mijały bardzo wolno, ciągle leżałam. Niall tylko wymieniał talerze z posiłkami. Nie pozwalał mi w ogóle wstać, ledwie przekonałam go że do toalety pójdę na własnych nogach.. Obudziły mnie dziwne krzyki. Horana nie było w salonie.
- Nie obchodzi mnie, że nie możesz! - powiedział zdenerwowany. - Nie! - był naprawdę zły - Nie rozumiesz, wylądowała przez to u lekarza! - nie chciałam podsłuchiwać, ale ewidentnie tyczyło się to mnie. - Tak, musisz to odkręcić, chyba nie chcesz żeby się coś stało. - złagodniał - Przyjedź jak najszybciej. Naraazie. - rozłączył się i wrócił do mnie. - O, nie śpisz?
- Tak krzyczałeś, że się nie dało. Rozmawiałeś z Jane? - zapytałam, choć to było pewne.
- Przepraszam, nie chciałem Cię obudzić. I tak, moim zdaniem to po części jej wina. Nie chciała udowodnić Harremu że jesteście identyczne. - wzruszył ramionami. 
- To nie usprawiedliwia Stylesa. - mruknęłam - Co powiedziała?
- Mówiła że nie może przyjechać, że ma wiążący kontrakt i takie tam.. - machnął ręką
- A czy Ty, jak będziesz w trasie to zjedziesz bo będę Ci kazała? - spojrzał na mnie - Bo nie słyszałam żebyś Jane poprosił o przyjazd. Myślę, że twoje kontrakty też są wiążące. - milczał, czyli trafiłam w dziesiątkę. Wygramoliłam się spod koca i poszłam się wykąpać. To były ciężkie dwa tygodnie, ale dziecko ma się dobrze, czuje to. Rusza się dość często, reaguje na głos blondyna. Przestałam się tak bardzo martwić. Mogę wrócić do normalnego życia. Pachnące olejki do kąpieli nieco poprawią mi humor, zapaliłam kilka świec by było jeszcze klimatycznej i zanurzyłam się w wodzie. Przyjemne ciepełko.. Po jakiś 40 minutach woda ostygła wi\ec wyszłam z wanny i szybko ubrałam się w piżamkę. Blondyn leżał w sypialni i miał zamknięte oczy. Położyłam się delikatnie obok niego tak, żeby go nie obudzić. 
- Nie śpie, czekałem na Ciebie. - przyciągnął mnie do siebie. - Naprawde myślisz że ona nie przyjedzie? Ułatwiło by nam to życie. - stwierdził
- Nie mam pojęcia. Ja dla niej pokonałabym taką odległość dla jednej rozmowy, ale czy ona ma tak samo?
- Wiesz, nie ważne. - cóż za nagła zmiana zdania - Bez względu na wszystko będę Was chronił i tak, zerwałbym każdy wiążący kontrakt dla Ciebie. - ucałował mnie w czoło. Poczułam szybsze bicie serca.- W zasadzie, to już powiedziałem menagerowi, że jak tylko urodzisz to kończę z koncertami. - szczęka mi opadła, kochamy się, ale nie sądziłam że aż tak bardzo mu na mnie zależy. 
- Naprawdę? Kochanie nie musisz tego dla mnie robić..- powiedziałam cicho. - Wiem, że to najważniejsza rzecz na świecie dla Ciebie. One Direction jest przygotowane na taki ruch? - byłam ciekawa.
- Nie obchodzi mnie czy jest gotowe, powiedziałem chłopakom o mojej decyzji. Jesteście dla mnie o wiele ważniejsi niż muzyka. Z czasem może do tego wrócę, ale na razie muszę zająć się moją rodziną. - jego głos był pewny siebie, czyli decyzja zapadła. 
- To najlepsza wiadomość ostatnich kilku miesięcy. - ucieszyłam się - Kocham Cię bardzo mocno Misiu. - ucałowałam go. Odwzajemnił pocałunek od razu, bez chwili wahania go pogłębił...
    Kolejne miesiące spędziłam na szykowaniu pokoju dla dziecka i urządzaniu całego domu. Tak, kupiliśmy Nasz wspólny dom. Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Jane nie przyjechała, z jednej strony jej się nie dziwie. Ma naprawdę ważną pracę, ale mogła zrobić to dla siostry bliźniaczki. Ja bym zrobiła wszystko! Z chłopakami się nie widuje, ale może to dla tego że są w krótkiej trasie po UK. Dom kupiliśmy wspólnie, nie tylko za pieniądze Horana. Chociaż wszyscy myślą inaczej, ale zwisa mi to. Mam dość zadręczania się tym co myślą o nas i naszym związku inni. Sytuacja z Stylesem się nie zmieniła, ciągle rzuca pod moim adresem obraźliwe komentarze. Wielokrotnie próbował wmówić Horanowi że z nim flirtowałam czy co gorsza że z nim spałam. Na szczęście Niall mi ufa i nie daje się omotać. Blondyn wspominał mi wiele razy że wszyscy są źli, że odchodzi, ale powtarza mi że zdania nie zmieni. Czuję się winna, ale nie miałam wpływu na jego decyzję. 
- Kochanie wróciłem! - usłyszałam na dole. No tak, to dziś miał wrócić. Zbiegłam na dół uważając na brzuszek. Jeszcze chwila i będę rodzić, jestem jak tykająca bomba. - Przytuliłam go tak mocno jak tylko mogłam. - Ciężko już Cię objąć. - zaśmiał się, zgromiłam go wzrokie. 
- Dzięki..- pokazałam mu język i mocniej naciągnęłam sweterek na brzuch. 
- Oj nie chowaj go.. - przyklęknął przede mną u podciągnął każde ubranie które miałam na brzuchu. - tata wrócił.. - powiedział wprost do pępka. Dziecko jak na zawołanie zaczęło kopać. Niall był przeszczęśliwy. - Kocham Cię. - dalej mówił do brzucha - ..I Twoją mamusię też. - podniósł się i złożył soczysty pocałunek na moich ustach. 
- Ja Ciebie też Kochanie. - powiedziałam po chwili. 
- Mam coś dla Ciebie.. - zaczął szukać czegoś w kieszeni klękając z powrotem przed brzuchem. Pewnie kupił coś dla dzidzi. 
- Kochanie...
...



____________
Troche to trwało ale napisałam drugą część zaczętego tu przeze mnie Nialla :D
Miłego czytania, mam nadzieje, że ktoś tu jest i czyta nasze wypociny :P
Dajcie znać czy jesteście i czy się podoba i czy pisać kolejną część.


Naat.

niedziela, 8 grudnia 2019

Puk puk!


Witajcie kochani! :) 
Z tej strony wasza maleńka..
z powodu chęci wznowienia (przynajmniej na grudzień) bloga sprawdzam obecność. 
Bo po co pisać jeśli się nie ma dla kogo? >.<
Mam świetny pomysł na maraton do świąt, ale wy musicie mi pomóc i zagłosować w komentarzach z kim ma się odbyć ten maraton ^^ 
Zróbmy może minimum głosów..
Jeśli będzie 10 komentarzy to jestem gotowa wznowić pisanie na blogu i generalnie w planach mam również jeśli się to uda dokończyć wszystkie niedokończone mojego autorstwa imaginy, ale tak jak mówię, muszę wiedzieć, że ktoś jeszcze tu zagląda ^^ 
Pozdrawiam cieplutko!
#Maleńka

sobota, 11 maja 2019

Not funny #4

 Poczułam zderzenie z lodowatą wodą i momentalnie wybudziło mnie to z mojego snu.
-Louis!- zapiszczałam, kiedy zobaczyłam uśmiechniętą twarz tego niedorozwiniętego umysłowo człowieka. 
-Czas wstawać. Postanowiłem, że dziś wstaniemy wcześniej i zrobimy my kawę. Masz rację, to jest świetny sposób na pobudkę.- zaczął swoją paplaninę, a ja wstałam wściekła zobaczyć, która jest godzina. 
-Mam jeszcze przynajmniej 20 minut snu!- "krzyczałam" szeptem, żeby nie obudzić pozostałych, ale Louis kompletnie mnie nie słuchał, bo był zbyt zajęty skanowaniem mojej sylwetki.. i cholera. Miałam cienki, mokry podkoszulek i nic pod spodem. Wskoczyłam pod zimny i mokry koc.
-Wyjdź!- tym razem już uniosłam głos robiąc się cała czerwona z wściekłości. 
-Jasne.. czekam na dole.- powiedział po odchrząknięciu. 
-Debil.- fuknęłam zamykając drzwi na klucz i wywalając kołdrę z pościelą i materacem na balkon, żeby wyschła. Przebrałam się i przede wszystkim UBRAŁAM STANIK. Spięłam włosy w koka, przejrzałam się w lustrze, chociaż właściwie nie mam pojęcia po co i ruszyłam na dół, bo ten skończony idiota tłukł się niemiłosiernie. 
-Zostaw, ja to zrobię.- przewróciłam oczami i wyjęłam kubki.
-Chciałem usmażyć naleśniki... ale nie wiem jak, pomożesz?- spytał patrząc na mnie ze skwaszoną miną. 
-Ok, ale ja usmażę tylko dwa, żeby ci pokazać.- powiedziałam parskając śmiechem. Mogłabym powiedzieć, że jest nawet uroczy, kiedy nie zachowuje się jakby miał kij w dupie. Powoli i dokładnie tłumaczyłam jak się robi ciasto, nawet pozwoliłam mu wbić jajka, szczycił się, że umie, wiec dałam mu się wykazać. Kiedy cisto było gotowe wyciągnęłam patelnię i wylałam na nią odrobinę oleju.. ja zazwyczaj smażę na dwie jak są goście, ale lepiej nie będę go wtajemniczała w to.. dla niego to może być za wiele. 
-I jak się nagrzeje wylewasz ciasto.. tyle, że musisz kręcić patelnią, a nie chochelką, ok?- uśmiechnęłam się pod nosem, kiedy widziałam z jakim skupieniem się przygląda moim czynnościom.
-Ok, teraz ty.- powiedziałam, kiedy już wyjęłam pierwszy naleśnik.
-Dobra, to nic trudnego.- powiedział i zrobił dokładnie to, co ja, w tym czasie zalałam kawy o których zapomniałam i usiadłam mając zamiar zjeść pierwszy naleśnik. 
-Ej! To mój.- powiedział Tomlinson, a ja spojrzałam na niego z politowaniem.
-Masz. To mój pierwszy naleśnik w życiu, dla ciebie.- uśmiechnął się jak pięcioletnie dziecko, a ja nie mogłam go nie wyśmiać.
-No tak.. jak ktoś się zatruje to będę pierwsza.- zachichotałam.
-Jaka ty zabawna dziś.- parsknął Louis, a ja smarowałam powidłem kolejny naleśnik. Postanowiliśmy obudzić resztę jak już będą gotowe, bo wiem dobrze, że nie lubią czekać na jedzenie.
-Teraz ty zjedz, ja popilnuję.- powiedziałam, kiedy już się najadłam i wzięłam swoją kawę po czym zaczęłam przekręcać naleśnik, potem kolejny itd. 
-Pyszne są.- usłyszałam tuż za uchem.
-Sam je robiłeś, teraz się możesz zgłosić do jakiegoś masterchefa czy coś w tym stylu. Jestem pewna, że wygrasz.- zachichotałam.
-To dlatego, że mi pomogłaś. - tym razem wyszeptał mi to do ucha i poczułam jego dłonie na moich biodrach. 
-Mhm.- mruknęłam pod nosem nie wiedząc do końca co się tu dzieje. 
-Dziękuję.- chyba usłyszałam to słowo pierwszy raz u niego. A jednak da się go nauczyć manier.. przynajmniej tych podstawowych. Po jego podziękowaniu poczułam jego teraz nie przy uchu,, a na skórze szyi. Całował delikatnie robiąc ścieżkę wzdłuż niej. 
-Nie mogę się pozbyć z głowy widoku mokrej ciebie z rana.- powiedział cicho nie przerywając czynności, a ja poczułam jak przeze mnie przebiegają ciarki. Nie wiem kiedy oparłam tył głowy o jego ramię dając mu większy dostęp do mojej skóry. Na prawdę zazwyczaj się tak nie zachowuję.. nie pozwalam facetom na takie posunięcia.. ale on.. nie potrafię tego wytłumaczyć, wzbudza we mnie niezwykłe przyciąganie. Przycisnął swoje krocze do mojego tyłka aja westchnęłam i złapałam się rękami blatu. I to był. Kurwa. Błąd.
-Cholera jasna!- krzyknęłam i odskoczyłam od miejsca smażenia naleśników. 
-Co się dzieje?- spytał przerażony chłopak, a ja wsadziła rękę pod zimną wodę.
-Przekręć ten cholerny naleśnik.. albo od razu wywal, na pewno go spaliłam.- fuknęłam zła sama na siebie. Trzeba być mną, żeby wykonać tak cholernie głupi ruch. Oczywiście, że tak nie było blatu, tylko kuchenka.
-To był ostatni naleśnik.- powiedział i wyłączył ogień. 
-Pokaż to.- powiedział, a ja bez słowa podałam mu rękę. Od nadgarstka do kciuka na linii bocznej skóra była poparzona. Mocno poparzona.
-Przepraszam, to moja wina. Trzymaj pod wodą.. gdzie masz jakąś maść?- spytał spokojnie, a ja skinęłam głową na szafkę nad nami. Byłam wściekła i obolała. Przeżyję wszystko, ale nienawidzę uczucia gdy się poparzę. Chciało mi się płakać, ale zacisnęłam zęby. Wyjął jakąś maść na oparzenia i bandaż. 
-To boli!- krzyknęłam, kiedy zaczął ją rozsmarowywać.
-Przepraszam, al inaczej się nie da.- wycedził przez zęby, kiedy weszła babcia do kuchni.
-Co się dzieje?- spytała patrząc tona mnie to na rękę.
-Nic. Poparzyłam się, bo chciał naleśniki.- fuknęłam przelewając swoją złość na szatyna, który teraz nerwowo rzucił bandaż na blat i wyszedł na zewnątrz. 
-Pokaż to..- mówiła spokojnie starsza kobieta, a ja z grymasem na twarzy jej oddałam rękę do opatrzenia.
-No!- odetchnęła po zawinięciu ręki- będziesz żyła.- dokładnie w tym momencie weszła pozostała czwórka do kuchni i z równie wielką troską rzucili się w moją stronę. Niczym stado baranków. 
-Babcia mówiła że będę żyła. Macie tu kawę i naleśniki, a ja pójdę poszukać tego de..- zaczęłam, ale babcia odchrząknęła-tego człowieka nim zrobi sobie krzywdę.- skończyłam grzecznie się uśmiechając i wyszłam. Wyszłam na drogę i przeszłam się kawałek w jedną i drugą stronę, brak, okrążyłam dom, brak..przeszukałam też cały dom na wypadek, gdyby wrócił, ale tam też go nie było.. w końcu postanowiłam przejść się po budynkach gospodarczych. Ku mojemu zdziwieniu Tomlinson właśnie czesał  gwiazdę (miałam 7 lat jak ją nazwałam, ok?). Podeszłam po cichu i wzięłam drugie zgrzebło. 
-Hej - powiedziałam, kiedy dołączyłam się do czesania. 
-Jak ręka?- spytał nie odpowiadając na moją zaczepkę. 
-Już w porządku. Ja.. wcześniej spanikowałam, przepraszam.- powiedziałam na jednym wdechu i czesałam dalej. Nie odzywaliśmy się do siebie więcej.
-Co zaplanowane na dziś?- spytał kiedy już skończyliśmy.
-W sumie to dziś chyba macie wolne.. no oprócz tego co musimy zrobić teraz.. bo wiesz, zwierzęta muszą jeść codziennie.- powiedziałam uśmiechając się, a on przewrócił oczami.
-Nie musisz mnie traktować jak debila.. może nie robiłem tych wszystkich rzeczy wcześniej, ale po prostu nie miałem okazji. Szybko się uczę..- odparł nieco napiętym głosem, a ja zauważyłam, że chyba rzeczywiście powinnam mu była trochę odpuścić.. ale on nie odpuszczał mi. 
-Ty zacząłeś.- wzruszyłam ramionami. 
-I przeprosiłem.- powiedział zbliżając się do mnie. 
-A ja tych przeprosin jeszcze nie przyjęłam powiedziałam puszczając zwierzęta i otwierając bramę.
-To co muszę zrobić?- spytał zrezygnowany.
-Nie być chujem.- parsknęłam i pokazałam mu język. Weszłam na konia i nim zdążyłam zareagować on wszedł na drugiego. 
-Nie zabij się, ok? Nie stać mnie na wypłacenie odszkodowania, muszę skończyć studia.- powiedziałam kiwając głową w dezaprobacie.. przecież on sobie coś zrobi. 
-Jeździłem już.- powiedział co mnie minimalnie uspokoiło i tak dojechaliśmy do polany, gdzie Tom musiał wbić kołki sam, bo ja niestety jeszcze nie mogłam swobodnie poruszać dłonią. Całkiem sobie poradził. Jak wróciliśmy już cała reszta rzeczy była zrobiona. 
-Muszę jechać na zakupy.- powiedział Louis, kiedy siedzieliśmy przed telewizorem i oglądaliśmy jakieś koło fortuny z babcią. Chłopaki postanowili rozłożyć basen.. robią to już od godziny... w czwórkę i pewnie już ich spaliło słońce, ale nadal walczą.
-Po co?-spytałam nim zdążyłam się ugryźć w język. 
-Nie mam za wiele letnich ciuchów.. myślałem, że będzie chłodniej, ale tych upałów nie da się wytrzymać w długich spodniach.
-[T.I.] pojedzie z tobą.- powiedziała od razu babcia nie pytając mnie nawet o zdanie. 
-A wieczorem może jedźcie do miasta.. wyjdźcie do jakiegoś baru czy dyskoteki.. to nie jest więzienie, a wy jesteście młodzi.- mówiła z oburzeniem, a chłopak popatrzył na nią ze zdziwieniem. Taaak... moja babcia nie jest typowa. 
-Jedziemy?- spytał szatyn patrząc na mnie, a ja spojrzałam na swoje ubranie, które było już nieco brudne, bo oczywiście, że musiałam się ubrudzić lodami, którymi się nawiasem mówiąc nie podzieliłam, a te plamy mówią same za siebie. 
-Przebiorę się.- powiedziałam i popędziłam na górę. Stanęłam przed szafą. Wyjęłam kombinezon, który nie często ubierałam, ale skoro jadę z Tomlinsonem, to nie pojadę jak typowa wieśniara. Był czerwony (nie jaskrawy) w kremowo-różowe kwiaty, wiązany w talii i z głębokim wycięciem w kształcie "v" na dekolcie.. był zwiewny, wiec jak stałam w miejscu wyglądał bardziej na sukienkę niż kombinezon z krótkimi spodenkami. Włosy rozpuściłam i założyłam beżowy kapelusz, bo czapka do tego nie pasowała za cholerę, a nie mam ochoty spalić sobie twarzy.. kremów nienawidzę.
-Czekam w aucie!- usłyszałam z dołu i tylko założyłam czarne sandały na słupku po czym zeszłam na dół. Spotkałam babcie, która omiotła mnie wzrokiem z góry na dół.
-No i dlatego nie masz chłopaka.. Niby jak przy takim kombinezonie ma się ktoś do ciebie dostać?- powiedziała śmiejąc się z własnego żartu.
-Babciu!- zwróciłam jej uwagę, no bo błagam.. nie powinna mi takich rzeczy mówić.
-No już.. żartuję tylko, aniołku.. pięknie wyglądasz.- ucałowała mnie w policzek. Już miałam iść, kiedy zatrzymał mnie jej głos.
-Ale następnym razem jak będziecie się migdalić w kuchni to uważaj na to, co robisz z rękami.- mruknęła  i pokiwała głową ze śmiechem, widząc moją minę. Już nic nie mówiłam tylko weszłam do tego samochodu i miałam nadzieję, że długo nas nie będzie.
-Czyli jednak potrafisz się ubrać?- spytał ironicznie Tomlinson i wyjechał z podwórka. Jechaliśmy już chwilę w ciszy, a do galerii było pół godziny autem, więc postanowiłam przerwać tą głupią ciszę i włączyłam radio, a chłopak wyciągnął i odpalił papierosa uchylając okno. Uniosłam brwi i ni cokolwiek powiedziałam wyrwałam mu go i wywaliłam przez moje okno na ulicę. 
-O co ci chodzi?- popatrzył na mnie zdziwiony, a ja wywróciłam oczami.
-To, że masz mnóstwo pieniędzy nie oznacza to, że możesz je wydawać na trucie się. Z resztą nie lubię, kiedy ktoś pali przy mnie.- dodałam, a on tylko skinął głową.
-Zapamiętam.- mruknął i do końca trasy się nie odzywaliśmy do siebie, a ciszę przerywało radio. 

Znalezione obrazy dla zapytania louis tomlinson smoking gif

Ciąg dalszy jutro
Mam pracę, mam studia i mam dom..
myślę, że to wystarczające wytłumaczenie dlaczego choruję na brak czasu ;)
#Maleńka








poniedziałek, 7 stycznia 2019

Not funny #3

 Doszliśmy opornie na łąkę i przybiłam kołki. Tak. Ja przybiłam, bo ten skończony idiota by sobie palce poprzybijał. Uwierzcie mi, że on to ma po prostu we krwi.. takim to trzeba się chyba urodzić. Bez słowa ruszyłam z powrotem, a on szedł za mną też się nie odzywając. Kiedy już dotarliśmy postanowiłam sprawdzić jak sobie poradziła reszta. Oprócz tego, że Niall uciekał przed indykami to było wszystko w porządku. Nie rozumiem jak mógł nie wiedzieć, że czerwone spodenki wabią indyki. To przecież logiczne. Do końca dnia nie odezwałam się do Louis'a słowem. On też chyba nie czuł głębszej potrzeby, żeby odbywać ze mną jakiekolwiek interakcje. Chłopaki widzieli, że coś się stało, ale przypuszczam, że postanowili to przemilczeć dla własnego dobra. Właśnie leżałam znudzona na swoim łóżku kiedy usłyszałam znowu jakieś cholerne krzyki z pokoju obok. Oni co chwilę się drą i kłócą.. nie dziwię się, że ich wysłali na takie zadupie. Tu tylko cierpię ja a nie cały świat. Takie poświęcenie.
-Możecie się w końcu przymknąć?!- krzyknęłam i kopnęłam ścianę zza której dobiegały dźwięki. I to był. Kurwa. Błąd. Nim zdążyłam w ogóle zarejestrować co się dzieje to przede mną pojawił się drugi pokój. Louis i Niall patrzyli na mnie z rozdziawionymi ustami, a moja mina przypuszczam nie była lepsza.. czyżby to była ta ściana z dykty na którą miałam uważać? Prawdopodobieństwo jest na prawdę ogromne.
-O cholera.- powiedziałam pod nosem, a chłopaki wybuchnęli niepohamowanym śmiechem, a ja zaraz do nich dołączyłam. Właściwie to było całkiem zabawne, a ich śmiech niesamowicie zaraźliwy.
-Ona nie może wiedzieć.- powiedziałam, kiedy już zdążyłam otrzeć łzy śmiechu.
-Obraz?- spytał Tomlinson.
-Choć raz powiedziałeś coś sensownego.- parsknęłam, a on przewrócił oczami.
-Może po prostu przesuniemy wersalkę? Dziwnie będzie wyglądał obraz metr nad podłogą.- wzruszył ramionami blondyn.
-Cofam to, co powiedziałam. Jednak nadal jesteś debilem.- mruknęłam i przeszłam do ich pokoju, bo dziwnie jest mówić do nich przez dziurę w ścianie.
-Dobra. Z tej stron się to sprawdzi.. a z drugiej?- spytałam, a Louis się uśmiechnął.
-Nie.- fuknęłam kiedy tylko zaczął otwierać usta.
-Jeszcze nic nie powiedziałem!- krzyknął oburzony robiąc krok w moją stronę.
-Całe szczęście.- warknęłam i usidłam na łóżku Horana.
-Chodź przeniesiemy wersalkę.- szturchnął bruneta i razem przesunęli ją zakrywając całą dziurę.
-Idealnie.- mruknęłam już całkiem rozkładając się na łóżku i przeciągając.
-Idź ogarnij to z drugiej strony.- powiedział Louis to Horana, a on o dziwo bez słowa wyszedł i zostawił nas samych. Postanowiłam nie ruszać się z miejsca i nadal leżeć na wygodnym materacu. Poczułam jak ugina się pod ciężarem drugiej osoby.
-Przepraszam. Przesadziłem.- powiedział Louis, a ja usiadłam żeby na niego spojrzeć.
-No coś ty.- parsknęłam i uniosłam jego brew.
-Nie wiem czy to widzisz, ale próbuję się starać.- wycedził zaciskając zęby i wstając.
-I co? Może chcesz za to medal?!- fuknęłam też wstając.
-A może dla odmiany ty też byś spróbowała?!- też się uniósł i wyrzucił ręce przed siebie.
-A może zamiast przepraszać przestałbyś być takim chujem?!- kontynuowałam naszą sprzeczkę.
-Może ja jestem chujem, ale z ciebie też aniołek nie jest!- teraz już całkiem krzyczał.
-Więc nie rób z siebie takiego niewiniątka.- dodał już spokojniej.
-Ja wcale niczego nie próbuję..- zaczęłam ale zamiast skończyć zdanie poczułam usta Tomlinsona na swoich. Nie wiem jak to się stało, więc błagam, nie pytajcie. Jego usta są wyjątkowo miękkie. Pogłębił pocałunek, a ja.. ja stałam jak kołek. Nawet nie drgnęłam, a później zrobiłam coś nawet gorszego. Dołączyłam do jego poczynań.
-Mogę polubić nasze kłótnie.- powiedział kiedy podniósł mnie, a ja nie mając wyjścia owinęłam nogi wokół niego, nie chcąc stracić równowagi. Chłopak złapał mocno za moje pośladki, a ja uchyliłam wtedy lekko usta. Oczywiście potraktował to jako zaproszenie i teraz nasz pocałunek był walką o motywację. przyparł mnie do ściany nadal trzymając na rękach. Docisnął swoje biodra do moich na co mruknęłam, a jemu przyśpieszyło tętno. Uniosłam nieco głowę, a on zszedł pocałunkami na moją szyję. Uwielbiam kiedy ktoś to robi. Westchnęłam nabierając powietrza w płuca, kiedy usłyszałam chrząkniecie. On nie przestawał, później było mocniejsze chrząknięcie, a ja zaczęłam uderzać Louis'a po plecach.
-Złaź ze mnie! Puszczaj.- krzyczałam cała zestresowana. Kiedy chłopak w szoku się ode mnie oderwał i zrobił krok w tył to spojrzał w końcu na te pieprzone drzwi, gdzie stał Niall powstrzymując się od śmiechu.
-Zachowujesz się jak zwierze!- fuknęłam krzyżując dłonie na piersiach. Wyszłam z pokoju i złapał drzwi.
-Zwierze.- powtórzyłam jeszcze raz i zatrzasnęłam drzwi za blondynem. Tętno biło mi z milion razy na sekundę, a później usłyszałam śmiech Horana zza ściany. Co tam się właśnie odjebało? Horan rozwiesił mi jakąś chustę w miejscu gdzie była dziura. Przyznam, ze wyglądało to nie najgorzej. Nie mając już siły po dzisiejszych ekscesach na nic, po prostu padłam prosto na łóżko i w mgnieniu oka oddałam się błogiemu snu.