One Direction i My.. - imaginy

niedziela, 9 września 2018

Not funny.

 Sprzątam trzeci dzień calutki dom od fug między płytkami w łazience (szczoteczką do zębów!) aż do cholernych schodów.. i to szmatą na kolanach. Jakbyśmy przynajmniej miały przyjmować Królową Ele, a nie piątkę rozwydrzonych gwiazdorów.
-'Jesteśmy szczęściarami'- fuknęłam pod nosem cytując słowa babci. Myśli, że dostałyśmy 5 par rąk do pomocy. Ja jestem pewna, że w pakiecie idą też nadęte ego, mnóstwo kłopotów i jeszcze więcej roboty przy nich. Moja babcia zna się z manager'em zespołu 'One Direction'. Może się wydawać to śmieszne, ale postanowił ich wepchnąć do mojego świata rujnując wakacyjne plany i mając nadzieję, że dzięki temu przypomną sobie co to jest normalność., a co normalniejszego jest niż wieś zabita dechami? No tak.. gość jeszcze nie wie, że marzenia się nie spełniają. No ale przez niego nie wyleciałam do Hiszpanii, a w zamian dostałam 5 facetów na piętrze. 
-Skarbie, kończysz?!- usłyszałam krzyk z dołu i przetarłam ostatni raz zegar stojący w pokoju najbliżej mojego. Na szczęście mamy spory dom. Na górze mieszczą się trzy sypialnie i dwie łazienki, a na dolne kolejna i następna łazienka, oczywiście jest jeszcze kuchnia i salon, ale nie liczę na to, żeby któryś z nich chciał tam zamieszkać. 
-Już idę!- odkrzyknęłam i  poprawiłam zsuwające mi się ramiączko po czym podążyłam do schodów, a później na dół. Pewnie znowu chce żebym zrobiła coś tak beznadziejnego jak wygotowanie ścierek do blatów. Wpadłam do kuchni będąc gotowa stawiać opór, ale zobaczyłam, że wcale nie robi nic twórczego oprócz kawy.
-Zasługujemy na kawę.- powiedziała odkładając oba kubki na stół, a ja z uśmiechem dosiadłam się upijając łyk napoju życia.
-Musimy omówić kilka rzeczy.- zaczęła, kiedy już spojrzałam na nią.
-Zaczyna się..- powiedziałam pod nosem, a ona tylko pokręciła głową.
-Bądź miła dla nich. Proszę.- powiedziała i wyzuwałam napięcie w jej głosie.
-Postaram się.. przecież wiesz.- wzruszyłam ramionami. To nie tak, że ich nie lubię.. po prostu boję się, że będą uszczypliwi i chamscy.
-Teraz jeszcze kwestia pokojów....- zaczęła, a ja już wiedziałam co chce zaproponować.
-Nie. Nie ma takiej opcji. Nawet o tym nie myśl, bo i tak się nie zgodzę.- od razu zaczęłam negocjować i wiedziałam, że wygrywam.
-Ok.. zostajesz w swoim pokoju. Oni będą mieć dwa pozostałe.- sukces.
-Idź się przebierz. Będą za ok. pół godzinki.- dodała jeszcze całując mnie w czoło. Weszłam ciężkim krokiem na górę. Na prawdę jestem zmęczona. Te wszystkie prace dodatkowe przy gospodarstwie nie są wcale takie mało istotne jakby się wydawało. Ochlapałam się tylko zimną wodą ochładzając rozpalone ciało i ubrałam dresowe spodenki i bokserkę. Nie miałam wcale ochoty się stroić. Z mokrych włosów zrobiłam dwa francuzy i przejechałam po rzęsach tuszem.  Zdążyłam jeszcze zejść i dopić kawę nim postanowili się zjawić. Nawet wtedy jeszcze nie myślałam o tym, że tak wiele w tak krótkim czasie może się zmienić. Właśnie skończyła płukać kubek po napoju, kiedy usłyszałam dźwięk silnika na podwórku. Babcia oczywiście już od dobrych piętnastu minut siedzi na ławeczce przed domem, żeby przypadkiem nie przeoczyła ich przyjazdu. Na prawdę czasem jej nie rozumiem. No.. zazwyczaj jej nie rozumiem. Wyszłam tak na prawdę tylko po to, żeby babcia nie patrzyła na mnie później krzywo i stanęłam tuż obok niej. Ona wyglądała jakby zaraz miała odlecieć, za to ja wyglądałam nazbyt przyziemnie. Spojrzałam na spory bus i wywróciłam oczami mając nadzieję, że rzeczywiście kontakty pomiędzy mną a nimi będą się ograniczały do ich pomocy w pracach wokół domu.
-Cześć Aniu!- usłyszałam dojrzały głos, a później spojrzałam na mężczyznę który teraz już ściskał moją babcię. Nie, nie miałam pojęcia co to za facet.
-To musi być twoja wnuczka, [T.I.]. Bardzo mi miło.- tym razem wyciągnął dłoń do mnie, a ja ze szczerym uśmiechem potrząsnęłam ją.
-Mi również.- dodałam już patrząc z ciekawością jak wychodzi pierwszy i jak się później okazało najgorszy z nich wszystkich. Gdy wychodzili tak jeden po drugim powoli zaczynałam rozumieć te wszystkie laski świrujące na ich punkcie. Na początku rozglądali się nieco zdezorientowani, ale po chwili zauważyli mnie i swojego jak przypuszczam menadżera i kierowcy w jednym oraz moją najukochańszą na calutkim świecie babcię. Zbliża się dwudziesta a ja jestem umówiona ze znajomymi na dziewiątą i mam nadzieję, że zdążę bez zbędnego zachodu, więc niech ruszą tyłki. Pierwszym, który podszedł do nas był Niall.. uroczy blondyn, który na swój sposób był też seksowny, właściwie jak każdy z nich, tak więc nic dziwnego, że ciężko było mi ogarnąć na początku, który to który, ale zadałam sobie ten trud i wygooglowałam ich wszystkich dwa dni wcześniej. Później Liam, który wydawał się najbardziej ogarnięty z nich wszystkich. Zayn, który witając się pocałował mnie w dłoń, co było na prawdę czarujące. Harry.. i poważnie nie tylko jego włosy są tak pokręcone, bo on też się taki wydawał z tym olśniewającym uśmiechem i tryskającymi energią zielonymi oczami. Jedyny, który jeszcze nie podszedł był Louis. Wyszedł pierwszy, więc miał wiele czasu na to, ale najwidoczniej był zajęty czymś innym. Zawzięcie czegoś szukał. Obserwowaliśmy go wszyscy, bo właściwie tylko na niego czekaliśmy. Wyjął w końcu tego cholernego papierosa i odpalił zaciągając się, a później z ulgą wypuścił jasny dym. Ktoś tu jest poważnie uzależniony. W końcu i on podszedł do nas i chyba dopiero wtedy mnie zauważył. Właściwie to z jego perspektywy mogłam być dość niewidoczna.
-Jak coś to wezmę część swojego bagażu.. jest dość ciężki.- powiedział do mnie i mrugnął jak gdyby to, co powiedział miało mnie zadowolić. Jakiś podryw XXI wieku? Oh tak! Louis Tomlinson jest mistrzem. Uniosłam brwi w zdziwieniu i parsknęłam, a na mojej twarzy powoli się rysował pogardliwy uśmiech. Rzuciłam okiem na pozostałych chłopaków, którzy intensywnie powstrzymywali się od śmiechu i mężczyznę, który wydawał się nieco zawstydzony.
-Chyba cię posrało.- parsknęłam nadal utrzymując uśmiech na twarzy, bo sytuacja była dość komiczna jak dla mnie. Jestem w swoim własnym domu, z łaską zgadzam się na ich pobyt tu, a on mnie myli z nie wiem.. jakąś cholerną pokojówką? Świetnie Tomlinson. Popatrzył na mnie zdziwiony, a później omiótł wzrokiem resztę.
-Przepraszam za niego, [T.I.].- zaczął Paul, ale moja babcia nie pozwoliła mu skończyć.
-Nie masz za co. Każdemu może się zdarzyć. Jestem Anna, a to moja wnuczka [T.I.], będziecie u nas mieszkać przez najbliższy czas, ale czujcie się jak u siebie. Nasze standardy są nieco niższe od waszych, ale..- zaczęła mówić tym swoim kochanym głosem zarezerwowanym dla gości. Ona jest zdecydowanie za dobra.
-Ale jakoś dacie radę i będzie ok.. jak nie dacie to też właściwie będzie spoko. Chce ktoś kawę?- spytałam, bo już na prawdę mi się śpieszyło.
-Poproszę.- powiedział jako jedyny ten ze skrzywioną psychiką.
-Och świetnie. Jest w kuchni.. obsłużysz się mam nadzieję?- spytałam i tak, wiedziałam, że babcia mnie morduje wzrokiem już od chwili.
-No już przestań.. myślałem, że tu pracujesz, u nas dziewczyny wyglądają bardziej.. może mniej.. oj no po prostu inaczej.- wzruszył ramionami jakby to wszystko wyjaśniało.
-Spoko.. ja właściwie pierwszy raz widzę geja, wiec jesteśmy kwita. a teraz przepraszam, ale śpieszę się. Do widzenia. - na koniec uścisnęłam jeszcze dłoń Paulowi, który nie zostaje i weszłam do środka nie spoglądając na starszą kobietę, która dziś mi wykopie dziurę w ogródku. Weszłam do pokoju.
-Lousie Tomlinsonie. Oficjalnie stwierdzam, że jesteś spierdoliną umysłową.- szepnęłam sama do siebie przeglądając ciuchy w szafie. Mam to, czego szukałam. Ubrałam jasne podarte jeansowe spodenki z wysokim stanem i czarną bokserkę, którą wpuściłam. Chwyciłam telefon w rękę i właściwie byłam gotowa. Jeszcze kawa i mogę jechać. Niemal w tym czasie co o tym pomyślałam przyszedł sms od przyjaciela. Odpisałam, żeby mi dał jeszcze 15 minut na kawę, rozpuściłam teraz już falowane włosy i zrobiłam brwi po czym zeszłam na dół do kuchni w której niestety siedzieli wszyscy.
-Masz kochanie kawę. - usłyszałam od babci, co mnie niesamowicie zdziwiło. Powinna chcieć mnie brutalnie i boleśnie uszkodzić.
-Dziękuję.- powiedziałam i cmoknęłam ją w policzek.
-Ale to mi powinnaś podziękować.- powiedział ktoś za moimi plecami, a ja się spięłam wiedząc do kogo należy ten irytujący głos.Odwróciłam się i zobaczyłam nikogo innego jak tego świra.
-To może zrobię własną.. kto wie, może naplułeś.- wymruczałam pod nosem już chwytając czajnik, ale zatrzymał mnie głos babuni.
-[T.I.], Loui mówi, że zrobił ci kawę.- powiedziała tonem, który nie toleruje sprzeciwu, a ja grzecznie wzięłam od niego gorący napój, a on nachylił się nieco wystawiając bardziej policzek wmoją stronę, a ja popatrzyłam na niego pogardą.
-Że niby mam ci dać w twarz, czy co?- spytałam gotowa w każdej chwili to zrobić, ale on się z powrotem wyprostował,  a jedyne co usłyszałam to śmiechy chłopaków do których od razu się przysiadłam zajmując ostatnie wolne miejsce przy stole. To będą ciekawe wakacje.

sobota, 11 sierpnia 2018

#MyStyles19

 

Rozdział może zawierać sceny erotyczne, +18. 

Czytasz na własną odpowiedzialność, będąc o tym świadomy/a.

  Weszłam do jego domu i jak przypuszczałam nie było w nim nikogo.
-Wyjechali.- usłyszałam tuż za sobą i znów poczułam jego dłonie wokół mojej talii. Przytulił mnie delikatnie, a później zobaczyłam przed sobą pudełko z pizzą.
-Na prawdę możesz zjeść.- parsknął patrząc jak się powstrzymuję.
-Kazałeś im spakować?- zachichotałam.
-No przecież jesteś zbyt uparta, żeby zjeść na miejscu, więc coś musiałem zrobić.-  wzruszył ramionami mówiąc to i odłożył pudełko z zawartością.
-Dziękuję.- mruknęłam i delikatnie musnęłam jego usta swoimi. Oczywiście na tym się nie skończyło, ponieważ znacznie przedłużył pocałunek pieszcząc swoim językiem moje podniebienie.
-Mmm.. nie pójdę z tobą do łóżka na pierwszej randce.- zachichotałam odpychając nieco loczka.
-Ale ja z tobą bym poszedł.- powiedział zawiedziony ale cofnął się o krok pozwalając mi usiąść przy stole i zacząć jeść pizzę. On zrobił to samo i uśmiechnął się.
-Z czego się śmiejesz?- spytałam będąc pewna, że to ja jestem tego powodem.
-Zabawna sytuacja. Jeszcze parę tygodni temu nie pomyślałbym, że pójdę z kimś na randkę nie wyłącznie po to, żeby przelecieć.- powiedział rozbrajająco szczerze, a ja skinęłam głową.
-W takim razie, czuję się zaszczycona.- wyszczerzyłam się do niego i wspięłam na jego kolana.
-Nie prowokuj mnie.- zaśmiał się i objął mnie w talii mocniej przytulając.
-Podoba mi się tak. -wymruczałam mu do ucha, a on zaczął całować moją szyję.
-A tak?- spytał wyraźnie zadowolony ze swoich poczynań.
-Nawet bardziej.- szepnęłam czując, że moja silna wola odpływa.
-Wiesz.. nie musimy TEGO robić..- zaczął i już niemal leżałam na kanapie, a on pocałunkami zjeżdżał w dół tworząc mokrą ścieżkę.
-Ale z tego co pamiętam..- powiedział i teraz powoli unosił moją bluzkę w górę całując skórę mojego brzucha kawałek po kawałku.  Spojrzał w górę, a ja spotkałam jego zielone oczy, który prosiły o zgodę. Wystarczyło, że skinęłam, a on przeciągnął mi koszulkę przez głowę i wracając na poprzednie miejsce delikatnie ucałował w usta.
-Mam u ciebie mały dług do spłacenia.- to mówiąc dotknął moich piersi, które pozostały jeszcze pod cienkim materiałem bielizny.
-Mhmm..- wymruczałam, bo po prostu nie było mnie stać na nic innego.
-Zgadzasz się?- spytał mając znów twarz na wysokości mojej, a ja poczułam jego palące spojrzenie i uchyliłam zamknięte powieki.
-Tak.- powiedziałam pewnie. Przecież nadal nas obowiązuje układ. Nikt nic nie będzie wiedział.
-Tylko nie tu. Chodźmy.- powiedział i pomógł mi wstać. Poszłam pierwsza dokładnie znając drogę do gościnnego. Zatrzymałam się na półpiętrze i otwarłam drzwi chcąc wejść do pokoju, ale zatrzymały mnie silne dłonie na mojej talii.
-Chodźmy do mnie. - usłyszałam tuż przy uchu, a jego głos jak zwykle wywołał u mnie ciarki.
-Dobrze wiedzieć, że samo to cię podnieca.- zachichotał jeszcze nawiązując do mojej gęsiej skórki.
-Spodziewasz się gości?- spytałam mając na myśli zmianę pokoju. Poprzednim razem nie pozwolił mi nawet do sypialni wejść.
-Nie. Po prostu w gościnnym robiłem wszystko ze wszystkimi. Nie chcę cię traktować jak wszystkie.- powiedział, a mi się zrobiło cieplej na sercu. Tak, taki mały gest a cieszy.
-Miło, że się martwisz, żebym nie dostała żadnej choroby wenerycznej. Kochany jesteś.- zażartowałam cmokając go w policzek i weszłam do jego sypialni. Jak na chłopaka na prawdę miał porządek. Łóżko było posłane ciemnobrązową pościelą, duże okna sprawiały, że pokój wydawał się jeszcze większy niż w rzeczywistości był. Czarne panele i równie ciemne meble. Krem na ścianach jednak wszystko rozjaśniał
-Podoba mi się.- powiedziałam odwracając się w jego stronę, a on bez uprzedzenia wpił się w moje usta. Tak, uwielbiam czuć jego miękkie wargi na swoich.
-Mi też się podoba.- powiedział uśmiechając się przez pocałunek i odpiął mój biustonosz, po czym delikatnie go zsuną z moich ramion i piersi. Objął je delikatnie dłońmi i masował, aby po chwili składać na nich namiętne pocałunki, którym towarzyszyły mój przyśpieszony oddech.
-Są idealne.- powiedział, a później ułożył swoje dłonie na rozpięciu mojej spódniczki i znów spojrzał w górę.
-Mogę?- spytał tym razem, a ja posłałam mu zadziorny uśmiech i skinęłam głową. Nie musiałam długo czekać, bo zaraz leżałam przed nim całkowicie naga, a on jeździł rozpalonym wzrokiem tam i z powrotem, zatrzymując się na jego zdaniem bardziej interesujących miejscach.
-Będzie ci dobrze, obiecuję.- powiedział, a następnie uklęknął przed łóżkiem pociągając mnie w swoją stronę. Teraz dosłownie miał przed twarzą moje wrażliwe miejsce. Nie zastanawiając się długo zaczął mnie całować, pieścić i jeździć językiem zdecydowanie zbyt blisko mojego wejścia, co doprowadzało mnie do niemalże desperacji.Chociaż bardzo próbowałam nie potrafiłam powstrzymać jęków pełnych rozkoszy.
-Wejdę, ok?- spytał, a ja spróbowałam odpowiedzieć, ale wyszedł z tego bardziej pomruk zadowolenia jak jakiekolwiek słowo. W odpowiedzi usłyszałam tylko zadowolony chichot loczka, a później poczułam jak wchodzi we mnie palcami i powoli przyśpiesza ruchy w tym samym czasie nadal pieszcząc mnie językiem. Czułam jakbym miała zaraz zwariować z przyjemności. Mój oddech stawał się coraz cięższy tak samo jak i Harry'ego. On to zauważył i zdecydowanie przyśpieszył ruchy, kiedy moje plecy wygięły się w łuk pod wpływem rozkoszy, która rozlała się po całym moim ciele. Harry położył się obok mnie i oblizał na moich oczach swoje palce, po czym mnie pocałował.. pocałunek jednak nie trwał długo, bo mój płytki oddech na to nie pozwalał.
-Dziękuję. - szepnęłam wtulając się w jego nagi tors. Nie mam pojęcia nawet kiedy zdjął koszulkę.
-Ja też.. uwielbiam jak jęczysz przeze mnie.- powiedział, a ja oczywiście zalałam się rumieńcem. Zarzucił na nas koc, a ja właściwie nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Jak się obudziłam nadal trwaliśmy w tej samej pozycji. Spojrzałam w górę będąc pewna, że zobaczę śpiącego Harry;ego, spotkałam się jednak z jego całkiem przytomnym i czujnym wzrokiem.
-Nie spałeś?- spytałam, a on zaprzeczył głową.
-Patrzyłem jak ty śpisz. Jesteś urocza.- odparł z delikatnym uśmiechem, a później ucałował mnie w czoło.
-Muszę cię odwieź do domu. Twoja mam dzwoniła. - powiedział, aja sobie uzmysłowiłam, że odkąd wyszłam rano do szkoły to nie miałam z nią żadnego kontaktu.
-Która godzina?- spytałam mając nadzieję, że nie przespałam tu całej nocy.
-Jakoś przed 22. Spokojnie, powiedziałem, że robiliśmy razem projekt i poszłaś do łazienki.- powiedział na luzie i ucieszyłam się, że przynajmniej on pomyślał o tym, że trzeba coś wymyślić dla mojej mamy.
-Świetnie. Dziękuję.- powiedziałam i cmoknęłam go w policzek wstając. Jednak jak tylko zsunęła się ze mnie kołdra poczułam na sobie wygłodniały wzrok Styles'a.
-Harry!- pisnęłam, a on złapał mnie w talii i z powrotem przyciągnął na łóżko.
-Nie wiesz jak bardzo chciałbym cię wziąć tu i teraz.- wyszeptał mi do ucha, jedną ręką ściskając mój pośladek.
-Przestań. - parsknęłam i zarzuciłam na siebie koc, a później wstałam i zaczęłam zbierać swoje ubrania.
-To ty przestań.. przecież już wszystko widziałem.-  powiedział z lekkim uśmiechem, kiedy próbowałam pod kocem założyć spódnicę i średnio mi raczej szło.
-Pieprzyć to- fuknęłam zsunęłam z siebie koc i szybko ubrałam.
-Miałem nadzieję na dłuższy pokaz.- tym razem on udawał naburmuszonego i sam ubrał koszulkę.
-Jedziemy?- spytał trzymając w dłoni kluczyki do auta, a ja skinęłam głową i ruszyłam na dół, a później do samochodu. Droga praktycznie minęła nam w milczeniu i nic nadzwyczajnego podczas jej nie wydarzyło oprócz tego, że Harry, kiedy nie musiał zmieniać biegów po prostu trzymał mnie za rękę. To była przyjemna cisza. Wjechał na moje podwórko i zatrzymał samochód. Poczułam małą niepewność.
-Harry..- zaczęłam, a on znów skierował na mnie to cudowne spojrzenie, które tyle razy dziś już zaszczyciłam.
-Pójdziesz ze mną na kawę jutro? Przed szkołą? -spytał nie czekając na to co mam mu do powiedzenia.
-Uhm, jasne. Ale chciałam spytać.. nasz układ.. miałeś nikomu nie mówić o.. o tym co robimy, pamiętasz o tym?- spytałam niepewnie nie wiedząc tak na prawdę czego się spodziewać chociaż wydaje mi się, że traktuje mnie coraz poważniej. Jednak to wciąż ten sam Styles. Zobaczyłam grymas na jego twarzy, a później neutralną minę.
-Jasne. Przyjemności. Zero zobowiązań. - powiedział sucho i spojrzał przed siebie.
-Nie chodziło mi..- zaczęłam chcąc mu powiedzieć, że po prostu boję się, że komuś powie, ale nie dane było mi skończyć.
-Wysiądź. Śpieszy mi się.- powiedział lodowatym tonem, a ja uniosłam brwi w zdziwieniu.
-Świetnie. Skoro tak.- powiedziałam wysiadając i trzaskając drzwiami. Miałam ochotę go pozdrowić środkowym palcem, ale byłam pewna, że w oknie koczuje ma matka, więc z klasą po prostu weszłam do domu. Zaciskając zęby jak najmocniej, tylko po to, żeby się nie rozpłakać.

środa, 1 sierpnia 2018

#MyStyles 18

 Rzadko się to zdarza, ale dziś notka na górze.
Jestem wam winna mega przeprosiny, aniołki. 
Ale tak to czasem bywa, że trzeba się zdystansować, bo jest za dużo spraw do ogarnięcia.
No chyba, że tylko ja tak mam, jeśli tak, to wypadam dość słabo haha xd
No nic. Imagine będzie miał 20 części, kolejna wkrótce,
tym razem możecie mi zaufać xd
#Maleńka


Za pewne nie zdziwi was to, że nie dość, że prawie się przewróciłam wyrzucając te cholerną kulę to na dodatek nie zbiłam żadnego z kręgli stojących na końcu toru. Tak. Przegram to.
-Coś nie tak z tymi butami.- fuknęłam i poczułam jak obejmują mnie silne dłonie w talii.
-Mogę cię nauczyć jeśli chcesz.- usłyszałam łagodny szept tuż przy uchu, który wywołał biegnące dreszcze wzdłuż mojego kręgosłupa.
-Naucz mnie.- powiedziałam uśmiechając się i widząc momentalnie kolejną kulę przed sobą.
-Trzymaj ją mocno, ale nie ściskaj tak palców, bo jak będziesz chciała rzucić to polecisz razem z nią, jak wcześniej.- parsknął, a ja wystawiłam mu język w odwecie.
-Okej. Teraz patrz na mnie. Musisz wziąć rozbieg i bum.- powiedział demonstrując idealny rzut. Ciekawe ile godzin ćwiczył to nim mnie tu zabrał?
-Wiesz, to nie jest takie proste jak rzucasz drugi raz w życiu.- fuknęłam zła, że mi wcześniej nie wyszło.
-Ale teraz będziesz rzucała z moją pomocą, więc będziesz lepiej. No chodź tu.- mówił ciągle skupiony i tłumaczył kolejne rzeczy, a ja nie mogłam oderwać wzroku od jego rysów twarzy, pełnych ust, dołeczków w policzkach.
-Rozumiesz?- usłyszałam po chwili i dopiero teraz uświadomiłam sobie, ze nie wysłuchałam ani jednego słowa, które wypowiedział. Spojrzałam na niego rozkojarzona i posłałam przepraszający uśmiech.
-Wydaje mi się, że wolałabyś, żebym cię pouczył czegoś innego.- powiedział tym swoim seksi głosem i puścił oczko, a ja przewróciłam oczami, ale i zachichotałam. Później się skupiłam i nauczyłam grać. Na prawdę pod koniec całkiem nieźle mi wychodziło.
-Ten duży kawałek jest mój!- krzyknęłam jak zobaczyłam przed sobą pizzę, a on zaczął chichotać.
-No co?- zmarszczyłam brwi i już wzięłam swoją zdobycz.
-Nic. Po prostu zazwyczaj dziewczyny na randkach tak się nie zachowują.- wzruszył ramionami nadal się uśmiechając. Uniosłam jedną brew i popatrzyłam na niego jak na idiotę, ale zaraz później odchrząknęłam i wzięłam kęs pizzy, a on najwyraźniej czekał na mój wybuch badawczo mi się przyglądając.
-Bardzo dobra, Haroldzie.- powiedziałam głosem, który używają tylko ludzie z wyższych sfer, a on pokręcił głową z dezaprobatą, ale zachowując uśmiech.
-Och! Gdzie moje maniery?- mruknęłam i tym razem jadłam sztućcami, mimo, że na prawdę nikt ich nie używa, nadal je podają do pizzy. To powinno być przestępstwo. Wzięłam jeszcze parę kęsów, a on nie był wcale gorszy i poszedł w moje ślady.
- Cudowna dziś nas uraczyła pogoda.. nieprawdaż [T.I.]?- zaczął rozmowę, a ja po usłyszeniu tego omal nie wyplułam to, co miałam w buzi. Powstrzymałam się.
-Prawdaż. Och, przepraszam. Ja niestety już nie mogę.- powiedziałam z bólem patrząc na do połowy zjedzony kawałek. A tym razem on uniósł brwi.
-Nie wygłupiaj się, chcę żebyś sobie pojadła, kruszynko.-powiedział patrząc znów na mnie jak wtedy w samochodzie,  a ja znów zamarłam. Nie mogę tak reagować.
-Idiotka.- szepnęłam i dopiero zdałam sobie sprawę z tego, że nie mówiłam tego w myślach.
-Co?- zmarszczył brwi.
-Muszę do toalety. Przepraszam.- uśmiechnęłam się i poszłam od razu do łazienki. Spojrzałam na siebie w lustrze i uśmiechnęłam jak głupia.
-Jak to spierdolisz to dam ci w twarz.- parsknęłam i poprawiłam nieco włosy po czym wyszłam, ale nie zobaczyłam loczka przy stoliku. Momentalnie poczułam się zagubiona i onieśmielona. No to raczej, że wyszedł. Też byś wyszła na jego miejscu.
-Zmiana otoczenia.- usłyszałam głos z charakterystyczną chrypką tuż za mną i wypuściłam powietrze, które nie miałam pojęcia, że wstrzymuję.
-To znaczy?- spytałam odwracając się do niego.
-Chcę, żebyś się czuła swobodnie, pojedziemy do mnie, jeszcze przyjdzie czas na romantyczne kolacje.. Co ty na to?- powiedział i zobaczyłam, że nie jest tak pewny siebie jak przed chwilą.
-Jestem za. Nie zostawiaj mnie tak więcej bez uprzedzenia.- powiedziałam i cmoknęłam go w policzek na co się uśmiechnął.
-Nie idziesz?- spytałam, kiedy już byłam przy drzwiach a on dalej tkwił w jednym miejscu.









środa, 27 czerwca 2018

Happy end! ~ Niall- część 1

Hejka, dużo się działo..ale coś tam dla Was w końcu napisałam!!
Miłego czytania!!
_______________

Wyszykowałam się jak stróż w Boże Ciało, chociaż strój bardziej odpowiedni do mojej aktualnej sytuacji. Co prawda jeszcze nic nie widać, ale najlepsi kumple Nialla o tym wiedzą, więc nie mogę iść na tą imprezę jakoś wyzywająco ubrana. 
Urodziny Dave'a zorganizowane były w klubie, zwykłym nocnym klubie gdzie zawsze moja ukochana siostrzyczka balowała. Także miejsce zajebiste..no ale zamierzam się bawić. Za dużo stresów i kłótni było dookoła mnie więc muszę się odstresować...Tańczyłam już chyba z każdym, został tylko jeden, Harry.
- Zatańcz ze mną. - złapałam go za ręce. Brunet spojrzał mi w oczy, uśmiechnął się złośliwie i wyszarpał dłonie. 
- Zapomnij. 
- Ale dlaczego?! - spytałam już sama siebie, chłopak odszedł zostawiając mnie samą na środku parkietu. Styles bawił się z innymi doskonale, a mnie unika jak ognia, w sumie od samego początku mnie nienawidzi. Powód?! To bardzo proste, dostał kosza. Nie ode mnie, tylko od mojej siostry bliźniaczki i on cały czas myśli ze to ja go olałam i zajęłam się Horanem. Wyciągnęłam rękę na zgodę, skoro Harry nie da sobie nic przetłumaczyć to jego sprawa, nie będę się płaszczyć.. Rozejrzałam się za moim blondynem, stał z solenizantem i prowadził z nim zaciętą rozmowę. 
- Kochanie wracam do domu. - powiedziałam mu na ucho.
- Odwieźć Cię? - zapytał z troską
- Nie, baw się, wrócę sama do domu. Widzimy się jutro. - cmoknęłam jego policzek i wyszłam z klubu. Związek z Niallem to najlepsze co mnie w życiu spotkało, jest bardzo uczuciowy, troskliwy i mam nadzieje ze nigdy się nie zmieni. Taki facet to skarb! 
- Wiesz dlaczego Cię nie lubię?! - poczułam szarpnięcie tuz przez autem.
- Szczerze mówiąc wiem o co Ci chodzi.. - Styles był już dość mocno pijany 
- Myślisz ze Niall będzie zadowolony jak dowie się prawdy? - wybełkotał, na szczęście wiedziałam doskonale o co mu chodzi, bo siostra opowiedziała mi swoją przygodę z Loczkiem. Szkoda tylko ze on nie może pojąć ze mam bliźniaczkę.
- Po co chcesz namieszać Niallowi w życiu? Przecież jest szczęśliwy ze będzie miał dziecko..
- Że będzie miał dziecko tak, ale ze z Tobą to już nie.. - mimo ze wiem, ze to nie prawda to i tak zabolało. Długo nie jesteśmy razem, a ta ciąża to wpadka, ale nigdy bym nie zrezygnowała z tego dzieciaczka. 
- Wiesz co, wytrzeźwiej a potem pogadamy. - nie miałam zamiaru go dalej słuchać, otworzyłam samochód i już miałam wsiadać, ale brunet złapał mnie za rękę i pchnął tak ze uderzyłam plecami w auto. - Aaa.. puszczaj mnie!! - krzyknęłam na niego. 
- Bo co? - wysyczał i przycisnął mnie swoim ciałem do samochodu. Pierwszy raz się go przestraszyłam, był pijany, a jak Harry jest pijany to jest nieobliczalny. - Zapłacisz mi za tamto.. Ośmieszyłaś mnie! Nie daruje Ci tego! - serce waliło mi jak oszalałe. 
- Ja Ci nic nie zrobiłam.. - wydusiłam z siebie, na co się złowrogo zaśmiał.
- Harry!! Co Ty wyprawiasz?!! - usłyszałam Nialla. Dzięki Bogu! Jestem uratowana. - Harry!! Zostaw tą.. (T.i.)?!! - słyszałam w jego głosie zdziwienie z zaskoczeniem i kątem oka widziałam jak do nas biegnie. Po chwili odciągał bruneta ode mnie. - Nic Ci nie jest? - zapytał zmartwiony, pokiwałam przecząco głową i czułam jak strach odchodzi. - Wsiadaj do auta i jedz do siebie, zaraz przyjadę. - poinstruował. Bez słowa wykonałam jego polecenie. Najgorsze w tym wszystkim jest to ze moja kochana siostrzyczka jest na drugim końcu świata i nie ma opcji żeby Harremu namacalnie udowodnić ze jesteśmy dwie. Zdjęcia i zapewnienia moich znajomych nic nie dały.. Kwadrans później byłam już w swoim mieszkaniu. Szybki prysznic, ukochana koszulka blondyna i dopiero teraz czułam jak mocno uderzyłam o samochód. Mam tylko nadzieje ze dziecku nic przez to nie będzie. - Kochanie, jak się czujesz? - wszedł do sypialni, zdjął z siebie ubrania i położył się obok mnie. 
- Chyba będę miała siniaka na plecach. - skrzywiłam się lekko.
- A może pójdziesz do lekarza sprawdzisz czy z kruszynką wszystko dobrze? - czyli on tez się o to martwił. 
- Wiesz, wizytę mam za trzy dni więc poczekam. - nie spodobała mu się moja odpowiedź - Chyba ze będzie mnie bolał wcześniej brzuch to pójdę od razu. 
- Pokaz te plecy.. - bez słowa odwróciłam się, Niall uniósł koszulkę i delikatnie badał okolice krzyża. - No siniak już jest.. - skomentował. Ułożyłam się z powrotem na łóżku i po chwili spałam wtulona w chłopaka...
Obudziłam się z samego rana, spałam tylko 4 godziny, ale ból pleców i podbrzusza był tak mocny ze nie mogłam wytrzymać. Poszłam do łazienki, krew na majtkach nie wróżyła niczego dobrego. Modliłam się by dziecko było całe i zdrowe. Wzięłam błyskawiczny prysznic, ubrałam się i zadzwoniłam do swojego lekarza prowadzącego. Pani doktor kazała jak najszybciej przyjechać. 
- Niall.. - budziłam go, nawet nie zareagował, ale on musi jechać ze mną. - Niall! - potrząsnęłam nim
- Hmm? 
- Wstawaj, musimy jechać do lekarza. - wystrzelił z łózka jak poparzony. Po 10 minutach siedzieliśmy już w samochodzie. - Kocham Cię wiesz? - spojrzał na mnie
- Wiem Niall, wiem. - poczułam zbierające się łzy. - Ja Ciebie tez..
- Będzie dobrze, musi być wszystko dobrze.. - mówił już jakby do siebie. 
Weszłam do gabinetu, powiedziałam ze upadłam, przecież nie mogę powiedzieć ze kumpel mojego chłopaka jest pojebany. 
- Proszę się przygotować do badania. - lekarka nie miała zbyt pocieszającej miny, ona chyba przeczuwała to samo co ja.. Położyłam się na łóżku lekarskim, wykonała USG, dokładnie szukając wszystkiego co trzeba. Jej mina nic mi nie mówiła. - Na szczęście wszystko jest dobrze, płód jest dobrze i solidnie umiejscowiony, ale proszę przez najbliższe 2 tygodnie leżeć. Nie dźwigać kompletnie niczego, nie denerwować się. Prowadzić bezstresowy tryb życia. - uśmiechnęła się lekko.
- Dobrze, oczywiście, będę.. - byłam najszczęśliwsza na świecie. Wszystko jest dobrze.. Kamień spadł mi z serca. 
- Na kolejną wizytę zapraszam na 3 tygodnia, w razie co, dzwonić. - skinęłam głową na tak i wyszłam z gabinetu. Niall siedział i był tak blady ze zlewał się z białą ścianą za nim, Poderwał się z miejsca, wyszliśmy bez słowa z budynku 
- I co? - zapytał gdy byliśmy w aucie.
- Wszystko z dzidzią dobrze, ale mam leżeć przez 2 tygodnie, nie stresować się i niczego nie dźwigać. - uśmiechnęłam się do niego. Na twarzy Horana wróciły kolory.
- Uff. - przybliżył się i przytulił mnie do siebie. - Tak się cieszę, umarłbym jakby się okazało..
- Ja tez.. - przerwałam mu szybko.
- Tak w ogóle, to Harry musi dostać nauczkę...
__________

Zrobię jeszcze jedną część, chcecie? 
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!



Naat

sobota, 9 czerwca 2018

Księżniczko, nie uciekaj.

Naprawdę ciężko patrzeć na osobę, którą się kocha z kimś innym. Ze swoim własnym światem i własnym życiem, które nie obejmuje Ciebie. Codziennie widzisz go i jest wszędzie. W telewizji, bo ma kolejny romans. W gazetach, bo zdobył jakąś nagrodę. W radiu mówią o plotkach ciąży którejś z jego dziewczyn. Czasem to tak jakbyś patrzyła na obcego człowiek. To już nie był mój Harry. Ale rozumiem. Nie łatwo sobie poradzić z pewnymi wydarzeniami, z bezradnością z którą nie możesz się pogodzić. Z rozmyślań wytrąciło mnie brzęczenie telefonu. 
-Słucham?- odebrałam bez spojrzenia na wyświetlacz.
-Jak się trzymasz?- usłyszałam głos Liam’a, który mimo tego, że Harry się ode mnie odwrócił, ciągle czuwał. To się nazywa prawdziwy przyjaciel. Nasunęło mi się wiele odpowiedzi, jednak stwierdziłam, ze zachowam je dla siebie.
-Żyję.- odpowiedziałam starając się, żeby zabrzmiało to optymistyczniej niż moje ostatnie ‘dobrze’. Słyszałam westchnienie po drugiej stronie.
-Jak tam trasa?- spytałam, żeby zacząć temat.
-Ciężko. Jeździmy z miasta do miasta, a chłopaki ciągle chcieliby chodzić na imprezy. Duużo kaca, ale w sumie to nasza młodość, jak nie teraz to kiedy? – powiedział, a ja się uśmiechnęłam pod nosem. Usłyszałam jakieś krzyki i poznałam głos Styles’a.
-A Harry.. co u niego?- spytałam nieśmiało nie wiedząc, czy Liam będzie się chciał w to mieszać.. powinnam przestać, to już 6 miesięcy. 
-Udaje, że jest świetnie.. że bawi go pieprzenie każdej panienki, która tego chce..- powiedział, a mi spłynęła łza po policzku, którą szybko starłam. Wiem, że jak znów zacznę płakać to długo nie skończę.
-Przepraszam.- szepnął Payne.. on zawsze wie, kiedy jest ze mną źle. 
-Nie powinienem ci tego mówić.- odparł z wyraźnym smutkiem w głosie.
-W porządku. Liczyłam na szczerość.- parsknęłam ocierając kolejną łzę.
-Dobra.. muszę kończyć. Umówiłam się ze znajomymi na mieście, a muszę się jeszcze ogarnąć.- skłamałam mając nadzieję, że uwierzy i po prostu skończymy tą rozmowę.
-Jasne.- powiedział pół serio, pół żartem. 
-Też powinienem już spadać. Znowu się kłócą o miejsce do spania.- parsknął- baw się dobrze!- rzucił na odchodne.
-Będę.- powiedziałam do telefonu cicho, kiedy już się rozłączył. Przyciągnęłam do siebie kolana do siebie i włączyłam telewizor. Przeskakiwałam bez celu po kanałach szukając czegoś sensownego. ‘Meksykańska masakra piłą mechaniczną’. Coś na dzisiejszy wieczór. Rozłożyłam się wygodnie na sofie i patrzyłam jak ludzie się zabijają nawzajem. Tną na kawałeczki. Tak łatwo to zrobić.. jemu nawet piła nie była potrzebna. Wystarczyło kilka słów. Trochę krzyków i wzrok. Wzrok. Patrzył na mnie z obrzydzeniem. Cholerny ideał. Spłynęła po moim policzku pojedyncza łza. Pozostałe nie pozwoliły jej spłynąć samej.. i tak oto znów siedzę w ciemności cała zapłaczona nie mając pojęcia jak żyć bez niego. 

-Co?!- krzyknął uderzając pięścią w stół.
-J-ja.. ja nie wiem co się stało.. po prostu zasłabłam i jak się obudziłam to byłam w szpitalu..- powiedziałam zapłakana.
-Ale ja nie rozumiem jak mogłaś zasłabnąć? Pewnie nie zjadłaś śniadania. Mówiłem ci, że masz zawsze je jeść!- krzyknął.
-Zjadłam.. naprawdę nie wiem czemu.. lekarz mówił, że czasem się tak zdarza.. też go chciałam.- załkałam przytrzymując się stołu.
-Go?- spytał otwierając szerzej oczy. Miał wyraźne łzy w oczach.
-Powiedzieli, że to byłby chłopiec.. poronienia się zdarzają.. powiedział, że jeśli będziemy próbować…- zaczęłam znów próbując złagodzić tą sytuację.. poroniłam. Nie chciałam.. stosowałam się do wszelkich zaleceń, jadłam co trzeba i kiedy trzeba. Nie rozumiałam czemu. To dziecko było zaskoczeniem.. ale pokochałam je..
-Oddaj mi syna!- krzyknął podchodząc do mnie i łapiąc mnie za ramiona. Mocno.. za mocno. Czułam jak jego palce wbijają się w moje ciało. 
-Też go kochałam!- krzyknęłam nie wytrzymując i odpychając go od siebie. 
-To jest twoja wina.- warknął znów się zbliżając, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-Musiałaś coś zrobić.. nie chciałaś tego dziecka. Marzyło ci się inne życie. Ale wiesz co?- mówił i każde słowo wypełniał czystą nienawiścią. 
-Będziesz żyła beze mnie..- kontynuował.
-J-jak..?- zająknęłam się nie wiedząc co ma na myśli.
-Nie rozumiesz? To już koniec. Brzydzę się tobą. Nie mogę na ciebie patrzeć.- warknął, a ja padłam na kolana trzęsąc się i płacząc.
-Nie zostawiaj mnie teraz..- szepnęłam.
-On umarł we mnie..- załkałam czując cholerną pustkę.. nie może mnie teraz zostawić w takim stanie.. przecież potrzebujemy się.. zwłaszcza teraz.
-On umarł przez ciebie.- warknął i oparł się o stół. 
-Spakuję swoje rzeczy i wyjeżdżam.- powiedział nieco spokojniej, ale dalej czułam jego nienawiść. Chyba nie muszę mówić, że moje błaganie i ciągnięcie za walizkę nic nie dało. 
-Nienawidzę cię.- szepnął zamiast ‘żegnaj’. 


Obudziłam się z powodu dreszczy. Rozglądnęłam się wokół. Kompletnie nie wiem kiedy zasnęłam. Podeszłam do okna i zamknęłam je. Przebrałam się i położyłam tym razem w łóżku. Leżałam patrząc w sufit.. bojąc się zasnąć, żeby znów nie widzieć tej sceny, która mi się przewija w kółko i w kółko w głowie.
Jakimś cudem zasnęłam, ale zamiast spać smacznie, ktoś mnie obudził nachalnym szturchaniem w ramię. Co? Szturchaniem w ramię.. przecież jestem sama. Spanikowana postanowiłam dalej udawać, że śpię.
-Niall.. będziemy musieli wezwać pogotowie.. ona kompletnie nie reaguje.- usłyszałam głos Payn’a i szybko usiadłam, a on przestraszony złapał się w miejsce, gdzie prawdopodobnie ma serce.
-Cholera, [T.I]. Nie strasz mnie tak.- warknął próbując unormować oddech.
-Może byś też czasem jednak zamykała drzwi do mieszkania, hmm?- odparł blondasek, który patrzył na mnie zmartwionym wzrokiem. 
-Jasne, zapamiętam, a teraz idę spać.- fuknęłam obrażona i schowałam się pod kołdrę. Już się opatuliłam grubym materiałem, ale poczułam jak ktoś chce siłą odebrać moje szczęście.
-Wychodzimy.- powiedział Payne lustrując mnie od góry na dół. Zapomniałam dodać, że spałam w za dużej bluzce i majtkach. Spoko, Liam już widział wszystko jeżeli chodzi o ciało do bielizny.
-Nigdzie nie idę.- fuknęłam. 
-Idziemy na dyskotekę. Z tobą.- odparł poważniej. 
-Będzie spoko.- powiedział zmuszając mnie do usiądnięcia na materacu. 
-Nic nie jest spoko i nie będzie spoko.. rozumiesz?- spytałam obojętnym głosem, a on popatrzył na mnie z żalem. 
-Idź się umyj. Już.- warknął i wepchnął mnie siłą do łazienki. 
-Mogłeś po prostu powiedzieć, że śmierdzę, dupku!- krzyknęłam wkurzona, że kazał mi wstać. Włączyłam wodę pod prysznicem i się rozebrałam, a później porządnie wyszorowałam i ogoliłam wszędzie, gdzie musiałam. Spłukałam już odżywkę i wyszłam z łazienki cała pachnąca w szlafroczku. 
-Czysta?- spytał Liam, który czekał na mnie. Skinęłam głową.
-Dzięki.- szepnęłam i usiadłam obok niego. 
-Ale..- zaczęłam.
-Nie toleruję dziś sprzeciwu. Mówię poważnie.- powiedział z taką powagą o jaką bym go nawet nie podejrzewałam. Nie mam wyjścia. 
-Wybrałem ci coś. I się umalujesz, zakręcimy ci włosy i będziesz boska. Zabieram cię dziś.- powiedział patrząc na mnie, a ja się uśmiechnęłam pod nosem. Jak ktoś ma mnie z tego wyciągnąć, to tylko on. 
Spojrzałam co mi wybrał do ubrania. I odpowiadając wcześniej.. nie, nie jest gejem. Czarny gorset ze złotymi ćwiekami w miejscu miseczek od stanika, w tym samym kolorze jeans’owe podarte spodenki z wysokim stanem i kabaretki pod spód. Oczywiście moje czarne ulubione dość wysokie matowe szpilki i skórzana kurtka. Jak on dobrze mnie znał. Ubrałam się w strój wybrany przez przyjaciela, jednak nie pozwoliłam sobie zakręcić włosów. Wysuszyłam i pozwoliłam im swobodnie opadać. Skoro idziemy na imprezę.. zrobiłam sobie ‘smoky eyes’ i przejechałam usta jasnobrązową szminką, żeby nie było przesytu. Wyszłam z pokoju, a Liam się do mnie uśmiechnął. 
-Wiedziałem, że będziesz pięknie wyglądała. To co, lecimy?- spytał i wziął mnie za rękę. Zamknęłam mieszkanie i dałam mu klucze. Podjechaliśmy do najlepszego klubu w okolicy. Weszliśmy bez problemu.. przecież to PAYNE. Samoistnie chodząca reklama. Weszliśmy i niemal od razu pochłonęłam jednego drinka, a później drugiego i trzeciego. Nie, nic mi nie było, niestety mam mocną głowę, ale lżej było tańczyć. Tańczyłam z Liam’em kolejna piosenkę, kiedy go zobaczyłam. Stał nieruchomo i patrzył się na mnie. Ja pewnie wyglądałam podobnie, ale on wydawał się zaćpany. Niepotrzebnie tu przyszłam. Automatycznie przeszkliły mi się oczy. 
-Liam. Idziemy.- powiedziałam bez siły i nie tolerując sprzeciwu. 
-Teraz już nie ma mowy.- powiedział i wpił się mocno w moje usta. Znieruchomiałam. Nie miałam pojęcia co robić, więc po prostu tak stałam nie będąc w stanie się ruszyć. Pocałunek trwał dłuższą chwilę, kiedy ktoś odciągnął i uderzył Liam’a. Spojrzałam na sprawcę całego zamieszania. Styles. Patrzyłam jak raz po raz uderza przyjaciela. Payne nawet się nie bronił, po prostu czekał na kolejne uderzenia niemal się uśmiechając.
-Dość!- krzyknęłam. Nie muszę chyba mówić, że już otoczka zamieszania była zrobiona wokół naszej trójki. Jutro będą na okładkach plotkarskich magazynów. 
-Harry.- powiedziałam poważnie, a on zatrzymał się w połowie ruchu. Stał przez chwilę w takiej pozycji, aby później się wyprostować i spojrzeć na mnie.
-Chodź ze mną. Przestanę.- powiedział przymroczony emocjami. 
-Po co?- spytałam drżącym głosem. Nie ukrywam, że ostatnio go widziałam w raczej tym gniewnym wydaniu.. dziś też i zaczęło mnie to minimalnie przerażać.
-Po prostu chodź.-odparł nadal widocznie roztargniony. Spojrzałam na Liam’a, który miał poobijaną twarz, ale wyglądał jakby go to kompletnie nie ruszało. 
-Idź. Teraz ty mi możesz pomóc.- powiedział i skinął głową. Spojrzałam z powrotem na loczka, który wzrok miał skierowany na bruneta leżącego na ziemi.
-Chodźmy więc.- powiedziałam cicho tak, że nie byłam pewna czy mnie usłyszał z powodu muzyki. Podszedł do mnie i chwycił mnie za rękę, a ja ją szybko puściłam jak oparzona. Nie mogę teraz mu zaufać. Nie wiem na co mam się przygotować. Nie mam siły na kolejne wyzwiska. Spojrzał na mnie z czymś na kształt smutku w oczach. Szybko minął.
-Nie zostań w tyle.- powiedział i ruszył przez tłum w stronę wyjścia. Szłam tuż za nim, więc nie zgubiłam go i tak właśnie się znaleźliśmy na zewnątrz. Niemal zachłysnęłam się biorąc głęboki wdech.
-Niedaleko mam mieszkanie.- odparł bez emocji i ruszył, a ja za nim. Mieszkanie? Spuściłam wzrok i nic nie mówiłam. 
-Jak praca?- spytał kiedy stanął w miejscu i wyciągnął kluczyki.
-Jestem na chorobowym.- skłamałam nie chcąc się przyznać, że nie pracuję od przynajmniej dwóch tygodni. Żyję z odłożonych pieniędzy, które się za jakieś 2-3 miesiące za pewne skończą. Otworzył drzwi od kamienicy i przepuścił mnie w nich.
-Schudłaś.- stwierdził.
-Umm.. dzięki.- powiedziałam.
-To nie był komplement.- dodał po czym ruszyliśmy na górę. Otworzył drzwi pod numerem 7 i znów weszłam pierwsza. 
-Pierwszy pokój od lewej.- powiedział niezręcznie i zaświecił światło. Było wyjątkowo czysto jak na Harry’ego. 
Nic nie mówiąc poszłam w wyznaczone miejsce. Salon. Usiadłam na dość sporej sofie i uświadomiłam sobie co robię.. z kim i gdzie jestem. Wstałam w szoku i ruszyłam w stronę drzwi. Czułam, że brak mi tchu. Właśnie wychodziłam z salonu, kiedy natknęłam się na Harry’ego niosącego wodę w drzwiach. Wpadłam na niego z impetem i upuścił obie szklanki na podłogę. Roztrzaskały się.. już nic z nich nie będzie. 
-Ja..- zaczęłam, aby powiedzieć, że jednak wychodzę, ale nie dopuścił mnie do słowa. 
-Zaraz to naprawię. Przyniosę zmiotkę i ścierkę.. zaraz przyjdę.- wyszeptał roztrzęsiony nadal, zobaczyłam jak mu drżą ręce. Znów jesteś do niczego [T.I.]. Poszedł po tą zmiotkę, a ja uklękłam przy szkle i zaczęłam go zbierać. Wzięłam największe kawałki w ręce. Rzuciłam je z powrotem i po moim policzku spłynęła kolejna łza. Nie dam rady. Wzięłam jeden z tych dużych kawałków i obracałam go przez chwilę w palcach i wahając się przyłożyłam do skóry nadgarstka. Nie wiem czy bym to zrobiła normalnie, czy nie. Wahałam się nadal nie wbijając szkła. Usłyszałam kroki Harry’ego, który wracał z kuchni i nie próbując sobie tego tłumaczyć przejechałam od nadgarstka wzwyż po ramieniu. Usłyszałam jak coś spada przede mną. Spojrzałam w górę, ale już go nie było. Wzięłam szkło w rozciętą rękę i zbliżyłam do drugiego nadgarstka, ale on mi wyrwał szkło. Spojrzałam na niego i zobaczyłam, że z kimś rozmawia. Wnioskuję z rozmowy, że ze szpitalem. Skorzystałam z tego, że rozmawiał i sięgnęłam po kolejne szkło, które też zostało mi odebrane. Napłynęły mi łzy do oczu i próbowałam zdobyć kolejne i kolejne szkło, które jak poprzednie zostawały mi odebrane. On już nie rozmawiał. Teraz siedział za mną i trzymał mi ręce, lewą uciskając przed rozcięciem, żeby zatamować krwotok. 
-Daj mi..- załkałam nie mając siły na takie życie. 
-Ja już nie chcę..- powtarzałam, a krople krwi i łzy spadały raz po raz na jego koszulę. Usiadł teraz tak, żeby móc patrzeć na mnie, ale nadal trzymał obie ręce. On też płakał. Jego łzy też tej nocy łączyły się z krwią na panelach.
-Przepraszam… przepraszam…- powtarzał w kółko to samo słowo, kiedy usłyszałam syreny ambulansu. Już byłam daleko.. już czułam, że odpływam i nawet się tego nie bałam. Byłam zmęczona.
-Nie uciekaj mi teraz, księżniczko..- usłyszałam jeszcze szeptane do mojego ucha.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam biel. Umarłam? Zastanowiłam się i próbowałam usiąść, ale tylko potrafiłam wznieść plecy kilka centymetrów nad powierzchnią na której leżałam, a później bezwiednie spadałam z powrotem na coś miękkiego. 
-Księżniczko..- usłyszałam z boku i odwróciłam twarz w tamtą stronę, mimo, że wiedziałam kto mówi, tylko jedna osoba mnie tak nazywała. Spotkałam się z jego zielonymi oczami. Gdy zobaczył, że patrzę na niego szybko przysunął krzesło do mojego łóżka złapał mnie za dłoń. Spojrzałam na nią. Moja drobna, siwa i zabandażowana. Nie pamiętam czy nie pokaleczyłam też palców chwytając po kolejne odłamki. Jego dłoń też nie wyglądała najlepiej, on miał pokaleczone palce.. w końcu wszystkie szkła mi wyrywał i nie uważał na siebie. Nie mogłam się napatrzeć na niego. Tak dawno nie widziałam go tak blisko. 
-Wybacz mi.- usłyszałam znów, jego słowa wydawały się odległe, ale rozumiałam każde jedno. Na nasze dłonie spadła pojedyncza łza. 
-To wszystko moja wina. Ja bez ciebie nie potrafię… próbowałem, ale nie umiem..- szeptał, a kolejne łzy upadałaby w to samo miejsce. 
-Przecież wiesz, że cię kocham.- odpowiedziałam ochryple, właściwie nie wiem czemu. Znów skierował na mnie te ogromne oczy w zdziwieniu. 
-Kocham cię. Kocham cię najbardziej na świecie.. nie wybaczę sobie tego, że musiało się tyle wydarzyć, żebym to zrozumiał.- powiedział i spuścił wzrok. Uniosłam ku niemu z trudem drugą dłoń i pogłaskałam go po policzku i wtedy rozpłakał się całkiem i ja z resztą też. Drugą ręką głaskał mnie po głowie, póki go nie wyprosił lekarz z powodu mojego nadmiernego przyspieszenia tętna, które było spowodowane nim. 
-Wrócę do ciebie.- powiedział i uśmiechnął się na wychodne. Widziałam go przez szybę na korytarzu. 
Po dwóch tygodniach wyszłam ze szpitala.. straciłam dużo krwi, a moja anemia tylko spotęgowała konsekwencje mojego małego wybryku. Zamieszkałam z Harrym w jego mieszkaniu.. zespół zrobił sobie przerwę. Jest jak w bajce. Dokładnie jak w bajce, tak jak przed moją ciąża. Już minęły 2 miesiące i nadal jest cudownie. Jednak szczęście nie może trwać wiecznie, prawda? Zrozumiałam to, kiedy mój kochany Harry wszedł do kuchni cały blady. Usiadł przy stole i schował twarz w dłoniach. 
-Co się stało?- podbiegłam niemal natychmiast i próbowałam się dowiedzieć o co chodzi. Delikatnie zdjęłam ręce z jego twarzy i odszukałam jego pogubiony wzrok. 
-Powiedz..- szepnęłam kompletnie nie spodziewając się tego, co ma się zdarzyć.
-Nie mogę cię zostawić- szepnął patrząc mi w oczy. 
-A-ale o co chodzi.- zadrżał mi głos. Nie chciałam tego słuchać tak naprawdę. Wolałam żyć w nieświadomości. 
-Przed naszym spotkaniem miałem kogoś. Uprawialiśmy seks, często, ale zawsze się zabezpieczaliśmy.. ona jest tak podobna do ciebie.. jest na studiach i nie chciała wpadki, nie szukała jednorazowej przygody… przyszła do mnie..- kiedy to powiedział już wiedziałam o co chodzi. Mogłam mu przerwać, ale chciałam usłyszeć to z jego ust.
-Ja jej nie wierzyłem.. wyśmiałem ją, ale zrobiliśmy testy. Nosi w sobie moje dziecko..- powiedział i widziałam cień uśmiechu, ale także łzy w oczach. Wstałam i pociągnęłam go też tak, żeby wstał.
-No i po co te łzy?- spytałam uśmiechając się sama też będąc na skraju od rozpłakania się. 
-Nie wiem co robić. Wszystko się zmieni.. znów cię ranię.- powiedział, a ja pokiwałam głową.
-Nie przejmuj się tym.- powiedziałam twardo.
-Będziesz wspaniałym tatą i będziesz poświęcał mnóstwo czasu swojemu dziecku. W końcu już od dawna chciałeś je mieć i w końcu będziesz miał swoje małe maleństwo.- uśmiechałam się chociaż w środku cała pękałam i byłam rozbita na miliony kawałków jak te szklanki, które mu dwa miesiące temu upadły. 
-Kocham cię.. nie wiem co bym bez ciebie zrobił.- powiedział, a ja pomyślałam ‘żył’. 
-Musisz jej pomóc. Ona nie da rady sama.. całe jej życie się zmieni.- powiedziałam i wróciłam do gotowania. Zrobiłam szybkie spaghetti i zjedliśmy. Harry umówił się z Anią, bo tak miała na imię, żeby ustalić co dalej z nimi. Są w życiu takie chwile w których nie wiemy co robić. To była taka chwila. I są osoby, które kochamy bardziej niż siebie, a Harry był nią dla mnie. Tej nocy nie spałam. Myślałam o wszystkim. Układałam sobie to na wszystkie sposoby, jednak jakbym nie patrzyła w tych wszystkich konfiguracjach nie było dla mnie miejsca w życiu Harry’ego. Spojrzałam na niego. Spał z uśmiechem na ustach. Przestudiowałam każdą rysę i niedoskonałość na jego twarzy. 
-Kocham Cię..- szepnęłam ze łzami w oczach nadgryzając wewnętrzną stronę policzka, żeby nie załkać. Rano wstałam wcześniej i zrobiłam nam kawę i śniadanie. Harry mimo tego, że nie jeździł w trasy, często pracował nagrywając single i spotykając się z reporterami i innymi ludźmi z branży. Dziś był taki dzień w którym wychodził wcześnie i miał wrócić wieczorem po spotkaniu z tą dziewczyną. 
-Co ty tak wcześnie, królewno?- spytał zaskakując mnie od tyłu. Wzięłam łyk kawy i spojrzałam na niego z uśmiechem na twarzy. 
-Postanowiłam ci zrobić niespodziankę w postaci kawy.- on popatrzył na mnie i złożył pocałunek na moich ustach. 
-Kocham Cię.- powiedział, a ja poczułam dreszcze wzdłuż kręgosłupa. 
-Ja ciebie bardziej.- parsknęłam szczerze i wypiłam kolejny łyk kawy. Przyglądałam się każdemu jego ruchowi i zapamiętywałam każdy szczegół. Później dałam mu buziaka na do widzenia. 
-Harry.- powiedziałam, kiedy już wyszedł, a on stojąc na schodach się odwrócił.
-Kocham cię.- powiedziałam, a on wrócił do drzwi i mocno mnie pocałował. Przeciągnęłam nieco dłużej ten pocałunek i zaciągałam się jego cudownym zapachem. Będzie mi tego brakowało. 
-Ja ciebie też.- odpowiedział i poszedł. Stałam przy drzwiach dłuższą chwilę, po czym je zamknęłam. Podeszłam szybko do łóżka i wyjęłam spod niego walizkę. Otworzyłam szafę i wzięłam z niej większość swoich ciuchów. Znalazłam wśród nich ulubioną koszulkę Harry’ego, którą często mu podkradałam. Zawahałam się, ale jednak włożyłam do walizki. Teraz najgorsze. Usiadłam przy kuchennym stole i wzięłam kartkę i długopis. 
‘Kochany Harry.. wiem, że będzie ci ciężko to zrozumieć, ale kiedyś zrozumiesz, że nie miałam wyjścia. Gdy dziecko się urodzi zakochasz się w nim, a po jakimś czasie też pokochasz kobietę, która dała ci taki mały cud. Ja będę teraz w twoim życiu tylko zbędnym bagażem. Wystarczy mi tylko to, że mi wybaczasz. Znikam z twojego życia, ale nikt nie powiedział, że nie możemy sobie powiedzieć ‘dzień dobry’ kiedy może kiedyś się miniemy na ulicy. Będziesz szczęśliwy. Jestem tego pewna. Nie mogłabym znieść uczucia, myśli, że stoję ci na drodze do szczęścia. Kocham Cię. 

Twoja księżniczka.’ 
Kiedy skończyłam pisać poleciała mi jedna łezka, która okazała się idealnie pasującą do listu. Otarłam resztę z nich i postanowiłam się ubrać. Kartkę zostawiłam tam gdzie leżała. Ubrałam buty i zarzuciłam kurtkę. Wzięłam w dłoń walizkę. Nie mogłam tak odejść. Wyjęłam telefon i postanowiłam posłuchać jego głosy ostatni raz.
Oczami Harry’ego.
Siedziałem rozmawiając o piosence z producentem, kiedy poczułem wibrację w kieszeni. Przeprosiłem go i wyszedłem na korytarz. [T.I.]. Odebrałem bez wahania.
-Co tam, księżniczko?- spytałem z uśmiechem na twarzy. 
-Przepraszam Cię.- usłyszałem drżący głos mojej dziewczyny. 
-Co się stało?- spytałem już biegnąc w stronę wyjścia z budynku. 
-Nic.. ja po prostu.. nie gniewaj się na mnie, dobrze..?- spytała, a ja już byłem w trakcie łapania taksówki. Wsiadłem do auta i podałem adres. Miałem najgorsze scenariusze już w głowie. 
-Kochanie, nie będę.. tylko powiedz, co się dzieje?- spytałem roztrzęsiony.
-Nie nic.. po prostu nie mogę inaczej.. ty będziesz miał rodzinę i ja… ja ci będę przeszkadzać.- powiedziała, a ja już wiedziałem co miała na myśli. Chciała odjeść. Ale ze mnie idiota. Dopiero teraz o tym pomyślałem.
-Kochanie, nie rób mi tego, proszę.- powiedziałem błagalnym tonem.
-Kocham cię.- usłyszałem jeszcze, a później się rozłączyła. Sekundy później wyskoczyłem z taksówki i wbiegłem po schodach do naszego mieszkania. Nie zamknęła na szczęście drzwi. Rozglądnąłem się po mieszkaniu.
-[T.I.]!- krzyknąłem, ale odpowiedziała mi głucha cisza. 
-Kurwa.- warknąłem i uderzyłem pięścią o futrynę. Postanowiłem sprawdzić pokoje, ale znalazłem tylko jakąś kartkę na kuchni i puste pułki w szafie. Bez czytania kartki wybiegłem z mieszkania i pobiegłem w stronę dworca. Jak nie pojechała autobusem, albo taksówką, to… nie myśląc o niczym innym biegłem rozglądając się po ulicy. Jest. Zbiera rzeczy z chodnika. Przebiegłem ulicę przy odgłosie klaksonów poirytowanych kierowców. Klęknąłem przy niej, a ona już wiedziała, że to ja.
-Mówiłam ci, żebyś naprawił ten cholerny zamek w walizce.- powiedziała z płaczem, a ja wybuchnąłem śmiechem. 
-Fakt, że go nie naprawiłem, to najlepsza rzecz jaka mi się zdarzyła.- popatrzyła na mnie tymi pięknymi oczkami i ja wiedziałem, że to ta jedyna. 
-Jesteś głupia?!- krzyknąłem w złości.
-Jak mogłaś pomyśleć, że mi będziesz przeszkadzała? Głuptasie. Jesteś całym moim życiem. Bez ciebie nie ma mnie. –powiedziałem i zobaczyłem nieśmiały uśmiech na jej twarzy. 
-Obiecaj, że już nie będziesz wpadała na takie posrane pomysły.- powiedziałem poważnie, a on przytaknęła i mnie przytuliła.
-A ty obiecaj, że to naprawisz.- powiedziała próbując rozładować napięcie, a ja tylko na to pokręciłem głową chichotając.
 Razem wróciliśmy do domu i kochaliśmy się tak, jak nigdy wcześniej. Pewnie was to nie zaskoczy, ale kilka tygodni później okazało się, że moja królowa nosi w sobie małą księżniczkę.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Biorąc pod uwagę fakt, że nie dam rady w najbliższym czasie napisać nowej części do Harry'ego
wygrzebałam kilka starych imagin'ów, które nie były tu wstawiane jeszcze.
Mam nadzieję, że się nie gniewacie.. mam sesję i urwanie głowy,
a zależy mi na stopniach ^^ 
Mam nadzieję, że się podoba :D 
Odpowiadając na pytanie o mój blog, ff.. nie wiem jak to nawet nazwać haha xD 
Więc postanowiłam go wznowić od lipca ^^ 
Wtedy będę miała sporo czasu i będę mogła dać z siebie wiele więcej niż podczas studiów i pracy równolegle :D 

#Maleńka

niedziela, 3 czerwca 2018

#My_Styles 17

 Wyszłam ze szkoły widząc moje wybawienie, a mianowicie Styles'a czekającego przy samochodzie. Jednak tym razem zamiast lustrować mnie zielonymi oczkami z tym swoim bezczelnym uśmiechem na ustach  był zajęty czymś innym. Bardziej nawet kimś innym.. w końcu Harry Styles - podrywacz i łamacz serc zawsze nim zostanie. Drobna brunetka trzepotała tymi swoimi gęstymi rzęsami wgapiając się w niego, a on wcale nie był jej dłużny. Postanowiłam  pozwolić tej uroczej parce podziwiać się nawzajem w spokoju i nie przerywać w rozbieraniu się wzrokiem. Odwróciłam się na pięcie i poszłam w stronę drogi do mojego domu. Nie, nie chciało mi się, ale nie miałam wyjścia ani też zamiaru przeszkadzać loczkowi.. i wcale nie jestem zazdrosna! Szłam już dobre 10 minut, a nawet nie byłam w połowie. Czemu ta cholerna szkoła jest tak daleko?!
-Niech cię chuj strzeli, Styles.- fuknęłam pod nosem, a później usłyszałam trąbienie za mną. Odwróciłam się i widok zielonookiego wcale nie zdziwił mnie. No raczej, że się zjawiłeś, idioto skończony. Zatrzymał się przy mnie i odsunął szybę.
-Czekałem na ciebie.- zmarszczył brwi pokazując swoją irytację.
-Uhmm.. widziałam. -parsknęłam obchodząc samochód i wchodząc od strony pasażera.
-Dobra. O co ci chodzi tym razem?- spytał ruszając, ale wciąż patrząc na mnie.
-Patrz na drogę jak prowadzisz. O nic.- odpowiedziałam sucho, a on przewrócił oczami.. ON.
-Nie ogarniam takich kobiet jak ty.- fuknął niezadowolony, ale zrobił co powiedziałam.
-Za to tą co wisiała na tobie ogarniasz idealnie.- bąknęłam pod nosem sama do siebie, a później usłyszałam jego wdzięczny śmiech przez który automatycznie dostałam ciarek.
-Jesteś popieprzona.- parsknął, a ja uniosłam jedną brew.
-Co proszę?- spytałam będąc na skraju załamania nerwowego.
-Minąłeś mój dom.- powiedziałam zauważając, że wcale się nie zatrzymał.
-Jesteś spostrzegawcza.- wyszczerzył się w moją stronę niczym pięciolatek, a ja przewróciłam oczami.
-A co do mojej uwagi.. jesteś zazdrosna o Wiolę. A nie masz o co.- powiedział wzruszając ramionami.
-Ja nie..- zaczęłam, ale nie dane było mi skończyć.
-To tylko koleżanka. Z resztą nawet nigdy z nią nie spałem, a to na prawdę wyczyn dla mnie.- zachichotał, a ja zrobiłam zniesmaczoną minę.
-To jest jakiś nowy wyznacznik znajomości? Seks?- spytałam wiedząc, że spał za pewnie przynajmniej z połową szkoły.
-Nie nazwałbym tego tak. Raczej uważam, że seks wyklucza inne stosunki. Jeszcze ktoś coś pomyśli.- powiedział, a ja zacisnęłam usta w wąską linię, kiedy on zajechał na spory parking.
-To co? Jak się prześpimy już nie będziemy rozmawiać?- powiedziałam lekkim tonem, chociaż w głębi gdzieś na prawdę głęboko.. gdzie nie dochodzi światło dzienne wiedziałam, że będzie mi brakować tych jego docinek.
-To nie tak.- powiedział zrezygnowanym tonem.
-A jak?- zachichotałam tak na prawdę tylko dlatego, ze było mi cholernie niezręcznie pytać o takie rzeczy.
-Z tobą idę na randkę.- wzruszył ramionami i popatrzył na mnie w inny sposób. Wstrzymałam oddech, bo bałam się, że jak zacznę znów oddychać to on przestanie tak patrzeć. Głupie, nie?
-N-no tak.- zająknęłam się przez co sama się skarciłam w duchu.
-No to chodźmy. Mam nadzieję, że nie umiesz grać w kręgle, bo chcę wygrać.- powiedział chichocząc, a ja zrobiłam wielkie oczy.
-Czekaj. Ty mnie zabrałeś na randkę TERAZ?- parsknęłam nie wiedząc czy się śmiać, czy też zacząć płakać.
-No, a to jakiś problem?- spytał wysiadając, a później pomógł mi też to zrobić.
-No popatrz na mnie.- powiedziałam machając rękami, a on uśmiechnął się i mogłam znów podziwiać jego dołeczki w policzkach. Boże, co dziś się ze mną dzieje?
-No ciężko mi oderwać od ciebie wzrok to prawda..- wymruczał przygryzając wargę i obejmując mnie w talii, a stado motyli w moim brzuchu niespokojnie się poruszyło.
-Raczej chodziło mi o to, że nie wyglądam wybitnie randkowo.- zachichotałam, kiedy musnął wargami skórę na mojej szyi, a jego loki delikatnie połaskotały mój policzek.
-Wyglądasz idealnie. A sukienki łatwiej się pozbyć niż spodni.- wyszeptał mi do ucha przez co czułam, że zalewa mnie rumieniec. Postanowiłam więc udawać niewzruszoną jak zwykle.
-Chodźmy.. chcę ci skopać dupę w kręglach.- wystawiłam mu język i ruszyłam w stronę wejścia.
-Oho! Widzę, że wracamy do normalności.- zaśmiał się i szybko mnie dogonił. Weszliśmy razem, przebraliśmy buty i już stałam przed torem, ale kompletnie nie miałam pojęcia co robić. Nigdy nie byłam na kręglach.
-Twoje piwo.- podał mi butelkę, a ja nie trudząc się w przelewanie do szklanki po prostu wzięłam kilka łyków z niej, a ten palant jak zwykle śmiał się ze mnie.
-Panie mają pierwszeństwo- powiedział i skinął głową na kule. Popatrzyłam na niego kpiącym wzrokiem.
-Leć pierwszy.. dam ci fory.- uśmiechnęłam się i miałam nadzieję, że brzmiało to sarkastycznie.
-No dobrze.. jak tam sobie chcesz, tylko później nie mów, że dlatego wygrałem.- powiedział nie przejmując się moimi docinkami i rzucił kulą. Może nie zwalił wszystkich kręgli, ale został tylko jeden pioneczek.
-Twoja kolej.- mruknął i podał mi kulę, która była cięższa niż wyglądała.
 Dziś będę przegrywem życiowym.


środa, 30 maja 2018

#My_Styles 16

   Reszta weekendu minęła na prawdę przyjemnie. Harry tego samego dnia pojechał, kiedy mój tata wrócił z pracy. Wolał dopilnować, żeby ten bydlak nie wrócił. Nawet z ojcem się lepiej dogadywałam przez te niecałe dwa dni, niż przez ostatnie dwa miesiące. Chyba powoli zaczynam się godzić z myślą, że tak musi być. Filip dzwonił do mnie dwa razy przepraszając, że nie zadzwonił po imprezie. Idealny, czyż nie? Problem tkwi w tym, że Styles ma na niego uczulenie i to inwazyjne.  *Może mogłabym dla niego zrezygnować z tych spotkań?* Takie głupie myśli właśnie mi przychodzą zaraz po przebudzeniu. W końcu nadszedł ten cholerny poniedziałek, którego nie powinno być. Zadzwonił mój budzik, a ja tylko przejechałam dłonią po nim, żeby wyłączyć.
-Przecież nie śpię, tempa dzido.- fuknęłam pod nosem i sturlałam się z łóżka. Wczoraj brałam prysznic, więc postanowiłam darować sobie jeszcze poranny i tylko przemyłam wodą twarz w celu obudzenia się na dobre. Oczywiście zaraz po tej czynności zeszłam na dół po eliksir mocy i wróciłam do królestwa już z pełnym jego kubkiem. Stanęłam przed lustrem i popatrzyłam na siebie. Dziś chcę wyglądać dobrze. Na pewno też macie takie dni. Po prostu wstajesz i masz ochotę wyglądać ładnie.. tak po prostu. Nałożyłam podkład, podkreśliłam różem moje i tak już widoczne kości policzkowe i zrobiłam idealne kreski na powiekach. Teraz najgorsza część porannej rutyny pt.'nie mam w co się ubrać, a na dodatek szafa mi się nie domyka'. Otworzyłam moją osobistą 'garderobę' i skanowałam ją wzrokiem nie zauważyłam coś co mnie zainteresowało. Wyjęłam zdobycz ostatnich polowań na szmateksie (nie mówcie, ze tylko ja tam chodzę xD) i spojrzałam. Tak, będzie idealna. Ubrałam sukienkę, a następnie czarne rajstopki z wzorem podkolanówek, których tak na prawdę nie było. Przejrzałam się w lustrze kilka razy obracając się dookoła własnej osi. Na prawdę mi się podobało to, jak wyglądałam, dziewczęco i nieswojo. Miałam na sobie lecącą, bardzo wiosenną jednolitą sukienkę o kolorze brudnego różu i rękawkami trzy czwarte.  Była dopasowana do górnych partii ciała, a po minięciu linii talii robiła się luźna i swobodnie opadała na dół. Nałożyłam swoje botki w których tak na prawdę chodziłam calusieńki rok, a nie tylko w ziemie. Dopiłam kawę i umyłam zęby, po czym usłyszałam trąbienie. No tak.. zapomniałam, że ten debil przyjeżdża po mnie. Machnęłam mu ręką przez okno, żeby się zamknął i zeszłam na dół spotykając tam zaspaną rodzicielkę. 
-Dzień dobry, śpiochu.- powiedziałam, ucałowałam ją w policzek i wyszłam. Tak, zdziwienie malowało się na jej twarzy, ale czy ja nie miałam prawa mieć lepszego dnia? Weszłam do samochodu szczerząc się do Styles'a i mając nadzieję, że tego nie zepsuje.
-Zabiłaś kogoś, czy dostałaś porażenia twarzy?- powiedział po czym uśmiechnął się równie szeroko co ja, a dołeczki w jego policzkach się uwydatniły. 
-Jak zwykle czarujący.- parsknęłam i przewróciłam oczami, a on ruszył kiedy zapięłam pasy.
-Ładnie wyglądasz, powiedział już mniej zaczepliwie i raczej normalnie, tak jak wczoraj się zachowywał. Nadal nie mogłam wrzucić z mojej głowy to, jak bardzo się zmartwił o mnie. Nie miałam zbytnio czasu już o tym myśleć, bo właśnie zajechaliśmy na szkolny parking. Wysiadłam, a loczek zrobił to samo. Już szłam w stronę głównego wejścia, kiedy poczułam ciężkie ramie, które leżało na moich barkach.
-To będzie dobry dzień, nie uważasz?- wyszczerzył się Styles, a ja uniosłam brwi. O co mu chodzi? 
-Taaak, będzie dobry, jeśli mi go nie zepsujesz.- parsknęłam wytykając mu język i podeszłam do swojej szafki. Czemu do cholery wszyscy się na mnie gapią!? Zamknęłam szafkę, a on nadal patrzył na mnie zagadkowym wzrokiem, który zarazem mnie przerażał i pociągał. 
-Co zrobiłeś?- spytałam splatając ze sobą ramiona i unosząc jedną brew w geście wyczekiwania odpowiedzi.
-No myślałem, że nie spytasz.- zachichotał, a ja skarciłam się w duchu za to, że nie zauważyłam jego dziwnego zachowania wcześniej. Teraz to się zestresowałam.
-Alee.. nie będziesz krzyczeć?- powiedział jak małe dziecko, a ja po prostu nie mogłam sienie uśmiechnąć na tak infantylne zachowanie. 
-Po prostu mów.- parsknęłam z lekkim uśmiechem pod nosem. 
-Pokażę ci.- powiedział szczerząc się, a ja tym razem się wystraszyłam.
-Nie mogłem się powstrzymać.- mruknął pod nosem i przytrzymał telefon przed moją twarzą tak, żeby idealnie widziała co na nim jest. Zabiję go. Otworzyłam szerzej oczy i nie wiedziałam, czy żartuje, czy nie. Kompletnie już zapomniałam o tym, ze nadal nie odzyskałam insta. Tak, dokładnie rozpoznałam miejsce i sytuacje. Zdjęcie przestawiało na pierwszym planie Harry'ego, który robił selfie (bez koszulki z resztą) w dość słabym świetle, a w tle spałam ja tuląca się do kołderki. To było po tej imprezie, za pewne kiedy wstał wcześniej ode mnie. Spojrzałam na opis..
Pierwsza wspólna noc.. xoxo
-Ciebie do końca popieprzyło?- spytałam zaciskając zęby, żeby nie krzyknąć. 
-Nie podoba ci się.- powiedział jak gdyby spodziewał się innej odpowiedzi i zmarszczył brwi. 
-A miało?- parsknęłam sama zaczynając mieć z tej chorej sytuacji niezły ubaw. 
-Większości by się podobało. wzruszył ramionami.
-I tak nie usunę.- wytknął w moją stronę jeżyk, a ja westchnęłam pod nosem. Przecież i tak nie wygram.. dupek jak się na coś uprze to koniec. 
-Ok.- powiedziałam spokojnie, a on popatrzył na mnie jakbym zwariowała.
-Co?- uniósł brwi- tyko ok? Zero krzyków, protestów czy wyzwisk?- parsknął uśmiechając się.
-A czy jak je wszystkie użyję to usuniesz?- spytałam retorycznie, a on tylko się uśmiechnął.
-Umów się ze mną.- powiedział a ja wzruszyłam ramionami.
-Przecież mam przyjść w weekend.- powiedziałam ruszając w stronę sali, gdzie mieliśmy mieć sztukę.
-Nie o to mi chodzi.. nie na seks.- powiedział, a ja rozejrzałam się czy ktoś nie słyszał. Nie chcę, zęby myśleli, że nowa jest dziwką. Mimo, że coraz mniej mi do tego brakuje.
-Chodź ze mną na randkę.- powiedział nie pozwalając mi otworzyć drzwi od sali. Popatrzyłam na niego nie spodziewając się kompletnie tak dziwnego obrotu spraw. 
-Na randkę.- powiedziałam jakby próbując sobie to uzmysłowić i pojąc sens tego słowa.
-Tak.- odpowiedział szybko loczek, a ja skinęłam głową.
-Zgadzasz się?- spytał chyba dziwiąc się nie mniej ode mnie CO ja do cholery robię?
-Tak, Harry. Zgadzam się.- zachichotałam i nie mam pojęcia kiedy oderwałam się od ziemi, ale właśnie loczek mnie obracał w kółko na swoich rękach, a ja się zaśmiałam. 
-Nie będziesz żałowała.- powiedział i otworzył przede mną drzwi A więc jednak ma jakieś maniery. Przeprosiłam nauczyciela za spóźnienie i usiadłam na swoim miejscu obok kochanego geja, ale nie odezwałam się słowem do końca lekcji. Tak po prostu siedziałam wgapiając się z uśmiechem na ustach w nauczyciela. Tak analizując to za pewne pomyślał, że jestem przynajmniej nieźle opętana, skoro nie odrywałam od niego wzroku. Ale uśmiech nie wynikał z jego nawet nie najgorszej apariencji, ale z tego, że właściwie może zwariowałam, ale cieszyłam się, że idę ze Styles'em na RANDKĘ. Może jednak nie byłam tylko panienką od seksu. 
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam misie ;* 
Jak obiecałam jest rozdział..
dziękuję baaardzo bardzo za każdy jeden komentarz. 
Zauważyłam, że wiele osób pisze o moim drugim blogu
http://toodangergirl.blogspot.com/
Nie wiedziałam, że ktokolwiek wraca do niego, ale zainspirowałyście mnie do ponownego przeczytania go ^^ 
Bardzo poważnie się zastanawiam aktualnie nad jego 'reanimacją' haha xd
Piszcie czy czytałybyście, gdybym postanowiła jednak pociągnąć go kilka (dziesiąt) rozdziałów jeszcze c: 
Dobranoooc ♥

#Maleńka