One Direction i My.. - imaginy

niedziela, 30 kwietnia 2017

Fuckboy ~ cz.4

"Niall odwołał domówkę w piątek. Podobno pokłócił się z Zayn'em."

Przeczytałam wiadomość i ogarnęło mnie rozczarowanie pomieszane ze smutkiem i szczęściem jednocześnie. Wiedziałam dobrze, że między mną a Zayn'em nic się nie wydarzy, ale nie mogłam przestać o nim myśleć. Z jednej strony chciałam znowu go zobaczyć, a z drugiej sądziłam, że dzięki temu łatwiej będzie mi o nim zapomnieć. Głupie złudzenie.

Ze złości rzuciłem telefonem o ścianę. Na szczęście spadł na łóżko i nie rozbił się na milion kawałków. Wiedziałem, że miałem coś do zrobienia. Powiedziałem Niallowi, że załatwię sprawę z tą dziewczyną. Gdybym nie spotkał (T.I.) na pewno bym to zrobił, ale nie mogę jej obwiniać. Zawaliłem i muszę ponieść konsekwencje. Zrobiłem co mogłem, żeby zdobyć numer do panikary, ale nie udało się. W końcu znalazłem ją na portalu społecznościowym i wysłałem wiadomość z przeprosinami oraz zaproszeniem na domówkę u mnie w nadchodzący piątek. Informację o imprezie wysłałem też do pozostałych osób, które planowały zjawić się u Niall'a. Najdłużej zajęło mi zebranie się w sobie, żeby jako pierwszy wyciągnąć rękę na zgodę do blondyna. Na moje szczęście Nicole jest na tyle płytka, że samo zaproszenie wystarczyło jej, żeby o wszystkim zapomnieć. Westchnąłem poirytowany. Nie znosiłem takiego desperackiego zachowania. W głowie wciąż miałem oskarżenia skierowane w moją stronę przez (T.I.). Może z reguły nie traktuję dziewczyn poważnie i nie przepadam za pierwszakami, ale nie jestem zaparzony w siebie. Gdzieś w głębi serca poczułem dziwne ukłucie, kiedy przywołałem w myślach te słowa. Chciałem jej udowodnić, że się myli. Potrzebowałem zrozumienia i miałem nadzieję, że blondynka okaże się godna zaufania. Nikt nie wie jaki tak naprawdę jestem. Powoli zaczynałem być zmęczony wiecznym udawaniem wielkiego trzecioklasisty, który wszystko może i robi co tylko chce. Postanowiłem następnego dnia osobiście zaprosić ją na domówkę.

Obudziłam się chwilę przed budzikiem, co zdarzało mi się bardzo rzadko. Skorzystałam z okazji i przeczytałam notatki z chemii. Obawiałam się, że będę miała problem z napisaniem tego sprawdzianu, ale było już za późno. Ubrałam luźne spodnie w stylu mom jeans z wysokim stanem i łososiową koszulkę z lekkim golfikiem. Przeczesałam włosy i nałożyłam lekki makijaż podkreślający moją bladą cerę. Wrzuciłam książki do torby, wsunęłam na nogi mokasyny i wyszłam z mieszkania. W drodze do szkoły wstąpiłam do sklepu po mleko czekoladowe i drożdżówkę. Pod klasą znalazłam się minutę przed dzwonkiem. Zajęłam swoje miejsce w ostatniej ławce i czekałam na Dakotę.
- Się masz (T.I.)! - krzyknęła entuzjastycznie, co było bardzo w jej stylu. Uśmiechnęłam się lekko, a przyjaciółka zajęła miejsce obok mnie.
- Uczyłaś się? - zapytałam z nadzieją.
- Pytasz jakbyś mnie nie znała. - skrzywiła się. Mogłam się tego spodziewać, w końcu Dakota nienawidziła chemii od początku roku szkolnego. Westchnęłam zrezygnowana. Do pomieszczenia weszła nauczycielka i rozdała nam testy. Ku mojemu zdziwieniu, okazał się być całkiem prosty. Skończyłam przed czasem i z niecierpliwością czekałam na dzwonek. Kiedy to się stało, udałyśmy się z Dakotą na parapet, żeby trochę poplotkować.
- Robisz coś w piątek? - zapytałam, chcąc nawiązać do otrzymanego wczoraj sms'a.
- Nie, chyba nie. Szkoda, że ta impreza nie wypaliła. Wiesz ilu przystojniaków miało się zjawić? Na pewno znalazłabym kogoś dla siebie! - żaliła się przyjaciółka nieco podniesionym głosem, a ja zamarłam. Na schodach pojawiła się cała paczka trzecioklasistów z Zayn'em na czele. Sądząc po ich minach, doskonale słyszeli słowa brunetki. Spojrzałam na nią z przerażeniem, a ona przełknęła głośno ślinę i spuściła głowę ze wstydu. Wyjrzałam przez okno, żeby uniknąć kontaktu wzrokowego z chłopakiem, który zaprzątał moje myśli od blisko 24 godzin.
- Cześć (T.I.), miło cię widzieć. - powiedział, a ja rozkoszowałam się dźwiękiem jego głosu. Odwróciłam głowę i z przyjemnością zauważyłam, że brunet znajdował się tuż przede mną.
- Hej. - uśmiechnęłam się lekko, próbując utrzymać dystans. Koledzy Zayn'a przystanęli na półpiętrze, najwyraźniej nie mogąc uwierzyć, że lider ich grupy rozmawia z pierwszoklasistką.
- W ramach zadośćuczynienia organizuję domówkę u siebie. Dzień, godzina i lista osób taka sama. Mam nadzieję, że się pojawisz. - wpatrywał się we mnie ciemnobrązowymi oczami, czekając na odpowiedź. Byłam w takim szoku, że ledwo udało mi się nad sobą zapanować.
- Może wpadnę na chwilkę, o ile znajdę czas. - odpowiedziałam pewnie, na co chłopakowi zrzedła mina. Usłyszałam cichy chichot członków paczki Zayn'a.
- Wyślę ci adres sms'em. - oznajmił z zadziornym uśmiechem.
- Ciekawe jak to zrobisz, skoro nie masz mojego numeru. - nie dawałam za wygraną. Droczenie się z nim zaczynało sprawiać mi coraz większą przyjemność.
- Mam swoje sposoby. - zaśmiał się i puścił oczko, po czym zwrócił się do Dakoty. - Liczę, że też wpadniesz i złamiesz serce jakiemuś frajerowi stojącemu za mną.
Brunetka nic nie powiedziała, ale iskierki w jej oczach były wystarczającą odpowiedzią dla Zayn'a, bo uśmiechnął się i odszedł. Dakota wpatrywała się we mnie z niedowierzaniem.
- Możesz mi to jakoś wytłumaczyć? - zapytała z pretensją.
- Co ci mam tłumaczyć? Przecież cały czas tutaj byłaś i wszystko słyszałaś. Chodź lepiej na algebrę, nie chcę znowu mieć spóźnienia. - zeskoczyłam z parapetu i udałam się do klasy. W ciągu dnia natknęłam się na Zayn'a tylko raz. Minęliśmy się na schodach, a jedyne co zdążyliśmy zrobić to uśmiechnąć się do siebie. Niesamowite, że widok tego chłopaka wywoływał u mnie tyle pozytywnych emocji, które na dodatek musiałam ignorować.

Rozmowa z (T.I.) sprawiła, że dobry humor mnie nie opuszczał. Nawet docinki Niall'a nie robiły na mnie wrażenia. Wiedziałem, że do jutra mu przejdzie, a poza tym miałem większe zmartwienia. Przede wszystkim, jak zdobyć numer (T.I). Wiedziałem, że zrobię tym wrażenie na dziewczynie. Gorączkowo myślałem do kogo zwrócić się z prośbą o pomoc, ale do głowy przychodziła mi tylko dziewczyna, z którą siedziała na parapecie. Sytuacja była o tyle problematyczna, że nie znałem nawet jej imienia. Nagle mnie olśniło. Na jednej z przerw znalazłem Nicole i po chwili flirtowania jadła mi z ręki. Zapytałem, czy mógłbym pożyczyć telefon, żeby zadzwonić, bo mój się rozładował. Nie zastanawiała się ani chwili. Oddaliłem się i w kontaktach znalazłem numer (T.I.). Przepisałem go szybko i oddałem dziewczynie telefon. Wróciłem do swojej klasy jeszcze przed dzwonkiem, żeby zająć miejsce w ostatniej ławce. Wyciągnąłem z kieszeni telefon i od razu napisałem do blondynki.
Dotrzymałem słowa. Zayn x
Po chwili otrzymałem odpowiedź.
To się nazywa stalking. (T.I.)
Uśmiechnąłem się do siebie. Intrygowała mnie pewność siebie dziewczyny oraz sam fakt, że próbowała ze mną pogrywać, chociaż wiedziałem, że jej się podobam.

__________________________________________
Cześć kochane, przepraszam za lekkie opóźnienie - w zamian cześć jest trochę dłuższa :) Co sądzicie o całym tym imaginie? Ostatnio mocno spada liczba wyświetleń i zastanawiam się, jaki jest tego powód.. Jeśli te opowiadanie Wam się nie podoba albo Was nudzi to piszcie śmiało, zacznę coś innego :) Dziękuje za wszystkie komentarze jakie piszecie! Dacie radę tym razem zostawić ich tu 13? ♥️
Miłej majówki, odpoczywajcie spokojnie. Za 8 tygodni już wakacje! ♥️
littlegirl

czwartek, 20 kwietnia 2017

Fuckboy ~ cz.3

- Zaczekaj. - poprosiłem, łapiąc ją za ramię. Spojrzała na mnie najładniejszymi oczami jakie w życiu widziałem, które nie wyrażały żadnych emocji.
- Zaraz zaczyna się lekcja. To naprawdę nie jest dobry moment na rozmowę. - powiedziała cicho, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. - uśmiechnąłem się pewny siebie. Natura podrywacza nakazywała mi zrobić cokolwiek, aby pozostać w myślach blondynki. Sztukę uwodzenia opanowałem chyba jeszcze w przedszkolu. Nie przypominam sobie, żebym chociaż raz został odrzucony przez jakąś dziewczynę. Wiedziałem, że tym razem będzie mnie to kosztować wiele starań i wysiłku, ale czułem, że warto. Podziwiałem idealną sylwetkę (T.I.) kiedy szła do swojej ławki. Cholera, miałem coś do zrobienia, tylko co to było? Nie umiałem sobie przypomnieć, więc westchnąłem i opuściłem klasę dziewczyny, która nieustannie zajmowała moje myśli.

Pospiesznym krokiem udałam się do ławki na samym końcu klasy. Czułam na sobie wzrok wszystkich, nawet tych, którzy nie mieli pojęcia co to za chłopak. Czerwona jak burak zajęłam miejsce obok Dakoty, a ta patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
- (T.I.), co to było? - zapytała, mrugając oczami ze zdziwienia.
- Coś, co nigdy nie powinno się wydarzyć. - odparłam wzruszając ramionami.
- Ciągle bawisz się w niedostępną? Nie wmówisz mi, że Zayn nie wpadł ci w oko! - szturchnęła mnie łokciem z uśmiechem.
- To nie ma znaczenia, bo on jest z trzeciej a my z pierwszej. Sama wiesz, jaki ma stosunek do pierwszaków. - powiedziałam poirytowana, chcąc jak najszybciej zakończyć dyskusję.
Przyjaciółka westchnęła rozczarowana. Widocznie spodziewała się, że endorfiny nie pozwolą mi usiedzieć w miejscu. Zamknęłam oczy i przywołałam w głowie obraz chłopaka. Miał ciemną karnację, a jego kruczoczarne włosy z blond pasemkiem celowo ułożył w nieład. Ubrany był na czarno, a koszulka z krótkim rękawem pozwalała wszystkim podziwiać jego tatuaże. Miał ich sporo, nie zdążyłam dokładnie się im przyjrzeć, ale wszystkie razem tworzyły zgraną całość. Kilkudniowy zarost dodawał mu męskości, a czekoladowe oczy sprawiały, że traciłam grunt pod nogami. Nie potrafiłam nic odczytać z jego spojrzenia, ale było tak przenikliwe i głębokie, że zatracałam się w nich bez opamiętania. Jednak słowa chłopaka skutecznie przywołały mnie do powrotu na ziemię. Poczułam się urażona. Nie tyle samym stosunkiem Zayn'a do pierwszoklasistek, a bardziej ocenianiem mnie ze względu na wiek. Zdążył zamienić ze mną kilka zdań, nie miał żadnych podstaw, żeby określić moją dojrzałość. Zaczęłam się zastanawiać, czy powinnam iść na domówkę organizowaną przez jego przyjaciela. Z jednej strony możliwość porozmawiania z brunetem wydawała się kusząca, a z drugiej wiedziałam, że powinnam trzymać się od niego z daleka dla dobra nas obojga.
- Dziękuję Anne. Kolejny przykład przeczyta.. (T.I.), proszę. - uśmiechnęła się nauczycielka. Kompletnie odleciałam i nie miałam pojęcia o jaki przykład chodzi. Spojrzałam spanikowana na Dakotę. Zachichotała i podsunęła swój zeszyt, żebym mogła przeczytać rozwiązanie. Podziękowałam jej uśmiechem, a ona nachyliła się nade mną.
- Myślisz o nim. - stwierdziła szeptem. Prychnęłam, próbując zaprzeczyć nie tylko dziewczynie, ale i sobie samej.

Wróciłem do pustego mieszkania, bo reszta domowników wyjechała na kilka dni do rodziny, na co ja nie mogłem sobie pozwolić ze względu na szkołę. Nikomu o tym nie powiedziałem, żeby uniknąć organizowania imprezy. Kiedy ktoś z nas miał wolny dom, zawsze coś urządzał. Nie miałem na to siły. Rzuciłem kluczyki na blat kuchenny i zrobiłem sobie obiad. Włączyłem pierwszy lepszy film, jaki akurat leciał w telewizji, jednak nie potrafiłem się na nim skupić. Cały czas myślałem o blondynce, która zniszczyła moje zasady w kilka minut. Obiecałem sobie, że nigdy nie zwiążę się dziewczyną młodszą o więcej niż rok.
Ogarnij się, między wami nic nie ma i nie będzie pouczyłem sam siebie. Nie mogąc usiedzieć w miejscu, spakowałem torbę sportową i wyszedłem z mieszkania. Kilka przecznic dalej mieściła się siłownia, która stanowiła dla mnie odskocznię od rzeczywistości. Przebiegłem kilka kilometrów na bieżni, a potem zrobiłem całkiem niezły trening siłowy. Byłem z siebie zadowolony i chociaż na chwilę zapomniałem o mętliku w głowie.

Przez resztę popołudnia nie mogłam się na niczym skoncentrować. Zrezygnowana zamknęłam książkę z chemii, mimo że następnego dnia miałam pisać sprawdzian. Zrobiłam sobie kakao, wzięłam do ręki laptopa i z takim zestawem położyłam się do wielkiego łóżka. Otulona szczelnie kołdrą słuchałam muzyki, bo nie miałam ochoty nawet na ulubiony serial. Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się nic nie robieniem. Mój błogi spokój przerwał dźwięk sygnalizujący nową wiadomość. Wzięłam do ręki telefon i zobaczyłam sms'a od Dakoty.
"Niall odwołał domówkę w piątek. Podobno pokłócił się z Zayn'em."

________________________________________________
Jest czwartek, więc pora na nową część :) Co o niej myślicie? Osobiście jestem średnio zadowolona.. Mam nadzieję, że Wam bardziej się spodobała ♥️
littlegirl

PS. Na drugim blogu na którym piszę, dziewczyny podpisują się w komentarzach swoimi imionami. Uważam, że to super pomysł, więc jeśli chcecie to też możecie tak robić :D

czwartek, 13 kwietnia 2017

Fuckboy ~ cz.2

- Słyszałaś co się stało?! - zawołała podekscytowana Dakota, zajmując w tym samym czasie miejsce obok mnie na szkolnym parapecie. Siadałyśmy tam zawsze w czasie przerw, a od czasu do czasu nawet po lekcjach. Obserwowałyśmy z góry uczniów przebywających na zewnątrz. Dakota uwielbiała szkolne nowinki, znała chyba wszystkich, którzy uczęszczali do naszego liceum. Oczywiście większości z nich nie poznała osobiście, a właśnie przez różne plotki. Najczęściej dotyczyły tego, kto się z kim całował na ostatniej imprezie.
- Nie, o co chodzi? - zapytałam, próbując okazać zainteresowanie, chociaż informacje na temat życia towarzyskiego drugo i trzecioklasistów średnio mnie ciekawiły.
- Kojarzysz Zayn'a Malika, prawda? Ten wysoki z ciemnymi włosami i oczami. - dodała po chwili, widząc, że nie wiem o kim mówi.
- Powiedzmy, że kojarzę. Co z nim? - zapytałam obojętnie.
- Podobno wczoraj słyszał jak Nicole chwali się przyjaciółkom, że dojdzie do czegoś między nimi w piątek i powiedział jej, że może o tym tylko pomarzyć. Cała szkoła o tym mówi, biedna Nicole! - przejęła się.
- Gdyby nie była taka napalona to teraz nie musiałaby się wstydzić. - zaśmiałam się na myśl o nastolatce, której nie darzyłam szczególną sympatią.
- Oj (T.I.), nie udawaj takiej świętej! O takim chłopaku jak on marzy każda dziewczyna. - powiedziała z pewnością w głosie. Skrzywiłam się na myśl o Zaynie. Wydawał się być egoistyczny i zapatrzony w siebie. Jak wszyscy z jego paczki. Zapowiada się świetna impreza pomyślałam.

Poszedłem do szkoły z tak samo beznadziejnym humorem, jaki miałem wczoraj. Od jakiegoś czasu jestem przygnębiony i łatwo wyprowadzić mnie z równowagi. Nie wiem z czego to wynika, ale myśl o wczorajszej sytuacji nie poprawiła mi nastroju. Cieszyłem się, że utarłem nosa małolacie, ale nie chciałem wyjść na kretyna bez uczuć. Nie mogłem przewidzieć jej reakcji, a już tym bardziej, że skończy się to płaczem. Dlatego tak denerwują mnie pierwszoklasistki, ze wszystkiego robią wielkie afery. Gdyby na jej miejscu była starsza dziewczyna pewnie obróciłaby tę sytuację w żart. Skrzywiłem się na myśl o wieczorze z tyloma dzieciakami. Zapowiada się świetna impreza pomyślałem.
Przez cały dzień czułem na sobie wzrok dziewczyn z młodszych klas. Spoglądały na mnie albo z pogardą, albo ze strachem. Prawdę mówiąc, jedno i drugie było tak samo irytujące.
- Masz klasę stary. - powiedział sarkastycznie Niall, klepiąc mnie po ramieniu.
- Odwal się. - warknąłem zły.
- Wyluzuj, tylko żartowałem. Niemniej, domyślasz się pewnie, że dziewczyny nie przyjdą? - na twarzy blondyna pojawił się grymas.
- Nie te, to inne. Mówisz jakby miało przyjść 5 osób, a nie pół szkoły. - wzruszyłem ramionami dla podkreślenia swojej obojętności.
- Spłoszyłeś najlepsze pierwszoklasistki i myślisz, że jakieś inne będą jeszcze chciały przyjść? - zapytał gniewnie. Niall rzadko używał takiego surowego tonu. Musiało mu naprawdę zależeć na ich obecności.
- Przepraszam, nie zrobiłem tego specjalnie. - wyznałem ze skruchą. Któryś z nas musiał schować dumę do kieszeni.
- Przeproś Nicole i przekonaj je, żeby przyszły. Wtedy zapomnę o całej sprawie. - blondyn uśmiechnął się chytrze. Spojrzałem na niego zaskoczony.
- Po moim trupie! Nie będę się płaszczył przed jakąś małolatą! - podniosłem głos, przez co zwróciłem na siebie uwagę innych uczniów kolejny raz tego dnia.
- Duma albo przyjaciel. Sam wybierz. - rzucił i odszedł, zostawiając mnie wściekłego na środku korytarza. Zamknąłem oczy i wziąłem głęboki oddech. Udałem się pod sekretariat, przy którym wisiał plan lekcji. Odnalazłem klasę panikary i jej koleżanek, i po chwili znajdowałem się przed drzwiami prowadzącymi do pomieszczenia, w którym z pewnością się znajdowała. Postanowiłem załatwić to w przeciągu ostatnich dwóch minut przerwy. W przeciwnym razie byłbym zmuszony czekać na nią po lekcjach, a tego nie uwzględniłem w popołudniowych planach. Nacisnąłem klamkę i popchnąłem drzwi do przodu z całej siły.
- Ał! - zawołała blondynka w momencie zetknięcia z podłogą. Złapała się za tył głowy, spoglądając na mnie gniewnie.
- Przepraszam, nic ci nie jest? - zapytałem przejęty, nie chciałem zrobić jej krzywdy. Przyjrzałem się uważnie dziewczynie. Nie przypominałem sobie, żebym wcześniej minął ją na korytarzu chociaż raz. Miała jasne włosy sięgające do ramion i duże niebieskie oczy. Delikatny, prawie niewidoczny makijaż podkreślał jej urodę. Ubrana była w czarne rurki i elegancką białą koszulę. Przyznam, że należała do grupy najbardziej atrakcyjnych dziewczyn, jakie widziałem. Miała w sobie coś, nie wiedziałem jeszcze co konkretnie, ale bardzo mnie to intrygowało.
- A jak myślisz? - warknęła, trąc dłonią bolące miejsce.
- Naprawdę cię przepraszam, nie chciałem. - westchnąłem zawstydzony. Wyciągnąłem ręce w stronę dziewczyny, żeby pomóc jej wstać. Ucieszyłem się, kiedy z tego skorzystała. Pragnąłem poznać ją i zatrzeć złe wrażenie o sobie.

- Jestem Zayn, a ty? - zapytał, uśmiechając się i mrużąc lekko oczy. Och Zayn, doskonale wiem, kim jesteś powiedziałam w myślach. Wyglądał bardzo seksownie, kiedy to robił. Dopiero przyglądając mu się z bliska, przyznałam przed sobą, że należy do najprzystojniejszych chłopaków, jakich dane mi było kiedykolwiek spotkać.
- (T.I.) - odwzajemniłam uśmiech, próbując wyglądać jak najlepiej. Wiedziałam, że nic nie trwa wiecznie, a czar miłej chwili pryśnie przy następnym pytaniu chłopaka.
- Do jakiej klasy chodzisz? Chyba nie widziałem cię wcześniej w szkole. - spojrzał na mnie przeszywającym wzrokiem, jakby sam chciał znaleźć odpowiedź. Poprawiłam nerwowo włosy.
- Do tej, do której właśnie przyszedłeś. - odpowiedziałam, obserwując jego reakcję.

Tylko nie to jęknąłem w myślach. Uśmiech momentalnie zniknął z mojej twarzy, przeradzając się raczej w grymas, który nie umknął uwadze dziewczyny.
- No tak, mogłam się tego spodziewać. Zapatrzony w siebie trzecioklasista nie zadaje się z pierwszakami. - prychnęła zirytowana. Nie dało się ukryć, że w pewnym stopniu miała rację. Faktycznie nie miałem zamiaru wchodzić w bliższe relacje z małolatami. Nawet z tymi ładnymi. Sądziłem, że są niedojrzałe i nie watro marnować na nie czasu. Cholera, ale (T.I.) była po prostu piękna.
- Nie jestem zapatrzony w siebie! - zaprotestowałem.
- Jasne, że nie. Nicole ośmieszyłeś na forum szkoły przez przypadek. - mruknęła zła.
- To nie twoja sprawa, ale jeśli musisz wiedzieć, to właśnie przyszedłem ją przeprosić. - skrzywiłem się wypowiadając te słowa, a na twarzy blondynki pojawił się chytry uśmieszek.
- Robisz to z własnej woli, czy ktoś postawił ci ultimatum? - zapytała podejrzliwie.
- Niall mnie zaszantażował, chce poderwać jedną z jej koleżanek. - odpowiedziałem zgodnie z prawdą, a dziewczyna zaśmiała się słodko. Ucieszyłem się, że udało mi się rozluźnić atmosferę.
- Chwila chwila.. Czyli to, co o tobie słyszałam to prawda. Nie traktujesz młodszych na równi ze sobą, a pierwszoklasistek nie znosisz. W ogóle nie chcesz mieć z nimi kontaktu, więc lepiej już pójdę. - powiedziała zupełnie poważnie, odwracając się tyłem.
- Zaczekaj. - poprosiłem, łapiąc ją za ramię.

*******************************************
Hej, jak się macie? Co sądzicie o tej części? Chciałam wstawić ją we wtorek, ale miałam problemy z laptopem, przez co musiałam pisać od początku, bo nic się nie zapisało.. XD
Kochane! Korzystając z okazji, życzę Wam zdrowych i wesołych świąt. Odpocznijcie, naładujcie baterie i cieszcie się każdym dniem spędzonym z bliskimi ♥️
littlegirl
PS. Wciąż czekam na dziewczyny zainteresowane spotkaniem w Katowicach!! :D

czwartek, 6 kwietnia 2017

Fuckboy ~ cz.1

Biorąc pod uwagę wszystkie „za” i „przeciw” śmiało mogę stwierdzić, że lubię swoją szkołę. Od kilku miesięcy uczęszczam do jednego z najbardziej prestiżowych liceów, do którego wcale nie tak ciężko się dostać jakby się mogło wydawać. Dzięki temu znam wiele osób ceniących sobie zarówno naukę, jak i życie towarzyskie. Jednak ze względu na tradycje i historię szkoły bycie jej uczniem jest powodem do dumy. Zdobywanie wiedzy od zawsze było dla mnie ważne, poświęcałam temu dużo czasu nie tylko w czasie lekcji, ale też w domu. Wyjścia w weekend schodziły na drugi plan, przez co nie miałam zbyt wielu znajomych, a o imprezach wśród najbardziej popularnych nastolatków mogłam jedynie pomarzyć. Można powiedzieć, że byłam mało lubianym kujonkiem. Postanowiłam zmienić to w liceum i otworzyć nowy rozdział w życiu. Nie znałam wcześniej ludzi, z którymi miałam chodzić do klasy przez kolejne trzy lata. Nie ukrywam, że było mi to na rękę, bo umożliwiało wewnętrzną przemianę bez wzbudzania podejrzeń znajomych. Tuż przez rozpoczęciem roku szkolnego wybrałam się z przyjaciółką na wielkie zakupy, w celu wymiany garderoby. Sweterki z dekoltami w serek, dzwony i koszulki z dziecinnymi aplikacjami wylądowały w koszu, ustępując miejsca różnym eleganckim i modnym ubraniom. Z upływem czasu znalazłam w klasie kilku znajomych. Za wcześnie, żeby mówić o przyjaźni, ale tworzymy całkiem zgraną paczkę. Najlepszy kontakt mam z Dakotą. Poznałyśmy się pierwszego dnia szkoły i od tego czasu trzymamy się razem. Powoli się poznajemy i darzymy zaufaniem. Czasami odnoszę wrażenie, że wiem o niej nawet więcej niż powinnam. Z pewnością wynika to z faktu iż dziewczyna nie ma problemu z mówieniem o swoich uczuciach. Zupełnie odwrotnie niż w moim przypadku. W porównaniu do Dakoty jestem zamknięta w sobie, co może wynikać z braku przyjaciół w poprzednich szkołach.
- Hej (T.I.), jak leci? - zapytała brunetka zajmując miejsce obok mnie w ławce.
- Całkiem nieźle, a co u ciebie? - odparłam promiennie.
- Zapomniałam zrobić zadania z francuskiego, mam nadzieję, że ta małpa zapomni go sprawdzić. W piątek jest impreza organizowana przez chłopaków z 3f, słyszałaś? - dostrzegłam w oczach dziewczyny iskierki. Reagowała tak na każdą wiadomość o tego typu wydarzeniach.
- Chcesz tam iść? - zapytałam, przez co Dakota spojrzała na mnie jak na idiotkę.
- Oczywiście, że tak. A ty pójdziesz tam ze mną. - zaśmiała się chytrze. Nie miałam ochoty na kolejną imprezę, zwłaszcza, że zbliżał się okres sprawdzianów i testów, a ja planowałam wszystkie pozaliczać.
- Nie mogę w ten piątek.. Ale dziewczyny na pewno chętnie dołączą. - uśmiechnęłam się blado i wskazałam palcem zbliżającą się grupkę nastolatek z naszej paczki.
- Cii.. - Dakota ściszyła głos – Ledwo dałam radę załatwić wejście dla nas dwóch. Ani słowa reszcie. Nie obchodzi mnie jakie miałaś plany na weekend i czy dotyczyły one sprawdzianu z algebry. Widzę cię u siebie w piątek o 18.
Westchnęłam i pokiwałam głową ze zrezygnowaniem. Moi rodzice nie zgadzali się na mocny makijaż czy krótkie sukienki, dlatego zawsze przed imprezą przychodziłam do Dakoty i razem się szykowałyśmy. Przy okazji wypijałyśmy po piwie albo wino dla rozluźnienia. Starałam się nie myśleć o zbliżających testach i zaszaleć. W końcu właśnie to sobie obiecałam.

- Stary, musisz być w piątek! - oburzył się Niall. Prychnąłem, nie chcąc tracić czasu na kłótnię. Nie miałem najmniejszej ochoty na imprezę z jakimiś dzieciakami. Kumple mogli przynajmniej zapytać mnie o zdanie, kiedy zapraszali same pierwszoklasistki. Uważają je za łatwy cel, w przeciwieństwie do dziewczyn z naszego rocznika. Boją się, że dostaną kosza, a tego ich ego by nie zniosło. Może jestem zbyt pewny siebie albo po prostu lubię wyzwania, ale uganiające się ze mną małolaty nie podnoszą mi samooceny. Wręcz przeciwnie. Są irytujące. Zrobią wszystko co powiem, byle tylko przez tydzień spędzać przerwy z trzecioklasistami. Jeszcze im się wydaje, jakie to nie są świetne we flirtowaniu, a najchętniej same wskoczyłyby nam do łóżek. Nie wiem dlaczego moich przyjaciół to kręci. Wiedziałem, że chcąc nie chcąc będę musiał pojawić się na imprezie. Obiecałem blondynowi, że pomogę mu ogarnąć mieszkanie przed powrotem rodziców z wakacji. Tylko dlatego zgodził się zorganizować domówkę. Poza tym należę do najbardziej imprezowej paczki chłopaków w całej szkole. Trzeba utrzymać dobrą opinię.
- Przyjdę jeśli zaprosisz dziewczyny z 3b. - wypaliłem w środku geografii, mimo że zakończyliśmy ten temat podczas poprzedniej przerwy. Chłopak westchnął i przewrócił oczami, ale koniec końców przystał na mój warunek. Po lekcji opuściłem klasę szybkim krokiem, chcąc jak najszybciej znaleźć się w swoim samochodzie. Plany pokrzyżowała mi grupa dziewczyn poruszających się niezwykle mozolnie. Przez duży ruch na korytarzu nie miałem możliwości wyminięcia ich, więc zrezygnowany zwolniłem.
- Cały dzień się zastanawiałam co założyć w piątek. To już za dwa dni! - przejęła się jedna z nich. Nie chciałem podsłuchiwać, ale mówiła na tyle głośno, że stało się to niemożliwe. Skrzywiłem się, bo jej problem wydał mi się strasznie błahy.
- Ja na pewno ubiorę spódniczkę. Słyszałam, że Niall'a to kręci. - odezwała się druga. Zaśmiałem się w myślach, słysząc imię przyjaciela. Przyjrzałem się dziewczynie, była całkiem ładna i drobna. Jedyne co mi przeszkadzało to dziecinne rysy twarzy, nieudolnie zakryte mocnym makijażem. O niebo lepiej wyglądałaby bez niego.
- Mam nadzieję, że Zayn się pojawi. Jest najseksowniejszym chłopakiem jakiego widziałam. Zobaczycie, będzie mój tego wieczoru. - zaświergotała kolejna.
- Jesteś tego taka pewna? - mruknąłem zirytowany. Nastolatki odwróciły się w moją stronę. Na ich twarzach malowało się zarówno zdziwienie, jak i zawstydzenie, co potwierdzały ogromne rumieńce. Uśmiechnąłem się zadowolony, bo udało mi się podważyć pewność siebie nastolatki, która obrała mnie za swój cel na nadchodzący weekend.
_____________________________________________
Heej, długo mnie nie było, ale kompletnie nie miałam weny i pomysłu na nowe opowiadanie! Są tu jakieś fanki Skamu? Jeśli tak, możliwe, że zauważyłyście pewne podobieństwo. Zainspirowałam się trochę drugim sezonem, a co z tego wyjdzie - zobaczymy :D Co sądzicie o tej części? Pomyślałam, że po opowiadaniu z Harrym postawię tym razem na lżejszą tematykę :)

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!WAŻNE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Szukam kilku dziewczyn z okolic Katowic, które miałby ochotę spotkać się kiedyś w weekend w Katowicach właśnie. Nie żaden zlot fanek, bardziej kameralna okazja, żeby się poznać i pogadać :) Wszystkie zainteresowane proszę o kontakt na email l.nowakowska21@gmail.com. Fajnie, gdyby coś z tego wyszło ♥️
littlegirl

poniedziałek, 20 marca 2017

Make love not war ~ Harry część 7/ostatnia

- Mamy mało czasu. - szepnąłem, a blondynka skinęła głową. Wyciągnęła z szafy różnej wielkości torby i zaczęła wkładać do nich ubrania, dokumenty i wartościowe przedmioty. Po godzinie byliśmy spakowani w dwie torby i plecak z jedzeniem.
- Będzie mi brakować tego domu. - powiedziała przekręcając klucz w drzwiach.
- Najważniejsze, że mamy siebie. - pocałowałem ją w głowę. Niosłem bagaże, a Lily prowadziła wózek ze śpiącą Darcy. Wkrótce dotarliśmy na stację kolejową. W tłumie ludzi ujrzałem parę, której rozmowę usłyszałem na straganie.
- Irlandia. - rzuciłem prawie niesłyszalnie. Mężczyzna spojrzał na mnie zaskoczony, jednak kiedy zauważył bagaże i wózek uśmiechnął się przyjaźnie.
- Chodź, załatwię Ci lewe dokumenty. - powiedział prowadząc mnie do jednej z kas. Szepnął coś do kobiety siedzącej po drugiej stronie, a ta skinęła głowa i zaczęła wypełniać jakieś druczki, które po chwili mi podała.
- Dziękuje. - uścisnąłem dłoń mężczyzny. Spojrzałem na bilety w celu odnalezienia fałszywych danych. Rozszyfrowałem niewyraźne litery tworzące napis „Leo Walker & Dakota Mitchell – Ireland” oraz pieczątkę z dzisiejszą datą.
- A co z biletem dla mojej córeczki? - zapytałem niepewnie.
- Jest za mała, nie pozwolą jej pojechać z wami. Musi tu zostać. - powiedział zmartwiony mężczyzna. Wstrzymałem powietrze, a dłonie zaczęły drżeć. Jak to zostać? Z kim? Ani ja, ani Lily nie ruszymy się stąd bez Darcy. Jesteśmy rodziną i przede wszystkim musimy trzymać się razem. Nie wyobrażam sobie zostawić niemowlaka na stacji kolejowej kosztem nowego życia. Jaki sens miałoby to życie ze świadomością, że nasze dziecko zostało w innym kraju?
- Nie ma mowy. Nie porzucimy własnej córki. - syknąłem zły.
- Wrócicie po nią, gdy sytuacja się uspokoi. Tak będzie lepiej dla was, a przede wszystkim dla małej. - zapewnił spokojnym głosem nieznajomy.
- Nawet nie ma z kim tu zostać. - wyznałem ze skruchą.
- Przykro mi. - powiedział z uśmiechem wyrażającym współczucie. Nie miałem siły, a tym bardziej ochoty go odwzajemniać.
- Jeszcze raz dziękuje za chęci. I powodzenia. - pożegnałem się i już miałem odchodzić, kiedy poczułem szarpnięcie za ramię.
- Poczekaj..
- Harry. - dokończyłem
- George - przedstawił się. Skinąłem głową, dając George'owi znak, aby kontynuował.
- Mała nie może płakać. To ryzykowne, ale jeśli zajmiecie miejsce w ostatnim przedziale, weźmiesz córeczkę na ręce i przykryjesz się kurtką, może się udać. Kontrola odbywa się na drugim postoju. Przeszukują tylko bagaż, dlatego musisz pozbyć się wózka.
- A co z ubrankami i zabawkami? - zapytałem jakby weselej, bo pojawiła się iskierka nadziei.
- Powiedzcie, że to dla dziecka znajomego z Irlandii w ramach prezentu. Tylko nie zająknij się przy kłamstwie. W przeciwnym razie ściągniesz na swoją rodzinę poważne kłopoty. Idź do żony, pociąg odjeżdża za 15 minut. - ostrzegł i poklepał mnie po ramieniu.
- Mam nadzieję, że kiedyś ci się odwdzięczę. - uśmiechnąłem się.
- Do zobaczenia Harry. - powiedział i zniknął w tłumie. Odnalazłem wzrokiem Lily trzymającą Darcy na rękach. Po chwili znalazłem się obok moich kobiet. Przedstawiłem ukochanej plan działania i mimo strachu, jaki dostrzegłem w jej oczach, zgodziła się na wszystko. Wiedziała, że nie mamy innego wyjścia. Za dużo już przeszliśmy i za wiele mogliśmy stracić, żeby teraz się wycofać. Darcy zasnęła w ramionach Lily, więc była szansa, że nie zdąży się obudzić do drugiej stacji. Wziąłem córeczkę od ukochanej i zarzuciłem kurtkę na ramiona. Ułożyłem dziewczynkę na przedramieniu, w efekcie czego wyglądałem, jakbym miał złamaną rękę zawieszoną na temblaku. Udało nam się zająć miejsca na samym tyle pustego przedziału i ruszyliśmy. Z każdą chwilą napięcie wzrastało, a nerwy brały górę. Dotyk Lily działał kojąco, ale nie był w stanie mnie uspokoić. Blondynka również niepokoiła się coraz bardziej. W końcu nadszedł moment, który miał zadecydować o wszystkim. Pociąg zatrzymał się. Przez okno widziałem kilku mężczyzn w mundurach, gotowych do przeprowadzenia kontroli. Byli to głównie Anglicy. Wsiedli do pojazdu i każdy z nich zajął się osobnym przedziałem. Zapiąłem kurtkę, uprzednio upewniając się, że nie odetnę tym córeczce dopływu powietrza.
- Proszę przygotować dokumenty. - polecił żołnierz podchodząc do nas. Lily podała mu papiery zdobyte na peronie. Twarz mężczyzny wydawała mi się znajoma, co nieco mnie zaniepokoiło.
- Coś nie tak? - zapytała nerwowo Lily, kiedy Anglik spoglądał to na nas, to na papiery.
- Nie naszywasz się przypadkiem Harry? - szepnął po chwili.
- James? - odpowiedziałem równie cicho. Byłem niemal pewien, że należał do grupy „wybranych”, którym udało się wrócić do stolicy, jak ja i Nathan.
- Stary, masz szczęście, że na mnie trafiłeś. Pozostali mają cię za zdrajcę i nie wiem co by ci zrobili, gdyby cię tu znaleźli. Uciekacie na zachód? - chłopak uśmiechnął się do nas. Dobrze go znałem i wiedziałem, że zasługuje na zaufanie.
- Póki co zatrzymamy się w Irlandii. - powiedziałem. Nagle Darcy poruszyła się pod kurtką, co nie umknęło uwadze Jamesa.
- Co to było do cholery? - zapytał ostrym tonem, zupełnie innym niż chwilę wcześniej. Rozpiąłem delikatnie kurtkę, a oczom żołnierza ukazała się śliczna maleńka istotka. Patrzył na nią z niedowierzaniem.
- Harry, przecież wiesz co za to grozi.. - powiedział przyciszonym głosem.
- Musisz nam pomóc. Proszę. - wtrąciła się Lily. James nie wiedział co zrobić, jednak po chwili pokiwał głową ze zrezygnowaniem. Wyjął z wewnętrznej kieszeni kurtki kopertę i podał ją blondynce.
- Zgoda, pod warunkiem, że wręczycie to Sophie Watson. To moja żona, mieszka w obozie dla uchodźców. Nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze ją zobaczę. - wyznał, a po policzku spłynęła mu łza, którą jednak szybko wytarł. Lily wzięła kopertę i uścisnęła dłoń chłopaka, aby dodać mu otuchy.
- Musisz mieć nadzieję. - powiedziałem z bladym uśmiechem.
- Tylko ona trzyma mnie przy życiu. Powodzenia. - rzucił na odchodne i wyszedł z pociągu, podobnie jak pozostali żołnierze. Pociąg ruszył, a my odetchnęliśmy z ulgą. Następny przystanek – Irlandia. Czas zacząć nowe życie.
___________________________________________
Hej, a więc to już koniec tego opowiadania. Mam nadzieję, że nie zawiodłam Was końcówką :) Jak oceniacie całą historię Lily i Harrego? Liczę na Wasze opinie! ♥
Dajcie też znać z kim ma być następne opowiadanie, może z Zaynem? :)
littlegirl

sobota, 18 marca 2017

Niall / 3

- Nazywam się (T.i.) (T.n.), dzwonię w pewnej bardzo interesującej sprawie...
- A mianowicie? - chciał przejść do sedna jak najszybciej, aby zakończyć rozmowę i w spokoju posiedzieć i poleniuchować. 
- To nie jest rozmowa na telefon.
- Co w takim razie pani proponuje? - zapytał.
- Może spotkanie tak na początek? - zaproponowała.
- W porządku. Jak na razie mam krótki urlop, więc w przeciągu kilku dni skontaktuję się z panią - odparł będąc naprawdę zmęczony.
- Obawiam się, że za kilka dni może być już za późno - lekkie zmartwienie w jej głosie zaniepokoiło go.
- To znaczy?
- To nie rozmowa na telefon. Daję panu czterdzieści osiem godzin, ni sekundy więcej - stanowczy ton zbił go z tropu. Pokiwał głową, dopiero po chwili spostrzegając, że rozmówczyni nie ma szans dostrzec tego gestu.
- W porządku? Uh, nie mam pojęcia o czym pani mówi i dlaczego dzwoni do mnie, ale proszę nie robić tego więcej w taki sposób. Jeśli chce pani pożartować, to jak najbardziej, ale z takich rzeczy? No proszę.
- Widzę, że pan nie rozumie. Proszę się ubrać, będę za 5 minut. Mówię całkiem poważnie - usłyszał tuż przed dźwiękiem kończącym rozmowę.
Był w szoku, ale miał wrażenie, że ta cała (T.i.) (T.n.) faktycznie się tu zaraz pojawi. Poszedł więc do sypialni, wybrał jakieś jeansy i biały T-shirt, przebrał się w nie, po czym z telefonem w dłoni podszedł do okna w salonie wychodzącego na ulicę przed jego domem. Cała ta sprawa dziwnie się prezentowała, a on naprawdę miał dość. Chciał przez jeden dzień mieć spokój. Jeden, jedyny dzień.
Usiadł na kanapie i puścił muzykę z głośników. Od razu zrobiło mu się lepiej.
Jednak dzwonek do drzwi skutecznie popsuł całą tą chwilę. Wstał i wyjrzał przez wizjer. Jakoś dziwnie jasno, jakby ktoś latarką świecił prosto w otwór. Uchyliłem delikatnie drzwi, a jasna postać wparowała do środka i zatrzasnęła je, natychmiast ryglując zamki.
- Co tu się... - nie zdążył dokończyć, a ona pociągnęła go do kuchni.
- Przepraszam, zaraz wszystko wytłumaczę. Najpierw jednak, czy twój dom stoi na uświęconej ziemi? - spojrzał na nią jak na wariatkę, ale przytaknął. Postać natychmiast uspokoiła się i bijący od niej jakby blask nieco przygasł. Niall zaczął się śmiać i wstał z krzesła, aby podjeść do blatu.
- Widzę, że sprawa  szykuje się naprawdę wesoła. Jak mniemam, panna (T.i.)?
- Tak.
- Cóż, miło poznać, Niall Horan - odezwał się wystawiając rękę, na którą spojrzała, ale nie ujęła. - Kawy, herbaty, soku?
- Sok? - kobieta zachowywała się naprawdę dziwnie. On jednak wciąż uśmiechał się, ponieważ humor poprawił mu się dość znacznie.
Nalał więc soku pomarańczowego i podał jej szklankę. Napiła się troszkę i odstawiła na bok.
- Dobrze, więc co panią do mnie sprowadza? - zabrzmiało to filmowo. Zresztą cała ta sytuacja wydawała się nierealna, jakby wyjęta z kontekstu jakieś produkcji.
- Najpierw musi mnie pan lepiej poznać.
- W czym ma to pomóc? - zaciekawił się. Obca kobieta dzwoni do ciebie informując, że za chwilę pojawi się w twoim domu, a gdy już przychodzi wpada do środka jakby co najmniej ktoś ją gonił - kto by nie był zainteresowany.
- Zrozumie pan lepiej sytuację. Proszę mi zaufać - uśmiechnęła się miło.
Niall spojrzał na nią dziwnie, po czym wstał i wstawił wodę na kawę.
- Myślę, że powinna sobie pani pójść, panno (T.i.). Nie podoba mi się cała ta sytuacja, wparowuje pani do mojego domu i robi zamieszanie.
Kobieta spojrzała na niego i zamrugała. Wstała i podeszła do niego, a następnie przyłożyła swoją dłoń do jego klatki piersiowej. Poczuł dziwne ciepło, a po chwili przeszedł go przyjemny dreszcz.
- Zaufaj mi - szepnęła i odsunęła się, wyciągając rękę w jego stronę. Złapał ją, a ona pociągnęła go do korytarza. Ubrał buty i wyszli.
Nie wiedział dlaczego dał sobą tak po prostu kierować. Szedł powierzając się jej całkowicie. Miała nad nim kontrolę, a on nie potrafił okiełznać tego uczucia. Nie wiedział ile szli, gdzie i w jakim celu. Jednak w końcu zatrzymali się, a ona zerwała więź, puszczając jego dłoń. Stali na polanie odgrodzonej od świata przez ścianę drzew. Przypominała nieco kwadrat, jednak nie była idealnie równa. Mimo to miała swój urok, któremu zdecydowanie uległ.
- Dlaczego tu jesteśmy? - zapytał.
- Spójrz - wskazała na coś za nim, ignorując jego pytanie. Odwrócił się i zobaczył wielki, niebieski kwiat. - Kielich, który pozwoliłby ci przejrzeć na oczy. Dałby odpowiedzi na wszystko to, co cię dręczy. Wzmocniłby cię, pokazał to, kim naprawdę jesteś.
Nagle wszystko zaczęło się rozmywać. Przymknął powieki odnosząc wrażenie że coś zmusiło go, aby się skurczył. Gdy uniósł je, znów siedział w fotelu, na telewizorze leciały napisy końcowe jego ulubionego filmu, a on czuł się zdezorientowany.
- Znajdź go - usłyszał wewnątrz siebie i był pewny, że zwariował. Sięgnął po swój telefon i sprawdził rejestr połączeń, jednak ostatni numer, który w nim widniał, należał do szefa. Nie wiedział co się dzieje i dlaczego tak się dzieje, ale zrzucił to na kark zmęczenia. Za oknem pomarańczowe promienie słońca majaczyły już na horyzoncie, jednak nie przeszkodziło mu to w szybkim podjęciu decyzji oraz realizacji jej. W dresie już był, dlatego też włożył buty na stopy, złapał jeszcze z portfela banknot, aby w drodze powrotnej kupić mleko i wybiegł z domu uprzednio zamykając drzwi.
Biegł z uśmiechem na ustach. Kochał gdy wiatr głaskał go po twarzy, gdy dźwięki przyrody zewsząd go otaczającej opowiadały mu swoją historię. Uwielbiał złoto rozlewające się po świecie wraz z zachodzącym słońcem. Śmiał się wówczas do życia, które odpowiadało mu ze zdwojoną siłą.
Nagle usłyszał klakson za sobą, więc odwrócił się ciekawy, przez co zderzył się z kimś. Nim jednak jego ofiara zdążyła spotkać się z podłożem, złapał ją i spojrzał w jej kierunku.
- Przepraszam cię bardzo! Nic ci nie jest? - zapytał małego chłopca już mającego łzy w oczach.
- Nic - pociągnął nosem. Wyprostowali się, a blondyn rozejrzał się wokół.
- Jest tu gdzieś twoja mama? Kupiłbym ci lody w ramach przeprosin - uśmiechnął się przepraszająco.
- Nie wiem, zgubiłem się chyba - odparł malec znów pociągając nosem.
- A pamiętasz adres swojego domu? Albo numer telefonu? - podpytał klękając przed maluchem i sprawdzając, czy na pewno nic mu nie jest. Na szczęście był cały.
- Nie bardzo. Ale mieszkam w takim dużym, niebieskim domu. I mamy pieska! Fifi jest bardzo duży i na płocie jest napisane, że jest zły, ale tak naprawdę on nie lubi być niegrzeczny i niedobry, i zawsze jest super. I mamy też mniejszego pieska. Chupacabra się wabi. On potrafi być groźny. Nawet gryźć umie! Ale mnie nigdy jeszcze nie ugryzł. Kocham go bardzo i nigdy na niego nie krzyczę! To pewnie dlatego - gdy chłopczyk podłapał, że dorosły interesuje się nim, buzia nie chciała mu się zamknąć.
- Naprawdę? A chciałbyś pokazać mi Fifiego i Chupacabre?
- Jasne! Ale musi mnie pan zaprowadzić do domu. Mama nie pozwala mi rozmawiać z obcymi, jak się robi późno i w ogóle nie mogę z nimi rozmawiać, nawet jak jest dzień - powiedział dumnie, przypominając sobie słowa mamy. Nagle dotarło do niego, że przed sobą ma obcego dorosłego i się odsunął. - Jeśli chce pan mi zrobić krzywdę, to będę bardzo głośno krzyczał i policja przyjedzie! Ostrzegam.
- Spokojnie, nie chcę ci nic zrobić. Po prostu chciałbym odprowadzić cię do domu, bo robi się ciemno i mama na pewno martwi się, że jeszcze nie jesteś w domu - odpowiedział spokojnie blondyn i uśmiechnął się do wciąż nieprzekonanego chłopca. - Mam na imię Niall, mieszkam niedaleko. Może nawet jesteśmy sąsiadami!
- No nie wiem.
- I w drodze powrotnej możemy zjeść lody - dodał Niall mając nadzieję, że uda mu się przekonać malucha. Na słowo lody oczy chłopczykowi rozbłysły, a zęby błysnęły.
- Jestem Michael.



~~~~~~~~~~
Hej ^^ Troszkę później niż zamierzałam, ale nie umiałam tego ładnie ująć, żeby mi pasowało. Nadal nie jest idealnie, ale już trudno. Mam nadzieję, że mimo wszystko się spodoba :D
DZIĘKUJĘ ZA 14 KOMENTARZY! <3
Liczę na podobny odzew i szczere opinie:3

Buziaki, DF xx

niedziela, 12 marca 2017

Make love not war ~ Harry część 6

- Styles, to ty? Zatrzymaj się. - rozkazał żołnierz, a ja wykonałem polecenie. Jego zdecydowany i pewny siebie ton wywołał u mnie ciarki na plecach. W ułamku sekundy powróciły wszystkie wspomnienia w pola bitwy. Obrazy rannych i poległych, dźwięki strzałów, krzyków, nawoływania o pomoc, a dodatkowo ten cholerny gęsty dym, który piekł oczy niczym gaz pieprzowy. Do końca życia nie zapomnę tych miesięcy, nieważne jak usilnie bym próbował.
- Tak, to ja. - odpowiedziałem sucho i odwróciłem się w stronę mężczyzny. Nauczono mnie, że lepiej nie zdradzać swoich emocji. Niewzbudzającym podejrzeń ruchem sprawdziłem, czy broń znajduje się w kieszeni. Nie planowałem jej użyć, ale brałem pod uwagę każdą ewentualność.
- Dawno się nie widzieliśmy. - uśmiechnął się ironicznie, podchodząc bliżej.
- Zaledwie kilka dni. - odparłem takim samym tonem.
- Widzisz, już całkowicie straciłem poczucie czasu przez tę monotonię. Zupełnie inaczej niż na zachodzie kraju, gdzie spędziliśmy ostatni rok, prawda? Tam się coś działo, nie to co tutaj. Ach, zapomniałem.. przecież ty nie wiesz o czym mówię, zdrajco. - ostatnie słowo podkreślił. Tym stwierdzeniem uznał za nic całe cierpienie, jakiego doświadczyłem. Zacisnąłem wargi, aby nie dać po sobie poznać, że zabolało mnie to wyzwisko.
- Harry! - usłyszałem anielski głos Lily. Obróciłem głowę w stronę uliczki i ujrzałem uśmiechniętą dziewczynę kierującą się w naszą stronę. Trzymała na rękach malutką Darcy, która bawiła się kosmykami jej włosów. W myślach klnąłem jak szewc, jednak na zewnątrz wciąż zachowywałem pozory niewzruszonego nawoływaniem mężczyzny.
- Ukochana cię woła, tatuśku. Nie reagujesz? - zadrwił Nathan. Z trudem powstrzymałem się, żeby go nie uderzyć.
- Czego właściwie ode mnie chcesz? - zapytałem. Nie rozumiałem jego zachowania. Wracaliśmy do Londynu tym samym samolotem. Chłopak cieszył się z tego powodu chyba jeszcze bardziej niż ja, ciągle powtarzał, że to cud i nasza jedyna szansa. Mimo trudnej sytuacji nie tracił nadziei, za co szczerze go podziwiałem. Coś musiało się stać i nie chodziło tu o moją ucieczkę.
- Ta blondi jest całkiem niezła. Wystarczy, że raz mi da, a nikomu nie powiem, że cię widziałem. - syknął. Kipiałem ze złości. Wytrąciłem mu z rąk karabin i wyciągnąłem pistolet z kieszeni. Przystawiłem chłopakowi broń do skroni. Gdyby mój wzrok mógł zabijać, Nathan byłby już martwy.
- Pojebało cię. - stwierdziłem wściekły. Niespodziewanie żołnierz wyjął swój rewolwer, przysuwając go do mojej głowy. Staliśmy naprzeciwko siebie i z drżącymi rękami trzymaliśmy za spusty.
- NIEE! - krzyknęła rozpaczliwie Lily, która zdążyła znaleźć się obok nas.
- Lily, idź do domu! - poleciłem, nie odrywając wzroku od oczu Nathana. Musiałem uważać na każdy ruch, gdyż mógł on poskutkować śmiercią jednego z nas. Robiło mi się niedobrze na myśl, że mógłby dotknąć mojej ukochanej, ale mimo wszystko nie chciałem go zabić. Nie jestem mordercą. Dziewczyna ani myślała ruszyć się z miejsca, co było dokładnie w jej stylu.
- Proszę.. - szepnęła w stronę Nathana, nie powstrzymując łez. Przyciskała do siebie ciałko Darcy, która musiała źle znieść nerwową sytuację, bo również płakała.

Sekundy zdawały się trwać całą wieczność. Widok Harrego z bronią przy skroni był jak spełnienie najgorszego koszmaru. Bezradność, myśl, że nic nie mogę zrobić doprowadzała mnie do szaleństwa.
- Proszę.. - szepnęłam błagalnie do chłopaka. Zagrażał życiu osoby, którą kochałam najmocniej na świecie. Słone łzy spływały po moich policzkach, z każdą chwilą zamazując obraz coraz bardziej. Córeczka wierciła się niespokojnie, próbowałam ją uspokoić, ale na daremne. Przytuliłam dziewczynkę do siebie, czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Przetarłam oczy ręką, aby lepiej widzieć Harrego, być może w ostatnich chwilach jego życia. Nie myślałam racjonalnie, powinnam była udać się z Darcy do domu, tak jak prosił, ale nie mogłam go zostawić. Niespodziewanie, nieznajomy odsunął pistolet na bezpieczną odległość. Harry patrzył na niego z pogardą i nienawiścią, ale uczynił to samo.
- Twój wybór Styles, ale nie myśl, że będę cię krył przed dowódcą. - mruknął młody chłopak.
- Wolę umrzeć, niż sprzedać ci najważniejszą kobietę w moim życiu. - syknął.
- Jak to sprzedać? - wtrąciłam się. Nie rozumiałam nic z tego, o czym mówili.
- Bez przesady, taka ładna nie jesteś. Jeden numerek zapewniłby bezpieczeństwo twojemu chłoptasiowi, ale on, jak widać, tego nie rozumie. - powiedział z cwaniackim uśmieszkiem, mierząc mnie wzrokiem od góry do dołu.
- Przysięgasz, że wtedy nic mu nie będzie już zagrażać? - zapytałam, próbując nie myśleć o tym, co za chwilę miałoby się wydarzyć.
- Lily, chyba zwariowałaś! - krzyknął Harry - Nie zrobisz tego!
- Dla ciebie zrobię wszystko.. - szepnęłam, podchodząc do ukochanego. Wspięłam się na palce i czule go pocałowałam. Próbowałam zapamiętać smak jego ust i myśleć o nich cały czas, który miałam spędzić z nieznajomym. Nie chciałam tego robić, ale byłam przygotowana na każde poświęcenie.

- Spierdalaj stąd Nathan. Naślij na mnie porucznika, ba! Całe wojsko! Możesz tylko pomarzyć o takiej kobiecie, rozumiesz? - powiedziałem, obejmując Lily ramieniem. Widziałem, że chłopak zdążył się już napalić i tak łatwo nie odpuści.
- Będziesz tego żałował. Do zobaczenia. - syknął i splunął mi pod nogi. Nie przejąłem się tym nawet w najmniejszym stopniu. Kiedy żołnierz zniknął za zakrętem, udaliśmy się do domu. Dopiero po zamknięciu drzwi na wszystkie spusty mogłem odetchnąć z ulgą. Zacząłem analizować całą sytuację. Nie spodziewałem się, że Lily będzie w stanie tak się dla mnie poświęcić. Podszedłem do niej i wpiłem się w bladoróżowe usta dziewczyny.
- Kocham cię. - powiedziałem patrząc jej w oczy.
- Kocham cię.. - powtórzyła, opierając swoje czoło o moje.
- Mamy mało czasu..

_________________________________________
Wybaczcie moją długą nieobecność, ale pokonał mnie jakiś okropny wirus i dopiero teraz stanęłam na nogi. Jak widzicie, to jeszcze nie koniec opowiadania :D Bardzo mnie cieszy taki pozytywny odbiór pod poprzednimi częściami i zachęcam do komentowania także tutaj  ♥
littlegirl