Aloha kochani!!
Macie dzisiaj 3 już część imagina z Louisem.. :*
Podoba wam się chociaż? :*
A pamiętacie moje FF z Niallem? Night Changes ~ Darker Life.. Jest już 113 rozdział :* :*
A Anielskie FF z Louisem pamiętacie? <3 Róże pachnące miłością.. <3
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
' Niebieskooki *-*' taką będzie miał nazwę. Od razu zaczęłam pisać do niego wiadomość, mam nadzieje, że nie czekał na sms-a.
J: ' Cześć Niebieskooki. Przepraszam Cię za wczoraj, zmarnowałeś przeze mnie sporo czasu.. Moja kostka jest skręcona i na całe szczęście mam tylko stabilizator. Podejrzewam że będę miała szlaban na deskę do końca życia.. Jeszcze raz Ci dziękuje. xx ' - wysłane. Poszłam do łazienki i wykonałam wszystkie poranne czynności. Ubrałam sie tak by było wygodnie w usztywnieniu i z kulami zeszłam na dół. Mama krzątała sie po kuchni, ale na mnie nawet nie spojrzała. Miałam ochotę uciec i już nie wrócić, to boli jak ona mnie ignoruje. Oparłam kule o ścianę, tak żeby nikomu nie przeszkadzały i zrobiłam sobie kawę. - Chcesz też? - spytałam cicho mamy. Kobieta sie nie odezwała, miałam już dość. Zostawiłam mój napój, zabrałam dodatkowe nogi i wróciłam na górę po komórkę, wzięłam bluzę i po kilkunastu minutach byłam w parku. Łzy wylewały sie strumieniami z moich oczu, zaczęłam, dla zajęcia czymś głowy, bawić sie telefonem. Zauważyłam że mam wiadomość od bruneta: ' Niebieskooki- podoba mi sie :D Ciesze sie, że to tylko tak sie skończyło po tych Twoich wybrykach, chciałbym sie z Tobą spotkać. Gdzie jesteś? ' - nie mogłam uwierzy własnym oczom, on jeszcze chce mnie widzieć?!
J: ' Zobaczyć?! Hmm nie wiem czy to dobry pomysł .. ' - nie chciałam by widział jak płacze.
Ch: ' Czemu? Mogłabyś mnie normalnie przeprosić. :P A ja mógłbym z Tobą porozmawiać bez ganiania za Tobą.. x' - czemu na mojej twarzy jest uśmiech?!
J: ' Jestem w parku koło OxfordStreet :)' - teraz trzeba zetrzeć resztę łez.
Ch: ' Okay :D Będę za niecałe 20 minut. ' - znów szczerzyłam sie jak głupia. Dziewczyno ogarnij sie!!-krążyło mi po głowie. Nawet nie spostrzegłam sie kiedy Niebieskooki siedział obok mnie i wpatrywał sie we mnie z wielkim uśmiechem.
J: Hej - odwzajemniłam jego uśmiech.
Ch: Zdradzisz mi w końcu swoje imię?
J: (T.i.).. - spojrzałam w jego oczy
Ch: Miło mi.. - zamilkł
J: A Twoje?! - upomniałam sie.
Ch: Niebieskooki mi pasuje.. - powiedział zadziornie.
J: Super, ale chciałabym je znać.
Ch: Jestem Louis, the Tommo Tomlinson. - zmienił śmiesznie głos.
J: To panie Tomlinson, o czym chcesz porozmawiać? - spojrzałam w jego oczy.
L: A to zależy o czym chcesz mi powiedzieć. - droczył sie ze mną.
J: To z kolei uzależnione jest od tego co chciałbyś wiedzieć. - odpowiadałam mu tym samym.
L: Cwana jesteś.. - zaśmiał sie - Może pójdziemy na jakąś kawę? - zaproponował.
J: Myślisz że to dobry pomysł?! - nie uśmiecha mi sie spacerowanie po mieście z kulami.
L: Mogę Cię zanieść.. - wyszczerzył sie.
J: Nie, dziękuje..
L: Wczoraj jakoś..
J: Wczoraj było wbrew mojej woli. - przerwałam mu - To był pierwszy i ostatni raz.. - powiedziałam pewna siebie. Louis przewrócił oczami i spojrzał na mnie znacząco. - Nie zrobisz mi dzisiaj tego, o nie! - zaśmiałam sie.
Lou: Dobra, jak chcesz.. Ale na kawę i tak pójdziemy.. - wstał i wziął moje kule, a potem pomógł wstać i mi. - Tu blisko jest kawiarnia.. - uśmiechnął sie. Poszliśmy tam i usiedliśmy w cichszym miejscu. Louis zaczął nawijać, zapominałam o przykrościach ze strony mamy i nawet sie śmiałam.
Cały czas spędzony z nim był niesamowity, naprawdę się świetnie z nim bawiłam, a co najlepsze dogadywaliśmy się. Nikt jak do tej pory nie spędzał ze mną w taki sposób chwil. Moje koleżanki zajmowały sie zawsze tymi typowo babskimi sprawami, ja wolałam pograć na perkusji czy pojeździć na desce.
J: Okay.. Możesz mnie odprowadzić do domu. - uśmiechnęłam sie i spojrzałam w jego oczy. Czemu one muszą być aż tak hipnotyzujące i błękitne?!
Lou: W porządku. - uśmiechnął sie zadziornie i ruszyliśmy.
J: Co sie tak szczerzysz? - zapytałam po pewnym czasie, jego mordka wykrzywiła sie jeszcze bardziej.
L: Będę wiedział gdzie mieszkasz.. - zaśmiał sie.
J: Liczę że nie będziesz mnie nachodził.
Lou: Zdziwisz sie. - powiedział cicho.
J: To tutaj.. - zatrzymaliśmy sie przed moim podwórkiem.
L: Coo? Tak blisko?! - teraz jego głos był jakby niezadowolony.
J: No wybacz, że nie mieszkam po drugiej stronie miasta.. Ale nie dałabym chyba rady uciec tak daleko.. - spojrzałam znacząco na niego.
L: Nic nie szkodzi że tu mieszkasz. Zawsze możesz zaprosić mnie do siebie. - wyszczerzył sie.
J: No nie wiem.. - nie chce by widział tą niechęć do mnie w oczach mamy.
L: Jeżeli nie, zabieram Cię do siebie.. Wybieraj. - skrzyżował ręce na torsie.
J: Nie zmusisz mnie. - powiedziałam z udawaną złością.
L: Mógłbym to zrobić. - poruszał brwiami.
J: Na godzinkę chyba możesz wejść.. - zgodziłam się, chciałam z nim jeszcze pobyć. Weszliśmy do środka, nie słyszałam żeby mama była w kuchni. Weszliśmy na gore, i pokuśtykałam do pokoju. - Mamo, a co ty tu robisz?! - zdziwiłam sie widząc że siedzi przy moim biurku. Ona nigdy nie interesowała sie takimi sprawami jak moja szkoła. A teraz grzebała w moim plecaku?!
M: Sprawdzam czy nie masz jakiś narkotyków przy sobie. - odparła ze złością. Nie chciałam wtedy patrzeć w Louisa oczy, na pewno był zaskoczony.
J: Że co?! Podejrzewasz mnie o ćpanie?! - wkurzyłam sie
M: Tak.. A jak może mam sobie wytłumaczyć to że masz stłoczoną kostkę? Złe oceny?! - patrzała w moje oczy z taką pogardą. Chciało mi sie wyć.
J: Mam złe oceny bo materiał jest ciężki.. A nogę skręciłam na deskorolce. Dobrze o tym wiesz.. Nie musisz wyżywać sie na mnie tylko dlatego, że coś Ci w ciągu dnia nie poszło! - nie chciałam podnosić głosu, ale jakoś samo tak wyszło.
L: To może ja jednak pójdę.. - wtrącił i złapał mnie za dłoń, ściskając ją lekko.
J: Przepraszam Cię za to.. - spojrzałam smutniej w jego oczy. Chłopak pochylił sie nade mną i ucałował mój policzek.
L: Do zobaczenia mała.. - powiedział szeptem tak by mama nie słyszała. Wyszedł z pokoju i zaraz potem pewnie z domu.
J: Jesteś z siebie zadowolona?!
...
_____________
Rozkręca się?! Głupia sytuacja , co nie..
Może bedzie 10 komów?!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ps. Dodam coś po weekendzie :D
Naat
One Direction i My.. - imaginy
środa, 24 lutego 2016
wtorek, 23 lutego 2016
Louis ;3 ~ I’m perfect for you.. - część 2
Hejka!! :* :*
Macie 2 część imagina z Louisem <3
Mówiłam że wracam, mówiłam!! <3
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Usiadłam na ławce i masowałam obolałą kostkę, usłyszałam że coś podjeżdża, myślałam że to mój środek komunikacji miejskiej, podniosłam głowę i to ten sam czarny Range Rover. Od razu zerwałam sie z miejsca i zaczęłam odchodzić.
Ch: Poczekaj!! - krzyczał za mną, a ja udawałam że nie słyszę, przyspieszyłam swój koślawy krok. W pewnym momencie poczułam jak łapie mnie za ramie i zmusza do zatrzymania sie.
J: Co?! - warknęłam
Ch: No przecież nie możesz tak robić. Ja Cię zaworze do lekarza, a Ty uciekasz?! - spojrzał na mnie z politowaniem, byłam zła, coraz bardziej zła.
J: Nie potrzebuje żadnego lekarza, mówiłam Ci już.. Cześć. - powiedziałam pewna swoich słów i znów zaczęłam od niego odchodzić.
Ch: Skoro nie chcesz mojej pomocy to nie, ale mam Twoją deskę i nie oddam Ci jej teraz.. - jego głos był stanowczy, zatrzymałam sie w miejscu i odwróciłam w jego stronę.
J: Oddaj mi ją.. - spojrzałam w jego błękitne oczy.
Ch: Nie. - skrzyżował ręce na klatce piersiowej
J: Dlaczego? Przecież moja deska nie jest Ci do niczego potrzebna. - dokuśtykałam do niego.
Ch: Nie po tym jak mnie potraktowałaś.
J: Przepraszam, oddasz mi ją teraz? - powiedziałam od niechcenia.
Ch: Nie.. - uśmiechnął sie zwycięsko.
J: To co mam zrobić? - westchnęłam
Ch: Dać sobie pomoc.. - jego uśmiech był przerażająco idealny.
J: Nie chce gipsu.. - mruknęłam i usiadłam na trawie. Kostka pulsowała coraz mocniej i czułam jak robi mi sie ciasno w bucie, puchło..
Ch: Może nie będzie trzeba.. - przykucnął obok mnie.
J: Chyba jednak tak, spójrz..- podciągnęłam lekko nogawkę, chłopak widząc to pobladł i ja chyba też bo aż zrobiło mi sie słabo. Noga była sina i wielka jak dynia.
Ch: Nie masz wyjścia, musimy jechać do lekarza.. - podniósł mnie i zaczął iść do samochodu.
J: Możesz mnie postawić?! - wściekałam sie.
Ch: Nie. - mruknął i wsadził mnie do samochodu. Sam zajął miejsce za kierownicą i usłyszałam że samochód sie zamyka, spojrzałam zdziwiona na niego.
J: Czemu zamknąłeś?!
Ch: Żebyś nie uciekła.. - uśmiechnął sie.
J: Nie jestem wariatką, nie wyskakuje z jadącego samochodu. - powiedziałam obrażona.
Ch: No nie wiem.. - zaśmiał sie, a mi wcale tak wesoło nie było. Będę uziemiona, jak ja teraz będę jeździć?! Podjechał pod szpital i nie otworzył mojej strony auta, dopiero od zewnątrz, gdy miał pewność że nie ucieknę. Kolejny raz byłam w powietrzu, a po chwili badał moją wielką kostkę lekarz.
L: Jak Pani ją tak uszkodziła? - staruszek sie uśmiechnął, a ja nawet nie byłam w stanie tego w połowie odwzajemnić.
J: Jechałam na deskorolce.. - powiedziałam cicho.
L: Poważnie musiała sie Pani wywrócić.. Zrobimy prześwietlenie, potem okaże sie czy gips czy może jakiś stabilizator. - uśmiechnął sie i spojrzał na mnie.
J: A można obejść sie bez gipsu? - zapytałam z nadzieją.
L: Nie wiem.. Usiądź na wózku i zaraz przyjdzie pielęgniarka, a Twój chłopak czeka na zewnątrz. - poinformował.
J: Jaki chło.. - w tym samym momencie do sali wszedł ten brunet, lekarz wyszedł zostawiając mnie z nim.
Ch: I co powiedział? - usiadł obok mnie
J: Że trzeba zrobić prześwietlenie.. Dzięki i możesz już sobie stąd jechać. - nie chciałam by tu był i jeszcze podał sie za mojego chłopaka..
Ch: Nie zostawia Cię tak.. To w pewnym sensie moja wina..
J: Niee.. - spojrzałam w jego oczy - .. to tylko moja wina, chciałeś pomoc.. Gdybym nie była taka uparta i nie uciekła, nie było by tak.. Naprawdę dziękuje Ci za Twoją pomoc. - wymusiłam uśmiech, choć zbierało mi sie na łzy. Jestem idiotką!
Ch: Widzisz.. Nie mogłaś tak od razu? - uśmiechnął sie. - Jeżeli nie chcesz mnie tutaj, to pojadę, ale musisz zapewnić mnie jakoś że jesteś w domu, że wszytko w porządku.. - dlaczego on jest taki miły?! Przecież ja go tak potraktowałam..
J: Niech będzie.. - odwzajemniłam słabo jego uśmiech i podałam mu swój telefon. Chłopak szybko wpisał numer i oddał mi go. W tym samym momencie przyszła pielęgniarka i zabrała mnie na prześwietlenie.
Ch: Pamiętaj o mnie!! - krzyknął za nami, odwróciłam sie i pomachałam mu tylko. Prześwietlenie pokazało że mam skręconą kostkę, na szczęście obyło sie bez gipsu i pozostało mi poczekać kilka minut na mamę. Widziałam po niej ze jest zła, ale nic nie powiedziała.
J: Mamo no powiedz coś.. - spojrzałam na nią
M: Co mam Ci powiedzieć?! Tyle razy mówiłam żebyś w końcu znalazła sobie inne zajedzie, ale nie, Ty jesteś jaka jesteś i nic tego nie zmieni.. - skarciła mnie. Powoli zaczynam myśleć że ona już przestała mnie kochać.. Wiedziałam że już dawno chciała bym zmieniła zainteresowana, ona nie może już tego znieść, ale ja nic nie poradzę że typowo dziewczyńskie rzeczy mnie nie interesują. Dojechaliśmy w ciszy do domu, wzięłam kule i weszłam do środka, mama nawet na mnie nie chciała patrzeć, od razu poszła do salonu i zajęła sie jak mniemam poprzednim zajęciem.
J: Mamo.. - rodzicielka nawet nie zareagowała na moje słowa, poczułam wielką gule w gardle. - Przepraszam że Cię zawiodłam.. - powiedziałam łamiącym głosem i wyszłam stamtąd. Z wielkim trudem ale weszłam po schodach do swojego pokoju. Gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi, łzy wypłynęły z moich oczu, nie rozumiem mojej mamy. Czemu ona nie może mnie kochać takiej jaką jestem?! Wiem że zawsze pragnęła mieć córkę która nosiłaby sukienki, zajmowała sie malowaniem paznokci, czy strojeniem sie. Ale to nie ja! Ja jestem inna, nie nosze sukienek, nie nosze szpilek, wole leginsy, dresy i trampki. Zasnęłam z mokrymi policzkami, w głowię miałam tylko złość mamy.
Rano dopiero przypomniało mi sie o tym brunecie, wyleciało mi z głowy że miałam do niego napisać. Odblokowałam telefon i zauważyłam że mam jego numer na ekranie, zapisze go najpierw, ale jak podpisać by wiedzieć że to on?! Nawet nie mam pojęcia jak ma na imię, nie zapytałam. Głupia ja.. Przypomniałam sobie śliczny, szczery uśmiech, piękne błękitne oczy.. ' Niebieskooki *-* ' taką będzie miał nazwę. Od razu zaczęłam pisać do niego wiadomość, mam nadzieje że nie czekał na sms-a.
J: ' Cześć Niebieskooki. Przepraszam Cię za wczoraj, zmarnowałeś przeze mnie sporo czasu.. Moja kostka jest skręcona i na całe szczęście mam tylko stabilizator. Podejrzewam że będę miała szlaban na deskę do końca życia.. Jeszcze raz Ci dziękuje. xx '
...
______________
I jak? Dłuższy :D :D
Co sądzicie?!
Pisajcie kochane/kochani!!
A tak btw, czyta tego bloga jakis chłopak?! :D
Jestem ciekawa!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!
Naat
Macie 2 część imagina z Louisem <3
Mówiłam że wracam, mówiłam!! <3
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Usiadłam na ławce i masowałam obolałą kostkę, usłyszałam że coś podjeżdża, myślałam że to mój środek komunikacji miejskiej, podniosłam głowę i to ten sam czarny Range Rover. Od razu zerwałam sie z miejsca i zaczęłam odchodzić.
Ch: Poczekaj!! - krzyczał za mną, a ja udawałam że nie słyszę, przyspieszyłam swój koślawy krok. W pewnym momencie poczułam jak łapie mnie za ramie i zmusza do zatrzymania sie.
J: Co?! - warknęłam
Ch: No przecież nie możesz tak robić. Ja Cię zaworze do lekarza, a Ty uciekasz?! - spojrzał na mnie z politowaniem, byłam zła, coraz bardziej zła.
J: Nie potrzebuje żadnego lekarza, mówiłam Ci już.. Cześć. - powiedziałam pewna swoich słów i znów zaczęłam od niego odchodzić.
Ch: Skoro nie chcesz mojej pomocy to nie, ale mam Twoją deskę i nie oddam Ci jej teraz.. - jego głos był stanowczy, zatrzymałam sie w miejscu i odwróciłam w jego stronę.
J: Oddaj mi ją.. - spojrzałam w jego błękitne oczy.
Ch: Nie. - skrzyżował ręce na klatce piersiowej
J: Dlaczego? Przecież moja deska nie jest Ci do niczego potrzebna. - dokuśtykałam do niego.
Ch: Nie po tym jak mnie potraktowałaś.
J: Przepraszam, oddasz mi ją teraz? - powiedziałam od niechcenia.
Ch: Nie.. - uśmiechnął sie zwycięsko.
J: To co mam zrobić? - westchnęłam
Ch: Dać sobie pomoc.. - jego uśmiech był przerażająco idealny.
J: Nie chce gipsu.. - mruknęłam i usiadłam na trawie. Kostka pulsowała coraz mocniej i czułam jak robi mi sie ciasno w bucie, puchło..
Ch: Może nie będzie trzeba.. - przykucnął obok mnie.
J: Chyba jednak tak, spójrz..- podciągnęłam lekko nogawkę, chłopak widząc to pobladł i ja chyba też bo aż zrobiło mi sie słabo. Noga była sina i wielka jak dynia.
Ch: Nie masz wyjścia, musimy jechać do lekarza.. - podniósł mnie i zaczął iść do samochodu.
J: Możesz mnie postawić?! - wściekałam sie.
Ch: Nie. - mruknął i wsadził mnie do samochodu. Sam zajął miejsce za kierownicą i usłyszałam że samochód sie zamyka, spojrzałam zdziwiona na niego.
J: Czemu zamknąłeś?!
Ch: Żebyś nie uciekła.. - uśmiechnął sie.
J: Nie jestem wariatką, nie wyskakuje z jadącego samochodu. - powiedziałam obrażona.
Ch: No nie wiem.. - zaśmiał sie, a mi wcale tak wesoło nie było. Będę uziemiona, jak ja teraz będę jeździć?! Podjechał pod szpital i nie otworzył mojej strony auta, dopiero od zewnątrz, gdy miał pewność że nie ucieknę. Kolejny raz byłam w powietrzu, a po chwili badał moją wielką kostkę lekarz.
L: Jak Pani ją tak uszkodziła? - staruszek sie uśmiechnął, a ja nawet nie byłam w stanie tego w połowie odwzajemnić.
J: Jechałam na deskorolce.. - powiedziałam cicho.
L: Poważnie musiała sie Pani wywrócić.. Zrobimy prześwietlenie, potem okaże sie czy gips czy może jakiś stabilizator. - uśmiechnął sie i spojrzał na mnie.
J: A można obejść sie bez gipsu? - zapytałam z nadzieją.
L: Nie wiem.. Usiądź na wózku i zaraz przyjdzie pielęgniarka, a Twój chłopak czeka na zewnątrz. - poinformował.
J: Jaki chło.. - w tym samym momencie do sali wszedł ten brunet, lekarz wyszedł zostawiając mnie z nim.
Ch: I co powiedział? - usiadł obok mnie
J: Że trzeba zrobić prześwietlenie.. Dzięki i możesz już sobie stąd jechać. - nie chciałam by tu był i jeszcze podał sie za mojego chłopaka..
Ch: Nie zostawia Cię tak.. To w pewnym sensie moja wina..
J: Niee.. - spojrzałam w jego oczy - .. to tylko moja wina, chciałeś pomoc.. Gdybym nie była taka uparta i nie uciekła, nie było by tak.. Naprawdę dziękuje Ci za Twoją pomoc. - wymusiłam uśmiech, choć zbierało mi sie na łzy. Jestem idiotką!
Ch: Widzisz.. Nie mogłaś tak od razu? - uśmiechnął sie. - Jeżeli nie chcesz mnie tutaj, to pojadę, ale musisz zapewnić mnie jakoś że jesteś w domu, że wszytko w porządku.. - dlaczego on jest taki miły?! Przecież ja go tak potraktowałam..
J: Niech będzie.. - odwzajemniłam słabo jego uśmiech i podałam mu swój telefon. Chłopak szybko wpisał numer i oddał mi go. W tym samym momencie przyszła pielęgniarka i zabrała mnie na prześwietlenie.
Ch: Pamiętaj o mnie!! - krzyknął za nami, odwróciłam sie i pomachałam mu tylko. Prześwietlenie pokazało że mam skręconą kostkę, na szczęście obyło sie bez gipsu i pozostało mi poczekać kilka minut na mamę. Widziałam po niej ze jest zła, ale nic nie powiedziała.
J: Mamo no powiedz coś.. - spojrzałam na nią
M: Co mam Ci powiedzieć?! Tyle razy mówiłam żebyś w końcu znalazła sobie inne zajedzie, ale nie, Ty jesteś jaka jesteś i nic tego nie zmieni.. - skarciła mnie. Powoli zaczynam myśleć że ona już przestała mnie kochać.. Wiedziałam że już dawno chciała bym zmieniła zainteresowana, ona nie może już tego znieść, ale ja nic nie poradzę że typowo dziewczyńskie rzeczy mnie nie interesują. Dojechaliśmy w ciszy do domu, wzięłam kule i weszłam do środka, mama nawet na mnie nie chciała patrzeć, od razu poszła do salonu i zajęła sie jak mniemam poprzednim zajęciem.
J: Mamo.. - rodzicielka nawet nie zareagowała na moje słowa, poczułam wielką gule w gardle. - Przepraszam że Cię zawiodłam.. - powiedziałam łamiącym głosem i wyszłam stamtąd. Z wielkim trudem ale weszłam po schodach do swojego pokoju. Gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi, łzy wypłynęły z moich oczu, nie rozumiem mojej mamy. Czemu ona nie może mnie kochać takiej jaką jestem?! Wiem że zawsze pragnęła mieć córkę która nosiłaby sukienki, zajmowała sie malowaniem paznokci, czy strojeniem sie. Ale to nie ja! Ja jestem inna, nie nosze sukienek, nie nosze szpilek, wole leginsy, dresy i trampki. Zasnęłam z mokrymi policzkami, w głowię miałam tylko złość mamy.
Rano dopiero przypomniało mi sie o tym brunecie, wyleciało mi z głowy że miałam do niego napisać. Odblokowałam telefon i zauważyłam że mam jego numer na ekranie, zapisze go najpierw, ale jak podpisać by wiedzieć że to on?! Nawet nie mam pojęcia jak ma na imię, nie zapytałam. Głupia ja.. Przypomniałam sobie śliczny, szczery uśmiech, piękne błękitne oczy.. ' Niebieskooki *-* ' taką będzie miał nazwę. Od razu zaczęłam pisać do niego wiadomość, mam nadzieje że nie czekał na sms-a.
J: ' Cześć Niebieskooki. Przepraszam Cię za wczoraj, zmarnowałeś przeze mnie sporo czasu.. Moja kostka jest skręcona i na całe szczęście mam tylko stabilizator. Podejrzewam że będę miała szlaban na deskę do końca życia.. Jeszcze raz Ci dziękuje. xx '
...
______________
I jak? Dłuższy :D :D
Co sądzicie?!
Pisajcie kochane/kochani!!
A tak btw, czyta tego bloga jakis chłopak?! :D
Jestem ciekawa!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!
Naat
poniedziałek, 22 lutego 2016
Louis ;3 ~ I’m perfect for you.. - część 1
Hejka!! :* :*
To zaczynam od nowa!! Imagin z Louisem <3
Naprawdę postaram sie do was wrócić, bo brakuje mi was!!!! :/ :* :*
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Spokojna, cicha, nikomu nie wadząca osoba.. To właśnie ja.. Nigdy nie zrobiłam nikomu pod górkę, nie zaszkodziłam w żaden sposób drugiej osobie. Po prostu jestem niewidzialna.. Nie jestem też jak inne dziewczyny, nie kręcą mnie szpilki, malowanie paznokci, czy nie wiadomo jak mocna tapeta na twarzy.. Preferuje bardziej naturalny wygląd, nie to że sie nie maluje, owszem robię to, ale zdecydowanie słabiej niż moje rówieśniczki.. Mam na imię (T.i.) i w sumie to kończę już szkołę. Kończę moją życiową, przymusową edukacje i zaczynam normalne życie.. Moim hobby jest perkusja i deskorolka. Uwielbiam grać na tym instrumencie, tak jak jeździć na desce. To taka moja odskocznia od rzeczywistości.. Dzisiaj po szkole znów wyszłam z deska w reku, jechałam po dość nie równym chodniku i wymijałam spacerujących ludzi. Nagle wjechałam na jakąś szczelinę i deska zatrzymała sie w miejscu, a ja poleciałam do przodu, wiedziałam że zaraz będzie zderzenie z twardą ziemią. Czułam jak ląduje, ale nie poczułam mocnego upadku. Otworzyłam oczy i zobaczyłam że leże na jakimś chłopaku. Wstałam szybko na równe nogi przez co zakołowało mi sie w głowie. Spojrzałam na poturbowanego przeze mnie chłopaka, miał brązowe, lekko przydługie włosy i niesamowicie niebieskie oczy. Jego wyraz twarzy nie był zbyt zadowolony, z reszta wcale mu sie nie dziwie. Podałam mu rękę by pomóc mu wstać, chłopak złapał za nią i podniósł sie.
J: Przepraszam.. - powiedziałam skruszona, w zamieszaniu zaczęłam sie rozglądać, szukałam swojej deskorolki. - Nic ci nie jest?
Ch: Chyba nie.. Ucierpiała bardziej moja duma.. - zaśmiał sie lekko, mi jednak nie było do śmiechu, nigdzie nie widziałam mojego sprzętu, a do tego bolała mnie noga, aż od kostki po udo.. - A Tobie?
J: Mi? Nie, nie wiem.. - mieszałam sie. - Musze iść, jeszcze raz przepraszam.. - zaczęłam od niego odchodzić, niestety ból był przerażający i kulałam.
Ch: Poczekaj! - krzyknął za mną i podszedł - Ty chyba jednak zrobiłaś sobie krzywdę.. - powiedział troskliwie, pierwszy raz widziałam coś takiego ze strony chłopaka. Nikt do tej pory sie mną nie przejmował.
J: Dam rade.. Ale.. - urwałam i zauważyłam jak jakiś szatyn trzyma moją deskę - .. Ale ten chłopak ma moja deskorolkę.. - wskazałam na niego. Brunet uśmiechnął sie słabo.
Ch: Spokojnie, to mój przyjaciel.. Mam niedaleko samochód, zawiozę Cię do szpitala.. - powiedział i bez ostrzeżenia wziął mnie na ręce. Nie podobało mi sie to!
J: Nie chce do szpitala i proszę postaw mnie na ziemi.. - mówiłam jeszcze spokojnie
Ch: Przecież widziałem jak chodzisz. Musi być to coś poważnego, a w połowie to przeze mnie więc nie pozwolę Ci tak po prostu odejść.. - podczas gdy to mówił zdążył dojść do ciemnego Range Rover'a. Usadził mnie na miejscu pasażera i przez chwile na niego czekałam. Zauważyłam że rozmawia z tym chłopakiem i z moją deską idzie do auta. Wsiadł i ruszył zapewne do szpitala. Nie odzywałam sie po drodze, widziałam jednak kątem oka, jak brunet na mnie spogląda co jakiś czas. Denerwowało mnie jego zachowanie, robi wszystko wbrew mojej woli, nienawidzę tego! Podjechał pod szpital i szybko wyskoczyłam z samochodu, żegnając sie krótko. Miałam nadzieje że odjedzie i już go więcej nie zobaczę, ale on niestety wysiadł.
Ch: Poczekasz tu, ja pójdę po wózek? - spojrzał na mnie, to może być korzystne.
J: Okay.. - powiedziałam cicho by nie wzbudzić podejrzeń. Chłopak uśmiechnął sie tylko i zaczął iść do budynku, ja natomiast w miarę swoich możliwości odeszłam stamtąd. Bolało jak diabli, ale starałam sie uciec od niego jak najdalej. Nie chce żadnej pomocy lekarza czy tego bruneta, co prawda to mile z jego strony, ale moje życie straciłoby sens gdybym miała na nodze gips czy inne usztywnienie. Doczłapałam sie do przystanku autobusowego i zostało mi kilka minut do autobusu. Usiadłam na ławce i masowałam obolałą kostkę, usłyszałam że coś podjeżdża, myślałam że to mój środek komunikacji miejskiej, podniosłam głowę i to ten sam czarny Range Rover. Od razu zerwałam sie z miejsca i zaczęłam odchodzić.
Ch: Poczekaj!! - krzyczał za mną, a ja udawałam że nie słyszę, przyspieszyłam swój koślawy krok. W pewnym momencie poczułam jak łapie mnie za ramie i zmusza do zatrzymania sie.
J: Co?!
...
_____________
Wybaczcie mi wszystko!! Że krótkie też!! :* :*
Nie zmuszę was do dużej ilości komów, ale jak będzie w miarę spoko ich, to dodam następną część!! :* :*
Niemniej jednak!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!
Naat
To zaczynam od nowa!! Imagin z Louisem <3
Naprawdę postaram sie do was wrócić, bo brakuje mi was!!!! :/ :* :*
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Spokojna, cicha, nikomu nie wadząca osoba.. To właśnie ja.. Nigdy nie zrobiłam nikomu pod górkę, nie zaszkodziłam w żaden sposób drugiej osobie. Po prostu jestem niewidzialna.. Nie jestem też jak inne dziewczyny, nie kręcą mnie szpilki, malowanie paznokci, czy nie wiadomo jak mocna tapeta na twarzy.. Preferuje bardziej naturalny wygląd, nie to że sie nie maluje, owszem robię to, ale zdecydowanie słabiej niż moje rówieśniczki.. Mam na imię (T.i.) i w sumie to kończę już szkołę. Kończę moją życiową, przymusową edukacje i zaczynam normalne życie.. Moim hobby jest perkusja i deskorolka. Uwielbiam grać na tym instrumencie, tak jak jeździć na desce. To taka moja odskocznia od rzeczywistości.. Dzisiaj po szkole znów wyszłam z deska w reku, jechałam po dość nie równym chodniku i wymijałam spacerujących ludzi. Nagle wjechałam na jakąś szczelinę i deska zatrzymała sie w miejscu, a ja poleciałam do przodu, wiedziałam że zaraz będzie zderzenie z twardą ziemią. Czułam jak ląduje, ale nie poczułam mocnego upadku. Otworzyłam oczy i zobaczyłam że leże na jakimś chłopaku. Wstałam szybko na równe nogi przez co zakołowało mi sie w głowie. Spojrzałam na poturbowanego przeze mnie chłopaka, miał brązowe, lekko przydługie włosy i niesamowicie niebieskie oczy. Jego wyraz twarzy nie był zbyt zadowolony, z reszta wcale mu sie nie dziwie. Podałam mu rękę by pomóc mu wstać, chłopak złapał za nią i podniósł sie.
J: Przepraszam.. - powiedziałam skruszona, w zamieszaniu zaczęłam sie rozglądać, szukałam swojej deskorolki. - Nic ci nie jest?
Ch: Chyba nie.. Ucierpiała bardziej moja duma.. - zaśmiał sie lekko, mi jednak nie było do śmiechu, nigdzie nie widziałam mojego sprzętu, a do tego bolała mnie noga, aż od kostki po udo.. - A Tobie?
J: Mi? Nie, nie wiem.. - mieszałam sie. - Musze iść, jeszcze raz przepraszam.. - zaczęłam od niego odchodzić, niestety ból był przerażający i kulałam.
Ch: Poczekaj! - krzyknął za mną i podszedł - Ty chyba jednak zrobiłaś sobie krzywdę.. - powiedział troskliwie, pierwszy raz widziałam coś takiego ze strony chłopaka. Nikt do tej pory sie mną nie przejmował.
J: Dam rade.. Ale.. - urwałam i zauważyłam jak jakiś szatyn trzyma moją deskę - .. Ale ten chłopak ma moja deskorolkę.. - wskazałam na niego. Brunet uśmiechnął sie słabo.
Ch: Spokojnie, to mój przyjaciel.. Mam niedaleko samochód, zawiozę Cię do szpitala.. - powiedział i bez ostrzeżenia wziął mnie na ręce. Nie podobało mi sie to!
J: Nie chce do szpitala i proszę postaw mnie na ziemi.. - mówiłam jeszcze spokojnie
Ch: Przecież widziałem jak chodzisz. Musi być to coś poważnego, a w połowie to przeze mnie więc nie pozwolę Ci tak po prostu odejść.. - podczas gdy to mówił zdążył dojść do ciemnego Range Rover'a. Usadził mnie na miejscu pasażera i przez chwile na niego czekałam. Zauważyłam że rozmawia z tym chłopakiem i z moją deską idzie do auta. Wsiadł i ruszył zapewne do szpitala. Nie odzywałam sie po drodze, widziałam jednak kątem oka, jak brunet na mnie spogląda co jakiś czas. Denerwowało mnie jego zachowanie, robi wszystko wbrew mojej woli, nienawidzę tego! Podjechał pod szpital i szybko wyskoczyłam z samochodu, żegnając sie krótko. Miałam nadzieje że odjedzie i już go więcej nie zobaczę, ale on niestety wysiadł.
Ch: Poczekasz tu, ja pójdę po wózek? - spojrzał na mnie, to może być korzystne.
J: Okay.. - powiedziałam cicho by nie wzbudzić podejrzeń. Chłopak uśmiechnął sie tylko i zaczął iść do budynku, ja natomiast w miarę swoich możliwości odeszłam stamtąd. Bolało jak diabli, ale starałam sie uciec od niego jak najdalej. Nie chce żadnej pomocy lekarza czy tego bruneta, co prawda to mile z jego strony, ale moje życie straciłoby sens gdybym miała na nodze gips czy inne usztywnienie. Doczłapałam sie do przystanku autobusowego i zostało mi kilka minut do autobusu. Usiadłam na ławce i masowałam obolałą kostkę, usłyszałam że coś podjeżdża, myślałam że to mój środek komunikacji miejskiej, podniosłam głowę i to ten sam czarny Range Rover. Od razu zerwałam sie z miejsca i zaczęłam odchodzić.
Ch: Poczekaj!! - krzyczał za mną, a ja udawałam że nie słyszę, przyspieszyłam swój koślawy krok. W pewnym momencie poczułam jak łapie mnie za ramie i zmusza do zatrzymania sie.
J: Co?!
...
_____________
Wybaczcie mi wszystko!! Że krótkie też!! :* :*
Nie zmuszę was do dużej ilości komów, ale jak będzie w miarę spoko ich, to dodam następną część!! :* :*
Niemniej jednak!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!
Naat
sobota, 20 lutego 2016
Hejka!!
Aloha!! xx
Naat umarła, a raczej jej wena :/ :(
Pamiętacie imagin z Zaynem? KLIK <3
Chcecie kontynuacje tego?! Czy coś innego, bo szczerze mówiąc nie mam weny na te opowiadanie.. :/
Piszcie i jeszcze raz was przepraszam, bo obiecałam że wracam, a tu takie coś odwalam..! :/
Jestem zła sama na siebie!!
Naat
Naat umarła, a raczej jej wena :/ :(
Pamiętacie imagin z Zaynem? KLIK <3
Chcecie kontynuacje tego?! Czy coś innego, bo szczerze mówiąc nie mam weny na te opowiadanie.. :/
Piszcie i jeszcze raz was przepraszam, bo obiecałam że wracam, a tu takie coś odwalam..! :/
Jestem zła sama na siebie!!
Naat
piątek, 19 lutego 2016
Liam ♥ cz.6
-Jakoś dawałam radę.- szepnęłam zaciskając usta w wąską linię.
-Chodź..- kontynuował już łagodnym tonem wyciągając w moją stronę dłoń. Pewnie popełniłam właśnie ogromny błąd, ale chwyciłam ją. Poprowadził mnie do wyjścia budynku, a później do jego samochodu. Nie opierałam się kiedy pomagał mi wsiąść do auta. Nie mam pojęcia czy byłam zbyt przejęta jego nadopiekuńczością, czy też po prostu już wtedy czułam, że mnie nie skrzywdzi.
-Gdzie jedziemy?- spytałam po kilku minutach jazdy w ciszy.
-Ufasz mi?- spytał śmiertelnie poważnie, przez co poczułam elektryczność na długości kręgosłupa.
-Przecież znamy się zaledwie dwa dni..- zachichotałam, aby rozluźnić nieco atmosferę, ale chłopak nie miał nastroju na żarty.
-Mówię poważnie.- dodał po chwili patrzenia się w drogę.
-Tak.-szepnęłam ledwo słyszalnie, ale po jego nagłym uśmieszku na twarzy wywnioskowałam, że jednak usłyszał moją skromną odpowiedź.
-To zapnij pasy.- uśmiechnął się łobuzersko i gwałtownie przyspieszył. Zapięłam pasy najszybciej jak potrafiłam,a prędkość z którą jechaliśmy mnie przerażała.
-A teraz mi ufasz?- spytał już nieco luźniej. *Do czego on do cholery chce doprowadzić*
-Tak.- powiedziałam nieco głośniej niż wcześniej, a on ponowił swój ruch dociskając do końca pedał gazu. Przerażona zamknęłam oczy. Nie chciałam wiedzieć co dalej się będzie działo.
-Nadal?- usłyszałam po raz trzeci.
-Ufam ci.- powiedziałam drżącym głosem nie mogąc kontrolować ciarek, które raz po raz przeze mnie przebiegały. Po chwili czułam jak prędkość maleje, a ja z powrotem mogłam oddychać.
-Widzisz?- usłyszałam, ale nadal miałam zamknięte oczy.
-Możesz się czuć przy mnie bezpieczna. Nie skrzywdzę cię.- usłyszałam i powoli otwarłam oczy. Ujrzałam brązowe tęczówki obramowane gęstymi, ciemnymi rzęsami. Dlaczego wcześniej ich nie zauważyłam? *Musiałam być ślepa*
-Wiem.- odparłam i miałam już zamilczeć. Jednak pod wpływem nagłej odwagi, która mnie ogarnęła postanowiłam jego też spytać.
-A ty mi ufasz?- powtórzyłam jego pytanie, a on odrzucił głowę do tyłu i wybuchł dźwięcznym śmiechem.
-Oczywiście.- powiedział, gdy uspokoił atak śmiechu, a ja widziałam jak iskierki szczęścia tańczą w tej przecudnej czekoladzie.
-To pozwól mi się poznać.- szepnęłam i w tym samym czasie powoli, bojąc się reakcji zbliżyłam swoją twarz do jego. Zawahałam się, a Liam złączył nasze usta w delikatnym pocałunku.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Chodź..- kontynuował już łagodnym tonem wyciągając w moją stronę dłoń. Pewnie popełniłam właśnie ogromny błąd, ale chwyciłam ją. Poprowadził mnie do wyjścia budynku, a później do jego samochodu. Nie opierałam się kiedy pomagał mi wsiąść do auta. Nie mam pojęcia czy byłam zbyt przejęta jego nadopiekuńczością, czy też po prostu już wtedy czułam, że mnie nie skrzywdzi.
-Gdzie jedziemy?- spytałam po kilku minutach jazdy w ciszy.
-Ufasz mi?- spytał śmiertelnie poważnie, przez co poczułam elektryczność na długości kręgosłupa.
-Przecież znamy się zaledwie dwa dni..- zachichotałam, aby rozluźnić nieco atmosferę, ale chłopak nie miał nastroju na żarty.
-Mówię poważnie.- dodał po chwili patrzenia się w drogę.
-Tak.-szepnęłam ledwo słyszalnie, ale po jego nagłym uśmieszku na twarzy wywnioskowałam, że jednak usłyszał moją skromną odpowiedź.
-To zapnij pasy.- uśmiechnął się łobuzersko i gwałtownie przyspieszył. Zapięłam pasy najszybciej jak potrafiłam,a prędkość z którą jechaliśmy mnie przerażała.
-A teraz mi ufasz?- spytał już nieco luźniej. *Do czego on do cholery chce doprowadzić*
-Tak.- powiedziałam nieco głośniej niż wcześniej, a on ponowił swój ruch dociskając do końca pedał gazu. Przerażona zamknęłam oczy. Nie chciałam wiedzieć co dalej się będzie działo.
-Nadal?- usłyszałam po raz trzeci.
-Ufam ci.- powiedziałam drżącym głosem nie mogąc kontrolować ciarek, które raz po raz przeze mnie przebiegały. Po chwili czułam jak prędkość maleje, a ja z powrotem mogłam oddychać.
-Widzisz?- usłyszałam, ale nadal miałam zamknięte oczy.
-Możesz się czuć przy mnie bezpieczna. Nie skrzywdzę cię.- usłyszałam i powoli otwarłam oczy. Ujrzałam brązowe tęczówki obramowane gęstymi, ciemnymi rzęsami. Dlaczego wcześniej ich nie zauważyłam? *Musiałam być ślepa*
-Wiem.- odparłam i miałam już zamilczeć. Jednak pod wpływem nagłej odwagi, która mnie ogarnęła postanowiłam jego też spytać.
-A ty mi ufasz?- powtórzyłam jego pytanie, a on odrzucił głowę do tyłu i wybuchł dźwięcznym śmiechem.
-Oczywiście.- powiedział, gdy uspokoił atak śmiechu, a ja widziałam jak iskierki szczęścia tańczą w tej przecudnej czekoladzie.
-To pozwól mi się poznać.- szepnęłam i w tym samym czasie powoli, bojąc się reakcji zbliżyłam swoją twarz do jego. Zawahałam się, a Liam złączył nasze usta w delikatnym pocałunku.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ja wiem, na tak krótkie zakończenie.
Obiecuję się poprawić :3
Z kim teraz chcecie? :)
Czekam na propozycje.. możecie równiez zaproponować o czym chcecie czytać :)
#MALEŃKA
sobota, 30 stycznia 2016
Liam ♥ cz.5
-Na twoim miejscu bym się tak nie unosił.- zaczął dość twardo, by zaraz zmienić ton.
-Będę o 18.45.. bądź gotowa.- dokończył na wdechu i cmoknął moje usta. Później tylko stałam i patrzyłam jak odjeżdża swoim autem. A jego ciuchy...? *Really?! Przejmujesz się ciuchami?*
Po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że pewnie wyglądam na idiotkę patrząc w miejsce gdzie wcześniej stał samochód i szybko weszłam do środka.
-Co on sobie wyobraża?!- krzyknęłam w pustą przestrzeń mieszkania.
-A co jeśli sąsiedzi widzieli? Cholera jasna!- piskałam raz po raz ciągnąc swój przepełniony nie koniecznie pozytywnymi emocjami monolog. Postanowiłam nieco sprawdzić możliwość mojego poobijanego ciała. Każdy ruch wywoływał ból, ale nie mogę odpuścić zajęć.. rodzice by mnie zabili.. specjalnie by przyjechali tu, żeby mnie dobić.. a i tak już ledwo chodzę. Stwierdziłam, że należy mi się chwila odpoczynku po tym całym zajściu. Wzięłam długą, pełną piany kąpiel, po czym najadłam się setki niepotrzebnych kalorii i węglowodanych. Tak.. czułam się nieziemsko. Kiedy ostatni raz byłam tak lajtowo nastawiona do wszystkiego..? Niepamiętne czasy.. włączyłam "Phinesz'a i Ferb'a" totalnie się odmóżdżając i odcinając od świata, które żyło za ścianami mojego małego domku.Nim zdążyłam zauważyć była już 18.20.
-Niech to szlag..- zajęczałam pod nosem podnosząc się z kanapy i kierując w stronę sypialni. Ledwo zdążyłam spakować strój sportowy do torby i ogarnąć się tak, że wyglądałam na trochę żywszą niż pięć minut temu i usłyszałam dzwonek. Chwyciłam torbę, po drodze ubrałam trampki i już byłam przy drzwiach. Otwarłam je nawet nie spoglądając na szatyna stojącego za nimi zamknęłam drzwi przekręciłam klucz.
-Jedziemy?- bąknęłam odwracając się i wlepiając wzrok w podłogę.
-Po to przyjechałem.- odparł lekko zdziwionym tonem.
-To chodź.- parsknęłam i ruszyłam przed siebie nie patrząc czy podąża za mną, czy też nadal stoi pod drzwiami. Nim zdążyłam się obejrzeć stał już przy drzwiach i trzymał otwarte drzwi, abym mogła wejść. Błyskawicznie wślizgnęłam się do środka i patrzyłam jak okrąża auto, aby wsiąść od strony kierowcy i w końcu odpalić.
-Ty tak zawsze?- spytał ironicznym głosem, a ja wiedziałam, ze to źle się skończy.
-Co?- spytałam patrząc przed siebie.. już byliśmy w drodze.
-Czy zawsze jesteś taka sztywna?- spytał ponownie, a ja poczułam czerwieniące się policzki.
-Tak. Dokładnie tak. Jestem cholernie sztywna. Myślę, że nie powinieneś się ze mną zadawać, bo twoja reputacja legnie w gruzach.- odparłam na jednym wdechu.
-Nie obchodzi mnie reputacja... z resztą nikt nie powiedział, że mi się to nie podoba..- usłyszałam jak odpowiada na moje zaczepki, które były bez sensu.
-Powiedział. Ty powiedziałeś, że jest ot irytujące.. więc raczej nie może ci się to podobać. Po drugie.. musiałbyś być stuknięty, żeby coś takiego ci się podobało.- skończyłam, a on zajechał na parking na przeciwko hali w której miałam zajęcia.
-Dzięki..- odparłam otwierając drzwi i wychodząc... usłyszałam brzęk odpinanego pasa i momentalnie się odwróciłam w stronę bruneta.
-Problem w tym, że jestem kompletnie stuknięty.- parsknął zamykając auto i podążając za mną.
-Jasne.- wybełkotałam i pchnęłam metalowe drzwi wchodząc na korytarz. Kilka kroków i już jestem w szatni.. problem w tym, że on też jest tu ze mną.
-To damska szatnia.- warknęłam, a on się uśmiechnął.
-Nie przeszkadza mi to- zaśmiał się, a ja wzięłam strój i poszłam do toalety tam się przebierając. Związałam włosy w wysoki kucyk i spojrzałam na swoje odbicie.. tak samo zmęczone jak kilka godzin wcześniej.
-18!- krzyknął Payne, a ja wybiegłam z łazienki w stronę sali. *Stop!* zatrzymałam się błyskawicznie i odwróciłam.
-Ty nie możesz tu być.- odparłam w stronę Liam'a, który leniwym krokiem podążał w moją stronę.
-Tylko popatrzę.
-Nie możesz.- powtórzyłam, a on objął moją twarz swoimi dłońmi.
-Właśnie wiem... ale tak bardzo bym chciał..- szepnął miękkim głosem, a moje ciało na ten odgłos całe się napięło. *Odepchnij go. No już.. przecież robiłaś to tysiące razy. Cholera.* Nie mogłam odciągnąć wzroku od jego oczu.. mówiłam jak bardzo lubię brązowe oczy..? Przejechał swoim kciukiem po dolnej wardze moich ust.
-Ukhm!- usłyszałam jak odchrząkuje z obrzydzeniem moja nauczycielka.
-Cholera..- szepnęłam sama do siebie i odwróciłam się w stronę kobiety, której nienawidziłam.
-Chyba się nie spóźniłam?- spytałam zdecydowanym tonem.. tylko tak można z nią rozmawiać.
-Nie. Masz jeszcze minutę. Wiesz, że na treningi nie ma wstępu dla gości..?- spytała i popatrzyła przeszywając wzrokiem na mnie i Payne'a.
-Tak, wiem.
-A ja z chęcią zostanę.- usłyszałam, jak mówi z uśmiechem Liam i bezwiednie otwarły mi się usta.
-Proszę?- spytała już zirytowana.
-Usłyszała Pani. Niech się Pani nie krępuje.. po prostu dopiero zaczynam tańczyć i bardzo by mi się przydało jak wygląda profesjonalny trening prowadzony przez taką profesjonalistkę jak Pani.- usłyszałam błyskotliwą odpowiedź i już wiedziałam, że pozwoli mu zostać.
-No dobrze. Ale tylko dziś.- uśmiechnęła się lekko, gdy wchodziliśmy na salę. Liam usiadł na krześle w kącie i obserwował moje poczynania. Oczywiście na początek się trochę porozciągałam, rozgrzewka i zaczynamy wałkować kolejną choreografię. Z całych sił ignorowałam ból promieniujących w moich ramionach i nogach.. chciałam po prostu tego nie pokazywać. Niestety przy trzeciej figurze próg wytrzymałości się złamał i wydałam z siebie jęknięcie pełne bólu. Tańczyłam dalej. Kolejna fala bólu i następne jęknięcie.. wspięłam się na palce, rozpędziłam i zrobiłam szpagat w przeskoku.. niestety ból był za duży.. nie udało mi się wylądować poprawnie.. przewróciłam się na kolana, a później plecy. Przyciągnęłam prawą nogę do siebie chcąc zmniejszyć natężenie bólu.
-Ughgh...- warknęłam ze zdenerwowania.
-Co robisz? Wstawaj. Ruszaj się.- usłyszałam protekcjonalny ton trenerki. Wstałam zerkając na Liama, który zaciskał dłonie w pięści.. spotkałam się z jego wzrokiem i słabo się uśmiechnęłam. Odwrócił głowę zamykając oczy.
-Jeszcze raz.- zażądała kobieta, a ja próbowałam. Znów wylądowałam na kolanach.
-Jeszcze!- tym razem już krzyknęła, a ja nadal się nie poddawałam bólu. Kolejne nieprawidłowe lądowanie.
-Co się z tobą dzieje?! Wyjdź. Nie marnuj mojego czasu. Nie mogę na ciebie patrzeć.- warczała raz po raz, a ja tłumiłam chęć krzyku z bólu, desperacji i wściekłości. Wstałam i nieco kulejąc wyszłam kierując się w stronę szatni. Byłam u kresu wytrzymałości. Trzasnęłam drzwiami i usiadłam na ławeczce przy swojej torbie. Nie zdążyłam wziąć głębszego oddechu, gdy usłyszałam jak ktoś wchodzi za mną.
-Czego jesteś tak cholernie uparta?- usłyszałam ostry ton, którym mnie obdarza, ale postanowiłam go zignorować.
-Mówiłem, że będzie bolało. To było wiadome!- krzyknął, a ja zacisnęłam mocniej oczy.
-I co?!- tym razem to ja krzyknęłam przez nadmiar emocji.
-To MNIE bolało. Nie ciebie. O co ci chodzi?! Wcale nie musiałeś tam siedzieć i patrzeć! Nie prosiłam cię o to.- wydzierałam się raz po raz spoglądając na jego zdziwioną minę.
-Właśnie o to chodzi. Bolało ciebie, a nie mnie. To mnie najbardziej zdenerwowało. Jak będziesz tak dalej robić to się wykończysz.- parsknął siadając obok mnie.
-Jakoś dawałam radę.- szepnęłam zaciskając usta w wąską linię.
-Chodź..- kontynuował już łagodnym tonem wyciągając w moją stronę dłoń. Pewnie popełniłam właśnie ogromny błąd, ale chwyciłam ją.
-Będę o 18.45.. bądź gotowa.- dokończył na wdechu i cmoknął moje usta. Później tylko stałam i patrzyłam jak odjeżdża swoim autem. A jego ciuchy...? *Really?! Przejmujesz się ciuchami?*
Po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że pewnie wyglądam na idiotkę patrząc w miejsce gdzie wcześniej stał samochód i szybko weszłam do środka.
-Co on sobie wyobraża?!- krzyknęłam w pustą przestrzeń mieszkania.
-A co jeśli sąsiedzi widzieli? Cholera jasna!- piskałam raz po raz ciągnąc swój przepełniony nie koniecznie pozytywnymi emocjami monolog. Postanowiłam nieco sprawdzić możliwość mojego poobijanego ciała. Każdy ruch wywoływał ból, ale nie mogę odpuścić zajęć.. rodzice by mnie zabili.. specjalnie by przyjechali tu, żeby mnie dobić.. a i tak już ledwo chodzę. Stwierdziłam, że należy mi się chwila odpoczynku po tym całym zajściu. Wzięłam długą, pełną piany kąpiel, po czym najadłam się setki niepotrzebnych kalorii i węglowodanych. Tak.. czułam się nieziemsko. Kiedy ostatni raz byłam tak lajtowo nastawiona do wszystkiego..? Niepamiętne czasy.. włączyłam "Phinesz'a i Ferb'a" totalnie się odmóżdżając i odcinając od świata, które żyło za ścianami mojego małego domku.Nim zdążyłam zauważyć była już 18.20.
-Niech to szlag..- zajęczałam pod nosem podnosząc się z kanapy i kierując w stronę sypialni. Ledwo zdążyłam spakować strój sportowy do torby i ogarnąć się tak, że wyglądałam na trochę żywszą niż pięć minut temu i usłyszałam dzwonek. Chwyciłam torbę, po drodze ubrałam trampki i już byłam przy drzwiach. Otwarłam je nawet nie spoglądając na szatyna stojącego za nimi zamknęłam drzwi przekręciłam klucz.
-Jedziemy?- bąknęłam odwracając się i wlepiając wzrok w podłogę.
-Po to przyjechałem.- odparł lekko zdziwionym tonem.
-To chodź.- parsknęłam i ruszyłam przed siebie nie patrząc czy podąża za mną, czy też nadal stoi pod drzwiami. Nim zdążyłam się obejrzeć stał już przy drzwiach i trzymał otwarte drzwi, abym mogła wejść. Błyskawicznie wślizgnęłam się do środka i patrzyłam jak okrąża auto, aby wsiąść od strony kierowcy i w końcu odpalić.
-Ty tak zawsze?- spytał ironicznym głosem, a ja wiedziałam, ze to źle się skończy.
-Co?- spytałam patrząc przed siebie.. już byliśmy w drodze.
-Czy zawsze jesteś taka sztywna?- spytał ponownie, a ja poczułam czerwieniące się policzki.
-Tak. Dokładnie tak. Jestem cholernie sztywna. Myślę, że nie powinieneś się ze mną zadawać, bo twoja reputacja legnie w gruzach.- odparłam na jednym wdechu.
-Nie obchodzi mnie reputacja... z resztą nikt nie powiedział, że mi się to nie podoba..- usłyszałam jak odpowiada na moje zaczepki, które były bez sensu.
-Powiedział. Ty powiedziałeś, że jest ot irytujące.. więc raczej nie może ci się to podobać. Po drugie.. musiałbyś być stuknięty, żeby coś takiego ci się podobało.- skończyłam, a on zajechał na parking na przeciwko hali w której miałam zajęcia.
-Dzięki..- odparłam otwierając drzwi i wychodząc... usłyszałam brzęk odpinanego pasa i momentalnie się odwróciłam w stronę bruneta.
-Problem w tym, że jestem kompletnie stuknięty.- parsknął zamykając auto i podążając za mną.
-Jasne.- wybełkotałam i pchnęłam metalowe drzwi wchodząc na korytarz. Kilka kroków i już jestem w szatni.. problem w tym, że on też jest tu ze mną.
-To damska szatnia.- warknęłam, a on się uśmiechnął.
-Nie przeszkadza mi to- zaśmiał się, a ja wzięłam strój i poszłam do toalety tam się przebierając. Związałam włosy w wysoki kucyk i spojrzałam na swoje odbicie.. tak samo zmęczone jak kilka godzin wcześniej.
-18!- krzyknął Payne, a ja wybiegłam z łazienki w stronę sali. *Stop!* zatrzymałam się błyskawicznie i odwróciłam.
-Ty nie możesz tu być.- odparłam w stronę Liam'a, który leniwym krokiem podążał w moją stronę.
-Tylko popatrzę.
-Nie możesz.- powtórzyłam, a on objął moją twarz swoimi dłońmi.
-Właśnie wiem... ale tak bardzo bym chciał..- szepnął miękkim głosem, a moje ciało na ten odgłos całe się napięło. *Odepchnij go. No już.. przecież robiłaś to tysiące razy. Cholera.* Nie mogłam odciągnąć wzroku od jego oczu.. mówiłam jak bardzo lubię brązowe oczy..? Przejechał swoim kciukiem po dolnej wardze moich ust.
-Ukhm!- usłyszałam jak odchrząkuje z obrzydzeniem moja nauczycielka.
-Cholera..- szepnęłam sama do siebie i odwróciłam się w stronę kobiety, której nienawidziłam.
-Chyba się nie spóźniłam?- spytałam zdecydowanym tonem.. tylko tak można z nią rozmawiać.
-Nie. Masz jeszcze minutę. Wiesz, że na treningi nie ma wstępu dla gości..?- spytała i popatrzyła przeszywając wzrokiem na mnie i Payne'a.
-Tak, wiem.
-A ja z chęcią zostanę.- usłyszałam, jak mówi z uśmiechem Liam i bezwiednie otwarły mi się usta.
-Proszę?- spytała już zirytowana.
-Usłyszała Pani. Niech się Pani nie krępuje.. po prostu dopiero zaczynam tańczyć i bardzo by mi się przydało jak wygląda profesjonalny trening prowadzony przez taką profesjonalistkę jak Pani.- usłyszałam błyskotliwą odpowiedź i już wiedziałam, że pozwoli mu zostać.
-No dobrze. Ale tylko dziś.- uśmiechnęła się lekko, gdy wchodziliśmy na salę. Liam usiadł na krześle w kącie i obserwował moje poczynania. Oczywiście na początek się trochę porozciągałam, rozgrzewka i zaczynamy wałkować kolejną choreografię. Z całych sił ignorowałam ból promieniujących w moich ramionach i nogach.. chciałam po prostu tego nie pokazywać. Niestety przy trzeciej figurze próg wytrzymałości się złamał i wydałam z siebie jęknięcie pełne bólu. Tańczyłam dalej. Kolejna fala bólu i następne jęknięcie.. wspięłam się na palce, rozpędziłam i zrobiłam szpagat w przeskoku.. niestety ból był za duży.. nie udało mi się wylądować poprawnie.. przewróciłam się na kolana, a później plecy. Przyciągnęłam prawą nogę do siebie chcąc zmniejszyć natężenie bólu.
-Ughgh...- warknęłam ze zdenerwowania.
-Co robisz? Wstawaj. Ruszaj się.- usłyszałam protekcjonalny ton trenerki. Wstałam zerkając na Liama, który zaciskał dłonie w pięści.. spotkałam się z jego wzrokiem i słabo się uśmiechnęłam. Odwrócił głowę zamykając oczy.
-Jeszcze raz.- zażądała kobieta, a ja próbowałam. Znów wylądowałam na kolanach.
-Jeszcze!- tym razem już krzyknęła, a ja nadal się nie poddawałam bólu. Kolejne nieprawidłowe lądowanie.
-Co się z tobą dzieje?! Wyjdź. Nie marnuj mojego czasu. Nie mogę na ciebie patrzeć.- warczała raz po raz, a ja tłumiłam chęć krzyku z bólu, desperacji i wściekłości. Wstałam i nieco kulejąc wyszłam kierując się w stronę szatni. Byłam u kresu wytrzymałości. Trzasnęłam drzwiami i usiadłam na ławeczce przy swojej torbie. Nie zdążyłam wziąć głębszego oddechu, gdy usłyszałam jak ktoś wchodzi za mną.
-Czego jesteś tak cholernie uparta?- usłyszałam ostry ton, którym mnie obdarza, ale postanowiłam go zignorować.
-Mówiłem, że będzie bolało. To było wiadome!- krzyknął, a ja zacisnęłam mocniej oczy.
-I co?!- tym razem to ja krzyknęłam przez nadmiar emocji.
-To MNIE bolało. Nie ciebie. O co ci chodzi?! Wcale nie musiałeś tam siedzieć i patrzeć! Nie prosiłam cię o to.- wydzierałam się raz po raz spoglądając na jego zdziwioną minę.
-Właśnie o to chodzi. Bolało ciebie, a nie mnie. To mnie najbardziej zdenerwowało. Jak będziesz tak dalej robić to się wykończysz.- parsknął siadając obok mnie.
-Jakoś dawałam radę.- szepnęłam zaciskając usta w wąską linię.
-Chodź..- kontynuował już łagodnym tonem wyciągając w moją stronę dłoń. Pewnie popełniłam właśnie ogromny błąd, ale chwyciłam ją.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej ponownie! :*
Jak tam? ^-^
Macie kolejną część.. dziękuję za komentarze :*
Kolejna część i ostatnia już niedługo ^-^
Hope u like it! ♥
#Maleńka
Rysownik|| l.t./część 10
L: Sama tego chciałaś - wziął mnie na ręce i zaczął kierować się w stronę pokoi. Gdy wszedł do swojej sypialni zdziwiłam się.
J: Gdzie ty mnie niesiesz? - zapytałam półżartem, półserio.
L: Tam, gdzie twoje miejsce, kochanie - gdy położył mnie na swoim łóżku, oniemiałam.
Co on wyprawia? W co pogrywa? Chcę się tego dowiedzieć, bo naprawdę zaczyna mnie to denerwować.
Okazja jednak nie nadeszła, bo chłopak za każdym razem, gdy chciałam coś powiedzieć, uciszał mnie. Jego ramiona otuliły mnie, a ja mimo wszystko przytuliłam się do niego. Westchnęłam głęboko, nadal będąc zła, bo dręczyła mnie odpowiedź na niezadane pytanie.
Oddałam się myślom, a one pokierowały mnie do oczu Louisa. Były piękne, takie delikatne w swoim błękicie. Zawsze buchała z nich radość, której nie sposób nie odwzajemnić.
Były perfekcyjne w swojej niedoskonałości, a ja to uwielbiałam. Nie ma co ukrywać, naprawdę lubiłam w nie patrzyć. Były ostoją spokoju, dzięki której zapominałam o mojej niepełnosprawności, o problemach, o niemożności wykonywania ukochanej czynności.
L: (T.i.)! Chodź, już wystarczy - powiedział wchodząc do sali rehabilitacyjnej, gdzie zawsze zostawałam dłużej, niż powinnam. Lekarze nie mieli nic przeciwko, dopóki nie przeciążałam nazbyt organizmu. Tego pilnował ten cudowny chłopak.
J: W porządku - skinęłam głową i wstałam z krzesełka, Złapałam za ręcznik i odsunęłam się od niebieskookiego, który chciał się przytulić. - Jestem cała spocona, głupku.
L: Nie przeszkadza mi to - ucałował moje mokre czoło, a ja wykrzywiłam twarz.- Co jest?
J: Ja bym nigdy nie pocałowała czyjegoś spoconego czoła - mruknęłam, na co zaśmiał się serdecznie.
L: Nie zdziwiłbym się, gdybyś mnie jeszcze pogoniła - zachichotał, a ja wyszczerzyłam się.
J: Dostałbyś ręcznikiem i tyle - zostałam przyciągnięta do uścisku, na co zmarszczyłam nos, ale nie ruszyłam się.
L: Chodźmy, umyjesz się w domu - zaśmiał się i puścił mnie, wziął moją torbę i złapał mnie za dłoń.
Wyszliśmy z pomieszczenia, a chłopak zaprowadził nas do swojego samochodu. Szybko dojechaliśmy do domu, więc ucieszona wyskoczyłam z niego i pobiegłam do drzwi. Odszukałam klucz i jakoś przekręciłam zamek, wpadłam do środka i od razu biegiem dotarłam do łazienki, w której się zamknęłam. Chciałam jak najszybciej znaleźć się z moim ukochanym przyjacielem, ponieważ obiecał mi, że dzisiaj pójdziemy na spacer. Nie mogłam się doczekać i jestem pewna, że to zauważył. W ekspresowym tempie zdjęłam ubrania i puściłam wodę. Gorący strumień oblał mnie całą, a ja uśmiechnęłam się. Niedawno zamontowaliśmy pod prysznicem specjalną rączkę/podkładkę, żeby było mi łatwiej. Ułożyłam tam "chorą" rękę, a tą zdrową szybko się umyłam. Udało mi się również umyć włosy, dzięki czemu zaoszczędziłam trochę czasu. Owinięta w ręczniki i szlafrok, po doprowadzeniu łazienki do porządku, podreptałam do sypialni. Na łóżku leżały nowe ciuszki, które chłopak mi wybrał. Uśmiechnęłam się widząc długi bordowy sweter, białą koszulkę i czarne jeansy. Czysta bielizna leżała obok, ale wcześniej jej nie widziałam, co znaczyło, że Louis kupił mi ją niedawno. Zarumieniłam się wyobrażając sobie jak stoi w dziale z damską bielizną i próbuje mi coś wybrać.
O dziwo przebieranie poszło mi szybko, udało mi się nawet samej założyć koszulkę z długim rękawem. Ze swetrem nie było już tak łatwo, dlatego w podskokach poszłam do pokoju Louisa. Leżał wyciągnięty na swoim łóżku i przeglądał coś w telefonie, szeroko się uśmiechając. Chyba mnie nie zauważył, więc podbiegłam do niego i wskoczyłam na miejsce obok. Na ekranie IPhone'a dostrzegłam swoje zdjęcie, siedzącej na kanapie w salonie z książką.
J: Louis? Czemu masz moje zdjęcia, o których nie mam pojęcia? - rzuciłam, gdy on w pośpiechu zablokował i schował urządzenie.
L: Wiesz, takie artystyczne wyszło, a chciałem wybrać jakieś i wstawić ci na Instagrama - uśmiechnął się. Pokiwałam głową udając, że mu wierzę. Było wręcz przeciwnie.
J: Pomożesz mi założyć sweter? Próbowałam, ale mi się nie udało, za dużo fałd - Tommo uśmiechnął się i nałożył mi sprawnie bordowe odzienie.
L: W takim razie co teraz robimy? - zapytał chcąc mnie sprowokować.
J: No wiesz co! Już idziemy na ten spacer! - powiedziałam oburzona i pociągnęłam go zdrową ręką aby wstał. Nim jednak poszliśmy do drzwi, Louis założył mi specjalny usztywniacz. Westchnęłam, ale nic nie powiedziałam, dlatego też po chwili poszliśmy założyć buty.
Do parku mieliśmy kilka minut piechotą, znaleźliśmy się w nim więc błyskawicznie. Zachowywałam się jak dziecko, szczerzyłam się jak głupia, byłam szczęśliwa. Tomlinson śmiał się i bawił razem ze mną.
Dz: Mamo mamo! Ta pani ma rękę jak robot! - krzyknął jakiś mały chłopiec pokazując na mnie, przez co mina mi zrzedła. Dziecko podeszło i dotknęło usztywniacza. - Fajna ręka!
J: Dz-dziękuję - powiedziałam cicho, nie wiedząc jak zareagować.
M: Przepraszam panią bardzo! Mały miał iść kupić sobie lody, a powędrował aż tutaj! - podbiegła do nas jakaś kobieta, podejrzewam, że to mama tego urwisa.- Zrobił coś? Uszkodził? Powiedział?
Nie potrafiłam wykrztusić ani słowa, zdenerwowana i zaskoczona.
L: Spokojnie, nic się nie stało - posłał kobiecie uspokajający uśmiech, po czym uklęknął i zwrócił się do malucha.- Pani ma problem z ręką i to ma jej pomóc. Wiesz, taka robo-ręka, dzięki której będzie zdrowa.
Dz: Ale super! To niech pani szybko będzie zdrowa! - uśmiechnął się szeroko i przytulił do moich kolan, po czym spojrzał na mnie wielkimi oczami, pełnymi radości. Nie mogłam się dłużej smucić z powodu tego, co się stało, nie teraz, mając przed sobą tak radosne dziecko.
J: Dziękuję kochanie, to miłe - uśmiechnęłam się delikatnie.
Dz: A mogę jeszcze raz dotknąć? - zapytał, na co zgodziłam się, a on z szokiem jeździł po usztywniaczu paluszkami. - Ale ekstra!
M: Chodź już, nie przeszkadzaj państwu, na pewno mają lepsze rzeczy do roboty - rzuciła kobieta, pospiesznie żegnając się i ciągnąc za sobą chłopca, który machał nam wesoło na pożegnanie.
L: Wszystko w porządku? - zapytał i przytulił mnie do siebie.
J: Tak, myślę, że już tak - odwzajemniłam uścisk, a po chwili się oderwałam.- Idziemy na lody?
L: Jasne, skarbie - złapał mnie za rękę i poszliśmy ramię w ramię do stoiska.- Jakie chcesz?
J: Um... Czekoladowe? Albo cytrynowe? Nie wiem.
L: Dwa razy po dwie gałki cytrynowych i czekoladowych - powiedział wyciągając portfel, a ja oburzona wtrąciłam sprzedawcy swój banknot do ręki.- Co ty wyprawiasz?
J: Nie będziesz za mnie płacił.
L: Właśnie że będę.
J: Już za późno - uśmiechnęłam się triumfalnie, na co on zmarszczył brwi, ale po chwili uśmiechnął się szeroko.
L: No dobrze, to przytul mnie.
J: Tak teraz? - zapytałam zdziwiona, bo lodziarz kończył już nakładać nam nasze porcje.
L: Tak, czemu nie? - wzruszyłam ramionami i objęłam go jedną ręką. Nagle poczułam jego dłoń w tylnej kieszeni moich spodni. Odskoczyłam od niego zaskoczona.
J: Co ty wyprawiasz?! - sięgnęłam do kieszeni i poczułam banknot. Oddał mi pieniądze!- Głupek!
L: Ale twój - wyszczerzył się i odebrał lody.
J: Zgadza się, mój mały głupiutki Loulou.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I jak? :D Podoba się?^^
DZIĘKUJĘ ZA TYYYYLE KOMENTARZY POD POPRZEDNIĄ CZĘŚCIĄ!
Nie sądziłam, że będzie ich aż tak dużo! :3
Wyświetlenia również poszły w górę i jestem w szoku!
LOKOWANIE PRODUKTU(które będzie już chyba tradycją haha):
Zapraszam na:
Samotność z Niallem Horanem
Samotność - 4 rozdział
Tyle z wattpada :D
Kocham was i mam nadzieję, że DALEJ BĘDZIECIE TAK CUDOWNIE KOMENTOWAĆ, BO TYLU KOMÓW JESZCZE NIE MIAŁAM TU C:
Wasza,
DF xx
J: Gdzie ty mnie niesiesz? - zapytałam półżartem, półserio.
L: Tam, gdzie twoje miejsce, kochanie - gdy położył mnie na swoim łóżku, oniemiałam.
Co on wyprawia? W co pogrywa? Chcę się tego dowiedzieć, bo naprawdę zaczyna mnie to denerwować.
Okazja jednak nie nadeszła, bo chłopak za każdym razem, gdy chciałam coś powiedzieć, uciszał mnie. Jego ramiona otuliły mnie, a ja mimo wszystko przytuliłam się do niego. Westchnęłam głęboko, nadal będąc zła, bo dręczyła mnie odpowiedź na niezadane pytanie.
Oddałam się myślom, a one pokierowały mnie do oczu Louisa. Były piękne, takie delikatne w swoim błękicie. Zawsze buchała z nich radość, której nie sposób nie odwzajemnić.
Były perfekcyjne w swojej niedoskonałości, a ja to uwielbiałam. Nie ma co ukrywać, naprawdę lubiłam w nie patrzyć. Były ostoją spokoju, dzięki której zapominałam o mojej niepełnosprawności, o problemach, o niemożności wykonywania ukochanej czynności.
***
Kilka tygodni później rozpoczęłam rehabilitację. Nie powiem, było bardzo ciężko. Codzienne ćwiczenia nie tylko w klinice sprawiały mi ból. Jednak znosiłam go, bo był niczym w porównaniu z bólem psychicznym odczuwanym z tęsknoty do rysowania i malowania.L: (T.i.)! Chodź, już wystarczy - powiedział wchodząc do sali rehabilitacyjnej, gdzie zawsze zostawałam dłużej, niż powinnam. Lekarze nie mieli nic przeciwko, dopóki nie przeciążałam nazbyt organizmu. Tego pilnował ten cudowny chłopak.
J: W porządku - skinęłam głową i wstałam z krzesełka, Złapałam za ręcznik i odsunęłam się od niebieskookiego, który chciał się przytulić. - Jestem cała spocona, głupku.
L: Nie przeszkadza mi to - ucałował moje mokre czoło, a ja wykrzywiłam twarz.- Co jest?
J: Ja bym nigdy nie pocałowała czyjegoś spoconego czoła - mruknęłam, na co zaśmiał się serdecznie.
L: Nie zdziwiłbym się, gdybyś mnie jeszcze pogoniła - zachichotał, a ja wyszczerzyłam się.
J: Dostałbyś ręcznikiem i tyle - zostałam przyciągnięta do uścisku, na co zmarszczyłam nos, ale nie ruszyłam się.
L: Chodźmy, umyjesz się w domu - zaśmiał się i puścił mnie, wziął moją torbę i złapał mnie za dłoń.
Wyszliśmy z pomieszczenia, a chłopak zaprowadził nas do swojego samochodu. Szybko dojechaliśmy do domu, więc ucieszona wyskoczyłam z niego i pobiegłam do drzwi. Odszukałam klucz i jakoś przekręciłam zamek, wpadłam do środka i od razu biegiem dotarłam do łazienki, w której się zamknęłam. Chciałam jak najszybciej znaleźć się z moim ukochanym przyjacielem, ponieważ obiecał mi, że dzisiaj pójdziemy na spacer. Nie mogłam się doczekać i jestem pewna, że to zauważył. W ekspresowym tempie zdjęłam ubrania i puściłam wodę. Gorący strumień oblał mnie całą, a ja uśmiechnęłam się. Niedawno zamontowaliśmy pod prysznicem specjalną rączkę/podkładkę, żeby było mi łatwiej. Ułożyłam tam "chorą" rękę, a tą zdrową szybko się umyłam. Udało mi się również umyć włosy, dzięki czemu zaoszczędziłam trochę czasu. Owinięta w ręczniki i szlafrok, po doprowadzeniu łazienki do porządku, podreptałam do sypialni. Na łóżku leżały nowe ciuszki, które chłopak mi wybrał. Uśmiechnęłam się widząc długi bordowy sweter, białą koszulkę i czarne jeansy. Czysta bielizna leżała obok, ale wcześniej jej nie widziałam, co znaczyło, że Louis kupił mi ją niedawno. Zarumieniłam się wyobrażając sobie jak stoi w dziale z damską bielizną i próbuje mi coś wybrać.
O dziwo przebieranie poszło mi szybko, udało mi się nawet samej założyć koszulkę z długim rękawem. Ze swetrem nie było już tak łatwo, dlatego w podskokach poszłam do pokoju Louisa. Leżał wyciągnięty na swoim łóżku i przeglądał coś w telefonie, szeroko się uśmiechając. Chyba mnie nie zauważył, więc podbiegłam do niego i wskoczyłam na miejsce obok. Na ekranie IPhone'a dostrzegłam swoje zdjęcie, siedzącej na kanapie w salonie z książką.
J: Louis? Czemu masz moje zdjęcia, o których nie mam pojęcia? - rzuciłam, gdy on w pośpiechu zablokował i schował urządzenie.
L: Wiesz, takie artystyczne wyszło, a chciałem wybrać jakieś i wstawić ci na Instagrama - uśmiechnął się. Pokiwałam głową udając, że mu wierzę. Było wręcz przeciwnie.
J: Pomożesz mi założyć sweter? Próbowałam, ale mi się nie udało, za dużo fałd - Tommo uśmiechnął się i nałożył mi sprawnie bordowe odzienie.
L: W takim razie co teraz robimy? - zapytał chcąc mnie sprowokować.
J: No wiesz co! Już idziemy na ten spacer! - powiedziałam oburzona i pociągnęłam go zdrową ręką aby wstał. Nim jednak poszliśmy do drzwi, Louis założył mi specjalny usztywniacz. Westchnęłam, ale nic nie powiedziałam, dlatego też po chwili poszliśmy założyć buty.
Do parku mieliśmy kilka minut piechotą, znaleźliśmy się w nim więc błyskawicznie. Zachowywałam się jak dziecko, szczerzyłam się jak głupia, byłam szczęśliwa. Tomlinson śmiał się i bawił razem ze mną.
Dz: Mamo mamo! Ta pani ma rękę jak robot! - krzyknął jakiś mały chłopiec pokazując na mnie, przez co mina mi zrzedła. Dziecko podeszło i dotknęło usztywniacza. - Fajna ręka!
J: Dz-dziękuję - powiedziałam cicho, nie wiedząc jak zareagować.
M: Przepraszam panią bardzo! Mały miał iść kupić sobie lody, a powędrował aż tutaj! - podbiegła do nas jakaś kobieta, podejrzewam, że to mama tego urwisa.- Zrobił coś? Uszkodził? Powiedział?
Nie potrafiłam wykrztusić ani słowa, zdenerwowana i zaskoczona.
L: Spokojnie, nic się nie stało - posłał kobiecie uspokajający uśmiech, po czym uklęknął i zwrócił się do malucha.- Pani ma problem z ręką i to ma jej pomóc. Wiesz, taka robo-ręka, dzięki której będzie zdrowa.
Dz: Ale super! To niech pani szybko będzie zdrowa! - uśmiechnął się szeroko i przytulił do moich kolan, po czym spojrzał na mnie wielkimi oczami, pełnymi radości. Nie mogłam się dłużej smucić z powodu tego, co się stało, nie teraz, mając przed sobą tak radosne dziecko.
J: Dziękuję kochanie, to miłe - uśmiechnęłam się delikatnie.
Dz: A mogę jeszcze raz dotknąć? - zapytał, na co zgodziłam się, a on z szokiem jeździł po usztywniaczu paluszkami. - Ale ekstra!
M: Chodź już, nie przeszkadzaj państwu, na pewno mają lepsze rzeczy do roboty - rzuciła kobieta, pospiesznie żegnając się i ciągnąc za sobą chłopca, który machał nam wesoło na pożegnanie.
L: Wszystko w porządku? - zapytał i przytulił mnie do siebie.
J: Tak, myślę, że już tak - odwzajemniłam uścisk, a po chwili się oderwałam.- Idziemy na lody?
L: Jasne, skarbie - złapał mnie za rękę i poszliśmy ramię w ramię do stoiska.- Jakie chcesz?
J: Um... Czekoladowe? Albo cytrynowe? Nie wiem.
L: Dwa razy po dwie gałki cytrynowych i czekoladowych - powiedział wyciągając portfel, a ja oburzona wtrąciłam sprzedawcy swój banknot do ręki.- Co ty wyprawiasz?
J: Nie będziesz za mnie płacił.
L: Właśnie że będę.
J: Już za późno - uśmiechnęłam się triumfalnie, na co on zmarszczył brwi, ale po chwili uśmiechnął się szeroko.
L: No dobrze, to przytul mnie.
J: Tak teraz? - zapytałam zdziwiona, bo lodziarz kończył już nakładać nam nasze porcje.
L: Tak, czemu nie? - wzruszyłam ramionami i objęłam go jedną ręką. Nagle poczułam jego dłoń w tylnej kieszeni moich spodni. Odskoczyłam od niego zaskoczona.
J: Co ty wyprawiasz?! - sięgnęłam do kieszeni i poczułam banknot. Oddał mi pieniądze!- Głupek!
L: Ale twój - wyszczerzył się i odebrał lody.
J: Zgadza się, mój mały głupiutki Loulou.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I jak? :D Podoba się?^^
DZIĘKUJĘ ZA TYYYYLE KOMENTARZY POD POPRZEDNIĄ CZĘŚCIĄ!
Nie sądziłam, że będzie ich aż tak dużo! :3
Wyświetlenia również poszły w górę i jestem w szoku!
LOKOWANIE PRODUKTU(które będzie już chyba tradycją haha):
Zapraszam na:
Samotność z Niallem Horanem
Samotność - 4 rozdział
Tyle z wattpada :D
Kocham was i mam nadzieję, że DALEJ BĘDZIECIE TAK CUDOWNIE KOMENTOWAĆ, BO TYLU KOMÓW JESZCZE NIE MIAŁAM TU C:
Wasza,
DF xx
Subskrybuj:
Posty (Atom)




