One Direction i My.. - imaginy

czwartek, 30 października 2014

Niall dla Ady ;* - część 6

  JESTEŚCIE NAJLEPSI!!!! KOCHAM WAS NAJMOCNIEJ NA ŚWIECIE.. ZASKOCZYLIŚCIE MNIE TAKA LICZBĄ KOMENTARZY.. <3<3 
MAM NADZIEJE, ZE ZASKOCZYCIE MNIE I DZISIAJ, ALE POZYTYWNIE!! :D
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ 
 
Zaczęłam szybciej iść a serce zaczynało mi wariować. Podeszłam ostrożnie do masywnych drzwi frontowych i nasłuchiwałam czy ktoś może jest w środku. Nic nie słyszałam, ale bałam sie jeszcze bardziej. (T.i.) nie wchodź tam! Słyszałam w swojej głowie, ale pomimo tego weszłam strasznie powoli i jak najciszej sie dało do środka. Było ciemno i zimno, jakby wszystko było pootwierane przez jakiś tydzień, zaczęłam sie rozglądać i nie zauważyłam by coś zginęło, wszędzie było tak jak to zostawiłam. Na ścianach dalej wisiały nasze wspólne zdjęcia, chciało mi sie płakać, wszystkie wspomnienia wróciły w jednej chwili. Weszłam do salonu i usiadłam na fotelu.
J: Wiesz mały, jakby twój tatuś postanowił inaczej pewnie byś tu mieszkał do czasu dorośniesz i założysz własną rodzinę.. - powiedziałam głaskając sie po brzuchu. Usłyszałam jakieś huk, jakby coś spadło, podniosłam sie z miejsca z szybszym biciem serca. Zaczęłam powoli iść w kierunku tego odgłosu, powoli stawiałam kroki do mojej byłej sypialni. Otworzyłam ostrożnie drzwi i zauważyłam straszny bałagan. Weszłam do środka i rozjeżdżam sie dookoła. O ile pamiętam zostawiłam tu porządek. Jednak koło łózka zauważyłam lezącego.. Nialla?! Wyglądał strasznie, jakby nic nie jadł, jakby nie funkcjonował normalnie.. Zbliżyłam sie szybko do niego i uklęknęłam przy nim. - Niall?! - potrząsnęłam nim delikatnie. Nie zareagował, sprawdziłam oddech i na szczęście żyje.. Nie dałabym rady sama podnieść go na łóżko, więc otuliłam go szczelnie kołdrą i wyszłam z sypialni. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Liama.
Li: Halo? - odebrał po chwili
J: Cześć, mam pytanie.. - nie usłyszałam jakiegokolwiek słowa więc kontynuowałam - Od jak dawna Niall jest w domu? Nic nie je? - pytając go o to zeszłam na dół i zaczęłam zamykać wszystkie okna.
Li: Od jakiegoś miesiąca.. Nawet nie zaczęliśmy tej trasy.. - wyznał, w jednej chwili moje oczy zapełniły sie łzami. - Dlaczego o to pytasz? Przecież go zostawiłaś?!
J: To nie jest ważne, możesz przyjechać? - poprosiłam
Li: Ok, będę za jakąś godzinę..
J: Dziękuje.. - rozłączyłam sie i ściągnęłam z siebie kurtkę i buty, postanowiłam trochę ogarnąć w tym domu. W miedzy czasie przygotowałam jakiś obiad, blondyn pewnie będzie głodny. Dokładnie godzinę od mojej rozmowy z Paynem usłyszałam pukanie do drzwi. Szybko wpuściłam go do środka, brunet rozejrzał sie po domu.
Li: Gdzie on jest?
J: Śpi u góry, nie wie że tu jestem.. - wytłumaczyłam. Liam spojrzał na mnie od góry do dołu, speszyłam sie trochę i poszłam do kuchni.
Li: Który to miesiąc? - poszedł za mną
J: Piąty. - odpowiedziałam krotko - Słuchaj Liam, wiem co o mnie myślisz, ale nie jest to teraz ważne. Mógłbyś schować w kieszeń swoją urazę do mnie i pomoc Niallowi.
Li: Zrobię to tylko dla niego..
J: O nic więcej cie nie proszę.. Chodź.. - poszliśmy do sypialni gdzie blondyn spał na podłodze. - Połóż go na łóżko! - rozkazałam, brunet spiorunował mnie wzrokiem, ale wykonał moje polecenie. Ja w tym czasie ogarnęłam pokój, pozbierałam wszystkie rzeczy i od razu sypialnia wyglądała lepiej. Wróciliśmy na dół, a żadne z nas nie chciało sie odzywać. - Dziękuje..
Li: Jeżeli będziesz chciała jeszcze pomocy przy Horanie, albo gdy będzie coś z nim sie działo dzwoń! - powiedział i już go nie było. Czułam sie winna, jak mogłam dopuścić by tak sie stało?!
J: Martyna? - spytałam przez telefon.
M: Nie mów że tam poszłaś. - bardziej stwierdziła.
J: Tak i przez przypadek, zobaczyłam że są otwarte drzwi a potem jeszcze jak zobaczyłam Nialla, to.. Ja go nie mogę teraz zostawić, on ledwo co żyje, jest strasznie chudy i wygląda jakby nie jadł od miesiąca.. Musze sie nim zając.. - płakałam jej przez słuchawkę.
M: (T.i.) spokojnie, rozumiem cie. Wiem że go kochasz.. Jak będziesz potrzebować pomocy to daj znać.. - uspokoiła mnie. Rozłączyłam sie i zaniosłam blondynowi posiłek do sypialni. Postawiłam na szafce i usiadłam obok niego.
J: Niall.. - potrząsnęłam nim. Zamruczał coś, ale sie nie obudził. - Niall zjedz coś! - powiedziałam głośniej i wstałam z miejsca. Horan przetarł oczy i lekko je otworzył. Musiał być wykończony. - Masz to zjeść, ogarnąć sie, wypocząć i doprowadzić do porządku! - rozkazałam mu i wyszłam z pomieszczenia. Usiadłam w salonie i zastanawiałam sie nad moim dalszym życiem. Kocham go i nie wyobrażam sobie życia bez niego, a to że on tu jest od jakiegoś miesiąca oznacza że on również ma takie zdanie jak ja. Mój mały królewicz potrzebuje ojca.. Więc najlepszym rozwiązaniem tej całej mojej pomyłki będzie wrodzenie do blondyna i stworzenie z nim rodziny, oczywiście jeżeli mi wybaczy i dalej będzie chciał.. Nie doczekałam sie Horana dzisiaj i ze zmęczenia zasnęłam w salonie na kanapie. Rano czułam sie strasznie, ta kanapa nie jest zbyt wygodna. Wstałam i poszłam do łazienki, wykonałam poranną toaletę i znalazłam w garderobie jakieś moje leginsy, założyłam do tego jeszcze koszulkę blondyna, włosy związałam w koka i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie jakieś śniadanie, dziwnie sie czułam tak sama w domu, zawsze jadałam śniadanie z Martyną.. Cały dzień zleciał mi na doprowadzaniu do porządku całego domu i podwórka. Byłam wykończona, wiał wiatr i było coraz więcej liści. W domu zrobiłam sobie gorąca czekoladę i poszłam do sypialni. Usiadłam na fotelu i wpatrywałam sie w Nialla. Zauważyłam że talerz z obiadem był pusty, więc chyba wykonał moje polecenia. Z nudów zaczęłam głaskać sie po brzuchu, maluszek odpowiadał mi radosnymi kopnięciami w moje żebra. Zaśmiałam sie cicho czując już kolejny cios małego piłkarze i w tym samum momencie zauważyłam jak mój chłopak sie przebudza. - Zejdź na dół! - znów mu rozkazałam, był zaspany więc pewnie nie wie że to ja.. Wstałam z fotela i wyszłam, usiadłam w salonie i czekałam na niego. Kilka minut później słyszałam jego kroki po schodach.
N: Liam, znów śniła mi sie (T.i.)..
...

To może teraz 10 komentarzy ?! <3
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!





Naat 

środa, 29 października 2014

Niall dla Ady ;* - część 5

O matko !! Idealnie, zaskoczyliście mnie !! Ale pozytywnie.. Tu również chciałabym zobaczyć dużo komów.. ! <3
Ada mam nadzieje, że ci sie podoba, z reszta że wam wszystkim sie podoba!! <3
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~  

Li: Nie możesz teraz wrócić! - powiedział stanowczo
J: Człowieku moja narzeczona jest w ciąży, mogę ją stracić jak teraz nie wrócę.. Tym bardziej że powiedziałem jej że nie chce dzieci.. Tylko że ja chce.. ! Chce z nią stworzyć rodzinę, bez względu na moją karierę.. I tak już długo odwlekam nasz ślub.. - mój głos łamał sie z każdym wypowiedzianym słowem. Brunet nie był zadowolony moim zachowaniem.
Li: Skąd wiesz że cie nie okłamuje? - zapytał, jak on mógł tak w ogóle pomyśleć?!
J: A okłamała nas kiedyś? Nie, więc nie wątp w to co mówi.. Wrócę bez względu na konsekwencje !
Li: Ale jutro mamy koncert!
J: Trudno! (T.i.) jest wiele ważniejsza.. Zrozum że ja ją kocham, co ty byś zrobił jakbyś zachował sie tak w stosunku do Sophii, a potem okazałoby sie że będziesz ojcem? - pytając go o to zamawiałem bilet powrotny do domu. Nie usłyszałem przez jakiś czas odpowiedzi więc spojrzałem na niego. - Tak właśnie myślałem.. Zachował byś sie identycznie jak ja.. Pomóż mi i postaraj sie pogadać z Paulem, ja jeszcze zadzwonię do niego z lotniska.. Do zobaczenia.. - wyszedłem z walizką z pokoju i kilka minut później siedziałem już w taksówce. Podczas drogi próbowałem sie dodzwonić do narzeczonej, ale nie odbierała.. Bylem jeszcze bardziej przerażony. Chciałem być w domu i zapewnićże nie chce by odchodziła, i że chce mieć z nią dzieci.. Kilka godzin później stałem już w swoim kraju. Pragnąłem teraz jak najszybciej znaleźć sie przy (T.i.). Pojechałem do naszego domu i bez żadnego wahania wszedłem do środka.
J: (T.i.)! Skarbie, gdzie jesteś!? - wolałem na cały głos. Nie uzyskiwałem odpowiedzi, zacząłem panicznie szukać jej po całym domu, nawołując. Nigdzie jej nie było, czułem sie rozdarty, kobieta która nosi pod sercem owoc naszej miłości, odeszła z mojej winy. Beczałem jak małe dziecko, usiadłem zrezygnowany w salonie i nie umiałem powstrzymać łez. Na lawie przede mną zauważyłem mały świecący przedmiot, wziąłem go do reki i przyglądałem sie mu. (S.T.i.) mówiła prawe, zostawiła pierścionek..
J: Jaki ja jestem głupi! - powiedziałem do siebie - Jak mogłem pozwolić jej odejść?!

*moimi oczami*
Gdy moje rzeczy były spakowane pojechałyśmy do Martyny domu. Dziwnie sie czułam bez pierścionka na palcu, ale tak musi być. Siedziałyśmy właśnie przed tv i zawzięcie dyskutowałyśmy o moim nienarodzonym jeszcze dziecku gdy zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu widniał napis 'Kochanie ;*'. Spojrzałam przerażona na przyjaciółkę.
J: Niall dzwoni.. - powiedziałam cicho
M: Zauważyłam.. Co zrobisz?
J: Nie odbiorę, to że zadzwoni oznacza że przeczytał list.. - melodia w moim telefonie nie ustępowała. Bolało mnie że w taki sposób go zostawiłam, ale jest daleko i nic innego nie może zrobić.. Po kilkunastu razach jego dzwonienia, miałam dość, wyłączyłam telefon i przygotowałam sie do spania. - Martyna? - zaczęłam gdy z przyjaciółką skończyłyśmy rozkładać moje łóżko.
M: Tak?
J: Dziękuje.. - uśmiechnęłam sie do niej
M: Daj spokój.. Zachowałabyś sie tak jak ja.. - uśmiechnęła sie dwa razu mocniej
J: No pewnie że tak, ale chodzi mi o całokształt, bardzo dużo dla mnie robisz, a nawet poświęcasz.. Nie zasługuje na Ciebie.. - wyznałam jej
M: Wiesz przecież że zrobiłabym dla Ciebie wszystko.. I nie mów tak, kiedyś role mogą sie odwrócić i ja będę potrzebować twojej pomocy, a z reszta na tym polega przyjaźń.. - zaśmiałyśmy sie.
J: No tak.. - dziewczyna zostawiła mnie sama w sypialni i poszła zająć sie sobą. Dzisiejszy dzień był najgorszy w moim życiu. Myślałam że Horan będzie ze mną przez cale nasze życie, a tu proszę..

Mieszkam już u Martyny jakiś miesiąc, od tego czasu nie byłam jeszcze w domu. Zostawiłam tam parę rzeczy które z dnia na dzień stają mi sie coraz bardziej potrzebne. Moja przyjaciółka idzie dzisiaj ze mną do ginekologa na badania, dowiem sie też co to za płeć. Jestem chyba najszczęśliwszą kobietą na ziemi jak pomyśle o mojej malutkiej kruszynce. Jeśli chodzi o blondyna to nie daje mi o sobie zapomnieć, wydzwania po kilkanaście albo kilkadziesiąt razy dziennie, rozważałam już zmianę numeru, ale Martyna stwierdziła że to zły pomysł, do tego w kilku instytucjach on jest i miałabym wiele załatwiania. A nie uśmiecha mi sie ganianie po mieście z wielkim brzuchem przed sobą.
J: Denerwuje sie.. - wyszeptałam do przyjaciółki. Siedzimy już w poczekalni i zaraz będzie moja kolej.
M: Dasz rade.. Jeśli chcesz to wejdę z tobą.. - uśmiechnęła sie pocieszająco.
J: Dzięki..
L: Proszę kolejną osobę.. ! - usłyszałyśmy głos lekarza. Wstałam z miejsca i razem z przyjaciółką weszłyśmy do gabinetu. Pan doktor kazał mi sie położyć na łóżku, nałożył na mój brzuch niesamowicie zimny żel i już po chwili na ekranie pokazywało sie moje dziecko. Miałam łzy w oczach widząc je.
J: A wiadomo już czy to chłopczyk czy dziewczynka? - spytałam po chwili. Lekarz zaczął czegoś szukać na ekranie.
L: O widzą panie tu.. - wskazał palcem - ..To najprawdopodobniej chłopczyk. Widać całkiem wyraźnie i raczej nie mam wątpliwości. - ucieszyłam sie na jego słowa, chciałam mieć chłopca, ale gdyby była to dziewczynka kochałabym ją równie mocno. - Ogólnie z dzieckiem jest wszystko dobrze, nie widzę żadnych zagrożeń, ale to dopiero połowa ciąży, więc proszę o siebie dbać dalej.. - rozkazał
M: Spokojnie, ja już sie nią zaopiekuje.. - wyprzedziła mnie. Lekarz spojrzał na nas jak na wariatki i starł żel z mojego brzucha. Gdy tylko wyszłyśmy ze szpitala, wybuchnęłyśmy śmiechem.
J: Jestem pewna że wziął nas za lesbijki.. - zaśmiałam sie
M: A widziałaś jego minę? Hahah!
J: Taak.. Szkoda tylko że Niall nie mógł zobaczyć swojego maluszka.. - powiedziałam o wiele smutniej. Brakowało mi go coraz bardziej.
M: (S.T.i.) przestań! Obiecałaś mi coś.. I temu małemu też! - jej głos był poważny. - Pomyśl o dziecku, nie możesz sie denerwować.. ! Ja muszę iść, mam ważne sprawy do załatwienia, a ty.. Wiesz czego masz nie robić i o 6pm widzę cie na kolacji.. - rozkazała i odeszła. Martyna czasami zachowuje sie jak moja mama, albo gorzej, ale ciesze sie że ją mam.. Postanowiłam na spacerek, było ładnie więc trzeba skorzystać. Nie miałam konkretnego celu. Jakiś czas później spostrzegłam sie że jestem na ulicy gdzie mieszkałam z Niallem, stwierdziłam że skoro już tu jestem to zabiorę resztę moich rzeczy. Klucze pewnie są schowane tak gdzie zawsze, a że blondyna nie ma to na pewno tam są. Gdy byłam już bardzo blisko domu, zauważyłam że są pootwierane okna i drzwi. Czyżby sie ktoś włamał?! Zaczęłam szybciej iść a serce zaczynało mi wariować. Podeszłam ostrożnie do masywnych drzwi frontowych i nasłuchiwałam czy ktoś może jest w środku.
...

To teraz 6 komentarzy !
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!




Naat

wtorek, 28 października 2014

Niall dla Ady ;* - część 4

  Jesteście wspaniali..!! Z każdym dniem widzę coraz więcej wyświetleń, ale jak na tak dużą 'oglądalność', jest mało komentarzy.. :( Spełniliście ostatni warunek i jest kolejna część, pod tym imaginem liczę na większą ilość.. :*
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ 

J: Niall kochasz mnie? - zapytałam łamiącym głosem.
N: Oczywiście kotku, zawsze będę.. - teraz już po mojej twarzy spływały łzy. Blondyn złączył nasze usta w pełnym miłości pocałunku. Tak bardzo pragnęłam by był przy mnie do końca życia.. Oderwałam sie od niego i spojrzałam w jego tęczówki.
J: Żegnaj Niall.. - powiedziałam cicho, dostrzegłam w blondyna oczach jakiś strach
N: Co ty mówisz?! Żegnasz sie jakbyśmy mieli sie już nigdy nie zobaczyć. - powiedział łamiąco. - Kocham Cie i widzimy sie za dwa miesiące.. - znów przywarł do moich warg. Chwile później stałam już zalana łzami w pustym domu. Mój płacz stał sie przeraźliwie głośny, jakoś doszłam do salonu i rzuciłam sie na kanapę, dławiąc własnymi łzami.
M: Mała! Ej.. Słońce co sie stało? - usłyszałam zmartwioną Martynę. Podniosłam sie bym mogła sie w nią wtulić. Nie wiem skąd ona sie tu wzięła ale ciesze sie że jest teraz ze mną. Po kilkunastu minutach moczenia jej ramienia udało mi sie uspokoić.
J: Martyna ja już go więcej nie zobaczę.. - zaniosłam sie
M: Zobaczysz.. I będziecie szczęśliwa rodziną.. - próbowała mnie pocieszyć.
J: Chodź, zrobimy sobie gorącą czekoladę.. - wstałam i powędrowałyśmy do kuchni. - Ja wiem że on mnie kocha, ale nie kocha naszego dziecka. - powiedziałam robiąc pyszny napój.
M: Przecież on o tym dziecku nic nie wie.. !
J: Ale sie dowie.. Napisałam mu list, i włożyłam do walizki.. Pewnie za jakieś 12 godzin go przeczyta.. - podałam jej czekoladę i usiadłam na przeciwko.
M: Czemu nie powiedziałaś mu tego tak normalnie?
J: Dobrze wiesz co mi powiedział, a do tego wolałam sie z nim rozstać wiedząc że coś do mnie czuje.. - oznajmiłam jej, przyjaciółka nie popierała mojego zachowania, ale co miałam zrobić?! Niall dał mi dobrze do zrozumienia że nie chce mieć dzieci, więc nie mogę go zmusić do kochania go.. - A Martyna mam prośbę.. - zaczęłam lekko speszona
M: Możesz.. - powiedziała uśmiechając sie do mnie.
J: Na serio? - zapytałam szczęśliwa
M: Tak, przecież nie zostawię cie bez dachu nad głową.. - powiedziała jakby to było oczywiste.
J: Jesteś najlepsza.. I ciesze sie że potrafisz czytać mi w myślach.. - zaśmiałyśmy sie. - Mam ochotę na pizze.. A ty? - dziewczyna skinęła głową i z uśmiechami na twarzy przeniosłyśmy sie do salonu. Brunetka zamówiła posiłek i kilka minut później już sie zajadałyśmy. Widziałam kątem oka jak dziewczyna chichocze.. - Co Cie tak bawi? - spojrzałam na nią
M: Smaczne?
J: Yhym..
M: To nie wygląda na smaczne.. Pizze popijać gorącą czekoladą?! To jest dziwne.. - zaśmiała sie.
J: Nic nie poradzę że właśnie na takie połączenie mam ochotę.. I przyzwyczaj sie, bo o ile wiem to norma w ciąży.. Więc będziesz miała podobny widok bardzo często.. - ostrzegłam ze śmiechem. Zjadłyśmy naszą pizze i poszłyśmy spakować moje rzeczy..

*oczami Horana*
Miałem jakieś dziwne przeczucia. (T.i.) nigdy sie tak nie zachowywała podczas naszych pożegnań. Nie chciałem jednak naciskać i nie pytałem o co chodzi. Zobaczymy sie za dwa miesiące, a wcześniej będziemy rozmawiać na Skype. Wiem że ją ostatnio zaniedbuje ale nic nie poradzę na to, mamy bardzo napięty grafik. W samolocie nie mogłem przestać o niej myśleć, wciąż siedziały mi w głowie jej słowa. Bałem sie czegoś, ale nie wiem czego. Gdy zameldowaliśmy sie w hotelu, od razu zacząłem szukać ubrań na przebranie. Podroż była mecząca i potrzebowałem relaksu. Każdy z nas tego potrzebował. Zacząłem przerzucać ciuchy w walizce by znaleźć dresy, wyjąłem je i poszedłem do łazienki. Długi prysznic i od razu lepiej. Wróciłem do pokoju i sięgnąłem po telefon.
J: Hej, u którego sie spotykamy?
Li: Możemy u mnie..
J: Albo chodźcie do mnie.. Nie chce mi sie nigdzie rosząc.. - powiedziałem leniwie.
Li: Ok, zwołam wszystkich.. - rozłączyłem sie i już miałem dzwonić do mojej narzeczonej kiedy zobaczyłem jakiś papier w ubraniach. Podniosłem sie i wziąłem go. To był list od (T.i.)..
' Skarbie, wiesz jak ciężko mi sie z Tobą rozstaje, a szczególnie to rozstanie było bardzo ciężkie, bo..
Może najpierw powiem Ci że zawsze będziesz w moim sercu.. Czasami miedzy nami nie było najlepiej, czułam pustkę gdy nie było cie obok, w sumie to wciąż ją czuje.. Teraz to bez znaczenia, bo wiem że gdy dowiesz sie o nim to przestaniesz mnie kochać.. - w moich oczach zebrały sie łzy.. Jaki on?! - Nie oczekuje od ciebie żadnej pomocy czy litości, doskonale sobie poradzę.. Nie chciałam ci o tym mówić, ale to byłoby nie w porządku, w końcu jesteś miłością mojego życia, zawsze nią będziesz.. A wiec, jestem w ciąży Niall, dowiedziałam sie o tym dzień przed twoim przyjazdem, a potem zapewniłeś mnie że nie chcesz mieć dzieci.. Wiesz co wtedy czułam?! Ja sama nie potrafię tego określić.. Nie wiem jeszcze który to miesiąc, ale podejrzewam że trzeci..
Teraz już gdy to wiesz, możesz o nas zapomnieć.. Życzę ci dalszych sukcesów, nie będę robić Ci pod górkę i wyjadę, wyprowadzę sie, zniknę.. Nie będziesz musiał mi płacić na dziecko.. Będziesz mógł żyć swoim życiem jakbyśmy nigdy sie nie poznali.. Pierścionek zostawię w domu..
Żegnaj Niall,
(T.i.).. I ta malutka kruszynka.. '. - nie mogłem w to uwierzyć.
Li: Ej Niall, czemu płaczesz? - usłyszałem głos Liama, podniosłem wzrok w jego stronę, chłopak podszedł do mnie.
J: Gdzie reszta? - rozejrzałem sie
Li: Stwierdzili że idą na miasto.
J: To dobrze.. Ja muszę wracać do Londynu.. - powiedziałem szybko i zacząłem sie z powrotem pakować.
Li: Dlaczego? Co ty robisz?
J: Czytaj.. - wskazałem na list, nie przerywając pakowania.
Li: Nie możesz teraz wrócić! 
...

CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!
5 KOMENTARZY I JEST KOLEJNA CZĘŚĆ ! <3



Naat