One Direction i My.. - imaginy

niedziela, 27 lipca 2014

Marcel... cz.11

- Będę mówił do ciebie, jak mi się podoba. Zamknij się i słuchaj.- przestraszyłam się jedyne, co mnie uspokajało, to te piękne, niebieskie tęczówki. Wzięłam głęboki oddech i postanowiłam się przeciw stawić temu, kto do mnie dzwonił. Nie jestem strachliwa.
- Nie. Nie będziesz do mnie mówił, jak ci się podoba. Nie zamknę się i nie będę cię słuchała. Ty posłuchaj. Nie wiem kim jesteś i nie chce wiedzieć. Wynoś się z mojego życia i nigdy więcej nie wracaj. Mam dość tajemniczych telefonów i sms-ów. Nie przerywaj mi.- warknęłam na głos w słuchawce, bo usiłował mi przerwać.- Zostaw mnie i moich przyjaciół w spokoju. Żegnam.- rozłączyłam się i odetchnęłam z ulgą. Wróciłam do sali i przykleiłam sztuczny uśmiech do twarzy. Gdy Niall zapytał się, kto dzwonił nie odpowiedziałam. O dziwo nie drążył tematu, a tajemnicza osoba nie dzwoniła. Byłam zadowolona i gdy chłopak znowu się na mnie spojrzał, mógł zobaczyć szczery i szeroki uśmiech. Blondyn natychmiast ożywił się i również się uśmiechnął.
- To.. Wiesz ile tu będziesz?- zapytałam.
- Nie wiem. Ale myślę, że wyjdziemy w zbliżonym czasie.- odpowiedział. Włączyłam laptopa i położyłam się wygodnie, chcąc obejrzeć jakiś film. Po chwili poczułam szturchanie i zobaczyłam Nialla stojącego nade mną. Przybrał proszący wyraz twarzy i zanim zdążył zapytać, odsunęłam się kawałek i poklepałam miejsce obok siebie.
- Dzięki.
- Nie ma za co.
Oglądaliśmy "Igrzyska Śmierci", bo nic innego nie miałam wgranego. Kiedy nagle ktoś zapukał do drzwi. Zdziwiliśmy się, ale równocześnie odrzekliśmy "proszę".
- Witaj Nathalie. Mam coś dla ciebie. To list.- powiedział ten ktoś i podał mi papier. Skinęłam głową i uruchomiłam film ponownie. Facet nie wychodził, więc wyłączyłam i zwróciłam się w jego stronę.
- Coś jeszcze?
- Tak. Otóż nadawca listu poprosił, aby pani od razu przeczytała i dała mu odpowiedź.
- No dobrze.- westchnęłam i sięgnęłam po list. Otworzyłam i na wstępie była prośba, abym sama to czytała. Zerknęłam na Nialla, a on posłusznie wrócił na swoje łóżko. Z powrotem wróciłam do kartki.

"Nath. Wiem, że rozstaliście się z Joshem. Dobrze zrobiłaś. W przeciwnym razie musielibyśmy cię porwać. Masz szczęście. Uważaj na tego chłopaka i szykuj się do wyścigu. Jest za 3 dni. Masz tam być, bo inaczej twój blondynek ucierpi o wiele bardziej. Przyjdź razem z nim. Nikomu nie mów o treści tego listu, bo pożałujesz. Język za zębami i radzę ci robić to, co każę. Mam kilka pytań, na które MUSISZ odpowiedzieć na drugiej stronie. Jesteś z Niallem? Będziesz na wyścigu? Czujesz coś do Josha? Chcesz, żeby przeżył?
Tyle.
                                                                                                                                    -L."
Popatrzyłam przerażona na dostawcę i wzięłam od niego długopis. Napisałam, odpowiedzi i schowałam kartkę do koperty w kopercie. Chore. Zakleiłam i oddałam facetowi. Wyszedł bez slowa, a koło mnie pojawił się Niall. Był zmartwiony.
- Co się stało Nath?- zastanawiałam się nad odpowiedzią. Spoliczkowałam się w myślach i uśmiechnęłam się do niego sztucznie.
- Wszystko w porządku.- chyba nie uwierzył. Muszę być bardziej wiarygodna. Nie mogę pozwolić, żeby coś mu się stało.
- Nie wierzę. Co było napisane w liście?- zapytał.
- Moja ciocia, ta która mnie zostawiła przekazała mi, że musi mi coś ważnego powiedzieć i że mam jej podać mój numer telefonu. Poprosiła również o adres na wszelki wypadek i numer konta. Myślę, że chyba znowu wychodzi za mąż.
- Ja.. Nie wiedziałem. Przepraszam, po prostu martwię się o swoją przyjaciółkę.- uśmiechnęłam się smutno. Jak mogłam go tak okłamywać?! Ale to dla jego dobra. Aż nie mogę uwierzyć, że mi uwierzył.
- Spoko...- zamilkliśmy.
- A dlaczego nie wysłała tego twojej mamie?- wspomnienia wróciły z falą bólu. Jak mógł zapytać o nią?! Biorąc bardzo płytkie wdechy płuca piekły mnie niemiłosiernie. Do oczu napłynęły łzy, a jej wypadek stanął mi przed oczami. Miała po mnie przyjechać do szkoły. Było zimno i był śnieg. Miała ważne spotkanie i po tym jak na nią nawrzeszczałam, że jest okropna matką i karze mi stać w śniegu i zimnie, zerwała się z pracy, by po mnie przyjechać. Gdy była pod szkołą, uśmiechnęłam się smutno.Wyszła z samochodu, a ja krzyknęłam, że ją przepraszam i że jestem beznadziejną córką. Gdy mama obeszła samochód i miała wsiąść za kierownicę, potrącił ją tir. Jechał bardzo szybko i mama odleciała na 150 metrów, po czym wbiła się w drzewo. Wybiegłam z samochodu i stanęłam jak wryta. Wtedy jakiś chłopak podbiegł do kierowcy, wywlekł go z samochodu i obił mu twarz, po czym coś mu powiedział przez zaciśnięte zęby i wskazał na mnie, a następnie na moją mamę. To podziałało na mnie, jak płachta na byka. Podbiegłam najpierw do kierowcy i z całej siły, na jaką mnie było stać, walnęłam go z pięści w twarz. To naprawdę musiał być potężny cios, bo leżał znokautowany na śniegu. Ten chłopak posadził go na ławce i wyciągnął telefon. Zadzwonił po policję i karetkę. Ja podbiegłem do mamy i sprawdziłam puls. Jeszcze był, ale jakim cudem?! Była zimna, więc zdjęłam z siebie kurtkę i bluzę, po czym owinęłam ją szczelnie. Gdy ktoś mnie klepnął w ramię odwróciłam się i wzięłam koc. Owinęłam ją i wzięłam na kolana. Tak siedziałam na śniegu. Idiotka. Moja mama otworzyła oczy.
- K-Kochanie.. Zna-znajdź kogoś, kto będ-będzie cię kochał. Bądź szczęśliwa...- wyszeptała i przestała oddychać. Rozpoczęłam reanimację. Karetka przyjechała i zabrała moją mamę do szpitala. Nie pozwolili mi jechać, chociaż była to moja mama. Rozpłakałam się i opadłam pod drzewem, gdzie przed chwilą umarła moja mamusia. Moja kochana mama.. Poczułam, że się podnoszę, więc spojrzałam na nieznajomego. To był ten chłopak, co mi pomógł i to był... Marcel?! 
- Marcel... Co ty robisz?- Dbam o ciebie. Nie możesz siedzieć na śniegu, bo zachorujesz.
- I umrę. Oto chodzi. Nikt mi już nie pozostał na świecie. Nikt. Wszyscy umarli albo się mnie wyparli. Mam dość życia. 
- Nie mów tak! Nie możesz! 
- Dlaczego?
- Nie wiadomo, czy twoja mama nie żyje! Miej nadzieję, do ostatniej chwili..
- Ale ja to wiem! Jeśli będę miała nadzieję, to jeszcze bardziej będzie mnie bolało, jeśli się okaże, że nie żyje! Zrozum Marc. Nie mogę..
- Możesz.. Jest jeszcze jedna osoba, która cię kocha.. I dla której musisz żyć.. Dla osoby, której zależy na tobie..
- Kto to?
- Ja.

Przerwałam, bo Niall zaczął mną potrząsać.
- Nath! Co się stało?
- Moja mama... Ona.. Nie żyje.. Od ponad roku...- wykrztusiłam i rozpłakałam się.
- Ja nie wiedziałem.. Przepraszam..- spuścił wzrok. Po 15 minutach leżałam wtulona w Nialla.
- Jesteś najlepszy przyjacielem pod słońcem.- powiedziałam nadal łkając.
- Wiem Nath.- zaśmiał się, ale to nic nie dało. Właśnie teraz przypomniałam sobie wszystko, co związanego z mamą. Łzy leciały litrami rozmazując mój makijaż i plamiąc wszystko dokoła. Gdy weszła pielęgniarka i zobaczyła mnie, spojrzała pytająco na Nialla, a on machnął ręką. Pielęgniarka zrozumiała i powiedziała, że musi nam zmienić opatrunki. Skinęłam głową i wstałam. Podeszłam do krzesełka, a kobieta bardzo szybko zrobiła, co miała zrobić. Potem przyszła kolej blondyna. On nie miał tak dobrze i musiał stać. Gdy kobieta ściągnęła bandaże, przyjrzałam się mu. Stał bokiem, więc widziałam obydwie strony. To dziwne, bo nie miał nic na ciele, a nosił te cholerne bandaże. O co chodzi? Po zmienieniu opatrunków pielęgniarka zamrugała zalotnie oczami i uśmiechnęła się. Chłopak przewrócił oczami i nie zwrócił na nią uwagi. Ona wyszła. Nie wytrzymałam i roześmiałam się. Niall spojrzał na mnie jak na idiotkę, a ja wskazałam na drzwi i powtórzyłam ruchy kobiety. I znowu się roześmiałam. Po chwili on dołączył do mnie. Śmialiśmy się jak głupki. On jest wspaniały!
Opuściłam te kilka dni, aż do wyścigu. Przy okazji walnęłam się w czoło, bo chciałam tylko dzień przed i dzień wyścigu, a ja tu takie coś. Nie mogłam od tak pominąć tego tygodnia przed wyścigiem. 
- Nathalie, wszystko w porządku?- głos Marc'a przywrócił mnie na ziemię.
- Tak.. Przypominam sobie.. Te kilka dni przed wyścigiem. I śmierć mojej mamy.- Marc zarumienił się i spuścił głowę. Właśnie wtedy wyznał mi miłość i byliśmy ze sobą 3 miesiące. Niestety, ja zakończyłam ten związek, bo nie chciałam, by Marcel cierpiał przeze mnie. 
- Opowiedz mi o tym.- poprosił, wręcz zażądał. 
- Okej.- i opowiedziałam mu wszystko, aż do momentu, w którym przerwałam retrospekcję. Przypomniałam sobie dzień wyścigu.
Jechałam z Niallerem na wyścig. On nie brał udziału. Powiedział, że i tak nie wygra, a po za tym boli go brzuch. Poprzedniego dnia usunęli mu wreszcie tę kulę. Zajęliśmy dobre miejsca i czekaliśmy.
Marc wiedział, jak wyglądał wyścig, więc go pominęłam. Ale gdy razem z Niallem pojechaliśmy za Joshem, przestraszyłam się. Nagle banda Cody'ego wyjechała. samochód Josha wybuchł, a coś odrzuciło w park. 
- Niall zabierz mnie stąd.
Nie reagował.
- Niall weź mnie stąd!
Nadal nic.
- Niall!!!
- Zrozum, że nie mogę! Musisz na to patrzeć. 
- Kto ci kazał?
Znowu zlewka.
- Mów do cholery kto ci kazał!
Wziął głęboki oddech.
- To...

Był 1 komentarz, ale to nic :) Jutro będzie kolejna :3 Do napisania!
Directioner_Forever <3 

piątek, 25 lipca 2014

Marcel... cz.10

Chcąc być oryginalną, a także przez to, że wczoraj i przedwczoraj nie mogłam wejść, TĄ CZĘŚĆ DEDYKUJĘ WSZYSTKIM DIRECTIONER <33 A szczególnie Polish Directioner i czytelniczką tego bloga :333

Mój telefon zaczął wibrować. Odblokowałam go i zamarłam.
- Nath? Co jest?- spytał niespokojnie Niall.
Nie odpowiedziałam, tylko otworzyłam sms-a.
Nieznane: Ojej, a co z Joshem? Jak przykro ;(( :)
Niestety numer był zastrzeżony. Spojrzałam przerażona na blondyna. Strzelił mi zdziwione spojrzenie. Cody złapał mnie za ramię, to samo, w które Niall mnie dźgnął, a ja pisnęłam z bólu i odskoczyłam.
Poczułam ciecz płynącą po moim ramieniu. MÓJ NOWY SWETER!!! Cody spojrzał na mnie i moje ramię, które zaczęło być czerwone.
- Co ci jest?- zapytał.
Niall zmarszczył brwi i spuścił głowę.
- Ehm.. Jak Niall mnie.. porwał, to dźgnął mnie nożem w ramię. W sumie zapomniałam o tej ranie, bo się ładnie zaczęła goić i nie bolało, nie wiem czemu.
- Zawołam pielęgniarkę.- Cody wyszedł zostawiając mnie samą z Horanem.
- Przepraszam.- wyszeptał.
- Nic się nie stał..- zobaczyłam ciemność przed oczami. 
***
Otworzyłam oczy i poraziła mnie jasność. Natychmiast je zamknęłam i jęknęłam. Usłyszałam, że ktoś koło mnie pogłaskał mnie po policzku. Postanowiłam poczekać, jak się rozwiną wydarzenia. A po za tym nie miałam siły się ruszyć.
- Śpisz?- nie odezwałam się.
- Nawet nie wiesz, jak mi przykro Nathalie. Jak bardzo mi przykro.- nie rozpoznałam głosu. Nie Louis, nie Niall, nie Cody, nie Josh, nie Marcel. Nikt z moich znajomych. Więc kto?! Poruszyłam się niespokojnie i osoba cofnęła rękę.
- Kim jesteś?- wyszeptałam ledwo dosłyszalnie. 
- Ja...
Drzwi otworzyły się z hukiem, a do sali wpadł ktoś. Postanowiłam zmusić moje oczy, aby się otworzyły. Koło mnie siedział jakiś chłopak, którego nie znam. A do sali wparował Niall. Miał na sobie czarne, przylegające dresy i biały podkoszulek.
- CO TY TU ROBISZ?!- wydarł się.
<Oczami Nialla>
Gdy zobaczyłem czerwoną plamę krwi, na jej ramieniu, zmarszczyłem brwi i spuściłem wzrok. To była moja wina. Po tym, jak Nath wytłumaczyła skąd ta krew, Cody poszedł po pielęgniarkę. Nie mogłem na to patrzeć
- Przepraszam.- wyszeptałem, niezdolny mówić głośniej.
- Nic się nie stał..- przerwała i zachwiała się, po czym upadła na podłogę. Odłączyłem, właściwie wyrwałem wszystkie kable. Mimo bólu pleców i brzucha wyskoczyłem z łóżka. Podbiegłem do dziewczyny i wziąłem ją na ręce. Jezu, czy ona w ogóle coś je?! Zaniosłem i położyłem na swoje łóżko.
Wziąłem z stoliczka obok bandaż, który miał być dla mnie i gazę. Zdjąłem z nieprzytomnej dziewczyny sweter i rozerwałem rękaw jej koszulki. Będzie na mnie zła, ale trudno. Wyjąłem z szafki obok łóżka wodę i obmyłem gazikiem ranę. Ponieważ to nie zadziało, bo rana była dość obszerna, wylałem całą wodę na ranę. Przez chwilkę krew przestała lecieć, lecz po kilku sekundach zobaczyłem strumień. Muszę działać szybko. Wziąłem szybko gazę, taką długą i przyłożyłem do rany. Natychmiast nasiąknęła krwią. Wziąłem następną i owinąłem bandażem. Aby nie iść w tej beznadziejnej "piżamie", przebrałem się szybko w swoje ubrania i wziąłem Nath na ręce. Wyniosłem z sali i pośpiesznie przeszedłem przez korytarz. Znam ten szpital na pamięć, bo ląduję w nim naprawdę często. Pobiegłem do pokoju lekarzy i wszedłem bez pukania. Mam to gdzieś.
- Panie Simons! Niech pan ją opatrzy!- krzyknąłem, a Simons natychmiast wstał i powiedział, żebym położył ją na wózku. Pokręciłem głową, bo chciałem donieść moją przyjaciółkę. Lekarz westchnął, ale nic nie powiedział. Poszliśmy do sali "nagłych przypadków". Tak ją nazywałem, bo nie wiem, jak naprawdę. Położyłem ją na stole i czekałem. 
- Niall musisz wyjść.- powiedział lekarz, gdy ściągali jej opatrunek. Wyszedłem, ale nie wróciłem do swojej sali. Czekałem na nią. Chyba mi się usnęło, bo ktoś potrząsnął moim ramieniem.
- Wstawaj!- syknął Cody. Wrócił stary on. Otworzyłem oczy i zerwałem się na równe nogi.
- Gdzie Nath?!- wykrzyknąłem.
- Mięczak.- skomentował Cody.- Już zanieśli ją na salę. Ale przyszedł Liam i..
- CO?!- odepchnąłem go i pobiegłem w kierunku mojej sali. Nie było jej tam. Zobaczyłem pielęgniarkę.
- Ehm.. Przepraszam, wie pani, gdzie jest Nathalie Parker?
- Tam- wskazała kierunek.- Siódme drzwi po prawej.
Podziękowałem grzecznie i pobiegłem do drzwi. Otworzyłem je z hukiem, a tam Nath i ten idiota Liam.
- CO TY TU ROBISZ?!- wydarłem się do Liama.
- Siedzę koło mojej byłej dziewczyny debilu.- powiedział, a ja wpadłem w szał. Jakiej byłej dziewczyny?!
- Przepraszam, ale ja cię w ogóle nie znam.- wyszeptała dziewczyna. 
- Spokojnie kochanie, zaraz ci wszystko wytłumaczę.- blefuje. Gang Louisa, do którego należy też Liam, potrafi kłamać. I to naprawdę dobrze.
- Wynoś się stąd i nie kłam jej! Jak możesz ją tak podchodzić?! Dlaczego chcesz okłamać niewinną dziewczynę?!- wykrzyczałem, a on wstał.
- Nathe, zaraz wrócę.- powiedział z uśmiechem, po czym odwrócił się do mnie. Wskazał na drzwi, więc wyszedłem. 
- Czego od niej chcecie?
- Nic o niej nie wiesz. Straciła pamięć, jak miała 14 lat. Byłem jej chłopakiem, ale zerwała ze mną, bo nie mogła sobie mnie przypomnieć. Wtedy zabiłem jej brata i poszedłem do więzienia. Wsadzili mnie razem z Louisem, Harrym, Zaynem i Chrisem. Wyszliśmy, za "dobre sprawowanie". Pff. Założyliśmy gang. Tyle.- powiedział. Bez uczuć, bez niczego. Kłamie. Na 100%.
- Nie kłam. Idź stąd i nigdy nie wracaj.
- Nie jest twoja Niall.
- No i co z tego?!
- Bo zachowujesz się, jakby było twoją dziewczyną. A NIE jest.
- Morda Liam, bo się wkurzę. A teraz spieprzaj stąd. Liczę do pięciu i ciebie nie ma. Rozumiesz?!
- Dobra, dobra. Zakochańcu.- puściłem jego uwagę mimo uszu. Poszedł, ale wiedziałem, że wróci. Poszedłem do Nathalie. Miała nieprzenikniony wyraz twarzy. Chyba wszystko słyszała. 
- Nath, czy t..- nie dokończyłem, bo mi przerwała.
- Niall ja wszystko słyszałam. Mam nadzieję, że nie potraktujesz mnie jak zabawkę.- nie rozumiem jej.
- Nath. To nie tak. Jesteś moją przyjaciółką. Najlepszą. Liam coś sobie ubzdurał. Jeżeli jest coś na rzeczy, to mi powiedz, bo..
- Nie, no co ty! Po prostu nie wiedziałam, że Liaś plecie trzy po trzy.
- Liaś?!- zapytałem zdezorientowany.
- No tak jakoś sorry.
Rozmawialiśmy jeszcze kilka godzin, po czym lekarz wręcz wytargał mnie z sali i zaprowadził do własnej.
- Chłopcze, nie możesz się tak przemęczać. Nie powiedzieliśmy im o twoim problemie. Pamiętaj, że jeśli chcesz ujść z tego z życiem, musisz dbać o siebie.
- Tak wiem. Przepraszam Grey. Ale.. nie mów im nic, dobrze?- skinął głową i odprowadził mnie pod salę. Położyłem się na łóżko, a chwilę później przyszła pielęgniarka i znowu podłączyła do mnie te cholerstwa. Po wykonanej pracy uśmiechnęła się do mnie zalotnie, ale ją zignorowałem. Odeszła niepocieszona. No cóż, nikt nie powiedział, że lecę na pierwsze z brzegu. Nie jestem kobieciarzem. 
Jeszcze raz pomyślałem o tym co powiedział mi lekarz, gdy się wybudziłem. O tym, że gdzieś w organizmie mam kulę postrzałową i w każdej chwili, mogę umrzeć. Za kilka dni mają mi ją wyciągnąć, ale ponieważ wiedzą, że się ścigam i w ogóle, czekają na specjalistyczny sprzęt, właściwie laser. Po prostu wypali mi to z ciała. Ma boleć jak cholera i nie można użyć środków odurzających.. Znaczy znieczulających. Boję się trochę, ale nie jestem mięczakiem. Muszę być trochę bardziej "Badboy'em". Bo ostatnio to ja taka ciapa jestem. 
Odsunąłem wszystkie myśli na bok i przypomniałem sobie Emily. Po kilkunastu minutach usnąłem z bananem na twarzy...
<Oczami Nathalie>
Gdy Niall wyszedł odetchnęłam z ulgą. Już myślałam, że coś jest na rzeczy, ale na szczęście nie. Teraz zdałam sobie sprawę, że nie kochałam Josha. Nie kochałam nigdy nikogo. Ale czemu? Może Liam ma rację? Może po tym co mi się rzekomo stało, nie byłam zdolna nikogo kochać? To znaczy, że on ma rację? Muszę z nim porozmawiać. Wzięłam mojego i-phone od Nialla i po chwili odłożyłam z rezygnacją. Przecież nie mam nawet jego numeru! Głupia ja. Położyłam się z powrotem i próbowałam usnąć. Coś jednak nie dawało mi spokoju. Olałam to i postawiłam tak zwaną "Barierę ochronną". Po kilku minutach odpłynęłam.
Obudziłam się rano z potwornym bólem ręki. Złapał się za ramię i krzyknęłam. Tak strasznie bolało. Natychmiast przybiegła pielęgniarka z lekarzem. Zauważyli wijącą się mnie z bólu i ledwo dotykająej ramienia.
- Bierzemy ją na stół!- krzyknął i natychmiast wywieźli mnie na salę operacyjną. Dali mi szybko coś w żyłę. Po kilku minutach było lepiej i nie czułam ręki. W ogóle jednej połowy ciała. I tak było wspaniale. Zobaczyłam, jak lekarz ściąga opatrunki.
- Wdało się zakażenie! Szybko!- pielęgniarka przyniosła tackę z jakimiś przyrządami. Starałam się nie patrzeć. Nagle usłyszałam krzyki. Coś w stylu "Gdzie ona jest?! Coś jej się stało?!". Nie byłam pewna w stu procentach, ale wydawało mi się, że to Niall. Po chwili zobaczyłam jego twarz w okienku. Uśmiechnęłam się do niego, a jego twarz nabrała spokojnego wyrazu. Pomachał mi, po czym odwrócił się i skinął głową do kogoś. Starał się coś pokazać mi gestykulując i ruszając ustami, ale nie rozumiałam o co chodzi i uniosłam brwi. Niall machnął ręką i poszedł. Wrócił po kilku minutach z kartką i przycisnął ją do szyby.
" Idę do swojej sali. Trzymaj się."
Skinęłam głową i odwróciłam wzrok od niego. Szyja mnie troszkę bolała, więc rozmasowałam ją sobie. Leżałam tak, a lekarz robił coś przy mojej ręce. 1,5 h później oznajmił, że sytuacja jest opanowana. Posadzili mnie na wózku, ale ja wstałam i poprosiłam o zaprowadzenie mnie do sali. Pielęgniarka, która była na sali, zaczęła prowadzić mnie do mojej starej, ale podeszła jakaś inna i coś szepnęła do niej. Ta pierwsza wzruszyła ramionami i wróciła na salę.
- Dobra. Ja jestem Amber, a ciebie przenosimy do innej sali. Poprosił o to ten blondyn. Powiedział, że go znasz.- skinęłam głową i poszłam za nią. Weszliśmy do sali, w której był Niall. Jego łóżko było przy oknie, a moje naprzeciwko. 
- A.. moje rzeczy?- zapytałam pielęgniarkę. Wskazała na stoliczek obok mojego łóżka. Było tam wszystko. Postanowiłam zadzwonić do Katherine, aby przywiozła mi jakieś rzeczy, ładowarkę, pieniądze i laptopa. Wybrałam jej numer. Po 4 sygnałach odebrała.
- Taak?
- Hej Kath. Słuchaj jestem w szpitalu i chyba to nic poważnego, ale mogłabyś mi przywieźć jakieś NORMALNE ubrania, ładowarkę, pieniądze i laptopa?
- Jasne. Ale co masz na myśli pod słowem "normalne"?
- Chodzi o parę dresów, kilka T-shirt'ów, kilka par rurek, tą czerwoną bluzę, moją kurtkę, vansy i bieliznę- to ostatnie szepnęłam.- Aha i niech te T-Shirt'y nie będą obcisłe. Takie luźne. Najlepiej te z napisami "Hug Me" i tak dalej, które mam w dolnej szufladzie.
- Dobrze. Już prawie wszystko spakowałam. Będę za 20 minut!
- Okej.- rozłączyłam się. Usiadłam na łóżku i zdałam sobie sprawę, że mam te same ciuchy, w których przyjechałam, tyle, że straciłam sweter i moja bluzka miała urwany rękaw. Uniosłam brwi i spojrzałam na niebieskookiego, bo niewątpliwie ma coś z tym wspólnego. 
- Masz coś z tym wspólnego?- zapytałam i wskazałam na rękaw koszulki.
- No bo ty zemdlałaś i musiałem zatrzymać krwawienie. Sorry, odkupię ci.- zaśmiałam się na te słowa.
- Zauważ, że ty mi ją kupiłeś. Zresztą jak chyba praktycznie wszystko, co mam w szafie u ciebie.- uśmiechnęłam się a on odwzajemnił. Siedziałam wpatrzona w mojego i-phone'a kiedy nagle się wyłączył. No nie! Westchnęłam i wpatrywałam się w sufit, gdy nagle do pokoju wparowała moja nienormalna kuzynka.
- Heejjj Nathaliee..- przeciągnęła i podała mi moje torby. Ale czemu aż dwie?! Chyba wyczytała pytanie z mojej twarzy.- Tak wiem trochę tego, ale nie wiedziała, co ci dać.. A przy okazji jest naprawdę ciepło na dworze, jakbyś nie zauważyła, to dzisiaj zaczęły się wakacje. Więc wzięłam ci głównie szorty. Teraz muszę uciekać bo Brian się o mnie martwi. Paa.- przytuliła mnie.- Zdrowiej szybko.- rzuciła na odchodne, a ja się uśmiechnęłam. Martwiła się o mnie. Westchnęłam i wybrałam sobie rzeczy, bo chciałam się umyć, chociaż bałam się tutejszych łazienek. Jaka kochana! Spakowała mi żel, kilka ręczników i kosmetyki. Jezu, uwielbiam ją!
- Niall? Gdzie tu jest łazienka?
- Och. Jest tu taka jedna, ale jej nie polecam, więc pójdziemy do tej dla personelu.- wypiął się z kabelków i zaprowadził mnie do łazienki.
- Poczekasz tu na mnie?
- Jasne.
Weszłam i wzięłam szybko prysznic. Była to łazienka jak w domu. Ubrałam się szybko w czarne legginsy i białą bluzkę z napisem "Hug Me". Do tego włożyłam vansy i zrobiłam delikatny makijaż. Czyli troszkę tuszu, pomadka, delikatny podkład i odrobinkę ciemnych cieni do powiek. Bez makijażu wyglądam okropnie. Bynajmniej ja tak uważam. Włosy upięłam w luźnego koczka i pozbierałam szybko swoje rzeczy. Wyszłam na zewnątrz i prawie zderzyłam się z Horanem.
- Uważaj.- powiedział i uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech i ruszyłam w stronę sali. Szybko spakowałam rzeczy i podłączyłam telefon. Usiadłam na łóżku i wyciągnęłam laptopa. Na szczęście miałam własny internet. Weszłam na Twittera i Facebooka. Nic nowego. Oprócz.. Hm.. Zyskałam kilku nowych obserwatorów na Tt. To był Niall i.. Jakiś Zayn. Nie znam kolesia. Bynajmniej nie kojarzę. Również zaobserwowałam Nialla. Na jego telefon przyszło powiadomienie i gdy je sprawdził uśmiechnął się. Nagle mój telefon zadzwonił. Przełknęłam ślinę i odebrałam.
- Halo?
- Jesteś sama?
- Nie.
- To wyjdź gdzieś, gdzie będziesz sama pod jakimkolwiek pretekstem. Zadzwonię za dokładnie minutę. rozłączył się. Odwróciłam się i już miała wychodzić z sali, gdy Niall złapał mnie za rękę.
- Gdzie idziesz?
- Porozmawiać.
- Ach. Okej.
Wyszłam i mój telefon zadzwonił.
- Jesteś już sama.
- Jeszcze moment.
Wyszłam ze szpitala i stanęłam w jakimś zaułku.
- Już?
- Tak.
- To teraz słuchaj maleńka.
- Nie mów tak do mnie.
- Będę mówił do ciebie, jak mi się podoba. Zamknij się i słuchaj...- przestraszyłam się i jedyne, cco mnie uspokajało, to te piękne, niebieskie tęczówki...



2/3 kom i next :3

Directioner_Forever <3

środa, 23 lipca 2014

Marcel.. cz.9

Tą cześć dedykuję Lizie Skórze :) Dziękuję, że jesteś i komentujesz :')
- Mam coś na twarzy?- zapytałam niespokojnie.
- Nie Nath, po prostu jesteśmy tak samo ubrani.- zaśmiał się. Spojrzałam na niego i rzeczywiście! On również miał bordowe rurki, biały T-shirt, szary sweter i białe air force. Zatkało mnie. Roześmiałam się razem z nim i walnęłam się w czoło.
- Idę się przebr..
- Nie trzeba. Jesteśmy dopasowani- uśmiechnął się szeroko, a ja skinęłam głową. Niall wziął ze stolika na kawę  klucze i portfel, po czym skierowaliśmy się w stronę wyjścia. Było ciepło, więc zrezygnowałam z kurtki, ale Niall wziął swoją. Zaśmiałam się z niego, a on nie odpowiedział.
- To.. gdzie jedziemy?- zapytałam.
- To niespodzianka.- odpowiedział tajemniczo. Po raz kolejny skinęłam głową i przygryzłam wargę. Troszkę się boję. Przez kilka minut jechaliśmy w ciszy, która mi ciążyła. 
- Niall?
- Tak?
- Moglibyśmy się zatrzymać w Starbucks'ie?
- Eee... No dobra, tylko szybko. Troszkę nam się śpieszy.
- Okej.- uśmiechnęłam się pod nosem. Po chwili chłopak zatrzymał samochód.
- Pójść z Tobą?- zapytał z troską.
- Nie musisz. Chyba umiem kupić sobie kawę. Chcesz coś?
- Tak. Weź mi mrożoną herbatę.
- Ok.- wysiadłam.
- Nath!- odwróciłam się już nieco zniecierpliwiona. Chyba to zauważył, bo się skrzywił.
- Co?
- Masz pieniądze?
- TAK!- krzyknęłam i nie zdążyłam zrobić kroku, a blondyn znowu mnie zawołał.
- Jezu człowieku. Powiedziałeś, że się śpieszymy.
- Zapomniałaś portfela.- wróciłam i go wzięłam z jego wyciągniętej ręki. Podziękowałam i pobiegłam do Starbucks'a. Kolejka nie była tak ogromna, jak się spodziewałam. Podeszłam do lady i poprosiłam o latte i mrożoną herbatę. Dostałam co chciałam i zapłaciłam. Szłam w stronę drzwi, gdy ktoś wpadł na mnie, wywracając napoje. Na szczęście na mnie nic się nie wylało.
- Wybacz mi Nathalie!- powiedział nieznajomy.
- Ok, ale musisz odkupić. Po za tym skąd znasz moje imię?!
- Och, rzeczywiście możesz mnie nie znać. Jestem Louis. Louis Tomlinson.
- Ok..ej? Mniejsza, stawaj w kolejce i odkupuj mi latte i mrożoną herbatę.
- Jaka pewna siebie!
- Zamknij się. Czekam tam przy stoliku.- wskazałam miejsce przy oknie. Skinął głową i wszedł w kolejkę. Siedziałam tak jakieś 5 minut, kiedy nagle dostałam sms-a.
Nieznane: Ile jeszcze Nath?
Byłam zdezorientowana i nie wiedziałam, kto pisze.
Nath: A kto pisze? O_o
Kilka sekund później dostałam odpowiedź
Nieznane: Ach.. No tak, nie masz mojego numeru. Niall.
Odetchnęłam. Zapisałam sobie numer Niallera.
Nath: Kupiłam i miałam wychodzić, ale jakiś idiota wlazł na mnie i teraz odkupuje to, co mi wywalił. 
Niall: Jak się nazywa?!
Nath: Louis.
Niall: A nazwisko?
Nath: Tomlinson.
Niall: O kurde. Wracaj szybko, olej go. BIEGIEM.
Uniosłam brwi, ale posłuchałam. Już prawie doszłam do samochodu, ale ktoś złapał mnie za ramię i odwrócił. To Louis.
- Chyba czegoś zapomniałaś księżniczko. Masz.- podał mi mrożoną herbatę i latte.
- Ehm.. Dzięki.- odwróciłam się i już miałam wsiadać, gdy Louis znowu mnie obrócił.
- Nie ładnie tak odchodzić bez pożegnania.
- Pa.- wsiadłam do samochodu i zatrzasnęłam drzwi. Chłopak roześmiał się, ale odszedł.
- Niall?- nie odpowiedział. Patrzył się tępo przed siebie. Nawet nie ruszyliśmy.
- Niall?- powtórzyłam. On nadal nic.
- Niall do cholery! Powiedz coś!- wykrzyknęłam.
- A co mam ci powiedzieć?! Że spotkał nas jeden z członków gangu Black i mamy przerąbane?! Że jest najgroźniejszy gang w całej Francji?! Że są nawet groźniejsi od Josha?! Że polują na ciebie?! To chciałaś usłyszeć?!- wybuchnął. Zapalił samochód, po czym z piskiem opon odjechaliśmy.
- Ja.. Nie wiedziałam.- powiedziałam, a on prychnął.
- Zapnij pasy.- posłusznie wykonałam polecenie.- Umiesz posługiwać się bronią?- Co?! Czy on właśnie...
- Tak.- przypomniałam sobie, jak Josh mnie uczył.
- Masz.- podał mi pistolet.- Schowaj go za pasek spodni i zakryj czymś.
- Czym?
- Nie wiem! Czymkolwiek, żeby nie było tego widać!- rozzłościł się.
- Nie podnoś na mnie głosu!- ups. Nagle zahamował. Odchylił głowę do tyłu i zamknął oczy. Postanowiłam go nie ruszać. Tak właściwie, to czym jest gang Black? I czemu akurat polują na mnie?
Otworzyłam szeroko oczy, gdy zobaczyłam Louisa na drodze. Szedł z wielkim uśmiechem na twrazy w naszą stronę. Dopiero teraz przyjrzałam mu się bardziej. Miał brązowe włosy, ładne oczy, niestety nie widziałam koloru z tej odległości. Był ubrany normalnie i schludnie. Czarne rurki, biała koszulka i białe vansy. Niestety zauważyłam broń, więc się przestraszyłam.
- Niall.. Louis.. On..- chłopak natychmiast się ogarnął i wyszedł z samochodu.
- Czego chcesz?! Josh i Cody dali wam jasno do zrozumienia, że macie ją zostawić w spokoju.- krzyknął. Cody?! Co...
- Spokojnie Horan. Mam dla ciebie propozycję.- powiedział spokojnie Louis.
- Nie będę tego słuchać.- odwrócił się i zaczął iść. Wtedy padł strzał. Blondyn złapał się za brzuch i upadł. Nie wytrzymałam i wysiadłam z samochodu.
- Co ty do cholery robisz?!- wykrzyknęłam i wyciągnęłam broń Nialla i swoją.
- Ło księżniczko spokojnie.- powiedział po czym podszedł bliżej.
- Nie zbliżaj się bo strzelę. Z obydwu.- powiedziałam pewnie. Nie miałam problemu ze strzelaniem, bo z Joshem było kilka takich akcji i wiedziałam, jak mam się zachować.
- Nawet nie odbezpieczyłaś ich.
- Jesteś pewny?- powiedziałam i wystrzeliłam jednym w drzewo obok. Louis odskoczył.
- Nie zabijesz mnie.- lekko przestraszony cofnął się.
- Może nie. Zależy, czy się mnie teraz posłuchasz.- skinął głową, a ja kontynuowałam- Nie mam problemu ze strzelaniem do ludzi. Nie boję się policji i konsekwencji, więc zabicie ciebie nie jest dla mnie problemem. Dlatego słuchaj. Teraz grzecznie odłożył broń i wszystkie noże, pistolety i inne. Po czym sobie pójdziesz, rozumiesz?
- Nie boję się ciebie księżniczko- po czym sięgnął po broń, a ja strzeliłam w jego ramię. Louis krzyknął, chociaż kula ledwo go drasnęła. Spojrzał przerażony i szybko wyrzucił całą swoją broń.
- Okej. Teraz się odsuń od tego i pomóż mi go wsadzić do samochodu.
- Jak tego nie zrobię, to co?- Strzeliłam ostrzegawczo pod jego nogi. Odskoczył jak oparzony i szybko podszedł do Nialla i wsadził go na tył. Był nieprzytomny.
- Teraz wsiadaj i postaraj się zatrzymać krwawienie. W przeciwnym razie następnym razem naprawdę nie będzie ci miło.- posłuchał się, a ja wsiadłam do samochodu.
- Umiesz prowadzić- zapytał.
- Tak.- ruszyłam prosto do szpitala. Schowałam broń za pasek tak, aby była niewidoczna i kazałam Louisowi zanieść go do recepcji. Przerażona pielęgniarka od razu zawołała lekarza, a oni wzięli go na salę operacyjną. Okej, mam chwilę, aby ustalić, co się stało.
- Louis.- szepnęłam, a on pochylił się wiedząc, że chcę mu coś powiedzieć.- Słuchaj oficjalna wersja jest taka, że jechaliśmy samochodem i Niall wysiadł na chwilę, bo miał odebrać coś od kuzyna i wtedy padł strzał. Znają mnie, więc nie będą pytali o szczegóły, ale wyciągną mu tą kulę.
- Okej.- powiedział tylko. Po chwili pojawił się lekarz.
- Co się stało?- powtórzyłam mu historyjkę wymyśloną przed chwilą. Poprosił o moje imię i nazwisko. Gdy je podałam, skinął tylko głową i odszedł. Usiadłam pod ścianą, a Lou stanął koło mnie.
- Ehm.. Nathalie?
- Czego chcesz?!
- Chciałem powiedzieć, że już idę. Z telefonu Nialla napisz mi, czy wszystko z nim w porządku.- odwrócił się a ja prychnęłam. Spojrzał na mnie i poprosił, żebym wstała. Olałam go.- Zawsze jesteś taka?
- To znaczy jaka?! 
- Taka.. trudna.- wkurzyłam się ostro. Wstałam i poprosiłam, abyśmy wyszli. Skinął głową, a ja oświadczyłam pielęgniarce, że jakby lekarz nas szukał, to jesteśmy na zewnątrz. Gdy byliśmy koło samochodu moja złość osiągnęła punkt krytyczny.
- Słuchaj koleś. Skrzywdziłeś mojego przyjaciela. Nie wiem, czy może go nie zabiłeś, a ty mi mówisz, że jestem trudna?! Puknij się w głowę! Po tym, co zrobiłeś, oczekujesz, że tak po prostu powiem "Jasne, napiszę, jak będę wiedziała co z nim".  Może jeszcze mam ci dać mój numer telefonu, kartę kredytową i pin do niej?!- zatkało go, a ja czułam, jakbym miała zaraz wybuchnąć.- A wiesz co jest najgorsze? Że prawdopodobnie on z tego nie wyjdzie! I to będzie tylko i wyłącznie TWOJA wina! Ale niestety złożyłam przysięgę i nie mogę na ciebie donieść! Nie mogę powiedzieć, że to ty. A wiesz dobrze, że wtedy Cody i Josh by cię rozszarpali. Radzę ci uważać frajerze. Jesteś jakiś nienormalny! Zniknij z mojego życia! Zostawi mnie i moją rodzinę. Mam na myśli NIALLA, Josha i resztę. Nawet Cody'ego.- stał patrząc na mnie kpiąco.
- Haha księżniczko nie denerwuj się.- zaśmiał się. Podeszłam do niego i z całej siły walnęłam go z liścia.
- I NIE MÓW NA MNIE KSIĘŻNICZKA!- wydarłam się i wróciłam do szpitala. Usiadłam pod salą, którą pokazała mi pielęgniarka i czekałam, aż przyjdzie lekarz. Gdyby nie ta złość, to bym się popłakała, ale ja tylko czekałam cierpliwie. Po chwili dostałam sms-a. Odblokowałam mojego nowego i-phone. Miałam 2 wiadomości. Jedną od Josha, a drugą od.. Cody'ego? Najpierw otworzyłam tą od Josha.
Josh: Wow Nathe. Nie widziałem cię nigdy takiej złej. Zaraz będziemy w szpitalu.
Będziemy..?
Cody: Nathalie, wiem, że mnie nienawidzisz, ale to mój kuzyn. Dziękuję ci. Możemy mieć.. Tymczasowy.. rozejm?
Nath: Okej..?
Moment i dostałam wiadomość
Cody: :)
Chwilę później usłyszałam głos Josha i Cody'ego.
- Nathe!- mój chłopak podbiegł do mnie i przytulił. Cody stanął obok. Nie uśmiechał się ani nic. Po prostu stał.- Wszystko w porządku? Nic ci nie jest?
- Nie. Jest okej. Martwię się tylko o Nialla.
- Dlaczego? Chodźmy już- pociągnął mnie za rękę, ale ja się wyrwałam i stanęłam prosto.
- Nigdzie nie idę. Czekam na info o Niallu.- Josh przewrócił oczami i złapał moją rękę.
- Nie trać czasu na takie osoby.
- Takie, czyli jakie?- zapytałam po raz kolejny wyrywając swoją rękę i poczułam, że gniew, który nie wygasł po Louisie powoli zbiera się na Josha.
- NIC NIE WARTE- powiedział. 
- Niall jest moim przyjacielem. Nie będziesz mną pomiatać. To się kończy w tej chwili. Nie będę dłużej twoją zabawką. Mam dość.
- Hahaha. Dobra Nath. Idziemy.- przeszedł kilka kroków, ale gdy się zorientował, że stoję w tym samym miejscu zezłościł się. Podszedł do mnie i zatrzymał się kilka centymetrów od mojej twarzy. Patrzył w moje oczy.- Tak chcesz skończyć? Przy JEGO boku?- wskazał na Cody'ego i prychnął. Chłopak zachował spokój i spojrzał na mnie współczująco. CO?!
- Nie skończę przy jego boku, idioto. Po prostu zostanę tu i poczekam na Nialla.
- Z nami koniec- powiedział i wyszedł. Westchnęłam i usiadłam na krześle.
- Wszystko.. okej?- zapytał Cody siadając na przeciwko mnie.
- Taa..- przeciągnęłam.
- Nie jestem dobry w byciu dobrym. Ale postaram się ciebie pocieszyć czy coś.- powiedział patrząc na mnie.
- Coś- wyszeptałam a on uśmiechnął się. To był szczery uśmiech, którego wcześniej nie widziałam. Odwzajemniłam się, ale wyszedł z tego raczej jakiś grymas.
- Nie martw się. Ten no on wyjdzie z tego. Jest silny i w ogóle. Zresztą ty też.- uśmiechnęłam się na te słowa. 
- Dzięki.
- Co zrobiłaś, że Louis się ciebie posłuchał?- zapytał po chwili ciszy.
- Zagroziłam mu bronią. Delikatnie go postrzeliłam w lewe ramię i prawie w nogi. Ten drugi miał być ostrzegawczy i w sumie dobrze, że troszkę opuściłam dłoń, po pomógł mi go tu dostarczyć.
- Kurczę dziewczyno. Ty umiesz strzelać z broni?- potwierdziłam skinieniem głowy.
- Eee.. Cody? Masz może słuchawki?- zaskoczyłam go tym pytaniem, ale podał mi je. Podłączyłam je do i-phone i włączyłam jakąś tam piosenkę. Przesłuchałam ich chyba z 40, kiedy przyszedł lekarz. Oddałam słuchawki Cody'emu.
- Udało nam się ustabilizować pana Horana. Mogą państwo pójść do niego. Jest po operacji już 30 minut, ale chcieliśmy, aby się uspokoił i wybudził. Można z nim porozmawiać, ale chwilę, by nie przeciążyć jego organizmu. Żaden narząd nie został poważnie uszkodzony.
- Dziękujemy panu- powiedziałam
- Jesteśmy ogromnie wdzięczni- dodał Cody i ruszyliśmy do sali, którą wskazał nam lekarz. Ja prawie biegłam, z czego Cody się śmiał. Po chwili byliśmy.
- Cody? Mogę wejść pierwsza, ale na chwilę sama?
- Wejdźmy razem, a ja i tak po paru minutach muszę iść załatwić coś.- uniosłam brwi, ale nie byłam wścibska.
- No okej.
Weszliśmy i zastaliśmy Nialla we łzach.
- Co się stało?- zapytaliśmy równocześnie. Blondyn uśmiechnął się i poprosił, żebyśmy się przybliżyli. Cody zajął krzesło, więc musiałam stać, ale Niall poklepał miejsce obok siebie, więc usiadłam. Przytuliłam go, a on cmoknął mój policzek.
- Myślałem, że wszyscy mnie zostawili. A po za tym, to bałem się o ciebie Nath. Wiesz, że ja nie zemdlałem? Ale nie mogłem się ruszyć. Słyszałem i widziałem wszystko. Tylko później, jak podeszliście do mnie, to zamknąłem oczy, bo czułem się zmęczony.
- Spokojnie. Wszystko jest w porządku. Ale chyba zwichnęłam nadgarstek, po spoliczkowaniu Lou.- strzelił mi pytające spojrzenie, ale zanim zdążyłam odpowiedzieć, zrobił to Cody.
- Brachu, gdybyś widział to. Aż go obróciło! Później, jak wróciła do szpitala, Louis potarł policzek. Jak zdjął rękę widziałem ślad czerwonej dłoni. Po za tym twarz tak mu spuchła, że wyglądał jak quasimodo.- Niall zaśmiał się uroczo. Mój telefon zaczął wibrować. Odblokowałam go i zamarłam..

Kolejna tradycyjnie za 2 komentarze :D

Directioner_Forever <3

4 LATA!!!!!!!!!!!!

Hejka !
To już dzisiaj !
Dokładnie o 8:22 pm !
Nasi chłopcy stali sie w jednym, niepowtarzalnym, najlepszym zespołem na świecie!!
Ja jako Directioner składam każdemu, kto jest jakoś związany z One Direction życzenia z okazji tej wspaniałej 4 rocznicy.. !! ;D
Kocham Was Chłopcy, to dzieki wam mam codziennie uśmiech na twarzy! Mam nadzieje, że pamiętacie o swoich Polish Directioner i przyjedziecie do nas.. ! Ja bede wiernieczekać razem z reszta Directioner.. !! :* <3
Naat

poniedziałek, 21 lipca 2014

Marcel.. cz.8

- Nathalie? Mam pytanie...
- Jakie?
- Czy chciałabyś nagrać kilka piosenek? I jeżeli się jednak dasz namówić, to zrobić do nich teledysk i wstawić do sieci? Z teledyskiem, to później, ale tak się tylko pytam..
- Eee...- nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Gdzieś tam głęboko, chciałam tego, ale tu na ziemi, a nie gdzieś nie wiadomo gdzie, bałam się. Bałam się hejtów, zazdrośników i rozgłosu. Chciałam normalne życie, które i tak było chore. Nielegalne wyścigi, hajs, wille, napady i jedyne co było tu legalne, to broń. Każdy, kto ją posiadał w naszym mieście i się ścigał miał pozwolenie, aby nosić przy sobie pistolet. Nie wspominając już o tym, że banda Cody'ego handlowała również narkotykami. Ale i tak najbardziej znanym i najgroźniejszym był gang, a nie banda Josha. A ja byłam jego dziewczyną.
- Hallo? Nath?
- Przepraszam, ja zastanawiałam się, co ci odpowiedzieć.
- Proszę...
- No ale.. Na razie tylko dla ciebie. Nikomu nie pokazuj tego i ukryj gdzieś, aby nikt, powtarzam NIKT tego nie zobaczył.- powiedziałam, ale po chwili zdałam sobie sprawę, że chyba jednak chciałam, aby ktoś doświadczony powiedział mi, że proponuje współpracę i tak dalej.- Albo nie. Możesz z nią zrobić co chcesz. Ale nie wstawiaj do internetu, bo trzeba jeszcze nakręcić teledysk- uśmiechnęłam się szeroko. Natychmiast oczy mu rozbłysły. Podbiegł do mnie i z całej siły uściskał.
- Dzięki, dzięki, dzięki!! Zobaczysz, zrobię z ciebie gwiazdę!- zaśmiał się serdecznie. Po chwili dołączyłam do niego.
- To bierzemy się do roboty!
- A nie byłaś przypadkiem zmęczona?
- Nie. Było mi tylko zimno.
- W takim razie rozgrzewka.
Robiliśmy głupie miny i śmialiśmy się. Po chwili zaczęłam rozgrzewać gardło. Takie ćwiczenia potrwały z 20 minut.
- Okej. To co śpiewamy?
- Chyba ty śpiewasz. I grasz. To ma być twoja piosenka. Twoja chwila.
- Ale, przecież ty ją napisałeś.
- Poprawka MY ją napisaliśmy. Zaśpiewasz "Skinny Love".
- No dobrze. Ale myślę, że moglibyśmy zrobić kilka poprawek. Co ty na to?
- A ja na to jak na wiosnę.
- Chyba lato- poprawiłam, na co się zarumienił. Aż tak na niego działałam? Przecież to tylko przyjaciel!
- Zawsze wszystko mi się miesza.
Usiedliśmy przy jakimś stoliczku. Wzięłam kartki do rąk i jeszcze raz wczytałam się i nucąc wymazałam kilka początkowych nut.
- Ej! To było najlepsze!- oburzył się.
- Teraz będzie jeszcze lepsze. Pacz!- zagrałam mu.
- Znowu masz rację. Eh...- mimo oburzenia uśmiechał się szeroko. Niall chciał dodać gitarę, ale nie pozwoliłam mu.
- Czemu?
- Bo to zepsuje nastrój! Możemy dodać troszkę Keyboardu, aby kilka tonów podnieść i ją wzbogacić. Myślę, że także echo. Będzie zarąbiście.
- Nathalie?
- Hmm..?
- Od kiedy ty się na tym znasz?
- No.. Mój tata pisał piosenki i obsługiwał konsolę. Póki mieszkałam na obrzeżach Paryża, w wielkim domu jednorodzinnym mój ojciec miał tam studio i nagrywał różne osoby. Amatorzy. Dzięki niemu, zostali gwiazdami. Na przykład Katy Perry, Rihanna- wyliczałam. Podałam mu chyba z 15 nazwisk, a było ich o wiele więcej, o czym wspomniałam. Blondasek był pod wrażeniem.
- Czyli wiesz, jak się obsługuje konsole?
- No tak. Mogę nagrać cię i w ogóle. Zrobimy Hit!- wykrzyknęłam i przed oczami stanęła mi scena. Ja i Niall na środku z mikrofonami, przed nami tłumy, a my trzymamy się za ręce i kłaniamy.
- Ej! Słuchasz mnie?
- Tak.
- To co mówiłem?- o kurde. Uśmiechnęłam się przepraszająco.
- Mówiłem, że najpierw zajmiemy się Tobą. Powiedziałem także, że mam dla ciebie piosenkę, którą dostaniesz w odpowiednim czasie.
- Co znaczy w odpowiednim czasie?- przerwałam mu. Wzruszył ramionami.
- Nie wiem. Ale dostaniesz ją później.
Pokiwałam tylko głową i usiadłam do fortepianu. Zagrałam piosenki rozgrzewające, aby moje palce przyzwyczaiły się do instrumentu.
- Niall?
- Ta?
- Ja chyba zmienię też początkową tonację, bo boję się fałszu. 
- Przecież wyciągasz.
- Wiem, ale będzie mi wygodniej, jak minimalnie obniżymy ją. Proszę.
- Okej.- wyjął kartki z moich rąk, a następnie dodał poprawek.- Spróbuj teraz.
Zaśpiewałam ten początek z poprawkami i było mi o wiele lżej. Niall uśmiechnął się szeroko ukazując rząd śnieżnobiałych zębów. Dopiero teraz zauważyłam, że ma aparat.
- Znowu miałaś rację. Brzmi sto razy lepiej.
- Wiem.
- I ta skromność.- zaśmiał się. Uśmiechnęłam się delikatnie, ale posmutniałam po chwili.
Chłopak musiał to zauważyć.- Co jest?
- Nic.- odpowiedziałam zbyt szybko. Dzięki czemu był już pewny, że coś nie gra.
- Powiedz. Możesz mi ufać.
- Ugh po prostu tęsknię za Joshem. 
- Dlaczego?
- Um, bo nie.. Jezu, to nie twoja sprawa!
- Stara pyskata Nathalie wróciła. 
- Do ciebie nie byłam jeszcze pyskata. JESZCZE.
- Ojej, już się boję- powiedział i przewrócił oczami.
Wkurzona wyszłam i poszłam w prawo. Nie wiedziałam, gdzie idę, bo Niall nie pokazał mi całego domu, tylko pomieszczenia, z których na 100% będę korzystała. Poszłam przed siebie. Niestety było ciemno, więc nie widziałam dokąd idę. Podpierając się o ścianę, pokonywałam powoli korytarz. Nagle poczułam klamkę. Drzwi.
Otworzyłam i weszłam, a to co zobaczyłam totalnie mną wstrząsnęło. Wielki pokój w stonowanych kolorach. Beż z dodatkami bieli i czerni. Komponowało się to idealnie. Cichutko zamknęłam za sobą drzwi i rozejrzałam. Nic niezwykłego. Na pierwszy rzut oka zwyczajne meble, ogromne łóżko, telewizor, zamiast jednej ściany gigantyczne szklane drzwi. Za nimi mały, acz długi wzdłuż balkonik. Dalej szafa, drzwi do łazienki, biblioteczka, za nią jakieś drzwi, kanapa stolic.. Zaraz, co?! Jakie ukryte drzwi?! Ledwie je zauważyłam, bo były wspaniale ukryte, ale jedna z powieści leżała delikatnie przechylona, a światło odbiło się od złotej klamki. Podeszłam bliżej. Wyciągnęłam tę powieść. Nic. Kolejna książka. Nic. Gdzieś musi być ten ukryty guzik! Wyciągnęłam przypadkowo jakąś powieść, która była zakurzona i jakaś brudna maź była na niej.
- Fuuu- wyszeptałam i skierowałam się do w pełni wyposażonej łazienki. Umyłam ręce i wytarłam w ręcznik tuż obok. Spojrzałam w lustro, które ozdobiony było tylko u góry zwiniętym w koło wężem. Gdzieś już to widziałam. Podeszłam z powrotem do mini biblioteczki i wpatrywałam się tępo w regały poszukując jakiejś wskazówki. Niestety nie mogłam się na tym skupić, bo moją uwagę odciągał ten dziwny wąż. Po mojej głowie krążyły pytania "Skąd ja znam ten wzór? Dlaczego wydaje mi się znajomy?" Jestem pewna, że gdzieś go widziałam. Podeszłam do łóżka, aby dotknąć cudownie miękkiej pościeli. Gdy znowu spojrzałam na tajemniczy regał. Ostatnie promienie słońca wpadły do pokoju i przykuły moją uwagę na klamce. Wyrzeźbiony był na niej... Ten wąż. To jest klucz! Muszę znaleźć coś związanego z tym wężem. Zaczęłam wyciągać książki o wężach i tak dalej. Ale nic. Po chwili dostrzegłam kilka książek z tym na grzbietach. Wciągnęłam je, ale nadal nic. Oparłam się zrezygnowana o regał. Nic. Powkładałam książki jak mi się wydawało na miejsce i wyszłam z pokoju zostawiając tajemnicze drzwi oraz węża. Usłyszałam kroki, więc przeszłam na paluszkach kilkanaście kroków dalej i usiadłam pod ścianą. Chcąc wyglądać jakbym nic nie zrobiła przypomniałam sobie pewne wydarzenie i rozpłakałam się. Niby ze szczęścia, ale później, jak przypomniałam sobie o tym wszystkim, co się tu dzieje, że nie ma ze mną Josha, a jestem z jakimś chłopakiem, którego nie znam, rozbeczałam się wbrew sobie. Po chwili przestałam. Niall podszedł do mnie i myśląc, że śpię wziął mnie na ręce. Ja chcąc wyglądać wiarygodnie wtuliłam się w niego, na co się roześmiał. Zaniósł mnie do 'mojego' pokoju i położył na łóżko. Przykrył kocem.
- Oh Nath. Nawet nie wiesz, jak bardzo ci współczuję, że wpakowałaś się w to. Nawet nie wiesz, co cię czeka. Biedactwo...- podszedł i pocałował mnie w czoło.- Dobranoc śpij dobrze, bez koszmarów.
Gdy miałam pewność, że wyszedł uśmiechnęłam się pod nosem. I nie spodziewając się tego odpłynęłam.
*Następnego dnia*
Wstałam z okropnym bólem głowy. Tak to mam, gdy płaczę przed snem. Pobiegłam do łazienki i załatwiłam swoje potrzeby oraz umyłam zęby i rozczesałam włosy. Wróciłam do pokoju. Podeszłam do szafy i wybrałam luźny zestaw, składający się z białych szortów z wysokim stanem, krótkiego topu w kolorze fioletowym i moich białych air force. Włosy miałam lekko pofalowane, z czego byłam zadowolona, bo nie musiałam spędzać kolejnych 30 minut, na lokowaniu. Postanowiłam poprawić swoje ombre. Wzięłam blond płukankę i skierowałam się do łazienki. Poszło mi dość szybko. Nie chciałam używać farby, bo uwielbiałam się bawić kolorem moich włosów. Raz miałam czerwone, raz turkusowe, innym razem blond-różowe. Ale ostatnio, przez 2 miesiące podoba mi się ombre. Wysuszyłam włosy i uśmiechnęłam się do odbicia. Aby dopełnić całość wróciłam po swoją kosmetyczkę. Wyjęłam tusz do rzęs, pomadkę i ciemne oraz fioletowe cienie do powiek. Pomalowałam się i pomyślałam, że fajnie by było jeszcze zrobić "jaskółki" eyelinerem. Jak postanowiłam, tak zrobiłam. WOW. Wzięłam telefon i poszłam do kuchni. Niall właśnie kończył jeść śniadanie.
- Ej, a dla mnie jest?
- Eee... Nie. Sorry śpiąca królewno. Trza było wstać wcześniej.
- Ugh...- podeszłam do szafki i wyjęłam potrzebne składniki, na zrobienie naleśników. 
- Co robisz?- zapytał zdziwiony.
- Naleśniki.
- Nath, jak ja cię lubię!
- Hahahaha i tak nie dostaniesz ani jednego!- zaśmiałam się gorzko. 
- Nie to nie. Nie zabiorę cię na imprezę.
- Musisz.
- Nie.
Hmm.. Wpadła mi do głowy pewna myśl.
- Jak zostawisz mnie tu samą, to ucieknę.
- Zamknę dom.
- Niall, proszę. Jestem dziewczyną Josha. Myślisz, że głupie drzwi mnie powstrzymają?- zapytałam kpiąco. Tak naprawdę pękałam w środku ze śmiechu, ale nie dałam po sobie tego poznać.
- Eeee.... No masz rację.- odwróciłam się, niby chcąc zrobić swoje naleśniki, ale nie miałam już ochoty na nie. Ale także dlatego, że chciałam uśmiechnąć się z triumfem.
Schowałam wszystko z powrotem i zrobiłam sobie płatki. Zjadłam ze smakiem, podczas gdy Niall przyglądał mi się. Gdy zjadłam i umyłam naczynia, chłopak raczył się odezwać.
- Nathalie przebierz się. Pojedziemy w pewne miejsce.
- Ok..?- poszłam do pokoju i poszperałam w szafie. Zdecydowałam się na bordowe rurki, biały T-Shirt i szary sweter na to. Do tego moje ukochane białe air force. Włosy związałam w długi warkocz na lewy bok. Nie spodobało mi się, więc po prostu je rozpuściłam i zaczesałam na lewo tak, jak uwielbiałam. Wzięłam telefon i na wszelki wypadek- pieniądze. Poszłam do salonu. Niall po chwili pojawił się w drzwiach. Był nachmurzony, ale po chwili roześmiał się. 
- Mam coś na twarzy?- zapytałam niespokojnie. 
- Nie Nath, po prostu...

2 kom = kolejna część w najbliższym czasie c;

Directioner_Forever <3 

sobota, 19 lipca 2014

Marcel.. cz.7

Wróciłam na łóżko i osłupiałam. Niall spał i się przy tym słodziutko uśmiechał. Przykryłam go kocem, który znalazłam w szafie i wyszłam, cichutko zamykając drzwi. Było jeszcze jasno, więc postanowiłam wybrać się na spacer po ogrodzie, a właściwie parku. Jego "rezydencja" była naprawdę ogromna. Miała piętro i śliczną werandę oraz taras. Nie było go widać z zewnątrz, gdyż ten magiczny za kącik został oddzielony od reszty świata murem. Na szczęście mur porastał bluszcz i inne takie, dzięki czemu aż tak bardzo nie psuł czaru tego miejsca. Usiadłam na ławeczce, skierowanej w stronę ogrodu. Patrzyłam i napawałam się tym cudownym miejscem. Zamknęłam oczy, a wiatr rozwiał moje idealnie ułożone włosy. Otworzyłam je i wstałam. Było cudownie, ale pokusa przechadzki wygrała. Zeszłam na trawę i zdjęłam buty. W samych skarpetkach wręcz przetańczyłam przez trawę, by po chwili znaleźć się pomiędzy drzewami. Szłam tak pomiędzy fioletowo- różowo-lawendowymi drzewami. Po chwili dotarłam do jak mi się wydawało, środka tego raju. Było tu idealnie okrągłe jeziorko. Na jego środeczku- mała wysepka, a na niej altanka. Wyglądała jak z bajki. Śliczne drewniane ścianki i dach. Białe drewno na panele. Pięknie oświetlona. Do tego prowadził śliczny most. Równie wspaniale oświetlony. Ale to co było w altance, zawładnęło mną i zapomniałam o całej reszcie. Stał tam biały fortepian. Nikt tego nie wiedział, ale uwielbiałam śpiewać. Powolnym krokiem, jakby nie dowierzając i obawiając się, że to wszystko zaraz zniknie przeszłam przez most i dotarłam do tego cudeńka. Dotknęłam kilka klawiszy. Mmmm.. Idealnie nastrojony.
Nie mogąc się oprzeć, usiadłam i zagrałam tak dobrze znaną mi melodię. W kącie dostrzegłam małą, lśniącą skrzyneczkę. Zostawiłam instrument i podeszłam bliżej. Otworzyłam ją i zobaczyłam pełno różnych piosenek, ale nieskończonych. Wzięłam pierwszą z góry. Wróciłam do fortepianu i zagrałam. Jezu, zaraz się rozryczę. Nie mogąc się powstrzymać nauczyłam się szybko tekstu na pamięć i zagrałam. ( Wzięłam piosenkę Birdy- Skinny Love --> https://www.youtube.com/watch?v=aNzCDt2eid ) (Tu: Zanim zaczniecie czytać dalej, posłuchajcie do końca (: ). Idealna. Nie wiem czemu, ale dopisałam kilka ostatnich nut i słów. Piosenka była świetna. Zagrałam ją jeszcze raz i jeszcze raz. Myślę, że zagrałabym ją i czwarty, ale ktoś podszedł do mnie i zasłonił mi oczy.
- Zgadnij kto to?
- Ehm.. Ciocia Teresa?
- Niee.. Serio brzmię jak baba?
- No właśnie nie.
- No więc?
Zastanowiłam się chwilę. Postanowiłam nie psuć tego, co przed chwilą narodziło się w moim sercu, przy tej piosence. 
- Niall.. Ta piosenka.. Ona.. Jest przepiękna...
- Naprawdę?
- Tak. Kto ją napisał?
- No..- przetarł ręką kark i usiadł obok mnie- no ja..
- Nie wiedziałam, że piszesz.
- Nie wiedziałem, że śpiewasz, grasz i..- spojrzał na kartki- piszesz..
- Przepraszam- bąknęłam i już miałam wymazać to, co napisałam, ale mnie powstrzymał.
- Nie rób tego. Nie dokończyłem jej, bo nie wiedziałem jak. A to jest cudowne.
- Dzięki..- zarumieniłam się i aby tego nie zauważył spuściłam głowę. Chłopak wstał i podszedł do skrzyneczki. Wyciągnął jakieś nuty i poprosił, abym zagrała. 
- Proszę Nath..
- Niall, ale ja nie umiem tak przy kimś.. Myślisz, że dlaczego nikt oprócz ciebie nie wie, że ja śpiewam i gram?
- I piszesz.
- No w sumie.
- Proszę Nathalie.. Proszę.- zobaczyłam w jego oczach iskierki nadziei.
- Zrobię to. Ale tylko jeden raz.
- Ale ja mam jeszcze inne piosenki!
- Zamknij się i słuchaj.- zaśmiałam się, co odwzajemnił. Zagłębiłam się w tekst i osłupiałam.- Niall..?
- Tak?
- To nie jest tekst dla ciebie, prawda?
- A dlaczego tak sądzisz?
- Bo to powinna śpiewać dziewczyna.
- Bo..- zawstydził się- napisałem ją dla dziewczyny, która była strasznie smutna.
- Aha..- nie chciałam być wścibska, chociaż byłam. Ale ledwo, ale jednak dostrzegłam ból w jego oczach. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam grać (  https://www.youtube.com/watch?v=lsWsasqIoyk ) (Tu: Zanim zaczniecie czytać dalej, posłuchajcie do końca (: Oraz nie mogłam znaleźć wersji na samo pianino, więc wybaczcie taką formę ). Wczułam się w nią niesamowicie. Grałam jak zaczarowana. Śpiewałam, jak nigdy. Tak się wczułam, że dopiero jak przestałam zobaczyłam, jak Niall stoi z otwartą buzią. Zatkało go. Ja, chcąc ukryć rumieńce, odwróciłam wzrok. Zagrałam jeszcze raz refren i byłam z siebie dumna. 
- To było..- nie wiedział, jak to określić- Po prostu Amazing, Wonderful. Nawet nie wiem, jak to określić.
- Dzięki Niall, ale przesadzasz.
- Wcale nie! Ty powinnaś się rozwijać! Zrobisz karierę! 
- Niall nie.- powiedziałam stanowczo. Niepotrzebnie pokazywałam mu to, co kocham robić, ale w SAMOTNOŚCI.
- Nathalie, jak nie chcesz tego, to nie będę cię zmuszał. Pozwól mi chociaż nagrać cię w moim studio! Tak mam studio, bo uwielbiam śpiewać i grać przede wszystkim na gitarze. A co do nagrania. Nie będę tego nikomu pokazywał, po prostu chciałbym pamiątkę po tobie. Jesteś wyjątkową osobą i będę bardzo miło cię wspominał. Możesz mnie zawsze odwiedzić. Tak dziwnie to brzmi, ale jesteś jedyną bliską mi osobą.- przerwał. Nie chciałam, by przerywał. Chciałam się czegoś o nim dowiedzieć. Westchnął ciężko i odwrócił do mnie plecami. Podszedł do barierki i popatrzył na zachodzące słońce. Nie lubiłam, gdy był smutny, mimo iż nie znam go. Ale polubiłam.
- Niall, możesz ze mną porozmawiać, jeśli chcesz.. Ja.. Uważam cię za przyjaciela i mimo, że znamy się jeden dzień, ja ci ufam. Nie lubię gdy jesteś smutny i w tym momencie z chęcią..- przerwałam, gdy zobaczyłam, że chłopak płacze.- z chęcią bym cię przytuliła- dokończyłam i zrobiłam to. Odwzajemnił uścisk.
- Nath.- odsunęłam się i spojrzałam mu w oczy. Nadal były smutne, ale już nie pogrążone w rozpaczy. Uśmiechnęłam się do niego.
- Hmm..?
- Ja już muszę iść. Jak chcesz, to chodź ze mną. Chyba, że chcesz zostać i pograć jeszcze.
- Pójdę z tobą. Nie mogę zostawić przyjaciela w potrzebie- wyszczerzyłam się. Jezu, co ja wyprawiam?! Jak Niall mnie zmienił...
- Dzięki- powiedział, ale nie odwzajemnił uśmiechu. Skierowaliśmy się podejrzewam w stronę domu, bo nie znałam tej okolicy, a już tak jasno nie byłam. Blondyn musiał wyczytać lekki strach z moich oczu, po przebiegł przez most i podbiegł do drzewa, na którym wisiała mała skrzyneczka. Pociągnął dźwignię i cały ogród się rozświetlił. Bajka, Raj, Sen. Nie wiem. Wiem tylko, że się rozpłakałam. Z wrażenia. Było to tak piękne, jak.. Nie ma niczego tak pięknego, jak ogród teraz. Niall wrócił i widząc moje błyszczące i szeroko otworzone oczy z wrażenia, uśmiechnął się tylko.
- Poczekaj- szepnął. Chyba wyczuł, że każdy normalny dźwięk wyrwał by mnie z transu, w jaki popadłam. Nie mogłam oderwać oczu, od tego cudownego miejsca. Niebieskooki po chwili pojawił się koło mnie. Mimo tego wszystkiego zauważyłam, że ma tą skrzyneczkę z piosenkami. A te dwie co grałam trzyma w dłoni.
- Pięknie prawda?  Wyobraź sobie, że to wszystko ja sam zrobiłem. Nikt mi nie pomagał. Kupiłem ruinę z tym małym parkiem. Wszyscy sądzili, że wywalam pieniądze w błoto. Ja postawiłem na swoim. Po 2 latach zmagań z tym, doprowadziłem do stanu używalności. Po kolejnym roku, do luksusu. Wyobraź sobie, że nie mam służby, ogrodnika, kucharek, sprzątaczek. Wszystko robię sam. Mam przyjaciela ogrodnika, który cztery razy w roku przyjeżdża i patrzy, czy wszystko jest w porządku. Nic nie robi, po prostu mówi mi, co powinienem poprawić.
- Jestem pod ogromnym wrażeniem.. Nie potrafię powiedzieć nic..- wyszeptałam.
- Co jeszcze lubisz robić, Nathalie?- zapytał znikąd.
- Tańczyć- wypaliłam, ale pożałowałam tych słów widząc, jak Niall ma zamiar otworzyć usta. No nic, zatańczę i mam pecha. Wiem, że i tak mu nie odmówię.
- Pokażesz?
- Tak.
- Proszę, na pewno pięknie tań.. Zaraz, zaraz. Czy ty się zgodziłaś?- zapytał zaskoczony.
- No tak. I tak bym zatańczyła, bo byś mnie prosił, więc po co przedłużać?
Nic się nie odezwał. Ruszył przed siebie łapiąc mnie za rękę i ciągnąc za sobą. Po chwili puścił i poszliśmy wolno koło siebie. Chłopak wyjął telefon i coś w nim poszperał. Po kilku sekundach rozległa się muzyka.
- Moja ulubiona piosenka..- wyszeptałam.
- Moja też..- rzekł zaskoczony. Raz kozie śmierć. Przeszłam kawałek i pokazałam parę kroków. Żeby to wyglądało, jak taniec, postanowiłam wczuć się w muzykę i układ. Zapomniałam o Niallu. Byłam tylko ja, muzyka i ogród. Wirowałam, stąpałam lekko i robiłam takie rzeczy, których normalnie na treningu, nie zrobiłabym. Trenować przestałam kilka tygodni temu. Znudzili mi się ci sami ludzie i ten sam poziom. Chciałam czegoś trudniejszego, ale byłam jako jedyna na zaawansowanym najbardziej zaawansowanego stopnia. Wiem, brzmi to dziwnie i nienormalnie, bo takiego czegoś nie ma, ale tak mi mówiła moja nauczycielka. Po kilku, może kilkunastu minutach tańca, usiadłam pod drzewem. Koło mnie pojawił się Nialler.
- WOW.- wykrztusił tylko i usiadł. Nie odezwałam się. Po prostu siedziałam i wpatrywałam się w nieboskłon. Już musiało być późno, bo niebo było ciemne i widniało na nim wiele gwiazd.
- A ta gwiazda należy do mnie- pokazałam blondynowi. 
- Jakim cudem?
- Kupiłam ją po śmierci taty. Siedzieliśmy nad jeziorem i patrzyliśmy na gwiazdy. Wtedy mój ojciec pokazał mi tą gwiazdę i podał jej dokładne współrzędne. Powiedział wtedy " Nathalio spójrz. Ta gwiazda jest nasza. Zapamiętaj to." Rozmawialiśmy jeszcze później. Zapisałam sobie w telefonie współrzędne i gdy mój ojciec umarł tego samego dnia, ja poszłam i kupiłam ją.
- Mówisz tak spokojnie o swoim tacie. Podziwiam cię.
- Nie pogodziłam się z jego śmiercią, ale zamknęłam to w szufladzie i ukryłam gdzieś w sercu. Gdy będę gotowa zmierzyć się z tym, wtedy ją otworzę.- Niall patrzył mi w oczy. W jego widziałam swoje. Od moich bił pokój. W jego dostrzegłam.. szczęście. Był szczęśliwy.- Możemy już iść? Troszkę mi zimno.
Chłopak automatycznie zdjął bluzę i okrył mnie nią. Pomógł wstać. Na początku szliśmy w ciszy, która mi ciążyła. Chcąc rozweselić nas oboje dotknęłam ramienia Nialla i rzekłam:
- Gonisz.
Po czym zaczęłam uciekać w stronę domu. Blondyn biegał szybciej, niż myślałam. Po chwili dorównał mi i dotknął mojej ręki.
- Nie bo ty.- roześmiał się uroczo. Puścił się biegiem. Po kilku sekundach, biegnąc za nim, dotarliśmy na połać trawy oddzielającą Raj, od domu. Chłopak uśmiechał się szeroko opierając o płotek od tarasu i łapiąc oddech. Ja nie czułam żadnego zmęczenia. Nie musiałam łapać oddechu ani nic takiego. Stałam i patrzyłam na niego. 
- Ufasz mi?- zapytał znienacka.
- Tak.
- A dasz się gdzieś zaprowadzić?
- Okej.
Zawiązał mi oczy swoją bluzą i chwycił moją rękę. Kierował mnie i instruował. Gdy dotarliśmy na miejsce odsłonił mi oczy. Staliśmy przed jakimś pokojem. Niall uśmiechał się szeroko. No to wchodzimy- pomyślałam sobie.
Złapałam za klamkę i weszłam. Zobaczyłam ogromne studio. Było w nim wiele instrumentów. Chyba wszystkie, jakie istnieją na świecie. Podeszłam do dźwiękoszczelnej szyby i zajrzałam do środka. Ogromna konsola. Profesjonalna. 
WOW.
- Nathalie? Mam pytanie...

A to niespodzianka! Nowa część już dziś! Straasznie długa z dodatkami muzyki :) Mimo, że nie było tych dwóch komentarzy postanowiłam dodać :3 Mam nadzieję, że to docenicie i każda osoba, która to przeczyta skomentuje. Może to być nawet kropka "." , cokolwiek. Bylebym wiedziała, że ktoś to czyta c;

Directioner_Forever <3

"Dzień który zmienił moje życie, na zawsze"cz.11

           "Dzień który zmienił moje życie, na zawsze"cz.11
Hejka mam do was ważne info! założyłam nowego bloga  czytajcie!promujcie! komentujcie go! polecajcie! i wgl!
TEN ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ!! Liza Skóra, która komentuje praktycznie każdy mój imagin, dziękuję za te pozytywne komentarze!! one strasznie motywują!

że to on.......
gdy się odwróciłam ujrzałam twarz Louisa, zaskoczona odskoczyłam na bok-o cholera Louis!!!! wystraszyłeś mnie!!!!-dalej nie mogłam uwierzyć w to co się przed chwilą stało-Ty jesteś chory!!! -oznajmiłam próbując uspokoić nierównomierny oddech
Lou;Wika nie obrażaj się-powiedział podchodząc do mnie, na co się cofnęłam Lou powtórzył swój ruch, zrobiłam krok w tył, kiedy zobaczyłam stojącego tuż obok mnie Nialla podeszłam do niego i wtuliłam się w niego, nie musiałam czekać zbyt długo na odwzajemnienie tego gestu-obrażona-powiedział  bez odrobiny skruchy-Bałaś się?!-zapytał lekko rozśmieszony tą sytuacją
H;Lou!!!-warknął na chłopaka w mojej obronie
W:Louis, fuckaj sie!!nie wcale jakiś przymulas chodzący po ciemnym korytarzu, a potem goniący mnie z nożem w ręce, to normalka!-powiedziałam sarkastycznie-idę spać-oznajmiłam, po czym nie czekając na niczyją reakcje weszłam do kuchni, jednak ciemne pomieszczenie zbudziło we mnie strach nie pozwalając na żaden ruch, odwróciłam się w stronę chłopców z przerażeniem-nie pójdę- powiedziałam szeptem i spuściłam głowę w duł z zażenowania, mam już 16 lat a zachowuje się jak dziecko bojąc iść ciemnym korytarzem
H;Iść z tobą?-nic  nie odpowiedziałam tylko pokiwałam twierdząco głową, Hazza posłał Lou karcące spojrzenie, pewnie dlatego że to przez niego boję poruszać się w ciemnościach.Gdy Harry stanął obok mnie chwycił mnie za rękę i prowadził po schodach-nie bój się -szepnął mi na ucho, w ramach podziękowania za te słowa ścisnęłam mocniej jego dłoń.Gdy otworzyłam drzwi pokoju i upewniłam się że nikogo w nim nie ma, przytuliłam jeszcze raz mocno Hazze
W;Dziękuje-powiedziałam bardzo cicho, jednak na tyle głośno aby chłopak mnie usłyszał-posiedzisz tu ze mną dopóki nie zasnę-spytałam z miną małej dziewczynki która boi się duchów
H;Pewnie, kładź się-powiedział przyjaźnie-jakby co to mój pokój jest naprzeciwko-leżeliśmy na łóżku, była 00;25.Leżałam w dużej odległości od niego, więc postanowiłam to zmienić, przybliżyłam się do chłopaka, na taką bliskość że położyłam moją głowę na jego torsie, i wsłuchując się w rytm spokojnego bicia serca Harrego odpłynęłam. .Śniło mi się że jakiś mężczyzna mnie gonił, ja nie byłam aż taka szybka więc on mnie bez problemu dogonił, gdy mnie złapał, zaczął mnie bić, krzyczałam jednak na próżno nikt mnie nie słyszał... Obudziłam sie cała spocona, gdy już uspokoiłam swój oddech, próbowałam na nowo zasnąć, spojrzałam na zegarek wskazywał 1;30
Iść do Hazzy czy pocierpieć i go nie budzić? a co jeśli nie zasnę? a co jeśli rzeczywiście ktoś gdzieś się tu czai? spojrzałam na drzewo za oknem, ruszało się jakby ktoś się po nim wspinał, wydaje mi się? a co jeśli to prawda? jeśli ktoś wybije szybę już po mnie! jakieś dziwne cienie są rzucane z tego drzewa!!!okej ja już tego nie wytrzymam, albo zaraz umrę ze strachu, albo pójdę do Harolda! wybór jasny ja chce żyć!! szybkim ruchem otworzyłam drzwi i podeszłam do jego drzwi.Zapukałam delikatnie, ale na tyle głośno aby mnie usłyszał, niepewnie weszłam do środka
W;Śpisz?-zapytałam szeptem, Harruś odwrócił się w moją stronę, przetarł swoje zaspane oczy
H;Nie, co się stało- o cholera ta jego chrypka!!!!!!!!!!!!!!!!!!
W;Miałam koszmar-powiedziałam półgłosem-boje się-oznajmiłam prawie niesłyszalnie
H:Oj... chodź tu-przesunął się robiąc mi miejsce na swoim dosyć dużym łóżku, niepewnym krokiem ruszyłam w jego kierunku.Gdy leżałam wtulona w tors chłopaka, on objął mnie swoją ręką w talii-nie bój się tu ci nic nie grozi-po wyszeptaniu tych słów przygryzł lekko płatek mojego ucha.I właśnie tak zasnęłam w ramionach mojego idola.Obudziło mnie słońce wdzierające się przez okno, chciałam się mocniej przytulić do Hazzy, przekręciłam się w drugą stronę i ręką go szukałam, nie było go leniwie otworzyłam zaspane oczy, chłopak siedział na skraju łóżka i mi się przyglądał.
W;Długo tak już na mnie patrzysz?
H;Ymm.. nie, około 15 minut-powiedział ukazując te swoje na maxa słodkie dołeczki.
W:Aham... a tak wgl która godzina-zapytałam przecierając zaspane oczy
H: ymmm, jest parę minut po 11
W;Wow, serio?-przytaknął-nieźle sobie pospałam-powiedziałam wstając z łóżka, kierowałam się do drzwi
H;Gdzie się wybierasz?!-zapytał chwytając mnie za nadgarstki i przyciągnął do siebie, tak że stałam  niecałe 2 cm od niego
W;Idę się ubrać-zrobiłam krok w tył
H;Ej a wynagrodzenie?
W;A co byś chciał?
H: Całusa, ale nie w policzek!
W;Niech ci będzie!-przysunęłam się do Hazzy, i musiałam stanąć na palcach aby go pocałować ponieważ jest od mnie wyższy o półtora głowy, lekko musnęłam jego usta, chłopak złapał mnie w tali i zamknął między nami przestrzeń, zaplotłam ręce wokół jego karku.Całowaliśmy się tak ponad kilka minut, z chwili na chwile coraz namiętniej.Oderwaliśmy sie dopiero gdy usłyszeliśmy pukanie do drzwi
H:Tak?
Lou;Ubierz sie a potem idź obudź obudź Wiktorie bo na dole czeka na nią...


_________________________________________
Liczę na 3/4 komentarze! i zapraszam na mojego nowego bloga! i czytajcie dedyk nad imaginem!
Stylesowa