Jak co dzień wieczorem wyszłam pobiegać. Dzisiaj było wyjątkowo zimno, ale nie zrezygnowałam z biegu. Nie przeszkadzało mi to. Włożyłam słuchawki w uszy i pobiegłam w stronę parku. Po kilkunastu może kilkudziesięciu minutach krążenia po parku postanowiłam wracać do domu. Było coraz zimniej i ciemniej. Przy wyjściu z ogromnego ogrodu usłyszałam dziwne odgłosy i skierowałam sie w tamtą stronę cały czas biegnąc. W oddali zauważyłam grupkę chłopaków którzy..?! Nie widziałam zbyt dobrze więc podbiegłam bliżej. Oni gdy mnie zobaczyli, od razu uciekli. Dostrzegłam leżącego na ziemi chłopaka. Domyśliłam sie ze tamci musieli mu coś zrobić. Szybko znalazłam sie przy owym chłopaku. Sprawdziłam tętno.. Na szczęście żyje.. Zadzwoniłam po karetkę. W czasie gdy czekałam na nią poszukałam czy chłopak nie ma przy sobie dokumentów. Znalazłam dowód osobisty. Chłopak nazywał sie Liam Payne.. Karetka zjawia sie po 15 minutach. Oczywiście pojechałam z nim. Szybko dotarliśmy do szpitala. Brunet został dźgnięty nożem w brzuch i musiał zostać operowany. Od razu wzięli go na sale operacyjna. Czekałam w poczekalni i czekałam i czekałam. W końcu po 3 lub 4 godz. wyszedł z sali lekarz, od razu do niego podbiegłam.
J: Panie doktorze co z nim?
D: A pani to?
J: (T.i.)..
D: Dobrze, ale kim pani dla niego jest?
J: Yyy..ja..jestem jego.. jego narzeczona.. - wypaliłam, inaczej nie dowiedziałabym sie niczego, a zależało mi na nim.
D: W takim razie prosze za mną. - pokiwałam głową i poszłam za lekarzem. Weszliśmy do jego gabinetu. - Proszę usiąść. - wskazał na krzesło obok biurka. - Pan Payne został poważnie ranny, ale udało nam sie go uratować.
J: Czyli będzie żył?
D: Tak.. - odetchnęłam z ulgą
J: A kiedy będę mogla go zobaczyć?
D: Dopiero jutro rano. Dzisiaj spokojnie może pani iść do domu. Nie wiadomo kiedy sie pan Liam wybudzi ze śpiączki..
J: Dobrze doktorze, dziękuje. - wyszłam z gabinetu a potem ze szpitala. Mimo że nie znałam tego chłopaka martwiłam sie o niego, czułam sie za niego odpowiedzialna. Po kilku minutach byłam w domu. Wykąpałam sie i poszłam spać. Moja głowę zaprzątały myśli dotyczące bruneta, ale udało mi sie zasnąć. Z samego rana pojechałam do szpitala, podeszłam do recepcji i zapytałam gdzie leży Payne. Oczywiście zapytano mnie kim dla niego jestem i znowu musiałam skłamać. Źle sie z tym czułam, ale musiałam. Weszłam do sali i zobaczyłam przystojnego chłopaka do którego podpięte było mnóstwo urządzeń. Usiadłam na krzesełko obok o wpatrywałam sie w niego. Po chwili wszedł lekarz.
D: Dzień dobry pani Payne.. - spojrzałam na niego i trochę sie speszyłam, bo przecież wcale nie znam tego chłopaka.
J: Dzień dobry - wydukałam - Wiadomo co z moim narzeczonym?
D: Jego stan jest stabilny, ale nie wiadomo kiedy sie wybudzi. Rany były bardzo poważne. - powiedział i wyszedł. Znów przyglądałam sie brunetowi i złapałam go za rękę.
J: Wiesz mimo ze sie nie znamy, a ty leżysz nieprzytomny w szpitalu i pewnie mnie nie słyszysz to chciałam cie przeprosić za to kłamstwo. Nie powinnam była mówić że jesteś moim narzeczonym, ale inaczej bym sie nie dowiedziała czy wszystko jest ok i czy będziesz żył.. Martwię sie o ciebie. - mówiłam do niego.
Przez następne kilka dni przychodziłam do Liama, nie wybudził sie jeszcze ze śpiączki. Z dnia na dzień lubiłam do coraz bardziej pomimo to ze nie zamienił ze mną ani słowa. W tym czasie lekarze chcieli mój nr tel i podstawowe informacje takie jak np. adres zamieszkania. Codziennie mówiłam do chłopaka, opowiadałam mu o sobie i o tym co dzieje sie na świecie. Chciałam żeby sie wybudził i porozmawiał ze mną.
Liam leży w śpiączce już 3 miesiące, przez ostatni czas przesiaduje u niego dnie i noce. Dzisiaj lekarze chcieli żebym wyraziła zgodę na odłączenie go od tych wszystkich urządzeń trzymających go przy życiu. Oczywiście, że sie nie zgodziłam. Nigdy w życiu bym sie nie zgodziła. Siedzę przy chłopaku i trzymam go za rękę.
J: Liam prosze cie, obudź sie. Chce w końcu usłyszeć twój głos, zobaczyć twoje oczy..- mówiłam łkając. Tak bardzo zależało mi na tym by sie obudził. Może uznacie mnie za wariatkę, ale chyba go pokochałam. Nie słyszałam jego glosy, on mnie nie zna, a ja?! .. Ja go kocham. Przychodzę do niego dzień w dzień, a nawet i zostaje przy nim tez w nocy z nadzieja ze sie obudzi. Położyłam głowę na jego łózko tuląc sie do jego dłoni, a po chwili odpłynęłam w krainę snu. Rano poczułam jak ktoś próbuje wyciągnąć rękę z mojego dość mocnego uścisku. Przetarłam oczy i zobaczyłam, że Liam sie wybudzi..
J: O Boże Liam, w końcu sie obudziłeś! Nawet nie wiesz jak sie ciesze.! - wykrzyczałam szczęśliwa
Li: Coo? Kim ty jesteś? - był mocno zdziwiony
J: Poczekaj.. Nic nie mów, idę po lekarza.- wstałam i z szerokim uśmiechem poszłam po doktora. Po chwili wróciliśmy do sali. Stanęłam w rogu sali
D: Witam panie Payne wśród żywych. Wykonamy kilka podstawowych badań i zobaczymy czy pan będzie musiał zostać jeszcze w szpitalu na obserwacji czy za kilka dni wyjdzie.
Li: Dobrze ale co sie stało że tu trafiłem i ile tu już jestem? - dopytywał
D: Najpierw zrobimy badania a potem pana narzeczona wszystko panu wyjaśni. - powiedział to i od razu przypomniało mi sie kłamstwo. Zapomniałam o tym małym szczególe. Wszystkie pielęgniarki i lekarze już mnie tu znali i nie musiałam tłumaczyć kim jestem dla bruneta.
Li: Narzeczonej? - zapytał zdziwiony. Spojrzał na mnie - przecież ja nie m.. - pokiwałam głowa na "nie" żeby tego nie mówił i urwał. Wiedział o co mi chodzi. - W takim razie dobrze.. - lekarz go zabrał a ja czekałam w sali na niego. I co ja mu powiem?! Zastanawiałam sie nad tym i postanowiłam powiedzieć mu całą prawdę. Nie ma sensu go okłamywać. Po jakimś godzinie wrócił Liam z lekarzem. Chłopak położył sie na łózku, a lekarz wyszedł. Payne spojrzał na mnie, a ja spuściłam głowę
Li: Więc - przerwał panująca cisze - Opowiesz mi jak to było że zostałaś moją narzeczoną?
J: Jasne.. - powiedziałam cicho i usiadłam przy nim na krześle. - Zacznę od samego początku.. - wzięłam głęboko wdech - A wiec tak, mam na imię (T.i.). Jakieś 4 miesiące temu postanowiłam pobiegać. Było dość zimno i ciemno. Biegałam po parku, gdy nagle zauważyłam grupkę chłopaków, którzy dość głośno hałasowali. Zaczęłam biec w ich stronę, ale gdy mnie zobaczyli uciekli. Zostawiając chłopaka o brązowych włosach, lezącego na ziemi. Tym chłopakiem okazałeś sie ty. Leżałeś nieprzytomny, ale oddychałeś. Szybko zadzwoniłam na pogotowie i tak trafiłeś tutaj..
Li: Ale dlaczego jestem twoim narzeczonym. ?! - przerwał mi
J: Jak nie będziesz mi przerywał to sie dowiesz. - powiedziałam nawet na niego nie patrząc,cały czas bawiłam sie swoimi palcami. - Oczywiście pojechałam z tobą, lekarze zabrali cie na sale operacyjną, bo zostałeś kilka razy dźgnięty nożem. Operowali cie jakieś 4 godz. po tym czasie lekarz wyszedł z sali i musiałam sie dowiedzieć czy żyjesz i czy jest już dobrze.. Wtedy lekarz zapytał mnie kim dla ciebie jestem i żeby sie czegoś dowiedzieć musiałam skłamać że jestem twoja narzeczona. Mimo, że cie nie znałam martwiłam sie o ciebie. Potem byłam ty stałym bywalcem, przesiadywałam obok ciebie dniami i nocami. Mówiłam do ciebie, ale nigdy nie uzyskałam odpowiedzi. Po jakimś czasie uświadomiłam sobie że nie jesteś mi obojętny. Wiem, głupie zakochać sie w kimś z kim sie nawet nie zamieniło jednego zdania. Po 3 m-cach lekarze tutaj chcieli cie od tego wszystkiego odłączyć - pokazałam palcem na te wszystkie urządzenia i spojrzałam na bruneta - Ale im nie pozwoliłam. Wiedziałam że prędzej czy później sie obudzisz i będziesz dalej żył swoim życiem.. To już wszystko, wiec chyba sobie pójdę. Życze ci szybkiego powrotu do zdrowia..
- wstałam i podeszłam do drzwi
Li: (T.i.).. - zatrzymał mnie, odwróciłam sie i spojrzałam w jego zjawiskowe brązowe oczy. - Dziękuje.
J: Nie na za co. - uśmiechnęłam sie i wyszłam. Miałam takie dziwne wrażenie że go już nigdy nie zobaczę. Dotarłam do domu i od razu wzięłam długą kąpiel i poszłam spać. Byłam wykończona tym wszystkim, ale nie żałuje. Uratowałam mu dwa razy życie i jestem z siebie dumna, a teraz nigdy więcej do nie dotknę i nie zobaczę. Przygnębiało mnie to jeszcze bardziej.
Przez następne 5 dni byłam w szpitalu, pytałam lekarzy jak czuje sie Liam. Mówili że czuje sie coraz lepiej i za jakiś czas będzie mógł opuścić szpital. Chciałam do niego pójść, ale zawsze przed drzwiami do jego sali tchórzyłam. Czemu?! Nie wiem, może bałam sie tego co usłyszę albo on może nie życzył sobie mnie tam. Przy każdej wykonywanej przeze mnie czynności towarzyszyły mi myśli związane z nim. Najgorsze było to że przez to bardziej go kochałam. Po następnych kilku dniach zebrałam sie na odwagę, poszłam do szpitala i szybko by nie zawrócić znalazłam sie pod drzwiami sali. Wzięłam głęboki wdech i wydech i weszłam. Niestety nie zobaczyłam go tam. Sala była pusta. Znalazłam lekarza.
J: Dzień dobry panie doktorze..
D: Witam panią, pani Payne.. - uśmiechnęłam sie delikatnie
J: Gdzie jest Liam?
D: Nie powiedział pani? Wyszedł ze szpitala 2 dni temu..
J: Ahaa, dobrze dziękuje.. - szybko wyszłam ze szpitala, po drodze ocierając łzy. Miałam nadzieje że go zobaczę.. Kolejne dni nie były lepsze, całymi dniami myślałam o Liamie a w nocy mi sie śnił. Zaczynałam świrować, nawet mówiłam do siebie. Tęsknota za nim była dobijająca. Siedzę w salonie i oglądam jakiś nudny film.
J: Co ja myślałam, że spędzę przy nim niecałe pół roku, a potem będziemy żyć długo i szczęśliwie?!!? Jesteś CHORA (T.i.).. - znów mówiłam do siebie, gdy przerwał mi dzwonek do drzwi. Zanim je otworzyłam spojrzałam w lustro i poprawiłam włosy. Otworzyłam i zobaczyłam jakiegoś chłopaka, który zasłaniał sobie twarz wielkim bukietem róż.
J: Mogę w czymś pomóc? - zapytałam zdziwiona
Ch: Czy mieszka tu pani (T.i.)?- mówił zza róż
J: Tak to ja.. W czym mogę pomóc? - powtórzyłam pytanie
Ch: Chciałbym żebyś teraz uratowała moje serce i przygarnęła je do siebie.. - powiedział i odsłonił swoja twarz. Zza kwiatów wyłonił sie uśmiechnięty Liam. W oczach pojawiły mi sie łzy.
J: LIam? Skąd wiesz gdzie mieszkam.? - starałam sie być silna i nie uronić żadnej łzy.
Li: Wiesz, jesteś moja narzeczona więc wiem gdzie mieszkasz. - powiedział jakby to było oczywiste. - Mogę? - wpuściłam go bez słowa do domu i poszliśmy do salonu. Chłopak wręczył mi kwiaty i rozsiedliśmy sie na kanapie.
J: A tak na serio, skąd masz mój adres?
Li: Zapytałem lekarza, ogólnie popytałem go o to czy to co mi wtedy powiedziałaś była prawda. Wiem że w zeszłym tygodniu byłaś w szpitalu, dlaczego do mnie nie przyszłaś? - w jego oczach widziałam smutek
J: W prawdzie to przychodziłam do ciebie, ale zawsze kończyło sie na rozmówi z lekarzem i podchodzeniem do drzwi twojej sali.
Li: To czemu nie weszłaś?
J: Tchórzyłam.. - spuściłam głowę. Poczułam jak Liam łapie mnie za podbródek i odwraca tak bym na niego spojrzała, powoli przybliżając swoja twarz do mojej, a po chwili złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Tak bardzo chciałam posmakować jego ust. Odsunął sie ode mnie
Li: To jak? Uratujesz mnie po raz 3? - zapytał, uśmiechając sie. Odwzajemniłam uśmiech.
J: Wydaje mi sie, ze teraz to ty uratowałeś mnie..
Li: Czyli to znaczy ze..
J: Tak Liam.. - przerwałam mu i znów poczułam jego usta na swoich
Li: Daj mi prawa dłoń..
J: Po co? - podałam mu niepewnie rękę. Brunet wyciągnął z kieszeni pierścionek i założył go na mojego palca. Posłałam Liamowi pytające spojrzenie - No co, przecież jesteś moja narzeczoną, a przed chwila sie na to zgodziłaś. - zaśmiał sie
J: Alee..
Li: Nie ma żadne ale. Kocham cie i chce spędzić z tobą resztę życia.
J: Ja ciebie tez Liam i to bardzo mocno..
The end..
Naat
One Direction i My.. - imaginy
poniedziałek, 13 stycznia 2014
niedziela, 12 stycznia 2014
Urodzinowy z Zaynem.. - cz 2
Cały
dzień
jak i następne
2 tygodnie byłam
bardzo przygnębiona.
Chyba tylko raz w tym czasie widziałam
sie z Malikiem.
Świadomość
że
pewnie spotyka sie z tą
dziewczyną
była
bardzo smutna. Tydzień
przed balem poszłam
na zakupy, kopic
sobie sukienkę.
Wybrałam
ładna
niebieska, do połowy
ud. Do tego rożne
niebiesko-srebrne dodatki i tego samego koloru buty na koturnie.
Dzień
przed balem kopiłam
śliczną
pasującą
do mojej sukienki maskę.
W dzień
imprezy chciałam
sie spotkać
z Zaynem,
ale nie odbierał
ode mnie telefonu, ani nie odpisywał
na moje sms. Stwierdziłam
że
jest zajęty
i postanowiłam
sie szykować
na upragniony bal. Miał
zacząć
sie o 20 wiec zaczęłam
sie szykować
już
o 16.. Wziewam
długa
relaksująca
kąpiel,
włosy
wysuszyłam
i podkręciłam.
Pomalowałam
sie i ubrałam.
Zauważyłam
że
podjechała
już
taksówka.
Szybko wyszłam
z domu zabierając
maskę
i zamykając
dom. Podczas drogi założyłam
maskę.
Po jakiś
20 minutach byłam
na miejscu. Zabawa trwała
w najlepsze a ja siedziałam
przy stoliku i piłam
czerwony poncz.
Przyglądałam
sie tańczącym
parą.
Ch:
Cześć.
Mogę?
- podszedł
do mnie chłopak
w garniturze z czarna maska na oczach
i czarnych
włosach.
J:
Pewnie. - uśmiechnęłam
sie do niego
Ch:
Czemu siedzisz sama i nie tańczysz?
J:
Tak jakoś
wyszło,
a co do tańca
to nie mam z kim..
Ch:
Teraz już
masz.. - posłał
mi uśmiech
i wyciągnął
w moim kierunku dłoń.
Chwyciłam
ją
i poszliśmy
na parkiet. Podczas tańca
mogłam
sie dokładnie
przyjrzeć
mojemu partnerowi. Kogoś
mi przypominał,
ale nie miałam
pojęcia
kogo.. Przetańczyłam
z owym chłopakiem
cały
wieczór.
Był
zabawny i świetnie
sie przy nim czułam.
Była
23:45, a o północy
miało
być
odsłonięcie
twarzy. Tańczyłam
z szatynem
wolny
taniec.
Ch:
Wiesz.. - zaczął
niepewnie - Chyba sie w tobie zakochałem
(T.i.).
- byłam
zaskoczona jego słowami
J:
To bardzo mi.. Ale zaraz zaraz skąd
wiesz
jak sie nazywam, nie przedstawiłam
ci sie. Czy my sie znamy.? - byłam
jeszcze bardziej zaskoczona
Ch:
Naprawdę
bardzo mocno cie (T.i.)
kocham. - zignorował
moje wcześniejsze
pytanie i szybko odszedł.
Stałam
zdziwiona w miejscu, a po chwili ruszyłam
w miejsce gdzie zniknął
tajemniczy chłopak.
Chciałam
wiedzieć
kim jest, ale nigdzie nie mogłam
go znaleźć.
Wybiła
12 i wszyscy zdjęli
swoje maski, ja swoja również.
Popatrzałam
na wszystkich dookoła.
Stwierdziłam
że
jak nie ma tego chłopaka
to nie mam już
tu po co być.
Wyszłam
zrezygnowała
z sali i poszłam
w stronę
domu. Na moje nieszczęście
zaczął
padać
deszcz. Przeklinałam
pod nosem los. Najpierw unika mnie mój
najlepsze przyjaciel do którego
czuje coś
więcej,
potem
jakiś
chłopak
wyznaje mi miłość
i znika, a na końcu
ten cholerny deszcz! Po prostu świetnie!
Postanowiłam
jednak sie nie spieszyć
i tak bym zmokła
i tak..
K:
(T.i.)!!
Poczekaj! - usłyszałam
jak ktoś
za mną
krzyczy, odwróciłam
sie i tym kimś
okazał
sie Zayn.
Momentalnie sie uśmiechnęłam.
Z:
Hej mała
- pocałował
mnie w policzek
J:
Cześć
Zayn.
Skąd
sie tu wziąłeś?
- zapytałam
pocierając
dłońmi
swoje nagie ramiona. Robiło
mi sie zimno, a nie miałam
nic ze sobą.
Malik
widząc
to zdjął
swoja bluzę
i okrył
mnie nią.
Uśmiechnęłam
sie - Dziękuje..
Z:
Nie ma za co.. Jak byli na balu?
J:
Całkiem
dobrze, poznałam
fajnego chłopaka..
A ty co porabiałeś
przez ten cały
czas co sie nie widzieliśmy?
Z:
Chłopaka?!
A jak miał
na imię.?
- spojrzał
na mnie z zadziornym uśmiechem
J:
Wiesz, tu jest mały
problem,
bo mi sie nie przedstawił.
Kogoś
mi przypominał,
ale nie wiem kogo. Zniknął
15min przed odsłonięciem
twarzy, wcześniej
wyznając
mi miłość.
- powiedziałam
smutna - No, ale cóż..
Idziesz do mnie..?
Z:
Tak jasne, a ta twoja historia jest całkiem
zabawna. - po 30 min byliśmy
u mnie w domu. Weszliśmy
i w końcu
mogłam
zdjąć
te dość
niewygodne buty.
J:
Jak jesteś
głodny
to idź
sobie coś
zrób,
a ja idę
sie przebrać.
Jestem cala mokra.. - uśmiechnął
sie i pokiwał
głową
na "tak". Poszłam
na górę,
wzięłam
szybki prysznic, zmylam rozmazany makijaż
i włosy
uczesałam
w niezdarnego koka. Ubrałam
moje ulubione szare dresy i niebieska bokserkę.
Odświeżona
zeszłam
na dół
i poszłam
do kuchni gdzie Zayn
szykował
bardzo późną
kolacje. Chwile stałam
w ciszy i mu sie przyglądałam.
Uwielbiałam
na niego patrzeć
jak coś
robił,
zawsze był
taki skupiony.
Z:
Może
byś
mi pomogła,
a nie mi sie tylko przyglądasz
księżniczko..?!
- zapytał
nawet sie nie odwracając
sie. Zarumieniłam
sie trochę
z powodu że
mnie na tym przyłapał.
Podeszłam
do blatu i wstawiłam
wodę
na ciepłą
herbatę.
Teraz to ja czułam
na sobie jego wzrok. Uśmiechnęłam
sie pod nosem. Skończyliśmy
robić
kolacje i zaczęliśmy
ją
zajadać.
J:
Czemu nie odbierałeś
ode mnie telefonów
i nie odpisywałeś
na sms-y? - zapytałam
nagle,
Zayn
spojrzał
na mnie,a po chwili spuścił
głowę.
- Ej, co sie dzieje? - zapalam go za rękę
Z:
Nic, po prostu musiałem
kilka ważnych
spraw załatwić
i kilka rzeczy przemyśleć..
Przepraszam że
sie nie odzywałem.
J:
Nie musisz przepraszać.
Nic sie takiego nie stało,
tylko sie martwiłam
o ciebie.. - zjedliśmy
i poszliśmy
do mnie do pokoju
Z:
Obejrzymy coś?
- zapytał
już
radośniej
J:
Pewnie, ale teraz ja wybieram film.. - podeszłam
do szafki z filmami i zaczęłam
wybierać.
Po chwili poczułam
jak szatyn
łapie
mnie za rękę,
momentalnie przeszedł
mnie dreszcz. Przyciągnął
mnie do siebie i zamknął
w żelaznym
uścisku.
Chwile byłam
zdezorientowana jego nagłym
zachowaniem, ale odwzajemniłam
uścisk
z takimi samymi uczuciami co on.
Z:
Bardzo sie za tobą
stęskniłem,
brakowało
mi ciebie.. - powiedział,
spojrzałam
w jego brązowe
oczy. Jego były
podobne do oczu tego chłopaka
z balu.
J:
Mi tez ciebie brakowało..
- zbliżał
powoli swoja twarz do mojej. Byłam
pewna że
mnie pocałuje,
a on tylko dal mi buziaka w policzek. Lekko zawiedziona
włączyłam
film i położyliśmy
sie na łóżku.
Nie interesował
mnie zbytnio film, bardziej interesująca
była
teraz obecność
chłopaka.
Po jakimś
czasie zasnęłam.
Rano
znów
obudziłam
sie wtulona w Zayna.
Tym razem udało
mi sie wyjść
od razu z łózka.
Wykonałam
poranna toaletę
i ubrałam
sie. Wróciłam
do pokoju i osiadłam
kolo Malika.
Z:
Znowu mi sie przyglądasz..
- powiedział
z zamkniętymi
oczami i z uśmiechem
na twarzy
J:
A ty znowu mnie na tym przyłapałeś.
- powiedziałam
speszona
Z:
Ale mam za to pewność
że
jestem kimś
ważnym
dla ciebie.- usiadł
na przeciwko mnie
J:
Nawet nie wiesz jak bardzo.. powiedziałam
szeptem
Z:
Ty tez jesteś
dla mnie bardzo ważna.
Musze sie zbierać..
J:
Czemu tak szybko? Nie widzieliśmy
sie jakieś
3 tygodnie, a ty chcesz już
iść..?
- powiedziałam
oburzona i smutna, skrzyżowałam
ręce
na piersi. Zayn
przybliżył
sie do mojego ucha
Z:
Nie bądź
złą,
teraz
na
pewno
będziemy
widywać
sie znacznie częściej.
- szeptał,
delikatnie musną
ustami płatek
mojego ucha. Po moim ciele przeszedł
dreszcz. Uśmiechnęłam
sie do niego - Zapraszam cie dzisiaj do mnie na kolacje mała..
- pocałował
mnie w policzek i wyszedł.
Zostawił
mnie sama z moimi własnymi
myślami.
Coraz bardziej zadziwiał
mnie swoim zachowaniem. Wszystko robił
z zaskoczenia. Najpierw ten niespodziewany uścisk,
potem zbliżał
sie jakby chciał
mnie pocałować,
dzisiaj to muskanie wągrami
mojego ucha, ta kolacja.. Zaskoczyn
mnie
tak samo jak ten chłopak
wczoraj na balu. Ale zaraz, zaraz.. Ten chłopak
miał
brązowe
oczy, tak samo jak Zayn,
miał
czarne
włosy,
identyczne jak Zayn,
miał
nawet taki sam uśmiech
jak Zayn..
Wszystko układało
mi sie w logiczną
całość,
ale skąd
on by sie tam wziął.
Mówił
że
nie chce iść
na bal. A może
on to wszystko sobie zaplanował,
żeby
mi powiedzieć
co czuje..?! Sam mówił
że
kogoś
kocha, ale nie zdradził
mi kim ona jest. A jeśli
chodziło
o mnie?! Leżałam
bezwładnie
na łóżku
wgapiając
sie w sufit. O 18:00 wyszłam
z domu, byłam
ubrana w bordowe rurki
i biała
bokserkę
i do tego czarna marynarkę.
Po jakiś
15 minutach byłam
na miejscu. Otworzył
mi uśmiechnięty
szatyn,
przywitałam
go całusem
w policzek i weszliśmy
do salonu. Zjedliśmy
kolacje, którą
przygotował
Malik
i osiedliśmy
na kanapę.
J&Z:
Musze ci coś
powiedzieć..-
powiedzieliśmy
jednocześnie
i zaśmialiśmy
sie..
Z:
Ok, heh mów
pierwsza..
J:
Yyy.. pamiętasz
jak mówiłam
ci o tym chłopaku
z balu co wyznał
mi miłość..?
- zapytałam
patrząc
na swoje dłonie.
Z:
Yhm,
pamiętam..
J:
I myślę,
że
ja też
cie kocham.. - powiedziałam
niepewnie. Zayn
złapał
mnie za podbródek
tak bym na niego
spojrzała.
Momentalnie zmniejszył
dzieląca
nas odległość
i złączył
nasze usta. Odwzajemniłam
pocałunek
wkładając
w niego jak najwięcej
uczuć.
Oderwaliśmy
sie od siebie i uśmiechnęliśmy
sie - A teraz ty mów,
co chciałeś
mi powiedzieć.?
Z:
Kocham Cie! - złączył
nasze usta w ponownym pocałunku,
który
z chwili na chwile stawał
sie coraz bardziej namiętny.
Oderwaliśmy
sie od siebie gdy zabrakło
nam tchu.- Skąd
wiedziałaś
że
to ja byłem
na balu?
J:
Skojarzyłam
kilka faktów
ze sobą..
Z:
Ciesze sie, ze już
nie będę
musiał
ukrywać
swoich uczuć
przed
tobą.
Wiec pozostaje mi tylko jedno. - spojrzałam
na niego- Będziesz
moja i tylko moja..?
J:
Na zawsze.. - po raz kolejny poczułam
jego słodkie
i miękkie
usta na swoich. Kochałam
go, a on mnie i to było
najważniejsze..
The
end..
Naat
Subskrybuj:
Posty (Atom)

