Doszliśmy opornie na łąkę i przybiłam kołki. Tak. Ja przybiłam, bo ten skończony idiota by sobie palce poprzybijał. Uwierzcie mi, że on to ma po prostu we krwi.. takim to trzeba się chyba urodzić. Bez słowa ruszyłam z powrotem, a on szedł za mną też się nie odzywając. Kiedy już dotarliśmy postanowiłam sprawdzić jak sobie poradziła reszta. Oprócz tego, że Niall uciekał przed indykami to było wszystko w porządku. Nie rozumiem jak mógł nie wiedzieć, że czerwone spodenki wabią indyki. To przecież logiczne. Do końca dnia nie odezwałam się do Louis'a słowem. On też chyba nie czuł głębszej potrzeby, żeby odbywać ze mną jakiekolwiek interakcje. Chłopaki widzieli, że coś się stało, ale przypuszczam, że postanowili to przemilczeć dla własnego dobra. Właśnie leżałam znudzona na swoim łóżku kiedy usłyszałam znowu jakieś cholerne krzyki z pokoju obok. Oni co chwilę się drą i kłócą.. nie dziwię się, że ich wysłali na takie zadupie. Tu tylko cierpię ja a nie cały świat. Takie poświęcenie.
-Możecie się w końcu przymknąć?!- krzyknęłam i kopnęłam ścianę zza której dobiegały dźwięki. I to był. Kurwa. Błąd. Nim zdążyłam w ogóle zarejestrować co się dzieje to przede mną pojawił się drugi pokój. Louis i Niall patrzyli na mnie z rozdziawionymi ustami, a moja mina przypuszczam nie była lepsza.. czyżby to była ta ściana z dykty na którą miałam uważać? Prawdopodobieństwo jest na prawdę ogromne.
-O cholera.- powiedziałam pod nosem, a chłopaki wybuchnęli niepohamowanym śmiechem, a ja zaraz do nich dołączyłam. Właściwie to było całkiem zabawne, a ich śmiech niesamowicie zaraźliwy.
-Ona nie może wiedzieć.- powiedziałam, kiedy już zdążyłam otrzeć łzy śmiechu.
-Obraz?- spytał Tomlinson.
-Choć raz powiedziałeś coś sensownego.- parsknęłam, a on przewrócił oczami.
-Może po prostu przesuniemy wersalkę? Dziwnie będzie wyglądał obraz metr nad podłogą.- wzruszył ramionami blondyn.
-Cofam to, co powiedziałam. Jednak nadal jesteś debilem.- mruknęłam i przeszłam do ich pokoju, bo dziwnie jest mówić do nich przez dziurę w ścianie.
-Dobra. Z tej stron się to sprawdzi.. a z drugiej?- spytałam, a Louis się uśmiechnął.
-Nie.- fuknęłam kiedy tylko zaczął otwierać usta.
-Jeszcze nic nie powiedziałem!- krzyknął oburzony robiąc krok w moją stronę.
-Całe szczęście.- warknęłam i usidłam na łóżku Horana.
-Chodź przeniesiemy wersalkę.- szturchnął bruneta i razem przesunęli ją zakrywając całą dziurę.
-Idealnie.- mruknęłam już całkiem rozkładając się na łóżku i przeciągając.
-Idź ogarnij to z drugiej strony.- powiedział Louis to Horana, a on o dziwo bez słowa wyszedł i zostawił nas samych. Postanowiłam nie ruszać się z miejsca i nadal leżeć na wygodnym materacu. Poczułam jak ugina się pod ciężarem drugiej osoby.
-Przepraszam. Przesadziłem.- powiedział Louis, a ja usiadłam żeby na niego spojrzeć.
-No coś ty.- parsknęłam i uniosłam jego brew.
-Nie wiem czy to widzisz, ale próbuję się starać.- wycedził zaciskając zęby i wstając.
-I co? Może chcesz za to medal?!- fuknęłam też wstając.
-A może dla odmiany ty też byś spróbowała?!- też się uniósł i wyrzucił ręce przed siebie.
-A może zamiast przepraszać przestałbyś być takim chujem?!- kontynuowałam naszą sprzeczkę.
-Może ja jestem chujem, ale z ciebie też aniołek nie jest!- teraz już całkiem krzyczał.
-Więc nie rób z siebie takiego niewiniątka.- dodał już spokojniej.
-Ja wcale niczego nie próbuję..- zaczęłam ale zamiast skończyć zdanie poczułam usta Tomlinsona na swoich. Nie wiem jak to się stało, więc błagam, nie pytajcie. Jego usta są wyjątkowo miękkie. Pogłębił pocałunek, a ja.. ja stałam jak kołek. Nawet nie drgnęłam, a później zrobiłam coś nawet gorszego. Dołączyłam do jego poczynań.
-Mogę polubić nasze kłótnie.- powiedział kiedy podniósł mnie, a ja nie mając wyjścia owinęłam nogi wokół niego, nie chcąc stracić równowagi. Chłopak złapał mocno za moje pośladki, a ja uchyliłam wtedy lekko usta. Oczywiście potraktował to jako zaproszenie i teraz nasz pocałunek był walką o motywację. przyparł mnie do ściany nadal trzymając na rękach. Docisnął swoje biodra do moich na co mruknęłam, a jemu przyśpieszyło tętno. Uniosłam nieco głowę, a on zszedł pocałunkami na moją szyję. Uwielbiam kiedy ktoś to robi. Westchnęłam nabierając powietrza w płuca, kiedy usłyszałam chrząkniecie. On nie przestawał, później było mocniejsze chrząknięcie, a ja zaczęłam uderzać Louis'a po plecach.
-Złaź ze mnie! Puszczaj.- krzyczałam cała zestresowana. Kiedy chłopak w szoku się ode mnie oderwał i zrobił krok w tył to spojrzał w końcu na te pieprzone drzwi, gdzie stał Niall powstrzymując się od śmiechu.
-Zachowujesz się jak zwierze!- fuknęłam krzyżując dłonie na piersiach. Wyszłam z pokoju i złapał drzwi.
-Zwierze.- powtórzyłam jeszcze raz i zatrzasnęłam drzwi za blondynem. Tętno biło mi z milion razy na sekundę, a później usłyszałam śmiech Horana zza ściany. Co tam się właśnie odjebało? Horan rozwiesił mi jakąś chustę w miejscu gdzie była dziura. Przyznam, ze wyglądało to nie najgorzej. Nie mając już siły po dzisiejszych ekscesach na nic, po prostu padłam prosto na łóżko i w mgnieniu oka oddałam się błogiemu snu.
One Direction i My.. - imaginy
poniedziałek, 7 stycznia 2019
środa, 12 grudnia 2018
Not funny. #2
Informuję, ze z powodu braku zasobów robotów tę pracę
wykonuje jedynie człowiek.
Proszę o wyrozumiałość
Pozdrawiam :)
#Maleńka
Przez te wieczór nie działo się nic nadzwyczajnego. Spędziłam go ze znajomymi.. właściwie z kumplami w pizzerii zajadając się, pijąc piwo i śmiejąc do rozpuku. Uwielbiam takie zwyczajne wieczory w których po prostu mogę się wyluzować na maksa. Zwłaszcza przy moich świrach. Niemalże kompletnie zapomniałam o tym, ze w moim domu rezyduje piątka niewyżytych gwiazdorów. To był nasz temat tabu. Nawet się nie zająknęli. Artur odwiózł mnie grzecznie do domu na swoim motorze i niemalże od razu padłam.. no cóż, tak działa na mnie zazwyczaj piwo, kiedy już jestem sama.
***
Obudziły mnie promienie słoneczne, które padały na moją twarz. Za pewne każdy normalny człowiek by się zdenerwował, ale ja uwielbiałam taką pobudkę. Zwłaszcza, że wiedziałam, że muszę wstać. Stoczyłam się ze zdecydowanie zbyt wygodnego łóżka i przeciągnęłam. Spojrzałam przez okno wzdychając. Zapowiadał się kolejny upalny dzień.. ani odrobinki deszczu, a grządki same się nie podleją. Wszystko w mojej wsi jest piękne.. kocham to miejsce i wgl, ale minusy polegają na tym, że po prostu moja babcia ma niemałej wielkości gospodarstwo. Kury, indyki, świnie, krowa i konie. Do tego wszystkiego dochodzi pole i można już postawić znak równania między tymi obowiązkami a zalataną nastolatką. Spojrzałam na zegarek.
-5.30.. cudownie..- wymamrotałam pełna optymizmu pod nosem i chwytając w locie ręcznik ruszyłam wziąć chłodny prysznic na dobry początek dnia. Kiedy już byłam na tyle rozbudzona chłodną wodą wyszłam i wtarłam w ciało balsam kokosowy.. uwielbiam ten zapach.. i się ubrałam. Nie miałam na sobie niczego nadzwyczajnego. Dresowe spodenki z wyższym stanem, które zawiązałam tuż pod moim pępkiem i szara bokserka obcięta tak, że sięgała do połowy mojego brzucha. Włosy rozczesałam i zostawiłam, aby wyschły same.. makijaż nie był mi potrzebny.. w taki upał spłynąłby ze mnie.. z resztą po co wyglądać ładnie w stajni? Zeszłam na dół tuż po szóstej słysząc, że babcia już krząta się po kuchni.
-Dzień dobry.- powiedziałam dając jej buziaka w policzek i biorąc kubek na kawę.
-Dzień dobry, aniołku.- zaszczebiotała kobieta, która przysięgam ZAWSZE ma dobry humor.
-Budziłaś chłopców?- spytała jak gdyby to było taaakie oczywiste.
-Chyba żartujesz.. oni nie wstaną ci o tej porze.- parsknęłam przewracając oczami na jej naiwność.
-Masz zrobić tak, żeby wstali. Jak nie to nie będzie kawy.- powiedziała i wyrwała mi sprzed nosa mój magiczny napar. Więc tak to sobie obmyśliła. Skoro mam dowolność w sposobie to z chęcią to zrobię.
-OK.- fuknęłam i poszłam na górę. Przezornie wzięłam flakon z sypialni i napełniłam zimną wodą. Przecież nie wstaną. Nie ma takiej opcji. Zapukałam do pierwszych drzwi pierw lekko. Później mocniej i usłyszałam jakieś niewyraźne jęczenie. Potraktowałam to jako 'proszę' i wtargnęłam na terytorium wroga. Zobaczyłam ich dwóch. Czarującego blondyna śpiącego na sofie przy ścianie i egocentrycznego dupka śpiącego na łóżku pod oknem.
-Chłopaki.. czas wstać.- powiedziałam na tyle głośno, że na pewno mnie usłyszeli.
-Która godzina..- warknął brunet, a ja odpowiedziałam.
-Jesteś chora jeśli myślisz, że..- zaczął, ale to wystarczyło aby mnie rozwścieczyć i po prostu wylałam na niego caluuutki wazon zimnej wody. Wstał momentalnie na początku patrzył na mnie w szoku jeszcze do końca nie wiedząc co się tak właściwie stało. Widziałam jak szybko jego klatka piersiowa unosi się i opada.
-Cieszę się, że postanowiłeś wstać.. robota czeka.- powiedziałam najsłodszym głosem jakim potrafiłam mówić, a on zrobił kilka kroków do przodu. Widziałam, że był wściekły i skłamię jeśli powiem, że się nie przestraszyłam. Wyrwał mi z rąk wazon i uniósł dłoń wysoko, jakby chciał się zamachnąć, kiedy przytrzymała go inna ręka.
-Louis. Jesteśmy tu gośćmi, a to dziewczyna.- blondyn wycedził przez zęby. Nawet nie zauważyłam kiedy był obok. Wyrwał brunetowi moją własność i mi oddał.
-Zaraz zejdziemy.- powiedział uśmiechając się przyjaźnie.
-Obudzicie resztę, czy ja mam to zrobić?- uniosłam jedną brew wiedząc, że się domyślą w jaki sposób.
-Dam radę. Zrobisz nam kawę? Nie damy rady bez tego funkcjonować.. strefy czasowe nam się nieco zmieniły.- powiedział bezradnie i uśmiechnął się słodko.. skąd się tacy biorą.
-Jasne.- mruknęłam i już miałam wychodzić, kiedy ktoś złapała mnie za dłoń z powrotem odwracając w swoją stronę.
-Radzę ci więcej tak nie robić.- warknął Louis, a ja uniosłam brwi bardzie w wyrazie kpiny niż zdziwieniu.
-Radzę ci wysuszyć pościel.. drugiej nie dostaniesz.- parsknęłam i wyszłam w akompaniamencie śmiechu blondyna. Zeszłam na dół w dużo lepszym humorze i wzięłam spory łyk swojej kawy.
-I jak?- spytała babcia kładąc pozostałe pięć na stole obok chleba, masła, szynek, sera, pomidorów i innych rzeczy.. mi takie śniadania nie robi.
-Czemu mi nie robisz takich śniadań?- spytałam wyraźnie znudzona czekaniem na tych pajaców.
-Bo ich nie jesz.- ucałowała mnie w czółko i sama wzięła kawę po czym dosiadła się do mnie. Nie zdążyłam dopić kawy, a piątka dzikusów wpadła do kuchni wrzeszcząc i zjadając wszystko ze stołu.
-Następnym razem przygotuję specjalne koryto u świnek..- parsknęłam, a babcia zabiła mnie wzrokiem i zakopała 5 metrów pod ziemią.
-Teraz podział obowiązków.- powiedziała, a ja uśmiechnęłam się pod nosem. Zaczyna się cyrk.
-Niall.. myjesz dziś naczynia. - powiedziała wskazując na blondyna, który momentalnie wydał się mniej zadowolony z życia.
-Spoko, to najprostsza praca.- szepnęłam co nieco poprawiając mu humor.
-Harry, wygonisz kury i indyki, i im dasz jeść.- omiotła wzrokiem kolejnego.
-Zayn, bierzesz na siebie karmienie świń.- kontynuowała.
-Liam podlejesz grządki.. tylko porządnie.- klasnęła w dłonie.
-A lou z [T.I.] wyprowadzicie konie i krowy na pastwisko. Oczywiście jak już pokażesz reszcie zasady ich pracy.- uniosłam brwi i spojrzałam na nią jakby postradały myśli. Najwyraźniej lata lecą a z nimi rozum.
-Ja jadę do miasta. Powodzenia.- mruknęła pod nosem biorąc kluczyki z szafki i wychodząc.
-Dobra!- wstałam czując, że to ja odpowiadam za ich zdrowie i życie przez kolejne kilka godzin.
-Niall.. wiesz jak się myje naczynia?- spytałam nie będąc pewna czego się spodziewać.- popatrzył a mnie jak na idiotkę i wstał stając na przeciwko w niewielkiej odległości.
-Jestem w tym mistrzem, kochanie.- powiedział tym uwodzicielskim głosem, a ja parsknęłam i wskazałam mu zabudowaną suszarkę.
-Reszta chodźcie za mną.-mruknęłam i ruszyłam w stronę ogrodzenia oddzielającego podwórko od farmy za domem, a oni podążali jak stadko baranów.
-Harry.- zaczęłam wiedząc, że zaczynają się schody. Pierw ci pokażę ziarno, ok? Jak wygonisz pokraki ze stajni to weźmiesz wiadro i im to rzucisz.- mówiłam pomału, aby mieć pewność, że zrozumie. On kiwał głową. Zaprowadziłam go do kuchenki i pomogłam napełnić wiadro ziarnem, kiedy wpadł do nas Brunon. Mój bardzo łagodny bernardyn. Chłopaki zaczęli uciekać jak opętani, a ja nie mogłam się przestać śmiać, kiedy zadowolony pies ganiał ich po całym podwórku.
-Weź tą bestię!- usłyszałam kolejny krzycz i postanowiłam się zlitować. Zagwizdałam i w sekundę Bruno był przy mnie.
-On jest łagodny i nie gryzie. Spokojnie CHŁOPCY.- mruknęłam.
-Dobra. Dalej.- powiedziałam i wsypałam zawartość puszki do miski psa, po czym otwarłam stajnię w której były kury, indyki i świnie.
-Harry, musisz je wszystkie przegonić na zewnątrz, dać im ziarno i syp ręką, a nie wiadrem, bo jak będzie w jednym miejscu to się pozabijają. Jeśli zdążysz to zbierz też jajka. -powiedziałam i wzięłam pod rękę Zayn'a.
-Tu masz swoich przyjaciół- zachichotałam wskazując na dwie zagrody w których było po 10 świń.
-Tam masz odpadki w wiadrach, które musisz wrzucić do tego i tego koryta. Rozprowadź równo, żeby każda mogła się dostać. A do tych i tych wlej wodę. Studnia jest na podwórku. Wytłumaczyłam też Liam'owi co ma zrobić i po wielu narzekaniach zauważyłam, ze zaczęli w swój niedorozwinięty sposób cokolwiek robić.
-Chodź ze mną.- fuknęłam i ruszyła prosto do stajni z krową i dwoma pięknymi końmi.
-Musimy pierw wyczesać konie.- mruknęłam i wzięłam do dłoni dwa zgrzebła.. babcia wiedziała, że pracę z nimi lubię najbardziej ze wszystkiego. Uniosłam szczotkę w stronę Tomlinsona. On tylko popatrzył na mnie tymi swoimi niebiesko zimnymi oczami.
-Chyba sobie żartujesz.. to zwierze mnie pożre.- wycedził przez zęby.
-Słuchaj królewiczu. Nie wiem co ty sobie wyobrażasz, ale ja nie zrobię za ciebie całej roboty, więc rusz tą dupę w przycisłych spodniach i weź się do pracy.- fuknęłam będąc na skraju wytrzymałości.
-Słuchaj księżniczko.. przyjechałem tu na wakacje. Ewentualnie się zabawić, a nie udawać wieśniaka.. właściwie to nie masz w sobie nic z księżniczki jakby nie patrzeć. Kijem ciężko by było Cię tknąć.- powiedział i nie powiem, że nie zabolało. Kutas.
-Weź to, albo porozmawiam z kim trzeba o twoich ostatnich wybrykach i uwierz mi, życia u Paul'a nie będziesz już miał.- powiedziałam nie mając już oporów. Chłopak wziął zgrzebło i zaczął czesać konia przyglądając się mojemu sposobu. Pochłonęła mnie ta czynność. Cały czas mocno przygryzałam wargę aby nie rozkleić się. Tak. Żadna ze mnie księżniczka.
-Koniec. Bierzesz krowę, a ja konie. - powiedziałam odwiązując wszystkie trzy i wyprowadzając je na zewnątrz, po czym podałam idiocie odpowiedni łańcuch. Sama wsiadłam na konia, przyzwyczajona jeździć bez siodła. Wiedziałam, że zwierzęta trafiłyby nawet gdybyśmy po prostu szli obok, ale jemu nie ułatwię zadania. Męczył się z Florą (tak, babcia ma schizę i nawet świnie mają imiona) całą drogę. To za mocno szarpał, to mu weszła w krzaki.
Niech cierpi.
-5.30.. cudownie..- wymamrotałam pełna optymizmu pod nosem i chwytając w locie ręcznik ruszyłam wziąć chłodny prysznic na dobry początek dnia. Kiedy już byłam na tyle rozbudzona chłodną wodą wyszłam i wtarłam w ciało balsam kokosowy.. uwielbiam ten zapach.. i się ubrałam. Nie miałam na sobie niczego nadzwyczajnego. Dresowe spodenki z wyższym stanem, które zawiązałam tuż pod moim pępkiem i szara bokserka obcięta tak, że sięgała do połowy mojego brzucha. Włosy rozczesałam i zostawiłam, aby wyschły same.. makijaż nie był mi potrzebny.. w taki upał spłynąłby ze mnie.. z resztą po co wyglądać ładnie w stajni? Zeszłam na dół tuż po szóstej słysząc, że babcia już krząta się po kuchni.
-Dzień dobry.- powiedziałam dając jej buziaka w policzek i biorąc kubek na kawę.
-Dzień dobry, aniołku.- zaszczebiotała kobieta, która przysięgam ZAWSZE ma dobry humor.
-Budziłaś chłopców?- spytała jak gdyby to było taaakie oczywiste.
-Chyba żartujesz.. oni nie wstaną ci o tej porze.- parsknęłam przewracając oczami na jej naiwność.
-Masz zrobić tak, żeby wstali. Jak nie to nie będzie kawy.- powiedziała i wyrwała mi sprzed nosa mój magiczny napar. Więc tak to sobie obmyśliła. Skoro mam dowolność w sposobie to z chęcią to zrobię.
-OK.- fuknęłam i poszłam na górę. Przezornie wzięłam flakon z sypialni i napełniłam zimną wodą. Przecież nie wstaną. Nie ma takiej opcji. Zapukałam do pierwszych drzwi pierw lekko. Później mocniej i usłyszałam jakieś niewyraźne jęczenie. Potraktowałam to jako 'proszę' i wtargnęłam na terytorium wroga. Zobaczyłam ich dwóch. Czarującego blondyna śpiącego na sofie przy ścianie i egocentrycznego dupka śpiącego na łóżku pod oknem.
-Chłopaki.. czas wstać.- powiedziałam na tyle głośno, że na pewno mnie usłyszeli.
-Która godzina..- warknął brunet, a ja odpowiedziałam.
-Jesteś chora jeśli myślisz, że..- zaczął, ale to wystarczyło aby mnie rozwścieczyć i po prostu wylałam na niego caluuutki wazon zimnej wody. Wstał momentalnie na początku patrzył na mnie w szoku jeszcze do końca nie wiedząc co się tak właściwie stało. Widziałam jak szybko jego klatka piersiowa unosi się i opada.
-Cieszę się, że postanowiłeś wstać.. robota czeka.- powiedziałam najsłodszym głosem jakim potrafiłam mówić, a on zrobił kilka kroków do przodu. Widziałam, że był wściekły i skłamię jeśli powiem, że się nie przestraszyłam. Wyrwał mi z rąk wazon i uniósł dłoń wysoko, jakby chciał się zamachnąć, kiedy przytrzymała go inna ręka.
-Louis. Jesteśmy tu gośćmi, a to dziewczyna.- blondyn wycedził przez zęby. Nawet nie zauważyłam kiedy był obok. Wyrwał brunetowi moją własność i mi oddał.
-Zaraz zejdziemy.- powiedział uśmiechając się przyjaźnie.
-Obudzicie resztę, czy ja mam to zrobić?- uniosłam jedną brew wiedząc, że się domyślą w jaki sposób.
-Dam radę. Zrobisz nam kawę? Nie damy rady bez tego funkcjonować.. strefy czasowe nam się nieco zmieniły.- powiedział bezradnie i uśmiechnął się słodko.. skąd się tacy biorą.
-Jasne.- mruknęłam i już miałam wychodzić, kiedy ktoś złapała mnie za dłoń z powrotem odwracając w swoją stronę.
-Radzę ci więcej tak nie robić.- warknął Louis, a ja uniosłam brwi bardzie w wyrazie kpiny niż zdziwieniu.
-Radzę ci wysuszyć pościel.. drugiej nie dostaniesz.- parsknęłam i wyszłam w akompaniamencie śmiechu blondyna. Zeszłam na dół w dużo lepszym humorze i wzięłam spory łyk swojej kawy.
-I jak?- spytała babcia kładąc pozostałe pięć na stole obok chleba, masła, szynek, sera, pomidorów i innych rzeczy.. mi takie śniadania nie robi.
-Czemu mi nie robisz takich śniadań?- spytałam wyraźnie znudzona czekaniem na tych pajaców.
-Bo ich nie jesz.- ucałowała mnie w czółko i sama wzięła kawę po czym dosiadła się do mnie. Nie zdążyłam dopić kawy, a piątka dzikusów wpadła do kuchni wrzeszcząc i zjadając wszystko ze stołu.
-Następnym razem przygotuję specjalne koryto u świnek..- parsknęłam, a babcia zabiła mnie wzrokiem i zakopała 5 metrów pod ziemią.
-Teraz podział obowiązków.- powiedziała, a ja uśmiechnęłam się pod nosem. Zaczyna się cyrk.
-Niall.. myjesz dziś naczynia. - powiedziała wskazując na blondyna, który momentalnie wydał się mniej zadowolony z życia.
-Spoko, to najprostsza praca.- szepnęłam co nieco poprawiając mu humor.
-Harry, wygonisz kury i indyki, i im dasz jeść.- omiotła wzrokiem kolejnego.
-Zayn, bierzesz na siebie karmienie świń.- kontynuowała.
-Liam podlejesz grządki.. tylko porządnie.- klasnęła w dłonie.
-A lou z [T.I.] wyprowadzicie konie i krowy na pastwisko. Oczywiście jak już pokażesz reszcie zasady ich pracy.- uniosłam brwi i spojrzałam na nią jakby postradały myśli. Najwyraźniej lata lecą a z nimi rozum.
-Ja jadę do miasta. Powodzenia.- mruknęła pod nosem biorąc kluczyki z szafki i wychodząc.
-Dobra!- wstałam czując, że to ja odpowiadam za ich zdrowie i życie przez kolejne kilka godzin.
-Niall.. wiesz jak się myje naczynia?- spytałam nie będąc pewna czego się spodziewać.- popatrzył a mnie jak na idiotkę i wstał stając na przeciwko w niewielkiej odległości.
-Jestem w tym mistrzem, kochanie.- powiedział tym uwodzicielskim głosem, a ja parsknęłam i wskazałam mu zabudowaną suszarkę.
-Reszta chodźcie za mną.-mruknęłam i ruszyłam w stronę ogrodzenia oddzielającego podwórko od farmy za domem, a oni podążali jak stadko baranów.
-Harry.- zaczęłam wiedząc, że zaczynają się schody. Pierw ci pokażę ziarno, ok? Jak wygonisz pokraki ze stajni to weźmiesz wiadro i im to rzucisz.- mówiłam pomału, aby mieć pewność, że zrozumie. On kiwał głową. Zaprowadziłam go do kuchenki i pomogłam napełnić wiadro ziarnem, kiedy wpadł do nas Brunon. Mój bardzo łagodny bernardyn. Chłopaki zaczęli uciekać jak opętani, a ja nie mogłam się przestać śmiać, kiedy zadowolony pies ganiał ich po całym podwórku.
-Weź tą bestię!- usłyszałam kolejny krzycz i postanowiłam się zlitować. Zagwizdałam i w sekundę Bruno był przy mnie.
-On jest łagodny i nie gryzie. Spokojnie CHŁOPCY.- mruknęłam.
-Dobra. Dalej.- powiedziałam i wsypałam zawartość puszki do miski psa, po czym otwarłam stajnię w której były kury, indyki i świnie.
-Harry, musisz je wszystkie przegonić na zewnątrz, dać im ziarno i syp ręką, a nie wiadrem, bo jak będzie w jednym miejscu to się pozabijają. Jeśli zdążysz to zbierz też jajka. -powiedziałam i wzięłam pod rękę Zayn'a.
-Tu masz swoich przyjaciół- zachichotałam wskazując na dwie zagrody w których było po 10 świń.
-Tam masz odpadki w wiadrach, które musisz wrzucić do tego i tego koryta. Rozprowadź równo, żeby każda mogła się dostać. A do tych i tych wlej wodę. Studnia jest na podwórku. Wytłumaczyłam też Liam'owi co ma zrobić i po wielu narzekaniach zauważyłam, ze zaczęli w swój niedorozwinięty sposób cokolwiek robić.
-Chodź ze mną.- fuknęłam i ruszyła prosto do stajni z krową i dwoma pięknymi końmi.
-Musimy pierw wyczesać konie.- mruknęłam i wzięłam do dłoni dwa zgrzebła.. babcia wiedziała, że pracę z nimi lubię najbardziej ze wszystkiego. Uniosłam szczotkę w stronę Tomlinsona. On tylko popatrzył na mnie tymi swoimi niebiesko zimnymi oczami.
-Chyba sobie żartujesz.. to zwierze mnie pożre.- wycedził przez zęby.
-Słuchaj królewiczu. Nie wiem co ty sobie wyobrażasz, ale ja nie zrobię za ciebie całej roboty, więc rusz tą dupę w przycisłych spodniach i weź się do pracy.- fuknęłam będąc na skraju wytrzymałości.
-Słuchaj księżniczko.. przyjechałem tu na wakacje. Ewentualnie się zabawić, a nie udawać wieśniaka.. właściwie to nie masz w sobie nic z księżniczki jakby nie patrzeć. Kijem ciężko by było Cię tknąć.- powiedział i nie powiem, że nie zabolało. Kutas.
-Weź to, albo porozmawiam z kim trzeba o twoich ostatnich wybrykach i uwierz mi, życia u Paul'a nie będziesz już miał.- powiedziałam nie mając już oporów. Chłopak wziął zgrzebło i zaczął czesać konia przyglądając się mojemu sposobu. Pochłonęła mnie ta czynność. Cały czas mocno przygryzałam wargę aby nie rozkleić się. Tak. Żadna ze mnie księżniczka.
-Koniec. Bierzesz krowę, a ja konie. - powiedziałam odwiązując wszystkie trzy i wyprowadzając je na zewnątrz, po czym podałam idiocie odpowiedni łańcuch. Sama wsiadłam na konia, przyzwyczajona jeździć bez siodła. Wiedziałam, że zwierzęta trafiłyby nawet gdybyśmy po prostu szli obok, ale jemu nie ułatwię zadania. Męczył się z Florą (tak, babcia ma schizę i nawet świnie mają imiona) całą drogę. To za mocno szarpał, to mu weszła w krzaki.
Niech cierpi.
poniedziałek, 12 listopada 2018
#My_Styles 21
Mam nadzieję kojarzycie czerwoną czcionkę i wiecie co oznacza xD
Poniżej zamieszczone są treści o zabarwieniu seksualnym. Czytasz to tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność ;)
Chwilę mi zabrało czasu nim dotarło do mnie jak szczeniacko się zachowałam. Wstałam szybko z kanapy i wyszłam za nim z domku, ale nie było go na tarasie. Wahając się przeszłam kilka kroków dalej i zobaczyłam bliżej wody światełko z papierosa i zarys postaci. Nie wiele myśląc po prostu poszłam w jego stronę. Nie miałam pojęcia nawet co chcę powiedzieć. Na pewno nie chcę tego spieprzyć. Nie teraz, kiedy cokolwiek zaczęło się układać.
- Przepraszam.- szepnęłam stając przed nim. Zobaczyłam jak miarowo wypuszcza dym z ust i znowu się zaciąga. Milczał, a ja nie miałam zamiaru go pośpieszać, więc po prostu usiadłam na wilgotnym piasku i patrzyłam na niego czekając na odpowiedź. Jak wypalił papierosa do końca usiadł na przeciwko mnie i wziął mnie za ręce.
-Słuchaj..- zaczął i odchrząknął, żeby pozbyć się większej chrypy spowodowanej dymem. Skinęłam głową.
-Wiem, że możesz mi nie wierzyć.. co ja mówię, wiem, że w ogóle trudno mi wierzyć w cokolwiek, zwłaszcza tobie. Nie myśl, że to, co teraz powiem będzie dla mnie łatwe, bo jest cholernie trudne, zwłaszcza, że nie mam pojęcia, czego się po tobie spodziewać.- tu spojrzał mi w oczy i przez chwilę nic nie mówił, a ja mogłam czuć i słyszeć w całym moim ciele jak serce mi szybko i mocno bije.
-Gdyby był przynajmniej cień nadziei na to, że może nam się udać weszłabyś w to? Ja widzę dużo więcej niż cień, ale nie wymagam tego od ciebie. Ja wchodzę w to cały już teraz, nie mając pewności czy mnie chcesz. Zostań, zastanów się.. poczekam w środku. Jak będziesz chciała to cię odwiozę.- dokończył, odszedł i zostawił mnie samą w ciemnościach z moimi wszelkimi wątpliwościami dotyczącymi szczerości jego intencji. Teraz wydawało się to trudniejsze niż kiedykolwiek.
Poniżej zamieszczone są treści o zabarwieniu seksualnym. Czytasz to tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność ;)
Chwilę mi zabrało czasu nim dotarło do mnie jak szczeniacko się zachowałam. Wstałam szybko z kanapy i wyszłam za nim z domku, ale nie było go na tarasie. Wahając się przeszłam kilka kroków dalej i zobaczyłam bliżej wody światełko z papierosa i zarys postaci. Nie wiele myśląc po prostu poszłam w jego stronę. Nie miałam pojęcia nawet co chcę powiedzieć. Na pewno nie chcę tego spieprzyć. Nie teraz, kiedy cokolwiek zaczęło się układać.
- Przepraszam.- szepnęłam stając przed nim. Zobaczyłam jak miarowo wypuszcza dym z ust i znowu się zaciąga. Milczał, a ja nie miałam zamiaru go pośpieszać, więc po prostu usiadłam na wilgotnym piasku i patrzyłam na niego czekając na odpowiedź. Jak wypalił papierosa do końca usiadł na przeciwko mnie i wziął mnie za ręce.
-Słuchaj..- zaczął i odchrząknął, żeby pozbyć się większej chrypy spowodowanej dymem. Skinęłam głową.
-Wiem, że możesz mi nie wierzyć.. co ja mówię, wiem, że w ogóle trudno mi wierzyć w cokolwiek, zwłaszcza tobie. Nie myśl, że to, co teraz powiem będzie dla mnie łatwe, bo jest cholernie trudne, zwłaszcza, że nie mam pojęcia, czego się po tobie spodziewać.- tu spojrzał mi w oczy i przez chwilę nic nie mówił, a ja mogłam czuć i słyszeć w całym moim ciele jak serce mi szybko i mocno bije.
-Gdyby był przynajmniej cień nadziei na to, że może nam się udać weszłabyś w to? Ja widzę dużo więcej niż cień, ale nie wymagam tego od ciebie. Ja wchodzę w to cały już teraz, nie mając pewności czy mnie chcesz. Zostań, zastanów się.. poczekam w środku. Jak będziesz chciała to cię odwiozę.- dokończył, odszedł i zostawił mnie samą w ciemnościach z moimi wszelkimi wątpliwościami dotyczącymi szczerości jego intencji. Teraz wydawało się to trudniejsze niż kiedykolwiek.
*Oczami Harry'ego*
Chodziłem tam i z powrotem po pokoju jak debil. Jestem skończonym idiotom. Jak mogłem ją rzucić na tak głęboką wodę i dać jej w ogóle wybór. Przecież ona mnie zna. Ona wie do czego jestem zdolny. Powinienem to wziąć we własne ręce i doprowadzić do końca. Z resztą ile można się zastanawiać?! Zawsze to ja przebierałem i klasyfikowałem. Nie dziewczyny.
-Cholera.- warknąłem pod nosem i niemalże w tym samym czasie weszła [T.I.]. Spojrzałem jak powoli podchodzi do mnie. Czerwony nos i ściśnięte pięści. Kompletny bezmózg. Zostawiłem ją na tym zasranym, zimnym piasku bez żadnej bluzy, ani koca. Nie wiedziałem jak zacząć temat.
-Harry.- zaczęła dziewczyna, a ja nie chciałem słyszeć odmowy. Nie mógłbym tego od niej usłyszeć. Musiałem ją zagłuszyć, a jedyne co wpadło mi do głowy było pocałowanie tych pełnych, malinowych ust. Chociażby miał to być ostatni raz. Wpiłem się szybko w jej usta i objąłem dłońmi jej twarz. Powoli zacząłem poruszać ustami domagając się o dostęp. Nie byłem pewny jej reakcji, ale ona uchyliła nieco wargi i zaczęła pieścić swoim językiem moje podniebienie. To było niemal równoznaczne z odpowiedzią. Miałem taką nadzieję. Pogłębiłem pocałunek wygrywając walkę o dominację i później wszystko działo się jak przyśpieszonym tempie. [T.I.] swoimi małymi rękami zdjęła mi koszulkę i błądziła nimi po moim torsie do czasu dotarcia do linii moich spodni. Zręcznym ruchem odpięła je, a ja z siebie zsunąłem. Nie miałem zamiaru być jej dłużny. Po kilku sekundach oboje byliśmy w bieliźnie. Jeszcze nie byłem do końca świadomy co tu się dzieje, ale nie chciałem tego przerywać. Przesunęła swoją ręką po cienkim materiale bokserek, kiedy ja całowałem jej szyję zostawiając po sobie na niej pamiątki. Rękami ścisnąłem delikatnie jej piersi i szybko odpiąłem stanik, który teraz jedynie mi przeszkadzał. [T.I.] coraz szybciej łapała oddech, kiedy całowałem i pieściłem jej piersi zostawiając je tylko po to, aby dotrzeć do koronki jej bielizny. Spojrzałem na nią. Miała zamknięte oczy i mocno przygryzała wargę w oczekiwaniu. Jednak zsunęła się na mój poziom i spojrzała mi prosto w oczy.
-Chcę z tobą to zrobić. Chcę się z tobą kochać.- usłyszałem jej drżący głos i nutkę niepewności.
-Nie chcę, żebyś żałowała.- mruknąłem zgodnie z prawdą. Nie miałem pojęcia jak długo po tym z nią wytrzymam. Nie wiedziałem nawet czy nadal będzie mnie interesowała w ten sposób.
-To spraw, żebym nie żałowała.- uśmiechnęła się pod nosem i znów mnie pocałowała. Tym razem delikatnie. Chwilę później oboje leżeliśmy próbując unormować drżący oddech.
-Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że to był najlepszy seks w moim życiu.- parsknęła dziewczyna, a ja zachichotałem i obejmując ja przykryłem nas kocem. Na prawdę ją pokochałem. Teraz już nie miałem żadnych wątpliwości.
-Nie będziesz żałować.- wyszeptałem jeszcze, a później oboje usnęliśmy.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
THE END
Powtarzam, że nie miałam internetu z powodu remontu,
a mój własny z telefonu nie wystarczał, żeby opublikować tego typu plik xd
Ich historia się skończyła.
Zaczynając to pisać miałam kompletnie innych pomysł na zakończenie,
ale no nie miałam serca go zrealizować.
Zaczynając to pisać miałam kompletnie innych pomysł na zakończenie,
ale no nie miałam serca go zrealizować.
Może następnym razem :p
Teraz będę kontynuowała imagin 'not funny', więc jeśli ktoś czytał,
może się spodziewać kontynuacji w najbliższe dni ^^
I oczywiście dziękuję za tak ogromną aktywność, której kompletnie się nie spodziewałam
Jesteście cudowne ♥
#Maleńka
Teraz będę kontynuowała imagin 'not funny', więc jeśli ktoś czytał,
może się spodziewać kontynuacji w najbliższe dni ^^
I oczywiście dziękuję za tak ogromną aktywność, której kompletnie się nie spodziewałam
Jesteście cudowne ♥
#Maleńka
piątek, 12 października 2018
#My_Styles 20
*Oczami Harry'ego*
-Kurwa..- fuknąłem pod nosem przysiadając na skraju łóżka. Czego jej się dziwię? Ona jest po prostu ostrożna. Skrzywdziłem wiele kobiet, a ona nie chce być kolejną. Pociąga mnie i chcę ją przelecieć.. to na pewno. Ale czy będę w stanie po tym po prostu odejść? Wątpliwa kwestia. Zszedłem na dół, wyjąłem zimne piwo z lodówki, wziąłem kilka łyków. No cóż.. nie ma innego wyjścia z tej sytuacji. Muszę iść na kolejną randkę. Wyjąłem telefon i wybrałem odpowiedni numer.
-Słucham?- usłyszałem po drugiej stronie i uśmiechnąłem się pod nosem.
-Cześć księżniczko.- mruknąłem głosem zarezerwowanym jedynie dla kobiet.
-Czego chciałeś? Już zasypiałam świrze.- fuknęła wcale nie kryjąc zirytowania. I jak tu za nią nie szaleć?
-Proponuję cudowny weekend tylko we dwoje nad jeziorem. Mamy domek na obrzeżach. Co ty na to?- spytałem niemal pewny, że się zgodzi. W końcu zawsze się zgadzają.
-Jeśli przekonasz moją mamę.- usłyszałem i wiedziałem, że będzie moja.
-Dobranoc.- pożegnałem się i rozłączyłem nie czekając na odpowiedź. Nie zastanawiając się dłużej po prostu położyłem się spać już znając plany na jutrzejszy poranek.
*Twoimi oczami*
Jak co dzień wstałam i wzięłam prysznic, bo wieczorem byłam już padnięta. Pomyśleć, że orgazm tak męczy. Ubrałam się w czarne lekko poszarpane, dopasowane spodnie i luźniejszy sweter w kolorze butelkowej zieleni, który wpuściłam w spodnie. Wysuszyłam włosy, a później upięłam w luźny warkocz. Podkład, róż, kreski i pomadka nude. Gotowa. Od jakiegoś czasu czuję potrzebę wyglądania minimalnie lepiej niż wcześniej. Czyżbym wracała do życia? Zeszłam na dół już gotowa pić poranną kawę, kiedy przed wejściem do kuchni usłyszałam, że ktoś w niej rozmawia. Miałybyśmy mieć gościa tak wcześnie? Weszłam bez zastanowienia i kompletnie nie spodziewając się kogo tam zastanę.
-Dzień dobry, słońce.- popatrzyłam na mamę, a później na burzę loków siedzących do mnie tyłem. Świetnie.
-Cześć.- powiedział Styles, kiedy już zauważył, że weszłam.
-Pięknie wyglądasz.- dodał lekko się uśmiechając.
-Co ty tu robisz?- spytałam nie lubiąc jak ktoś wchodzi na mój 'teren'.
-Nie zdążyłem wypić kawy, a twoja mama była na tyle miła, by mi zaproponować ją.- mrugnął do mej rodzicielki, która zachowała się jakby była omamiona jego urokiem.
-Kochanie.. Harry mówił o waszym wyjeździe nad jezioro. Myślę, że to dobry pomysł, abyś się trochę rozerwała.. poznała nowych ludzi. Mówił, że nie masz zbyt wielu przyjaciół.- powiedziała mama nawet nie patrząc na mnie, a ja już wiedziałam po co tu był. To było do przewidzenia.
-Myślałam, że się nie zgodzisz.- wzruszyłam ramionami nalewając sobie kawy.
-Nie mów głupot.- fuknęła jakby to było nie do pomyślenia, a Harry się zwycięsko uśmiechnął. Co on jej zrobił?
-Wypiję po drodze. Jedźmy już.- mruknęłam pod nosem, a on się pożegnał z moją mamą po czym dołączył do mnie w samochodzie.
-Szybko to załatwiłeś.- powiedziałam upijając łyk kawy.
-Nie wydajesz się zadowolona.- odparł i wyjechał na drogę.
-Chcesz mnie przelecieć.- wzruszyłam ramionami.
-A od kiedy to jest coś złego?- parsknął, a ja się uśmiechnęłam pod nosem. Wrócił Styles. Nie Harry.. po prostu Styles. Nie odezwałam się ani słowem tylko upiłam kolejny łyk ciepłego napoju, kiedy poczułam jego dłoń na moim kolanie.
-Ale nie chcę cię TYLKO przelecieć. Pociągasz mnie, nie tylko mnie z resztą. Ale nie chodzi mi wyłącznie o to.- powiedział ze ściśniętym gardłem, a ja czułam, że to może być prawda.
-Chcesz żeby nadal obowiązywała nasza umowa?- spytał zajeżdżając na parking szkolny.
-To znaczy?- spytałam czując, że kryję się za tym pytaniem coś więcej.
-Tylko ukryty seks.- powiedział, wyłączył silnik i spojrzał na mnie. Cała moja upartość i zacięcie kruszyło się pod jego wzrokiem. Odwróciłam wzrok i wbiłam go w przednią szybę, a on ujął mnie za rękę.
-Nie chcę, żebyś mnie po wszystkim zostawił. Nie boję się seksu, tylko tego co się po nim zdarzy.- powiedziałam pierwszy raz szczerze, wypranym z emocji głosem.
-To co ja mam zrobić? Przecież od razu ci się nie oświadczę.- powiedział z nutką rozbawienia w głosie.
-Wiesz o co mi chodzi.- fuknęłam zirytowana jego podejściem.
-Wiem.- odparł i zmusił mnie do popatrzenia na siebie.
-Lubię z tobą spędzać czas. Nie tylko dla przyjemności fizycznej. Jesteś piękna, mądra, zabawna i cholernie uparta. A mnie to kręci.. zwłaszcza to ostatnie.- powiedział chichocząc, a ja się uśmiechnęłam.
-Jak nie chcesz to nie musimy jechać.- wzruszył ramionami najzwyczajniej w świecie, a ja postanowiłam nie zachowywać się jak pięciolatka. Przecież nie musimy od razu uprawiać seksu.. po drugie jemu na prawdę zależy. Musi.
-Jedźmy.- powiedziałam i wyszłam. Już miałam jak zwykle zniknąć z jego pola widzenia, żeby nikt nie kojarzył nas razem, ale on zrobił coś, czego bym się nie spodziewała. Po prostu ujął mnie za rękę i szedł obok mnie aż do samiusieńkich drzwi sali w której miałam lekcje. Później oparłam się plecami o ścianę kawałek od sali, a on się pochylił nade mną i po prostu patrzył mi w oczy.
-Mógłbym się do tego przyzwyczaić.- powiedział dalej nie cofając się o krok i objął mnie w talii, a ja poczułam się bezpiecznie. Szczęśliwie. Mi też by to nie przeszkadzało. Dzwonek zadzwonił, a on leniwie zaczął odchodzić w swoją stronę. Odprowadziłam go wzrokiem, a później po prostu weszłam do sali.
Lekcje minęły szybko. Tydzień też. Spędziłam mnóstwo czasu ze świrem Styles'em. Poznałam go z nieco innej strony niż dotychczas. Dużo się śmiałam i on też. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Teraz też nie, kiedy prowadził samochód, a ja śpiewałam piosenkę, która akurat leciała w radiu. Nigdy nie miałam zabójczego wokalu, a on tak, więc tym bardziej się śmiał. Jechaliśmy już dobre dwie godziny nad jezioro, ale za każdym razem jak pytałam czy jeszcze daleko odpowiadał, że nie. Zjechał w jedną z bocznych dróg przy lasku. Trochę mnie to przeraża, dom nad jeziorem koło lasu.. niczym z horroru.
-Jesteśmy.- powiedział w końcu i zobaczyłam przed sobą nie najmniejszy parterowy drewniany dom, z altanką i obszernym tarasem.
-Jest piękny.- powiedziałam, a on wyszedł i otworzył mi drzwi.
-I cały dla nas.- wyszeptał mi do ucha, a ja zachichotałam kiedy wziął mnie na ręce i przeniósł przez próg. Byliśmy razem. Tak przynajmniej wszyscy mówili, a my nie zaprzeczaliśmy.. ani ja, ani on. Było nam dobrze ze sobą. W ten weekend nic się nie wydarzyło. Leżeliśmy właśnie zmęczeni po kajakach i mimo, że to Styles cały czas machał wiosłem ja też się zmęczyłam. Chłopak położył głowę na moich kolanach i oglądaliśmy jakąś denną komedię, a ja się bawiłam jego loczkami. Uwielbiałam je.
-Kocham jak tak robisz.- wymruczał i odwrócił się tak, że mogłam widzieć jego uśmiechnięte oczy.
-Kocham Cię.- powiedział, a mnie zamurowało.
-To nie jest śmieszne.- parsknęłam i znów zaczęłam zabawę.
-To dobrze. Nie miało. Mówię poważnie.- odpowiedział i znów patrzył w telewizor. Powiedział to. Tak po prostu.
-Jasne. Świetne podejście.- fuknęłam przestając ruszać jego włosy. Widziałam jak marszczy brwi, a później się odwraca.
- O co ci chodzi? Jakie podejście.- spytał siadając obok mnie i przyglądając mi się badawczo.
- Właśnie takie.- mówiąc to wskazałam dłońmi na niego.
- Nie rozumiem.- powtórzył jeszcze cierpliwie.
- Bardzo łatwo ci to przychodzi. Nie wolno się bawić takimi słowami.- odparłam i wpatrzyłam się w telewizor.
- Powiedziałem, że cię kocham, a ty stroisz fochy, bo powiedziałem to 'zbyt łatwo'?- zadał pytanie retoryczne będąc na skraju załamania nerwowego.
-Ilu dziewczynom mówiłeś to wcześniej?- spytałam i wbiłam w niego wzrok patrząc na reakcję na moje słowa. Styles otwierał i zamykał usta, ale żadne słowo nie padło. Na prawdę miałam nadzieję, że odpowiedź będzie inna.
-Ilość się nie liczy.- powiedział chyba sam szukając usprawiedliwienia dla siebie.
-Odwieź mnie.- fuknęłam i wstałam z kanapy.
-Nie.- powiedział twardo, a ja uniosłam brwi w zdziwieniu.
-Czego ty się właściwie spodziewałeś!- teraz krzyknęłam. Jesteśmy w lesie, nikt mnie nie usłyszy.
-Że powiesz, że mnie kochasz i wszystko załatwione?- parsknęłam w furii, a on oparł głowę na dłoniach z desperacji.
-Myślałem, że kobiety lubią jak się je kocha.- wzruszył ramionami i skierował się w stronę sypialni.
-Szkoda tylko, że ty nie odpowiedziałaś nic.- powiedział jeszcze na odchodne, później wziął z sypialni papierosy, których wcześniej nie widziałam i wyszedł z domku trzaskając drzwiami. Co ja najlepszego narobiłam...
-Chcesz żeby nadal obowiązywała nasza umowa?- spytał zajeżdżając na parking szkolny.
-To znaczy?- spytałam czując, że kryję się za tym pytaniem coś więcej.
-Tylko ukryty seks.- powiedział, wyłączył silnik i spojrzał na mnie. Cała moja upartość i zacięcie kruszyło się pod jego wzrokiem. Odwróciłam wzrok i wbiłam go w przednią szybę, a on ujął mnie za rękę.
-Nie chcę, żebyś mnie po wszystkim zostawił. Nie boję się seksu, tylko tego co się po nim zdarzy.- powiedziałam pierwszy raz szczerze, wypranym z emocji głosem.
-To co ja mam zrobić? Przecież od razu ci się nie oświadczę.- powiedział z nutką rozbawienia w głosie.
-Wiesz o co mi chodzi.- fuknęłam zirytowana jego podejściem.
-Wiem.- odparł i zmusił mnie do popatrzenia na siebie.
-Lubię z tobą spędzać czas. Nie tylko dla przyjemności fizycznej. Jesteś piękna, mądra, zabawna i cholernie uparta. A mnie to kręci.. zwłaszcza to ostatnie.- powiedział chichocząc, a ja się uśmiechnęłam.
-Jak nie chcesz to nie musimy jechać.- wzruszył ramionami najzwyczajniej w świecie, a ja postanowiłam nie zachowywać się jak pięciolatka. Przecież nie musimy od razu uprawiać seksu.. po drugie jemu na prawdę zależy. Musi.
-Jedźmy.- powiedziałam i wyszłam. Już miałam jak zwykle zniknąć z jego pola widzenia, żeby nikt nie kojarzył nas razem, ale on zrobił coś, czego bym się nie spodziewała. Po prostu ujął mnie za rękę i szedł obok mnie aż do samiusieńkich drzwi sali w której miałam lekcje. Później oparłam się plecami o ścianę kawałek od sali, a on się pochylił nade mną i po prostu patrzył mi w oczy.
-Mógłbym się do tego przyzwyczaić.- powiedział dalej nie cofając się o krok i objął mnie w talii, a ja poczułam się bezpiecznie. Szczęśliwie. Mi też by to nie przeszkadzało. Dzwonek zadzwonił, a on leniwie zaczął odchodzić w swoją stronę. Odprowadziłam go wzrokiem, a później po prostu weszłam do sali.
Lekcje minęły szybko. Tydzień też. Spędziłam mnóstwo czasu ze świrem Styles'em. Poznałam go z nieco innej strony niż dotychczas. Dużo się śmiałam i on też. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Teraz też nie, kiedy prowadził samochód, a ja śpiewałam piosenkę, która akurat leciała w radiu. Nigdy nie miałam zabójczego wokalu, a on tak, więc tym bardziej się śmiał. Jechaliśmy już dobre dwie godziny nad jezioro, ale za każdym razem jak pytałam czy jeszcze daleko odpowiadał, że nie. Zjechał w jedną z bocznych dróg przy lasku. Trochę mnie to przeraża, dom nad jeziorem koło lasu.. niczym z horroru.
-Jesteśmy.- powiedział w końcu i zobaczyłam przed sobą nie najmniejszy parterowy drewniany dom, z altanką i obszernym tarasem.
-Jest piękny.- powiedziałam, a on wyszedł i otworzył mi drzwi.
-I cały dla nas.- wyszeptał mi do ucha, a ja zachichotałam kiedy wziął mnie na ręce i przeniósł przez próg. Byliśmy razem. Tak przynajmniej wszyscy mówili, a my nie zaprzeczaliśmy.. ani ja, ani on. Było nam dobrze ze sobą. W ten weekend nic się nie wydarzyło. Leżeliśmy właśnie zmęczeni po kajakach i mimo, że to Styles cały czas machał wiosłem ja też się zmęczyłam. Chłopak położył głowę na moich kolanach i oglądaliśmy jakąś denną komedię, a ja się bawiłam jego loczkami. Uwielbiałam je.
-Kocham jak tak robisz.- wymruczał i odwrócił się tak, że mogłam widzieć jego uśmiechnięte oczy.
-Kocham Cię.- powiedział, a mnie zamurowało.
-To nie jest śmieszne.- parsknęłam i znów zaczęłam zabawę.
-To dobrze. Nie miało. Mówię poważnie.- odpowiedział i znów patrzył w telewizor. Powiedział to. Tak po prostu.
-Jasne. Świetne podejście.- fuknęłam przestając ruszać jego włosy. Widziałam jak marszczy brwi, a później się odwraca.
- O co ci chodzi? Jakie podejście.- spytał siadając obok mnie i przyglądając mi się badawczo.
- Właśnie takie.- mówiąc to wskazałam dłońmi na niego.
- Nie rozumiem.- powtórzył jeszcze cierpliwie.
- Bardzo łatwo ci to przychodzi. Nie wolno się bawić takimi słowami.- odparłam i wpatrzyłam się w telewizor.
- Powiedziałem, że cię kocham, a ty stroisz fochy, bo powiedziałem to 'zbyt łatwo'?- zadał pytanie retoryczne będąc na skraju załamania nerwowego.
-Ilu dziewczynom mówiłeś to wcześniej?- spytałam i wbiłam w niego wzrok patrząc na reakcję na moje słowa. Styles otwierał i zamykał usta, ale żadne słowo nie padło. Na prawdę miałam nadzieję, że odpowiedź będzie inna.
-Ilość się nie liczy.- powiedział chyba sam szukając usprawiedliwienia dla siebie.
-Odwieź mnie.- fuknęłam i wstałam z kanapy.
-Nie.- powiedział twardo, a ja uniosłam brwi w zdziwieniu.
-Czego ty się właściwie spodziewałeś!- teraz krzyknęłam. Jesteśmy w lesie, nikt mnie nie usłyszy.
-Że powiesz, że mnie kochasz i wszystko załatwione?- parsknęłam w furii, a on oparł głowę na dłoniach z desperacji.
-Myślałem, że kobiety lubią jak się je kocha.- wzruszył ramionami i skierował się w stronę sypialni.
-Szkoda tylko, że ty nie odpowiedziałaś nic.- powiedział jeszcze na odchodne, później wziął z sypialni papierosy, których wcześniej nie widziałam i wyszedł z domku trzaskając drzwiami. Co ja najlepszego narobiłam...
niedziela, 9 września 2018
Not funny.
Sprzątam trzeci dzień calutki dom od fug między płytkami w łazience (szczoteczką do zębów!) aż do cholernych schodów.. i to szmatą na kolanach. Jakbyśmy przynajmniej miały przyjmować Królową Ele, a nie piątkę rozwydrzonych gwiazdorów.
-'Jesteśmy szczęściarami'- fuknęłam pod nosem cytując słowa babci. Myśli, że dostałyśmy 5 par rąk do pomocy. Ja jestem pewna, że w pakiecie idą też nadęte ego, mnóstwo kłopotów i jeszcze więcej roboty przy nich. Moja babcia zna się z manager'em zespołu 'One Direction'. Może się wydawać to śmieszne, ale postanowił ich wepchnąć do mojego świata rujnując wakacyjne plany i mając nadzieję, że dzięki temu przypomną sobie co to jest normalność., a co normalniejszego jest niż wieś zabita dechami? No tak.. gość jeszcze nie wie, że marzenia się nie spełniają. No ale przez niego nie wyleciałam do Hiszpanii, a w zamian dostałam 5 facetów na piętrze.
-Skarbie, kończysz?!- usłyszałam krzyk z dołu i przetarłam ostatni raz zegar stojący w pokoju najbliżej mojego. Na szczęście mamy spory dom. Na górze mieszczą się trzy sypialnie i dwie łazienki, a na dolne kolejna i następna łazienka, oczywiście jest jeszcze kuchnia i salon, ale nie liczę na to, żeby któryś z nich chciał tam zamieszkać.
-Już idę!- odkrzyknęłam i poprawiłam zsuwające mi się ramiączko po czym podążyłam do schodów, a później na dół. Pewnie znowu chce żebym zrobiła coś tak beznadziejnego jak wygotowanie ścierek do blatów. Wpadłam do kuchni będąc gotowa stawiać opór, ale zobaczyłam, że wcale nie robi nic twórczego oprócz kawy.
-Zasługujemy na kawę.- powiedziała odkładając oba kubki na stół, a ja z uśmiechem dosiadłam się upijając łyk napoju życia.
-Musimy omówić kilka rzeczy.- zaczęła, kiedy już spojrzałam na nią.
-Zaczyna się..- powiedziałam pod nosem, a ona tylko pokręciła głową.
-Bądź miła dla nich. Proszę.- powiedziała i wyzuwałam napięcie w jej głosie.
-Postaram się.. przecież wiesz.- wzruszyłam ramionami. To nie tak, że ich nie lubię.. po prostu boję się, że będą uszczypliwi i chamscy.
-Teraz jeszcze kwestia pokojów....- zaczęła, a ja już wiedziałam co chce zaproponować.
-Nie. Nie ma takiej opcji. Nawet o tym nie myśl, bo i tak się nie zgodzę.- od razu zaczęłam negocjować i wiedziałam, że wygrywam.
-Ok.. zostajesz w swoim pokoju. Oni będą mieć dwa pozostałe.- sukces.
-Idź się przebierz. Będą za ok. pół godzinki.- dodała jeszcze całując mnie w czoło. Weszłam ciężkim krokiem na górę. Na prawdę jestem zmęczona. Te wszystkie prace dodatkowe przy gospodarstwie nie są wcale takie mało istotne jakby się wydawało. Ochlapałam się tylko zimną wodą ochładzając rozpalone ciało i ubrałam dresowe spodenki i bokserkę. Nie miałam wcale ochoty się stroić. Z mokrych włosów zrobiłam dwa francuzy i przejechałam po rzęsach tuszem. Zdążyłam jeszcze zejść i dopić kawę nim postanowili się zjawić. Nawet wtedy jeszcze nie myślałam o tym, że tak wiele w tak krótkim czasie może się zmienić. Właśnie skończyła płukać kubek po napoju, kiedy usłyszałam dźwięk silnika na podwórku. Babcia oczywiście już od dobrych piętnastu minut siedzi na ławeczce przed domem, żeby przypadkiem nie przeoczyła ich przyjazdu. Na prawdę czasem jej nie rozumiem. No.. zazwyczaj jej nie rozumiem. Wyszłam tak na prawdę tylko po to, żeby babcia nie patrzyła na mnie później krzywo i stanęłam tuż obok niej. Ona wyglądała jakby zaraz miała odlecieć, za to ja wyglądałam nazbyt przyziemnie. Spojrzałam na spory bus i wywróciłam oczami mając nadzieję, że rzeczywiście kontakty pomiędzy mną a nimi będą się ograniczały do ich pomocy w pracach wokół domu.
-Cześć Aniu!- usłyszałam dojrzały głos, a później spojrzałam na mężczyznę który teraz już ściskał moją babcię. Nie, nie miałam pojęcia co to za facet.
-To musi być twoja wnuczka, [T.I.]. Bardzo mi miło.- tym razem wyciągnął dłoń do mnie, a ja ze szczerym uśmiechem potrząsnęłam ją.
-Mi również.- dodałam już patrząc z ciekawością jak wychodzi pierwszy i jak się później okazało najgorszy z nich wszystkich. Gdy wychodzili tak jeden po drugim powoli zaczynałam rozumieć te wszystkie laski świrujące na ich punkcie. Na początku rozglądali się nieco zdezorientowani, ale po chwili zauważyli mnie i swojego jak przypuszczam menadżera i kierowcy w jednym oraz moją najukochańszą na calutkim świecie babcię. Zbliża się dwudziesta a ja jestem umówiona ze znajomymi na dziewiątą i mam nadzieję, że zdążę bez zbędnego zachodu, więc niech ruszą tyłki. Pierwszym, który podszedł do nas był Niall.. uroczy blondyn, który na swój sposób był też seksowny, właściwie jak każdy z nich, tak więc nic dziwnego, że ciężko było mi ogarnąć na początku, który to który, ale zadałam sobie ten trud i wygooglowałam ich wszystkich dwa dni wcześniej. Później Liam, który wydawał się najbardziej ogarnięty z nich wszystkich. Zayn, który witając się pocałował mnie w dłoń, co było na prawdę czarujące. Harry.. i poważnie nie tylko jego włosy są tak pokręcone, bo on też się taki wydawał z tym olśniewającym uśmiechem i tryskającymi energią zielonymi oczami. Jedyny, który jeszcze nie podszedł był Louis. Wyszedł pierwszy, więc miał wiele czasu na to, ale najwidoczniej był zajęty czymś innym. Zawzięcie czegoś szukał. Obserwowaliśmy go wszyscy, bo właściwie tylko na niego czekaliśmy. Wyjął w końcu tego cholernego papierosa i odpalił zaciągając się, a później z ulgą wypuścił jasny dym. Ktoś tu jest poważnie uzależniony. W końcu i on podszedł do nas i chyba dopiero wtedy mnie zauważył. Właściwie to z jego perspektywy mogłam być dość niewidoczna.
-Jak coś to wezmę część swojego bagażu.. jest dość ciężki.- powiedział do mnie i mrugnął jak gdyby to, co powiedział miało mnie zadowolić. Jakiś podryw XXI wieku? Oh tak! Louis Tomlinson jest mistrzem. Uniosłam brwi w zdziwieniu i parsknęłam, a na mojej twarzy powoli się rysował pogardliwy uśmiech. Rzuciłam okiem na pozostałych chłopaków, którzy intensywnie powstrzymywali się od śmiechu i mężczyznę, który wydawał się nieco zawstydzony.
-Chyba cię posrało.- parsknęłam nadal utrzymując uśmiech na twarzy, bo sytuacja była dość komiczna jak dla mnie. Jestem w swoim własnym domu, z łaską zgadzam się na ich pobyt tu, a on mnie myli z nie wiem.. jakąś cholerną pokojówką? Świetnie Tomlinson. Popatrzył na mnie zdziwiony, a później omiótł wzrokiem resztę.
-Przepraszam za niego, [T.I.].- zaczął Paul, ale moja babcia nie pozwoliła mu skończyć.
-Nie masz za co. Każdemu może się zdarzyć. Jestem Anna, a to moja wnuczka [T.I.], będziecie u nas mieszkać przez najbliższy czas, ale czujcie się jak u siebie. Nasze standardy są nieco niższe od waszych, ale..- zaczęła mówić tym swoim kochanym głosem zarezerwowanym dla gości. Ona jest zdecydowanie za dobra.
-Ale jakoś dacie radę i będzie ok.. jak nie dacie to też właściwie będzie spoko. Chce ktoś kawę?- spytałam, bo już na prawdę mi się śpieszyło.
-Poproszę.- powiedział jako jedyny ten ze skrzywioną psychiką.
-Och świetnie. Jest w kuchni.. obsłużysz się mam nadzieję?- spytałam i tak, wiedziałam, że babcia mnie morduje wzrokiem już od chwili.
-No już przestań.. myślałem, że tu pracujesz, u nas dziewczyny wyglądają bardziej.. może mniej.. oj no po prostu inaczej.- wzruszył ramionami jakby to wszystko wyjaśniało.
-Spoko.. ja właściwie pierwszy raz widzę geja, wiec jesteśmy kwita. a teraz przepraszam, ale śpieszę się. Do widzenia. - na koniec uścisnęłam jeszcze dłoń Paulowi, który nie zostaje i weszłam do środka nie spoglądając na starszą kobietę, która dziś mi wykopie dziurę w ogródku. Weszłam do pokoju.
-Lousie Tomlinsonie. Oficjalnie stwierdzam, że jesteś spierdoliną umysłową.- szepnęłam sama do siebie przeglądając ciuchy w szafie. Mam to, czego szukałam. Ubrałam jasne podarte jeansowe spodenki z wysokim stanem i czarną bokserkę, którą wpuściłam. Chwyciłam telefon w rękę i właściwie byłam gotowa. Jeszcze kawa i mogę jechać. Niemal w tym czasie co o tym pomyślałam przyszedł sms od przyjaciela. Odpisałam, żeby mi dał jeszcze 15 minut na kawę, rozpuściłam teraz już falowane włosy i zrobiłam brwi po czym zeszłam na dół do kuchni w której niestety siedzieli wszyscy.
-Masz kochanie kawę. - usłyszałam od babci, co mnie niesamowicie zdziwiło. Powinna chcieć mnie brutalnie i boleśnie uszkodzić.
-Dziękuję.- powiedziałam i cmoknęłam ją w policzek.
-Ale to mi powinnaś podziękować.- powiedział ktoś za moimi plecami, a ja się spięłam wiedząc do kogo należy ten irytujący głos.Odwróciłam się i zobaczyłam nikogo innego jak tego świra.
-To może zrobię własną.. kto wie, może naplułeś.- wymruczałam pod nosem już chwytając czajnik, ale zatrzymał mnie głos babuni.
-[T.I.], Loui mówi, że zrobił ci kawę.- powiedziała tonem, który nie toleruje sprzeciwu, a ja grzecznie wzięłam od niego gorący napój, a on nachylił się nieco wystawiając bardziej policzek wmoją stronę, a ja popatrzyłam na niego pogardą.
-Że niby mam ci dać w twarz, czy co?- spytałam gotowa w każdej chwili to zrobić, ale on się z powrotem wyprostował, a jedyne co usłyszałam to śmiechy chłopaków do których od razu się przysiadłam zajmując ostatnie wolne miejsce przy stole. To będą ciekawe wakacje.
-Zasługujemy na kawę.- powiedziała odkładając oba kubki na stół, a ja z uśmiechem dosiadłam się upijając łyk napoju życia.
-Musimy omówić kilka rzeczy.- zaczęła, kiedy już spojrzałam na nią.
-Zaczyna się..- powiedziałam pod nosem, a ona tylko pokręciła głową.
-Bądź miła dla nich. Proszę.- powiedziała i wyzuwałam napięcie w jej głosie.
-Postaram się.. przecież wiesz.- wzruszyłam ramionami. To nie tak, że ich nie lubię.. po prostu boję się, że będą uszczypliwi i chamscy.
-Teraz jeszcze kwestia pokojów....- zaczęła, a ja już wiedziałam co chce zaproponować.
-Nie. Nie ma takiej opcji. Nawet o tym nie myśl, bo i tak się nie zgodzę.- od razu zaczęłam negocjować i wiedziałam, że wygrywam.
-Ok.. zostajesz w swoim pokoju. Oni będą mieć dwa pozostałe.- sukces.
-Idź się przebierz. Będą za ok. pół godzinki.- dodała jeszcze całując mnie w czoło. Weszłam ciężkim krokiem na górę. Na prawdę jestem zmęczona. Te wszystkie prace dodatkowe przy gospodarstwie nie są wcale takie mało istotne jakby się wydawało. Ochlapałam się tylko zimną wodą ochładzając rozpalone ciało i ubrałam dresowe spodenki i bokserkę. Nie miałam wcale ochoty się stroić. Z mokrych włosów zrobiłam dwa francuzy i przejechałam po rzęsach tuszem. Zdążyłam jeszcze zejść i dopić kawę nim postanowili się zjawić. Nawet wtedy jeszcze nie myślałam o tym, że tak wiele w tak krótkim czasie może się zmienić. Właśnie skończyła płukać kubek po napoju, kiedy usłyszałam dźwięk silnika na podwórku. Babcia oczywiście już od dobrych piętnastu minut siedzi na ławeczce przed domem, żeby przypadkiem nie przeoczyła ich przyjazdu. Na prawdę czasem jej nie rozumiem. No.. zazwyczaj jej nie rozumiem. Wyszłam tak na prawdę tylko po to, żeby babcia nie patrzyła na mnie później krzywo i stanęłam tuż obok niej. Ona wyglądała jakby zaraz miała odlecieć, za to ja wyglądałam nazbyt przyziemnie. Spojrzałam na spory bus i wywróciłam oczami mając nadzieję, że rzeczywiście kontakty pomiędzy mną a nimi będą się ograniczały do ich pomocy w pracach wokół domu.
-Cześć Aniu!- usłyszałam dojrzały głos, a później spojrzałam na mężczyznę który teraz już ściskał moją babcię. Nie, nie miałam pojęcia co to za facet.
-To musi być twoja wnuczka, [T.I.]. Bardzo mi miło.- tym razem wyciągnął dłoń do mnie, a ja ze szczerym uśmiechem potrząsnęłam ją.
-Mi również.- dodałam już patrząc z ciekawością jak wychodzi pierwszy i jak się później okazało najgorszy z nich wszystkich. Gdy wychodzili tak jeden po drugim powoli zaczynałam rozumieć te wszystkie laski świrujące na ich punkcie. Na początku rozglądali się nieco zdezorientowani, ale po chwili zauważyli mnie i swojego jak przypuszczam menadżera i kierowcy w jednym oraz moją najukochańszą na calutkim świecie babcię. Zbliża się dwudziesta a ja jestem umówiona ze znajomymi na dziewiątą i mam nadzieję, że zdążę bez zbędnego zachodu, więc niech ruszą tyłki. Pierwszym, który podszedł do nas był Niall.. uroczy blondyn, który na swój sposób był też seksowny, właściwie jak każdy z nich, tak więc nic dziwnego, że ciężko było mi ogarnąć na początku, który to który, ale zadałam sobie ten trud i wygooglowałam ich wszystkich dwa dni wcześniej. Później Liam, który wydawał się najbardziej ogarnięty z nich wszystkich. Zayn, który witając się pocałował mnie w dłoń, co było na prawdę czarujące. Harry.. i poważnie nie tylko jego włosy są tak pokręcone, bo on też się taki wydawał z tym olśniewającym uśmiechem i tryskającymi energią zielonymi oczami. Jedyny, który jeszcze nie podszedł był Louis. Wyszedł pierwszy, więc miał wiele czasu na to, ale najwidoczniej był zajęty czymś innym. Zawzięcie czegoś szukał. Obserwowaliśmy go wszyscy, bo właściwie tylko na niego czekaliśmy. Wyjął w końcu tego cholernego papierosa i odpalił zaciągając się, a później z ulgą wypuścił jasny dym. Ktoś tu jest poważnie uzależniony. W końcu i on podszedł do nas i chyba dopiero wtedy mnie zauważył. Właściwie to z jego perspektywy mogłam być dość niewidoczna.
-Jak coś to wezmę część swojego bagażu.. jest dość ciężki.- powiedział do mnie i mrugnął jak gdyby to, co powiedział miało mnie zadowolić. Jakiś podryw XXI wieku? Oh tak! Louis Tomlinson jest mistrzem. Uniosłam brwi w zdziwieniu i parsknęłam, a na mojej twarzy powoli się rysował pogardliwy uśmiech. Rzuciłam okiem na pozostałych chłopaków, którzy intensywnie powstrzymywali się od śmiechu i mężczyznę, który wydawał się nieco zawstydzony.
-Chyba cię posrało.- parsknęłam nadal utrzymując uśmiech na twarzy, bo sytuacja była dość komiczna jak dla mnie. Jestem w swoim własnym domu, z łaską zgadzam się na ich pobyt tu, a on mnie myli z nie wiem.. jakąś cholerną pokojówką? Świetnie Tomlinson. Popatrzył na mnie zdziwiony, a później omiótł wzrokiem resztę.
-Przepraszam za niego, [T.I.].- zaczął Paul, ale moja babcia nie pozwoliła mu skończyć.
-Nie masz za co. Każdemu może się zdarzyć. Jestem Anna, a to moja wnuczka [T.I.], będziecie u nas mieszkać przez najbliższy czas, ale czujcie się jak u siebie. Nasze standardy są nieco niższe od waszych, ale..- zaczęła mówić tym swoim kochanym głosem zarezerwowanym dla gości. Ona jest zdecydowanie za dobra.
-Ale jakoś dacie radę i będzie ok.. jak nie dacie to też właściwie będzie spoko. Chce ktoś kawę?- spytałam, bo już na prawdę mi się śpieszyło.
-Poproszę.- powiedział jako jedyny ten ze skrzywioną psychiką.
-Och świetnie. Jest w kuchni.. obsłużysz się mam nadzieję?- spytałam i tak, wiedziałam, że babcia mnie morduje wzrokiem już od chwili.
-No już przestań.. myślałem, że tu pracujesz, u nas dziewczyny wyglądają bardziej.. może mniej.. oj no po prostu inaczej.- wzruszył ramionami jakby to wszystko wyjaśniało.
-Spoko.. ja właściwie pierwszy raz widzę geja, wiec jesteśmy kwita. a teraz przepraszam, ale śpieszę się. Do widzenia. - na koniec uścisnęłam jeszcze dłoń Paulowi, który nie zostaje i weszłam do środka nie spoglądając na starszą kobietę, która dziś mi wykopie dziurę w ogródku. Weszłam do pokoju.
-Lousie Tomlinsonie. Oficjalnie stwierdzam, że jesteś spierdoliną umysłową.- szepnęłam sama do siebie przeglądając ciuchy w szafie. Mam to, czego szukałam. Ubrałam jasne podarte jeansowe spodenki z wysokim stanem i czarną bokserkę, którą wpuściłam. Chwyciłam telefon w rękę i właściwie byłam gotowa. Jeszcze kawa i mogę jechać. Niemal w tym czasie co o tym pomyślałam przyszedł sms od przyjaciela. Odpisałam, żeby mi dał jeszcze 15 minut na kawę, rozpuściłam teraz już falowane włosy i zrobiłam brwi po czym zeszłam na dół do kuchni w której niestety siedzieli wszyscy.
-Masz kochanie kawę. - usłyszałam od babci, co mnie niesamowicie zdziwiło. Powinna chcieć mnie brutalnie i boleśnie uszkodzić.
-Dziękuję.- powiedziałam i cmoknęłam ją w policzek.
-Ale to mi powinnaś podziękować.- powiedział ktoś za moimi plecami, a ja się spięłam wiedząc do kogo należy ten irytujący głos.Odwróciłam się i zobaczyłam nikogo innego jak tego świra.
-To może zrobię własną.. kto wie, może naplułeś.- wymruczałam pod nosem już chwytając czajnik, ale zatrzymał mnie głos babuni.
-[T.I.], Loui mówi, że zrobił ci kawę.- powiedziała tonem, który nie toleruje sprzeciwu, a ja grzecznie wzięłam od niego gorący napój, a on nachylił się nieco wystawiając bardziej policzek wmoją stronę, a ja popatrzyłam na niego pogardą.
-Że niby mam ci dać w twarz, czy co?- spytałam gotowa w każdej chwili to zrobić, ale on się z powrotem wyprostował, a jedyne co usłyszałam to śmiechy chłopaków do których od razu się przysiadłam zajmując ostatnie wolne miejsce przy stole. To będą ciekawe wakacje.
sobota, 11 sierpnia 2018
#MyStyles19
Rozdział może zawierać sceny erotyczne, +18.
Czytasz na własną odpowiedzialność, będąc o tym świadomy/a.
Weszłam do jego domu i jak przypuszczałam nie było w nim nikogo.-Wyjechali.- usłyszałam tuż za sobą i znów poczułam jego dłonie wokół mojej talii. Przytulił mnie delikatnie, a później zobaczyłam przed sobą pudełko z pizzą.
-Na prawdę możesz zjeść.- parsknął patrząc jak się powstrzymuję.
-Kazałeś im spakować?- zachichotałam.
-No przecież jesteś zbyt uparta, żeby zjeść na miejscu, więc coś musiałem zrobić.- wzruszył ramionami mówiąc to i odłożył pudełko z zawartością.
-Dziękuję.- mruknęłam i delikatnie musnęłam jego usta swoimi. Oczywiście na tym się nie skończyło, ponieważ znacznie przedłużył pocałunek pieszcząc swoim językiem moje podniebienie.
-Mmm.. nie pójdę z tobą do łóżka na pierwszej randce.- zachichotałam odpychając nieco loczka.
-Ale ja z tobą bym poszedł.- powiedział zawiedziony ale cofnął się o krok pozwalając mi usiąść przy stole i zacząć jeść pizzę. On zrobił to samo i uśmiechnął się.
-Z czego się śmiejesz?- spytałam będąc pewna, że to ja jestem tego powodem.
-Zabawna sytuacja. Jeszcze parę tygodni temu nie pomyślałbym, że pójdę z kimś na randkę nie wyłącznie po to, żeby przelecieć.- powiedział rozbrajająco szczerze, a ja skinęłam głową.
-W takim razie, czuję się zaszczycona.- wyszczerzyłam się do niego i wspięłam na jego kolana.
-Nie prowokuj mnie.- zaśmiał się i objął mnie w talii mocniej przytulając.
-Podoba mi się tak. -wymruczałam mu do ucha, a on zaczął całować moją szyję.
-A tak?- spytał wyraźnie zadowolony ze swoich poczynań.
-Nawet bardziej.- szepnęłam czując, że moja silna wola odpływa.
-Wiesz.. nie musimy TEGO robić..- zaczął i już niemal leżałam na kanapie, a on pocałunkami zjeżdżał w dół tworząc mokrą ścieżkę.
-Ale z tego co pamiętam..- powiedział i teraz powoli unosił moją bluzkę w górę całując skórę mojego brzucha kawałek po kawałku. Spojrzał w górę, a ja spotkałam jego zielone oczy, który prosiły o zgodę. Wystarczyło, że skinęłam, a on przeciągnął mi koszulkę przez głowę i wracając na poprzednie miejsce delikatnie ucałował w usta.
-Mam u ciebie mały dług do spłacenia.- to mówiąc dotknął moich piersi, które pozostały jeszcze pod cienkim materiałem bielizny.
-Mhmm..- wymruczałam, bo po prostu nie było mnie stać na nic innego.
-Zgadzasz się?- spytał mając znów twarz na wysokości mojej, a ja poczułam jego palące spojrzenie i uchyliłam zamknięte powieki.
-Tak.- powiedziałam pewnie. Przecież nadal nas obowiązuje układ. Nikt nic nie będzie wiedział.
-Tylko nie tu. Chodźmy.- powiedział i pomógł mi wstać. Poszłam pierwsza dokładnie znając drogę do gościnnego. Zatrzymałam się na półpiętrze i otwarłam drzwi chcąc wejść do pokoju, ale zatrzymały mnie silne dłonie na mojej talii.
-Chodźmy do mnie. - usłyszałam tuż przy uchu, a jego głos jak zwykle wywołał u mnie ciarki.
-Dobrze wiedzieć, że samo to cię podnieca.- zachichotał jeszcze nawiązując do mojej gęsiej skórki.
-Spodziewasz się gości?- spytałam mając na myśli zmianę pokoju. Poprzednim razem nie pozwolił mi nawet do sypialni wejść.
-Nie. Po prostu w gościnnym robiłem wszystko ze wszystkimi. Nie chcę cię traktować jak wszystkie.- powiedział, a mi się zrobiło cieplej na sercu. Tak, taki mały gest a cieszy.
-Miło, że się martwisz, żebym nie dostała żadnej choroby wenerycznej. Kochany jesteś.- zażartowałam cmokając go w policzek i weszłam do jego sypialni. Jak na chłopaka na prawdę miał porządek. Łóżko było posłane ciemnobrązową pościelą, duże okna sprawiały, że pokój wydawał się jeszcze większy niż w rzeczywistości był. Czarne panele i równie ciemne meble. Krem na ścianach jednak wszystko rozjaśniał
-Podoba mi się.- powiedziałam odwracając się w jego stronę, a on bez uprzedzenia wpił się w moje usta. Tak, uwielbiam czuć jego miękkie wargi na swoich.
-Mi też się podoba.- powiedział uśmiechając się przez pocałunek i odpiął mój biustonosz, po czym delikatnie go zsuną z moich ramion i piersi. Objął je delikatnie dłońmi i masował, aby po chwili składać na nich namiętne pocałunki, którym towarzyszyły mój przyśpieszony oddech.
-Są idealne.- powiedział, a później ułożył swoje dłonie na rozpięciu mojej spódniczki i znów spojrzał w górę.
-Mogę?- spytał tym razem, a ja posłałam mu zadziorny uśmiech i skinęłam głową. Nie musiałam długo czekać, bo zaraz leżałam przed nim całkowicie naga, a on jeździł rozpalonym wzrokiem tam i z powrotem, zatrzymując się na jego zdaniem bardziej interesujących miejscach.
-Będzie ci dobrze, obiecuję.- powiedział, a następnie uklęknął przed łóżkiem pociągając mnie w swoją stronę. Teraz dosłownie miał przed twarzą moje wrażliwe miejsce. Nie zastanawiając się długo zaczął mnie całować, pieścić i jeździć językiem zdecydowanie zbyt blisko mojego wejścia, co doprowadzało mnie do niemalże desperacji.Chociaż bardzo próbowałam nie potrafiłam powstrzymać jęków pełnych rozkoszy.
-Wejdę, ok?- spytał, a ja spróbowałam odpowiedzieć, ale wyszedł z tego bardziej pomruk zadowolenia jak jakiekolwiek słowo. W odpowiedzi usłyszałam tylko zadowolony chichot loczka, a później poczułam jak wchodzi we mnie palcami i powoli przyśpiesza ruchy w tym samym czasie nadal pieszcząc mnie językiem. Czułam jakbym miała zaraz zwariować z przyjemności. Mój oddech stawał się coraz cięższy tak samo jak i Harry'ego. On to zauważył i zdecydowanie przyśpieszył ruchy, kiedy moje plecy wygięły się w łuk pod wpływem rozkoszy, która rozlała się po całym moim ciele. Harry położył się obok mnie i oblizał na moich oczach swoje palce, po czym mnie pocałował.. pocałunek jednak nie trwał długo, bo mój płytki oddech na to nie pozwalał.
-Dziękuję. - szepnęłam wtulając się w jego nagi tors. Nie mam pojęcia nawet kiedy zdjął koszulkę.
-Ja też.. uwielbiam jak jęczysz przeze mnie.- powiedział, a ja oczywiście zalałam się rumieńcem. Zarzucił na nas koc, a ja właściwie nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Jak się obudziłam nadal trwaliśmy w tej samej pozycji. Spojrzałam w górę będąc pewna, że zobaczę śpiącego Harry;ego, spotkałam się jednak z jego całkiem przytomnym i czujnym wzrokiem.
-Nie spałeś?- spytałam, a on zaprzeczył głową.
-Patrzyłem jak ty śpisz. Jesteś urocza.- odparł z delikatnym uśmiechem, a później ucałował mnie w czoło.
-Muszę cię odwieź do domu. Twoja mam dzwoniła. - powiedział, aja sobie uzmysłowiłam, że odkąd wyszłam rano do szkoły to nie miałam z nią żadnego kontaktu.
-Która godzina?- spytałam mając nadzieję, że nie przespałam tu całej nocy.
-Jakoś przed 22. Spokojnie, powiedziałem, że robiliśmy razem projekt i poszłaś do łazienki.- powiedział na luzie i ucieszyłam się, że przynajmniej on pomyślał o tym, że trzeba coś wymyślić dla mojej mamy.
-Świetnie. Dziękuję.- powiedziałam i cmoknęłam go w policzek wstając. Jednak jak tylko zsunęła się ze mnie kołdra poczułam na sobie wygłodniały wzrok Styles'a.
-Harry!- pisnęłam, a on złapał mnie w talii i z powrotem przyciągnął na łóżko.
-Nie wiesz jak bardzo chciałbym cię wziąć tu i teraz.- wyszeptał mi do ucha, jedną ręką ściskając mój pośladek.
-Przestań. - parsknęłam i zarzuciłam na siebie koc, a później wstałam i zaczęłam zbierać swoje ubrania.
-To ty przestań.. przecież już wszystko widziałem.- powiedział z lekkim uśmiechem, kiedy próbowałam pod kocem założyć spódnicę i średnio mi raczej szło.
-Pieprzyć to- fuknęłam zsunęłam z siebie koc i szybko ubrałam.
-Miałem nadzieję na dłuższy pokaz.- tym razem on udawał naburmuszonego i sam ubrał koszulkę.
-Jedziemy?- spytał trzymając w dłoni kluczyki do auta, a ja skinęłam głową i ruszyłam na dół, a później do samochodu. Droga praktycznie minęła nam w milczeniu i nic nadzwyczajnego podczas jej nie wydarzyło oprócz tego, że Harry, kiedy nie musiał zmieniać biegów po prostu trzymał mnie za rękę. To była przyjemna cisza. Wjechał na moje podwórko i zatrzymał samochód. Poczułam małą niepewność.
-Harry..- zaczęłam, a on znów skierował na mnie to cudowne spojrzenie, które tyle razy dziś już zaszczyciłam.
-Pójdziesz ze mną na kawę jutro? Przed szkołą? -spytał nie czekając na to co mam mu do powiedzenia.
-Uhm, jasne. Ale chciałam spytać.. nasz układ.. miałeś nikomu nie mówić o.. o tym co robimy, pamiętasz o tym?- spytałam niepewnie nie wiedząc tak na prawdę czego się spodziewać chociaż wydaje mi się, że traktuje mnie coraz poważniej. Jednak to wciąż ten sam Styles. Zobaczyłam grymas na jego twarzy, a później neutralną minę.
-Jasne. Przyjemności. Zero zobowiązań. - powiedział sucho i spojrzał przed siebie.
-Nie chodziło mi..- zaczęłam chcąc mu powiedzieć, że po prostu boję się, że komuś powie, ale nie dane było mi skończyć.
-Wysiądź. Śpieszy mi się.- powiedział lodowatym tonem, a ja uniosłam brwi w zdziwieniu.
-Świetnie. Skoro tak.- powiedziałam wysiadając i trzaskając drzwiami. Miałam ochotę go pozdrowić środkowym palcem, ale byłam pewna, że w oknie koczuje ma matka, więc z klasą po prostu weszłam do domu. Zaciskając zęby jak najmocniej, tylko po to, żeby się nie rozpłakać.
środa, 1 sierpnia 2018
#MyStyles 18
Rzadko się to zdarza, ale dziś notka na górze.
Jestem wam winna mega przeprosiny, aniołki.
Ale tak to czasem bywa, że trzeba się zdystansować, bo jest za dużo spraw do ogarnięcia.
No chyba, że tylko ja tak mam, jeśli tak, to wypadam dość słabo haha xd
No nic. Imagine będzie miał 20 części, kolejna wkrótce,
tym razem możecie mi zaufać xd
#Maleńka
Za pewne nie zdziwi was to, że nie dość, że prawie się przewróciłam wyrzucając te cholerną kulę to na dodatek nie zbiłam żadnego z kręgli stojących na końcu toru. Tak. Przegram to.
-Coś nie tak z tymi butami.- fuknęłam i poczułam jak obejmują mnie silne dłonie w talii.
-Mogę cię nauczyć jeśli chcesz.- usłyszałam łagodny szept tuż przy uchu, który wywołał biegnące dreszcze wzdłuż mojego kręgosłupa.
-Naucz mnie.- powiedziałam uśmiechając się i widząc momentalnie kolejną kulę przed sobą.
-Trzymaj ją mocno, ale nie ściskaj tak palców, bo jak będziesz chciała rzucić to polecisz razem z nią, jak wcześniej.- parsknął, a ja wystawiłam mu język w odwecie.
-Okej. Teraz patrz na mnie. Musisz wziąć rozbieg i bum.- powiedział demonstrując idealny rzut. Ciekawe ile godzin ćwiczył to nim mnie tu zabrał?
-Wiesz, to nie jest takie proste jak rzucasz drugi raz w życiu.- fuknęłam zła, że mi wcześniej nie wyszło.
-Ale teraz będziesz rzucała z moją pomocą, więc będziesz lepiej. No chodź tu.- mówił ciągle skupiony i tłumaczył kolejne rzeczy, a ja nie mogłam oderwać wzroku od jego rysów twarzy, pełnych ust, dołeczków w policzkach.
-Rozumiesz?- usłyszałam po chwili i dopiero teraz uświadomiłam sobie, ze nie wysłuchałam ani jednego słowa, które wypowiedział. Spojrzałam na niego rozkojarzona i posłałam przepraszający uśmiech.
-Wydaje mi się, że wolałabyś, żebym cię pouczył czegoś innego.- powiedział tym swoim seksi głosem i puścił oczko, a ja przewróciłam oczami, ale i zachichotałam. Później się skupiłam i nauczyłam grać. Na prawdę pod koniec całkiem nieźle mi wychodziło.
-Ten duży kawałek jest mój!- krzyknęłam jak zobaczyłam przed sobą pizzę, a on zaczął chichotać.
-No co?- zmarszczyłam brwi i już wzięłam swoją zdobycz.
-Nic. Po prostu zazwyczaj dziewczyny na randkach tak się nie zachowują.- wzruszył ramionami nadal się uśmiechając. Uniosłam jedną brew i popatrzyłam na niego jak na idiotę, ale zaraz później odchrząknęłam i wzięłam kęs pizzy, a on najwyraźniej czekał na mój wybuch badawczo mi się przyglądając.
-Bardzo dobra, Haroldzie.- powiedziałam głosem, który używają tylko ludzie z wyższych sfer, a on pokręcił głową z dezaprobatą, ale zachowując uśmiech.
-Och! Gdzie moje maniery?- mruknęłam i tym razem jadłam sztućcami, mimo, że na prawdę nikt ich nie używa, nadal je podają do pizzy. To powinno być przestępstwo. Wzięłam jeszcze parę kęsów, a on nie był wcale gorszy i poszedł w moje ślady.
- Cudowna dziś nas uraczyła pogoda.. nieprawdaż [T.I.]?- zaczął rozmowę, a ja po usłyszeniu tego omal nie wyplułam to, co miałam w buzi. Powstrzymałam się.
-Prawdaż. Och, przepraszam. Ja niestety już nie mogę.- powiedziałam z bólem patrząc na do połowy zjedzony kawałek. A tym razem on uniósł brwi.
-Nie wygłupiaj się, chcę żebyś sobie pojadła, kruszynko.-powiedział patrząc znów na mnie jak wtedy w samochodzie, a ja znów zamarłam. Nie mogę tak reagować.
-Idiotka.- szepnęłam i dopiero zdałam sobie sprawę z tego, że nie mówiłam tego w myślach.
-Co?- zmarszczył brwi.
-Muszę do toalety. Przepraszam.- uśmiechnęłam się i poszłam od razu do łazienki. Spojrzałam na siebie w lustrze i uśmiechnęłam jak głupia.
-Jak to spierdolisz to dam ci w twarz.- parsknęłam i poprawiłam nieco włosy po czym wyszłam, ale nie zobaczyłam loczka przy stoliku. Momentalnie poczułam się zagubiona i onieśmielona. No to raczej, że wyszedł. Też byś wyszła na jego miejscu.
-Zmiana otoczenia.- usłyszałam głos z charakterystyczną chrypką tuż za mną i wypuściłam powietrze, które nie miałam pojęcia, że wstrzymuję.
-To znaczy?- spytałam odwracając się do niego.
-Chcę, żebyś się czuła swobodnie, pojedziemy do mnie, jeszcze przyjdzie czas na romantyczne kolacje.. Co ty na to?- powiedział i zobaczyłam, że nie jest tak pewny siebie jak przed chwilą.
-Jestem za. Nie zostawiaj mnie tak więcej bez uprzedzenia.- powiedziałam i cmoknęłam go w policzek na co się uśmiechnął.
-Nie idziesz?- spytałam, kiedy już byłam przy drzwiach a on dalej tkwił w jednym miejscu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)