One Direction i My.. - imaginy

środa, 23 maja 2018

#My_Styles 14

  Kutas wyszedł, a ja ubrałam się i spakowałam torbę wiedząc, że dzisiejszy dzień spędzę w autobusie jadąc do taty. Tak, 'podzielili' się mną. W co drugi tydzień będę kończyła u ojca, a on pewnie nie będzie miał czasu dla mnie, jak przez ostatnie kilkanaście lat. Ubrałam jedną z krótszych cienkich bluz zakładanych przez głowę i naciągnęłam kaptur, do tego czarne legginsy z wyższym stanem i moje białe schodzone conversy. Zero makijażu.. przeczesałam włosy szczotką i już byłam gotowa. Wzięłam sporą torbę i upewniłam się dwa razy czy mam telefon i słuchawki po czym zeszłam z powrotem na dół.
-Jadę do ojca mego, matko.- powiedziałam dramatycznym głosem wychylając się za dom, a ona tylko wstała nad krzaczki, które mają być kiedyś porzeczkami i przewróciła oczami.
-Bądź dla niego miła.- powiedziała i znów zatopiła się w zieleni. Nic nie odpowiedziałam tylko wyszłam podążając w stronę przystanku. Im bliżej niego byłam, tym bardziej przeczuwałam, ze to zły pomysł. Przecież mogę spokojnie spotkać tego idiotę.. Jacob'a. Włożyłam słuchawki do uszu i szłam dalej, niekoniecznie mi się spieszyło, więc chyba nie zdziwi was fakt, że nie pędziłam. Nie spieszyłam się dopóki nie zobaczyłam jak mija mnie mój busik w ekspresowym tempie. Spojrzałam na zegarek i..
-O cholera!- pisnęłam i rzuciłam się w pędzie w stronę przystanku, który był jeszcze kawałek dalej i to spory kawałek. Miałam nadzieję, że kierowca zauważył jak biegnę w jego stronę i będzie na tyle miły, żeby poczekać. Oczywiście nadzieja matką głupich. Teraz to powiedzenie pokazało, że wcale nie jest tak bezpodstawne jak wszyscy myślą. Mimo mojego sprintu kierowca miał mnie w dupie i pojechał dalej. Padłam na ławkę przystanku i rzuciłam torbą o ziemię.
-Zajebiście.- warknęłam zdyszana i spojrzałam na rozkład jazdy. To zadupie ma tylko 2 autobusy, a drugi jest wieczorem. Akurat musiałyśmy przyjechać tu, skąd wszędzie jest daleko. Wyjęłam telefon i zrobiłam jedyne co na razie mi przychodziło w ogóle do głowy. Wybrałam numer i przyłożyłam komórkę do ucha. Jeden sygnał, drugi, trzeci.
-Już się stęskniłaś, czy okres ci się skończył?- usłyszałam ten ironiczny głos po drugiej stronie i stwierdziłam, że wczorajsze zachowanie musiało być spowodowane nadmiarem alkoholu w jego organizmie.
-Masz ochotę się wyrwać z domu?- spytałam i usłyszałam jego dźwięczny śmiech.
-A co masz mi do zaoferowania?- spytał normalnie ale już słyszałam jak wychodzi z budynku.
-Czy moje towarzystwo to za mało? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie dobrze wiedząc, że dla niego to o wiele za mało.
-A tak poważnie to co jest? Musisz być bardzo zdesperowana.- parsknął, a ja przewróciłam oczami i mimo, że mnie nie widział byłam pewna, że wie co zrobiłam.
-Uciekł mi autobus do Londynu.- warknęłam, a on się zaśmiał.
-Wiesz, że to jest ponad 3 godziny stąd?- spytał wiedząc, że jest moim ostatnim wyjściem.
-Podwieziesz mnie, czy mam poprosić Filipa?- spytałam znudzonym głosem. Nie lubię jak ludzie myślą, że jestem od nich zależna.
-Już jadę.- odparł mniej ironicznym głosem.
-Czekam na przystanku, skarbie.- mruknęłam ironicznie i się rozłączyłam. To będzie ciekawy wyjazd.. na pewno ciekawszy niż planowałam. Nie musiałam długo czekać, bo zaledwie 10 minut później zjawił się czarny samochód Harry'ego. Tak, nie mam pojęcia co to za firma i nie, nie kryję się z tym, że gówno mnie to obchodzi. Był ładny i czarny.
-Zamawiała Pani taxi?- spytał uchylając szybę, a ja przewróciłam oczami. Znów. Chłopak wyszedł i podniósł moją białą, ale już nie do końca, torbę po czym wrzucił ja do bagażnika i otworzył mi drzwi, a ja wszystkiemu się przyglądałam z kpiną wypisaną na twarzy.
-Och, dziękuję Haroldzie.- powiedziałam podchodząc do drzwi jak najbardziej dostojnie umiałam, a później cmoknęłam lekko loczka w usta i chciałam się oderwać by wsiąść. Niestety on miał inny plan, Złapał mnie w talii i przywarł swoimi ustami mocniej, niż ja to zrobiłam. Później jego język wślizgnął się, aby się bawić moim.
-Już się nie gniewasz?- spytał jak już szedł w stronę siedzenia pasażera, a ja wzruszyłam ramionami.
-Jak dożyję do Londynu to się nie będę gniewała.- mruknęłam i oparłam głowę o szybę przyglądając się jak wyjeżdża na drogę, a później skupia się na niej.
-Wyglądasz seksowanie jak prowadzisz.- powiedziałam na głos wcale nie mając takiego zamiaru i odwróciłam głowę w stronę szyby prostując się.
-A ty uroczo jak się peszysz.- zachichotał i położył dłoń na moim udzie.
-Zadzwoniłabyś po tego dupka?- spytał niby na lajcie.
-Gdybym nie miała wyjścia pewnie tak.- odparłam przyglądając się jego reakcji, ale on milczał, a tylko jego żuchwa nieznacznie się napięła.
-Jadłaś coś?- spytał za pewne widząc Mc Donald'a na horyzoncie, a mi jak na zawołanie zaburczało w brzuchu.
-Nie koniecznie.- powiedziałam, kiedy zaczął chichotać i zajechał na drive'a. Zamówił dla mnie nuggetsy, frytki i colę, a sobie wrapa. Kiedy już mieliśmy swoje zamówienie za które w całości zapłacił loczek, ruszyliśmy w dalszą drogę. Przez chwilę bawiliśmy się w odgadywanie wokalistów z utworów radia, ale kiedy pomylił Beyonce z Rihanną postanowiłam, że na tym się kończy nasza zabawa, bo jest muzycznym analfabetą. Siedziałam wbijając wzrok w przewijające się za oknem drzewa, kiedy on zaczął śpiewać razem z wokalistą 'She will be loved'. Spojrzałam na niego oczami wielkości pięciozłotówek za pewnie, bo zaczął się śmiać i przestał śpiewać.
-No co?- spytał zerkając to na mnie to na drogę.
-Ty umiesz śpiewać.- mruknęłam i położyłam swoją dłoń na jego właściwie zapominając, że ona wciąż tam jest. Nie przejmując się tym zbytnio odwróciłam się do tyłu i wzięłam bluzę leżącą na tylnym siedzeniu, którą zauważyłam przy wsiadaniu po czym poskładałam ją i wsunęłam między moją głowę a szybę.
-Tak, możesz?- powiedział zielonooki, a ja tylko uśmiechnęłam się i wystawiłam mu język przymykając oczy przy miłym nuceniu Harry'ego do piosenek.
***

-Hej, królewno!- poczułam jak ktoś mnie szturcha i w pierwszym momencie nie miałam pojęcia co się dzieje. Rozejrzałam się i powoli ogarnęłam gdzie jestem, aż mój wzrok wylądował na uśmiechniętej twarzy Styles'a.
-Czemu mnie budzisz?- spytałam z wyrzutem.. tak wygodnie mi się spało!
-Zatrzymałem się na stacji.. jesteśmy w Londynie, potrzebuję adres.- wyjaśnił, a ja pokiwałam głową.
-Brothers St. 8/22.- wymruczałam po czym z powrotem zamknęłam oczy słuchając dźwięcznego śmiechu tego dupka, który potrafi być w porządku jeśli tyko chce. Niestety już nie zasnęłam, ale najzwyczajniej w świecie nie chciało mi się otwierać oczu. Wyprostowałam się dopiero gdy poczułam, że samochód zgasł. 
-To co? Idziemy?- spytał, a ja popatrzyłam na niego spod mrużonych powiek.
-My?- parsknęłam, a on wyszczerzył się w kolejnym firmowym uśmiechu.
-No przynajmniej kawę możesz mi fundnąć.- powiedział i nie oczekując na moją odpowiedź wyszedł i wziął bagaż z bagażnika. Wyszłam z anim wiedząc, że właściwie to ma rację Wykorzystałam go i powinnam była chociaż mu zaproponować coś do jedzenia czy picia. 
-No to chodźmy.- powiedziałam nieco milej chcąc mu wynagrodzić jakoś te kilometry, które ze mną przebył. Weszliśmy do klatki za jakimś mężczyznom, więc nie musiałam specjalnie dzwonić domofonem. Wchodziłam po schodach czując wzrok loczka na swoim tyłku. Nie będę ukrywała, że specjalnie bardziej się wypinałam wchodząc po tych cholernych schodach, bo byłam świadoma, że on to wykorzystuje, więc niech cierpi. 
-Robisz to specjalnie.- wymruczał, kiedy ja już zadzwoniłam dzwonkiem do mieszkania.
-Ale co?- udałam niewiniątko cwano się uśmiechając, a on tylko pokręcił głową w dezaprobacie, ale jednak chichocząc.

poniedziałek, 21 maja 2018

#My_Styles 13

Zostawiłam loczka samego w łazience, ale jak łatwo się domyślić nie pozostał tam na długo.
-Uważasz, że mój kutas jest uroczy?- spytał unosząc jedną brew, a ja wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem. On przez cały czas zabijał mnie wzrokiem.. pomyśleć, że mogłam urazić jego wielkie ego.
-Chodź spać, idioto.- parsknęłam i ułożyłam się pod ciepłą kołderką, wtulając się w poduszkę. Loczek zgasił światło i o dziwo bez zbędnego gadania położył koło mnie pod kołdrą. On jest jak jakiś pierdolony grzejnik. Przysięgam 40+ do temperatury łóżka wniósł.
-Dobranoc, maleństwo.- szepnął mi do ucha, odwrócił się do mnie plecami i już nic nie mówił. To wystarczyło. Tak dziwne zachowanie z jego strony wystarczyło do kolejnej godziny leżenia i patrzenia się w sufit. Maleństwo? Bez żadnych dogryzek, zaczepek, mokrych pocałunków czy też rąk tam, gdzie nie powinny być? Co się z nim stało.
-Śpisz?- spytałam szeptem, ale odpowiedziała mi cisza.
-Śpisz?!- tym razem powiedziałam głośniej nieco się kokosząc w łóżku i przez 'przypadek' go szturchając.
-Co tam? -spytał odwracając się, zaspanym głosem.
-Czemu jesteś miły?-spytałam podejrzliwym głosem i niemal widziałam jak przewraca oczami, mimo, że było ciemno.
-Jesteś popieprzona.- zachichotał i przyciągnął mnie do siebie.
-Po prostu śpij.- mruknął nie denerwując się, że go obudziłam i wtulił w moje włosy. Nie pasowało mi w tym wszystkim jego zachowanie.. musiał mieć dobry seks z tą blondyną.
***
 Przekręciłam się na drugi bok i przykryłam szczelniej kołdrą. Brakowało mi tu czegoś. Otworzyłam oczy i zobaczyłam.. raczej nie zobaczyłam nikogo obok mnie. Pustka. Od razu się obudziłam i usiadłam. Drzwi otwarte, więc musiał wyjść. Pewnie wrócił do domu, w końcu wytrzeźwiał. Mozolnie się sturlałam z łóżka.. nawet w sobotę się nie wyśpię. 
-Kawa.- wyszeptałam sama do siebie i niemal półprzytomna schodziłam po schodach kompletnie nie zważając na śmiechy dobiegające z salonu. Wstawiłam ekspres, policzyłam do 60-ciu i gotowe. Wzięłam swój eliksir i postanowiłam przywitać się z gośćmi.. mama dawno się tak nie śmiała. Weszłam do salonu i zachłysnęłam się kawą plując na wszystkie strony. Jak już się uspokoiłam i wzięłam porządny oddech musiałam znów spojrzeć na sytuację przede mną. Pierw spojrzałam na Styles'a zabijając go wzrokiem. Później mama. O dziwo ani śladu jakiejkolwiek złości.
-Właśnie rozmawialiśmy o tym jak bardzo odpowiedzialnie zachowałaś się nie pozwalając mi wrócić do domu po alkoholu.- wzruszył ramionami i uśmiechnął się nonszalancko do mojej MAMY.
-Wszystko mi wytłumaczył, więc nie musisz się martwić, rozumiem.- machnęła ręką i wzięła pusty talerz widocznie po naleśnikach wnioskuję po dżemie wokół. Zjadł MOJE naleśniki. 
-Dobrze. Ja idę do ogródka, a wy grzecznie mi to.- mrugnęła do Harry'ego. Powtórzę. MRUGNĘŁA DO HARRYEGO. 
-Co tu się odjebało?- spytałam opadając na kanapę obok chłopaka czując, że mój ogromny, ale leniwy mózg nie jest w stanie tego ogarnąć.
-Lubi mnie.- wzruszył ramionami.
-W przyszłym tygodniu nocujesz u mnie.- wystawił mi język i usiadł bliżej kładąc dłoń na kolanie. 
-Nie uwierzę, że pozwoliła.- odparłam w szoku.
-Be przesady, to twoja działka. Nie mogę robić wszystkiego sam.- oburzył się jak gdyby wcale przed chwilą nie wyglądał jak najlepszy kumpel mojej mamy. On, nie JA.
-Ok, ok.. a twoi starzy?- spytałam ostrożnie pijąc kawkę.
-Wyjeżdżają.- powiedział i zarzucił swoje ramie na moje. 
-Jak było wczoraj z blondi?- spytałam unosząc brew. Wiem, że nie powinno mnie to obchodzić. Tylko chcę wiedzieć, czy spali ze sobą. To tyle. 
-Jest dobra w łóżku.- powiedział jakby mówił o pogodzie, a ja właściwie mogłam się domyślić.
-Czemu jej nie zaprosisz na weekend, hmm?- spytałam upijając kolejny łyk.
-Bo ciekawi mnie to, jaka jesteś ty. -uśmiechnął się chytrze.
-A co? Zazdrosna? -uśmiech się poszerzył, a ja popatrzyłam na niego znudzona. 
-Nie wiem czy jest o co.- parsknęłam i odłożyłam pusty kubek. 
-A ty? Chociaż dobrze całuje?- spytał ostro i tym razem to ja się uśmiechnęłam.
-Bosko. Mówi do mnie kochanie.. myślę, że może coś z tego być.- powiedziałam rozmarzając się.
-Albo Cię przeleci i weźmie kolejną.. ty się ni uczysz na błędach, nie?- powiedział siarczyście cały czas utrzymują uśmiech na ustach. 
-Wyjdź.- odparłam ostrym i zimnym jak lód tonem. Popatrzył na mnie zdziwiony za pewne nie spodziewając się takiej reakcji. No cóż.
-Tylko żarto..- zaczął przewracając oczami, ale nie miałam zamiaru pozwolić mu skończyć.
-Gówno mnie to obchodzi.- parsknęłam opierając się wygodniej o oparcie. 
-Po prostu tak będzie.- wzruszył ramionami i wstał.
-Spierdalaj do swoich dziwek.- dodałam a on  ruszył w stronę drzwi. 
-Do zobaczenia.- powiedział normalnie i wyszedł. Chuj. Zatopiłam twarz we własnych dłoniach. Nie. Nie będę płakać.

niedziela, 20 maja 2018

#My_Styles 12

 Nieco przerażona spojrzałam w tamtą stronę.. co ja mówię. Byłam cholernie przerażona. Zaczęły mi się trząść ręce i skończyło się to tak, że klucze upadły robiąc ogromny hałas. Szybko je podniosłam i próbowałam trafić do zamka. Gość wstał i się zbliżał, a ja bałam się coraz bardziej.
-Nie zbliżaj się, bo zacznę krzyczeć.- powiedziałam groźnie, a później usłyszałam dźwięczny śmiech, który bardzo dobrze znałam.
-Ty spierdolino umysłowa!- krzyknęłam uderzając go, a on się tylko zachwiał i dalej się śmiał. Popatrzyłam na niego i też zaczęłam się śmiać jak głupia. Szybko jednak się ogarnęłam.
-Co ty tu robisz?- spytałam marszcząc brwi.
-Wiesz.. w tym stanie nie mogę prowadzić, aaaa twój dom był bliżej.- powiedział wzruszając ramionami.
-Dobrze, to ty śpij nadal na tarasie jak grzeczny piesek, a ja wejdę do środka.- powiedziałam przesłodkim głosem i w końcu trafiłam kluczem w zamek. Serio? Teraz się dało. Usłyszałam kroki i oczywiście, że już był tuż za mną. Poczułam dłonie na swojej talii i przekręciłam klucz.
-Zmarznę tu..- wyszeptał słodko (był w tym lepszy ode mnie) do mojego ucha opierając głowę o ramię.
-Śpisz na dywanie.- powiedziałam chociaż wiedziałam, że wepcha się do łóżka. Otworzyłam drzwi, a on wszedł pierwszy, po czym ja. Tak, tym się poznaje kutasa od faceta. Wiedział gdzie się skierować, więc po prostu poprowadził mnie do mojego pokoju i owszem, wiem jak bardzo idiotycznie to brzmi. Weszłam za ni mi zamknęłam drzwi na klucz. Mama uwielbia Harry'ego, ale boję się, że mogłaby przeżyć mały szok widząc go w takim stanie. Odwróciłam się w jego stronę i dosłownie wpadłam na niego, bo stał tuż za mną.
-Wyglądasz dziś nieziemsko.- powiedział cicho i założył mi włosy za ucho. Nie mogłam się napatrzeć na jego oczy.. mimo, że były jak we mgle aktualnie to i tak bez trudności mogłam znaleźć tą głęboką zieleń tak różną od zimnego lodu Filipa.
-Jak tam twoja dupodajka?- spytałam równie cicho i to nie tak, ze byłam zazdrosna. Ja miałam Filipa, więc byliśmy kwita.
-Nie przespałem się z nią.. ona sypia z każdym, a ty jesteś na moją wyłączność.. wybór chyba jest prosty?- spytał ironicznie, a ja poczułam się dobrze i źle zarazem. W końcu tak właściwie to traktuje mnie jak gdyby tylko on mógł się bzykać ze wszystkim dookoła.
-A jak tam twój książę?- tak, słyszałam sarkazm.
-Idealny jak zawsze.- powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam, po czym sama nie wiedziałam co się dzieje. Loczek wpił się w moje usta tak szybko i zachłannie jak jeszcze nigdy. Odwzajemniłam to i oderwałam się kiedy brakło mi tchu.
-Nie lubię jak się uśmiechasz myśląc o nim.- powiedział wzruszając ramionami, a ja zrobiłam za pewne brzydki i mało pociągający grymas typu 'WTF?!'
-A co ty do tego masz?- spytałam chcąc odpowiedzi, a on ściągnął bluzkę i nie powiem.. zawiesiłam wzrok na jego torsie. No podobało mi się to, co widzę po prostu.
-Zrób zdjęcie.. wystarczy na dłużej.- parsknął chłopak i zdjął spodnie.
-Ciebie mam do tego. W końcu będzie chciał Cię zaliczyć, a ja nie będę miał cię na wyłączność, a jak na razie kręci mnie fakt, że cię nikt prócz mnie w ten sposób nie dotyka- mruknął rozmarzony znów będąc przy mnie i trzymając w dłoniach koniuszek mojej bluzki.
-Ale masz świadomość, że nie jesteś pieprzonym Grey'em?- spytałam unosząc wysoko jedną brew, a on tylko zachichotał w odpowiedzi i zaczął unosić moją bluzkę. Nie sprzeciwiłam się, bo przecież i tak nic dziś się nie wydarzy. MAM OKRES. Przeciągnął ubranie przez moją głowę w czym mu pomogłam, a później rzucił je gdzieś. I tak jest syf.
-Nie mógłbym krzywdzić tak pięknego ciałka.- powiedział i patrzył wiadomo gdzie przygryzając wargę. Stado motyli w moim brzuchu się niebezpiecznie poruszyła przez jego wzrok. Lubię jak na mnie patrzy.
-A co? Kręci cię to?- spytał odpinając guzik moich spodenek.
-Skąd wiedziałaś, że kabaretki mnie podniecają?- zadawał pytanie za pytaniem i mimo tego, że był dość wstawiony to wcale nie odbiegały od jego normalnego zachowania. Złapałam jego ręce przed tym jak złapał za zamek i odsunęłam je ode mnie.
-Nie, nie kręci. Nie myślałam o tobie, kiedy je zakładałam, a po trzecie to mam okres i idę się przebrać.- powiedziała i biorąc za dużą bluzkę i jakieś spodenki z podłogi (bo przecież nie posprzątałam przed imprezą) zamknęłam się w łazience. Wzięłam głębszy wdech, bo przy nim nie mogłam pokazywać przecież jak bardzo dziwnie moje ciało reaguje na jego bliskość.
-Pomóc ci?- usłyszałam za drzwiami, ale postanowiłam nie odpowiadać. Szybko się przebrałam i otworzyłam zamek, a on szybko wpadł do pomieszczenia.
-Uch.. już się ubrałaś.- powiedział rozczarowany, a ja krótko się zaśmiałam z jego reakcji. Jak dziecko. Spięłam włosy jedną z tych dużych spinek, a później nachyliłam się nad zlewem i zmyłam wszystko co dziś nałożyłam na twarz. Podczas płukania mydła z oczu poczułam jego dłonie na moim tyłku. Debil. Później poczułam coś jeszcze innego, przez co żołądek mi się skurczył. Cholera, wcześniej ci się tak nie działo jakoś. Właściwie to odkąd Harry mnie udobruchał tak na niego reaguję mniej więcej.
-Tak, właśnie na ciebie reaguję, kiedy się wypinasz.- powiedział mi do ucha, a ja jestem pewna, że byłam czerwona jak burak. Czyli dobrze się domyślałam, że to, co intensywnie przyciskał do mojego tyłka nie było niczym innym niż jego krocze. Szybko się wyprostowałam i wzięłam ręczniczek który wisiał na kaloryferze po czym wytarłam w niego twarz.
-Uroczo.- parsknęłam pod nosem i odepchnęłam go, po czym wyszłam z pomieszczenia.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tym razem nieco później
Ale no niestety
Sesja się zbliża, a ja jestem w ciemnej dupie xD
#Maleńka


wtorek, 15 maja 2018

#My_Styles 11

Tak, wiedziałam, że Syles'a zalewa krew, ale nie potrafiłam się powstrzymać, żeby nie spojrzeć na niego. Jego wzrok był przeszywający, ale szybko obrócił koleżankę tak, że teraz jej dupa, niemalże dotykała jego krocza. Owszem, zrobił to specjalnie i wiedziałam o tym. Nachylił się nad blondynką niewiele niższą od niego i wyszeptał jej coś do ucha na co ona zarechotała głośno, ale z wdziękiem i złapała dłonie loczka układając je na biodrach, a sama wplątała swoje długie tipsy w jego loki. Momentalnie odwróciłam się w stronę Filipa, kiedy mój i Harry'ego wzrok się skrzyżował.. oczywiście, że miał na twarzy ten irytujący, cwaniacki uśmieszek. On może, więc ja tym bardziej. Popatrzyłam w jasne niebieskie oczy bruneta,  na prawdę były wyjątkowe.. bo kiedy widziałyście faceta z niemalże czarnymi włosami i oczami jak lód? Ja nigdy. Przygryzł wargę i jego dłonie zjechały nieco niżej tak, że teraz były na mojej pupie. Cały czas szukał jakiejkolwiek oznaki sprzeciwu, ale ich nie było. Na prawdę mi się spodobał. Uśmiechnął się i przyciągnął mnie jeszcze bliżej.
-Chcę cię pocałować.- wyszeptał już prawie w moje usta, ale jeszcze tego nie zrobił. Ze wszystkim czekał na moją zgodę. To na prawdę świetne.. widać, że ma ogromny szacunek do kobiet.
-Zrób to.- odpowiedziałam równie cicho i jak nasze usta scaliły się w jedną całość poczułam jak gdyby cały świat zniknął.. wszystko dookoła, razem z wszystkimi złymi ludźmi i problemami. Pocałunek był leniwy i delikatny. Jak już się odrywał ode mnie jego kciuk gładził mój policzek. Zapomniałam o sytuacji, która przed chwilą się wydarzyła między mną a loczkiem. Teraz myślałam tylko o Filipie.
-Może pojedźmy w nieco cichsze miejsce, co ty na to?- powiedział mi do ucha, a ja skinęłam pokazując, że się zgadzam. Złapał mnie za dłoń i odwróciliśmy się w stronę wyjścia. Styles niemal od razu złapał mój wzrok.. w jego nie było nic. Dosłownie nic, wielka pustka, nawet ogników złośliwości. To dziwne, kiedy jest poważny. Nie patrzył nawet na laskę, która już niemal go gwałciła. Postanowiłam się tym nie przejmować. On przerucha tą z utlenionym mózgiem, a ja spędzę miło czas. Filip jest na prawdę miły.
Gdzie mnie zabierasz?- spytałam, kiedy niebieskooki otwierał mi drzwi.
-Może zjemy coś? Niestety o tej porze to tylko McDonald.- parsknął, a ja się uśmiechnęłam.
-Po imprezach tylko do Maca!- krzyknęłam, kiedy on też już był w środku. Zaśmiał się i wyjechał, a ja w tym czasie włączyłam radio i głośno śpiewała 'IDGAF', tak zdecydowanie alkohol dodaje mi odwagi.
-Mogłaś mi to powiedzieć bardziej subtelnie.- zachichotał Filip, a ja pokręciłam głową, bo właściwie to tak.. śpiewałam o tym, że się nie będę pieprzyła. Chłopak zajechał na parking 'restauracji' dosłownie, kiedy piosenka się skończyła co mnie rozbawiło jeszcze bardziej. Weszłam we wspaniałym humorze do lokalu i stanęłam z brunetem przy jednym z elektronicznych urządzeń do zamawiania żarełka.
-Co chcesz, kochanie?- spytał, a ja spojrzałam na niego próbując nie wybuchnąć śmiechem.
-Ooo, ale uroczo..- powiedziałam na prawdę ledwo się powstrzymując. To nie tak, że to źle brzmiało w jego ustach, tyle, że ja nigdy nie przepadałam za tym akurat słowem.
-Umm.. lody.- dodałam zdecydowana wybierając liona z polewą karmelową.
-Noo dobrze, to ja wezmę wrapa i colę i nugetsy i frytki. Chyba zgłodniałem.-powiedział patrząc na mnie z krzywą miną. Stanęłam przed nim, a raczej między nim a urządzeniem i złapałam koniuszki jego koszulki.
-Co ty..- zaczął, ale nie zdążył skończyć, bo już uniosłam wysoko do góry koszulkę i spotkałam się ze świetnie wyrzeźbionym ciałem. Zakryłam z powrotem to, co przed chwilą widziałam i tym razem spojrzałam na czerwonego jak burak chłopaka.
-Możesz spokojnie jeść.- powiedziałam się szczerząc jak dziecko.
-A ja też tak mogę?- spytał drocząc się ze mną i leciutko ciągnąc za moją bluzkę.
-Może kiedyś, kto wie jakie zaszczyty Cię spotkają.- parsknęłam i poszłam do stolika zostawiając go przy automacie. Nie musiałam długo na niego i lody (głównie lody) czekać, bo ze względu na późną porę nie było kolejek. Dał mi moje zamówienie, a ja pochłonęłam je zdecydowanie za szybko i zbyt mało seksownie. Chłopak tylko chichotał patrząc jak jem, a później oddał mi swojego wrapa, który również zjadłam bez problemu.
-Pewnie myślisz, że jestem obżartuchem.- speszyłam się i poprawiłam lepiej na siedzeniu pamiętając jak bardzo byłam gruba.
-Nie. Uważam, że to dobrze jak dziewczyna je. Nie trzeba się martwić o rozmaite diety no i to po prostu zdrowe.. rozsądne.- powiedział na jednym wydechu czym wywołał u mnie uśmiech. Dawno się tak dobrze nie bawiłam. A z Harrym? Mózgu nie masz kiedy się włączać?! Jeszcze chwilę siedzieliśmy i rozmawialiśmy tak właściwie o tym skąd się tu wzięłam. Oczywiście nie powiedziałam mu o mojej małej przygodzie na policji i to, że znam Styles'a z dawnych piekieł, które mi fundował. Następnie najnormalniej na świecie mnie odwiózł pod sam dom i całując mnie pożegnał się. Muszę to przystopować, bo jeszcze się zakocham. Pomachałam jeszcze brunetowi tym razem upierając się, że poczekam aż odjedzie. Potem weszłam na taras i zaczęłam otwierać drzwi, kiedy zobaczyłam, że ktoś leży na sofie na tarasie.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Pewnie zauważyłyście, ze pracuję nocami? XD
Imagin będzie dłuższy niż myślałam, bo po prostu nie umiem tak szybko rozwinąć akcji
jak myślałam, że umiem.. przeliczyłam się xd
Ogólnie to zaczęłam pisać kolejny, który będzie dla mnie dość emocjonalny i ważny
Może go tu opublikuje kto wie c:

#Maleńka

poniedziałek, 14 maja 2018

#My_Styles 10

-Ok.. [T.I.] to będzie domówka, więc ubierzesz... co ubierzesz? Przecież nigdy nie byłaś na domówce idiotko.- mówiłam do siebie pod nosem żałując tego, że byłam taką niewinną cnotką. Niemalże od razu wyjęłam telefon  i wybrałam numer do Jack'a.
-Halo?- odebrał po jednym sygnale. On chyba nie ma życia.
-Co ubrać na domówkę?- spytałam bez tracenia czasu, który się intensywnie kurczył.
-Coś seksownego, ale zakrywającego cycki i dupę. Co za dużo to niezdrowo.- odparł bez głębszego namysłu, a ja klepnęłam się otwartą głową w czoło. Jakiej odpowiedzi się mogłam spodziewać?
-Dobra, coś wymyślę, dzięki Jacky.-mruknęłam w odpowiedzi.
-Kogo będziesz ruchać?- spytał bez ogródek, a ja nie byłam przygotowana na tego typu pytania od niego. Poznaliśmy się przecież dziś.
-Jeszcze się zastanawiam.- parsknęłam i tak na prawdę to pewnie bym miała ogromny dylemat, gdyby nie fakt, że mam okres. Pożegnałam się z blondynem i rozłączyłam. Spojrzałam na pełną szafę i rozpoczęłam swój plan. Wywaliłam WSZYSTKIE ciuchy na środek pokoju. Dobre wrażenie jest tego warte. Zaczęłam przerzucać ubrania na dwie kupki. Z których się zrobiło 3. Rzeczy, których na pewno nie ubiorę tam, rzeczy nad którymi si muszę zastanowić i rzeczy nad którymi muszę się zastanowić poważniej. Spojrzałam na zegarek i miałam jeszcze wtedy dwie godziny, czyli to dość sporo czasu.Na końcu postanowiłam ubrać jasne jeansowe nieco porozdzierane i dość krótkie spodenki. Zwykły czarny dopasowany podkoszulek i za pewne zarzucę na to skórzaną kurtkę w tym samym kolorze. Białe forcy i gotowa. Spojrzałam na siebie w lustrze is twierdziłam, że czegoś brakuje.. no oczywiście! Momentalnie założyłam pod spodenki kabaretki i teraz moja stylówka była już skompletowana. Ok.. teraz trudniejsza sprawa, czyli twarz. Postanowiłam tym razem się pobawić nieco cieniami. Albo wyjdzie, albo zmyję i pójdę w zwykłej maskarze. Zrobiłam smokey eyes i muszę przyznać, że jestem z siebie wyjątkowo dumna. Postanowiłam ich nie poprawiać mimo minimalnej nierówności w intensywności czarnego. Wiem z doświadczenia, że jak je teraz ruszę to zjebie się. Takim oto sposobem miała 5 minut to przyjazdu księcia. Stwierdziłam, że nie muszę brać nic więcej prócz telefonu i kluczy. Jak pomyślałam tak zrobiłam wkładając obie rzeczy do kieszeni. Zeszłam na dół mając nadzieję, że nie spotkam rodzicielki, która uparcie pisała jakiś artykuł, a przynajmniej powinna była to robić teraz. Czysto. Usłyszałam silnik samochodu i niemal wyskoczyłam z domu w stronę auta. Może jednak odrobinkę się boję reakcji mamy na to, że się aż tak diametralnie zmieniłam. Jak tylko brunet mnie zobaczył to wyszedł i otworzył mi drzwi nie odrywając ode mnie wzroku.
-Cześć.- powiedział, kiedy już wchodziłam do środka. Uśmiechnęłam się tylko i wsiadłam. Zadowolony zamknął drzwi i okrążył auto siadając na miejscu kierowcy. Odpalając od nowa auto znów spojrzał na mnie.
-Wyglądasz niesamowicie.- powiedział nadal z uśmiechem od ucha do ucha.
-Ty też niczego sobie.- odparłam będąc dumna z mojego wyczynu, kiedy uświadomiłam sobie, że przecież zapomniałam uczesać włosy. Tak więc przejechałam drogą 'incognito' sprawdzając wygląd moich włosów w szybie.
-Too jest jakaś duża impreza, czy raczej mniejsza?- spytałam i stwierdziłam, że jak będzie tylko z 10 osób to trochę za bardzo się odjebałam.
-Będzie cała szkoła.- powiedział i skręcił w kolejną już pod rząd uliczkę.Tak. Nie miałam pojęcia gdzie jestem. Gdyby był psychopatą konsekwentnie by mógł mnie pokroić i zakopać. Ale osobiście jego postać kojarzy mi się raczej z potulnym aniołkiem. Skręcił jeszcze raz i zobaczyłam ociekający ludźmi sporych rozmiarów dom. Chyba jesteśmy na miejscu - pomyślałam i dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że już chwilę słychać muzykę mimo zasuniętych szyb.
-Mam nadzieję, że lubisz tego typu imprezy?- spytał i popatrzył na mnie wyczekując odpowiedzi, która tak na prawdę mogła być jedna - czyli to, co chciał usłyszeć.
-Jasne, bywają świetne.- powiedziałam próbując przekonać do tego samą siebie. Chłopak wysiadł i otworzył mi drzwi po czym pomógł mi też wysiąść. Od razu skierowaliśmy się do źródła rozpusty i anarchii, czyli do środka posesji. Oczywiście to wszystko wyglądało jak w jednym z wielu amerykańskich filmów, tyle, że bez czerwonych kubeczków.. kubeczki były przeźroczyste i przypuszczam tylko dlatego, ze są najtańsze. Ludzie siedzący na kanapach, ludzie stojący i rozmawiający, ludzie którzy jedzą nawzajem swoje twarze i ci, którzy uprawiają ruchy erotyczne potocznie nazywane tańcem. Oczywiście jest też garstka, która oddaje naturze to, co się nie przyjęło. Ogólnie rzecz biorąc zdecydowanie kocham domówki, bo przecież to takie fajne.
-Napijesz się czegoś?- spytał Filip łapiąc mnie w talii od tyłu i nachylając się nad moim uchem.
-A co polecasz?- spytałam z uśmiechem wywołanym jego jedwabnym głosem i bliskością.
-Alkohol.- zachichotał, a ja do niego dołączyłam- zrobię ci drinka. Idziesz czy czekasz?- spytał, kiedy jak zobaczyłam ludzi przez których prawdopodobnie bym musiała się przeciskać.
-Poczekam u na Ciebie.- mruknęłam odwracając się do niego przodem.
-Tylko nigdzie mi nie uciekaj.- powiedział i ruszył torując sobie drogę, jak się domyślam, do kuchni. Rozejrzałam się wokół i zbliżyłam do ściany nie chcąc torować ruchu pijanym ludziom.
-[T.I.]?- usłyszałam znajomy głos i spojrzałam w tamtą stronę. No tak! Przecież zawsze musi wszystko zjebać!
-Co tu robisz?- spytałam kompletnie załamana patrząc na jego mocno przekrwione oczy. Nie dość, że tu jest, to jeszcze mocno zajarał.
-Jak to co?- spytał jak gdyby to było oczywiste, ale.. no dobra jest oczywiste. Nim zdążyłam jakkolwiek zareagować jego twarz była milimetry od mojej, a ciężar jego ciała przygniatał mnie bardziej do ściany. To ta głośna muzyka mnie ogłupia.
-Ale bym się z tobą teraz pieprzył.. wiesz, te kabaretki strasznie mnie nakręcają.- wymruczał do mojego ucha, a mój oddech znacznie przyspieszył kiedy jego dłoń dotknęła mojego uda.
-Jestem tu z Filipem.- powiedziałam na jednym wydechu i odepchnęłam go co było nie lada wyczynem mimo, że nie był do końca stabilny. Był zdecydowanie zdziwiony, ale widziałam jak jego wyraz twarzy się zmienia w raczej chamski.
-A wie o naszym układzie?- spytał z cwanym uśmieszkiem. Ten kutas serio to powiedział?
-Nikt o nim nie wie i tak ma zostać, jasne?- spytałam pewnie, chociaż w środku była we mnie nutka obawy.
-Aj aj, kapitanie!- krzyknął zabawnie oddając mi coś co jak mniemam miało być salutem na moją cześć, tyle, że nie koniecznie mu to wyszło. Przewróciłam oczami i wszczęłam poszukiwania Filipa. Kiedy już dotarłam do kuchni zauważyłam go stojącego i rozmawiającego z jakimiś chłopakami, który byli chyba w podobnym wieku do nas. Podeszłam pewnie.
-Myślałam, że gdzieś zniknąłeś.- powiedziałam, kiedy już mnie zauważył.
-Bałaś się, że ci ucieknie?- spytał któryś z jego znajomych, a ja go zjechałam wzrokiem z góry na dół.
-Raczej bardziej się obawiałam o drink'a, który mi obiecał.- powiedziałam żartując i spoglądając od razu na bruneta, żeby go w jakiś sposób nie zdenerwować, ale on tylko zachichotał.
-Proszę, księżniczko.- powiedział i pocałował mnie w policzek Aha, czyli bawimy się w szpan przy kolegach.. dojrzale.
-To są znajomi rok starsi, studiują w Brown. Liam, Zayn i Dylan.- powiedział po czym przestawił też mnie jako przyjaciółkę. Kiedy tak awansowałam? Znam go niecały tydzień. Z resztą, kogo to obchodzi? Wypiłam w bardzo szybkim tempie pierwszego drink'a gadając o pierdołach z nimi i poprosiłam Filipa o kolejnego.
-Skąd pomysł na tak oryginalny kolor włosów?- spytał Zayn przysuwając się bliżej przez 'głośną muzykę', żebym 'lepiej go słyszała'.
-Statystyki mówią, że większość psychopatek miało choć raz w swoim wyglądzie coś wyróżniającego.. postanowiłam nie walczyć z nauką.- wzruszyłam ramionami, a on zaczął się śmiać, na co uniosłam brwi do góry pokazując moją dezaprobatę.
-Proszę bardzo.- usłyszałam, po czym przede mną pojawiła się dłoń z drinkiem. W nawet szybszym tempie niż wcześniej wypiłam go, żeby skrócić czas przebywania przy tych troglodytach, którzy określają swoją pozycję społeczną tylko i wyłącznie przynależeniem do społeczności studentów.. właściwie jakoś intensywnie mi to nie imponuje.
-Zatańczymy?- spytałam ciskając kubek na szafkę.. i tak jest bałagan.
-Jeśli tylko chcesz.- odparł Filip i podoba mi się to, że nie woli zostać z 'kolegami'. Złapałam jego dłoń i pognałam do salonu, gdzie rozgrywała się główna impreza i można było w miarę swobodnie (obijając się o innych) tańczyć.  Tylko dotarliśmy i poczułam silne dłonie na mojej talii, a później obróciłam się w stronę księcia. Splotłam dłonie za jego karkiem i zaczęłam się ruszać w wyznaczonym przez muzykę rytmie, a on starał się nadążyć. Niewiele czasu minęło, kiedy ktoś w nas uderzył. Od razu spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam loczka z jakąś tlenioną blondyną. No dobra. Ładna była suka.
-O! [T.I.]! Nie spodziewałem się tutaj ciebie! Poznaj moją bliską przyjaciółkę, Alicję.- powiedział intensywnie ignorując mojego partnera w tańcu. Skinęłam tylko głową i postanowiłam równie intensywnie ignorować tego półmózgowca. Chcąc nie chcąc od czasu do czasu widziałam jak taniec Styles'a z dziewczyną staje się bardziej erotycznym przedstawieniem niż po prostu tańcem. Widziałam też jego prowokujący wzrok.
-Twój kolega tańczy jak prawiczek.. wolisz niedoświadczonych? -spytał z kpiną na tyle cicho, żebym ja usłyszała, ale to, czy Filip słyszał nie wiem. Mam nadzieję, że nie. Postanowiłam pokazać to, że on po prostu nie chce się narzucać. Zbliżyłam swoje ciało bliżej jego tak, ze teraz się ocierały do siebie. Tak, niemal od razu zareagował i się uśmiechnął.
-Też wolę być bliżej ciebie.- powiedział blisko mojego ucha, a ja uśmiechnęłam się, kiedy jego dłonie zsunęły się na moje biodra poruszając się wraz z nimi. Tak, wiedziałam, że Styles'a zalewa krew.




sobota, 12 maja 2018

#My_Styles 9

-A to za co?- spytał uśmiechnięty od ucha do ucha. 
-Za podpaski- zachichotałam i wzięłam od niego kawę- chodź, bo się spóźnimy, supermanie.- parsknęłam wsiadając do auta.  
 Do szkoły dotarliśmy bez większych komplikacji co mnie niezmiernie ucieszyło. Nawet zdążyłam na pierwszą lekcję i się nie spóźniłam. Z matematyki nie było żadnego testu, a Styles wszystko zmyślił na potrzebę sytuacji. Ja tam się ucieszyłam, bo przecież nic nie ogarnęłam na dziś. Jedna rzez mnie minimalnie niepokoiła, a mianowicie to, że nigdzie nie widziałam Filipa. Ani na korytarzu, ani na biologii na którą też chodziliśmy razem. Wczoraj się świetnie czuł. Za pewnie przesadzam, ale tak właściwie to jechałam do tego więzienia z myślą, że może się zobaczymy. Trudno. To, że nie miałam z kim siedzieć, bo Harry też gdzieś zniknął przesądziło o tym, że poznałam Jakson'a. Jest wysoki, seksowny i jest gejem. Inaczej - idealny przyjaciel kobiety. To może trochę dziwne i prawie jak w jakimś filmie, ale od razu się dogadaliśmy bez tych wszystkich zbędnych pierdół w nowych znajomościach. Wiedziałam, że to mój człowiek. Wykluczony ze społeczeństwa tak jak ja. Właśnie wychodziłam z blondynem ze szkoły, kiedy loczek zataranował mi drogę. Oboje spojrzeliśmy na niego zdziwieni, tyle, że Jack niemalże się ślinił. Ok, może nasza znajomość będzie nieco dziwna.
-Czego?- spojrzałam na niego spod uniesiony brwi.
-Wracasz ze mną.- mruknął pod nosem w ogóle nie zwracając uwagi na chłopaka i łapiąc mnie za rękę pociągnął w swoją stronę.
-Do jutraa!- krzyknęłam do przyjaciela i pomachałam do niego wolną rękę w akcie desperacji,  a on tylko uniósł brew w sposób w jaki robią to TYLKO geje. Nie zadając zbędnych pytań wsiadłam do auta i jak już wyjechał loczek z parkingu spojrzałam na niego.
-Gdzie mnie uprowadzasz?- spytałam z nutką żartu w głosie.
-Do mnie. Mam wolny dom.- powiedział szczerząc się jak dzieciak do lizaka.
-A wiesz co ja mam?- spytałam kładąc rękę blisko jego krocza, przez co mocniej złapał kierownicę.
-Okres.- szepnęłam mu prosto do ucha.
-Kurwa.- warknął pod nosem i zawrócił uliczkę dalej. No przecież.
-Pokrzyżowałam ci plany? Ojej.- powiedziałam zirytowana jego poczynaniem. Nie no, nie mam czym.. przecież to seks i tyle, ale myślałam, że nie będzie tak perfidny.
-Spoko, znajdę inną chętną.- uśmiechnął się do mnie wcale nie czując ironii. Serio myśli, że przejmuję się jego kutasem?! Czekałam aż dojedziemy do mojego domu w drodze rozmyślając o tym czy zadzwonić do Filipa... czy wyjdę na desperatkę? Loczek zaparkował na podjeździe i czekał aż wysiądę. Nie musiał długo, bo od razu otworzyłam drzwi.
-Jak cię proszę uważaj, żebyś się czymś nie zaraził, bo będzie koniec naszej znajomości, wenerze.-powiedział sztucznie się uśmiechając i wysiadłam trzaskając drzwiami. Popatrzył na mnie zdziwiony, ale ja tylko weszłam do domu. Nie witając się z rodzicielką, która pewnie była u siebie w biurze od razu poszłam na górę. Piątek, piąteczek, piątunio. Rzuciłam się na łóżko, ale niemal sekundę potem usłyszałam wibracje (tak da się) w plecaku i szybko wyjęłam telefon. I KTO TU JEST ZDESPEROWANY?!
-Cześć, Filip.- odebrałam będąc dumna z tego, że nie byłam pierwsza.
-Hej, księżniczko. Mogę cię porwać dziś na imprezę?- usłyszałam po drugiej stronie i uśmiechnęłam się pod nosem.
-Możesz.- odpowiedziałam ciesząc się, że się gdzieś wyrwę.
-To będę o 20 po ciebie. Idziemy na domówkę do znajomego, poznasz więcej ludzi i w ogóle.- powiedział na luzie.
-Ok, do zobaczenia.- zakończyłam szybko rozmowę i od razu pobiegłam na dół do gabinetu.
-Mamo, wychodzę dziś!- krzyczałam już z salonu i niemal na nią wpadłam.
-Co? Jak? Gdzie?- spytała zdziwiona, bo tak właściwie to wcześniej byłam grzeczna. Na prawdę.. przed zerwaniem z tamtym kurwikiem byłam święta.
-Harry mnie zaprosił do kolegi. O 20 będzie po mnie znajomy, wiesz, ma po drodze.- wzruszyłam ramionami. Tak, ona wie, że i jak mi zabroni to i tak w końcu pojadę, więc po prostu jej mówię prawdę. No, prawie. No ok, troszke zmodyfikowałam prawdę, ale to nic wielkiego.
-Lubicie się z Harrym.- stwierdziła fakt, a ja nie miałam zamiaru informować jak bardzo się lubimy.
-No dobrze. Weź klucze.- powiedziała jeszcze i ucałowała mnie w czoło po czym ponownie znikła za drewnianą powłoką, a ja poszłam wziąć prysznic. Miałam sporo czasu, ale wolałam ogarnąć się wcześniej, bo znając życie i tak będę spóźniona. Kiedy już byłam po kąpieli postanowiłam w końcu coś zjeść, w końcu ile można wytrzymać bez obiadu? Skierowałam się natychmiastowo do kuchni i nie majac złudzeń, że będzie coś ugotowane od razu wzięłam mrożoną pizzę i wsadziłam do piekarnika. Jak byłam szczęśliwa i najedzona.. wróć. Szczęśliwa, bo najedzona stwierdziłam, że może czas najwyższy zacząć szukać czegoś sensownego do ubrania.

piątek, 11 maja 2018

#My_Styles 8

Najgorsza randka ever? Nieee.. wybijcie sobie to z głowy. To była totalna masakra. A czemu? Bo Styles to spieprzył. Mój anioł i Bóg seksu po prosu stwierdził, że nie będzie się pakował między mnie a Harry'ego, skoro jesteśmy ze sobą tak blisko. Ogarniacie?! Przecież ja mu obetnę jaja.. albo nie. Kutasa. Siedzę na siedzeniu pasażera i patrzę jak Filip tankuje samochód, a aktualnie to wchodzi na stację i będzie płacił. Postanowiłam wykorzystać tą chwilę na ogarnięcie się. Spojrzałam na lusterko i poprawiłam włosy. Koniec nieśmiałej [T.I.]. W końcu jak często interesuje się mną TAKI facet? Nigdy. Spoko, pewnie palnę jakąś głupotę i na tym się skończy, ale wina będzie Styles'a w dalszym ciągu.
-Przepraszam za Harry'ego.- usłyszałam z boku i OKEJ nie spodziewałam się tego, więc po prostu milczałam patrząc na niego jak na ostatniego idiotę. Zapiął pasy i odpalił.
-Chciałaś się ze mną spotkać, a ja zachowałem się jak idiota i zacząłem odwalać te bzdety z nie wtrącaniem się. Nie powinienem. Skoro uważasz, że nic między wami nie ma, to powinienem odpuścić i ci uwierzyć,a nie się domyślać.- zachichotał nerwowo. Jak on może być tak idealny? Nic nie mówiłam karcąc się w duchu za to, że okłamałam go w sposób perfidny, a i tak on wyszedł na winnego. Czułam, że spogląda na mnie co chwilę do samego kresu naszej podróży, czyli aż do mojego domu.
-Zjebałem sprawę?- spytał jak już zaparkował i nerwowo poprawił włosy wychodząc. Miałam zrobić to samo kiedy przede mną się otworzyły drzwi. Uśmiechnęłam się do bruneta i łapiąc jego rękę wysiadłam. Nie puszczając jej zaprowadził mnie pod samiuteńkie drzwi, co było na prawdę urocze.
-Za dużo myślisz.- powiedziałam, kiedy już stałam naprzeciwko niego.
-To znaczy?- zmarszczył brwi przez co wyglądał jak dzieciak, tyle, że w seksownej wersji. Nie. Nie jestem pedofilem. Zrobiłam krok do przodu i dałam mu buziaka w policzek.
-To znaczy, że nie zjebałeś.- parsknęłam, a on wyszczerzył się i nie odrywał ode mnie wzroku.
-Powtórzymy to kiedyś?- spytał już pewnie, a ja tylko skinęłam głową.
-No to dobranoc.- powiedziałam znajdując klucze w torebce.
-Do zobaczenia, księżniczko.- odparł i wrócił pod samochód. Patrzył na mnie z tej odległości dopóki nie weszłam do środka. Wtedy wsiadł i odjechał. Może jednak nie zabiję loczka. Może jeszcze chwilę pożyje, niech zna moją łaskę. Tamtego wieczoru jak tylko się położyłam to od razu zasnęłam. Pewnie nie będzie dziwne jak powiem, że miałam cudowny sen z księciem w czerwonym mustangu.
Ale wszystko co dobre się kończy, tak więc zostałam obudzona przez budzik, który tak właściwie nie pamiętam, żebym nastawiała. No ale czasem pomyłki są dobre. Spojrzałam na godzinę na wyświetlaczu i stwierdziłam, że pora wstać.. w końcu muszę jeszcze wziąć prysznic, bo wczoraj mi się nie chciało.Życie. Zwlekłam się (dosłownie) z łóżka a następnie podniosłam z podłogi. Zdecydowanie tak jest łatwiej, szybciej się budzę. Tym razem szybki prysznic, a nie godzinna kąpiel. Jak już stanęłam przed szafą z ociekającymi wodą włosami miałam 20 minut, czyli całkiem normalnie. Wzięłam białe dopasowane jeansy z dziurami i kremowy z wykończeniem koronkowym. Białe conversy, które właściwie już nie były do końca białe, ale HALO przecież nie będę ich prała.
-Kochanie, Harry czeka na ciebie!- usłyszałam krzyk z dołu. Tak, moja mama pracuje w domu.
-Niech czeka dalej!- odkrzyknęłam niezbyt miło, ale nie byłam gotowa. Wyjęłam suszarkę i mniej więcej (bardziej mniej) podsuszyłam włosy. Maskara i gotowa. Na nic więcej nie mam czasu, bo ta spierdolina umysłowa zaczęła wygrywać melodie na klaksonie. Przecież jeszcze jest czas, o chuj mu chodzi? W locie wzięłam jeansową kurtkę i plecaczek i wyszłam BEZ KAWY.  A to wszystko przez niego. To nie tak, że jestem uzależniona od kawy... no dobra, tak jest, ALE nie przekraczam (staram się nie przekraczać) trzech dziennie, a to spory postęp. Wyszłam na pełnym wkurwiu i wpadłam do tego cholernego samochodu.
-Czy ty kurwa masz jakieś niedojebanie?!- krzyknęłam i zobaczyłam jak zdziwiony patrzy na mnie.
-Masz rację, nie odpowiadaj.. to było pytanie retoryczne.- burknęłam pod nosem, a on pokręcił głową z głupim cwaniackim uśmiechem na ustach.  Czy wy też macie takie zapędy kryminalistyczne, że siedzicie i macie ochotę komuś coś zrobić? Wiecie taką ochotę, że ciężko wam się powstrzymać.. ja mam zawsze, kiedy go widzę.
-Wstałaś lewą nogą czy masz okres?- spytał kąśliwie, a ja przewróciłam oczami.
-Poważnie? Jak mnie wkurwisz to znaczy, że mam okres? Brawo.- odpowiedziałam nie mając ochoty dłużej na niego patrzeć.
-Wstąpimy na śniadanie do starbucksa, co ty na to?- spytał próbując chyba być miły.
-Chcę kawę.- mruknęłam pod nosem, a on nie powiedział już nic, tylko prowadził w milczeniu, a mi to wcale nie przeszkadzało. Zajechał do kawiarni, która była najbliżej naszej szkoły i wyszedł. Wyszłam też wiedząc, że nie mam na co czekać, bo gentelmanem to on nie jest.
-Weź mi mrożoną caramel macchiato, ja idę do łazienki.- rzuciłam w jego stronę, kiedy już byliśmy w środku. Tak, musiałam siku, bo rano nie zdążyłam. Weszłam do kabiny ściągnęłam spodnie i... dostałam okresu. Otworzyłam plecak wiedząc, że zawsze mam tam podpaski, bo przecież nigdy nie wiadomo kiedy się przydadzą.Przeszukałam jedną, drugą trzecią kieszonkę i nic. Oczywiście. Zostały w torebce. Fuck. Stałam tak nie widząc co zrobić. Harry. Wiem, że to jest krępujące, ale nie bardzo miałam wyjście. Wyjęłam telefon i znalazłam numer. Wcisnęłam zieloną słuchawkę i już dzwoniłam.
*Oczami Harry'ego*

-Co mam kupić?!- uniosłem nieco głos stojąc w kolejce przez co wszyscy na mnie spojrzeli potępiającym wzrokiem. Wyszedłem ze starbucks'a nadal rozmawiając. Ona mi każe kupić podpaski. Nigdy nie robiłem niczego bardziej żenującego w moim życiu.
-Oj no nie przesadzaj.. gumki kupujesz na lajcie!- zdenerwowała się niebieskowłosa.
-Bo jestem facetem.- warknąłem do telefonu i się rozłączyłem. Wpadłem do pierwszego sklepu jaki widziałem. Znalazłem odpowiednią alejkę i już stałem przed podpaskami, tamponami i innymi tego typu pierdołami. Skąd miałem wiedzieć które wziąć? Zacznijmy od zielonych. Wziąłem jedne zielone, fioletowe i niebieskie. No i dwie różne paczuszki z firmy always..reklamują je, więc muszą być dobre. Na zakończenie wziąłem dwie paczki tamponów różnej firmy. Zabiję ją. Tak oto stałem ja - MĘŻCZYZNA - z rękami wypełnionymi podpaskami i tamponami. Oczywiści, że kasjerka była młoda i pociągająca. Jakby inaczej. Przewróciłem oczami już wiedząc jak bardzo żałośnie wyglądam. Moja kolej. Wzrok kasjerki zjechał mnie z góry na dół. 
-Dla siostry.- mruknąłem pod nosem podchodząc sceptycznie do tego. 
-Podziwiam. Mój brat nigdy by tego nie zrobił dla mnie.- uśmiechnęła się pogodnie.. no jasne, przecież to świetny patent idioto.
-Ja dla swojej chyba by wszystko zrobił.. z resztą i tak współczuję kobietom okresu, a to jedyne co mogę dla niej zrobić, wiec to robię.- powiedziałem i wiedziałem, że wyjdę zadowolony z numerem kasjerki i jak pomyślałem tak było. Może jakoś wybaczę tej ofierze kupno podpasek. Najszybciej jak umiałem dostałem się do damskiej toalety.
-Ofiaro, gdzie jesteś?- spytałem z nutką ironii w głosie. Nie krępowałem się, bo i tak czasem bywałem w damskich łazienkach.. nic nowego.
-Tu!- usłyszałem krzyk i zobaczyłem dłoń wystającej nad jedną z kabin. Przerzuciłem jej towar.
-Kupię nam kawy, bo śniadanie nie zdążymy zjeść.- powiedziałem zadowolony z siebie wychodząc.
*Twoimi oczami*
 Założyłam podpaskę i na szczęście nie poplamiłam sobie niczego. To urocze, że kupił ich tak wiele, aczkolwiek mi wystarczyłaby tylko jedna. Wyszłam z łazienki i się rozglądnęłam za nim. Ani śladu loczka. Wyszłam więc i na szczęście stał przy samochodzie z dwoma kawami. Podeszłam do niego i zamiast wziąć od niego kawę wpiłam się mocno w jego usta. Nie czekałam długo na odpowiedź z jego strony, mimo, że go zaskoczyłam. Obie ręce miał zajęte, ale i tak objął mnie ramionami.
-A to za co?- spytał uśmiechnięty od ucha do ucha. 
-Za podpaski- zachichotałam i wzięłam od niego kawę- chodź, bo się spóźnimy, supermanie.- parsknęłam wsiadając do auta.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Trochę późno, ALE zrobię maraton.
Będzie polegał na tym, ze codziennie do niedzieli (włącznie)
będę wstawiał przynajmniej jedną część i myślę, że po niedzieli zacznę nowy imagin,
bo chyba wiem jak skończę ten.
Mam nadzieję, że jeszcze tu jesteście i się gniewacie ♥

Wasza Maleńka ♥