One Direction i My.. - imaginy

wtorek, 15 maja 2018

#My_Styles 11

Tak, wiedziałam, że Syles'a zalewa krew, ale nie potrafiłam się powstrzymać, żeby nie spojrzeć na niego. Jego wzrok był przeszywający, ale szybko obrócił koleżankę tak, że teraz jej dupa, niemalże dotykała jego krocza. Owszem, zrobił to specjalnie i wiedziałam o tym. Nachylił się nad blondynką niewiele niższą od niego i wyszeptał jej coś do ucha na co ona zarechotała głośno, ale z wdziękiem i złapała dłonie loczka układając je na biodrach, a sama wplątała swoje długie tipsy w jego loki. Momentalnie odwróciłam się w stronę Filipa, kiedy mój i Harry'ego wzrok się skrzyżował.. oczywiście, że miał na twarzy ten irytujący, cwaniacki uśmieszek. On może, więc ja tym bardziej. Popatrzyłam w jasne niebieskie oczy bruneta,  na prawdę były wyjątkowe.. bo kiedy widziałyście faceta z niemalże czarnymi włosami i oczami jak lód? Ja nigdy. Przygryzł wargę i jego dłonie zjechały nieco niżej tak, że teraz były na mojej pupie. Cały czas szukał jakiejkolwiek oznaki sprzeciwu, ale ich nie było. Na prawdę mi się spodobał. Uśmiechnął się i przyciągnął mnie jeszcze bliżej.
-Chcę cię pocałować.- wyszeptał już prawie w moje usta, ale jeszcze tego nie zrobił. Ze wszystkim czekał na moją zgodę. To na prawdę świetne.. widać, że ma ogromny szacunek do kobiet.
-Zrób to.- odpowiedziałam równie cicho i jak nasze usta scaliły się w jedną całość poczułam jak gdyby cały świat zniknął.. wszystko dookoła, razem z wszystkimi złymi ludźmi i problemami. Pocałunek był leniwy i delikatny. Jak już się odrywał ode mnie jego kciuk gładził mój policzek. Zapomniałam o sytuacji, która przed chwilą się wydarzyła między mną a loczkiem. Teraz myślałam tylko o Filipie.
-Może pojedźmy w nieco cichsze miejsce, co ty na to?- powiedział mi do ucha, a ja skinęłam pokazując, że się zgadzam. Złapał mnie za dłoń i odwróciliśmy się w stronę wyjścia. Styles niemal od razu złapał mój wzrok.. w jego nie było nic. Dosłownie nic, wielka pustka, nawet ogników złośliwości. To dziwne, kiedy jest poważny. Nie patrzył nawet na laskę, która już niemal go gwałciła. Postanowiłam się tym nie przejmować. On przerucha tą z utlenionym mózgiem, a ja spędzę miło czas. Filip jest na prawdę miły.
Gdzie mnie zabierasz?- spytałam, kiedy niebieskooki otwierał mi drzwi.
-Może zjemy coś? Niestety o tej porze to tylko McDonald.- parsknął, a ja się uśmiechnęłam.
-Po imprezach tylko do Maca!- krzyknęłam, kiedy on też już był w środku. Zaśmiał się i wyjechał, a ja w tym czasie włączyłam radio i głośno śpiewała 'IDGAF', tak zdecydowanie alkohol dodaje mi odwagi.
-Mogłaś mi to powiedzieć bardziej subtelnie.- zachichotał Filip, a ja pokręciłam głową, bo właściwie to tak.. śpiewałam o tym, że się nie będę pieprzyła. Chłopak zajechał na parking 'restauracji' dosłownie, kiedy piosenka się skończyła co mnie rozbawiło jeszcze bardziej. Weszłam we wspaniałym humorze do lokalu i stanęłam z brunetem przy jednym z elektronicznych urządzeń do zamawiania żarełka.
-Co chcesz, kochanie?- spytał, a ja spojrzałam na niego próbując nie wybuchnąć śmiechem.
-Ooo, ale uroczo..- powiedziałam na prawdę ledwo się powstrzymując. To nie tak, że to źle brzmiało w jego ustach, tyle, że ja nigdy nie przepadałam za tym akurat słowem.
-Umm.. lody.- dodałam zdecydowana wybierając liona z polewą karmelową.
-Noo dobrze, to ja wezmę wrapa i colę i nugetsy i frytki. Chyba zgłodniałem.-powiedział patrząc na mnie z krzywą miną. Stanęłam przed nim, a raczej między nim a urządzeniem i złapałam koniuszki jego koszulki.
-Co ty..- zaczął, ale nie zdążył skończyć, bo już uniosłam wysoko do góry koszulkę i spotkałam się ze świetnie wyrzeźbionym ciałem. Zakryłam z powrotem to, co przed chwilą widziałam i tym razem spojrzałam na czerwonego jak burak chłopaka.
-Możesz spokojnie jeść.- powiedziałam się szczerząc jak dziecko.
-A ja też tak mogę?- spytał drocząc się ze mną i leciutko ciągnąc za moją bluzkę.
-Może kiedyś, kto wie jakie zaszczyty Cię spotkają.- parsknęłam i poszłam do stolika zostawiając go przy automacie. Nie musiałam długo na niego i lody (głównie lody) czekać, bo ze względu na późną porę nie było kolejek. Dał mi moje zamówienie, a ja pochłonęłam je zdecydowanie za szybko i zbyt mało seksownie. Chłopak tylko chichotał patrząc jak jem, a później oddał mi swojego wrapa, który również zjadłam bez problemu.
-Pewnie myślisz, że jestem obżartuchem.- speszyłam się i poprawiłam lepiej na siedzeniu pamiętając jak bardzo byłam gruba.
-Nie. Uważam, że to dobrze jak dziewczyna je. Nie trzeba się martwić o rozmaite diety no i to po prostu zdrowe.. rozsądne.- powiedział na jednym wydechu czym wywołał u mnie uśmiech. Dawno się tak dobrze nie bawiłam. A z Harrym? Mózgu nie masz kiedy się włączać?! Jeszcze chwilę siedzieliśmy i rozmawialiśmy tak właściwie o tym skąd się tu wzięłam. Oczywiście nie powiedziałam mu o mojej małej przygodzie na policji i to, że znam Styles'a z dawnych piekieł, które mi fundował. Następnie najnormalniej na świecie mnie odwiózł pod sam dom i całując mnie pożegnał się. Muszę to przystopować, bo jeszcze się zakocham. Pomachałam jeszcze brunetowi tym razem upierając się, że poczekam aż odjedzie. Potem weszłam na taras i zaczęłam otwierać drzwi, kiedy zobaczyłam, że ktoś leży na sofie na tarasie.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Pewnie zauważyłyście, ze pracuję nocami? XD
Imagin będzie dłuższy niż myślałam, bo po prostu nie umiem tak szybko rozwinąć akcji
jak myślałam, że umiem.. przeliczyłam się xd
Ogólnie to zaczęłam pisać kolejny, który będzie dla mnie dość emocjonalny i ważny
Może go tu opublikuje kto wie c:

#Maleńka

poniedziałek, 14 maja 2018

#My_Styles 10

-Ok.. [T.I.] to będzie domówka, więc ubierzesz... co ubierzesz? Przecież nigdy nie byłaś na domówce idiotko.- mówiłam do siebie pod nosem żałując tego, że byłam taką niewinną cnotką. Niemalże od razu wyjęłam telefon  i wybrałam numer do Jack'a.
-Halo?- odebrał po jednym sygnale. On chyba nie ma życia.
-Co ubrać na domówkę?- spytałam bez tracenia czasu, który się intensywnie kurczył.
-Coś seksownego, ale zakrywającego cycki i dupę. Co za dużo to niezdrowo.- odparł bez głębszego namysłu, a ja klepnęłam się otwartą głową w czoło. Jakiej odpowiedzi się mogłam spodziewać?
-Dobra, coś wymyślę, dzięki Jacky.-mruknęłam w odpowiedzi.
-Kogo będziesz ruchać?- spytał bez ogródek, a ja nie byłam przygotowana na tego typu pytania od niego. Poznaliśmy się przecież dziś.
-Jeszcze się zastanawiam.- parsknęłam i tak na prawdę to pewnie bym miała ogromny dylemat, gdyby nie fakt, że mam okres. Pożegnałam się z blondynem i rozłączyłam. Spojrzałam na pełną szafę i rozpoczęłam swój plan. Wywaliłam WSZYSTKIE ciuchy na środek pokoju. Dobre wrażenie jest tego warte. Zaczęłam przerzucać ubrania na dwie kupki. Z których się zrobiło 3. Rzeczy, których na pewno nie ubiorę tam, rzeczy nad którymi si muszę zastanowić i rzeczy nad którymi muszę się zastanowić poważniej. Spojrzałam na zegarek i miałam jeszcze wtedy dwie godziny, czyli to dość sporo czasu.Na końcu postanowiłam ubrać jasne jeansowe nieco porozdzierane i dość krótkie spodenki. Zwykły czarny dopasowany podkoszulek i za pewne zarzucę na to skórzaną kurtkę w tym samym kolorze. Białe forcy i gotowa. Spojrzałam na siebie w lustrze is twierdziłam, że czegoś brakuje.. no oczywiście! Momentalnie założyłam pod spodenki kabaretki i teraz moja stylówka była już skompletowana. Ok.. teraz trudniejsza sprawa, czyli twarz. Postanowiłam tym razem się pobawić nieco cieniami. Albo wyjdzie, albo zmyję i pójdę w zwykłej maskarze. Zrobiłam smokey eyes i muszę przyznać, że jestem z siebie wyjątkowo dumna. Postanowiłam ich nie poprawiać mimo minimalnej nierówności w intensywności czarnego. Wiem z doświadczenia, że jak je teraz ruszę to zjebie się. Takim oto sposobem miała 5 minut to przyjazdu księcia. Stwierdziłam, że nie muszę brać nic więcej prócz telefonu i kluczy. Jak pomyślałam tak zrobiłam wkładając obie rzeczy do kieszeni. Zeszłam na dół mając nadzieję, że nie spotkam rodzicielki, która uparcie pisała jakiś artykuł, a przynajmniej powinna była to robić teraz. Czysto. Usłyszałam silnik samochodu i niemal wyskoczyłam z domu w stronę auta. Może jednak odrobinkę się boję reakcji mamy na to, że się aż tak diametralnie zmieniłam. Jak tylko brunet mnie zobaczył to wyszedł i otworzył mi drzwi nie odrywając ode mnie wzroku.
-Cześć.- powiedział, kiedy już wchodziłam do środka. Uśmiechnęłam się tylko i wsiadłam. Zadowolony zamknął drzwi i okrążył auto siadając na miejscu kierowcy. Odpalając od nowa auto znów spojrzał na mnie.
-Wyglądasz niesamowicie.- powiedział nadal z uśmiechem od ucha do ucha.
-Ty też niczego sobie.- odparłam będąc dumna z mojego wyczynu, kiedy uświadomiłam sobie, że przecież zapomniałam uczesać włosy. Tak więc przejechałam drogą 'incognito' sprawdzając wygląd moich włosów w szybie.
-Too jest jakaś duża impreza, czy raczej mniejsza?- spytałam i stwierdziłam, że jak będzie tylko z 10 osób to trochę za bardzo się odjebałam.
-Będzie cała szkoła.- powiedział i skręcił w kolejną już pod rząd uliczkę.Tak. Nie miałam pojęcia gdzie jestem. Gdyby był psychopatą konsekwentnie by mógł mnie pokroić i zakopać. Ale osobiście jego postać kojarzy mi się raczej z potulnym aniołkiem. Skręcił jeszcze raz i zobaczyłam ociekający ludźmi sporych rozmiarów dom. Chyba jesteśmy na miejscu - pomyślałam i dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że już chwilę słychać muzykę mimo zasuniętych szyb.
-Mam nadzieję, że lubisz tego typu imprezy?- spytał i popatrzył na mnie wyczekując odpowiedzi, która tak na prawdę mogła być jedna - czyli to, co chciał usłyszeć.
-Jasne, bywają świetne.- powiedziałam próbując przekonać do tego samą siebie. Chłopak wysiadł i otworzył mi drzwi po czym pomógł mi też wysiąść. Od razu skierowaliśmy się do źródła rozpusty i anarchii, czyli do środka posesji. Oczywiście to wszystko wyglądało jak w jednym z wielu amerykańskich filmów, tyle, że bez czerwonych kubeczków.. kubeczki były przeźroczyste i przypuszczam tylko dlatego, ze są najtańsze. Ludzie siedzący na kanapach, ludzie stojący i rozmawiający, ludzie którzy jedzą nawzajem swoje twarze i ci, którzy uprawiają ruchy erotyczne potocznie nazywane tańcem. Oczywiście jest też garstka, która oddaje naturze to, co się nie przyjęło. Ogólnie rzecz biorąc zdecydowanie kocham domówki, bo przecież to takie fajne.
-Napijesz się czegoś?- spytał Filip łapiąc mnie w talii od tyłu i nachylając się nad moim uchem.
-A co polecasz?- spytałam z uśmiechem wywołanym jego jedwabnym głosem i bliskością.
-Alkohol.- zachichotał, a ja do niego dołączyłam- zrobię ci drinka. Idziesz czy czekasz?- spytał, kiedy jak zobaczyłam ludzi przez których prawdopodobnie bym musiała się przeciskać.
-Poczekam u na Ciebie.- mruknęłam odwracając się do niego przodem.
-Tylko nigdzie mi nie uciekaj.- powiedział i ruszył torując sobie drogę, jak się domyślam, do kuchni. Rozejrzałam się wokół i zbliżyłam do ściany nie chcąc torować ruchu pijanym ludziom.
-[T.I.]?- usłyszałam znajomy głos i spojrzałam w tamtą stronę. No tak! Przecież zawsze musi wszystko zjebać!
-Co tu robisz?- spytałam kompletnie załamana patrząc na jego mocno przekrwione oczy. Nie dość, że tu jest, to jeszcze mocno zajarał.
-Jak to co?- spytał jak gdyby to było oczywiste, ale.. no dobra jest oczywiste. Nim zdążyłam jakkolwiek zareagować jego twarz była milimetry od mojej, a ciężar jego ciała przygniatał mnie bardziej do ściany. To ta głośna muzyka mnie ogłupia.
-Ale bym się z tobą teraz pieprzył.. wiesz, te kabaretki strasznie mnie nakręcają.- wymruczał do mojego ucha, a mój oddech znacznie przyspieszył kiedy jego dłoń dotknęła mojego uda.
-Jestem tu z Filipem.- powiedziałam na jednym wydechu i odepchnęłam go co było nie lada wyczynem mimo, że nie był do końca stabilny. Był zdecydowanie zdziwiony, ale widziałam jak jego wyraz twarzy się zmienia w raczej chamski.
-A wie o naszym układzie?- spytał z cwanym uśmieszkiem. Ten kutas serio to powiedział?
-Nikt o nim nie wie i tak ma zostać, jasne?- spytałam pewnie, chociaż w środku była we mnie nutka obawy.
-Aj aj, kapitanie!- krzyknął zabawnie oddając mi coś co jak mniemam miało być salutem na moją cześć, tyle, że nie koniecznie mu to wyszło. Przewróciłam oczami i wszczęłam poszukiwania Filipa. Kiedy już dotarłam do kuchni zauważyłam go stojącego i rozmawiającego z jakimiś chłopakami, który byli chyba w podobnym wieku do nas. Podeszłam pewnie.
-Myślałam, że gdzieś zniknąłeś.- powiedziałam, kiedy już mnie zauważył.
-Bałaś się, że ci ucieknie?- spytał któryś z jego znajomych, a ja go zjechałam wzrokiem z góry na dół.
-Raczej bardziej się obawiałam o drink'a, który mi obiecał.- powiedziałam żartując i spoglądając od razu na bruneta, żeby go w jakiś sposób nie zdenerwować, ale on tylko zachichotał.
-Proszę, księżniczko.- powiedział i pocałował mnie w policzek Aha, czyli bawimy się w szpan przy kolegach.. dojrzale.
-To są znajomi rok starsi, studiują w Brown. Liam, Zayn i Dylan.- powiedział po czym przestawił też mnie jako przyjaciółkę. Kiedy tak awansowałam? Znam go niecały tydzień. Z resztą, kogo to obchodzi? Wypiłam w bardzo szybkim tempie pierwszego drink'a gadając o pierdołach z nimi i poprosiłam Filipa o kolejnego.
-Skąd pomysł na tak oryginalny kolor włosów?- spytał Zayn przysuwając się bliżej przez 'głośną muzykę', żebym 'lepiej go słyszała'.
-Statystyki mówią, że większość psychopatek miało choć raz w swoim wyglądzie coś wyróżniającego.. postanowiłam nie walczyć z nauką.- wzruszyłam ramionami, a on zaczął się śmiać, na co uniosłam brwi do góry pokazując moją dezaprobatę.
-Proszę bardzo.- usłyszałam, po czym przede mną pojawiła się dłoń z drinkiem. W nawet szybszym tempie niż wcześniej wypiłam go, żeby skrócić czas przebywania przy tych troglodytach, którzy określają swoją pozycję społeczną tylko i wyłącznie przynależeniem do społeczności studentów.. właściwie jakoś intensywnie mi to nie imponuje.
-Zatańczymy?- spytałam ciskając kubek na szafkę.. i tak jest bałagan.
-Jeśli tylko chcesz.- odparł Filip i podoba mi się to, że nie woli zostać z 'kolegami'. Złapałam jego dłoń i pognałam do salonu, gdzie rozgrywała się główna impreza i można było w miarę swobodnie (obijając się o innych) tańczyć.  Tylko dotarliśmy i poczułam silne dłonie na mojej talii, a później obróciłam się w stronę księcia. Splotłam dłonie za jego karkiem i zaczęłam się ruszać w wyznaczonym przez muzykę rytmie, a on starał się nadążyć. Niewiele czasu minęło, kiedy ktoś w nas uderzył. Od razu spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam loczka z jakąś tlenioną blondyną. No dobra. Ładna była suka.
-O! [T.I.]! Nie spodziewałem się tutaj ciebie! Poznaj moją bliską przyjaciółkę, Alicję.- powiedział intensywnie ignorując mojego partnera w tańcu. Skinęłam tylko głową i postanowiłam równie intensywnie ignorować tego półmózgowca. Chcąc nie chcąc od czasu do czasu widziałam jak taniec Styles'a z dziewczyną staje się bardziej erotycznym przedstawieniem niż po prostu tańcem. Widziałam też jego prowokujący wzrok.
-Twój kolega tańczy jak prawiczek.. wolisz niedoświadczonych? -spytał z kpiną na tyle cicho, żebym ja usłyszała, ale to, czy Filip słyszał nie wiem. Mam nadzieję, że nie. Postanowiłam pokazać to, że on po prostu nie chce się narzucać. Zbliżyłam swoje ciało bliżej jego tak, ze teraz się ocierały do siebie. Tak, niemal od razu zareagował i się uśmiechnął.
-Też wolę być bliżej ciebie.- powiedział blisko mojego ucha, a ja uśmiechnęłam się, kiedy jego dłonie zsunęły się na moje biodra poruszając się wraz z nimi. Tak, wiedziałam, że Styles'a zalewa krew.




sobota, 12 maja 2018

#My_Styles 9

-A to za co?- spytał uśmiechnięty od ucha do ucha. 
-Za podpaski- zachichotałam i wzięłam od niego kawę- chodź, bo się spóźnimy, supermanie.- parsknęłam wsiadając do auta.  
 Do szkoły dotarliśmy bez większych komplikacji co mnie niezmiernie ucieszyło. Nawet zdążyłam na pierwszą lekcję i się nie spóźniłam. Z matematyki nie było żadnego testu, a Styles wszystko zmyślił na potrzebę sytuacji. Ja tam się ucieszyłam, bo przecież nic nie ogarnęłam na dziś. Jedna rzez mnie minimalnie niepokoiła, a mianowicie to, że nigdzie nie widziałam Filipa. Ani na korytarzu, ani na biologii na którą też chodziliśmy razem. Wczoraj się świetnie czuł. Za pewnie przesadzam, ale tak właściwie to jechałam do tego więzienia z myślą, że może się zobaczymy. Trudno. To, że nie miałam z kim siedzieć, bo Harry też gdzieś zniknął przesądziło o tym, że poznałam Jakson'a. Jest wysoki, seksowny i jest gejem. Inaczej - idealny przyjaciel kobiety. To może trochę dziwne i prawie jak w jakimś filmie, ale od razu się dogadaliśmy bez tych wszystkich zbędnych pierdół w nowych znajomościach. Wiedziałam, że to mój człowiek. Wykluczony ze społeczeństwa tak jak ja. Właśnie wychodziłam z blondynem ze szkoły, kiedy loczek zataranował mi drogę. Oboje spojrzeliśmy na niego zdziwieni, tyle, że Jack niemalże się ślinił. Ok, może nasza znajomość będzie nieco dziwna.
-Czego?- spojrzałam na niego spod uniesiony brwi.
-Wracasz ze mną.- mruknął pod nosem w ogóle nie zwracając uwagi na chłopaka i łapiąc mnie za rękę pociągnął w swoją stronę.
-Do jutraa!- krzyknęłam do przyjaciela i pomachałam do niego wolną rękę w akcie desperacji,  a on tylko uniósł brew w sposób w jaki robią to TYLKO geje. Nie zadając zbędnych pytań wsiadłam do auta i jak już wyjechał loczek z parkingu spojrzałam na niego.
-Gdzie mnie uprowadzasz?- spytałam z nutką żartu w głosie.
-Do mnie. Mam wolny dom.- powiedział szczerząc się jak dzieciak do lizaka.
-A wiesz co ja mam?- spytałam kładąc rękę blisko jego krocza, przez co mocniej złapał kierownicę.
-Okres.- szepnęłam mu prosto do ucha.
-Kurwa.- warknął pod nosem i zawrócił uliczkę dalej. No przecież.
-Pokrzyżowałam ci plany? Ojej.- powiedziałam zirytowana jego poczynaniem. Nie no, nie mam czym.. przecież to seks i tyle, ale myślałam, że nie będzie tak perfidny.
-Spoko, znajdę inną chętną.- uśmiechnął się do mnie wcale nie czując ironii. Serio myśli, że przejmuję się jego kutasem?! Czekałam aż dojedziemy do mojego domu w drodze rozmyślając o tym czy zadzwonić do Filipa... czy wyjdę na desperatkę? Loczek zaparkował na podjeździe i czekał aż wysiądę. Nie musiał długo, bo od razu otworzyłam drzwi.
-Jak cię proszę uważaj, żebyś się czymś nie zaraził, bo będzie koniec naszej znajomości, wenerze.-powiedział sztucznie się uśmiechając i wysiadłam trzaskając drzwiami. Popatrzył na mnie zdziwiony, ale ja tylko weszłam do domu. Nie witając się z rodzicielką, która pewnie była u siebie w biurze od razu poszłam na górę. Piątek, piąteczek, piątunio. Rzuciłam się na łóżko, ale niemal sekundę potem usłyszałam wibracje (tak da się) w plecaku i szybko wyjęłam telefon. I KTO TU JEST ZDESPEROWANY?!
-Cześć, Filip.- odebrałam będąc dumna z tego, że nie byłam pierwsza.
-Hej, księżniczko. Mogę cię porwać dziś na imprezę?- usłyszałam po drugiej stronie i uśmiechnęłam się pod nosem.
-Możesz.- odpowiedziałam ciesząc się, że się gdzieś wyrwę.
-To będę o 20 po ciebie. Idziemy na domówkę do znajomego, poznasz więcej ludzi i w ogóle.- powiedział na luzie.
-Ok, do zobaczenia.- zakończyłam szybko rozmowę i od razu pobiegłam na dół do gabinetu.
-Mamo, wychodzę dziś!- krzyczałam już z salonu i niemal na nią wpadłam.
-Co? Jak? Gdzie?- spytała zdziwiona, bo tak właściwie to wcześniej byłam grzeczna. Na prawdę.. przed zerwaniem z tamtym kurwikiem byłam święta.
-Harry mnie zaprosił do kolegi. O 20 będzie po mnie znajomy, wiesz, ma po drodze.- wzruszyłam ramionami. Tak, ona wie, że i jak mi zabroni to i tak w końcu pojadę, więc po prostu jej mówię prawdę. No, prawie. No ok, troszke zmodyfikowałam prawdę, ale to nic wielkiego.
-Lubicie się z Harrym.- stwierdziła fakt, a ja nie miałam zamiaru informować jak bardzo się lubimy.
-No dobrze. Weź klucze.- powiedziała jeszcze i ucałowała mnie w czoło po czym ponownie znikła za drewnianą powłoką, a ja poszłam wziąć prysznic. Miałam sporo czasu, ale wolałam ogarnąć się wcześniej, bo znając życie i tak będę spóźniona. Kiedy już byłam po kąpieli postanowiłam w końcu coś zjeść, w końcu ile można wytrzymać bez obiadu? Skierowałam się natychmiastowo do kuchni i nie majac złudzeń, że będzie coś ugotowane od razu wzięłam mrożoną pizzę i wsadziłam do piekarnika. Jak byłam szczęśliwa i najedzona.. wróć. Szczęśliwa, bo najedzona stwierdziłam, że może czas najwyższy zacząć szukać czegoś sensownego do ubrania.

piątek, 11 maja 2018

#My_Styles 8

Najgorsza randka ever? Nieee.. wybijcie sobie to z głowy. To była totalna masakra. A czemu? Bo Styles to spieprzył. Mój anioł i Bóg seksu po prosu stwierdził, że nie będzie się pakował między mnie a Harry'ego, skoro jesteśmy ze sobą tak blisko. Ogarniacie?! Przecież ja mu obetnę jaja.. albo nie. Kutasa. Siedzę na siedzeniu pasażera i patrzę jak Filip tankuje samochód, a aktualnie to wchodzi na stację i będzie płacił. Postanowiłam wykorzystać tą chwilę na ogarnięcie się. Spojrzałam na lusterko i poprawiłam włosy. Koniec nieśmiałej [T.I.]. W końcu jak często interesuje się mną TAKI facet? Nigdy. Spoko, pewnie palnę jakąś głupotę i na tym się skończy, ale wina będzie Styles'a w dalszym ciągu.
-Przepraszam za Harry'ego.- usłyszałam z boku i OKEJ nie spodziewałam się tego, więc po prostu milczałam patrząc na niego jak na ostatniego idiotę. Zapiął pasy i odpalił.
-Chciałaś się ze mną spotkać, a ja zachowałem się jak idiota i zacząłem odwalać te bzdety z nie wtrącaniem się. Nie powinienem. Skoro uważasz, że nic między wami nie ma, to powinienem odpuścić i ci uwierzyć,a nie się domyślać.- zachichotał nerwowo. Jak on może być tak idealny? Nic nie mówiłam karcąc się w duchu za to, że okłamałam go w sposób perfidny, a i tak on wyszedł na winnego. Czułam, że spogląda na mnie co chwilę do samego kresu naszej podróży, czyli aż do mojego domu.
-Zjebałem sprawę?- spytał jak już zaparkował i nerwowo poprawił włosy wychodząc. Miałam zrobić to samo kiedy przede mną się otworzyły drzwi. Uśmiechnęłam się do bruneta i łapiąc jego rękę wysiadłam. Nie puszczając jej zaprowadził mnie pod samiuteńkie drzwi, co było na prawdę urocze.
-Za dużo myślisz.- powiedziałam, kiedy już stałam naprzeciwko niego.
-To znaczy?- zmarszczył brwi przez co wyglądał jak dzieciak, tyle, że w seksownej wersji. Nie. Nie jestem pedofilem. Zrobiłam krok do przodu i dałam mu buziaka w policzek.
-To znaczy, że nie zjebałeś.- parsknęłam, a on wyszczerzył się i nie odrywał ode mnie wzroku.
-Powtórzymy to kiedyś?- spytał już pewnie, a ja tylko skinęłam głową.
-No to dobranoc.- powiedziałam znajdując klucze w torebce.
-Do zobaczenia, księżniczko.- odparł i wrócił pod samochód. Patrzył na mnie z tej odległości dopóki nie weszłam do środka. Wtedy wsiadł i odjechał. Może jednak nie zabiję loczka. Może jeszcze chwilę pożyje, niech zna moją łaskę. Tamtego wieczoru jak tylko się położyłam to od razu zasnęłam. Pewnie nie będzie dziwne jak powiem, że miałam cudowny sen z księciem w czerwonym mustangu.
Ale wszystko co dobre się kończy, tak więc zostałam obudzona przez budzik, który tak właściwie nie pamiętam, żebym nastawiała. No ale czasem pomyłki są dobre. Spojrzałam na godzinę na wyświetlaczu i stwierdziłam, że pora wstać.. w końcu muszę jeszcze wziąć prysznic, bo wczoraj mi się nie chciało.Życie. Zwlekłam się (dosłownie) z łóżka a następnie podniosłam z podłogi. Zdecydowanie tak jest łatwiej, szybciej się budzę. Tym razem szybki prysznic, a nie godzinna kąpiel. Jak już stanęłam przed szafą z ociekającymi wodą włosami miałam 20 minut, czyli całkiem normalnie. Wzięłam białe dopasowane jeansy z dziurami i kremowy z wykończeniem koronkowym. Białe conversy, które właściwie już nie były do końca białe, ale HALO przecież nie będę ich prała.
-Kochanie, Harry czeka na ciebie!- usłyszałam krzyk z dołu. Tak, moja mama pracuje w domu.
-Niech czeka dalej!- odkrzyknęłam niezbyt miło, ale nie byłam gotowa. Wyjęłam suszarkę i mniej więcej (bardziej mniej) podsuszyłam włosy. Maskara i gotowa. Na nic więcej nie mam czasu, bo ta spierdolina umysłowa zaczęła wygrywać melodie na klaksonie. Przecież jeszcze jest czas, o chuj mu chodzi? W locie wzięłam jeansową kurtkę i plecaczek i wyszłam BEZ KAWY.  A to wszystko przez niego. To nie tak, że jestem uzależniona od kawy... no dobra, tak jest, ALE nie przekraczam (staram się nie przekraczać) trzech dziennie, a to spory postęp. Wyszłam na pełnym wkurwiu i wpadłam do tego cholernego samochodu.
-Czy ty kurwa masz jakieś niedojebanie?!- krzyknęłam i zobaczyłam jak zdziwiony patrzy na mnie.
-Masz rację, nie odpowiadaj.. to było pytanie retoryczne.- burknęłam pod nosem, a on pokręcił głową z głupim cwaniackim uśmiechem na ustach.  Czy wy też macie takie zapędy kryminalistyczne, że siedzicie i macie ochotę komuś coś zrobić? Wiecie taką ochotę, że ciężko wam się powstrzymać.. ja mam zawsze, kiedy go widzę.
-Wstałaś lewą nogą czy masz okres?- spytał kąśliwie, a ja przewróciłam oczami.
-Poważnie? Jak mnie wkurwisz to znaczy, że mam okres? Brawo.- odpowiedziałam nie mając ochoty dłużej na niego patrzeć.
-Wstąpimy na śniadanie do starbucksa, co ty na to?- spytał próbując chyba być miły.
-Chcę kawę.- mruknęłam pod nosem, a on nie powiedział już nic, tylko prowadził w milczeniu, a mi to wcale nie przeszkadzało. Zajechał do kawiarni, która była najbliżej naszej szkoły i wyszedł. Wyszłam też wiedząc, że nie mam na co czekać, bo gentelmanem to on nie jest.
-Weź mi mrożoną caramel macchiato, ja idę do łazienki.- rzuciłam w jego stronę, kiedy już byliśmy w środku. Tak, musiałam siku, bo rano nie zdążyłam. Weszłam do kabiny ściągnęłam spodnie i... dostałam okresu. Otworzyłam plecak wiedząc, że zawsze mam tam podpaski, bo przecież nigdy nie wiadomo kiedy się przydadzą.Przeszukałam jedną, drugą trzecią kieszonkę i nic. Oczywiście. Zostały w torebce. Fuck. Stałam tak nie widząc co zrobić. Harry. Wiem, że to jest krępujące, ale nie bardzo miałam wyjście. Wyjęłam telefon i znalazłam numer. Wcisnęłam zieloną słuchawkę i już dzwoniłam.
*Oczami Harry'ego*

-Co mam kupić?!- uniosłem nieco głos stojąc w kolejce przez co wszyscy na mnie spojrzeli potępiającym wzrokiem. Wyszedłem ze starbucks'a nadal rozmawiając. Ona mi każe kupić podpaski. Nigdy nie robiłem niczego bardziej żenującego w moim życiu.
-Oj no nie przesadzaj.. gumki kupujesz na lajcie!- zdenerwowała się niebieskowłosa.
-Bo jestem facetem.- warknąłem do telefonu i się rozłączyłem. Wpadłem do pierwszego sklepu jaki widziałem. Znalazłem odpowiednią alejkę i już stałem przed podpaskami, tamponami i innymi tego typu pierdołami. Skąd miałem wiedzieć które wziąć? Zacznijmy od zielonych. Wziąłem jedne zielone, fioletowe i niebieskie. No i dwie różne paczuszki z firmy always..reklamują je, więc muszą być dobre. Na zakończenie wziąłem dwie paczki tamponów różnej firmy. Zabiję ją. Tak oto stałem ja - MĘŻCZYZNA - z rękami wypełnionymi podpaskami i tamponami. Oczywiści, że kasjerka była młoda i pociągająca. Jakby inaczej. Przewróciłem oczami już wiedząc jak bardzo żałośnie wyglądam. Moja kolej. Wzrok kasjerki zjechał mnie z góry na dół. 
-Dla siostry.- mruknąłem pod nosem podchodząc sceptycznie do tego. 
-Podziwiam. Mój brat nigdy by tego nie zrobił dla mnie.- uśmiechnęła się pogodnie.. no jasne, przecież to świetny patent idioto.
-Ja dla swojej chyba by wszystko zrobił.. z resztą i tak współczuję kobietom okresu, a to jedyne co mogę dla niej zrobić, wiec to robię.- powiedziałem i wiedziałem, że wyjdę zadowolony z numerem kasjerki i jak pomyślałem tak było. Może jakoś wybaczę tej ofierze kupno podpasek. Najszybciej jak umiałem dostałem się do damskiej toalety.
-Ofiaro, gdzie jesteś?- spytałem z nutką ironii w głosie. Nie krępowałem się, bo i tak czasem bywałem w damskich łazienkach.. nic nowego.
-Tu!- usłyszałem krzyk i zobaczyłem dłoń wystającej nad jedną z kabin. Przerzuciłem jej towar.
-Kupię nam kawy, bo śniadanie nie zdążymy zjeść.- powiedziałem zadowolony z siebie wychodząc.
*Twoimi oczami*
 Założyłam podpaskę i na szczęście nie poplamiłam sobie niczego. To urocze, że kupił ich tak wiele, aczkolwiek mi wystarczyłaby tylko jedna. Wyszłam z łazienki i się rozglądnęłam za nim. Ani śladu loczka. Wyszłam więc i na szczęście stał przy samochodzie z dwoma kawami. Podeszłam do niego i zamiast wziąć od niego kawę wpiłam się mocno w jego usta. Nie czekałam długo na odpowiedź z jego strony, mimo, że go zaskoczyłam. Obie ręce miał zajęte, ale i tak objął mnie ramionami.
-A to za co?- spytał uśmiechnięty od ucha do ucha. 
-Za podpaski- zachichotałam i wzięłam od niego kawę- chodź, bo się spóźnimy, supermanie.- parsknęłam wsiadając do auta.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Trochę późno, ALE zrobię maraton.
Będzie polegał na tym, ze codziennie do niedzieli (włącznie)
będę wstawiał przynajmniej jedną część i myślę, że po niedzieli zacznę nowy imagin,
bo chyba wiem jak skończę ten.
Mam nadzieję, że jeszcze tu jesteście i się gniewacie ♥

Wasza Maleńka ♥

niedziela, 29 kwietnia 2018

#My_Styles 7

-Nie dość, że skończony idiota to jeszcze pieprzony szowinista! Co ty sobie w ogóle wyob..!- zaczęłam wrzeszczeć, kiedy zostałam dość brutalnie uciszona. Po prostu przylepi się do mnie. Przylepił i pocałował. Próbowałam się wyrwać kiedy poczułam jego język masujący moje podniebienie, ale niestety.. on trzymał mnie ze wszystkich sił. Postanowiłam to przeczekać. Musnął swoim językiem mój i tak pobudził moją chęć do współpracy.. proszę mnie nie oceniać, bo nie macie pojęcia jak bosko on całuje. Oddałam pocałunek równie brutalnie i czując, że już mnie nie przytrzymuje przy sobie wplątałam w jego lekko kręcące się włosy dłonie. Poczułam jak uśmiecha się przez pocałunek. Tak, wygrał. Złapał za moje pośladki i mnie uniósł, a ja żeby nie spaść oplotłam  nogi wokół jego ciała. Takim sposobem znaleźliśmy się na łóżku. Jego dłonie, z resztą tak samo jak moje były wszędzie. Dosłownie wszędzie.
-Zabawmy się troszkę.. co ty na to?- spytał składając pocałunki na moim brzuchu, a właściwie na coraz niższych jego partiach. Przygryzłam wargę i zacisnęłam oczy. Czy się krępowałam? Jak cholera! Czy tego chciałam? Jeszcze bardziej.. jednak był dopiero drugim chłopakiem, który mnie widzi w takim stanie. Czy my kobiety nie możemy się też czasem pobawić? Możemy. Goodbye racjonalność. Poczułam oddech na swoim policzku.
-Księżniczko, czy mogę ci się odwdzięczyć?- wyszeptał wprost do mojego ucha, a moje ciało zadrżało. Otworzyłam oczy i napotkałam na jego intensywnie zielony wzrok. Skinęłam lekko głową, ale on zdołał to zauważyć i potraktował jako zgodę. Znów był całkiem na dole. Zsunął moją bieliznę, a później poczułam jak jego usta i język pieszczą moją kobiecość. Wiłam się i drżałam pod ich dotykiem. Czułam jego wzrok na sobie, ale uparcie miałam zamknięte oczy.
-H-harry..- wyszeptałam, kiedy czułam, że zaraz coś się wydarzy.
-Dojdź dla mnie.- usłyszałam i później oprócz jego język poczułam też palce w sobie, które poruszały się coraz szybciej. Już jestem na prawdę blisko.. bliżej niż kiedykolwiek.. dacie wiarę, że dopiero teraz wiem, że nigdy nie doznałam prawdziwego orgazmu ze swoim chłopakiem? Przyjemny dreszcz przebiegł wzdłuż mojego kręgosłupa, a ja zajęczałam głośno.. za pewne byłby głośniej, gdyby nie fakt, że Styles zagłuszył mnie pocałunkiem. Pieścił moją kobiecość jeszcze przez chwilę chociaż wiedział, że już doszłam. Ustał dopiero, gdy powoli dreszcze przestawały wstrząsać moim ciałem. Oblizał swoje palce, ostrożnie znów ubrał na mnie moją bieliznę i położył się obok obejmując mnie ramieniem. Tak mały gest pokazał mi, że tak na prawdę moja 'miłość' nie miała do mnie żadnego szacunku.
- Jeszcze nigdy nie było mi tak dobrze..- powiedziałam cichutko bardziej do siebie niż do niego, ale musiał usłyszeć, bo zaczął się szczerzyć jak dziecko, które dostało lizaczka.
- Miło mi to słyszeć.- powiedział dokładnie w momencie, kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Spojrzałam na wyświetlacz.
- Cholera.- warknęłam pod nosem i odebrałam wstając.
- No hej, hej.- powiedziałam słodkim głosem, którego przy Harrym zdecydowanie NIE używałam.
- Wiem, że już powinienem po ciebie być, ale muszę odwieź młodszego brata na trening.. spóźnię się coś koło 30 minut. Wybaczysz mi to?- usłyszałam żartobliwe, lecz jednak pełne napięcia pytanie.
- Zastanowię się nad rekompensatą.- odparłam uśmiechając się pod nosem i spojrzałam na Styles'a, który aktualnie marszczył czoło i wsłuchiwał się w każde słowa, które wypowiadałam.
- Co tylko zechcesz..- usłyszałam głęboki głos i taaaaak! On ze mną zdecydowanie flirtował, a mi się to bardzo podoba.
- Dobrze, to ja będę czekała.. pamiętasz adres?- spytałam na wszelki wypadek.
- Jasne, do zobaczenia.- odparł pogodnie i się rozłączyłam.
- Wybierasz się gdzieś?- spytał mnie loczek, a ja zestresowana otworzyłam szafę. PIERWSZA RANDKA.
- Pomożesz mi. Co ubrać?- spytałam skonsternowana. Miałam tylko 30 minut.. Harry potrafił mnie tak rozproszyć, że kompletnie zapomniałam o spotkaniu.
- Może burke?- powiedział znudzonym głosem, a ja popatrzyłam na niego jak na idiotę.
- Może idź już sobie, hmm?- spytałam nie chcąc, żeby mój anioł go widział.
- Zostanę. Zobaczę co ubierzesz, przecież smutno by mi było, gdyby mnie taki widok ominął.- odparł znów zbliżając się do mnie.
-Stój tam. Nie mam teraz czasu.- spojrzałam na zegarek.. świetnie. Już tylko 20 minut. Patrzyłam skonsternowana na szafę nie wiedząc co ubrać.. za mało czasu!!!
-Wiem.- powiedziałam właściwie bardziej do siebie niż do Styles'a, który obrażony jak dziecko siedział na łóżku patrząc na mnie. Wyjęłam swoją białą plisowaną spódniczkę z wysokim stanem, która właściwie można otwarcie powiedzieć, że nie była wyjątkowo długa. Stanęłam z nią w jednej dłoni, a później stwierdziłam, że ubiorę swój biały koronkowy, ale też cienki sweter, który nie miał dekoltu, ale pewnie czarny stanik pod spodem uwydatni co trzeba. Jeszcze buty. Schyliłam się i wzięłam swoje ulubione czarne sandałki na słupku. Są wygodniejsze od nie jednych szpilek. Złapałam w locie kosmetyczkę i nie pytając Styles'a o zdanie zamknęłam się w łazience. Przebrałam się w ciuchy, szybko jeszcze przejechałam prostownicą po lekko falowanych włosach. Szybko podkład, puder, róż, kreski i oczywiście zwieńczyłam to wszystko czerwoną, niemalże krwistą szminką. Spojrzałam na siebie usatysfakcjonowana. Tak, zdecydowanie mu się spodoba. Wpadłam s powrotem do pokoju i wzięłam małą czarną torebkę, po czym włożyłam do niej szminkę, telefon, klucze i portfel. Kompletnie już zapomniałam o loczku, ale oczywiście zatroszczył się o to, żebym sobie przypomniała. Spojrzałam na zegarek.. jeszcze mam 5 minut. Jak przyjedzie wcześniej to go zabije. Wzięłam czerwony lakier i przejechałam po pazurkach intensywnym kolorem. I tutaj wkroczył do akcji Styles. Stałam oparta rękami o biurko i dmuchając na paznokcie miałam nadzieję, że szybciej wyschną.Poczułam lodowate ręce na swoich udach przez co pisnęłam.
-Weeź odejdź.- zajęczałam wiedząc, że nie mogę go dotknąć, bo zepsuję paznokcie.
-Nie ma takiej opcji kochanie. Skoro idziesz z nim na randkę, to będziesz przynajmniej myślała o mnie.- szepnął wprost do mojego ucha ściskając moje pośladki. Nie odwracała mnie przodem do siebie, ale zaczął składać mokre pocałunki na mojej szyi o chwilę lekko zasysając jej skórę.
-Właściwie to przyda mi się małe rozluźnienie przed spotkaniem..- powiedziałam półszeptem, a on tylko zachichotał.
-Tak też myślałem.- odpowiedział uśmiechając się i zagryzł płatek mojego ucha. Oparłam swoją głowę o jego ramię. Jego dłonie powędrowały pod mój sweterek i delikatnie gładziły na razie materiał mojego stanika. Tak, było mi  bardzo przyjemnie. Z naciskiem na bardzo. Nasze pieszczoty przerwał dzwonek mojego telefonu. Wyjęłam go z torebki spokojnie, bo paznokcie już wyschły i odebrałam.
-Halo?- spytałam, a Styles odsunął się ode mnie o krok i jeździł wzrokiem po całej mojej sylwetce, a ja widziałam jak zwija dłonie w pięści.
-No księżniczko, gotowa? Czekam pod mam nadzieję twoim domem.- powiedział, a ja wyjrzałam przez okno i rzeczywiście stał oparty o czerwony sportowy samochód. WOW.
-Tak, tak już wychodzę.- powiedziałam i się rozłączyłam. Spojrzałam jeszcze w lustro sprawdzając, czy nie Harry nie zostawił żadnych śladów na mojej szyi. CZYSTO.
-To ja wychodzę.- powiedziałam i pomachałam mu.
-To ja też wyjdę.. w końcu wracam do domu.- powiedział, a ja cała się napięłam. To taki miał plan.
-Zostajesz. Nie ma opcji. On nie może cię zobaczyć.- powiedziałam zdesperowana.
-Nie przekonasz mnie KSIĘŻNICZKO.- powiedział ostatnie słowo przedrzeźniając mojego anioła. Przewróciłam oczami i stwierdziłam, że i tak nie wygram.
-Mamo! Wychodzę. Mam kluczę!- krzyknęłam do kuchni i poczekałam aż odkrzyknie, że zrozumiała. Skierowałam się do drzwi i wyszłam. Od razu zauważyłam śnieżnobiały uśmiech Filipa. No, później ten uśmiech zamienił się raczej na grymas połączony ze zdziwieniem, a ja żałowałam, ze wiem czemu. Podeszłam do niego czując, że Styles idzie za mną i dałam mu buziaka w policzek.
-Cześć.- powiedział, a ja na to się uśmiechnęłam tylko, później oczywiście przeniósł wzrok na loczka, który uścisnął jego dłoń.
-Hej.- odparł sztywno Harry, a ich wzrok padł na mnie.
-Harry udziela mi korepetycji z matmy.- powiedziałam wzruszając ramionami, a Filip uśmiechnął się pod nosem.
-Jeśli chcesz mogę ci pomóc.. idę na olimpiadę matematyczną, więc co nieco potrafię.- odparł spokojnie nie odrywając ode mnie wzroku. Usłyszałam chichot Styles'a i już wiedziałam, że coś odpierdoli.
-No to fajnie.- powiedział uśmiechnięty i zauważyłam pierwszy raz jego dołeczki.. są na prawdę urocze. Zaczął podążać w stronę samochodu.
-Skoro ty się zajmiesz matmą, to ja pomogę z [T.I.] z biologią.. w tym na pewno jestem świetny.- zachichotał otwierając drzwi od auta i wchodząc, a ja zrobiłam się cała czerwona jak burak. Zabiję go.
-Miłej zabawy.- powiedział jeszcze przez uchylone okno i odjechał z piskiem opon. Ktoś mówił o jakiejś rywalizacji?
-Jedziemy?- spytałam bruneta czując się niezręcznie.
-Jasne.-odparł sucho i wsiadł do samochodu, a ja usiadłam zestresowana na siedzeniu pasażera i odjechaliśmy.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że dodaję rzadziej części imaginu, 
ale przynajmniej są dłuższe ^^ 
Hope u like it :)

#Maleńka

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

#My_Styles 6

Leżałam na swoim łóżku, a z myśli nie mogłam się pozbyć obrazu pewnego bruneta. Resztę po południa spędziliśmy całkiem spokojnie jedząc pizzę i oglądając beznadziejne komedie francuskie. I pomyśleć, że wytrzymałam z tym kutasem praktycznie calutki dzień. Da się? Da się.
-To zdrowy układ. Na pewno.- powiedziałam sama do siebie próbując dodać sobie pewności, że to, co z nim wypracowaliśmy nie jest i nie będzie złe. W końcu to prosty układ. Co może pójść nie tak? Nic nie może. Z taką właśnie naiwną myślą zatopiłam się w krainie Morfeusza.
 Kolejny dzień zaczęty dzwonieniem tego cholernego budzika.. cudownie. Gdyby nie fakt, że tym budzikiem jest mój telefon, to dawno by nie żył. Wyłączyłam go i powoli się zczołgałam z łóżka. Pierwsze co to kawa. Zeszłam na dół i jak już miałam swój napój życia to podążyła z powrotem na górę i postanowiłam ogarnąć swoją twarz, która dziś już nie była w tak dobrym stanie jak wczoraj. Okres time się zbliża.. juhu. Nałożyłam podkład i róż tuszując to, czego nie chciałam pokazywać światu. Tusz, kreski i już prawie gotowa. Dopiłam ostatni łyk kawy i umyłam zęby, żeby móc założyć jasnobrązową matową pomadkę. Tak, kocham matowe szminki i pomadki. To moja największa miłość. Kiedy już twarz była gotowa rozczesałam włosy i je wyprostowałam, bo  po prostu nie chce mi się ich myć teraz, a tak wyglądają na świeże. Czas się ubrać. Spojrzałam na wnętrze swojej szafy i oczywiście, że nie miałam pojęcia co ubiorę. Może czas na spódniczkę? Właściwie to czemu nie.
Wyjęłam ulubioną jeansową nieco spódnicę, która sięgała mi do połowy uda. Jest z wysokim stanem więc wpuściłam czarny podkoszulek i zarzuciłam krótką skórzaną kurtkę, gdyby było chłodno. Białe conversy i jestem gotowa. Przeglądnęłam się ostatni raz w lustrze i wzięłam torbę po czym zeszłam do salonu.
-Mamo! Wezmę samochód- powiedziałam, kiedy zobaczyłam jak wychodzi z kuchni, a przywitał mnie jej szczery uśmiech.
-Nie ma takiej potrzeby, kochanie. Harry na ciebie już czeka.- no i wszystko jasne czemu jest taka szczęśliwa.
-Uważam, że wyglądacie przeuroczo razem.- powiedziała moja rodzicielka, a ja udałam odruch wymiotny na co wywróciła na mnie oczami. Wyszłam, żeby zobaczyć przystojnego loczka opierającego się o samochód.
-Ja dziś na prawdę muszę iść do szkoły.- powiedziałam wsiadając do auta.
-Spokojnie, księżniczko. Musisz jeszcze troszkę poczekać na mój rewanż.- powiedział, a ja uniosłam jedną brew pokazując, że mnie to nie rusza. Styles tyko zachichotał i ruszył w drogę.
-Muszę ci powiedzieć, że wyglądasz seksownie jak klęczysz przede mną.- powiedział jakby mówił o pogodzie.
-Ty idioto skończony! Miałeś nie patrzeć.- oburzyłam się i dałam mu kuksańca w bok, na co się zaśmiał.
-Uspokój się, ja prowadzę.- powiedział kręcąc głową w dezaprobacie.
-Sam się uspokój.- warknęłam zdenerwowana i zapewne czerwona jak burak.
-Pamiętasz naszą umowę?- spytałam niby wyluzowana, ale zdałam sobie sprawę, że jeżeli ten idiota się nie zmienił to zrobi mi na złość i wszystkim opowie o tym co robiliśmy.
-Słońce, nie przejmuj się, nie zrezygnuję dobrowolnie z bawienia się z tobą.- powiedział łobuzersko się uśmiechając, a ja tylko przewróciłam oczami. Jak on to robi, że kompletnie się nie krępuje mówiąc o tym, że.. no wiecie o co chodzi.
-Czemu po mnie przyjechałeś?- spytałam po prostu ciekawa, kiedy wjeżdżał na szkolny parking.
-Nasi rodzice się tak umówili.- wzruszył ramionami, a ja odetchnęłam głęboko zirytowana.
-Niepotrzebnie się wtrącają.- fuknęłam i otworzyłam drzwi.
-Masz rację.. świetnie sobie poradziliśmy sami.- powiedział jeszcze, a ja zatrzasnęłam drzwi i nie czekając na niego ruszyłam w stronę wejścia. Będzie lepiej jak nie będziemy trzymać się za blisko siebie.. w końcu go nienawidziłam. Podeszłam do szafki i zostawiłam niepotrzebne na razie książki razem z torbą. Wzięłam tylko zeszyt do hiszpańskiego, bo właśnie teraz miałam mieć z boskim Alvaro. Weszłam do sali i usiadłam na poprzednim miejscu. Styles'a jeszcze nie było, więc spokojnie wyłożyłam się na siedzeniu i przymknęłam oczy opierając się o ścianę obok. Zdecydowanie wstawanie rano to nie jest moja mocna strona. Usłyszałam jak ktoś się dosiada i otworzyłam oczy będąc gotowa skarcić Harry'ego i znaleźć mu inne miejsce.
-Cześć, mam nadzieję, że wolne..?- spytał brunet, a ja zrobiłam maślane oczka. Jak można być tak doskonałym?! Ciemnobrązowe włosy opadały mu falując w nieładzie na czoło, ale szybko je poprawił, idealnie obstrzyżone po bokach włosy z góry jednak nieco zapuszczone idealnie do niego pasowały. Karmelowe oczy, które okalały gęste czarne rzęsy. No i idealnie biały uśmiech. Dosłownie jakby anioł zstąpił na ziemię.
-Tu? Noo.. jasne, że tak. Znaczy wolne. Bardzo wolne.- powiedziałam szybko, a później skarciłam się za idiotyzm jak usłyszałam jego chichot. Cholera, muszę się wziąć w garść.
-Jesteś [T.I.], tak? 'Ta nowa'?- nakreślił cudzysłów w powietrzu, a ja skinęłam głową na znak, że tak.
-Mam na imię Filip, miło mi.- powiedział całując moją dłoń, a ja oniemiałam, bo nie wiedziałam, że jeszcze ktokolwiek tak robi. Uśmiechnęłam się nieśmiało i chociaż rzadko nie wiem co powiedzieć to był właśnie jeden z takich przypadków.
-Tu jest zajęte.- usłyszałam zachrypnięty głos Styles'a i spojrzałam ponad ramię Filipa.
-Teraz już tak.- powiedziałam wzruszając ramionami, a on uniósł brwi do góry.
-Dobra, spadaj już nim się zdenerwuję. To moje miejsce.- powiedział nadal spokojnie do boskiego chłopaka i oparł się o ławkę. Niemal można było zobaczyć jak gęstnieje powietrze między nimi. Zauważyłam też, że powoli wzrok innych uczniów spoczywał na nich.
-Odpuść Styles.- odparł na to brunet, a ja wiedziałam, że to nie było dobre posunięcie. Loczek się wyprostował i zacisnął pięści.
-Jak się nie ruszysz, to sam to zrobię.- usłyszałam i pomyślałam, że to już przesada.
-Filip, przesiądź się.- fuknęłam i zobaczyłam zwycięski uśmiech na ustach Styles'a. Brunet popatrzył na mnie zdziwiony, ale wzruszył ramionami.
-Jak wolisz.- powiedział spokojnie i przesiadł się ławkę do przodu. Kiedy ten cholerny hipokryta usiadł obok mnie ja też wstałam i dosiadłam się do Filipa. Jego mina? Bezcenna. Zobaczyłam jak jego mięśnie się napinają, a później wkroczył spóźniony Alvaro. W końcu. Odwróciłam się w stronę tablicy i chociaż czułam jak ten idiota skończony kopie w moje krzesło to się nie odwracałam. Przetrwałam tak caluuutką lekcję co chwilę odpisując w zeszycie na 'wiadomości' Filipa. Tak się składa, że mam raaandkę. Nie z byle kim. Z aniołem. Kiedy tylko się skończyła lekcja wstałam i wzięłam zeszyt.
-Zjemy razem lunch?- powiedział ideał, a ja skinęłam głową na znak, że się zgadzam i już miałam za nim ruszyć, kiedy poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię od tyłu. Nie ktoś tylko Styles. Nie musiałam się nawet odwracać, żeby wiedzieć, że to on.
-Dołączę do ciebie, ok?- spytałam mając nadzieję, że przez tego idiotę nie rozmyśli się Filip.
-Jasne, będę przy którymś stoliku przy oknach.- powiedział i zniknął.
-Harry, zamkniesz salę? Śpieszę się.- usłyszałam nauczyciela, który też zaraz zniknął za już zamkniętymi drzwiami. Styles puścił moje ramię i pod drodze do drzwi biorąc klucz zamknął je.
-Ty chyba żartujesz.- parsknęłam myśląc, że to żart.
-Nie.- powiedział lekko jakby nic dziwnego nie robił.
-Nie będziesz jadła z nim LUNCHU.- powiedział  bardziej akcentując ostatnie słowo.
-Niby czemu?- spytałam unosząc brwi.
-To chyba logiczne. On jest skończonym idiotą.- powiedział jak gdyby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-No dobrze. W takim razie skoro i tak tu jesteśmy sami zamknięci to wykorzystajmy to.- wzruszyłam ramionami i podeszłam do niego. Na jego twarzy zagościł uśmiech.
-Nigdy tego nie robiłam w szkole.- wyszeptałam mu do ucha i jak zaczął całować moją szyję to już wiedziałam, że połknął 'haczyk'. Wzięłam kluczyk który położył na biurku za sobą. To nie tak, że go zostawię.. no dobra, to tak. Wpiłam się w jego usta, kiedy próbował wyciągnąć koniuszki podkoszulka wpuszczonego w spódnicę.
-Zamknij oczy.- szepnęłam odpinając guzik od jego spodni. On tylko się uśmiechnął i zrobił o co prosiłam.
-Poczekaj chwilkę, zrobię coś specjalnie dla ciebie.- powiedziałam zsuwając do kostek jego spodnie i wracając do jego twarzy. Cmoknęłam go ostatni raz w usta.
-Poczekam.- mruknął zagryzając wargę. Cichutko podeszłam do drzwi.
-Nie mogę się doczekać, aż zobaczę twoje zdziwienie.. obiecuję ci, że tego nie zapomnisz..- mówiłam spokojnie zagłuszając dźwięk przekręcanego kluczyka.
-Też się nie mogę doczekać.- usłyszałam, a później otwarłam drzwi i ostatni raz na niego spojrzałam. Wyszłam trzaskając nimi, żeby nie stał tam biedny w samych bokserkach.. jeszcze Alvaro by wrócił i co wtedy? Podążyłam w stronę stołówki i niemal od razu zauważyłam w niej siedzącego przy oknie Filipa z kilkoma kumplami i dziewczynami. Poprawiłam spódniczkę i bluzkę przypominając sobie, ze przecież Harry przy niej majstrował. W tym momencie zauważyłam brak zeszytu i telefonu.
-Cholera.- warknęłam sama do siebie, a później zobaczyłam że brunet macha mi zapraszając do stolika. Odmachałam i nałożyłam sobie frytek na talerz, po czym przyszłam do niego. Przedstawił mnie wszystkim i zjedliśmy w na prawdę miłej atmosferze śmiejąc się i żartując. Jednak w głowie dalej mi siedział problem mojego telefonu w łapskach Styles'a. Może nie zauważył... musiał zauważyć skoro go tu nie ma.
-Ja muszę lecieć, zostawiłam telefon w sali.- powiedziałam szybko i pożegnałam się ze wszystkimi.
-Widzimy się?- spytał Filip wstając.
-Jasne, do zobaczenia.- odparłam i już mnie nie było. Szłam najszybszym tempem jakim potrafiłam. Weszłam do sali i był tam. Siedział zadowolony robiąc coś na moim telefonie. MOIM. Odchrząknęłam i czekałam na jego reakcję. Nic. On dalej siedział zadowolony patrząc w mały ekranik. Przecież mam hasło. Chyba.
-Możesz z łaski swojej odłożyć mój telefon?- spytałam zaczynając się irytować.
-O! Wróciłaś.- powiedział w zadziwiająco dobrym humorze co było do niego nie podobne.
-Tak i wyobraź sobie, że chcę odzyskać swój telefon.
-W porządku już mi nie jest potrzebny, mam co chciałem.- powiedział ucieszony i rzucił nim w moją stronę. O dziwo i na jego szczęście złapałam telefon.
-Co to niby znaczy?- spytałam wiedząc, że coś jest na rzeczy.
-Nic takiego.. nie uważasz, że powinnaś mnie za coś przeprosić...?- spytał, a ja zakrztusiłam się powietrzem.
-Może na przykład dziś wieczorem u ciebie.- dodał i zbliżył się na tyle, że czułam jego oddech na swoich ustach.
-Mam plany na dziś wieczór, więc to będzie musiało poczekać.- odparłam całkiem wyluzowana, odwróciłam się na pięcie i wyszłam z pomieszczenia słysząc dzwonek. Byłam dumna z tego, ze tak bardzo potrafię ukryć drżenie mojego ciała na jego bliskość. Przez chwilę pomyślałam nawet o tym, czy odmówić spotkania z Filipem dla niego. Właściwie to nie dla niego.. raczej z pobudek czysto seksualnych. Weszłam do sali na kolejną lekcję oczywiście zapominając o książce czy chociażby zeszycie, więc przesiedziałam całą biologię ukrywając się przed profesorką. Reszta dnia minęła raczej spokojnie.. no było spokojnie dopóki nie weszłam do domu natykając się tam na widok Styles'a, który ze stoickim spokojem rozmawiał o czymś z moją mamą w kuchni. Ona chichotała rozanielona, kiedy odebrałam telefon od przyjaciółki.
-Czemu nie mówiłaś?!- usłyszałam po drugiej stronie pisk i wiedziałam, że będę miała problemy ze słuchem na starość.. ona o to systematycznie dba.
-Uspokój się i powiedz o co ci chodzi.- powiedziałam nieco ciszej wchodząc o łazienki, żeby mama nie zauważyła, że już wróciłam.
-No weź się nie wygłupiaj i pomyśl logicznie o co mi może chodzić.- powiedziała jakby to miało być tak bardzo oczywiste.
-A diabli cię wiedzą.- fuknęłam zła. Czemu ludzie tak komplikują mi życie.
-O nowego chłopaka idiotko.- powiedziała znudzona.
-Co?- wydukałam myśląc, że robi sobie ze mnie żarty.
-No już nie udawaj.. powiem ci, ze zaskoczyłaś mnie.. byłaś tyle czasu z... dobra wiesz z kim i żadnych zdjęć nie wstawiłaś, a tu parę dni i proszę bardzo.. kochana, podziwiam go i na prawdę zatrzymuje dech w piersi.- trajkotała jak to ona.
-Gdzie zdjęcie?- spytałam już rozumiejąc radość loczka.
-No to na insta.- odpowiedziała nadal podniecona faktem, że mam kogoś.
-Oddzwonię.- mruknęłam i się rozłączyłam. Szybko weszłam na insta z którego o dziwo byłam wylogowana. Spróbowałam wpisać hasło raz i drugi i trzeci i piąty i chuja z mojego hasła zostało.
-No wykastruję go.- warknęłam pod nosem i ruszyłam do kuchni zdeterminowana.
-Cześć mamo.- powiedziałam miłym głosem, żeby nie pogarszać mojej sytuacji z rodzicami.
-Hej kochanie.. Harry zostanie na obiad.. przypomniał sobie, że macie sprawdzian z matematyki jutro. Na szczęście jest na tyle miły, że ci pomoże.- odparła patrząc na niego z uwielbieniem. Skoro tak bardzo mu się podoba to czemu sama się z nim nie zacznie umawiać?!
-Taak?- spytałam coraz bardziej rozdrażniona, ale kłótnia przy rodzicielce tylko pogorszy sprawę.
-No to świetnie. Dziękuję Harry.. too może zacznijmy od razu, po co czekać!- klasnęłam w ręce na co mama dziwnie na mnie popatrzyła.. przecież nienawidzę matmy. Nie odezwała się słowem, a ja niemal zaciągnęłam loczka do mojej sypialni na górę.
-Widzę, że jesteś dziś napalona..- szepnął łapiąc mnie za biodra.
-Wiesz co?!- krzyknęłam nie mając już cierpliwości do tego człowieka.
-No co, księżniczko?- spytał wcale nie zdziwiony tym, że na niego krzyczę.
-Ty jesteś jakiś popaprany. Cholera!- zdenerwowana odepchnęłam go od siebie.
-A ty wyglądasz podniecająco jak krzyczysz.- powiedział całkiem poważnie zagryzając dolną wargę.
-Oddaj mi hasło na insta.- powiedziałam, a on chytre się uśmiechnął.
-A tego ci nie mogę zrobić... ale przyznasz, że zdjęcie jest urzekające.. powinienem założyć insta.. chociaż wpadłem na lepszy pomysł. Będę korzystał z twojego.- powiedział zadowolony z siebie i znów ruszył w moją stronę.
-Skąd mam wiedzieć skoro nie widziałam go nawet?!- fuknęłam zdesperowana nie wiedząc co zrobić.
-Dobrze.. zróbmy tak. Ja ci pokażę, a ty w nagrodę przestaniesz krzyczeć.. no przynajmniej ze złości.- powiedział, a ja wzięłam głęboki wdech i wypuściłam powoli powietrze. Chyba jestem w stanie to zrobić, prawda?
-Jasne. To proste. Dobra, pokaż.- powiedziałam na jednym wdechu mając nadzieję, że nie wstawił tam nagiego zdjęcia albo coś takiego, a myślę, że byłby w stanie. Wyjął telefon, odblokował go i przytrzymał przed moją twarzą. Kiedy chciałam go wziąć do ręki oddalił natychmiast.
-Bez dotykania, bo nigdy nie dostaniesz tego hasła.- powiedział surowo, ale uśmiechając się.
-Pokaż jeszcze raz, bo nie zdążyłam zobaczyć.- odparłam będąc jeszcze spokojna. Przybliżył telefon do mojej twarzy, a ja otworzyłam szerzej oczy.
PS.: nazwa konta zmyślona xd



JAK WAM SIĘ PODOBA? ^^ 
Czekam na opinie i ewentualne zastrzeżenia :p 
Do następnego kochane c:

#Maleńka


niedziela, 15 kwietnia 2018

#My_Styles 5

-Nikt się nie dowie. Tylko ty i ja będziemy wiedzieć.- powiedziałam na jednym tchu, a on się uśmiechnął i skinął głową, po czym zachłannie mnie pocałował. Całowaliśmy się przez dłuższą chwilę, po czym zaprowadził mnie do łózka i położyliśmy się. Jego ręce błądziły po całym moim ciele.. nie muszę mówić, że spodenek nie miałam na sobie? Stanika też szybko się pozbył, a teraz raz po raz zasysał skórę moich piersi pieszczotliwie je dotykając. Zjechał niżej i dotarł do gumki jedynej bielizny jaką miałam na sobie. Myślałam, że to będzie łatwiejsze. Zagryzłam dolną wargę i postanowiłam zadziałać. Szybko zsunęłam się na dół tak, żeby moja twarz była przed nim, a nie krocze. I tym razem ja go zachłannie pocałowałam, a moja dłoń powędrowała na dół jego brzucha, po czym się zatrzymała na jego bokserkach. Zobaczyłam jak szybko wciąga powietrze i zagryza wargę.
-Chcesz mi zrobić dobrze?- spytał głębokim i mocno zachrypniętym głosem.. cholera.. sam jego głos jest podniecający.
-A nie mówiłeś, że mógłbyś dojść tylko przy moim dotyku?- spytałam 'niewinnym' głosikiem przekręcając go na plecy.
-Mówiłem. Aczkolwiek wolałbym poczuć dotyk twoich pięknych usteczek.- mruknął pod nosem równocześnie przejeżdżając kciukiem po mojej dolnej wardze. Jestem pewna, że momentalnie zrobiłam się czerwona. To nie tak, że nie robiłam swojemu chłopakowi dobrze.. robiłam, ale raczej ręką. Nigdy nawet mnie nie prosił o to.. Styles widząc moją reakcję uśmiechnął się pod nosem.
-Nie robiłaś tego jeszcze.. księżniczko, po prostu weź go do buzi i się nim rozkoszuj.. obiecuję, że ci się odwdzięczę.- powiedział gładząc mnie po policzku.
-Ale nie patrz.- fuknęłam, a on zachichotał.
-Obiecuję, że nie będę.- powiedział jeszcze, a później opadł na poduszki zamykając oczy. Zsunęłam z niego bokserki, a później wzięłam go do dłoni. Zrobiłam to, co mówił. Można powiedzieć, że zastosowałam jego rady..  lizałam i wkładałam do buzi, a temu wszystkiemu towarzyszyło mruczenie i ciężki oddech Styles'a, który sprawiał, że czułam się jeszcze odważniejsza.
-Księżniczko.. zaraz skończę, więc.. możesz mnie spróbować.. albo odsunąć się..- wychrypiał między oddechami. Szczerze nie wiedziałam co robić.. Postanowiłam ostatni raz go wziąć do buzi i odejść, ale mój plan się nie powiódł i skończyłam ze słoną cieczą w buzi. Teraz nie miałam wyjścia, więc po prostu połknęłam. Nie było tak źle... chyba. Spojrzałam na chłopaka, a on patrzył na mnie spod zmrużonych oczu. Dalej byłam w samych majtkach, więc wzięłam koc za mną i zarzuciłam na siebie, a on zachichotał.
-Twój były to idiota.. dawno nie było mi tak dobrze, a on nawet tego z tobą nie próbował.- pokręcił głową, a ja przewróciłam oczami. Ok, możemy się bawić, ale po co o tym rozmawiać. Usiadłam na kraju łóżka, ale poczułam dwie silne dłonie, które ciągnął mnie do tyłu. Teraz już leżałam w objęciach Harry'ego.
-A ty.. czy on tobie robił w ten sposób dobrze?- spytał i przejechał dłonią po moim wrażliwym miejscu.
-Nie. Nie koniecznie się w takie rzeczy bawiliśmy.- wzruszyłam ramionami.
-Następnym razem pokażę ci ile straciłaś.- powiedział Harry' a ja już niemal widziałam jego głowę między moimi nogami i nie powiem, żeby ta wizja mi się nie podobała. Wstałam szybko i podążyłam w stronę drzwi zbierając przy okazji swoje ubrania.
-Gdzie idziesz?- usłyszałam za sobą.
-Jak to gdzie? Skończyć pizze.- powiedziałam patrząc na niego jak na idiotę i zeszłam po schodach słysząc jak podąża za mną. Odwróciłam się w połowie i omiotłam go wzrokiem, a on stał szczerząc się.
-Masz ubrać bokserki jeśli chcesz jeść.- fuknęłam, a on skinął głową.
-A ty nie musisz.- powiedział jeszcze i cmoknął mnie, po czym wrócił na górę. Wykorzystałam ten moment i ubrałam się szybko. Jak wrócił ja już jadłam to cudo i przełączałam kanały w telewizorze.