One Direction i My.. - imaginy

wtorek, 22 grudnia 2015

Rysownik|| l.t./ część 2

Hej kochani :)
Dziękuję że ze mną jesteście! I że czytacie to, co piszę, jestem wam za to niezmiernie wdzięczna. Dla kogoś takiego jak ja, kogoś kto się rozwija i chciałby kiedyś wydać własną książkę, ten czas, teraz, gdy rozpisuję się, staram się i mam ogrom pomysłów, takie wsparcie, poprzez czytanie i wyrażanie swoich opinii jest czymś.. niewyobrażalnie ważnym :) Więc chciałam wam podziękować z całego serca za to,  że po prostu jesteście ;)
________________________________
Byłam dużo przed czasem, więc spojrzałam jeszcze raz na swoje dzieło. te oczy... Nie wiadomo kiedy minęło 15 minut i wchodziłam do klasy, gdzie czekał na mnie mój oceniający. Jakiś był mój szok, gdy zobaczyłam jego. Stanęłam jak wryta i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. On słysząc huk zamykanych drzwi, podniósł wzrok i wtedy zobaczyłam te oczy.
J: Kurwa.
N: Wyjęłaś mi to ust.
Przez 10 minut wpatrywaliśmy się w siebie, nie mogąc powiedzieć ani słowa. W końcu otrząsnęłam się i z moimi pracami ruszyłam na środek pomieszczenia, gdzie czekała na mnie specjalnie przygotowana tablica. Wyjęłam swój rysunek, wykonany na specjalnym papierze formatu A3 i pół. Powiesiłam ją na haczykach, po czym z teczki wyciągnęłam jeszcze 4 mniejsze rysunki przedstawiające wzory tatuaży, które zapamiętałam. Powiesiłam je obok i odwróciłam się do oceniającego.
J: Nazywam się (T.i.) (T.n.).. Moje prace.. One nigdy nie są przypadkowe. Zawsze coś lub ktoś- spojrzałam na niego sugestywnie, przez co kąciki jego ust drgnęły- w jakiś konkretny sposób musi mnie zainspirować.- chłopak oparł łokcie na stole, a brodę oparł o dłonie.- Za każdym razem jest to coś wyjątkowego, niepowtarzalnego. Rysowanie i malowanie jest częścią mojego życia, bez tych dwóch czynności nie potrafiłabym.. być, istnieć. Moja historia jest dość zabawna, a przygoda z rysunkiem zaczęła się stosunkowo niedawno... ale to nie czas, by o tym teraz opowiadać. To, co tworzę, to wszystko bierze się z mojej duszy. Staram się prosto z serca przelać na papier to, co czuję i myślę. Nie chcę wyjść na chwalipiętę, ale za każdym razem mi się to udaje, zawsze jestem zadowolona ze swojego bądź co bądź dzieła.
N: Wszystko fajnie, nim przejdę do oględzin prac, pozwól że ci się przedstawię.- wstał i podszedł do mnie. Ujął moją dłoń i spojrzał mi prosto w oczy- Louis Tomlinson.- ucałował jej wierzch i odsunął się, po czym podszedł bliżej prac. Delikatnie, wręcz subtelnie, sunął palcami po śladach od ołówków. Oczy mu błyszczały, wyglądał na zachwyconego. Po kolejnych 10 minutach odwrócił się do mnie i uśmiechnął- Masz ogromny talent, (T.i.). Skąd pomysł żeby narysować mnie?
J: No cóż, muszę przyznać, że gdyby nie twoje wpadnięcie na mnie i twoja kradzież, na pewno nie ty byś się tam znajdował.- powiedziałam wskazując na kartki.
L: Och.. Przepraszam.- nagle zmarszczył brwi i spojrzał na mnie zdziwiony- Jaka kradzież?
J: Ukradłeś jeden z moich rysunków.
L: Słucham? Niczego takiego nie zrobiłem!- podniósł lekko głos.
J: A właśnie że zrobiłeś!- warknęłam oburzona. Nagle podszedł do swojej teczki i zaczął przeglądać różne kartki. Brwi miał bardzo mocno ściągnięte, lecz po chwili zamiast zdenerwowania, na jego twarzy dostrzegłam zdziwienie.- Czyżbyś znalazł coś, co należy do mnie?
L: Ja.. Przepraszam, nie pamiętam żebym coś zabierał, widocznie zrobiłem to przez przypadek.- potarł kark i wręczył mi pracę. Spojrzałam na nią z ulgą. Wetknęłam ją między inne kartki w rysowniku i gdy chciałam odłożyć go na bok, on nagle zniknął z moich rąk. Spojrzałam na Louisa, przeglądającego moje odzwierciedlenia duszy.
J: Zo..- zacięłam się.
Może właśnie chcę, żeby przeglądał moje prace?
Chłopak jakby wyrwał się z transu i spojrzał na mnie.
L: Coś się stało?
J: Nie.. Mogę zacząć już malować na płótnie?- zapytałam chcąc zająć czymś ręce i.. umysł.
L: Myślę, że..- przewrócił jeszcze kilka kartek.- Myślę, że to nie będzie konieczne.
J: Słucham?!- wyrwało mi się.
L: Masz absolutny talent i uważam, że powinnaś składać papiery do jakiejś prestiżowej szkoły rysunku.- spojrzałam na niego jak na wariata.- Mówię prawdę! Ale w sumie.. Jesteś wstanie wykonać coś powalającego w 3 godziny?- wzruszyłam ramionami, ale przytaknęłam.- Skromna.- zachichotał, a ja rozszerzyłam oczy na ten dźwięk. Kompletnie do niego nie pasował, ale jednocześnie był taki idealny. Uśmiechał się promiennie. TO JEST TO! Przyglądałam się dokładnie każdej najmniejszej kresce na jego twarzy. Zajęło mi to kilka sekund, ale w głowie już potrafiłam odtworzyć ten obraz. Ale.. Chyba sam uśmiech nie wystarczy.
J: Czy.. Mógłbyś stanąć o tam?- zapytałam dość śmiało i pociągnęłam go na środek sali. Stanął na tle białej ściany. niosłam jego głowę w stronę lampy, ręce rozłożyłam na boki, dzięki czemu luźno opadały wzdłuż ciała.- Zamknij oczy.- szepnęłam. Wykonał moją prośbę. Jego twarz była śmiertelnie poważna. Nie pasowało mi to.- Lou.. Uśmiechnij się tak pięknie jak przed chwilą..- jak na zawołanie kąciki jego ust uniosły się ku górze. Zapamiętałam każdy najmniejszy detal, by móc później przenieść go na płótno. Okrążyłam go i podeszłam do płótna, które stało tuż obok tablicy z moimi rysunkami. Wzięłam głęboki oddech, a potem nie pamiętam, bo pochłonęły mnie farby i Louis.


__________________________________________
Dziękuję wam bardzo mocno jeszcze raz! :* 
Tym razem 11 komów? Byłoby super :)

CZYTASZ=KOMENTUJESZ!!!

Wasza 
DF

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Rysownik|| l.t./część 1

Cześć :/
Warunek nie spełniony, co jest? :( Wyświetleń duuuużo, a komów mało. Trochę to smutne. Mogę poprosić, żeby każdy, kto to przeczytał, zostawi komentarz pod spodem? :) 
A teraz zapraszam na imagin z Lou! <3
Mam nadzieję że się spodoba :*
______________________________________
Siedziałam na ławce, z zeszytem i piórnikiem moich rysunków na kolanach. Szykowałam się do mojego egzaminu z rysunku. Aż do 11. roku życia (teraz mam 16) wystrzegałam się kredek i kartek jak ognia twierdząc, że jestem chodzącym beztalenciem. Jednak pewnego dnia, mama zmusiła mnie, żebym narysowała kotka dla mojej młodszej kuzynki. Kłóciłam się z nią jak mogłam, wymyślałam wymówki nie z tej ziemi, aż w końcu pod groźbą odwołania mojej wycieczki do Doncaster, postanowiłam zrobić to, o co prosi. Pamiętam jak wtedy popłakałam się, ale w końcu złapałam (tak, pierwszy raz w życiu wzięłam do ręki ołówek w celu narysowania czegoś) za przedmiot i udałam się do pokoju. Pamiętam również, że przyszła do mnie wtedy koleżanka i poprosiłam żeby narysowała dla mnie kota. Wyszedł naprawdę koślawy, mimo że ona się starała. Gdy poszła, zaniosłam to mamie, do dziś pamiętam jej słowa.
M: Córciu to niemożliwe! To na pewno nie ty rysowałaś. Proszę, masz ołówek i kartkę, usiądź i przy mnie narysuj kotka.
Pamiętam, że chciałam być wtedy cwana i idealnie, kreska w kreskę przerysowałam tamtego kota. Dumna z tego, myśląc że mama mi odpuści, podałam jej identyczny rysunek. Ona wtedy tylko zaśmiała się.
M: To się nazywa talent, kochanie. Gdybyś naprawdę nie potrafiła narysować, nie udało by ci się skopiować tego koślawca.- zaśmiała się.
Pamiętam to do dziś. Od tamtego czasu nie rozstawałam się z moim rysownikiem. Ołówkami przenosiłam tam wszystkie myśli. Potrafiłam też malować farbami, ale nigdy, przenigdy nie pokolorowałam ładnie obrazka. Zawsze były białe "dziury" albo kreski po za linią przedmiotu, który miałam pokolorować. No cóż, nie ma ludzi idealnych, prawda? Ale powracając do teraźniejszości, po raz pierwszy od 5 lat nie wiedziałam, co narysować. To musiało być coś wyjątkowego, coś, co byłoby perfekcyjne pod każdym względem. Siedzę w tym pieprzonym parku już 3 godzinę, zrobiłam już 5 rysunków, ale nic nie robi tego pożądanego efektu "WOW!". Westchnęłam ciężko i podniosłam się, chcąc wrócić do domu. Ach! Zapomniałam wam o czymś powiedzieć! Po tym, jak narysowałam tego kotka przy mamie i wyszedł naprawdę dobrze (jak na jedenastolatkę), mama obiecała mi ten wyjazd po raz drugi. I tak, w wieku 15 lat (właściwie piętnastu i pół) wyjechałam do Doncaster, oddalonego od mojego domu o 4 godziny drogi. Mama umiejscowiła mnie w akademiku, ale gdy po miesiącu zaczęłam się zmieniać przez współlokatorkę, wynajęła mi mieszkanie i zaczęła je opłacać. Odwiedza mnie na weekendy i dajemy sobie radę. Dzięki niej spełniam marzenia. Dobra, powróćmy już do tego co tu i teraz. Wstałam i zaczęłam kierować się ku wyjściu z parku, lecz nagle zderzyłam się z kimś. Upadłam na ziemię, rysownik się rozwalił, prawie wszystkie kartki wyleciały i opadały jak liście. Chłopak opadł prawie na mnie, ale w ostatniej chwili podparł się silnymi, wytatuowanymi ramionami. Spojrzałam mu w oczy, które były piękne... Lśniły błękitem, na wzór dzisiejszego bezchmurnego nieba. Minęła chwila, bardzo długa chwila, aż wreszcie się podniósł i po mruknięciu cichutkich przeprosin, zebrał szybko wszystkie kartki i włożył je do rysownika. Zdążyłam już wstać i otrzepać się z piasku. Odwróciłam się, żeby okrzyczeć go, ale zniknął. Co z nim nie tak do cholery?!
Wzięłam do ręki zeszyt oraz piórnik i tym razem patrząc przed siebie, poszłam szybkim krokiem prosto do domu. Gdy byłam już w mieszkaniu, zdjęłam buty i skórzaną kurtkę, umyłam ręce i zabrałam się za uporządkowanie rysunków. Po skończy spostrzegłam, że brakuje tego rysunku. Wściekła przeklęłam głośno, Przeszukałam wszystko jeszcze raz, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. A to musiało znaczyć tylko jedno.
Mój błękitnooki świadomie lub nie, ukradł mojego kota. Tego samego, przez którego zaczęła się moje przygoda z rysowaniem.
A to oznacza tylko jedno.
Muszę odnaleźć tego niekulturalnego chłopaka
I za wszelką odzyskać to,
Co należy do mnie.

Nagle do głowy wpadł mi absurdalny pomysł. Złapałam ołówek, zamknęłam oczy i rozpoczęłam pracę. Starałam się przelać na kartkę każdy detal, który udało mi się zapamiętać. Perfekcyjnie roztrzepane włosy, symetryczna głowa, proporcjonalne ciało. Umięśnione ręce, pokryte tatuażami, długie, chude, opięte ciemnymi dżinsami nogi, biały T-Shirt, ukrywający wysportowany tors, również pokryty czarnym tuszem. Kształtny nos, malinowe, ładne usta, a na koniec... te oczy. Narysowanie ich zajęło mi 2 godziny. Mimo, że rysunek był czarno-biały, patrząc na te oczy, nadal miałam wrażenie, że widzę niebo. Zamknęłam oczy i odłożyłam rysunek na bok. To było męczące, jednak wiedziałam, że to jest to, czego szukałam. Wzięłam szybki prysznic i bez kolacji, położyłam się na łóżku, wciąż mając w głowie jego cudowne tęczówki. Nie, to nie miłość, po prostu te oczy były takie... IDEALNE. Mogłabym rysować je w nieskończoność.. Tak..

Weekend minął bardzo szybko i nadszedł mój egzamin. Pierwszą jego częścią było zaprezentowanie swojego rysunku, następnie miałeś 3 godziny, by namalować farbami na płótnie obraz z detalem połączonym z wcześniejszą pracą. Oceniała nas jedna osoba, w pięciu klasach na raz trwał egzamin. Byłam dużo przed czasem, więc spojrzałam jeszcze raz na swoje dzieło. te oczy... Nie wiadomo kiedy minęło 15 minut i wchodziłam do klasy, gdzie czekał na mnie mój oceniający. Jakiś był mój szok, gdy zobaczyłam jego. Stanęłam jak wryta i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. On słysząc huk zamykanych drzwi, podniósł wzrok i wtedy zobaczyłam te oczy.
J: Kurwa.
N: Wyjęłaś mi to ust.

_____________________________________
I co wy na to? Podoba się? 
JESZCZE RAZ PROSZĘ, BY KAŻDY, KTO TO PRZECZYTAŁ, DODAŁ NIŻEJ KOMENTARZ. DZIĘKUJĘ :)

CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!

Wasza
DF

sobota, 19 grudnia 2015

Liam ♥

-Świetnie. Przyłóż się jeszcze trochę i może w końcu uda ci się cokolwiek dobrze zrobić!- darła się na mnie nauczycielka jazzu.. wiedziałam, że nie jestem najlepsza w tańcu, ale jest to coś, co kocham. Jednak kiedy ona na mnie patrzy nie mam ochoty tego robić.. ciągle powtarza, że jestem do niczego. Czemu? Nie mam pojęcia. Chyba po prostu była bardzo wymagająca.To już 3 godzina treningu.. byłam wykończona.
-Dobra.. na nic się już dziś zdasz. Przyjdź jutro o tej samej porze.
-Oczywiście. Do widzenia.- ukłoniłam się kobiecie i skierowałam się w stronę szatni. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w normalne ciuchy. Było lato, więc nie suszyłam włosów i dźwigając torbę szłam ulicami Londynu do swojego mieszkania. Na szczęście latarnie się już zapaliły i nie muszę iść po ciemku przez pół miasta. Już 23.. cholera jasna. 
Oczywiście nie pomyślałam, że o tej godzinie może być dość chłodno, tylko kroczyłam ulicą w koszulce na ramiączkach i spodenkach. Brawo! Zaczęła lecieć moja ulubiona jak i znienawidzona piosenka.. "Hello" Adele. Po pierwszym refrenie już mi spłynęłam łezka po policzku, ale szybko ją otarłam i szłam dalej. Piosenka nieziemsko mi przypominała o moim.. byłbym przyjacielu? Chyba tak to można nazwać. Pochłonięta całkowicie muzyką nie zauważyłam jak dwójka mężczyzn zastawia mi drogę. Myślałam, że to jakiś żart i próbowałam przejść obok nich. Nie.. odepchnęli mnie do tyłu, a ja powoli zdjęłam słuchawki patrząc na nich z szeroko otwartymi oczami, nie widząc co robić. 
-Tancereczka. Może teraz nam coś zatańczysz.. ale preferowałbym bez tych ciuszków. - powiedział pierwszy, największy z nich wszystkich a mnie przeszły dreszcze po kręgosłupie. Szybko się odwróciłam i chciałam jak najszybciej uciec stąd. Zamiast tego uderzyłam w tors kolejnego mięśniaka.. cholera, chyba mam kłopoty. 3 na jedną? To nie fair. Popatrzyłam w górę na faceta, a on obrzydliwie się uśmiechnął. 
-Czego wy do cholery chcecie?- warknęłam, a oni się zaśmiali szyderczo.
-Myślę, że wiesz o czym marzymy, skarbie.- odparł znów chyba ich 'lider', a ja znów poczułam mrowienie po całym kręgosłupie,a oddech mi spłyciał. kręciłam się wokół własnej osi szukając jakiejś ucieczki, schronienia, ludzi.. czegokolwiek. Napastnicy niebezpiecznie się zbliżali i zacieśniali swoje kółko. Poczułam ręce owijające się wokół moich nadgarstków i zaczęłam wrzeszczeć jak nigdy w życiu. Kolejny zatkał mi usta.
-Krzyczysz.. lubię te głośne.- usłyszałam cichutki szept tuż przy moim uchu, a później przeraźliwy rechot. Uderzyłam napastnika przed sobą w krok, po czym szybko się skulił, a ja szarpnęłam się temu z tyłu rzucając się przed siebie. Słyszałam, że biegną za mną, a ja skręcałam w to najróżniejsze drogi. Nie miałam pojęcia gdzie jestem. Kolejny skręt, jeszcze jeden i już widziałam jedyną kawiarenkę otwartą w okolicy. Już prawie... poczułam szarpnięcie za włosy do tyłu. Znów krzyknęłam, ale jak poprzednio zakryli mi usta. Na pewno będę miała siniaki tam, na policzkach on mocnego uścisku jego palców.. wyrywałam się póki miałam siłę, a później poczułam jak facet mnie popycha, aż w końcu uderzyłam o ścianę jednego z budynków. Dopiero wtedy zauważyłam, że jestem w jakimś cholernym zaułku.
-Spróbuj teraz uciec.- warknął zdecydowanie zdenerwowany, a ja czułam jak rew powoli spływa mi po czole.. chyba rozcięłam je. Na razie to nie ważne. Mężczyzna znowu podszedł i pociągnął za włosy tak, że musiałam odchylić głowę do tyłu. On wpił się w moje usta, aja szybko zacisnęłam zęby gryząc go w wargę tak, że aż miał ranę. Facet ryknął i znowu rzucił o ścianę. Przez chwilę nie mogłam złapać równowagi, ale w końcu podniosłam się, po czym znów upadłam.. cholera.. poczułam przeszywający ból w prawej dłoni. Świetnie.. stłuczone szkło na podłodze.. spojrzałam w dół i teraz zauważyłam dopiero całe nogi w ranach.
-Panowie!- usłyszałam głos całkowicie inny, dobiegający z 'wyjścia'
-Odejdź.- warknął jeden z mężczyzn stojących na czatach. Policja? Odwróciłam zmęczona głowę w stronę dobiegającego głosu i ujrzałam chłopaka, którego już nie raz widziałam w szkole.. był 2 lata starzy i należał do gangu.. albo raczej utworzył najniebezpieczniejszy gang w okolicy. Chyba gorzej być nie może.. przecież on mnie nienawidzi. Nienawidzi to jaka jestem poukładana i to, że jestem raczej idealistką. Na każdej przerwie patrzy na mnie karcącym wzrokiem. Teraz też nasze oczy się spotkały, a ja nimi krzyczałam.. wiedziałam, że już przegrałam. Liam Payne.. niebezpieczny, wulgarny, niektórzy mówią, ze nawet jest niejednokrotnym zabójcą.. jedno wiem na pewno... nie on mnie uratuje. 
-Spokojnie, chyba nie wiecie z kim rozmawiacie.- parsknął Payne, a ja starałam się wtedy wymyślać plan ucieczki i znowu zacząć oddychać. Błądziłam wzrokiem po wszystkim wokół i już wiedziałam.
Powoli wzięłam w rękę większy kawałek szkła. Nie mam wyjścia.. jakoś muszę się bronić.
-Coś ty za jeden?- znowu pyskował, a ja widziałam, że to źle się dla gościa skończy.
-Payne.- powiedział brunet spokojnie, ale też ostro, a reszta zanieruchomiła.
-Jak to twoja laseczka... to my przepraszamy.. nie mieliśmy pojęcia.- zaczął się tłumaczyć ten, co przed chwilą rzucał mnie na ścianę.
-Chłopaki.. po prostu tak się kobiet nie traktuje.. jeśli mówi, że nie, to nie. Zresztą wcale się nie dziwię, że powiedziała nie.- zachichotał chłopak, a reszta się zdenerwowała.
-Sugerujesz coś? Widzę, że jesteś sam.- teraz szli w jego stronę. A on opanowanym szybkim ruchem wyjął pistolet. Już stali wmiejscu.
-My tak tylko żartujemy..- zaczął ten, który tylko stał. 
-Wypierdalać.- warknął Payne, a oni powoli patrząc to na broń, to na twarz Liam'a uciekli mu sprzed oczu. Też miałam zamiar to zrobić. Wstałam i ruszyłam biegiem przed siebie. Nie wiedziałam jednak, że nie mam na tyl e siły. Wystarczyło tylko, że chłopak złapał delikatnie mnie za nadgarstek, a fala bólu przeszyła całą rękę.
-Myślisz, że gdzie idziesz?- usłyszałam spokojny głos bruneta. Miałam szkło w ręce, ale nie potrafiłam go użyć. Upuścił go na podłogę.. nie mam już siły walczyć.
-Nigdzie.- szepnęłam i oparłam się o ciało bruneta. Nie miałam siły nawet stać. Wtedy on zobaczył rozcięte czoło i swoją własną dloń w mojej krwi.. Tak ściskał mój nadgarstek, a tam od dłoni rozciągała się głęboka rana.. nie zdawał sobie z tego sprawy, albo po prostu podobało mu się to. Popatrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami jak się o niego opierałam i wziął mnie na ręce.Zamknęłam na chwilę oczy.. gdy je znów otworzyłam byłam w samochodzie.
-Gdzie jadę?- spytałam niemal automatycznie unosząc głowę, czego pożałowałam bo poczułam okropny ból w głowie.
-Powinnaś do szpitala, ale jedziemy do mnie.- usłyszałam głęboki głos Liam'a, tym razem o dziwo nie tak karcący jak zwykle na wf'ach.
-Nic mi nie jest. Mogę wyjść.- powiedziałam starając brzmieć przekonująco.
-W tym stanie nie przejdziesz trzech kroków, a ja zaczynam żałować, że nie zrobiłem czegoś tym gnojkom.- usłyszałam niebezpieczną determinacje w jego głosie i postanowiłam do końca trasy się nie odzywać. Dojechaliśmy do dość sporej posesji, która była jego domem, a on pomógł mi wysiąść.
-Dasz radę iść?- spytał wydając się przez chwilę zatroskany. Tak, wydaje mi się.. albo to przez te liczne obrażenia. Skinęłam na znak, że tak, a on po prostu podtrzymywał mnie za przedramię. Otworzył drzwi i wprowadził, po czym zaprowadził do łazienki.
-Dasz radę sama się rozebrać?- spytał prosto z mostu ściągając z siebie kurtkę, a ja patrzyłam na niego z otwartą buzią. 
-Nie będę się rozbierała.- powiedziałam twardo, a on się zaśmiał.
-Co?- spytałam analizując gościa.
-Prawdopodobnie jeszcze nikt nie widział cię nagą, ale ja nawet o to nie proszę. Jak chcesz możesz zostać w bieliźnie, to jasne, że wolałbym cię bez, ale możesz zostać. Muszę cię umyć i opatrzyć.. nie chcę, zebyś dostała żadnej infekcji.
-To mnie zabierz do lekarza.- zażądałam od chłopaka, na co uśmiechnął się ponownie. Nie wiedziałam, że jest zdolny do uśmiechu.. nawet sztucznego.
-Odpada. Wiesz kim jestem?- spytał patrząc mi w twarz.
-Tak. Liam Payne.
-Owszem. Równocześnie przywódca najniebezpieczniejszego gangu w mieście. Myślisz, że co by pomyśleli gdybym cię zabrał tam w takim stanie? Na pewno nie, że uratowałem cię od zgrai zboczeńców. A tak w ogóle to co ty robiłaś tam o tej porze?! W takiej okolicy? Każdy wie, że nie chodzi się tam w nocy,
-Wracałam z zajęć.- parsknęłam, a on się zaśmiał.
-No tak. Mogłem się domyślić. To uważaj bardziej paniusiu.
-Nie mów mi co mam robić. Nie jestem dzieckiem.- odparłam denerwując się. Nie miałam ochoty dziś na jego głupie docinki.
-Po twoim zachowaniu wnioskuję, że tak. Będę cię odprowadzał z zajęć.- poinformował mnie, a ja otworzyłam szerzej usta.
-Rozbierzesz się w końcu?!- tym razem krzyknął, a ja usiadłam na brzegu wanny.
-Nie.- powiedziałam sucha i skrzyżowałam ramiona na piersiach.
-To inaczej. Rozbierzesz się sama, czy mam zedrzeć z ciebie całe twoje ubranie łącznie z bielizną, a jak to zrobię uwierz, że nie wiem czy zdołam się powstrzymać od nieskosztowania tego pięknego, nienaruszonego ciałka.- szepnął mi niemal w usta gwałtownie się do mnie zbliżając, aja przełknęłam ślinę.
-R-rozbiorę się.- powiedziałam drżącym głosem.. nigdy nikt tak do mnie nie mówił.
-Tak myślałem. Pójdę po apteczkę.- usłyszałam i stwierdziłam, że jak rozbiorę się pod jego nieobecność będzie to mniej wstydliwe. Szybko poderwałam się i z wielkim bóle ściągnęłam spodenki, które raz po raz zahaczały się o rany i czasem szkła powbijane w skórę.. cholera, nie miałam pojęcia, że jest aż tak źle. Dałam radę.. jednak z bluzką było gorzej.. cholernie mnie bolały cale plecy i dłonie tak, że nie potrafiłam je unieść nad głowę.. na pewno mam siniaki na plecach, łopatkach i wgl. Nie miałam wyjścia, musiałam poczekać na bruneta.
-Pomożesz mi?- spytałam, gdy w końcu przyszedł z apteczką, herbatą i kanapkami.
-Jasne.- odparł i już był przede mną. Złapał koniuszki mojej bluzki i powoli przesuwał do góry. Czułam jego palący wzrok na moim ciele, ale było to lepsze niż łapy tamtych. 
-Już.. teraz wejdziesz do wanny i cię umyję, ok?- spytał, a ja skinęłam znów głową. Pomógł mi wejść i delikatnie mocząc ręcznik w wodzie i płynie wycierał każdy milimetr mojego ciała. 
-Ok.. trzeba wyjąć szkło i zdezynfekować, opatrzyć.. pieprzone gnoje. Przeniosę cię i usiądziesz na pralce. - odparł i już byłam w jego ramionach, miał genialne perfumy.. i siedziałam na pralce. Wziął pensetę i raz po raz wyjmował drobinki szkła.. a ja jęczałam z bólu. Teraz odkażę.. może trochę zapiec. Znów krótka informacja i bez uprzedzenia zalał rany wodą utlenioną. 
-Aaaaj!- tym razem się nie powstrzymałam od zbolałego krzyku,a on leciutko dmuchał w największą z ran i o dziwo pomagało. Zalepił je i już czułam się lepiej.
-Jeszcze ręka.- odparłam kiedy począł chować bandaże, lepce, wodę i całą resztę.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Napisałam o Liam'ie tylko i wyłącznie dlatego,
że miałam już gotowe, a nie miałam czasu na nic innego :*
Mam nadzieję, że się podoba ^-^ :)
Next wkrótce :)
#Maleńka

czwartek, 17 grudnia 2015

Harry~ DIFFERENCES cz.2

Trzymałam w dłoni telefon patrząc na wiadomość "Czy jesteś pewien, ze chcesz usunąć to nagranie?" Nie. Nie mam dziś na to siły.. rzuciłam telefon gdzieś w kąt i położyłam się owijając w kołdrę. Rano obudził mnie budzik oznajmiający, że czas na zejście z łóżka.. ale nie. Nie tym razem. Nie idę na żadne pierdzielone zajęcia. Tydzień wolnego wcale nie zaszkodzi. Jednak wstałam i pozbierałam telefon, który pod wpływem uderzenia ze ścianą się rozpadł. Włączyłam i zobaczyłam 12 nieodebranych połączeń. Wszystkie od Harry'ego. Później 3 nagrania głosowe. 5 wiadomości. "Odbierz" "Przepraszam" "Na prawdę" "[T.I.]!" "Kocham cię!"
Wszystkie skasowałam po kolei, wiadomości głosowe również. Ogarnęłam się i wyszłam na miasto. Nie miałam zamiaru się załamywać przez niego. Przecież jest gwiazdą, za pewne on nie płacze po nocach. Poszłam tradycyjnie do starbucks i wypiłam kawę, która chociaż trochę pomogła mi w ogarnięciu się. Kolejny przystanek to cukiernia usiadłam przy stoliku z kawałkiem ciasta usiadłam równo o 8.  Popatrzyłam na moje śniadanie i  uśmiechnęłam się przypominając, kto mi kupił je po raz pierwszy.. około rok temu, gdy przyjechałam do Anglii  weszłam do tej właśnie cukierni i nie mogłam się zdecydować co kupić. Nim zdążyłam cokolwiek wymyślić loczek już wręczał mi pakunek z ciastem ze słowami "to jest najlepsze, zaufaj mi". Tak, od tego zaczęła nasza wspólna 'przygoda'.. odsunęłam od siebie ciasto z westchnieniem i zrezygnowana schowałam twarz w dłoniach.
-Halo, halo!- usłyszałam przez głośniki w cukierni.Znałam ten głos.
-[T.I.], wiem, że jesteś w naszej cukierni.. znaczy, nie naszej... ach wiesz, o co chodzi.- zmieszał się, a ja uśmiechnęłam się wbrew sobie... zdziwiona słuchałam dalej.
-Mam do ciebie prośbę.. wyjdź proszę na centrum galerii.. czekam tu na ciebie. Proszę, przyjdź.- wyczułam nutkę desperacji i po chwili namysłu, stwierdziłam, ze nie mam nic do stracenia i ruszyłam w stronę  centrum. Gdy już byłam niedaleko, zauważyłam scenę. Chyba nie dziwne, że na niej był mój.. był Harry. Popatrzył nasmnie z ulgą, gdy już byłam niedaleko.
-Przyszłaś..- szepnął do mikrofony i uśmiechnął się.
-Chciałem cię przeprosić. Żałuję tego, co zrobiłem i tego, co powiedziałem.. ta piosenka jest dla ciebie..- nadal mówił i widziałam jak ręce mu się trzęsą. *idź.. idź, bo później nie dasz rady..* mówiła własna podświadomość, którą jednak mocno zagłuszał widok zdenerwowanego Styles'a. W głośnikach rozbrzmiały pierwsze dźwięki i już wiedziałam, co ot za melodia.. "don't let me go".. Harry zaśpiewał piękniej niż kiedykolwiek wcześniej.. oczywiście, że było pełno ludzi wokół.. paparazzi, fanki.. jednak czułam, że śpiewa tylko dla mnie. Gdy piosenka dobiegła końca pojedyncza łza naznaczyła szlak na moim policzku. Harry wciągnął mnie na scenę.
-Wybaczasz?- szepnął tym razem tylko do mnie odsuwając od nas mikrofon.
-Wariat..- szepnęłam z uśmiechem na twarzy,a  on nadal pozostał skupiony i się mi przyglądał.
-Mój wariat.- dodałam i złączyłam nasze usta w delikatnym pocałunku. Usłyszałam brawa i dopiero przypomniałam sobie, że nie jesteśmy sami.
-Kocham cię..- powiedział mi niemal w usta, szaleńczo się uśmiechając.
-I właśnie dlatego, że cię kocham, mam do ciebie pytanie.- zaczął znów przez mikrofon, a ja zmarszczyłam czoło przyglądając się mojemu chłopakowi.
-Chciałbym spytać cię..- znów zaczęły mu drżeć ręce. O co do cholery chodzi?!
-Wiesz.. nie potrafię wytrzymać bez ciebie pięciu minut.. niestety muszę ci powiedzieć, że chyba uzależniłem się od ciebie, skarbie. Proszę nie skazuj mnie na głód i zostań ze mną już na zawsze..- ciągnął na jednym wdechu nerwowo się uśmiechając, a ja powoli łapałam o co  chodzi i przestawałam oddychać. Harry uklęknął na jedno kolano przede mną i zaczął szukać coś po kieszeniach marynarki.. wyciągnął małe pudełeczko, aja otworzyłam szerzej oczy.
-[T.I.], czy wyjdziesz za mnie i zostaniesz Panią Styles?- spytał tym razem już bez owijania i uśmiechnął się najpiękniej jak potrafił, a ja stałam tam ze szklanymi oczami.. nie potrafiłam niczego powiedzieć, więc po prostu kiwałam głową jak głupia i rzuciłam się na mojego narzeczonego, który był nie mniej uradowany ode mnie.


Mam nadzieję, że się podobało :)
W komentarzach  dawać propozycję chłopaków z którymi chcielibyście imagina :)
#Maleńka




Samotność||n.h./część 4 - ostatnia

Zapraszam was, jak już sam tytuł mówi, na ostatnią część imagina z Niallem! Po tylu miłych komentarzach, zdecydowałam się rozwinąć ten imagin i po małym przekształceniu, zrobić z niego fanfik! 
Olu, pytałaś się czy mam ff, tak mam, jeden piszę z Natalią, a drugi to jeden z tych, które sobie napisałam w trakcie mojej przerwy. Jest ich kilka, więc mimo tego, że boli mnie serce, gdy to robię, to wydzieram kawałki z tamtych opowiadań i staram się zrobić z tego sensowną historię. Jak widać, tutaj mi nie wyszło :D Ale jestem w trakcie ogarniania wszystkiego na wattpadzie, więc myślę, że między świętami a sylwestrem uda mi się już ruszyć z tym wszystkim :*
Kończę z tymi długaśnymi notkami i zapraszam do czytania! :)
________________________________________________
N: Zapraszam cię do siebie, wspólnie przygotujemy coś pysznego!- zaśmiałam się i chwyciłam jego wyciągniętą dłoń.
Jak to możliwe, by nasze życie tak szybko uległo zmianie na lepsze?
Pociągnęłam go w stronę szkoły, gdzie korytarze były opustoszałe, jak zwykle podczas dłuższej przerwy. Gdy znaleźliśmy się pod moją szafką, wyciągnęłam plecak i zatrzasnęłam drzwiczki. Blondyn chciał mnie już ciągnąć do wyjścia, ale zatrzymałam się, przez co on zrobił obrót i stanął bardzo blisko mnie.
N: Co jest?- zapytał zmartwiony.
J: Chciałam jeszcze iść sprawdzić skład..- powiedziałam cicho, bo na korytarzy nie było ani żywej duszy, przez mimo iż szeptałam, głos mój odbił się echem od ścian.
N: W porządku.- widocznie odetchnął z ulgą i zaczęliśmy iść w stronę tablicy ogłoszeń. Znaleźliśmy się tam chwilę później. Na kawałku papieru widniało:
(T.i.) (T.n.) - kapitan
Niall James Horan - kapitan
Ashley Desise
Oscar Aleuty
Katie Awersome
Bradley Spark
Rezerwa:
Amy Brown
Tom May
J: Dwóch kapitanów?- zapytałam zdziwiona.
N: Myślę że chodziło mu i to, że obydwoje na to zasłużyliśmy, a Ash i Osci nie chcieli się w to bawić.- wzruszył ramionami. Spojrzałam w jego oczy, lekko zamglone, co było równoznaczne z tym, że był zamyślony. Nie chciałam go wyciągać z "magicznej krainy wyobraźni", więc delikatnie wyplątałam swoje palce i usiadłam pod ścianą. Bez skrupułów gapiłam się na niego, a raczej na jego twarz, próbując doszukać się w nich jakiejś wskazówki, która pozwoliła by mi przejrzeć o czym myśli. Westchnęłam po nieudanej próbie przejrzenia go. Przypatrywałam mu się dalej, dzięki czemu mogłam zauważyć, że ściąga delikatnie brwi, co może znaczyć że się czymś martwi.
Czemu widząc, że on się martwi, ja zaczynam martwić się i niego?
Spojrzałam w dół, na swoje dłonie, po czym ukryłam w nich twarz. Wyłączyłam się i dopiero po chwili dotarło do mnie, że chłopak ukląkł przede mną i położył swoje dłonie na moich dłoniach. Odciągnął je od twarzy i spojrzał mi prosto w oczy. Dostrzegłam w jego spojrzeniu nutkę troski i smutku.
N: Iskierko, co jest?- zapytał, blokując kontakt wzrokowy.
J: Nic.- posłałam mu słaby uśmiech. Wstał i pomógł mi zrobić to samo. Szliśmy obok siebie w ciszy. Po wyjściu ze szkoły i jej terenu, zaczęliśmy iść w stronę jego domu.
N: Ja...
J: Ja...- powiedzieliśmy równocześnie, na co uśmiechnęłam się pod nosem i jestem pewna, że on zrobił to samo.
N: Chciałem tylko powiedzieć, że.. Znamy się nawet nie jeden dzień, a mam wrażenie, że jesteś kimś.. Kimś...
J: Kogo od dawna szukałeś?- dokończyłam mając to samo na myśli.
N: Trafiłaś w samo sedno. Jestem gotów uciąć sobie rękę, że nie wymyśliłem sobie tego i czujesz to samo.
Czytasz w myślach, blondasku?
J: Masz rację, ale to jest takie...
N: Dziwne? Na pewno. Ale.. Boże czuję się jak jakiś wariat, ale nie mam pojęcia co się ze mną stało. Zawsze czułem się taki.. Osamotniony, a wczoraj w nocy, siedziałem na parapecie i..- umilkł nagle.
J: I co?- tym razem nie odpuściłam, bo ten fragment z wczorajszym siedzeniem na parapecie strasznie mi kogoś przypominał.. Jednak on tylko pokręcił głową. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce, bo to i tak niesamowite, że w ciągu tego jednego dnia, powiedział mi tak wiele.- Dobra, posłuchaj mnie chwilę..
N: Iskierko, zawsze cię słucham.- spojrzał na mnie z uśmiechem, odwzajemniłam oba gesty i z powrotem spoważniałam. Teraz jednak nie chciało mi to już przejść przez gardło.
<Jego perspektywa>
Zobaczyłem, jak rysy jej twarzy poważnieją. Miała mi do powiedzenia coś bardzo ważnego, czułem to.
J: Śmiało, Bae.- dla dodania jej pewności, złapałem jej dłoń i splotłem nasze palce. Kątem oka zauważyłem, że zarumieniła się troszeczkę, ale zaraz w geście skupienia, zmarszczyła delikatnie nosek. Nie powiem, wyglądało to naprawdę słodko.
(T.i.): Nie wiem czy też to czujesz... Ale mimo że otacza mnie tyłu ludzi, że rozmawiam z tak wieloma z nich, że wszyscy są mili, serdeczni, życzliwi i tak dalej, jednak... Jednak i tak wśród nich wszystkich, czuję się... Opuszczona i samotna. Jak wyspa, wokół pływa tak wiele statków, a jednak żaden z nich nie cumuje do brzegu na stałe. Nie wspomnę już o mojej mamie i jej partnerze, a szczególnie o nim. Wiecznie siedzę wieczorami, a zazwyczaj nawet nocami i wpatruję się w gwiazdy, szukając tego leku, który uratowałby mnie w jakiś sposób, od tej choroby na społeczeństwo. Bo ci wszyscy ludzie nie zdają sobie nawet sprawy z tego, jak wielką krzywdę robią sobie nawzajem. Nie zdają sobie sprawy z tego jak ranka kogoś swoją obojętnością. I cholera, ale ty... Czuję, że wczorajsze siedzenie przez prawie całą noc miało jakiś cel...- stanęła w miejscu i pociągnęła mnie naprzeciw siebie.- A tym celem byłeś ty, Niallu.- wyszeptała, po raz pierwszy używając mojego imienia. Patrzyła mi prosto w oczy. Widziałem w jej błyski oraz jakieś niezidentyfikowane uczucie. Staliśmy tak, nie zwracając uwagi na otoczenie. Nie wiem ile to trwało, ale chyba długo, bo nogi mi ścierpły, nie potrafiłem powiedzieć nawet słowa. To wszystko co powiedziała... To wszystko było tym, co ja sam chciałem jej powiedzieć.
J: Czuję to samo, wiesz? I myślę, że powinniśmy zastanowić się nad tym, co dalej. Bo czuję że nie możemy tak tego zostawić.
<Nobody's know>
I nie zostawili tego, zaczęli działać. A co z tego wynikło? Łatwo jest się domyślić.


____________________________________
The end.
Taka niespodzianka! Dziękuję za te wszystkie wspaniałe opinie! I postanowiłam pisać to jako fanfiction na wattpadzie. Kto będzie czytał? Komentarze proszę :V Podobało się? Mam nadzieję :D Następny imagin z Loulou! <3

Ale warunek- 15 komów! Dacie radę? Nie wątpię w to <3
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!
+ umie ktoś robić okładki? Takie na wattpada? Bo jeśli znajdę taka osobę, to natychmiast ruszę z opowiadaniem, a jeśli nie, to trochę to potrwa :/
Oczywiście dam wam link, czy coś jak to już ruszy, ale teraz zapraszam was na moje i Naat ff! Jest tam 12 rozdziałów, a w niedzielę pojawi się kolejny :*  
Wasza
DF §§
Ps. Na razie się spisuje, co? :D

środa, 16 grudnia 2015

Harry Styles~ Babysiter cz.2

                                   Harry Styles~ Babysiter cz.2

Pokręciłam głową aby odpędzić ode mnie te dziwne myśli z (Być może za niedługo) moim szefem w roli głównej...
Poszłam do salonu gdzie Darcy już nie malowała, ale budowała coś z klocków. Dołączyłam się do niej, ale mimo wszystko wciąż w głowie miałam Harrego. Tyle pytań chodziło mi po głowie.
Jest taki młody, a już opiekuje się dzieckiem, skąd ma tyle pieniędzy? Czy ma kogoś? Mężczyzna wydawał się mieć dystans, i ciągle być opanowanym, co w jego przypadku było zaletą.
Tak się zamyśliłam że nawet nie zauważyłam kiedy wieża się przewróciła a ja układałam klocki na powietrzu.
Brawo ja.
Dziewczynka pękała ze śmiechu, a ja jak to ja byłam czerwona po uszy.
-Nie śmiej się ze mnie- powiedziałam w żartach udając obrażoną. Brunetka chciała coś powiedzieć ale ciągłe salwy śmiechu jej to uniemożliwiały.
-Nie dostaniesz słodkiego deseru!- pogroziłam jej palcem, walcząc z uśmiechem. Darcy momentalnie przestała się śmiać.- w takim razie chodź zrobimy coś nie zdrowego.- wzięłam ją na ręce i zaniosłam do kuchni. Postanowiłyśmy zrobić babeczki. Po 2 godzinach były już w sam raz to zjedzenia więc Darcy powiedziała że pójdzie zawołać Harrego. Usiadłam na krześle w rogu kuchni, ponieważ nie czułam się nazbyt komfortowo w obecności mojego szefa. Czułam jakby Harry miał barierę, i naprawdę tylko nielicznym pozwalał ją przekroczyć. Wygląda na człowieka który nie potrafi okazać uczuć, wiecie, mam na myśli że jakby go ktoś w przeszłości skrzywdził i teraz miał blokadę, woli nie pokazywać uczuć niż pokazać że łatwo go zranić. Gdyby nie Darcy byłabym pewna że praktycznie nie możliwe jest wykrzesać z niego emocje. Ale to jaki on jest w stosunku dla dziewczynki sprawia że jestem pewna tego że mu potrzebna jest po prostu osoba która pomoże mu postawić ten pierwszy krok, I ja będę tą osobą.
Z zamyśleń wyrwały mnie głosy dochodzące z korytarza, i już po chwili w kuchni zjawiła się pozostała dwójka.
Podczas gdy oni zjadali się babeczkami, mając przy tym niezły ubaw ja postanowiłam w myślach opracować plan.
Feeling list
1. Sprawdzić jego uczuciowość.
2. Sprawić by się przejął.
3. Zmusić go aby coś poczuł.
4. Dać mu  przestrzeń.

-Mogę iść z Darcy do parku?- zapytałam nagle. Harry wydawał się zaskoczony moim nagłym pytaniem ponieważ oboje z Darcy zamilkli.
-Ymm...cóż, jest to twój pierwszy dzień myślę, że to trochę za wcześnie na samodzielne wyjście.- powiedział powoli, jakby chciał przemyśleć każde słowo tak aby mnie nie urazić.
Nieufny ✓
Ostrożny ✓
Wyrafinowany ✓
-Rozumiem, w porządku- uśmiechnęłam się delikatnie.-No chyba że nie masz nic ważnego do zrobienia, i masz chwilę czasu aby wyjść razem z nami?- zapytałam z nadzieją i obawą jednocześnie.
Harry potarł palcami wargę intensywnie się nad czymś zastanawiając.
-Po pierwsze wszystko co robię jest ważne-podkreślił przez co ja parsknęłam. Mimo że na jego twarzy widniał tylko lekki uśmiech, jego oczami targały radosne iskierki. Myślę że możemy wyjść- skinął lekko głową. Pisnęłam radośnie, przez co Harry się zaśmiał, i okej ale jego śmiech jest perfekcyjny.
Ma cudowny śmiech ✓
-Chodź Darcy wychodzimy!- trajkotałam cała w skowronkach.
Gdy szliśmy do parku buzia mi się nie zamykała, i gdyby nie to że Harold przez cały czas miał uśmiech na twarzy pomyślałabym że ma ochotę wepchnąć mnie pod auto. Brunetka zażyczyła sobie iście za rączkę z nami oboma, więc jeśli ktoś patrzył na nas z boku, mógłby śmiało pomyśleć że jesteśmy szczęśliwą rodziną.
Gdy już byliśmy w parku Darcy nagle mnie popchnęła krzycząc "gonisz!" i uciekając ile sił w nogach, w pierwszej chwili byłam tak zaskoczona że nie wykonywałam żadnego ruchu, ale już po chwili ocknęłam się i walnęłam Harrego piszcząc że teraz on goni, i uciekłam w kierunku Darcy.
-Twój tata goni- szepnęłam jej cicho gdy schowałyśmy się za drzewem, z nadzieją że Harry nas nie zauważy. Po kilku chwilach, gdy zdążyłyśmy ochłonąć postanowiłyśmy zmienić kryjówkę. I gdy tylko wychyliłam się zza drzewa aby sprawdzić czy Harrego nie ma w pobliżu, zetknęłam się z jego torsem. Pisnęłam wystraszona i zaczęłyśmy z Darcy uciekać. Już myślałam że Harry jest daleko w tyle dopóki nie poczułam szarpnięcia na swoim nadgarstku. Natychmiastowo wpadłam na jego klatkę piersiową.
-Gonisz- szepnął mi do ucha....


____________________________________________
FOOD
*ważne*
Co wy na to aby zrobić taki trochę maraton? pamiętacie ten w wakacje? tyle że tym razem dodawałabym 23.12,  24.12,  25.12,  26.12 jeden imagin/rozdział codziennie o tej samej godzinie? jeśli przynajmniej 15 osób będzie chciało to tak zrobię. ( a nie tak jak ostatnio że chciało dużo osób a czytało tylko jakieś pięcioro z was xd)

                                              18 KOMENTARZY=NEXT




wtorek, 15 grudnia 2015

Samotność||n.h./część 3

Sama się sobie dziwię, ale ta dam po raz 2! Co mi się stało? Sama nie wiem :D Ale nie przyzwyczajajcie się haha
Żartuję 
<tak, tu miały być oklaski :C>
Zapraszam na kolejną część! Super spełniacie warunki, dziękuję wam niezmiernie! <3
__________________________________________
K: Byłaś genialna!
A: Właśnie!
J: Dzięki dziewczyny, wy też.- posłałam im tym razem szczery uśmiech.
Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się i wedle życzenia pana Adamsa, skierowałam się do jego kantorka. Zapukałam grzecznie i weszłam.
J: Chciał mnie pan widzieć?- jakież było moje zdumienie, gdy zobaczyłam tam Nieznajomego.
N: Nieznajoma?- zapytał zaskoczony i odepchnął się od biurka, o które się wcześniej opierał.
J: Nieznajomy?- zapytałam w tym samym czasie. Uśmiechnęłam się mimowolnie.
N: Co ty tutaj robisz?
J: Co ty tutaj robisz?
Znowu zapytaliśmy równocześnie. Nie jestem pewna, ale chyba dostrzegłam błysk w jego ślicznych oczach. Tak, przyznaję się, on ma naprawdę śliczne oczy.
N: Mów pierwsza.- powiedział szybko widząc jak otwieram usta.
J: Co tutaj robisz?
N: Trener mnie wezwał.- wzruszył ramionami.- A ciebie co tutaj sprowadza?
J: To samo. Wiesz o co mu chodzić?- pokręcił przecząco głową, a ja westchnęłam.
Po chwili z powrotem oparł się o mebel, a ja zajęłam miejsce obok niego. Cisza nie była niezręczna, ale przyjemna również nie. Kątem oka zauważyłam, jak chłopak przeciera ręką twarz.
J: Wszystko w porządku?- popatrzyłam na niego z boku, jego prawy profil był naprawdę dobry.
N: Tak, po prostu się... nie wyspałem.- dodał niepewnie, widocznie to delikatny temat, nie będę naciskać. Po kilku minutach przyszedł pan Adams. Uśmiechnął się na nasz widok.
T: Okej, poprosiłem was tutaj, bo uważam, że w pełni na to zasłużyliście. Jesteście najlepsi z całej tej wspaniałej drużyny, a w tym roku wychodzicie, postanowiłem więc, że wam się to wręcz należy.
J: Na pewno nie jestem najlepsza. Trener spojrzy na Ashley..
N: Na Oscara...- dodał blondyn.
T: Tak, patrzyłem na nich i rozmawiałem z nimi o tym. Dla jasności nie proponowałem im tego, co wam, ale chciałem, by mi doradzili. I myślę że naprawdę podjęliśmy wspólnie wspaniałą decyzję. Otóż za 3 dni odbędą się testy do Elitarnej Szkoły Siatkarzy i Siatkarek*. Były one również we wrześniu, ale nie byłem wtedy pewny, kogo wziąć. Naprawdę dobrzy ludzie tam startują, którzy albo jak Ashley trenują od małego, albo jak Oscar mają po prostu wrodzony talent. Bez obrazy, ale właśnie chodzi mi o to, że uważam, że wy również macie niesamowitą smykałkę do tego. (T.i.) dobrze wiesz o czym mówię, chociażby eliminacje do turnieju międzyszkolnego, rozwaliłaś ich wtedy totalnie. A ty Niall? Pojechałeś na te same, ale męskie z drużyną śmiechu wartą, przez kontuzje i wychowawców, a zrobiłeś z was mistrzów turnieju. To nie mógł być przypadek, dlatego uważam, że powinniście spróbować chociaż. Wyniki będą już następnego dnia, więc jak tylko dowiemy się co i jak, będziemy rozmawiać dalej. Pytanie brzmi, wchodzicie w to?
Zszokowana stałam przez 5 minut z otwartą buzią. Przecież to jest ESSiS*! Spełnienie moich marzeń, coś na co zawsze brakowało mi odwagi samej, a teraz z panem Adamsem i Nieznajomym. Chłopak musiał być równie zszokowany. Nie mogąc się opanować, doskoczyłam do trenera i przytuliłam go, a potem wskoczyłam na niebieskookiego. On tylko mnie przytulił i czułam, jak uśmiecha się w moje włosy.
T: Rozumiem że tak. A TERAZ NA LEKCJĘ, BO NIE MAM CZASU ANI CHĘCI NA LATANIE PO SZKOLE ŻEBY USPRAWIEDLIWIAĆ NIEOBECNOŚCI I SPÓŹNIENIA!- uśmiechnął się szeroko, co odwzajemniłam i pociągnęłam za rękę mojego towarzysza.
N: ESSiS! Rozumiesz to?! ESSiS!- stał tak blisko, że byłam wstanie zobaczyć każdą małą kropeczkę na jego ślicznych tęczówkach.
J: Nadal nie potrafię tego pojąć. Natychmiast musimy znaleźć Ash i Oscara!- poczułam jak chłopak splata nasze palce. Spojrzałam na dłonie, on zrobił to samo i lekko się speszył, rozluźniając uścisk. Ścisnęłam pocieszająco jego palce i uśmiechnęłam się do niego. Odwzajemnił to i razem, za rękę, poszliśmy do naszych znajomych. Niestety zadzwonił dzwonek, więc musiałam udać się na lekcje.
N: Musisz już iść, prawda?- zapytał smutno.
J: Niestety.- przyłapałam się na takim samym smutku z powodu naszego (choć tak krótkiego) rozstania.
N: Zobaczymy się na lunchu?- posłał mi słaby uśmiech.
J: Myślę, że tak.- chciałam odejść, ale chłopak nie powstrzymał. Złapał moją dłoń i ucałował delikatnie jej wierzch, patrząc mi przy tym w oczy. Byłam oczarowana.
N: Do zobaczenia potem, iskierko.- uśmiechnął się delikatnie i odłożył moją rękę z powrotem wzdłuż mojego ciała. Byłam w szoku. Pozytywnym szoku. Odwróciłam się, żeby ukryć rumieniec i poszłam najpierw do szafki po plecak, a potem prosto do klasy. Przeprosiłam za spóźnienie, jednocześnie musiałam wytłumaczyć ten rumieniec.
Nauczycielka tylko uśmiechnęła się do mnie na wieść o testach w ESSiS. Ludzie patrzyli na mnie jak na nie wiadomo kogo.
Na: No dobrze, tym razem ci podaruję, ale następnym razem proszę, nie spóźnij się.- posłała mi uśmiech, który odwzajemniłam i szybko zajęłam swoje miejsce, w przedostatniej ławce, tuż przed Bradleyem i jego kolegą i tuż za Katie i Amy.
B: Gratuluję kochana!- pochylił się i ucałował mój policzek, na co posłałam mu uśmiech.
K: Tak kochanie, jestem z ciebie taka dumna!- zaświergotała wesoło i przytuliła mnie przez ławkę.
A: Właśnie!- powtórzyła gest swojej przyjaciółki, na co im również posłałam uśmiechy (tak, naprawdę szczere uśmiechy) po czym poprosiłam, abyśmy dokończyli rozmowę po lekcji, bo muszę się skupić na matmie. Siedziałam sama, bo dzisiaj nie było Luke'a, z którym zawsze siedziałam. Luke był kiedyś moim sąsiadem, potem przeprowadził się ulicę dalej i zaczął profesjonalnie grać w piłkę nożną. U nas w szkole również była drużyna piłki nożnej, ale większy nacisk kładło się na siatkówkę.
Dzwonek zadzwonił bardzo szybko, a ja równie szybko spakowałam zeszyt i piórnik i wyszłam z klasy na spotkanie z blondynem. Ktoś mnie zawołał, więc obróciłam się, ale nikogo nie zauważyłam, więc ruszyłam dalej i gdy się odwróciłam wpadłam prosto na czyjeś usta. Odsunęłam się zawstydzona i spojrzałam na osobę, którą nienaumyślnie pocałowałam. Okazał się nim mój niebieskooki.
J: Boże przepraszam.- powiedziałam cicho, czerwieniąc się mocno. Na szczęście nikt nie zauważył naszego małego zderzenia.
N: Nic się nie stało.- był równie zawstydzony i na jego polikach pojawiły się mini czerwone plamy.- Chciałem się zapytać, może pojechałabyś ze mną na lunch na miasto?
W naszej szkole panowała taka zasada, że jak była przerwa na lunch, mieliśmy ponad pół godziny na to, by w spokoju w szkole lub po za nią spożyć posiłek.
J: Jasne, tylko muszę iść do szafki, żeby zostawić książki.- wskazałam na swój plecak, a on skinął głową. Poszliśmy do mojej szafki, gdzie go odłożyłam i chciałam wziąć portfel, ale schował mi go z powrotem i zatrzasnął drzwiczki.
N: Zaprosiłem to zapłacę.- uśmiechnął się. Posłałam mu spojrzenie typu "nawet mnie nie wkurzaj koleś", a on tylko puścił mi oczko i pociągnął w stronę wyjścia. Nagle zatrzymał się i walnął sobie ręką w twarz.- Cholera!
J: Co jest?- zapytałam jednocześnie smutniejąc.
N: Jestem głupi! Zaprosiłem cię na lunch, a nawet nie mam jak nas tam zawieźć!- spojrzałam na niego niezrozumiale.- Postanowiłem iść dzisiaj na piechotę, co swoją drogą, było najlepszym wyborem mojego życia, ale przez to nie mam samocho..
Nagle przed nami wyrósł Bradley z wielkim bananem na twarzy.
B: Adams wywiesił już listę!- powiedział wesoło.- I w nagrodę, mamy odwołane lekcje!
Uśmiechnęliśmy się do siebie z bardzo szeroko, a ja przytuliłam obu.
J: Wreszcie coś miłego!- wykrzyknęłam.
N: W takim razie mogę cię już spokojnie zabrać na lunch.- uśmiechnął się do mnie.
B: Ooookej, to ja nie przeszkadzam. Pa (T.i.)- przytulił mnie.- Pa Niall!- przybił mu żółwia i odszedł.
J: To ja wrócę po książki i możemy iść.
N: Mam lepszy pomysł.
J: Tak? Jaki?
N: Zapraszam cię do siebie, wspólnie przygotujemy coś pysznego!- zaśmiałam się i chwyciłam jego wyciągniętą dłoń.
Jak to możliwe, by nasze życie tak szybko uległo zmianie na lepsze?

_________________________________________
Nanana podoba się? Mam nadzieję :3 Pewna osoba na priv zapytała się mnie czy zrobiłabym z tego fanfik. Co wy na to? Gdybym napisała fanfiction na podstawie tego imagina? (szczegół że ten imagin jest wzięty z mojego ff) ale raczej na wattpadzie.

Warunek na następną część, która myślę naprawdę szybko może się pojawić:
12 komentarzy! Dacie radę? Na pewno! <3

CZYTASZ = KOMENTUJESZ!! 

Wasza 
DF §§