One Direction i My.. - imaginy

niedziela, 13 grudnia 2015

Samotność||n.h./część 2

Ta dam! Wracam Taaaaaak szybko! Jeeej! <słyszycie te świerszcze?> mam nadzieję, że się spodoba, miłego czytania :*
____________________________
Nieznajomy: Ranisz, Bae.
Nazwał mnie swoim Bae? Głupkowaty uśmiech sam wpłynął na moją twarz.
Ja: Gdzie bym tam śmiała.
Ja: Ale musze uciekać, trzeba się przebrać :/
Nieznajomy: Dobrze :/ Do zobaczenia, Bae.
Z uśmiechem skierowałam się do szatni. Zaczęłam ściągać ubrania i przebierać się w strój.
Może ten dzień nie będzie aż tak beznadziejny?
Przebrałam się szybko i poszłam na salę gimnastyczną. Odszukałam wzrokiem mojego Nieznajomego. Jeszcze go nie było. Zauważyłam, że wszyscy byli ubrani w białe koszulki i czarne spodenki. Najwidoczniej będziemy się wyróżniać. Podeszłam do trenera, zdziwiona, że chłopcy są z nami na sali.
J: Trenerze, czemu chłopcy też są z nami?
T: Postanowiłem zrobić trening łączony, bo jak się okazało, przed świętami, za 1,5 miesiąca będzie mecz z liceum nr 8 i drużyny będą mieszane, 3 chłopców i 3 dziewczyny. Muszę wybrać tych najlepszych i po jednym rezerwowym z dziewczyn i chłopców.
J: A.. Dobrze, dziękuję.- odpowiedziałam uprzejmie. Trener na pewno mnie weźmie, bo jestem kapitanem. Ale skoro kapitanów weźmie to mój Nieznajomy też pojedzie.
T: A i (T.i.)? Po treningu przyjdź do mojego kantorka.- skinęłam głową i oddaliłam się, aby rozgrzać się przed grą. Niestety dołączyły do mnie moje "koleżanki", dwie największe ździry w całej szkole. Pewnie pytasz się dlaczego? To proste, chłopcy lubili mnie, bo no cóż, najgorzej to nie wyglądałam, a one były po prostu chude i kościste z masą tapety na ryju.
Ale w siatkę grały dobrze. 
Niestety.
K: (T.i.) kochana! Bradley znowu się na ciebie patrzy!
A: Właśnie! Jest boski, pamiętam jak mnie pieprzył.. Boże, było cudownie!- zachichotała jak idiotka.
J: Przepraszam dziewczyny, ale muszę się rozgrzać bo się trochę spóźniłam. Porozmawiamy o Brad'ym później, dobrze?- wysiliłam się na sztuczny uśmiech, który wzięły za szczery. Pisnęły i przytuliły mnie.
K: Dobrze kochanie! Pamiętaj, dobra rozgrzewka jest najważniejsza!- w tym akurat miała rację.
A: Właśnie!- zawtórowała jej i odeszły. Westchnęłam tylko i zaczęłam biec. Po chwili poczułam, że ktoś jest tuż za mną. Mimowolnie przyspieszyłam, chcąc go lub ją sprawdzić. Miałam przeczucie że to jednak był on.
N: Nieznajoma, czekaj!- zaśmiał się cicho tak, żebym tylko ja mogła go usłyszeć. Zwolniłam i dostosowałam się do jego tempa.
J: O cześć. Wyróżniamy się w tych strojach.- zaśmiałam się i wskazałam głową na biało-czarną grupę.
N: Mi to pasuje. Zresztą, dobrze ci w tych ubraniach.- uśmiechnęłam się na ten komentarz.
Już naprawdę nie pamiętam dnia, kiedy ktoś tak wiele razy wywołał mój uśmiech.
J: Dzięki Nieznajomy.- westchnęłam smutno, na co on spojrzał na mnie, a wesołe iskierki przygasły w jego błękitnych oczach.
N: Hej iskierko, co jest?- zapytał smutno.- Powiedziałem coś nie tak?
J: Nie.. Po prostu.. Prędzej czy później poznam twoje imię.. I nie będzie już tak magicznie i fajnie.- powiedziałam nim ugryzłam się w język. Spuściłam wzrok i zawstydzona przyspieszyłam. Jeszcze nigdy się tak nie czułam. Jeszcze nikt nie sprawił, że byłam bądź co bądź onieśmielona.
N: Hej, czekaj!- podbiegł i złapał mnie za rękę. Rozejrzałam się, ale nikt nie patrzył, wszyscy poszli do schowka po piłki. Chłopak pociągnął nas za trybunę.- Uśmiechnij się, proszę. Nie mogę patrzeć jak moja iskierka się smuci. Jesteś jedynym co daje mi szczęście. Uwierz, dawno nie byłem taki..
J: Wesoły i uśmiechnięty?- zapytałam podnosząc głowę. Nie byłam smutna. Tylko cała czerwona. Widząc to odetchnął z ulgą.
N: Tak, dokładnie.- zaśmiał się i założył mi kosmyk włosów za ucho, który zakrywał moją twarz.- Nie ukrywaj się, jesteś piękna. A czerwień tylko dodaje ci uroku.
J: Powinniśmy już iść..- powiedziałam nieśmiało niszcząc wszystko. Ale on tylko się uśmiechnął i odsunął.
N: Panie przodem.- wyszłam zza trybuny i dokończyłam rozgrzewkę, po czym poszłam po piłkę. Na moje nieszczęście wszystkie dziewczyny dobrały się w pary, tak samo jak chłopaki, których znam. Spojrzałam w stronę mojego blond Nieznajomego.
J: Los chyba sobie z nas kpi.- zachichotałam a on zdezorientowany uniósł brew.- Wszyscy dobrali się już w pary, zostaliśmy tylko my.
N: W takim razie chodźmy.- złapał mnie za rękę i pociągnął. Ustawił się po drugiej stronie siatki i odbił piłkę w moją stronę. Podbiegłam do niej, ugięłam delikatnie kolana i oddałam mu piłkę, ledwo muskając ją palcami. Tak przez kilka minut podawaliśmy sobie ją górą. Potem dołem, aż nadeszły serwy. Ja miałam zacząć, więc podrzuciłam piłkę bardzo wysoko i z wyskokiem pokierowałam ją prosto ręce blondyna. Oczy mu się zaświeciły i dokładnie powtórzył mój ruch. Uniosłam brew do góry i tym razem pokierowałam piłkę nisko nad siatką. On znów zrobił to samo.
J: Czy ty mnie papugujesz?- zapytałam głośno.
N: Tylko serwuje.- wzruszył ramionami. Spróbowałam jeszcze kilka razy, ale zawsze robił dokładnie to samo.
Nagle zabrzmiał gwizdek i trener Adams, 40-letni nauczyciel w-fu, którego swoją drogą bardzo lubiłam, bo to dzięki niemu odkryłam swój mały talent i zamiłowanie do biegania i siatkówki, wezwał nas do siebie.
T: Okej! Podzielę was teraz na drużyny. Niall! Na lewo! Bradley! Na prawo!- rozdzielił chłopaków i przyszła kolej na dziewczyny- (T.i.)! Do Nialla. Katie! Do Bradleya. Weź ze sobą Amy!- cholera, no to wziął ździry do Brada. Przegramy to, chociaż...- Ashley do (T.i.)!- YAAAS BITCH! Ona jest zajebista. Nawet lepsza ode mnie, trenuje od kiedy skończyła 7 lat. Przybiłyśmy sobie piątki i zajęłyśmy swoje miejsca. Byłam pod siatką na bloku, obok mnie był Niall jako rozgrywający.
J: To jest chyba jakiś żart.- mruknęłam do chłopaka.
N: Nie sądzisz, że to może być.. przeznaczenie?- spojrzałam na niego jak na wariata.
J: Mówisz jak typowa, zakochana po uszy nastolatka!
N: Co w tym złego? Fajnie jest się oderwać od tej smutnej rzeczywistości czymś takim, iskierko. Nie mów, że to wszystko nie sprawia że czujesz się inaczej.. lepiej.- spojrzałam mu w oczy i wiedziałam, że ma rację. Błękit jego tęczówek lśnił jasnością, a on uśmiechał się do mnie promiennie. Odwzajemniłam nieśmiało uśmiech.- Uśmiechaj się częściej. Naprawdę ci z nim do twarzy.
J: Dziękuję ci.- powiedziałam cicho.
N: Nie ma za co, mówię to, co widzę. A teraz skupmy się, Nieznajoma!- zaśmiałam się. Co z tego że wiem jak ma na imię? Zabawa z Nieznajomy/Nieznajoma jest naprawdę.. ciekawa i wesoła.
Rozpoczęliśmy grę. Walka była zacięta do samego końca, gdy nadeszła piłka meczowa, było 2:2 w setach.
T: Okej! Gramy do dwóch przewagi! Twoja piłka (T.i.).
Wzięłam ją do ręki i zamiast serwować nie wiadomo jak, po prostu podrzuciłam piłkę i przebiłam ją na drugą stronę. Zaskoczeni nie spodziewali się, że ona ledwo doleci, zahaczy i taśmę i upadnie tuż pod siatką, po stronie boiska przeciwników.
T: Jeśli to było specjalnie, to właśnie polubiłem twoją nową technikę, skarbie!- uśmiechnęłam się na komentarz pana Adamsa, ale drugi serw wykonałam jak zwykle, dzięki czemu piłka upadła dokładnie w przeciwległy, prawy róg boiska, prosto na złączenie dwóch linii.
T: Dobra, to też było dobre! Jeszcze dzisiaj, po lunchu, na tablicy z ogłoszeniami zostanie wywieszona kartka z listą zawodników oraz terminami treningów! Damy z siebie wszystko na tym meczu! A teraz IDŹCIE SIĘ UMYĆ I PRZEBRAĆ, BO NIE CHCĘ POTEM DOSTAWAĆ SKARG, ŻE KLASA GNIJE OD SMRODU WASZEGO POTU!
Wykonaliśmy wszyscy polecenie trenera, wcześniej dziękując za mecz.
K: Byłaś genialna!
A: Właśnie!
J: Dzięki dziewczyny, wy też.- posłałam im tym razem szczery uśmiech.
Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się i wedle życzenia pana Adamsa, skierowałam się do jego kantorka. Zapukałam grzecznie i weszłam.
J: Chciał mnie pan widzieć?- jakież było moje zdumienie, gdy zobaczyłam tam Nieznajomego.

___________________________________
Dziękuję za komentarze! :D Myślałam że nie będzie ich wcale a tu taka niespodzianka. Kocham was <3 Macie kolejną część, piszcie mi co sądzicie itp. + Boże jestem emocjonalnie niezdolna do życia, oglądałam właśnie występ chłopców w XFactorze i się popłakałam. 
Tym razem stawiam wam warunek- 10 komentarzy!
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!! 
Wasza DF

Liam.. ❤ ~ Maybe we found love right where we are.. - część 8 /ostatnia

Aloha xx
Mój pierwszy post z imaginem po drugiej rocznicy!! :*
I powiem wam, że ja nawet już nigdzie nie muszę publikować tego bloga, same wchodzicie, czytacie i co najważniejsze pokazujecie że jesteście ze mną! Bez was nie było by tego !! Czuje się niczym dumna, z WAS, z siebie.. :* Wiem bycie dumnym z siebie może być samolubne ale tak jest!! Założyłam stronę która tak wspaniale funkcjonuje!! :*
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Otworzyłam drzwi i to jednak nie ona.
J: Thomi.. A co ty tu robisz? - jednakże się ucieszyłam.
L: Wypierdalaj stad! - pojawił sie  znikąd, co mu odbiło?
J: Liam.. - spojrzałam na niego, brunet niestety nie zrobił tego samego tylko mordował Thomasa wzrokiem. - Thom. - powiedziałam poważniej, żaden nie reagował. - Nie ważne!
- rzuciłam, zabrałam torebkę i płaszcz i wyszłam. Na klatce spotkałam Kame, zagarnęłam ją pod ramie i jak najprędzej wsiedliśmy w jej taksówkę.
K: Co sie dzieje?
J: Myślałam że się pozabijają.. - powiedziałam przerażona.
K: Biją sie? - wystraszyła się.
J: Nie, ale nawet jeśli to mam to gdzieś. Zachowują sie oboje jak dzieci! Mam dosyć! Liam mnie unika, a Thomas.. On tylko udaje, to w sumie miało być udawane, ale sądziłam ze coś poczuje. - mało sie nie rozpłakałam.
K: Kochana nie przejmuj sie dzisiaj tym. Ten weekend jest nasz a to się na pewno wyjaśni.. - uśmiechnęła sie pocieszająco.
J: Masz racje! - wzięłam głęboki wdech - Dobra zabawa! - zaśmiałyśmy się i po jakimś czasie byłyśmy na imprezie. Mnóstwo gości, chyba cała uczelnia, albo i lepiej.
    Godziny mijały, drinki leciały, tańców nie mało, Thomasa ani śladu, Liama to nawet się tu nie spodziewam!
K: (T.i.) coś się dzieje.. ! - powiedziała szybko i pociągnęła mnie za wszystkimi.
J: Nie chce iść! - wyrywałam się
K: Czemu? - zatrzymałyśmy się w miejscu, dziewczyna patrzyła dziwnie w moje oczy. Spojrzałam na zegarek. Myśl pijana (T.i.)..
J: Jest już po 2 w nocy, jesteśmy już nieźle pijane, a oglądanie pewnie jakiejś frajerskiej bójki mi w moim samopoczuciu nie pomoże, więc może jedźmy już stąd. - byłam coraz bardziej przygnębiona, chciałam się pogodzić z Liamem, powiedzieć Thomasowi że to udawanie nie ma sensu!
S: Znam go! On się nigdy o dziewczynę nie bił! - Sam, kumpel Liama przeszedł obok nas. Serce zabiło mi szybciej!
J: Zmieniłam zdanie! - pociągnęłam przyjaciółkę i przeciskałyśmy się przez tłum.
T1: Dostaje po mordzie.. - powiedział jakiś typ.
T2: Thomas nie ma szans. - odezwał sie typ 2. Thomas, Sam to kumpel Liama.. O matko, tylko nie to! Przedarłam sie sama przez ludzi i stanęłam w pierwszym rzędzie. Thomas leżał na ziemi i był okładany przez Liama. Co oni tu wyprawiają?! Po chwili role się odwróciły! Thomas tłukł Liama, nie mogłam na to patrzeć.
J: Uspokójcie się! - czułam że nie tylko łamie mi się serce, ale i tama powstrzymująca łzy. - Pomóżcie im! Rozdzielcie! - szarpałam jakiegoś chłopaka. Wyszukałam Sama i podeszłam do niego. - Pomóż mu!
S: Któremu? - zaśmiał sie pokazując na walczących. Teraz znów Thom dostawał.
J: Liamowi! Rozdziel ich! - wrzasnęłam. Sam spojrzał w moje zapłakane oczy, skinął delikatnie głową i zabrał swojego kolegę i podeszli do nich, uważając żeby nie oberwać. Patrzałam jak odciągają ich od siebie, Thomas się szarpał, chciał okładać Liama, ale ten był mądrzejszy i nie stawiał się Samowi. Po chwili moje i Payne'a oczy się spotkały, bolało mnie to wszystko, chciałam zniknąć! Sam coś do niego powiedział, nie słyszałam, było tu tyle ludzi że nawet nie słyszałam własnych myśli..
K: Chodźmy stad.. - znalazła sie przy mnie i z powrotem zaczęliśmy przeciskać się przez tłum.
J: Kami ja.. - starłam łzy - ..Pojadę sama, muszę przemyśleć kilka spraw.. Przepraszam Cię, zadzwonię do Ciebie.. - przytuliłam ją.
K: Nie puszcze Cie samą, nie w takim stanie. - sprzeciwiała sie.
J: Proszę Cię..
L: Ja ją odwiozę.. - znalazł się przy nas, serce zabiło mi szybciej, ale nie chciałam nawet tego sama sobie pokazywać.
K: Ymm.. - Kama proszę nie pozwól na to!!! Patrzałam na nią tak błagalnie jak jeszcze nigdy. - Niech będzie..
L: Chodźmy.. - powiedział do mnie, bez słowa wyszłam z domu i wsiadłam w jego samochód. Zastanawiałam sie czy nie pił na tej imprezie, ale sądzę że jeśli tu autem przyjechał to nie jest taki głupi żeby po pijaku jeździć. Musiałam się nieźle powstrzymywać przez całą drogę by nie patrzeć na niego, miał dość mocno czerwoną twarz, do tego rozwaloną wargę i łuk brwiowy. Chciałam wyjaśnień, ale nawet nie wiedziałam jak mam zapytać.. Szybko znaleźliśmy się w naszym mieszkaniu, od razu poszłam do siebie i przebrałam sie w dresy. Nie zamierzałam siedzieć bezczynnie, choć dalej huczało mi w głowie. Poszłam do Liama do sypialni, ale nie było go tam, pewnie w łazience.. Zapukałam cicho a chwile później brunet otworzył mi drzwi. Był bez koszulki i chyba starał sie patrzeć swoje rany, bo miał wacik w palcach.
J: Pomogę Ci.. - szepnęłam i zabrałam od niego zakrwawiony listek.
L: Nie musisz..
J: Sądzę jednak, że powinniśmy poważnie porozmawiać.. - nasączyłam kolejny, czysty wacik, spirytusem salicylowym - Usiądź.. - wskazałam na brzeg wanny. Chłopak zrobił to, a ja stanęłam między jego nogami i delikatnie jedną dłoń ułożyłam na jego czole.
L: O czym? - zapytał jakby nie wiedział.
J: O tym wszystkim, o Twoim zachowaniu.. - zaczęłam przemywać mu ranę na brwi. Syknął, wiedziałam że będzie piec.
L: Wiem, ze to wszystko jest z mojej winy, nie mogę patrzeć na to jak on Cie rani i gdyby nie ja nie było by tak.. - rozwijał się
J: Skąd pomysł że on mnie rani? - spojrzałam w jego oczy, na chwile przestając go oparzać.
L: Nie znasz go tak jak ja.. Thomas rozkochuje w sobie dziewczyny, wykorzystuje i zostawia.. Nie może zrobić tego i Tobie.. On chce sie zemścić, nie możesz być jej częścią.. - tłumaczył, tylko ze ja nic z tego nie rozumiałam.
J: Zemścić? - przyłożyłam wacik do jego rozciętej wargi. Chłopak aż cofnął głowę, ale pozwolił mi dalej ją przemywać. Zmieniłam gazę i polałam wodą utlenioną by nie bolało i jak najdelikatniej pozbyłam się krwi.
L: Tak, kiedyś.. Bardzo dawno temu był z dziewczyną, która.. ymm.. - zamilkł - ..Powiedzmy że nie chciała być z nim przez to jak on ją traktował i po długim czasie zaczęła spotykać się ze mną. Nie byliśmy razem, ale on to widział w całkowicie innych barwach. Obiecał ze się zemści i wybrał Ciebie, wiedział jak ważna dla mnie jesteś, wiedział że gdy Cie skrzywdzi, to to będzie największy cios dla mnie. - mówił, a ja nie mogłam w to uwierzyć.
J: Nie bądź śmieszny.. - prychnęłam i odsunęłam się od niego. - Dlaczego on miałby mścić sie na Tobie raniąc mnie! Przecież z twojego zachowania nie wynika nic, co mogłoby wskazywać na to ze coś dla Ciebie znaczę..
L: (T.i.) to prawda. - wstał i złapał mnie za nadgarstki. - Może to denne wyjaśnienie, ale tak jest. Doskonale wiem, że zachowywałem sie inaczej, ale Ty nawet nie dałaś mi wtedy nic powiedzieć.. Wtedy nie wiedziałem że będzie mi tak ciężko patrzeć na to że ktoś inny ma Cie tylko dla siebie, zrozum mnie..- głos mu drżał.
J: Udowodnij że tak jest. - powiedziałam obojętnie
L: Ale jak? - puścił moje dłonie.
J: Zaskocz mnie.. - rzuciłam i zaczęłam wychodzić z pomieszczenia. Czułam sie jak.. jak w jakiejś taniej komedii romantycznej. Ona kocha sie w nim, ale on widzi tylko przyjaźń między nimi, on dowiaduje się o jej uczuciach i jest koniec. Potem Ona chce dać mu nauczkę i udaje parę z kimś kto chce wykorzystać Ją by zemścić sie na Nim.. CHORE!!!! Nie zdążyłam wejść do swojej sypialni bo poczułam jego dłoń na swojej. Zatrzymał mnie, odwrócił i nie wiem jak to sie stało ze jego usta przylgnęły do moich. Napierał na nie, starał sie bym odwzajemniła.. Czemu to zrobiłam?! Chciałam by tak to sie potoczyło, w ustach czułam gorzki posmak alkoholu i wody utlenionej, zapomniałam ze ma je zranione. Natychmiast odsunęłam go od siebie i zauważyłam ze jego warga znów krwawi. Przejechałam po ranie najdelikatniej jak tylko potrafiłam.
L: Naprawdę Cie przepraszam za wszystko co Ci zrobiłem..
J: Zamknij sie już! - powiedziałam jakby zła - Przytul mnie w końcu.. - uśmiechnęłam się do niego, widziałam że odetchnął. Zamknął mnie w swoich ramionach, jakby już nigdy nie chciał puścić.
L: Nie pozwolę Cie nikomu skrzywdzić..
J: Idźmy spać.. Jestem zmęczona.. - szepnęłam, chłopak uwolnił mnie ze swojego uścisku i odwrócił się by iść do siebie. Złapałam szybko jego dłoń i pociągnęłam do swojej sypialni. - Kto powiedział ze osobno.. - zaśmiałam sie i położyliśmy się pod kołdrą. Znów byłam blisko niego, znów czułam sie bezpiecznie.. - Naprawdę nigdy nie biłeś się o dziewczynę? - zapytałam z ciekawości.
L: Nigdy w życiu, jesteś pierwsza i jedyna o którą będę walczył. - powiedział pewny swoich słów.
J: A powiesz mi o co poszło? - uśmiechnęłam się słabo.
L: O Ciebie. - zaśmiałam sie cicho i cmoknęłam lekko jego wargi, uważając na bolące miejsce. 
    Kolejny dzień przyszedł strasznie szybko, obudziłam się sama i bałam sie że to tylko był sen, że dalej jestem z Liamem pokłócona. Usiadłam zmęczona na łóżku, złapałam się za pulsującą skroń i rozglądałam się po swojej sypialni. To nie może być sen, to było zbyt realne!
L: Jak dobrze że już nie śpisz.. - wszedł do pokoju. Ucieszyłam sie!
J: Czemu? - mruknęłam, naprawdę pękała mi czaszka.
L: Proszę.. - podał mi lek i szklankę z sokiem. Podziękowałam uśmiechem i popiłam tabletkę. - Wiesz, napisałem coś, i chciałbym żebyś oceniła.. - wyciągnął w moją stronę kartkę złożona na cztery części. Wzięłam ją ale nie rozwinęłam jeszcze.
J: Czemu ja mam oceniać?
L: Bo Ty sie na tym znasz.. - uśmiechnął się a ja roztworzyłam biały papier. Na środku było napisane dużymi literami: KOCHAM CIĘ! ❤  - I jak? spojrzałam na niego, nie wiedziałam co mam mu powiedzieć.
J: Bardzo.. Hmm.. Kreatywne. - stwierdziłam, chłopak sie zaśmiał. - Ja Ciebie też kocham.. - już nie patrzeliśmy na to że jego usta są poranione. Chciałam w końcu je pocałować..
t.end!

___
I jak? Jak całość? Z kim teraz? :*
Dacie rade do następnego 25 komów?!!!!!!!
CZYTASZ - KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!



Naat

sobota, 12 grudnia 2015

Harry~DIFFERENCES cz.1

-Jak mogłaś się tak zachować?!- zaczął od kąt tylko weszliśmy do mojego mieszkania.
-To nie tylko ja.- powiedziałam jeszcze spokojnie, na co on jeszcze bardziej się oburzył.
-Moja mama przygotowała dla ciebie idealną kolację, starała się, żeby wszystko było na swoim miejscu, a ty, gdy tylko poszliśmy do kuchni po prostu wyszłaś! I to pod pretekstem, że nie jesteś mile widziana z wzajemnością? Myślałem, ze stać cię na więcej.- nadal wrzeszczał.
-Harry.. to nie tak jak wygląda. Uwierz, że to nie ja to wszystko zaczęłam twoi rodzice, a raczej twój ojczym zachował się dużo gorzej ode mnie.. oni wcale nie są idealni do cholery i tak się nie zachowywali.- coraz bardziej się denerwowałam.
-Wiesz co? Oni może nie są idealni, ale przynajmniej mnie chcieli, nie porzucili mnie w jakimś cholernym domu, ale wychowali na porządnego człowieka. Pokazali mi, że jestem czegoś warty! A nie jak inni, którzy porzucają swoje..-  mówił od czasu do czasu wymachując rękami, a ja stałam patrząc na niego szeroko otwartymi oczyma, nie mając pojęcia co odpowiedzieć.. chyba to wiadome, że ci 'inni' to ja. W końcu spojrzał na mnie i przestał. Ręce niemiłosiernie mi się trzęsły. Staliśmy tak w milczeniu, a jemu otwierały się i zamykały usta raz po raz.. teraz nie wie co powiedzieć? Och błagam..
-Dokończ.- powiedziałam zimnym głosem, który tak perfekcyjnie wytrenowałam w ciągu tych kilka lat.
-A nie jak inni, którzy porzucają swoje dzieci w koszach, pod drzwiami obcych, czy może w parkach? Których dzieci są nic nie warte?- mówiłam wciąż tym samym tonem.. spokojnie, opanowana i patrzyłam mu prosto w oczy. Posunął się o krok za daleko.. nawet nie wiedział czemu wyszłam.
-Dobrze wiesz, że nie to miałem na myśli.- powiedział już miększym głosem.
-Nie wiem.- warknęłam krzyżując ramiona piersiach. Mrugałam szybko, próbując uniemożliwić łzom wypłynięcie.
-[T.I].. ja.. przesadziłem.. przepraszam, nie powinienem..- zaczął ze skruchą, ale nie tym razem. Wiedział jak bardzo mnie boli ten temat.. słowa, które wypowiedział.. miał racje. Te różnice były nie do przejścia... może facet, którego poznałam na kolacji nie jest jego biologicznym ojcem, ale podobieństwo jak wrodzone.
-Przesadziłeś. Nie, nie powinieneś. Teraz powinieneś wyjść.- starałam się opanować drżenie głosu, co niestety tym razem słabo mi wychodziło.
-[T.I.].- próbował znów coś powiedzieć.
-Harry, myślę, że nie mamy o czym rozmawiać. Wyjdź.- tym razem dodałam ostrzej, a pojedyncza łza spłynęła po policzku, którą szybko wytarłam.
-O czym ty mówisz? Przecież my..
-Nie ma już żadnych nas. Wiesz co?  Wszyscy mówili mi.. dokładnie WSZYSCY, że nie pasujemy do siebie... ty jesteś wspaniałym gwiazdorem. A ja? Ja jestem szara myszką z bidula.- mówiłam i tym razem nawet moje wysiłki na nic się zdały, bo łzy kapały jedna za drugą.
-Nawet ty dziś to powiedziałeś.. masz rację, twój ojczym miał rację.. wszyscy mieli rację, a to ja się myliłam. Myślałam, że jesteś 'inny'? Boże teraz widzę jak żałośnie to brzmi.. byłam ślepa, przecież takie rzeczy dzieją się tylko w bajeczkach dla małych dziewczynek. A ja już jestem duża. Te różnice najwyraźniej są tak duże, że nie dasz rady ich przeskoczyć. Powiedz.. było ci mnie żal? Chciałeś się pobawić w wielkodusznego rycerza? Świetnie ci to wychodziło. A teraz wyjdź.- mówiłam coraz ciszej nie chcąc nawet na niego patrzeć.
-Ale co mój ojc..- wiedziałam dokładnie o co chce spytać. Tak.. bo przecież to jest najważniejsze.
-Wyjdź!- tym razem już krzyknęłam nie mogąc się opanować i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je czekając na to, aż w końcu wyjdzie. Przeszedł próg.. wiedziałam, że patrzy na mnie.. nie miałam odwagi nawet ponownie spojrzeć mu w oczy.. wiedziałam, że jak to zrobię mogę zmienić zdanie i uwierzyć w kolejne jego kłamstwo.  Trzasnęłam drzwiami i rozpłakałam się jak małe dziecko. Zamknęłam je na klucz po czym przebrałam się w piżamy.. nie miałam siły nawet wziąć prysznica. Usiadłam na łóżku podkulając nogi opierając o nie brodę. Trzymałam telefon w ręku i znalazłam nagranie, które miałam nigdy nie usuwać.. włączyłam.
  [T.I.] słychać mnie...? Na pewno mnie słychać, głupie pytanie. Kocham Cię, wiesz...? Nie mogę przestać o tobie myśleć. Mam nadzieję, że ty o mnie też nie.. tak. Samolub ze mnie, wiem.. heheh. Jak wrócę to ci to wszystko wynagrodzę.. cholernie tęsknię.. wiesz? Na pewno wiesz, mówię ci to codziennie. Jeszcze tydzień. Nie wytrzymam tego tygodnia bez ciebie.. chyba nie mam wyjścia jednak. Czekaj na mnie.. za niedługo kończymy trasę i będę tylko twój, kochanie.

Dopiero po usłyszeniu sygnału końca wiadomości zauważyłam, że przez cały czas trwania wiadomości głosowej wstrzymywałam oddech.. jakby nie chcąc zakłócić tego, co mówił? Tak bardzo chciałam, żeby to była prawda, że wierzyłam w każde jego słowo. Trzymałam w dłoni telefon patrząc na wiadomość "Czy jesteś pewien, ze chcesz usunąć to nagranie?" Nie. Nie mam dziś na to siły.. rzuciłam telefon gdzieś w kąt i położyłam się owijając w kołdrę.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Hejka! ^-^
Jestem Weronika i jestem nową 'pisarką' na blogu..
Mam nadzieję, że moje imaginy przypadną wam do gustu i będzie się 
dobrze współpracowało :D  
Na górze macie mojego pierwszego imagina tu.
Mam nadzieję, że się podoba i się nie zawiedziecie na mnie xd
Bosz.. kazania wam prawię tu.
Może dacie mi na dobrzy początek tak z 8 komentarzy? :3
8 KOM --> NEXT

#Maleńka


piątek, 11 grudnia 2015

Samotność||n.h./część 1

PANIE I PANOWIE, PROSZĘ O GORĄCE BRAWA DLA... MNIE. Wszyscy teraz takie "wut? Wut? Kto ty?" a no to ja, ta głupia, beznadziejna, egoistyczna, leniwa (tu: wstaw inne wyzwiska bądź negatywne  określenia) idiotka, która myśli że wraca po.. Boże nawet nie wiem ilu i myśli że jest fajna! Jeeej!
Informuje od razu, że wszystko co pisałam do tej pory jest zawieszone na zawsze i nie odwołalnie! I tak już nikt tamtego nie pamięta :3 Nie będę już wywlekać tych wszystkich śmiesznych powodów DLACZEGO, ale jestem wam winna przeprosiny. Ew. Follow na tt haha
Powracam z czymś całkiem nowym, to będzie dość ciężkie, bo w sumie imagina tego wzięłam z fragmentu opowiadania które napisałam w trakcie tej mojej przerwy, a co najlepsze, podczas "urlopu" <bezpłatnego, dziwie się że Naat mnie nie zwolniła ;D > napisałam z 4-5 takich opowiadań i postaram się z nich wyciągnąć krótsze! Nie wiem czy wyjdzie, zobaczymy.
Nie obiecuję, że nowe części będą o tej i o tej porze ani że będę się starać żeby wstawiać to regularnie, bo wtedy mi nie wyjdzie. Więc.. Jak będzie to będzie haha :D Mogę jedynie obiecać, że już was nie zostawię na tak długo, jeśli w ogóle ktoś będzie chciał czytać to coś haha
Dobra, nie przedłużam, bo i tak nikt tego nie czyta i zapraszam na coś całkiem nowego, coś ciekawego (mam nadzieję), coś co nazywa się SAMOTNOŚĆ.
Miłego czytania :*
___________________________________________________
Siedzę na parapecie. Kolejna noc zarwana. Kiedy to się skończy? Co noc męczy mnie moja przypadłość. Nieuleczalna choroba, na którą choruje bardzo duża część populacji. Niestety, o leki na tę chorobę trudno w tym pełnym zawiści i wzajemnej nienawiści świecie.
Patrzę w gwiazdy i zastanawiam się, gdzie ten mój lek żyje? Co robi? O czym myśli? Czy w ogóle istnieje?
Mama mówi że tak i kiedyś na pewno go odnajdę. Że odnajdę swój księżyc, który tylko dla mnie świecić będzie w dzień. Ale ja jej nie wierzę. Nie wierzę nikomu. Wszyscy kłamią, faszerują innych tymi kłamstwami, pogłębiając chorobę jeszcze bardziej. Ale.. No cóż, siedząc na tym parapecie, z nogami pod brodą (taaak, mam dość szeroki parapet), wpatrując się w gwiazdy, mogę śmiało stwierdzić, że mój lek gdzieś tam jest. I ja go znajdę.
<Jego perspektywa>
Siedziałem na parapecie i zastanawiałem się,co takiego zrobiłem, że Bóg ukarał mnie tą chorobą? Niby otoczony tymi wszystkimi ludźmi... Tymi... Fałszywymi i zakłamanymi ludźmi... Bycie kimś, nie byle kim jest frustrujące. Każdy twój ruch, twoje słowo jest poddawane krytyce. Nie masz wyboru albo robisz to dobrze, albo spadasz.
Ojciec zawsze powtarzał mi, że znajdę swoje lekarstwo. Że odnajdę swoje słońce, które tylko dla mnie świecić będzie w nocy. Ale ja mu nie wierzę. Nie wierzę nikomu. Wszyscy kłamią, faszerują innych tymi kłamstwami, pogłębiając chorobę jeszcze bardziej. Ale.. No cóż, siedząc na tym parapecie, z nogami pod brodą (taaak, mam dość szeroki parapet), wpatrując się w gwiazdy, mogę śmiało stwierdzić, że mój lek gdzieś tam jest. I ja go znajdę.
<zamierzona zmiana czasu na przeszły>
Następnego dnia byłem niewyspany. Norma, zazwyczaj się nie wysypiam. Wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki. Załatwiłem swoje potrzeby, wykonałem poranną toaletę i spojrzałem w lustro.
N:Kurwa, znowu mam podkrążone oczy.
I zaczynasz mówić sam do siebie.
Zamknij się.
Postanowiłem podkraść (znowu) trochę tego ohydstwa partnerce ojca, co ona nim codziennie szpachluje sobie ryj.
I tak jest brzydka.
Na palcach skierowałem się do jej łazienki i z jakiejś małej tubki wycisnąłem kropkę cielistego płynu.
Fuj.
Wróciłem do siebie i nałożyłem to sobie pod oczy. Dobrze wsmarowałem, żeby nie było zbyt widać. Przeczesałem włosy palcami i westchnąłem do odbicia.
Czas zacząć przestawienie.
Wyszedłem z łazienki, zgasiłem światło i podszedłem do szafy. Wyciągnąłem z niej jakiś szary T-shirt i czarne rurki. Taaa.. Jak każdy typowy kapitan drużyny. Rzygam tym już. Przebrałem się szybko, złapałem dzień wcześniej spakowany plecak i pobiegłem na dół. W locie złapałem jabłko i kasę od taty, ubrałem buty i wyszedłem z domu. Nie chce mi się dzisiaj jechać autem. Po za tym mam przeczucie, że lepiej będzie, jeśli pójdę dzisiaj piechotą.
<Jej perspektywa>
Wstałam rano. Przyszykowałam się do szkoły. Porozmawiałam ze sobą przed lustrem, nałożyłam korektor pod oczy, aby zakryć sińce i przeczesałam włosy palcami.
Czas zacząć przedstawienie.
Postanowiłam dzisiaj ubrać się trochę inaczej niż zwykle. Padło na szarą, przedłużaną bluzkę i czarne rurki. Szybko się przebrałam i złapałam plecak. Zbiegłam na dół i złapałam jabłko w locie. Zgarnęłam również kasę od partnera mamy.
Ugh, stary zbok.
W dodatku brzydki.
Nałożyłam buty i wyszłam z domu. Postanowiłam przejść się na piechotę do szkoły i zrezygnować z transportu miejskiego. Szłam więc, wpatrując się w chodnik, bo nie miałam siły, żeby podnieść wzrok. Nagle wyminęłam kogoś tak blisko, że omal nie szturchnęłam go łokciem. Tak, GO, bo poczułam mocny zapach męskich perfum. Ładny zresztą. Spojrzałam na niego spokojnie, chcąc przeprosić tak, jak mnie wychowała mama.
J:Przepraszam
N:Przepraszam
Powiedzieliśmy równocześnie. Popatrzyliśmy sobie w oczy i uśmiechnęliśmy się delikatnie do siebie.
Może nie jest taki zły?
J:Idziesz do szkoły?
N:Idziesz do szkoły?
Zachichotałam cicho na co się uśmiechnął.
N:Może pójdziemy razem?- zapytał z uśmiechem.
J:W porządku.- odwzajemniłam gest.
Szliśmy obok siebie w ciszy.
N:Więc.. Nieznajoma, to ty jesteś tym sławnym kapitanem drużyny siatkarskiej dziewcząt?- zapytał cicho.
J:A ty, Nieznajomy, jesteś tym sławnym kapitanem męskiej drużyny siatkarskiej?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
N:Popatrz ile nas łączy!- zaśmiał się, a ja na ten dźwięk zawtórowałam mu. Spojrzałam na siebie potem na niego i wybuchnęłam śmiechem.
J:W dodatku tak samo ubrani!- chłopak spojrzał na mnie potem na siebie i uśmiechnął się szeroko.
N:Co masz pierwsze?
J:Dwie godziny treningu.
N:Ja też. Czekaj, powiedz, jaki masz strój na trening? Tylko nie mów że czarny..
J:T-shirt z czarnymi spodenkami?- zaśmialiśmy się.
N:A już myślałem, że ten dzień będzie beznadziejny. Dziękuję Ci, piękna Nieznajoma.
J:Chciałam powiedzieć to samo!
Niestety nasza rozmowa została ukrócona, przez dojście do szkoły.
N:To widzimy się na treningu?-zapytał niepewnie.
J:Na treningu.- przytaknęłam i odeszłam w strone swojej szafki. Schowałam do niej plecak, wcześniej wyciągając strój na trening. Zdecydowałam się także wziąć telefon, który sekundę po zamknięciu szafki zawibrował.
Nieznany: Witaj, piękna Nieznajoma.
Uśmiechnęłam się widząc tego smsa
Ja: Witaj, cudowny Nieznajomy.
Nieznajomy: Nie jestem piękny? :(
Ja: No cóż, jeśli by tak przymknąć jedno oko, a potem zakryć drugie, to może jakoś dam radę :D
Nieznajomy: Ranisz, Bae.
Nazwał mnie swoim Bae? Głupkowaty uśmiech sam wpłynął na moją twarz.
Ja: Gdzie bym tam śmiała.
Ja: Ale musze uciekać, trzeba się przebrać :/
Nieznajomy: Dobrze :/ Do zobaczenia, Bae.
Z uśmiechem skierowałam się do szatni. Zaczęłam ściągać ubrania i przebierać się w strój.
Może ten dzień nie będzie aż tak beznadziejny?



______________________________________________________
No i to na tyle w pierwszej części. Jest krótka, ale ma wprowadzić w całą historię, która też będzie krótka :D
Zobaczymy jaka będzie wasza reakcja! Nie stawiam warunku (na razie ^^) i czekam na odzew!


Całuję,
Przepraszam,
Wasza DF §§

JUŻ DWA LATA!!!!! DRUGA ROCZNICA!!!!!!!!!!!

Witam!!

To szczególny dzień!! 11 grudnia, druga rocznica istnienia tego bloga!! Nie spodziewałabym się że tak długo i tak dobrze będzie funkcjonował!!
             Pisząc w zeszłym roku posta o rocznicy nie spodziewałam się aż takiego rozkręcenia na stronie :D Jestem pod ogromnym wrażeniem!!!! :* 




Na blogu przybyło postów, komentarzy i co najważniejsze WAS!!!!! 


Podsumowanie!! ( z dwóch lat)

Łączna ilosć postów: 569 ^^
- imaginy z Niallem: 146,
- imaginy z Harrym: 105,
- imaginy z Zaynem: 98
- imaginy z Louisem: 83,
- imaginy z Liamem: 63.
...
Połączone opowiadania:
- imaginy z Zayn'em i Nialle'm :) - 22,

- imaginy z Zayn'em i Harry'm :) - 14,

- imaginy z Niall'em i Harry'm :) - 6,

- imaginy z Louis'em i Harry'm :) - 4,
- imaginy z Louisem i Zaynem :) - 3,
- imaginy z Niallem i Louisem :) - 6.
 ...
Inne: 28 postów :P
Nominacje do Libster Awards <3 - 5!
~~~~~~~~~~~~~~
Ogólna liczba:
- komentarze: 3548!
- wyświetlenia: 354 554!!!!!!!!!
W zeszłym roku było: 
Wasze komentarze: 753 :D
Wyświetlenia:  40 854 :D
Widzicie jaka różnica, dlatego mówię o rozwinięciu bloga!!!!!!! :* :D 

Razem, w tym roku, przeżyłyśmy odejście Zayna z zespoły, każdą drame!! Wytrwamy wszystko bo jesteśmy jedną wielką rodziną, DIRECTIONERS!!!!!!!


16 maja 2014 roku dołączyła Liwia, innymi słowy znacie ją z imaginów podpisanych najpierw jako Directioner_Forever <3 
28 czerwca 2014 roku dołączyła Wiktoria, znacie ją pod pseudonimem, najpierw Stylesowa, a teraz jako FOOD!!
A dzisiaj, 11 grudnia 2015 roku dołączyła Weronika!
Witamy Cię gorąco!!
Jest świetną pisarką i zgodziła się pisać także dla Was.. Będzie podpisywać sie 'Maleńka' :D
Ja wiem, że pokochacie jej pisanie!!!!
  OTO MY!! :*



Administratorka: Naat <3
Autorki: Directioner_Forever <3
             FOOD <3
             Maleńka <3

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Liam.. ❤ ~ Maybe we found love right where we are.. - część 7

Hejka!! :*
To jest przedostatnia część imagina z Liamem :*
Myślałam kolejnego dać Nialla :* ale może chcecie Nialla z Hazzą? <3
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~


L: Ale (T.i.)..
J: Nie ma żadne ale, mówię poważnie, nie chce o tym rozmawiać. Grzebałeś w moich rzeczach, dowiedziałeś się czegoś, czego nigdy nie powinieneś wiedzieć.. Zapomnij o tym! - powiedziałam głośniej i zniknęłam za drzwiami swojej sypialni. Od razu zakluczyłam drzwi, znów wróciło wszystko, a oczy napełniły się łzami. Czemu czułam sie o wiele lepiej przy Thomasie?!

    Jak mijały kolejne dni?! Unikałam Liama, na uczelni, w domu i nawet w umyśle. Nie chciałam o nim myśleć, na niego patrzeć i o nim mówić.. Za to zyskałam nową przyjaźń, Thomas był wspaniały. Widział jak cierpię przez Liama, chciał pomóc i wymyślił plan zemsty na nim. Byłam zaskoczona tym, ale zgodziłam się. Od jakiś dwóch tygodniu udajemy że sie razem spotykamy, Thom rozmawia ze swoimi kolegami że jest szczęśliwy ze mną, że świetnie sie bawi, za każdym razem na treningu gdzie jest też Payne. Zaczynam przyłapywać się na tym, że gdy o nim myślę to się uśmiecham, a bardzo często to robię.. Wybraliśmy się dzisiaj z Thomasem do galerii, nie wiem co w nas wstąpiło, ale ganialiśmy się po całym centrum, ochroniarze mieli nas dość i zaczęli za nami gonić, więc musieliśmy wiać.. Uciekliśmy stamtąd, jeszcze nigdy tak sie nie bawiłam. To było ryzykowne i ekscytujące, taka ja nie jestem. Dzięki niemu poznaje coś nowego!  Wybiegłam z Thomim z galerii prosto na ulewę. Przebiegliśmy jeszcze jakiś kawałek śmiejąc się z naszej przygodny. Chwile później deszcz przestał padać, zatrzymaliśmy się specjalnie przed Liamem i jego znajomymi. Doskonale wiedzieliśmy że to ich miejscówka.
J: Jestem cała mokra.. - powiedziałam uśmiechając się, językiem starłam z ust deszczową wodę. Thomas spojrzał na grupkę niedaleko nas, a potem na mnie. Podniósł dłoń do mojego polika i odgarnął przyklejony kosmyk. - Zimno jest.. - zmarszczyłam czoło. - W Twoim plecaku mam bluzę, podasz? - chłopak wyjął z plecaka ubranie, ale to jego bluza. Otulił mnie nią, a ja automatycznie się w niego wtuliłam chcąc się ogrzać. - On patrzy, prawda? - szepnęłam.
T: Tak, zrób tak, żeby myślał że to nie udawane..  - przekręciłam głowę tak, że była w zagłębieniu jego szyi.
J: Po prostu mnie przytul. - szepnęłam i poczułam jak brunet obejmuje mnie czule ramionami. Miałam wrażenie że już przestałam udawać, z nim czuje się cudownie.
T: Okay, poszli.. - powiedział chwile później i czar prysł. A to znaczyło że on udaje, nie czuje do mnie nic oprócz przyjaźni. Ta przyjaźń nie jest taka jaką miałam z Liamem, z nim nie rozmawiam o wszystkim, po prostu udajemy parę i dwóch ludzi którzy się świetnie dogadują. A z Liamem? Z nim żaden temat nie był krępujący albo obcy, tęsknie za tym, mieszkanie z nim teraz jest strasznie trudne i ja naprawdę nie mam pojęcia co zrobić. Wróciłam sama do mieszkania, Liam był u siebie, ja od razu powędrowałam do łazienki, wzięłam prysznic, ubrałam sie w suche i czyste ubrania i poszłam do kuchni coś przyrządzić. Czemu moje serce zabiło jak młotem gdy zobaczyłam go w pomieszczeniu. Brunet nawet na mnie nie spojrzał, wyminął mnie i wyszedł. Nie dokończył nawet swojej kolacji. Czy my nie możemy zachowywać sie jak dorośli ludzie?! Mi też odechciało się jeść, ale ostatnio mało jadam i wiem że muszę coś w siebie wcisnąć. Jedząc płatki z mlekiem dostałam sms-a od jednego z najpopularniejszych chłopaków na całej uczelni. 


                    "Zapraszam wszystkich na moją jutrzejszą imprezę!!"


    Może to będzie coś nowego, może w końcu przyda mi sie jakaś rozrywka.
L: Nie kurwa! - usłyszałam jego wściekły głos, pewnie rozmawiał przez telefon. - Nie przyjdę! .. Doskonale wiesz dlaczego.. - czemu drzwi do kuchni wyglądały prosto na salon. Widziałam jak zły dreptał po pokoju, i wtedy spojrzał na mnie. To już wiem czemu nie pójdzie. Skierował sie w strone sypialń i tyle go widziałam. Nie mogę się obwiniać, to ze poznał moje uczucia nie znaczy że jestem winna! To on postanowił grzebać w moich rzeczach!
J: Kama? Potrzebuje Cie! - nagrywałam sie już setny raz na pocztę mojej przyjaciółki, odkąd wyjechała to w ogóle nie dzwonimy do siebie, może z początku.. Leżałam u siebie ze słuchawkami w uszach, nawet ulubiona muzyka przestawała poprawiać mi humor. Po jakimś czasie melodie przerwało połączenie, spojrzałam na wyświetlacz i aż nie dowierzałam. - Kama? To ty? - mówiłam szczęśliwa.
K: Tak Mała.. Przepraszam, musimy pogadać. - powiedziała poważnie.
J: Wiem. - załkałam.
K: Bądź zaraz w naszej kawiarni. - rozłączyła sie, i teraz szok! Nie wiem czy robi sobie ze mnie jakieś żarty czy na poważnie przyjechała. Wyskoczyłam z łóżka, ubrałam się szybko jakoś normalnie i nie patrząc przed siebie, wyszłam z sypialni. Nie mam pojęcia jakim cudem się z nim zderzyłam.
J: Przepraszam.. - powiedziałam cicho, brunet podniósł mój telefon i podał mi go tak że musiałam go dotknąć. Przecież mógł podać normalnie, a gdy nasze dłonie się dotknęły poczułam coś elektryzującego. Nie wiem czy on to też czuł, ale to nie jest ważne. Moja Kama przyjechała! Wyleciałam z domu, złapałam pierwsza lepszą taksówkę i już 10 minut później byłam na miejscu. Gdy tylko weszłam do środka od razu odnalazłam przyjaciółkę, niemal rzuciłam się jej na szyje. - Nawet nie wiesz jak mi ciebie brakowało.. - wyszeptałam. Dziewczyna równie mocno odwzajemniła uścisk.
K: Mi Ciebie też.. Zamówiłam nasze ulubione ciastko. - uśmiechnęła się słabo.
J: Kiedy przyjechałaś? Na długo? Czemu nie uprzedziłaś? - zasypywałam ją pytaniami.
K: Hah.. - zaśmiała się - ..Po kolei. Dzisiaj przyjechałam, ale tylko na weekend, a chciałam Ci zrobić niespodziankę. - uśmiechnęła się szeroko - I liczę że spędzimy bardzo miło ten czas.
J: Tak, mam jutro zaproszenie na imprezę i zabieram cie ze sobą! - postanowiłam, rozmowa sie znacznie rozwinęła. Opowiadałam jej jak to na uczelni, o Thomasie.. Ona mi o swoich studiach, o nowym chłopaku..
K: A to z tym Thomasem mieszkasz? Myślałam że z Liamem.. - zauważyła.
J: Mieszkam z Liamem.. - powiedziałam cicho i spojrzałam na dwoje dłonie.
K: Co sie wydarzyło?
J: Dużo by mówić. Nie przejmuj sie tym, teraz sie cieszmy że jesteśmy razem. - nie chciałam o tym rozmawiać choć to przez niego czuje sie koszmarnie.
K: Oki, muszę spadać, jeszcze z rodzicami się nie widziałam.. Napisz co i jak z ta imprezą. - wyszłyśmy z kawiarni i każda z nas poszła w swoją stronę. W moim mieszkaniu było cicho, więc Payne śpi albo go nie ma.. Sama uszykowałam sie do spania i ze słuchawkami w uszach zasnęłam. Nie zamierzałam wstawać z samego rana, tym bardziej że słyszałam jak mój współlokator krząta sie po mieszkaniu. Nie chce by znów przeze

mnie rezygnował z jedzenia. Po jakiś 20 minutach usłyszałam dźwięk telewizora, a to oznacza że kuchnia jest pusta i mogę wyjść ze swojej norki. Wiążąc włosy w niezdarnego koka, weszłam do pomieszczenia. Liam faktycznie siedział przed tv na kanapie. Czemu to jest takie ciężkie?! Znów zjadłam tylko małą miseczkę z płatkami, wypiłam słabą herbatę i wróciłam do sypialni. Leniłam sie aż do momentu szykowania na imprezę. Wykąpałam sie, włosy tak samo umyłam od razu wysuszyłam, szybki i idealnie pasujący makijaż, włosy w potarmoszonego koka i sukienka. Czarna, idealna by pokazać mu co stracił! Dobrałam dodatki i czas było wychodzić, gdy tylko wyszłam na korytarz, rozległ sie dźwięk dzwonka. To pewnie Kama.. Otworzyłam drzwi i to jednak nie ona.
J: Thomi.. A co ty tu robisz? - jednakże się ucieszyłam.
L: Wypierdalaj stad! - pojawił sie znikąd, co mu odbiło?
J: Liam.. - spojrzałam na niego, brunet niestety nie zrobił tego samego tylko mordował Thomasa wzrokiem. - Thom. - powiedziałam poważniej, żaden nie reagował. - Nie ważne! 

...
_____
Także będzie jeszcze jedna!! :*
Dacie 23 komy?!
Kocham was!! 
+ Pamiętacie o moim i Liv ff z Lousiem? <3 Anielskim Louiem <3 zapraszam!! http://roze-pachnace-miloscia-1d-l-i-n.blogspot.nl/
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!



Naat



niedziela, 29 listopada 2015

Harry Styles~ Babysiter cz.1

                                         Harry Styles~ Babysiter cz.1

   Siedziałam na kanapie w moim salonie, w moim mieszkaniu, w Londynie, i przeglądałam aktualne oferty pracy na laptopie, ponieważ tak jakby desperacko potrzebuję pieniędzy.
Już od kilku dni żadna warta uwagi praca nie rzuciła mi się w oczy. Zmarnowana czytałam kolejne propozycje. Niestety nie natknęłam się na nic z moimi możliwościami dojazdu, lub wykształcenia, po prostu ciągle coś było nie tak . Nagle w moje oczy rzuciła się oferta opiekunki dla dziecka. Zdecydowanie to była najlepsza rzecz jaka mogła mi się przytrafić, ponieważ nie dość że będę miała swój pokój,  to jeszcze opiekę nad tylko jednym dzieckiem, i wynagrodzenie do ustalenia. Z wielką nadzieją chwyciłam za telefon i wybrałam numer podany pod ogłoszeniem.
Jak się okazało mężczyzna był w pilnej potrzebie opiekunki, więc umówiliśmy się już za dwie godziny w jego domu na rozmowie kwalifikacyjnej.
Szybko się przygotowałam i wsiadając do wcześniej zamówionej taksówki podałam kierowcy adres. Nawet nie wiecie jak byłam zdziwiona gdy wjechaliśmy do jednej z bogatszych dzielnic w Londynie, mam na myśli dzielnicy z willą na willi.
Żyć, nie umierać....
Podziękowałam kierowcy i na lekko trzęsących się nogach podeszłam pod drzwi willi, uprzednio kilka razy sprawdzając czy to na pewno dobry adres. Po chwili w drzwiach stanął niewiele starszy ode mnie chłopak, ile on mógł mieć jakieś 24 lata?
-Dzień dobry- powiedziałam nieśmiało.
-Dzień dobry- powiedział mierząc mnie wzrokiem- Zapraszam- otworzył szerzej drzwi wykonując zapraszający ruch ręką.
-Tato, kto przyszedł?- zawołała jakaś dziewczynka lekko sepleniąc. Już po chwili na swoich nie zbyt stabilnych nóżkach przybiegła jakaś mała dziewczynka ubrana cała na różowo, jak księżniczka.
-Cześć księżniczko, jestem (T.I).- wyciągnęłam do niej rękę.
-Darcy- odpowiedziała nieśmiało się uśmiechając.
-Chodźmy do salonu- inicjatywę przejął mężczyzna. W salonie zdjęłam kurtkę i przewiesiłam ją przez oparcie kanapy.
-Jestem Harry- wyciągnął w moją stronę rękę
-(T.I)- uśmiechnęłam się ciepło. Darcy siedziała pomiędzy mną a brunetem i malowała sobie farbkami.
Po krótkiej dosyć formalnej rozmowie z chłopakiem dowiedziałam się że Darcy ma 4 latka i nie jest jego córką tylko jego przyjaciółki, ale jest pod jego opieką i zwraca się do niego tato. Na początku będę zostawać z Darcy podczas gdy on będzie w domu, a potem na coraz dłużej gdy on będzie poza domem. Jeszcze kilka formalnych bzdur i tak się stało że teraz jest mój pierwszy dzień próbny bo on będzie w swoim gabinecie ponieważ ma dużo 'papierkowej roboty'. Jeszcze zanim zostawił nas same  krótko oprowadził mnie po domu, i oznajmił że jutro mogę się wprowadzić. Wróciłam z dziewczynką do salonu i razem malowałyśmy księżniczki z jednorożcami. Dziewczynka zaczęła się nagle strasznie śmiać gdy zobaczyła mojego koślawego jednorożca przez co przypadkiem łokciem potrąciła kubeczek z wodą, która wylądowała na jej kolanach.
Brunetka zaczęła płakać, przez co szybko wzięłam ją na rączki i zdjęłam jej spódnicę( którą szybko wytarłam podłogę, aby panele nie zamokły)
-Chodź kochanie nic się nie stało, a teraz ci ubierzemy jeszcze ładniejszą sukienkę- pocieszałam ją gdy wchodziłyśmy po schodach do jej pokoju.
-Ale ja zniszczyłam rysunek- chlipała
-Nieprawda, to moje krzywe jednorożce zniszczyły rysunek- powiedziałam ze śmieszną miną.
Darcy zaczęła się śmiać, przez co trochę mi ulżyło. Wybrałyśmy z szafy jeszcze lepszą sukienkę i gdy się odwróciłyśmy aby wrócić do salonu, podskoczyłam wystraszona ponieważ o framugę drzwi stał oparty uśmiechnięty Harry.
-O boże- położyłam rękę na serce.
-Masz mokrą bluzkę- zauważył.
Spojrzałam w dół, rzeczywiście miałam dużą plamę w miejscu gdzie podczas niesienia opierałam małą.
-Poczekaj- zaznaczył i zniknął w korytarzu.
-Wiesz o co chodzi?-zapytałam Darcy zaskoczona
-Pewnie tata kupił jednorożca- powiedziała śmiertelnie poważnie, przez co tym razem ja się zaśmiałam, ale od razu przestałam gdy zobaczyłam bruneta podchodzącego do mnie.
-Przebierz się. Chodź Darcy- wziął dziewczynkę na ręce. Gdy tylko zmieniłam nakrycie poczułam zapach jego ostrych perfum i w pewien sposób wiedziałam że to będą moje ulubione męskie perfumy. Włożyłam koszulkę z przodu do spodni, i zeszłam do salonu.
Lokowany musiał usłyszeć że schodzę ze schodów ponieważ zanim zdążyłam zejść już szedł w kierunku gabinetu, ale zaczekał przy schodach aż zejdę.
-Od razu lepiej- uśmiechnął się i po prostu odszedł.
Pokręciłam głową aby odpędzić ode mnie te dziwne myśli z (Być może za niedługo) moim szefem w roli głównej....

                                           Znalezione obrazy dla zapytania harry styles 2015 tumblr
________________________________________________________
FOOD
 15 komentarzy= NEXT