Aloha !! xx
Widzicie, coraz lepiej sie w czasie wyrabiam, ledwo warunek spełniony a ja mam rozdział!! :*
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
L: (T.i.) porozmawiajmy.. - prosił, popatrzałam na niego wyczekująco - ..Nie wiedziałem że tak to wszystko odbierasz. Chce być twoim tylko przyjacielem. - podszedł do mnie, na co się cofnęłam.
J: Tak wiem, naprawdę lepiej jak wyjdziesz i zostawisz mnie samą. - mój głos cichł z każdym słowem.
L: Ale nie zrobisz nic głupiego?
J: Za kogo ty mnie uważasz?! - wybuchłam - Tamto to był wypadek, nie jestem nienormalna by się okaleczać! - krzyknęłam. Chłopak spuścił głowę i wyszedł, od razy podbiegłam do zeszytu i wyrwałam te kartki, znalazłam zapałki i spaliłam je.. Jak śmiał, i czego on szukał w mojej sypialni?! Tu było napisane wszystko co tak bardzo ukrywałam przed nim. Czułam sie z tym koszmarnie, ufałam mu, a on grzebał w moich rzeczach?!! Odechciało mi sie nawet siedzieć w tym mieszkaniu, zabrałam telefon, zeszyt i wybiegłam z domu. Szalała straszna ulewa, ale nie zniechęciłam sie. Pogoda zmieniła sie tak jak mój humor. Na ulicach nikogo nie było, od czasu do czasu przejechał jakiś samochód.. Byłam już cała mokra, ale nie zamierzałam wracać. Usiadłam na ławce i pozwoliłam łzom zlecieć na moje poliki, i tak nie było ich widać, a szloch zagłuszał szum wiatru i odbijające sie krople deszczu. To koszmar! Teraz kiedy było już miedzy nami dość dobrze znów sie spierdoliło!
Ch: Wszystko w porządku? - usłyszałam przed sobą, spojrzałam na tego kogoś. Chłopak w moim wieku, twarz jakaś znajoma, ale kaptur przysłaniał i nie mogłam sobie, przez natłok myśli, przypomnieć.
J: Tak.. - mruknęłam.
Ch: Jakoś nie widać.. - przysiadł się.
J: Słuchaj nie prosiłam Cię o troskę. - powiedziałam zła, ale zaraz tego pożałowałam, on chciał być miły! - Przepraszam, mam podły humor dzisiaj i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Nie jesteś niczemu winny i dziękuje za to zainteresowanie. - speszyłam się.
Ch: W porządku, jestem Thomas i znam Cię skądś. - wpatrywał sie w moją twarz. - Ale zazwyczaj jak Cię widzę to się uśmiechasz. - przyznał, poczułam że moje poliki różowieją. Przetarłam je by pozbyć sie wody z twarzy i tego uczucia gorąca.
J: (T.i.) i może z uczelni się znamy.. Ale wybacz, nie pamiętam żebym Cię poznała. - uśmiechnęłam się słabo.
T: Bo nie mieliśmy takiej okazji. Co sie stało że siedzisz w deszczu i płaczesz?
J: To skomplikowane, nie chce o tym mówić.. Co studiujesz? - zmieniłam temat
T: Ja to bardziej sportowo.. - i znów temat kojarzący sie z Payne'em.. - Trenuje co się da. - uśmiechnął się.
J: Chyba Cię kojarzę i aż dziwne że zagadałeś do mnie. Z tego co wiem to nie jesteś najprzyjemniejszym z chłopaków w drużynie. - wypaliłam bez namysłu.
T: Dzięki.. - powiedział znacząco. - A czy kiedykolwiek ze mną rozmawiałaś, czy tylko słuchałaś na mój temat? - zdziwiłam się, on ma racje.
J: Nie, przepraszam.. Ja studiuje literaturę, wiesz same nudy. - zaśmiałam się cicho.
T: Tak wiem, i trochę wiem o współlokatorce Liama.. Dziwie Ci sie że jeszcze wytrzymujesz mieszkanie z nim. On jest nieznośny na treningach, dookoła niego zawsze pełno panienek, aż nie chce wiedzieć jak jest u was w mieszkaniu. - tego też sie nie spodziewałam.
J: Przyjaźnimy się, jest całkiem dobrze. - skłamałam. Wcale nie jest dobrze, ja więcej przez niego cierpię!
T: Właśnie widzę, i mam uwierzyć że ze szczęścia te łzy były? - powiedział ironicznie, spuściłam głowę, tak to widać? Każda latarnia już świeciła, deszcz nie przestawał padać, a wręcz przeciwnie. - Wiesz co, mam pomysł.. Chodźmy do mnie, ogrzejesz sie, może nawet zaczniesz się uśmiechać.. - wstał i wyciągnął w moim kierunku dłoń.
J: Czemu mi pomagasz? - zapytałam patrząc w jego oczy.
T: Bo mam dość tego jak Payne traktuje dziewczyny. A tym bardziej Ciebie! - zaskoczył mnie, nie sądziłam że on taki jest. Że to wszystko co o nim słyszałam to totalne kłamstwo! Skorzystałam z jego pomocy i poszliśmy do niego. - Chcesz jakieś suche rzeczy? - zapytał nieśmiało, tego uczucia bym się po nim nie spodziewała.
J: Jasne. - uśmiechnęłam się co odwzajemnił. Naprawdę czułam się dość dobrze w jego towarzystwie. Po 15 minutach siedziałam na kanapie w jego ubraniach, pod kocem i z gorącą herbata w ręku. Rozmawialiśmy o literaturze, nie chciałam o tym mówić, ale to on zaczął. Wiem, że to nudne, ale on zagadywał.. - Tak, studiuje to bo chce w przyszłości stworzyć coś swojego. - przyznałam. - A Ty pewnie marzysz o wielkiej karierze piłkarza, prawda? - zaciekawiłam się.
T: Tak, nawet nie wiesz jak, ale są lepsi i pewnie im się poszczęści.
J: Nigdy nie mów nigdy! Ja będę w Ciebie wierzyć. - ścisnąłem lekko jego dłoń.
T: Dzięki, tak jak ja w Ciebie. - myślałam że nie będzie szczęśliwego zakończenia tego dnia, a tu proszę.
J: Musze wracać, jutro mam na 7 zajęcia, Ty pewnie też a już jest późno. - wygramoliłam sie spod kocyka i wstałam. - Myślisz że moje rzeczy wyschły?
T: Jeśli chcesz możesz zostać, mam jedną sypialnie wolną, albo wracać w moich ubraniach. - zaproponował.
J: Wrócę do siebie, a oddam Ci twoje rzeczy jak upiorę.. Dziękuje Ci za tą rozmowę, poprawiłeś mi humor. - pochyliłam sie nad siedzącym chłopakiem i ucałowałam jego polik..
T: A może cię odwieźć? - podniósł się z miejsca.
J: Było by miło.. Zabiorę tylko swoje rzeczy. - poszłam do łazienki po mokre jeszcze ciuchy. Thom on.. Nie wiem co mam myśleć, on może być moim zapomnieniem. Może pomóc wyleczyć mi się z Liama. Po chwili byliśmy już pod moim blokiem. - Jeszcze raz Ci dziękuje. - uśmiechnęłam się.
T: To ja Ci dziękuje, teraz też wiesz jaki jestem naprawdę. Ale wiesz.. - zrobił poważną minę - .. Nie mów nikomu. - przeraziłam się, ale gdy chłopak sie zaśmiał, wiedziałam że żartuje.
J: Nic a nic. - udałam że zakluczyłam sobie usta - U Ciebie będzie bezpieczniejszy - powiedziałam i oddałam mu niewidzialny kluczyk. Chłopak zrozumiał i schował nic w kieszeń.
T: Dawno z nikim tak nie rozmawiałem, fajna taka odmiana. - wyszczerzył sie - Mam nadzieje że do zobaczenia jutro. - teraz on cmoknął mój polik.
J: Oby. - wysiadłam, deszcz już nie padał, spojrzałam w górę, światło w salonie się świeci, zauważyłam że stoi w nich ktoś. Zignorowałam to i weszłam do środka, szybko znalazłam sie na odpowiednim pietrze. Bałam sie wejść do mieszkania, ale to przecież moje lokum. Od razu skierowałam sie do swojej sypialni.
L: (T.i.)!? - chciałam to zignorować, ale poczułam jego dłoń na moim nadgarstku.
J: Co? - odwróciłam się. Chłopak zlustrował mnie od góry do dołu.
L: Co.. Co to za strój? - zdziwił się.
J: Od kiedy przejmujesz się tym co mam na sobie? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
L: Ymm, nie ważne. Możemy porozmawiać?
J: Nie ma o czym Liam. - rzuciłam i już chciałam odejść.
L: Ale (T.i.)..
J: Nie ma żadne ale, mówię poważnie, nie chce o tym rozmawiać. Grzebałeś w moich rzeczach, dowiedziałeś się czegoś, czego nigdy nie powinieneś wiedzieć.. Zapomnij o tym! - powiedziałam głośniej i zniknęłam za drzwiami swojej sypialni. Od razu zakluczyłam drzwi, znów wróciło wszystko, a oczy napełniły się łzami. Czemu czułam sie o wiele lepiej przy Thomasie?!
...
________
I jak?! Dzieje się?
Dacie mi znów 20 komów?
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!
Naat
One Direction i My.. - imaginy
niedziela, 29 listopada 2015
poniedziałek, 23 listopada 2015
Liam.. ❤ ~ Maybe we found love right where we are.. - część 5
Hej kochani!! <3
Jestem zaskoczona, mimo tak długiej mojej przerwy wy dalej tu jesteście !
KOCHAM WAS!!!!!!!!!!!
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Z moich oczu mimowolnie wypłynęły łzy. Jak on mógł mi tak powiedzieć, przecież sie przyjaźniliśmy, mieszkamy razem, a teraz co?! Obraz sie coraz bardziej rozmazuje, oddech jest płytszy i do tego więcej krwi na nogach i podłodze. Powoli umieram! Kończy sie wszystko, będzie lepiej dla nas obojgu..
L: Ej! Co Ty zrobiłaś?! - słyszałam jego paniczny głos.. Nawet nie miałam sił odpowiedzieć, zareagować. Nie było nic! Kompletna ciemność, głucha cisza.. Ale czułam że spadam, gdzie? Nie mam pojęcia, dookoła było ciemno! Można to porównać do snu, w którym spadamy a tuz przed zderzeniem z ziemią szybko się budzimy. Ja miałam dokładnie tak samo, obudziłam się z tego tak szybko, ze strachem i mocno bijącym sercem. Światło tak raziło, musiałam kilkakrotnie zamrugać by się przyzwyczaić. Zauważyłam ze jestem tu sama, jasny pokój, na moich rękach są bandaże i plastry, podejrzewam że na nogach także. Nigdy się nie okaleczałam a to był wypadek z którego nie chciałam by mnie ratowano. pomyśleć co miłość, poprawka: nieodwzajemniona miłość, może zrobić z człowiekiem. Zaburzyła ona wszystko co do tej pory budowałam! To on to wszystko zburzył! ..Usłyszałam że drzwi od mojej sali się otwierają, wytarłam błyskawicznie łzy i spojrzałam na tego kogoś. To mężczyzna w białym kitlu.
D: Dzień dobry.. Jak się pani czuje? - doktor był bardzo uprzejmy.
J: Może być.. - mruknęłam.
D: Czemu pani to zrobiła? Jest pani młoda.. - wziął moją kartę i usiadł koło mnie.
J: To był wypadek, nie zamierzałam popełnić samobójstwa..
D: Wypadek? - zapytał jakby nie dowierzał.
J: Tak, naczynia wypadły z szafki, prosto na talerze które miałam w dłoni i pokaleczyły mnie. - powiedziałam prawdę. Czemu on nie chce mi uwierzyć?
D: No cóż, wypadki chodzą po ludziach.. - rzucił - ..Na korytarzu jest ten chłopak który panią tu dostarczył. Chce pani z nim porozmawiać?
J: Nie bardzo.
D: Ale.. - zawiesił sie, po czym dziwnie uśmiechnął - Zawołam go.. - wszyscy przeciwko mnie. Wyszedł a zanim drzwi zdążyły się zamknąć pojawił sie Liam. Nie miał najweselszej miny, usiadł na wcześniejszym miejscu doktora i chwile patrzył na moje zawinięte ręce.
J: Dziękuje.. - szepnęłam, dzięki niemu żyje, więc należą mu sie te podziękowania.
L: Mam wrażenie że to przeze mnie tak się stało.. - powiedział cicho.
J: Oszalałeś, to był wypadek, z szafki wszystko wyleciało.. - wytłumaczyłam.
L: To nie było celowe?
J: Nie jestem psychicznie chora. - uśmiechnęłam się do niego, ten natomiast się zaśmiał. Rozmawialiśmy jak kiedyś, jak dobrzy znajomi. Śmialiśmy się, żartowaliśmy, brakowało mi tego. Jeszcze tego samego dnia wyszłam do domu. Byłam strasznie głodna, weszłam do kuchni i zajrzałam do szafki gdzie zwykle były miski. Tylko że tam ich nie było, otworzyłam kolejną z talerzami i ich także brakowało.
L: Przeniosłem wszystko.. - uśmiechnął sie - Żebyś nie musiała sięgać.. - otworzył dolne szafki i tam były wszystkie naczynia.
J: Dziękuje..
L: I od dzisiaj ja gotuje. - zatkało mnie, on chce mi aż tak pomóc?
J: To miłe ale nie musisz.. Nigdy tego nie robiłeś. - wysypałam płatki do miski i dolałam mleka.
L: Tak, wiem.. - znów się uśmiechnął, ale zaraz po tym jego cudowny uśmieszek zniknął. Był bardzo blisko mnie, może nawet za blisko, jego zapach był tak intensywny, a te oczy patrzące prosto w moje. - Zajmę się tobą.. - powiedział strasznie poważnie. Miałam wrażenie że zaraz nasze usta złączą sie w jeden namiętny i tak długo wyczekiwany, pocałunek. Już chwila, kilka milimetrów i.. Dzwonek do drzwi?! FUCK!? Kogo niesie i to o tej porze?! - Pójdę otworzyć.. - odsunął się i zniknął. Nie wiem czy był zadowolony że tek ktoś przyszedł czy naprawdę chciał mnie pocałować. Słyszałam że to jakaś dziewczyna, odpuściłam sobie siedzenie z Liamem, zabrałam moje płatki i poszłam do swojej sypialni. Wzięłam mój zeszyt od.. od wszystkiego i zaczęłam tworzyć, co? Nie mam pojęcia, wszystko co nawinęło się na myśl..
'.. Życie jest okrutne bo zabiera nam osoby które kochamy.. A ja wiem, ze Liam nigdy nie będzie ze mną.. '
Ostatnie zdanie. Zdałam sobie sprawę że jeśli ktokolwiek by to przeczytał było by po mnie! Zapadłabym sie pod ziemie.. Jest tu chyba ze trzy razy napisane jak bardzo go kocham, jak mi zależy.. Usłyszałam pukanie do drzwi. schowałam szybko zeszyt i wzięłam pierwszą lepszą książkę.
J: Proszę! - zawołałam, zaraz potem ukazała sie w drzwiach wiadoma osoba.
L: Potrzebujesz czegoś? - zapytał grzecznie. TAK! Ciebie już do końca życia obok mnie!
J: Nie, dzięki.. - uśmiechałam się słabo.
L: Ja wychodzę, masz mój numer i w razie co dzwoń. - zniknął, kilka chwil po tym słyszałam jak frontowe drzwi się zatrzaskują. Chciało mi się ryczeć, ale teraz nie wiem czy z samopoczucia czy z bólu jakie powodowały moje rany. Wzięłam szybko lek który dał mi lekarz i położyłam sie spać.
Kolejne dni jakie były? Były dość ciekawe, bo gdy byliśmy razem w domu było jak w bajce, chciałam żeby tak było nie tylko w środku, ale także gdy widzieliśmy sie na uczelni.. Gdy byliśmy sami Liam naprawdę był kochany, pomagał gotować, sprzątać, rozmawialiśmy o wszystkim i o czym tylko sie dało, ale poza domem? W szkole żadnej reakcji nawet na cześć czy uśmiech.. A gdy przychodzili do niego kumple tak samo, stawał sie obojętny dla mnie. Nie wiem czemu, ale mam wrażenie że on się mnie wstydził! A ja tak nie chce! Wróciłam z uczelni, zostawiłam siatki w kuchni i poszłam do sypialni. Musiałam zdjąć z siebie te niewygodne ubrania. Zdziwiłam się gdy zauważyłam że drzwi są uchylone, zawsze je zamykam. Weszłam szybko i nie mogłam uwierzyć w to co widzę.. Liam siedział na łóżku i czytał moje notatki z zeszytu. Z tego zeszytu w którym ostatnio pisałam jak bardzo mi zależy..
J: Nie zagalopowałeś się?! - powiedziałam stanowczo. Chłopak stanął na baczność, odkładając szybko moją własność.
L: Ymm, przepraszam.. Ja.. Nie chciałem.. - tłumaczył.
J: Za późno, już przeczytałeś. Wyjdź. - mówiłam spokojnie, ale czułam jak nerwy wzbijają się na najwyższy poziom. Nienawidzę tego!
L: (T.i.) porozmawiajmy.. - prosił, popatrzałam na niego wyczekująco - ..Nie wiedziałem że tak to wszystko odbierasz. Chce być twoim tylko przyjacielem. - podszedł do mnie, na co się cofnęłam.
J: Tak wiem, naprawdę lepiej jak wyjdziesz i zostawisz mnie samą. - mój głos cichł z każdym słowem.
L: Ale nie zrobisz nic głupiego?
...
I jest kolejna część i szczerze mówiąc nie wiem ile jeszcze będzie części :* Mam nadzieje, że szczęśliwi jesteście z tego powodu!! :*
Może by tak 20 komów? Wiem, ze dacie rade!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!
Naat
Jestem zaskoczona, mimo tak długiej mojej przerwy wy dalej tu jesteście !
KOCHAM WAS!!!!!!!!!!!
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Z moich oczu mimowolnie wypłynęły łzy. Jak on mógł mi tak powiedzieć, przecież sie przyjaźniliśmy, mieszkamy razem, a teraz co?! Obraz sie coraz bardziej rozmazuje, oddech jest płytszy i do tego więcej krwi na nogach i podłodze. Powoli umieram! Kończy sie wszystko, będzie lepiej dla nas obojgu..
L: Ej! Co Ty zrobiłaś?! - słyszałam jego paniczny głos.. Nawet nie miałam sił odpowiedzieć, zareagować. Nie było nic! Kompletna ciemność, głucha cisza.. Ale czułam że spadam, gdzie? Nie mam pojęcia, dookoła było ciemno! Można to porównać do snu, w którym spadamy a tuz przed zderzeniem z ziemią szybko się budzimy. Ja miałam dokładnie tak samo, obudziłam się z tego tak szybko, ze strachem i mocno bijącym sercem. Światło tak raziło, musiałam kilkakrotnie zamrugać by się przyzwyczaić. Zauważyłam ze jestem tu sama, jasny pokój, na moich rękach są bandaże i plastry, podejrzewam że na nogach także. Nigdy się nie okaleczałam a to był wypadek z którego nie chciałam by mnie ratowano. pomyśleć co miłość, poprawka: nieodwzajemniona miłość, może zrobić z człowiekiem. Zaburzyła ona wszystko co do tej pory budowałam! To on to wszystko zburzył! ..Usłyszałam że drzwi od mojej sali się otwierają, wytarłam błyskawicznie łzy i spojrzałam na tego kogoś. To mężczyzna w białym kitlu.
D: Dzień dobry.. Jak się pani czuje? - doktor był bardzo uprzejmy.
J: Może być.. - mruknęłam.
D: Czemu pani to zrobiła? Jest pani młoda.. - wziął moją kartę i usiadł koło mnie.
J: To był wypadek, nie zamierzałam popełnić samobójstwa..
D: Wypadek? - zapytał jakby nie dowierzał.
J: Tak, naczynia wypadły z szafki, prosto na talerze które miałam w dłoni i pokaleczyły mnie. - powiedziałam prawdę. Czemu on nie chce mi uwierzyć?
D: No cóż, wypadki chodzą po ludziach.. - rzucił - ..Na korytarzu jest ten chłopak który panią tu dostarczył. Chce pani z nim porozmawiać?
J: Nie bardzo.
D: Ale.. - zawiesił sie, po czym dziwnie uśmiechnął - Zawołam go.. - wszyscy przeciwko mnie. Wyszedł a zanim drzwi zdążyły się zamknąć pojawił sie Liam. Nie miał najweselszej miny, usiadł na wcześniejszym miejscu doktora i chwile patrzył na moje zawinięte ręce.
J: Dziękuje.. - szepnęłam, dzięki niemu żyje, więc należą mu sie te podziękowania.
L: Mam wrażenie że to przeze mnie tak się stało.. - powiedział cicho.
J: Oszalałeś, to był wypadek, z szafki wszystko wyleciało.. - wytłumaczyłam.
L: To nie było celowe?
J: Nie jestem psychicznie chora. - uśmiechnęłam się do niego, ten natomiast się zaśmiał. Rozmawialiśmy jak kiedyś, jak dobrzy znajomi. Śmialiśmy się, żartowaliśmy, brakowało mi tego. Jeszcze tego samego dnia wyszłam do domu. Byłam strasznie głodna, weszłam do kuchni i zajrzałam do szafki gdzie zwykle były miski. Tylko że tam ich nie było, otworzyłam kolejną z talerzami i ich także brakowało.
L: Przeniosłem wszystko.. - uśmiechnął sie - Żebyś nie musiała sięgać.. - otworzył dolne szafki i tam były wszystkie naczynia.
J: Dziękuje..
L: I od dzisiaj ja gotuje. - zatkało mnie, on chce mi aż tak pomóc?
J: To miłe ale nie musisz.. Nigdy tego nie robiłeś. - wysypałam płatki do miski i dolałam mleka.
L: Tak, wiem.. - znów się uśmiechnął, ale zaraz po tym jego cudowny uśmieszek zniknął. Był bardzo blisko mnie, może nawet za blisko, jego zapach był tak intensywny, a te oczy patrzące prosto w moje. - Zajmę się tobą.. - powiedział strasznie poważnie. Miałam wrażenie że zaraz nasze usta złączą sie w jeden namiętny i tak długo wyczekiwany, pocałunek. Już chwila, kilka milimetrów i.. Dzwonek do drzwi?! FUCK!? Kogo niesie i to o tej porze?! - Pójdę otworzyć.. - odsunął się i zniknął. Nie wiem czy był zadowolony że tek ktoś przyszedł czy naprawdę chciał mnie pocałować. Słyszałam że to jakaś dziewczyna, odpuściłam sobie siedzenie z Liamem, zabrałam moje płatki i poszłam do swojej sypialni. Wzięłam mój zeszyt od.. od wszystkiego i zaczęłam tworzyć, co? Nie mam pojęcia, wszystko co nawinęło się na myśl..
'.. Życie jest okrutne bo zabiera nam osoby które kochamy.. A ja wiem, ze Liam nigdy nie będzie ze mną.. '
Ostatnie zdanie. Zdałam sobie sprawę że jeśli ktokolwiek by to przeczytał było by po mnie! Zapadłabym sie pod ziemie.. Jest tu chyba ze trzy razy napisane jak bardzo go kocham, jak mi zależy.. Usłyszałam pukanie do drzwi. schowałam szybko zeszyt i wzięłam pierwszą lepszą książkę.
J: Proszę! - zawołałam, zaraz potem ukazała sie w drzwiach wiadoma osoba.
L: Potrzebujesz czegoś? - zapytał grzecznie. TAK! Ciebie już do końca życia obok mnie!
J: Nie, dzięki.. - uśmiechałam się słabo.
L: Ja wychodzę, masz mój numer i w razie co dzwoń. - zniknął, kilka chwil po tym słyszałam jak frontowe drzwi się zatrzaskują. Chciało mi się ryczeć, ale teraz nie wiem czy z samopoczucia czy z bólu jakie powodowały moje rany. Wzięłam szybko lek który dał mi lekarz i położyłam sie spać.
Kolejne dni jakie były? Były dość ciekawe, bo gdy byliśmy razem w domu było jak w bajce, chciałam żeby tak było nie tylko w środku, ale także gdy widzieliśmy sie na uczelni.. Gdy byliśmy sami Liam naprawdę był kochany, pomagał gotować, sprzątać, rozmawialiśmy o wszystkim i o czym tylko sie dało, ale poza domem? W szkole żadnej reakcji nawet na cześć czy uśmiech.. A gdy przychodzili do niego kumple tak samo, stawał sie obojętny dla mnie. Nie wiem czemu, ale mam wrażenie że on się mnie wstydził! A ja tak nie chce! Wróciłam z uczelni, zostawiłam siatki w kuchni i poszłam do sypialni. Musiałam zdjąć z siebie te niewygodne ubrania. Zdziwiłam się gdy zauważyłam że drzwi są uchylone, zawsze je zamykam. Weszłam szybko i nie mogłam uwierzyć w to co widzę.. Liam siedział na łóżku i czytał moje notatki z zeszytu. Z tego zeszytu w którym ostatnio pisałam jak bardzo mi zależy..
J: Nie zagalopowałeś się?! - powiedziałam stanowczo. Chłopak stanął na baczność, odkładając szybko moją własność.
L: Ymm, przepraszam.. Ja.. Nie chciałem.. - tłumaczył.
J: Za późno, już przeczytałeś. Wyjdź. - mówiłam spokojnie, ale czułam jak nerwy wzbijają się na najwyższy poziom. Nienawidzę tego!
L: (T.i.) porozmawiajmy.. - prosił, popatrzałam na niego wyczekująco - ..Nie wiedziałem że tak to wszystko odbierasz. Chce być twoim tylko przyjacielem. - podszedł do mnie, na co się cofnęłam.
J: Tak wiem, naprawdę lepiej jak wyjdziesz i zostawisz mnie samą. - mój głos cichł z każdym słowem.
L: Ale nie zrobisz nic głupiego?
...
I jest kolejna część i szczerze mówiąc nie wiem ile jeszcze będzie części :* Mam nadzieje, że szczęśliwi jesteście z tego powodu!! :*
Może by tak 20 komów? Wiem, ze dacie rade!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!
Naat
niedziela, 22 listopada 2015
Always yours, xx~Niall Horan cz.10-Koniec
Always yours, xx~Niall Horan cz.10- Koniec
Chwyciłam za klamkę i weszłam do apartamentu. Po cichu ściągnęłam buty i na palcach zaczęłam kierować się do pokoju kuzyna.
Gdy już wchodziłam na pierwszy stopień usłyszałam za swoimi plecami.
-Nie tak szybko młoda.- ale plan był dobry...
Spojrzałam w stronę Liama, jak również się okazało i reszta tam stała. Jęknęłam przeciągle po czym i tak skierowałam się na górę po przenośną ładowarkę. Chwyciłam przedmiot do ręki i ruszyłam z powrotem na dół i mijając wmurowanych chłopaków przeszłam do salonu. Nie musiałam długo czekać a usłyszałam za moimi plecami kroki pozostałej czwórki.
-Więc- zaczął Liam. Spojrzałam na niego nieco spłoszona.
-Więc- powtórzyłam bez sensownie.
-Dlaczego nas okłamałaś?- zapytał delikatnie Harry.
- No właśnie dlatego!- wyrzuciłam ręce w górę.
-Co-Co dlaczego?- zapytał zdezorientowany Niall
-Jakoś rano nie mieliście skrępowania żeby zjeżdżać mnie w mojej obecności, a teraz gdy wiecie że jestem kuzynką Liama, zachowujecie się jakbym była z cukru- powiedziałam z żalem, i goryczą
Chłopców lekko mówiąc zatkało.
-No właśnie- prychnęłam i wstałam. Chciałam już odejść gdy poczułam pociągnięcie za nadgarstek. Z piskiem wpadłam na czyjś tors. Moją pierwszą myślą było że to Liam, ale w chwili gdy poczułam zapach dobrze znanych mi perfum i poczułam oplatające się wokół mnie ramiona wiedziałam już kto to.
Niall.
Moje serce biło z prędkością światła. Moje nogi były z waty, a jedyne co mogłam zrobić to wtulić się w jego klatkę piersiową i zapomnieć o Bożym świecie.
Nim się spostrzegłam Niall wziął mnie na ręce w stylu panny młodej i zaniósł do swojego pokoju. Byłam mocno zaskoczona, w końcu Niall nigdy szczególnie nie zwracał na mnie uwagi, a tu takie coś.
Blondyn położył mnie na swoim łóżku i sam ułożył się obok mnie. Farbowany chwycił mnie za rękę i, rozluźniając moje palce oraz pobielałe już knykcie wyjął mojego Iphone'a.
Chłopak chwycił pilota z szafki nocnej włączając jakiś przypadkowy film- którym okazały się "Dary Anioła". Pisnęłam podekscytowana ponieważ naprawdę mogę ten film oglądać w nieskończoność. Niall zaśmiał się lekko z mojej reakcji, ale postanowił zostawić ten kanał ponieważ odłożył pilota z powrotem na miejsce. Nie rozmawialiśmy, ale my tego nie potrzebowaliśmy.
Nie wiedziałam zbytnio jak się zachować, więc dziękowałam Bogu gdy to Niall przejął inicjatywę i po prostu przyciągnął mnie do siebie. Nawet nie jestem w stanie określić kiedy zasnęłam.
Rano obudziłam się sama w łóżku, ale w sumie czego innego mogłam się spodziewać...
Lekko zażenowana wstałam z łóżka, i już chciałam opuścić pomieszczenie, gdy w oczy rzuciła mi się mała karteczka na poduszce, sięgnęłam po nią:
Hey Angel
Mam nadzieję że się wyspałaś Xx
Jesteśmy na próbie powinniśmy wrócić około 13.
Always yours, xx
Na ostatnią linijkę myślałam że zejdę, co do diabła?!
Moje myśli pędziły tysiąc kilometrów na godzinę. Ale najważniejsze pytanie które mnie męczyło to: Od kiedy on o tym wie?!
Cały czas siedziałam jak na szpilkach. Gdy tylko usłyszałam otwierane drzwi poderwałam się na równe nogi, wzięłam głęboki wdech. Podeszłam do chłopaków i przywitałam ich krótkim "Hej". Spojrzałam na Nialla zmrużonymi oczami. Podeszłam do niego i dziabnęłam go palcem w klatkę piersiową.
-Od kiedy wiesz?- warknęłam.
Chłopak uśmiechnął się lekko nie odpowiadając po czym, przygryzł wargę jakby się nad czymś intensywnie zastanawiał. Zanim zdążyłam się go zapytać o co chodzi on się nachylił i pocałował mnie. W pierwszym momencie byłam zszokowana, ale szybko oddałam pocałunek. Poczułam przez pocałunek jak blondyn się uśmiecha. Farbowany objął mnie w tali i przyciągnął do siebie. To było najlepsze uczucie, przysięgam.
Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Niall przysunął swoją twarz i szepnął mi na ucho:
-Always, yours.- Uśmiechnęłam się pod nosem i odpowiedziałam również szeptem.
-Always, yours.
KONIEC
_____________________________________________________
FOOD
Z kim następny imagin? :*
Chwyciłam za klamkę i weszłam do apartamentu. Po cichu ściągnęłam buty i na palcach zaczęłam kierować się do pokoju kuzyna.
Gdy już wchodziłam na pierwszy stopień usłyszałam za swoimi plecami.
-Nie tak szybko młoda.- ale plan był dobry...
Spojrzałam w stronę Liama, jak również się okazało i reszta tam stała. Jęknęłam przeciągle po czym i tak skierowałam się na górę po przenośną ładowarkę. Chwyciłam przedmiot do ręki i ruszyłam z powrotem na dół i mijając wmurowanych chłopaków przeszłam do salonu. Nie musiałam długo czekać a usłyszałam za moimi plecami kroki pozostałej czwórki.
-Więc- zaczął Liam. Spojrzałam na niego nieco spłoszona.
-Więc- powtórzyłam bez sensownie.
-Dlaczego nas okłamałaś?- zapytał delikatnie Harry.
- No właśnie dlatego!- wyrzuciłam ręce w górę.
-Co-Co dlaczego?- zapytał zdezorientowany Niall
-Jakoś rano nie mieliście skrępowania żeby zjeżdżać mnie w mojej obecności, a teraz gdy wiecie że jestem kuzynką Liama, zachowujecie się jakbym była z cukru- powiedziałam z żalem, i goryczą
Chłopców lekko mówiąc zatkało.
-No właśnie- prychnęłam i wstałam. Chciałam już odejść gdy poczułam pociągnięcie za nadgarstek. Z piskiem wpadłam na czyjś tors. Moją pierwszą myślą było że to Liam, ale w chwili gdy poczułam zapach dobrze znanych mi perfum i poczułam oplatające się wokół mnie ramiona wiedziałam już kto to.
Niall.
Moje serce biło z prędkością światła. Moje nogi były z waty, a jedyne co mogłam zrobić to wtulić się w jego klatkę piersiową i zapomnieć o Bożym świecie.
Nim się spostrzegłam Niall wziął mnie na ręce w stylu panny młodej i zaniósł do swojego pokoju. Byłam mocno zaskoczona, w końcu Niall nigdy szczególnie nie zwracał na mnie uwagi, a tu takie coś.
Blondyn położył mnie na swoim łóżku i sam ułożył się obok mnie. Farbowany chwycił mnie za rękę i, rozluźniając moje palce oraz pobielałe już knykcie wyjął mojego Iphone'a.
Chłopak chwycił pilota z szafki nocnej włączając jakiś przypadkowy film- którym okazały się "Dary Anioła". Pisnęłam podekscytowana ponieważ naprawdę mogę ten film oglądać w nieskończoność. Niall zaśmiał się lekko z mojej reakcji, ale postanowił zostawić ten kanał ponieważ odłożył pilota z powrotem na miejsce. Nie rozmawialiśmy, ale my tego nie potrzebowaliśmy.
Nie wiedziałam zbytnio jak się zachować, więc dziękowałam Bogu gdy to Niall przejął inicjatywę i po prostu przyciągnął mnie do siebie. Nawet nie jestem w stanie określić kiedy zasnęłam.
Rano obudziłam się sama w łóżku, ale w sumie czego innego mogłam się spodziewać...
Lekko zażenowana wstałam z łóżka, i już chciałam opuścić pomieszczenie, gdy w oczy rzuciła mi się mała karteczka na poduszce, sięgnęłam po nią:
Hey Angel
Mam nadzieję że się wyspałaś Xx
Jesteśmy na próbie powinniśmy wrócić około 13.
Always yours, xx
Na ostatnią linijkę myślałam że zejdę, co do diabła?!
Moje myśli pędziły tysiąc kilometrów na godzinę. Ale najważniejsze pytanie które mnie męczyło to: Od kiedy on o tym wie?!
Cały czas siedziałam jak na szpilkach. Gdy tylko usłyszałam otwierane drzwi poderwałam się na równe nogi, wzięłam głęboki wdech. Podeszłam do chłopaków i przywitałam ich krótkim "Hej". Spojrzałam na Nialla zmrużonymi oczami. Podeszłam do niego i dziabnęłam go palcem w klatkę piersiową.
-Od kiedy wiesz?- warknęłam.
Chłopak uśmiechnął się lekko nie odpowiadając po czym, przygryzł wargę jakby się nad czymś intensywnie zastanawiał. Zanim zdążyłam się go zapytać o co chodzi on się nachylił i pocałował mnie. W pierwszym momencie byłam zszokowana, ale szybko oddałam pocałunek. Poczułam przez pocałunek jak blondyn się uśmiecha. Farbowany objął mnie w tali i przyciągnął do siebie. To było najlepsze uczucie, przysięgam.
Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Niall przysunął swoją twarz i szepnął mi na ucho:
-Always, yours.- Uśmiechnęłam się pod nosem i odpowiedziałam również szeptem.
-Always, yours.
KONIEC
_____________________________________________________
FOOD
Z kim następny imagin? :*
poniedziałek, 16 listopada 2015
Liam.. ❤ ~ Maybe we found love right where we are.. - część 4
Hej!
I od razu was PRZEPRASZAM!!
Z miesiąc nic nigdzie nie dodawałam!! Ale to tylko dlatego, że miałam urlop, potem moja mama, brat i chłopak przyjechali do mnie do Holandii i tak zeszło.. :/ Ale wracam do was kotki moje!!!!!!!!
<3<3<3<3
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Ubrałam się, spryskałam ulubionymi perfumami i poszłam do salonu. - Już jesteś? - zdziwiłam się widząc go w pokoju.
L: Tak i właśnie wychodzę.. - uśmiechnął się zadowolony.
J: Wychodzisz?
L: Yhym.. - spojrzał tylko na mnie, dopiął ostatnie guziki koszuli, zabrał portfel
J: Ale.. - i wyszedł - ..Dzisiaj są moje urodziny.. - powiedziałam do siebie i opadłam na kanapę za sobą. Nie tak to sobie wyobrażałam! Ogarnął mnie smutek, pragnęłam by zaraz wrócił i powiedział że żartował i nigdzie dzisiaj nie idzie. Jednak po 15 minutach siedzenia i wpatrywania sie w ścianę nic się nie zmieniło. Podniosłam sie z miejsca, zabrałam z lodówki cały alkohol, składający się z kilku piw i wódki, wzięłam chipsy i usiadłam z powrotem na kanapie. W telewizji leciały jakieś nudne programy, ale z każdym kolejnym piwem, czy drinkiem robiły się ciekawsze. Alkohol we mnie buzował, ale nie tak bym traciła jakąkolwiek świadomość. Godziny mijały, ilość trunku się powiększała, bałagan coraz większy.. Czas iść spać! Z trudem, ale udało mi sie podnieść, przez kilka, mam nadzieje że to tylko kilka, minut, stałam w miejscu i trzymałam sie za głowę. Miałam wrażenie że kręcę się w kółko, wiem, że to sprawka alkoholu i muszę doczłapać się do swojej sypialni.. Dotarłam!! Udało się, zostawiłam zapalone światło i rzuciłam sie na łóżko. Helikopter w głowie dawał o sobie znać, a ja czułam że przegięłam z ilością wypitego trunku. Pomyśleć że to tylko przez niego! Przez jedną osobę która nawet nie powinna być dla mnie ważna!
Próbowałam się podnieść z łóżka, ale to było zbyt ciężkie. Do tego czułam jak jest mi niedobrze, głowa boleśnie pulsowała i marzyłam tylko by dojść do toalety. Dałam radę i już po chwili klęczałam przed muszlą, starając się na siłę pozbyć wczorajszego szaleństwa. Wiem że jeśli to zrobię będzie mi o wiele lepiej.. Opróżniłam żołądek i ściągnęłam z siebie ubrania. Prysznic musi pomóc! Po kilkunastu minutach wyszłam z kabiny, owinęłam się ręcznikiem i wyszczotkowałam dokładnie zęby, nie chce już czuć tego nieprzyjemnego smaku alkoholu. Nigdy więcej się nie napije! Ogarnęłam swój wygląd, ubrałam się i trzymając się za głowę poszłam do kuchni. Musiałam przejść przez salon, gdzie Liam zbierał moje puste butelki.. CO?!
J: Hej.. Nie musisz.. - szepnęłam i wskazałam na ten syf.
L: Cześć, Ty po mojej 'imprezce' - zrobił cudzysłów - ..posprzątałaś.
J: Taak.. - mruknęłam i poszłam do kuchni. Od razu łyknęłam dwie, przeciwbólowe tabletki i czułam jak zimna woda rozlewa się po moim wnętrzu. To było kojące, ale zaraz potem powracał mdlący stan. - Zaszalałaś wczoraj.. - zaśmiał sie cicho i spojrzał na mnie z rozbawieniem.
J: Tak, wiem. - powiedziałam oschle, to między innymi przez niego, choć nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
L: Nie wiedziałem że taka jesteś. - usiadł na krześle, wpatrując się we mnie.
J: Taka?! Czyli jaka? - zdziwiłam się i usiadłam na blacie.
L: No taka.. Hmm.. Szalona..
J: Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz. - stwierdziłam i wyszłam z pomieszczenia. Usiadłam w zasyfionym jeszcze, salonie i wpatrywałam sie w ilość pustych butelek po.. Chyba po wszystkim co mieliśmy. Skąd ja wytrzasnęłam wczoraj whiskey?!
L: Czemu nie powiedziałaś że będziesz robić imprezę? - przyszedł za mną.
J: Bo nie robiłam. - wzruszyłam ramionami.
L: A to wszystko?
J: To było.. - zaczęłam, ale co miałam mu powiedzieć? Mój wybryk, bo mnie wystawiłeś, chociaż nic nie wiedziałeś?! - Nie ważne. - zostawiłam go tam. Powędrowałam do swojej sypialni i położyłam się ostrożnie na łóżku. Skronie niemiłosiernie pulsowały i nawet dotyk nie uśmierzał tego bólu.
L: Powiesz mi o co Ci chodzi?
J: O nic..
L: Jak o nic?! Nigdy tak sie w stosunku do mnie nie zachowywałaś.. Nigdy nie piłaś, nie byłaś taka obojętna do mnie. - poczułam jak łóżko ugina się pod jego ciężarem.
J: Ludzie sie zmieniają.. - stwierdziłam.
L: Myślę że to nie jest kwestia zmian, mam wrażenie że chodzi Ci o mnie.. - brawo! Wygrałeś wszystkie skarby jakie są na tym świecie kolego!
J: To masz złe wrażenie. Nie chce z Tobą o tym rozmawiać. - mruknęłam, nawet nie spojrzałam na niego. Miałam go dość, dość tego jak on traktuje mnie. Czy nie widzi tego ze jest dla mnie ważny?! Że chce spędzać z nim czas? W końcu to wyciągnęłam na wierzch, w końcu sama przed sobą sie przyznałam że on jest dla mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem..
Jest tak już od dwóch, trzech tygodni.. Ja nawet nie mam ochoty na niego patrzeć, bo wiem, że będzie mnie boleć moje małe, kruche już serduszko. Zaszywam się w książkach, nie jest jak wcześniej.. Liam, on chyba też mnie unika.. Ale moje zachowanie nie jest niczym miłym i wiem, że to przeze mnie sie tak dzieje.
J: Zjesz kolacje? - odezwałam się cicho. Chłopak jakby z niedowierzaniem i zaskoczeniem na mnie spojrzał, potem na zegarek i z powrotem na mnie.
L: Nie. - rzucił krótko.
J: Długo nie będziesz sie do mnie odzywać? - westchnęłam, co prawda to przeze mnie, ale się staram.
L: Tyle ile będę chciał! - warknął - Sama masz pierdolone humorki, nie znoszę tego. Nienawidzę Cię kiedy tak masz, wtedy żałuje że akurat tu mieszkam, że to Ty jesteś moją pierdoloną współlokatorką! Myślałem że jesteś normalna, że można z Tobą wszystko zrobić a Ty masz jakieś fochy! Zastanów się czego Ty w końcu chcesz! - wstał z miejsca - Nie chce Cię dzisiaj widzieć! - jeszcze takiej złości u niego nie widziałam.
J: Nikt Cię tu nie trzyma.. - powiedziałam cicho i wróciłam wściekła do kuchni, poczułam niesamowitą złości, ale mimo wszystko postanowiłam coś zjeść, rzadko to ostatnio robię.. Wyciągałam z szafki talerz, był na najwyższej półce, a moje 165cm nie pozwoliło mi na swobodne sięgnięcie. Wszystko wypadło i stłukło sie tak, że rozcięło mi dłonie i nadgarstki, czułam też jak ostre szkło ociera się o moją skórę na nogach.. Zjechałam po szafce, usiadłam na podłodze i wpatrywałam sie w wyciekającą krew, której było coraz więcej, przez co czułam sie coraz słabiej. Mój problem polegał na tym że już nie chciałam żyć. Powód?! Liam, chłopak którego kocham, chłopak, który jeszcze do nie dawna nie miał prawa tyle dla mnie znaczyć i który widzi we mnie tylko współlokatorkę. I teraz jeszcze ta cisza miedzy nami.. Wykrzyczał mi prosto w twarz że mnie nie znosi, ale kurwa może sie wyprowadzić, może i mi będzie lepiej! Nie chce go tu, ja mogę w samotności cierpieć. Moja miłość do niego to nic ważnego. A teraz najważniejsze to pozbyć się jej! Czułam sie jakby ktoś wyrwał mi serce łyżką.. Z moich oczu mimowolnie wypłynęły łzy. Jak on mógł mi tak powiedzieć, przecież sie przyjaźniliśmy, mieszkamy razem, a teraz co?! Obraz sie coraz bardziej rozmazuje, oddech jest płytszy i do tego więcej krwi na nogach i podłodze. Powoli umieram! Kończy sie wszystko, będzie lepiej dla nas obojgu..
L: Ej! Co Ty zrobiłaś?!
...
I jak? Opłaciło się czekać? Jeszcze raz was przepraszam za moja nieobecności liczę chociaż na 15 komów!! <3
CZYTASZ - KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!
Naat
I od razu was PRZEPRASZAM!!
Z miesiąc nic nigdzie nie dodawałam!! Ale to tylko dlatego, że miałam urlop, potem moja mama, brat i chłopak przyjechali do mnie do Holandii i tak zeszło.. :/ Ale wracam do was kotki moje!!!!!!!!
<3<3<3<3
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Ubrałam się, spryskałam ulubionymi perfumami i poszłam do salonu. - Już jesteś? - zdziwiłam się widząc go w pokoju.
L: Tak i właśnie wychodzę.. - uśmiechnął się zadowolony.
J: Wychodzisz?
L: Yhym.. - spojrzał tylko na mnie, dopiął ostatnie guziki koszuli, zabrał portfel
J: Ale.. - i wyszedł - ..Dzisiaj są moje urodziny.. - powiedziałam do siebie i opadłam na kanapę za sobą. Nie tak to sobie wyobrażałam! Ogarnął mnie smutek, pragnęłam by zaraz wrócił i powiedział że żartował i nigdzie dzisiaj nie idzie. Jednak po 15 minutach siedzenia i wpatrywania sie w ścianę nic się nie zmieniło. Podniosłam sie z miejsca, zabrałam z lodówki cały alkohol, składający się z kilku piw i wódki, wzięłam chipsy i usiadłam z powrotem na kanapie. W telewizji leciały jakieś nudne programy, ale z każdym kolejnym piwem, czy drinkiem robiły się ciekawsze. Alkohol we mnie buzował, ale nie tak bym traciła jakąkolwiek świadomość. Godziny mijały, ilość trunku się powiększała, bałagan coraz większy.. Czas iść spać! Z trudem, ale udało mi sie podnieść, przez kilka, mam nadzieje że to tylko kilka, minut, stałam w miejscu i trzymałam sie za głowę. Miałam wrażenie że kręcę się w kółko, wiem, że to sprawka alkoholu i muszę doczłapać się do swojej sypialni.. Dotarłam!! Udało się, zostawiłam zapalone światło i rzuciłam sie na łóżko. Helikopter w głowie dawał o sobie znać, a ja czułam że przegięłam z ilością wypitego trunku. Pomyśleć że to tylko przez niego! Przez jedną osobę która nawet nie powinna być dla mnie ważna!
Próbowałam się podnieść z łóżka, ale to było zbyt ciężkie. Do tego czułam jak jest mi niedobrze, głowa boleśnie pulsowała i marzyłam tylko by dojść do toalety. Dałam radę i już po chwili klęczałam przed muszlą, starając się na siłę pozbyć wczorajszego szaleństwa. Wiem że jeśli to zrobię będzie mi o wiele lepiej.. Opróżniłam żołądek i ściągnęłam z siebie ubrania. Prysznic musi pomóc! Po kilkunastu minutach wyszłam z kabiny, owinęłam się ręcznikiem i wyszczotkowałam dokładnie zęby, nie chce już czuć tego nieprzyjemnego smaku alkoholu. Nigdy więcej się nie napije! Ogarnęłam swój wygląd, ubrałam się i trzymając się za głowę poszłam do kuchni. Musiałam przejść przez salon, gdzie Liam zbierał moje puste butelki.. CO?!
J: Hej.. Nie musisz.. - szepnęłam i wskazałam na ten syf.
L: Cześć, Ty po mojej 'imprezce' - zrobił cudzysłów - ..posprzątałaś.
J: Taak.. - mruknęłam i poszłam do kuchni. Od razu łyknęłam dwie, przeciwbólowe tabletki i czułam jak zimna woda rozlewa się po moim wnętrzu. To było kojące, ale zaraz potem powracał mdlący stan. - Zaszalałaś wczoraj.. - zaśmiał sie cicho i spojrzał na mnie z rozbawieniem.
J: Tak, wiem. - powiedziałam oschle, to między innymi przez niego, choć nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
L: Nie wiedziałem że taka jesteś. - usiadł na krześle, wpatrując się we mnie.
J: Taka?! Czyli jaka? - zdziwiłam się i usiadłam na blacie.
L: No taka.. Hmm.. Szalona..
J: Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz. - stwierdziłam i wyszłam z pomieszczenia. Usiadłam w zasyfionym jeszcze, salonie i wpatrywałam sie w ilość pustych butelek po.. Chyba po wszystkim co mieliśmy. Skąd ja wytrzasnęłam wczoraj whiskey?!
L: Czemu nie powiedziałaś że będziesz robić imprezę? - przyszedł za mną.
J: Bo nie robiłam. - wzruszyłam ramionami.
L: A to wszystko?
J: To było.. - zaczęłam, ale co miałam mu powiedzieć? Mój wybryk, bo mnie wystawiłeś, chociaż nic nie wiedziałeś?! - Nie ważne. - zostawiłam go tam. Powędrowałam do swojej sypialni i położyłam się ostrożnie na łóżku. Skronie niemiłosiernie pulsowały i nawet dotyk nie uśmierzał tego bólu.
L: Powiesz mi o co Ci chodzi?
J: O nic..
L: Jak o nic?! Nigdy tak sie w stosunku do mnie nie zachowywałaś.. Nigdy nie piłaś, nie byłaś taka obojętna do mnie. - poczułam jak łóżko ugina się pod jego ciężarem.
J: Ludzie sie zmieniają.. - stwierdziłam.
L: Myślę że to nie jest kwestia zmian, mam wrażenie że chodzi Ci o mnie.. - brawo! Wygrałeś wszystkie skarby jakie są na tym świecie kolego!
J: To masz złe wrażenie. Nie chce z Tobą o tym rozmawiać. - mruknęłam, nawet nie spojrzałam na niego. Miałam go dość, dość tego jak on traktuje mnie. Czy nie widzi tego ze jest dla mnie ważny?! Że chce spędzać z nim czas? W końcu to wyciągnęłam na wierzch, w końcu sama przed sobą sie przyznałam że on jest dla mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem..
Jest tak już od dwóch, trzech tygodni.. Ja nawet nie mam ochoty na niego patrzeć, bo wiem, że będzie mnie boleć moje małe, kruche już serduszko. Zaszywam się w książkach, nie jest jak wcześniej.. Liam, on chyba też mnie unika.. Ale moje zachowanie nie jest niczym miłym i wiem, że to przeze mnie sie tak dzieje.
J: Zjesz kolacje? - odezwałam się cicho. Chłopak jakby z niedowierzaniem i zaskoczeniem na mnie spojrzał, potem na zegarek i z powrotem na mnie.
L: Nie. - rzucił krótko.
J: Długo nie będziesz sie do mnie odzywać? - westchnęłam, co prawda to przeze mnie, ale się staram.
L: Tyle ile będę chciał! - warknął - Sama masz pierdolone humorki, nie znoszę tego. Nienawidzę Cię kiedy tak masz, wtedy żałuje że akurat tu mieszkam, że to Ty jesteś moją pierdoloną współlokatorką! Myślałem że jesteś normalna, że można z Tobą wszystko zrobić a Ty masz jakieś fochy! Zastanów się czego Ty w końcu chcesz! - wstał z miejsca - Nie chce Cię dzisiaj widzieć! - jeszcze takiej złości u niego nie widziałam.
J: Nikt Cię tu nie trzyma.. - powiedziałam cicho i wróciłam wściekła do kuchni, poczułam niesamowitą złości, ale mimo wszystko postanowiłam coś zjeść, rzadko to ostatnio robię.. Wyciągałam z szafki talerz, był na najwyższej półce, a moje 165cm nie pozwoliło mi na swobodne sięgnięcie. Wszystko wypadło i stłukło sie tak, że rozcięło mi dłonie i nadgarstki, czułam też jak ostre szkło ociera się o moją skórę na nogach.. Zjechałam po szafce, usiadłam na podłodze i wpatrywałam sie w wyciekającą krew, której było coraz więcej, przez co czułam sie coraz słabiej. Mój problem polegał na tym że już nie chciałam żyć. Powód?! Liam, chłopak którego kocham, chłopak, który jeszcze do nie dawna nie miał prawa tyle dla mnie znaczyć i który widzi we mnie tylko współlokatorkę. I teraz jeszcze ta cisza miedzy nami.. Wykrzyczał mi prosto w twarz że mnie nie znosi, ale kurwa może sie wyprowadzić, może i mi będzie lepiej! Nie chce go tu, ja mogę w samotności cierpieć. Moja miłość do niego to nic ważnego. A teraz najważniejsze to pozbyć się jej! Czułam sie jakby ktoś wyrwał mi serce łyżką.. Z moich oczu mimowolnie wypłynęły łzy. Jak on mógł mi tak powiedzieć, przecież sie przyjaźniliśmy, mieszkamy razem, a teraz co?! Obraz sie coraz bardziej rozmazuje, oddech jest płytszy i do tego więcej krwi na nogach i podłodze. Powoli umieram! Kończy sie wszystko, będzie lepiej dla nas obojgu..
L: Ej! Co Ty zrobiłaś?!
...
I jak? Opłaciło się czekać? Jeszcze raz was przepraszam za moja nieobecności liczę chociaż na 15 komów!! <3
CZYTASZ - KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!
Naat
piątek, 30 października 2015
Always yours, xx~Niall Horan cz.9
Always yours, xx~Niall Horan cz.9
Podczas robienia pizzy, naprawdę świetnie się bawiłam, cały czas się śmialiśmy, dmuchaliśmy w siebie mąką, jak za starych czasów.
-Oh.-usłyszałam gdy Liam łaskotał mnie, a ja jak głupia śmiałam się w niebo głosy.
Spojrzałam w tamtą stronę Niall. No oczywiście kurwa, chłopak uśmiechnął się sztucznie po czym w szybkim tempie opuścił pomieszczenie. Westchnęłam głęboko.
-Przecież on mnie mają za największą sukę-jęknęłam opierając głowę o ścianę.
-Co?- Liam wyraźnie nie wiedział o co mi chodzi
-Oni bardzo lubią Sophie, nie wiedzą że my jesteśmy rodziną, i to tak trochę może wyglądać jakbym chciała cię zabrać Sophie.- pożaliłam się.- Wiesz myślę że może byłoby lepiej jeśli powiedziałabym im że jestem (T.I), chociaż ją też mają za rywalkę Sophie. Liam co ja mam zrobić? Oni mnie nie lubią w żadnym wydaniu mnie.- Mój głos na koniec zadrgał. W końcu nie codziennie twoi idole mają się za sukę.
-Nie prawda, jeśli chcesz to możemy jutro chłopakom to wszystko wytłumaczyć- powiedział przytulając mnie. Nic nie odpowiedziałam, tylko oddałam uścisk. Skończyło się na tym że nie zrobiliśmy pizzy, tylko poszliśmy oglądać Toy Story, leżąc w bazie w salonie, którą zrobiliśmy z poduszek.
Następnego dnia obudziły mnie czyjeś głośne głosy, ale mimo wszystko nie otworzyłam oczu.
-Co oni odwalają?- wszędzie rozpoznałabym ten głos- Harry
-Przyjaźnią się- stanął w naszej obronie Lou, za co byłam mu wdzięczna.
-To kurde jakaś dziwna ta ich przyjaźń.- zakpił Horan
Aha, dzięki Chłopcy
-Jezu, nie macie się czego czepiać- ciągle nas bronił Louis.
-To nie jest normalne!-powiedzieli równo blondyn, i loczek.
Nie wytrzymałam
-To jest kurwa normalne. Bo Liam jest moim kuzynem.- wstałam i wrzasnęłam. -Fajnie że mnie lubicie za to kim jestem a nie za to że jestem jego kuzynką- zakpiłam.
Chłopcy byli wyraźnie zdziwieni moim wybuchem. Korzystając z ich nieuwagi wybiegłam z domu łapiąc z szafki mój telefon i słuchawki.
Nie wiem gdzie idę, nie wiem po co idę...
Wymyśliłam Darcy po to ab chłopcy poznając mnie nie mieli już o mnie wymuszonego zdania. Cóż jak widać nie wyszło mi to.
*LOU's POV*
Gdy tylko (T.I) wybiegła z domu zdzieliłem chłopców po głowie. Boże jakimi palantami trzeba być żeby się tak zachować.
Brak mi słów, co zdarza się rzadko.
-Kretyni-warknąłem, odwróciłem się do nich plecami i zacząłem budzić Liama
-Czego?-zapytał zaspany
-(T.I) gdzieś uciekła- powiedziałem szybko. Liam automatycznie usiadł. Skróciłem mu całą sytuację, i wyjaśniłem skąd wiedziałem o (T.I). Gdy skończyłem mówić, Liam tylko posłał złowrogie spojrzenie w stronę chłopaków i wyszedł z pokoju.
(T.I)'s POV
Chodziłam bez celu po mieście, i po prostu rozmyślałam.
Jako Darcy mnie nie lubili
Jako (T.I) mnie nie lubili
Jako ja byłam spalona już na początku ponieważ, byłam kuzynką Liama, i przeze mnie i ten nieszczęsny telefon mieli spięcie. Myśleli że Liam zdradza Sophie ze mną, więc gdybym się pokazała jako (T.I) wątpię żeby mi uwierzyli.
Jako Darcy też im się nie spodobałam. Więc naprawdę super.
Po jakiś 3 godzinach telefon mi się rozładował od słuchania muzyki, więc postanowiłam powoli wrócić do mieszkania. Postanowiłam już dziś uniknąć chłopaków a od jutra zatrzymać się u Sophie, i utrzymywać kontakt tylko z Li.
Jak postanowiłam tak też zrobiłam. Chwyciłam za klamkę i weszłam do apartamentu. Po cichu ściągnęłam buty i na palcach zaczęłam kierować się do pokoju kuzyna.
Gdy już wchodziłam na pierwszy stopień usłyszałam za swoimi plecami.
-Nie tak szybko młoda.- ale plan był dobry...
______________________________________________
FOOD
Przepraszam że jestem tu trochę rzadko, ale szkoła itp.
I mam propozycję, jeśli chcecie mieć ze mną jakiś kontakt to mogę wam podać mojego Snapchata. Jeśli jesteście chętni piszcie w komach, to podam pod następnym rozdziałem, jeśli nie to trudno xdd.
Więc do następnego <3
12 komentarzy= next
Podczas robienia pizzy, naprawdę świetnie się bawiłam, cały czas się śmialiśmy, dmuchaliśmy w siebie mąką, jak za starych czasów.
-Oh.-usłyszałam gdy Liam łaskotał mnie, a ja jak głupia śmiałam się w niebo głosy.
Spojrzałam w tamtą stronę Niall. No oczywiście kurwa, chłopak uśmiechnął się sztucznie po czym w szybkim tempie opuścił pomieszczenie. Westchnęłam głęboko.
-Przecież on mnie mają za największą sukę-jęknęłam opierając głowę o ścianę.
-Co?- Liam wyraźnie nie wiedział o co mi chodzi
-Oni bardzo lubią Sophie, nie wiedzą że my jesteśmy rodziną, i to tak trochę może wyglądać jakbym chciała cię zabrać Sophie.- pożaliłam się.- Wiesz myślę że może byłoby lepiej jeśli powiedziałabym im że jestem (T.I), chociaż ją też mają za rywalkę Sophie. Liam co ja mam zrobić? Oni mnie nie lubią w żadnym wydaniu mnie.- Mój głos na koniec zadrgał. W końcu nie codziennie twoi idole mają się za sukę.
-Nie prawda, jeśli chcesz to możemy jutro chłopakom to wszystko wytłumaczyć- powiedział przytulając mnie. Nic nie odpowiedziałam, tylko oddałam uścisk. Skończyło się na tym że nie zrobiliśmy pizzy, tylko poszliśmy oglądać Toy Story, leżąc w bazie w salonie, którą zrobiliśmy z poduszek.
Następnego dnia obudziły mnie czyjeś głośne głosy, ale mimo wszystko nie otworzyłam oczu.
-Co oni odwalają?- wszędzie rozpoznałabym ten głos- Harry
-Przyjaźnią się- stanął w naszej obronie Lou, za co byłam mu wdzięczna.
-To kurde jakaś dziwna ta ich przyjaźń.- zakpił Horan
Aha, dzięki Chłopcy
-Jezu, nie macie się czego czepiać- ciągle nas bronił Louis.
-To nie jest normalne!-powiedzieli równo blondyn, i loczek.
Nie wytrzymałam
-To jest kurwa normalne. Bo Liam jest moim kuzynem.- wstałam i wrzasnęłam. -Fajnie że mnie lubicie za to kim jestem a nie za to że jestem jego kuzynką- zakpiłam.
Chłopcy byli wyraźnie zdziwieni moim wybuchem. Korzystając z ich nieuwagi wybiegłam z domu łapiąc z szafki mój telefon i słuchawki.
Nie wiem gdzie idę, nie wiem po co idę...
Wymyśliłam Darcy po to ab chłopcy poznając mnie nie mieli już o mnie wymuszonego zdania. Cóż jak widać nie wyszło mi to.
*LOU's POV*
Gdy tylko (T.I) wybiegła z domu zdzieliłem chłopców po głowie. Boże jakimi palantami trzeba być żeby się tak zachować.
Brak mi słów, co zdarza się rzadko.
-Kretyni-warknąłem, odwróciłem się do nich plecami i zacząłem budzić Liama
-Czego?-zapytał zaspany
-(T.I) gdzieś uciekła- powiedziałem szybko. Liam automatycznie usiadł. Skróciłem mu całą sytuację, i wyjaśniłem skąd wiedziałem o (T.I). Gdy skończyłem mówić, Liam tylko posłał złowrogie spojrzenie w stronę chłopaków i wyszedł z pokoju.
(T.I)'s POV
Chodziłam bez celu po mieście, i po prostu rozmyślałam.
Jako Darcy mnie nie lubili
Jako (T.I) mnie nie lubili
Jako ja byłam spalona już na początku ponieważ, byłam kuzynką Liama, i przeze mnie i ten nieszczęsny telefon mieli spięcie. Myśleli że Liam zdradza Sophie ze mną, więc gdybym się pokazała jako (T.I) wątpię żeby mi uwierzyli.
Jako Darcy też im się nie spodobałam. Więc naprawdę super.
Po jakiś 3 godzinach telefon mi się rozładował od słuchania muzyki, więc postanowiłam powoli wrócić do mieszkania. Postanowiłam już dziś uniknąć chłopaków a od jutra zatrzymać się u Sophie, i utrzymywać kontakt tylko z Li.
Jak postanowiłam tak też zrobiłam. Chwyciłam za klamkę i weszłam do apartamentu. Po cichu ściągnęłam buty i na palcach zaczęłam kierować się do pokoju kuzyna.
Gdy już wchodziłam na pierwszy stopień usłyszałam za swoimi plecami.
-Nie tak szybko młoda.- ale plan był dobry...
______________________________________________
FOOD
Przepraszam że jestem tu trochę rzadko, ale szkoła itp.
I mam propozycję, jeśli chcecie mieć ze mną jakiś kontakt to mogę wam podać mojego Snapchata. Jeśli jesteście chętni piszcie w komach, to podam pod następnym rozdziałem, jeśli nie to trudno xdd.
Więc do następnego <3
12 komentarzy= next
niedziela, 11 października 2015
Liam.. ❤ ~ Maybe we found love right where we are.. - część 3
Aloha x
Anonimku, który napisał o tym, że jedna osoba pisze dużo komów!
Właśnie będę zwracać jej uwagę! :*
Karolina Fiołka.. wiesz że twoje komentarze liczą sie tylko jako jeden, bez względy czy napiszesz ich dwa, trzy czy trzydzieści.. :) Proszę nie rób mnie w jajko :P
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
O około 11pm usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Zdjęłam moje okulary do czytania, schowałam je pod kołdrę.
J: Proszę.. - powiedziałam tak by usłyszał, po chwili jego sylwetka pokazała sie w mojej sypialni.
L: Masz ochotę może na kakao? - dopiero teraz zauważyłam że trzyma dwa kubki z których jeszcze paruje.
J: Czemu nie. - uśmiechnęłam się i odłożyłam książkę. Chłopak podszedł do mnie i usiadł na łóżku, podając mi jeden. Od razu poczułam ciepło napoju, aż zrobiło się przyjemniej. - Nie możesz spać? - zagadałam.
L: Pierwsza noc w nowym miejscu, muszę się oswoić.. - uśmiechnął się.
J: Tak, ja też mam zawsze z tym problem.. - odwzajemniłam lekko jego gest. Kakao było naprawdę dobre, Liam przez jakiś czas nic nie mówił, ale za to zapatrzył sie na moją książkę, którą jeszcze przed chwilą czytałam.
L: Co za książka? - jakby czytał mi w myślach.
J: A takie romansidło.. - stwierdziłam.
L: Lubisz taki typ?
J: Jestem kobietą, chyba każda z nas to lubi. - zaśmiał się.
L: Najprawdopodobniej.. - znów zamilkł.
J: A Ty? Co lubisz czytać? - zagadałam.
L: Ja.. Hmm.. Zazwyczaj czytałem jakieś komiksy, ale to za czasów dzieciństwa, a teraz to chyba tylko gazetę sportową.. Nawet nie mam czasu by coś poczytać, ciągłe treningi i kumple.. - wzruszył ramionami. Typ sportowca, zazwyczaj tacy w ogóle nie czytają.
J: Dobrze że chociaż gazety czytasz.. - puściłam mu oczko i tym razem ja się zaśmiałam.
L: Taak.. - westchnął - No nic.. Nie będę już przeszkadzał i dziękuje że ze mną wypiłaś to kakałko.. - jego uśmiech nie przekonywał i poczułam że w jakiś sposób go uraziłam.
J: To ja za nie dziękuje.. Dobrej nocy. - posłałam mu ciepły uśmiech i wyszedł. Naprawdę było mi przykro i nawet straciłam ochotę na dalsze czytanie. Położyłam się wygodnie, zakryłam po samą szyje kołdrą i myślałam czym mogłam go urazić. Nie powiedziałam nic takiego złego..
Dni, tygodnie, miesiące mijały.. Moja znajomość i kontakt z Liamem był na szczęście lepszy, na co sie na początku nie zapowiadało. Było nawet świetnie, staliśmy się nie tylko współlokatorami ale i przyjaciółmi. Pomagaliśmy sobie nawzajem, ja pomagałam mu w naukach literackich a on mi.. Hmm.. Ciężko wyszukać konkretnej dziedziny, ale pomagał mi tym, że był ze mną, że był przyjacielem. Tym bardziej teraz gdy ani z rodziną sie nie widywałam, ani z moją Kamą, już nawet rzadko z nią rozmawiam. Źle mi z tym, ale właśnie tak pomaga mi Liam. Cieszę się że to on ze mną mieszka.. A najbardziej cieszę się że zaraz będą moje urodziny i prawdopodobnie spędzę je z nim. Nie chciałam jednak mu o nich mówić, niech to będzie mała niespodzianka. Z resztą mam jeszcze czas.. Wróciłam dzisiaj o wiele szybciej niż powinnam, jeden z profesorów zachorował i nie było wykładów, postanowiłam skorzystać z takiej okazji i o normalnej porze zrobiłam zakupy. Zadowolona z siebie i ogólnie jakby z życia, wróciłam do naszego mieszkania. Mój cudowny humor zniknął, gdy tylko przekroczyłam próg. Wszędzie jakieś śmieci, syf totalny, do tego pełno ubrań porozrzucanych i jednoznaczne odgłosy. Nie wiedziałam, że Liam ma dzisiaj wolne.. Zostawiłam zakupy w kuchni i od razu włożyłam słuchawki w uszy, by choć trochę uwolnić sie od tych jęków. Czemu rozsadzała mnie wściekłość na samą myśl o tym, że on jest tam z inną?! Przecież jest przyjacielem, a nie kimś więcej.. Rozpakowałam zakupy i zabrałam sie za sprzątanie salonu. Rozsadzała mnie wściekłość, już nie było mi żal, że on ma jednak jakąś dziewczynę, byłam zła! Potwornie zła! Wczoraj spędziłam cały wieczór by doprowadzić do porządku to mieszkanie. Nigdy nie kazałam Liamowi sprzątać, ale mógłby chociaż doceniać moją prace! Po jakimś czasie brunet łaskawie pojawił się w salonie, ta jego laska musiała chyba wyjść jak sprzątałam. Zajęło mi to ponad dwie godziny, a to była tylko kuchnia, salon i przedpokój. Jak on śmiał tak nabałaganić?!
L: Już jesteś? - zdziwił sie i założył na siebie t-shirt który niedawno podniosłam z podłogi.
J: Jestem juz od.. - spojrzałam na lewy nadgarstek, na którym nie było zegarka - ..Od jakiś dwóch godzin! - warknęłam.
L: O co się wściekasz?!
J: Może łaskawie być tak nie bałaganił? Hm?! Zapomniałeś już ile wczoraj tu sprzątałam?! - wstałam z kanapy i przeszłam do kuchni. Rozsadzała mnie wściekłość!
L: Przecież nikt Ci nie kazał sprzątać tego dzisiaj? Z resztą nie mówiłaś że wracasz szybciej! - stawiał sie.
J: Mam Ci sie meldować, żebyś zapraszał panienkę kiedy indziej? - chłopak prychnął.
L: To to Cię boli? Zazdrosna jesteś?!
J: Ciekawa jestem, kurwa, o co!? - krzyknęłam - Nie chce Cie dzisiaj już widzieć! Wyjdź!
L: To także moje mieszkanie!
J: Nie wyganiam Cię na ulice, możesz nie wychodzić już ze swojego pokoju! - chłopak nie odpowiedział i zmierzył w stronę korytarza. Słyszałam jak szarpie za swoją kurtkę a potem jak trzaska drzwiami. Miałam ochotę coś rozwalić i nawet już nie wiedziałam co było powodem mojej wściekłości. Usiadłam przy stole i schowałam twarz w dłoniach, pierwszy raz się z nim tak pokłóciłam, a żaden powód już mi nie pasuje.. Wieczór szybko nastał, Liam nie wracał, a ja zaczynałam się obawiać że jest bardzo zły i nie wróci. Na szczęście po 15 minutach usłyszałam jak krząta się po mieszkaniu. Gdy zamknął za sobą drzwi od łazienki wyszłam z sypialni i poszłam zrobić kakao. Muszę z nim porozmawiać, wyjaśnić to wszystko.. Mam tylko jego.. Wlałam gorący napój do naszych ulubionych kubeczków i poszłam do niego. Słyszałam że wchodził do swojego pokoju, udało mi sie zapukać, mimo że nie dostałam odpowiedzi, weszłam do środka. Chłopak miał w uszach słuchawki i leżał na łóżku.
L: Po co przyszłaś? - powiedział oschle, ale wyjął sprzęt z uszu i usiadł opierając się o ścianę.
J: Pogadać.. - podałam mu jeden kubek. Wziął! A to już dobry znak. - Wiem, że to dzisiaj było chorą sceną, ale nawet nie wiesz jak się wściekłam kiedy zobaczyłam ten syf.. - brunet patrzył na mnie z nieodgadnionym uczuciem. - Nigdy nie prosiłam Cię o sprzątanie..
L: Tak wiem.. - wtrącił
J: Ale chociaż mógłbyś doceniać. - dokończyłam i upiłam łyk swojego kakao.
L: Przepraszam. - powiedział krótko - Za to że musiałaś sprzątać po moich.. - zaciął się - ..No wiesz. - powiedział znacząco. - Za to że musiałaś tego słuchać i że byłem niemiły.. - uśmiechnął się.
J: Wybaczę jeśli to się nigdy nie powtórzy. - zaśmiałam się
L: Obiecuje.. - odstawił kubek z napojem. - No chodź tu. - teraz on się zaśmiał, rozkładając ręce. Postawiłam swoje kakao obok jego kubka i przytuliłam się do niego. Uwielbiałam takie nasze chwile..
J: Masz jakieś plany na następny weekend? - zapytałam gdy już normalnie rozmawialiśmy.
L: Jeszcze nie, lubię spontany.. - na szczęście nie zapytał, czemu mnie to interesuje.
J: Okay, jutro mam na 7 więc idę spać. Bajo.. - podniosłam sie z jego łóżka i wyszłam.
Te dni do następnego weekendu, a tym samym do moich urodzin, zleciały strasznie szybko. Liam miał dzisiaj wykłady do późnego popołudnia a potem jeszcze trening. Spokojnie zdążę przygotować kolację. Kupiłam na tą okazję nawet alkohol, gdzie ja go w ogóle nie pije, ale 20 lat ma sie tylko raz.. Kolacja czeka w piekarniku, Liama nie ma, ale zaraz powinien wrócić, poszłam do siebie i zaczęłam przygotowywać jakieś ubranie. Wybrałam zwyczajny zestaw, czarne rurki i bordową koszulę. Wzięłam świeżą bieliznę i poszłam sie odświeżyć, nowy make-up, nowa fryzura. Ubrałam się, spryskałam ulubionymi perfumami i poszłam do salonu. - Już jesteś? - zdziwiłam się widząc go w pokoju.
L: Tak i właśnie wychodzę.. - uśmiechnął się zadowolony.
J: Wychodzisz?
L: Yhym.. - spojrzał tylko na mnie, dopiął ostatnie guziki koszuli, zabrał portfel
J: Ale..
...
____________
I jak? Dalej? Wiem, ze długo czekaliście, ale.. Sami wiecie, że pracuje.. :/
Chociaż 20 komów <3
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Naat
Anonimku, który napisał o tym, że jedna osoba pisze dużo komów!
Właśnie będę zwracać jej uwagę! :*
Karolina Fiołka.. wiesz że twoje komentarze liczą sie tylko jako jeden, bez względy czy napiszesz ich dwa, trzy czy trzydzieści.. :) Proszę nie rób mnie w jajko :P
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
O około 11pm usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Zdjęłam moje okulary do czytania, schowałam je pod kołdrę.
J: Proszę.. - powiedziałam tak by usłyszał, po chwili jego sylwetka pokazała sie w mojej sypialni.
L: Masz ochotę może na kakao? - dopiero teraz zauważyłam że trzyma dwa kubki z których jeszcze paruje.
J: Czemu nie. - uśmiechnęłam się i odłożyłam książkę. Chłopak podszedł do mnie i usiadł na łóżku, podając mi jeden. Od razu poczułam ciepło napoju, aż zrobiło się przyjemniej. - Nie możesz spać? - zagadałam.
L: Pierwsza noc w nowym miejscu, muszę się oswoić.. - uśmiechnął się.
J: Tak, ja też mam zawsze z tym problem.. - odwzajemniłam lekko jego gest. Kakao było naprawdę dobre, Liam przez jakiś czas nic nie mówił, ale za to zapatrzył sie na moją książkę, którą jeszcze przed chwilą czytałam.
L: Co za książka? - jakby czytał mi w myślach.
J: A takie romansidło.. - stwierdziłam.
L: Lubisz taki typ?
J: Jestem kobietą, chyba każda z nas to lubi. - zaśmiał się.
L: Najprawdopodobniej.. - znów zamilkł.
J: A Ty? Co lubisz czytać? - zagadałam.
L: Ja.. Hmm.. Zazwyczaj czytałem jakieś komiksy, ale to za czasów dzieciństwa, a teraz to chyba tylko gazetę sportową.. Nawet nie mam czasu by coś poczytać, ciągłe treningi i kumple.. - wzruszył ramionami. Typ sportowca, zazwyczaj tacy w ogóle nie czytają.
J: Dobrze że chociaż gazety czytasz.. - puściłam mu oczko i tym razem ja się zaśmiałam.
L: Taak.. - westchnął - No nic.. Nie będę już przeszkadzał i dziękuje że ze mną wypiłaś to kakałko.. - jego uśmiech nie przekonywał i poczułam że w jakiś sposób go uraziłam.
J: To ja za nie dziękuje.. Dobrej nocy. - posłałam mu ciepły uśmiech i wyszedł. Naprawdę było mi przykro i nawet straciłam ochotę na dalsze czytanie. Położyłam się wygodnie, zakryłam po samą szyje kołdrą i myślałam czym mogłam go urazić. Nie powiedziałam nic takiego złego..
Dni, tygodnie, miesiące mijały.. Moja znajomość i kontakt z Liamem był na szczęście lepszy, na co sie na początku nie zapowiadało. Było nawet świetnie, staliśmy się nie tylko współlokatorami ale i przyjaciółmi. Pomagaliśmy sobie nawzajem, ja pomagałam mu w naukach literackich a on mi.. Hmm.. Ciężko wyszukać konkretnej dziedziny, ale pomagał mi tym, że był ze mną, że był przyjacielem. Tym bardziej teraz gdy ani z rodziną sie nie widywałam, ani z moją Kamą, już nawet rzadko z nią rozmawiam. Źle mi z tym, ale właśnie tak pomaga mi Liam. Cieszę się że to on ze mną mieszka.. A najbardziej cieszę się że zaraz będą moje urodziny i prawdopodobnie spędzę je z nim. Nie chciałam jednak mu o nich mówić, niech to będzie mała niespodzianka. Z resztą mam jeszcze czas.. Wróciłam dzisiaj o wiele szybciej niż powinnam, jeden z profesorów zachorował i nie było wykładów, postanowiłam skorzystać z takiej okazji i o normalnej porze zrobiłam zakupy. Zadowolona z siebie i ogólnie jakby z życia, wróciłam do naszego mieszkania. Mój cudowny humor zniknął, gdy tylko przekroczyłam próg. Wszędzie jakieś śmieci, syf totalny, do tego pełno ubrań porozrzucanych i jednoznaczne odgłosy. Nie wiedziałam, że Liam ma dzisiaj wolne.. Zostawiłam zakupy w kuchni i od razu włożyłam słuchawki w uszy, by choć trochę uwolnić sie od tych jęków. Czemu rozsadzała mnie wściekłość na samą myśl o tym, że on jest tam z inną?! Przecież jest przyjacielem, a nie kimś więcej.. Rozpakowałam zakupy i zabrałam sie za sprzątanie salonu. Rozsadzała mnie wściekłość, już nie było mi żal, że on ma jednak jakąś dziewczynę, byłam zła! Potwornie zła! Wczoraj spędziłam cały wieczór by doprowadzić do porządku to mieszkanie. Nigdy nie kazałam Liamowi sprzątać, ale mógłby chociaż doceniać moją prace! Po jakimś czasie brunet łaskawie pojawił się w salonie, ta jego laska musiała chyba wyjść jak sprzątałam. Zajęło mi to ponad dwie godziny, a to była tylko kuchnia, salon i przedpokój. Jak on śmiał tak nabałaganić?!
L: Już jesteś? - zdziwił sie i założył na siebie t-shirt który niedawno podniosłam z podłogi.
J: Jestem juz od.. - spojrzałam na lewy nadgarstek, na którym nie było zegarka - ..Od jakiś dwóch godzin! - warknęłam.
L: O co się wściekasz?!
J: Może łaskawie być tak nie bałaganił? Hm?! Zapomniałeś już ile wczoraj tu sprzątałam?! - wstałam z kanapy i przeszłam do kuchni. Rozsadzała mnie wściekłość!
L: Przecież nikt Ci nie kazał sprzątać tego dzisiaj? Z resztą nie mówiłaś że wracasz szybciej! - stawiał sie.
J: Mam Ci sie meldować, żebyś zapraszał panienkę kiedy indziej? - chłopak prychnął.
L: To to Cię boli? Zazdrosna jesteś?!
J: Ciekawa jestem, kurwa, o co!? - krzyknęłam - Nie chce Cie dzisiaj już widzieć! Wyjdź!
L: To także moje mieszkanie!
J: Nie wyganiam Cię na ulice, możesz nie wychodzić już ze swojego pokoju! - chłopak nie odpowiedział i zmierzył w stronę korytarza. Słyszałam jak szarpie za swoją kurtkę a potem jak trzaska drzwiami. Miałam ochotę coś rozwalić i nawet już nie wiedziałam co było powodem mojej wściekłości. Usiadłam przy stole i schowałam twarz w dłoniach, pierwszy raz się z nim tak pokłóciłam, a żaden powód już mi nie pasuje.. Wieczór szybko nastał, Liam nie wracał, a ja zaczynałam się obawiać że jest bardzo zły i nie wróci. Na szczęście po 15 minutach usłyszałam jak krząta się po mieszkaniu. Gdy zamknął za sobą drzwi od łazienki wyszłam z sypialni i poszłam zrobić kakao. Muszę z nim porozmawiać, wyjaśnić to wszystko.. Mam tylko jego.. Wlałam gorący napój do naszych ulubionych kubeczków i poszłam do niego. Słyszałam że wchodził do swojego pokoju, udało mi sie zapukać, mimo że nie dostałam odpowiedzi, weszłam do środka. Chłopak miał w uszach słuchawki i leżał na łóżku.
L: Po co przyszłaś? - powiedział oschle, ale wyjął sprzęt z uszu i usiadł opierając się o ścianę.
J: Pogadać.. - podałam mu jeden kubek. Wziął! A to już dobry znak. - Wiem, że to dzisiaj było chorą sceną, ale nawet nie wiesz jak się wściekłam kiedy zobaczyłam ten syf.. - brunet patrzył na mnie z nieodgadnionym uczuciem. - Nigdy nie prosiłam Cię o sprzątanie..
L: Tak wiem.. - wtrącił
J: Ale chociaż mógłbyś doceniać. - dokończyłam i upiłam łyk swojego kakao.
L: Przepraszam. - powiedział krótko - Za to że musiałaś sprzątać po moich.. - zaciął się - ..No wiesz. - powiedział znacząco. - Za to że musiałaś tego słuchać i że byłem niemiły.. - uśmiechnął się.
J: Wybaczę jeśli to się nigdy nie powtórzy. - zaśmiałam się
L: Obiecuje.. - odstawił kubek z napojem. - No chodź tu. - teraz on się zaśmiał, rozkładając ręce. Postawiłam swoje kakao obok jego kubka i przytuliłam się do niego. Uwielbiałam takie nasze chwile..
J: Masz jakieś plany na następny weekend? - zapytałam gdy już normalnie rozmawialiśmy.
L: Jeszcze nie, lubię spontany.. - na szczęście nie zapytał, czemu mnie to interesuje.
J: Okay, jutro mam na 7 więc idę spać. Bajo.. - podniosłam sie z jego łóżka i wyszłam.
Te dni do następnego weekendu, a tym samym do moich urodzin, zleciały strasznie szybko. Liam miał dzisiaj wykłady do późnego popołudnia a potem jeszcze trening. Spokojnie zdążę przygotować kolację. Kupiłam na tą okazję nawet alkohol, gdzie ja go w ogóle nie pije, ale 20 lat ma sie tylko raz.. Kolacja czeka w piekarniku, Liama nie ma, ale zaraz powinien wrócić, poszłam do siebie i zaczęłam przygotowywać jakieś ubranie. Wybrałam zwyczajny zestaw, czarne rurki i bordową koszulę. Wzięłam świeżą bieliznę i poszłam sie odświeżyć, nowy make-up, nowa fryzura. Ubrałam się, spryskałam ulubionymi perfumami i poszłam do salonu. - Już jesteś? - zdziwiłam się widząc go w pokoju.
L: Tak i właśnie wychodzę.. - uśmiechnął się zadowolony.
J: Wychodzisz?
L: Yhym.. - spojrzał tylko na mnie, dopiął ostatnie guziki koszuli, zabrał portfel
J: Ale..
...
____________
I jak? Dalej? Wiem, ze długo czekaliście, ale.. Sami wiecie, że pracuje.. :/
Chociaż 20 komów <3
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Naat
Always yours, xx~Niall Horan cz.8
Always yours, xx~Niall Horan cz.8
-Fajna koszulka-farbowany mrugnął do mnie, a ja spiekłam raka.Znowu.
-Po idolu-wzruszyłam ramionami przygryzając wargę. Oczy Nialla momentalnie spojrzały na moje usta, po czym chłopak przełkną ciężko ślinę, i odwróciwszy wzrok przeszedł obok mnie i usiadł na kanapie...
Spojrzałam na Liama który przewiesił swoją rękę przez moje ramię i zaprowadził nas do salonu gdzie reszta leżała rozwalona.
-Co robimy?-zapytałam siadając na oparciu kanapy.
-Możemy iść pograć w piłkę-rzucił od niechcenia Lou. Chłopcy spojrzeli na mnie pytająco.
-No spoko-wzruszyłam ramionami. Pewnie myśleli że nie umiem grać. W sumie potrafię całkiem nieźle, ale zawsze na w-f się nie wyróżniałam, bo chłopcy nie podawali dziewczynom, i zawsze mieli pretensje, więc to nie miało sensu
-Więc chodźmy-powiedział lekko zszokowany Niall.
-Zadzwonię do Sophie, bo jest nas nieparzyście- oznajmił Liam. Poszliśmy na halę niedaleko mieszkania, chłopcy wynajęli ją na 2 godziny, no bo czemu nie, ugh życie bogaczy.
Sophie przyjechała po niecałych 20 minutach.
-Ja i Soph jesteśmy kapitankami- powiedziałam przeciągając sylaby.-Wybierzcie sobie numerki od 1-4.-Chłopcy zebrali się w typowym kółeczku narad. Sophie się zamyśliła.
-2-powiedziała.Trafiła na Lou.
-3-Liam, trafił do mojej drużyny.
-4-rzuciła, i wylosowała Nialla
-Chodź do mnie Haziątko-rozłożyłam ręce, a Harry podszedł i mnie przytulił śmiejąc się jak dziecko. W naszej drużynie na bramkę poszedł Liam, a u przeciwników Sophie. Ni i Lou stwierdzili że jesteśmy słabi i zaczynamy pierwsi. Podałam Harremu i pobiegłam do przodu, loczek przerzucił nad chłopakami i podał mi wprost po nogi, pokiwałam się trochę z Sophie i strzeliłam do bramki. Podbiegłam do Hazzy a ten podrzucił mnie w powietrze. Gra toczyła się zacięcie, ciągle remisowaliśmy, po godzinie wciąż był remis 4:4. Zdecydowaliśmy że rzuty karne będą dobrym wyjściem, i tak właśnie zrobiliśmy, do 2 bramek przewagi. Drugi rzut wykonywałam ja Louis'owi. Bramkarz uniósł rękę na znak że już jest gotowy, odmierzyłam 3 duże kroki do tyłu, i małymi kroczkami podbiegłam do piłki robiąc wielki zamach. Patrzyłam zestresowana w którym kierunku poleci piłka. Wyrzuciłam ręce w górę, gdy fartem trafiłam dokładnie centymetr obok słupka, prosto do bramki. Po blisko 15 minutach było 8:8 i ustaliliśmy że ten kto strzeli teraz bramkę wygrywa.
-(T.I)!- zawołał mi Hazz podając piłkę, abym wykonała ostatniego karniaka. Przyjęłam piłkę i pokiwałam palcem Harremu aby przyszedł do mnie, chłopak truchtem wykonał moje polecenie.
-Twoja kolej- poklepałam go po plecach i uśmiechnęłam się do niego serdecznie, chłopak wyglądał na nieprzekonanego- Wierzę w ciebie!- powiedziałam szczerze się uśmiechając. Chłopak uśmiechnął się delikatnie, odeszłam dwa kroki i patrzyłam na niego, loczek spojrzał na mnie ostatni raz zanim oddał strzał, wstrzymałam oddech, i pisnęłam gdy trafił Niallowi. Rzuciłam się na chłopaka. Po chwili dołączył do nas również Li, i zrobiliśmy grupowego miśka, naprawdę wyglądało to tak że byłam ściskana pomiędzy chłopakami. W trójkę wróciliśmy do domu w wyśmienitych humorkach, przez całą drogę czułam na sobie czyjeś spojrzenie. Niespodzianka Niall'a. Gdy weszliśmy do salonu rzuciłam się twarzą na kanapę, i zamknęłam oczy. Jak miło... Nagle poczułam jak ktoś siada mi na plecach okrakiem, pisnęłam zaskoczona. Jednak słysząc głośny śmiech Lyum'a sama zaczęłam się śmiać.
-Gdzie Sophie?-zapytałam od niechcenia
-Pojechała, ma sesję- mruknął niezadowolony.
-Nie wystarczam ci- jęknęłam oskarżycielsko. Chłopak tylko się zaśmiał i przytulił do moich pleców.
-A teraz schodź Payne!- Pogroziłam, gdy zaczynała mi przeszkadzać jego waga. Liam podniósł moje nogi i siadając położył je na swoich.
-Darcy!- usłyszałam krzyk Louisa. Przez pierwsze pół minuty nie zareagowałam, dopóki nie przypomniałam sobie że to ja!
-Ta?- odezwałam się
-Idziemy na imprezkę!- oznajmił podekscytowany wchodząc z pozostałą dwójką do salonu.
-Nigdzie nie idę-powiedziałam bez emocji podnosząc się do pozycji siedzącej, aby móc na nich spojrzeć.
-No chodź, będzie fajnie- zaśmiałam, się bo to był najgłupszy argument świata.
-Zostanę z nią-wzruszył ramionami mój kuzyn.
-Ym, w takim razie okay- powiedział zmieszany Lou. Zanim chłopcy zdążyli wyjść zauważyłam jeszcze zawiedzione spojrzenie Niall'a.
-Chodź zrobimy pizze- powiedział radośnie brunet.
-Robisz to specjalnie bo wiesz że nienawidzę robić pizzy!- tupnęłam nogą, ale mimo wszystko grzecznie za nim pomaszerowałam do kuchni.
Podczas robienia pizzy, naprawdę świetnie się bawiłam, cały czas się śmialiśmy, dmuchaliśmy w siebie mąką, jak za starych czasów.
-Oh.-usłyszałam gdy Liam łaskotał mnie, a ja jak głupia śmiałam się w niebo głosy.
_____________________________________________________
FOOD
-Fajna koszulka-farbowany mrugnął do mnie, a ja spiekłam raka.Znowu.
-Po idolu-wzruszyłam ramionami przygryzając wargę. Oczy Nialla momentalnie spojrzały na moje usta, po czym chłopak przełkną ciężko ślinę, i odwróciwszy wzrok przeszedł obok mnie i usiadł na kanapie...
Spojrzałam na Liama który przewiesił swoją rękę przez moje ramię i zaprowadził nas do salonu gdzie reszta leżała rozwalona.
-Co robimy?-zapytałam siadając na oparciu kanapy.
-Możemy iść pograć w piłkę-rzucił od niechcenia Lou. Chłopcy spojrzeli na mnie pytająco.
-No spoko-wzruszyłam ramionami. Pewnie myśleli że nie umiem grać. W sumie potrafię całkiem nieźle, ale zawsze na w-f się nie wyróżniałam, bo chłopcy nie podawali dziewczynom, i zawsze mieli pretensje, więc to nie miało sensu
-Więc chodźmy-powiedział lekko zszokowany Niall.
-Zadzwonię do Sophie, bo jest nas nieparzyście- oznajmił Liam. Poszliśmy na halę niedaleko mieszkania, chłopcy wynajęli ją na 2 godziny, no bo czemu nie, ugh życie bogaczy.
Sophie przyjechała po niecałych 20 minutach.
-Ja i Soph jesteśmy kapitankami- powiedziałam przeciągając sylaby.-Wybierzcie sobie numerki od 1-4.-Chłopcy zebrali się w typowym kółeczku narad. Sophie się zamyśliła.
-2-powiedziała.Trafiła na Lou.
-3-Liam, trafił do mojej drużyny.
-4-rzuciła, i wylosowała Nialla
-Chodź do mnie Haziątko-rozłożyłam ręce, a Harry podszedł i mnie przytulił śmiejąc się jak dziecko. W naszej drużynie na bramkę poszedł Liam, a u przeciwników Sophie. Ni i Lou stwierdzili że jesteśmy słabi i zaczynamy pierwsi. Podałam Harremu i pobiegłam do przodu, loczek przerzucił nad chłopakami i podał mi wprost po nogi, pokiwałam się trochę z Sophie i strzeliłam do bramki. Podbiegłam do Hazzy a ten podrzucił mnie w powietrze. Gra toczyła się zacięcie, ciągle remisowaliśmy, po godzinie wciąż był remis 4:4. Zdecydowaliśmy że rzuty karne będą dobrym wyjściem, i tak właśnie zrobiliśmy, do 2 bramek przewagi. Drugi rzut wykonywałam ja Louis'owi. Bramkarz uniósł rękę na znak że już jest gotowy, odmierzyłam 3 duże kroki do tyłu, i małymi kroczkami podbiegłam do piłki robiąc wielki zamach. Patrzyłam zestresowana w którym kierunku poleci piłka. Wyrzuciłam ręce w górę, gdy fartem trafiłam dokładnie centymetr obok słupka, prosto do bramki. Po blisko 15 minutach było 8:8 i ustaliliśmy że ten kto strzeli teraz bramkę wygrywa.
-(T.I)!- zawołał mi Hazz podając piłkę, abym wykonała ostatniego karniaka. Przyjęłam piłkę i pokiwałam palcem Harremu aby przyszedł do mnie, chłopak truchtem wykonał moje polecenie.
-Twoja kolej- poklepałam go po plecach i uśmiechnęłam się do niego serdecznie, chłopak wyglądał na nieprzekonanego- Wierzę w ciebie!- powiedziałam szczerze się uśmiechając. Chłopak uśmiechnął się delikatnie, odeszłam dwa kroki i patrzyłam na niego, loczek spojrzał na mnie ostatni raz zanim oddał strzał, wstrzymałam oddech, i pisnęłam gdy trafił Niallowi. Rzuciłam się na chłopaka. Po chwili dołączył do nas również Li, i zrobiliśmy grupowego miśka, naprawdę wyglądało to tak że byłam ściskana pomiędzy chłopakami. W trójkę wróciliśmy do domu w wyśmienitych humorkach, przez całą drogę czułam na sobie czyjeś spojrzenie. Niespodzianka Niall'a. Gdy weszliśmy do salonu rzuciłam się twarzą na kanapę, i zamknęłam oczy. Jak miło... Nagle poczułam jak ktoś siada mi na plecach okrakiem, pisnęłam zaskoczona. Jednak słysząc głośny śmiech Lyum'a sama zaczęłam się śmiać.
-Gdzie Sophie?-zapytałam od niechcenia
-Pojechała, ma sesję- mruknął niezadowolony.
-Nie wystarczam ci- jęknęłam oskarżycielsko. Chłopak tylko się zaśmiał i przytulił do moich pleców.
-A teraz schodź Payne!- Pogroziłam, gdy zaczynała mi przeszkadzać jego waga. Liam podniósł moje nogi i siadając położył je na swoich.
-Darcy!- usłyszałam krzyk Louisa. Przez pierwsze pół minuty nie zareagowałam, dopóki nie przypomniałam sobie że to ja!
-Ta?- odezwałam się
-Idziemy na imprezkę!- oznajmił podekscytowany wchodząc z pozostałą dwójką do salonu.
-Nigdzie nie idę-powiedziałam bez emocji podnosząc się do pozycji siedzącej, aby móc na nich spojrzeć.
-No chodź, będzie fajnie- zaśmiałam, się bo to był najgłupszy argument świata.
-Zostanę z nią-wzruszył ramionami mój kuzyn.
-Ym, w takim razie okay- powiedział zmieszany Lou. Zanim chłopcy zdążyli wyjść zauważyłam jeszcze zawiedzione spojrzenie Niall'a.
-Chodź zrobimy pizze- powiedział radośnie brunet.
-Robisz to specjalnie bo wiesz że nienawidzę robić pizzy!- tupnęłam nogą, ale mimo wszystko grzecznie za nim pomaszerowałam do kuchni.
Podczas robienia pizzy, naprawdę świetnie się bawiłam, cały czas się śmialiśmy, dmuchaliśmy w siebie mąką, jak za starych czasów.
-Oh.-usłyszałam gdy Liam łaskotał mnie, a ja jak głupia śmiałam się w niebo głosy.
_____________________________________________________
FOOD
Subskrybuj:
Posty (Atom)



