One Direction i My.. - imaginy

sobota, 20 czerwca 2015

Louis! ~ You are daddy!! - część 7

Hej!
Ważna informacja!! Wiecie że dodawane komy przez jedną osobę w dużej ilości i tak liczą sie jako JEDEN kom?!! Nie może tak być, oszukujecie mnie w ten sposób!
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Z samego rana obudził mnie mały, podniosłam go z łóżeczka i od razu zaczął sie uśmiechać. Przebrałam go i posadziłam z zabawkami. Posprzątałam trochę tą sypialnie, zaścieliłam łóżko i razem z synkiem zeszłam na dół.
Lou: Hej.. - uśmiechnął sie i podszedł do mnie i składając buziaka na moim policzku.
E: Louis?! Co Ty robisz?! - pojawiła sie znikąd. To pewnie ta El..
Lou: Nic..
J: Cześć, Ty pewnie jesteś dziewczyną Louisa.. - podeszłam do niej i wyciągnęłam dłoń w jej kierunku.
E: Tak jestem! - warknęła, mały na moich rękach od razu sie bardziej wtulił. Nie lubił jej.. Wcale sie mojemu królewiczowi nie dziwie. Zignorowała mój gest i podeszła do Louisa wrogo na mnie patrząc, brunet będzie miał niezłą awanturę.
J: To my już pójdziemy, dziękuje że sie nim zaopiekowałeś.. - uśmiechnęłam sie do niego i skierowałam sie na górę.
Lou: Co ty odstawiasz?! - usłyszałam zanim weszłam na schody, pokręciłam tylko głową i spojrzałam na syna.
M: Baba, baba.. - pokazywał paluszkiem za moje plecy i gaworzył. Chciało mi sie wybuchnąć śmiechem.
J: Szkoda że nie potrafisz mówić, powiedział byś mamusi co ta zła Pani ci zrobiła ze nie mogłeś spać. - ucałowałam jego czółko i posadziłam wśród zabawek. Spakowałam jego rzeczy, przebrałam sie w swoją sukienkę i trochę roztrzepałam włosy, by jakoś wyglądać. - Dobra mały, czas do domu.. A sporu kawałek przed nami. - z powrotem wzięłam go na ręce, przewiesiłam przez ramie torbę i ze złożonymi ubraniami bruneta zeszłam na dół. Cicho było.. - Louis, twoje ubrania wypiorę więc odbierzesz je jak przyjdziesz do Michaela. - spojrzałam na niego, a potem na Eleonor. Miała skrzyżowane ręce na piersi, była obrażona!
Lou: Nie musisz.. Też mam pralkę. - uśmiechnął sie.
J: Jeżeli tak właśnie chcesz..
E: Tak, tak właśnie będzie! - warknęła.
J: Jeszcze raz dziękuje Ci Louis.. - zignorowałam ją przytulając mocniej swoje dziecko.
Lou: Czekaj, daj mi sie z małym pożegnać. - podszedł do nas i wziął synka na ręce. Przytulał go i cmoknął jego usteczka. Wspaniały obrazek! - Tata cie jutro odwiedzi. - uśmiechnęłam sie. - Macie czym wrócić? - spojrzał na mnie.
J: Na pewno jakieś autobusy jeżdżą. - mój uśmiech był bardzo słaby, niemal niewidoczny.
E: Jeśli chcesz zdążyć to musisz sie pospieszyć. - wtrąciła sie do rozmowy, Tomlinson tylko spojrzał na nią i zwrócił sie z powrotem do mnie.
Lou: Mogę was podwiesić. - zaproponował.
J: Nie sądzę żeby sie to twojej dziewczynie spodobało, ale dzięki.. Poradzimy sobie. - odebrałam od niego małego.
Lou: Zobacz jaka jest pogoda.. Mały sie może przeziębić.. - spojrzeliśmy za okno, lało jak z cebra.
E: Poradzi sobie, słyszałeś. - podeszła do nas i spojrzała na mnie takim wzrokiem jakbym zabierała jej chłopaka.
J: Właśnie. - mruknęłam i zaczęłam wychodzić.
Lou: (T.i.) nie wygłupiaj sie.. Zawiozę was. - słyszałam jak łapie kluczyki i idzie za mną.
E: Ani mi sie waż Louis! - krzyknęła za nim, chłopak szedł już koło mnie. Przystanął na chwile i odwrócił sie w jej stronę.
Lou: Co z Ciebie za kobieta? Gdzie twoje uczucia? - dziewczyna patrzała na niego ze złością i chyba chciała wydrapać mi oczy. - Chodźmy.. - położył rękę na moich plecach zachęcając mnie do tego. Przed wyjściem na dwór założył na Michaela swoją dużą bluzę z kapturem żeby chroniła go przed deszczem. - Przepraszam Cie za nią.. - powiedział ściszonym głosem kiedy już jechaliśmy.
J: W porządku, ona myśli że chce Cie jej zabrać, ale tak nie jest.. Może być spokojna. - uśmiechnęłam sie słabo. Nie byłam pewna do końca swoich słów, coraz bardziej Louis mi imponował i coraz mocniej lubiłam spędzać z nim czas. - A tak w ogóle to widzę że sie bardzo starasz być świetnym ojcem.. - usmiechnełam sie do niego.
Lou: Nawet nie wiesz jak. - zaśmiał sie cicho.
J: To bardzo miłe Louis, ten pokój, nawet kupiłeś fotelik.. Nie spodziewałam sie tego po tobie. - spojrzałam na niego, on również to zrobił. W jego oczach było coś innego, jeszcze nigdy chyba tego nie widziałam.. Chyba?! No właśnie mam wątpliwości.. Podjechaliśmy pod mój dom i oboje wysiedliśmy, Tommo zabrał synka a ja rzeczy. Otworzyłam dom i weszliśmy do środka, chłopak od razu zaniósł małego do jego kojca i po chwili był już ze mną w kuchni. - Chcesz coś do picia? Czy uciekasz do złej Pani? - spojrzałam na niego.
Lou: Złej Pani? - zaśmiał sie
J: Wybacz.. - uśmiechnęłam sie nieśmiało.
Lou: Mogę coś z Tobą wypić, a awantura może poczekać.. - powiedział znacząco. On wiedział co go czeka..
J: Swoja drogą ona Michaelowi nic nie zrobiła?
Lou: Nic mi nie wiadomo, miała go tylko na rękach raz, przy mnie, ale potem musiałem iść do łazienki, więc nie wiem.. Ona z nim została wtedy. - usiedliśmy w salonie - Eleonor jakoś nigdy nie lubiła dzieci. - powiedział smutniej. - A ja czasami o tym myślałem.. - uśmiechnął sie słabo.
J: Teraz masz Michaela.. A potem może przekonasz ją jakoś do założenia rodziny. - chciałam go jakoś pocieszyć.
M: Tata, tata.. - zaczął gaworzyć. Chłopak podszedł do niego i wziął go na ręce.
Lou: Tata też Cie kocha.. - zaśmiał sie a potem spojrzał na mnie z przerażeniem - Przepraszam.. - zmarszczyłam czoło, nie miałam pojęcia za to on mnie przeprasza. - Pamiętam jak mówiłaś że mam tak nie mówić.. - usiadł koło mnie z małym na kolanach.
J: Nic sie nie stało, jeśli będzie to prawda.. - uśmiechnęłam sie do niego i zauważyłam jak synek zaczął ziewać. - Czas na drzemkę.. - wzięłam małego królewicza od niego i poszłam zrobić mu mleko.
Lou: Mogę przyjechać jutro? - poszedł za nami.
J: Tak, ale pod wieczór, bo do pracy idę.. - nakarmiłam maluszka.
Lou: Do zobaczenia.. - podszedł do mnie i cmoknął mój policzek. Chwile później usypiałam synka, a moje myśli były przy Louisie..
    Środek tygodnia, właśnie wracam sobie spacerkiem z Michaelem do domu. Nie spieszy nam sie, jest w końcu ładna pogoda i trzeba skorzystać. Mały śpi sobie w wózku a ja rozkoszuje sie promieniami słońca.
E: O proszę.. 
...
___
Więc jak mówiłam, jedna osoba, jeden komentarz!!!!!!!!!!!!!
A i jeśli chodzi o Eleonor w tym imaginie, to przepraszam jej fanki. Będzie ty za tą złom, ale osobiście nic do niej nie mam, a przedstawiam ją tak tylko na potrzeby opowiadania!!
Ale warunek jest taki 30 komów!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!





Naat

piątek, 19 czerwca 2015

Louis! ~ You are daddy!! - część 6

Hejo!! 
Nie wiem jak wy, ale ja jeszcze nie śpie..
Jest 01:55 w nocy!
Ale co tam.. Macie kolejną część imagina z Louisem :D
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~   

T: Jeśli chcesz to zadzwoń, może cie uspokoi.. - zaproponował.
J: Jesteś kochany. - wybrałam numer do Lou - Zaraz wrócę.. - wstałam od stolika, złożyłam czułego całusa na jego poliku i odeszłam od niego.
Lou: Halo? - odebrał jakby nerwowo.
J: Louis? Coś sie stało?
- moje serce zaczęło bić szybciej.
Lou: Co? Nie, czemu? - zdziwił sie
J: Masz dziwny głos i dziwnie sie zachowujesz.. Co robi Michael? - łaziłam po łazience w tą i z powrotem.
Lou: Jest z El.. I wszystko w porządku, przestań sie martwić. - upomniał mnie.
J: Jak mam sie nie martwić?! - warknęłam na niego - Jest już po 8pm, a on jeszcze nie śpi? - byłam zła.
Lou: El go usypia.. Spokojnie.
J: To, że to powiedziałeś nie sprawia że jestem spokojniejsza. - powiedziałam znacząco - Za góra dwie godziny po niego jestem! - powiedziałam stanowczo.
Lou: Nie! - zaprzeczył - Baw sie dzisiaj dobrze, jutro ci go przed południem przywiozę. - zarządził - I nie dzwoń już. - rozłączył sie. Wróciłam do Tobby'iego cała nabuzowana.
T: Wszystko z nim dobrze? - zapytał z troski.
J: Chyba tak, usypia go.. - uśmiechnęłam sie słabo.
T: Wiesz co? - odłożył sztućce - Jedźmy stąd.. Musisz sie rozluźnić.. - wstał od stolika. Skinęłam tylko głową i opuściliśmy restauracje.
J: A w jaki sposób chcesz mi w tym pomóc? - uśmiechnęłam sie zadziornie.
T: Ty już dobrze wiesz jak. - zachichotałam, jakieś 30 minut później byliśmy w moim domu. Już od samego progu Tobby całował moje usta, poliki, szyje i dekolt. Robiło sie bardzo przyjemnie..
J: Rozumiem, że prowadził będziesz dopiero jutro? - uśmiechnęłam sie odrywając sie od jego ust.
T: Prawdopodobnie, ale nie potrzebuje alkoholu.. - uśmiechnął sie, przeszliśmy do salonu i Tobby usiadł na kanapie, a ja okrakiem na jego kolana. Znów nasze wargi złączyły sie w jedną całość, brunet bardzo mnie pociągał, w głębi duszy chciałabym żeby między nami wzmocniło sie uczucie. Mężczyzna podwijał moją sukienkę, ściskał moje uda, biodra, pośladki.. Moje dłonie zaczęły rozpinać jego koszule i błądziłam nimi po jego cudownym torsie. W pewnym momencie usłyszałam dźwięk mojego telefonu, na początku oboje to ignorowaliśmy, ale to stawało sie denerwujące. - Może odbierz.. - wymruczał mi w usta. Westchnęłam tylko i zeszłam z jego kolan, moja sukienka nie opadła do końca i niemal było widać moje majteczki.
J: Halo? - ciężko oddychałam.
Lou: Natalia? Ja nie wiem co mam zrobić.. - mówił szybko i z przerażeniem.
J: Coś z Michaelem?! - przestraszyłam sie a moje serce przyspieszyło do granic możliwości. Widziałam jak Tobby zaczął zapinać koszule.
Lou: Płacze i nie mogę go uśpić.. El poszła jakiś czas temu bo miała dość, a ja..
J: Zaraz przyjadę. Wyślij mi adres! - powiedziałam głośniej i rozłączyłam sie. - Musze jechać po syna.. - złapałam za torebkę, brunet wziął kluczyki. Po drodze do samochodu starałam sie ogarnąć z twarzy lekko rozmazaną szminkę, roztrzepane włosy i nerwowo poprawiałam sukienkę.
T: Nie denerwuj sie tak. Zaraz tam będziemy.. - uśmiechnął sie pocieszająco, wiem że chciał mnie jakoś uspokoić ale nie wyszło mu to. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy, przez całą drogę myślałam tylko o moim synku, bez trudu trafiliśmy pod wysłany przez Tomlinsona, adres i niemal biegiem weszłam do tego domu. Od progu słyszałam płacz dziecka, pobiegłam w tamtą stronę zostawiając za sobą Tobby'iego.
J: Już mama jest.. - podeszłam do łóżeczka, Louis zerwał sie na nogi, klęczał przy małym. Podniosłam syna i starałam sie go uspokoić, udało sie, przytulił sie do mnie i spokojniej oddychał. Musiał być wyczerpany tym płaczem. Louis patrzał na mnie przepraszająco, zrobiło mi sie go żal, ale on sie zarzekał że da rade.. Ułożyłam z powrotem w łóżeczku Michaela i wyszliśmy oboje z pokoju. Wróciliśmy na dół gdzie czekał Tobby, Lou patrzał na niego dziwnym wzrokiem, tak samo było odwrotnie. Przewróciłam tylko oczami i spojrzałam na Louisa. - Czemu płakał? - skrzyżowałam ręce na piersi.
Lou: Nie wiem.. Starałem sie wszystko robić tak jak przy Tobie, ale on chyba wiedział że Ciebie nie ma.. Do El nawet nie chciał iść na ręce. - mówił przygnębionym tonem.
J: Mówiłam Ci że to nie będzie proste.. Jednak dobrze że zadzwoniłeś. Taki długi płacz dla dziecka może skończyć sie bardzo źle.. - oczy Lou znacznie sie powiększyły.
Lou: Przepraszam Cie za to.. - mruknął i spojrzał na bruneta za mną. - Przerwałem Ci pewnie randkę.. - skruszył sie.
T: Michael jest dla mnie ważny, ale ja już pójdę.. - wtrącił, odwróciłam sie do niego - ..A Ty zostań, nie możesz teraz małego przewozić, na dworze zimno i może sie przeziębić. - jaki on jest kochany - .. Zadzwonię.. - zbliżył sie do mnie i łapiąc mnie za brodę ucałował delikatnie moje usta. Zaraz po tym nie patrzał mi w oczy, tylko za mnie, pewnie na Louisa.. Czyżby zazdrość?!
J: Dziękuje.. - szepnęłam i tyle go dzisiaj widziałam
Lou: Naprawdę cie przepraszam, nawaliłem.. - usłyszałam i przenieśliśmy sie do salonu.
J: Nie mogę zaprzeczyć. Z reszta dlaczego El ci nie pomogła.. To kobieta, nie wierze ze nie potrafi sie dziećmi zajmować.. - zauważyłam złośliwie. Chłopak spuścił głowę, też nie był z tego zadowolony.
Lou: Chcesz spać przy Michaelu czy pościelić ci łóżko w innej sypialni? - zmienił temat.
J: Wiesz, najlepiej jakbyś zawiózł nas do domu.. Ja nie mam tu żadnych rzeczy, a jak widać on czuje sie lepiej w znanych mu kątach.. - zaśmiałam sie cicho.
Lou: Twój chłopak ma racje.. - uśmiechnęłam sie na słowo 'twój' - Nie powinnaś go teraz budzić, tym bardziej że słychać że pada.. - zauważył i oboje spojrzeliśmy na okno. Pogoda sie strasznie zmieniła. - A co do rzeczy dla Ciebie to chyba zniesiesz jakieś moje dresy i t-shirt? - uśmiechnął sie, pierwszy raz odkąd tu jestem. Uwielbiam ten jego uśmiech, jego oczy wtedy sie tak świetnie radują..
J: W porządku, ale robię to tylko dla syna.. - podnieśliśmy sie i poszliśmy na górę. Brunet dał mi swoje ubrania i pokazał gdzie jest łazienka. Szybko wzięłam prysznic i ubrałam sie, odnalazłam pokój gdzie śpi Michael i położyłam sie na łóżku.. Z samego rana obudził mnie mały, podniosłam go z łóżeczka i od razu zaczął sie uśmiechać. Przebrałam go i posadziłam z zabawkami. Posprzątałam trochę tą sypialnie, zaścieliłam łóżko i razem z synkiem zeszłam na dół.
Lou: Hej.. - przywitał nas tym swoim idealnym uśmiechem i podszedł do mnie i składając buziaka na moim policzku.
E: Louis?!

...
______________
I jak?! Długa co?! Myśle że będzie kolejna, ale najpierw warunek!!
30 komentarzy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

wtorek, 16 czerwca 2015

Zayn Javadd Malik ~ część 2

Czytajcie pod spodem i pod spodem spodu, miłego :)
*********************
- Co? Spotyka się Zackiem?
- Chyba. Wiesz co, lubię cię i nie chce żebyś stała tu taka niepewna, jak chcesz możemy objechać wszystkie znane kluby i ich poszukać. 
- Ja... Nie wiem. Chociaż.. Naprawdę chcesz to dla mnie zrobić?
- Ehm.. No jasne, czemu nie - wzruszył ramionami i przygryzł policzek od środka.
- W takim razie chodźmy - złapałam go za rękę i odwróciłam się.
- Księżniczko, najpierw może założę buty i omówimy jakiś plan, czy coś?
- Oh, okej, przepraszam - wybąkałam zawstydzona. On tylko kiwnął głową i pociągnął w swoją stronę, jednocześnie powoli się cofając. Potknęłam się o próg i żeby się nie wywrócić oparłam się o niego. Spojrzał na mnie z góry z rozbawieniem w oczach - Ugh.. Po prostu weź już te but... - przez głowę przeszła mi myśl. Przebłysk w oczach zaalarmował Nialla.
- Co? - zapytał zakładają buty.
- A może zamiast tego szukania i w ogóle, zapytamy się przez kogoś, w którym są klubie, pójdziemy tam, będziemy się dobrze bawić, a jeśli ich spotkamy, to wtedy sobie z nimi porozmawiam..
- No dobra, to pójdę się przebrać - powiedział i w butach zaczął wchodzić po schodach.
- I tak wiem, że idziesz ułożyć włosy - zachichotałam.
- Yyy.. - zawstydził się i kiwnął głową żebym poszła za nim. Posłusznie udałam się do jego pokoju. Poprosił, żebym przygotowała mu ubrania, a on pójdzie.. po coś. Wzruszyłam ramionami i wybrałam mu czarny T- Shirt, czarne przetarte rurki oraz miłą w dotyku czerwoną bluzę. Na nogach miał całe czarne vansy, więc wyglądać będzie dobrze. Położyłam rzeczy na łóżku, a sama usiadłam obok nich.
Zobaczyłam, że jego telefon leży na komodzie, więc sięgnęłam po niego. Spojrzałam na jego muzykę i zachichotałam. Oprócz jego typowych utworów rockowych oraz kilku dubstepowych, znajdowały się tu także popowe kawałki. Uśmiechnęłam się pod nosem, po czym nie mogąc się powstrzymać, spojrzałam na jego galerię. Zdjęcia, które dodawał na instagrama, jakieś gify z tumblr'a, filmiki i takie inne. Uśmiechnęłam się na wspomnienie dnia, gdy Horan urządził imprezę, ale zapomniał zaprosić gości i pojawiłam się ja oraz 8 innych osób. Tego dnia było naprawdę wesoło, ciągle robiliśmy zdjęcia, nagrywaliśmy filmiki, śmialiśmy się i piliśmy alkohol. W pewnym momencie zobaczyłam swoje zdjęcie, gdy siedzę obok blondyna. Ja szczerzę się do aparatu, a on patrzy na mnie z ogromnym uczuciem. Na ten widok usta mimowolnie uformowały mi się w literkę "o". Wyłączyłam galerię i uśmiechnęłam się lekko. Postanowiłam również zrobić jedną z bardziej głupich i dziecinnych rzeczy. Odblokowałam jego IPhone jeszcze raz i zrobiłam sobie zdjęcie. Wyszło naprawdę ładnie, to było jedno z tych ładnych selfie, gdy aż sam się dziwisz, że jest tak dobre. Odłożyłam jego telefon i czekałam jeszcze chwilę. Pojawił się po 3 minutach z paczką żelków, do połowy już zjedzoną.
- Proszę - poczęstował mnie. Wzięłam trzy i wepchnęłam do buzi. Zdziwiło go to nieco.
- Co? - zapytałam.
- Nic, myślałem, że dziewczyny dbają o linię, zdrowo się odżywiają, uprawiają sporty i tak dalej, a nie opychają się żelkami.
- Jestem taką typową dziewczyną, ale nie dbam o to obsesyjnie, kocham żelki, niezdrowe jedzenie i gry na playstation - rozdziawił buzię, a ja wzięłam kolejne kilka żelków i zjadłam je.
- Mogę się z tobą ożenić? - zapytał śmiertelnie poważnie, a ja wybuchnęłam śmiechem.
- Dużo dziewczyn lubi dresy, gry i żelki - mrugnęłam.
- Ale ty do tego jesteś piękna i inteligentna. No ideał po prostu - zawstydziłam się i zakryłam twarz włosami. Nigdy nie uważałam, że jestem piękna. Ani nawet inteligentna.
- Bredzisz. Ubierz się już i idźmy - rzuciłam po czym wyciągnęłam swój własny telefon i napisałam do jednej z moich koleżanek, aby pomogła mi. Zgodziła się i po kilku minutach miałam adres i nazwę klubu, w którym przebywali moi przyjaciele.
- No to jedziemy, tak? - zapytał dla pewności niebieskooki, przytaknęłam więc zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy. Zapłaciliśmy po połowie kwoty należnej kierowcy i podeszliśmy do wejścia. Była godzina 21, więc nie zdziwiła mnie tak mała ilość osób w kolejce do wejścia. Po chwili byliśmy już w środku. Jakiś mały tłum urzędował na środku parkietu i w trzech lożach. Podeszłam do baru i zajęłam miejsce na krzesełku. Niall usiadł obok. Tak w sumie przez jakieś dwie godziny trochę piliśmy, gadaliśmy aż w końcu zaczęliśmy tańczyć.
- Widzisz ich gdzieś? - zapytałam, przytulając się do niego, by móc to powiedzieć cicho.
- Tak - odpowiedział i obrócił mnie w ich stronę.
- Podprowadź mnie powoli tam, to usłyszymy co mówią.
- Tak jakby chcesz podsłuchać? - wzruszyłam ramionami. Spojrzał mi prosto w oczy i wykonał moją prośbę, dzięki czemu byłam w stanie słyszeć o czym rozmawiają.
- I to jej zawiedzenie! "Oh okej, no dobrze.." - śmiała się na głos Vicky.
- Ona jest taka naiwna! Boże, jak ja jej nie lubię! "Dobrze panie profesorze", "Oczywiście", "Ojej piątka! A przecież się nie uczyłam!"- przedrzeźniała mnie Amy - Ugh.. Jak mnie to denerwuje.
- Wystarczy.. - powiedziałam na głos, może trochę za głośno, przez co spojrzeli na mnie i rozdziawili buzie.
- My..
- Ty..
- Wypierdalać z mojego życia - splunęłam i poszłam przez mały korytarzyk na tyły klubu. Jakiś chłopak tam stał, więc podeszłam do niego i stanęłam obok. Zauważyłam, że ma papierosy - mogę?
- To? - wskazał na paczkę. Pokiwałam powoli głową - Jasne. Nie boisz się?
- Czego? - wyciągnęłam papierosa, a on mi go podpalił.
- Obcej osoby i brania od niej papierosów.
- Czemu miałabym się bać? Gdybyś chciał mi coś zrobić, już dawno być to zrobił - wzruszyłam ramionami i zaciągnęłam się dymem. Niestety nie paliłam, więc się zakrztusiłam, a on wyjął go z moich rąk.
- Chyba raczej nie palisz.
- Nie, po prostu słyszałam, że to dobre na stres.
- Ale truje.
- No i?
- Szkoda życia - mruknął i sam zaciągnął się bardzo głęboko.
- A co z twoim?
- Rodzice pracują, gosposia się mną "opiekuje".
- Mam to samo - po raz pierwszy spojrzał na mnie, dzięki czemu mogłam zobaczyć jego twarz. To ten sam chłopak, który doszedł do naszej klasy.
- Znamy się skądś? - zapytał lekko się uśmiechając.
- Jesteśmy w tej samej klasie, więc.. - zaśmiałam się.
- Zayn - wystawił rękę.
- (T.i.).
- Ładnie.
- Dziękuję.



*************************
No więc.. Sytuacja wygląda jak wygląda. Na pewno dokończę tego imagina, będzie koło 5/6 części, ale nadal nie jestem pewna, czy nadal chcę pisać.

Dalibyście radę 15 komów? Dla mnie?

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!!

Directioner Forever x.

Louis! ~ You are daddy!! - część 5

Aloha!!!
Jutro praktyczny egzamin zawodowy a ja pisze kolejna część imagina dla Sandry!!
Więc myślę że powinien sie spodobać!!!!
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

 ..Brunet siedział w ciszy i skupieni na kanapie mając trzymając małego. Podeszłam do nich i zauważyłam że synek zasnął, a Louis jest jak zaczarowany. - Ej.. - szturchnęłam go lekko.
Lou: Hm? - dalej wpatrywał sie w śpiącego królewicza.
J: Daj go, zaniosę go do łóżka. - wyciągnęłam dłonie by zabrać synka.
Lou: Niee.. ja go zaniosę. - wstał z miejsca i skierował sie do jego pokoiku, poszłam za nim i uważnie mu sie przyglądałam. Jak na tak krótki czas, to niesamowicie sie stara być ojcem. Ciekawe na jak długo?! - A (T.i.)..
- zaczął gdy tylko wyszliśmy z pomieszczenia - Słyszałem że masz jakieś plany na sobotę a nie masz z kim Michaela zostawić..
J: Podsłuchiwałeś?! - przerwałam mu z uśmiechem
Lou: Nie, ale jeśli nie masz nic przeciwko to ja mógłbym sie nim zająć.. - zaproponował niepewnie.
J: Nie wiem czy to dobry pomysł Lou.. - poszliśmy do salonu.
Lou: Ale dlaczego?!
J: Nie wiem..
Lou: Dobrze wiesz.. Masz być ze mną szczera. - spojrzałam na niego.
J: Na własną odpowiedzialność.. Szczerość niekiedy może boleć.. Nie ufam Ci jeszcze tak Louis, żeby zostawić ci mojego syna pod opieką.. - powiedziałam prawdę.
Lou: Rozumiem, ale nie jest to tylko Twój syn.. Mój też i myślę że powinnaś dać mi szanse.. Nie widzisz jak sie staram, nauczyłem sie już dużo i czuje że dam rade. - nie zrezygnował, co mnie zaskoczyło.
J: Musze pomyśleć.. - uśmiechnął sie.
Lou: Dzięki.. - wstał z miejsca  - Do jutra. - skierował się w stronę wyjścia.
J: Cześć.. - mruknęłam i oparłam sie ze zrezygnowaniem o kanapę. To że Louis by sie zajął małym rozwiązało by mój problem z nianią, ale nie jestem pewna czy sobie poradzi..
    Sobota rano, przez ten czas nie mogłam sie zdecydować. Obudził mnie dźwięk telefonu, to Tobby.
J: Tak?
T: Spotkamy sie dzisiaj? - zapytał od razu - Dawno Cie nie widziałem i już sie stęskniłem.. - słyszałam jego przecudowny głos. Aż zrobiło mi sie cieplej w serduszku.
J: Mogę dać Ci znać za godzinkę? Musze ogarnąć nianie dla Michaela..
T: Pewnie.. Papa.. - rozłączyłam sie. Tobby wie o tym że mam syna, i nawet mu to nie przeszkadza. Jest wspaniały! Wyszłam leniwie z łóżka i poszłam ogarnąć sie z porannego wyglądu. Mały jeszcze spał, więc mogę trochę posprzątać.. Po porządkach, przebrałam synka i nakarmiłam go. Usiadłam z nim w salonie i zadzwoniłam do Louisa.
Lou: Właśnie miałem do Ciebie dzwonić. - czułam że sie uśmiechał, sama to w tej chwili robiłam.
M: Tata, tata.. - odezwał sie mały, jakby wiedział że z nim rozmawiam.
Lou: Słyszałem.. - poczułam jak zbierają mi sie łzy w oczach. To jest takie pokręcone, zależy mi na Tobbym, a zaczynam lubić Louisa. - Skoro nie chcesz żebym sie nim zajął dzisiaj, to mogę chociaż przyjść sie z nim zobaczyć? - zapytał po chwili.
J: Właśnie w tej sprawie dzwonie. Zdecydowałam sie i jeśli dalej czujesz ze dasz rade to możesz go wziąć do siebie. - ledwo przeszło mi to przez gardło. Miałam cholerne wątpliwości!
Lou: Naprawdę? Zgadzasz sie?! - ucieszył sie.
J: Tak, ale jeśli coś mu sie stanie, to wiedz że nie ręczę za siebie.. - zagroziłam
Lou: Spokojnie, to też moje dziecko, więc będzie bezpieczny. Będę po niego o 3pm. Do zobaczenia. - rozłączył sie. Mimowolnie spojrzałam na zegarek: 1pm.. Musze małego spakować, włożyłam go do kojca i podałam mu mnóstwo zabawek by sie czymś zajął. Wzięłam torbę i spakowałam dla niego najważniejsze rzeczy, pieluszki, koszuleczki, jakieś spodenki.. Z każdą sekundą mam coraz większe wątpliwości. Spakowałam jego żel do mycia, oliwkę.. Boje sie tego! Zniosłam torbę na dół i włożyłam do niej jego ulubioną kaszkę, kubeczek. Usłyszałam dzwonek do drzwi, to niemożliwe że już czas minął! A jednak.. Kilka minut po 3pm. - Hej. - uśmiechnął sie i wszedł do środka całując mój policzek. Robi to bardzo często na przywitanie, stwierdził że jeżeli mamy dobry kontakt to czemu tego nie robić.
J: Cześć. - uszlachetniłam sie - Spakowałam małego, w tej torbie masz wszystkie potrzebne ci rzeczy. Louis jesteś pewien? - martwiłam sie coraz bardziej.
Lou: Tak. - powiedział pewny siebie.
J: Dobra - wyjęłam Michaela z kojca. - Może jeszcze go nakarmię. - zaczęłam z nim wychodzić z salonu.
Lou: Nie.. Ja to zrobię.. - podszedł do nas i zabrał ode mnie syna. - Martwisz sie. - zauważył.
J: To chyba oczywiste. - mruknęłam
Lou: Nie potrzebnie, dam rade.. El mi pomoże.. - uśmiechnął sie.
J: Eleonor? - zdziwiłam sie. Jakoś jej nigdy z nim nie widziałam, nie interesowała sie moim dzieckiem.
Lou: Tak.. Masz coś przeciwko?
J: Nie, to twoja sprawa, ale mój syn. Więc dbaj o niego, pilnuj..
Lou: Mój także. - przerwał mi. - Idę już, bo jeszcze zmienisz zdanie. - zaśmiał sie cicho. Ubrałam Michaela i podałam Louisowi wszystko.
J: Jakbyś czegoś nie wiedział, dzwoń. Albo jakbyś sobie nie radził też dzwoń..
Lou: Mały wychodzimy, bo mama świruje.. - powiedział do synka. - Do jutra mała.. - podszedł do mnie, cmoknął mój policzek i zniknął z moim największym skarbem.
J: Mała?! Co on sobie wyobraża?! - mruknęłam do siebie i zaczęłam sie szykować na randkę z moim Tobby. Wybrałam ładną sukienkę, wysokie szpilki, położyłam to na łóżku i wybrałam sobie pasująca bieliznę. Zabrałam ja i poszłam pod prysznic. Włosy podkręciłam i ułożyłam, zrobiłam odpowiedni na randkę makijaż i mogłam sie ubrać. Tobby ma być po mnie o 6pm, więc mało czasu mi zostało. Ze szpilkami w ręku zeszłam na dół i zostawiając je przy chodach zadzwoniłam do Lou. - Radzisz sobie? - spytałam od razu gdy odebrał.
Lou: Tak.. Bawimy sie. - słyszałam nawet małego w tle. Odetchnęłam.
J: Nie potrzebujesz pomocy? - mimo to dalej sie martwiłam.


Lou: Nie.. Baw sie dobrze.. - rozłączył sie co rozzłościło mnie bardziej. Spakowałam torebkę i przejrzałam sie jeszcze w lustrze. Wyglądam całkiem dobrze, sama sie sobie podobałam.
T: I jak gotowa? - wszedł do środka, on też czuje sie tu jak u siebie.
J: Chyba tak. - uśmiechnęłam sie do niego, podszedł bardzo blisko mnie i przyciągnął mnie do siebie.
T: Nawet nie wiesz jak tęskniłem.. - wyszeptał, jego wargi były tak blisko że niemal mnie dotykały.
J: Chyba jednak mogę sie domyślać. - zarzuciłam ręce na jego barki. Chłopak zmniejszył między nami odległość i musnął moje usta. Całował mnie tak powoli i delikatnie że sie rozpływałam.
T: Chodźmy. - splótł nasze palce i wyszliśmy z domu. Przez całą drogę do restauracji uśmiechał sie jak głupi, a ja z każdą minutą czułam sie coraz bardziej zdenerwowana. Siedziałam w lokalu jak na szpilkach, co chwile spoglądałam na zegarek. Tobby zagadywał cały czas, ale ja myślałam tylko o moim synku.. Kolejny raz już zerknęłam na wyświetlacz telefonu, może dzwonił a ja nie słyszałam.. - Coś sie stało? Jesteś strasznie zestresowana i to chyba nie dlatego że jesteś tu ze mną.. - uśmiechnął sie w ten swój sposób.
J: Przepraszam Cie, ale mam nową nianie dla Michaela i nie wiem czy sobie radzi.. - wyjaśniłam ze słabym uśmiechem.
T: Jeśli chcesz to zadzwoń, może cie uspokoi.. - zaproponował.
J: Jesteś kochany. - wybrałam numer do Lou - Zaraz wrócę.. - wstałam od stolika, złożyłam czułego całusa na jego poliku i odeszłam od niego.
Lou: Halo? - odebrał jakby nerwowo.
J: Louis? Coś sie stało?

...
________________
I jak?! Długi troche?! Czy nie!?
Myślę że tak samo 30 komów i kolejna część!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

niedziela, 14 czerwca 2015

Niall~PSYCHO cz.6-THE END

                                                      Niall~PSYCHO cz.6
Wszystkie wspomnienia wróciły
Nie chcę pamiętać tego....
Nie chcę pamiętać tego że zostałam zgwałcona...
....
Po niecałych 10 minutach usłyszałam pukanie do drzwi. 
-Nie ma mnie-krzyknęłam wściekła. Mimo moich protestów drzwi się uchyliły a w nich staną nie kto inny jak mój terapeuta, Niall Horan -Pff, nie potrzebuję twojej pomocy -powiedziałam widząc jego wzrok.
-Nie przyszedłem tu jako twój terapeuta, tylko jako przyjaciel.-powiedział siadając obok mnie.
-Nic o mnie nie wiesz, więc jak możesz nazywać siebie moim przyjacielem?-zapytałam  sarkastycznie
-Wiem o tobie więcej, niż myślisz-powiedział uśmiechając się delikatnie.
-Jasne, słucham-powiedziałam pewna tego że blefuje.
-Nie chcesz się przyjaźnić z więcej niż jedną osobą, bo czujesz się odtrącana. Łatwo przyzwyczajasz się do ludzi. Shipujesz  Delenę, nie dlatego że do siebie pasują, po prostu lubisz ten wątek miłosny w którym chłopak zmienia się dla dziewczyny. Gdy z kimś rozmawiasz nie lubisz mu patrzeć w oczy, co chwilę uciekasz wzrokiem bo boisz się że odczyta z twoich oczu co naprawdę czujesz. Nigdy nie robisz tego pierwszego kroku, nie nazywasz pierwsza kogoś przyjacielem, nie mówisz pierwsza tego co czujesz, bo cholernie bardzo boisz się odrzucenia, zranienia i wyśmiania.-Patrzyłam na chłopaka z szeroko otwartymi oczyma. Pokazałam mu ręką aby skończył bo boję się tego co jeszcze usłyszę.
-Mimo że jesteś terapeutą, nie czujesz się dobrze, brakuje ci miłości. Starasz się być zawsze gdy ktoś cię potrzebuje, bo kiedyś przeżyłeś coś co pokazało ci jak to jest być samemu sobie. Nie miałeś za kolorowego życia,  ale dzięki temu jesteś dobrym terapeutą. Nie wiem co się kiedyś wydarzyło, ale wiedz że tu jestem.-Uśmiechnęłam się nieśmiało. Czas walczyć ze swoimi lękami.
Niall wyciągnął w moim kierunku ramiona, a ja bez względnego protestu wtuliłam się w niego niczym w gigantycznego pluszowego miśka.
-Dzięki Niall-szepnęłam po chwili.
-Forever&Always-mrugnął do mnie na co ucieszyłam się nieznacznie
-Trafiłam co nie?-zapytałam cicho.
-Nawet nie masz pojęcia jak bardzo-mówił poważnie- Niezły byłby z ciebie terapeuta-powiedział śmiertelnie poważnie na co wybuchnęłam niekontrolowanym śmiechem.
-Sam w to nie wierzysz-uśmiechnęłam się. Nawet nie jestem pewna kiedy leżeliśmy. Niall podpierał się na łokciach a ja byłam rozłożona na jego torsie.
*Miesiąc później*
Świetnie dogadywałam się z Niallem, myślę że potrzebna nam była ta sytuacja żeby się przed sobą otworzyć, i sobie zaufać, wiem że mogę mu ufać. Nie jestem pewna na czym stoi nasza znajomość ale to coś więcej niż mogłabym sobie na początku wyobrazić. Czuję że się w nim zakochuję, i co najgorsze...nie chcę tego powstrzymywać, ostatnimi czasy w moim życiu wszystko zaczęło się walić, a teraz Niall jest najjaśniejszym światłem w moim szarym tunelu życia.
Nareszcie czuję się dobrze tam gdzie jestem, czuję się potrzebna, ceniona, wartościowa...po prostu czuję się dobrze.
>Włączcie<
Do czasu....
"Wczorajszego wieczoru postanowiłam przejść się na spacer, ponieważ już za pół miesiąca wychodzę z psychiatryka, więc czas przemyśleć, jak dalej potoczy się moje życie. Ubłagałam Nialla aby puścił mnie samą na spacer. Gdy wracałam już do mojego tymczasowego miejsca zamieszkania, usłyszałam czyjeś kroki za sobą, odwróciłam się wystraszona, zobaczyłam za mną jakiegoś faceta, który ledwie trzymał się na nogach. Moje serce przyśpieszyło swój rytm, gdy nietrzeźwy nieznajomy zaczął się do mnie zbliżać. Odwróciłam się i zaczęłam biec przed siebie, niestety mimo nietrzeźwości mężczyzna był szybszy ode mnie. Przyparł mnie do muru, i zaczął się do mnie dobierać. Krzyczałam, rzucałam się, błagałam...
Nie dałam rady...
Byłam za słaba...
Przegrałam...znów...
Znów zostałam zgwałcona."
Wspominając wczorajszy wieczór siedziałam na brzegu wanny, z żyletką w dłoni, i łzami w oczach. Dlaczego ja? Dlaczego do cholery ja?! czy mam napisane na czole "Zgwałć mnie"?! To jakiś cholerny koszmar. Nie chcę do końca życia żyć ze świadomością że zostałam dwa razy zgwałcona, nie poradzę sobie z tym, wraz z tymi myślami przeciągnęłam żyletkę po wewnętrznej stronie nadgarstka, krew natychmiastowo zaczęła lecieć z głębokiej rany. Powtórzyłam tą czynność jeszcze raz, i oparłam się o bok wanny. Siedziałam tak kilka minut i czułam jak słabłam, czułam jak ulatuje ze mnie życie. Wiedziałam że koniec jest bliski i czułam zadziwiającą pustkę i spokój. Jedyną osobą o którą się martwiłam był Niall, ale wiedziałam że on sobie poradzi, jest silniejszy niż myśli, wiem to.
Zaczerpnęłam ostatni oddech i odpłynęłam...
*Rok później*
*Narrator*
Niall siedział na cmentarzu i patrzył na jej nagrobek, wiedział że to już koniec, ale nie mógł zapomnieć, nie mógł się pogodzić z jej odejściem. Kochał ją, i wiedział że to ona była tą jedyną, wiedział że już nikogo innego tak nie pokocha. Wiedział że wraz z jej odejściem odeszło jego serce. Od roku nie czuł że żyje, wiedział że nie cofnie czasu, i że póki żyje nie powie jej co do niej czuje. Pogrążony w swoim bezsensownym świecie poszedł na most. Popatrzył w wodę i wiedział że to jedyne wyjście aby znów być z nią...z miłością jego życia...
Skoczył...dla niej.

THE END
_____________________________________________________
FOOD
Więc, witam :*
Nie było mnie tu około tydzień, przepraszam, ale moi nauczyciele na koniec roku przypomnieli sobie dopiero o sprawdzianach :D 
Mam jedno pytanko czy te anonimowe komentarze pisze jedna osoba? :o Jeśli nie to przepraszam , po prostu pojawiają się w nie wielkich odstępach czasowych, i mają podobne treści :)
30 KOMENTARZY=NEW IMAGINE
Dacie radę! czekam aż spełnicie warunek nic wcześniej ;))





sobota, 13 czerwca 2015

Louis! ~ You are daddy!! - część 4

Hej skarby!!
Jestem w PL, na tydzień więc komentujcie i bedzie szybko kolejna część! 
Mysle że jakieś jeszcze góra dwie będą, albo jedna..
Sandra czytasz?! 
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

J: ..Straszył mnie adwokatem, chciał zrobić badania na ojcostwo.. - Emily sie skrzywiła i to chyba nie od alkoholu.
E: Jak to? - była zaskoczona
J: Zadzwonił do mnie wczoraj i niemalże wydzierał sie na mnie, ale nie dałam sobie i powiedziałam mu że może o wszystkim zapomnieć, a dzisiaj tu przyszedł.
E: Podałaś mu adres? - zmarszczyła czoło.
J: Właśnie nie i nie mam pojęcia skąd go wziął, ale najważniejsze jest to że przyszedł przeprosić i powiedział że czuje, że będzie chciał sie widywać z małym. - sama nie wiem czy mam sie cieszyć czy płakać.
E: Co o tym myślisz?

J: Nie wiem.. Jeśli będzie sie starał, dam mu szanse widywać sie z synem, a..
E: Myślisz że nie znudzi mu sie bycie tatusiem? - weszła mi w słowo - To jest wokalista, będzie miał mało czasu dla siebie a co dopiero dla swojego dziecka.. - ona chyba miała racje, ale w głębi duszy chciałam by Tomlinson mnie nie zawiódł. Michael powinien mieć ojca, ale nie wiem tylko czy ma to być właśnie on.. Posiedziałyśmy tak do 11pm i przyjaciółka poszła do siebie. Ogarnęłam sie do spania i mając te wszystkie wydarzenia w głowie zasnęłam.. Weekend minął szybko i zaczął sie kolejny tydzień pracy. Mały do żłobka, a ja 8h w bibliotece, niby nic, ale pieniądze trzeba mieć. Wracałam z synkiem do domu, ledwo zdążyłam wejść i rozebrać małego z kurteczki i zadzwonił dzwonek do drzwi. Od razu pomyślałam o Emi, ale ona nie dzwoni, ona od razu wchodzi.
J: Louis?! - zdziwiłam sie kiedy zobaczyłam go przed drzwiami.
Lou: Hej. - uśmiechnął sie, miał dzisiaj dobry dzień. - Przyszedłem uczyć sie do roli ojca i przyniosłem dla Michaela misia. - pokazał zabawkę, wpuściłam go do środka.
J: Nie za szybko? - powiedziałam bardziej do siebie.
Lou: Chciałbym jak najszybciej sie nim zajmować, i tak nie byłem przy nim przez ponad rok wiec muszę nadrobić. - odpowiedział na moje pytanie, widziałam dumę w jego oczach.
J: Nie chodziło mi o to.. Przed chwilą przyszliśmy i nawet nie zdążyłam go nakarmić, przebrać.. - wymyśliłam szybko.
Lou: I dobrze, pokażesz mi jak to sie robi i będę już wiedział. - wyszczerzył sie.
J: Wiesz, myślałam że olejesz sprawę i zapomnisz o wszystkim. Że oboje będziemy mieli od siebie spokój. - wypaliłam, gasząc jego radość.
Lou: Jeżeli nie chcesz żebym widywał syna, to powiedz. - powiedział o wiele smutniej.
J: Przepraszam, źle to zabrzmiało. Nie spodziewałam sie po tobie takich rzeczy. - weszliśmy do salonu - I jeśli chcesz to możesz przychodzić, nauczę cie czego tylko zechcesz. - uśmiechnęłam sie słabo, choć nie uśmiechało mi sie to.. Brunet od razu sie ucieszył, włożyłam chłopczyka do jego kojca z zabawkami i spojrzałam na jego ojca. - Chcesz coś do picia?
Lou: Jasne. - nie patrzał na mnie, podszedł do Michaela i zaczął bawić sie razem z nim, chwile postałam i patrzałam na to co robi. Powodował ze mój królewicz sie śmiał, a to dobry znak! Zostawiłam ich i zrobiłam nam herbatę, a małemu jego kaszkę. Wróciłam po jakiś 15 minutach i mało co nie upuściłam całej tacy z wrażenia. Louis tak rozśmieszał synka że ten śmiał sie na głos, gaworzył po swojemu jeszcze więcej niż gdy ze mną sie bawi. Nie wiem czy mam być zazdrosna czy dumna!!
    Od czasu gdy Louis dowiedział sie że ma syna strasznie mi dziwnie. Brunet widuje sie z małym, przychodzi do nas przynajmniej dwa razy w tygodniu. Nie zmuszam go do niczego, sam chce wszystko robić, nauczyłam go jak odpowiednio trzymać małego, jak go nakarmić, ubrać, rozebrać. Widzę że sie stara, nawet nasze rozmowy wydają sie być inne niż wcześniej, teraz są bardziej luźne, beż żadnych spięć. Traktuje go jedynie jak przyjaciela, dobrego kumpla i tatę mojego syna. Nie czuje nic więcej i wierze że on też. Ostatnio częściej umawiam sie z moim, mam nadzieje, że moim, Tobby'm. Jest niesamowicie przystojny i czuje że będzie coś pomiędzy nami.
J: Tommo, przypilnuj go na chwile, ja muszę zadzwonić do Emily.. - powiedziałam do bruneta i sięgnęłam po komórkę. Louis przytaknął i wyszłam na korytarz.
E: Hej mała.. - odebrała radośnie.
J: Hej, mam prośbę. - zaczęłam z nadzieją w głosie, dziewczyna milczała więc kontynuowałam - Mogłabyś w sobotę zająć się Michaelem?
E: W sensie za dwa dni? - dopytała.
J: Taak.. - czuje że ma jakieś plany.
E: Wybacz słońce, ale nie mogę.. - powiedziała ze smutkiem.
J: W porządku, poradzę sobie, nie zaprzątaj sobie tylko tym głowy.. - uśmiechnęłam sie sama do siebie, czemu?!
E: Przepraszam..
J: Nic sie nie stało. - zaśmiałam sie, czemu ona czuje sie winna.
E: Dobra, to chociaż powiedz co chciałaś zrobić. - miałam pewność że i ona sie uśmiecha.
J: Chciałam spotkać sie z Tobby'm. - na samą myśl o nim zabiło mi szybciej serce.
E: Może coś przełożę.. - zamyśliła sie
J: Ani mi sie waż! - zabroniłam - Żyj swoim życiem mała! Nie możesz wiecznie mi pomagać. Kocham Cie.. - rozłączyłam sie nie pozwalając jej dojść do słowa. Zapewne by nakręciła sie tak, że zmusiła by mnie żeby to ona sie nim opiekowała. Jest najlepsza!! Wróciłam do mojego małego mężczyzny, był u Tomlinsona na rękach. Brunet siedział w ciszy i skupieni na kanapie mając trzymając małego. Podeszłam do nich i zauważyłam że synek zasnął, a Louis jest jak zaczarowany. - Ej.. - szturchnęłam go lekko.
Lou: Hm? - dalej wpatrywał sie w śpiącego królewicza.
J: Daj go, zaniosę go do łóżka. - wyciągnęłam dłonie by zabrać synka.
Lou: Niee.. ja go zaniosę. - wstał z miejsca i skierował sie do jego pokoiku, poszłam za nim i uważnie mu sie przyglądałam. Jak na tak krótki czas, to niesamowicie sie stara być ojcem. Ciekawe na jak długo?! - A (T.i.)..

...
_________
To komentujcie!!!
Warunek --> 30 komów!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jestem pewna że dacie rade!!!!
+ pamiętacie o moim FF z Niallem?! Jest już 71 rozdziałów, zapraszam i TAM!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

piątek, 12 czerwca 2015

Zayn Javadd Malik ~ część 1

Witam was po dość długiej przerwie, ale niespowodowanej moją nieobecnością- warunek nie był spełniony, przez co czekałam i czekałam. Udało wam się ledwo spełnić warunek więc dodaję. Rozważam odejście z bloga (Naat jeszcze nie wie i jeśli będzie to czytać to się właśnie dowie) gdyż najzwyczajniej w świecie nie ma zainteresowania tym, co piszę. Pod innymi postami, chociażby Naat i Stylesowej jest pod każdym opowiadaniem ponad 30 komentarzy! To naprawdę nie jest przyjemne widzieć takie coś. A skądś to musi wynikać - może po prostu nie lubicie tego co piszę? Nie wiem, naprawdę dużo ostatnio o tym myślę. No cóż, co ma być, to będzie, Zayn jest już wasz, miłego czytania.
***************
Czy ty też masz tak, że nie możesz liczyć na nikogo? No cóż to nie jesteś sam. Ale wiesz co ci powiem? Prędzej czy później w naszym życiu pojawia się osoba, która staje się lekarstwem na to. Dodaje otuchy, pomaga. Czy zostaje już na zawsze? Nie wiem. Zawsze to bardzo długo, a przecież każdy prędzej, czy później odchodzi. Wracając jednak do tematu, jakim jest zaufanie do innych, chciałabym ci opowiedzieć pewną historię, moją historię. 
Nie zaczyna się jakoś specjalnie, nie jest też jakaś nie wiadomo jak piękna, cudowna, kolorowa. To po prostu zwykła opowieść o zwyczajnej nastolatce, która najzwyczajniej w świecie poznała kogoś, na kogo może liczyć. 
Zaczęło się to w październiku. Typowy, ciepły dzień, jak każdy w Melbourne. No może przesadzam, bo nie każdy dzień jest taki piękny. Rano zaspałam, tym samym idąc praktycznie bez makijażu, w na szybko dobranych ubraniach, bez śniadania i odrobionego zadania domowego. Włosy związane w kucyka lewo się trzymały w tej fryzurze. 15 minut po dzwonku dotarłam do klasy. Grzecznie przeprosiłam i gdy chciałam zająć swoje miejsce, zauważyłam, że jest zajęte. 
- Um.. To tak jakby moje miejsce - powiedziałam wpatrując się w chłopaka. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Taaak? Jakoś nie zauważyłem żeby było zajęte - wzniosłam oczy ku niebu.
- Nie mógłbyś tak jakby wstać i sobie pójść? 
- Niech pomyślę.. Nie - uśmiechnął się jeszcze szerzej, na co zacisnęłam wargi i po srogim spojrzeniu nauczyciela zajęłam miejsce obok niego. 
- Jak ja ciebie nie lubię, Niall - westchnęłam.
- Przecież wiem, że mnie kochasz, każda mnie chce - spojrzałam na niego spode łba. 
- Ja miałabym być w tobie zakochana? To niemożliwe, wybacz nie jestem zaintere..- w tym momencie do sali wszedł jakiś Mulat. Ni to pewny siebie ni to nieśmiały przeprosił i powiedział, że jest tym nowym uczniem, który miał chodzić od tego tygodnia do szkoły. Nauczyciel machnął tylko ręką, co oznaczało, że ma usiąść. Chłopak kiwnął głową i usiadł dwie ławki ode mnie. Ludzie z mojej klasy jeszcze tylko przez chwilę posyłali w jego stronę ukradkowe spojrzenia. Potem znowu "zainteresowali się" lekcją. Na początku wlepiałam swój wzrok w niego, co widocznie zirytowało Nialla, bo po chwili zwrócił moją uwagę na siebie. Po lekcji nadal patrzyłam na Mulata. Byłam ciekawa, jaki jest. Nieczęsto w naszej szkole pojawiały się nowe osoby, mimo że to dość duże miasto. Takie są zalety (a może jednak wady?) mieszkania na przedmieściach i chodzenia tam do szkoły właśnie. Po kilku chwilach Horan był już naprawdę zły, że go tak ignoruje.
- Dobra, jezu nara.
- Czekaj, przepraszam. Mógłbyś powtórzyć? 
- Mówiłem, że robię na weekend imprezę i masz to szczęście i jesteś zaproszona.
- Aha. Okej, wpadnę. Mam przynieść coś?
- Przynieś siebie, tyle wystarczy - mrugnął i odszedł, a ja pokręciłam z rozbawieniem głową. Kolejne lekcje minęły mi zaskakująco szybko. Ostatnią była lekcja matematyki. Nie obyło się bez odpytywania, ale na szczęście pamiętałam coś z ostatniej lekcji i dostałam 4. Do domu dotarłam ok. 3pm. Zjadłam obiad przygotowany przez gosposię i poszłam odrobić lekcje. Gdy skończyłam,  przypomniało mi się, że jest piątek. Walnęłam się w czoło i natychmiast odłożyłam książki. Poszłam do salonu i rozsiadłam się. Moich rodziców nie ma, nie wiem co robią moi przyjaciele.. Postanowiłam iść pobiegać. Przebrałam się w bardzo wygodne legginsy, sportową koszulkę na ramiączkach i buty do biegania. Nie chciało mi sie po raz kolejny biegać z muzyką,  dlatego też od starszej pani, mieszkającej obok, wzięłam cudownego owczarka niemieckiego. Uwielbiałam te psy. Niesamowicie mądre, po wytresowaniu posłuszne, piękne. Sierść tych zwierzaków taka miękka, puszysta i przyjemna, że mogłabym się do nich przytulać całymi dniami. Tak więc wzięłam długą smycz, przypięłam psiaka i ruszyłam. Niestety fajny park, idealny do takich rzeczy znajdował się pół godziny drogi stąd. No może 20 minut. Szłam więc z czworonożnym kolegą do parku. Był zadowolony i grzeczny. Gdy dotarliśmy od razu pogłaskałam go po głowie i spojrzałam mu prosto w oczy.
- Słuchaj, mamy się po prostu dobrze bawić,  tak? Więc do dzieła! - pies jakby w odpowiedzi wystawił język i zamerdał ogonem. Potem odpięłam smycz i biegliśmy. Sam (bo tak właśnie wabił się owczarek) przystosował się do mojego tempa. Po dwóch godzinach usiedliśmy na trawie, odpoczywając. Na całe szczęście w tym parku można było dostać miskę dla psa oraz butelkę wody dla człowieka. Znajdował się tu tak zwany wodopój, dlatego i zwierzęta, i ludzie mieli co pić. Można było także dostać freesbee do zabawy. Po 15 minutach odpoczęliśmy wystarczająco. Wstałam, na co Sam poderwał się z wesołymi iskierkami w oczach. Zamachnęłam się i puściłam latający talerz. Pies pobiegł ile tylko sił miał w łapach i po kilku sekundach był znowu gotowy. Ten pies naprawdę był niesamowity! To co wyprawiał przechodziło ludzkie pojęcie! Jednakże nigdy nie byłam równie roześmiana. Jednym razem wpadł prosto w człowieka z lodami, przez co jedna ze śmietankowych kulek znalazła się na jego głowie, innym razem ktoś nalewał sobie wody z wodopoju a on wbiegł prosto pod strumień wody. W końcu zmęczeni wróciliśmy. Wzięłam psa na swój ogród i porządnie go wyszorowałam. Gdy wyschnął odprowadziłam go do pani Smith. Była wdzięczna za wprowadzenie go i umycie. Ja również podziękowałam i poszłam do swojego domu. Tam wzięłam długą, ciepłą, relaksującą kąpiel. Ubrana w ulubione onesie zasnęłam. Następnego dnia miała odbyć się impreza u Nialla, dlatego też skrupulatne przygotowania rozpoczęłam od 4pm. Tak dla jasności wszystko zaczynało się o 8pm. Ubrałam się w krótką, dopasowaną, czerwoną sukienkę, założyłam czarne szpilki, zrobiłam nie za mocny makijaż i podkręciłam końcówki, wcześniej biorąc prysznic. Gotowa byłam o 7 a o 7.30pm przyjechać po mnie miała moja paczka. Czekałam i czekałam, aż w końcu raczyli wysłać mi sms-a informującego mnie o tym że zapomnieli o mnie a każdy z nich już coś wypił, więc nie mają jak przyjechać. Napisali również, że jest nudno i nie ma zbytnio co robić, więc nie muszę przyjeżdżać. Pewnie bym tak zrobiła, zresztą jak coraz częściej ostatnio, bo co chwilę zdarzały się podobne sytuacje, ale tym razem coś tknęło mnie, żeby jednak pojechać. Zamówiłam taksówkę i pojechałam do domu Nialla. Było jakoś dziwnie cicho, a gdy zapukałam z początku nikt nie otwierał, dopiero za jakimś trzecim razem. 
- (T.i.)? Co ty tu robisz?- zapytał bardzo zdziwiony. 
- No zapraszałeś mnie na imprezę. 
- Ale potem dzwoniłem, że jednak nie mogę, bo rodzice będą w domu i w ogóle. Ty nie odbierałaś, więc jak na mieście spotkałem tę twoją przyjaciółkę Vicky razem z jej chłopakiem, poprosiłem, żeby ci przekazała. 
- Nic mi nie powiedziała..- szepnęłam sama do siebie, lecz usłyszał - a mówiła, że impreza jest nudna i nie ma co robić oraz że mam nie przyjeżdżać, bo bym się zanudziła...
- Słucham? Moje imprezy nigdy nie są nudne! A wracając do tej Vicky to mówiła, że będzie się jeszcze z tobą widzieć i na pewno przekaże.
- Dlaczego mnie okłamała? I jaki chłopak?! -dopiero teraz skojarzyłam, że mówił też coś o jakimś chłopaku.
- Ten wasz przyjaciel czy coś. Ten brunet.
- Co? Spotyka się Zackiem?
- Chyba. Wiesz co, lubię cię i nie chce żebyś stała tu taka niepewna, jak chcesz możemy objechać wszystkie znane kluby i ich poszukać. 
- Ja...



***************
A więc tak, nie zrobię warunku, po prostu zobaczę na ile was stać. Mam nadzieję, że tych komentarzy będzie chociaż trochę więcej niż ostatnio.

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Directioner Forever