One Direction i My.. - imaginy

poniedziałek, 4 maja 2015

POMYSŁ, albo pomysły!

Aloha kochani.. :D

Pierwszy pomysł jest taki.. :D Jeżeli nacie do mnie jakieś pytania, to jest mój mail: nati12373@gmail.com, a jeżeli nie chcecie na pocztę tylko bezpośrednio to stworze tu stronkę do tego :) 






A drugi pomysł to jeśli chodzi o imaginy :D

Będę dodawać wam tu po kilka pomysłów na następne opowiadanka, oczywiście bez papugowania :P

Co wy na to?! 




Naat

Louis.. ~ I never had nothing to say.. - część 3

Hej!
Napisałam dzisiaj maturę z polskiego! Trzymajcie kciuki za resztę egzaminów!!

(Z.T.i.) - zdrobniale Twoje imię.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Oparłam o jego tors i głośno oddychałam, brakowało mi tego uczucia.. Mąż wyszedł ze mnie stawiając mnie na nogi, przytrzymał mnie chwile bym sie nie przewróciła i wyszliśmy spod prysznica.
Lou: Kocham Cie..
- powiedział skradając mi buziaka.
J: Tak jak ja Ciebie. - uśmiechnęłam sie i zawinęłam gołe ciało w ręcznik, poszłam do sypialni i ubrałam sie w suche ubrania. Zeszłam na dół przygotować coś do jedzenia, nie wiem jak mój mąż ale ja umierałam z głodu. Zrobiłam szybko spaghetti, nawet nie wiem co Loui w tym czasie robił.
J: Słońce chodź jeść! - zawołałam, po kilku chwilach brunet był w kuchni i jedliśmy wspólnie obiad. Co chwile spoglądaliśmy na siebie i słodko uśmiechaliśmy.
Lou: Naprawdę chciałbym pomyśleć nad małym Tomlinsonem.. - wyznał gdy siedzieliśmy już w salonie.
J: Za wcześnie Louis.. - spojrzałam na niego
Lou: Znamy sie tak długo, i jesteśmy już dawno po ślubie.. Moglibyśmy powiększyć rodzinę.. - namawiał.
J: Kocham Cie, ale myślę że jeszcze nie chce dziecka.. Może za kilka miesięcy.. - uśmiechnęłam się przekonująco do niego.
Lou: Nie odpuszczę.. - cmoknął mój policzek. Dwie godziny później Louis wybył z domu, twierdząc że jest umówiony z chłopakami u Simona. Chyba mu wierzyłam, uszykowałam sie do spania, zjadłam małą kolacje i przykryta kocem siedziałam w salonie. Leciał jakiś nudny serial, zaczęłam sie rozglądać po całym pomieszczeniu. Na ścianach wisiały nasze zdjęcia, jak jeszcze byliśmy przyjaciółmi. Dużo sie zmieniło przez te kilka lat, ale kocham go i nie żałuje. Moją uwagę przykuła jakaś koperta, która była pod ławą.
J: A co sie tu schowało?! - zapytałam sama siebie, podnosząc ją. Nie było nadawcy, było na niej napisane tylko moje imię. Byłam zdziwiona, może to od jakiejś fanki, ale zawsze był nadawca, otworzyłam ją i wyjęłam jakiś kartkę, napisane było: ' Kochający mąż, co?!'. Teraz to sie przestraszyłam, odwróciłam papier i to było zdjęcie. A na nim Louis z jakąś kobietą, serce zabiło mi szybciej, zaczęłam dokładnie oglądać tą fotografie. Mój mąż patrzał na nią takimi szczęśliwymi oczami, jego dłoń była na jej policzku, ona tuliła sie do niego. Nie możliwe żeby to była.. Nie na pewno nie, Lou przecież by mnie nie zdradzał! Zaniosłam to zdjęcie do sypialni i włożyłam je do szuflady w mojej szafce nocnej, Tomlinson nigdy tam nie zagląda, więc nie znajdzie tego. Położyłam sie spać z mnóstwem pytań w głowie, ale może to być jakiś durny pomysł jego fanek, nie raz dostawałam z ich strony różne hejty.
    Rano Louisa nie było już w łóżku, jeśli w ogóle był.. Wykonałam poranne czynności, ubrałam sie i zeszłam na dół. Pan Martin ma urodziny więc zrobię mu niespodziankę tym tortem. Wyjęłam go i zaczęłam zapakowywać do samochody, wróciłam wypić kawę.. W międzyczasie zadzwonił dzwonek do drzwi. Podeszłam do nich, a zaraz za mną wyszedł skądś mój maż.
J: Dzień dobry.. - powiedziałam do kobiety przede mną. Była niespokojna i błądziła wzrokiem, raz na mnie, raz na Louisa. - W czym mogę pomóc?
K: Pani Tomlinson? - skinęłam głową na tak - To dla Pani.. - wręczyła mi białą kopertę w rękę i odeszła, bardzo szybko odeszła. Zamknęłam zaskoczona drzwi i spojrzałam na Louisa.
J: Dziwna.. - stwierdziłam i zaczęłam oglądać to co mi dała. Znów na niej było tylko moje imię, zero nadawcy. Trzęsącymi sie rękoma wyjęłam jej zawartość, domyśliłam sie że to kolejne zdjęcie.
Lou: Co ty taka blada? - zapytał zatroskany. Nie odpowiedziałam mu, pobiegłam szybko do sypialni i zamknęłam za sobą drzwi. Usiadłam na łóżku i przeczytałam napis na drugiej stronie: ' Tu masz dowód, że tak nie jest..' . Byłam przerażona, bałam sie spojrzeć na zdjęcie, bałam sie że to wszystko może być prawdą, jednak chęć dowiedzenia sie prawdy wygrała i po chwili wpatrywałam sie w zdjęcie, mocząc je łzami. Na fotografii był mój mąż całujący sie z tą samą kobietą z wczorajszego zdjęcia. Czułam sie jakby ktoś wyrwał mi serce z piersi. Cały czas żyłam w kłamstwie, wszystkie czułe słowa jakie od niego słyszałam były kłamstwem, nasze małżeństwo to jedno wielkie oszustwo!
Lou: Skarbie co sie stało? - usłyszałam jego głos.
J: Nie mów tak do mnie! - warknęłam ścierając łzy, wstałam z łóżka i spojrzałam na niego.
Lou: Co?! - zdziwił sie - Co ta kobieta ci dała? - podszedł do mnie i wyciągnął ręce by złapać mnie za dłonie.
J: Nie dotykaj mnie! - odsunęłam sie - Brzydzę sie tobą!
Lou: (T.i.)? Co ty wygadujesz? - chyba sie nie spodziewał ze jego romans wyjdzie na jaw.
J: Ile to trwa?!! - warknęłam na niego i podałam mu zdjęcie. Patrzał na nie i chyba nie dowierzał, nawet nie zaprzeczył. - ILE. TO. TRWA!!?  - powiedziałam przez zęby.
Lou: Nie ważne.. - powiedział normalnym tonem. Czyli jednak to prawda!
J: Jak to kurwa nie ważne?! Nie ważne jest to od jakiego czasu niszczysz nasze małżeństwo?! - krzyczałam, wściekłość rozsadzała mnie od środka.
Lou: (T.i.).. Mogę Ci wszystko wyjaśnić.. - znów zrobił krok w moją stronę, nie chciałam mieć już z nim nic wspólnego.
J: Nie musisz mi niczego wyjaśniać! Chce rozwodu! - podeszłam do szafy i zaczęłam wszystkie swoje rzeczy wrzucać do walizki. Nie wiem gdzie pójdę, ale na pewno nie zostanę tu. Jak on mógł?! Po dwóch latach małżeństwa! Nie będę ryczeć, na pewno ni w tym domu!
Lou: Posłuchaj mnie.. To naprawdę nie jest tak jak myślisz.. - zaczął tłumaczyć - Kochanie.. - prosił.  Zamknęłam walizkę, nawet nie chciałam na niego patrzeć, wyminęłam go i wyszłam z naszego domu. Wciąż nie rozumiałam dlaczego on mi to zrobił.. Zapakowałam ją do samochodu i pojechałam.. Gdzie?! Nie wiem.. Dopiero za godzinę mam być w pracy, więc muszę gdzieś usiąść i sie uspokoić.. Zaparkowałam niedaleko mojego miejsca pracy i poszłam do pobliskiego parku. Tomlinsona nie chce już spotykać, chyba że na sali sądowej! Gdy tylko usiadłam na ławce, mogłam dać upust zbierającym sie łzom! Nienawidziłam go, kochając jednocześnie. Myślałam ze to sakramentalne tak go zmieni, że nie będą interesowały już inne kobiety, myliłam sie! Tak bardzo tkwiłam w błędzie! Po jakimś czasie zaczęłam powstrzymywać łzy by iść do Pana Martina, nie może zobaczyć mnie w takim stanie. Wyszłam z parku, w kieszeni poczułam kolejny raz juz wibracje. Cały czas wydzwaniał Louis, nie miałam zamiaru go słuchać! Skasowałam wszystkie połączenia od niego, wiadomości tak samo. - Mamuś.. - powiedziałam łamiąco gdy odebrała.
M: Kotku Ty płaczesz? - słyszałam jej troskliwy głos
J: Mogę do Ciebie przyjechać na jakiś czas? - zapytałam z nadzieją
M: Oczywiście, nie widzieliśmy sie od świąt.. - odetchnęłam, na nią zawsze mogę liczyć.
J: Dziękuje, najpóźniej jutro będę.. - rozłączyłam sie, zabrałam z samochody tort i poszłam do sklepu. - Dzień dobry.. - powiedziałam do starszego mężczyzny, jego fajka obowiązkowo była w ustach.
S: Witaj (Z.T.i.).. Coś sie stało? - zapytał od razu, podniósł sie z miejsca i podszedł do mnie.
J: Niee.. Później z panem porozmawiać a teraz, wszystkiego najlepszego. - uśmiechnęłam sie na tyle ile było mnie stać i wręczyłam mu tort.
S: Dziękuje kochana, wiesz że nie musiałaś?! - zaśmiał sie i przytulił mnie do siebie, a ja jak małe dziecko rozpłakałam sie na nowo. - (T.i.) wszystko w porządku?

...
_________
I jak?! Dziena, wielkie dziena za tyle komów!!!!!!!!
Pobiliście swój własny rekord, jestem z was DUMNA!!!
Ale teraz za to chce 14 komów do następnej części!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!




Naat



niedziela, 3 maja 2015

Harreh Styles ~ część 8/ ostatnia

Humor mi się poprawił i jakoś tak miło, że nie będę już sama. Czekałam cała w skowronkach, podśpiewując sobie co nieco, aż zadzwonił dzwonek. Drzwi były otwarte, więc krzyknęłam tylko.
- Cześć (T.i.).- uśmiechnął się Niall i odwrócił do kogoś z tyłu. Do środka wszedł blondyn i.. Harry.
- Czeeść..- przeciągnęłam wpatrując się w loczka. Czemu tu przyszedł?
- Przyniosłem twoje ulubione żelki.. Jak już przypomnisz sobie, że jest tu jeszcze twój najlepszy przyjaciel, to napisz.- odwrócił się i chciał wyjść. Zapomniałam o zaleceniach lekarza i wstałam. Złapałam kule i zaczęłam kuśtykać w stronę blondyna.
- To chyba nie jest najlepszy pomysł..- zaczął Harry.
- Oh, zamknij się.- przewróciłam oczami i wyszłam na zewnątrz. Horan siedział na schodach, z pudelkiem lodów na kolanach i spuszczoną głową. Z trudem usiadłam obok niego i westchnęłam.
- Myślałem że się ucieszysz, a nie całkowicie mnie olejesz.
- Nie olałam! Po prostu zdziwiłam się, że przyszedł..- wytłumaczyłam.
- Wpatrywaliście się w siebie przez 5 minut! A ja stałem jak kołek.- odwrócił głowę w prawo i patrzył na ulicę.
- 5 minut? Niemożliwe, to była chwilka.- aż tyle czasu? O mój Boże.
- Jak widać możliwe.- prychnął.
- Przepraszam cię.- położyłam mu głowę na ramię. Nie odsunął się, co mogłam nazwać sukcesem.- Naprawdę jest mi przykro, byłam po prostu zaskoczona.. Pamiętaj, że ty zawsze i na zawsze byłeś jesteś i będziesz moim najlepszym przyjacielem. A nawet więcej.- zainteresowany, obrócił się się w moją stronę.
- Co masz na myśli?
- Jesteś moją rodziną. Jesteś kimś, za kogo oddałabym życie. Jesteś po prostu moim Niallem.- uśmiechnęłam się do niego, co odwzajemnił. Przytuliliśmy się, a potem wstaliśmy. Lekko się zachwiałam, przez co niebieskooki wziął mnie na ręce. Wniósł, a na progu pozwolił samej dotrzeć do salonu. Harry stał przy półkach i komodzie z albumem..- Jezu nie!- wydałam z siebie głośny ni to jęk ni to westchnienie przerażenia.
- Co?- odezwał się Styles, odwracając w moją stronę.
- Nie oglądaj tego, proszę.- położyłam się na kanapie w poprzedniej pozycji i podwinęłam nogawkę, aby kolano posmarować maścią i założyć nowy opatrunek chłodzący.
- Dlaczego?- zapytał, powracając wzrokiem do przedmiotu trzymanego w rękach.
- Tam jest moja czarna przeszłość.- wzdrygnęłam się. Moja babcia robiła mi dużo zdjęć, a te naprawdę upokarzające wsadziła właśnie do tego albumu. Nie wiem, jak on go znalazł, bo leżał ukryty w ostatniej szufladzie.
- W sumie nie masz nic do gadania.- skwitował z uśmieszkiem.
- A to niby czemu?- uniosłam brew. Niall zaczął się śmiać.
- Bo już wszystko widziałem.- mrugnął i posłał mi całusa w powietrzu. Udałam, że odganiam tego buziaka, jak muchę.
- A idź mi stąd.- machnęłam ręką.
- Nie, twój tata kazał nam tu przyjść i cię pilnować.- odpowiedział Horan.
- Matko Boska, zdaje sobie sprawę, że z waszą dwójką, ten dom nie przetrwa?
- Skoro nas poprosił, widocznie tak.- wyszczerzył się blondasek i poszedł do kuchni. Po kilku minutach wrócił z trzema miseczkami pełnymi lodów z bitą śmietaną i owocami oraz 3 łyżeczkami. Gdy podał mi deser dostrzegłam również posypki, czekoladową i jakąś kolorową. Jedliśmy, rozmawialiśmy i śmialiśmy się, bardzo miło spędzając czas. Co jakiś czas musiałam zmieniać okłady, smarować kolano maścią i brać te nieszczęsne zastrzyki, ale dzięki chłopakom szło to sprawnie, pozwolili mi oni zapomnieć o bólu.
- Możecie zostawić już te zdjęcia?- poprosiłam zdegustowana, gdyż uznali, że będzie śmiesznie, jeśli pooglądamy sobie moje albumy. Kiedyś byłam pulchnym dzieckiem o nad wyraz pucołowatych policzkach. 
- Nie wiem, czemu przeszkadza ci to, że oglądamy cię, jak byłaś pulpetem.- zaczerwieniłam się na to określenie. Jednocześnie kątem oka obserwowałam reakcję lokowatego bruneta. Patrzył na mnie z uśmiechem.
- Ja uważam, że byłaś słodka.- kąciki moich ust drgnęły. To było miłe, naprawdę.
- Dziękuję Harry.
- Nie ma za co, słodka.- zachichotał. 
- Zaraz rzygnę tęczą.- przewróciłam oczami na słowa i gest Nialla.
- Mam ci przypomnieć jak było z Amelią?- blondasek zaczerwienił się i spuścił głowę.
- Nie.- bąknął i zabrał albumy, po czym schował je na miejsce. Zakłopotany Horan? Chyba to pokocham! Wrócił na miejsce i spojrzał na mnie przenikliwie. O co chodzi?
- Możemy przenieść się na taras? Jest bardzo ładna pogoda..- zaproponowałam uciekając od jego wzroku.
- Okej. Pójdę przygotować ci miejsce.- niebieskooki zerwał się z miejsca i poszedł zostawiając mnie ze Stylesem.
- (T.i.)..
- Harry..
- Ja..
- Ty..- zakłopotanie. Czy to jedyne uczucie, które będzie dzisiaj wyczuwalne w tym pokoju?
- Harry, chciałam ci tylko powiedzieć, że.. Że dla mnie jesteś tylko przyjacielem. Aż przyjacielem.- nie spodziewałam się, że zareaguje w ten sposób. Nie miałam najmniejszego pojęcia, że moje słowa, takie dobre słowa, mogą być aż tak bardzo raniące.
- Ale.. Jak to? Myślałem że ty, że my.. Ja.. - jego oczy zrobiły się szklane.
- Przepraszam, Harry.
- Twoje przeprosiny są zbędne.- w przeciągu kilku sekund z załamanego Hazzy, stał się zimnym i skamieniałym Stylesem. 
Chłopak wstał i zaczął wychodzić. Po raz kolejny wstałam i pobiegłam za nim. Nie obchodziło mnie moje kolano. Ból fizyczny przechodzi. Ból złamanego serca pozostaje do końca życia i pozostawia w nas wyrwę, nie do załatania. 
- Harry proszę, poczekaj!- nie odezwał się ale zwolnił, aż w końcu całkiem zatrzymał. Do niego miałam jeszcze kilka metrów, ale się wywróciłam. Moje kolano przeszył niesamowity ból. Chciałam krzyknąć, ale nagle wszystko ustało. Wstałam i zdałam sobie sprawę z tego, że nic już nie czuje. 
Nie miałam jednak czasu, na zastanawianie się nad tym. Stanęłam przed zielonookim.
- Mów o co chodzi i zniknij z mojego życia.- powiedział przez zaciśnięte zęby. Jego oczy były zamknięte.
-  Nie masz prawa mówić takich rzeczy, rozumiesz?! Zdaję sobie sprawę, że jestem okropną osobą. Naprawdę złą. Ale to nie powód, żeby zachowywać się w ten sposób. Obserwowałeś mnie przez długi czas. Czułam się osaczona i zmęczona. Zmęczona tym, że nie wiem kto i dlaczego łazi za mną. Miałam dość, naprawdę. I gdy dowiedziałam się, że to ty, miałam ochotę cię zabić. Naprawdę. Ale nie zrobiłam nic, ba zaufałam ci! Pozwoliłam, abyś zbliżył się do mnie! Popatrz mi w oczy.- mówiłam stanowczo i bardzo poważnie.- Styles do cholery spójrz mi w oczy!- wykonał to o co go prosiłam.- Świat jest, jak jest. Nie zawsze nasza miłość zostaje odwzajemniona. Czasem bywa tak, że ta druga strona nie czuje tego samego. Ale tak już jest! Nie można się załamywać bo miliony innych ludzi jest w podobnej sytuacji. Część z nich nie daje sobie rady. Ale ja wiem, że jesteś na tyle inteligentny i silny że sobie poradzisz! Życie nie jest jak z bajki. Musisz przełknąć gorzką prawdę i iść dalej..- zakończyłam najdłuższą wypowiedź, jaką kiedykolwiek powiedziałam. Harry patrzył na mnie swoimi oczami. Wyrażały smutek, rozpacz, rozterkę.. Ale dostrzegłam w nich iskierkę nadziei.
- Zrobisz dla mnie jedną rzecz?
- Jaką? 
- Pozwól zapomnieć..- wyszeptał.- Pozwól zapomnieć, że istnieje coś wokół, że istnieje czas i miejsce.. Pozwól mi cię pocałować. Ten ostatni raz..
- Harry.. Nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł. Po za tym całowałeś mnir kilka razy..- przypomniałam sobie tych kilka sytuacji. Może nie wszystkie były w usta, ale całował mnie ci chwilę. To w policzek, to w czoło..
- Pozwól zrobić mi to tak, jak należy.- widziałam w jego oczach, jak bardzo mu na tym zależało. Spojrzałam na jego usta, znowu na jego oczy, a potem przymknęłam powieki. Ledwo zauważalnie skinęłam głową. Harry położył ręce na moich policzkach, a potem pocałował.
- Wracajmy do domu.- powiedział, gdy się odsunął. Był lekko uśmiechnięty, ale nadal smutny.
- Dobrze.
Szłam normalnie, nawet nie kuśtykając.
- Hej! Z twoją nogą już okej?- zdziwiony patrzył, z jaką łatwością przychodzi mi chodzenie.
- Gdy szłam do ciebie, potknęłam się i wywróciłam. I wtedy wszystko przeszło!
- W sumie to dobrze, że już jest w porządku.- uśmiechnął się do mnie.
- Harry.. Możesz mi tylko powiedzieć co teraz z nami będzie? Nie chcę żyć ze świadomością, że nadal mnie kochasz, a ja nie potrafię tego odwzajemnić..
- Posłuchaj.. Sama powiedziałaś, że świat jest, jaki jest. Byłaś, jesteś i zawsze będziesz moją pierwszą miłością. Nigdy o tobie nie zapomnę. Najwidoczniej ty będziesz musiała żyć z tym tak, jak ja. Przed nami jeszcze całe życie. Nie raz się zakochamy, rozstaniemy z kimś.. Dlatego proszę cię o jedno: po prostu nie zapomnij. Pamiętaj to tak, żeby nie sprawiało ci przykrości i bólu.
- Ale tak się nie da.
- Wiem..- westchnął. Weszliśmy do domu i skierowaliśmy się od razu na taras. Niall siedział wpatrzony w zachodzące słońce. Jak się okazało, było już dość późno. Zajęłam miejsce obok przyjaciela, a loczek obok mnie. Siedzieliśmy wpatrzeni w ten niezwykły widok.
- Grosik za twoje myśli?- zapytał mnie Harry.
- Zastanawiam się co za idiota wymyślił miłość.- westchnęłam.
- Miłość, taka pierwsza prawdziwa miłość to przygoda, którą każdy powinien przeżyć. Bez miłości świat przestałby istnieć. 
- Ale przez to ludzie cierpią.. Gdyby miłości nie było, nie byłoby cierpienia.
- Z jednej strony masz rację. Ale człowiek cierpi z różnych powodów. Mniej lub bardziej poważnych.- odpowiedział blondyn.
- Więc gdyby nie było miłości, nie byłoby tylko jednego rodzaju cierpienia.- dodał Hazz.
- Czyli mam rozumieć, że wolelibyście kochać kogoś i przez tą osobę cierpieć niż nie kochać nikogo?
- Dokładnie.- przytaknął Horan.
- Ktoś kto kocha, jest szczęśliwy. Cierpieć można, ale nie trzeba. A człowiek bez miłości, jest tylko pustą skorupą, która nie ma sensu bytu.- odparł Harry.
- Kocham.was, wiecie?- przytuliłam ich obu.
- A przed chwilą twierdziłaś, że miłość jest głupia.- parsknął Niall.
- Och, zamknij się.- powiedziałam równocześnie z Harrym. Zaśmialiśmy się. 

20 lat później, Harry patrzył na mnie tym samym, zakochanym wzrokiem. Mimo, że ułożył sobie życie beze mnie, a ja ułożyłam sobie życie bez niego, nadal przyłapuję się na myśleniu, co by było, gdybym wtedy spróbowała zakochać się w Stylesie? I wtedy dochodzę do wniosku, że on i tak zdobył moje serce, a raczej zajmuje w nim bardzo ważne miejsce. Kocham go, nie w ten sam sposób, co on mniez ale kocham go. I nigdy nie przestanę. 


THE END.



******************************************
Hej, helo! :D Przepraszam, za opóźnienie, ale wyjechałam na majówkę i wróciłam wczoraj o północy, więc nie miałam kiedy napisać. DZIĘKUJĘ ZA 9 KOMÓW!! <3
To była ostatnia część Hazzy. Chcieliście Liama, więc będzie Liam :D Prawdopodobnie będzie to bardziej Ziam, ale jeszcze nie wiem, gdyż planuję pisać tamto na bieżąco! Wcześniejsze imaginy miałam mniej lub bardziej zaczęte lub trochę wymyślone, a ten będzie totalnym spontanem :)
9 KOMENTARZY = NEXT!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!
Directioner Forever x. :))



piątek, 1 maja 2015

Louis.. ~ I never had nothing to say.. - część 2

Hej!!
Przepraszam ze tyle czekaliście, ale wiecie ze zaraz matura.. :/
A teraz macie 2 część Louisa, ostrzegam jest z +18 więc czytacie na własną odpowiedzialność..!! :*
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Wyszłam ostrożnie spod pościeli i powędrowałam na palcach do łazienki, wykonałam poranną toaletę i przebrałam sie z piżamy. Wróciłam do sypialni, mój mąż dalej spał, podeszłam do niego i pocałowałam delikatnie jego usta. - Debby jeszcze trochę.. - mamrotał, coo?! Co to ma znaczyć?!
J: Debby?!
- powiedziałam ze wściekłością. Brunet otworzył oczy, przecierając je..
Lou: Kotku co tak krzyczysz? - zdziwił sie.
J: Nie masz mi czegoś do powiedzenie skarbie?! - wysyczałam przez zęby.
Lou: Niee.. Ale myślałem że cieplej mnie przywitasz.. - spojrzał na mnie znacząco.
J: Przywitam Cie ciepło jak wytłumaczysz mi kto to Debby! - skrzyżowałem ręce na piersi.
Lou: Debby.. to.. - wahał sie - To kobieta która codziennie nas budziła..
J: Taką bajkę to możesz kochance wkręcić! - wkurzyłam sie
Lou: (T.i.) ja mówię poważnie. - podniósł sie z łóżka i poszedł do mnie - Mamy od tego ludzi.. Pilnują żebyśmy nie zasypiali na ważne spotkania, wiesz jak ciężko jest nam wstać po kilku godzinach snu? - patrzał w moje oczy z taką miłością że nie mogłam mu nie uwierzyć.
J: Tęskniłam za Tobą. - zarzuciłam mu ręce na szyję.
Lou: Wiem.. Ja bardziej.. - przybliżył sie do mnie i złączył nasze usta. Tak dawno ich nie całowałam, brakowało mi wszystkiego co jest z nim związane.
J: Musze iść do pracy.. - oderwałam sie od niego i spojrzałam smutniej w oczy.
Lou: Ooo.. - mruknął niezadowolony.
J: Możesz zrobić jakąś kolacje, bo będę wieczorem.. - cmoknęłam jego usta i wyszłam z sypialni, nalałam kawy w swój ulubiony kubek i usiadłam przy stole analizując wszystko po kolei. Nie jestem w stu procentach przekonana że oni mają ludzi od pobudki..
Lou: O czym tak myślisz? - wszedł do kuchni wyrywając mnie z zamyśleń.
J: Niee.. O niczym.. - uśmiechnęłam sie i odstawiłam do połowy pusty kubek. - Do wieczora.. - cmoknęłam jego policzek, zabrałam swoje rzeczy i mogłam wychodzić. Chwile później byłam już w sklepie Pana Martina. Staruszek już siedział w swoim antycznym fotelu i palił fajkę, zawsze to z rana robi. - Dzień dobry. - uśmiechnęłam sie do niego i odwiesiłam swoją kurtkę.
S: Witaj (T.i.).. Jak sie miewasz? - jak zawsze życzliwy.
J: Dobrze, dziękuje.. A u Pana? Odezwał sie jakiś wnuk? - mężczyzna trochę posmutniał - Przepraszam, nie chciałam by sie pan zamartwiał o to.. - podeszłam do niego i przykucnęłam przy nim.
S: Nie, żaden sie nie odezwał, ale za jakiś czas mam urodziny, więc może ktoś mnie odwiedzi.. - uśmiechnął sie w ten smutny sposób. Czasami zastanawiam sie jak można nie odwiedzać takiego wspaniałego człowieka. Pan Martin naprawdę zastępuje mi dziadka i szanuje go najbardziej na świecie. Po chwili zabrałam sie za wycieranie kurzy z półek sklepu, wyczyściłam też wszystkie okurzone przedmioty by trochę odsunąć myśli o tej Debby.. Po południu przyszli jacyś klienci i oglądali stare figurki Egipskich Faraonów.
J: Dziękuje państwu i zapraszamy ponownie.. - uśmiechnęłam sie do starszego małżeństwa gdy podawałam im zapakowane figurki.
S: Natalko, jak chcesz to idź już do domu.. - przyszedł pan Martin z zaplecza.
J: Niee.. Powiedziałam mężowi że będę na kolacje. - uśmiechnęłam sie słabo.
S: To zrób mu niespodziankę i jedź na obiad. - zachęcał.
J: Poradzi sobie pan w sklepie?
S: Oczywiście.. Jestem przecież dorosły. - zaśmiał sie. Założyłam kurtkę i odwróciłam sie do staruszka.
J: Kiedy są te pana urodziny? - zapytałam z ciekawości. Należy mu sie coś dobrego od życia..
S: 2 maja.. - uśmiechnął sie.
J: Do widzenia. - pożegnałam go i wyszłam, 2 maj to.. to juz jutro! Znam adres pana Martina więc zrobię mu niespodziankę. Nie poinformowałam Louisa że wracam szybciej, wstąpiłam jeszcze do sklepu po jakieś produkty spożywcze i do cukierni po ciasto i tort dla mojego szefa. Należy mu sie! Po półtorej godzinie byłam pod domem, wzięłam wszystkie torby i weszłam załadowana do domu. - Kotku już jestem! - krzyknęłam gdy zamknęłam za sobą drzwi. Nie usłyszałam odpowiedzi, poszłam do kuchni i zaczęłam rozpakowywać zakupy. Porozkładałam wszystko na swoje miejsca i poszłam szukać męża. W salonie pusto, w naszej sypialni też, usłyszałam lejącą sie wodę pod prysznicem i cichszy śpiew. Uśmiechnęłam sie sama do siebie i weszłam do łazienki. Loui stał pod prysznicem i śpiewał sobie. - Zgrabny masz ten tyłeczek.. - zaśmiałam sie, mąż lekko podskoczył na dźwięk mojego głosu. Odwrócił sie i uśmiechnął cwaniacko.
Lou: To może dołączysz i będę mógł podziwiać Twój? - poruszał zabawnie brwiami.
J: No nie wiem, nie wiem.. - droczyłam sie z nim.
Lou: Jak nie wiesz! - w błyskawicznym tempie złapał mnie za rękę i wciągnął pod ciepły strumień wody.
J: Mogłam sie najpierw rozebrać.. - skarciłam go, brunet sie nie przejął moimi słowami i przycisnął mnie do ściany, Zaczął mnie intensywnie całować, podobało mi sie.. Uwielbiałam gdy był taki stanowczy i władczy. Odwzajemniłam pocałunek od razu, kochałam go najmocniej na świecie.. Louis zaczął powoli ściągać ze mnie ubrania, odsłaniając coraz więcej ciała. Po kilku minutach byłam już tak samo naga jak on, Tommo pieścił moje ciało doprowadzając mnie do cichych jęków i szybszego oddechu. Do tego ta gorąca woda, pobudzała moje zmysłu jeszcze bardziej. Loui całował moje piersi, a jego dłoń znalazła sie na moim najczulszym w tej chwili punkcie. Masował je, co chwile jego palec zagłębiał sie we mnie, ale szybko go wyjmował. Doprowadzał mnie tym do szaleństwa! - Lou? - szepnęłam
Lou: Tak? - oderwał sie od mojego ciała i spojrzał w moje oczy.
J: Zwariuje przez Ciebie.. - chłopak uśmiechnął sie zadziornie i podniósł mnie, owinęłam nogi wokół jego bioder, jego członek dotykał mojej kobiecości. Na szczęście, mój mąż też chyba nie mógł wytrzymać, bo poczułam jak powoli sie we mnie zanurza. Wstrzymałam oddech i wpatrywałam sie w Louisa oczy, były takie niebieskie.. Widziałam w nich wszystko, miłość, pożądanie.. Zaczął sie we mnie poruszać, najpierw powoli, ale z czasem przyspieszał. Nasze jęki, szybkie i głośne oddechy zakłócała lejąca sie woda.
Lou: Może by tak pomyśleć o małym Tomlinsonie? - zapytał szybko z cwaniackim uśmiechem.
J: Nie. - powiedziałam stanowczo na co sie zaśmiał. Tommo jeszcze bardziej przyspieszył, wiedziałam że zaraz będzie koniec tej rozkoszy.. Kilka mocniejszych pchnięć i oboje dotarliśmy na sam szczyt naszej ekstazy. Oparłam o jego tors i głośno oddychałam, brakowało mi tego uczucia.. Mąż wyszedł ze mnie stawiając mnie na nogi, przytrzymał mnie chwile bym sie nie przewróciła i wyszliśmy spod prysznica.
Lou: Kocham Cie..

...
Piszcie!! Wiem że dacie rade 12 komów!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!




Naat

wtorek, 28 kwietnia 2015

Niall~PSYCHO cz.4

                                               Niall~PSYCHO cz.4
Doznałam szoku gdy weszliśmy do jego pokoju...Chłopak posadził mnie na łóżku, i podszedł do szafeczki nocnej.Usiadłam na jego łóżku i obserwowałam go uważnie. Chłopak wyciągnął apteczkę, i uklęknął między moimi nogami . Chwycił moją dłoń w soją i zaczął oglądać ranę po zderzeniu z lustrem i tą po cięciu. Wytarł krew i zaczął dezynfekować rany, później zabandażował mi rękę
-Wyglądam jak kaleka-mruknęłam krzywiąc się. Chłopak cicho zachichotał.
-Nie prawda-powiedział
-Okay. niech ci będzie, dzięki za....za wszystko, ja już pójdę, jeszcze raz dzięki-zmierzałam już do drzwi gdy chłopak zagrodził mi przejście.
-O nie, nie, nie-zacmokał
-No ale ja muszę przecież spać!-powiedziałam nie mając siły na krzyk
-W takim razie będziesz spać tu księżniczko-powiedział z zadziornym uśmieszkiem
-Po pierwsze nie mów do mnie księżniczko-powiedziałam
-Bo?-zapytał figlarnie
-Bo z dziwki księżniczki nie zrobisz-powiedziałam obojętnie na co chłopaka tak jakby zszokowało?
-Nie jesteś dziwką-powiedział podchodząc do mnie
-Może i nie do końca, ale za to jestem, wredną suką, idiotką, i debilką....-nie dane mi było dokończyć bo chłopak położył dłoń na moich ustach
-Zaraz dam ci jakąś moją koszulkę i do łóżka księżniczko-powiedział z uśmiechem
-A co na to twoich znajomi z pracy?-zapytałam zszokowana jego postawą
-Nic, oni wiedzą że jestem rozsądny i że mam wszystko pod kontrolą...no prawie wszystko-powiedział rzucając we mnie koszulką.
-Odwróć się-chłopak wykonał moje polecenie. Ściągnęłam moje szorty wraz z rajstopami. I gdy uniosłam głowę zobaczyłam że Niall stoi na wprost lustra. Położyłam dłoń na moich udach, i chyba mi się udało bo chłopak nie zareagował, ale na wszelki wypadek odwróciłam się do niego tyłem .Szybko wciągnęłam na siebie jego koszulkę i powiedziałam mu że jestem gotowa.Położyliśmy się do łóżka, ale każdy na innej połowie
-Wiesz co Niall?-zaczęłam na co on na mnie spojrzał-fajne masz lustro-powiedziałam na co on parsknął śmiechem.-Myślałeś że nie zauważyłam?-powiedziałam rozbawiona
-A ty myślałaś że je nie zauważyłem?-Spojrzałam na niego zdezorientowana, ale po chwili lekki rumieniec wpłynął na moje poliki. Chłopak szukał na mojej twarzy czegoś typu potwierdzenia że to co widział nie było tylko jego wymysłem, ale niczego takiego nie dostał.
Dzięki bogu że jest ciemno!
-Nie wiem o co ci chodzi.-powiedziałam i odwróciłam się do niego plecami, po jakiś 30 minutach gdy już, jedną stopą byłam w krainie Morfeusza  poczułam że Niall przytula się do mnie na "łyżeczki" a jego prawa ręka wędruje na moje udo pod koszulkę. Poczułam jak dokładnie bada moje blizny. Każdą po kolei, i to z takim uczuciem...
-Wiedziałem że się nie myliłem-szepnął całując moje ramie.
NIALL stop! dzieje się coś co nie powinno!-krzyczała moja podświadomość. Próbowałam udawać że śpię, ale nie jestem pewna jak mi to wyszło, bo Niall nie odsunął się ode mnie  W mojej głowie myśli pędził z prędkością świetlną. Po jakieś godzinie doszłam do wniosku że:
Niech ten dzień pójdzie w zapomnienie
Gdy byłam pewna że Niall już śpi powoli chwyciłam jego dłoń w nadgarstku i podstawiając pod siebie poduszkę położyłam ją na nią. Usiadłam na skraju łóżka i zaczęłam dokładnie rozglądać się po pokoju. Zauważyłam całkiem spore okno z równie sporym parapetem. Bez dłuższego zastanowienia ruszyłam na palcach w stronę mojego celu. Usiadłam na okno i spojrzałam na widok za szybą....
Dlaczego on to zrobił? Dlaczego się ze mną nie pożegnał? Dlaczego?!
Siedziałam na parapecie z podciągniętymi nogami, złożonymi na nich rękach, i brodą skrytą w ramionach. Wspominałam. Wspominałam mojego brata i chwile razem z nim spędzone. On był jedną osobą z niewielu które kochałam, które zawsze przy mnie były. Pamiętam jak razem graliśmy w chowanego, jak biegaliśmy po całym ogródku, to on mnie wyciągał z kłopotów, to on był przy mnie gdy wszyscy się odwrócili, to ON! Łzy leciały mi po policzku gdy rozpamiętywałam chwile z nim spędzone. Przecież....on nie może. Wpatrywałam się w księżyc, i nie mogłam odpędzić myśli z nim związanych...Jebana kurwa mać! gdzie na tym świecie jest sprawiedliwość?! mimo że brał dragi był cholernie dobrym człowiekiem! brał, ale to jedyna jego wada! a powiedźcie mi kto ich nie ma?!
Boże jesteś tam jeszcze?!
Bo mi się wydaje że już chyba nie...
-(T.I)?-usłyszałam cichy głos Nilla. Zignorowałam go. Chłopak powtórzył moje imię, co ponownie zignorowałam. Po prostu nie miałam siły.Chłopak wstał z łóżka i podszedł do mnie.
-Idź spać-westchnęłam. Chłopak stał uparcie obok mnie
-To choć ze mną-szepnął, obejmując mnie od tyłu.
-Nie mogę zasnąć-powiedziałam zrezygnowana- masz może laptopa z internetem albo cokolwiek?-sapnęłam przegrana
-Mam laptopa z internetem....-spojrzałam na niego prosząco- Okay, ale nie na długo bo jest już późno
-Jasne, dzięki-miałam ochotę rzucić się na niego i go przytulić ale wycofałam się. Blondyn podszedł do szafki z której wyciągnął ów sprzęt. Podszedł z nim do łóżka i polecił żebym również tam podeszła, co uczyniłam.
-Ale wież że ja chcę oglądać serial i to ci będzie przeszkadzało w spaniu?- zmarszczyłam brwi
-A kto powiedział że będę spać, muszę pilnować co robisz na moim laptopie-chłopak puścił mi oczko. Włączyłam sobie pierwszy odcinek trzeciego sezonu pamiętników wampirów i z zaciekawieniem zaczęłam oglądać.
-O co w tym chodzi?-zapytał Niall gdy serial się skończył. Podekscytowana zaczęłam mu tłumaczyć cały wątek i każdy szczegół.
Nawet nie wiem kiedy ale wybiła trzecia nad ranem.
-Czas spać księżniczko-powiedział Niall odnosząc laptopa.
-Normalnie kiedyś ci pieprznę!-syknęłam pod nosem
-Nie zrobiłabyś tego skarbie-uśmiechnął się łobuzersko
-Masz szczęście że chce mi się spać-powiedziałam chowając głowę w poduszkę.
Cóż...co to był za dzień
....
                             Znalezione obrazy dla zapytania niall horan 2015
_____________________________________________________________
FOOD
c'mon c'mon everybady!
Sorrka za taką przerwę ale mam nadzieję że mi wybaczycie :* nie zanudzam więc:
Bye kochani <3                         minimum 7 komentarzy=next

Harreh Styles ~ część 7

- Nie chcę, żebyś miała jeszcze rozwalony nos. Czemu nie poczekałaś? Z kulami byłoby ci łatwiej.- powiedział zamykając dom.
- Wiem.. Po co miałam czekać, skoro tak było szybciej?- jakimś cudem usiadłam na fotelu pasażera. Mój ojciec zajął miejsce za kierownicą i ruszyliśmy. W szpitalu znalazłam się kilka minutek później. Mam nadzieję, że nie skończy się jak ostatnio.. 
- Dzień dobry.. Proszę dać mi potrzebne papiery, moja córka potrzebuje pomocy.- mój tata jak zawsze opanowany mówił szybko i dorzeczy.
- No dobrze, w takim razie tutaj są potrzebne dokumenty. Pan jest ojcem, tak?
- Tak, tak proszę szybciej.- poganiał wysoką brunetkę. Podała mu plik papierów, które błyskawicznie wypełnił. Następnie jakiś pielęgniarz podszedł do mnie z wózkiem, na którym usiadłam i pojechaliśmy na dobrze mi już znaną urazówkę. 
- Witam ponownie (T.i.).- pokręcił głową mój lekarz.
- Dzień dobry.- uśmiechnęłam się.
- Co tym razem zrobiłaś?
- Nie wiem.. Wywróciłam się w lesie, podczas spaceru i strasznie zaczęło mnie boleć to moje kolano. 
- Nie nadwyrężałaś go potem?- widać było, że jest maksymalnie skupiony na swojej pracy.
- To znaczy.. Tak właściwie to..- kręciłam i kręciłam, ale w końcu powiedziałam prawdę.- No biegałam trochę...
- Dziecko, dziecko..- pokręcił głową znowu doktor.- Operacja raczej nie będzie potrzebna, ale i tak muszę cię zbadać.
- Prześwietlenie, a potem maści i tabletki?- zapytałam zdegustowana. Zazwyczaj działo się to samo.
- Nie wiem, czy tym razem to wystarczy.- odparł doktor i wyjechaliśmy na rentgen, a potem jakieś inne badania, których nazw po prostu nie zapamiętałam. Jeździliśmy w tę i z powrotem, a właściwie ja jeździłam, bo mój tata po kilku rundkach był już zmęczony.
- Czy to już koniec badań?- zapytałam po 2, może nawet 3 godzinach.
- Tak. Jeszcze tylko muszę otrzymać wyniki z tego ostatniego.- uśmiechnął się do mnie, co odwzajemniłam.
- Panie doktorze..?- weszła pielęgniarka i wręczyła mu teczkę.
- Dziękuję Madeline. Spójrzmy co my tu mamy.- zaczął przeglądać wszystkie kartki. Po kilku minutach westchnął.- Masz szczęście, (T.i.). Naprawdę wielka z ciebie szczęściara.
- Nawet nie chcę wiedzieć co mi jest albo czego mi nie ma. Proszę tylko powiedzieć, co mam robić i na co uważać.- byłam naprawdę zmęczona, a będę musiała jeszcze iść do szkoły lub uzupełnić lekcje.
- Dzisiaj nie ruszasz się z domu, najlepiej z pokoju, a właściwie z kanapy, czy łóżka. Zimne okłady, maść chłodząca, znowu zimne okłady, a po za tym, jak już przyjdziesz i się ogarniesz, czy co tam robisz po przyjściu, musisz wziąć te tabletki..- nabazgrał na kartce.-..i wziąć ten zastrzyk. Wstrzykujesz go sobie w tym miejscu.- pokazał mi i również wypisał mi nazwę.
- I to wszystko?
- No cóż.. przez jakieś.. 3-4 dni najlepiej się nie poruszaj, w sensie na jakieś dłuższe spacery niż pokój-kuchnia-salon-łazienka odpadają.
- A co ze szkołą? Proszę pana, ja nie nadrobię!
- Dzisiaj ani jutro nie ma mowy o wyjściu. Za dwa dni ewentualnie, ale i tak na własną odpowiedzialność. A co do tabletek i okładów oraz tych zastrzyków, to przez 4 dni je bierzesz. Tabletki rano i wieczorem, zastrzyki raz dziennie, co 24 godziny, a maść jak już wspomniałem, przy zmienianiu okładów, nakładasz nową warstwę. To chyba wszystko, gdybyś nie ogarnęła, niech twój tata zadzwoni.
- Dobrze, dziękuję panu bardzo.- uścisnęłam mu rękę, mój ojciec zrobił to samo. Wziął receptę, czy coś tam i wyszliśmy. Nie jechałam już na wózku, przez co było mi trochę ciężko, ale dałam radę. Po drodze zajechaliśmy do apteki, gdzie tata kupił wszystko, co wypisał lekarz. Następnie pojechaliśmy prosto do domu. Tam ułożyłam się wygodnie w salonie. Tatuś był na tyle kochany, że przyniósł mi jedzenie, picie, laptopa, telefon, słuchawki, ładowarkę, słodycze, potrzebne leki i jeszcze kilka innych rzeczy, w tym pilota do telewizora.
- Masz raczej wszystko.. Jakby co dzwoń do sąsiadki z naprzeciwka. Jeśli to będzie coś poważnego, to do mnie lub Nialla. Możesz potem zaprosić kogoś, żebyś nie była sama. Wrócę wieczorem, może troszkę później. Postaram się jak najszybciej.- ucałował moje czoło i złapał teczkę.
- Pa tato.
- Pa dziewuszko.- pomachałam mu, a on wyszedł. Ułożyłam się wygodnie i zaczęłam przeglądać różne portale społecznościowe. Słuchałam muzyki, relaksowałam się na tyle, na ile mogłam.. Aż tu nagle głośny dźwięk przychodzącego sms-a. Lekko się przestraszyłam, ale otworzyłam wiadomość.
Niall: Nie ładnie tak wagarować xx.
(T.i.): Kolano wagaruje. Ja wciąż jestem w szkole. x.
Niall: Co znowu zrobiłaś? To przez Harry'ego? <zła emoji> xx.
(T.i.): Niee.. Zresztą, nawet nie wiem co mi jest, bo nie chciało mi się już słuchać doktorka. Przez dwa dni zero szkoły! :D x.
Niall: Haha.. Nie ciesz się tak, bo mamy teraz jakieś tam przesłuchania, czy coś, więc i tak nie mamy lekcji. xx.
(T.i.): No nawet lepiej.. Nie będę musiała nadrabiać x.
Niall: Wpadnę do ciebie za 20 minut.
(T.i.): Nikt nie sprawdza obecności?
Niall: Są tak zajęci, że po prostu wychodzę z sali, a nie widzą, więc..
(T.i.): Ok, to czekam xx.
Humor mi się poprawił i jakoś tak miło, że nie będę już sama. Czekałam cała w skowronkach, podśpiewując sobie co nieco, aż zadzwonił dzwonek. Drzwi były otwarte, więc krzyknęłam tylko.
- Cześć (T.i.).- uśmiechnął się Niall i odwrócił do kogoś z tyłu. Do środka wszedł blondyn i.. Harry.



***************
No witam, witam. Troszkę spóźnione, ale nie było 10 komów!! I tak dziękuję za te 8 :)
Będzie jeszcze jedna, może dwie (ale to mało prawdopodobne) części, więc kolejny imagin z..? Pisaliście wcześniej z kim chcecie, ale nie pamiętam już :D Dlatego też przypomnijcie mi w komentarzach, a ja zacznę pisać na przód :*
8 komentarzy = następna część!!!

C ZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!

Directioner Forever xx.
Moglibyście zajrzeć na moje ff? Zaledwie dwie osóbki komentują, a dużo mówiło, że czyta albo będzie czytać.. :(
To już wszystko, do następnego! <3 :*

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Louis.. ~ I never had nothing to say.. - część 1

Hejo!! :*
Blog został po raz kolejny nominowany do Libster Awards!! 
Niżej jest post!! :)
A teraz macie Louisa, zagłosowaliście na niego więc macie! To będzie raczej smutny imagin..
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

          Jestem zwyczajną mężatką, mam wspaniałego męża, co prawda nie jest zbyt częstym gościem w naszym domu, a to dlatego że ma taką prace, ale kochamy sie. Ja zajmuje sie domem, mam jakąś tam lekką prace, ale nie mogę równać jej z Louisa pracą. Mój kochany jest światowej sławy członkiem zespołu, ale dajemy rade żyć na odległość.. Chyba nie mogę powiedzieć złego słowa o nim ani o jego przyjaciołach. Są świetni w tym co robią! Dzisiaj jest ten dzień! Wraca do domu z trasy i będę miała go dla siebie przez kilka tygodni, ciesze sie jak cholera bo dawno już go nie widziałam. Przygotowałam wspaniałą kolacje, i siebie, kupiłam nawet na tą okazję nową sukienkę. Zrobiłam sie na bóstwo i czekałam na mojego księcia. Siedziałam jak na szpilkach, ale dochodziła już północ a ja byłam nieźle zmęczona. Przykryłam sie kocem i wzięłam do ręki nasz album, byliśmy wtedy tak bardzo blisko siebie. Przez te wyjazdy oddaliliśmy sie od siebie, ale nie sądzę by coś mogło nas rozdzielić. Nawet nie zauważyłam kiedy album wypadł mi z rąk, a ja odleciałam w krainę snu. Obudziłam sie bardzo wcześnie, byłam zawiedziona że Louis nie przyjechał o umówionej godzinie i postanowiłam jednak pójść dzisiaj do pracy. Zadzwoniłam do swojego szefa i powędrowałam do sypialni wybrać sobie odpowiednie ubrania. Wzięłam prysznic i przebrałam sie, sukienkę rzuciłam na pufę w sypialni i wiążąc włosy w koka weszłam do kuchni. Nalałam sobie kawy, szybko wypiłam i mogłam wychodzić. Wyjeżdżając z naszej posiadłości zauważyłam jak ktoś sie kręci koło mojego podwórka, zignorowałam to myśląc że to fan mojego męża i skręciłam w odpowiednią ulice. Dzień w pracy mijał mi powoli, myślami byłam tylko przy Louisie, zastanawiałam sie dlaczego nie przyjechał. Niemożliwe żebym pomyliła terminy jego przyjazdu!
S: Natalia możesz kończyć na dzisiaj. - usłyszałam głos mojego szefa. To starszy pan, bardzo miły i wyrozumiały. Jego sklep z antykami jest wspaniały, jest tu wiele starych i historycznych przedmiotów a ja mogę w nim pracować.
J: Poradzi sobie pan? - zapytałam życzliwie
S: Oczywiście, przecież zawsze daje.. - uśmiechnął sie a na jego twarzy pokazały sie te charakterystyczne zmarszczki. Pan Martin był dla mnie jak dziadek..
J: Nie wątpię.. Do jutra dziadku.. - zaśmiałam sie i zabrałam swoja rzeczy.
S: Chyba już szwankuje mi słuch.. Powiedziałaś dziadku? - podszedł do mnie, uważnie mi sie przyglądając.
J: Ja.. Przepraszam pana.. - zmieszałam sie
S: Spokojnie.. - uśmiechnął sie - Nic sie nie stało, bardzo mi miło że traktujesz mnie jak swoją rodzinę.. - to wspaniały człowiek.
J: Ja też. - pożegnałam go uśmiechem i wyszłam. Szybko doszłam na parking i bez stresu pojechałam do domu. Zanim weszłam do domu, zabrałam ze skrzynki wszystkie listy, postanowiłam odgrzać sobie wczorajszą, niedoszłą kolacje i trochę posprzątać w domu. Czasami chciałabym żeby ktoś jeszcze z nami mieszkał, żeby nie było tu tak pusto i cicho, żeby było do kogo wracać, ale niestety sie nie da.. Zamknęłam dom na wszystkie zamki, włączyłam radio, podgłaśniając je dość sporo i wzięłam sie za sprzątanie. Tanecznymi ruchami ścierałam kurze z szafek, uśmiechałam sie tęsknie wycierając ramki z naszymi zdjęciami. Tak bardzo go kocham! .. Po dwóch godzinach skończyłam, usiadłam na kanapie i wgapiałam sie w telewizor, wzięłam z ławy mój terminarz i Louis powinien wrócić wczoraj, coś mi nie pasowało.. poszukałam komórki i wybrałam do niego numer.
Lou: Halo? - odebrał po kilku sygnałach
J: Halo? Tylko na tyle Cie stać, gdy odbierasz od żony telefon? - zaśmiałam sie
Lou: Przepraszam słońce..
J: Martwię sie.. - przerwałam mu - Miałeś wrócić wczoraj wieczorem..
Lou: Z jakiś powodów odwołali nam lot..
J: Jak to?! To kiedy wrócisz? - powiedziałam z troską
Lou: Zaraz wsiadam w samolot.. Nie martw sie już. - poczułam wielką ulgę.
J: Kocham Cie.. - uśmiechnęłam sie sama do siebie.
Lou: Ja tak samo.. - rozłączył sie, z jednej strony cieszyłam sie strasznie że za kilka godzin będzie ze mną, ale z drugiej miałam jakieś dziwne przeczucia. Już od jakiegoś czasu nie mówi mi że mnie kocha, ciągle ta sama odzywka.. Słońce już dawno zaszło za horyzontem, nie chciałam dzisiaj tez wariować z jakąś kolacją bo pewnie i tak bym usnęła. Wykąpałam sie, przebrałam w moją sexi piżamkę i poszłam spać. Bardzo szybko odleciałam do krainy snu, na szczęście Louisa gdy sie obudziłam on leżał obok mnie. Wsparłam sie na łokciu i wpatrywałam sie w niego, był taki spokojny, taką beztroską minę miał podczas snu. Wyszłam ostrożnie spod pościeli i powędrowałam na palcach do łazienki, wykonałam poranną toaletę i przebrałam sie z piżamy. Wróciłam do sypialni, mój mąż dalej spał, podeszłam do niego i pocałowałam delikatnie jego usta. - Debby jeszcze trochę.. - mamrotał, coo?! Co to ma znaczyć?!
J: Debby?!

...
I jak? Podoba sie?! Jak myślicie jak będzie dalej?
Po 10 komach dowiecie sie tego!!!!!!!!!

CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!




Naat