One Direction i My.. - imaginy

wtorek, 4 listopada 2014

Zamówiony Louis ;3 - część 2

Okey.. Pomimo niespełnienia warunku 5 komentarzy, dodaje kolejną część.. :)
Agata mam nadzieje że czytasz!!
Będzie jeszcze jedna <3
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ 

Lou: Jak nowo narodzony.. - zaśmiał sie, przez co od razu mi sie poprawił humor. Przez resztę czasu rozmawialiśmy tylko o śmiesznych rzeczach, starałem sie go rozśmieszać, rozmawiać z nim o czymś innym. Udawało sie przez te kilka dni co leżał w szpitalu. Wyszedł po niecałym tygodniu a jego stan zdrowia znacznie sie poprawił. (T.i.) zniknęła, jakby rozpłynęła sie w powietrzu, jakby w ogolę nie istniała. Po dwóch tygodniach wróciliśmy do normalnego harmonogramu dnia, zaczęły sie koncerty, próby i najgorsze z tego wszystkiego to wywiady. Bałem sie że padnie to niewłaściwe pytanie. Niestety jedziemy na kolejny już wywiad, co ich napadło że mamy wywiad za wywiadem?! Siedzimy na wysokich krzesełkach i odpowiadamy na zadawane pytania.. Spotkanie z reporterem właśnie dobiega końca i mogę odetchnąć z ulgą, że to już koniec..
R: A Louis ostatnie pytanie do ciebie.. - serce na chwile mi sie zatrzymało.
Lou: Tak?
R: Jak sie czujesz po twoim pobycie w szpitalu? Wiesz kto cie uratował?
H: Powiedziałeś ostatnie pytanie, czyli tylko jedno.. - zaśmiałem sie by nie było widać mojego przerażenia, chłopaki mi zawtórowali.
R: To taki mały szczególik.. - uśmiechnął sie - Więc Louis, odpowiesz?
Lou: Jasne.. Teraz czuje sie już dobrze, zupełnie jakbym wcale tam nie trafił.. - powiedział spokojnie i jak myślę zgodnie z prawdą.
R: A wiesz kto mógł być dawcom? Bo o ile wiemy to mało jest takich osób.. - widziałem powagę na jego twarzy
H: Wiesz z tym jest różnie.. - wtrąciłem za przyjaciela - Ale chyba nie liczy sie kto, tylko że pomogło.. - znów nerwowy śmiech
R: Okey, dzięki chłopaki za wspaniały wywiad, Lou życzę Ci powrotu do zdrowia i mam nadzieje że sie jeszcze spotkamy.. - pożegnał nas i wyszliśmy. Nie odzywałem sie do reszty podczas drogi, z resztą nikt nic nie mówił. Czułem że będę miał poważną rozmowę z BooBearem. Gdy tylko dojechaliśmy do domu od razu poszedłem do siebie. Musiałem rozważyć kilka spraw.. Lepiej trzymać w niepewności Tomlinsona, czy złamać obietnice daną (T.i.) i powiedzieć mu prawdę. Jak powiem to Louisowi to może wrócić do niego wszystko co jest z nią związane, nie chce żeby cierpiał.. Moje rozmyślanie przerwał Liam, wszedł do mojej sypialni bez wcześniejszego pukania, to do niego nie podobne..
Li: Masz kontakt z (T.i.)? - zapytał lekko przerażony
J: Nie, od czasu gdy wyszła ze szpitala.. - powiedziałem zgodnie.
Li: Ja też nie.. Żaden z nas nie ma z nią kontaktu.. Boje sie że uciekła..
J: Spokojnie.. Obiecała mi że jak będzie potrzebna jej pomoc to wróci.. - próbowałem go uspokoić
Li: Myślę jednak że nie tylko do tego będzie potrzebna..
J: Dlaczego? - zapytałem podejrzliwie, co on wykombinował?
Li: Bo Lou pewnie za niedługo sie dowie i będzie chciał z nią porozmawiać.. - powiedział pewnie
J: Nie musi sie dowiadywać.. A obiecaliśmy jej milczenie.. - mój głos był stanowczy. Liam wraz z chłopakami nie mo sie wygadać.
Li: Ale..
Lou: Co i komu obiecaliście? - do pokoju wszedł Tommo, przerywając naszą rozmowę. Patrzałem raz na Liama, raz na Louisa.
Li: Yyy..
J: Obiecaliśmy Gemmie że jej pomożemy.. - wypaliłem, bylem przestraszony tak samo jak Payne.
Lou: A w czym? - usiadł obok nas.
Li: Ja uciekam.. Umówiłem sie z Sophią. - powiedział i wyszedł. Zostawił mnie samego z tym, on najrozsądniejszy z nas stchórzył.
J: Wiesz jaka jest Gemm, zawsze coś wymyśla i muszę jej pomagać.. Tym razem chce też pomocy chłopaków.. - uśmiechnąłem sie by wyglądała moja wymówka prawdziwie.
Lou: Chłopaków, czyli mnie też? - wypytywał.
J: Nie, powiedziała że nie chce Cie przemęczać.. - uśmiechnąłem sie słabo.
Lou: Dobra Harry, a teraz bez owijania.. - powiedział poważnie - .. Domyślam sie kto był dawcą szpiku, znam tylko jedną osobę o tak zbliżonej grupie krwi. Nie wiem jak ją znaleźliście ale nie chce nic o niej słyszeć, mieć z nią jakiegokolwiek kontaktu.. (T.i.) dla mnie nie istnieje, pomimo jej pomocy.. - widziałem złość w jego oczach, nie złość do nas, tylko złość do niej. On naprawdę musiał jej nienawidzić..
J: Ale Lou.. Ona uratowała ci życie.. - powiedziałem łamiąco.
Lou: Jeżeli mógłbym zwrócić jej to co mi dała oddałbym jej bez wahania.. Nie chce mieć z nią nic wspólnego.. - wstał i wyszedł zatrzaskując za sobą drzwi. Byłem zdziwiony jego zachowaniem, w ogóle go nie poznaje. Jeszcze nigdy nie widziałem go tak poważnego.. Wieczorem gdy zszedłem na dół, wszyscy oprócz Tomlinsona byli w kuchni.
J: Problem z tajemnicą rozwiązany.. - powiedziałem im
N: Co masz na myśli?
J: Louis sam sie domyślił że to ona i powiedział że nie chce o niej słyszeć i jest dla niego nikim..
Z: Ale ona go uratowała..
J: Wiem, on też wie.. Nienawidzi jej i jeżeli mógłby jej to oddać, zrobiłby to..
Li: Czyli wolałby umrzeć niż żeby ona mu pomogła? - widziałem w ich oczach smutek.. Sam byłem na skraju wytrzymałości.. Jak Louis może tak myśleć.. ?!
J: Na to wygląda.. Ale zachowujmy sie normalnie.. Tak jak kiedyś.. - poprosiłem, przyjaciele skinęli głowami i powrócili do swoich zajęć. Byłem przerażony jego zachowaniem, nie poznaje go a myślałem że znamy sie już na wylot. Bez chwili namysłu poszedłem do niego. Wszedłem do jego pokoju z impetem otwierając drzwi. Byłem na niego wściekły! Jak on może sie tak zachowywać?! 
...

To teraz do kolejnej części może 3 komy!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!




Naat 

poniedziałek, 3 listopada 2014

Zamówiony Ziall :)) / część 7 - ostatnia

No cześć ^^ Nie wierzę, 5 komentarzy pod poprzednią częścią *-* Kochane <3 Mam nadzieję, że teraz też tak będzie ;3 Już dzisiaj zacznę pisać Niall'a dla Joanny ;* Mam tylko pytanko, wolisz
one-shot'a, czy raczej coś dłuższego? To chyba tyle. Jeśli ktoś chce imagina, niech pisze pod postem:*

*******************************************
Pani Nelson jest jeszcze dość młoda, dlatego wszystko jest okej. Przywitała mnie uściskiem i udostępniła nam całe prawe skrzydło domu. Pobiegliśmy do pokoju, w którym niegdyś spędzałam bardzo dużo czasu. W drodze chłopaki śmiali się, że pewnie zastaną pokój "dla księżniczki" cały różowy, pełen lalek Barbie itp. Jakże musiałam ich rozczarować, gdyż nie zastali niczego takiego. 
Ściany były koloru lawendowego, białe meble, pluszaki, telewizor plazmowy. Na przeciwko nas stało wielkie dwu-osobowe łóżko z ciemnofioletowym baldachimem. Poduszki były w odcieniach fioletu, a pościel biała. Obok łóżka było wielkie okno oraz szklane drzwi balkonowe. Prowadziły na mój malutki tarasik, z widokiem na ogród. Mój pokój nie był ogromny, ale sprawiał wrażenie takiego, bo była tu także łazienka, "salonik", który był w ogóle innych kolorach, a także garderoba. Jak już wspomniałam, mały salonik był w odcieniach bieli, szarości i czerni. Wiem, że to trochę dziwne, ale jako mała dziewczynka wręcz nienawidziłam różu. 
- Wow..- wykrztusili tylko, a ja rozwaliłam się na moim łóżku.
- Rozgośćcie się przyjaciele.- wyszczerzyłam się, a oni natychmiast zaczęli biec i skoczyli na mnie. Jedna z poduszek pękła, przez co wszyscy byliśmy w piórkach.- Idioci!- krzyknęłam z uśmiechem.
Leżeliśmy tak wyglądając jak jakieś kury i gadaliśmy. Nie myślałam, że tak szybko można się otrząsnąć po śmierci własnej matki. Chociaż w sumie chyba się jednak nie otrząsnęłam, bo jak tylko o tym pomyślałam, to znowu przybrałam obojętny wyraz twarzy byle by tylko nie ukazywać, jak bardzo mi jej brakuje. Po raz kolejny się wyłączyłam, a Niall natychmiast wziął mnie w ramiona. Tulił, całował w czoło i kołysał nami. Zayn natomiast pobiegł po gorącą czekoladę i panią Nelson. Tym razem było jednak inaczej. Wszystko słyszałam, rozumiałam i zapamiętywałam, ale byłam bezwładna i nie mogłam odpowiedzieć. Po kilku minutach Niall wstał i stanął na przeciwko mnie. Patrzył w moje oczy.
- Liza nie proszę nie! Nie rób mi tego! Posłuchaj.. Nie możesz tracić swojego pięknego życia na smutek! Nie żyj przeszłością, bo potkniesz się o teraźniejszość i zepsujesz przyszłość.. Którą chciałbym wiązać z tobą.. Zależy mi na tobie.. I.. Ja..- zaciął się. Schował twarz w moich dłoniach, zrobiło mi się tak jakoś ciepło.. Zależy mu na mnie. 
***
Kilka dni po tym wydarzeniu nadal chodziłam cicha i mało się odzywałam, ale kontaktowałam. Było mi przykro, ze moi przyjaciele cierpią przeze mnie, ale nic nie mogłam na to poradzić. A może mogłam, sama nie wiem. Przebierałam się właśnie, bo Niall chce mnie gdzieś zabrać. Z tego co pamiętam- bo ostatnio mam jakąś krótkotrwałą pamięć- na kolację. Było dość ciepło, więc wybrałam to:

I pomalowałam się, włosy zostawiłam rozpuszczone, tylko je lekko podkręciłam. Zayn jak i blondyn przywieźli swoje rzeczy i śpimy wszyscy w jednym pokoju. Są przy mnie na okrągło i zajmują się mną. Źle oceniłam szatyna na imprezie urodzinowej. On po prostu za dużo wypił. Wybaczyłam mu wszystko i traktowaliśmy się jak rodzeństwo. Uśmiechnęłam się lekko na myśl o tym wieczorze. Gdy zeszłam już do salonu, zauważyłam, że Niall już czeka z niepewną miną. Gdy mnie ujrzał od razu się rozpromienił.
- Hej księżniczko.- powiedział, ale tym razem "księżniczko" mówił z czułością, a nie jak kiedyś, chcąc mi dokuczyć.
- Cześć Niall.- uśmiechnęłam się i po raz któryś dostrzegłam ten śliczny błysk w jego błękitnych oczkach.
- Mogłabyś się wysilić, a nie.- udawał obrażonego.
- Nie zaczynaj. Po prostu chodźmy już.- oczywiście musiał wszystko zepsuć! Zła pokierowałam nas do w sumie naszego samochodu Audi R8. Szczerze mówiąc, dość dużo wyciągało i było ładne. Horan kulturalnie z szelmowskim uśmiechem otworzył mi drzwi. Wsiadłam i od razu skierowałam swój wzrok na okno. Niall wsiadł i ciężko westchnął. Czułam na sobie jego wzrok, ale nie odwróciłam się.
- Liz, o co ci chodzi? Ja tylko żartowałem.- powiedział smutno i nie widząc reakcji z mojej strony znowu westchnął. Już myślałam, że wyjdzie i że nici z wieczoru, więc się odwróciłam i spotkałam się z wielkim uśmiechem na jego twarzy. Był on tak radosny, że musiałam go odwzajemnić. Lekko uniosłam kąciki ust, a on odpalił silnik i pojechaliśmy. W trakcie jazdy, rozmowa nam się kleiła, więc było dość przyjemnie. Po chwili dotarliśmy przed jedną z najdroższych restauracji.
- Powariowałeś?!- zapytałam cicho, żeby nikt nie słyszał.
- Nie. Powiedziałem, że idziemy do restauracji, tak?- szczerzył się jak nienormalny.
- No tak..- westchnęłam pokonana. Blondyn wziął mnie pod rękę i skierowaliśmy się w stronę wejścia. Przywitał nas miły kelner, który mrugnął do mnie, na co Horanowi pociemniały oczy. Co prawda nie byliśmy razem, ale słyszałam już od tego uroczego chłopaka kilka bardzo słodkich słów.
- Chodźmy już.- syknął przez zęby. Usiedliśmy na piętrze przy oknie mając wspaniały widok na miasto. Niall nadal był wściekły, a ja kopnęłam go pod stołem, gdy zamawialiśmy jedzenie.
"Bądź miły" syknęłam do niego bezgłośnie. On skinął głową i z uprzejmym (wymuszonym) tonem złożył zamówienie. Po niecałych 10 minutach przyszły przystawki. Jedliśmy w milczeniu, przez co kelner co chwilę gapił się na mnie i uśmiechał się zalotnie. Odwzajemniałam je, bo bardzo słodko wyglądał, mając dołeczki w policzkach. Niall patrzył na mnie smutno i spuszczał głowę, patrząc na jedzenie, gdy tylko wracałam do niego wzrokiem. Tak minął nam cały posiłek, ale gdy przyszedł deser, złapałam podbródek blondyna i uśmiechnęłam się tak, jak wcześniej ten "dołeczkowy" chłopak. On odwzajemnił uśmiech w ten sam sposób i znowu było tak, jak w samochodzie. Rozmawialiśmy o ważnych rzeczach, jak i zarówno o błahostkach typu co sądzisz o dzisiejszej pogodzie. Z mojej twarzy nie schodził uśmiech, blondyn to widział i z jego twarzy również on nie schodził. Tak minęły nam 3 godziny, a desery nietknięte. W końcu zlitowaliśmy się nad sobą i wsunęliśmy je w błyskawicznym tempie. Kelner przyniósł nam rachunek, a Niall wyciągnął pieniądze. Ja również, ale blondyn nie pozwolił mi zapłacić. Mimo, że owszem- ma dużo kasy, nie będę go naciągała. Nialler złapał za rachunek w ładnej "oprawce", a z tego wyleciała karteczka z ciągiem cyfr. Krew napłynęła na twarzy chłopaka i widziałam, że spojrzał w stronę uśmiechniętego chłopaka wzrokiem mówiącym "Lepiej uciekaj, bo jak z Tobą skończę, to rodzona matka cię nie pozna". Loczkowi krew odpłynęła z twarzy. Ostatni raz na mnie spojrzał, po czym zniknął w pomieszczeniu dla pracowników.
- Niall uspokój się.- próbowałam go uspokoić.
- Zabiję. Go. On, Podrywa. Moją. Dziewczynę.- wykrztusił przez maksymalnie zaciśnięte zęby. Ja posmutniałam, bo przypomniał mi o mamie. Widząc, jaki błąd popełnił, od razu złagodniał.- Ej księżniczko, przepraszam. Niechcący.- głaskał mnie po policzku.
- Jasne. Dobra nieważne, chodźmy już.- wzięłam go za rękę, a on splótł nasze palce, na co mimo wszystko zarumieniłam się. Poszliśmy do szatni, gdzie odebraliśmy nasze marynarki. Wyszliśmy na zewnątrz, gdzie nadal było ciepło, ale słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Popatrzyłam na Niall'a świecącymi oczami. Jego również błyszczały, czyli myśleliśmy o tym samym. Szybkim krokiem, aby nie przegapić zachodu, skierowaliśmy się na taką ładną wysepkę w parku, gdzie było bardzo malutkie jeziorko, ale nikt nie wiedział o jednym pięknym miejscu na wysepce.
Po chwili już tam byliśmy, a mnie bolały nogi. Widząc mój zbolały wyraz twarzy, blondyn z wielkim bananem na twarzy, podciął mi kolana i złapał w ostatniej chwili.- Z czego się śmiejesz?!
- Z ciebie, kochanie.- CZY ON WŁAŚNIE NAZWAŁ MNIE..- Tak dokładnie, nazwałem cię kochaniem.
- Ja coś powiedziałam na głos?- zapytałam zdziwiona.
- Nie, ale twoja mina mówi wszystko.- spróbował ja odwzorować, a ja zaśmiałam się. Naprawdę wyglądało to komicznie. 
Akurat doszliśmy na miejsce. Na środku wysepki stało ogromne drzewo. Przy tym drzewie wielgaśny kamień. Odsunęliśmy ten kamień, po czym weszliśmy do środka, zasuwając do za sobą. Po schodkach wbiegliśmy na górę i już po chwili byliśmy na małym tarasiku. Podeszłam do barierki, podziwiając cudowny zachód, a Nialler podszedł do mnie i przytulił od tyłu. Położył głowę na mojej głowie i zaczął coś nucić. Niestety zachód szybko się skończył. Było jeszcze dość jasno, więc usiedliśmy na małej ławeczce wyrzeźbionej w pniu drzewa. Oparłam się o ramię blondyna, a on głaskał mnie po głowie. Było super. Niestety znowu przypomniałam sobie o mamie i wyjęłam z mojej małej torebeczki papierosy. Wstałam i zapaliłam jednego. Nie pomogło, więc w końcu wypaliłam jakieś 10, żeby się nie rozpłakać. Niall patrzył na mnie dziwnie.
- Coś się stało, Niall?
- Tak. Przestań palić. Osoby, które palą umierają szybciej, niż powinny.
- No właśnie.- szepnęłam, ale i tak usłyszał.
- Chcesz umrzeć?- podszedł do mnie i stanął twarzą w twarz.
- I tak nie mam dla kogo żyć.- wzruszyłam ramionami.
- Masz dla kogo.- uniosłam brwi, a on westchnął.- Dla mnie.
- Niby dlaczego?- sięgnęłam po kolejnego, ale on wyrwał mi to. Zaczęłam na niego krzyczeć, ze co on sobie wyobraża, on nie pozostał mi dłużny.
- Przestań do cholery palić!
- Dlaczego?!
- NO BO CIĘ KOCHAM, OKEJ?!- wydarł się, a mnie wbiło w ziemię.

*Oczami Niall'a*
Kurde! Wszystko zepsułem! Nie miałem jej dać tego do zrozumienia! A co, jeśli ona mnie nie chce? Jej twarz mówiła wszystko, a właściwie to nic. Stała i patrzyła się na mnie, jakbym zrobił nie wiadomo co. Zgniotłem paczkę papierosów i rzuciłem nimi przed siebie. Jakim ja jestem idiotą!!!

*Oczami Lizy*

Wow. On powiedział, że mnie kocha.. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Wróciliśmy w ciszy do domu, a on poprosił panią Nelson, o osobny pokój. Ta zdziwiona pokazała mu, gdzie może spać i wróciła do swoich zajęć. Ja zdenerwowana, wparowałam do pokoju i przeszukałam cały pokój w poszukiwaniu papierosów. Dopiero gdy popatrzyłam na Zayn'a, zobaczyłam, że trzyma moje papierosy w ręce i uśmiecha się krzywo.
- Daj mi je Zayn i nie denerwuj już.- powiedziałam chcąc zachować spokój.
- Nie dam ci ich. Straciłem już jedną osobę. Nie chcę stracić kolejnej.- rzekł smutno, a ja rozbeczałam się i przytuliłam do niego. On przytulił mnie do siebie.
- Dlaczego świat jest taki popieprzony?!- zapytałam go.
- Nie wiem mała. Ale wiem, że Niall cię kocha i on również nie jest ci obojętny.- szturchnął mnie w ramię, a ja pokiwałam głową.
  Przez kolejne dni unikaliśmy się z blondynem. Nie wiem czemu, ale skoro nie chciał rozmawiać- to nie. Dopiero po 3 tygodniach nie wytrzymałam i poszłam do jego pokoju. Słuchał muzyki i miał wszystko gdzieś.
- Niall.- rzekłam stanowczo. Nie zareagował. Zdjęłam mu więc słuchawki z uszu i nie czekając na sprzeciwy kontynuowałam monolog.- Wiem co czujesz. Wyznałeś mi pewnie przez przypadek, ale zawsze miłość, a ja się nie odzywam. Jestem po prostu zagubiona. Dałam sobie czas i wiem, że ja również coś do ciebie czuję. Niekoniecznie jest to miłość, ale coś więcej na pewno. Czy wybaczysz mi, że zachowałam się jak totalna idiotka?
- Tobie zawsze.- przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
***
Żyjemy sobie szczęśliwe. Pogodziłam się z myślą, że moja mama umarła, ale nie zapomniałam jej. Codziennie czuję jej obecność przy sobie.
Niall jest cudownym chłopakiem. Nie jest idealnie, ale i tak go kocham. Zayn jest naszym najlepszym przyjacielem. Żyjemy w domu razem z panią Nelson i tymi małymi sierotkami.
Luke'a uznali za niepoczytalnego w momencie potrącenia mojej mamy, dlatego też sprawę umorzyli.
Nie został on tu tłumacząc mi, że się we mnie zakochał i nie chce psuć mi szczęścia. Kilka dni po naszej bardzo poważnej rozmowie spakował się i wyprowadził. Jake, Ash i Michael- oni pozostali przyjaciółmi. Nie są jednak aż tak blisko, jak Zayn. Per i Soph chcą odzyskać kontakt, ale ja nie chcę.
Wszystko się układa, a my z moim Niallerem, planujemy zaręczyny.
***
Oh zapomniałam wam powiedzieć! Spodziewamy się małego James'a z Horanem i postanowiliśmy dać mu na drugie imię "Ziall", które jest połączeniem imion mojego chłopaka i najlepszego przyjaciela.
The end <3 <3 <3

Directioner_Forever <3

5 KOMENTARZY= NASTĘPNE OPOWIADANIE :DDD



Zamówiony Louis ;3 - część 1

To zamówienie jest dla Agaty <3
Powinno sie spodobać, z początku wydaje sie smutny ale jest ze szczęśliwym zakończeniem.. <3
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ 

Dostałam ważny telefon że mam stawić sie w szpitalu. Byłam przestraszona a jedyne co lekarz mi powiedział to, to że chodzi o przeszczep szpiku. Pojechałam tam jak najszybciej i znalazłam sie w gabinecie doktora. Opowiedział mi o co chodzi, i wiem że mam być dawcom dla jakiegoś Tomlinsona, na początku nie wiedziałam o kogo chodzi, ale lekarz powiedział że to bardzo poważna sprawa i zgodziłam sie. Gdy wyszłam z gabinetu zauważyłam członków zespołu 1D, teraz zorientowałam sie o kogo chodzi. Podeszli do mnie. Znałam ich, nie osobiście ale znałam, fankom nie jestem, po prostu kiedyś przyjaźniłam sie z jednym z nich.
N: Ty jesteś (T.i.)? - spytał blondyn
J: Tak, a wy to..?
Li: Jestem Liam, to Niall.. - wskazał na blondyna - Zayn i ten tam załamany w rogu to Harry.. - spojrzałam na loczka.
J: Milo mi..
N: To szlachetne z twojej strony co dla niego zrobisz.. - powiedział cicho, każdy z nich miał łzy w oczach. Podszedł do nas ten Harry.
H: Pomożesz mu? - płakał
J: Nie wiem.. Zgodziłam sie nie wiedząc że to właśnie Louis..
Z: Musisz to zrobić.. Jesteś jedyną osobą o odpowiedniej dla niego krwi..
Li: Bez ciebie umrze.. - błagali. Spojrzałam na każdego z nich. Jak to mogłam być jedynym dawcom?
J: Przecież on mnie nienawidzi.. Straciliśmy kontakt przeze mnie i teraz jak gdyby nigdy nic znajdujecie mnie i mam być dawcom? - było to dla mnie nie do pojęcia
N: Tak, o to cie prosimy..
H: Nie wiemy co dokładnie miedzy wami zaszło, ale wiem że dla Lou dalej jesteś ważna.. - od razu zrobiło mi sie lepiej, choć wiedziałam że to nie może być prawda. Louis był moim jedynym przyjacielem i moją niedoszłą miłością. Rozstaliśmy sie w kłótni, to była jedyna taka wielka kłótnia i jak widać była też ostatnim naszym spotkaniem.
J: Zgodzę sie tylko dlatego że był moim przyjacielem.. - widziałam jak chłopaki odetchnęli - Ale zaraz potem zniknę, tak jak zrobiłam to kilka lat temu, a wy macie trzymać język za zębami że to ja.. - rozkazałam, przez co ich miny nie były najlepsze.
Z: Nie możesz znów tego zrobić..
J: Niby dlaczego? Przecież ma was, świetne życie, a ja nie jestem mu potrzebna.. - powiedziałam pewnie. Razem z chłopakami poszliśmy do lekarza Louisa, który przeprowadził ze mną szereg badań i tak jak chłopcy, stwierdził że lepszego dawcy nie znajdzie.. Zawsze wiedziałam że ja i BooBear mamy takie same grupy krwi, ale nie sadziłam że będzie to kiedykolwiek potrzebne.. Dwa dni później Tommo dostał ode mnie odpowiednia ilość krwi, oraz szpik.. Lou był ciężko chory i modliłam sie w każdej minucie dnia i nocy żeby wyzdrowiał.
D: Panno (T.i.), mam dobre wieści.. - wszedł uśmiechnięty do mojej sali nasz doktor. Podniosłam sie lekko by lepiej go widzieć. - Pan Tomlinson czuje sie już lepiej i niedawno sie wybudził ze śpiączki.. - gdy to powiedział moje serce zaczęło bić szybciej. - Chce pani go zobaczyć?
J: A kiedy ja będę mogła stąd wyjść? - zignorowałam jego pytanie, chwile na mnie popatrzał i zajrzał do swoich dokumentów
D: W każdej chwili.. Ale będziemy z panią w kontakcie w razie nagłego pogorszenia sie stanu pana Tomlinsona..
J: Dziękuje, to ja zacznę sie pakować.. - uśmiechnęłam sie słabo i zaczęłam sie podnosić z łóżka. Lekarz wyszedł, a ja dosłownie w kilka minut miałam spakowane swoje rzeczy. Gdy już miałam wychodzić, ktoś wszedł do mojej sali, odwróciłam sie w stronę mojego gościa i ujrzałam Harrego.
H: Nie możesz wyjechać.. - powiedział cicho
J: Mogę Hazz i to zrobię, jakby działo sie coś z Lou to lekarz będzie mnie wzywał.. - powiedziałam z oczywistością
H: Ale to niesprawiedliwe w stosunku do Louisa. - zaczęłam wychodzić z torbą w reku z sali, brunet wyszedł za mną - Dlaczego nie chcesz sie nim spotkać? Wyjaśnilibyście sobie wszystko.. - przekonywał mnie.
J: Nie Harry! - powiedziałam stanowczo - Nie przekonasz mnie i choćbyś nie wiem jak bardzo nakłamał mi że Tomlinson za mną tęskni i takie tam, to i tak nie zostanę.. Nie jestem mu potrzebna.. - wyznałam łamiąco, znów zaczęłam odchodzić, w moich oczach zebrały sie łzy
H: Masz racje.. ! - krzyknął za mną, zatrzymałam sie w miejscu i czekałam na to co ma mi do powiedzenia - Może kłamałem z tym że jesteś dla niego ważna.. - teraz po policzku spłynęła mi słona kropla, odwróciłam sie powoli do niego - .. Ale dzięki tobie on jednak żyje, jesteśmy jego przyjaciółmi, traktujemy jak starszego brata.. Więc jesteśmy ci coś winni.. Może i Louis nie chce cie widzieć, ale dla nas zawsze będziesz wspaniałym człowiekiem, będziemy ci wdzięczni do końca życia i myślę że on powinien wiedzieć że to dzięki tobie jeszcze z nami jest.. - po jego twarzy też spływały łzy, widziałam że mówi to szczerze.. Podeszłam do niego i spojrzałam prosto w jego zalane łzami oczy.
J: Harry ja.. Musze to przemyśleć.. Wiesz jak to jest stracić przez własne tchórzostwo osobę którą sie kocha, a potem być jedyną osobą która może pomóc mu wyzdrowieć?! Wątpię! Nikt tego nie wie.. - płakałam - Więc nie zmuszaj mnie do rozmowy z nim.. Nie chce żeby znów sobie o mnie przypomniał, żyje mu sie lepiej beze mnie.. Ma wspaniałych przyjaciół i wiem że zachowasz w tajemnicy przed nim moją pomoc.. - poprosiłam, loczek nie chciał sie zgodzić, widziałam to w jego oczach.
H: Obiecaj mi że wrócisz.. - błagał
J: Jak będę potrzebna to wrócę..
H: Obiecaj że wrócisz i porozmawiasz z nim.. - dodał
J: Nie mogę ci tego obiecać.. - załkałam - Choćbym chciała, nie mogę..
H: Dlaczego?
J: Może kiedyś ci opowiem.. Żegnaj Harry.. - nie zwracałam już uwagi na jego słowa, chciałam jak najszybciej zniknąć z tego miejsca. Wybiegłam ze szpitala i od razu skierowałam sie do domu. Mieszkałam w tym samym mieście co chłopaki, od zawsze tu mieszkam, tzn od tego czasu co wyjechałam. Do tej pory udało mi sie unikać Louisa i musi sie udawać dalej..

*oczami Hazzy*
Nie wiedziałem co mam zrobić. Wiem że Tommo będzie chciał wiedzieć kto był dawcom, ale też muszę dotrzymać obietnicy.. Wszedłem po cichu do jego sali i usiadłem na krzesełku obok jego łóżka. Chwile później brunet otworzył swoje niebieskie oczyska.
J: Cześć Tommo.. - uśmiechnąłem sie do niego
Lou: Hej Harry.. - powiedział zachrypnięty
J: Jak sie czujesz? - spytałem z troską
Lou: Jak nowo narodzony.. 
...

 To kolejna część będzie po 5 komentarzach !
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!!! 
<3




Naat 

niedziela, 2 listopada 2014

Zayn cz.4

                                                      Zayn cz.4
Z dedykacją dla Sandry! Dotarło do mnie twoje pytanie o to kiedy będzie rozdział, nie miałam w planach pisać go wcześniej niż w środę, no ale pierwszy raz ktoś się upomina o mój rozdział więc jestem już dziś z nowym rozdziałem!! Dziękuję że czytasz! i cieszę się że wciągnęło cię moje opowiadanie!Mam nadzieję że ci się spodoba kochana!! <3
______________________________________________________
-(t.I) nareszcie! wiesz jak się o ciebie martwiliśmy?!-moja rodzicielka się na mnie rzuciła
-My?-zapytałam zdezorientowana
-Tak.Od jakiś 4 godzin martwią się tu ze mną.... chłopacy z 1D- i jak na zawołanie w korytarzu pojawili się chłopcy, spojrzałam na ich zaskoczone twarze...no w sumie czego innego mogłam się spodziewać, przecież stoję tu z cała roztrzęsiona z rozmazanym makijażem.Przez ten strach zapomniałam już o tym jak bardzo jestem zła...sory wkurwiona na chłopaków, albo raczej na Zayna?! nie wiem ! nie mam teraz do tego głowy! ughhh!!!
-Muszę pobyć sama-powiedziałam i ruszyłam do mojego pokoju.W takiej chwili najchętniej zamknęłabym drzwi na klucz i już ich nie otworzyła, no ale niestety nie mogłam bo moja mama każdą moją prośbę o klucz do pokoju odprawiała z kwitkiem. W taki o sposób leżę teraz rozwalona na łóżku i słucham muzyki.Nagle jednak moje rozmyślenia przerwało delikatne pukanie do drzwi
-Kimkolwiek jesteś! zapukaj 3 razy i odejdź!!!!-krzyknęłam i zaczęłam dalej rozmyślać 
-(T.I)?-Zayn wszedł do pokoju
-Nie chcę tu nikogo! wyjdź!-powiedziałam podchodząc i patrząc przez okno
-(S.T.I) jeśli chodzi o Perrie to ona żałuje....-nie pozwoliłam mu dokończyć
-To już nawet nie tylko o nią chodzi...po prostu mam w ch*j pechowy dzień-powiedziałam cicho
-Coś się stało?!-zapytał zaniepokojony
-Tak, twoja dziewczyna mnie pobiła!-powiedziałam z wyrzutem-Chodziłam przez pół miasta z sinym policzkiem, wymarzłam na ławce w parku, telefon mi się rozładował, zgubiłam się, a na dodatek jakiś walnięty gwałciciel mnie gonił, i ledwo zdołałam mu uciec, ale nie! wszystko jest okej!-mówiłam tak szybko że dopiero po chwili uświadomiłam sobie że powiedziałam coś czego nie chciałam mówić a mianowicie o tym pieprzniętym mężczyźnie
-C-co?-zapytał tak jakby spadł z choinki
-Ale co co?-zapytałam z nadzieją że nie zrozumiał mnie
-To o tym gwałcicielu to prawda?!-zapytał zły
-Nie!!-powiedziałam stanowczo za szybko
-Nie umiesz kłamać-powiedział z cwaniackim uśmieszkiem
-Wiem...--Ale ty nikomu nie powiesz?-zrobiłam oczka jak ten kot z szrek'a
-Jeśli nie będziesz chciała-powiedział 
-Dziękuję-szepnęłam
-Za co?-zapytał wyraźnie zdezorientowany
-Że czekałeś tu i się o mnie martwiłeś...-powiedziałam i spuściłam wzrok
-Nie ma sprawy, a wiesz co? może w nagrodę za dzisiejszy dzień, dasz się namówić na  wspólne spędzenie czasu?-zapytał z nadzieją
-A wiesz co? chętnie, ale najpierw muszę coś załatwić-szybko wyszłam z pokoju  i poszłam do salonu gdzie była cała reszta
-Dzięki chłopaki-powiedziałam i dałam każdemu po buziaku w policzek
-Warto było!-powiedział Harry a wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem
-A ja nie dostałem!!!!oburzył się Zayn.Podeszłam i cmoknęłam go w policzek-Lepiej-powiedział z uśmiechem
-Ja się idę wyszykować, zaczekaj tu-powiedziałam, i już mnie nie było  *ubrałam się, i pojechaliśmy wszyscy w 6 do domu chłopków.
-Ja wybieram film!-krzyknął Niall
-Guzik prawda bo ja!!!-wykłócałam się z nim 
-Nie bo my wychodzimy!-zwrócił się do mnie Malik
-Tak?-zapytałam
-Tak-chwycił mnie za rękę i wyprowadził z domu
-Gdzie idziemy?
-Do...                        
___________________________________________________
Stylesowa
*To jest mój własny projekt :3 dlatego właśnie rozdział pojawił się tak późno....so sory
Jeśli nie będzie przynajmniej 4 komentarzy nie będzie next'a

ZAMÓWIENIA!!

Hejka :*
Okey.. To kolejny post z zamówieniami.. ! 
Piszcie z kim chcecie i od jakiej Adminki, dla przypomnienia są trzy:
- Naat
- Directioner_Forever<3
- Stylesowa
.. 
To czekamy :)
Agata pamietam o Twoim imaginie z Louisem i właśnie biore sie za jego pisanie.. :*





Naat

Niall dla Ady ;* - część 7 /ostatnia

  To dotarliśmy do końca tego opowiadania.. <3
Ada mam nadzieje, że nie zawiodłam Twoich oczekiwać!?
Liczę na wasze opinie.. :*
I dzisiaj mija 2 lata od premiery teledysku Little Things.. <3
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
 
N: Liam, znów śniła mi sie (T.i.).. - zaczął, i po jego glosie słychać było że zmierza do kuchni. - Tym razem śniło mi sie że kazała mi sie doprowadzić do normalności i zacząć żyć.. I wiesz co? Ona nawet przez sen ma racje! - krzyknął z pomieszczenia obok, uśmiechnęłam sie wiedząc że posłuchał, usłyszałam jak idzie w moją stronę. - Payne ty mnie słuchasz? - wszedł do salonu i zatrzymał sie w półkroku. - Dalej śnie? - spytał sam siebie po czym sie uszczypnął.
J: Niall..
N: (S.T.i.) to ty?! - podszedł szybko do mnie i uklęknął przede mną łapiąc mnie za dłonie. - To ty.. - szepnął do siebie - ..tak bardzo tęskniłem, nie zostawiaj mnie już.. - wyłkał. Podniósł sie tak by mógł złączyć nasze wargi w pełnym tęsknoty i miłości pocałunki, oddalam namiętność od razu. To było to czego brakowało mi przez ten miesiąc.. Oderwał sie do moich ust i przylgnął do mojego ciała, wtulając sie we mnie. - Kocham cie.. - wyszeptał
J: Tylko mnie? - zapytałam trochę głośniej niż on, chłopak odsunął sie ode mnie i spojrzał w moje oczy.
N: Kocham wszystko co jest związane z tobą.. - nie odrywaliśmy wzroku od naszych oczu, wziąłem jego dłoń i przyłożyłam do brzucha.
J: Jego też? Nie będzie cie ograniczał? Nie będziesz nas uważał za przeszkodę w dalszym rozwijaniu swojej kariery? - czułam zbierające sie łzy.
N: Nigdy, kocham was i z całego serca żałuje że tak powiedziałem.. Nawet nie wiesz jak mi ciebie brakowało.. - znów wtulił sie we mnie.
J: To dobrze Niall, bo on będzie potrzebował ojca.. A ja nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.. - przytuliłam sie do niego jeszcze mocniej.
N: Czy to znaczy że dalej chcesz zostać moją żoną? - zachichotałam
J: Oczywiście głuptasie.. Zawsze tego pragnęłam.. - ucałowałam jego usta
N: Zadzwoń do Martyny.. - powiedział nagle, nie wiedziałam o co mu chodzi ale wykonałam prośbę. Niall zabrał ode mnie telefon i czekał aż odbierze. - Jutro wesele, szykuj sukienkę.. - powiedział szybko
J: Coo?! - mało nie zakrztusiłam sie wdychanym powietrzem. Blondyn jeszcze chwile z nią o czymś porozmawiał i oddal mi telefon. Dalej byłam w szoku! - Jak to jutro?! - spytałam z niedowierzaniem
N: I tak długo już czekasz.. A ja chce żebyś już na zawsze była moja.. - wyjaśnił z oczywistością.
J: A jak ty to sobie wyobrażasz? Jak zorganizujesz ślub i wesele w kilka godzin, rodziny nie zdążą przyjechać, nic nie jest przygotowane.. - zaczęłam wymieniać
N: Skarbie nie denerwuj sie.. Nasz bąbel tego nie lubi.. - powiedział łagodnie i przyciągnął mnie do siebie. - Weźmiemy ślub cywilny a kościelnym zajmiemy sie w przyszłym tygodniu.. - on jest niemożliwy, szalony i nieprzewidywalny.
J: Czy z tobą na pewno wszystko dobrze? Może pojedziemy do szpitala.. Najlepiej psychiatrycznego.. - zaśmiałam sie - ..kocham cie, ale ten pomysł jest wariacki i nikt z tygodniowym wyprzedzeniem nie zorganizuje wesela..
N: W takim razie ślub weźmiemy w przyszłym miesiącu.. - wzruszył ramionami, zaśmiałam się z niego.
J: Życie bez Ciebie było takie puste.. Wczoraj byłam u lekarza. Tak bardzo chciałam żebyś był wtedy przy mnie i mógł zobaczyć swoje dziecko.. - powiedziałam poważnie, w oczach pojawiły mi się łzy.
N: Spokojnie.. Nie płacz proszę.. Już nigdy w życiu nie zostawię cie samej.. Nawet na kilka godzin.. - złapał moją twarz w dłonie. - Nigdy więcej.. - wpił się w moje usta, brakowało mi jego. Oddałam pocałunek, moje dłonie znalazły swoje miejsce w jego miękkich włosach. Chwile później unosiłam się nad ziemią, Niall wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Leżeliśmy wtuleni w siebie, składając sobie czułe pocałunkami od czasu do czasu. Przeleżeliśmy tak cały dzień, tak beztrosko. Blondyn głaskał mój brzuch, a mały w ramach odpowiedzi energicznie kopał mnie od środka. Było idealnie.. Czułam się jakby zeszły miesiąc wcale nie istniał.. - Niall? - spytałam cicho, gdy prawie zasypiałam
N: Tak słońce? - mruknął wprost do mojego ucha
J: Zaśpiewasz nam coś.. ? - uśmiechnęłam się delikatnie, blondyn ułożył dłoń na moim brzuchu, a twarz przy uchu..
N: ...I won't let these little things slip out of my mouth..
But if it's true it's you, it's you they add up to.
I'm in love with you and all these little things.
You'll never love yourself half as much as I love you.
You'll never treat yourself right, darlin' but I want you to.
If I let you know, I'm here for you, maybe you'll love yourself,
Like I love you. Ooh..
I've just let these little things slip out of my mouth.
'Cause it's you, oh it's you.. it's you they add up to.
And I'm in love with you and all these little things... -
jego głos był tak kojący, że miałam chęć słuchania go do końca życia.. Niemal od razu odpłynęłam do krainy wyobraźni. Marzyłam by obudzić się w ramionach Irlandczyka, żeby nie okazało się to tylko pięknym snem..
The end.. <3<3

Następny imagin po 5 komentarzach.. <3 !!
CZYTASZ -= KOMENTUJESZ!!




Naat