One Direction i My.. - imaginy

piątek, 4 lipca 2014

Harry.. :) - część 9

Jest część 9.. :D Trochę krótka, ale jak będziecie bardzo chcieli to wstawię kolejną jeszcze dzisiaj.. <3<3
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ 

J: To czego chłopaki nie chcieli mi powiedzieć, to co prawie Zayn sie wygadał.. To o czym mówiłeś wczoraj gdy zaniosłeś mnie do łóżka.. - zaczęłam wymieniać.
H: Ej! Podsłuchiwałaś? Nie ładnie.. - uśmiechnął sie, spojrzał mi głęboko w oczy - Kocham cie mała, najbardziej na świecie. Najmocniej na świecie. Na zawsze. - znów złączył nasze usta. Odsunął sie jednak po chwili i spojrzał na mnie wyczekująco - Teraz ty..
J: Poczekaj.. Zanim padną niepotrzebne słowa..
H: Jak to niepotrzebne?! - niemal krzyknął. Zaśmiałam sie. - Nie kochasz mnie? - powiedział ciszej
J: Obiecaj mi, że będziemy najlepszymi przyjaciółmi. Tak jak do tej pory. Tylko zmieni sie nasz status.. - Loczek odetchnął z ulgą
H: Obiecuje! Przysięgam! - wrzasnął
J: Ciesze sie. Wracajmy już.. - wstałam z miejsca.
H: Nie zapomniałaś o czymś?
J: Yyy.. Aaa.. Nie? - udałam
H: Ty dobrze wiesz o co chodzi. - przyciągnął mnie do siebie. Nasze twarze były bardzo blisko siebie.
J: Nie wydaje mi sie. Mam wszystko przy sobie.
H: Czyżby?
J: Taak.. Telefon mam, kurtkę też.. A no i jeszcze chłopaka którego kocham..
H: No właśnie. - wpił sie w moje usta. Wróciliśmy do domu i od razu poszliśmy spać. Zasnęłam wtulona w niego, już nie tylko w przyjaciela, ale także chłopaka marzeń. Obudziły mnie delikatnie pocałunki na ustach. Mruknęłam z niezadowolenia. Tak nie lubiłam wcześnie wstawać.
J: Jeszcze trochę.
H: Ejj.. Nie dość że jest po 12, to jeszcze ładnie cie obudziłem. Czyż nie tego chciałaś? - uśmiechnęłam sie
J: No tego.. Ale jak bardzo kochał łóżko i spanie.. - przeciągnęłam sie.
H: Bardziej niż mnie?
J: O wiele bardziej.. - zaśmiałam sie i poszłam do łazienki. Poranna toaleta, uczesałam sie i wróciłam do sypialni. Harry siedział na łóżku, podeszłam do szafy i zaczęłam przeglądać ubrania. Postanowiłam na krotką koszulkę do pępka i jeansowe szorty. Ściągnęłam z siebie piżamkę i zaczęłam sie przy Hazzie przebierać. Bieliznę miałam już na sobie. Słyszałam jak wzdycha.
H: Przestań..! - spojrzałam na niego. Schował głowę pod kołdrą.
J: Mam przestać sie ubierać? Ale jestem w samej bieliźnie..
H: Masz przestać mi to robić. Specjalnie przebierasz sie przy mnie. - zaśmiałam sie. Ubrałam sie szybko i usiadłam na nim okrakiem. Ściągnęłam z niego pościel.
J: Aż tak bardzo nie chcesz patrzeć na ciało swojej dziewczyny? - zapytałam z udawanym smutkiem
H: Nie chodzi o to..
J: Dobra, już nigdy więcej nie będę sie przy tobie rozbierać.. - wstałam z niego i zaczęłam wychodzić z mojej sypialni.
H: Poczekaj słoneczko! - złapał mnie za dłoń - Jak to nigdy? - przyciągnął mnie do siebie. Prawie stykaliśmy sie nosami.
J: No sam mówiłeś, że.. - przerwał mi. Przerwał ale w jakże piękny sposób. Jego usta bardzo namiętnie napierały moje. Nie chciałam by sie to skończyło. Nawet jeśli miałabym znów pocałować je po kilku sekundach. Oderwaliśmy sie od siebie dopiero gdy zabrakło nam tchu. Loczek spojrzał głęboko w moje oczy i uśmiechał sie. Jeszcze nigdy nie widziałam na jego twarzy takiej radości.
H: Wyjdź za mnie .. 
...

Wiecie na co liczę.. :D !!



Naat 

czwartek, 3 lipca 2014

Marcel cz.3

Macie kolejną część :D Mam nadzieję, że się spodoba. Jest tylko jeden szczegół. Miały być dwie części, ale połączyłam je ze sobą. Miłego czytania i mam nadzieję, że się spodoba!

Szedłem przez park. Nie zauważyłem deskorolki i potknąłem się o nią. Już myślałem, że wlecę w tą ohydną, błotną kałużę, ale ktoś złapał mnie za ramiona i podciągnął do góry. Po chwili stałem już wyprostowany.
- Dzięki stary. Postaram się jakoś odwdzięczyć.- powiedziałem do nieznajomego. Miał biały T-Shirt, czarne spodnie i czarną bluzę, a do tego białe Air Force. Byłem ubrany identycznie! Spojrzałem na jego twarz i ogłupiałem. JEZU! Przecież ja nie ćpałem! Przede mną stał mój KLON. Różniliśmy się tylko fryzurami. On miał kasztanowe loki, a ja kasztanowe, proste włosy po prostu zaczesane do góry.
- Harry- przedstawił się.
- Marcel- powiedziałem ściskając jego dłoń.
Obudziłem się spocony. Na szczęście to tylko sen! Spojrzałem na zegarek- 04:00. Czyli jeszcze spanko. Ale.. Kim jest ten Harry? I czemu wygląda jak ja?!
Dzyń! 
Boże, to tylko budzik! Przeciągnąłem się leniwie. Chciałem szybko podnieść się, ale walnąłem w kant łóżka. Opadłem z powrotem i znowu poczułem ból, tym razem mniejszy. Co ja robię na podłodze?!
A właściwie prawie pod łóżkiem? Nieważne. Dotknąłem miejsce, w które się uderzyłem i zasyczałem. Dobrze, że to nie czoło, bo miałbym przerąbane! Wstałem, ale tym razem powoli, unikając kantów i innych takich. Po raz kolejny przeciągnąłem się i z rzeczami, które zabrałem z szafki poszedłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic i wyszedłem z kabiny. Otarłem kropelki z ciała i założyłem białą koszulkę z nadrukiem, jeansowe rurki oraz moje Air Force. Nie wiem, dlaczego chodzę w butach po mieszkaniu, ale mniejsza. Spojrzałem w lustro. No pięknie! Szrama na pół głowy! Z lekkim westchnieniem wyjąłem apteczkę i przyłożyłem bardzo długi gazik. Pomogło, bo krew już nie spływała. Szwy na 100%. Eh, nie chcę jechać do szpitala. Nienawidzę tego miejsca. Po raz kolejny westchnąłem. Zgasiłem światło w łazience i skierowałem się do kuchni. Wziąłem pieniądze i klucze od domu oraz do samochodu. Kurde! Zapomniałem o soczewkach. Wróciłem do łazienki i szybko włożyłem je. Nie chciałem brać okularów.. Zbiegłem po schodach i wyszedłem z domu. Zamknąłem drzwi i poszedłem do piekarni na rogu, czyli tylko minutka drogi. Wszedłem do środka i uśmiechnąłem się. Dzisiaj miała mnie obsługiwać ta starsza, bardzo uprzejma pani, a nie ta pusta blondi.
- Witaj Marcel. Wyglądasz inaczej niż zwykle. Cóż jest powodem Twojej zmiany w wyglądzie?- zapytała uprzejmie. Nie miałem pretensji do niej, bo traktowała mnie jak swojego wnuka. Gdy byłem chory przychodziła do mnie i opiekowała się mną.. Pamiętam dokładnie dzień, w którym poznałem tą uroczą staruszkę.
*Retrospekcja*
Wynająłem szybko pokój w hotelu i zostawiłem tam swoje rzeczy. Taki idiota ze mnie, bo nie wziąłem jedzenia! Jestem taki głodny, że zaraz umrę, ale tutaj jest za wcześnie na śniadanie! Poszedłem do najbliższej piekarni. Jakaś stara baba mnie wygoniła, bo nie miałem drobnych. Poszedłem dalej. Gdy tak sobie spacerowałem, w poszukiwaniu jakiegokolwiek punktu z żarełkiem, zauważyłem ten cudny domek.  

Zawsze chciałem w takim mieszkać! Podszedłem bliżej i zauważyłem ogłoszenie. Jest na sprzedaż! Idealnie! I tak tanio! Chcę go! Zapisałem szybko numer w telefonie i postanowiłem, że zadzwonię, jak coś zjem. Poszedłem dalej i dosłownie po chwili ukazała mi się przytulna piekarnia/kawiarenka. Wszedłem i zapytałem, czy pani też mnie wygoni, jeżeli nie mam drobnych. Starsza kobieta tylko uśmiechnęła się. Poprosiłem o kilka drożdżówek. Podała mi je. Zjadłem ze smakiem. Poprosiłem o jakąś dobrą kawę. Po chwili dostałem. Upiłem łyk i łzy zebrały mi się w oczach. Nie byłem pewny, czy na pewno, dlatego zapytałem:
- Jaka to kawa?
- Latte Macchiato.
Teraz już byłem pewny. Łzy poleciały mi po policzku. To kawa, którą pił Josh. Zawsze.. Kobieta podeszła do mnie i poklepała po ramieniu.
- Chłopcze, jeżeli masz jakiś problem, możesz mi powiedzieć. Zawsze, jeżeli coś się stanie możesz do mnie przyjść.. Pewnie nasuwa ci się pytanie "dlaczego?" Otóż ja również ci coś powiem- powiedziała i usiadła na przeciwko mnie.- Jesteś bardzo podobny do mojego wnuka, z którym nie mam już kontaktu, bo wyjechał. Pomyślisz, ze jestem jakaś niezdrowa, ale czuję, jakbyś to TY nim był. Proszę, nie traktuj mnie jak osobę psychicznie chorą. A teraz, jeżeli chcesz, mogę z Tobą pogadać, ale szczerze.- powiedziała i delikatnie się uśmiechnęła. A co mi szkodzi, miła ta babcia. Opowiedziałem jej calutką historię. Trwało to trochę, bo ok. godz. 7 ludzie idący do pracy zahaczali o piekarnię i kupowali bułki, kawy na wynos i inne takie. Starsza pani poprosiła mnie, abym poszedł na zaplecze. Grzecznie wykonałem jej polecenie. Po chwili przyszła do mnie.
- A co z klientami?- wypaliłem.
- Dasy się nimi zajmie- powiedziała i jak na zawołanie zza drzwi wyłoniła się.. BARBIE?! Jezu, takiego plastiku, to ja jeszcze nie widziałem.. Ale mniejsza, poprosiłem, czy Dasy może pójść, bo nie chciałbym, aby znała moją historię. Kobieta wyczuła ból w moim głosie i odesłała pracownicę. Dokończyłem opowieść o moim życiu. Nie pominąłem żadnego szczegółu. I zrobiło mi się lżej na sercu. Wreszcie znalazł się ktoś, kto nie pocieszał głupimi słowami, tylko zamilkł i pozwolił się wypłakać. W sumie to ta kobieta nie była wcale stara. Po chwili, gdy się uspokoiłem, uśmiechnęła się serdecznie do mnie. Nigdy nie widziałem takiego uśmiechu, NEVER! Starałem się go odwzajemnić, ale wyszedł tylko grymas.
- To chyba znaczy, że jednak nie jesteś moim wnukiem. On urodził się u swojej matki i zginęli w wypadku. Nie widziałam ciała mojego małego wnuczka, tylko jego matki. Policja powiedziała, że prawdopodobnie po prostu spłonął. Matka uciekła i kawałek dalej wykrwawiła się.. Nie będę cię straszyć, więc uciekaj do domu.- po mojej minie musiała wywnioskować, że nie mam domu. Uśmiechnęła się przepraszająco.
- A tak przy okazji, to mam do pani pytanie, czy wie pani coś o tym domu, co jest na sprzedaż tutaj niedaleko?
- Tak. Ja sama go sprzedaję.
- Ma pani przy sobie dokumenty, abym mógł je podpisać? Bo chciałbym kupić ten dom.
- Chłopcze, oddam Ci go za darmo. Dostałam go jako odszkodowanie, po śmierci mojej córki właśnie matki mojego wnuczka. Nie potrafię do niego wejść. Masz tutaj klucze, możesz już się wprowadzić. Resztę formalności, załatwimy jutro.
- Jestem pani dozgonnie wdzięczny! Postaram się to pani jakoś wynagrodzić!
*Koniec Retrospekcji*
Potrząsnąłem głową. Te wspomnienia..
- Nie będę kłamać, bo wyczujesz to babciu. Otóż postanowiłem już nie ukrywać siebie.. A po za tym jadę zaraz do szpitala i jestem głodny.- powiedziałem i odkryłem ranę na głowie.
- Masz tutaj drożdżówki. Jedź i uważaj na siebie!- powiedziała podając mi dwie przepyszne drożdżówki. Tyle jej zawdzięczam..
- Dziękuję, kocham cię babciu!- powiedziałem i przytuliłem ją. Po chwili byłem już w samochodzie. Kurdę! Zapomniałem kawy! Podjechałem i zobaczyłem staruszkę stojącą przed kawiarnią/piekarnią.
- Tak wiem zapomniałem kawy- powiedziałem, zanim babcia zdążyła otworzyć usta. Podziękowałem i odjechałem. Po drodze zjadłem moje "śniadanie". Upiłem kilka łyków kawy i odłożyłem w uchwyt na kubki. Czekałem właśnie na zielone światło. Nie wytrzymałem i wypiłem całą kawę. Akurat zapaliło się zielone, więc ruszyłem. Kubek trzymałem w ręce. Po chwili byłem już pod szpitalem. Wyrzuciłem śmieci do kosza i podszedłem do recepcji.
- Dzień dobry- rzekłem do jakiejś pielęgniarki za biurkiem.
- Witam. Co się stało?- zapytała. Powoli zdjąłem kaptur i odkleiłem gazik.
- To się stało.- powiedziałem.
- Zanim zaprowadzę pana do doktora, proszę powiedzieć kiedy to się stało? I skąd u pana ta rana?
- Uderzyłem się dzisiaj rano w kant łóżka.
- Potrafi pan określić, która była wtedy godzina?
- A która jest teraz?- zapytałem. Zerknęła na zegarek.
- 13.48
- To było jakieś 2 godziny temu. Może trochę mniej.
- Dobrze, teraz proszę za mną- powiedziała i wyszła zza biurka. Prowadziła mnie jasnym korytarzem. Dookoła były drzwi. W pewnym momencie skręciliśmy w jedne z nich. 
Znajdowałem się w dużym gabinecie. Białe ściany, jasne meble. Tylko to wielgaśne ciemne biurko wyróżniało się na tle tego pomieszczenia.. Za biurkiem siedział mężczyzna w podeszłym wieku. Miał okulary na nosie, siwe włosy i siwy wąsik. Za jego plecami było okno, a pod oknem łóżko do badań. Gdy weszliśmy oderwał wzrok od okna i spojrzał na nas.
- Dzięki Olivio. Ja już sobie poradzę- powiedział, gdy ta skończyła opowiadać o tym co ja jej powiedziałem.
Gdy wyszła doktor kazał mi usiąść. Zająłem miejsce na tym "łóżku".
- Widzę, że masz naprawdę porządną ranę. Będzie trzeba zszyć. Najpierw jednak krótka kontrola- powiedział. Wiedziałem, że szwy.
- Jak się czujesz? Boli cię głowa?
- Czuję się dobrze. Głowa mnie nie boli. Tylko ta rana trochę piecze.
- Zawroty głowy, mdłości?
- Nie mam.
Facet podszedł do mnie i poświecił w oczy. Uśmiechnął się.
- Wszystko w porządku, więc po założeniu, możesz iść do domu. A teraz zapraszam.- wskazał drzwi. Nie było ich tu wcześniej.. No nic. Weszliśmy do pomieszczenia obok. Po 10 minutach było już po wszystkim. Okazało się, że nie trzeba było obcinać włosów, za co byłem wdzięczny.
- Na razie przez pierwsze 1,5 tygodnia odpoczywaj. Masz jakąś rodzinę niedaleko? Bo chodzi o to, żebyś się nie przemęczał- zapytał lekarz.
- Nie.
- A znajomi, bądź przyjaciele?
- Tak, ale nie mam z nią kontaktu.
- Jak się nazywa?
- Nathalie Parker.
- Dobrze, nie martw się o nic. Ja wszystko załatwię. Aha i za 3 tygodnie przyjdź na kontrolę. Zobaczymy, czy będzie można już zdjąć szwy. 
- Dobrze. Dziękuję do widzenia!
- Do widzenia Marcello!- rzekł z uśmiechem lekarz. Marcello?! Tak mógł na mnie mówić TYLKO Josh. Już nienawidzę tego faceta..
Kipiało ode mnie złością a jednocześnie smutkiem. Wsiadłem wkurzony do samochodu i odjechałem. Pocieszał mnie tylko fakt, że już niedługo zobaczę Nathalie.
Tak za nią tęskniłem i tęsknię..
Po kilkunastu minutach byłem w domu. Strasznie bolała mnie głowa, więc od razu po wejściu <do mojej "rezydencji" mm.. Lubiłem  mówić tak na ten dom>, zażyłem leki przeciwbólowe. Zmęczony rozwaliłem się na kanapie. Włączyłem telewizor. O! Akurat lecą "Gwiezdne Wrota". Uwielbiam ten film!
Oglądałem z zainteresowaniem, gdy w połowie filmu zadzwonił dzwonek do drzwi. Niechętnie wstałem i jak otworzyłem, od razu się rozpromieniłem.
- Nath! Wejdź!- powiedziałem uprzejmie.
Weszła bez przywitania, nie odwzajemniając uśmiechu i stanęła do mnie tyłem.
- Nathalie? Co jest?- zapytałem. Byłem przestraszony, ale nie dałem tego po sobie poznać.
- Nic Marcel. Szkoda, że sam nie zadzwoniłeś. Gdyby nie ten twój "wypadek", to byśmy się prawdopodobnie nie zobaczyli.- powiedziała obracając się w moją stronę. Płakała.
- Nath, przepraszam! Ja zapisałem sobie twój numer na dłoni i mi się zmył! Szukałem cię na wszelkie możliwe sposoby, ale nie mogłem cię znaleźć.
- Mieszkam dwie przecznice dalej idioto.- powiedziała. Wrócił idiota. Chyba mi wybaczyła, ale nie miałem pewności. Była strasznie poważna. Stała tak wpatrując się w moją skrzywioną minę. Po chwili wybuchnęła śmiechem zarażając mnie nim.
- Już się nie gniewasz?- zapytałem.
- Hmm.. To zależy.- odpowiedziała tajemniczo.
- Od czego?- ponownie zapytałem tym razem zbity z tropu. Nie miałem najmniejszego pojęcia, o co może jej chodzić.
- Od tego, co masz w lodówce, bo jestem głodna ty pewnie zresztą też- odpowiedziała z uśmiechem. Roześmiałem się na cały dom. Nie mogłem przestać.
- Z CZEGO SIĘ BARANIE RYJESZ?!?!- fuknęła. Znowu stałem zbity z tropu. Kim jest ta Nathalie? I gdzie się podziała MOJA Nath?
- Z tego geniuszko. Dobra nieważne chodź to kuchni.- rzekłem i wskazałem dłońmi. Wzruszyła tylko ramionami i weszła. Otworzyła lodówkę i znieruchomiała.
-...
2/3 kom = next jutro albo pojutrze c;
Directioner_Forever <3

"Dzień który zmienił moje życie, na zawsze"cz.6

(A więc ten imagin jest z Niallem)
(Dziś kończy sie akcja, mam nadzieje że brałyście w nich udział! piszcie szczerze w komentarzach czy tak, jeżeli tak to dostaniecie dedyki)      
          "Dzień który zmienił moje życie, na zawsze"cz.6
Ale pod wpływem chwili sama nie wiem co w nas wstąpiło że...
Ja i Zayn pocałowaliśmy się .Nie mam pojęcia jak to się stało cholernie się cieszyliśmy, on mnie przytulił,później chwile patrzyliśmy sobie w oczy i on zaczął się przybliżać motylki zaczęły mi wirować w brzuchu i sama dokładnie tego nie pamiętam ale pocałowaliśmy, nie mogę go za to winić ponieważ odwzajemniłam ten pocałunek.Jak tylko zorientowaliśmy się co robimy oderwaliśmy się od siebie niemal w tym samym czasie.Chyba się zarumieniłam
Chyba?
Na pewno!!!! czułam jak policzki mi płonął, z fakt że Zayn ma dziewczynę budził we mnie poczucie winy
Ale przecież to on mnie pocałował pierwszy?!
Chyba? Czy to on pierwszy?    TAK!,albo sama już nie wiem.Atmosfera panująca jest napięta.
Dlaczego to zrobiłam???!!! karciłam się w myślach. Niech ktoś coś powie proszę niech ta niezręczna cisza zniknie
LO;Idziemy na koc?
DZIĘKUJE!!!!!!!!!!!!!!!
H; Ta, jasne-odpowiedział w jego głosie dało sie wyczuć złośc, a w oczach był widoczny ból, ale dlaczego przecież nawet nie jesteśmy razem ,przyjaciółmi też nie jesteśmy, niewiem sama już nie wiem .To cholernie przytłaczające!!!!!!!!!!.Gdy doszliśmy na koc wszyscy siedzieliśmy w ciszy.Miałam jej serdecznie dość
W; Idę się wykąpać-zakomunikowałam i poszłam w kierunku wody.Nie wiem dlaczego ale czułam się niekomfortowo ponieważ czułam na sobie ich wzrok
N;Poczekaj idę z tobą-Zawołał Niall na co odwróciłam się i posłałam mu ciepły uśmiech.Jakie szczęśćie już się bałam że się na mnie obrazili czy coś.Gdy doszliśmy na głębokość wody sięgającą mi aż pod biust, wpadł mi do głowy pomysł
W;Niall wyprostuj się i się nie ruszaj-powiedziałam z cwaniackim uśmiechem
N; okej?!-słychać było w jego głosie nie pewność
W; Nie bój sie chce tylko coś wypróbować schyl sie a ja ci wskoczę na barana, a reszty się dowiesz późnej-Gdy już siedziałam na Niall'u  zaczełam sie śmiać i instruować Niall'a aby nałożył jedną dłoń na drugą i wyciągnał je przed siebie gdy już tak zrobił,na jego dłoniach postawiłam moje stopy i kazałam Niallowi trzymać w tej samej pozycji, po upewnieniach że da rade postanowiłam że się wybije, najpierw zaliczyłam wywrotke do tyłu,a potem piękne lądowanie do wody po wynurzeniu zaczęliśmy się z Nialem śmiać później jeszcze kilka razy to powtórzyliśmy, śmiejąc sie wróciliśmy na koc na którym chłopcy o czymś zawzięcie dyskutowali, nie chciałam im zbytnio przeszkadzać w rozmowie więc włączyłam telefon,była godzina 18:45.
Lo;No to co gramy w ten quiz czy wolicie w te kary za piosenki?- zdecydowaliśmy że kary
H; (S.T.I) pytanie czy wyzwanie?
W;Hmmm... niech będzie wyzwanie
H; Mhm.. skoro chcesz to musisz...

Stylesowa

Harry.. :) - część 8

 I kolejna część.. Mam nadzieje, że również wam sie spodoba.. :D <3<3
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
 
J: Szczęściara.. - wyszeptałam. Spojrzałam na zegarek: 18:59. No to, zegnaj Hazzuś.. Moje policzki już były zalane. Odłożyłam laptopa i zgarniając telefon położyłam sie na łóżku. Spojrzałam na jego ekran. Kilkanaście nieodebranych połączeń. Wszystkie od.. od Harrego?! Ale jak to? Było kilka minut po 19, poszłam szybko do łazienki i ogarnęłam swój wygląd. Starłam resztki makijażu i poszłam do salonu. Zaczęłam intensywnie główkować. Na tt było że ma ta dziewczyna spojrzeć na tel, czyli pewnie do niej wydzwaniał. Czeka na nią na ich ławce i po 19 sam do niej pójdzie jeśli sie nie zjawi. Czyli jeżeli dobrze rozumiem to.. Przerwało mi pukanie do drzwi. Moje serce przyspieszyło. Bałam sie. Czego? Tego że to nie on.. Otworzyłam je i odetchnęłam.
H: Hej. - uśmiechnął sie - Płakałaś? - zapytał zmartwiony i wszedł do środka. Usiedliśmy w salonie na kanapie.
J: Nie Harry.. - dziwnie sie czułam. Ale postanowiłam nie dawać po sobie niczego poznać. - Przeszło ci?
H: Taak.. Nie umiem żyć w świadomości że jesteś smutna i to przeze mnie.
J: To co robimy? Jest jeszcze dość wcześnie..
H: Może kolacja? - zaproponował
J: Ale pomagasz mi robić.. - zaśmialiśmy sie.
H: Nie. Kolacja na mieście. - uśmiechnął sie tak że w jego policzkach pokazały sie dołeczki. Kochałam je. Wyglądał tak uroczo..
J: Ok, to idę sie przebrać. Bo w dresach raczej nie pójdę.. - wstałam i zaczęłam wychodzić z pomieszczenia
H: Dla mnie i tak wyglądasz świetnie.. - usłyszałam za sobą. Nie zareagowałam na to. Otworzyłam szafę i wyjęłam z niej turkusową sukienkę przed kolano. Do tego czarne buty na koturnie i czarny sweterek. Zrobiłam sobie szybko fryzurę i pomalowałam sie. Całość zajęła mi jakieś 45 min. Zeszłam na dół i pokazałam sie loczkowi.
J: I jak? Może być? - Harry spojrzał na mnie, a w jego oczach widziałam taki błysk. Zawsze tak mu sie oczy świecą jak coś mu sie podoba.
H: Cudownie.. - wyszeptał. Uśmiechnęłam sie i wyszliśmy. Chwile później byliśmy na miejscu. W restauracji panował półmrok i nikogo oprócz nas tam nie było.
J: Znowu to zrobiłeś..
H: Ale co takiego? - zdziwił sie
J: Znowu wynająłeś całą restauracje. Mówiłam ci że masz tego nie robić..
H: Ale dlaczego? Nie lubię jak nam ktoś przeszkadza. - pokazał swoje ząbki. Zjedliśmy kolacje i rozmawialiśmy na przeróżne tematy. Czułam sie jak wcześniej, jakby ta cała sytuacja dzisiaj nie miała miejsca. Śmialiśmy sie i wygłupialiśmy. - A kto jest tym szczęściarzem? - zapytał, a ja przez chwile przyglądałam mu sie. Nie miałam pojęcia o czym on mówi.
J: Ale w sensie ze co?
H: No powiedziałaś mi dzisiaj, że sie zakochałaś? Już nie pamiętasz? - owww to mam problem..
J: Yyy.. no, z tego nic chyba nie będzie..
H: Dlaczego?
J: Bo on kocha inną.. - spojrzałam na swoje dłonie. - A ty? Nie masz jeszcze nikogo?
H: Mam.. Ale ona jeszcze o tym nie wie.. - zaśmiałam sie
J: Masz dziewczynę, ale ona nie wie że nią jest?
H: Tak.
J: To kto jest szczęściarą? - spojrzałam mu prosto w oczy.
H: Myślę, że ty.. - szepnął prawie niesłyszalnie, a ja niemal sie zakrztusiłam. Ale to było pozytywne zaskoczenie.
J: Zmieniłam zdanie.
H: Z czym? - widziałam niezrozumienie na jego twarzy
J: Myślę że jednak coś z tego będzie.. - uśmiechnęłam sie. Hazza tylko mi sie przyglądał. - To jak? Pocałujesz mnie czy nie? - powiedziałam z udawanym oburzeniem. Loczek sie zaśmiał i musnął delikatnie moje wargi. Był taki jakby nieśmiały w tym co robił. Niemożliwe! Harry Styles boi sie pocałować dziewczynę?! Położyłam jed dłoń na jego policzku a drugą włożyłam mu we włosy. Po tym odważył sie całować mnie namiętniej. Jego usta były takie.. takie miękkie i słodkie. Oderwaliśmy sie od siebie. Jego oczy błyszczały, znowu.
H: Tak długo na to czekałem..
J: Dlaczego? Dlaczego nie zrobiłeś wcześniej tego pierwszego kroku?
H: Dlatego że sie bałem. Uświadomiłem to sobie tego dnia co zrobiłem jaskółki.
J: O no to sie naczekałeś?! - zaśmiałam sie - To było zaledwie tydzień temu..
H: No racja, ale wiedziałem że coś do ciebie czuje już wcześniej. Tylko ta rozłąka mnie w tym utwierdziła. - wytłumaczył - Równie dobrze ty mogłaś coś zrobić w tym kierunku..
J: Jaa!? - chłopak pokiwał głową na tak - Ja nie mogłam Hazzuś.. Z reszta jestem dziewczyna a ty chłopakiem i to chłopak powinien sie starać o dziewczynę..
H: No niby tak, ale dlaczego nie mogłaś?
J: Bo jeszcze wczoraj nie byłam tego świadoma.. - posmutniał. - Harry?
H: Hmm? - spojrzał na mnie
J: Powiedz to.. - wyszeptałam, loczek lekko sie uśmiechnął.
H: Ale co takiego? - zaraz?! On sie zdziwił!?
J: To czego chłopaki nie chcieli mi powiedzieć, to co prawie Zayn sie wygadał.. To o czym mówiłeś wczoraj gdy zaniosłeś mnie do łóżka..
...

CZYTASZ = KOMENTUJESZ <3



Naat