One Direction i My.. - imaginy

niedziela, 2 lutego 2014

Lou :) - część 3

J: Louis?! Czujesz to?!
L: O niee!!! Moje marchewki..!! - pobiegł jak poparzony do kuchni. Poszłam za nim i zobaczyłam jak próbuje uratować swoje danie. Po chwili bardzo zły wrzucił wszystko do zlewu i usiadł przy stole. Oparł sie łokciami o jego blat a twarz schował w dłonie. Chyba naprawdę zależało mu na tym obiedzie.
J: Louis nie smuć sie. To tylko obiad..
L: To nie jest tylko obiad. To miał być obiad w twoim towarzystwie. - mówił przez dłonie. Poczułam takie dziwne uczucie w okolicy serca. Takie ciepło. Wpadłam na pomysł..
J: Ubieraj sie, idziemy.. - wstałam i pociągnęłam go za sobą..
L: Gdzie..?
J: Zaraz sie dowiesz, ale idź sie przebrać. - nic nie odpowiedział tylko poszedł ze spuszczona głową na gore. Po chwili był z powrotem na dole. Była godzina 13 więc moja mamusia na pewno ma już obiad. Wyszliśmy z domu a potem z jego posiadłości.. Chłopak chciał iść na miasto ale złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę mojego domu. Do domu weszliśmy trzymając sie za ręce. Gdy mama nas zobaczyła od razu spojrzała na nie. Szybko wyrwałam dłoń z jego uścisku.
J: Cześć mamo! - podeszłam do niej i ucałowałam jej policzek.. - Mamo to jest Louis.
M: Tak wiem. Był tu dzisiaj.
L: Dzień dobry pani. - uśmiechnął sie do niej
J: Mamuś Lou zepsuł obiad i pomyślałam że by poprawić mu humor przyprowadziłam go do nas na obiadek. Nie masz nic przeciwko? - zapytałam rodzicielki
M: Oczywiście że nie. Chętnie poznam bliżej twojego chłopaka..
J: Mamoo! Louis to nie jest mój chłopak, to przyjaciel.
M: Yhym.. - zawsze mi tak odpowiada gdy twierdzi że nie mam racji
J: Lou idź do salonu albo zostań z moja mama a ja idę sie przebrać. - zostawiłam chłopaka z mama i pobiegłam na gore. Ubrałam sie w granatowe rurki i białą bokserkę. Na nogi założyłam czerwone vansy i zeszłam na dol. Louis siedział w kuchni z mama i popijał z nią herbatkę. - Już jestem.! - krzyknęłam radośnie i osiadłam na przeciwko bruneta przy stole.
M: Musisz sie córciu spakować.. - przypomniała
J: Wiem.. ale na razie mamy gościa. - spojrzałam znacząco na nią
M: Pomóż mi nałożyć obiad.. - ona jest mistrzynią zmieniania tematów. Wstałam i pomogłam jej. Podczas posiłku czułam na sobie wzrok Lou, a gdy ja na niego spojrzałam nasze spojrzenia sie skrzyżowały. Za każdym razem posyłał mi ładny uśmiech. Zjedliśmy obiad i poszliśmy do mnie do pokoju. Usiedliśmy na łóżku i rozmawialiśmy. O wszystkim i o niczym. Tematy nam sie nie kończyły, świetnie sie przy nim czułam i mam nadzieje że on przy mnie też. Naszą wspaniałą pogawędkę przerwał mój telefon.
J: Przepraszam cie, ale muszę odebrać. - Lou pokiwał głową że rozumie i odebrałam. - Co jest Martyna?
M: Hej mała. Jak spakowana?
J: Niee.. jeszcze nie a czemu pytasz?
M: A tak jakoś.. ja już kończę.. Spotkamy sie wieczorem?
J: Yyy.. Nie wiem.. na razie mam gościa a potem muszę sie spakować. - wytłumaczyłam
M: Przystojny?
J: Coo? Skąd wiesz że to chłopak? - widziałam na twarzy Louisa uśmiech..
M: Domyślam sie że ten z klubu.. Dobra rozumiem.. Do zobaczenia jutro na lotnisku.. Papa - rozłączyła sie
L: To jak jestem przystojny? - zapytał śmiesznie poruszając brwiami..
J: Nie przeginaj Lou. I tak wisisz mi obiad, a do tego jeszcze kolacje.. - zaśmiałam sie
L: Jak będziesz w Londynie to zabiorę cie na cały dzień. Tylko ty i ja i..
J: I..?
L: Podejrzewam że będzie nam ukrytkiem towarzyszyć mnóstwo dziewczyn. - powiedział smutniej
J: Ale dlaczego?
L: Natalia ty naprawdę nie wiesz kim jestem czy tylko udajesz?
J: Louis obrażasz mnie. Skąd mam wiedzieć kim ty jesteś. Jak ja nie mam czasu na internet. Codziennie szkoła, treningi i nauka. I tak w kółko.. Wiec może dla sprostowania sprawy powiesz mi o co ci chodzi i będzie nam łatwiej. - powiedziałam nieco zdenerwowana
L: Ok.. - westchnął - Jestem Louis Tomlinson.. Jeden z wokalistów zespołu One Direction.. Proszę nie piszcz.. - zaśmiałam sie
J: One Direction, One Direction, one.. A już wiem to wasza jest piosenka Story Of My Life..? - uśmiechnęłam sie do niego a on patrzał na mnie z niedowierzaniem.
L: Naprawdę znasz tylko jedna naszą piosenkę..?
J: Niee jeśli wasze jest One way or another..
L: Heh.. Tak to tez jest nasze.. - uśmiechnął sie słabo
J: Ale nie gniewasz sie za to? - zapytałam poważniej
L: Nie, to nawet lepiej bo mogę ci pokazać jaki naprawdę jestem.. - rozmawiałam tak z Louisem jeszcze kilka godzin. Niestety musiałam go wygonić bo jutro o 12 mam samolot a nie jestem spakowana.. Odprowadziłam go do drzwi, nie chciałam sie jeszcze z nim żegnać ale nie miałam wyjścia. Lou na pożegnanie pocałował mnie w policzek i wyszedł.
M: (T.i.)?!
J: Tak mamusiu?
M: Spakowałaś sie? - zapytała
J: Nie mamusiu.. - mój głos przepełniony był szczęściem
M: Zakochałaś sie?
J: Tak mamusiu.. Yyy.. - ocknęłam sie z tego magicznego transu - coo? to znaczy niee. Nie wiem..- usłyszałam jak moja mama sie śmieje. Zniknęłam szybko w moim pokoju i zaczęłam sie pakować. Przez cały czas w głowie siedział mi Louis. Jest bardzo sympatyczny, miły, zabawny, opiekuńczy, przystojny i kochany.. Chyba naprawdę coś do niego poczułam. Spakowałam wszystkie potrzebne mi rzeczy i poszłam sie wykapać i spać. W nocy z niewiadomych mi przyczyn śnił mi sie właśnie Louis. A gdy sie przebudziłam i spojrzałam na fotel znajdujący sie w moim pokoju i zobaczyłam niego..
J: Lou?- zapytałam
L: Nie mała, to tylko twój sen.. - powiedział jakby to było oczywiste.
J: No spoko, dobranoc. - położyłam sie wygodnie i okryłam kadra. Po chwili poczułam jak siada kolo mnie. - Louis skoro już tu jesteś to sie połóż i idź spać. Musze sie wyspać bo jutro mam samolot - wykonał moje polecenie i położył sie koło mnie.
L: Nie jesteś ciekawa jak sie tu dostałem? 
...




Naat 

sobota, 1 lutego 2014

Lou :) - część 2

Podszedł do mnie i mogłam zobaczyć jego twarz. Przypominał mi kogoś. Tylko kogo..?! A już wiem to ten sam chłopak co sie na mnie w klubie patrzał. - Cześć jestem Louis. - uśmiechnął sie i wyciągnął dłoń w moim kierunku.
J: (T.i.).. - uścisnęłam jego dłoń i odwzajemniłam uśmiech.
L: Co robisz w środku nocy na ulicach Amsterdamu i to.. Hah..! Bez butów?
J: Nie ciesz sie..! Jestem ciekawa ile ty byś potańczył w takich butach..?! - powiedziałam z rozbawieniem i pokazałam mu szpilki
L: Hmm.. Pewnie niewiele.. - zaśmialiśmy sie. - To co robisz tutaj i tej porze?
J: Wracam do domu.. A ty? - spojrzałam na niego i zaczęliśmy iść.
L: Odprowadzam cie do domu. - uśmiechnął sie.
J: Mimo to ze sie nie znamy?!
L: Właśnie robię to by cie poznać. - poczułam jak moje policzki zaczynają delikatnie palić. Odwróciłam głowę i patrzałam przed siebie. - Ślicznie wyglądasz jak sie rumienisz..
J: Przestań..! - krzyknęłam rozbawiona na niego - Bo będzie jeszcze gorzej.. - powiedziałam już ciszej
L: To jak opowiesz mi coś o sobie? - zapytał
J: Yhm.. Mieszkam tu od 12 lat, ale moim marzeniem jest mieszkać w Londynie. Jestem kapitanem drużyny piłki nożnej i ostatnio zostałyśmy mistrzyniami Europy a w ramach nagrody za dwa dni lecimy właśnie do Londynu. Niestety tylko na miesiąc ale zawsze to coś.. - opowiadałam mu o sobie z przejęciem. Mówiłam o swojej pasji do piłki nożnej. Uwielbiam to co robię.. - To właśnie ja.. - uśmiechnęłam sie do niego- Teraz ty..!
L: Ja mieszkam w Londynie a jestem tu właśnie ze względu na ten mecz. I muszę przyznać jesteś naprawdę świetna. Sam gram w drużynie Doncaster Rover, ale bardzo rzadko. Uwielbiam to robić. Na co dzień zajmuje sie muzyka.. i pewnie wiesz kim jestem..?! - spojrzał na mnie.
J: No teraz już tak.. Wcześniej nigdy w życiu na oczy cie nie widziałam. - zaśmiałam sie, ale Louis nie zrobił tego ze mną, zatrzymał sie i patrzał na mnie jakby ogarniał to co powiedziałam.. - Coś sie stało? - nic nie odpowiedział - Louis no powiedz coś..! Jeśli cie czymś uraziłam to przepraszam.. - nie miałam pojęcia o co mu chodzi. Nic takiego nie powiedziałam by go obrazić
L: Yyy.. Nie, nic sie nie stało. Tylko nie mogę uwierzyć w to co mówisz.. Naprawdę nie wiesz kim jestem?
J: No niee.. Po co miałabym kłamać nowo poznanego przystoj.. - przerwałam szybko i zakryłam usta dłońmi - to znaczy chłopaka.. - pewnie na mojej twarzy znów gościł rumieniec. Odwróciłam sie i zaczęłam iść. Chłopak szybko mnie dogonił.
L: Nie jest ci zimno? - zapytał ni stad ni z owad
J: Niee.. - przeciągnęłam
L: Ale asfalt jest na pewno zimny a ty idziesz bez butów.. - uśmiechnęłam sie pod nosem. A po chwili byłam już w powietrzu, a dokładniej Louis wziął mnie na ręce.
J: Co ty robisz?!
L: No nie pozwolę ci żebyś szla boso.. - powiedział jak gdyby nigdy nic
J: Przecież mogę ubrać swoje szpilki..
L: Nie pozwolę żeby cie bolały stopy od tych szczudeł.. - znów ten sam ton, tylko ze przy tym na jego twarzy pojawił sie uśmiech.
J: Jestem ciężka nie dasz rady donieść mnie do mojego domu. - wiedziałam co mowie. W prawdzie ciężka nie byłam ale do domu mamy jeszcze daleko i jestem pewna ze nie wytrzyma.
L: Jesteś lekka i poradzę sobie. Mogę sie nawet z Tobą założyć..- zaproponował
J: Dobra, niech ci będzie.. Ale o co?
L: Hmm.. O to że pójdziesz ze mną na kolacje jak już będziesz w Londynie.. - ładnie sie uśmiechnął
J: Ok.. Wiesz zrobiłabym to nawet bez zakładu.. - odwzajemniłam uśmiech. Powiedziałam mu gdzie mieszkam. Nie przejął sie zbyt daleka drogą. Robiło mi sie zimno wiec wtuliłam sie w bruneta i odpłynęłam. Rabo obudziłam sie w jakimś pokoju, ale za cholerę nie wiem do kogo należy. Wiem że na pewno nie do mnie. Rozejrzałam sie a już po chwili sie uśmiechnęłam. Przypomniał mi sie ten chłopak z którym sie założyłam. Wstałam z łózka i zobaczyłam że mam na sobie jakieś dresy i koszulkę w niebieskie paski. Modliłam sie tylko żebym miała na sobie swoja bieliznę. Obmacałam sie szybko i była ona na swoim miejscu. Tylko czemu nie pamiętam jak sie przebrałam i jak sie tu znalazłam, przecież nie piłam nic. Wyszłam z pokoju i zeszłam schodami w dol. Weszłam do dużego pokoju, wydaje mi sie że do salonu. Nikogo tu nie było, poszłam dalej i weszłam do kuchni. Przy blacie stał właśnie ten brunet. Stał do mnie tyłem wiec nie widział mnie.
J: Cześć Louis. - powiedziałam, chłopak delikatnie podskoczył. - Przestraszyłeś sie.? - zaśmiałam sie
L: Hej mała i niee.. nie przestraszyłem sie..
J: Yhm.. A teraz tak na poważnie.. Co ja tu robię i w dodatku w za dużych ciuchach? - wskazałam na ubrania i usiadłam do stołu
L: Przyniosłem cie do mnie, bo zasnęłaś.. Chcesz kawę? - zmienił szybko temat
J: Tak, ale przecież powiedziałam ci gdzie mieszkam. - nie dawałam za wygrana
L: Zgadza sie, tylko że nie chciałem cie budzić. Tak słodko spałaś..
J: Hahah! Ok Louis.. To ja zaraz będę sie zbierać. - postawił przede mną gorący napój i sam usiadł na przeciwko mnie.
L: Nie wyposzczę cie bez śniadania i obiadu.. - powiedział jakby to było oczywiste
J: A moi rodzice.. Pomyślałeś o tym że mogą sie martwić.?
L: Pomyślałem i wszystko im już wytłumaczyłem..
J: Coo? Jak? - zapytałam zdziwiona
L: No normalnie poszedłem do nich. Wstają bardzo wcześnie..
J: Wiem o tym ale przecież jesteśmy..
L: Na tej samej ulicy, a mieszkasz na przeciwko.. - przerwał mi. - Dlatego cie nie budziłem. A jakąś godzinę temu bylem u twoich rodziców powiedziałem im że jesteś u mnie. To bardzo mili ludzie.
J: Taak.. Ale Ja i tak muszę iść do domu.. Musze sie spakować i takie rożne rzeczy.. - tłumaczyłam
L: Zdążysz.. Masz jeszcze jutrzejszy dzień.
J: Mam inne wyjście? - zapytałam zrezygnowana
L: Niee..! - powiedział radośnie w bananem na twarzy. Louis zrobił śniadanie, bardzo pyszne śniadanie i poszliśmy do salonu. Obejrzeliśmy jakąś komedie śmiejąc sie przy tym do bólu brzucha. Po filmie Lou zabrał sie za obiad. Przyglądałam sie każdemu nawet najmniejszemu jego ruchowi. Musze przyznać jest on naprawdę przystojny. I wyglądał niesamowicie w fartuszku. Cicho zachichotałam.
L: Z czego sie cieszysz..? - zapytał nawet sie nie odwracając.
J: Niech pomyśle.. Z ciebie.. - zaśmiałam sie głośniej.
L: A co jest we mnie takiego śmiesznego..!?- oparł sie o blat i skrzyżował ręce na torsie.
J: No wiesz.. nie często widzę takiego chłopaka jak ty w fartuszku w kolorowe kwiatki.. - wskazałam palcem na jego strój. Również sie na niego spojrzał i uśmiechnął.
L: To może ty go ubierzesz..?
J: Ojj niee.. To ty mnie zaprosiłeś na obiad wiec to ty będziesz gotować. - uśmiechnęłam sie ładnie do niego. Chłopak nic nie powiedział tylko powrócił do przygotowywania obiadu. Ja w tym czasie zaczynałam sie nudzić. Na stole znalazłam jakąś gazetę. Wzięłam ją do reki i każda kartkę pojedynczo zgniotłam w małą kulkę. A gdy już to zrobiłam zaczęłam rzucać w Louisa. Pierwsza nie trafiona, druga dostał w plecy, a trzecia przeleciała mu nad głową. Została mi jeszcze jedna. Wycelowałam i rzuciłam. Dostał elegancko w głowę.
L: Ok.. Przegięłaś.. - zaśmiał sie i zaczął mnie gonić. Uciekałam po całym domu, wybiegłam na podwórko i zaczęłam uciekać po ogrodzie. Byłam szybka w końcu gram w ataku, ale po jakimś czasie uciekania Louis mnie dogonił. - To jaka chcesz kare..?
J: A to ze mnie złapałeś nie jest ta kara..?! - droczyłam sie z nim. Chłopak zadziornie sie uśmiechnął i przerzucił mnie sobie przez ramie. Zaniósł mnie do salonu i położył na kanapie a sam usiadł na mnie okrakiem. Zaczął chodzić palcami po moich zebrach, ale gdy nie widział reakcji spojrzał na mnie zdziwiony.
L: Co jest?!
J: Haha..! Biedactwo myślało że mam łaskotki?! Jesteś uroczy Lou, ale musisz wiedzieć że nie wszystkie laski na świecie je mają.. - zrzuciłam go z siebie i wstałam
L: Ale ty nie jesteś wszystkie.. - już chciałam mu coś odpowiedzieć ale poczułam jakiś nie przyjemny zapach dochodzący z kuchni.
...



Naat